Świadkowie Jehowy - forum dyskusyjne

BYLI... OBECNI... => BYŁEM ŚWIADKIEM... nasze historie => Wątek zaczęty przez: Tazła w 26 Czerwiec, 2016, 21:24

Tytuł: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 26 Czerwiec, 2016, 21:24
A więc za namową kilku osób postanowiłam zebrać te wszystkie moje historyjki. :)

 Może kilka słów o tym,  skąd pomysł na taki nick.


Kiedyś wracając z zakupów mijałam się  z panią która była dla mnie długie lata ciocią, a wiadomo po moim odejściu wszystko się zmieniło. Szła z nią kobieta której nie znałam. Jak przyzwoitość nakazuje powiedziałam dzień dobry....znajoma mi nie odpowiedziała tylko ta druga. I zaraz jak żeśmy się minęły zagadała do niej...to chyba było do ciebie, bo ja jej nie znam.
Na co była ciocia ....to córka siostry Janiny...tamta pyta..ale która bo ona ma dwie? Na co ciotunia odp....ta zła. A że panie były słusznego wieku, rozmawiały dość głośno i wszystko mogłam wysłuchać.
 I stąd ten pomysł. :D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 26 Czerwiec, 2016, 21:24
Trzy siostry

W naszym zborze były rodzone siostry które jedna po drugiej zostawały świadkami.
Najpierw jedna zakochała się w koledze z pracy i tak została świadkiem, gość był ambitny i szybko został starszym. Później druga z sióstr poznała kolegę szwagra, który był sługą pomocniczym i też ona została świadkiem.
Najoporniejsze były dwie...najstarsza która chorowała od dziecka i najmłodsza, jednak do czasu. Do zboru przybył pionier, gość po trzydziestce bardzo gorliwy i aktywny, robił więcej niż się od niego wymagało. To właśnie w nim zadłużyła się najstarsza z sióstr Bożena, i ona została świadkiem. Później ślub i ku radości całej społeczności oboje zostali pionierami.
Ach co to była za  para ogólnych zachwytów. Zawsze razem, zawsze na czas, zawsze z najlepszymi wynikami....chodzące ideały.

I nagle bum.....Bożenka nie żyje. Mąż ją znalazł martwą pod drzwiami ich pokoju.
Po latach  dowiedziałam się od najmłodszej z sióstr, że to przez niego zmarła. Powinna być pod stałą kontrolą lekarza, brać drogie leki. Jednak mąż uznał, że armagedon jest tak blisko iż na nic jej to wszystko. Trzeba sobie zapracować na życie  w raju. A więc...pracowała, pracowała, aż.....

To bardzo poróżniło siostry, najmłodsza obwiniała dwie starsze. Że to one ją wyswatały. Ta która wraz z mężem  zapoznała Bożenkę z pionierem sama czuła się bardzo winna. Wiedziała że on żonę trzymał wręcz pod kluczem i jak nawet próbowała ingerować, rozmawiać z mężem na ten temat zostawała objechana, że to...mąż jest głową, on rządzi, a im nie wolno się wtrącać, bo to bardzo chrześcijańskie małżeństwo.

Z tego co wiem na chwilę obecną....rozwiodła się z mężem, nie jest już świadkiem,mieszka gdzieś w Irlandii.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 26 Czerwiec, 2016, 21:25
Kuba, wzór wszelkich cnót

To że zostałam wychowywana w taki właśnie sposób, nie wypaczyło mojej psychiki. Wychowując swoje potomstwo, nie wzorowałam się na moich rodzicach.
Nie popadałam też ze skrajności w skrajność. Tzn...nie próbowałam rekompensować swojego dzieciństwa na osobie mojego syna. Dbałam tylko o to aby miał spokojne dzieciństwo i aby wiedział co to jest odpowiedzialność oraz miał świadomość tego że....coby się nie działo, zawsze będę za nim stała murem. Nawet jak bym nie pochwalała jego postępowania.

Nie wiem jak teraz, ale takie zachowanie jak u mojej matki to była norma. Nieraz się szło do łazienki a tam tylko...dupa chlastała, tak matki przywoływały dzieci do porządku. Dziś uważam że to była presja otoczenia. Jeśli te dzieci były niegrzeczne tzn matka sobie nie radziła, a jak nie radziła......tzn była słaba. I kto obrywał? Ano najsłabsi.

Nie wiem czy  tu wspominałam o pewnym starszym miał syna , chłopak był gdzieś w moim wieku. I jak zaczął się wiercić, ojciec go tak mocno ściskał za dłoń, że aż kiedyś chłopak się posikał z bólu. Później żeśmy podrośli i chłopak był wzorem dla wszystkich. Och jak się ciotki znim zachwycały. Grzeczny, zawsze najlepiej przygotowany, aktywny.
Raz przyszedł z siniakiem na twarzy, na pytanie co się stało....matka odpowiedziała grał w piłkę.
Prawda pewnie była inna....ojciec.
Czasem autobus mi uciekł i jak jechałam do szkoły następnym musiałam biedź przez park obok garaży i pewnego dnia spotkałam tam Kubę z papierosem w dłoni. Był z kolegami. Na zebraniu gdy mnie zobaczył widziałam że chce coś powiedzieć, ale nie wiedział co. Pewnie miał niezłego pietra.
Ja tą ciekawostkę zostawiłam dla siebie, jednak już wiedziałam że młody braciszek nie jest taki doskonały jak nam się wydawało.
Później nasze drogi się rozeszły.
Dziś wiem, że Kuba też bardzo szybko uciekł od rodziców i z organizacji. A dzieciństwo jakie miał...mogło być gorsze od mojego.


Lata szkolne.

  Ja w podstawówce byłam sama na całą szkołę i dlatego byłam istnym dziwactwem. Bywało, że pewnych rzeczy uczyłam się ukradkiem np inwokacji bo matka powiedziała, że mi nie wolno mówić o....pannie co jasnej broni...
A ja wolałam się nauczyć, zaliczyć jak inne dzieci nawet  gdyby ten na górze miał mi język....
Szkoła średnia, było już lepiej tam była dziewczyna taka jak ja. Początkowo trzymała się z boku, małomówna, skryta. Kiedyś przez przypadek zauważyłam u niej w plecaku pismo i to już mi nie dało spokoju.  Zaczęłam podpytywać, aż padło sakramentalne...bo ja jestem śJ. I jak najpierw się ucieszyłam, że nie jestem sama, tak później zaczęłam zastanawiać...a jak to jakiś gorliwiec?
Okazało się, że Ona jest OK, a nawet bardzo ok. Miałyśmy podobne dylematy i wątpliwości, a teraz to nawet myślę że wzajemnie się nakręcałyśmy.
Dziś i ja i Ona jesteśmy odstępczuchy i dobrze nam z tym.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 26 Czerwiec, 2016, 21:28
Nie tędy droga

Kilka lat temu zaszłam do sąsiadki gdy okładała pasem dziecko. Pytam....za co ją tak tłuczesz? Przestała i mówi, że młoda zgubiła kasę na buty. Sorry....nie ma kasy, nie ma butów to już dla niej wystarczająca kara. A jak chce niech sobie idzie zarobić. Sezon jagodowy trwa, niech śmiga do lasu, ja chętnie od niej kupię.
To jednak matki nie przekonało, nadal swoje że ma szczęście że przyszłam bo by jej bardziej dop....
Postanowiłam kobiecie przywrócić pamięć i mówię...a pamiętasz jak kilka lat temu zgubiłaś wypłatę? Czemuś wtedy nie wzięła pasa i nie obiła sobie pleców? Tobie się jeszcze bardziej należało....dorosła osoba, całe pensja, cóż za brak odpowiedzialności....
Miała taką minę jakby to zaraz mnie chciała przyłożyć ty pasem. :D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 26 Czerwiec, 2016, 21:30
Ostatnia wola albo jej brak

   Byłam nastolatką jak zmarł staruszek, oboje z żoną byli śJ. Gdy na pogrzeb przybył ich jedyny syn Katolik z żoną i dziećmi, matka wyśmiała synową na głos przy wszystkich że ubrała się jak do teatru....miała czarny kapelusz. Syn nie wytrzymał i wyszedł z domu razem z rodziną, na co synowa  syknęła do śmiejącej się teściowej....ten się śmieje kto się śmieje ostatni. Minęło może z pół roku i zmarła ona....zajechaliśmy jako (sJ ) na pogrzeb wyszła synowa i mówi....mama będzie miała pogrzeb katolicki, ale kto z państwa chce zapraszam na mszę.
Starszyzna coś poszeptała i się rozjechaliśmy do domów.

Do dziś mam przed oczami triumfującą minę synowej.

Jaki będzie pochówek ma znaczenie dla żywych.....zmarłemu wsio rawno.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: M w 26 Czerwiec, 2016, 21:30
Na co była ciocia ....to córka siostry Janiny...tamta pyta..ale która bo ona ma dwie? Na co ciotunia odp....ta zła.

Nawet jeśli wiemy że Ci ludzie są zmanipulowani to chyba jednak musi trochę człowieka boleć, gdy słyszy na swój temat coś takiego. Ja niby też wiem, że powinienem mieć w nosie co ludzie o mnie mówią i jakie kłamstwa na mój temat będą krążyć jak odejdę. Ale jednak jestem przekonany, że jak usłyszę jakieś z nich osobiście to mnie to mocno dotknie.

Z drugiej strony minęło już trochę czasu i widać, że masz już do tego dystans i potrafisz się z tego śmiać, skoro nawet z tej historii powstał Twój nick :)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 26 Czerwiec, 2016, 21:32
Od drzwi do drzwi przy mojej bramie.

     Wczoraj wracałam z zakupów, tyle co wjechałam na podwórko idzie pan z  małym chłopcem, na oko malec miał 6 lat, później ojciec powiedział, że ma 9.
Chłopiec zwraca się do mnie....wie pani że może pani żyć w raju na ziemi? Wzrok wbity w ziemię, kurczowo trzymał jakąś publikację.
Tak wiem, odpowiedziałam chłopcu i wyciągnęłam z bagażnika batona i podałam malcowi, uprzedzając reakcję....tata na pewno nie ma nic przeciwko co obu lekko zaskoczyło.
Owszem tatuś pozwolił malec się zajął słodyczą, a ja zapytałam ojca....czy jest wychowany w organizacji ? Odp...że nie , jest świadkiem od 6 lat. A więc nie ma pan pojęcia co czuje takie dziecko wystawiona na pierwszy ogień. Pytał pan kiedyś syna jakie mu towarzyszą emocje? Mężczyzna się oburzył...a co mani może o tym wiedzieć? A wiem, też byłam takich dzieckiem i przy każdym wejściu serce podchodziło mi do gardła z obawy kto wyłoni się za  drzwiami. Dla dorosłego kilka epitetów, gestykulacji to nic, a dla dziecka to  wielkie przeżycie i strach.
My tak sobie dyskutowaliśmy, a chłopiec zaczął się bawić z moim psem. Pokazuję ojcu i mówię....taki powinien mieć wyraz twarzy....pogodny, roześmiany, a nie spięty i przerażony.
Oczywiście pan powiedział, że dba o swoje dziecko...owszem ja nie neguję odpowiedziałam. Ale dziś sobota, aby na dziewiątą przyjechać do tej mojej dziury to musiał pan chłopca obudzić o szóstej. A to ani zdrowe ani ludzkie.
Pan może jest dobrym świadkiem, ale nie ojcem. I niech pan porozmawia na spokojnie z synem co  czuje jak go pan tak pcha na pierwszy ogień?

Chciałam już odchodzić, ale mężczyzna zapytał....dlaczego nie jestem świadkiem? Wie pan...odpowiedziałam....już jako nastolatka zrozumiałam, że coś mi nie pasuje. Religia afiszuje się swoją miłością, a zabrania kontaktów z bliskimi jeśli ten wykluczony. Uważa się za lepszych, szasta miłością do bliźniego a drwi z innych wyznań. Jak tak można.....jedna wielka obłuda.
Facet nie odpuszczał.....zbór trzeba trzymać w czystości z dala od wszelakich zanieczyszczeń. Ooo gościu przegiąłeś pomyślałam, wróciłam się i mówię. Wie pan nawet sterylne pomieszczenie jeśli zawsze będzie hermetycznie zamknięte, bez dopływu świeżego powietrza skiśnie od środka.  To raz, a dwa....może i jestem w waszych oczach zanieczyszczeniem, ale kieruję się maksymą.... kto się wywyższa będzie poniżony, a kto poniża będzie wywyższony. Dalej zadzierajcie nosa i patrzcie końca.

Życząc miłego dnia, odeszłam. Ojciec wyraźnie zirytowany wyszedł już na ulicę , a malec nie mógł oderwać się od psa.
I wtedy zrobiło mi się tak strasznie go żal, jakie on zna życie. Cały  tydzień szkoła, przychodzi weekend z rana w teren, w niedzielę zebranie po południu i to wszystko.
Wróciły wspomnienia....
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 26 Czerwiec, 2016, 21:35
Ja i moja matka.

   Byłam odwiedzić dom rodzinny. Wiedziałam, że temat pedofilii zostanie poruszony, ale nie spodziewałam się, że aż tak szybko.
Matka przywitała mnie słowami...odstępcy oczerniają Jehowę mam nadzieję że nie bierzesz w tym udziału? Powiedziała z miną nieznoszącą sprzeciwu.
Gdzie Jehowę tylko kilkanaście setek zboczeńców którzy znaleźli u was schronienie. Ale się zaczęła ciskać, zarzucać mi konszachty z diabłem, trzymanie z dewiantami i brak lojalności.
Odpowiedziałam że mój diabełek przy tym ich to pikuś, jeśli tak wyglądają dewianci to czuję się spokojna, a co do lojalności....jestem lojalna względem takich ludzi jak ja. Ty mi kiedyś pokazałaś jak się wybiera, a więc wiesz kto jest moim bratem.

Nasza dyskusją nabierała rumieńców( nie będę wszystkiego przytaczać) matka się nakręcała na maksa, a ja choć chwilami się we mnie gotowało zachowywałam spokój i każde zdanie kończyłam uśmiechem. To ją chyba najbardziej irytowało bo zarzuciła mi judaszowskie uśmieszki.

Postanowiłam ją złamać tym spokojem. Mówię....mamo, nie jesteś głupia więc mnie posłuchaj, nie przerywaj mi....
Powiedzmy że ta pedofilia jest prawdą, przecież to przestępstwo, jak można tak krzywdzić dzieci to raz, a dwa wiedzieć o tym i zamieść to pod dywan, aby taki zboczeniec chodził bezkarnie i dalej krzywdził. Przychodzi ktoś nowy do zboru, nic o nim nie wiesz, a skąd  wiesz że to nie jest pedofil i go przenieśli? Masz wnuki i on im ręce podaje, uśmiech się, czasem czymś poczęstuje, albo przytuli. A tak naprawdę jego myśli krążą wokół jednego.
Wiem powiesz bracia go biorą na dywanik. Ale co wie na temat ludzkiej psychiki murarz, mechanik, dekarz i sprzedawca? Czy mają wykształcenie psychologiczne, prawne aby się w to bawić? Przecież jak coś cię boli idziesz do lekarza, człowieka odpowiedni do tego przygotowanego, a nie biegniesz do starszych aby pogmerali w piśmie i cię uzdrowili.
Zobacz jakie to naciągane.
Tak naprawdę wy wszyscy jesteście odpowiedzialni za te zbrodnie. I Ty i tobie podobni.
Tu już nie wytrzymała i odparł....co ja, jak ja?
Posłuchaj, nie przerywaj mi. Pod każdym pismem, publikacją, apelem, odpowiedzią jest jeden podpis...wasi bracia. A więc pytam  którzy? Wiesz którzy? Znasz ich nazwiska? Na pewno nie.
Bracia czyli cała społeczność ma to na sumieniu.
A przecież znasz werset o kamieniu młyńskim , albo ten ...biada człowiekowi przez którego dokonuje się zgorszenie.
Nie odpowiadaj mi, tylko się zastanów.

Wstałam i wyszłam, mama mi nawet do widzenia nie odpowiedziała. Teraz się ze mnie w domu śmieją, że jak moja matka zwątpi będzie to moja wina.
Nie, ona nie zwątpi ale może da jej to do myślenia i nie będzie taka bezkrytyczna względem organizacji.


Miłość braterska

Pamiętam z swoich czasów pioniera, przyjechał do nas gdzieś z gór. Gorliwy, ambitny,młody i bardzo pomocny. Jego ulubioną "przysługą - powinnością" było odwiedzanie młodzieży, jak się później okazało tylko żeńskiej ich strony. Odwiedził i mnie, dziwnym zbiegiem okoliczności gdy byłam w domu sama. Matka na zebraniu się pochwaliła że jadą z ojcem do siostry, w więc postanowił mnie odwiedzić.
Gadka szmatka, szkoła, znajomi, film w tv i takie inne tematy. Ale gdy zaczął za mną krążyć po pokoju, poprawiać mi włosy, chwytać za ramiona i inne takie. Miałam pietra! Nagle zobaczyłam w nim nie brata Piotra, ale obleśnego typa ze spoconymi dłońmi. Powiedziałam sorry, ale muszę iść do koleżanki po lekcje. Nie bardzo chciał wyjść, ale stanęłam przy drzwiach i zaczęłam się ubierać. Nie miał innego wyjścia też się ubrał i wtedy mnie złapał i próbował pocałować. Nie wiem skąd we mnie ( niezbyt wypasłej i wyrośniętej siedemnastolatce) było tyle siły, ale odepchnęła  go, otworzyłam drzwi i krzyknęłam....Piotrek wyp....
Każde następne z nim spotkanie przyprawiało mnie o mdłości, a witanie się z nim mogę śmiało porównać z dotykaniem g.... Oczywiście moja matka nie uwierzyła, stwierdziła że nie chce mi się z pionierem chodzić do służby. Dopiero na jednej ze zbiórek zauważyłam że część dziewczyn nie chce iść  z nim  w parze. Zapytałam jedną z dziewczyn....co z Piotrusiem nie masz ochoty iść? Ta mi odpowiedziała, że...prędzej woli wrócić do domu niż iść z tym gadem.
Podobno doszły skargi na pioniera do starszych. Osoby zgłaszające dostały opier...za szkalowanie brata. A jego samego przerzucili  w inny teren.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 26 Czerwiec, 2016, 21:38
Moja podłość nie zna granic :D

   Pamiętam jak płakałam gdy moje kuzynki (z którymi się wychowałam, miałam wrażenie że jesteśmy blisko) udały na ulicy że mnie nie znają. Przeszły koło mnie jakbym była przeźroczysta, mimo że się do nich z daleka odzywałam.
To był chyba taki podwójny cios, ale i to przetrzymałam. Dziś gdy się mijamy sam na sam ( nie ma nikogo znajomego postronnego w pobliżu) już się nie odzywam.
Aleeeee jak jest ktoś w zasięgu kto nas doskonale zna, odzywam się do nich, co je stawia w niezbyt komfortowej sytuacji.
Kiedyś nasz wspólny nauczyciel zapytał....a co wy się gniewacie? Ja mówię....nie, tylko one są śJ a ja nie i już mnie nie znają. :)
Czy jestem podła? Nie, tylko trochę upierdliwa :D


Niezbadane są wyroki...


Co tam obcy ludzie. Ja znam przypadek gdzie matka całowała dwójkę swoich dzieci omijając nastoletnią córkę bo została wykluczona. Za takie zachowanie dostała w twarz od swojego 70 letniego ojca, ale i to nie pomogło.
Powiedziała ojcu że ją może zabić a ona swoich zasad nie zmieni.
Córka bardzo szybko wyprowadziła się z domu, matkę w ogóle nie interesowało gdzie jest i co robi  z czego się utrzymuje. Dla niej umarła, tak miała w zwyczaju mówić.
Jej rodzeństwo się z nią widywało, ale wiadomo w tajemnicy przed matką.

   Jednak los lubi być przewrotny. Po jakiś 18 latach matka ciężko zachorowała  na wątrobę. Tylko przeszczep był ją w stanie uratować, a ratowała się wszystkim co tylko możliwe. Podobno miała jakieś pogadanki ze starszymi, ale wszystko brała na barki swojego sumienia.
Z dziewczyną, a raczej już z kobietą, żoną, matka dwójki dzieci cały czas miało kontakt rodzeństwo. Wiedziała co się dzieje, oni nigdy świadkami nie zostali i nie mogli zostać też dawcami dla matki. Tylko w niej była nadzieja.
Matka do niej dzwoniła,  ale żal był tak duży że nie chciała rozmawiać. Jednak na operację się zdecydowała pod warunkiem że nie będą miały żadnego kontaktu.
Pamiętam naszą rozmowę przed operacją, mówiła do mnie Anusia co mam zrobić, może się wycofać? Odp...że co zrobisz to będzie tylko i wyłącznie twoja decyzja. Ja wiem, żal , ból, strach przed komplikacjami. Ale czy jak matka umrze nie dopadną cię wyrzuty? I tego się własnie bała.
Odwiedziłam ją po wyjściu ze szpitala, była w świetnej formie, mówiła że goi się jak na psie. Widziałam że sprawiła sobie tym radość. Całość podsumowała....dałam jej tą moją wątrobę, a niech ma cholera zgagę.

Nigdy się nie zgodziła na kontakt z matką, nawet wtedy jak matkę też wykluczono.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 26 Czerwiec, 2016, 21:46
Moja wina?


  Pod koniec mojej świadkowej kariery zebrałam opier....za sukienkę na szelkach a były to szelki dość szerokie sukienkę szyła mi moja matka, a więc nie było mowy o jakimś odkrywaniu. Były tylko odkryte ramiona i jak to sukienka miała zaszewki czyli podkreślała talię i biust.
Ale dla braci ja byłam półnaga z biustem na wierzchu. Odchodząc od karcenia powiedziałam głośno....Jehowo dlaczego mnie pokarałeś takimi cyckami które przykuwają uwagę. I znów dywanik, za niestosowne zachowanie. :-\ ;D ;D


Jak się robi dzieci?


 Kiedyś rozmawiałam z dziewczyną która wyszła za mąż i ich dziecko urodziło się 8,5 mca po ślubie.  Oczywiście rozmowa, a jak, a dlaczego itd.... Przedstawili papiery ze szpitala, że dzieciak to wcześniak, ale to było za mało.  Ona już była u kresu wytrzymałości. Na zebraniach patrzono na nią wilkiem, w służbie jak nie było matki, siostry czy męża to nikt nie chciał iść z nią w parze. Nie potrafiła się nawet cieszyć z tego dzieciaczka. II znów rozmowy z PANAMI MORALE, pada pytanie....jak do tego doszło?
Wtedy nie wytrzymała i powiedziała...a co nie wiecie jak? Rozłożyłam nogi i po sprawie. Otworzyła drzwi i pożegnała panów. Na tym się jej przygoda z organizacją skończyła.


Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 26 Czerwiec, 2016, 21:51
Krew albo....

  Byłam przy takim "spotkaniu", zawiozłam babcię dziecka z wypadku do szpitala. Po drodze troszkę mnie wypytywała jak to jest z tą krwią i z tymi panami.
Syn i synowa latami z nią nie rozmawiali bo była przeciwna ich religii, rodzice synowej też byli świadkami.
Pyta się kim są ci panowie, syn że to bracia jacyś tam....pani spokojnie pyta, a to rozumiem że panowie są lekarzami? Cisza. Pani znów pociska....aż pyta wprost jednego ...jaki pan ma zawód? Odpowiedział jej chyba że handlowiec. Drugiego też zapytała....
Przyszedł lekarz i mówi ,że trzeba podjąć decyzję w sprawie leczenia. Ci trzej goście dopadli do lekarza i zaczęli prawić swoje mądrości. Matka podeszła do syna i mówi spokojnie....synu jak zajdziesz do domu i powiesz Marcie, że Jacek nie żyje, a ty się do tego przyczyniłeś, bo pozwoliłeś sprzedawcy aby decydował o sposobie jego leczenia?
Mówiła spokojnie, ale bardzo mądrze. Syn nic a nic się nie odzywał, siedział z głową spuszczoną i się  bujał jak dziecko z chorobą sierocą.
Wstał, poszedł do panów coś powiedział, oni pokręcili głowami i dalej stali. Znów przyszedł lekarz z ponagleniami, ci znów swoje przed lekarzem z wersetami.
Ojciec już zaczął mówić głośniej, żeby szli. Też nie skutkowało aż się wydarł....wypier...nie rozumiecie!!!
Razem z nimi poszli drudzy dziadkowie.
Dziś chłopak ma 17 lat jest zdrowy, a rodzina po wielu przebojach znów razem, ale już nie w organizacji.

Od tamtej pory uważam, tych ludzi za sępy. Krążą nad tą swoja ofiarą i krążą. Nic w nich z ludzkich odruchów.


cd

Stałam tam z boku i czułam się jakbym oglądała jakiś kiepski film. Podobno gdy wróciłam do domu wyglądałam jak kreda. Mąż dopytywał co i jak, a ja zaczynałam mówić i słowa więzły mi w gardle.
Długo nie umiałam o tym spokojnie opowiadać, nawet teraz po tylu latach na samo wspomnienie łzy  cisną się do oczu.
Pamiętam jeszcze jak lekarz podniesionym głosem mówił....ludzie opamiętajcie się, tu się liczy każda minuta , on umrze. Był wyraźnie przejęty i podirytowany. A oni z tymi swoimi uśmieszkami na twarzy mówili, że widzą co robią i postępują słusznie. Chcieli wejść aby pomodlić się razem z chorym ( gdzie chłopiec był nieprzytomny), ale lekarz powiedział, że na żadne czary nad łóżkiem chorego nie pozwoli
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 26 Czerwiec, 2016, 21:55
Ludzie na życiowym zakręcie.

   Moi dobrzy znajomi, on chłopak po przejściach, odsiadywał jakiś wyrok i właśnie w ZK go wyrwali na swój lep.
Poznali się gdzieś przez przypadek w jednym z osiedlowych sklepów. Fajna para młodych ludzi, tylko ona nie chciała zostać świadkiem. Chodziła trochę na zebrania, on będący na tzw wstępnym dopalaczu próbował ją zwerbować na różne sposoby.
Ona zaś podobnie do Ciebie, chciała mu otworzyć oczy. Spędziłam z nią wiele godzin na przeróżnych rozmowach ( oczywiście w tajemnicy), podpowiadałam jej różne pomysły, które były mniej lub bardziej trafione.
Jednym z lepszych było notoryczne powtarzanie....ja nie namawiam cię abyś nie kochał Boga, ale organizacja to nie jest to samo co Bóg. Bóg jest wszędzie, nie potrzebuje miejsc i pośredników, bo przecież gdzie dwóch lub trzech ....
I to działało, ale wtedy do ataku przystępowali braciszkowie. A więc granie na emocjach....kogo bardziej kochasz mnie czy organizację? Bo przecież Boga kochamy oboje.... To też działało.

Pewnego dnia dziewczyna myjąc okna zbiła szybę, a spadające kawałek szkła przeciął jej nadgarstek. Trafiła do szpitala, straciła dużo krwi i było z nią naprawdę ciężko.
Po kilku dniach gdy można ją już było odwiedzać poszłam do niej, opowiedziałam jak widziałam jej chłopaka płaczącego pod szpitalem. Widać było, że bardzo się bał.
Gdy rozmawiali następnego dnia, zapytała go....powiedz mi , ale jako mój K...a nie jako świadek. Gdybyś musiał podjąć decyzję co do mojego życia, zgodziłbyś się na krew? Nic jej nie odpowiedział.
Za to ona mu powiedziała....bo widzisz ja bym zrobiła wszystko dla ciebie, bo dla mnie jak dla Boga życie to największy skarb. A takich organizacji jest wiele i nie wiadomo czy za jakiś czas im się nie zmienią zasady. I wtedy co z tymi ludźmi co umarli? To tak jakby ich zamordować.
Nie ukrywam, że to był mój pomysł i moja podpowiedź.

Dziś są szczęśliwym , udanym małżeństwem prowadzą mały biznes i są rodzicami pięcioletniej Ani.



Nie taki wykluczony straszny...

Nie miałam osobiście kontaktu z wykluczonymi. Tzn gdy miałam z dziesięć lat był wykluczony wujek i wtedy on nas nie odwiedzał, bo tak sobie życzyła moja matka. Ona jeździła do ciotki ( jego żony ) ale wówczas gdy on był w pracy. Pamiętam jak strasznie ubolewała nad jego postawą i wówczas ja jako dziecko wyobrażałam go sobie jako potwora. Jakież było  moje zdziwienie gdy go zobaczyłam u dziadków i się okazało, że on nic  ani się nie zmienił.
Później wrócił do łask zboru i całej reszty mojej rodziny w tym umoczonej.

Była jeszcze jedna osoba wykluczona, przyszywana ciotka. I tu mieliśmy zapowiedziane że...mamy powiedzieć dzień dobry , ale nic więcej. Nie rozmawiać, nie iść do niej jak nas zaprosi i nic od niej nie brać.

Później już jako nastolatka miałam kontakt z wykluczonym który powrócił. I opowiadał mi kiedyś jak mu było bardzo źle. Jak ostracyzm wpędził go w depresję i że wrócił aby nie być sam. Wtedy sobie pomyślałam, że ja bym nie dała tak rady, nie umiałabym. A jednak..... los lubi płatać figle. :D

A tak ogólnie....ludziom którzy nie byli śJ i choć przez chwilę nie wierzyli w te zasady , ciężko pojąć te całe "zabiegi".
Ci ludzie naprawdę w to wierzą, że tak się okazuje miłość, że tego wymaga od nich Bóg i że postępują właściwie.

Można to podsumować tak....wiara jest ślepa, lecz ostracyzm to najlepszy lekarz okulista.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 26 Czerwiec, 2016, 21:59
Nawet jeśli wiemy że Ci ludzie są zmanipulowani to chyba jednak musi trochę człowieka boleć, gdy słyszy na swój temat coś takiego. Ja niby też wiem, że powinienem mieć w nosie co ludzie o mnie mówią i jakie kłamstwa na mój temat będą krążyć jak odejdę. Ale jednak jestem przekonany, że jak usłyszę jakieś z nich osobiście to mnie to mocno dotknie.

Z drugiej strony minęło już trochę czasu i widać, że masz już do tego dystans i potrafisz się z tego śmiać, skoro nawet z tej historii powstał Twój nick :)

  Kiedyś bardzo bolało, aż paliło do białego. Z czasem nabrałam dystansu. A nawet mogę powiedzieć jak mała Mi....ludziom się w głowie nie mieści ile można mieć w d...... :D :D

Dobra na dziś koniec zbiorów, bo widzę, że zrobiła się tu prawdziwa czytelnia. Dobrej nocy :)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Blizna w 26 Czerwiec, 2016, 22:06
Wspaniały wątek :)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 26 Czerwiec, 2016, 22:38
Tazła, jesteś wielka, osoby, które namówiły Cię do tego wątku też, coś czuję że to będzie hit przez wielkie 'H'.
mam nadzieje że uda mi się być na bieżąco.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Gorszyciel w 26 Czerwiec, 2016, 23:19
Najlepsze to z biustem:P Musiało ich zatkać:D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: KaiserSoze w 27 Czerwiec, 2016, 11:58
Tazła, muszę zapytać: ty sama wymyślasz te doświadczenia, czy masz pomocników? Nie do wiary, że jednej osobie może przytrafić się tyle interesujących zdarzeń... ;)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 27 Czerwiec, 2016, 13:29
Jakto kto? Smurfy, dezerterzy od królewny śnieżki a dowodzi nimi szatan.  ;D
Aż takiej wyobraźni nie mam, jedno co mam to dobrą pamięć i ADHD w genach. :D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: trzynastka w 27 Czerwiec, 2016, 15:41
Mistrzowski wątek!


Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 27 Czerwiec, 2016, 16:57
Uśmiałam się z Twoich ripost, a co do zachowań 'duchowych' osób, serio oni oddychają tym samym powietrzem co My, albo niech powiedzą co biorą, albo niech biorą pół.

Na marginesie, czyli nie tylko mi się obrywało za niestosowne stroje, które można nazwać były kalka wytycznych niezwykle zatroskanych wujków z CK.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Cielec Kierowniczy w 27 Czerwiec, 2016, 17:44
Dla Tazły należy się tytuł Mistrzyni Ciętej Riposty :D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: ExSJMario w 27 Czerwiec, 2016, 17:54
Tazła, muszę zapytać: ty sama wymyślasz te doświadczenia, czy masz pomocników? Nie do wiary, że jednej osobie może przytrafić się tyle interesujących zdarzeń... ;)
Myślę, że nie jeden mógłby książkę napisać ze swoich przeżyć w WTSie.
Czasem sobie myślę... Ile człowiek musiał przeżyć takich historii, żeby otworzyć w końcu oczy???

Tazła wątek super  ;)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: M w 27 Czerwiec, 2016, 18:03
Dla Tazły należy się tytuł Mistrzyni Ciętej Riposty :D

Zgadzam się całkowicie. Zrobione :)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Nemo w 27 Czerwiec, 2016, 18:56
Zgadzam się całkowicie. Zrobione :)
Teraz będzie wzbudzała strach przed pyskaczami ;) ;D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Cielec Kierowniczy w 27 Czerwiec, 2016, 19:04
Taa...
Wystarczy zagrozić " ej, ej, bo Tazła się dowie ". ;D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 27 Czerwiec, 2016, 19:41
     M.... i CK wisicie mi wagon chusteczek. Jak zobaczyłam co mam nad awatarem to oplułam siebie, monitor i pół biurka. :-[ A później ze śmiechu się popłakałam. Wiecie ile było wycierania?  ;D ;D ;D

Taaa babą jagą straszy się dzieci, a mną ludzi na forum, już się nikt nie zarejestruje.  :(  ;D


Dzięki za miłe słowa, tak już jest z tą moją pamięcią że zapisuje więcej niż bym sama chciała zachować, ale na to już nic nie poradzę. Nie będę za bardzo pamiętała w co kto był ubrany, jak wyglądał  ale co mówił, robił to już wszystko.
Kiedyś małżonek się ze mnie śmiał...ciekawe czy pamiętasz coś z życia płodowego? Hmm....może i bym pamiętała, gdyby nie mój upadek z wózka na głowę, to pewnie wymazało część moich wspomnień sprzed wypadku.
Pikanterii temu zajściu dodaje fakt, że było to na .........zebraniu w czasie śpiewania pieśni. I wtedy jakaś mądra głowa stwierdziła, że to zapowiada moją wielką karierę w organizacji. :D
Cóż, w pewnym stopniu miała rację, bo swojego czasu byłam bardzo popularna w zborze, co spędzało sen z powiek mojej matce. :D


Uśmiałam się z Twoich ripost, a co do zachowań 'duchowych' osób, serio oni oddychają tym samym powietrzem co My, albo niech powiedzą co biorą, albo niech biorą pół.

Na marginesie, czyli nie tylko mi się obrywało za niestosowne stroje, które można nazwać były kalka wytycznych niezwykle zatroskanych wujków z CK.

  Teraz to i ja się śmieję, ale nie zawsze mi było do śmiechu. Czasem miałam pietra, ale jednak się nie dałam.

Było kilka nas młodych dziewczyn, które wzbudzały takie ,, zgorszenie". Dziś jak na to patrzę z perspektywy czasu dochodzę do wniosku, że ci panowie zwyczajnie szukali choć chwili w damskim towarzystwie. Zazwyczaj to byli starzy, zagorzali kawalerowie. Może myśleli sobie iż ich  stanowisko, pozycja, władza  ( jak zwał tak zwał ) w zborze wzbudzą podziw i zachwyt u którejś z nas i jednemu z drugim się trafi...cnotliwa młódka z walorami.  Wiadomo krew nie woda, świadek czy nie, swoje potrzeby ma.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Cielec Kierowniczy w 27 Czerwiec, 2016, 20:14
Tazła z tym wózkiem to było proroctwo, że wylecisz ale z rydwanu. :P
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 27 Czerwiec, 2016, 20:34
Hmm....może i bym pamiętała, gdyby nie mój upadek z wózka na głowę, to pewnie wymazało część moich wspomnień sprzed wypadku.
Pikanterii temu zajściu dodaje fakt, że było to na .........zebraniu w czasie śpiewania pieśni. I wtedy jakaś mądra głowa stwierdziła, że to zapowiada moją wielką karierę w organizacji. :D
Cóż, w pewnym stopniu miała rację, bo swojego czasu byłam bardzo popularna w zborze, co spędzało sen z powiek mojej matce. :D

Ha mamy podobne wspomnienie, mnie brat wywrócił z wózka, teraz zrzucam na niego że jestem taka mało ogarnięta.

Cytuj
Było kilka nas młodych dziewczyn, które wzbudzały takie ,, zgorszenie". Dziś jak na to patrzę z perspektywy czasu dochodzę do wniosku, że ci panowie zwyczajnie szukali choć chwili w damskim towarzystwie. Zazwyczaj to byli starzy, zagorzali kawalerowie. Może myśleli sobie iż ich  stanowisko, pozycja, władza  ( jak zwał tak zwał ) w zborze wzbudzą podziw i zachwyt u którejś z nas i jednemu z drugim się trafi...cnotliwa młódka z walorami.  Wiadomo krew nie woda, świadek czy nie, swoje potrzeby ma.

Ciężko się nie zgodzić, mnie czepiał się najczęściej jeden stary kawaler, albo jeden pionier specjalny (że jego żona studiowała ze mną miałam kombo, co wolno a co nie).

Słyszałaś kiedyś złotą radę: "lepiej jest założyć dłuższą sukienkę/spódnicę niż zbyt krótką"?
Skoro można zapanować nad genami, hormonami to nad oczami tym bardziej, jeśli ktoś nie chce mieć przekichane u starszego będącego betonem to nie polecam.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 27 Czerwiec, 2016, 20:40
Czas goi rany, ale czasem blizny też bolą....

     Kilka lat temu gdy znów wszystko odżyło i świadkowie (starszyzna) próbowali się do mnie dobrać za pośrednictwem i przyzwoleniem mojej rodziny, byłam bardzo zła i rozgoryczona.
Pewnego dnia idąc ulicą zaczepiły mnie dwie głoszące w okolicy kobiety. Miałam ochotę je zwymyślać, ośmieszyć, splunąć na ich widok. Wszystko to kłębiło mi się w głowie bardzo mocno.
Gdybym postąpiła tak jak miałam w danej chwili ochotę byłabym wariatką, a jakbym powiedziała że jestem ex wtedy by mieli prawo powiedzieć, że wykluczeni to oszołomy żądne zemsty.
Ale górę wziął rozsądek, bo wtedy nie byłabym nic a nic  lepsza od nich. Gardziłabym nimi jak oni mną, a tego nie chcę, chcę być ponad. Chcę być lepsza!
To są ludzie tacy jak ja, a to że wierzą w o co wierzą cóż...mam nadzieję, że kiedyś i oni przejrzą na oczy.
Na ich zaczepki pokręciłam tylko przecząco głową i poszłam dalej, nie byłam nawet w stanie wydusić z siebie słowa. Szłam, a łzy spływały mi po policzkach, tak bardzo bolało, wręcz paliło że muszę się z tym zmagać i to dzięki komu. Jednak byłam z siebie dumna, że nie dałam się ponieść emocjom, że jestem silna i mimo całego tego żalu stać mnie na ten GEST.
I teraz czasem wraca, są chwile słabości ale staram się żyć tym co tu i teraz. Pomagać ludziom jeśli tej pomocy potrzebują, ale nic na siłę, nic z jadowitych pobudek.


A miało być wielkie łał....


Gdy mnie przygotowywano do symbolu miałam około 15 - 16 lat. Starszy który się mną opiekował zawsze podkreślał, że....jak mam jakieś pytania abym pytała.  Bardzo mnie nurtowało wybieranie CK i spożywanie emblematów na pamiątce. Gdy pytałam matki, ta mówiła że to jest jak namaszczenie przez ducha i tyle miało mi wystarczyć.
A więc któregoś razu idąc za radą starszego zapytałam jak to jest z tym CK? On mi że duch, modlitwa, objawienie, że to taka osoba czuje  itd itp ble, ble ble.
Nigdy nie należałam do pokornych  a więc zapytałam....tzn każdy może poczuć takie powołanie, ja też?
Wtedy usłyszałam....nie bluźnij!  I już wiedziałam że kariery w organizacji to ja nie zrobię.  :-\   ;D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 27 Czerwiec, 2016, 20:46
Prawdziwych przyjaciół poznaje się....

     Nie wiem jak to było z komunizmem, ale moje lata szkolne to już taki większy luz. Obywatelski mieliśmy z gościem straszny komunista, ogólnie to się go bałam. Ryczał jak byk, wielgaśny, gruby i nie przebierał w słowach.
Pamiętam jak dziś lekcja o światopoglądzie. I tak mówi, mówi ( a zawsze jak mówił patrzył w okno) co i jak wygląda, do czego się tyczy. A później przykłady, żeby zobrazować.
I pada tekst o wyznaniu, odwraca głowę, patrzy swoim przenikliwym wzrokiem na moich największych prześladowców i mówi....każdy ma prawo wierzyć w co mu się podoba, to że ktoś chodzi do kościoła i na religię nie czyni go lepszym. Za jakieś wyzwiska, szarpania taka osoba może iść do Kazika ( komendant komisariatu, twarda ręka ) a ten przyjdzie i bez pytania takie manto spuści że nie będzie jeden z drugim wiedział czy sra czy szcza.
I znów się odwrócił do okna i dalej mówił.

Od tamtej pory miałam spokój, a pana M już się tak nie bałam. Zobaczyłam w nim nie tylko tego surowego nauczyciela, ale przede wszystkim człowieka. Może i w jakimś stopniu mojego "przyjaciela".

U nas mała miejscowość, wszyscy się znali, nieraz głośno się wypowiadał na temat mojej matki i jej poglądów. Oni wręcz między sobą darli koty i to bardzo, dlatego jego słowa i reakcja bardzo mnie zaskoczyły.


  Próba wiary....

  Miałam jakieś 10 - 11 lat, ferie zimowe i chodzi ksiądz po kolędzie. Mama musiała wyjść bo do sklepu przywieźli chleb ( wiadomo takie były czasy, że kolejka była) i kazałam mi czekać na księdza.
Jak wejdzie i powie niech będzie pochwalony.... masz odpowiedzieć....w duchu i prawdzie. A później, że tu mieszkają śJ. Siedzę taka cała zestresowana i sobie powtarzam w duchu  i prawdzie, duchu i prawdzie.....
Wchodzi ksiądz mówi...niech będzie pochwalony....a ja na wieki wieków....  ;D ;D
Jakoś tak z automatu samo się powiedziało. Nigdy nie chodziłam do kościoła, nie byłam nauczana nic a nic i taki psikus.
Ale o świadkach już nie zdążyłam powiedzieć bo wparowałam matka.
Po latach się zastanawiałam ile w tym ludzkiej głupoty, a nie mogła mnie zwyczajnie zamknąć w domu i nie narażać na stres i taki "grzech". :D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: gedeon w 27 Czerwiec, 2016, 21:08
 Tazła, zawsze wiedziałem że zdolna z Ciebie Dziewczyna. Masz dobre pióro. ;D ;D ;D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Bratjakichmalo w 27 Czerwiec, 2016, 21:53
Lubie to ;D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Szyszoonia w 28 Czerwiec, 2016, 12:31
Tazła, to, ze Ciebie uwielbiam wiesz, wiec nie bede sie powtarzac  ;D Chociaz mysle, ze te wszystkie achy i echy nad Twoja osoba na pewno nie uderza Ci do glowy, bo mimo upadku z wozka madra i rozsadna dziewucha z Ciebie wyrosla 👍😙💖




Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 28 Czerwiec, 2016, 20:02
Tazła, zawsze wiedziałem że zdolna z Ciebie Dziewczyna. Masz dobre pióro. ;D ;D ;D

   Dziękuję :) Chyba wiedziałeś, w końcu to Ty mnie tu zwerbowałeś. :D


Lubie to ;D

 Fajnie , dzięki :)

Tazła, to, ze Ciebie uwielbiam wiesz, wiec nie bede sie powtarzac  ;D Chociaz mysle, ze te wszystkie achy i echy nad Twoja osoba na pewno nie uderza Ci do glowy, bo mimo upadku z wozka madra i rozsadna dziewucha z Ciebie wyrosla 👍😙💖




 Dzięki kochana, ja Cię też  ;D
Szyszoonia chyba mi już nie grozi, raz za stara jestem, a dwa twardo stąpam po ziemi i wiem że nad sobą i na siebie trzeba całe życie pracować, a nie osiadać na laurach.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 28 Czerwiec, 2016, 20:13
Pragnienia i nadzieje....


    Nie słyszałam nigdy o sJ którzy zdecydowali się na adopcję. Kiedyś znałam parę, która nie mogła mieć dzieci.
Byli to świadkowie od pokoleń w organizacji. Dużo czasu poświęcali na wizyty lekarskie, badania, wyjazdy itp.
Często byli nieobecni na zebraniach, w służbie ale wszyscy wiedzieli dlaczego.
Po pewnym czasie bywali już regularnie. Przed zebraniem jedna z ciekawskich zapytała wprost...Bożenko jak tam wasze starania o dzidziusia? Ta odp....że odwiedzili ich bracia i uświadomili im, że to iż nie mogą mieć dziecka to nie jest żadna kara, zwyczajnie Jehowa przewidział dla nich inną misję. Teraz oboje zostaną pionierami....
Wtedy to było dla mnie normalne, dziś jest to jedna wielka manipulacja i żer na ludzkich pragnieniach.



Mój raj na ziemi....

A co do kwiatów i świadków. Kiedyś sobie przycinam róże przed domem idą dwie panie. Zaczyna się miło....o jaki piękny ogródek, jakie kwiaty. A nie chciałaby panie mieć tak zawsze? Odp...przecież mam. Pani na to...ale już tak na zawsze, zawsze taki piękny ogród w raju? Odpowiadam ..nie, znając siebie pewnie połowa roślinności by mi się nie podobała i musiałabym je wyrwać. Kobiety spojrzały na siebie i przejęła pałeczkę druga i mówi...ale teraz pani się namęczy, przyjdzie zima, mróz zmarnieje, a tam będzie pani miała na okrągło.
Popatrzyłam na nie , pokiwałam głową i mówię...czy panie oszalały i myślą że ja mam ochotę zapier....cały rok przy tych badylach?  :-\ 
Na co one...to my dalej pójdziemy, miłego dnia. Odpowiedziałam wzajemnie i poszły.
A ja sobie usiadłam na trawie bo nie mogłam ze śmiechu, jak nic wzięły mnie za wariatkę.  ;D ;D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 28 Czerwiec, 2016, 20:35
Mój raj na ziemi....

A co do kwiatów i świadków. Kiedyś sobie przycinam róże przed domem idą dwie panie. Zaczyna się miło....o jaki piękny ogródek, jakie kwiaty. A nie chciałaby panie mieć tak zawsze? Odp...przecież mam. Pani na to...ale już tak na zawsze, zawsze taki piękny ogród w raju? Odpowiadam ..nie, znając siebie pewnie połowa roślinności by mi się nie podobała i musiałabym je wyrwać. Kobiety spojrzały na siebie i przejęła pałeczkę druga i mówi...ale teraz pani się namęczy, przyjdzie zima, mróz zmarnieje, a tam będzie pani miała na okrągło.
Popatrzyłam na nie , pokiwałam głową i mówię...czy panie oszalały i myślą że ja mam ochotę zapier....cały rok przy tych badylach?  :-\ 
Na co one...to my dalej pójdziemy, miłego dnia. Odpowiedziałam wzajemnie i poszły.
A ja sobie usiadłam na trawie bo nie mogłam ze śmiechu, jak nic wzięły mnie za wariatkę.  ;D ;D

Jedno mnie zastanawia, w raju nie będzie pór roku?
Teraz tak nawijają że wszystko tak pięknie skonstruowane, wszystko ma swój czas, rośliny przekwitają i na nowo zakwitają i inne takie płaskie gadanie. Pory roku taka różnorodność, a ty nagle przez cały rok jednakowo ma być?!
Niech się zdecydują, czy będą pory roku czy nie, jeśli w ichniejszym raju nie będzie jesieni, to cieszę się że wypisałam się z tego klubu.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 28 Czerwiec, 2016, 20:46
Jedno mnie zastanawia, w raju nie będzie pór roku?
Teraz tak nawijają że wszystko tak pięknie skonstruowane, wszystko ma swój czas, rośliny przekwitają i na nowo zakwitają i inne takie płaskie gadanie. Pory roku taka różnorodność, a ty nagle przez cały rok jednakowo ma być?!
Niech się zdecydują, czy będą pory roku czy nie, jeśli w ichniejszym raju nie będzie jesieni, to cieszę się że wypisałam się z tego klubu.

 Dla mnie to też dziwne, kiedyś jedna pani mi mówiła że zimą ludzie nie będą czuć chłodu, ubrania nie będą się niszczyć, brudzić, nie będą potrzebne łazienki ani kuchnie. Zaś inna że piękny raj jak z obrazka będzie trwał na okrągło żeby ludzie i zwierzęta mieli roślinność na pożywienie.

Tak czy owak, to ja dziękuję za taki raj jak mam cały czas w jednej kiecce i majtkach chodzić. :D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Deborah w 28 Czerwiec, 2016, 21:04
Chyba raczej nie musimy się obawiać upalnego lata przez okrągły rok ;)
Swoją drogą to jest niezłe przekłamanie to przedstawianie przyszłego raju tylko jako pory letniej.
Widać, że dla wielu nieważne to, co mówi Biblia tylko to, co przedstawiają ilustracje w literaturze WTS. :-\
Więc skoro zimy nie pokazują to znaczy, że jej w raju nie będzie. ;)

Co Biblia na to:

Rodzaju 1:14 BW (przed potopem):
"Potem rzekł Bóg: Niech powstaną
światła na sklepieniu niebios, aby oddzielały
dzień od nocy i były znakami dla oznaczania
pór, dni i lat!"
W Biblii Tysiąclecia wyraźnie użyto tu sformułowania "pory roku".

Rodzaju 8:21 i 22 (po potopie):
"I poczuł Pan miłą woń. Rzekł tedy Pan
w sercu swoim: Już nigdy nie będę przeklinał
ziemi z powodu człowieka, gdyż myśli
serca ludzkiego są złe od młodości jego.
Nie będę też już nigdy niszczył żadnej istoty
żyjącej, jak to uczyniłem.
Dopóki ziemia istnieć będzie, nie ustaną
siew i żniwo, zimno i gorąco, lato i zima,
dzień i noc."
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Szyszoonia w 28 Czerwiec, 2016, 22:11
Dla mnie to też dziwne, kiedyś jedna pani mi mówiła że zimą ludzie nie będą czuć chłodu, ubrania nie będą się niszczyć, brudzić, nie będą potrzebne łazienki ani kuchnie. Zaś inna że piękny raj jak z obrazka będzie trwał na okrągło żeby ludzie i zwierzęta mieli roślinność na pożywienie.

Tak czy owak, to ja dziękuję za taki raj jak mam cały czas w jednej kiecce i majtkach chodzić. :D
He he 😂 No ale jak raj to raj, listek figowy i heja 😆 zadnych dylematow, co na siebie wlozyc 👚👒👗👖👕 
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: peleg w 28 Czerwiec, 2016, 22:49
może uzyłbym inne wyrazy, przynajmniej niektóre ale wnioski tej złej niczego sobie zwłaszcza badyle mnie ujeły
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: gedeon w 28 Czerwiec, 2016, 23:24
   Dziękuję :) Chyba wiedziałeś, w końcu to Ty mnie tu zwerbowałeś. :D


No i zobacz jaką Jesteś podporą tego forum. ;D ;D ;D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 29 Czerwiec, 2016, 08:41
Chyba raczej nie musimy się obawiać upalnego lata przez okrągły rok ;)
Swoją drogą to jest niezłe przekłamanie to przedstawianie przyszłego raju tylko jako pory letniej.
Widać, że dla wielu nieważne to, co mówi Biblia tylko to, co przedstawiają ilustracje w literaturze WTS. :-\
Więc skoro zimy nie pokazują to znaczy, że jej w raju nie będzie. ;)



  Co tam Biblia, widziałaś kiedy zimę w raju według TS? Mnie jakoś sobie ciężko przypomnieć. Jeśli już to jakiś obrazek z bawiącymi się dziećmi na śniegu, bałwanem i chłopcem idącym z ojcem głosić. A więc tak zima, jak i rozbrykane dzieci są nie w najlepszym świetle przedstawieni. :D


He he 😂 No ale jak raj to raj, listek figowy i heja 😆 zadnych dylematow, co na siebie wlozyc 👚👒👗👖👕 

 To był raj według najwyższego, a według braci to wiesz jak wygląda....krawaty, kobiety pozapinane pod szyję, z zakrytymi kolanami. Jakie listki? Według tego każdy musiałby się opakować w liście palmy i to tak szczelnie. :D

może uzyłbym inne wyrazy, przynajmniej niektóre ale wnioski tej złej niczego sobie zwłaszcza badyle mnie ujeły

 Widzisz, tak to już jest jak się plecie co ślina na język przyniesie. :D

No i zobacz jaką Jesteś podporą tego forum. ;D ;D ;D

  Oj Stasiu, Stasiu jak każdy, jak każdy. :D :D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Woland w 29 Czerwiec, 2016, 08:52
Brak pór roku... logiczne i rozsądne.
Tak mi się skojarzyło studium książki ostatnie o Marii.
Siostra Gorliwa Pionierka opowiada w komentarzu jakie to straszne że Jezus się urodził w stajni. Jak tam śmierdzi, jaki brud, zwierzęta są obrzydliwe, mają pasożyty.
Nie wiem jak ona w tych tipsach i kremach chce uprawiać ziemię w Królestwie - "przecież to jest obrzydliwe". W Nowym Świecie nie będzie zmywania i mycia okien.

Jak w bajce :Jacek i Placek
Będziesz leżał , a królewskie kapłaństwo ci Big Menu z Maca ześle na obłoku. Z dolewką ile chcesz. Tak Będzie!
Morał z "Jacka i Placka " jest właśnie taki , każde dziecko to wie . Praca demoralizuje.

Tylko nie rozumiem po co upraszczać życie, wyrzec się materializmu itp, skoro ten nowy świat będzie taki skrajnie materialistyczny - własne winnice , sady figowe- nawet na Spitzbergenie, wypasione domy po martwych złych odstępcach . Po co tak sobie komplikować życie w tym nowym świecie? Przecież lepiej upraszczać!

Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: muminka w 29 Czerwiec, 2016, 14:44
Brak pór roku... logiczne i rozsądne.
Tak mi się skojarzyło studium książki ostatnie o Marii.
Siostra Gorliwa Pionierka opowiada w komentarzu jakie to straszne że Jezus się urodził w stajni. Jak tam śmierdzi, jaki brud, zwierzęta są obrzydliwe, mają pasożyty.
Nie wiem jak ona w tych tipsach i kremach chce uprawiać ziemię w Królestwie - "przecież to jest obrzydliwe". W Nowym Świecie nie będzie zmywania i mycia okien.

Jak w bajce :Jacek i Placek
Będziesz leżał , a królewskie kapłaństwo ci Big Menu z Maca ześle na obłoku. Z dolewką ile chcesz. Tak Będzie!
Morał z "Jacka i Placka " jest właśnie taki , każde dziecko to wie . Praca demoralizuje.

Tylko nie rozumiem po co upraszczać życie, wyrzec się materializmu itp, skoro ten nowy świat będzie taki skrajnie materialistyczny - własne winnice , sady figowe- nawet na Spitzbergenie, wypasione domy po martwych złych odstępcach . Po co tak sobie komplikować życie w tym nowym świecie? Przecież lepiej upraszczać!


oj ja myślę że nie dla ludu prostego ... w domach będą mieszkać Pasterze a pod krzaczkiem My :P
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 29 Czerwiec, 2016, 17:03
Dla mnie to też dziwne, kiedyś jedna pani mi mówiła że zimą ludzie nie będą czuć chłodu, ubrania nie będą się niszczyć, brudzić, nie będą potrzebne łazienki ani kuchnie. Zaś inna że piękny raj jak z obrazka będzie trwał na okrągło żeby ludzie i zwierzęta mieli roślinność na pożywienie.

Tak czy owak, to ja dziękuję za taki raj jak mam cały czas w jednej kiecce i majtkach chodzić. :D

Dieta wegańska, dziękuję zostaję.
Brak kuchni, jak ja kocham piec i to sprawia mi radość i co nagle okazuje się że przez wieczność będę musiała plewić, coś czego nienawidzę.
Bark łazienki, pozostawię bez komentarza, albo "co raju się wybierasz, czy wodę Ci odłączyli?"
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 29 Czerwiec, 2016, 21:45
Brak pór roku... logiczne i rozsądne.
Tak mi się skojarzyło studium książki ostatnie o Marii.
Siostra Gorliwa Pionierka opowiada w komentarzu jakie to straszne że Jezus się urodził w stajni. Jak tam śmierdzi, jaki brud, zwierzęta są obrzydliwe, mają pasożyty.


  Pamiętam tłumaczenie jednej z pań, a było to raczej naśmiewanie się z katolików że obchodzą BN w grudniu. Mądra siostra mówi....jakie w grudniu, jakie w grudniu? Trzej królowie byli w sandałach, w grudniu po śniegu i mrozie w sandałach?  :D


Dieta wegańska, dziękuję zostaję.
Brak kuchni, jak ja kocham piec i to sprawia mi radość i co nagle okazuje się że przez wieczność będę musiała plewić, coś czego nienawidzę.
Bark łazienki, pozostawię bez komentarza, albo "co raju się wybierasz, czy wodę Ci odłączyli?"

  Moja serdeczna przyjaciółka ( też ex) mówi podobnie do Ciebie, że bez piekarnika i łazienki to ona sobie raju nie wyobraża . :D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 30 Czerwiec, 2016, 09:38
Człowiek ze swoim biznesem jest szarlatanem, dopóki nie odniesie sukcesu.



   Byłam mała jak pewnego kolesia wykluczyli za to, że rozwinął swój biznes, a robił w nim z tworzywa różne wisiorki takie co były sprzedawane na odpustach. Jak przez mgłę pamiętam kiedyś przyniósł całą garść na zebranie różnych takich zawieszonych na rzemykach....buciki, kotki, podkowy itp. Wykluczono go za to, że za dużo czasu poświęcał pracy zamiast służbie i że jego produkcja to bałwochwalstwo.
I jak go już wykluczyli to wziął się jeszcze za produkcję krzyży, różańców itp...i dopiero na tym zbił kasę.
Kiedyś spotkał się z moim ojcem i powiedział, że tak naprawdę zrobili mu przysługę.

Gdy jego biznes nieźle się rozrósł i z drobnicy zajął grubszą produkcją, bracia sobie o nim przypomnieli i usilnie namawiali do powrotu.
Ale on już nie był zainteresowany. Gdy odmówił i to bardzo kategorycznie, zarzucili mu wiarę w mamonę, na co on im odpowiedział....a co chcielibyście razem ze mną w tą mamonę po wielbić?


PS. Zapomniałam dodać, że jak go wykluczyli wszyscy te jego wisiorki co mieli poniszczyli. Pamiętam jak dziś jak moja matka zabrała siostrze i mnie i wrzuciła do pieca.



I szatan może cytować Pismo.


   Mój mechanik ma szwagra świadka który jak to on mówi....jest zakałą  rodziny. Wszędzie głosi i werbuje, nawet jak przyjdzie do warsztatu też go próbuje nauczać.  Nie dziwie się, że ludzi to męczy i gościa unikają.
Kiedyś zachodzę po odbiór samochodu , już od brany słyszę rozmowę, a raczej monolog ze znajomymi kwestiami. Podeszłam bliżej, chwilę posłuchałam o czym gada i dołączyłam się do rozmowy. Początkowo bojowy, później zaczynał wymiękać, aż w końcu wytarł ręce w szmatę i wyszedł bez słowa.

Mechanik mi później opowiadał że szwagier mu mówił iż tak jak ja wygląda osoba opętana, na co miał mu odpowiedzieć a tak jak ty wygląda osoba zamotana w organizacyjne sidła.
Teraz gdy mnie widzi z daleka przechodzi na drugą stronę ulicy. I po co? Przecież ja jestem taka miła, grzeczna, nie ubliżam, nie wymyślam nie straszę. Normalnie janioł. :D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Szyszoonia w 30 Czerwiec, 2016, 10:24
Człowiek ze swoim biznesem jest szarlatanem, dopóki nie odniesie sukcesu.



   Byłam mała jak pewnego kolesia wykluczyli za to, że rozwinął swój biznes, a robił w nim z tworzywa różne wisiorki takie co były sprzedawane na odpustach. Jak przez mgłę pamiętam kiedyś przyniósł całą garść na zebranie różnych takich zawieszonych na rzemykach....buciki, kotki, podkowy itp. Wykluczono go za to, że za dużo czasu poświęcał pracy zamiast służbie i że jego produkcja to bałwochwalstwo.
I jak go już wykluczyli to wziął się jeszcze za produkcję krzyży, różańców itp...i dopiero na tym zbił kasę.
Kiedyś spotkał się z moim ojcem i powiedział, że tak naprawdę zrobili mu przysługę.

Gdy jego biznes nieźle się rozrósł i z drobnicy zajął grubszą produkcją, bracia sobie o nim przypomnieli i usilnie namawiali do powrotu.
Ale on już nie był zainteresowany. Gdy odmówił i to bardzo kategorycznie, zarzucili mu wiarę w mamonę, na co on im odpowiedział....a co chcielibyście razem ze mną w tą mamonę po wielbić?


PS. Zapomniałam dodać, że jak go wykluczyli wszyscy te jego wisiorki co mieli poniszczyli. Pamiętam jak dziś jak moja matka zabrała siostrze i mnie i wrzuciła do pieca.




Ja znam jednego brata, naprawde duzego przedsiebiorce w przemysle transportowym. Jest bardzo specyficzny, nigdy nie owija w bawelne, mowi to co mysli i to bez wzgledu czy chodzi o starszyzne, CK czy o cokolwiek innego. I to operuje takim jezykiem, ze niejednokrotnie wprowadza ludzi w niezle zaklopotanie :) Ale poniewaz daje do skrzynki naprawde pokazne datki i sponsoruje niektore zborowe przedsiewziecia, wiec jest do dzisiaj tolerowany i jego krytyczne i swobodne wypowiedzi rowniez :) Mysle, ze gdyby nie jego finansowe wsparcie juz dawno bylby na wylocie, chociaz mnie osobiscie jego uwagi na temat niektorych braci rozbawialy do lez  ;D Ale pamietam jak mi kiedys opowiadal, jak bracia mieli do niego pretensje, ze w zborze bracia pracy szukaja, a on ich nie zatrudnia, choc taaaaakie ma mozliwosci. Na co ten odpowiedzial, ze do pracy to on potrzebuje porzadnych pracownikow, a nie pasozytow, ktorzy beda wymagac od niego, jako rowniez swiadka, specjalnego traktowania. A on nie ma zamiaru ciagle ich zwalniac na zebrania, zbiorki, kongresy, wizyty NO itp. On placi ludzom dobrze, ale za to, ze zapier....... a nie leseruja  ;D I na tym sugestie o zatrudnianiu braci definitywnie sie skonczyly  ;D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Czuwający w 30 Czerwiec, 2016, 10:59
to nie kasa to miłośc która przykrywa mnóstwo grzechów  ;D ;D ;D ;D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Szyszoonia w 30 Czerwiec, 2016, 11:20
to nie kasa to miłośc która przykrywa mnóstwo grzechów  ;D ;D ;D ;D
Niestety nie dotyczy to "braci drugiego sortu"  ;D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 30 Czerwiec, 2016, 21:28
  I gość ma rację, musiałby na wiele przymykać oko, bo przecież bracia. A to że ma gest, to niejednemu gębę zamyka, a raczej oczy. :D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 30 Czerwiec, 2016, 21:42



Okazja czyni....


    Będąc na bazarze chciałam sobie kupić kawę z budki, podchodzę i czekam na panią, pobiegła rozmienić kasę. Obok stoją dwie panie a kilka kroków dalej wózek.
I tak przyglądam się temu wózkowi, przekrzywiam głowę raz w jedną stronę, raz w drugą jak ta papuga na patyku. Nie ukrywam,  że było to prowokacyjne z mojej strony. Po chwili rybka chwyciła haczyk i podchodzi do mnie pani i mówi...coś panią interesuje z naszej tematyki?
....tak kawa, czarną z cukrem poproszę udaję głupią . Na co ona....pokazuje na wózek ale z naszej literatury?
Nieee, odpowiadam ja potrzebuję coś dla ciała nie dla ducha. Na co pani szybko odpowiada....my dla ciała i dla ducha też .
A po ile u pań kawa? Odbijam piłeczkę. Na co kobieta się skrzywiła....ale my nie mamy kawy.
To co mi pani zawraca głowę...
Dalej już tematu nie pociągła.



Nowa miotła zawsze lepiej zamiata.

Moja bardzo bliska  koleżanka,  niedawno została świadkiem. Pochodzi z bardzo wierzącej katolickiej rodziny. I teraz ona sobie wyznaczyła za cel mnie nawrócić. Nasze rozmowy są bardzo burzliwe, ona się szybko irytuje, czasem trzaska drzwiami i wychodzi. Nie wiem co ją tak wq...czy to że nie ma dość dobrych argumentów aby odeprzeć moje? A może ucieka gdy jej przemyka przez głowę myśl...coś w tym jest?

Ostatnio nazwała mnie....piep...odstepczuch i wyszła ( to było jakieś 3 tyg temu, wczoraj dzwoniła czy może mnie odwiedzić w Święta).
A poszło o banał, tak bardzo lubiany przez świadków motyw podtykania tacy pod nos. Zaczęła się produkować jak to w KK jest, a przecież tyle lat była to wie.
Gdy się już wygadała pytam ją....Iza ile razy w miesiącu chodziłaś do kościoła i po ile rzucałaś na tacę? Odp...4 -5 razy po złotówce góra dwa złote. Ok odpowiedziałam, a więc zakładamy, że dawałaś średnio 10 zł miesięcznie. A ile dajesz do puchy w zborze? Śmiem się domyślać, że dużo więcej. I gdzie Cię bardziej zmanipulowali?
jej twarz nabrała wręcz wojennych barw. Pytam ją, na co się bardziej złościsz, na mnie że mam rację czy na siebie, że nie umiesz obalić moich słów, a co gorsze wiesz, że mam rację?
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 30 Czerwiec, 2016, 21:50
Trochę wspomnień...

    Dom rodzinny odwiedzałam sporadycznie i nigdy sama. Nie miałam ochoty tam jeździć i patrzeć na skwaszoną, nadąsaną minę mojej matki. Najczęściej jak zajechaliśmy, pośpiesznie wychodziła z domu....bo miała coś pilnego do załatwienia. Widać było że mnie unika, może chciała w ten sposób mnie złamać czy coś? Nie mam pojęcia.

Pamiętam jak dziś, ojciec zadzwonił czy nie zawieźlibyśmy go 1 listopada na groby? Umówiliśmy się na konkretną godzinę, miał być już gotów. Mój młodszy brat miał wtedy 10 lat, jak zobaczył że my jedziemy, a więc on też chce jechać. Jak go matka złapała za fraki i wrzuciła do pokoju, a później półgłosem wysyczała do niego....chcesz zginąć w armagedonie z tym diabłem....Brat się rozpłakał, a ja wyszłam żeby nie zrobić tego samego. Później się zastanawiałam czy ten diabeł to ja ??? Wszystko możliwe.

Nawet jak byłam w widocznej ciąży, a dopiero wtedy się dowiedziała jak sama zobaczyła, matka mnie nie oszczędzała. Szukała byle okazji, aby mi dopiec. Nawet stawiając koło mnie szklankę z herbatą pochyliła się i powiedziała .....zginiesz, koniec bliski.

Gdy urodziłam syna, mąż pojechał do nich z wieściami. Mamy nie było, właśnie wyszła do sąsiadki na zebranie, ale tata poszedł ją zawołać. Dopiero po  powrocie do domu dowiedziałam się jak moja mamusia ucieszyła się na wieść o wnuku....zakryła rękoma twarz, zawyła ....jeszcze jeden poganin. Podobno ojciec strasznie się wściekł (mąż jak czasem wspomina, mówi że do dziś go takiego wściekłego nie widział) krzykną na nią, że jej całkiem rozum odebrało i niech zjeżdża do swoich braciszków. Na to ona...że nie pójdzie, bo jak im sporzy w oczy.

Po jakimś tygodniu przyjechała odwiedzić wnuka...tak oznajmiła na wejściu. Ok, mnie nie musi odwiedzać, nie będę płakać wcale mnie to nie ruszyło. Jednak gdy w rozmawiała z teściową i teściowa mówi....tak mi jej szkoda, tak się namęczyła tak długo ją trzymało, a później i tak brzuch cięli. Pierwszą noc w domu, przesiedziałam przy niej ( mąż miał zapalenie oskrzeli) i przepłakałam...to mówiła teściowa, może powiedzieć obca osoba z całym szacunkiem dla niej. Zaś moja matka skwitowała to krótko....dobrze jej, niech cierpi niech zobaczy jak to mama się z nią męczyła a i tak szacunku nie ma.

Teściowa się troszkę zjeżyła mówiąc.....jak możesz tak własnemu dziecku, przecież każdego szkoda jak cierpi. Jaka była odpowiedź? A niech cierpi, ma za swoje, jakby była posłuszna urodziłaby w moment.

Hm....zadziwiające, skąd ta pewność? Ale to chyba nietrudno zgadnąć. Moje cierpienie to brak opieki z niebios. :)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Blizna w 30 Czerwiec, 2016, 22:07
Popatrz, tyle nie śJ też miewa długie porody zakończone CC.
Nie wiedziałam, teraz dzięki Twojej mamuni już wiem.
One to mają za karę, bo nie są śJ :D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Deborah w 01 Lipiec, 2016, 08:31
Ja za to znam wiele "posłusznych", co urodziły przez CC. W zasadzie zdecydowana większość kobiet w moim zborze.
To jest dopiero ciekawostka. :o
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: TomBombadil w 01 Lipiec, 2016, 09:39
Ta twoja matka to naprawdę diablica bez serca. Musisz być bardzo twardą kobietą przez takie wychowanie.
Ja to zawsze byłam okropnie uparta,gdyby ktoś u mnie tak postępował nigdy nie zostałabym świadkiem. Normalnie aż mi oko mryga z nerwów jak to czytam.Przytulam cię i całuję.Za te stracone chwile z mateczką.👄
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tadeusz w 01 Lipiec, 2016, 10:39
Popatrz, tyle nie śJ też miewa długie porody zakończone CC.
Nie wiedziałam, teraz dzięki Twojej mamuni już wiem.
One to mają za karę, bo nie są śJ :D
Ja za to znam wiele "posłusznych", co urodziły przez CC. W zasadzie zdecydowana większość kobiet w moim zborze.
To jest dopiero ciekawostka. :o

No i już mamy powód na komitecik  ;D
Urodziła przez CC?? Znaczy się nieprawomyślna  ;D ;D ;D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Blizna w 01 Lipiec, 2016, 10:46
Ty się śmiej.
Ja też urodziłam przez CC (stąd m.in. mój nick).
Okazuje się, że jest jakaś amerykańska sekta protestancka facebookowa Disciples of the New Dawn (Uczniowie Nowego Brzasku), która zwalcza ten rodzaj porodu i w ogóle macierzyństwo to ma być pot, krew, łzy i 100 procent natural (żadnego mleka z puszki czy słoiczków!!!).
Czytalam w internecie.
Uważają, że po CC kobieta nie ma prawa nazywać się matką.
Cytuję "Bóg nie nagradza za niekompletną pracę" i inne kwiatki, radzą by zakrywać "hańbę" blizny...  :o :o :o
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Szyszoonia w 01 Lipiec, 2016, 10:53
Tazla, jak czytam o Twoich relacjach z mama, to od razu moja rodzicielka mi sie przypomina... Ona tez sie dowiedziala, ze jestem w drugiej ciazy od mojej kolezanki i mimo, ze juz ze mna wtedy nie rozmawiala, to zadzwonila z pretensja, ze trzymam takie rzeczy w tajemnicy.... Nastepny jej telefon byl jak mala przyszla na swiat. Po kilku miesiacach bylismy u nich przejazdem w drodze do tesciow. Ludzilam sie glupia, ze moze jak wnuczke zobaczy, to cos ja ruszy, ale jak zwykle gorzko sie rozczarowalam, bo wprawdzie byla zachwycona wnuczka, ale ciagle byla na telefonie i korespondowala esemesowo pewnie z moja gorliwa siostra, albo jakims zaprzyjaznionym starszym. Efekt? To byl pierwszy i ostatni raz kiedy widziala moja corke i po tej wizycie kategorycznie sie odciela...
Wiedz widzisz Kochana, wprawdzie moja matka nie tryskala takimi jadowitymi wypowiedziami jak Twoja, ale jest tak samo zaslepiona. Moglyby sie kobitki zaprzyjaznic, nie sadzisz?  ;D ;D ;D ;D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 01 Lipiec, 2016, 11:21
No i już mamy powód na komitecik  ;D
Urodziła przez CC?? Znaczy się nieprawomyślna  ;D ;D ;D

To się nazywa wejście smoka, od razu zaczynasz od zapraszania na komitet.



Tazła, jesteś niezwykle silną kobietą, pomimo tego co przeszłaś dalej cieszysz się życiem, a ważniejsze potrafisz popatrzeć na wszystko z dystansu (wiem że ja bym nie potrafiła).
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Czuwający w 01 Lipiec, 2016, 12:38
ja pierdziele współczuje mamusi, mózg wyprany do zera, moze ma staroś sie opamieta jak braciszkowie sie wypna i trzeba bedzie oczekiwac pomocy od tych pogan
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Woland w 01 Lipiec, 2016, 14:01
Ja za to znam wiele "posłusznych", co urodziły przez CC. W zasadzie zdecydowana większość kobiet w moim zborze.
To jest dopiero ciekawostka. :o
Nic nie rozumiesz
Jehowa to wszystko kontroluje
Jest takie opowiadanie "Ślady na piasku"

Idzie sobie Świadek z Jehową po plaży i patrzy w tył i pyta:
"- Czemu kiedy były najtrudniejsze chwile w moim życiu to są tylko pojedyncze ślady? Czy wtedy nie było cię przy mnie , Jehowo?"
A Jehowa na to:
" Wtedy skradałem się po twoich śladach jak jaki Winnetou albo Rambo..."

Dawno to słyszałem , mogłem coś poplątać.

W każdym razie cesarka jest u mnie w regionie modna , mozna za kopertę doznać tej przyjemności i nie musiec przeć

Na takie okazje zawsze Bracia mieli list jakuba "Szczęśliwy mąż wytrwale znoszący prześladowanie , dostanie koronę życia i krzyż masoński gratis, jak Pan Russel"

Podsumowując- światusy mają CC za karę , a Świadkinie - w nagrodę.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 01 Lipiec, 2016, 14:42
W każdym razie cesarka jest u mnie w regionie modna , mozna za kopertę doznać tej przyjemności i nie musiec przeć

Natknęłam się kiedyś na artykuły w gazetach, że są kobiety, które z góry zakładają, że chcą cesarkę.
Ale są też takie, które ani jej nie chcą ani nie planują. A później życie weryfikuje ich wyobrażenia o porodzie. Przychodzą komplikacje i trzeba ciąć i koniec (ewentualnie nie ciąć i mieć dziecko uduszone albo z porażeniem mózgowym).
CC wcale nie jest wygodnictwem. Kobieta po porodzie naturalnym (gdy nie ma dużych komplikacji) już na 3 dzień biega jak sarenka. A kobieta po CC musi dbać o ranę, brać zastrzyki przeciwzakrzepowe, oczywiście nie może dźwigać ciężkich rzeczy, bo cesarka to po prostu operacja. No więc nie wiem czy to taka wygoda latać z zaszytym brzuchem. Ale jak już nadmieniłam - życie różne scenariusze pisze.

Co do chorego traktowania córki przez matkę, to współczuję każdemu kto taką ma, a w tym także i sobie. Mówi się, że piorun nie strzela dwa razy w to samo miejsce, ale u mnie strzelił - mam tego samego pokroju i matkę i teściową.

Kiedy swojej matce (katoliczce) powiedziałam przez telefon, że miałam CC, to okazało się, że jest rozczarowana i mówi: "No to ty masz dobrze, bo nie zaznałaś bólu porodowego. A ja myślałam, że będziesz rodziła normalnie i dowiesz się w końcu w jakich bólach ja ciebie rodziłam!" (Normalna matka cieszyłaby się, że jej córka mniej cierpiała, że dziecko zdrowe i że wszystko się dobrze skończyło).

A kiedy powiedzieliśmy mojej teściowej (katoliczka), że będziemy mieli dziecko, to powiedziała z przekąsem i wyższością: "No to teraz się przekonacie co to znaczy mieć dziecko!" (widocznie dla niej wychowanie dziecka to było przykre życiowe doświadczenie).

Obie babcie interesują się tylko sobą i swoimi problemami i chorobami. O dziecko nawet nie zapytają, bo to ich potrzeby są najważniejsze.

Może to kogoś z Was pokrzepi, że jest więcej toksycznych rodziców i teściowych na tym świecie i nie tylko są oni u Świadków.

Ale bardzo smutne jest to, że tak nagannie postępują babcie ŚJ, które z definicji powinny być lepszymi ludźmi.
Nie mylił się Jezus, który ostrzegał, że religia wprowadzi miecz między matkę a córkę, między ojca a syna. Natomiast ludzie, którzy będą w swoich świątyniach biczowali "świętych", będą uważali, że czynią dobro i wypełniają Bożą misję.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 02 Lipiec, 2016, 08:01
Popatrz, tyle nie śJ też miewa długie porody zakończone CC.
Nie wiedziałam, teraz dzięki Twojej mamuni już wiem.
One to mają za karę, bo nie są śJ :D

  Można by ....... jaka "mądra kobita". :D

Ja za to znam wiele "posłusznych", co urodziły przez CC. W zasadzie zdecydowana większość kobiet w moim zborze.
To jest dopiero ciekawostka. :o

 Ja też pamiętam, że niektóre same się decydowały na cc bo je zwyczajnie było stać i nie chciały się męczyć. A moja matka już tak ma, że jeśli coś mnie spotkało złego...kara od J...dobrego litość od niego. To były jej jedyne argumenty.

Ta twoja matka to naprawdę diablica bez serca. Musisz być bardzo twardą kobietą przez takie wychowanie.
Ja to zawsze byłam okropnie uparta,gdyby ktoś u mnie tak postępował nigdy nie zostałabym świadkiem. Normalnie aż mi oko mryga z nerwów jak to czytam.Przytulam cię i całuję.Za te stracone chwile z mateczką.👄

   :-* Bardzo często gdy sama już byłam matką, zastanawiałam się nad tym czy ona ma względem mnie jakieś rodzicielskie uczucia? Czasem miałam wrażenie, że jest jak taka sadystyczna - matka - psychopatka z filmów.
Na pewno to mnie zahartowało, nie miałam szans być upartą bo by mnie matka zatłukła jak psa, widziałam jak raz lała mojej siostrze, może miałam z 5 lat, dopiero przybiegła sąsiadka i ją odgoniła. Jak psa od  zwierzyny.

Mówi się, że dzieci bite biją lub dzieci pijących rodziców też piją. Ja na tym moim wychowaniu czerpałam wprost odwrotne wzorce od dotrzymanych..... przytulałam, pocieszałam, dowartościowywałam, mówiłam że kocham, że jestem dumna, nie biłam, nie krzyczałam. Choć czasem się we mnie gotowało załatwiałam wszystko na spokojnie. Co przyniosło znakomite efekty ( a co posłodzę sobie :D :) , ktoś zapyta skąd wzorce? Kiedyś po kolejnej serii wyzwisk i pretensji obiecałam sobie ...ja taka nie będę i nie byłam.

Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: gorolik w 02 Lipiec, 2016, 08:07
Ja też Tazła miałem w domu złe wzorce, ale dzięki Bogu nie poszedłem ich śladem.
Chyba to bierze się wewnętrznej natury człowieka, z jego wrażliwości.
Sądzę, że przejąłem tą wrażliwość po mojej mamie a nie naśladowałem ojca,
którego postępowanie już od małego dziecka mnie odrzucało.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 02 Lipiec, 2016, 08:32
Tazla, jak czytam o Twoich relacjach z mama, to od razu moja rodzicielka mi sie przypomina... Ona tez sie dowiedziala, ze jestem w drugiej ciazy od mojej kolezanki i mimo, ze juz ze mna wtedy nie rozmawiala, to zadzwonila z pretensja, ze trzymam takie rzeczy w tajemnicy.... Nastepny jej telefon byl jak mala przyszla na swiat. Po kilku miesiacach bylismy u nich przejazdem w drodze do tesciow. Ludzilam sie glupia, ze moze jak wnuczke zobaczy, to cos ja ruszy, ale jak zwykle gorzko sie rozczarowalam, bo wprawdzie byla zachwycona wnuczka, ale ciagle byla na telefonie i korespondowala esemesowo pewnie z moja gorliwa siostra, albo jakims zaprzyjaznionym starszym. Efekt? To byl pierwszy i ostatni raz kiedy widziala moja corke i po tej wizycie kategorycznie sie odciela...
Wiedz widzisz Kochana, wprawdzie moja matka nie tryskala takimi jadowitymi wypowiedziami jak Twoja, ale jest tak samo zaslepiona. Moglyby sie kobitki zaprzyjaznic, nie sadzisz?  ;D ;D ;D ;D


  Ja też się długo łudziłam, że coś się zmieni, ale nic z takich. Za pomocą dziecka potrafiła mnie ranić, bo mówiąc do malca...jaka ta twoja matka głupia... Kiedyś gdy syn już rozumiał, może miał ze 3 latka i ona go trzyma na kolanach i pokazuje mój zbiór opowieści....i mówi zobacz jakbyś ładnie mieszkał, ale ta twoja głupia matka. Na co malec ją odepchnął stanął przed nią i mówi...mama nie jest gooopia  ty jesteś stara i bzzzytka....co moją matkę puzderko dotknęło do żywego. :D
Pewnie by miały te nasze matki wiele wspólnych tematów. A jednym z nich byłby...niedobre córki. :D


Natknęłam się kiedyś na artykuły w gazetach, że są kobiety, które z góry zakładają, że chcą cesarkę.
Ale są też takie, które ani jej nie chcą ani nie planują. A później życie weryfikuje ich wyobrażenia o porodzie. Przychodzą komplikacje i trzeba ciąć i koniec


Co do chorego traktowania córki przez matkę, to współczuję każdemu kto taką ma, a w tym także i sobie. Mówi się, że piorun nie strzela dwa razy w to samo miejsce, ale u mnie strzelił - mam tego samego pokroju i matkę i teściową.

Kiedy swojej matce (katoliczce) powiedziałam przez telefon, że miałam CC, to okazało się, że jest rozczarowana i mówi: "No to ty masz dobrze, bo nie zaznałaś bólu porodowego. A ja myślałam, że będziesz rodziła normalnie i dowiesz się w końcu w jakich bólach ja ciebie rodziłam!" (Normalna matka cieszyłaby się, że jej córka mniej cierpiała, że dziecko zdrowe i że wszystko się dobrze skończyło).

A kiedy powiedzieliśmy mojej teściowej (katoliczka), że będziemy mieli dziecko, to powiedziała z przekąsem i wyższością: "No to teraz się przekonacie co to znaczy mieć dziecko!" (widocznie dla niej wychowanie dziecka to było przykre życiowe doświadczenie).


 Ja kiedyś wspomniałam o lekarzu u którego rodziły same z organizacji, był strasznie drogi, ale robił wszystko co chciały i 70% z nich się kazało kroić.

Jakby ten piorun tak bił Ty wiesz jakby ziemia była podziurawiona :D :D

Zawsze mnie szarpało na słowa....zobaczysz jak to jest być matką....docenisz .....niech ci dokuczy zobaczysz ile wychowanie kosztuje....

Q...jego mać...a czy ktoś się na świat prosił? Czy ja czy Ty lub ktoś inny sam się pchał na ten świat? Nie, a więc jaka kara? Dla mnie macierzyństwo to cudowny czas, choć równie bywało.
I ja teraz mam powiedzieć mojemu dziecku....zobaczysz, docenisz? Trzeba mieć w głowie same śmieci żeby tak się ,, dowartościować".
Albo ulubiony tekst mojej matki....jesteś mi dłużna za wychowanie, nigdy mi się nie wypłacisz, ja jestem najważniejsza....itd itp.

Kiedyś pojechałam posprzątać mojej matce po malowaniu, chciała żeby jeszcze przyjechać następnego dnia, ale odmówiłam bo miałam umówionych ludzi. A ona do mnie...jesteś mi to winna, tyle lat na  twoje wychowanie zmarnowałam, gdyby nie ty nie miałabym dziś nerwicy...wtedy nie wytrzymałam , rzuciłam szmatą i powiedziałam....trza było d...nie dawać, albo uważać i nie byłoby problemu pt Anka.
Zawsze miała fioła na punkcie swojej moralności(u nas w domu temat seksu to temat tabu) i taki tekst ją bardzo ugodził...mówi do mnie zobaczysz, powiem tacie on sobie z tobą pogada. Szykowałam się do wyjścia i zaczęłam się jej śmiać w twarz....a co tak nie było, co bocian mnie przyniósł i nie uważasz, że jestem za stara aby mnie ojcem straszyć? Pół roku nie jeździłam.

I jeszcze raz powtórzę macierzyństwo choć nie zawsze jest lekko to piękny czas, a kto go traktuje jako karę, pokutę nie zasługuje na niego.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 02 Lipiec, 2016, 08:37
Ja też Tazła miałem w domu złe wzorce, ale dzięki Bogu nie poszedłem ich śladem.
Chyba to bierze się wewnętrznej natury człowieka, z jego wrażliwości.
Sądzę, że przejąłem tą wrażliwość po mojej mamie a nie naśladowałem ojca,
którego postępowanie już od małego dziecka mnie odrzucało.

  I bardzo dobrze, że mimo  trudnych doświadczeń stać nas na to aby być lepszymi.

Ja podobno mam charakter babci ( matka ojca) miała siódemkę dzieci, sama wychowywała ale ona nigdy nie krzyczała nie biła. A dzieci do dziś jak ją wspominają mówią mamusia.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 02 Lipiec, 2016, 14:35
Pewnie by miały te nasze matki wiele wspólnych tematów. A jednym z nich byłby...niedobre córki. :D

Zawsze mnie szarpało na słowa....zobaczysz jak to jest być matką....docenisz .....niech ci dokuczy zobaczysz ile wychowanie kosztuje....

Albo ulubiony tekst mojej matki....jesteś mi dłużna za wychowanie, nigdy mi się nie wypłacisz, ja jestem najważniejsza....itd itp.

I jeszcze raz powtórzę macierzyństwo choć nie zawsze jest lekko to piękny czas, a kto go traktuje jako karę, pokutę nie zasługuje na niego.

Zawsze mnie to zastanawiało czemu te matki z tego pokolenia uważały (uważają) macierzyństwo za wielką karę i harówkę?! A same siebie postrzegają jako bohaterki, bo dziecko "wychowały".

Jakim prawem matki mówią, że dziecko ma u nich dług?!!! Jaki dług?
Jak ktoś chce mieć dług, to idzie do banku i świadomie podpisuje umowę na kredyt. A dziecko wyboru nie miało - pojawiło się na świecie i koniec.

Te matki "bohaterki" też się z kapusty nie wzięły. Też miały swoje matki. I co? Dalej kredyt im spłacają? Dalej mają dług? A może uważają, że tylko ich dzieci są obarczone "długiem", bo on zrobiły swoje - odchowały je.

Tylko, że my teraz mamy swoje dzieci i to teraz one potrzebują najwięcej uwagi. Mądra i kochająca babcia będzie wspierała córkę w wychowaniu wnucząt. Natomiast babcia głupia i zaborcza będzie zazdrościła, że wnuk odbiera NALEŻNĄ IM uwagę córki!
Niestety ja mam babcie z tej drugiej kategorii. Zapatrzone w siebie samoluby!

Gdyby moim problemem było tylko to, że babcie są samolubne, to jeszcze dało by się żyć. Ale w ciągu tych lat wydarzyło się tyle historii (nawet zahaczających o policję, sądy itp.), że to się nadaje na długą książkę albo na co najmniej kilka odcinków do serialu "Trudne sprawy" i "Dlaczego ja?". Nawet chciałam się skontaktować ze scenarzystą tych programów i zaproponować mu współpracę! (serio piszę)   :D

To cud, że po tylu latach udręk jestem jeszcze (w miarę) normalna.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 02 Lipiec, 2016, 20:16
  Wychodzi na to, że mieć dzieci wypadało mieć bo inni mieli, a więc co ja będę gorsza? A później to już przykra konieczność. Nasze babki miały obowiązek małżeński, matki rodzicielski. :D :D

A nie mówiłem,że życie pisze najlepsze scenariusze? Trzeba było  mieć większe parcie na szkło i byśmy oglądali. :D



Matka tyran w imię Boga ?

   Byłam nastolatką jak na zebranie zaczęła przychodzić kobieta ( wizualnie ziemskie wcielenie anioła)  z dwójką dzieci. Nowy narybek. Dziewczynka miało koło dziesięciu lat, a chłopiec może ze dwa, a może mniej. Do dziś mam przed oczami widok tego malca jak co 30 minut z zegarkiem w ręku wolno zsuwał się z krzesła na podłogę. Matka wtedy go podnosiła, potrząsała nim i znów go sadzała na następne 30 min.

Po zebraniu wszyscy "ciocie i wujkowie" zachwycali się jak umie dzieci ładnie pilnować i jaki Łukaszek grzeczny. Kilka razy widziałam jak wychodzący z sali malec miał cały tyłek mokry, wiadomo fizjologia dawała o sobie znać.

Gdy już nie byłam Ś często widziałam ich jak chodzili na zebrania. Dziewczynka zawsze się do mnie uśmiechała, za to mama szarpała ją i odwracała się w drugą stronę. Minęło kilka lat i spotkałyśmy się w pewnym urzędzie. Podeszła do mnie i zapytała czy ją pamiętam? Pewnie, że pamiętałam i to bardzo dobrze, dzieliło nas zaledwie kilka lat.

Kobieta zaczęła mówić, jakby chciała wyrzucić z siebie swoją historię. Opowiadała jakie manto dostawała od matki za to gdy przyniosła cukierka imieninowego ze szkoły, jak dostała w twarz od matki pod szkołą bo odpowiedziała koleżance cześć. Zapytałam o malca.....mały miał czasem tak odparzony tyłek że sypiał na brzuchu. A jeśli za często się zsuwał, matka mu nic z tym nie robiła, to miała być taka kara za nieposłuszeństwo. Ona ukradkiem przecierałam mu mokrym ręcznikiem tyłek i smarowała kremem. Matka doszła z malcem do takiej perfekcji, że siedział całe zebranie bez zsuwania. On zwyczajnie się bał, że matka mu nie pomoże. Gdy to opowiadała miała łzy w oczach.


 
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: KaiserSoze w 02 Lipiec, 2016, 20:30
  Wychodzi na to, że mieć dzieci wypadało mieć bo inni mieli, a więc co ja będę gorsza? A później to już przykra konieczność. Nasze babki miały obowiązek małżeński, matki rodzicielski. :D :D

A nie mówiłem,że życie pisze najlepsze scenariusze? Trzeba było  mieć większe parcie na szkło i byśmy oglądali. :D



Matka tyran w imię Boga ?

   Byłam nastolatką jak na zebranie zaczęła przychodzić kobieta ( wizualnie ziemskie wcielenie anioła)  z dwójką dzieci. Nowy narybek. Dziewczynka miało koło dziesięciu lat, a chłopiec może ze dwa, a może mniej. Do dziś mam przed oczami widok tego malca jak co 30 minut z zegarkiem w ręku wolno zsuwał się z krzesła na podłogę. Matka wtedy go podnosiła, potrząsała nim i znów go sadzała na następne 30 min.

Po zebraniu wszyscy "ciocie i wujkowie" zachwycali się jak umie dzieci ładnie pilnować i jaki Łukaszek grzeczny. Kilka razy widziałam jak wychodzący z sali malec miał cały tyłek mokry, wiadomo fizjologia dawała o sobie znać.

Gdy już nie byłam Ś często widziałam ich jak chodzili na zebrania. Dziewczynka zawsze się do mnie uśmiechała, za to mama szarpała ją i odwracała się w drugą stronę. Minęło kilka lat i spotkałyśmy się w pewnym urzędzie. Podeszła do mnie i zapytała czy ją pamiętam? Pewnie, że pamiętałam i to bardzo dobrze, dzieliło nas zaledwie kilka lat.

Kobieta zaczęła mówić, jakby chciała wyrzucić z siebie swoją historię. Opowiadała jakie manto dostawała od matki za to gdy przyniosła cukierka imieninowego ze szkoły, jak dostała w twarz od matki pod szkołą bo odpowiedziała koleżance cześć. Zapytałam o malca.....mały miał czasem tak odparzony tyłek że sypiał na brzuchu. A jeśli za często się zsuwał, matka mu nic z tym nie robiła, to miała być taka kara za nieposłuszeństwo. Ona ukradkiem przecierałam mu mokrym ręcznikiem tyłek i smarowała kremem. Matka doszła z malcem do takiej perfekcji, że siedział całe zebranie bez zsuwania. On zwyczajnie się bał, że matka mu nie pomoże. Gdy to opowiadała miała łzy w oczach.


 

Jestem chorym pojebem, bo polubiłem to...
Matka wariatka.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Dietrich w 02 Lipiec, 2016, 20:58
Nosz k...wa !! Czego można oczekiwać od dwuletniego malca  >:( >:( >:( >:( >:(
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 02 Lipiec, 2016, 20:58
Jestem chorym pojebem, bo polubiłem to...
Matka wariatka.

  Nie pisz tak o sobie. Ta kobieta zwyczajnie chciała się przypodobać temu " idealnemu " towarzystwu, a jak ją chwalili jeszcze bardziej się nakręcała popadając w błędne koło krzywdząc najbardziej krzywdząc swoje dzieci, a przy okazji i siebie.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 02 Lipiec, 2016, 22:09
A nie mówiłem,że życie pisze najlepsze scenariusze? Trzeba było  mieć większe parcie na szkło i byśmy oglądali. :D

Kto wie... kto wie... :) Może skrobnę kiedyś w wolnej chwili pierwszy scenariusz, a materiału do opisania mam sporo, że hej! Pisać lubię, w szkole ciągle pisałam jakieś scenariusze na krótkie przedstawienia, więc czas pomyśleć o karierze w telewizji!  ;D

Zapytałam o malca.....mały miał czasem tak odparzony tyłek że sypiał na brzuchu. A jeśli za często się zsuwał, matka mu nic z tym nie robiła, to miała być taka kara za nieposłuszeństwo. Ona ukradkiem przecierałam mu mokrym ręcznikiem tyłek i smarowała kremem. Matka doszła z malcem do takiej perfekcji, że siedział całe zebranie bez zsuwania. On zwyczajnie się bał, że matka mu nie pomoże. Gdy to opowiadała miała łzy w oczach.

I pomyśleć, że czasem uważam siebie za złą matkę, bo mi się nie chce w danym dniu przeczytać dziecku bajeczki...  ;D

Tymczasem widzę, że istnieją na tym świecie prawdziwe matki psychopatki! Aż ciężko mi się czyta takie historie, bo za wrażliwa na ludzką krzywdę jestem...  :'(

Ale ja znam dalszy ciąg tej historii.... Syn będzie dorosły, a matka się zestarzeje i zniedołężnieje. I będzie musiała nosić pampersy. Ilekroć będzie miała odparzone dupsko, to powinna myśleć o krzywdzie wyrządzonej własnemu dziecku... (o ile to dziecko w ogóle będzie z nią utrzymywało jakikolwiek kontakt).
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Dietrich w 02 Lipiec, 2016, 22:29
Kto wie... kto wie... :) Może skrobnę kiedyś w wolnej chwili pierwszy scenariusz, a materiału do opisania mam sporo, że hej! Pisać lubię, w szkole ciągle pisałam jakieś scenariusze na krótkie przedstawienia, więc czas pomyśleć o karierze w telewizji!  ;D

I pomyśleć, że czasem uważam siebie za złą matkę, bo mi się nie chce w danym dniu przeczytać dziecku bajeczki...  ;D

Tymczasem widzę, że istnieją na tym świecie prawdziwe matki psychopatki! Aż ciężko mi się czyta takie historie, bo za wrażliwa na ludzką krzywdę jestem...  :'(

Ale ja znam dalszy ciąg tej historii.... Syn będzie dorosły, a matka się zestarzeje i zniedołężnieje. I będzie musiała nosić pampersy. Ilekroć będzie miała odparzone dupsko, to powinna myśleć o krzywdzie wyrządzonej własnemu dziecku... (o ile to dziecko w ogóle będzie z nią utrzymywało jakikolwiek kontakt).


Nawet jak się dziecko wypnie, to rodzic sobie przypomni o jego istnieniu; choćby przy pomocy Ośrodka Pomocy Społecznej. Znam taką sytuację, kiedy tatuś sukinsyn, który prał po pijaku swego syna aż ten robił w portki, po wielu latach kiedy już wszystko przepił i znalazł się na dnie, właśnie za pośrednictwem tej instytucji odnalazł swego potomka i upomniał się, a jakże - o alimenty!
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 02 Lipiec, 2016, 23:01

Nawet jak się dziecko wypnie, to rodzic sobie przypomni o jego istnieniu; choćby przy pomocy Ośrodka Pomocy Społecznej. Znam taką sytuację, kiedy tatuś sukinsyn, który prał po pijaku swego syna aż ten robił w portki, po wielu latach kiedy już wszystko przepił i znalazł się na dnie, właśnie za pośrednictwem tej instytucji odnalazł swego potomka i upomniał się, a jakże - o alimenty!

Tak, tak... to częste historie są! Można oddać dziecko do domu dziecka, można się zrzec spadku, ale niestety nie można się zrzec patologicznego rodzica!

 W takich sytuacjach jedyna nadzieja i jedyny ratunek w sądzie. Ale niestety nie zawsze sąd orzeka korzystnie na rzecz dorosłego dziecka. Czytałam w Internecie o facecie, który musiał płacić na swoją patologiczną matkę po 100 zł miesięcznie alimentów. A dlaczego tak mało?! Bo łaskawy sąd uwzględnił, że ma on jeszcze na utrzymaniu bezrobotną żonę i trójkę dzieci!....
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: wrzesien w 02 Lipiec, 2016, 23:29
 
Matka tyran w imię Boga ?

   Byłam nastolatką jak na zebranie zaczęła przychodzić kobieta ( wizualnie ziemskie wcielenie anioła)  z dwójką dzieci. Nowy narybek. Dziewczynka miało koło dziesięciu lat, a chłopiec może ze dwa, a może mniej. Do dziś mam przed oczami widok tego malca jak co 30 minut z zegarkiem w ręku wolno zsuwał się z krzesła na podłogę. Matka wtedy go podnosiła, potrząsała nim i znów go sadzała na następne 30 min.

Po zebraniu wszyscy "ciocie i wujkowie" zachwycali się jak umie dzieci ładnie pilnować i jaki Łukaszek grzeczny. Kilka razy widziałam jak wychodzący z sali malec miał cały tyłek mokry, wiadomo fizjologia dawała o sobie znać.

Gdy już nie byłam Ś często widziałam ich jak chodzili na zebrania. Dziewczynka zawsze się do mnie uśmiechała, za to mama szarpała ją i odwracała się w drugą stronę. Minęło kilka lat i spotkałyśmy się w pewnym urzędzie. Podeszła do mnie i zapytała czy ją pamiętam? Pewnie, że pamiętałam i to bardzo dobrze, dzieliło nas zaledwie kilka lat.

Kobieta zaczęła mówić, jakby chciała wyrzucić z siebie swoją historię. Opowiadała jakie manto dostawała od matki za to gdy przyniosła cukierka imieninowego ze szkoły, jak dostała w twarz od matki pod szkołą bo odpowiedziała koleżance cześć. Zapytałam o malca.....mały miał czasem tak odparzony tyłek że sypiał na brzuchu. A jeśli za często się zsuwał, matka mu nic z tym nie robiła, to miała być taka kara za nieposłuszeństwo. Ona ukradkiem przecierałam mu mokrym ręcznikiem tyłek i smarowała kremem. Matka doszła z malcem do takiej perfekcji, że siedział całe zebranie bez zsuwania. On zwyczajnie się bał, że matka mu nie pomoże. Gdy to opowiadała miała łzy w oczach.


 

k****... Ręce opadają.



https://www.youtube.com/watch?v=9lH6RcXU1cY
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 03 Lipiec, 2016, 08:41


Ale ja znam dalszy ciąg tej historii.... Syn będzie dorosły, a matka się zestarzeje i zniedołężnieje. I będzie musiała nosić pampersy. Ilekroć będzie miała odparzone dupsko, to powinna myśleć o krzywdzie wyrządzonej własnemu dziecku... (o ile to dziecko w ogóle będzie z nią utrzymywało jakikolwiek kontakt).


  I tego nie rozumiem, czy takie matoły nie rozumieją, że kiedyś sytuacja się odmienia i to rodzic potrzebuje opieki? Że dziecko sobie przypomni, wrócą złe wspomnienia i co wtedy, odpłacić pięknym za nadobne?
Kiedyś moja matka miała zapalenie płuc i leżąc w łóżku zalała pościel syropem. I jak zmieniałam tą pościel wrócił do mnie obraz gdy byłam chora i z nudów bawiłam się plasteliną. Niestety kawałki przykleiły się do poduszki, matka jak zobaczyła wywlokła mnie z łóżka......i zrobiła straszną jazdę.
I zmieniałam jej tą pościel , łzy same mi płynęły po policzkach. Na co ona gdy to zobaczyła powiedziała...nie płacz, nie płacz mama wyzdrowieje. Nie skomentowałam tego.



Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Dietrich w 03 Lipiec, 2016, 09:54
Tak, tak... to częste historie są! Można oddać dziecko do domu dziecka, można się zrzec spadku, ale niestety nie można się zrzec patologicznego rodzica!

 W takich sytuacjach jedyna nadzieja i jedyny ratunek w sądzie. Ale niestety nie zawsze sąd orzeka korzystnie na rzecz dorosłego dziecka. Czytałam w Internecie o facecie, który musiał płacić na swoją patologiczną matkę po 100 zł miesięcznie alimentów. A dlaczego tak mało?! Bo łaskawy sąd uwzględnił, że ma on jeszcze na utrzymaniu bezrobotną żonę i trójkę dzieci!....

W przypadku sytuacji, o której pisałem wcześniej, sprawa dośc szybko rozwiązała się sama, ponieważ wyrodny tatuś zapił się i zamarzł na ławce w parku.  Jednak OPS z drugiego końca Polski w tym wypadku zwrócił się do syna o ..... sprawienie pogrzebu  :o
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 03 Lipiec, 2016, 18:05

  Nie taki diabeł straszny ...........




     Wbrew przepowiedniom mamy syn się chował nad wyraz dobrze. Przesypiał całe noce, nie chorował, miał apetyt...czego można sobie więcej życzyć. Kiedyś przejazdem weszliśmy do mojego domu rodzinnego, mama była sama. Mąż wyszedł do łazienki a mama do mnie ...doigrałaś się, jesteś wykluczona, masz pozamykane wszystkie drzwi u ŚJ. Zapytałam...te też? Na to mi nie odpowiedziała, mówiła dalej swoje... teraz ci szatan będzie sprzyjał, ale zobaczysz później jak ci się dobierze do skóry, bez Jehowy błogosławieństwa sobie nie poradzisz, jeszcze wrócisz z podkulonym ogonem.

Nie wytrzymałam i pytam...a jak to mi się szatan dobierze do skóry? Będzie mnie widłami dźgał po dupie, a może węglami przysmażał? O jak się na mnie wydarła....zamknij się Q...nie kpij sobie ze mnie, jeszcze  będziesz błagać o nasze wsparcie....wszedł ojciec i zapytał co się tak wydziera, wyszła bez słowa.

          Dla mnie to była pewnego rodzaju ulga, tzn że postawili na mnie krzyżyk i nie będą już chcieć się spotkać. Z drugiej strony poczułam jakiś żal, strach nie umiem tego nazwać. W końcu to było prawie dwadzieścia lat mojego życia. Byłam wychowana w przeświadczeniu, że poza organizacją wszystko jest złe. Źli są ludzie, ich postępowanie, ich wierzenia i wszystko czym się otaczają. Jedyna słuszność i prawda to ŚJ, tylko tam jest dobrze i z nimi można żyć wiecznie. I teraz ja jestem w centrum tego zła,  otacza mnie z każdej strony, a to co dobre odrzuciłam.

Czy się bałam nowego? Pewnie że się bałam,  tak naprawdę musiałam się nauczyć żyć od nowa.

Jeśli ktoś twierdzi, że odejście przyszło mu łatwo i później nic go to nie obeszło zwyczajnie kłamie. Jeśli się w coś naprawdę podkreślam naprawdę wierzy ma się dylemat czy to na pewno słuszna decyzja?

I ja tak miałam, ale postanowiłam się przekonać aby mieć pewność, co do słuszności mojej decyzji.

Nie zawsze było łatwo i kolorowo, jednak czasem łapałam się na tym że patrzę na świat oczami Ś. Nawet się nie spodziewałam, że to tak bardzo  we mnie siedzi.

Kiedyś pojechaliśmy do ciotki męża, osoby bardzo religijnej. Przyjęła nas w pokoju w którym wisiało z osiem różnych obrazów. Weszłam i pomyślałam....ale się obstawiła bałwanami. Po chwili przyszła refleksja i wstydziłam się sama siebie.

Z każdym rokiem było coraz lepiej, czułam się pewniej w nowych okolicznościach. Cieszyłam się życiem, rodziną , a  o przeszłości starałam się zapomnieć, choć ona tak naprawdę nigdy o mnie nie zapomniała.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Kamil w 03 Lipiec, 2016, 18:10
ŚJ niedługo będą przeżywać wielki ucisk- po którym podejmą reformy swoich wierzeń.
Po reformach exy i wykluczeni powrócą bo tak naprawdę to nie ma gdzie pójść.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Nemo w 03 Lipiec, 2016, 18:20
Po reformach exy i wykluczeni powrócą bo tak naprawdę to nie ma gdzie pójść.
Beze mnie. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. :)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 03 Lipiec, 2016, 18:33
Beze mnie. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. :)
Prorok jaki czy co?  :o :D

Bóg stworzył człowieka, ale nie opatentował wynalazku i teraz może go naśladować pierwszy lepszy.....
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Blizna w 03 Lipiec, 2016, 22:28
ŚJ niedługo będą przeżywać wielki ucisk- po którym podejmą reformy swoich wierzeń.
Po reformach exy i wykluczeni powrócą bo tak naprawdę to nie ma gdzie pójść.

Chyba Ty.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: gangas w 04 Lipiec, 2016, 00:49
ŚJ niedługo będą przeżywać wielki ucisk- po którym podejmą reformy swoich wierzeń.
Po reformach exy i wykluczeni powrócą bo tak naprawdę to nie ma gdzie pójść.

Chyba twój stary..To cytata z radia
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: muminka w 04 Lipiec, 2016, 07:45
  Można by ....... jaka "mądra kobita". :D

 Ja też pamiętam, że niektóre same się decydowały na cc bo je zwyczajnie było stać i nie chciały się męczyć. A moja matka już tak ma, że jeśli coś mnie spotkało złego...kara od J...dobrego litość od niego. To były jej jedyne argumenty.

   :-* Bardzo często gdy sama już byłam matką, zastanawiałam się nad tym czy ona ma względem mnie jakieś rodzicielskie uczucia? Czasem miałam wrażenie, że jest jak taka sadystyczna - matka - psychopatka z filmów.
Na pewno to mnie zahartowało, nie miałam szans być upartą bo by mnie matka zatłukła jak psa, widziałam jak raz lała mojej siostrze, może miałam z 5 lat, dopiero przybiegła sąsiadka i ją odgoniła. Jak psa od  zwierzyny.

Mówi się, że dzieci bite biją lub dzieci pijących rodziców też piją. Ja na tym moim wychowaniu czerpałam wprost odwrotne wzorce od dotrzymanych..... przytulałam, pocieszałam, dowartościowywałam, mówiłam że kocham, że jestem dumna, nie biłam, nie krzyczałam. Choć czasem się we mnie gotowało załatwiałam wszystko na spokojnie. Co przyniosło znakomite efekty ( a co posłodzę sobie :D :) , ktoś zapyta skąd wzorce? Kiedyś po kolejnej serii wyzwisk i pretensji obiecałam sobie ...ja taka nie będę i nie byłam.

Bardzo współczuje tym którzy doznają ostracyzmu od najbliższych. Nie rozumiem tego i nie popieram. Na całe szczęście rodzina jest przy mnie i nasze więzi rosną.
Co do CC to sama miałam dwa. Jestem odporna na ból. Złamałam nogę  w trzech miejscach i bez środków przeciwbólowych. Jestem po 8 operacjach w tym 2 cesarkach i też zawsze bez środków odurzających. Jednak uważam że do momentu jak organy płciowe są w moim ciele to ja będę decydować w jaki sposób je wykorzystam :P Nie chciałam się męczyć bo tak naprawdę skala bólu jest podobna.
Moj ojciec był bardzo porywczy. Ja ciągle się uczę być dobrą mamą. Nie zawsze wychodzi jednak zawsze staram się budować dzieci by wyrosły na wartościowych ludzi. To od nas zależy jakie będą nasze dzieci. Owszem dzieci mają różne etapy raz masz pragnienie je udusić a raz duma rozpiera jednak zawsze wracają na tą drogę wartości. Im więcej im przekażemy tym więcej zapamiętają. 
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: muminka w 04 Lipiec, 2016, 07:50

  Nie taki diabeł straszny ...........




     Wbrew przepowiedniom mamy syn się chował nad wyraz dobrze. Przesypiał całe noce, nie chorował, miał apetyt...czego można sobie więcej życzyć. Kiedyś przejazdem weszliśmy do mojego domu rodzinnego, mama była sama. Mąż wyszedł do łazienki a mama do mnie ...doigrałaś się, jesteś wykluczona, masz pozamykane wszystkie drzwi u ŚJ. Zapytałam...te też? Na to mi nie odpowiedziała, mówiła dalej swoje... teraz ci szatan będzie sprzyjał, ale zobaczysz później jak ci się dobierze do skóry, bez Jehowy błogosławieństwa sobie nie poradzisz, jeszcze wrócisz z podkulonym ogonem.

Nie wytrzymałam i pytam...a jak to mi się szatan dobierze do skóry? Będzie mnie widłami dźgał po dupie, a może węglami przysmażał? O jak się na mnie wydarła....zamknij się Q...nie kpij sobie ze mnie, jeszcze  będziesz błagać o nasze wsparcie....wszedł ojciec i zapytał co się tak wydziera, wyszła bez słowa.

          Dla mnie to była pewnego rodzaju ulga, tzn że postawili na mnie krzyżyk i nie będą już chcieć się spotkać. Z drugiej strony poczułam jakiś żal, strach nie umiem tego nazwać. W końcu to było prawie dwadzieścia lat mojego życia. Byłam wychowana w przeświadczeniu, że poza organizacją wszystko jest złe. Źli są ludzie, ich postępowanie, ich wierzenia i wszystko czym się otaczają. Jedyna słuszność i prawda to ŚJ, tylko tam jest dobrze i z nimi można żyć wiecznie. I teraz ja jestem w centrum tego zła,  otacza mnie z każdej strony, a to co dobre odrzuciłam.

Czy się bałam nowego? Pewnie że się bałam,  tak naprawdę musiałam się nauczyć żyć od nowa.

Jeśli ktoś twierdzi, że odejście przyszło mu łatwo i później nic go to nie obeszło zwyczajnie kłamie. Jeśli się w coś naprawdę podkreślam naprawdę wierzy ma się dylemat czy to na pewno słuszna decyzja?

I ja tak miałam, ale postanowiłam się przekonać aby mieć pewność, co do słuszności mojej decyzji.

Nie zawsze było łatwo i kolorowo, jednak czasem łapałam się na tym że patrzę na świat oczami Ś. Nawet się nie spodziewałam, że to tak bardzo  we mnie siedzi.

Kiedyś pojechaliśmy do ciotki męża, osoby bardzo religijnej. Przyjęła nas w pokoju w którym wisiało z osiem różnych obrazów. Weszłam i pomyślałam....ale się obstawiła bałwanami. Po chwili przyszła refleksja i wstydziłam się sama siebie.

Z każdym rokiem było coraz lepiej, czułam się pewniej w nowych okolicznościach. Cieszyłam się życiem, rodziną , a  o przeszłości starałam się zapomnieć, choć ona tak naprawdę nigdy o mnie nie zapomniała.

Przykro mi że najbliższa rodzina się odwróciła.
Mi Śj też mówili że nie będę mieć błogosławieństwa. Mówili że kłamię kiedy mówię że je mam.
Podobnie jak Ty widzę plusy - same plusy.
Mam męża katolika, Udane małżeństwo. Cudowne zdrowe dzieci. Cieszymy się życiem. Radioterapia przynosi pozytywne skutki.
Wtedy im odpowiadałam że mam w takim razie błogosławieństwo od diabła lub Boga. Prosiłam by wybrali a następnie pytałam dlaczego sądzą. Przecież szczęścia nie da się udawać na dłuższą metę.
Cieszę się że teraz jest lepiej. Przeszłość nie zapomina o nas ale my musimy nauczyć się żyć tym co jest tu i teraz by spokojnie w przyszłość wkroczyć
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: muminka w 04 Lipiec, 2016, 07:51
ŚJ niedługo będą przeżywać wielki ucisk- po którym podejmą reformy swoich wierzeń.
Po reformach exy i wykluczeni powrócą bo tak naprawdę to nie ma gdzie pójść.

hahah już pędzę... jestem na zakręcie i piszę list :P
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 04 Lipiec, 2016, 12:16
ŚJ niedługo będą przeżywać wielki ucisk- po którym podejmą reformy swoich wierzeń.
Po reformach exy i wykluczeni powrócą bo tak naprawdę to nie ma gdzie pójść.

Uwaga biegnę, na najbliższe zebranie, o kawiarnia może na następne.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: muminka w 04 Lipiec, 2016, 12:27
Ja myślę że większości jest to dojrzała decyzja. Nie można być letnim. Trzeba obrać jedną drogę i trzymać się jej.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Czuwający w 04 Lipiec, 2016, 14:38
można, niektórzy podjeli świadome decyzje ale pozostają w wts ze względu na rodzine, Można to nazwać pewna miara letności
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 04 Lipiec, 2016, 19:29
Chyba Ty.


   Chyba szuka towarzystwa do tego powrotu. :D

Przykro mi że najbliższa rodzina się odwróciła.
Mi Śj też mówili że nie będę mieć błogosławieństwa. Mówili że kłamię kiedy mówię że je mam.
Podobnie jak Ty widzę plusy - same plusy.
Mam męża katolika, Udane małżeństwo. Cudowne zdrowe dzieci. Cieszymy się życiem. Radioterapia przynosi pozytywne skutki.
Wtedy im odpowiadałam że mam w takim razie błogosławieństwo od diabła lub Boga. Prosiłam by wybrali a następnie pytałam dlaczego sądzą. Przecież szczęścia nie da się udawać na dłuższą metę.
Cieszę się że teraz jest lepiej. Przeszłość nie zapomina o nas ale my musimy nauczyć się żyć tym co jest tu i teraz by spokojnie w przyszłość wkroczyć

  Ja miałam i nadal mam nieodparte wrażenie że oni byliby szczęśliwi jakby odstępcą się nie wiodło, stoczyli się na samo dno, przymierali głodem, pochłonął ich jakiś nałóg, a najlepiej kilka. A do tego dopadła masa chorób. W ogóle to jakby ich obległy wszystkie plagi egipskie.
Wtedy by tryumfowali i mówili....a nie ostrzegaliśmy? Wiedzieliśmy, że tak bedzie.

A jeśli takiemu ex wiedzie się całkiem dobrze, a nawet lepiej niż niejednemu z nich, cóż mają powiedzieć? Na pewno szatan maczał w tym palce, a raczej ogon. :D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: muminka w 04 Lipiec, 2016, 19:30
można, niektórzy podjeli świadome decyzje ale pozostają w wts ze względu na rodzine, Można to nazwać pewna miara letności

Hmmm niby racja
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 04 Lipiec, 2016, 19:33

Wiara w autorytety powoduje, że błędy autorytetów przyjmowane są za wzorce.


    Byłam dzieckiem gdy na naszym terenie urzędowała pionierka z sąsiedniej miejscowości. Była bohaterka jak żyła jej matka mająca zagraniczną emeryturę, a więc mogła sobie pozwolić na beztroskę materialną.
Gdy zmarła matka, ojciec powiedział że nie będzie jej utrzymywał ze swojej emerytury a ona w tym czasie będzie się gzić po okolicy, tak nazywał jej służbę.
Pamiętam poruszenie w zborze jakie wywołał ów ojciec. Tak zacna służba, a on nie chce pomóc.

Jeszcze tylko dwa miesiące była pionierkę, znalazła sobie pracę bo była do tego zmuszona.
Dziś ma ponad 60 lat i nie jest świadkiem. Bardzo często odwiedza ojca na cmentarzu i mówi, że jest mu bardzo wdzięczna za to że odciął ją od gotówki. Gdyby nie jego radykalne decyzje, dziś chodziłaby po śmietnikach i zbierała  surowce aby mieć na chleb.

A tak ma emeryturę i spokojną starość. Na moje pytanie czego żałuje w życiu? Odp...tych straconych lat, kiedy wyglądałam armagedonu. A mogłam mieć rodzinę, męża, dzieci oraz tych ludzi których zbałamuciłam tymi mrzonkami.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tadeusz w 04 Lipiec, 2016, 19:35
Ja miałam i nadal mam nieodparte wrażenie że oni byliby szczęśliwi jakby odstępcą się nie wiodło, stoczyli się na samo dno, przymierali głodem, pochłonął ich jakiś nałóg, a najlepiej kilka. A do tego dopadła masa chorób. W ogóle to jakby ich obległy wszystkie plagi egipskie.
Wtedy by tryumfowali i mówili....a nie ostrzegaliśmy? Wiedzieliśmy, że tak bedzie.

A jeśli takiemu ex wiedzie się całkiem dobrze, a nawet lepiej niż niejednemu z nich, cóż mają powiedzieć? Na pewno szatan maczał w tym palce, a raczej ogon. :D

Wszystko dlatego, że wmówiono im, że są "jedyną religią prawdziwą" a co za tym idzie Bóg się troszczy "wyłącznie o nich", oni żyją już teraz w "duchowym raju", itp.
Dodatkowo masakruje się ich umysły obrazkami zepsutego świata oraz armagedonu który zniszczy to całe tałatajstwo.
No to oczekują, że każdy wykluczony wpadnie do ognistej gehenny, najlepiej już za życia  ;D ;D ;D
A w międzyczasie wmawia się im, że wykluczenie jest wyrazem miłości  ;D ;D ;D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 04 Lipiec, 2016, 19:41
Wszystko dlatego, że wmówiono im, że są "jedyną religią prawdziwą" a co za tym idzie Bóg się troszczy "wyłącznie o nich", oni żyją już teraz w "duchowym raju", itp.
Dodatkowo masakruje się ich umysły obrazkami zepsutego świata oraz armagedonu który zniszczy to całe tałatajstwo.
No to oczekują, że każdy wykluczony wpadnie do ognistej gehenny, najlepiej już za życia  ;D ;D ;D
A w międzyczasie wmawia się im, że wykluczenie jest wyrazem miłości  ;D ;D ;D


  Dokładnie tak. Ktoś powiedział.... miłość jest jak mydło, ubywa jej przy używaniu. A oni tak bardzo kochają i..... kończy się jak się kończy. :D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 04 Lipiec, 2016, 19:47
  Ja miałam i nadal mam nieodparte wrażenie że oni byliby szczęśliwi jakby odstępcą się nie wiodło, stoczyli się na samo dno, przymierali głodem, pochłonął ich jakiś nałóg, a najlepiej kilka. A do tego dopadła masa chorób. W ogóle to jakby ich obległy wszystkie plagi egipskie.
Wtedy by tryumfowali i mówili....a nie ostrzegaliśmy? Wiedzieliśmy, że tak bedzie.

A jeśli takiemu ex wiedzie się całkiem dobrze, a nawet lepiej niż niejednemu z nich, cóż mają powiedzieć? Na pewno szatan maczał w tym palce, a raczej ogon. :D

   Jedna siostra mówiła mi że po odejściu człowiek stacza się, a raczej spada prosto w przepaść, dużo niżej niż był zanim zaczął studiować i został świadkiem. Przykładów podawała od groma, co niektóre z naszego zborowego podwórka, tylko szkoda że nikt inny ich nie zna. Że po odejściu to moment i już człowiek ląduje skamlając o przebaczenie, bo co sobie myślał że poradzi sobie sam.
   Czasem mawiała co chciało się usłyszeć byleby osiągnąć cel, mianowicie, tak pójście do starszych i wszystkie takie, ogólnie zostanie w zboże, bo tylko tam jest życie i szczęście 'cud, miód i ultramaryna'.


A w międzyczasie wmawia się im, że wykluczenie jest wyrazem miłości  ;D ;D ;D

Oczywiście że jest. Tadeuszu w Starożytnym Izraelu taka osoba zostałaby ukamienowana. Bracie nie mów że nie wiedziałeś.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tadeusz w 04 Lipiec, 2016, 20:12
Oczywiście że jest. Tadeuszu w Starożytnym Izraelu taka osoba zostałaby ukamienowana. Bracie nie mów że nie wiedziałeś.

Siostro NiepokornaHadra  ;D Z tego co mi wiadomo, w starożytnym Izraelu jak komuś nie podobało się życie wśród Izraelitów to po prostu się przeprowadzał. Ale to pociągało za sobą brak ochrony wspólnoty i raczej pewną śmierć.
Ale za takie odłączenie nikt nie kamienował!!!
A tu jest mowa o tych, co odchodzą z WTS-u ale nie od Boga!  :-\
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 04 Lipiec, 2016, 20:28
Siostro NiepokornaHadra  ;D Z tego co mi wiadomo, w starożytnym Izraelu jak komuś nie podobało się życie wśród Izraelitów to po prostu się przeprowadzał. Ale to pociągało za sobą brak ochrony wspólnoty i raczej pewną śmierć.
Ale za takie odłączenie nikt nie kamienował!!!
A tu jest mowa o tych, co odchodzą z WTS-u ale nie od Boga!  :-\

Załamałeś mnie, aż tak bardzo trzeba mi wszystko tłumaczyć? heh. To warto byłoby przedstawić autorom tego tekstu, o kamienowaniu.


Tazła swoje przeżycia w WTS i po nim powinnaś opisać w książce, zamawiam egzemplarz. Pewne Twoje przeżycia są podobne do moich, ale ja nie jestem w stanie o nich pisać otwarcie, nie raz uroniłam łzę czytając co napisałaś. Czekam na dalsze historie.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: muminka w 05 Lipiec, 2016, 07:22
Wiara w autorytety powoduje, że błędy autorytetów przyjmowane są za wzorce.


    Byłam dzieckiem gdy na naszym terenie urzędowała pionierka z sąsiedniej miejscowości. Była bohaterka jak żyła jej matka mająca zagraniczną emeryturę, a więc mogła sobie pozwolić na beztroskę materialną.
Gdy zmarła matka, ojciec powiedział że nie będzie jej utrzymywał ze swojej emerytury a ona w tym czasie będzie się gzić po okolicy, tak nazywał jej służbę.
Pamiętam poruszenie w zborze jakie wywołał ów ojciec. Tak zacna służba, a on nie chce pomóc.

Jeszcze tylko dwa miesiące była pionierkę, znalazła sobie pracę bo była do tego zmuszona.
Dziś ma ponad 60 lat i nie jest świadkiem. Bardzo często odwiedza ojca na cmentarzu i mówi, że jest mu bardzo wdzięczna za to że odciął ją od gotówki. Gdyby nie jego radykalne decyzje, dziś chodziłaby po śmietnikach i zbierała  surowce aby mieć na chleb.

A tak ma emeryturę i spokojną starość. Na moje pytanie czego żałuje w życiu? Odp...tych straconych lat, kiedy wyglądałam armagedonu. A mogłam mieć rodzinę, męża, dzieci oraz tych ludzi których zbałamuciłam tymi mrzonkami.

Eh i właśnie o to chodzi. Znam sporą liczbę osób które rezygnowały z możliwości posiadania rodziny:dzieci czy drugiej połowy.
Niby argumentacja bo Armagedon ... czasy końca.....
Jednak to jest manipulacja. Zachęcanie do bycia nie wykształconym , bez rodziny jest okrutne. Na starość samotność i klepanie biedy.  Przykro mi jak widzę takie osoby bo patrząc na siebie widzę ile stracili.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Czuwający w 05 Lipiec, 2016, 08:43
ja słyszałem teksty w stosunku do tych co im sie jednak powodziło po odejściu poparte wersetem aby nie zazdrościć bezbożnemu, bo uschną szybko niczym trawa, na każda ewentualność znajdzie sie wersecik
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 05 Lipiec, 2016, 22:09
Sztuka życia - to cieszyć się małym szczęściem.


    Minęło kilka lat, moje relacje z matką były dalekie od ideału były tylko w miarę poprawne. Bez serdeczności, bez skakania sobie do gardeł. Ja mogłam żyć bez niej, ona beze mnie. Choć czasem gdy widziałam zażyłość między teściową a jej córkami, aż mnie ściskało w dołku. Zawsze w takich momentach wychodziłam popłakać sobie w kącie. Niby dlaczego ja nigdy nie mogłam iść do mamy nieważne czy jako dziecko, czy dorosła, aby pogadać, pożalić się czy wypłakać? Jako dziecko zwyczajnie się jej bałam, dostać można było za wszystko, dosłownie za wszystko. Jako dziecko zbiłam szklankę, wiedziałam czym się to skończy,  a więc zebrałam wszystko i poszłam w pola daleko od domu. Tam gołymi rękoma wygrzebałam dołek i zakopałam szkło. Niedługo po ślubie w domu teściów też zbiłam szklankę i stanęłam jak wryta. Tak się przeraziłam jakbym nie wiem jaką straszną rzecz zrobiła, teściowa podeszła i spokojnym głosem powiedziała....to tylko szklanka, nic ci się nie stało? Właśnie w takich zwykłych codziennych sprawach widziałam ogromną różnicę między moją matką prawym ŚJ i złym świtusem.  I tych różnic trochę banalnych, a czasem całkiem istotnych widziałam coraz więcej. To one również utwierdzały mnie w przekonaniu, że odchodząc zrobiłam dobrze.

 Zawsze wtedy gdy dostawałam i lizałam w kącie rany lub w chwilach gdy paraliżował mnie strach przed czymś, tak sobie powtarzałam.....moje dzieci będą mogły do mnie przyjść ze wszystkim i nawet jak wybiją wszystkie szklanki w domu też nie będę ich bić.

W miarę dorastania pojmowałam fakt że rodzice dla dziecka powinni być oparciem, najlepszym przyjacielem kimś do kogo się idzie z największym problemem, na kogo można liczyć zawsze i wszędzie, a nie się go bać. Tak samo jest z Bogiem, powinien być wzorcem i miłością, a nie swojego rodzaju straszakiem i batem.

Moja koleżanka sąsiadka nawet jak zbiła w sklepie szybę pobiegła do domu i powiedziała. Pewnie, mama jej nie pochwaliła, ale gdy przyszedł pan na skargę   stanęła w obronie córki i obiecała pokryć szkody. A mnie moja...pewnie by natrzaskała po głowie i obcemu człowiekowi zrobiłoby się żal i by mnie bronił. Taka to była różnica między świadkową matką a katolicką.

Nigdy nie uderzyłam syna, zawsze mu powtarzałam że...coby nie zrobił może do mnie przyjść i powiedzieć. Zawsze go będę kochać i bronić, zawsze będą za nim stała murem bo jest kimś dla mnie najważniejszym. Nie ma osoby bliższej mojemu sercu niż On.

Dziś ma dziewczynę która mi kiedyś powiedziała....chciałabym mieć  u...... taki autorytet jaki ma pani. Cóź na taki autorytet pracuje się latami. Bliskich nam ludzi nie wystarczy kochać, trzeba ich jeszcze szanować i lubić, ta zasada obowiązuje w obie strony.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Szyszoonia w 06 Lipiec, 2016, 10:01
Ja tez naleze do tych dzieci, co dostawaly w skore. Chociaz musze przyznac, ze niekiedy z pelna swiadomoscia przekraczalam pewne granice, mimo ze wiedzialam, ze bata nie unikne  ;D Ale jak dobrze sie bawilam na dworze z kolezankami, to nawet pod grozba bliskiego spotkania z paskiem rzemykowym od sukienki mojej mamy, notorycznie przychodzilam do domu pozniej niz to bylo uzgadniane ;D Szczerze powiedziawszy, to czasami wolalam dostac niz miec szlaban na wychodzenie na dwor przez tydzien. Zawsze jednak wiedzialam, ze swoich dzieci bila nie bede i jakos udalo mi sie wychowac fantastycznego juz dzis 18letniego syna i przy corce (mimo, ze jej temperamencik wymaga  ode mnie ogromnych umiejetnosci mediacyjnych ;D) tez funcjonuje to bardzo dobrze...
Z uwagi jednak na ogromna zaborczosc mojej matki i narzucanie przez nia wszystkim w rodzinie swojej woli, bardzo dlugo gdzies z tylu glowy w roznych momentach mojego zycia czailo sie pytanie: Co na to matka? A jak sie dowie, to jak zareaguje? Czy znowu mnie skrytykuje? Duzo czasu potrzebowalam na zamiane tych pytan w stwerdzenie: Moje zycie, moje wybory, a mojej mamie nic do tego. I jak tak sobie pomysle, to chyba od momentu gdy sobie to uswiadomilam jednoczesnie rozpoczelo sie moje wychodzenie z oranizacji... Poczatek drogi do wolnosci  :)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: matus w 06 Lipiec, 2016, 11:01
Ja tez naleze do tych dzieci, co dostawaly w skore. Chociaz musze przyznac, ze niekiedy z pelna swiadomoscia przekraczalam pewne granice, mimo ze wiedzialam, ze bata nie unikne  ;D Ale jak dobrze sie bawilam na dworze z kolezankami, to nawet pod grozba bliskiego spotkania z paskiem rzemykowym od sukienki mojej mamy, notorycznie przychodzilam do domu pozniej niz to bylo uzgadniane ;D Szczerze powiedziawszy, to czasami wolalam dostac niz miec szlaban na wychodzenie na dwor przez tydzien. Zawsze jednak wiedzialam, ze swoich dzieci bila nie bede i jakos udalo mi sie wychowac fantastycznego juz dzis 18letniego syna i przy corce (mimo, ze jej temperamencik wymaga  ode mnie ogromnych umiejetnosci mediacyjnych ;D) tez funcjonuje to bardzo dobrze...
Lepiej zgrzeszyć i żałować, niż żałować, że się nie zgrzeszyło ;)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Woland w 06 Lipiec, 2016, 12:15
Biorąc pod uwagę bezustanne pieprzenie o wychowywaniu, karceniu w prawości, nakierowywaniu przez rodziców i zbór, to co osobiście zauważyłem , że ta cała warstwa ideologiczno-narracyjna zawiera się w praktyce pacyfikowania dzieci w czasie zebrania i milczącego przyzwolenia zboru na wpieprz w łazience.(oczywiście fakt łamania prawa państwowego tutaj nic nie znaczy dla braci)
Odbiera się dzieciaczkom dzieciństwo przez:
-całkowitą dowolność formułowania praw w danej rodzinie przez ojca (czasem teeż mamusia dostaje baty na tej zasadzie a zbór milczy, czasem też to mamusia jest dręczycielem dzieciaczków)
-pacyfikowanie dzieci pasem i pięścią
-produkowanie nieszczęśliwych "małych dorosłych" paplających na zebraniach odpowiedzi których sami nie rozumieją
-zmuszanie dzieci do stawania w obliczu bezsensownych konfliktów w szkole- obrony wiary której nie miały szansy świadomie wybrać. Co więcej Jezus jako dziecko też takich dylematów nie musiał rozwiązywać.

Uważam że Świadkowie produkują nieszczęśliwych dorosłych i nieszczęśliwe dzieci - ale dorośli mają szansę wyboru i obrony. W przypadku dzieci jest to haniebne !
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 06 Lipiec, 2016, 13:04
Ja tez naleze do tych dzieci, co dostawaly w skore. Chociaz musze przyznac, ze niekiedy z pelna swiadomoscia przekraczalam pewne granice, mimo ze wiedzialam, ze bata nie unikne  ;D Ale jak dobrze sie bawilam na dworze z kolezankami, to nawet pod grozba bliskiego spotkania z paskiem rzemykowym od sukienki mojej mamy, notorycznie przychodzilam do domu pozniej niz to bylo uzgadniane ;D Szczerze powiedziawszy, to czasami wolalam dostac niz miec szlaban na wychodzenie na dwor przez tydzien. Zawsze jednak wiedzialam, ze swoich dzieci bila nie bede i jakos udalo mi sie wychowac fantastycznego juz dzis 18letniego syna i przy corce (mimo, ze jej temperamencik wymaga  ode mnie ogromnych umiejetnosci mediacyjnych ;D) tez funcjonuje to bardzo dobrze...
Z uwagi jednak na ogromna zaborczosc mojej matki i narzucanie przez nia wszystkim w rodzinie swojej woli, bardzo dlugo gdzies z tylu glowy w roznych momentach mojego zycia czailo sie pytanie: Co na to matka? A jak sie dowie, to jak zareaguje? Czy znowu mnie skrytykuje? Duzo czasu potrzebowalam na zamiane tych pytan w stwerdzenie: Moje zycie, moje wybory, a mojej mamie nic do tego. I jak tak sobie pomysle, to chyba od momentu gdy sobie to uswiadomilam jednoczesnie rozpoczelo sie moje wychodzenie z oranizacji... Poczatek drogi do wolnosci  :)

  Ja  z wiekiem też nabrałam buntu, a co za tym idzie kłamałam dla dobra sprawy ( dla własnego dobra) . :D
A jak widziałam, że to przynosi zamierzony efekt, że matka łykała moje bajki iż....późno wróciłam bo opowiadałam Asi jak będzie w raju i już chciałam wracać jak ona jeszcze mnie dopytywała i dlatego się spóźniłam. Matka zadowolona, nawet nie krzyczała , a ja żeby nie narażać się na lawinę pytań, uciekałam z pola jej widzenia. I tak się nakręcałam i bardzo sprawnie lawirowałam między  prawą a prawdą :D

Czy miałam wyrzuty? Początkowo tak, ale jak widziałam że żaden grom z nieba nie up...mi za to języka, dalej to praktykowałam.
Czy powinnam się tego wstydzić, nie wiem, ale się nie wstydzę. Matka była zadowolona, ja wybiegana , radosna i szczęśliwa jak to dziecko. Nikt na nikogo nie krzyczał, nikt nikogo nie bił. A więc same plusy. :D

Biorąc pod uwagę bezustanne pieprzenie o wychowywaniu, karceniu w prawości, nakierowywaniu przez rodziców i zbór, to co osobiście zauważyłem , że ta cała warstwa ideologiczno-narracyjna zawiera się w praktyce pacyfikowania dzieci w czasie zebrania i milczącego przyzwolenia zboru na wpieprz w łazience.(oczywiście fakt łamania prawa państwowego tutaj nic nie znaczy dla braci)

Uważam że Świadkowie produkują nieszczęśliwych dorosłych i nieszczęśliwe dzieci - ale dorośli mają szansę wyboru i obrony. W przypadku dzieci jest to haniebne !


 Te ich teksty o szczęśliwym, radosnym dzieciństwie i prezentach o każdej porze roku, miłości, radości to tylko wyświechtane slogany, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.
A  to ich ciche przyzwolenie na taką karność popartą jeszcze wersetami czyni ich współwinnymi.

Nie byłam już w organizacji z 10 lat, idąc chodnikiem zauważyłam między samochodami starą znajomą z zboru ( moja rówieśnica) która od lat udawała, że mnie nie zna.
I przeszłabym obok niej obojętnie gdyby nie fakt, że trzaskała swoje kilkuletnie dziecko za to że się przewróciło i pobrudziło ubranie.
Pochodzę i mówię...nie wstyd ci, co je tak trzaskasz, to tylko dziecko, ubranie się upierze. Na co ona żebym się nie wtrącała, bo to nie moja sprawa....spokojnie odpowiadam, że jak się widzi iż ktoś krzywdzi słabszych to jest moja sprawa i mogę zadzwonić na policję, że się znęcasz nad dzieckiem.
Taki jest mój obywatelski obowiązek.

Wtedy złagodniała i mówi....jak ja się z nim na zebraniu pokażę, co bracia powiedzą, że jestem brudas?
Skrzywiłam się i mówię...ty się lepiej bój co Bóg na to, a nie ludzie, przed nim powinnaś czuć respekt.
A na odchodne rzuciłam....zamiast tej sterty makulatury w torbie powinnaś nosić spodnie na przebranie. Lepszy byłby pożytek...

I tak jak za swoje młodzieńcze kłamstwa nie mam wyrzutów tak w tym przypadku gdybym przeszła obojętne to bym miał i to ogromne.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Woland w 06 Lipiec, 2016, 13:30

 Te ich teksty o szczęśliwym, radosnym dzieciństwie i prezentach o każdej porze roku, miłości, radości to tylko wyświechtane slogany, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.
A  to ich ciche przyzwolenie na taką karność popartą jeszcze wersetami czyni ich współwinnymi.


Tak " My nie potrzebujemy takich pretekstów jak święta, żeby dawać piękne prezenty swoim dzieciom"


^^^ Kłamstwo stulecia!

Dzieciaki Świadków są zwykle zaniedbane emocjonalnie i to tak bardzo że się uzależniają od organizacji , żeby choć przez chwilę jak się zgłoszą na zebraniu poczuć że ktoś ich wysłuchuje. Potem się takie dzieciaczki żenią w wieku po 19 lat , bo znajdują kogoś do kogo mogą usta otworzyć , a on ich nie zignoruje ani nie zruga . Mylą jakikolwiek ślad akceptacji z miłością.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: KaiserSoze w 06 Lipiec, 2016, 16:05
Mój ojciec nigdy mi nie powiedział, że mnie kocha. Nigdy. Chyba nawet nie powiedział, że coś dobrze zrobiłem.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: TomBombadil w 07 Lipiec, 2016, 10:20
Miałam szczęście. Ciotka,filar prawdy w rodzinie kochała nas wszystkich,a szczególnie słabych i wykluczonych. Mama wpoiła nam,że jesteśmy wspaniali i warci miłości.W zborze mieliśmy zrównoważonych ludzi i rodzinnych. Ale to były czasy przedbetelowskie. Nowe pokolenie jest faktycznie plastikowe. Ja dzieci chowam w miłości. Co nie znaczy,że szmatą" bez łep" nie dostaną. Może dlatego łatwo było nam odsunąć się od org. Od zawsze byliśmy inni. To poczucie własnej wartości! Dla nich to była pycha. A my po prostu zdrowi emocjonalnie.👪
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: TomBombadil w 07 Lipiec, 2016, 10:21
Mój ojciec nigdy mi nie powiedział, że mnie kocha. Nigdy. Chyba nawet nie powiedział, że coś dobrze zrobiłem.

Miałeś idiotę ojca.Jesteś kochany!😻
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 07 Lipiec, 2016, 12:10
Tak " My nie potrzebujemy takich pretekstów jak święta, żeby dawać piękne prezenty swoim dzieciom"


^^^ Kłamstwo stulecia!

Dzieciaki Świadków są zwykle zaniedbane emocjonalnie i to tak bardzo że się uzależniają od organizacji , żeby choć przez chwilę jak się zgłoszą na zebraniu poczuć że ktoś ich wysłuchuje. Potem się takie dzieciaczki żenią w wieku po 19 lat , bo znajdują kogoś do kogo mogą usta otworzyć , a on ich nie zignoruje ani nie zruga . Mylą jakikolwiek ślad akceptacji z miłością.

 Tak, to kłamstwo i obłuda jak większość ich nauk. Z takich dzieci wyrastają  uzależnienia, zahukani, niedowartościowani dorośli. Jeśli się w porę nie uwolnią to są jak te "Ptaszki w klatce" Krasickiego. Nie znają innego życia, patrzyli na swoich rodziców którzy tak żyli i są przekonani że tak życie powinno wyglądać.

Mój ojciec nigdy mi nie powiedział, że mnie kocha. Nigdy. Chyba nawet nie powiedział, że coś dobrze zrobiłem.


Jednak myślę sobie... co Ciebie czy mnie oraz innych nie zabiło to nas wzmocniło. :)

  Ja nie słyszałam ani od ojca, ani od matki. Mało tego, co zrobiłam zawsze było mało, gdy dostałam cztery za klasówkę nikt mnie nie pochwalił, tylko było...a nie dlaczego pięć, co nie stać cię? Wtedy się odechciewało.
Podobną strategię miał mój mąż, ale w nim bardzo szybko wykorzeniłam mówiąc mu że jest podobny do swojej teściowej ( mojej matki) oj bardzo tego nie lubił. :D


Miałam szczęście. Ciotka,filar prawdy w rodzinie kochała nas wszystkich,a szczególnie słabych i wykluczonych. Mama wpoiła nam,że jesteśmy wspaniali i warci miłości.W zborze mieliśmy zrównoważonych ludzi i rodzinnych. Ale to były czasy przedbetelowskie. Nowe pokolenie jest faktycznie plastikowe. Ja dzieci chowam w miłości. Co nie znaczy,że szmatą" bez łep" nie dostaną. Może dlatego łatwo było nam odsunąć się od org. Od zawsze byliśmy inni. To poczucie własnej wartości! Dla nich to była pycha. A my po prostu zdrowi emocjonalnie.👪

Szczęściara :)

Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 07 Lipiec, 2016, 20:59
  Kara boska .... ?


        Znałam parę, on starszy, ona pionierka. On pracował , ona była całkowicie oddana służbie. Gdy zaszła w ciążę mówiła że to dla teściowej ( nie była śJ) bo naciska na wnuka. Jednak więcej dzieci nie bo ciężko im będzie w armagedonie.

Po kilku latach ponownie zaszła w ciążę, dorwała mnie w parku ( już byłam wykluczona) i zaczęła obracać ....jaka to ze mnie matka, że skazuję dziecko na cierpienia i zagładę. W pewnym momencie nie wytrzymałam i pokazując na jej widoczną ciążę pytam...a co z tobą, przecież mówiłaś więcej żadnych dzieci, bo nie dacie rady w armagedonie i co teraz?
Odp....my tego nie planowaliśmy, to niezamierzone, to nie nasza wina... Osz q-ka wodna, a czyja pytam? Jehowa wam podrzucił?
Zaczęła się bardzo ciskać i stwierdziła że on by im tego nie zrobił, dla mnie to zabrzmiało bardzo dziwnie.

 Hmm...podrapałam się po głowie i mówię...Grażynka to jak nic robota szatana.
Wstała z ławki wzburzona i warknęła .....bluźnisz. Na co ja spokojnie pytam z czym? Że Jehowa czy z tym żeś poszła w tango z szatanem? :D
Do dziś mnie omija szerokim łukiem. Jak urodziła drugie dziecko, musiała iść do pracy i tak skończyła się jej pionierska kariera.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 07 Lipiec, 2016, 22:34
  Kara boska .... ?


        Znałam parę, on starszy, ona pionierka. On pracował , ona była całkowicie oddana służbie. Gdy zaszła w ciążę mówiła że to dla teściowej ( nie była śJ) bo naciska na wnuka. Jednak więcej dzieci nie bo ciężko im będzie w armagedonie.

Po kilku latach ponownie zaszła w ciążę, dorwała mnie w parku ( już byłam wykluczona) i zaczęła obracać ....jaka to ze mnie matka, że skazuję dziecko na cierpienia i zagładę. W pewnym momencie nie wytrzymałam i pokazując na jej widoczną ciążę pytam...a co z tobą, przecież mówiłaś więcej żadnych dzieci, bo nie dacie rady w armagedonie i co teraz?
Odp....my tego nie planowaliśmy, to niezamierzone, to nie nasza wina... Osz q-ka wodna, a czyja pytam? Jehowa wam podrzucił?
Zaczęła się bardzo ciskać i stwierdziła że on by im tego nie zrobił, dla mnie to zabrzmiało bardzo dziwnie.

 Hmm...podrapałam się po głowie i mówię...Grażynka to jak nic robota szatana.
Wstała z ławki wzburzona i warknęła .....bluźnisz. Na co ja spokojnie pytam z czym? Że Jehowa czy z tym żeś poszła w tango z szatanem? :D
Do dziś mnie omija szerokim łukiem. Jak urodziła drugie dziecko, musiała iść do pracy i tak skończyła się jej pionierska kariera.

Za jakiś czas powie dziecku że nieplanowane, z przypadku, że żałuje że urodziła.... Im więcej dowiaduję się o wyznaniu, dla którego byłam gotowa oddać życie, poświęciłam więź z rodziną, którą teraz ciężko jest odbudować, jestem coraz bardziej przerażona. Zebrania, służba i inne zajęcia w organizacji całkiem pozbawiają zdrowego rozsądku, pamiętam jak pewna pionierka w służbie zapytała mnie o chęć posiadania rodziny i jej liczebność, jak usłyszała że wolałabym mieć dzieci niż być pionierką o mało nie zjechała z drogi, bo przecież tak bardzo ograniczają czas jaki można poświęcać w służbie dla Jehowy, a nie zawsze później się chrzczą, odchodzą stają się odstępcami....
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Dietrich w 07 Lipiec, 2016, 22:41
To po jaką cholerę pytać, skoro ma się już gotową odpowiedź i osąd czyjegoś poglądu na życie?
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 08 Lipiec, 2016, 01:15
Za jakiś czas powie dziecku że nieplanowane, z przypadku, że żałuje że urodziła.... Im więcej dowiaduję się o wyznaniu, dla którego byłam gotowa oddać życie, poświęciłam więź z rodziną, którą teraz ciężko jest odbudować, jestem coraz bardziej przerażona. Zebrania, służba i inne zajęcia w organizacji całkiem pozbawiają zdrowego rozsądku, pamiętam jak pewna pionierka w służbie zapytała mnie o chęć posiadania rodziny i jej liczebność, jak usłyszała że wolałabym mieć dzieci niż być pionierką o mało nie zjechała z drogi, bo przecież tak bardzo ograniczają czas jaki można poświęcać w służbie dla Jehowy, a nie zawsze później się chrzczą, odchodzą stają się odstępcami....

Znam takiego brata co był zagorzałym przeciwnikiem posiadania dzieci. Swój pogląd na ten temat forsował bardzo gorliwie i nie dopuszczał do siebie mysli, że ktoś może mieć potrzebę posiadania potomstwa.
Miał pogląd: Po co dzieci, skoro służba jest najważniejsza, a Armagedon puka do drzwi...?!
Kiedyś to się z nim ostro ścięłam na ten temat i mówię mu, że są ludzie co po prostu chcą mieć dzieci i że jest to normalne. Ale do niego nic nie trafiało.

I wiecie co... okazało się, że po wielu wielu latach małżeństwa pokomplikowało mu się życie i wziął rozwód, a następnie się ponownie ożenił. I teraz hit sezonu! Dowiedziałam się, że on już podobno dopuszcza do siebie możliwosć posiadania dzieci... widocznie jego druga żona myśli o macierzyństwie...

Jak to się zmienia punkt widzenia w zależności od życiowej sytuacji...! Jaki się chłopina liberalny zrobił... (dobrze, że za posiadanie dzieci nie wykluczają, bo on by chyba wszystkie matki wyrzucił ze zboru... a dziś pewnie by się kajał w popiele i je przepraszał... za poglądy z młodości).
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Czuwający w 08 Lipiec, 2016, 08:15
Miałam szczęście. Ciotka,filar prawdy w rodzinie kochała nas wszystkich,a szczególnie słabych i wykluczonych. Mama wpoiła nam,że jesteśmy wspaniali i warci miłości.W zborze mieliśmy zrównoważonych ludzi i rodzinnych. Ale to były czasy przedbetelowskie. Nowe pokolenie jest faktycznie plastikowe. Ja dzieci chowam w miłości. Co nie znaczy,że szmatą" bez łep" nie dostaną. Może dlatego łatwo było nam odsunąć się od org. Od zawsze byliśmy inni. To poczucie własnej wartości! Dla nich to była pycha. A my po prostu zdrowi emocjonalnie.👪

tez to bardzo często słyszę ze jestem zbyt pyszny, no cuz jak ktos boi sie przyznać racji to musi rzucić jakimś sloganem,aaa no i kazdy mój przytyk do błedów organizacji to cynizm
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 08 Lipiec, 2016, 19:20
Za jakiś czas powie dziecku że nieplanowane, z przypadku, że żałuje że urodziła.... Im więcej dowiaduję się o wyznaniu, dla którego byłam gotowa oddać życie, poświęciłam więź z rodziną, którą teraz ciężko jest odbudować, jestem coraz bardziej przerażona. Zebrania, służba i inne zajęcia w organizacji całkiem pozbawiają zdrowego rozsądku, pamiętam jak pewna pionierka w służbie zapytała mnie o chęć posiadania rodziny i jej liczebność, jak usłyszała że wolałabym mieć dzieci niż być pionierką o mało nie zjechała z drogi, bo przecież tak bardzo ograniczają czas jaki można poświęcać w służbie dla Jehowy, a nie zawsze później się chrzczą, odchodzą stają się odstępcami....

  A więc postawiła na swoją  marnej wartości karierę i uważała, że poglądy odbiegające od tych przez nią wyznawanych są złe, mało tego zaraz skazywała je na niepowodzenie. Żałosne!

Znam takiego brata co był zagorzałym przeciwnikiem posiadania dzieci. Swój pogląd na ten temat forsował bardzo gorliwie i nie dopuszczał do siebie mysli, że ktoś może mieć potrzebę posiadania potomstwa.
Miał pogląd: Po co dzieci, skoro służba jest najważniejsza, a Armagedon puka do drzwi...?!


I wiecie co... okazało się, że po wielu wielu latach małżeństwa pokomplikowało mu się życie i wziął rozwód, a następnie się ponownie ożenił. I teraz hit sezonu! Dowiedziałam się, że on już podobno dopuszcza do siebie możliwosć posiadania dzieci... widocznie jego druga żona myśli o macierzyństwie...


 Jakby mógł to by za ciążę wykluczał, a za fakt posiadania już dzieci zlecał najgorsze zadania. :D

Może i na niego padło nowe światło? :D :D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 08 Lipiec, 2016, 19:31
Cynizm to nieprzyjemny sposób mówienia prawdy.


       Dostałam od chrzestnej magnetofon kasetowy tzn jamnika, jakie to było wtedy łał. Miałam kilka kaset , ale bardziej słuchałam radia. Gdy zostawałam sama w domu słuchałam dość głośno, co gorszyło moją matkę. Wciąż zabierała moje kasety a podkładała te z pieśniami.
Jak już ona była w domu to leciały na okrągło bo to takie budujące.

Nie mogła sobie ze mną dać rady więc napuściła na mnie starszego. Przyjechali we dwóch i się zaczęły pogadanki o złym wpływie świeckich piosenek na młodego człowieka....ble ble ble.
Ja tego pokornie słuchałam, miałam z 16 lat uważałam się za mądrą osobę ( bo który nastolatek się nie uważa :D ) i obiecałam sobie, że nie dam się sprowokować.
Nie wiem czy oni widzieli moją obojętność, brak reakcji aż wreszcie jeden z nich mówi....Jehowa nie lubi głośnej muzyki, ani żadnych wrzasków. Podniosłam na niego wzrok i pytam....nie lubi, nie podoba mu się? Nie! odparli chórem obaj.
Na co ja odparłam....to musi strasznie cierpieć jak słucha naszych pieśni.
 Oj bym zarobiła od matki w papuchę gdyby akurat w tym momencie nie wszedł do domu dziadek. :D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 08 Lipiec, 2016, 20:55
Bez cierpienia nie zrozumie się szczęścia.



         Minęło około piętnastu lat od mojego odejścia z organizacji. Relacje z rodzeństwem były dużo lepsze niż z mamą. Siostra z rodziną odwiedzała mnie, ja ją. Jej dzieci przyjeżdżały do mnie na wakacje ( mieszkam na wsi). Powodziło i powodzi nam się nieźle, a więc stać mnie było na to aby spędzali miesiąc wakacji w moim domu. Siostra na zmianę ze szwagrem zasilali szeregi bezrobotnych, a więc kiedy zaszła potrzeba pomagałam materialnie i finansowo. Czułam że naprawę mam siostrę i brata ( kawaler), jednak wszystko do czasu.
Córka siostry miała dwadzieścia lat i chłopaka ( zapoznany na ośrodku pionierskim), a więc jej wyjście za mąż to tylko kwestia czasu. Podczas jednego ze spotkań, młoda oznajmiła....ciocia szykuj kreację, wychodzę za mąż. Nie ukrywam, że się nie ucieszyłam. Siostra nawet zapytała....czy jakby wyskoczył jakiś niezapowiedziany wydatek może liczyć na moją finansową pomoc? Oczywiście, dla mnie to żaden problem, w każdej chwili. Obie zadowolone rozstałyśmy się. Później jeszcze był telefon, kiedy to młodzi wpadną z zaproszeniami. I byli a owszem, miła atmosfera normalnie rodzinna sielanka. Na koniec młoda mnie wyściskała mówiąc...ciocia jak ja cię kocham. I wtedy to właśnie widziałam ją po raz ostatni.

Miną chyba z tydzień , dzwoni siostra i oznajmia mi.....starsi wezwali jej córkę i powiedzieli że albo ja na weselu będę, albo oni. Jeśli ja przyjdę to ani jeden świadek ich nie zaszczyci swoją obecnością.
Odebrało mi mowę, wydawało mi się że to jakiś zły sen. Zapanowała niezręczna cisza, bo mnie zwyczajnie zatkało, a ona chyba czekała na moją deklarację że nie przyjdę.
Wzięłam głęboki wdech i pytam....i co im powiedziała? Na to siostra, że.....ze mną porozmawiają( czyli ona i jej córka). AHA! A więc wiadomo, decyzja zapadła mam się wycofać.
Cóż miałam powiedzieć? Rozłączyłam się bez słowa i poczułam nagłą wściekłość. Bo niby jakim prawem, obcy ludzie ingerują w rodzinne sprawy? Czy to oni jej dają na weselę, aby stawiać warunki?
Nie spałam całą noc, czułam się podle, wróciły wspomnienia i taki straszny ból który zżerał mnie od środka. Płakałam, ciskałam się na zmianę, nie potrafiłam pojąć jak tak można postąpić z kimś najbliższym.
Czułam się poniżona i to bardzo, moja ukochana siostra wybrała bandę obcych ludzi, a na mnie zwyczajnie się wypięła. Gdzie byli ci wszyscy braciszkowie gdy....nie miała na leki dla dzieci, na książki, na czynsz czy na chleb? Czy któryś z nich jej pomógł? Zainteresował się tym, że była bliska eksmisji? Nie, to ja pomagałam, dwoiłam się i troiłam aby wyszli z dołka. I co ? Ano się doczekałam.
To wszystko trwało kilka dni, gdy prawie nie spałam, nie jadłam, żyłam tylko kawą.

Mąż starał się ich tłumaczyć, że to biedni ludzie, że bez organizacji nie potrafią funkcjonować, że to jedyny ich świat jaki znają. A tak naprawdę wiem, że cisnęła mu się na usta gwara podwórkowa w najgorszym wydaniu. Jednak powstrzymywał się, aby nie dolewać oliwy do ognia.
W tydzień schudłam sześć kilogramów, czas mijał a ja nie umiałam się z tym pogodzić. Nie rozumiałam tego, jak tak można? Ja bym się za nią dała pokroić, podzieliłabym się ostatnią kromką chleba, a ona zwyczajnie mnie tak skreśliła. Ja bym to zrozumiała gdyby nie miała kasy i nie robiła imprezy. Powiedziała słuchaj....nie stać nas, nikogo nie zapraszamy ciebie też nie. Luz, nie ma problemu. Ale tam było ponad 120 osób, dalsza i bliższa rodzina, sąsiedzi i oczywiście najważniejsi Ś.

Po jakiś 10 dniach siostra ponownie zadzwoniła i oznajmiła że.....rozmawiała ze starszymi nie mogą się zgodzić na moją obecność bo jestem zagrożeniem dla innych braci. Ale jest dla mnie szansa. Mam napisać list, że chcę powrócić do organizacji, że żałuję , okazać skruchę i oni wtedy rozpatrzą moją prośbę, wezwą mnie na rozmowę czy moje intencje i skrucha są szczere i podejmą decyzję czy mogę przyjść na wesele. O nie, tego było już za wiele, skwitowałam to krótko.....a niech się pier..... To było chyba najgorsze słowo jakie padło kiedykolwiek z moich ust i ostatnie jakie zamieniłam, a raczej wypowiedziałam do mojej siostry.

Dni płynęły, a ja mimo obowiązków nadal tkwiłam w tym wszystkim i nie potrafiłam zapomnieć ani też się z tym pogodzić.
Był ciepły słoneczny sierpniowy dzień, niebo bezchmurne nawet listek nie drgnął na drzewie. Wieszałam pranie, mąż siedział na tarasie i pił kawę. I znów mnie naszło, przypinałam te szmatki i tak mi się samo płakało. Czułam jak łzy z policzków spływają mi po szyi , a później wsiąkają w bluzkę. I tak sobie myślę....Boże jeśli gdzieś tam jesteś i jesteś taki jak o tobie mówią, że sprawiedliwy i miłosierny odpowiedz mi za co to wszystko? Co ja takiego złego zrobiłam w życiu, że tak mnie upodlili? Przecież znam wielu z nich i swoim postępowaniem nie sięgają mi się do pięt. Mają tą etykietkę ŚJ i tylko dlatego są lepsi?
Daleka jestem od wierzenia w jakieś duchy, znaki itp, ale wtedy z tego czystego nieba zaczął padać deszcz. Bardzo ciepły, drobniuteńki i intensywny aż zadarłam głowę do góry aby zobaczyć czy ta chmura duża i czy prania nie zbierać? Ale tam nic nie było, absolutny cavok.
W tej samej chwili mąż zapytał....a czego ty tam tak wypatrujesz? Odpowiedziałam że deszczu, na co od mi odpowiedział że....będę go mieć jak pójdę pod prysznic. Spojrzałam na swoje ręce i bluzkę, jeszcze przed chwilą spływała po nich woda, a teraz są całkiem suche.

Hmm.....ogarnął mnie dziwny spokój i choć mówiłam sobie że to jakieś zwidy, to jednak spokój jaki we mnie zapanował był niebywale przyjemny.
Jeszcze tej samej nocy śniła mi się moja babcia ze strony mamy, pamiętam ją jak siedziała i do fartucha łuskała bób. I taka też była w moim śnie, siedzi sobie, skubie te strąki i mówi do mnie....pamiętaj Anusia każdy ma taki los i takich przyjaciół na jakich zasługuje.
Nie wiem, nie chcę siać propagandy ale wiem jedno....ten deszcz i sen z babcią były jak gruba linia która na dobre oddzieliła mnie od tamtego.

Od tamtej pory nie widziałam się ani nie rozmawiałam ze siostrą ani jej rodziną. Podobno młoda ma dwoje dzieci, nie wiedzie jej się najlepiej. Wzięli się za jakiś biznes, upadł, zaczęli budować dom, podpadli w długi, nie mają pracy i ogólnie jest ciężki.
Siostra też miała jakąś własną działalność niewypał, szwagier popijał podupadł na zdrowiu jest na zasiłku, ona dorywczo opiekuje się jakimś starszym małżeństwem. Zamienili mieszkanie na mniejsze , groziła im eksmisja.

I tyle w temacie, czas zagoił rany, zostały tylko blizny, które czasem dają o sobie znać.
Nigdy nie żałowałam pomocy jaką im ofiarowałam. Czy teraz gdyby mnie o nią poprosili to bym też pomogła? Tego nie wiem . W końcu tyle o sobie wiemy na ile nas sprawdzono.

Jaką mam dziś radę dla tych co chcą odejść i się  boją ?  Nie bójcie się, ostracyzm to nic przyjemnego, ale jak popatrzycie na tych ludzi którzy Wami wzgardzą z politowaniem i uświadomicie sobie, że nie są warci Waszej uwagi, sympatii i zainteresowania, nagle okaże się że  życie jest piękne, a świat ani nie pożera ani nie topi i za rogiem nie czai się szatan który tylko czyha aby się komuś dobrać do tyłka.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: feminin w 08 Lipiec, 2016, 23:31
Bez cierpienia nie zrozumie się szczęścia.



         Minęło około piętnastu lat od mojego odejścia z organizacji. Relacje z rodzeństwem były dużo lepsze niż z mamą. Siostra z rodziną odwiedzała mnie, ja ją. Jej dzieci przyjeżdżały do mnie na wakacje ( mieszkam na wsi). Powodziło i powodzi nam się nieźle, a więc stać mnie było na to aby spędzali miesiąc wakacji w moim domu. Siostra na zmianę ze szwagrem zasilali szeregi bezrobotnych, a więc kiedy zaszła potrzeba pomagałam materialnie i finansowo. Czułam że naprawę mam siostrę i brata ( kawaler), jednak wszystko do czasu.
Córka siostry miała dwadzieścia lat i chłopaka ( zapoznany na ośrodku pionierskim), a więc jej wyjście za mąż to tylko kwestia czasu. Podczas jednego ze spotkań, młoda oznajmiła....ciocia szykuj kreację, wychodzę za mąż. Nie ukrywam, że się nie ucieszyłam. Siostra nawet zapytała....czy jakby wyskoczył jakiś niezapowiedziany wydatek może liczyć na moją finansową pomoc? Oczywiście, dla mnie to żaden problem, w każdej chwili. Obie zadowolone rozstałyśmy się. Później jeszcze był telefon, kiedy to młodzi wpadną z zaproszeniami. I byli a owszem, miła atmosfera normalnie rodzinna sielanka. Na koniec młoda mnie wyściskała mówiąc...ciocia jak ja cię kocham. I wtedy to właśnie widziałam ją po raz ostatni.

Miną chyba z tydzień , dzwoni siostra i oznajmia mi.....starsi wezwali jej córkę i powiedzieli że albo ja na weselu będę, albo oni. Jeśli ja przyjdę to ani jeden świadek ich nie zaszczyci swoją obecnością.
Odebrało mi mowę, wydawało mi się że to jakiś zły sen. Zapanowała niezręczna cisza, bo mnie zwyczajnie zatkało, a ona chyba czekała na moją deklarację że nie przyjdę.
Wzięłam głęboki wdech i pytam....i co im powiedziała? Na to siostra, że.....ze mną porozmawiają( czyli ona i jej córka). AHA! A więc wiadomo, decyzja zapadła mam się wycofać.
Cóż miałam powiedzieć? Rozłączyłam się bez słowa i poczułam nagłą wściekłość. Bo niby jakim prawem, obcy ludzie ingerują w rodzinne sprawy? Czy to oni jej dają na weselę, aby stawiać warunki?
Nie spałam całą noc, czułam się podle, wróciły wspomnienia i taki straszny ból który zżerał mnie od środka. Płakałam, ciskałam się na zmianę, nie potrafiłam pojąć jak tak można postąpić z kimś najbliższym.
Czułam się poniżona i to bardzo, moja ukochana siostra wybrała bandę obcych ludzi, a na mnie zwyczajnie się wypięła. Gdzie byli ci wszyscy braciszkowie gdy....nie miała na leki dla dzieci, na książki, na czynsz czy na chleb? Czy któryś z nich jej pomógł? Zainteresował się tym, że była bliska eksmisji? Nie, to ja pomagałam, dwoiłam się i troiłam aby wyszli z dołka. I co ? Ano się doczekałam.
To wszystko trwało kilka dni, gdy prawie nie spałam, nie jadłam, żyłam tylko kawą.

Mąż starał się ich tłumaczyć, że to biedni ludzie, że bez organizacji nie potrafią funkcjonować, że to jedyny ich świat jaki znają. A tak naprawdę wiem, że cisnęła mu się na usta gwara podwórkowa w najgorszym wydaniu. Jednak powstrzymywał się, aby nie dolewać oliwy do ognia.
W tydzień schudłam sześć kilogramów, czas mijał a ja nie umiałam się z tym pogodzić. Nie rozumiałam tego, jak tak można? Ja bym się za nią dała pokroić, podzieliłabym się ostatnią kromką chleba, a ona zwyczajnie mnie tak skreśliła. Ja bym to zrozumiała gdyby nie miała kasy i nie robiła imprezy. Powiedziała słuchaj....nie stać nas, nikogo nie zapraszamy ciebie też nie. Luz, nie ma problemu. Ale tam było ponad 120 osób, dalsza i bliższa rodzina, sąsiedzi i oczywiście najważniejsi Ś.

Po jakiś 10 dniach siostra ponownie zadzwoniła i oznajmiła że.....rozmawiała ze starszymi nie mogą się zgodzić na moją obecność bo jestem zagrożeniem dla innych braci. Ale jest dla mnie szansa. Mam napisać list, że chcę powrócić do organizacji, że żałuję , okazać skruchę i oni wtedy rozpatrzą moją prośbę, wezwą mnie na rozmowę czy moje intencje i skrucha są szczere i podejmą decyzję czy mogę przyjść na wesele. O nie, tego było już za wiele, skwitowałam to krótko.....a niech się pier..... To było chyba najgorsze słowo jakie padło kiedykolwiek z moich ust i ostatnie jakie zamieniłam, a raczej wypowiedziałam do mojej siostry.

Dni płynęły, a ja mimo obowiązków nadal tkwiłam w tym wszystkim i nie potrafiłam zapomnieć ani też się z tym pogodzić.
Był ciepły słoneczny sierpniowy dzień, niebo bezchmurne nawet listek nie drgnął na drzewie. Wieszałam pranie, mąż siedział na tarasie i pił kawę. I znów mnie naszło, przypinałam te szmatki i tak mi się samo płakało. Czułam jak łzy z policzków spływają mi po szyi , a później wsiąkają w bluzkę. I tak sobie myślę....Boże jeśli gdzieś tam jesteś i jesteś taki jak o tobie mówią, że sprawiedliwy i miłosierny odpowiedz mi za co to wszystko? Co ja takiego złego zrobiłam w życiu, że tak mnie upodlili? Przecież znam wielu z nich i swoim postępowaniem nie sięgają mi się do pięt. Mają tą etykietkę ŚJ i tylko dlatego są lepsi?
Daleka jestem od wierzenia w jakieś duchy, znaki itp, ale wtedy z tego czystego nieba zaczął padać deszcz. Bardzo ciepły, drobniuteńki i intensywny aż zadarłam głowę do góry aby zobaczyć czy ta chmura duża i czy prania nie zbierać? Ale tam nic nie było, absolutny cavok.
W tej samej chwili mąż zapytał....a czego ty tam tak wypatrujesz? Odpowiedziałam że deszczu, na co od mi odpowiedział że....będę go mieć jak pójdę pod prysznic. Spojrzałam na swoje ręce i bluzkę, jeszcze przed chwilą spływała po nich woda, a teraz są całkiem suche.

Hmm.....ogarnął mnie dziwny spokój i choć mówiłam sobie że to jakieś zwidy, to jednak spokój jaki we mnie zapanował był niebywale przyjemny.
Jeszcze tej samej nocy śniła mi się moja babcia ze strony mamy, pamiętam ją jak siedziała i do fartucha łuskała bób. I taka też była w moim śnie, siedzi sobie, skubie te strąki i mówi do mnie....pamiętaj Anusia każdy ma taki los i takich przyjaciół na jakich zasługuje.
Nie wiem, nie chcę siać propagandy ale wiem jedno....ten deszcz i sen z babcią były jak gruba linia która na dobre oddzieliła mnie od tamtego.

Od tamtej pory nie widziałam się ani nie rozmawiałam ze siostrą ani jej rodziną. Podobno młoda ma dwoje dzieci, nie wiedzie jej się najlepiej. Wzięli się za jakiś biznes, upadł, zaczęli budować dom, podpadli w długi, nie mają pracy i ogólnie jest ciężki.
Siostra też miała jakąś własną działalność niewypał, szwagier popijał podupadł na zdrowiu jest na zasiłku, ona dorywczo opiekuje się jakimś starszym małżeństwem. Zamienili mieszkanie na mniejsze , groziła im eksmisja.

I tyle w temacie, czas zagoił rany, zostały tylko blizny, które czasem dają o sobie znać.
Nigdy nie żałowałam pomocy jaką im ofiarowałam. Czy teraz gdyby mnie o nią poprosili to bym też pomogła? Tego nie wiem . W końcu tyle o sobie wiemy na ile nas sprawdzono.

Jaką mam dziś radę dla tych co chcą odejść i się  boją ?  Nie bójcie się, ostracyzm to nic przyjemnego, ale jak popatrzycie na tych ludzi którzy Wami wzgardzą z politowaniem i uświadomicie sobie, że nie są warci Waszej uwagi, sympatii i zainteresowania, nagle okaże się że  życie jest piękne, a świat ani nie pożera ani nie topi i za rogiem nie czai się szatan który tylko czyha aby się komuś dobrać do tyłka.
Lubię wszystkie Twoje historie Aniu, jestes bardzo wartosciowa osoba.
Czuj sie ciepło uściskana.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tadeusz w 09 Lipiec, 2016, 01:13
Chociaż jestem mężczyzną - a więc z zasady gruboskórny - i nie doświadczyłem w życiu takiego traktowania - łzy popłynęły mi po policzku czytając Twoją opowieść  :(
I choć jestem w związku, choć jestem daleko - moim pierwszym odruchem jest...przytulić Cię mocno  :)
I to - choć w sercu - czynię  :)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 09 Lipiec, 2016, 11:32
Lubię wszystkie Twoje historie Aniu, jestes bardzo wartosciowa osoba.
Czuj sie ciepło uściskana.

   Dziękuję bardzo, staram się jak umiem, jak czuję, jak się sama nauczyłam. :)

Chociaż jestem mężczyzną - a więc z zasady gruboskórny - i nie doświadczyłem w życiu takiego traktowania - łzy popłynęły mi po policzku czytając Twoją opowieść  :(
I choć jestem w związku, choć jestem daleko - moim pierwszym odruchem jest...przytulić Cię mocno  :)
I to - choć w sercu - czynię  :)

  Dzięki Tadeusz, związki nie mają wyłączności na przytulanie. Czasem taki gest znaczy więcej niż setka słów. :)


PS. Moje historie mają poślizg czasowy, ponieważ one były spisane wcześniej, zrobiłam to  ponieważ pamięć ludzka bywa ulotna.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 09 Lipiec, 2016, 11:39
Aniu nie wiem co napisać, ciężko jest znaleźć słowa, które by pocieszyły.
Ściskam Ciebie bardzo, bardzo mocno i ciepło.
Jesteś niezwykłą osobą, bardzo silną kobietą, wiele osób by sobie nie poradziło, a Ty dajesz radę.
Głowa do góry, ściskam jeszcze raz.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 09 Lipiec, 2016, 11:41
....Jak mnie dziecko.......

          Jak dziś pamiętam, szkoła podstawowa i Pan Tadeusz. Uczyłam się inwokacji, a że nauczyciel był wymagający, zadawał dużo więcej. Zależało mi na ocenach a więc chciałam całość wykuć na pamięć i dostać dobrą notę.  Matka kazała mi iść głosić…powiedziałam, że nie. Mam dużo nauki i nie pójdę bo się nie wyrobię, odwróciłam się i chciałam odejść. Nie wiedziałam jak szybko pożałuje tych słów, matka wzięła co miała pod ręką czyli sznur od żelazka i przeciągła mnie nim jaki długi. Palący ból przeszył mnie od prawej łopatki po lewe udo..aż do kolana. pod nim zatrzymała się wtyczka od kabla.             

           Do dziś jak słyszę słowa…Brama na wciąż otwarta przechodniom ogłasza, że gościnna i wszystkich w gościnę zaprasza.
Łopatki same mi  się ściągają, a ja jakbym czekała na cios. Taki zapisek w  psychice którego się chyba nigdy nie wyzbędę. Później już było coraz gorzej, ja się buntowałam  mówiłam nie, matka nie szczędziła ręki. Tłumacząc to tym, że Biblia tak każe, a ojciec w tym wszystkim mówił…ale sobie ją wychowałaś.

I to też mnie boli, bo on jako  i mój rodzic powinien zareagować. Bunt był przeciwko chorym zasadom i wytycznym które mnie raz przerażały, a innym razem śmieszyły. Nigdy to nie był bunt przeciwko rodzinie, obowiązkom czy nauce. Tylko i wyłącznie religii!


Aniu nie wiem co napisać, ciężko jest znaleźć słowa, które by pocieszyły.
Ściskam Ciebie bardzo, bardzo mocno i ciepło.
Jesteś niezwykłą osobą, bardzo silną kobietą, wiele osób by sobie nie poradziło, a Ty dajesz radę.
Głowa do góry, ściskam jeszcze raz.

 Wiem, że to nie są łatwe teksty do czytania, tak samo jak ciężko było mi je spisać. Czasem podchodziłam po kilka razy, bo łzy zalewały twarz i nie dało się pisać.
Jednak jedno wiem....warto walczyć o siebie, zdrowy egoizm ratuje niejedną bolesną duszę.

Dziękuję bardzo i serdecznie pozdrawiam :)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Woland w 09 Lipiec, 2016, 11:50
Siostro - moje serce bije dla Ciebie.
Bóg z Tobą.

A tym s..synom lepiej kamień młyński....

Jaki piękny pretekst dała organizacja naszym rodzinom do łamania prawa miłości!

Odpowiedzią na problemy bliźnich jest filmik z tabletu.

Gdyby tak samarytanin temu pobitemu odstawił przedstawienie pacynkowe zamiast pomóc to też byłoby o nim w Biblii?


Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 10 Lipiec, 2016, 10:08
Na drodze życia spotykamy przeszkody.... własne winy, cudzy egoizm .....


     Może miałam z dziesięć  lat, a może mniej usłyszałam... na jednym ze spotkań jak pewna pani wyżalała się do mojej mamy i innej pani jakie to ma ciężkie życie. A mianowicie pani ta miała dwóch synów i córkę, wszyscy byli Ś, ale do czasu.  Ze względu na charakter pracy jaką podjął najstarszy syn (pracował przy krwi)  został wykluczony.

Jak się ta matka żaliła  na swój los bo...przebywa pod jednym dachem z wykluczonym, a nie powinni. A więc biedaczka i jej czynne dzieci wchodzili do kuchni jak Adma nie było. A jak wracał do domu, zamykali się w swoim pokoju i nie wychodzili, aby go nie spotkać. Słuchające ją osoby bardzo jej współczuły, a się nad nią rozczulały, że taki ją spotkał ciężki los, ale za pewne Jehowa jej wynagrodzi  tą jej dzielną postawę.

Adam szybko się wyprowadził z domu, sytuacja go przerastała. Po latach spotkałam go, oczywiście ja wyrosłam i się zmieniłam, a więc mnie nie poznał. Ale szybko mu przypomniałam kto ja jestem i że podzieliłam jego los. Dziś jest znanym profesorem, ma żonę córkę i aby było śmiesznej...matka mieszka u niego. Tak, ta sama "dzielna kobieta" , dzieci wyjechały za granicę, a jej nie starczało na podstawowe opłaty. Póki była w miarę sprawna, Adam jej pomagał finansowo, ale gdy podupadła na zdrowiu zabrał ją do siebie. Ciekawa jestem jednego...jak smakuje jej teraz posiłek ze "zdrajcą"? I gdzie byli ci bracia, że jej nie pomogli gdy była w potrzebie? Samo karmienie słowem nie wystarczy.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 10 Lipiec, 2016, 11:47
Na drodze życia spotykamy przeszkody.... własne winy, cudzy egoizm .....


     Może miałam z dziesięć  lat, a może mniej usłyszałam... na jednym ze spotkań jak pewna pani wyżalała się do mojej mamy i innej pani jakie to ma ciężkie życie. A mianowicie pani ta miała dwóch synów i córkę, wszyscy byli Ś, ale do czasu.  Ze względu na charakter pracy jaką podjął najstarszy syn (pracował przy krwi)  został wykluczony.

Jak się ta matka żaliła  na swój los bo...przebywa pod jednym dachem z wykluczonym, a nie powinni. A więc biedaczka i jej czynne dzieci wchodzili do kuchni jak Adma nie było. A jak wracał do domu, zamykali się w swoim pokoju i nie wychodzili, aby go nie spotkać. Słuchające ją osoby bardzo jej współczuły, a się nad nią rozczulały, że taki ją spotkał ciężki los, ale za pewne Jehowa jej wynagrodzi  tą jej dzielną postawę.

Adam szybko się wyprowadził z domu, sytuacja go przerastała. Po latach spotkałam go, oczywiście ja wyrosłam i się zmieniłam, a więc mnie nie poznał. Ale szybko mu przypomniałam kto ja jestem i że podzieliłam jego los. Dziś jest znanym profesorem, ma żonę córkę i aby było śmiesznej...matka mieszka u niego. Tak, ta sama "dzielna kobieta" , dzieci wyjechały za granicę, a jej nie starczało na podstawowe opłaty. Póki była w miarę sprawna, Adam jej pomagał finansowo, ale gdy podupadła na zdrowiu zabrał ją do siebie. Ciekawa jestem jednego...jak smakuje jej teraz posiłek ze "zdrajcą"? I gdzie byli ci bracia, że jej nie pomogli gdy była w potrzebie? Samo karmienie słowem nie wystarczy.

Oczy mi się zaszkliły jak to czytałam, nikt nie popatrzy na to jak On się czuł, On został odrzucony, pozbawiony rodziny w imię czego?
Miło się czyta że to Jemu życie się ułożyło, jest szczęśliwy, nie chodzi o zawiść, ale zwykłą sprawiedliwość.
Jak matka się czuje jedząc posiłek ze 'zdrajcą', chyba najmniej mnie obchodzi, bardziej interesują mnie emocje jakie towarzyszą Jej synowi, zdobył się na wielkie poświęcenie, nawet jak Jej wybaczył o musi być jakiś żal w sercu, ciężko.
Tacy ludzie jak Adam udowadniają że bycie dobrym człowiekiem, stawiającym dobro innych ponad swoje jest niezależne od tego w co się wierzy.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 10 Lipiec, 2016, 13:44
Oczy mi się zaszkliły jak to czytałam, nikt nie popatrzy na to jak On się czuł, On został odrzucony, pozbawiony rodziny w imię czego?
Miło się czyta że to Jemu życie się ułożyło, jest szczęśliwy, nie chodzi o zawiść, ale zwykłą sprawiedliwość.
Jak matka się czuje jedząc posiłek ze 'zdrajcą', chyba najmniej mnie obchodzi, bardziej interesują mnie emocje jakie towarzyszą Jej synowi, zdobył się na wielkie poświęcenie, nawet jak Jej wybaczył o musi być jakiś żal w sercu, ciężko.
Tacy ludzie jak Adam udowadniają że bycie dobrym człowiekiem, stawiającym dobro innych ponad swoje jest niezależne od tego w co się wierzy.

  Gdy mieszaliśmy bliżej siebie, kilka razy się spotkaliśmy, tak on jak i ja mieliśmy potrzebę wygadania się ( to było dość dawno temu), ani ja ani on nie wiedzieliśmy o takich miejscach jak to.

Takie nasze spotkania wyglądały tak.... na zmianę płakaliśmy lub śmiali się coś tam wspominając.
Mówił, że matce nie wybaczył bo nie jest w stanie, przez organizację przestał wierzyć w Boga, bo gdzie on był jak Adam balansował na krawędzi? Za co go postanowił tak doświadczać? Ale opiekuje się nią bo tak nakazuje  przyzwoitość. Gdy nie miał na chleb wspierali go obcy ludzie, bo matka odsyłała go do szatana, jego ojca.
Ale gdyby on się zachował tak samo jak ona względem niego, nie byłby nic a nic lepszy, a on się brzydzi takimi ludźmi i takim postępowaniem.

Opowiadał jak wynajmował jakąś norę w starej kamienicy i tak go rozłożyła choroba, że nie był w stanie wstać z łóżka. Zima, mróz a on sam chory w zimnym pokoju bez jedzenia, leków, całkiem sam do pracy nie chodził bo to były ŚBN.
Gdy po świętach nie zjawił się dwa dni w pracy, przyszedł do niego przełożony, aby było śmieszniej zagorzały ORMO-wiec. Słyszał jak przez sen, że się dobija, nie miał siły się nawet odezwać, ale jakoś się zebrał i zrzucił kubek na podłogę. Wtedy ten wezwał kolegów milicjantów i weszli z drzwiami. I tak go uratowali, lekarz powiedział że nocy na tym mrozie już by nie przeżył.

Na moje pytanie a może to właśnie palec Jehowy ? Zaśmiał się głośno ....sama nie wierzysz w to co mówisz....Jehowa, ORMO i milicja ratują odstępcę. :D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 10 Lipiec, 2016, 16:14
Popłakałam się jak czytałam.
Ciężko jest uwierzyć że takie historie mają miejsce, to brzmi jak scenariusz kiepskiego filmy, a tu religia jedyna prawdziwa, jak to szło "poznacie ich po owocach", "że będzie miłość". Niedobrze mi się robi jak słucham kłamstwa o miłości w organizacji. to że matce nie wybaczył, nie powinien robić sobie z tego wyrzutów, na szacunek trzeba zasłużyć, jeśli nie to okazuje się taki żeby wyszło że My jesteśmy kulturalni, na zasadzie by ludzie nie gadali. Czasem trzeba być samolubem, nie da się zbawić świata, każdego z osobna, trzeba zacząć od siebie.
Trochę mnie poniosło, przepraszam jak kogoś uraziły moje słowa.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 10 Lipiec, 2016, 17:34
Popłakałam się jak czytałam.
Ciężko jest uwierzyć że takie historie mają miejsce, to brzmi jak scenariusz kiepskiego filmy, a tu religia jedyna prawdziwa, jak to szło "poznacie ich po owocach", "że będzie miłość". Niedobrze mi się robi jak słucham kłamstwa o miłości w organizacji. to że matce nie wybaczył, nie powinien robić sobie z tego wyrzutów, na szacunek trzeba zasłużyć, jeśli nie to okazuje się taki żeby wyszło że My jesteśmy kulturalni, na zasadzie by ludzie nie gadali. Czasem trzeba być samolubem, nie da się zbawić świata, każdego z osobna, trzeba zacząć od siebie.
Trochę mnie poniosło, przepraszam jak kogoś uraziły moje słowa.

 Sam jak przeglądam moje zapiski nieraz sobie popłaczę. Niestety to życie pisze najlepsze - w dobrym i złym tego słowa znaczeniu scenariusze. Chyba wyobraźnia ludzka nie jest aż tak kreatyna i pomysłowa aby jemu ( życiu ) dorównać.

Jak już jesteśmy przy Adamie, pogrzebałam w zapiskach i .....
Historia można powiedzieć zatoczyła koło, Adaś poznał dziewczyną której matka też była ex... Jako młodą dziewczynę rodzice wyrzucili ją z domu bo nie chciała być dłużej świadkiem. To wyrzucenie miało jej pomóc się opamiętać,  jednak była zawzięta i powiedziała NIE! Wyjechała,pracowała w fabryce, spała w szatni a do organizacji nie wróciła  jak i do rodziny.

Dość szybko wyszła za mąż, raczej z rozsądku niż z miłości. Mówiła że szła zima, a ona nie miała się gdzie podziać.
Mąż miał niewielką służbówkę , jak na początek im wystarczało. Jednak nigdy nie żałowała tego wyboru, to był dobry człowiek, choć jak na tamte czasy bardzo aktywny i ambitny działacz PZPR. Z czasem go pokochała i była wdzięczna losowi , że postawił go na jej drodze.
Jego kariera pomogła im bardzo w życiu, duże mieszkanie, później segment na dobrym osiedlu , samochód, wczasy, zimowiska.
Gdy urodziła pierwsze dziecko namówiła męża i pojechali do jej rodziców, miała nadzieję że jak zobaczą wnuka zechcą go zobaczyć. Jednak oni nie wpuścili ich nawet na podwórko, powiedzieli że skoro ona jest zła to nie mogła wydać na świat nic dobrego. Oni nie chcą mieć z nią ani z tym co powiła* nic wspólnego. ( zwrot w oryginale*)
Adam mówił, że jak mu to opowiadała patrzyła się ślepo w ścianę i wyglądała jakby recytowała monolog bez emocji.

Po słowach rodziców podeszła do samochodu i się zaczęła osuwać na ziemię. Całą sytuację widziała sąsiadka ( daleka krewna rodziny) wyszła i  zaprosiła ich do siebie. Ona nie chciała, ale mąż był za, jechali przez pół Polski był zmęczony i chciał odpocząć.
Zostali na noc, całą wałówkę jaką mieli w bagażniki, a było ich stać na wiele i dostęp mieli do wielu artykułów o których zwykł śmiertelnik mógł pomarzyć, zostawili  sąsiadce za gościnę.

Wtedy wyzbyła się jakichkolwiek nadziei że coś się zmieni w ich relacjach.
Jednak i w tym przypadku jak i w wielu innych....wiara, nadzieja, ideologia sobie, a życie sobie....

cdn
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: KaiserSoze w 10 Lipiec, 2016, 19:51
Sam jak przeglądam moje zapiski nieraz sobie popłaczę. Niestety to życie pisze najlepsze - w dobrym i złym tego słowa znaczeniu scenariusze. Chyba wyobraźnia ludzka nie jest aż tak kreatyna i pomysłowa aby jemu ( życiu ) dorównać.

Jak już jesteśmy przy Adamie, pogrzebałam w zapiskach i .....
Historia można powiedzieć zatoczyła koło, Adaś poznał dziewczyną której matka też była ex... Jako młodą dziewczynę rodzice wyrzucili ją z domu bo nie chciała być dłużej świadkiem. To wyrzucenie miało jej pomóc się opamiętać,  jednak była zawzięta i powiedziała NIE! Wyjechała,pracowała w fabryce, spała w szatni a do organizacji nie wróciła  jak i do rodziny.

Dość szybko wyszła za mąż, raczej z rozsądku niż z miłości. Mówiła że szła zima, a ona nie miała się gdzie podziać.
Mąż miał niewielką służbówkę , jak na początek im wystarczało. Jednak nigdy nie żałowała tego wyboru, to był dobry człowiek, choć jak na tamte czasy bardzo aktywny i ambitny działacz PZPR. Z czasem go pokochała i była wdzięczna losowi , że postawił go na jej drodze.
Jego kariera pomogła im bardzo w życiu, duże mieszkanie, później segment na dobrym osiedlu , samochód, wczasy, zimowiska.
Gdy urodziła pierwsze dziecko namówiła męża i pojechali do jej rodziców, miała nadzieję że jak zobaczą wnuka zechcą go zobaczyć. Jednak oni nie wpuścili ich nawet na podwórko, powiedzieli że skoro ona jest zła to nie mogła wydać na świat nic dobrego. Oni nie chcą mieć z nią ani z tym co powiła* nic wspólnego. ( zwrot w oryginale*)
Adam mówił, że jak mu to opowiadała patrzyła się ślepo w ścianę i wyglądała jakby recytowała monolog bez emocji.

Po słowach rodziców podeszła do samochodu i się zaczęła osuwać na ziemię. Całą sytuację widziała sąsiadka ( daleka krewna rodziny) wyszła i  zaprosiła ich do siebie. Ona nie chciała, ale mąż był za, jechali przez pół Polski był zmęczony i chciał odpocząć.
Zostali na noc, całą wałówkę jaką mieli w bagażniki, a było ich stać na wiele i dostęp mieli do wielu artykułów o których zwykł śmiertelnik mógł pomarzyć, zostawili  sąsiadce za gościnę.

Wtedy wyzbyła się jakichkolwiek nadziei że coś się zmieni w ich relacjach.
Jednak i w tym przypadku jak i w wielu innych....wiara, nadzieja, ideologia sobie, a życie sobie....

cdn


Ja po dzisiejszym dniu mogę powiedzieć tylko k**** MAĆ...
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: feminin w 10 Lipiec, 2016, 20:00
Sam jak przeglądam moje zapiski nieraz sobie popłaczę. Niestety to życie pisze najlepsze - w dobrym i złym tego słowa znaczeniu scenariusze. Chyba wyobraźnia ludzka nie jest aż tak kreatyna i pomysłowa aby jemu ( życiu ) dorównać.

Jak już jesteśmy przy Adamie, pogrzebałam w zapiskach i .....
Historia można powiedzieć zatoczyła koło, Adaś poznał dziewczyną której matka też była ex... Jako młodą dziewczynę rodzice wyrzucili ją z domu bo nie chciała być dłużej świadkiem. To wyrzucenie miało jej pomóc się opamiętać,  jednak była zawzięta i powiedziała NIE! Wyjechała,pracowała w fabryce, spała w szatni a do organizacji nie wróciła  jak i do rodziny.

Dość szybko wyszła za mąż, raczej z rozsądku niż z miłości. Mówiła że szła zima, a ona nie miała się gdzie podziać.
Mąż miał niewielką służbówkę , jak na początek im wystarczało. Jednak nigdy nie żałowała tego wyboru, to był dobry człowiek, choć jak na tamte czasy bardzo aktywny i ambitny działacz PZPR. Z czasem go pokochała i była wdzięczna losowi , że postawił go na jej drodze.
Jego kariera pomogła im bardzo w życiu, duże mieszkanie, później segment na dobrym osiedlu , samochód, wczasy, zimowiska.
Gdy urodziła pierwsze dziecko namówiła męża i pojechali do jej rodziców, miała nadzieję że jak zobaczą wnuka zechcą go zobaczyć. Jednak oni nie wpuścili ich nawet na podwórko, powiedzieli że skoro ona jest zła to nie mogła wydać na świat nic dobrego. Oni nie chcą mieć z nią ani z tym co powiła* nic wspólnego. ( zwrot w oryginale*)
Adam mówił, że jak mu to opowiadała patrzyła się ślepo w ścianę i wyglądała jakby recytowała monolog bez emocji.

Po słowach rodziców podeszła do samochodu i się zaczęła osuwać na ziemię. Całą sytuację widziała sąsiadka ( daleka krewna rodziny) wyszła i  zaprosiła ich do siebie. Ona nie chciała, ale mąż był za, jechali przez pół Polski był zmęczony i chciał odpocząć.
Zostali na noc, całą wałówkę jaką mieli w bagażniki, a było ich stać na wiele i dostęp mieli do wielu artykułów o których zwykł śmiertelnik mógł pomarzyć, zostawili  sąsiadce za gościnę.

Wtedy wyzbyła się jakichkolwiek nadziei że coś się zmieni w ich relacjach.
Jednak i w tym przypadku jak i w wielu innych....wiara, nadzieja, ideologia sobie, a życie sobie....

cdn
To i ja sobie popłacze...
Brak mi slow.
Dobrze, ze łzy oczyszczają dusze.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Nemo w 10 Lipiec, 2016, 20:09
Tazła, to Twoje opisy pomogły ni "wyprostować" żonę. Teraz ponownie, już razem czytamy Twoje wpisy. Ale... beton betonem będzie. Wielokrotnie zastanawiamy się jakby zareagowała na Twoja historię np, żony siostra. Niestety ona by stwierdziła że po prostu kłamiesz i oczerniasz organizację, jedyną prawdziwą organizację religijną na świecie. Ale cóż... kijem Wisły nie zawrócisz.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Dietrich w 10 Lipiec, 2016, 20:37
Tazła, to Twoje opisy pomogły ni "wyprostować" żonę. Teraz ponownie, już razem czytamy Twoje wpisy. Ale... beton betonem będzie. Wielokrotnie zastanawiamy się jakby zareagowała na Twoja historię np, żony siostra. Niestety ona by stwierdziła że po prostu kłamiesz i oczerniasz organizację, jedyną prawdziwą organizację religijną na świecie. Ale cóż... kijem Wisły nie zawrócisz.


W takich sytuacjach często słyszę: "no cóż, nie wiadomo jak było naprawdę", "trzeba spojrzeć na sprawę z obydwu stron". A najczęściej: "Jehowa sprawiedliwie wszystkich oceni". Umywanie rąk wyświechtanymi frazesami zdradzającymi kompletny brak nie tylko miłości, bo tego już dawno w tej organizacji nie ma, ale kompletny brak jakichkolwiek ludzkich uczuć. O stwierdzeniach, że to zwykłe kłamstwo nawet nie wspominam.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 10 Lipiec, 2016, 21:07
Tazła, to Twoje opisy pomogły ni "wyprostować" żonę. Teraz ponownie, już razem czytamy Twoje wpisy. Ale... beton betonem będzie. Wielokrotnie zastanawiamy się jakby zareagowała na Twoja historię np, żony siostra. Niestety ona by stwierdziła że po prostu kłamiesz i oczerniasz organizację, jedyną prawdziwą organizację religijną na świecie. Ale cóż... kijem Wisły nie zawrócisz.


  A więc najpierw uśmiecham się serdecznie do Twojej żony i ślę pozdrowienia. :)
Nie wiem kto powiedział....w  każdym fanatyku tkwi potencjalny morderca... I to do tej organizacji bardzo pasuje.

Oni nie potrafią inaczej jak kłamstwa, oszczerstwa, podszepty szatana. Ja kiedyś próbowałam przeforsować swoje racje, teraz już odpuściłam, nie mocuję się z tymi ich oklepanymi - odwiecznymi argumentami. Kwituję krótko, twoja racja mój spokój.
I Twoja szwagierka zachowałaby się pewnie jak rasowy świadek, pełną winę najchętniej zrzuciłaby na drugą stronę, bo gdzież tam, taka matka świadek robiła wszystko z miłości.Cóż, pedofil też wmawia  swojej ofierze że ją kocha, czego wymagać od nich więcej.

Ale jak choć jedna osoba przeczyta i to skłoni ją do refleksji, do spojrzenia na organizację pod innym kątem, to warto było siedzieć tyle godzin i spisywać.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: TomBombadil w 10 Lipiec, 2016, 21:52
Kiedyś opowiadałam zaprzyjaźnionej siostrze o braciach z Krosna,że całą grupą odeszli i nadal czczą Boga. Ona zaraz,ale yo odstępcy,ty nawet nie wiesz dlaczego naprawdę odeszli i co to za lydzie. Odpowiedziałam,że to prawda, że ich nie znam, ale mi wystarczy ,że znam tych co zostają w zborze i wymieniłam parę kwiatków. I  zamilkła.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Nemo w 10 Lipiec, 2016, 22:17
Ale jak choć jedna osoba przeczyta i to skłoni ją do refleksji, do spojrzenia na organizację pod innym kątem, to warto było siedzieć tyle godzin i spisywać.
No i przeczytała, tzn. ja przeczytałem jej. I skłoniło do innego spojrzenia. :)

I Twoja szwagierka
Nie nazywam jej tak. Ze szwagierka można porozmawiać i utrzymywać jakieś kontakty rodzinno-towarzyskie. Określam ją jako "siostra żony", a jej męża jako "męża siostry żony", bo ze szwagrem... to można pogadać, albo piwko wypić przy wspólnym grillu. :(
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 11 Lipiec, 2016, 20:56
Kiedyś opowiadałam zaprzyjaźnionej siostrze o braciach z Krosna,że całą grupą odeszli i nadal czczą Boga. Ona zaraz,ale yo odstępcy,ty nawet nie wiesz dlaczego naprawdę odeszli i co to za lydzie. Odpowiedziałam,że to prawda, że ich nie znam, ale mi wystarczy ,że znam tych co zostają w zborze i wymieniłam parę kwiatków. I  zamilkła.

 Oni od pierwszych dni studium mają wpajane, że ktoś kto odchodzi na pewno jest zły i to nie podlega żadnej dyskusji. Przecież jak można być dobrym, porządnym człowiekiem i odejść z organizacji? To jest t niemożliwe.

Kiedyś zapytałam mojej matki gdy mi wytykała ile to jej zdrowia zniszczyłam.....pomiń fakt że nie jestem świadkiem i siebie że jesteś też. I teraz mi powiedz w czym jestem gorsza od dwójki twoich pozostałych dzieci? Nie potrafiła mi odpowiedzieć.

No i przeczytała, tzn. ja przeczytałem jej. I skłoniło do innego spojrzenia. :)

 I dla takich chwil warto się starać. :)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 11 Lipiec, 2016, 21:24
Oni od pierwszych dni studium mają wpajane, że ktoś kto odchodzi na pewno jest zły i to nie podlega żadnej dyskusji. Przecież jak można być dobrym, porządnym człowiekiem i odejść z organizacji? To jest t niemożliwe.

Wpajanie że odchodzi się przez grzech, wtedy ktoś kto jest zbyt pyszny by się zdobyć na skruchę, zwłaszcza jak miała przywilej to się mści. Jak tak pomyśleć, od pierwszej rozmowy ze świadkami człowiek uczony jest strachu.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 11 Lipiec, 2016, 21:50
Każdy człowiek może zbłądzić, uparcie trwa w błędzie tylko głupi.



      Za kilka lat urodziła córkę, której dziadkowie też nigdy nie poznali. Lata mijały, żyło im się dobrze, a jednak czasem wszystko wracało
i łapała doła. Jak mówił Adam jako matka nigdy nie rozumiała jak można w taki sposób postąpić z własnym dzieckiem?
Mąż gdy widział jej męczarnie mówił ....powiedz słowo, a już  moi ludzie im życie umilą. Nie, nigdy nie chciała takiej zemsty, też ( jak Adam ) chciała być lepsza od nich. Wiedziała że komuna będąca u szczytu władzy, mogła wiele.

Adam gdy poznał swoją żonę, mówił że miał tyle co na sobie. Ale był ambitny, pracował, studiował, udzielał korepetycji, dwoił się i troił aby wyjść na ludzi.
Gdy go zaprosiła pierwszy raz do siebie poszedł w pożyczonych spodniach , chciał dobrze wypaść i żeby dziewczyna się za niego nie wstydziła.
Szybko go polubili, ojciec dał mu u siebie pracę, która była tak dopasowana czasowo że mógł też studiować.
Gdy zaczęli rozmawiać o ślubie, rodzice zapytali o jego rodzinę. Wtedy im powiedział....powiedzmy, że jestem sam. Tak też zostało, on nie opowiadał, a oni nie pytali.

Byli już rodzinom kiedy przyszli do ich domu świadkowie, teściowa powiedziała do Adama...idź im powiesz że nic od nich nie chcemy. Poszedł choć z wielkimi oporami. I wtedy zaintrygowała go reakcja teściowej, jej pobudzenie, złość nigdy jej takiej wcześniej nie widział.
Zaczął drążyć temat i wtedy się dowiedział jak to było....
Ta szczerość teściowej i jego ośmieliła do zwierzeń. Podobno przesiedzieli do rana na zwierzeniach, opowieściach którym towarzyszyło morze łez. Aż reszta domowników się zainteresowała ich rozmową, ale nie chcieli towarzystwa, woleli zostać sami.

Kobieta powiedziała, że wreszcie czuje że ktoś ją rozumie, mąż mimo dobrych chęci nie był w stanie zrozumieć, ogarnąć co ona czuje.
Adam poczuła naprawdę że ma matkę i prawdziwą rodzinę.  Śmiał się że czasem żona była zazdrosna o jego relacje z teściową. Oni mieli swoje sprawy, swoje tematy, jakieś tajemnice, hasła , zwroty których nikt w domu nie rozumiał.

Za niedługi czas teściowa dostała wezwanie do sądu,na drugi koniec Polski. Jej rodzice pozwali ją o alimenty. Wpadła we wściekłość, krzyknęła do męża ....jak cię nigdy nie prosiłam o protekcję tak teraz użyj swoich wpływów.
Sprawa się odbyła, pojechała przedstawiła z adwokatem swoje racje, a sędzia zagorzały komunista - ateista największy jaki był w tym sądzie, oddalił pozew. Argumentując że tyle lat córki nie znali, nie znają wnuków, a teraz chcą się do jej majątku dobrać? A do pracy trzeba było iść.
Mniej więcej o to chodziło.

Za kilka miesięcy ojciec zasłabł w drodze z konwencji  jakie odbywały się w plenerze, przyczyna śmierci udar słoneczny.
Matka została sam, kobieta pisała listy do sąsiadki i od niej wiedziała co się dzieje. Gdy bardzo podupadła na zdrowiu, znów mąż użył swoich kontaktów i umieścili ją w domu opieki. O śmierci ojca dowiedziała się po czasie z listu sąsiadki, nie zrobiło to na niej wrażenia. Choć sąsiadka zaproponowała że ją zawiadomi, na co matka miała powiedzieć ...ani się waż.

Gdy zadzwonili, że jej matka umiera w pierwszym porywie chciała jechać, ale wtedy przypomniała sobie jak pojechała do nich z dzieckiem. Te ich zajadłe twarze, gesty, słowa które bolały nawet po latach. I to ją skutecznie schłodziło. Na jej pogrzeb też nie poszła, uznając że taka była jej ( matki )wola.

cdn
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Blizna w 11 Lipiec, 2016, 22:00
Strasznie mi szkoda tej kobiety, której rodzice odrzucili i ją i własnego wnuka.
Jak czytam takie rzeczy, to jednak chciałabym żeby sam Bóg odezwał się do takich ludzi.
Żeby im powiedział do słuchu.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 11 Lipiec, 2016, 22:10
Jak łzy są mi obce, tak czytając Twoje wpisy płaczę dość często.
Ciężko znaleźć słowa, które będą w stanie opisać co czuję/myślę o poczynaniach przedstawicieli jedynej słusznej organizacji, ciśnie mi się tylko łacina podwórkowa.
Okrucieństwo nie zna granic, czy są jakieś granice? zwłaszcza jeśli wchodzi w grę posłuszeństwo względem organizacji.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tadeusz w 12 Lipiec, 2016, 08:04
Gdy się to czyta, to w pierwszym odruchu pięści się same zaciskają, chociaż nie jestem "wyrywny" do bijatyk  >:(
Ale...
Wiemy dobrze, że problem uzależnienia od alkoholu jest jednostką chorobową. Tak po prostu. I chociaż w przeważającej mierze wywołany trybem życia, to jednak istnieje w nas pewien rodzaj współczucia - no bo przecież to choroba.
Podobnie jest w przypadku ŚJ nacechowanych ostracyzmem.
Oni też są chorzy!!!
To prawda, że z własnego najczęściej wyboru, ale jednak chorzy!
Chorzy, bo to WTS wtłoczył w ich głowy takie schematy postępowania.
Dlatego w większej mierze obarczam winą organizację, aniżeli szeregowych jej członków. >:( >:( >:(
Oczywiście trzeba pokazywać swoje emocje z tym związane, licząc na zwykły ludzki odruch w ich przypadku. Może właśnie to stanie się w niektórych przypadkach bodźcem do zastanowienia się nad swoim postępowaniem  :-\
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 12 Lipiec, 2016, 10:00
Strasznie mi szkoda tej kobiety, której rodzice odrzucili i ją i własnego wnuka.
Jak czytam takie rzeczy, to jednak chciałabym żeby sam Bóg odezwał się do takich ludzi.
Żeby im powiedział do słuchu.

 Szkoda i to bardzo. Z tego co o niej usłyszałam to musiała być ( nadal jest) bardzo silna kobieta.
Powiedziałam kiedyś Adamowi, że ta wrogość jej rodziców do niej moim zdaniem z latami narastała a nie słabła. Oni chyba byli przekonani , że ona sobie bez nawet nie bez nich, ale bez organizacji nie poradzi, stoczy się i wróci z podkulonym ogonem, skamląc o łaskę i przebaczenie, a oni wspaniałomyślnie ją przyjmą.
Gdy mijały lata, nic takiego nie następowało, ta złość i gorycz do niej potęgowała się.


Jak łzy są mi obce, tak czytając Twoje wpisy płaczę dość często.
Ciężko znaleźć słowa, które będą w stanie opisać co czuję/myślę o poczynaniach przedstawicieli jedynej słusznej organizacji, ciśnie mi się tylko łacina podwórkowa.
Okrucieństwo nie zna granic, czy są jakieś granice? zwłaszcza jeśli wchodzi w grę posłuszeństwo względem organizacji.

  Mnie samej czasem brak było słów jak słuchałam, a u mnie to naprawdę rzadkość. Czasem milczenie jest bardzo wymowne, jak nie można swojej wypowiedzi zamknąć w przyzwoitych słowach, lepiej przemilczeć.



Wiemy dobrze, że problem uzależnienia od alkoholu jest jednostką chorobową. Tak po prostu. I chociaż w przeważającej mierze wywołany trybem życia, to jednak istnieje w nas pewien rodzaj współczucia - no bo przecież to choroba.
Podobnie jest w przypadku ŚJ nacechowanych ostracyzmem.



  Tak, to też jest choroba jak alkoholizm, narkomania czy chorobliwe objadanie się. Ważne aby sobie to uświadomić i sięgną po pomoc lub dać sobie pomóc. Inaczej można się miotać całe życie i całe być nieszczęśliwym, zgorzkniałym człowiekiem.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 12 Lipiec, 2016, 17:56
  Mnie samej czasem brak było słów jak słuchałam, a u mnie to naprawdę rzadkość. Czasem milczenie jest bardzo wymowne, jak nie można swojej wypowiedzi zamknąć w przyzwoitych słowach, lepiej przemilczeć.

Zgadzam się z Tobą w 110%.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 12 Lipiec, 2016, 19:55
Ci, którzy przemawiają w imieniu Boga, powinni pokazać listy uwierzytelniające.



  Dopiero po śmierci matki poczuła pewną ulgę, wiedziała że to brzmi dziwnie, ale dopiero wtedy czuła że  nikt nie pała do niej tą nienawiścią i nie rzuca pod jej adresem życzeń w stylu...aby ją dopadły wszystkie plagi, za to co przez nią przeszliśmy.
Takie słowa kiedyś usłyszała od sąsiada rodziców ( męża tej sąsiadki) , gdy byli u nich w gościnie i chłopina  sobie wypił, to mu się język rozwiązał.
Gdy wyrzucali matce, że jak może tak o własnym dziecku....kwitowała krótko, Bóg tego od nas wymaga, kropla goryczy itd itp.

Dobrze znała swoich rodziców , wiedziała jak są fanatyczni i zażarci w swoich postanowieniach. Gdy wracał do niej obraz gorliwych rodziców z zebrań, albo tych ze służby. Serdecznych, uśmiechniętych, uczynnych i tych z grymasem na twarzy z biblijnymi wyzwiskami pod jej adresem. Wiedziała jedno, że tak jej rodziców jak i wielu im podobnych to ludzie o dwóch obliczach i niestety oba  spod znaku zła.

Matkę kazała pochować przy ojcu, całą pracę zlecili firmie pogrzebowej. Później zapłaciła sąsiadce aby wybrali nagrobek i dopilnowali prac. Do tej pory śle pieniądze na jego utrzymanie.

Nigdy więcej tam nie pojechała, zbyt wiele bolesnych wspomnień. Nawet sprawy spadkowe załatwiał za nią pełnomocnik. Ona jechała tylko złożyć ostateczny podpis.

   Adam czerpał dużo sił  z doświadczeń teściowej, ale sam nie był w stanie oddać matki do domu opieki.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 14 Lipiec, 2016, 11:06
Charakter nie powstaje w chwilach kryzysowych - w tych chwilach tylko ujawnia się.


  Rodzeństwo Adama rozjechało się po świecie i choć byli śJ jakoś nie pałali chęcią pomocy. Matka po przepracowaniu kilku ( nie wiem dokładnie ile, ale bardzo mało) lat dostała przysłowiową zapomogę. Jednak było tego tak niewiele, że nie starczało nawet na podstawowe potrzeby. Wtedy zaproponował matce wsparcie finansowe, matka nie powiedziała ani tak, ani nie.  Będąc u niej z krótką comiesięczną  wizytą  , kładł jej pieniądze na stole. Nigdy nie wzięła ich do ręki przy synu, nigdy też nie powiedziała dziękuję. Raz tylko rzuciła na odchodne....dzieci mają względem rodziców dług, który powinny spłacić. Wtedy jej odpowiedział....ciekaw jestem jak ty swój spłaciłaś

W wieku 70 lat była najlepszą pionierką w zborze, dawana za wzór tym młodszym i z mniejszymi " sukcesami".

Zimą w czasie służby przewróciła się i mocno poturbowała, nie miała jakiś wielkich uszkodzeń ciała, ale były na tyle poważne iż nie wróciła już do służby. Leżąc w szpitalu poprosiła kogoś z personelu aby pojechał do syna i go powiadomił. Adam był bardzo zaskoczony, że jego matka która tak bardzo się starała od niego odciąć, teraz go woła do siebie.
Gdy zajechał przywitała go słowami....nie posyłałabym po ciebie, ale wszystkich ktoś odwiedza tylko nie mnie, wstyd mi przed innymi chorymi.
Jeśli gość miał jakąś małą nadzieję, że w matce coś pękło, bardzo się mylił. Te słowa podziałały na niego( sam powiedział) nie jak kubeł zimnej wody, ale jak kubeł z lodem, który nie tylko chłodzi ale i rani.
Jeżeli się jeszcze łudził , że nastąpią jakieś zmiany w ich relacjach, to wtedy przestał.

Lekarz powiedział iż matka wymaga stałej opieki, nie może być sama. Wydobył od niej adresy rodzeństwa i postanowił się z nimi skontaktować. Przecież to dla nich była dobrą matką całe życie, nimi się szczyciła przed paniami na sali.
Cała była w skowronkach gdy ( przy Adamie) mówiła iż córka ma swój zakład fryzjerski, a syn ma dobrą pracę, oboje za granicą. Na co jedna z pań zapytała....a pan co robi? Odpowiedział...a nic wielkiego, jestem tylko profesorem na uniwersytecie. Panie były pod wrażeniem, że profesor i opiekuje się starą matką, tylko matka miała inne zdanie.

cdn
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: KaiserSoze w 14 Lipiec, 2016, 11:21
Charakter nie powstaje w chwilach kryzysowych - w tych chwilach tylko ujawnia się.


  Rodzeństwo Adama rozjechało się po świecie i choć byli śJ jakoś nie pałali chęcią pomocy. Matka po przepracowaniu kilku ( nie wiem dokładnie ile, ale bardzo mało) lat dostała przysłowiową zapomogę. Jednak było tego tak niewiele, że nie starczało nawet na podstawowe potrzeby. Wtedy zaproponował matce wsparcie finansowe, matka nie powiedziała ani tak, ani nie.  Będąc u niej z krótką comiesięczną  wizytą  , kładł jej pieniądze na stole. Nigdy nie wzięła ich do ręki przy synu, nigdy też nie powiedziała dziękuję. Raz tylko rzuciła na odchodne....dzieci mają względem rodziców dług, który powinny spłacić. Wtedy jej odpowiedział....ciekaw jestem jak ty swój spłaciłaś

W wieku 70 lat była najlepszą pionierką w zborze, dawana za wzór tym młodszym i z mniejszymi " sukcesami".

Zimą w czasie służby przewróciła się i mocno poturbowała, nie miała jakiś wielkich uszkodzeń ciała, ale były na tyle poważne iż nie wróciła już do służby. Leżąc w szpitalu poprosiła kogoś z personelu aby pojechał do syna i go powiadomił. Adam był bardzo zaskoczony, że jego matka która tak bardzo się starała od niego odciąć, teraz go woła do siebie.
Gdy zajechał przywitała go słowami....nie posyłałabym po ciebie, ale wszystkich ktoś odwiedza tylko nie mnie, wstyd mi przed innymi chorymi.
Jeśli gość miał jakąś małą nadzieję, że w matce coś pękło, bardzo się mylił. Te słowa podziałały na niego( sam powiedział) nie jak kubeł zimnej wody, ale jak kubeł z lodem, który nie tylko chłodzi ale i rani.
Jeżeli się jeszcze łudził , że nastąpią jakieś zmiany w ich relacjach, to wtedy przestał.

Lekarz powiedział iż matka wymaga stałej opieki, nie może być sama. Wydobył od niej adresy rodzeństwa i postanowił się z nimi skontaktować. Przecież to dla nich była dobrą matką całe życie, nimi się szczyciła przed paniami na sali.
Cała była w skowronkach gdy ( przy Adamie) mówiła iż córka ma swój zakład fryzjerski, a syn ma dobrą pracę, oboje za granicą. Na co jedna z pań zapytała....a pan co robi? Odpowiedział...a nic wielkiego, jestem tylko profesorem na uniwersytecie. Panie były pod wrażeniem, że profesor i opiekuje się starą matką, tylko matka miała inne zdanie.

cdn


k**** mać, nie mogę tego czytać... :(
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Cielec Kierowniczy w 14 Lipiec, 2016, 11:27
To są historie, które pokazują prawdziwe oblicze " naśladowców " Chrystusa.
Wstyd, wstyd i jeszcze raz wstyd.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 14 Lipiec, 2016, 20:14
I szatan może cytować pismo...


 Skontaktował się z rodzeństwem, brat zaraz powiedział że nie da rady, praca, rodzina itd, itp. Siostra obiecała pogadać z mężem i się odezwać, czego nie zrobiła. Adam próbował się do niej dodzwonić, początkowo nie odbierała, później zmieniła numer telefonu.

Po naradzie z żoną postanowili zabrać matkę do siebie, od roku mieszkali we własnym domu. Gdyby nadal mieszkali z teściami byłoby to niemożliwe. Dostała pokój na parterze z własną łazienką, żona z racji iż pracowała w domu mogła ją mieć cały czas na oku.
O dziwo synową lubiła, spędzały razem dużo czasu i nie dochodziło do żadnych zgrzytów. Tylko syna i wnuczkę traktowała jak powietrze. Nie z wrogością, ale widać było że są jej obojętni, a czasem ręcz przeszkadzają. Wtedy demonstracyjnie zamykała się w pokoju.
Adam żeby córka nie musiała być narażona na przykrości ( odtrącanie lub ignorancję) kupił matce telewizor i wstawił do pokoju.

Nie brakowało im na nic, żyli dostatnio i na dość wysokim poziomie, co dość szybko spodobało się matce i zaczęła obrastać w piórka.
Wybrzydzać w jedzeniu, to znów że pokój nie jest należycie sprzątnięty ( co robił Adam), sama nie sprzątała bo była zbyt chora, jednak dwa razy w tygodniu szła 2 km ( w jedną stronę )z buta na zebranie.
Wreszcie miarka się przebrała i syn powiedział że jak ma siłę biegać po okolicy, może też dbać o swój pokój.

Jednak nie to było najgorsze, najgorsze było gdy obie matki spotykały się pod jednym dachem.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 14 Lipiec, 2016, 20:28
I szatan może cytować pismo...


 Skontaktował się z rodzeństwem, brat zaraz powiedział że nie da rady, praca, rodzina itd, itp. Siostra obiecała pogadać z mężem i się odezwać, czego nie zrobiła. Adam próbował się do niej dodzwonić, początkowo nie odbierała, później zmieniła numer telefonu.

Po naradzie z żoną postanowili zabrać matkę do siebie, od roku mieszkali we własnym domu. Gdyby nadal mieszkali z teściami byłoby to niemożliwe. Dostała pokój na parterze z własną łazienką, żona z racji iż pracowała w domu mogła ją mieć cały czas na oku.
O dziwo synową lubiła, spędzały razem dużo czasu i nie dochodziło do żadnych zgrzytów. Tylko syna i wnuczkę traktowała jak powietrze. Nie z wrogością, ale widać było że są jej obojętni, a czasem ręcz przeszkadzają. Wtedy demonstracyjnie zamykała się w pokoju.
Adam żeby córka nie musiała być narażona na przykrości ( odtrącanie lub ignorancję) kupił matce telewizor i wstawił do pokoju.

Nie brakowało im na nic, żyli dostatnio i na dość wysokim poziomie, co dość szybko spodobało się matce i zaczęła obrastać w piórka.
Wybrzydzać w jedzeniu, to znów że pokój nie jest należycie sprzątnięty ( co robił Adam), sama nie sprzątała bo była zbyt chora, jednak dwa razy w tygodniu szła 2 km ( w jedną stronę )z buta na zebranie.
Wreszcie miarka się przebrała i syn powiedział że jak ma siłę biegać po okolicy, może też dbać o swój pokój.

Jednak nie to było najgorsze, najgorsze było gdy obie matki spotykały się pod jednym dachem.

Kiedy czytam o tej "matce", to narasta we mnie coraz większy poziom agresji w jej kierunku.
Widać syna ignoruje, bo jej zdaniem "poszedł na zatracenie". Ale dlaczego ignoruje wnuczkę?! Czyżby traktowała ją jak "nasienie Szatana"?

Niestety postawa tej "matki" jest bardzo bliska (jeśli nie identyczna) z postawą mojej matki i teściowej. Tacy ludzie nie są już do naprawienia niestety, a ile jeszcze krwi napsują swoim dzieciom... to szkoda gadać!
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 14 Lipiec, 2016, 20:39
A tak w ogóle, żeby Adam był oczkiem w głowie swojej mamusi, to powinien jeszcze jako młody chłopak:

1) rzucić pracę "przy krwi" - wtedy nie zostałby wykluczony
2) podjąć stałą służbę pionierską i nie podejmować żadnej innej pracy zawodowej, która przeszkadzałaby mu w głoszeniu
3).... w związku z tym powinien cały czas żyć na utrzymaniu matki...
4) znaleźć żonę i zamieszkać z nią i mamusią pod jednym dachem
5) mieć dzieci, pionierować i nadal siedzieć na głowie mamusi
6) u boku mamusi dożyć do jej emerytury / rentki i wołać "Matka, rentkę dawaj!"
7) znaleźć mamusi-staruszce pracę dorywczą żeby mogła zarobić na kolejne potrzeby syna, synowej i wnuków.

Wtedy, taki wzorowy syn - pionier, byłby ideałem i dla jego matki i dla całego zboru!
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Czuwający w 15 Lipiec, 2016, 09:02
jak to czytam to az zdumienie bierze co religia potrafi zrobić z normalnie myslącym człowiekiem
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 15 Lipiec, 2016, 19:49
Kiedy czytam o tej "matce", to narasta we mnie coraz większy poziom agresji w jej kierunku.
Widać syna ignoruje, bo jej zdaniem "poszedł na zatracenie". Ale dlaczego ignoruje wnuczkę?! Czyżby traktowała ją jak "nasienie Szatana"?

Niestety postawa tej "matki" jest bardzo bliska (jeśli nie identyczna) z postawą mojej matki i teściowej. Tacy ludzie nie są już do naprawienia niestety, a ile jeszcze krwi napsują swoim dzieciom... to szkoda gadać!


  Adam też uważał, że matka przekreśliła wnuczkę tylko z względu że to jego dziecko, a więc z góry założyła że jest zła.

Jak na wybór teściowej ma się jakiś tam,, wpływ'' tak na wybór matki nie mamy.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Dietrich w 15 Lipiec, 2016, 20:56

  Adam też uważał, że matka przekreśliła wnuczkę tylko z względu że to jego dziecko, a więc z góry założyła że jest zła.


Religia miłości, psia jego mać.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: muminka w 16 Lipiec, 2016, 11:24
Ja myślę że nie są nawet winni Ci mali ludzie. Większość z nas przecież bardzo wierzyła w te nauki a brak kontaktu z złym towarzystwem uważała że tak ma być.
Ta manipulacja to ogromna machina zaczyna się od pierwszego momentu kontaktu z świadkami potem już leci. Mam wrażenie że zdecydowana większość ludzi którzy zostają świadkami przechodzi przez różne piekła w życiu a sama org na ten moment to ich wybawienie. Trzeba naprawdę dużo samozaparcia by zdać sobie sprawę jak wielka psychologia jest stosowana.
Uważam że rozbijanie rodzin i dzielenie ludzi na dobrych i złych jest okrutne. Najbardziej nie lubiłam stwierdzeń "gorzej jak światus" albo podczas głoszenia " oj ja w tym domu zamieszkam po armagedonie" lub oni są złym towarzystwem bo nie są w org. Org to bóg a sam Bóg i Jezus to przeszedł na dalszy plan. Najgorsze jest to że większość tego nie widzi.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 16 Lipiec, 2016, 19:12
 
  Pewnie, można powiedzieć że większość tych ludzi o też ofiary organizacji. Ale z drugiej strony nikt nad nikim nie stoi z karabinem i nie każe mu dokonywać takich a nie innych wyborów.
Jeśli dokonują takich wyborów, robią to także z egoizmu, aby uratować własny tyłek i posadzić go  w raju. Nie liczą się bliscy, dzieci, rodzice ważne abym ja się załapał.
 
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: muminka w 16 Lipiec, 2016, 19:15
Karabinu nie ma ale jest manipulacja która odkłada się niczym tłuszcz w sferze brzucha. Wchodzi tak głęboko w podświadomość że wydaje się że to racja i człowiek zaczyna wierzyć w te bzdury. Im bardziej straszymy tym bardziej dana osoba chce się podobać "bogu"i organizacji.... :/
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 16 Lipiec, 2016, 19:41


Ktoś powiedział....wszystko co gromadzimy dla nas samych, oddziela nas od innych....  I to tutaj bardzo pasuje.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 17 Lipiec, 2016, 12:57
Dobre maniery są kluczem do łatwiejszego życia.....



  Początkowo teściowa unikała wizyt w ich domu, ale nastąpił ten dzień kiedy przełamała się i przyszła.
Tak Adam jak i jego żona obawiali się tego spotkania matek, ale niepotrzebnie. Jak teściowa wiedziała wszystko z przeszłości jego matki, tak druga strona nie wiedziała nic. Wiedziała tylko, że teść jest partyjna persona, resztę sama sobie dopowiedziała.

Teściowa była osobą bardzo spokojną, wyważoną o dużej kulturze osobistej. Całe życie była żoną swojego męża, co nie znaczy iż nie potrafiła pokazać pazurków.
Kiedyś byli z mężem u jakiegoś ważniaka na urodzinach, tam jakiś wojewódzki dygnitarz nabijał się z ludzi wierzących a dokładniej z katolików. W pewnym momencie kobieta nie wytrzymała i powiedziała.....wstyd, jako dziecko bujał pan dzwony w kościele a teraz drwi pan z tych ludzi. Padło jeszcze kilka cierpkich słów i wyszła,a mąż za nią.
Później został wezwany na dywanik, na pytanie żony czy miał nieprzyjemności z jej powodu? Odpowiedział tylko, że w rozmowie z sekretarze powiedział mu, że nic na to nie poradzi iż jego żona to kobieta z jajami jak Dzwon Zygmunta.

Pierwsze spotkanie minęło bardzo spokojnie, choć oboje siedzieli jak na szpilkach. Kobiety się zapoznały i gadały ogólnie o wszystkim i niczym. Kilka kolejnych tak samo, ale gdy matka uważała swatkę za swoją przyjaciółkę, postanowiła ją zwerbować. Najpierw zapraszała do siebie do pokoju gdzie rozkładała wszędzie literaturę, na którą kobieta nie reagowała.
Później rozkładała na ciekawszych obrazkach aby ją sprowokować do zainteresowania, to też nie zadziałało. A więc zaczęła sam przy niej przeglądać i czytać jakieś kawałki, wtedy ta odbierała jej i mówiła....zostaw Zosiu gazetę, później sobie poczytasz jak będziesz sama. Oczywiście oburzała się na gazetę, ale tamta ją zagadywała i nie dała dalej pociągnąć tematu .

Teściowa się śmiała do Adama, że matka próbuje na niej psychologicznych zagrywek, ale tak naprawdę to ona nią manipulowała. Córka zawsze ją prosiła aby była wyrozumiała,  nie zrobiła jakiejś wojny, na co słyszała....za dużo ode mnie wymagasz. Ale jak mówiła....zrób to nie dla mnie, ale dla Adama, wiesz jakie dla niego to ciężkie. Wtedy działało, dla niego była gotowa zrobić wiele.

Adam gdy widział iż matka zbyt mocno pociska, próbował z nią rozmawiać, żeby odpuściła. Jest w jego domu i on sobie nie życzy aby prowadziła tu agitacje, czy na domownikach czy też na gościach. Niech sobie idzie w teren głosić.
Nic nie odpowiadała tylko na chwilę luzowała. Po czym znów zaczynała swoje molestowanie.

Kiedyś przystąpiła otwarcie do ataku....że jest świadkiem, że wyznaje jedyną prawdziwą....le ble ble.
Na co ta jej spokojnie....wiesz Zosiu ja czytałam o tym waszym założycielu i nie wiem czy ten tytuł jedynych prawdziwych wam się należy. Ten Russell to był jakiś stary zboczeniec i straszny naciągasz, wmówił ludziom że jest wysłannikiem Boga a ludzie mu uwierzyli. Ja się nie dziwię że te 100 lat temu łykali takie bzdury, ale teraz żeby wierzyć w taką ciemnotę, nie posądzałam cię o taką naiwność.
Matka zrobiła się purpurowa, otworzyła drzwi pokoju i powiedziała wyjdź! Ta wychodząc dodała, wiesz Zosiu ja jeszcze czytałam, że ten stary....Nie dała jej dokończyć, wypchnęła ją za drzwi.

Gdy im opowiadała całe zajście, popłakała się ze śmiechu. Po tym incydencie miała spokój jakieś trzy miesiące, a później.....
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 18 Lipiec, 2016, 10:37
.....minęło około 3 miesięcy, zbliżała się pamiątka. Wtedy matka znów sobie przypomniała o kobiecie i zapragnęła ją zaprosić.
Próbowała od synowej, nawet od małej wnuczki wydobyć adres , aby jeśli nie ona to inni mogli ją zaprosić na ich święto.
Wszystko na nic, aż wreszcie Adam się oburzył i powiedział kategorycznie że albo przestanie, albo ma się spakować i wyprowadzać.
Matka próbowała się "targować" że jest dorosła, wolność  , demokracja itd itp....
Na co syn kategorycznie powiedział....mój dom, moje zasady, albo  się dostosujesz, a jak nie to żegnam.

Chyba się przeraziła, miała świadomość że na resztę dzieci nie ma co liczyć, że tylko na Adama jest zdana.
Lata mijały, kobieta nigdy się nie poddała, ale zawsze kończyło się tak samo....albo albo, wtedy kapitulowała, choć nie szczędziła cierpkich uwag o złym życiu Adama bez prawdy.

Mówił że chwilami miał ochotę ją wystawić za drzwi, wtedy żona go uspakajała i mu tłumaczyła, że muszą dać radę. Że to chory stary człowiek, że trzeba być wyrozumiałym. Ale on widział chore opakowanie człowieka, a w środku była ta sama zażarta kobieta sprzed lat.

Było upalne lato i coroczny kongres, tego roku zorganizowano w innym mieści i matka sobie zażyczyła, że Adam ma ją zawieść, oczywiście odmówił. Powiedział , że ma swoją emeryturę na nic nie wydaje, a więc stać ją zamówić sobie taryfę, a przecież ma też takich cudownych braci niech ją ze sobą zabiorą.
W czasie tych przepychanek przyszła teściowa i początkowo nie zabierała głosu, ale gdy matka powiedziała że...żałuje iż go urodziła, kobieta nie wytrzymała.

Powiedziała,że nie zasługuje na miano matki, bo prawdziwe matki są gotowe za dziecko oddać własne życie, a ona wyrzuciła go z domu jak zużyty mebel bo nie spełniał jej oczekiwań. Na każdy tytuł matka także trzeba sobie zapracować. I ona jakby zaszła taka potrzeba oddałaby życie za każde z trójki swoich dzieci ( wliczyła już w to Adama).
Matkę zatkało, ale po chwili odpyskowała...co ty możesz wiedzieć, ty nic nie rozumiesz...!!
Kobieta jej spokojnie odparła że rozumie doskonale, bo ją też matka tak potraktowała i czuła się jak śmieć sypiając pod stołem w szatni. Tacy ludzie jak ona i jej matka nigdy nie powinni mieć dzieci, są fanatycznymi egoistami którym tylko życie wieczne w głowie. Tak żyją tą utopią że zapomnieli co to prawdziwe życie, miłość i odpowiedzialność za innych.

Matka zamknęła się w pokoju, ale nie odpuściła poszła zebrać myśli by znów przystąpić do ataku.
Wyparowała od siebie z słowami....on ma względem mnie obowiązek, łaski mi nie robi.  Adam powiedział...idź do swojego pokoju, nie rób hałasu, nic ci to nie da. Ale ta nie odpuszczała....wtedy teściowa powiedziała....Adaś syneczku, ty już więcej w nią zainwestowałeś niż ona w ciebie, teraz śmiało możesz postąpić z nią tak samo jak ona kiedyś z tobą. Teraz niech idzie do tych dobrych dzieci co znają prawdę i jak widać zgodnie z nią postępują.
To ją chyba zabolało bo trzasnęła drzwiami że o mało szyba nie wyleciała.

Po tym zajściu rozmawiała tylko z synową, a teściowa namówiła Adama aby zażądał od matki jej mieszkania, które stało puste, a jemu jak mało komu się należało....
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 18 Lipiec, 2016, 19:28
Ten Adam i jego żona to mają naprawdę nerwy ze stali!
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 19 Lipiec, 2016, 00:03
Tylko człowiek mądry umie kochać także osobę, która nienawidzi.


 Tak, uważam że Adam mimo wszystko na swój sposób kochał matkę, choć ona na tą miłość nie zasługiwała.
Wciąż była dla niego niedobra, złośliwa, mówiła mu że nim gardzi, choć tak naprawdę była całkowicie od niego zależna.
Kiedyś tak sobie dyskutowaliśmy i mnie pyta....skąd we mnie tyle spokoju i cierpliwości, powiedz mi? Ojciec choleryk, matka furiatka a ja?
 Na co ja mało myśląc pytam....a listonosz jaki był? :) Parsknął, aż mi coś w oko wpadło  :o ;D  ale to pozwoliło rozładować ciężką atmosferę.

Za namową teściowej zagadał matkę o mieszkanie, że nie ma sensu go utrzymywać jak ona mieszka z nimi. Na sprzedaż  nie chciała się zgodzić, a więc Adam mówi....zapisz na mnie, ja je wyremontuję i wpuszczę lokatorów.
Nic nie odpowiedziała, tradycyjnie zamknęła się w pokoju aby przeanalizować i zebrać myśli.
Po kilka dniach znów zagadał...i co postanowiłaś w sprawie mieszkania? Odp krótko...ty chcesz ale masz przecież jeszcze brata i siostrę.
To go ruszyło i mówi...tak, mam na pewno? A widzisz ich gdzieś tutaj, ile razy byli u ciebie przez te lata jak tu mieszkasz? Ani razu, a więc nie czuję się względem nich zobowiązany.
Na co matka bardzo szybko mu odparła...nie odwiedzają mnie przez ciebie, gdybyś nie był wykluczony to by mnie odwiedzali.
Ręce mu opadły i postanowił dać spokój aby się bardziej nie denerwować. Temat mieszkania też odpuścił, uznał że nie jest warte jego straconego zdrowia na dyskusjach z matką.

Po pewnym czasie żona mu opowiada iż słyszała rozmowę matki z sąsiadką w ogrodzie, jak tamta chwaliła jakiego ma dobrego syna.
Profesor a nie wstydzi się ze starą matką jeździć po lekarzach, chodzi prowadza, pomaga się ubrać. A jej syn jest tylko nauczycielem i jak mu zapłaci to ją zawiezie do lekarza, ale już z nią nie pójdzie. Takie dziecko to skarb.
Za kilka dni po tej rozmowie, matka przyniosła papiery i kazała Adamowi załatwić notariusza.....
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Marussia w 19 Lipiec, 2016, 01:02
A po śmierci matki rodzeństwo wystąpi do Adama z roszczeniem o zachowek  :D ;)

Przeraża mnie ta historia. Nie mogę uwierzyć, że istnieją tacy ludzie. Świadkowie których znam, po wykluczeniu członka rodziny nigdy nie odsunęli się od niego (rodzice, rodzeństwo). Wręcz przeciwnie - wciąż go wspierali, pomagali w tych trudnych dla niego chwilach, aż wyraził skruchę i wrócił - chociaż trudno to raczej nazwać happy endem  ;) Może akurat trafiłam na jakiś wyjątek, który tylko potwierdza regułę ...
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 19 Lipiec, 2016, 01:14
A po śmierci matki rodzeństwo wystąpi do Adama z roszczeniem o zachowek  :D ;)

Wcale się nie zdziwię jak tak będzie! Pokłócą się z Adamem na śmierć i życie i zarzucą mu, że wziął matkę pod swój dach właśnie po to, aby zawłaszczyć jej  mieszkanie! I dodadzą, że im się należy coś po matce... którą się "opiekowali", jak Adam się wyprowadził z domu!

Swoją drogą nie jestem w stanie rozgryźć co tej matce Adama siedzi w głowie..?! Jak można być taką okropną i złośliwą zrzędą dla własnego syna?! I mieć jakieś refleksje, że nie jest on złem wcielonym, dopiero po rozmowie z sąsiadką...

Jak to dobrze, że to nie do człowieka należy ostateczne osądzenie, bo ja już teraz bym tę mamusię ekspresowo potraktowała tym samym wyrokiem jaki dostała Sodoma i Gomora!  ;D ;D ;D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Czuwający w 19 Lipiec, 2016, 08:28
A po śmierci matki rodzeństwo wystąpi do Adama z roszczeniem o zachowek  :D ;)

Przeraża mnie ta historia. Nie mogę uwierzyć, że istnieją tacy ludzie. Świadkowie których znam, po wykluczeniu członka rodziny nigdy nie odsunęli się od niego (rodzice, rodzeństwo). Wręcz przeciwnie - wciąż go wspierali, pomagali w tych trudnych dla niego chwilach, aż wyraził skruchę i wrócił - chociaż trudno to raczej nazwać happy endem  ;) Może akurat trafiłam na jakiś wyjątek, który tylko potwierdza regułę ...

zdecydowanie trafiłaś na wyjątek, większość niestety ma wyprany mózg własnie jak ta matka z tego opowiadania
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 19 Lipiec, 2016, 13:47
Mów sercem, a i głusi cię zrozumieją.


      Czas płynął, a w relacjach matka - reszta domowników nic się nie zmieniało. Nawet wtedy gdy w środku nocy pogotowie zabrało ją do szpitala z ostrym brzuchem i była przekonana że już nie wróci nie szczędziła Adamowi przykrości, mówiąc że to nie on ma się zająć jej pogrzebem, ale bracia. Że oni są decyzyjni i ma być tak jak oni powiedzą.

Jednak wróciła, choć operacja zostawiła silny ślad na jej sprawności. Po domu dawała radę chodzić, ale już na głoszenie ani na zebrania nie było sił. Nikt ze starszych nie pofatygował się do niej, ani jak leżała miesiąc w szpitalu, ani też później do domu.
Odwiedzały ją za to dwie kobiety. Jedną Adam doskonale pamiętał ponieważ była niewiele od niego starsza, zaś drugiej nie znał.
Pierwsza z kobiet gdy przyszła z wizytą zapytała....czy mogę odwiedzić Zosię? Oczywiście nie mieli nic przeciwko, matka miała towarzystwo, a oni trochę spokoju.
Przy którejś z wizyt zapytała mężczyznę....czy pan mnie pamięta?  Oczywiście że pamiętał, była bardzo ambitną pionierką, stawianą za wzór innym. Ona też go pamiętała, a na odchodne jak zawsze podała mu rękę i powiedziała...Zosia ma dużo szczęścia, że ma takiego syna. To proste zdanie wycisnęło łzy z jego oczu, które spłynęły po policzkach. Na widok czego kobieta się uśmiechnęła i dodała..jest pan dobrym człowiekiem ponad podziałami i to dowód  na to, że nikt nie ma monopolu na miłość i dobroć. Słowa bez uczynków są martwe.

Po tej wizycie poczuł się podbudowany, jakby dostał zastrzyk pozytywnej energii. Nurtowały go słowa kobiety o monopolu na dobroć, a czym więcej o tym myślał tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że kobieta miała na myśli swoich współbraci.
Ludzi wierzących, szlachetnych, obnoszących się z tym na każdym kroku. A on cóż, wykluczony , niewierzący według kanonów TS chodzące zło, a jednak nie każdy tak uważa.
Tu byliśmy zgodni, że świadek to wcale nie musi znaczyć religijny fanatyk, który boi się wykluczonych jak diabeł święconej wody.
Mało tego są osoby, fakt nieliczne, które same szukają kontaktu z ex i traktują ich jak ludzi. Ludzi równych sobie, w niczym nie będących gorszymi.

Druga z kobiet...
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Czuwający w 19 Lipiec, 2016, 14:15
ty nie myślałaś zeby książkę popełnić ?
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: muminka w 19 Lipiec, 2016, 14:43
Mów sercem, a i głusi cię zrozumieją.


      Czas płynął, a w relacjach matka - reszta domowników nic się nie zmieniało. Nawet wtedy gdy w środku nocy pogotowie zabrało ją do szpitala z ostrym brzuchem i była przekonana że już nie wróci nie szczędziła Adamowi przykrości, mówiąc że to nie on ma się zająć jej pogrzebem, ale bracia. Że oni są decyzyjni i ma być tak jak oni powiedzą.

Jednak wróciła, choć operacja zostawiła silny ślad na jej sprawności. Po domu dawała radę chodzić, ale już na głoszenie ani na zebrania nie było sił. Nikt ze starszych nie pofatygował się do niej, ani jak leżała miesiąc w szpitalu, ani też później do domu.
Odwiedzały ją za to dwie kobiety. Jedną Adam doskonale pamiętał ponieważ była niewiele od niego starsza, zaś drugiej nie znał.
Pierwsza z kobiet gdy przyszła z wizytą zapytała....czy mogę odwiedzić Zosię? Oczywiście nie mieli nic przeciwko, matka miała towarzystwo, a oni trochę spokoju.
Przy którejś z wizyt zapytała mężczyznę....czy pan mnie pamięta?  Oczywiście że pamiętał, była bardzo ambitną pionierką, stawianą za wzór innym. Ona też go pamiętała, a na odchodne jak zawsze podała mu rękę i powiedziała...Zosia ma dużo szczęścia, że ma takiego syna. To proste zdanie wycisnęło łzy z jego oczu, które spłynęły po policzkach. Na widok czego kobieta się uśmiechnęła i dodała..jest pan dobrym człowiekiem ponad podziałami i to dowód  na to, że nikt nie ma monopolu na miłość i dobroć. Słowa bez uczynków są martwe.

Po tej wizycie poczuł się podbudowany, jakby dostał zastrzyk pozytywnej energii. Nurtowały go słowa kobiety o monopolu na dobroć, a czym więcej o tym myślał tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że kobieta miała na myśli swoich współbraci.
Ludzi wierzących, szlachetnych, obnoszących się z tym na każdym kroku. A on cóż, wykluczony , niewierzący według kanonów TS chodzące zło, a jednak nie każdy tak uważa.
Tu byliśmy zgodni, że świadek to wcale nie musi znaczyć religijny fanatyk, który boi się wykluczonych jak diabeł święconej wody.
Mało tego są osoby, fakt nieliczne, które same szukają kontaktu z ex i traktują ich jak ludzi. Ludzi równych sobie, w niczym nie będących gorszymi.

Druga z kobiet...

Jesteś genialna i chyba zaczynasz być moim idolem :P
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Marussia w 19 Lipiec, 2016, 15:27
Wcale się nie zdziwię jak tak będzie! Pokłócą się z Adamem na śmierć i życie i zarzucą mu, że wziął matkę pod swój dach właśnie po to, aby zawłaszczyć jej  mieszkanie! I dodadzą, że im się należy coś po matce... którą się "opiekowali", jak Adam się wyprowadził z domu!

Swoją drogą nie jestem w stanie rozgryźć co tej matce Adama siedzi w głowie..?! Jak można być taką okropną i złośliwą zrzędą dla własnego syna?! I mieć jakieś refleksje, że nie jest on złem wcielonym, dopiero po rozmowie z sąsiadką...

Jak to dobrze, że to nie do człowieka należy ostateczne osądzenie, bo ja już teraz bym tę mamusię ekspresowo potraktowała tym samym wyrokiem jaki dostała Sodoma i Gomora!  ;D ;D ;D

Należy się im i to niezależnie czy się opiekowali czy nie, ot i cała niesprawiedliwość...

A ja się zastanawiam, skąd w tym Adamie i jego żonie takie pokłady cierpliwości? Nie wiem, czy byłabym w stanie zdobyć się na taki wysiłek... I ciekawe, czy matka kiedykolwiek zrozumie, jak wielką krzywdę mu wyrządziła.

Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 19 Lipiec, 2016, 20:02
ty nie myślałaś zeby książkę popełnić ?

 Czemu nie, jakby się ktoś moim pisaniem zainteresował. Kiedyś zastanawiałam się nad pisaniem artykułów, może jeszcze bym na tym zarobiła?  ;D


Jesteś genialna i chyba zaczynasz być moim idolem :P

 Dzięki, muszę się starać aby nim zostać na stałe :D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 20 Lipiec, 2016, 17:29
Druga z kobiet...


  Druga z kobiet była niczym Hanka Bielicka, szybka, głośna, na przemian mówiła i śmiała się. Emanowała z niej takie ciepło, taka radość życia, że w chwili gdy przekraczała próg domu, jej radosne usposobienie udzielało się wszystkim.
Kiedyś przyszła zaraz po wizycie u dentysty, spuchnięta z wykrzywionymi ustami, ale nawet to nie było w stanie zamknąć jej ust, ani ją wyciszyć. Na pytanie żony Adama czy ją nie boli? Odp...boli jak cholera, ale powiedziałam że nie dam się dziadowi zdominować, hałasem go wykończę. Śmiali się ona z nimi, mimo że co chwilę musiała wycierać usta.

Jednak matka nie podzielała ich zachwytu nad temperamentną kobietą, ona najzwyklej w świecie z nią nie rozmawiała.
Gdy ta ją odwiedzała, starsza pani milczała, ta się jednak nie zrażała i przychodziła. Spotkania wyglądały zawsze tak samo...kobieta odstawiała monolog, a matka ślepo patrzyła w okno.
Pewnego razu poprosiła synową aby powiedziała, że jej nie ma jak tamta przyjdzie. Pomysł bardzo nie spodobał się synowej, nawet się oburzyła...ty mamo mnie do kłamstwa namawiasz? Co kobieta uzasadniła, że synowa jako osoba niewierząca nie będzie mieć grzechu. Synowa nie dała za wygraną, odparła że ona nie, ale matka będzie mieć za dwoje. I jak chce niech sama powie, żeby nie przychodziła.

Adam opowiadał, że podziwiał ją za ten upór. Raz on, raz  żona zanosili kobietom mały poczęstunek, kawa, herbata jakieś ciasto i wtedy widzieli jak ta się produkuje. A Zosiu to, a Zosiu tamto, a spotkałam tego i tego wiesz...znasz, pamiętasz kiedyś....
Robili nawet zakłady ile jeszcze da radę tak  ciągnąć te wizyty za dwoje?


Kiedyś wychodząc przyszła do nich do kuchni i powiedziała....szkoda mi Zosi, taka była oddana a teraz o niej zapomnieli.
I wtedy się dowiedzieli, że kobieta kiedyś była świadkiem, ale odeszła a później ją wykluczyli. I tak zabawna gaduła z oddanej przyjaciółki stała się śmiertelnym wrogiem.
Ona wiedziała, że matka nią gardzi, że ją denerwuje. Była też pewna że nastanie taki dzień kiedy przejrzy na oczy i doceni tych którzy przy niej są, są mimo wszystko.
Poklepywała wtedy Adama po ramieniu i śmiejąc się mówiła....nie martw się Adasiu, nastanie taki dzień że Zocha się uśmiechnie na nasz widok.
Nie wiedział  skąd ta kobieta czerpie tak pozytywną energię, ale bardzo mu się to podobało. Był jej wdzięczny i z każdym razem dziękował kobiecie za odwiedziny i zapraszał na kolejne.

I tak minęło kilkanaście miesięcy, czasem mieli wrażenie że po tych wizytach matka jakby łagodniała, była bardziej kontaktowa. Mimo że ze znajomą nadal rozmawiała służbowo, to ta jej radość życia jakby i jej się udzielała.
Nastał jednak dzień kiedy przyszła radosna jak skowronek i zastała pusty pokój......
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 21 Lipiec, 2016, 09:33
To teraz mały przerywnik....od historii Adama.


..........Kiedyś widziała u koleżanki zeszyt do religii, kolorowy z obrazkami i serduszkami. Gdy zapytałam dla kogo i za co te serduszka? Usłyszała dla Boga i Pana Jezusa za ich miłość i dobroć.
Dla niej to było dziwne, ona swojego Boga się bała, odbierała go jako potwora i tyrana, gdzie tam jakieś  serduszka.
Raz nawet zapytała matkę, czy jakbym narysowała dla Jehowy obrazek i z serduszkami czy by mu się podobało?
Nie bądź głupia jak ta ciemnot w kościele, Jehowa nie potrzebuje żadnych serduszek.

Więcej tematu nie podejmowała, ale jak czasem widziała koleżankę gdy  rysuje coś w zeszycie do religii zazdrościła jej tego Boga. Widać było że ona go kocha, a na lekcję religii idzie z ochotą. I znów ją dopadało dziecięce poczucie winy, że nie jest dość dobra bo nie potrafi tak kochać swojego Boga, a na zebrania chodzi jak za karę, nie lubi ich. Wie że znów usłyszy o armagedonie, śmierci dla złych ludzi. Nie mogła w takich chwilach zatkać sobie uszu, jednak czasem pochylała głowę i mocno zaciskała oczy próbując nie słyszeć złowieszczych słów.

Z czasem przywykła do tego że sama zginie, a więc przestawała się starać. Jednak bardzo jej było szkoda Ali, jej małego braciszka, cioci Hani u której mogła czuć się jak prawdziwe dziecko. Ukochanego Azora, wiernego przyjaciela i powiernika, któremu mogła  powiedzieć wszystko, który nigdy  jej nie odmówił miejsca w swojej budzie, gdy chciała się schować przed całym światem. Wtedy tam wchodziła,chowała się głęboko, a pies leżał przed budą tylko do środka wkładał swój ogromny łeb i trzymał go dziewczynce na kolanach.
A ona mu wszystko opowiadała,czego się boi, o czym marzy................
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: KaiserSoze w 21 Lipiec, 2016, 11:43
Tazła, mam prośbę: czy możesz przyspieszyć pisanie? Naprawdę ciężko się czeka na kolejny fragment audycji. Pojawia się jeden odcinek dziennie, raz na dwa dni... Gdybyś dała radę pisać 10-20 odcinków dziennie to byłoby prześwietnie.

 ;D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: chmura w 21 Lipiec, 2016, 12:31
Tazła: też pokornie upraszam o pisanie ,pisanie,pisanie.  :) :)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: gorolik w 21 Lipiec, 2016, 13:07
I przerwała chyba w najciekawszym momencie
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: chmura w 21 Lipiec, 2016, 13:24
Zawsze przerywa w najciekawszym >:( a tu czytacze z nerw pazury obgryzaja ;)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: wrzesien w 21 Lipiec, 2016, 14:15
Przyłączam się do prośby
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 21 Lipiec, 2016, 15:02
Tazła przerwała, bo teraz jest przerwa na reklamy  ;D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 21 Lipiec, 2016, 15:16
A ja się ciesze że Tazła nie zamieszcza tak często postów w tym wątku.
Wątek szybko się nie znudzi, czekam z niecierpliwością na kolejne, jak widzę że jest nowy post od razu się uśmiecham.
Trzeba też wziąć pod uwagę że porusza tematy mocno osobiste i bolesne, a to wymaga czasu do napisania przez autora, nie da się całkiem zobojętnieć, wracają wspomnienia, emocje.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Baran w 21 Lipiec, 2016, 15:45
Tazła super że to zamieszczasz na forum. Powinien to przeczytać każdy budzący się SJ. :)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 21 Lipiec, 2016, 20:00
   

    Kochani miło mi, że lubicie czytać historie jakie tu piszę. Ale tak jak pisze Niepokorna....wszystko trzeba dozować z umiarem. U mnie jak w serialu tv...odcinek się kończy w najciekawszym momencie, a to zachęca do obejrzenia następnego.
Jak Wam wywalę wszystko naraz to co , przeczytacie i koniec. A tak sami dopowiadacie sobie co tam może być dalej....

Bo chodzi aby gonić króliczka..... ;D



Ból czyni w duszy to, co w ziemi pług: rani ją, rozdziera, wywraca



    Tego dnia, Adam jak co dzień wstał rano do pracy, uszykował się i wyszedł. Ujechał  pół drogi gdy nagle sobie uświadomił, że dziś nie widział, ani nie słyszał matki.
Zawsze albo mijali się w drodze do kuchni, albo zwyczajnie ją słyszał w pokoju, a dziś nic , cisza. Zawrócił na najbliższym skrzyżowaniu i zaczął dzwonić do żony.
Wyciągnął ją z łóżka, kazał iść do matki zobaczyć co się u niej dzieje i zaraz oddzwonić. Oczywiście mógł jechać do pracy, przecież żona tam była, ale coś nie dawało mu spokoju. Gnał jak wariat do domu, a gdy próbował dodzwonić się do żony i było zajęte, naszły go najgorsze myśli.
Był już na swojej ulicy gdy usłyszał nadjeżdżającą karetkę, nie miał wątpliwości że jadą do jego matki. Wcisnął pedał gazu, aby nie blokować jezdni i czym prędzej być w domu.

Lekarz stwierdził zawał, miała prawie 80 lat,  w tym wieku trzeba się liczyć z takimi przykrymi niespodziankami, a jednak Adam jak i jego żona byli zaskoczeni, żeby nie powiedzieć przerażeni.
Załoga karetki udzieliła pierwszej pomocy i popędzili czym prędzej do szpitala. Mężczyzna poczekał na żonę aż się ubierze i też pojechali.
Tam lekarze byli bardzo powściągliwi, kobieta miała swój wiek, wiele schorzeń, a więc rokowania były nienajlepsze.
I choć Adam często mówił o matce ta kobieta, to teraz czuł się bardzo źle, było mu smutno i zwyczajnie się bał, bał że to koniec.
Mimo całego żalu, zepsutych nerw, wiecznych zgrzytów to bardzo chciał aby żyła.

Wziął sobie urlop i siedział przy matce prawie całe dnie, żona chciała go zmieniać, ale on wolał aby zajmowała się córką.  On chyba bał się pytań dziewczynki, była już dość duża i mimo że to nie była typowa babcia to jednak jakaś tam więź powstała.
W tych ciężkich chwilach znów pojawiły się obie kobiety. Siedziały z Adamem nad łóżkiem, albo siłą go wypędzały aby szedł odpocząć.
Dni mijały a w stanie zdrowia chorej nie było żadnej większej poprawy, nadal była nieprzytomna, bez kontaktu, ale żyła i się nie pogarszało.
I tej nadziei na poprawę Adam trzymał się bardzo kurczowo. 

Miał zaplanowany wyjazd służbowy, to się wiązało z jego awansem. Chciał zrezygnować, ale żona i obie znajome matki stworzyły wspólny front i musiał jechać.
Obiecały siedzieć na zmianę przy matce, a gdy coś będzie się działo , zaraz dadzą mu znać.
Na tych warunkach Adam wyjechał na dwa tygodnie.

Po tygodniu wczesnym rankiem zadzwoniła żona z wiadomością, że matka się wybudziła. Ma robione badania , zabiegi i póki co jest dobrze.
Ulżyło mu ogromnie, oddał się pracy całkowicie i już nie odbierał telefonu z takim przerażeniem jak wcześniej.
Minął ostatni tydzień wyjazdu, czas wracać do domu. Na dworcu czekała na niego żona i pojechali prosto do szpitala.
Gdy wszedł do sali na której leżała matka, zobaczył ją półleżącą na łóżku. Spojrzała na niego, znał ten wzrok, pełen wyrzutów i pretensji.....
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 21 Lipiec, 2016, 20:17
Podziwiam Adama i Jego żonę. Muszą być niezwykłymi ludźmi, tyle wytrzymywać, niewiele znam osób, które byłyby w stanie postępować jak Oni, ja nie wiem czy byłabym w stanie.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 21 Lipiec, 2016, 20:41
 Ja też podziwiam, nie wiem czy sama bym dała radę.  Oni jak dla mnie się sprawdzili na całej linii.
Ale tyle wiemy o nas na ile nas sprawdzono.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 21 Lipiec, 2016, 20:55
Ja też podziwiam, nie wiem czy sama bym dała radę.  Oni jak dla mnie się sprawdzili na całej linii.
Ale tyle wiemy o nas na ile nas sprawdzono.

Zgadzam się.
Prawdziwego siebie ujawniamy właśnie w takich sytuacjach, ciężkich, wymagających wiele.

Historia Adama, uświadomiła mi ile że muszę bardzo pracować nad sobą, żeby nigdy się nie okazało że jestem całkiem inną osobą.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 22 Lipiec, 2016, 19:49
Radość jest sercem duszy: oświetla tego, kto ją ma i ogrzewa wszystkich


      Kobieta uderzyła dłonią w  kołdrę mówiąc....Adaśku, czekam i czekam na ciebie, miałeś być godzinę temu.
Mężczyzna uśmiechną się od ucha do ucha, bardzo dawno nikt tak do niego nie mówił. To jedno zdanie sprawiło mu tak wielką przyjemność, dało tyle radości , że nagle zniknęło całe zmęczenie i trudy podróży.
Kiedyś matka mówiła tak do niego bardzo często, myślał że już nigdy nie usłyszy z jej ust swojego imienia w tej formie.
Przez ostatnie lata zwracała się do niego bezimiennie, a tu taka niespodzianka.

Podszedł do matki, ta wyciągnęła do niego rękę i przyciągnęła go do siebie,  następnie się do niego przytuliła.
Później zaczęła go pytać....no mów jak tam ten twój awans, Halinka ( synowa) mówiła że teraz będziesz bardzo ważny na uczelni, jak tak dalej będzie niedługo braknie dla ciebie tych tytułów przed nazwiskiem, zachichotała.
Wydawało mu się, że to sen, piękny ale sen, rozmawiał z matką ale nie dowierzał w to co się dzieje.
Gdy po kilku godzinach wyszedł ze szpitala powiedział do żony....uszczypnij mnie, niech mnie zaboli, wydaje mi się że to sen.

Pojechał do domu, odświeżył się , chwilę odpoczął i znów pojechał do szpitala. Sam nie wie co nim bardziej kierowało, chęć pobycia z matką, czy upewnienie się, że to się naprawdę dzieje.
Gdy zajechał na miejsce, chora miała gościa, była u niej gaduła, ale i względem niej matka zachowywała się zupełnie inaczej niż wcześniej. Śmiały się, rozmawiały jak serdeczne przyjaciółki, na jego widoku znajoma wstała i powiedziała , że na nią czas. Matka na odchodne rzuciła za nią...pamiętaj załatwić mi tą sprawę.

Syn zapytał...a co to za sprawa, a nic takiego, machnęła ręką, takie babskie sprawy.
Nie wnikał, skoro nie chciała mówić widać miała powód. Znów przesiedział z nią kilka godzin, poruszali tyle tematów , tyle osób " obgadali", ale nie wracali do tego co ich poróżniło, dzieliło. W ogóle matka nie poruszała tematu świadków ani reszty swoich dzieci. Gdyby nie musiał opuścić na noc szpitalu , został by z nią do rana.

Po powrocie rozmawiał z żoną,ona też się cieszyła z tej zmiany, ale tak bardzo jak Adam nie był w stanie nikt się cieszyć. Mówił  do żony.. jestem stary chłop, a taka mnie radość rozpiera, że ciężko mi nad sobą zapanować. Mam ochotę piszczeć i skakać, skakać i piszczeć.
Nagle gdzieś zginął cały żal, ból, złość. Pewnie siedziały sobie gdzieś głęboko przytłoczone tą nagłą radością i nie były w stanie się wygrzebać. Bo w tym  szczęśliwym okresie, Adam w ogóle nie myślał o przeszłości i o tym co było.
Smutniał tylko wtedy gdy przychodziło mu na myśl, że matka może już z tego nie wyjść. A on tak bardzo chciał, żeby w takiej atmosferze pożyli sobie jeszcze trochę....

Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 24 Lipiec, 2016, 10:18
Ania

Dzieci, bądźcie posłuszne waszym rodzicom.....


   Bardzo starał się sprostać oczekiwaniom matki, ale czasem jak to dziecku coś się nie udawało, zapomniało, poniosła ją fantazja i czas nie istniał.
Wtedy najpierw dostawała manto, a później reprymendę że Jehowa Bóg ją widzi i na pewno nie będzie żyła w raju na ziemi. Tam nie będzie miejsc dla złych dzieci.

Ale czy ona była taka bardzo zła? Czy aż tak bardzo odbiegała od innych dzieci? Nie, była normalnym, zwykłym dzieckiem, to fanatyzm religijny  jej matki doprowadził ją do tak wielkich lęków.
Nie miała oparcia w matce jakie miały jej koleżanki, nie mogła powiedzieć że coś zrobiła, że coś znalazła bo zaraz była podejrzewana o kłamstwo, złe zachowanie lub kradzież.
Jak się upierała przy swoim, że nic złego nie zrobiła, że to nie jej wina, wówczas padało sakramentalne Jehowa wszystko widzi, on cię ukarze. Tylko za co miał ją ukarać , jak naprawdę nic złego nie zrobiła?

Z czasem pojęła , że nie ma znaczenie czy mówi prawdę czy nie i tak  jej matka  nie wierzy, a ten na górze  spisze na straty.
A skoro niebawem ma umrzeć, a kruki i wrony mają ją rozszarpać na polu, nie ma sensu się starać.  Z czasem do burzy i wiatru doszedł lęk przed ptakami.
Niewielki park w swojej miejscowości omijała szerokim łukiem, tam ich było najwięcej.
Krzykliwe, hałaśliwe i niebojące się ludzi,  dziecięca wyobraźnia zaraz przypominała jej obraz ze strażnicy, przerażający i okrutny.
Może one i działały na dorosłych jako mała dyscyplina, ale jak działały na dzieci?
Czy ktoś się zastanowił jakie spustoszenie mogą stworzyć w delikatnej, wrażliwej i dopiero kształtującej się psychice dziecka?
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 24 Lipiec, 2016, 17:29
Adam


Cierpliwość jest rdzeniem miłości



    Adam codziennie przed pracą jechał do szpitala, później w ciągu dnia też dzwonił, a po pracy znów szpital.
W domu tylko nocował, ale żona nie robiła mu wyrzutów, wiedziała że dla niego to bardzo ważne, zachowywał się jakby chciał nadrobić stracone lata.
A i matka zachowywała się bardzo podobnie, zachwycała się wnuczką, synową, osiągnięciami syna, nawet tymi z przeszłości. Tym samym dawała mu do zrozumienia, że tak naprawdę nigdy nie przestała się nim interesować.
Że jest i był dla niej ważny, tylko musiała działać w zgodzie.....

Mężczyzna zaczynał sam przed sobą tłumaczyć matkę, usprawiedliwiać, żal i ból coraz bardziej odchodził w niepamięć.
Cieszył się każdą chwilą spędzoną z matką, każdym jej uśmiechem, ciepłym gestem. Kobieta tak bardzo zaczęła go przytulać, głaskać po ręce to znów po głowie, że chyba za całe swoje życie nie był tyle wygłaskany.
Przytulała się  do niego i mówiła ..kocham cię synku.
Oczywiście sprawiało mu to ogromną przyjemność, a i sam nie był matce dłużny tych gestów.

Nie wiedział skąd ta przemiana i chyba za bardzo nie chciał wiedzieć, raczej bał się, że jedna z chorób mogła zrobić
w jej głowie jakieś spustoszenie, to mogło też tłumaczyć  brak zainteresowania resztą dzieci.
Opowiadał, że zachowywał się trochę jak egoista, spragniony matczynej miłości, próbujący wszystko sobie zrekompensować.
Mając świadomość ciężkiego stanu matki, chciał też nacieszyć się nią na zapas, choć to było niemożliwe.

Po jakiś dwóch tygodniach sielanki, w środku nocy zadzwonił telefon, kobieta miała tym razem udar. Pojechał do szpitala, tam siedząc pod salą i czekając na jakieś wieści zauważył dopiero że jest w  spodniach od piżamy.
W całym tym pośpiechu ubrał się niekompletnie, zadzwonił do żony, aby mu dowiozła spodnie, bo w płaszczu i białej piżamie wygląda dziwacznie.

Rokowania były nienajlepsze, do rana postawił na nogi wszystkich swoich znajomych, którzy  mogli coś pomóc w tej sprawie. W szpitalu zaroiło się od profesorów, docentów i innych tytułowych lekarzy wszelakiej specjalizacji.
Przez kilka dni była nieprzytomna, gdy się obudziła syn siedział przy niej, a ona na jego widok lekko się uśmiechnęła.
Wziął ją za rękę,  była  w stanie poruszyć tylko palcem, ale ten drgający palec był dla Adama jak znak...wiem, że tu jesteś, a jej lekki uśmiech to.. kocham cię synku.....
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 25 Lipiec, 2016, 19:06
Ania


MARZENIA


       Wyobrażała sobie że idzie razem z rodzicami na spacer do lasu, a tam wszyscy razem zbierają grzyby. Ania jako najlepsza w grzybobraniu z rodzinie co rusz przynosi jakieś nowe okazy, rodzice się śmieją,  a matka ją głaszcze po głowie i chwali jaka jest sprytna.
Albo inne marzenie , wszyscy razem grają w piłkę, przepychają się, śmieją a później siedzą na trawie i odpoczywają popijając kompot z wiśni.
Co ona by wtedy dała za to aby choć jeden dzień spędzić na takich przyjemnościach. Ale to było w strefie marzeń nie do spełnienia. Matka nigdy nie miała czasu na jak to ona mówiła pierdoły. A jak miała to czytała biblię lub śpiewała pieśni do czego zachęcała również i dzieci. Uważała że tak mogą razem spędzać czas i przypodobać się Jehowie.
Dziewczynka nie rozumiała tego ciągłego braku czasu jakim zasłaniała się matka.

Jej koleżanka Ewa miała czwórkę rodzeństwa, ich matka w przeciwieństwie do matki Ani pracowała zawodowo. Bardzo często gdy dziewczynka była u koleżanki, kobieta bawiła się z nimi.
Stawała na bramce gdy grali w piłkę, trzymała gumę gdy w nią skakali, albo siedziała z nimi na kocu i zwyczajnie się przepychali.  A jak Kazik brat Ewy potrzaskał talerz, pokazała na niego palcem i powiedziała...odrobisz za to, dziś zmywasz po kolacji. Nie było krzyków, wyzwisk ni szarpania za nieudolność.
Oczywiście matka koleżanki też miała gorsze dni, mąż nadużywający alkoholu, chora babcia. Ale i wtedy nie krzyczała na swoje dzieci tylko mówiła,mam gorszy dzień, zajmijcie się sobą. I każdy wiedział, że mama jest zła albo smutna.


    Ania patrzyła na to i tak bardzo jej było szkoda, że nie jest jednym z jej dzieci.Wracała do domu i zachwytem opowiadała jaka ta mama Ewy jest fajna, jak z nimi się bawi, jaka jest wesoła. Zaczepia swoje dzieci, ściska i przytula. Wtedy słyszała od swojej matki....to idź do nich jak ci się tam tak podoba, nikt cię tu na siłę nie trzyma.
Kobieta nawet nie wiedziała jak rani swoje dziecko i jak  bardzo dziewczynka  chciałaby tam być, choć przez kilka dni.
Bywały momenty gdy miała wrażenie iż matce w ogóle na niej nie zależy, że jest w tej rodzinie bo jest, ale jakby jej nie było to chyba wszyscy byliby szczęśliwsi. Zwyczajne codzienne zajścia, problemy w główce dziecka urastał do gigantycznych rozmiarów. Nie miała się z kim nimi podzielić, doradzić czy wesprzeć. A jak jej przybywało lat dorabiała sobie swoje teorie i dochodziła do przeróżnych wniosków.

Kiedyś była obecna podczas rozmowy matki z  sąsiadką. Opowiadała jej jak to było z jej poznaniem prawdy, jak śJ otworzyli jej oczy i choć przez 30 lat była katoliczką to porzuciła to bez problemu aby służyć Jehowie.
I wtedy do dziewczynki dotarło, że jej matka jest taka właśnie przez niego. To on stoi za tym wszystkim, on okradał ją z matczynej uwagi, to jemu matka chce się tak bardzo przypodobać żeby żyć w raju na ziemi. I wtedy zaczęła winić Jehowę za wszystkie swoje problemy.   
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: feminin w 25 Lipiec, 2016, 20:58
Te opowieści to lepsze od każdego serialu :) dzięki Tazla
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 26 Lipiec, 2016, 10:52
Te opowieści to lepsze od każdego serialu :) dzięki Tazla


  Dzięki.  :-*

A tak w ogóle chciałam Wszystkim podziękować za wiadomości jakie piszecie, za miłe słowa i za zaufanie. :)

   Mam świadomość tego że inni mają jeszcze gorsze wspomnienia, a jeśli przez moje pisanie choć na trochę ktoś poczuje się lepiej, zrozumie, że nie jest sam , to bardzo fajnie. Tzn że warto. Ludzka psychika to bardzo skomplikowana dziedzina naszego życie i nigdy nie wiemy kiedy i co zadziała na ten zamknięty " zbiornik" i znajdą sobie ujście złe emocje i doświadczenia.

Nie piszę tyle ile byście chcieli, raz obowiązki z lekka mnie przytłoczyły, a dwa mam to spisane, ale jak wklejam ( wyrywam z całości) jakiś kawałek muszę czasem go trochę dopracować aby to miało ręce i nogi.

Pozdrawiam Wszystkich serdecznie :)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Szyszoonia w 26 Lipiec, 2016, 16:41
Ania


Kiedyś była obecna podczas rozmowy matki z  sąsiadką. Opowiadała jej jak to było z jej poznaniem prawdy, jak śJ otworzyli jej oczy i choć przez 30 lat była katoliczką to porzuciła to bez problemu aby służyć Jehowie.
I wtedy do dziewczynki dotarło, że jej matka jest taka właśnie przez niego. To on stoi za tym wszystkim, on okradał ją z matczynej uwagi, to jemu matka chce się tak bardzo przypodobać żeby żyć w raju na ziemi. I wtedy zaczęła winić Jehowę za wszystkie swoje problemy.

Jak przeczytalam ostatnie zdania, to od razu przypomnial mi sie dialog ojca z corka juz w koncowce filmu "Dwa swiaty". Ojciec mowi do corki, ktora juz jest poza zborem, ze postepuje samolubnie... Na co ona odpowiada, ze to on okazal sie egoista, bo tak bardzo chce zeby w przyszlosci on mial dobrze, ze nie ma skrupulow i odrzuca swoje dziecko ( w kazdym razie taki byl kontekst  ;)) Jakie to prawdziwe  :(
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 26 Lipiec, 2016, 20:31
  Szyszoonia też uważam, że to wyznanie bardzo egoistyczne, tam się liczy tylko organizacja  my, my, ja, ja .
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 27 Lipiec, 2016, 13:13
Adam

Choćbym mówił językami ludzkimi i anielskimi, a miłości bym nie miał, byłbym.....



    Siedział obok i patrzył na jej bezradność, niemoc , jak próbowała jakiegoś gestu, coś powiedzieć, ale nie dawała rady.
Adam widział to wszystko i czuł się tak bardzo bezradny, lekarze stwierdzili jednogłośnie, że trzeba czekać, ale na cud nie ma co liczyć. Wiele schorzeń, wiek nie napawały optymizmem. Dobrze o tym wiedział, jednak łudził się nadzieją, że może jeszcze miesiąc, rok, a nawet za tydzień byłby bardzo wdzięczny.
Tak bardzo zbliżyli się do siebie w ostatnim czasie, chyba nigdy w życiu ich relacje nie były takie dobre.
Pewnego dnia wrócił do domu i zastał w nim teściową, siedziała w kuchni z Halinką i o czymś głośno rozmawiały, a wręcz się przekrzykiwały.
Na jego widok obie zamilkły. Adamowi przemknęło przez myśl, że teściowa nie popiera jego zaangażowania w chorobę matki, ale szczerze to niewiele go to obchodziło co kto uważa. Fakt, nie miała powodów ją lubić , ale nie miała też prawa mówić mu co ma robić.
W tym czasie nie był zbyt ochoczy do wszelakich pogawędek, a tych z teściową jakoś się obawiał. Bardzo ją cenił, kochał i to bardzo, ale w tej chwili gdyby powiedziała coś złego na jego matkę mógłby nie wytrzymać.
A nie chciał ani urazić, ani obrazić teściowej, jednak mogłoby się stać tak, że całą swoją złość - ból mógłby odreagować na niej. Wiele jej zawdzięczał, wiele mu pomogła, to także dzięki niej zaszedł tak daleko.
Do dziś pamięta jak podczas studiów ( był już żonaty) nie wyrabiał się i często zarywał noc, aby wszystko pozaliczać w terminie. Rano praca, później nauka, dom, rodzina to było naprawdę bardzo wiele nawet na młodego , silnego mężczyznę. Zarwał pół nocy na pisanie , później pobiegł do pracy i z tej się urwał wcześniej, aby skończyć zadanie. Wraca do domu, a tam praca dokończona, obiad czeka na stole, a teściowa mówi..zjedz i idź się przespać, pracę masz gotową. Kilka razy tak go ratowała z opresji, nie musiał prosić, żalić się narzekać, ona zwyczajnie to rozumiała.
Widziała ile ma na głowie, jak się stara  i to jej wystarczyło aby mu pomóc.

Wziął szybki prysznic, miał się przespać, ale bał się, że jak nie będzie go w szpitalu coś mu może umknąć, coś się  może stracić. A więc postanowił  zjeść i wracać do matki. Żona nie była zachwycona tym pomysłem, martwiła się o niego, w końcu nie był już najmłodszy. Ale powiedział, że jedzie i nikt go nie zatrzyma.
Szykował się do wyjścia, wtedy przyszła do niego teściowa.
Gdy ją zobaczył, pomyślał..mamo proszę cię nieeeee.
Kobieta położyła dłoń na jego ramieniu i powiedziała...jedź dziecko, jedź. Ja cię doskonale rozumiem, sama bym wiele dała aby mojej matce odmieniło się tak jak twojej choć na jeden dzień. Wtedy bym jej wszystko darowała.
Obrócił się do niej, przytulił ją mocno i powiedział..dzięki mamo , jesteś wspaniała.
Bardzo szybko wyszedł z domu, było mu głupio przed samym sobą, że zwątpił w swoją drugą matkę.
Przez te wszystkie lata ona jedna go nigdy nie zawiodła. Z żoną mimo, że bardzo się kochali bardzo często mieli rozbieżne zdania, z teściem też, a ona zawsze była z nim i za nim. Jak zaszła potrzeba broniła jak kwoka swojego pisklaka, roztaczając nad nim swoje skrzydła, aby nikt niepotrzebnie go nie zranił.
Powiedział głośno sam do siebie, wstydź się chłopie, wstydź.
Później okazało się, że spór matka - córka był na temat Adama, żona chciała wymóc na matce aby na niego wpłynęła, by tyle nie siedział w szpitalu. Wiedziała jak duży ma  wpływ na zięcia, że jej się słuchał i nigdy nie odmawiał. A z żoną lubił się tagować, lub stawiać na swoim. Jednak matka miała inne zdanie, ona go rozumiała i popierała w tym co robił. Skoro tak postępował, tak bardzo przeżywał to był tylko dowód na to jak wartościowym jest człowiekiem.
Jak wiele potrafi znieść, wybaczyć i być ponad podziałami. Wiedziała że córka jest prawdziwą szczęściarą, mając u boku kogoś takiego. I może być spokojna o córkę i wnuczkę gdy kiedyś ich zabraknie, zostaną w dobrych rękach.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Ana Rose w 27 Lipiec, 2016, 20:15
Podobno to życie pisze najlepsze scenariusze...... dziękuję Tobie -Tazła ; czytam z zapartym tchem historie które opisujesz. (Zaglądam na forum codziennie jako 'gość' bo nie zawsze mam możliwośc zalogowania się)... historia Adama i historie z Twego życia są tak poruszające i przejmująco smutne a przecież o ironio! to przeżycia ludzi ,którzy tworzyli tzw religię prawdziwą ....." po owocach ich poznacie"....                                                                                                                                                                Ostatnio od siostry duchowej którą darzę ogromnym szacunkiem a która w prawdzie jest wiele, wiele lat usłyszałam "SJ to religia prawdziwa bo wszędzie ich rozpoznają po głoszeniu" na co ja odparłam :  A widzisz wielka SZKODA, że świadków nie rozpoznasz wśród ludzi  PO UCZYNKACH I PO TYM, ŻE JEST WŚRÓD NICH MIŁOŚĆ :(
ŻAŁOSNE to ale i prawdziwe ,Twoje opowieści TU spisane tylko to potwierdzają :(

Dziękuję Ci za to ,że piszesz, jesteś kochana :)
Ps. pisząc to płaczę przez to co przeczytałam ale też przez to ,że mam świadomość jak wielu ludzi skrzywdziła ta pseudo-religia. Mam tylko nadzieję , że mimo tak traumatycznych przeżyć większość z NAS pokrzywdzonych  w życiu dorosłym okazało się wartościowymi ludźmi na przekór 'ciemiężcom'.
Pozdrawiam wszystkich forumowiczów :)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 27 Lipiec, 2016, 20:47
Podobno to życie pisze najlepsze scenariusze...... dziękuję Tobie -Tazła ; czytam z zapartym tchem historie które opisujesz. (Zaglądam na forum codziennie jako 'gość' bo nie zawsze mam możliwośc zalogowania się)... historia Adama i historie z Twego życia są tak poruszające i przejmująco smutne a przecież o ironio! to przeżycia ludzi ,którzy tworzyli tzw religię prawdziwą ....." po owocach ich poznacie"....                                                                                                                                                                Ostatnio od siostry duchowej którą darzę ogromnym szacunkiem a która w prawdzie jest wiele, wiele lat usłyszałam "SJ to religia prawdziwa bo wszędzie ich rozpoznają po głoszeniu" na co ja odparłam :  A widzisz wielka SZKODA, że świadków nie rozpoznasz wśród ludzi  PO UCZYNKACH I PO TYM, ŻE JEST WŚRÓD NICH MIŁOŚĆ :(
ŻAŁOSNE to ale i prawdziwe ,Twoje opowieści TU spisane tylko to potwierdzają :(

Dziękuję Ci za to ,że piszesz, jesteś kochana :)
Ps. pisząc to płaczę przez to co przeczytałam ale też przez to ,że mam świadomość jak wielu ludzi skrzywdziła ta pseudo-religia. Mam tylko nadzieję , że mimo tak traumatycznych przeżyć większość z NAS pokrzywdzonych  w życiu dorosłym okazało się wartościowymi ludźmi na przekór 'ciemiężcom'.
Pozdrawiam wszystkich forumowiczów :)

  Masz rację, całkowitą racją. Szczycą się swoją prawdą ale to tylko puste słowa. Nabijają te godziny, jakby to był wyznacznik dobrego człowieka. A przecież dobry świadek to nie zawsze znaczy dobry człowiek.
Znam świadków którzy się czują ważni a nawet ważniejsi bo ktoś ich poszczuł psem i zostali przez niego pogryzieni.
To podobno czyni ich lepszymi, bardziej doświadczonymi w głoszeniu.
I jak mi tak gość nawija jaki to on bohater, zaraz gotów postawić siebie na równi z Jezusem. Pytam a była tabliczka na furtce że pies? On nie wie, ale teraz jak zechce poda gospodarza do sądu i będzie miał za swoje.
Pokiwałam z politowaniem głową i mówię...on będzie miał gorzej jak teraz pies będzie biegał po okolicy i głosił.
A się na mnie obraził. Nie wiem na co liczył, że będę się nad nim rozpływać z zachwytu?

Czy doświadczenia sprawiły że jestem lepszym człowiekiem? Uważam że tak.
Gdybym została w organizacji, łyknęła tego bakcyla byłabym tak samo zapatrzona w siebie widząca tylko swój interes.
Z całą odpowiedzialnością twierdzę, że świadkowie dlatego chodzą i głoszą aby sobie nabić punktów. Im wcale nie chodzi o ludzi, o ich zbawienie.
I ja bym była taka sama, na taką mnie matka kształtowała. Oni zginą, oni są ciemni bo nie znają prawdy, my jesteśmy lepsi.

Fakt, dostałam od życia nieźle w .....ale to mnie nauczyło pokory, tolerancji i wyrozumiałości. Empatii zaś mam tyle że mogę się nią podzielić z innymi. Gdybym była świadkiem, byłabym tylko maszynką do trzepania godzin.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Ana Rose w 27 Lipiec, 2016, 22:08
Warto przy tym podkreślić , że TO wszystko TO CO DESTRUKCYJNE DLA RODZIN działo się nie tylko za zamkniętymi drzwiami, to działo się wszędzie: na zebraniach, w służbie.....ten nacisk na bycie idealnym człowiekiem był tak mocny i my tak chcieliśmy żyć. My i nasze rodziny myśleliśmy , że tak trzeba.Tylko szkoda, że wielu żyjąc tak zgodnie z wytycznymi organizacji zatraciło własne człowieczeństwo. Wielu nadal nie zauważa że nabija godziny i kasę dla korporacji i jest tym tak pochłoniętym, że zapomina o normalnym życiu rodzinnym. Zapomina się o tym jak to jest być człowiekiem mającym ludzkie uczucia dla bliskich bo staje się cyborgiem zaprogramowanym przez WTS :'(
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Exodus w 28 Lipiec, 2016, 00:00
Podobno to życie pisze najlepsze scenariusze...... dziękuję Tobie -Tazła ; czytam z zapartym tchem historie które opisujesz. (Zaglądam na forum codziennie jako 'gość' bo nie zawsze mam możliwośc zalogowania się)... historia Adama i historie z Twego życia są tak poruszające i przejmująco smutne a przecież o ironio! to przeżycia ludzi ,którzy tworzyli tzw religię prawdziwą ....." po owocach ich poznacie"....                                                                                                                                                                Ostatnio od siostry duchowej którą darzę ogromnym szacunkiem a która w prawdzie jest wiele, wiele lat usłyszałam "SJ to religia prawdziwa bo wszędzie ich rozpoznają po głoszeniu" na co ja odparłam :  A widzisz wielka SZKODA, że świadków nie rozpoznasz wśród ludzi  PO UCZYNKACH I PO TYM, ŻE JEST WŚRÓD NICH MIŁOŚĆ :(
ŻAŁOSNE to ale i prawdziwe ,Twoje opowieści TU spisane tylko to potwierdzają :(

Dziękuję Ci za to ,że piszesz, jesteś kochana :)
Ps. pisząc to płaczę przez to co przeczytałam ale też przez to ,że mam świadomość jak wielu ludzi skrzywdziła ta pseudo-religia. Mam tylko nadzieję , że mimo tak traumatycznych przeżyć większość z NAS pokrzywdzonych  w życiu dorosłym okazało się wartościowymi ludźmi na przekór 'ciemiężcom'.
Pozdrawiam wszystkich forumowiczów :)
Ojoj.... :) Coś mi się wydaje Ana Rose :) ,że do tych słów- Dziękuję Ci za to ,że piszesz, jesteś kochana :) można dodać też Cudowna i kochana:) :) :) ! Prawda? A niech nam spróbuje tylko przestać pisać...
Ja w geście protestu... na pewno coś wymyślę :)
Pozdrawiam, życząc spokojnej nocy  :)
   
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 28 Lipiec, 2016, 17:17
Adam


Łagodząc ból drugiego człowieka, zapominamy o własnym.


  Szpital , dom, dom szpital tak płynął dzień za dniem. Początkowo żona nie była zachwycona, jednak po rozmowie z matką trochę się uspokoiła.  Starsza kobieta doświadczona przez życie była bardzo mądrą i rozważną osobą.
Rozumiała córkę, ale sercem była z Adamem, wiedziała jak bardzo jest mu ciężko, a oni nie mogą nic zrobić aby mu pomóc. Mogli tylko nie przeszkadzać. Argumenty córki obaliła jednym zdaniem. Czy chciałabyś  aby kiedyś twoje dziecko musiało wybierać między tobą, a ukochaną osobą? Nikt tego nie chce, Halinka też nie chciała, takie stawianie pod murem, nie jest niczym dobrym. Matka jej nawet przykazała, aby była na każde zawołanie Adama , nie męczyła pytaniami, ma być i on ma czuć że ona go kocha. A gdy się wszystko wyklaruje, na pewno jej tego nigdy nie zapomni.
Tak też było, cały świat kręcił się w koło szpitala i chorej matki. Cała rodzina pomagała jak mogła, nawet sceptyczny teść ateista przyjechał i zadbał o ogród, na który  Adam nie miał czasu, ani głowy.
 
Po około 3 tygodniach nastąpiła wielka poprawa. Mężczyzna bardzo się ucieszył gdy zaszedł  rano do szpitala i zastał tam matkę która rozmawiała  z lekarzem. Fakt jej mowa była niewyraźna i bardzo powolna, ale dało się ją zrozumieć i porozmawiać.
Przysiadł na brzegu łóżka, pocałował ją w rękę, a ona pogładziła go po twarzy. Zaczęli rozmawiać, każde jej słowo było wypowiedziane z trudem, ale było logiczne i na czasie.
Pytała o dom, synową, wnuczkę o teściów, o nową posadę syna. Gdy jej powiedział, że teraz jest na urlopie, wziął sobie aby być przy niej, to ją bardzo zmartwiło. Zganiła syna za to, przecież to mu może zaszkodzić, ona tu ma dobrą opiekę.
Widać było że wyraźnie się zmartwiła, jednak syn szybko ją uspokoił, że miał zaległy urlop i nic złego się nie stanie.
I znów zaczęli sobie rozmawiać, jak na początku choroby. Gdy prosiła o jedzenie lub o jakiś przysmak, bardzo się cieszył. Zaraz też przychodziła refleksja, że to syndrom gasnącej świecy.
Jednak zbyt mocno się nad nią nie zatrzymywał, postanowił cieszyć się chwilą, która była im jeszcze dana.
Choć mówienie szło jej coraz lepiej, to jednak było widać jak z dnia na dzień coraz bardziej słabnie.
Ubywało jej sił, a więc Adam wykonywał wszystkie prace przy matce sam. Raz nawet oddziałowa nakrzyczała na pielęgniarki, że migają się od obowiązków. Wtedy stanął w ich obronie, że to nie one nie chcą, ale on ich nie dopuszcza i póki będzie umiał póty sam będzie dbał o matkę. I tak też było, on już nawet nie siedział przy matce, on warował

Tego dnia podczas porannej toalety nie miała już siły podnieść ręki do umycia, później w czasie obiadu zjadła tylko dwie łyżki zupy i też nie chciała jeść. Jedno czego nie odmawiała to był sok bananowy. Adam korzystając z chwili gdy zasnęła, pobiegł do sklepu zrobić zapas, aby miała się czym pokrzepić.
Późnym popołudniem jakby się ożywiła, miała do syna prośbę, aby przyjechały do niej synowa z wnuczką.
Było niemal pewne, że chce się z nimi pożegnać i tego nie mógł jej omówić.
Już po godzinie obie były przy łóżku chorej, patrzyła na nie i uśmiechała się. Jednak jej uśmiech był jakiś inny,taki błogi, z rozanieloną i szczęśliwą  twarzą mimo choroby.  Powiedziała ...tworzycie wspaniałą rodzinę, trzymajcie się zawsze razem, wtedy będziecie nie do pokonania.
Spojrzała na Halinkę i zaczęła mówić jesteś cudowną matką i żoną, dbaj o nich i nie pozwalaj Adamowi się zapracowywać. A swojej mamie powiedz że ją bardzo przepraszam, nie tylko za siebie, za innych też .
Skrzywiła lekko głowę i zwróciła się do wnuczki...Emilko jesteś taka urocza, taka serdeczna i tak bardzo podobna do taty. Gdy patrzyłam jak dokarmiasz zimą zwierzaki to jakbym jego widziała. Masz wspaniałych rodziców bierz z nich przykład, masz dobre wzorce do naśladowanie.
Wszyscy płakali,  dziewczynka szlochała najbardziej, przytuliła się do babci mówiąc , babciu pamiętaj bardzo cię kocham. Łzy popłynęły po twarzy kobiety, delikatnie skręciła głowę w stronę dziewczynki, jakby chciała ją mocniej przytulić, ale nie miała już na to siły.
Inne pacjentki widząc co się dzieje, jedna po drugiej zaczęły opuszczać salę.
Synowa pociągnęła córkę za ramię mówią, chodź nie męcz babci. Teraz mała wtuliła się w ojca i zanosiła się od płaczu.
Uważała że to niesprawiedliwe, kiedy wreszcie poczuła że ma babcię to musi się z nią rozstać.
Matka znów się uśmiechnęła do całej trójki i powiedziała...nie płaczcie, ja wiem że zaraz odejdę, ale jestem szczęśliwa że te ostanie chwile mojego życia było mi dane spędzić z wami. Daliście mi tyle miłości,  nie wiem czy  sobie na to zasłużyłam. Uśmiechnijcie się, chcę was pamiętać radosnych i jeśli po śmierci istnieje jakieś życie to będę zawsze obok was.
Przymknęła lekko oczy, jeszcze chciała coś powiedzieć, ale już nie zdążyła......

Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: wrzesien w 28 Lipiec, 2016, 20:09
Ej! Kto tu kroi cebule??
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: zaocznie wywalony w 28 Lipiec, 2016, 20:16
No, Tazła jest "dobra".
Masz, skubana, "pióro", no sorki, klawiaturę - czyli talent do pisania.
Poważnie, jestem pod wrażeniem.
 :)
A to skubanie - to żebyś w samozachwyt (zasłużony poniekąd) nie wpadła, i pisała dalej - wszyscy czekają i czytają
 8-)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 29 Lipiec, 2016, 17:33
No, Tazła jest "dobra".
Masz, skubana, "pióro", no sorki, klawiaturę - czyli talent do pisania.
Poważnie, jestem pod wrażeniem.
 :)
A to skubanie - to żebyś w samozachwyt (zasłużony poniekąd) nie wpadła, i pisała dalej - wszyscy czekają i czytają
 8-)

  Dzięki, powiedzmy że mam kreatywne paluszki. :D

Obiecuję się nad sobą zacząć zachwycać jak odbiorę pierwszego Pulitzera :D :D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Exodus w 29 Lipiec, 2016, 17:47
Ej! Kto tu kroi cebule??
Ja szybko uciekłem po przeczytaniu ostatnich zdań bo przecież.....T.Love - Chłopaki nie płaczą - prawda? Uciekłem do Jej innego wątku - na 1 stronie
 O tym jednak za jakąś chwilę

 
 
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 29 Lipiec, 2016, 19:05
Adam

Jeśli chcesz osiągnąć to, czego nigdy nie miałeś, musisz robić to, czego nigdy nie robiłeś

   
    Przespała całe popołudnie i wieczór. Adam wiedział że koniec zbliża się wielkimi krokami.
Wiele by dał aby było inaczej, nie było jednak szans na inne  rozwiązanie. I choć to go bardzo bolało, to jednak
oswajał się z tą myślą, że niebawem przyjdzie się pożegnać na zawsze.
Siedział przy łóżku i patrzył na śpiącą matkę, wyglądała tak spokojnie, widać było że nie cierpi.
Patrzył i zaczął się zastanawiać nad ostatnimi słowami matki. Najpierw kazała Halince przeprosić jej mamę za siebie i innych. Kto to ci inni? Kto skrzywdził jego teściową? Był jeden wspólny mianownik, świadkowie Jehowy.
Bardzo dziwne, czyżby w tym ostatnim czasie dotarło do niej, jak bardzo można skrzywdzić innych przez wierzenia?
Chore zasady i ślepe podporządkowanie łamią ludziom  serca, rozbijają rodziny, krzywdzą masę ludzi jawnie i na dodatek powołując się na Boga. Czy będąc ciężko chora była w stanie to pojąć?
A później wspomniała o życiu po śmierci,  przecież  to wbrew ich naukom. Nie dowierzał w to wszystko, ale nijak inaczej nie umiał sobie tego wyjaśnić, analizował jeszcze raz i jeszcze raz. Nie widział innego wytłumaczenia jak to, że pod koniec życia matka zwątpiła w swoją religię.
Czy miała ku temu powody? Czy stało się coś, co aż tak mocno zachwiało jej wiarą?
Odpowiedź znała tylko ona, ona jedna wiedziała co sprawiło, że zaszły w niej takie zmiany. Adam mógł tylko gdybać i analizować w nieskończoność.

Postanowił zadzwonić do rodzeństwa i powiedzieć, że matka jest bardzo słaba i słabnie z godziny na godzinę. Jak chcą  ją zobaczyć jeszcze żywą, powinni się śpieszyć. Do siostry nie dzwonił, nie miał jej numeru, pozostał tylko brat.
Był środek nocy, więc napisał  sms , jak wstaniesz zadzwoń.
Nadszedł ranek, kobieta obudziła się, poprosiła o sok, a później o poranną toaletę. Adam robił to jak zawsze dokładnie, ale teraz jakby wolniej.
Mówił do niej cały czas, sam nie widział co, ale mówił aby mówić. A ona patrzyła na niego i tylko się uśmiechała.
Gdy nakładał jej krem na dłonie i je masował, wyraźnie próbowała go przytrzymać na dłużej.
A więc  mężczyzna się nie śpieszył. Robił to wolno, wręcz celebrował każdy centymetr jej dłoni.
Uśmiechnęła się do niego i powiedziała, wiesz Adasiu urodzenie ciebie to najlepsza rzecz jaka mi w życiu wyszła. Jesteś  prawdziwym darem od losu.
Mężczyzna bardzo się powstrzymywał aby się nie popłakać, nic nie odpowiedział tylko dalej masował  dłonie matki.
Znów zasnęła, a on postanowił skontaktować się z bratem. Niedługo południe a tu cisza, a więc nie miał wyjścia jak sam zadzwonić. Odebrało dziecko, pyta o Pawła gdzie jest? Na co chłopiec  odpowiada, że tata pojechał z wujkiem na zakupy do Poznania. Do Poznania, zapytał zdziwiony? To gdzie jesteście teraz? Chłopiec rezolutnie odpowiedział...u cioci Oli  na urlopie. Nie znał żadnej cioci Oli i niewiele go ona obchodziła. Poprosił malca aby powtórzył ojcu żeby zadzwonił do Adama.

Strasznie się zdenerwował, jego było ciężko wyprowadzić z równowagi, ale teraz aż go trzęsło. Nie mógł zrozumieć, wiedział że matka chora w szpitalu, jest w Polsce i nawet się nie pofatygował aby ją odwiedzić. Jak można być takim sk...?
Nie mógł sobie poradzić z emocjami, najchętniej zadzwoniłby do niego i mu nawrzucał.
Poszedł do pokoju lekarskiego i poprosił o coś na uspokojenie, to uznał  za najlepsze wyjście. Nie ma nad kim się rozpamiętywać, tak brata jak i siostrę na dobre skreślił ze swojej listy.
Tyle zawdzięczali matce, jednemu i drugiemu odchowała dzieci, gotowała obiadki aby mogli pracować. Mieli u niej darmową stołówkę, żłobek, przedszkole a czasem i pralnię. I co teraz? Nawet nie są ciekawi co u niej?
Boją się, że Adam zażąda zmiany w opiece nad chorą i któreś z nich będzie ją musiało zabrać?
Mimo że był bardzo kulturalny to w tamtej chwili gdyby któreś z nich stanęło przed nim, splunąłby im pod nogi.

Przespała obiad, zbliżała się por kolacji. Otworzyła szeroko oczy i zapytała, Adam jaki dziś dzień? Środa, odpowiedział zgodnie z prawdą. A który dzisiaj? Szesnasty, dlaczego pytasz mamo? A która godzina? Kobieta drąży dalej temat. Dochodzi osiemnasta, odpowiedział mężczyzna. Ale dokładnie , która? Mamo jest siedemnasta czterdzieści pięć, odpowiedział. Spojrzała na niego, uśmiechnęła się i powiedziała ...za pięć minut skończysz czterdzieści osiem lat, moje dziecko. Faktycznie, Adam zapomniał że dziś są jego urodziny. Nigdy jakoś specjalnie ich nie obchodził, a teraz w tym nawale w ogóle nie były mu w głowie.
Matka chwyciła go za rękę i powiedziała...życzę ci syneczku abyś w zdrowiu żył długie lata, a gdy zaczniesz niedomagać abyś miał taką dobą opiekę jak ja.
Nie mógł z siebie wydusić ani słowa, przytulił ją mocno do siebie, pocałował w głowę i powiedział dziękuję mamusiu.
To były pierwsze życzenia urodzinowe jakie złożył mu matka. Gdy ją tak trzymał w ramionach, uświadomił sobie jak bardzo ją kocha, jak jest dla niego ważna.
To już nie była kobieta która go urodziła, to była jego mama.....

Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 31 Lipiec, 2016, 20:57
Adam

Ten, kto nie cierpiał, nic nie wie: nie zna ani dobra, ani zła

 Po krótkim ożywieniu znów zapadła w sen. Tak na przemian spała, budziła się zagadała coś sensownego i znów zasypiała.
Spała tak spokojnie, czasem nawet na jej twarzy pojawiał się uśmiech, wtedy i Adam się uśmiechał.
Chwilami jej oddech był tak płytki, że mężczyzna aż nadsłuchiwał czy to aby nie koniec?
Przysnął oparty o łóżko, obudziło go głaskanie po głowie, podniósł głowę, za oknem było już widno. Spojrzał na matkę, uśmiechała się do niego, wyglądała jakby w ogóle nie była chora. Do tej pory zapadnięte policzki jakby się wypełniły, dłonie zrobiły jakieś pełniejsze. Zapytał ...mamo jak się czujesz? Dobrze, synku, dobrze. Chyba czas na poranną toaletę, upomniała się o swoje.

Po skończonych zabiegach, jak zawsze nasmarował ją kremem, przy dłoniach widział, że są one nienaturalnie wypełnione, to opuchlizna. Jednak nic nie komentował, rozmawiali sobie o wszystkim i niczym. Nagle kobieta zapytała, masz jakieś marzenia Adasiu? Mężczyzna chwilę się zastanowił, miał jedno aby żyła jak najdłużej, ale tego jej nie powiedział. Nie chciał aby było to odebrane jakby jej odejście było czymś wyczekiwanym.  Odpowiedział bardzo wymijająco, takie ogólne i przyziemne, zdrowie dla wszystkich. Nic mi więcej mamo do szczęścia nie jest potrzebne.
Wiesz, powiedziała kobieta. Jak byłam młodą dziewczyną  na naszej ulicy mieszkał krawiec, ubierały się u niego najbogatsze panie z całego miasta. Szył pięknie, wystarczyło że ktoś mu przyniósł jakąś gazetę, pokazał zdjęcie co chce i odszył wszystko jak z obrazka. A i sam wymyślał takie stroje, że aż się w głowie kręciło. Miał żonę , która miała przepiękne kreacje, jednak jeden z nich zapadł mi najbardziej w pamięć. To była taka przepiękna lazurowa sukienka z białymi obszyciami, a do tego miała w tym samym kolorze mały kapelusik. Ubierała się tak na większe kościelne uroczystości lub na jakąś  rodzinną imprezę.  Wyglądała jak jakaś królowa. Wtedy jako młoda dziewczyna obiecałam sobie, że kiedyś taką będę mieć. Ale później przyszła proza życia, zawsze ktoś był ważniejszy, jakiś wydatek pilniejszy i nie było mi dane jej sobie sprawić.
Jednak tego widoku nie zapomnę nigdy. Znów się uśmiechnęła, zamknęła oczy i zasnęła.
  Tym razem spała bardzo krótko, obudziła się jakaś wystraszona , rozejrzała po sali i powiedziała...ale mi zimno, Adam wziął od sąsiadki koc i przykrył ją. Chwyciła go za rękę i powiedziała , usiądź tu bliżej. Chwycił ją za rękę, faktycznie miała zimną wręcz lodowatą. Zaczął rozgrzewać ją w swoich dłoniach, ale to niewiele dawało i wtedy zauważył że jej paznokcie robią się sine.
Dreszcz przerażenia przeszedł mu po plecach, wiedział doskonale co to znaczy. Jednak jeszcze mocniej chwycił jej dłoń i zaczął pocierać, chcąc na siłę ją rozgrzać.

Kobieta wbiła w niego swój wzrok i patrzyła tak na syna, jakby chciała napatrzeć się na zapas. Adam coraz bardziej się niepokoił, już nie tylko paznokcie, ale i palce przybierały nienaturalny kolor. Poszedł po lekarza, przyszedł obejrzał pacjentkę i pokiwał tylko głową.
Przyszła pielęgniarka i dała jej zastrzyk. Po chwili ponownie się ożywiła, zaczęła wspominać jak urodziła Adama, jak bardzo cieszyła się gdy po raz pierwszy się uśmiechnął na jej widok, jak zostawiła go z sąsiadką i poszła do sklepu, a gdy wracała on na jej widok, wyciągnął ręce i powiedział swoje pierwsze w życiu słowo mama. Tak go kochała,że  mógłby się udusić od nadmiaru tej matczynej miłości. Był jej iskierką, jej oczkiem w głowie. Jak musiała iść do pracy i zostawić go z babcią, nie było minuty aby o nim nie myślała.
Nagle przestała mówić, zapadła cisza, Adam bał się zapytać, obawiał się że już mu nie odpowie. Lekko poruszył jej ręką, znów na niego spojrzała i poprosiła, połóż się synku koło mnie. Wiedział, że to wbrew szpitalnemu regulaminowi, ale miał to gdzieś.  Ułożył się na  prawym boku, zaraz przy samym brzegu łóżka, zrobił to tak delikatnie jakby się bał, że  ją uszkodzi. Przysunęła do niego spoją głowę a on ją mocno objął i przytulił się do niej.
Jej serce tak mocno biło, wręcz łomotało jakby za chwilę miało wyskoczyć.
Po chwili milczenia kobieta się odezwała...Adaś synku, pamiętaj bardzo cię kocham i nigdy nie przestanę. Jestem z ciebie taka dumna i tak mi przy tobie dobrze. Czuje się tak samo jak kiedyś gdy cię usypiałam.  Mężczyzna nic się nie odezwał, nie był w stanie, tylko przytulił ją jeszcze mocniej do siebie.
Serce wyraźnie osłabło, z każdą minutą było coraz mniej wyczuwalne. Tak bardzo chciało mu się płakać, najchętniej  wył by co sił w płucach, ale nie mógł, musiał się trzymać,aby nie burzyć jej spokoju jaki ją ogarnął.

Przez cały czas pobytu w szpitalu ani razu nie padło słowo o tym co ich poróżniło, nikt do tego nie wracał, bo i po co?
Syneczku jesteś? Zapytała matka, a przecież był, cały czas ją trzymał. Tak mamo jestem, odpowiedział. Adaś synku przepraszam cię tak bardzo cię skrzywdziłam, jesteś w stanie mi wybaczyć, zapytała z ogromnym wysiłkiem? Mamo już dawno ci wybaczyłem. Pamiętasz jak miałem kilka lat i potrzaskałem twój ulubiony wazon, był bardzo drogi. Ty wtedy na mnie nie nakrzyczałaś tylko zapytałaś czy się nie pokaleczyłem. I taką cię pamiętałem, kochałem całe życie. Spod zamkniętych powiek kobiety wypłynęły łzy i zaczęły spływać po jej policzkach. Adam wycierał jedna po drugiej, aż przestały wypływać i wtedy też się zorientował, że serce też nie jest wyczuwalne. Zadzwonił po siostrę, ta zawołała lekarza.  Przyszedł, zbadał i tylko dał znak zamykając oczy. Adam cały czas leżał przy mamie, nawet wtedy gdy ich oddzielono parawanem od reszty sali. Leżał w bezruchu, trzymał ją mocno w ramionach, bał się poruszyć , zrobić jakikolwiek gest jakby obawiał się , że ją obudzi.
Z tego zamyślenia wyrwał go głos córki dobiegający z korytarza, wiedział że teraz musi być silny............
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 02 Sierpień, 2016, 16:32
Adam
W człowieku jest więcej tego, co możemy podziwiać niż tego, czym możemy gardzić.



              Tyle co weszli do domu, przyjechali rodzice Aliny. Nikt nic nie mówił, wszyscy usiedli przy stole w kuchni, nie wiadomo jak długo tak siedzieli. Nie było odważnej osoby, która zabrałaby głos. Pierwszy przełamał lody teść, powiedział, to przykre i bolesne co się stało, jednak nim życie potoczy się dalej, musimy zorganizować pogrzeb. Najlepiej by było zlecić wszytko zakładowi pogrzebowemu, osobiście uważam, że dobrze jest samemu dojrzeć szczegółów. Wszyscy byli jednomyślni, to będzie dobre wyjście w tym momencie.
I znów zapadła cisza,cisza która była wprost nie do zniesienia.
Kolejny raz teść zabrał głos, Adam chodź jedziemy, mam znajomego w zakładzie pogrzebowym, solidna firma, można im zlecić wykonanie.
Do Adama nic nie docierało, siedział i patrzył ślepo w ścianę,zaś Emilka stała obok i głaskała go czule po głowie. Starszy mężczyzna podszedł do zięcia, chwycił go za ramię i ponowił swoją propozycję, chodź jedziemy. Ten wstał, ubrał się i pojechali.
Dziewczynkę  przylgnęła do matki i zapytała. Mamusiu czy tatuś już zawsze będzie taki smutny? Nie kochanie,dopowiedziała Alina, teraz jesteśmy wszyscy smutni, a tatuś najbardziej bo to jego mama umarła. Wszyscy potrzebujemy czasu aby się z tą stratą oswoić. Później też będzie nam jej brakować, ale już tak bardzo nie będziemy się martwić tym odejściem.
Matka widziała jak wiele kosztują córkę te słowa, musiała jakoś przekazać dziewczynce bolesną prawdę, przekazać tak aby jej nie zlekceważyć, a zarazem nie przerazić dziecka.
Wzięła wnuczę za rękę i powiedziała, chodź skarbie pójdziemy coś zrobić do jedzenia, tata z dziadkiem wrócą, na pewno będą głodni.

    Po kilku godzinach ojciec wrócił sam, zięć wysiadł na jednym ze skrzyżowań gdy wracali już do domu, powiedział że coś musi załatwić. Na pytania córki i żony ale co i gdzie? Tylko wzruszył ramionami, wiedział tyle co one.
Ogólnie wszystko było dogadane, pogrzeb miał się odbyć za trzy dni, na cmentarzu komunalnym i miał mieć charakter świecki.
Było późne popołudnie, jak Adam wrócił do domu, nie chciał z nikim rozmawiać, zamknął się w pokoju matki.
I pewnie by tak siedział i siedział, jednak przyszły dwie znajome matki, żona poszła go zawołać. To co zobaczyła po otwarciu drzwi, odebrało jej mowę, ten potężny, silny, odważny mężczyzna leżał skulony na łóżku i ściskał sweter matki. Płakał, a raczej szlochał, nie wydawał  z siebie żadnego głosu, szarpały nim tylko jakieś drgawki, a łzy zalewały mu twarz.
To znaczyło, że dusił wszystko w sobie, nie chciał aby go było słychać. Wycofała się, przyszła do kobiet i powiedziała co zastała w pokoju teściowej. Obie jak na komendę najpierw spojrzały na siebie, a następnie wstały i poszły do niego.
W pokoju nadal panowała cisza, gospodyni nie dawało spokoju co tam się dzieje, znów po cichu otworzyła drzwi.
Widok jaki tam zastała, spowodował że łzy jak strumienie popłynęły z jej oczu. Pani ex klęczała przy łóżku i trzymała Adama  za rękę, pani świadek siedziała obok i głaskała go  po głowie, cała trójka płakała.
Alina nie odważyła się im przeszkodzić, zamknęła  po cichu drzwi i zasiadła przy stole, czekając aż wyjdą.
Gdy w końcu opuścili pokój , było już ciemno. Adam dał kobiecie która nadal była świadkiem Jehowy, numer telefonu do brata. Sam nie chciał z nim rozmawiać, a raczej wiedział że znów od niego nie odbierze.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: feminin w 04 Sierpień, 2016, 16:48
Dawaj cioteczka bo nie ma przy czym płakać ;)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 04 Sierpień, 2016, 18:12
Dawaj cioteczka bo nie ma przy czym płakać ;)

  Mówisz i masz. :D

 Adam


Charakter ludzi można poznać po towarzystwie, jakim się otaczają.


   Dzień ostatniego pożegnania przywitał wszystkich piękną słoneczną pogodą, choć od tygodnia ciągle padało, ten dzień był prawdziwą niespodzianką.
Adam wraz z bliskimi pojechał trzy godziny wcześniej niż był zaplanowany pogrzeb. Chciał jeszcze chwilę postać przy trumnie w samotności, nim zaczną się schodzić ludzie.
Na jakieś specjalne tłumy nie liczył, ale na najbliższych znajomych zawsze.
Gdy zaszli do domu pogrzebowego, właśnie wyprowadzano inne zwłoki. Rozejrzał się po zgromadzonych, było ich naprawdę sporo. Pomyślał sobie, żeby choć do mamy przyszła połowa tego.
 Po chwili wyszedł z budynku pracownik i powiedział, że można wchodzić. Przekroczyli jego próg , w otwartej trumnie leżała starsza pani ubrana w przepiękny lazurowy komplecik z białymi wykończeniami, na głowie miała stroik w tym samym kolorze. Zaś na  nogach biszkoptowe pantofle ze złotą aplikacją.
Synowej odebrało mowę, wyglądała tak pięknie, twarz miała taką spokojną,  jakby tylko na chwilę przysnęła w czasie jakiejś rodzinnej imprezy. Wzruszyła się tak bardzo, łzy jak grochy spływały jej po twarzy. Mąż widząc to objął ją ramieniem i mocno przytulił. Szepnęła mu do ucha, już wiem dlaczego mnie pytałeś jaki to kolor ten lazurowy.
Adam pocałował ją w skroń i powiedział, to było jej marzenie od kiedy tylko miała naście lat.
Kobieta doskonale wiedziała, że przy takim mężczyźnie nic jej nie grozi, może na niego zawsze i wszędzie liczyć.
  Co chwilę ktoś wchodził i wychodził,każdy miał takie samo zdanie, że kobieta wygląda przepięknie, jeżeli można tak to nazwać.
Adam im się nie przyglądał, dochodziły go tylko głosy, pojedyncze słowa. Był wpatrzony w matkę, co jakiś czas coś jej poprawiał, albo trzymał ją za rękę.
Nagle ktoś zaszlochał, moja kochana mamusiu, już cię nie ma. Spojrzał w kierunku drzwi, to jakaś kobieta , obok niej stał postawny mężczyzna. Nie widział ich od bardzo dawna, ale był pewien, to było jego rodzeństwo.
Odstawiali jakąś szopkę, nie miał ochoty tego oglądać, pocałował matkę w czoło i wyszedł przed budynek.
Gdy po kilku minutach  wyszli na zewnątrz, Adam ponownie wszedł do środka. Po pewnym czasie, podszedł do niego teść i powiedział że przyszła grupa ludzi, którzy chcieli rozmawiać z kimś decyzyjnym z rodziny. Brat z siostrą się zgłosili, że oni są tymi osobami i coś tam wspólnie uzgadniają.
Mężczyzna wyszedł na zewnątrz aby rozeznać się w temacie.
Dwóch mężczyzn z rozłożonymi papierami ewidentnie się do czegoś szykowało.  Podszedł do nich i zapytał, a panowie co mają tu zamiar robić? Odpowiedzieli mu, że zmarła była ich siostrą czyli  świadkiem Jehowy i w takim obrządku będzie odbywał się pogrzeb.
W Adamie aż zawrzało. Pyta się , co, był  waszą siostrą? A gdzie byliście przez ostatnie lata jak niedomagała, jak potrzebowała wsparcia? Teraz sobie o niej przypomnieliście, aby się pokazać jacy jesteście zorganizowani?
Jeden z mężczyzna odparł, że wiedzą iż jest jej synem ale oni są tu za zgodą córki i syna którzy też są świadkami Jehowy.
Tego było już za wiele, żeby nie miejsce to Adam by ich wyprowadził stamtąd za krawaty. Zapytał zgromadzonej grupki, a gdzie była ta córka i syn jak trzeba było matce smarować odleżyny, karmić albo zmieniać pampersy? Teraz są? Teraz to oni nie mają żadnych praw.
Reprezentanci śJ byli nieugięci, zwrócili się do Adama aby im nie przeszkadzał. Już nie miał ochoty na dalsze przepychanki z bezczelną postawą tych ludzi.
Odparł głosem nieznoszącym sprzeciwu, ten pogrzeb będzie miał charakter świecki, kto ma ochotę i życzenie uczestniczyć w tej uroczystości serdecznie zapraszam. A jeśli ktoś spróbuje zakłócić spokoju lub sprzeciwić się mojemu postanowieniu, wezwę ochronę cmentarza.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: trzynastka w 05 Sierpień, 2016, 18:12
Tazła proszę Cie wydaj książkę! Pierwsza będę stała w kolejce po nią!


Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 06 Sierpień, 2016, 16:23
Tazła proszę Cie wydaj książkę! Pierwsza będę stała w kolejce po nią!



 Dzięki, chyba faktycznie muszę gdzieś wysłać trochę tych moich wypocin może kogoś zainteresuje.

Jednak muszę być z Wami uczciwa, to co tu wklejam to są kawałki, dosłownie wyrwane z całości. Jest tego trochę więcej niż historia z matką, choć na niej to wszystko się opiera. Wątki są bardziej rozwinięte i na pogrzebie historia się nie kończy.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 06 Sierpień, 2016, 16:59
Wątki są bardziej rozwinięte i na pogrzebie historia się nie kończy.

Znaczy się w opowiadaniu uwzględnione jest również zmartwychwstanie?  ;D ;D ;D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Światus w 06 Sierpień, 2016, 17:28
Wiem, że wtrącanie się autorowi do tekstu to zły pomysł ale...
1. Po około 3 tygodniach nastąpiła wielka poprawa.
Po czym bohaterka powoli umiera.
Może wyciąć wielką i zastąpić ją chwilową?
lub
Po około 3 tygodniach nastąpiła poprawa. - tekst - Niestety, wkrótce okazało się, że poprawa była krótkotrwała.

2. Wszystko kręciło się w koło szpitala.
Co Ty na wokół?  :)

Wiem, jestem łajdakiem, nieznającym się na prawdziwej sztuce  :P
A opowiadanie b. ciekawe  :) Gratuluję talentu.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 06 Sierpień, 2016, 17:54
Światus luz, nim pójdzie to w daleki świat, pierw dam to profesjonalistom do przeglądu.
Forumowi eksperci i doradzcy  mogą spać spokojnie. :P
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 06 Sierpień, 2016, 18:57
Adam


Szybka decyzja zwykle świadczy o czujnym umyśle.


    Po tych słowach poszedł dalej stać przy trumnie razem z rodziną.
Świadkowie coś się po naradzali i jak grupą przyszli tak odeszli, może poza kilkoma niewielkimi wyjątkami, którzy postanowili zostać.
Pogrzeb przebiegł bez zakłóceń, trumna wprost tonęła w kwiatach. Adam już nie miał siły płakać, stał nad grobem ze swoimi dziewczynami. Patrzył na kwiaty i się zastanowił, skąd ich aż tyle? Spojrzał przed siebie tłum ludzi, za jego plecami to samo. W ogóle w koło była masa ludzi.
Widział sąsiadów obecnych i dawnych, studentów aktualnych i tych z przeszłości. Koledzy z uczelni, dziekan, dawni znajomi z fabryki, z którymi nadal utrzymał kontakt, kolega, który mu kiedyś pożyczał spodnie i buty na pierwszą wizytę w domu teściów. I jego siostra, która po ojcu przejęła zakład krawiecki i teraz uszyła piękną lazurowa garsonkę, zarywając całą noc.
Mógł tak wyliczać i wyliczać, a i tak pewnie by kogoś pominął.
Ci wszyscy ludzie byli jak balsam na jego obolałe serce, choć przyszli do jego matki, to tak naprawdę byli tu także dla niego.
Dzięki temu, jaki był dla innych, co sobą reprezentował, ogólnie jakim był człowiekiem, oni teraz wystawili mu świadectwo.
Z tej zadumy wyrwała go córka, tatuś chodź idziemy, już wszyscy poszli. Faktycznie, spojrzał a nikogo już nie było, tylko on i najbliżsi oraz dwie panie, które teraz były bardzo blisko Adama i jego rodziny. Mógł na nie zawsze liczyć, o każdej porze dnia i nocy.

Wyszli przed cmentarz, tam stały małe grupki ludzi oraz jego rodzeństwo. Siostra zawsze była pyskata i wygadana, to ona go zawołała, Adam chodź, musimy pogadać. Nie miał ochoty na rozmowę z nimi, ale podszedł. Ta zaatakowała z grubej rury, po mamie zostało mieszkanie, co z nim? Jeśli masz zamiar je zatrzymać, musisz nas spłacić. Nawet nie miał siły się zdenerwować, odpowiedział tylko, dalibyście dziś spokój. Mieszkanie było niewiele warte i w ogóle mu na nim nie zależało, a niech sobie wezmą, często powtarzał do żony.
Siostra nie odpuszczała, wyrzuciła z siebie potok słów, co chwilę powtarzając, należy mi się, należy się nam.
Tytuł: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: feminin w 06 Sierpień, 2016, 19:07
Coz za "kochana" siostra...
Aby w tym dniu o tym wspominac, trzeba miec tupet
Z checia "nakopałabym" jej do tyłka
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 06 Sierpień, 2016, 19:22
Adam to niezwykła osoba, z pewnością można Go postawić jako wzór do naśladowania.
Dzięki Twojemu opowiadaniu, stał się nieodłączną częścią forum, jedną z bardziej wyrazistych postaci.

Co do siostrzyczki, szkoda słów, nerwów. Wieczna postawa roszczeniowa 'należy mi się', 'ma być jak JA chcę', a gdzie obowiązki, zwykłe człowieczeństwo?
Jakiś czas temu w internetach było modne powiedzenie: 'świat dzieli się na ludzi i taborety', to za proste, nawet taborety są przydatne.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 06 Sierpień, 2016, 20:13
A tu urywek innej historii, spisanej przez życie pod dyktando organizacji.


   Usłyszał jeszcze, kilka przykrych słów pod swoim adresem i to go tylko utwierdziło w przekonaniu, że nic tu po nim.
Zabrał swoje rzeczy, zostawił klucze w przedpokoju i wyszedł.
To nie był bunt rozkapryszonego nastolatka, to nie było na złość matce, to była chęć życia. Życia tak jak się chłopakowi marzyło od wielu lat. Chciał dostać prezent od Mikołaja, choć raz móc zdmuchnąć świeczki z urodzinowego tortu, albo podarować matce prezent z okazji jej święta.
To co dla innych było normą, dla niego było w sferze marzeń, które teraz miały szansę się spełnić, poza jednym, podarunkiem na dzień matki. Pewnie by go wyrzuciła, tak samo jak, wtedy gdy chodził do przedszkola i przyniósł jej laurkę.
Nawymyślała mu i postraszyła gniewem Jehowy, a pracę na jego oczach potargała i wrzuciła do kosza.
Już więcej się nie odważył jej zrobić takiej niespodzianki, nawet jak namalował to chował głęboko w plecaku, aby czasem nie znalazła.

    Szedł przed siebie i tak się zastanawiał, a może faktycznie spotka go gniew ze strony Boga? Posypią się na jego głowę nieszczęścia i sam nie da sobie rady? A zły szatan tylko będzie go dodatkowo napiętnował? Wszyscy się od niego odwrócą, nikt nie zechce przyjaźnić, bo będzie jakiś pechowy?
Robiło się coraz później, zaczynał padać deszcz, nie było innego wyjścia jak iść przenocować na dworzec kolejowy.
Tam spędził swoją pierwszą noc poza domem. Rano obudził go komunikat płynący z głośników, pamięta był to pociąg z Katowic do Łodzi Fabrycznej. W dworcowej toalecie trochę się ogarnął i poszedł do pracy. Tak minęło kilka dni.
Po cichu liczył, że matka zacznie go szukać, w końcu robiło się zimno a ona nawet nie miał ciepłej kurtki.
Spał na dworcowej ławce, było mu bardzo zimno, pewnej nocy poczuł, że ktoś go przykrywa. Spojrzał, to była jakaś bezdomna, która też tam przebywała, widząc jego zaskoczenie powiedziała, śpij, śpij chłopcze ja mam jeszcze palto. Pewnie jeszcze niedawno brzydziłby się takim okryciem, ale wtedy był bardzo wdzięczny kobiecie.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 07 Sierpień, 2016, 16:37
Adam to niezwykła osoba, z pewnością można Go postawić jako wzór do naśladowania.
Dzięki Twojemu opowiadaniu, stał się nieodłączną częścią forum, jedną z bardziej wyrazistych postaci.


    Adam to bardzo skromny człowiek " choć wykształcony". Nie ma w sobie nic z nadętego profesora, przemądrzałego naukowca. Rozmawia z ludźmi tak, aby każdy zrozumiał, nie używa słów ani zwrotów, których jego rozmówca może nie rozumieć. Kiedyś jego żona się śmiała, że czasami nadrabia drogi słownej, aby ani jedno słowo nie zostało źle odebrane lub niezrozumiane. Choć jest bardzo wymagający względem studentów, to jest także wyrozumiały i ludzki. To, co teraz napiszę, nie usłyszałam od niego, ale jego żony.

    Zaliczenia, jak zawsze kosił równo. Z daleka wyczuwał obiboków i kombinatorów, cenił sobie uczciwość i szczerość. Kuse stroje też na niego nie działały, patrzył na taką pannę, uśmiechał się do niej i mówił, ładne masz nogi, albo dekolt, ale przyjdź jak się nauczysz wtedy będziesz mieć komplet. Starsi studenci to wiedzieli i nie kombinowali, ale pierwsze roczniki próbowały coś ugrać. Kiedyś w czasie takich żniw, połowa grupy oblana, wchodzi do gabinetu student, Adam wyciąga rękę po indeks, chłopak mu daje i próbuje coś powiedzieć. Ten daje znak, aby był cicho, wpisuje mu dostateczny i każe wołać następną osobę. Chłopakowi odebrało mowę, ale wyszedł wolał chyba o nic nie pytać, aby czasem się nie rozmyślił. Od tamtej pory pamiętał chłopaka z imienia, zawsze się do niego zwracał Kubuś. Na trzecim roku po zajęciach, gdy wszyscy wyszli podszedł do Adama i pyta, panie profesorze pamięta pan kiedyś dostałem od pana dostateczny, choć na nic nie odpowiadałem, dlaczego wtedy pan mnie potraktował ulgowo? Uśmiechnął się do niego i mówi, co nie daje ci spokoju, skąd u mnie taki gest? Chłopak nie ukrywał, że tak i to bardzo. A więc kazał mu usiąść i zaczął opowiadać. W tamtym czasie odwiedzaliśmy z żoną jej kuzynkę w szpitalu, idąc korytarzem widzieliśmy cię jak się kimś opiekujesz. Później powiedziałem do kuzynki, że w sali obok widziałem swojego studenta przy czyimś łóżku. Powiedziała, że się opiekujesz babcią i spędzasz przy niej całe popołudnia, a czasem i wpadasz rano przed uczelnią. Gdyby to było zaliczenie z etyki dostałbyś bardzo dobry. Byłbym ostatnim draniem jakbym cię oblał mając tę wiedzę. Zapytał co u babci, oczywiście miewała się świetnie. Chłopak był jej to winien, wychowała go od małego, ojca nie znał, a matka poszła w Polskę, mieli tylko siebie.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 07 Sierpień, 2016, 19:46
Rodzina to nie przyjaciele, nie możesz jej sobie wybrać


      Nagle jak spod ziemi obok Adama wyrosły obie kobiety, gaduła powiedziała, nic wam się nie należy, tu macie dokument na to, że
mieszkanie zostało przejęte za długi. Chyba że macie ochotę spłacić i wtedy możecie je sobie wziąć.
Siostra z bratem nerwowo przeglądali dokument, o którym Adam nie miał bladego pojęcia. Co to za dokument, co to za dług? Stał i patrzył na kobiety jak oniemiały. Pytania kłębiły się w jego głowie, próbował o coś pytać, ale został uszczypnięty w plecy. Zrozumiał, że ma być cicho, a więc stał i biernie przyglądał się jak jego rodzeństwo się miota.
Siostra ze złością rzuciła papierami w brata i oboje się oddalili.
Adam wraz z żoną zaprosili na mały poczęstunek kilka osób, były tam także obie kobiety. Gdy wszyscy lekko ochłonęli, zapytał panie, co to znaczy z tym długiem?
Wtedy wyjaśniły mu, że wiele godzin spędziły z jego matką na rozmowach, była świadoma, że go bardzo skrzywdziła, kiedyś skreśliła i była przekonana, że dwójka jej dzieci będzie dla niej prawdziwym wsparciem. Że to, co robiła nie tylko podobało się Bogu, ale on wręcz tego od niej oczekiwał. Zawiodła się tak na dzieciach, jak i na braciach, czuła się wręcz oszukana. Bardzo nad tym ubolewał i gdy widziała Adama czuła się strasznie. Bolało ją, że mimo jej podłości, on się od niej nie odwrócił. Chyba byłoby jej lżej, gdyby Adam choć trochę jej dopiekł, a on był zawsze szlachetny i oddany, ani słowem nie wspomniał o przeszłości i krzywdzie, jaka go spotkała. I choć nie ma na świecie rzeczy, która by mu to wynagrodziło, to matka chciałaby coś zrobić.

I wtedy wspólnie we trzy wpadły na szatański pomysł. Gaduła poszła do prawnika, ten doradził jak to załatwić, aby miało ręce i nogi. Później przyszedł do szpitala, sporządził pismo, że Adam pożyczył matce pieniędzy na leczenie, czego świadkami były obie kobiety. Teraz nie ma mu skąd zwrócić i w ramach rozliczenia przekazuje mu mieszkanie, które i tak nie pokryw całego długu.
Adam się uśmiechnął i powiedział, ech szalone kobity.
Na co te mu odparły, nie było ich tyle lat, nie obchodziła ich matka, przyjechali na pogrzeb, szlochali nad trumną i co należy im się po 1/3 mieszkania każdemu? Sprawiedliwość musi być.
Nieźle to sobie obmyślały, już teraz wiedział co szeptały sobie do ucha, a jak podchodził bliżej milkły. Tego ani Adam, ani nikt z jego bliskich się nie spodziewali. Miał świadomość, że gdyby rodzeństwo zaczęło dochodzić swoich praw w sądzie, pewnie by coś by ugrali. Ale póki co odpuścili, chyba uznali, że mieszkanie nie jest warte zachodu, aby się ciągać po sądach.

Na poczęstunku była także jego kuzynka, jedyna córka, jedynej siostry matki. Latami siedziała za granicą, a gdy przyjeżdżała do Polski to tylko na chwilę, na Adama nie było już czasu. Teraz wróciła na dobre do kraju i mogli, choć w części nadrobić stracone lata. Dzień pogrzebu nie był odpowiedni do poruszania niektórych zagadnień, a miał do niej wiele pytań. Była od niego starsza o dziesięć lat, na pewno pamiętała jego ojca i wiedziała coś na ten temat. Dla jego matki to był temat tabu, nigdy go nie poruszała, a wręcz nie wolno było o niego pytać. Czasem w złości tylko krzyczała jesteś taki sam jak twój ojciec. Basia była szansą, choć na częściowe rozwikłanie rodzinnej zagadki. Sam kiedyś próbował odszukać ojca, ale nie  dowiedział się nic szczególnego. Liczył że ojciec kiedyś go odszuka, lata mijały i nic się nie działo, a więc zostawił temat w spokoju.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 09 Sierpień, 2016, 19:45
Ania


                 Jak każde dziecko wychowane w religii śJ przez ortodoksyjnego rodzica miała wpajane zasady, czasem absurdalne, czasem niedorzeczne, a czasem też nieludzkie. Do dziś pamięta słowa matki o tym, że wszyscy zginą, dziewczynka się bała, ale także chciała przypodobać matce, a jakby się podobała jej to pewnie i Jehowie. Kiedyś była z koleżanką w sklepie, stały w kolejce i wtedy koleżanka wyciągnęła przez pękniętą szybę dwa cukierki. Po wyjściu ze sklepu, chciał się swoją zdobyczą podzielić z Anią. Dziewczynka mimo ogromnej ochoty na cukierka, do dziś pamięta, że była to kakaowa krówka, kategorycznie odmówiła. Tamta nalegała, ale ona powiedziała, że nie, to kradzione a ja nie chcę mieć grzechu i umrzeć w armagedonie. Zdziwiona towarzyszka Ani zapytała, umrzeć można za cukierka? Odparła zgodnie z tym, co jej wpajano, a może jak sama to rozumiała, że tak, można umrzeć. Dziewczynka położyła cukierki na najbliższym murku i zaczęła dopytywać, a czy jak nie zjadłam to też mam grzech? Tego Ania nie widziała, obiecała zapytać matki. Po powrocie dumna z siebie, opowiedziała wszystko matce i zgodnie z obietnicą zapytała o losy koleżanki. Matka jak bezlitosny robot powiedziała, a co że nie zjadła, ale ukradła i to się liczy, ma grzech. Dla dziewczynki było to jednoznaczne z zagładą w armagedonie, poszła i powiedziała to koleżance, która czekała na nią na podwórku. Tamta się rozpłakała, że ona nie chce umierać, ona nie wiedziała, że już więcej nie będzie. Chwyciła Anię za rękę i prosiła, zrób coś, abym nie umarła, ja nie chcę. Dziewczynka patrzyła na koleżankę i nic a nic nie było jej żal szlochającej koleżanki, była tak z siebie dumna, że była taka dzielna, mądra i teraz matka też jest z niej dymna. Gdy na najbliższym zebraniu, rodzicielka pochwaliła się, jakie ma mądre dziecko, wszyscy chwalili, jaka ona mądra i jak Jehowa jest z niej dumny. Tylko nikt się nie zastanowił co czuła, jak cierpiała koleżanka? Przerażona wiedząca, tylko że umrze, nie wiedząc co to ten armagedon i skąd tak wielka kara za dwie krówki? Przez najbliższe kilka dni, Ania była dumą matki, do czasu aż znów czymś nie podpadła i to teraz ją straszono armagedonem.

Po latach jako dorosła kobieta bardzo się wstydzi tego pastwienia, na samą myśl, że była tak okrutna i bezlitosna nad nieświadomą koleżanką, chce jej się płakać. To nie jest nawet wstyd, to jest żal do samej siebie, że w tak bezlitosny sposób znęcała się nad dziewczynką. A dorośli? Jak mogli się tym zachwycać, dlaczego nikt jej nie wytłumaczył, że to nie tak działa?
Cóż oczekiwać od „nauczycieli” gdzie jeden skończył ledwo podstawówkę, a drugi miał niepełne podstawowe, przecież to nawet czytanie ze zrozumieniem może być problematyczne. Dziś może powiedzieć, jacy pasterze taki owieczki, a raczej barany.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Fox w 11 Sierpień, 2016, 10:18
Kiedy jeszcze jedynie obserwowałem to forum czytałem Twoje historyjki, jeszcze w innych wątkach. Zwłaszcza, że od pierwszej chwili kupiłaś mnie historią swojego nicka. Sam miałem podobną sytuację, więc aż się uśmiechnąłem. Teraz z przyjemnością nadrabiam ten temat. Choć w sumie ciężko mówić o przyjemności, bo sporo rzeczy o których piszesz mnie przeraża, zwłaszcza jeśli są dla mnie aż nadto znajome. Ale wiesz o co chodzi. :)
W każdym razie - intensywnie nadrabiam i te historie, które już wcześniej czytałem i te nieznane.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Baran w 11 Sierpień, 2016, 10:21
I Avatary jakoś podobne ;) Drapieżne stworzenia ;)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 11 Sierpień, 2016, 11:14
Kiedy jeszcze jedynie obserwowałem to forum czytałem Twoje historyjki, jeszcze w innych wątkach. Zwłaszcza, że od pierwszej chwili kupiłaś mnie historią swojego nicka. Sam miałem podobną sytuację, więc aż się uśmiechnąłem. Teraz z przyjemnością nadrabiam ten temat. Choć w sumie ciężko mówić o przyjemności, bo sporo rzeczy o których piszesz mnie przeraża, zwłaszcza jeśli są dla mnie aż nadto znajome. Ale wiesz o co chodzi. :)
W każdym razie - intensywnie nadrabiam i te historie, które już wcześniej czytałem i te nieznane.

  To ja się teraz uśmiechnęłam i to tak serdecznie :)

To fajnie, że mimo przykrych doświadczeń , człowiek odnajduje w kimś bratnią duszę, żeby nie powiedzieć ,,swoje odbicie".
Tematy nie są lekkie, ale czy życie jest lekkie? Na pewno nie zawsze. Ja mimo żalu i drogi jaką przeszłam jestem wdzięczna losowi za swoje życie. A dlaczego? Ponieważ jestem o tyle mądrzejsza,  doświadczona i patrzę na świat nie przez różowe okulary, ale przez filtr zwany empatią.

   Nie tak dawno zadzwoniła do mnie pani z drugiego końca Polski i chciała mnie zaprosić na jakieś spotkanie...gadka gadka i jak się zgodzę ona moją kandydaturę przekaże starszym i zgłosi się do mnie ktoś z mojego terenu.
Już ją miałam ,,pogonić" , ale tyle szczerości , przekonania było w tej kobiecie. Była prosta, serdeczna  taka prawdziwa, ona naprawdę głęboko wierzyła w to co mówiła.

Odpuściłam jej, zaczęłam z nią rozmawiać jak ,,laik" ale coś tam kumający. Zadawałam pytania, czasem kłopotliwe, czasem głupkowate aby rozładować atmosferę. Zawsze próbowała mi odpowiedzieć, przekonać, a jak nie wiedziała lub za daleko zabrnęła mówiła, wie pani nie wiem.
Już ją nie chciałam naciągać na koszta, ale miała jakiś darmowy pakiet, chciała rozmowy, widać potrzebowała kontaktu z człowiekiem. Później kazało się , że jest chora i siedzi teraz w domu.
Ja musiałam wracać do obowiązków, zaczęłam kończyć pogaduchy. Kobieta na koniec zapytała, czy może jeszcze kiedyś do mnie zadzwonić, tak żeby sobie pogadać bez religii? Odpowiedziałam, że jasne. Dodała na ,,odchodne", że coś we mnie jest co ją do mnie dziwnie ciągnie.
Zaśmiałam się i odparłam, że może odbieramy na tych samych falach. Dobrze, że nie wiedziała kim ja naprawdę jestem . :D

I Avatary jakoś podobne ;) Drapieżne stworzenia ;)

 Znasz kawał....zagląda zajączek do lisiej nory i pyta...ojciec w domu? Nie, odpowiadają maluchy. Matka w domu? Nie, pada odpowiedź. Na co szarak, a chcecie w te rude pyski? :D :D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Fox w 11 Sierpień, 2016, 11:31
Mam podobnie. Oczywiście przechodziłem przez etap frustracji i złości na swoje życie, ale teraz koniec końców nie żałuję. Sporo mnie to wszystko nauczyło, miało jakiś wpływ na to kim jestem teraz, więc wyszło na plus. Czyli mogę się wszystkimi łapami podpisać pod tym co piszesz. :)

Świetna historia. Aż szkoda tej kobiety. Chyba większość Świadków, a przynajmniej tych... "normalniejszych"(?), ma ten problem, że chciałoby z kimś porozmawiać tak normalnie, po ludzku i bez religii.
Ciekawe czy znajomość się rozwinie. :)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 12 Sierpień, 2016, 17:04
 
  Co nas nie zabije, to nas wzmocni...a może...tyle wiemy o sobie na ile nas sprawdzono.
Tak jedno jak i drugie świetnie się sprawdza. Choć mam to za sobą i warto było przejść tą drogę, to jednak jak pomyślę o tych co są na początku drogi, jest mi ich żal, że czeka ich wiele przykrości i rozczarowań.

Mimo wszystko z tym wychodzeniem jest jak z chorobą, zastrzyki, gorzkie leki, przykre zabiegi, a później tylko lepiej.


Co do kobiety, chciałabym aby zadzwoniła i obiecałam sobie, że wcale jej sobą nie będę straszyć. :D
A może wyzdrowieje i zapomni o mnie, rzuci się w wir głoszenia bardziej twarzą w twarz.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 14 Sierpień, 2016, 13:26
Adam


    Pospolite nazwisko, równie popularne imię nie było ułatwieniem w poszukiwaniu ojca. Kiedyś gdy  jako młody chłopak zaczął go szukać, osób o takich danych, imionach rodziców było ich tysiące. Takie były czasy, imiona przechodziły z ojca na syna i nie były zbyt wyszukane.

        Po kilku rozmowach z Basią był o wiele bardziej ukierunkowany w tych działaniach. Postanowił najbliższe wakacje przeznaczyć na poszukiwania, zabrał więc swoją rodzinę i ruszyli w Polskę. Chodzili po urzędach, kościołach przeszukiwali przeróżne archiwa i nic. Niby mieli kilka adresów, ale wszystko to były niewypały. Albo ktoś był za młody, albo nie miał nigdy żony, albo też miał jedną od samego początku.
U jednej takiej rodziny zatrzymali się na dłużej, okolica była piękna, gospodarze mieli pokoje na wynajem, a więc grzech byłoby nie skorzystać.

Gdy następnego dnia, poszli zwiedzać okolicę, córkę bardzo zainteresował staw, po którym pływało stado gęsi, takich zwykłych domowych. Było z nimi stadko małych żółciutkich gąsek i to właśnie one przykuły uwagę Emilki.
Gdy podeszli bliżej, zobaczyli siedzącego na brzegu starszego mężczyznę, który na ich widok uśmiechnął się i zapytał. A co panieneczka pierwsze widzi małe gąski na żywo? Odparła, że tak, a że była z nimi zachwycona, bardzo szybko zaczęła rozmawiać z mężczyzną, zalewać go potokiem pytań, na co ten cierpliwie odpowiadał. Adam nie miał wyjścia, jak tylko przyłączyć się do rozmowy. Gdy córka poszła karmić gęsi, ten zapytał, państwo letnicy z daleka? Odpowiedział mężczyźnie i tak jakoś od słowa do słowa przeszli do celu ich podróży.
Adam naszkicował, jak i dlaczego ta ich podróż tak  wygląda. Mężczyzna zmarszczył brwi, zsunął swój znoszony beret z antenką na czoło, podrapał się w tył głowy i powiedział. Wie pan co, ja bym sobie darował te urzędy, bo na razie nic pan nie znalazł. Jest kilka miejscowości, trzeba do nich jechać i popytać ludzi, najlepiej tych, co siedzą pod sklepem, jak ja pilnują zwierzyny, albo siedzą na ławeczkach przed domem. To jest najlepsze źródło informacji.
I niech pan nie pyta wprost o nazwiska, to ludzi zniechęca, stają się nieufni czują się przesłuchiwaniu. Pierw się pan przedstawi i powie, że szuka ojca lub jego rodziny. Jest pan miastowy, gładki i wzbudza zaufanie, umie gadać z ludźmi, da pan radę.

 Adam uśmiechnął się na te dziwne komplementy, ale w tym, co mówił jego rozmówca, był sens. Jeszcze chwilę pospacerowali i wrócili do kwatery, aby zabrać rzeczy i ruszać dalej w drogę.
Opowiedział żonie o spotkaniu z mężczyzną, też była zdania, że to brzmi sensownie. Jednak nie ma co zabierać swoich rzeczy, pierwsza miejscowość jest niecałe dwadzieścia kilometrów, można śmiało ją objechać i wrócić na noc. Po co się tułać po okolicy i szukać nowego lokum? Przyznał żonie rację, powiedzieli gospodyni o swoich planach i ruszyli w drogę.

Dotarli do małej rolniczej miejscowości, było południe, a więc ci, co nie pracowali w polu byli w domu ze względu na porę obiadową. Upalna pogoda, też nie sprzyjała wysiadywaniu na dworze, każdy szukał cienia i co chłodniejszych pomieszczeń. Zajechali pod sklep, tu też pustki. Wysiedli i poszli kupić coś do picia. Ekspedientka ze sklepu, widząc przybyszów zaraz zagadała i zaczęła pytać, skąd są i czy daleko jadą. Widać, że była ciekawska i wścibska, a co za tym idzie mogła być niezłym źródłem informacji.
Już wyszli na zewnątrz, jak Adam postanowił się wrócić i zapytać. Pani dobrze zna ludzi z tej miejscowości? O tak, opowiedziała kobieta, urodziłam się tu i wychowałam, całe swoje życie tu spędziłam, znam ją jak mało kto. I ta informacja bardzo go ucieszyła, kobieta mogła okazać się bardzo pomocna. Wie pani, ja szukam ojca albo jakichś krewnych, nazywał się Wiśniewski. Nie zdołał dokończyć, jak kobieta zaszczebiotała, ja się nazywam Wiśniewska......
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 16 Sierpień, 2016, 20:30

Adam

         A jak tata miał na imię? Adam kontynuował, mój Władysław syn Władysława i Stanisławy z zawodu był dekarzem. I tu się skończyły dobre wiadomości, jej ojciec był Stanisław i miał same siostry, Wiśniewski Jan też miał same córki i wszyscy mieszkali w tej miejscowości. Obaj całe życie byli rolnikami i nigdy na dłużej nie wyjeżdżali.
Postanowili jechać dalej, do kolejnej miejscowości z listy. Kawałek odjechali, gdy zerknął w lusterko, zobaczył machającą ręką ekspedientkę.
To mogło znaczyć jedno, że coś się jej przypomniało.
Wrócili, kobieta powiedziała, że teściowa jej koleżanki z domu nazywa się Wiśniewska i właśnie u niej przebywa, a ona może na chwilę zamknąć sklep i ich zaprowadzić.
Tak też zrobili, zajechali pod posesję pełną kwiatów, na podwórku pod ogromną lipą siedzieli domownicy, to miejsce wyglądało, jakby się w nim czas zatrzymał. Stary drewniany dom, trawnik uścielany papierówkami, a w cieniu pod drzewem krowa.
Adam zaproponował, aby kobieta szła sama i naświetliła sprawę, a jak zechcą z nimi rozmawiać, wtedy dopiero dołączą. Nie chciał być intruzem, ani też namolnym desperatem, który nie szanuje ludzkiej prywatność.
Już po chwili zaczęła ich wołać, jak zawsze przed taką rozmową był pełen nadziei, może akurat teraz, może właśnie tu dowie się coś o ojcu, a może ktoś znał go bliżej?
Domownicy przyjęli ich jak dobrych znajomych, kazali zająć miejsca za stołem i poczęstowali obiadem. Starsza pani, która mogła wnieść coś nowego w ich poszukiwania, powiedziała, że obiad to święto dnia i rozmowy o pustym żołądku są mało interesujące. Adam śmiał się z tych słów, sam jako profesor lepiej by tego nie wymyślił.
Syci i rozluźnieni, przystąpili do sedna ich wizyty.
Kobieta była bardzo dociekliwa, wypytywała o wszystko z detalami. Odpowiadał jej, ale bez wątków, których nie chciał rozpamiętywać. Ogólny zarys był taki, ojciec z nimi nie mieszkał, matka nigdy o nim nie mówiła, ani dobrze, ani źle. On też się nigdy z nimi nie kontaktował. Teraz po śmierci matki chce odszukać, jeśli już nie ojca to choć jego rodzinę i coś się o nim dowiedzieć.
Kobieta co chwilę wspominała jakiegoś Wiśniewskiego i dopytywała o jakieś szczegóły, oboje z żoną byli pod wrażeniem jej ogromnej pamięci. Mimo podeszłego wieku szastała datami, zdarzeniami, nazwiskami i imionami jakby czytała z niewidzialnej księgi.
W końcu oznajmiła, że ona raczej im nie pomoże, ale w Zawadach mieszka jej brat Kazik, który na pewno im pomoże. On jest od niej starszy i ma lepszą pamięć. Adam mało myśląc zapytał, a to jest możliwe, aby ktoś pamiętał jeszcze więcej niż pani? Kobieta odpowiedziała, panie kochany łon to dopiero ma wiadomości, ja przy nim ginę. Żona szepnęła mu na ucho, już się boję i zaczęła się śmiać.

Starsza pani zaproponowała, aby brać byka za rogi i zaraz jechać do brata, ona oczywiście ich zaprowadzi. Adam i tym razem zaproponował, aby uprzedzić o wizycie. Jednak ona była innego zdania, odpowiedziała a co dziad stary ma innego do roboty, niech się cieszy, że ma gości. Była osobą dominującą i wszelkie dyskusje z nią były zbędne. Nawet jej synowa powiedziała, niech pan robi jak mama mówi, bo gotowa kazać wam iść na nogach, byle było po jej myśli.....
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 16 Sierpień, 2016, 21:10
Kobieta co chwilę wspominała jakiegoś Wiśniewskiego i dopytywała o jakieś szczegóły, oboje z żoną byli pod wrażeniem jej ogromnej pamięci. Mimo podeszłego wieku szastała datami, zdarzeniami, nazwiskami i imionami jakby czytała z niewidzialnej księgi.
W końcu oznajmiła, że ona raczej im nie pomoże, ale w Zawadach mieszka jej brat Kazik, który na pewno im pomoże. On jest od niej starszy i ma lepszą pamięć. Adam mało myśląc zapytał, a to jest możliwe, aby ktoś pamiętał jeszcze więcej niż pani? Kobieta odpowiedziała, panie kochany łon to dopiero ma wiadomości, ja przy nim ginę. Żona szepnęła mu na ucho, już się boję i zaczęła się śmiać.

Gdyby nie różne nazwiska i miejsca, stwierdziłabym ze to o mojej babci.
Ma ponad 90 lat, ale jak opowiada coś to w encyklopedii nie znajdę tyle szczegółów i tak dokładnych.
A jak babcia opowiada coś co miało miejsce niedawno, to wielce zdziwiona ze ja nie pamiętam, jak to.
Często opowieści naszych babć i dziadków są obiektem żartów w towarzystwie, a w internetach to już standard, kto z Nas jest w stanie tyle zapamiętać. Pokazuje różnice pokoleń i zainteresowanie jakie było kiedyś innymi osobami, a jakie dzisiaj.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Nemo w 16 Sierpień, 2016, 21:58
Tazła. Jak wydasz książkę, to ja chce jeden egzemplarz z osobistą Twoja dedykacją.  :)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 17 Sierpień, 2016, 09:35
Gdyby nie różne nazwiska i miejsca, stwierdziłabym ze to o mojej babci.
Ma ponad 90 lat, ale jak opowiada coś to w encyklopedii nie znajdę tyle szczegółów i tak dokładnych.
A jak babcia opowiada coś co miało miejsce niedawno, to wielce zdziwiona ze ja nie pamiętam, jak to.
Często opowieści naszych babć i dziadków są obiektem żartów w towarzystwie, a w internetach to już standard, kto z Nas jest w stanie tyle zapamiętać. Pokazuje różnice pokoleń i zainteresowanie jakie było kiedyś innymi osobami, a jakie dzisiaj.

 Dokładnie, ludzie swoje życie opierali na innych kategoriach, operowali innymi wartościami. Dziś polegają na urządzeniach, niż na własnej pamięci. A organ nieużywany wiadomo....zanika. :D
 

Tazła. Jak wydasz książkę, to ja chce jeden egzemplarz z osobistą Twoja dedykacją.  :)

 Jasne, dla Żony i Ciebie. :D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 17 Sierpień, 2016, 16:28
Adam


    Po około 40 minutach jazdy wśród pól i lasów dotarli do pięknej posiadłości na końcu wsi. Nim Adam na dobre zatrzymał samochód, kobieta już była na zewnątrz i poganiała resztę, aby szybciej wysiadali. Gdy tylko przekroczyli bramę, pies zaczął ujadać, ale tak jakoś inaczej, nie było to złośliwe, tylko takie bardziej radosne. Szli chodnikiem wzdłuż budynku, gdy zza rogu usłyszeli męski głos, jak nic idzie moja wredna siostra, tylko na jej widok Ariel tak skowyczy. Kobieta nie była nic a nic dłużna, odpowiedziała szybko. Ano idzie, aby tego starego dziada swojego brata przywołać do prządku. Po chwili zza rogu wyłonił się starszy mężczyzna i objął kobietę za szyję. Ta zaś chwyciła go w pół i powiedziała, ale się za tobą stęskniłam ty stary pierniku. Adamowi ulżyło, te przepychanki to z miłości, a złośliwość ludzi starszych lub – co gorsza – rodzinne porachunki. Zrobiło się przyjemnie i radośnie, gospodarz zaprosił wszystkich na obszerny, zacieniony taras. Kobieta jednak najpierw poszła wypuścić psa z kojca, stwierdziła, że skoro wszyscy się będą gościć to on też.
W tej samej chwili z domu wyszła synowa gospodarza, przedstawiła się i zaproponowała niewielki poczęstunek. Na widok Emilki powiedziała, a ja mam dla ciebie moja droga koleżankę i zawołała córkę. Asia była w tym samym wieku co córka Adama, dziewczynki bardzo szybko złapały ze sobą kontakt i zginęły gdzieś w obszernym domu.
Starsza kobieta po chwili pieszczot z psem pojawiła się na tarasie, a razem z nią Ariel, który jednym susem wylądował na kolanach u Adama. Gospodarz zaczął się śmiać, że pies pokazał, iż jest godny zaufania i warto mu pomóc.
Kobieta nie zdążyła dobrze usiąść, a już w połowie naświetliła bratu sprawę. Dyskutowali między sobą, kolejno analizowali swoich krewnych i żaden nie pasował do opisu, jaki przedstawił Adam.
Widać było, że oboje bardzo chcieli pomóc i mimo ogromnej wiedzy, jaką posiadali na nic ich to nie naprowadziło.

Po około godzinie z tematów rodzinno-poszukiwawczych zeszli na tematy lżejsze i związane z teraźniejszością. Mimo krótkiej znajomości atmosfera była nie przyjacielska, ale prawdziwie rodzinna. Nagle z domu wybiegły dziewczynki, Asia podbiegła do dziadka i zapytała. Dziadziu, Emilka nazywa się tak samo, jak my, tzn. że jesteśmy kuzynkami, a jej tata to mój wujek? Nooo, przeciągnął mężczyzna, nazwisko macie to samo, jesteście w podobnym wieku, obie macie długie włosy, jak nic jesteście kuzynkami. Dziadku, a jak z tatą Emilki, jest moim wujkiem czy nie? Nooo, znów mężczyzna zaczął przeciągać swoją odpowiedź, jakby zbierał myśli lub chciał zyskać na czasie. Spojrzał wymownie na Adama, na co ten szybko zareagował i odpowiedział małej, jasne, że jestem twoim wujkiem, w końcu wszyscy jesteśmy Wiśniewscy. Mała podskoczyła radośnie z okrzykiem, wiedziałam, wujek ma takie same białe włosy jak mój tata.
Wszyscy zaczęli się śmiać, starsza pani podsumowała, że jak nawet nie znajdzie tych, co szuka, to ma już ich jako rodzinę, a jej brat zakończył, amen.

Kilka godzin minęło bardzo szybko, miła atmosfera sprawiła, że nikomu nie chciało się wracać. Młoda gospodyni zaproponowała, aby zostali na noc. Choć bardzo im się tam podobało, jednak musieli wracać tam gdzie zostawili swoje rzeczy, obiecali to właścicielce. Odwieźli kobietę do domu syna, przy pożegnaniu obiecali ją odwiedzić w jej domu. Ona zaś zadeklarowała, że będzie pytać krewnych i znajomych, może ktoś naprowadzi na jakiś ślad.
Gdy dotarli na miejsce noclegu, czekała na nich kolacja i ciekawi gospodarze. Widać było, że choć sami nie mogli pomóc to bardzo im kibicowali.
Dzień może nie był spełnieniem oczekiwań Adama, ale też nie był klęską. Poznał wielu wspaniałych, serdecznych ludzi, którzy nosili to samo nazwisko. Byli otwarci i  gotowi mu  bezinteresownie pomóc, tak zwyczajnie z serca, po ludzku.
I za to był im bardzo wdzięczny, zapisał sobie adresy i obiecał niebawem wrócić i odwiedzić wszystkie miejsca gdzie ostatnio byli.
Ranek powitał ich deszczem, jednak w tak przepięknym miejscu, nawet szarości z nieba były urocze i nie psuły nastroju.
Przy śniadaniu Adam powiedział, że postanowił odwiedzić cmentarze w kolejnych miejscowościach. To były ostatnie miejsca, jakie chciał sprawdzać, ale nie dało się ich chyba uniknąć.
Pakowali swoje rzeczy do samochodu jak przybiegła podekscytowana Emilka z telefonem w dłoni. Dzwonił dziadek Asi i prosił, aby przyjechali, coś mu się przypomniało i koniecznie trzeba to sprawdzić. A więc w drogę, pan Kazimierz ze swoim potencjałem mógł naprawdę rozwikłać zagadkę jaka nurtowała Adama od lat.....
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 18 Sierpień, 2016, 17:46

Adam

    Jeszcze nie widzieli domu Wiśniewskich, a już dostrzegli mężczyznę stojącego przy krawędzi jezdni. To pan Kazimierz nie mógł się doczekać na ich przyjazd. Ledwo co podjechali, a mężczyzna już siedział w środku, pierwsze słowa, jakie padły z jego ust brzmiały, jedziemy prosto. Po drodze opowiedział im, że w nocy mu się przypomniało o dalekiej rodzinie w Lgocie. Jako nastolatek często ich odwiedził razem z ojcem, gdy handlowali koszykami. Miejscowości, do jakiej zmierzali nie było na ich liście, ale skoro tam też mogli trafić na jakiś ślad, nie można było jej pominąć.

Kazimierz nie za bardzo pamiętał gdzie mieszkali krewni, to była niewielka miejscowość, więc bardzo szybko dogadali się z pierwszym przechodniem kogo szukają, wskazał im budynek rodziny Wiśniewskich. Niestety zastali zamknięte drzwi, pospacerowali pod oknami i mężczyzna postanowił zapytać sąsiadów.
Po chwili powrócił w towarzystwie kobiety, która okazała się  gospodynią tego domu. Kobieta zaprosiła ich do środka, poczęstowała herbatą i pokazała opasłe, rodzinne archiwum. Ona sama nigdy za mąż nie wyszła, samotnie wychowała syna. Miała też brata, ale ten zginął w wypadku, jeszcze jako młody chłopak. Zostawili jej swoje numery telefonu, może sobie coś przypomni, nawet najmniejszy szczegół może im być bardzo pomocny.

Gospodyni odprowadziła ich aż do samego samochodu, po drodze jeszcze coś sobie wspominali z Kazimierzem. Ona nie pamiętała jego wizyt, ale on pamiętał jej brata i to był temat wspomnień.
Adam z rodziną siedzieli już w środku, a oni jeszcze rozmawiali. W końcu mężczyzna powiedział, uciekam, bo mnie Adam odjedzie.
Adam!? Zapytała kobieta i zaraz dodała, w Nowej Wsi też mieszkał Adam Wiśniewski, bardzo daleki krewny.
Tej miejscowości też nie było na liście, tak samo, jak żadnego Adama do odszukania.
Zajechali pod dom Kazimierza, na pożegnanie mężczyźni serdecznie się uściskali i wtedy też poprosił Adama, aby jechał do tej Nowej Wsi i sprawdził, kto tam mieszka.
Obiecał mu, że pojadą, ale sam coraz bardziej się zniechęcał, nie było żadnego konkretnego tropu. Gdyby nie ta chęć poznania ojca, zrozumienia, dlaczego rozstali się z matką, już dawno by się poddał. Nie chciał nikogo oskarżać o jakieś zaniedbanie, pogodził się ze swoim losem, że tak go doświadczył, ale miał dużo pytań. Bardzo pragnął choć raz zobaczyć swojego ojca, spojrzeć mu w oczy i powiedzieć, tato to ja Adam. Czasem marzył, że ojciec cieszy się na jego widok, siedzą godzinami i rozmawiają o tym, co było jak ich nie było wzajemnie we własnym życiu. Że zabiera ojca do siebie, mieszkają razem, nadrabiają stracony czas.
Liczył się z tym, że może nie chcieć z nim rozmawiać, może się wyprzeć, że to nie on i najgorsza wersja, może już nie żyć.

Wiedział, że był młodszy od matki i to dość sporom, ale i tak miał już swoje lata.Czasem te wiadomości jakie posiadał, napawały go optymizmem, zaś innym razem dołowały.W chwilach słabości pytał sam siebie i po co mi to wszystko? Jak potrzebowałem nie było ich przy mnie, nie widzieli jak odbieram maturę, dyplom, jak biorę ślub. Nie cieszyli się ze mną jak po długim leczeniu żona zaszła w ciążę, wybudowałem dom, zakładałem ogród i mały sad. Tych okazji do radości było bardzo wiele, a on wtedy był tak naprawdę sam, nie miał komu powiedzieć, tato - mamo zostaliście dziadkami.Tak bardzo ich wtedy potrzebował, a nie było przy nim ani jednego. Jednak po chwili goryczy nadchodziła refleksji,kim ja jestem aby ich oceniać, mieć wielkie roszczenia? Nie miał bladego pojęcia dlaczego ojciec przepadł bez wieści, a więc nie miał prawa go oskarżać. Szybko się zbierał i odpalał swój zapał do poszukiwań.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 19 Sierpień, 2016, 15:53
Adam



    Niewielka miejscowość na samym wjeździe przywitała ich konduktem pogrzebowym, który na kilka minut zablokował ruch.
Gdyby był przesądny, pomyślałby, że to zły znak. Żona jakby czytała w jego myślach, powiedziała, to na pewno nic nie znaczy, zwykły zbieg okoliczności. Dotarli do centrum, kwadratowy rynek, a w środku park, typowa żydowska zabudowa, a więc miejscowość z przeszłością. Postanowili iść coś zjeść, dobiegała trzynasta a oni byli tylko o wczesnym śniadaniu.
Mały lokal wyglądał raczej jak jadalnia w domu, do tego krótka karta, aromaty wydobywające się z kuchni, sprawiały, że człowiek robił się bardzo głodny.
Tyle, co usiedli, zaraz pojawiła się obsługa, jak się później okazało właścicielka lokalu. Daniem dnia były pierogi z serem, z bitą śmietaną lub sosem owocowym. Poprosili o dwie porcje, każdą z innym dodatkiem, tak będą mieli okazje spróbować i jednych i drugich. Obok pierogów, na stół zajechał dzbanek z kompotem, który był gratisowy i pod dostatkiem. Tak dobrego kompotu z rabarbarem i truskawkami nigdy nie pili, o czym powiedzieli właścicielce. Widać, że sprawiło jej to ogromną przyjemność i tak wywiązała się między nimi rozmowa.
Korzystając z okazji, Adam zapytał o Wiśniewskich, kobieta była nietutejsza, a więc nie znała ludzi, ale za to jej kucharka tu urodzona i wychowana, mogła coś wiedzieć.


Z zaplecza wyłoniła się maleńka osóbka, podeszła do stolika i zapytała. Podobno państwo kogoś szukają? Tak, odparli razem, jak na komendę, rodziny Wiśniewskich. Tak byli, odpowiedziała kobieta, ostatni zmarł na wiosnę, był samotny. Podobno kiedyś miał rodzinę, żonę, dzieci, ale jak ja pamiętam to był zawsze sam.
Te słowa były jak nóż w serce Adama, zrobiło mu się bardzo przykro. Nagle poczuł się jak dziecko, któremu zabrano ukochaną zabawkę. Liczył się z tym, niby jakoś się przygotowywał, ale nie spodziewał się, że słowo zmarł, tak bardzo go poruszy. Wstał, podziękował i wyszedł. Za chwilę do samochodu dotarła żona, zapytała jedziemy na cmentarz? Pokiwał tylko głową, odpalił samochód i stwierdził, ale nie wiemy gdzie jest cmentarz.
Halinka wiedziała, zdążyła dopytać kobietę, tak samo, jak i zapytać, gdzie szukać grobu Wiśniewskiego.
Całą drogę milczeli, na miejscu kobieta postanowiła iść do niewielkiej budki, aby kupić jakieś kwiaty i znicz. Adam czekał na nią przed bramą, gdy ją przekroczyli, serce mężczyzny biło coraz mocniej, miał prawie pięćdziesiąt lat, a bał się tego spotkania z mogiłą jak najważniejszego egzaminu w życiu.


Na grobie leżały zeschnięte kwiaty, jeszcze te z czasu pogrzebu, widać nikt tu nie zagląda. Stali i patrzeli na czarne litery tabliczki, Władysław Wiśniewski żył lat 74....
I dlatego Adam nie chciał odwiedzać cmentarzy, jakby podświadomie wiedział, że tylko tam znajdzie rozwiązanie swojej zagadki.
Zaczął mówić sam do siebie, ja nie chciałem wiele, chciałem cię tylko poznać, usłyszeć twój głos, wiedzieć co porabiałeś przez te wszystkie lata. Nic od ciebie nie chciałem, o nic cię nię winiłem, chciałem tylko raz w życiu usiąść koło własnego ojca i zamienić z nim kilka słów. Dlaczego na mnie nie poczekałeś? Czy ja tak wiele żądałem, czy moje oczekiwania były zbyt wygórowane?
Kobieta, gdyby mogła uciekłaby stamtąd, łzy spływały jej po policzkach, ale nie mogła zostawić męża w takiej chwili. Spojrzała na niego, też płakał. Chwyciła go za rękę i przytuliła się do niego, inaczej nie dało mu się pomóc w tej chwili.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 20 Sierpień, 2016, 19:17

Adam


       Stali tak dłuższą chwilę, z tej zadumy wyrwały Halinkę słowa jakiejś kobiety. Państwo z rodziny Władka? Obróciła się w kierunku nieznajomej i odpowiedziała, tak mąż jest synem.
Synem? Zdziwiła się kobieta, przecież on nie miał syna. Adam w ogóle nie reagował na ich rozmowę, ale jej dało do myślenia. Stanęła pośrodku grobu i zaczęła przeglądać szarfy na wieńcach. Było ich niewiele, na jednej pisało od siostry, na innej od chrześniaka i były jeszcze dwie od córki Doroty i córki Magdy.
Adam ! Krzyknęła do męża, to nie był twój ojciec, to jakiś inny mężczyzna. Stał jak oszołomiony, jak to nie, przecież wszystko pasuje? Zaczęła mu wyjaśniać i poszli szukać kobiety, która niedawno przechodziła obok. Ta im wyjaśniła, że Władysław nie miał syna, tylko dwie córki, z żoną rozstali się po dwudziestu latach wspólnego życia. Znała ich oboje bardzo dobrze, bawiła się na ich weselu jako bliska sąsiadka.
Adamowi tak bardzo ulżyło, poczuł się, jakby mu ubyło lat, powróciła chęć do dalszego poszukiwania.
Wracając od kobiety, ponownie zaszli nad grób, aby zostawić kwiaty i zapalić znicz, w końcu były dla niego przeznaczone.
Celem ich dalszej wyprawy była kolejna miejscowość z listy.
Ujechali dość daleko, gdy okazało się, że droga jest nieprzejezdna, musieli zawrócić, aby skorzystać z objazdu.
Adam zrobił się bardziej rozmowny, mówił, że bardzo chciał sobie przypomnieć ojca, ale nic nie pamięta, jest tylko ten jeden obraz z matką, gdy jakiś mężczyzna go trzyma i całuje po szyi, a on się bardzo śmieje. Zawsze uważał, że to był on, matka mówiła, że są do siebie podobni.
Jechali tak przed siebie pogrążeni w rozmowie, aż nagle Halinka krzyknęła, zobacz Nowa Wieś!
Nie była nam po drodze, omijałeś ją, a tu proszę i tak musieliśmy do niej zajechać. A skoro już w niej byli, musieli się rozejrzeć.

Trafili na dzień świąteczny, akurat w miejscowej parafii odbywał się odpust, wszędzie pełno ludzi, gwarno i kolorowo.
Zostawili samochód na poboczu i postanowili się przejść. Na ich drodze była remiza strażacka, a przed nią scena i występ koła gospodyń. Halinka szepnęła do męża, u tych pań to byśmy informacji dopiero mogli zasięgnąć. Faktycznie, zgodził się z żoną, przedział wiekowy dość duży, a więc każda mogła coś wnieść do ich sprawy.
Poczekali aż się skończy występ, kobiety zasiadły pod rozłożystym parasolem, a więc czas działać. Podeszli, pochwalili za część artystyczną i przedstawili swój problem. Zrobiły im miejsce za stołem, kazały się przysiąść, aby lepiej się rozmawiało. Najstarsza z nich zwróciła się do Adama, tu chyba nie ma pana krewnych. Skąd ta pewność, zapytał zdziwiony? Ano drogi panie, bo u nas nie ma takich ładnych Wiśniewskich jak pan. Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Halinkę czasem irytowały te zachwyty nad urodą męża, była dumna z męża, ale pochlebstwa od innych kobiet jej przeszkadzały. Adam podziękował za komplement i dalej drążył temat. Nagle jedna z kobiet krzyknęła, Kryśkaaaa a czasem twoja matka z domu to nie Wiśniewska? Wiśniewska padła odpowiedź spod sceny, czemu pytasz? Chodź, chodź pan do ciebie.
Podeszła do nich młoda kobieta w stroju ludowym, najstarsza z grona zwróciła się do niej, ten pan z żoną szukają swoich krewnych, a wy z Wiśniewskich przecież.
Krysia przysiadła obok Halinki i zaczęli rozmawiać. Matka miała dwóch braci Adama i Michała, pierwszy mieszka z nią, zaś drugi wyjechał dawno temu do USA i ślad po nim zaginął.
Znów niewiele, Adam to ten, o którym wcześniej wspominała kobieta, u której byli z Kazimierzem, to się zgadza. Ona nie zna Władysława i to zasmuciło oboje małżonków. Jednak jak już są chcieliby porozmawiać z matką Krysi, może ona wie coś więcej?
Zgodziła się ich zaprowadzić do domu rodzinnego, ale po uroczystościach odpustowych. Matka mieszka na drugim końcu miejscowości, a że  składa się ona z plątaniny uliczek sami raczej nie trafią. Powiedzieli, że nie ma problemu, jak już są poczekają aż będzie mogła ich zaprowadzić.

Jechali wąskimi uliczkami, raz były utwardzone, raz asfaltowe by a chwilę skręcić w jakąś dziurawą gruntową. Chwilami Halinka miała wrażenie, że kręcą się w kółko, ale po kilkunastu minutach dotarli do celu. Dom z kamienia stał wzdłuż drogi, całą swoją powierzchnią zakrywał podwórko, które się za nim rozpościerało. Budynki gospodarcze, które wyglądały bliźniaczo podobnie do pierwszego budynku, były przedłużeniem jednenj ściany domu, tworząc budowlę w kształcie litery L. Usiedli na ławce pod domem, Krysia poszła zawołać mamę, po chwili wyszły obie niosąc ze sobą dwa krzesła. Kazały im się przesiąść, ponieważ ławka była brudna, zadeptały ją dwa psy, które właśnie przybiegły z podwórka i zaczęły obwąchiwać gości. Najbardziej przywarły do Adama, kobieta powiedziała, że musi być dobrym człowiekiem, zwierzęta to wyczuwają. Faktycznie, zwierzaki go lubiły, mało który obszczekał, a nigdy żaden nie pogonił.
Rozsiedli się wygodnie na krzesłach tyłem do podwórka, gospodyni usiadła na ławce i zapytała wprost, to kogo państwo szukają?
Adam opowiedział skrót swojej historii tak jak każdemu z Wiśniewskich w ostatnich dniach.
A skąd pan jest i ile ma pan lat? Adam odpowiadał cierpliwie na pytania, a kobieta co chwilę zadawała nowe.
Zaczynało go to denerwować, sama nic nie wniosła do rozmowy, tylko go pytała. Po kolejnym zestawie pytań był prawie pewien, że to zwykła wiejska plotkara i chyba czas się zbierać.
Z pobliskich budynków gospodarczych dobiegł jakiś hałas, oboje obrócili się w jego kierunku. Gospodyni nie zareagowała, powiedziała tylko, to mój brat działa w warsztacie.
I znów zaczęła  swoje niekończące się przepytywanie. Widząc jak rozmowa przebiega, Adam wstał i powiedział, że chyba nic tu po nich i czas się zbierać. Kobieta szybko zareagowała.........
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 20 Sierpień, 2016, 20:16
Czy tylko ja mam nadzieję że koniec poszukiwań i będzie szczęśliwy koniec.
Po ostatniej części opowieści się załamałam, poważnie ryczałam i nie mogłam skończyć.


Ponawiam to co napisałam ileś postów temu, jeśli będzie wydana książka, to zamawiam egzemplarz z dedykacją.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 20 Sierpień, 2016, 21:05
Czy tylko ja mam nadzieję że koniec poszukiwań i będzie szczęśliwy koniec.
Po ostatniej części opowieści się załamałam, poważnie ryczałam i nie mogłam skończyć.


Ponawiam to co napisałam ileś postów temu, jeśli będzie wydana książka, to zamawiam egzemplarz z dedykacją.

  Tak, tak pamiętam. :)

  Wcale Ci się nie dziwię, niby znam całą historię, jak spisuję to też mi ciężko, a jak już czytam i robię małe poprawki, to czasem ryczę jak.....




 Tak sobie zaczęłam początek ..


      Siedział już dobrą godzinę, wpatrując się w grób matki. Z zadumy wyrwało go czyjeś dzień dobry. Obrócił się, za jego plecami stała starsza kobieta, która przyszła na grób po drugiej stronie alejki.
Krótka wymiana grzecznościowych zdań i Adam zaczął się zbierać do odejścia, gdy kobieta ponownie zagadała.
Pan to musiał być bardzo dobrym synem i kochać mamę, tak często pana tu widzę.
W pierwszym odruchu nie wiedział co powiedzieć, być szczerym czy też przytaknąć kobiecie?
Odpowiedział bardzo dyplomatycznie i zgodnie z prawdą. Wie pani, różnie bywało, raz lepiej raz gorzej. Jednak to ostatni okres w naszym wspólnym życiu zapisał się w mojej pamięci najmocniej.
Całą powrotną drogę do domu wspominał swoje życie. Zastanawiał się, jakby potoczyło się jego życie, gdyby matka nie wyrzuciła go z domu jako nastolatka?
Czy zostałby fanatykiem religijnym jak jego matka? Jaki miałby zawód? Czy poznałby swoją żonę i miał swoją ukochaną córkę? A może oddałby się całkiem religii i został sam?
Swoje życie mimo bolesnych doświadczeń uznał za bardzo udane.

Był nastolatkiem, gdy matka wyrzuciła go z domu, tylko dlatego, że nie chciał już dłużej być świadkiem Jehowy.
Od kiedy tylko pamiętał, ta religia towarzyszyła ich rodzinie. W wieku 15 lat przyjął symbol, to taki chrzest w tej religii, po niej człowiek staje się świadkiem Jehowy w całym znaczeniu tego słowa.
Tylko że Adam nie chciał być świadkiem, to jego matka tego chciała, ona jako jego żywicielka i prawny opiekun wymusiła to na chłopaku.
W sprawie brata i siostry też matka była decyzyjna, tylko że oni tymi świadkami zostali.
Będąc na jej utrzymaniu, postępował tak jak chciała, była osobą, z którą się nie dyskutowało, jej racja była jedyna i słuszna. Chodził głosić, czego osobiście bardzo nie lubił. Nie lubił, bo nie wierzył w to, o czym opowiadał ludziom. Czuł się jakby naciągał ich żywcem na coś, co jest jedną wielką bajką.
Po każdej takie wyprawie czuł do siebie wstręt i pogardę, że jest zwykłym sprzedawczykiem, marionetką w rękach swojej matki, a za jej pośrednictwem całej tej organizacji.
Każdy jego sprzeciw, bunt w tym kierunku, matka kwitowała krótko, jak nie pasuje fora ze dwora.
Obiecywał sobie, że jak tylko odbierze dowód osobisty, zaraz poszuka pracy i powie dość!
To samo tyczyło się zebrań, chodził na nie dla świętego spokoju, a jak nawet odpowiadał to nie robił nic więcej, jak czytał kawałek ze strażnicy. Oczywiście matka miała pretensje, że mógłby bardziej swoimi słowami, a nie idzie na łatwiznę i czyta, tu był nieugięty, powiedział tak, albo wcale. A więc matka zbyt mocno nie pociskała.
Dawała mu za przykład brata i siostrę, oni to potrafili odpowiadać, bogate strażnicowe słownictwo, po ich odpowiedziach wątek się wyczerpywał.
Czasem nawet Adam się zastanawiał, czy to on jest taki kiepski, czy też rodzeństwo takie genialne?
Im bardziej zbliżał się do pełnoletności, tym bardziej nie chciało mu się uczestniczyć w tej szopce.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 21 Sierpień, 2016, 11:55
 Mam pytanie do osób śledzących mój wątek.

Historia Adama nie należy do łatwych, czasem muszę nieźle panować nad emocjami aby nie przegiąć. Sama jestem doświadczona przez organizację, na własnej skórze doznałam tej miłości.

Powiedzcie mi....czy w tym co przeczytaliście zieje nienawiścią do sJ ? Nie chodzi mi o to aby jechać po organizacji, ale aby czytelnik sam wyciągał własne wnioski dodając do siebie pewne fakty.
Ale czasem można się niepotrzebnie zagalopować.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: matus w 21 Sierpień, 2016, 11:56
Nie zieje. Jest spoko.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: MartaW w 21 Sierpień, 2016, 12:17
Nie krytykujesz,ocenę postępowania matki pozostawiłaś czytelnikowi. Pisz kochana,pisz!!!!
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Exodus w 21 Sierpień, 2016, 14:55

Ja także nie wyczuwam, by ziało bądź wiało chłodem. Pewnie dlatego, że bardzo się starasz mieć to wszystko pod kontrolą.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: chmura w 21 Sierpień, 2016, 16:15
Również nie wyczuwam ziania nienawiścią w stronę ŚJ, historia człowieka która mogła się wydarzyć w każdej grupie wyznaniowej ,ale zdarzyła się w Organizacji która stawia się w roli Jedynej i Prawdziwej. Nie tak dawno dowiedziałam się o młodej wykluczonej osobie i o presji jaka jest wywierana na rodziców by wyrzucić grzesznika z domu. Te historie wciąż się powtarzają. Niestety wciąż.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Dietrich w 21 Sierpień, 2016, 17:27
Wizytę na forum zazwyczaj zaczynam od sprawdzenia co nowego w wątku "Z życia wzięte...". :) Nie, w żadnej z opisywanych przez Ciebie historii nie znalazłem przesadnej krytyki czy jechania po organizacji. O nienawiści do ŚJ jako do grupy nawet nie wspominając! A wszyscy wiemy jakie to trudne.  Pisz dalej. Świetnie się Ciebie czyta!
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: TomBombadil w 21 Sierpień, 2016, 18:24
Mnie bardzo zdumiewa fanatyzm i zacietrzewienie.Moi dziadkowie byli świadkami,od 1945 lub 1946. Ich wszystkie dzieci ochrzciły się i były aktywne,ale z 5 dzieci w łączności została tylko jedna córka. Dziadkowie nigdy nie zerwali więzi. Jedna z ciotek z mężem działali w obwodzie. Oboje odeszli i potem wyjechali do USA.Wuj był żydem i w 1968 został wydalony z kraju. Kontakty rodzinne pozostały i to silne. Ta z ciotek,która pozostała aktywna,nawet bardzo ,pilnowała,by być blisko. Tłumaczyła,że ludzi zjednuje się miłością,a nie chłodem.Jako kuzyni znaliśmy się i kwestia religii nigdy nie była problemem. Co się więc stało,że jedni zachowywali się w ramach tej samej społeczności po chrześcijańsku,a inni jak nawiedzeni?
Nie wiem,ale miałam szczęście. Nigdy nie zrezygnowałabym z moich dzieci,chyba,że zachowywaliby się wobec mnie skandalicznie,niczym Januszek ze znanej  opowieści.
Tazła,pisz,bo to bardzo odkrywcze co opowiadasz. I robisz to tak ciekawie. Z ciebie musi być świetna babka.👍
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 21 Sierpień, 2016, 22:01
 Dziękuje Wam, o to mi chodzi, aby tak to opowiedzieć, że czytelnik sam po swojemu, według własnych norm, oceniał dobrze lub źle bohaterów.

Jak napiszę kawałek, podsyłam Adamowi. Jemu się czasem coś istotnego przypomni, dopowie mi i ja to muszę rozwinąć, a później wcisnąć już w gotowy kawałek. I czasem jest tak, że ,,zwę'' na niego bo mi burzy robotę. :D
Ale jak coś ma naprawdę znaczenie, nie da się inaczej. Tak np było z marzeniem matki o sukience.
I ja to musiałam raz wstawić do momentu w szpitalu, a dwa do kawałku o pogrzebie. Gdy to było poruszone tylko w odcinku z pogrzebem, nie miało by takiej wymowy.



Tazła,pisz,bo to bardzo odkrywcze co opowiadasz. I robisz to tak ciekawie. Z ciebie musi być świetna babka.👍

    Każdy fanatyzm jest krzywdzący, a mądrzy ludzie to naprawdę skarb. :)

Ee jestem całkiem przeciętna. Choć raz żona Adama wypiła sobie więcej wina i tak siedzimy rozmawiamy sobie a ona do mnie....jak ja cię czasem nienawidzę za to że tak dobrze się rozumiesz z Adamem. :D Obiecałam jej, że nie ma powodu do obaw, z mojej strony Adamowi nic nie grozi. Ale....od tamtej pory, uważam na żarty i na to co mówię, aby Halinka _ Alinka nie czuła się zagrożona.

   ===========================================

Adam


     Spokojnie spokojni, niech pan siada, żebym mogła pomóc, muszę wiedzieć dokładnie komu.
I znów zaczęła dopytywać. Adam był gotów wiele znieść, aby się tylko czegoś dowiedzieć.

Po kilkunastu minutach, monotonnej konwersacji, usłyszeli za swoimi plecami, państwo chyba mnie szukają.
Adam słyszał te słowa, ale jakoś do niego nie dotarły, dalej mówił do kobiety. Dopiero zwrócił uwagę, na wstającą żonę, obejrzał się za siebie i aż podskoczył z krzesła. Stał za nim starszy mężczyzna, podpierający się dwoma kulami, wysoki, postawny z bujną, siwą czupryną, mimo podeszłego wieku był nadal przystojny. Zapadła cisza, stali obaj i patrzeli na siebie. Adam bał się poruszyć z obawy czy to aby nie sen. Mężczyzna zaś był tak zaskoczony tą wizytą i znajomym widokiem, że sam nie bardzo wiedział jak się zachować. Jednak po chwili wyciągnął rękę i powiedział, jestem Władysław Wiśniewski, pański ojciec. Adam chwycił ojca za rękę i już miał powiedzieć, jestem Adam, jak mężczyzna go lekko pociągną w swoim kierunku, darował sobie tę formułkę objął ojca i przytulił go do siebie. Starszy pan odwzajemnił mu się tym samym, stali tak objęci aż odezwała się siostra ojca, dość tych czułości, chodźcie dzieci do domu, muszę was nakarmić, wy z dalekiej drogi. Chyba trochę nam zejdzie nim się nagadamy.
Mężczyzna puścił syna, zwrócił się do Halinki, a pani pewnie jest żoną? Tak, odpowiedziała i objęła teścia na powitanie.

Choć próbował się trzymać, jednak wyraźnie drżał. Pocałowała go w policzek i powiedziała, witaj tato. I wtedy dopiero Władysławowi puściły hamulce, zaczął płakać.
Halinka objęła go z jednej strony, Adam z drugiej, każdy ukradkiem ocierał łzy, a siostra złożyła ręce jak do modlitwy i powiedziała, jak wy pięknie razem wyglądacie. Zobacz stary Adamie twoje prośby, modlitwy i marzenia się spełniają, tak chciałeś spotkać swoje dziecko i masz, nawet dwoje. Próbowali się śmiać, ale łzy wzruszenia były silniejsze. Dość mazania się idziemy jeść. Radość, jaka wszystkich ogarnęła była nie do opisania. Adam pomógł ojcu wejść po schodach do domu, Halinka razem z ciotką szykowały jedzenie. Mężczyźni zasiedli za stołem w obszerny pokoju, pełnym bibelotów.

Patrzył na ojca i nie dowierzał, że to się dzieje naprawdę, że w końcu go odnalazł, a on przyjął go tak serdecznie. Jakby mógł siedziałby przy nim i przytulał się jak małe dziecko.
Ojciec patrzył na niego i lekko się uśmiechał, widać było, że ta wizyta sprawiła mu wielką radość.
Do pokoju weszła gospodyni, spojrzała najpierw na jednego, później na drugiego i zapytała. A wam co, mowę odebrało? Tyle lat macie do obgadania, nie marnujcie czasu. Pierwszy odezwał się ojciec, a wiesz siostra tak patrzę na tego mojego syna i oczom nie wierzę. Już myślałem, że się nie doczekam tej chwili, a tu proszę i syn i synowa, znów się rozpłakał. I jaki do ciebie podobny, jak ty sam sprzed lat, dodała ciotka.
Adam przysiadł się bliżej, wziął ojca za rękę i powiedział. Tato nie płacz, teraz już jak cię odnalazłem tak szybko się mnie nie pozbędziesz, zobaczysz czasami będziesz miał mnie dość. Mężczyzna spojrzał na syna i zaczął, dziecko ile ja nocy nie przespałem, wyobrażałem sobie to spotkanie, chciałem cię tylko usłyszeć, zobaczyć, zapytać co u ciebie? Bałem się tylko czy w ogóle chcesz mnie znać. I tu Adam się uśmiechnął, jego marzenia i obawy były prawie identycznie. Odpowiedział ojcu, niepotrzebnie, niepotrzebnie tato. Objął ojca jeszcze mocniej ramieniem i nagle poczuł jak głowa bezwładnie leci mu do przodu.

Krzyknął Halina! Przybiegły obie kobiety z kuchni, przenieśli go na łóżko, próbowali jakoś pomóc. Halinka jak lekarz teoretyk znała zasady pierwszej pomocy, zajęła się ojcem, a mężowi kazała wzywać karetkę.
Przyjechali bardzo szybko, lekarz na odchodne powiedział, prawdopodobnie zawał, zabrali nieprzytomnego mężczyzną do szpitala. Ciotka zaczęła płakać, jeden zawał już miał za sobą, mocno schorowany, doświadczony przez życie, drugiego mógł nie dać rady przeżyć. Płakała jak dziecko, Halinka ją pocieszała, ale sama też roniła łzę za łzą. Jeśli on teraz odejdzie, Adam się załamie, tak długo na niego czekał, tyle mieli sobie do powiedzenia.
Pojechał za karetką, żona została z ciotką w domu, we dwie było im zawsze raźniej. Nie widział nic, tylko migające światła karetki i ten przeraźliwy sygnał. Czuł ogromny żal do losu, dlaczego go tak bardzo doświadcza przez całe życie. Zaczął mówić sam do siebie. Boże, jeśli naprawdę istniejesz, za co mi to wszystko robisz? Co ja takiego złego zrobiłem, że tak mnie gnębisz? Nie zabieraj mi go, jeszcze nie teraz. Nigdy w ciebie nie wierzyłem, ale to przez ludzi, którzy się tobą legitymowali i mnie krzywdzili, mówiąc, że ty tego od nich oczekujesz. Nie zrobiłem nic złego w życiu, żyłem lepiej niż niejeden wierzący, zostaw mi ojca, czekałem na niego całe życie. Nie doświadczyłem ojcowskiej miłości ani troski. Nigdy nie wiedziałem co to znaczy, mieć ojca. Bałem się, że sam nie będę umieć nim być, wzorce czerpałem z teścia. Jeśli czegoś nie wiem lub nie umiem, to zwyczajnie się staram, aby było dobrze. I teraz chcę zasmakować co to znaczy mieć ojca, a on ma odejść, zostawić mnie ponownie, już na zawsze? I co z tego, że mam swoje lata, chcę móc ojca przytulić, pogadać z nim, a nie odwiedzać go na cmentarzu.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 21 Sierpień, 2016, 23:19
Tazła, przypominam masz rewelacyjne pióro.

Poryczałam się jak nigdy, od momentu jak napisałaś "państwo chyba mnie szukają", poczułam się jakby cała historia mnie bezpośrednio dotyczyła, poczułam radość i niedowierzanie. Bardzo ucieszyłam się że Adam odnalazł ojca, ale jak przeczytałam końcówkę to poczułam złość, żal. Minęło parę minut a ja dalej ryczę.
Błagam nie każ czekać zbyt długo na kolejna część.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tadeusz w 22 Sierpień, 2016, 08:34
Patrzę w miarę obiektywnie i stwierdzam, że jest OK. Kipiąca od emocji ale w dalszym ciągu obserwacja i opis zachowań  :)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 22 Sierpień, 2016, 18:23
Tazła, przypominam masz rewelacyjne pióro.

Poryczałam się jak nigdy, od momentu jak napisałaś "państwo chyba mnie szukają", poczułam się jakby cała historia mnie bezpośrednio dotyczyła, poczułam radość i niedowierzanie. Bardzo ucieszyłam się że Adam odnalazł ojca, ale jak przeczytałam końcówkę to poczułam złość, żal. Minęło parę minut a ja dalej ryczę.
Błagam nie każ czekać zbyt długo na kolejna część.

 Dziękuję bardzo raz jeszcze  :-*

Jestem dość zawalona pracą, ale postaram się nie przeciągać. Jeszcze dziś wieczorem, opublikuję cd.
Teraz rozwijam notatki o Adamie na bieżąco, nie mam nic w zapasie.

Byłam pochłonięta pewnym konkursem . Napisałam  oparte na faktach, ale imiona bohaterów zmieniłam, takie było ich życzenie. Konkurs trwał od maja do końca lipca, ja się załapałam na sam koniec.
Z całej Polski spłynęło około 600 prac, dziś dostałam maila z potwierdzeniem, że załapałam się na półfinał.
Jestem wśród 40 najlepszych, nawet jak dalej nie przejdę, to i tak dla mnie wielki sukces.

Dzięki Tadeusz :)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: MartaW w 22 Sierpień, 2016, 19:06
Trzymam kciuki. Powodzenia!!!
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 22 Sierpień, 2016, 20:33
Marta  :-*


Adam



       Nawet nie wiedział, jak i kiedy zajechali pod szpital, to, że w ogóle dojechał na miejsce nie powodując żadnego wypadku graniczyło z cudem.
Ojca zabrano na OIOM, nic mu nie chciano powiedzieć, zbywano, robimy badania, proszę czekać. Ile można czekać? Tak długo już czekał, postanowił zadzwonić do żony, ona była po studiach medycznych, zajmowała się tłumaczeniem literatury fachowej, miała znajomych prawie w każdym mieście, a jeśli nie ona sama to jej znajomi. Po piętnastu minutach z oddziału wyszedł lekarz i zapytał. Jest tu pan Adam Wiśniewski ? Poderwał się na równe nogi, lekarz kazał iść za sobą. Weszli do dużej sali, szereg łóżek, na każdym pacjent podpięty do przeróżnych urządzeń. Na samym końcu leżał ojciec, uśmiechnął się na widok Adama. Lekarz zapytał... i jak się pan czuje ? Lepiej odparł mężczyzna, dużo lepiej. Lekarz uśmiechnął się, jeszcze spojrzał na aparaturę i dodał, będzie dobrze panie Władysławie, ale proszę się więcej tak nie denerwować. Obiecuje mi pan? Ja obiecuję, odpowiedział Adam, już ja o tatę zadbam. Sam chory zaś zwrócił się do lekarza, panie doktorze, a gdyby pan po ponad czterdziestu latach odnalazł syna, nie wzruszyłby się pan? Lekarz powiedział, poważna sprawa, a więc jest pan usprawiedliwiony, dostanie pan leki, aby jak najdłużej mógł się cieszyć synem, a syn zadba o całą resztę. Obaj zgodzili się na taki układ. Na odchodne zwrócił się do Adama, zatrzymamy ojca na noc, rano jak wszystko będzie dobrze, będzie go można zabrać do domu.

Usiadł przy łóżku ojca, chwycił go za rękę i podniósł do swojego policzka. Wtedy ojciec pogładził go po twarzy i powiedział, słyszałem to całe zamieszanie, to było jakbym oglądał jakiś film. Bałem się, że mogę umrzeć i nie zdążę ci powiedzieć tylu rzeczy, nie zdążę zapytać o tyle spraw. Ale byłem zadowolony, że choć na krótką chwilę było mi dane cię zobaczyć, usłyszeć, przytulić.
I jeśli bym nagle umarł wiedz, tu Adam przerwał ojcu mówiąc, przestań tato, nie będziesz umierał, lekarz powiedział, że będzie dobrze. Tak wiem, ale jeśli bym nagle zaniemówił, kontynuował ojciec, wiedz, że bardzo cię kocham, zawsze kochałem i kochać będę. Przez wszystkie te lata, nie było dnia, abym o tobie nie myślał, nie tęsknił. Pamiętałem o każdych twoich urodzinach, kiedy i do której klasy szedłeś. Chodziłem do szkoły, aby popatrzeć na dzieci ubrane w odświętne stroje, na koniec lub początek roku, wtedy czułem jakbym był z tobą.
Adamowi łzy zaczęły spływać po twarzy, czuł jak te słowa rozwalają go od środka, ale uśmiechał się do ojca i gładził go po ręce. Wiedział, że nie może mu pokazać jak bardzo go to boli, jak dużo obaj stracili, ile im zostało zabrane. Tylko pytanie, dlaczego i przez kogo? Z tym pytaniem musiał poczekać, aż ojciec wróci do formy. A może nigdy nie odważy się go zapytać, dlaczego nie uczestniczył w jego życiu przez te wszystkie lata?
Miał świadomość tego, że takie pytania mogą bardzo ojca ranić, a to może mu mocno zaszkodzić. A tego Adam nie chciał, aby coś mu się stało. Obiecał sobie, że jeśli ojciec sam nie zacznie poruszać jakiegoś tematu, on nie będzie nawet próbował.
I jeśli nie pozna powodów odejścia ojca i tych lat milczenia, to nieważne. Ważne jest to, że się odnaleźli i mogą się sobą cieszyć.
Siedział do późnego wieczora, aż personel kazał mu wyjść.
Cały ten czas, ojciec wypytywał jak mu się żyje, co porabia, gdzie mieszka, co robi Halinka, ile ma dzieci? Takie, niby zwykłe, proste pytania, ale dla ojca były jak wycieczka, przez życie Adama. Gdy mu opowiadał, że jest wykładowcą na wyższej uczelni, jakie ma tytuły przy nazwisku. Widział jak ojciec promienieje, wypełnia go duma i radość, że jego syn tak daleko zaszedł. 
Przerwał na chwilę rozmowę z ojcem , aby poinformować kobiety że jest dobrze. Na odchodne ojciec go zawołał mówiąc że jest głodny i coś  by zjadł. Adam obiecał zapytać lekarza i przynieść coś do zjedzenia i picia .Odszukał znajomego lekarza i zapytał co może podać ojcu. Lekarz nie był tym zachwycony, tam nie wolno nic wnosić, jednak Adam się upierał, w końcu powiedział ok, ale się ukrywajcie. A jak was nakryje siostra mówcie ,że za moją zgodą.
Szukając sklepu rozmawiał a żoną, powodów do zmartwienia nie ma to tylko nerwy, jak będzie ok rano wraca do domu.To bardzo uspokoiło obie kobiety. Wszedł do sklepu, wybór ogromny, ale nie zastanawiał się długo, wziął dwie bułki z pasztetem i karton soku pomidorowego. Jemu to najlepiej smakuje bez względu na stan zdrowia, a więc i ojcu nie zaszkodzi.
Wrócił do sali, pomógł ojcu usiąść i podał prowiant, ojciec spojrzał na sok, zajrzał do kanapek i zapytał. Dzwoniłeś do ciotki co mi kupić? Nie, odpowiedział zgodnie z prawdą, jak nie dzwoniłeś to skąd wiedziałeś, że to moje ulubione  jedzonko ? Adam się zaśmiał, tak naprawdę lubisz? I to jeszcze jak odparł ojciec. Bo widzisz  powiedział Adam brałem jak dla siebie, to też moje ulubione jedzenie. Ojciec wziął głęboki wdech i powiedział, masz ci babo los, teraz mi będzie podbierał jedzonko, obaj zaczęli się głośno śmiać.

Po wyjściu ze szpitala odetchnął z ulgą, tak bardzo się bał, a skończyło się tylko na strachu.
Wrócił do Nowej Wsi, ciotka i żona zasypały go pytaniami, choć nic więcej im nie mógł powiedzieć, niż to, co powiedział przez telefon. Jednak aby je uspokoić, powtórzył wszystko raz jeszcze.
Emilka została u Kazimierza, musieli zadzwonić, że nie wrócą na noc i pochwalić się dobrymi wiadomościami.
Mężczyzna na słowa Adama, znalazłem ojca, krzyknął , a to mi radość sprawiłeś, tak ci kibicowałem.
Po dniu tak pełnym wrażeń nikt nie miał ochoty iść spać. Zasiedli na małej werandzie przed domem i zaczęli rozmawiać. Po pewnym czasie Adam zauważył, że ciotkę łatwiej mu pytać o pewne rzeczy niż miałby zapytać ojca.
Może dlatego, że ona nie była aż tak bardzo w to uwikłana, jak oni dwaj? Dowiedział się, jak to było, gdy poznali się jego rodzice. Ojciec chłopak ze wsi pojechał do dużego miasta za pracą, tam zdobył zawód, pomieszkiwał w hotelach robotniczych.
Kiedyś pomógł pewnej kobiecie naprawić rower, ta go zaprosiła do mieszkania, aby umył ręce, tam poznał jej córkę, matkę Adama. Rozmowna, kontaktowa, wesoła i najważniejsze nie traktowała go jak dzieciaka, choć był od niej młodszy prawie o dekadę.

Okazało się, że pracują w tej samej fabryce, on buduje nowe hale, a ona jest magazynierem. Dość szybko się pobrali, on jako członek partii dostał niewielkie mieszkanie. To w nim Adam spędził swoje pierwsze lata życia, później przyszło na świat jego rodzeństwo. Zmienili mieszkanie na większe, to samo które matka zapisała Adamowi jako spłatę długu.
I żyło im się fajnie, w miarę spokojnie, na średnim poziomie. Gdy przyjechali na wieś, biedną wieś, wyglądali jak prawdziwe paniska. Nikt już nie widział starszej żony, ale to jak im się powodzi.
Ciotka  podziwiała bratową, mimo trójki dzieci, zawsze nienagannie uczesana, lekki makijaż, modne stroje.
Dla ludzi spędzających całe dnie na polu wygląda jak prawdziwa dama. I nagle zaczęli mniej ich odwiedzać, w listach tłumaczyli się, że dzieci chorują, dużo pracy mają, dlatego nie ma czasu na odwiedziny.
Po dwóch latach takich uników ciotka też pojechała za pracą, stanęła pod drzwiami ich mieszkania, nikt nie otwierał. Poszła zapytać sąsiadów, tam się dowiedziała, że brat od dawna już tu nie mieszka, a bratowa pewnie gdzieś poszła. Od sąsiadki dowiedziała się, gdzie można znaleźć Władysława. Gdy go odszukała, wszystko stało się jasne, rozstali się, mało tego, są już po rozwodzie. I o to, że się rozstali brat bardzo siebie   winił, a czasem jak sobie wypił, płakał i mówił...to moja wina, wszystko przeze mnie.....
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 22 Sierpień, 2016, 21:35
Kochana piszesz bardzo obiektywnie.
Jest to opowiadanie pełne emocji, ale to jest spowodowane samą historią.
Sympatia do bohaterów w miarę czytania zmienia się, przykład matki Adama, co można zauważyć po komentarzach. To pokazuje że nie powodujesz iż czytelnik musi mec jedną emocję od początku do końca dla danej osoby. Przykład mamy Adama, jak na początku większość jak ja Jej nie lubię, nie wytrzymałbym/wytrzymałabym, tak później, nie jak to dlaczego Ona musiała zachorować.
Podkreślam rewelacyjny styl pisania.

Kochana jesteś że nie kazałaś długo czekać na kolejna część. Nawet sobie nie wyobrażasz jaki kamień mi spadł z serca.

Trzymam kciuki.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 23 Sierpień, 2016, 12:24
   Dziękuję , staram się i tak jak wspominałam wcześniej, sam Adam  miesza jak mu się coś przypomni. :D On też to przeżywa na nowo, po spotkaniu z ojcem, wracają do przeszłości, a ta jak nietrudno się domyślić,  nie była kolorowa dla żadnej ze stron.
Dla jednych z wyboru, dla innych z konieczności ......
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 24 Sierpień, 2016, 19:42
   
Adam

       Wyszedł na werandę, zwrócił uwagę na drzwi do warsztatu, nacisnął na klamkę, było otwarte, wszedł do środka.
Po jednej stronie duży stół, a nad nim półki i masa narzędzi, jak na warsztat panował tam niezwykły ład i porządek.
Druga strona wydała mu się bardzo zagracona, było tam mało światła i niewiele widział w panującym półmroku. Poszukał gdzie można włączyć oświetlenie, aby przyjrzeć się lepiej.
Zobaczył rzędy przeróżnych rzeźb. Był w szoku, małe, większe i całkiem spore, sięgające mu pod pachę.
Prawie wszystkie to postacie dzieci w różnym wieku, tych mniejszych wzrostem było najwięcej, jednak czym były większe tym było ich mniej, w postaciach całkiem sporych przeważała jeden model. Chłopiec z dołkiem w brodzie, podobnym jaki miał Adam.

Czym bardziej przyglądał się tym pracom, tym więcej widział podobieństw do siebie i rodzeństwa. Tylko dlaczego, większe rzeźby przedstawiają tylko chłopca z charakterystyczną brodą? A gdzie pozostała dwójka?
W kącie warsztatu stał stos kolejnych prac, wziął pierwszą z brzegu. W tle miasto, pośrodku siedzi mężczyzna, a pod spodem napis...zawsze jesteś w moim sercu. Ryciny były zachwycające, każda inna, z innym podpisem i innym przesłaniem.
Czytał wszystkie, trafił na taką w kształcie ogromnego serca a na nim napis. Kochany synku, dziś twoje osiemnaste urodziny.
Bądź zawsze sobą, żyj w zgodzie z własnym sercem i pamiętaj kocha się za nic, nie istnieje żaden powód do miłości.
Twój zawsze kochający cię tata. Na koniec data, 16 kwietnia.....

Potok łez zalał mu twarz, doskonale pamiętał ten dzień. Trzy osoby z klasy obchodziły urodziny tego samego dnia, wszyscy się przechwalali, jakie niespodzianki zgotowali im bliscy, jakie będą mieli torty, a on nie miał o czym opowiadać.
Przesiedział sam w pokoju i przepłakał w poduszkę. Mieli iść na zebranie, ale powiedział matce, że źle się czuje i został w domu.
Był zły na matkę, że nawet nie wspomniała słowem, jaki to dzień, na ojca, że go nie ma przy nim w dniu tak dla niego ważnym.
A on był, może nie był ciałem, ale na pewno sercem. Wtedy kiedy tak bardzo cierpiało jego młode serce i dusza, on tu siedział i cierpiał równie mocno, a może i jeszcze  bardziej.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: M w 24 Sierpień, 2016, 20:14
Nie wiem ile stron z reguły mają książki, ale jak wziąłem z ciekawości wszystko to co napisałaś i wrzuciłem do edytora tekstu, ustawiłem standardową czcionkę i rozmiar A5 papieru, to wyszło prawie 100 stron :). Przy czym książki są z reguły mniejsze niż A5, więc pewnie wyszłoby tego jeszcze więcej.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 24 Sierpień, 2016, 20:27
łoooo :D  a to przecież nie jest wszystko. Będzie serial w odcinkach :D

Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 24 Sierpień, 2016, 21:36
łoooo :D  a to przecież nie jest wszystko. Będzie serial w odcinkach :D

Omo, kilka tomów opowieści Tejzłej.
Już robię miejsce na półce, w honorowym miejscu.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 26 Sierpień, 2016, 18:27
Adam



     Długo szukał miejsca na parkingu, aby było jak najbliżej wejścia, wiadomo ojciec nie mógł się forsować. Było jeszcze bardzo wcześnie, personel mógł go przegonić. Szedł korytarzem i zobaczył wózek, a na nim równo ułożona pościel i fartuchy. Wziął sobie niepostrzeżenie jeden, ubrał i szedł pewnym krokiem przed siebie. Przed drzwiami na OIOM minął dwójkę starzystów, którzy powiedzieli mu dzień dobry, odpowiedział i uśmiechną się sam do siebie, chyba wyglądam wiarygodnie. Dotarł do łóżka ojca, a tam pusto, goły materac, pościel przygotowana do zmiany, aż go zmroziło. Pyta siostry o Wiśniewskiego, nic nie wie, dopiero zaczyna zmianę, jeszcze się nie zapoznała.
Pobiegł do pokoju lekarskiego, tam pusto, myśli zaczęły mu się kłębić w głowie, a wyobraźnie podsuwała najgorsze rozwiązania.
Stał na korytarzu i jak na złość nikogo nie było, gdyby to było inne miejsce zacząłby krzyczeć...jest tu ktoś?! 


Z końca korytarza dochodziły jakieś odgłosy, postanowił iść sprawdzić. Uchylone drzwi łazienki, stoi pielęgniarz i mówi...ale proszę pana jest bardzo wcześnie, nie ma co się ubierać. Syn może przyjechać za kilka godzin. Zobaczył swojego ojca jak zakłada koszulę i mężczyznę który, choć mu pomaga, próbuje go od tego odwieść. Ojciec mu odparł, pan nie zna mojego syna, ja wiem, że on tu zaraz będzie. Adamowi zrobiło się tak radośnie, tak miło. Pchnął drzwi i powiedział, już jestem tato. Ojciec się uśmiechną od ucha do ucha i zwrócił do mężczyzny, a nie mówiłem, już jest.
Pielęgniarz nawet nie próbował zaprzeczać, odparł tylko, to zostawiam pana z synem i sobie poszedł.
Bardzo szybko załatwił co było do załatwienia,  jeszcze zajechał do apteki po nowy zestaw leków dla ojca.
Ledwo wjechali na wyboistą uliczkę, przy której mieszkał ojciec z ciotką, a już było widać jak obie kobity stoją w otwartej bramie.
Władysław zdążył uchylić drzwi, a siostra już go strofowała, że narobił wszystkim strachu i że ją chce wykończyć.


Adam był trochę zły na kobietę, że niepotrzebnie ojca stresuje, ale widać ten nic sobie z tego nie robił. Odparł jej, Gośka ciebie sam diabeł nie da rady wykończyć, ty jesteś nie do zajechania. Wszyscy zaczęli się śmiać, ciotka chwyciła brata pod rękę i powiedziała, chodź ty stary ramolu.
Adam postanowił się nie rozsiadać, tylko jechać po córkę. Już dwa raz dzwoniła, kiedy w końcu ją zabiorą do dziadka.
Obrócił bardzo szybko, dziewczynka była już gotowa. Zamienił z Kazimierzem kilka słów, obiecał, że się odezwie, każdy rozumiał, że teraz chce się nacieszyć ojcem.
Dziewczynka całą drogę zasypywała ojca pytaniami, potokiem pytań. A jaki dziadek jest, a jak wygląda, a z kim mieszka i wiele innych. Wjechali na podwórko, wszyscy siedzieli na werandzie. Dziewczynka nie bardzo wiedziała jak się zachować......
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Nordzik w 28 Sierpień, 2016, 11:56
Pięknie odpisałaś swoje historie.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: TomBombadil w 28 Sierpień, 2016, 16:52
Witaj Nordzik!
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 28 Sierpień, 2016, 18:04
Pięknie odpisałaś swoje historie.

  Dziękuję, swoje i nie swoje też . :)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 31 Sierpień, 2016, 18:26

Ania



 Nie chcę, aby ktoś pomyślał, że kreuję się na …idealne dziecko. Takie grzeczne, słuchane i poukładane. Byłam jak większość dzieci…chętna do zabawy i psot.
Jednak gdy mnie poniosło w tych zabawach….a potem przyszło opamiętanie…nagle czułam się jak ktoś bardzo zły. Widziałam na sobie ten…karcący wzrok Boga i jego najwymyślniejsze dla mnie kary.

Pamiętam taką historię…
Miałam może z sześć- siedem lat, mama mnie zostawiła u sąsiadki.
Były tam dwie dziewczynki…jedna w moim wieku, a druga trochę starsza.
Poszłyśmy do sklepu i w drodze powrotnej starsza poczęstowała nas małymi ciasteczkami. Które jak się później okazało, ukradła w sklepie.
Mój strach był ogromny…przecież Bóg widział, że zjadłam kradzione. To maleńkie ciasteczko normalnie piekło mnie w żołądku tak bardzo, że próbowałam u siebie wywołać wymioty. Klęczałam pod płotem i pchałam sobie paluchy do gardła, aby tylko sprowokować wymioty, nie udało się.
Wracałam do domu i płakałam, tak bardzo się bałam gniewu za swój grzech. W domu oczywiście się nie przyznałam do swojego…niecnego postępku. Bo przecież matka by mi tego nie puściła płazem…tak sobie wtedy myślałam.
Dziś z perspektywy lat….uważam, że nic by się nie stało, najwyżej by mnie uczuliła na przyszłość.
Tak bardzo bałam się jej reakcji, że chowałam przed nią usta, jakby na nich była wypisana moja wina. Nic nie chciałam jeść, nawet oglądać dobranocki, bardzo szybko umyłam się i poszłam spać. Leżałam w ciemnym pokoju i zaczęłam się modlić, Jehowo nie pozwól, aby ktoś się dowiedział o tym ciastku, ja nie chcę zginąć w armagedonie.

Minęło kilka dni, poszłam z matką do sąsiadki, tamta jak zawsze gościnna, poczęstował nas ciasteczkami. Spojrzałam na nie, później na matkę i wybiegłam z domu, zwymiotowałam zaraz za progiem. Wszyscy zachodzili w głowę, co mogło mi tak bardzo zaszkodzić? Z czasem ciasteczkowy strach minął, a jego miejsce zajęły inne, równie absurdalne.

I dziś właśnie zadaję sobie pytanie….kogo bardziej się bałam, czyjego gniewu, mojej matki czy Boga? Czy wtedy mając te kilka lat bardziej miałam umysł wypaczony, czy też byłam dobrze wychowana ? Jednak jako dorosły człowiek, ceniący sobie uczciwość w szerokim tego słowa znaczeniu, uważam, że nie tylko ja, ale wiele podobnych mi dzieci było bardzo skrzywdzonych, zastraszonych chorymi zasadami. I z takich właśnie dzieci, w większości wyrastają równie zastraszeni dorośli, którzy bardziej od gniewu Boga, boją się gniewu ludzi...
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: TomBombadil w 01 Wrzesień, 2016, 17:28
Zjadłam w wieku 6 lat osobiście kradzionego cukierka. Taki kukułkowy. Do dziś gryzie mnie sumienie. Mama czytała nam o wróbelku elemelku,że cudza rzecz,choćby zgubiona,nie należy przecież do nas.Do dziś mi głupio. Bo mogłam poprosić.Te wyrzuty pomogły mi ustalić,że złodziejem już nigdy nie będę.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 04 Wrzesień, 2016, 11:39
 Mnie tam żadne wyrzuty nie gnębią bo zjadłam.... Bardziej mi doskwiera straszenie innych śmiercią i armagedonem, strach w oczach koleżanek, łzy itp...tu czuję się podle, mam moralniaka.


Z góry przepraszam za brak dalszej historii Adama, ostatnio zrobiła się doba za krótka. Zaglądam na forum, ale tak tylko na chwilę, a każdy kolejny kawałek wymaga uwagi i czasu. Jak się ogarnę, będę dalej publikować....

A teraz krótka historia z wczoraj....

 Byłam za zakupach, w miejscu gdzie zawsze koczuje stojak i dwie panie, jest także sklep w którym miałam odebrać towar. Trafiłam jednak na kartkę....wracam za 15 minut. A więc sobie stoję i czekam.
Panie zauważyły mnie i zareagowały jak sępy na padlinę, ruszyły do mnie jak na komendę, po chwili młodsza się wycofała, a do ataku przystąpiła starsza.

Nawija, nawija coś o złym świecie, ludziach...ja jej przytakuję, mówię tak..ludzie mówią o miłości, a to są często puste słowa, wyświechtane slogany, którymi się podpierają jak kulawy kijem.
O tak podłapała temat, wyciągnęła mi coś ( nie wiem dokładnie co) ale  było napisane wielkimi literami miłość......
Pokazuje  mi, nawija a ja znów wracam do miłości i bliźnich. Pytam babeczkę , czy ta miłość to d wszystkich czy tylko są jakiś wybrane grupy? Ona, że wszyscy są dziećmi Boga i wszystkich jednakowo się traktuje. Ooo na to czekałam, bardzo mi się spodobało to zdanie. Mówię do pani, to świetne, podoba mi się pani podejście do ludzi,mam takie samo.
Widać moje pochwały mile połaskotały jej ego, w rewanżu powiedziała....że widać iż jestem dobrym , szlachetnym człowiekiem, mam swoje zasady itd itp...uśmiechałam się do niej jak koń do owsa.
Aby po chwili zapytać o osoby które były świadkami i już nimi nie są, jak to się ma do nich?

Pani nagle z pogodnej osoby, spochmurniała, zmarszczyła czoło i zaczęła mówić, że takie osoby to odstępcy, źli ludzie, którzy nie zasługują na życie wieczne, ani poszanowanie od ludzi praworządnych....itd
W czasie jak zaczęłyśmy rozmawiać, przesunęłyśmy się spod sklepu pod stojak. Słucham jej słucham  w końcu pytam ...powiedziała pani to co nauczyła się z literatury, czego wymaga od was organizacja? Dalej nawija, pytam z naciskiem tak? Ta w odpowiedzi pokazuje mi znów tekst z publikacji. Pytam ponownie tak ? Odpowiedziała TAK!

Wtedy ja zabieram jej publikację, daję młodszej, obracam tyłem do stojaka i mówię....a więc niech mi pani teraz powie prosto w oczy, że jestem złym człowiekiem, nie zasługuję na szacunek, że jestem człowiekiem gorszej kategorii.
Teraz to ja wlepiłam w nią swój wzrok jak hiena w ofiarę. Zaczęła coś stękać, motać się, chciała sięgnąć po jakąś publikację, nie pozwoliłam, chwyciłam ją za ramię, aby się nie odwróciła do stojaka.
I znów mówię do niej...jestem odstępcą, proszę odszczekać to co pani wcześniej powiedziała o mnie, że jestem dobra itd...

I wiecie co..widziałam w oczach tej kobiety przerażenie, strach, bezradność. Aż mi się jej zrobiło żal,bez tej makulatury okazała się bezradna jak dziecko, może trochę z mojej winy zamotała się, wpadła w swoje sidła. Tak jak się mówi, że ich publikacje są ich największymi wrogami,tak samo ich słowa są dla nich czasem zabójcze.

Już nie pociskałam, otwarto sklep, na odchodne życzyłam im miłego dnia i tego aby nie trafiła się ani jedna osoba która da się nabrać na te bajki.
Gdy wychodziłam ze sklepu słyszałam jak mówiła do swojej koleżanki, że jest wściekła na siebie...ciekawa jestem tylko za co? :D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: piotr slezyngier w 04 Wrzesień, 2016, 12:09
masz stalowe nerwy..
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: accurate w 04 Wrzesień, 2016, 12:14
.
Widać moje pochwały mile połaskotały jej ego, w rewanżu powiedziała....że widać iż jestem dobrym , szlachetnym człowiekiem, mam swoje zasady itd itp...uśmiechałam się do niej jak koń do owsa.
Aby po chwili zapytać o osoby które były świadkami i już nimi nie są, jak to się ma do nich?

Pani nagle z pogodnej osoby, spochmurniała, zmarszczyła czoło i zaczęła mówić, że takie osoby to odstępcy, źli ludzie, którzy nie zasługują na życie wieczne, ani poszanowanie od ludzi praworządnych....itd
W czasie jak zaczęłyśmy rozmawiać, przesunęłyśmy się spod sklepu pod stojak. Słucham jej słucham  w końcu pytam ...powiedziała pani to co nauczyła się z literatury, czego wymaga od was organizacja? Dalej nawija, pytam z naciskiem tak? Ta w odpowiedzi pokazuje mi znów tekst z publikacji. Pytam ponownie tak ? Odpowiedziała TAK!

Wtedy ja zabieram jej publikację, daję młodszej, obracam tyłem do stojaka i mówię....a więc niech mi pani teraz powie prosto w oczy, że jestem złym człowiekiem, nie zasługuję na szacunek, że jestem człowiekiem gorszej kategorii.
Teraz to ja wlepiłam w nią swój wzrok jak hiena w ofiarę. Zaczęła coś stękać, motać się, chciała sięgnąć po jakąś publikację, nie pozwoliłam, chwyciłam ją za ramię, aby się nie odwróciła do stojaka.
I znów mówię do niej...jestem odstępcą, proszę odszczekać to co pani wcześniej powiedziała o mnie, że jestem dobra itd...

I wiecie co..widziałam w oczach tej kobiety przerażenie, strach, bezradność. Aż mi się jej zrobiło żal,bez tej makulatury okazała się bezradna jak dziecko, może trochę z mojej winy zamotała się, wpadła w swoje sidła. Tak jak się mówi, że ich publikacje są ich największymi wrogami,tak samo ich słowa są dla nich czasem zabójcze.

Już nie pociskałam, otwarto sklep, na odchodne życzyłam im miłego dnia i tego aby nie trafiła się ani jedna osoba która da się nabrać na te bajki.
Gdy wychodziłam ze sklepu słyszałam jak mówiła do swojej koleżanki, że jest wściekła na siebie...ciekawa jestem tylko za co? :D

Nie masz litości, :)

Lubię takie doświadczenia że służby  ;D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Blizna w 04 Wrzesień, 2016, 12:34

Gdy wychodziłam ze sklepu słyszałam jak mówiła do swojej koleżanki, że jest wściekła na siebie...ciekawa jestem tylko za co? :D

Pewnie za to, że sobie z Tobą "nie poradziła", bo z pewnością dotarło do niej, że poniosła porażkę.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: chmura w 04 Wrzesień, 2016, 12:51
Być może również dlatego jest na siebie wściekła, bo nieświadomie zgrzeszyła rozmawiając z odstepca a to grzech gorszy od rozpusty i molestowania dzieci .
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 04 Wrzesień, 2016, 19:21
masz stalowe nerwy..
 

  Nie mam, dlatego słucham piąte przez dziesiąte. :D

Nie masz litości, :)

Lubię takie doświadczenia że służby  ;D

  Ja to wszystko robię z miłości :D

Pewnie za to, że sobie z Tobą "nie poradziła", bo z pewnością dotarło do niej, że poniosła porażkę.

 Też mi się tak wydaje, pluła sobie w brodę, że tak banalnie dała się podejść.

Być może również dlatego jest na siebie wściekła, bo nieświadomie zgrzeszyła rozmawiając z odstepca a to grzech gorszy od rozpusty i molestowania dzieci .

 Chyba raczej dotarło do niej, że szastała tą miłością do wszystkich, a później wyszło inaczej. I tak tym sposobem wyszła na kłamczuchę. :D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Nemo w 04 Wrzesień, 2016, 19:56
Pewnie za to, że sobie z Tobą "nie poradziła", bo z pewnością dotarło do niej, że poniosła porażkę.

Jak ochłonie całkowicie, to stwierdzi że nie jest winna, bo to Tazła powinna natychmiast poinformować nieświadome "niebezpieczeństwa" głosicielki że jest ona odstępcą. A tak... podstępnie zostały zaatakowane przez odstępcę.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Andrzej w 04 Wrzesień, 2016, 20:12
Witajcie. nie byłem i nie jestem świadkiem.
Chciałem podzielić się moim doświadczeniem ze świadkami, na forum opisujecie jak to przyszli do was i zauroczyli naukami niewolnika.
Było to pod koniec lat siedemdziesiątych gdy byłem młodym mężem i ojcem dwójki dzieci. Wracając z pracy zastawałem w domu dwie miłe panie, które zawsze wychodziły. Pytam się żony, kto to jest - a to takie znajome przychodzą i sobie rozmawiamy (czyli kobiece sprawy). Pewnego dnia po powrocie do domu znalazłem na stole, strażnicę i przebudźcie się. Wziąłem do reki i pojawiła się zmieszana żona z pytaniem - co o tym sadzisz. Jeszcze nie przeczytałem i jak przeczytam to będę mógł coś powiedzieć. Po obiedzie zabrałem się do literatury, po skończeniu powiedziałem, że to za mało i musiałbym coś więcej poczytać. Żona od razu wyjęła plik broszurek, które chowała przede mną. Teraz poczytałem wybrane artykuły i po skończeniu mówię do żony - widzę tu jakiś fałsz, musiałbym porównać to z Biblią (mieliśmy tylko Nowy Testament).

Po kilku dniach panie głosicielki dostarczyły Biblię (tzw Brytyjkę). Rozmawialiśmy z żoną i mówiła, że głosicieli chyba mówią prawdę, bo w Biblii jest tak napisane, dobrze sprawdzę.

Wybrałem więc niektóre nauki strażnicy i porównywałem z tym co napisane jest w Biblii. Nie czytałem wersetów tylko całe rozdziały i odnośniki do wersetów.

W rozmowie z żoną mówię - w strażnicy podają tak, lecz w Biblii jest to inaczej przedstawione i odczytywałem odpowiednie fragmenty. Żona na to - nie będę z nimi już rozmawiała.

Panie głosicielki gdy się dowiedziały, że to dla mnie Biblia, odwiedziły mnie. Rozmawialiśmy ponad dwie godziny. Pochwaliły mnie, że tak dobrze znam Biblię i przyjdą jak się bardziej przygotują. Nie przyszły.

Pytałem się żony dlaczego nie pokazała mi broszurek wcześniej - bo panie mówiły, by nie mówić nic mężowi bo może być przeciwny ich rozmową.

To by było na tyle.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 05 Wrzesień, 2016, 10:35


 Witaj Andrzej :)

A więc kolejny dowód na to, że nauki świadków, ich wersetowe podpory opierają się tylko na kawałkach wyrwanych z kontekstu.
Dopasowują je tak, aby wyglądały jak potwierdzenie ich nauk. Obmyślają swoje nowe światło, a później tylko podpinają do tego odpowiedni werset.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 05 Wrzesień, 2016, 12:10
Jak brałam chrzest, siedziałam w sektorze dla tych co idą do basenu, koło mnie siedziała jedna siostra, strasznie się bała że mąż się dowie że bierze chrzest. Mówiła że powiedziała że jedzie na zgromadzenie, ale nie mówiła w jakim celu, twierdziła że się domyśla, a bracia w zborze mówili że się wszystko ułoży, tyle co czytała że po jakim czasie i mąż się ochrzcił, mimo że był przeciwny. Zapaliła mi się wtedy czerwona lampka, ale dorosła kobieta wie co robi, tak wtedy myślałam.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte ..... do Tazła Mistrzyni Ciętej Riposty
Wiadomość wysłana przez: Maro w 05 Wrzesień, 2016, 15:30
Zlociutka, niezla jestes !  Lbie Cie!   Chcesz pogadac?
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 05 Wrzesień, 2016, 19:42
Jak brałam chrzest, siedziałam w sektorze dla tych co idą do basenu, koło mnie siedziała jedna siostra, strasznie się bała że mąż się dowie że bierze chrzest. Mówiła że powiedziała że jedzie na zgromadzenie, ale nie mówiła w jakim celu, twierdziła że się domyśla, a bracia w zborze mówili że się wszystko ułoży, tyle co czytała że po jakim czasie i mąż się ochrzcił, mimo że był przeciwny. Zapaliła mi się wtedy czerwona lampka, ale dorosła kobieta wie co robi, tak wtedy myślałam.

  Gdy moja siostra przyjmowała symbol, miałam chyba z osiem lat, mata w tajemnicy przed ojcem szyła jej strój na tę okazję. Bała się, że nie pozwoli jej iść , albo zniszczy jej dzieło przygotowane  na ten dzień.
A uszyła jej z flaneli takie przedłużone wdzianko i spodnie 3/4. Gdy sobie ją dziś przypominam wyglądała jak Kargul na zdjęciu jakie wysłali Jaśkowi do USA.  :-X ;D ;D

Zlociutka, niezla jestes !  Lbie Cie!   Chcesz pogadac?

 


Dzięki Maro, ale jaka ja tam złociutka. Jestem jak stal z resztkami zgorzeliny. :D

Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 05 Wrzesień, 2016, 20:13
Dzięki Maro, ale jaka ja tam złociutka. Jestem jak stal z resztkami zgorzeliny. :D

Boś diamentem albo perłą, możesz wybrać.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 06 Wrzesień, 2016, 10:19
  Adam



    Wziął ją za rękę, podeszli do Władysława i powiedział...tato to jest moja córka, a twoja wnuczka Emilka. Chciał jeszcze powiedzieć, przywitaj się z dziadkiem, ale nie zdążył, mała została porwana przez dziadka i zginęła w jego ogromnych ramionach. I tak na dobre kilkanaście minut byli pochłonięci sobą. Dziadek co chwilę przytulał wnuczkę lub całował w czoło, ta zaś głaskała go po siwej czuprynie lub poklepywała po policzku. Po dłuższej chwili Adam zwrócił się do nich, drodzy państwo, czuję się zazdrosny. A co też chcesz, na kolana spytała córka? Nie zdążył odpowiedzieć jak mała dodała, jesteś za wielki, nie ma miejsca już na kolanach u dziadka.
Zaczęli się śmiać i pytać po kim ona taka mądra? Ciotka stwierdziła, że jak nic po dziadku, przemądrzała do szpiku kości.
Mała była z dziadkiem tak pochłonięta rozmową, że cały świat przestał dla niej istnieć. Mężczyzna patrzył na wnuczkę i wciąż się uśmiechał, zachowywali się tak, jakby się znali całe życie.
Adam nawet nie próbował im przeszkadzać, nie miał szans przebić się przez ten szczebiot. A więc sam się skupił na rozmowie z ciotką. Po dłuższej chwili dobiegły do niego słowa..miałam jeszcze babcię Zosię, ale słabo ją znałam. Spojrzał na ojca i zauważył jak ucieka od tematu, zaczyn małą pytać o szkołę, koleżanki, zwierzaki, jakie ma. Ewidentnie było widać, że temat żony był dla niego niewygodny.
Adam przysłuchiwał się dyskretnie ich rozmowie i docierało do niego, że może być tak, iż nie dowie się, dlaczego ojciec ich zostawił. I choć bardzo chciałby poznać tę przeszłość, to jeśli to miałby popsuć jego dobrze zapowiadające się relacje z ojcem, wolał z jej poznawania zrezygnować.
Tak naprawdę nie wiedział, jak przeszłość odziała na ojca, czy jest bolesna, czy ma wyrzuty sumienia, a może zwyczajnie oboi się reakcji syna. Coś w tym było, przecież i ciotka niechciana za wiele mówić odsyłała do ojca.
Nagle dziadek krzyknął...a co ty tu masz? Pokazując na pieprzyk na szyi dziewczynki. Wszyscy zamilkli zaczęli się przyglądać Władysławowi i małej.
Dziewczynka pogładziła miejsce na swojej szyi i odparła, dziadku ja to ma od zawsze. Mama mówiła, że urodziłam się z tym.
Wtedy mężczyzna pokazał miejsce na swojej szyi, tam było identyczne znamię. Tato, mamo zawołała Emilka, dziadek jest do mnie podobny. Raczej ty do dziadka, odparła Alinka córce. Na co ciotka załamała ręce i powiedziała..a więc macie przechlapane.
Zaczęli się śmiać, że listę z planem poszukiwań na pewno mogą wyrzucić, ten pieprzyk to jak badania DNA.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 08 Wrzesień, 2016, 19:07
   
Adam

       Władysław wstał i poszedł do drugiego pokoju, przyniósł szare pudło, lekko sfatygowane przez czas.
Zaczął wertować w zawartości, wyjmować pożółkłe zdjęcia. Tu miałeś miesiąc, podał fotografię Adamowi, tu ty z Mikołajem, tu jesteśmy na sankach, a tutaj twój ulubiony pajacyk. Zdjęcie przedstawiało małego chłopca w kraciastym ubranku z drewnianym pajacykiem w dłoni. Zatrzymał się na dłużej nad zdjęciem, coś mu ono mówiło. Po chwili zwrócił się do ojca, pamiętam jak przez mgłę, jakiś mężczyzna przesuwa meble i wyciąga zza nich pajacyka. Ojciec uśmiechnął się od ucha do ucha i zaczął opowiadać. Miałeś góra 2 latka, ktoś położył go na kredensie i wpadł za mebel. Wyciągnąłem go dopiero po odsunięciu grata. Jak ty się wtedy cieszyłeś, aż piszczałeś na jego widok.

To drugi obraz z ojcem w roli głównej, jaki pamiętał z przeszłości. Opowiedział o pierwszym, jaki pamiętał od zawsze.
O dziwo ojciec wiedział, o co chodzi, wrócił wtedy z delegacji, nie było go w domu dość długo, dziecko zwyczajnie o nim zapomniało i się go bało. A więc aby się nim nacieszyć, ojciec trzymał Adama tyłem do siebie, aby go nie widział, bawili się tak do upadłego. Matka nie protestowała mimo późnej godziny, pozwalała im na te harce, tak długo aż obaj padli ze zmęczenia. Najpierw Adaś, później jego ojciec, zasnęli na niepościelonym łóżku. Nie przenosiła syna do łóżeczka, przykryła ich kołdrą, a sama poszła spać do drugiego pokoju. Rano obudziły ją odgłosy z sąsiedniego pokoju, weszła po cichu i zobaczyła męża z zamkniętymi oczami, lekkim uśmiechem na twarzy i syna, który pokazywał na twarz ojca paluszkiem i mówił... oko, nos, ucho, a ojciec za nim powtarzał.
Ta opowieść wywołała uśmiech na twarzach obu mężczyzn.

Adam był pod wrażeniem archiwum ojca i szczegółów, jakie pamiętał odnośnie każdej pamiątki. Chwilami wydawało mu się, że ojciec opowiada dzień za dniem z ich wspólnego życia.
Trochę dopytywał, ale robił to bardzo delikatnie, aby nie spłoszyć rodzica. Widział, że są tematy, od których ucieka, a nie chciał, aby ojciec się zamknął w sobie. Dlatego, jeśli pytał to bardzo ogólnie, np...opowiedz coś jeszcze z czasów, gdy byłem mały.

Opowiadał chętnie, jednak tym razem posmutniał, wziął głęboki oddech i zaczął opowiadać. Miałeś sześć miesięcy, cały dzień byłeś jakiś płaczliwy. Gdy wróciłem do domu z pracy, pojechaliśmy z tobą do lekarza. Ten odesłał nas do szpitala.
Tam bardzo szybko, zabrano cię na odział, zrobiło się poruszenie, nikt nam nic nie chciał powiedzieć. Personel działał w pośpiechu, zza drzwi sali, w której leżałeś dochodziły chwilami podniesione głosy. Gdy wychodziła pielęgniarka, zauważyłem, że leżysz pod jakąś aparaturą. Byłem przerażony, ale nic nie mówiłem matce.
Pocieszałem ją, że pewnie cię badają i zaraz nam powiedzą, że niedługo wracasz do domu. Sam nie wierzyłem w to, co mówiłem, ale ona była taka przerażona. Siedziała na tym twardym szpitalnym krześle i płakała, nie wydawała z siebie żadnego głosu, tylko łzy jak strugi spływały jej po policzkach.

Po kilku godzinach wyszedł lekarz i powiedział, że złapałeś jakąś bakterię, która w błyskawicznym tempie zaatakowała cały organizm. Słabniesz z minuty na minutę, nie walczysz, mamy być przygotowani na najgorsze. W tym momencie twoja matka osunęła się na podłogę, a ja nawet nie miałem siły się ruszyć, aby jej pomóc.
Podano jej jakiś zastrzyk i jak stanęła na nogi kazano nam iść do domu.
Był środek nocy, wyszliśmy ze szpitala, na dworze było bardzo zimno. Szliśmy tak przed siebie bez słowa. Po pewnym czasie mijaliśmy kościół, spojrzłem na matkę, zatrzymała się na chwilę. W tym samym momencie skierowaliśmy swoje kroki w jego kierunku.
Chwyciła za klamkę, było zamknięte, uklękła pod drzwiami i zaczęła szlochać. Uderzała głową w stare drewniane drzwi i cedziła przez łzy. Nie zabieraj go nam, po co on ci potrzebny? Dla nas jest całym światem, bez niego nie mam po co żyć.
Ukląkłem obok niej i próbowałem ją przytrzymać, aby nie zrobiła sobie krzywdy. Tak na zmianie klęczeli i siedzieli pod drzwiami aż przyszedł ksiądz odprawić poranną mszę.
Zapytał o  problem, zaprosił do środka i zaproponował, że odprawi mszę w intencji ich dziecka.
Po mszy poszliśmy do szpitala, tam powiedziano nam tyle, że nie jest gorzej, proces chorobowy się zatrzymał, a to dobry znak.

Dopiero w trzeciej dobie odzyskałeś przytomność, do domu zabraliśmy cię po dwóch tygodniach. Długich, tragicznych tygodniach, ważyłeś tyle, co w chwili narodzin, ale szybko zacząłeś wracać do sił i nadrobiłeś straty.
Oczy ojca błyszczały od łez, sam Adam się wzruszył, miał dziecko i wiedział, że to były bardzo ciężkie doświadczenia.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 13 Wrzesień, 2016, 20:25

Adam


    Dni mijały bardzo szybko, mimo że spędzał z ojcem dużo czasu to jednak nigdy nie da się nadrobić straconych lat.
Niby dużo wiedział jego z życia , ale nie wiedział, dlaczego odszedł. W rozmowach z żoną nie używał zwrotu..odszedł od nas, mówił tylko odszedł. Z tego, co widział, to nie były tylko puste słowa, ojciec nie odszedł od nich, ale od matki.
Kiedyś poszli do warsztatu, Adam znów zaczął przeglądać zalegające w nim prace. Wszystkie wyszły spod ręki ojca, mniej lub bardziej dopracowane, ale jego.
Władysław widział, z jakim zainteresowaniem syn je przegląda.

Zaczął opowiadać historię każdej swojej pracy.Każda miała swoje odniesienie do jakiejś daty z życia jego dzieci. Urodziny, imieniny, pierwsza klasa, ósma klasa...osiemnastka Adama. O wszystkim pamiętał.
Opowiadał o każdej pracy w zadumie, widać było, że sprawia mu to ból. Adam powiedział, że nie musi opowiadać skoro to dla niego takie trudne.
Jednak on ewidentnie chciał to z siebie wyrzucić.
Poprosił syna, aby szedł do ciotki i powiedział, aby mu dała zielone pudełko z komody, ona będzie wiedzieć, o co chodzi.
Przyniósł ojcu stare zielonkawe pudełko, wziął je do ręki, zaczął obracać, a następnie mówić. Mimo że to była połowa kwietnia, nadal było bardzo zimno. Pojechałem do waszego mieszkania, z tym prezentem i wielką torbą twoich ukochanych irysków z sezamem. Drzwi otworzyła matka, powiedziała, że cię nie ma w domu, chciałem zapytać, kiedy będziesz, ale nie zdążyłem zamknęła mi drzwi przed nosem.

Postanowiłem na ciebie czekać pod blokiem. Po jakimś czasie wyszła z twoim rodzeństwem, które na mój widok szybko się oddaliło. Matka powiedziała mi, że wyjechałeś na drugi koniec Polski nauczać ludzi o Jehowie, prawdziwym Bogu i powiedziałeś, że nie chcesz mieć nic wspólnego z takim ojcem oraz że prosiłeś, abym się z tobą nigdy więcej nie kontaktował. Gdy poprosiłem, aby przekazała ci prezent, odmówiła. Świadkowie Jehowy nie obchodzą urodzin, codziennie mogą się obdarowywać prezentami, nie potrzebują do tego żadnej okazji. Z wielkim bólem wróciłem do domu, po drodze kupiłem sobie w melinie jakiś alkohol, upiłem się do nieprzytomności.
Podał synowi pudełko mówiąc, to twój spóźniony prezent, cukierki rozdałem dzieciom pod blokiem. Adam otwierał podarunek bardzo ostrożnie, bał się, że może coś uszkodzić. W środku był męski zegarek z niebieską tarczą i srebrną bransoletką. On chodzi, powiedział zdziwiony . Tak, odparł ojciec, nakręcam go cały czas przez te wszystkie lata, zawsze miałem cichą nadzieję, że kiedyś ci go dam, chciałem, aby był sprawny. Adam obracał zegarek w dłoni i nie wiedział co powiedzieć. Przecież w tamtym dniu, był w domu, siedział w swoim pokoju i płakał do poduszki. Winił ojca, że o nim zapomniał, a on był na wyciągnięcie ręki, tak bardzo blisko. Widział, że ojciec płacze, nie chciał pokazywać jak bardzo się wzruszył, jak szarpią nim emocje. Czuł jak w nim wszystko narasta i zaczyna dusić w piersi, wyszedł przed budynek. Tam dał upust temu, co go dławiło, Emilka widząc płaczącego ojca, podbiegła do niego, przytulił się i zaczęła pytać. Tatuś, dlaczego płaczesz? Tatuś nie płacz, bo i ja będę. W tej chwili jak spod ziemi wyrosła Halinka i zabrała córkę, mówiąc, że tatuś musi teraz być sam.

Stał oparty o nagrzany mur, obracał w dłoni zegarek, na pewno dużo kosztował, jak na tamte czasy ojciec jak nic wydał na niego dwie swoje pensje. Nagle zauważył z tyłu jakiś napis, przyjrzał mu się uważnie. Kształtne literki tworzyły motto na życie młodego człowieka...Synu, żyj tak, aby nikt nigdy przez ciebie nie płakał.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Maro w 14 Wrzesień, 2016, 17:20


Okazja czyni....


    Będąc na bazarze chciałam sobie kupić kawę z budki, podchodzę i czekam na panią, pobiegła rozmienić kasę. Obok stoją dwie panie a kilka kroków dalej wózek.
I tak przyglądam się temu wózkowi, przekrzywiam głowę raz w jedną stronę, raz w drugą jak ta papuga na patyku. Nie ukrywam,  że było to prowokacyjne z mojej strony. Po chwili rybka chwyciła haczyk i podchodzi do mnie pani i mówi...coś panią interesuje z naszej tematyki?
....tak kawa, czarną z cukrem poproszę udaję głupią . Na co ona....pokazuje na wózek ale z naszej literatury?
Nieee, odpowiadam ja potrzebuję coś dla ciała nie dla ducha. Na co pani szybko odpowiada....my dla ciała i dla ducha też .
A po ile u pań kawa? Odbijam piłeczkę. Na co kobieta się skrzywiła....ale my nie mamy kawy.
To co mi pani zawraca głowę...
Dalej już tematu nie pociągła.





A to Ci sie udalo , to juz bylo z pogranicza sadyzmu   :)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 14 Wrzesień, 2016, 21:06



A to Ci sie udalo , to juz bylo z pogranicza sadyzmu   :)

  Tak tylko troszeczkę.
Czasem jak do mojej spokojnej duszyczki dobijają się jacyś wandale, lubię ich pogonić. :D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Maro w 15 Wrzesień, 2016, 12:42
Do   Tejzlej!!  ,,Mam pytanie do osób śledzących mój wątek.

Historia Adama nie należy do łatwych, czasem muszę nieźle panować nad emocjami aby nie przegiąć. Sama jestem doświadczona przez organizację, na własnej skórze doznałam tej miłości.

Powiedzcie mi....czy w tym co przeczytaliście zieje nienawiścią do sJ ? Nie chodzi mi o to aby jechać po organizacji, ale aby czytelnik sam wyciągał własne wnioski dodając do siebie pewne fakty.
Ale czasem można się niepotrzebnie zagalopować.''   
   HISTORIA ADAMA PISANA JEST TWOIMI REKOMA WIDZIANA TWOIMI OCZYMA I PRZEZYWANA TWOIMI EMOCJAMI. TO JEST PO CZESCI TWOJE ZYCIE BO ZWRACASZ UWAGE NA OTACZAJACYCH CIE LUDZI SWOJA WLASNA DUSZA. WIEC OPISUJESZ TEZ MIEDZY WIERSZAMI A CZESTO I WPROST WLASNA HISTORIE ZYCIA.  PRZEZYWASZ ZYCIE INNYCH PRZEZ SWOJE WLASNE DOSWIADCZENIA, KTORE UKSZTALTOWALY CIE TAKA JAKA JESTES ORAZ TAKZE PRZEZ TWOJA WLASNA PRACA NAD SOBA. DLA MNIE POKAZUJESZ PRZEZ TO CO PISZESZ JAK WAZNE SA RELACJE, WIEZI ORAZ TO CO TE WIEZI POTRAFI POPSUC A CZESTO I ZABIC. PYTASZ RETORYCZNIE CZY Z TEGO CO PISZESZ ZIEJE NIENAWISC DO SWIADKOW JEHOWY?  JA NIE UDZIELE CI NA TO ODPOWIEDZI BO KAZDY I TY ROWIEZ WIESZ JAK JEST.  ZRESZTA, SA CHWILE W ZYCIU ZE CZUJEMY TO UCZUCIE, PEWNIE NIKOMU NIE JEST OBCE UCZUCIE GNIEWU GDY CZUJESZ JAK KTOS CHCE CIE JAKO WOLNA ISTOTE ZAMKNAC W KLETCE WBREW TWOJEJ WOLI. MYSLE ZE MAMY PRAWO JAKO LUDZI CZUC TO UCZUCIE I JEST ONO UZASADNIONE, GORZEJ JESLI W TYM TRWAMY. MOWISZ ZE CZASEM MUSISZ SAMA NIEZLE PANOWAC NA EMOCJAMI ABY NIE PRZEGIAC. MYSLE, ZE JESLI W ZDROWY SPOSOB JE PRZEZYWASZ CZYLI WLASCIWE UCZUCIA I WE WLASCIWYM CZASIE NIE DA SIE Z TYM PRZEGIAC. WIEC... CZYTAM DALEJ TWOJE HISTORIE...

Nemo: Proszę nie pisać z włączonym Caps Lock-em. Z góry dziękuję.  :)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 16 Wrzesień, 2016, 19:39

  Wiesz.. od gniewu do nienawiści daleka droga. Złość Cię opuści i dajesz na luz, nabierasz dystansu .
Zaś nienawiść to żądza zemsty, życzenie aby stało mu się coś złego.

A co ja im mogę życzyć? Hm...żeby im się kartki w strażnicy posklejały, albo tablet się wieszał?  :o ;D ;D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Maro w 17 Wrzesień, 2016, 00:03
Tazla - ,,Wiesz.. od gniewu do nienawiści daleka droga. Złość Cię opuści i dajesz na luz, nabierasz dystansu .
Zaś nienawiść to żądza zemsty, życzenie aby stało mu się coś złego.

A co ja im mogę życzyć? Hm...żeby im się kartki w strażnicy posklejały, albo tablet się wieszał?  :o ;D ;D"



Tak, masz racje lepiej nabrac dystansu.  Kiedys tak sobie dumalem,dumalem I wydumalem ze nienawisc nic nie moze zaszkodzic znienawidzonemu. On sobie zyje wlasnym zyciem i kompletnie nie wie, ze w tym czasie ktos....   Nasacza sie nienawiscia, podnosi sobie cisnienie krwi, zaciska zeby, zoladek, moze taki biedulek dostac zawalu albo wylewu, a jesli nie, to wrzodow zoladka albo innej przypadlosci. Ma zepsuty humor i zycie i chodzi posepny...     Wiec pewnie lepiej zyczyc innym pogody ducha, byc im serdecznym i zyczliwym...ktos tu napisal ze warto byc lepszym, ponad tym. Kazdy z nas byl Swiadkiem Jehowy i mogloby sie tak zdarzyc, ze tkwilibysmy dalej ...   kazdy z nas gdzies tam w glebi zawsze tesknil za autentycznoscia ,czlowieczenstwem, prawdziwym szacunkiem i mysle, ze nie powinnismy im tego prawa odbierac...a co do kartek... to zgadzm sie niech im sie posklejaja  :)
Tytuł: .
Wiadomość wysłana przez: Maro w 17 Wrzesień, 2016, 15:34
.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 18 Wrzesień, 2016, 18:04

Adam

              Urlop dobiegał końcowi, trzeba było wracać do domu i obowiązków. Adam z Halinką byli już spakowani, pozostało im się tylko pożegnać z bliskimi. Emilka została u dziadka była dopiero połowa wakacji, okolica piękna, świeże powietrze, ukochany dziadziulo jak zwykła o nim mówić oraz towarzystwo. Ciotka miała czwórkę wnucząt, z czego dwie dziewczynki były wiekowo zbliżone do małej. A więc nuda na pewno jej nie groziła.
Zaczęli nawoływać córkę, przybiegła po chwili, boso ze zdartym kolanem i umorusaną buzią.
Emila! Krzyknęła matka, jak ty wyglądasz?! Na co dziewczynka przytulając się do ojca odpowiedziała.oj mamo, szybko się żegnaj, ja nie mam czasu tam w ognisku ziemniaki dochodzą.
Tak szybko, jak przybiegła oddaliła się, ku radości dziadka, który skwitował sytuację krótko..żywe srebro.
Na odchodne Władysław dał synowi niewielki pakunek, mówiąc przy tym..masz poczytaj sobie w domu.
Ujechali kawałek, jak Adam poprosił żonę, aby zajrzała do środka, co tam jest?
W środku były listy, a raczej koperty, całkiem nowe i bardzo, bardzo stare. Każda była adresowana do Adama i na każdej widniał dopisek..adresat nieznany.
Odłożyła pakunek na bok, mówiąc mężowi, że według niej to bardzo intymne i sam powinien je rozpakować.

Po powrocie do domu, żona poszła spać, zaś Adam zasiadł do lektury. Rozłożył listy na stole, zaścielały całą jego powierzchnię. Nie wiedział, od którego zacząć, uznał, że najlepszym rozwiązaniem będzie od tego z najstarszą datą.
To był czas, kiedy jeszcze nie chodził do szkoły. Otworzył starą pożółkłą kopertę, wyją kartkę i zaczął czytać.

Moje kochane drogie dzieci.

Nie ma mnie przy was ciałem, ale cały czas jestem z wami sercem.
To, że się rozstaliśmy z mamą nie znaczy, że o was zapomniałem, jesteście dla mnie najważniejsi na świecie......
Na koniec był dopisek. Adaś adresuję do ciebie, bo jesteś najstarszy, mam nadzieję, że kiedyś sam przeczytasz ten list. Opiekuj się bratem i siostrą, bądź grzeczny i wszyscy słuchajcie mamy.

Kochający was zawsze tata.

Były listy z życzeniami, takie zwykłe z opowieściami życia ojca.
Z każdego z nich wylewały się pokłady miłości ojca do dzieci, którego brutalnie odsunięto z ich życia.
Była masa tęsknoty i bólu, żalu, że tyle im wzajemnie zabrano. Był list, w którym Władysław opisywał ważny dzień z życia syna.
Z opisu wynikało, że obserwował go z ukrycia, a że szedł z matką nie odważył się podejść. Wszedł do szkoły jak trwały uroczystości i razem z innymi rodzicami kibicował pierwszakom.
Z dalszej korespondencji dowiedział się, że matka zagroziła, iż jeśli nie przestanie ich nachodzić, pozbawi go praw do dzieci, wywiezie je daleko, że nawet nie będzie mógł sobie na nich popatrzeć.
Nie chciał nic robić na siłę wiedział, że awantury i przepychanki nie będą niczym dobrym dla dzieci. Postanowił im tego oszczędzić.
Po przeczytaniu listów, Adam wiedział, że jego ojciec to bardzo mądry człowiek. Z miłości do nich, zrezygnował z bliższych relacji z nimi. Wiedział, że porywcza żona jest zdolna do wszystkiego, aby tylko postawić na swoim.
To przecież ona doniosła na niego do dzielnicowego, że nadużywa alkoholu i się nad nimi znęca. W dniu, kiedy miał wolne i poszedł na imieniny kolegi, wezwała milicję. Przyszli zabrali na izbę. Później jak się planował, nie miała już haczyka alkoholem, chodziła i płakałam, że znęca się nad rodziną psychicznie.
Adamowi coś zaczęło przemykać przez pamięć. Milicjant w ich domu pytał go o ojca czy ich bije, przerażone dziecko spuściło głowę, a matka mówiła, że to ze strachy przed ojcem.
I za co taka podłość, za co taka zemsta? Tylko za to że....
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: noelo w 19 Wrzesień, 2016, 16:44
Dziwi mnie, że ojciec odstępuje od kontaktów z dziećmi "żeby się nie szarpać i nie awanturować, bo to dla nich niedobre". A wychowywanie się bez niego niby dobre?
A co do przekazania przez matkę że syn się z ojcem nie chce widywać, no litości, uwierzył w coś takiego, znając swoją byłą żonę? Nie miał numeru telefonu do syna, nie można było zweryfikować?
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 19 Wrzesień, 2016, 17:25
Dziwi mnie, że ojciec odstępuje od kontaktów z dziećmi "żeby się nie szarpać i nie awanturować, bo to dla nich niedobre". A wychowywanie się bez niego niby dobre?
A co do przekazania przez matkę że syn się z ojcem nie chce widywać, no litości, uwierzył w coś takiego, znając swoją byłą żonę? Nie miał numeru telefonu do syna, nie można było zweryfikować?

Weź pod uwagę że w tamtych czasach nie było telefonów komórkowych.
Czasem lepiej jest ustąpić, bez względu na konsekwencje niż szarpać się i jeszcze bardziej rujnować poczucie bezpieczeństwa.
Między wierszami można przeczytać, na tamten czas matka Adama była gotowa na wszystko, byleby zerwać kontakt ojca z dziećmi. W sumie nie jest to między wierszami, dokładnie tu (pogrubienia moje):

Po przeczytaniu listów, Adam wiedział, że jego ojciec to bardzo mądry człowiek. Z miłości do nich, zrezygnował z bliższych relacji z nimi. Wiedział, że porywcza żona jest zdolna do wszystkiego, aby tylko postawić na swoim.
To przecież ona doniosła na niego do dzielnicowego, że nadużywa alkoholu i się nad nimi znęca. W dniu, kiedy miał wolne i poszedł na imieniny kolegi, wezwała milicję. Przyszli zabrali na izbę. Później jak się planował, nie miała już haczyka alkoholem, chodziła i płakałam, że znęca się nad rodziną psychicznie.
Adamowi coś zaczęło przemykać przez pamięć. Milicjant w ich domu pytał go o ojca czy ich bije, przerażone dziecko spuściło głowę, a matka mówiła, że to ze strachy przed ojcem.
I za co taka podłość, za co taka zemsta? Tylko za to że....

To dziedzina życia, gdzie nie ma dobrego wyboru, mniej inwazyjnego. Nieważne co się postanowi będzie źle.
Co by było lepsze, szarpanina w sądzie, danie za wygraną? Nieważne co by ojciec Adama wybrał, to bardzo by się odbiło na psychice dzieci.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: noelo w 19 Wrzesień, 2016, 17:52
Weź pod uwagę że w tamtych czasach nie było telefonów komórkowych.

Masz rację, mój błąd :) Ale jeśli wiedział, gdzie syn chodzi do szkoły, mógł tam choćby wystawać, żeby spytać go, czy to prawda...

Czasem lepiej jest ustąpić, bez względu na konsekwencje niż szarpać się i jeszcze bardziej rujnować poczucie bezpieczeństwa.
Między wierszami można przeczytać, na tamten czas matka Adama była gotowa na wszystko, byleby zerwać kontakt ojca z dziećmi. W sumie nie jest to między wierszami, dokładnie tu (pogrubienia moje):

To dziedzina życia, gdzie nie ma dobrego wyboru, mniej inwazyjnego. Nieważne co się postanowi będzie źle.
Co by było lepsze, szarpanina w sądzie, danie za wygraną? Nieważne co by ojciec Adama wybrał, to bardzo by się odbiło na psychice dzieci.
No spoko, ale on nie był do niczego zdolny? Przecież był mężczyzną, dlaczego tak łatwo się poddał? W takich właśnie sytuacjach w grę wchodzą organy prawne, z których pomocą warto zawalczyć o swoje prawa. Nie piszę o walce przemocą, ale właśnie za pomocą takich środków. Nie wyobrażam sobie zostawienia dziecka z takiego właśnie powodu...
I nie szukania go potem, jak już stał się dorosłym mężczyzną!
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 19 Wrzesień, 2016, 20:15
Dziwi mnie, że ojciec odstępuje od kontaktów z dziećmi "żeby się nie szarpać i nie awanturować, bo to dla nich niedobre". A wychowywanie się bez niego niby dobre?
A co do przekazania przez matkę że syn się z ojcem nie chce widywać, no litości, uwierzył w coś takiego, znając swoją byłą żonę? Nie miał numeru telefonu do syna, nie można było zweryfikować?



   Może postępowanie ojca nie było do końca w porządku. Pewnie każdy z nas postąpiłby inaczej, lepiej lub gorzej to rozegrał.

Jednak należy pamiętać o tym, że nie do końca znamy wszystkie detale. Adam mimo żalu jaki miał do matki nie zgodził się aby te ich brudy prać publicznie do samego spodu.
I to należy uszanować.

Chyba nie czytasz wszystkiego od początku, padło że szukali się w dorosłym życiu, ale nic z tego nie wyszło. Sama matka nie wiedziała do pewnego czasu gdzie jest dorosły Adam.

I tak jak pisze Niepokorna...w takich sytuacjach nie ma dobrych wyjść.Zawsze ktoś cierpi lub obrywa rykoszetem, a najbardziej dzieci.


Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: noelo w 20 Wrzesień, 2016, 09:22
Czytałam od początku, możesz mi zacytować, gdzie była mowa o tym, że ojciec go szukał? Czytałam to za jednym razem, więc mogłam coś przeoczyć z przemęczenia :P
Na pewno dobrym wyjściem nie jest rezygnacja z prób kontaktu z dzieckiem, no przykro mi, ale nijak tego nie poprę. Zwłaszcza że go tak rzekomo bardzo kochał przez te wszystkie lata.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 20 Wrzesień, 2016, 10:18
Na pewno dobrym wyjściem nie jest rezygnacja z prób kontaktu z dzieckiem, no przykro mi, ale nijak tego nie poprę. Zwłaszcza że go tak rzekomo bardzo kochał przez te wszystkie lata.

Nie znamy wszystkich szczegółów, nie ma co się łudzić że je poznamy. Ocenienie z taką surowością, nie jest fair.
Nam, osoba całkowicie niezwiązanym z historią, emocjami, wyborami, łatwo jest ocenić i to ocenić niesprawiedliwie. Dużo ciężej wniknąć i spróbować zrozumieć, o próbie poczucia emocji jakie targały bohaterami nie wspominając. Poza tym historia toczy się x lat temu, a jak to sady w Polsce kult matki polki (który mnie strasznie drażni), ojciec jest na straconej pozycji, zwłaszcza jak matka jest kreatywna (w najgorszym tego słowa znaczeniu).

Powiem z własnego doświadczenie, dużo bardziej wolałabym żeby, któreś z moich rodziców zniknęło z życia mojego jako dziecka, czy ograniczyło kontakt, niż miałabym jeszcze raz przechodzić przez to co przeszłam.
zniszczenie dziecięcego azylu, później próba odzyskania szacunku do rodziców i patrzenie na nich jak na rodziców, a nie kogoś przez kogo się cierpiało.

W ocenie kogoś są trzy opcje:
Pierwsza, ocenić kogoś swoimi miernikami (najgorsza).
Druga, próbować zrozumieć czyjeś ówczesne emocje, i nimi ocenić (mało realne, zwłaszcza jeśli sami czegoś nie przeżyliśmy).
Trzecia, powstrzymać się (zwłaszcza jeśli nie znamy wszystkich szczegółów), można kogoś bardzo skrzywdzić.

Tazła napisała coś co powinno posłużyć jako zakończenie debaty w tym temacie:

   Może postępowanie ojca nie było do końca w porządku. Pewnie każdy z nas postąpiłby inaczej, lepiej lub gorzej to rozegrał.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 20 Wrzesień, 2016, 11:23
   
   Jest taka stara życiowa mądrość....nie sądźcie abyście nie byli......


 Jedna z moich sąsiadek była zawsze bardzo bojowa jeśli chodziło o innych.
Gdy znajomej mąż odszedł do kochanki, a żona dała mu rozwód i polubownie podzielili się majątkiem i opieką nad dziećmi. Krzyczała....ja, ja bym mu złamanego grosza nie dała, w skarpetkach bym puściła, o dzieciach by musiał zapomnieć.

Gdy zaś w innym domu, chłopak wpadł w złe towarzystwo....włamy, rozboje, naruszenie nietykalności...areszt, później więzienie. Znów grzmiała...wyrzuciłabym z domu na zbity pysk, wyrzekłabym się, dla mnie to już nie dziecko.
Wieszała psy na takich osobach, nazywając ich nieudacznikami.

Często się jej mówiło...nie kozacz nie kozacz , nikt nie wie co go w życiu czeka.  Wszystko na nic, ona z góry zakładała jakby postąpiła i jaka byłaby wtedy  mądra.

Minęło trochę czasu....
Córka w wieku szesnastu lat zaszła w ciążę, nie wiedziała nawet z kim. Urodziła dziecko, zostawiła babci i poszła w tango. Narkotyku, alkohol, rozboje, prostytucja i więzienie.
Matka jak opętana latała po adwokatach, a później nosiła paczki do więzienia. Wszelkie uwagi kwitowała...przecież to moja córka.

Minęło trochę czasu, mąż wyjechał za pracą, później wieści, że nie wraca, pozew rozwodowy i podział majątku.
Sprzedała kawał lasu po swoich rodzicach aby spłacić męża, zgodnie z wyrokiem sądu.
Po jakiś pięciu latach, mąż wrócił goły i wesoły, a ona przyjęła go z otwartymi ramionami. Przecież dzieci muszą mieć ojca, a wnuki dziadka.


Jak to się mówi.....

Tyle wiemy o sobie, na ile nas sprawdzono.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: A w 20 Wrzesień, 2016, 15:09
Czytałam od początku, możesz mi zacytować, gdzie była mowa o tym, że ojciec go szukał? Czytałam to za jednym razem, więc mogłam coś przeoczyć z przemęczenia :P
Na pewno dobrym wyjściem nie jest rezygnacja z prób kontaktu z dzieckiem, no przykro mi, ale nijak tego nie poprę. Zwłaszcza że go tak rzekomo bardzo kochał przez te wszystkie lata.
Noelo pomiędzy czarnym a białym jest wiele odcieni szarości.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Maro w 25 Wrzesień, 2016, 13:47
   
   Jest taka stara życiowa mądrość....nie sądźcie abyście nie byli......


 Jedna z moich sąsiadek była zawsze bardzo bojowa jeśli chodziło o innych.
Gdy znajomej mąż odszedł do kochanki, a żona dała mu rozwód i polubownie podzielili się majątkiem i opieką nad dziećmi. Krzyczała....ja, ja bym mu złamanego grosza nie dała, w skarpetkach bym puściła, o dzieciach by musiał zapomnieć.

Gdy zaś w innym domu, chłopak wpadł w złe towarzystwo....włamy, rozboje, naruszenie nietykalności...areszt, później więzienie. Znów grzmiała...wyrzuciłabym z domu na zbity pysk, wyrzekłabym się, dla mnie to już nie dziecko.
Wieszała psy na takich osobach, nazywając ich nieudacznikami.

Często się jej mówiło...nie kozacz nie kozacz , nikt nie wie co go w życiu czeka.  Wszystko na nic, ona z góry zakładała jakby postąpiła i jaka byłaby wtedy  mądra.

Minęło trochę czasu....
Córka w wieku szesnastu lat zaszła w ciążę, nie wiedziała nawet z kim. Urodziła dziecko, zostawiła babci i poszła w tango. Narkotyku, alkohol, rozboje, prostytucja i więzienie.
Matka jak opętana latała po adwokatach, a później nosiła paczki do więzienia. Wszelkie uwagi kwitowała...przecież to moja córka.

Minęło trochę czasu, mąż wyjechał za pracą, później wieści, że nie wraca, pozew rozwodowy i podział majątku.
Sprzedała kawał lasu po swoich rodzicach aby spłacić męża, zgodnie z wyrokiem sądu.
Po jakiś pięciu latach, mąż wrócił goły i wesoły, a ona przyjęła go z otwartymi ramionami. Przecież dzieci muszą mieć ojca, a wnuki dziadka.


Jak to się mówi.....

Tyle wiemy o sobie, na ile nas sprawdzono.



Po prostu kobieta o dwojakiej moralnosci ;)  .... ale jedno u niej sie nie zmienilo, zawsze byla sprawiedliwa we wlasnych oczach, czy kogos to dziwi?
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 25 Wrzesień, 2016, 19:47

Po prostu kobieta o dwojakiej moralnosci ;)  .... ale jedno u niej sie nie zmienilo, zawsze byla sprawiedliwa we wlasnych oczach, czy kogos to dziwi?

 Jak dla mnie zwykła dulszczyzna, potępianie innych za to co się samemu robi.
Inni są be, a ja za to samo jestem prawdziwym bohaterem, a jeśli już nie, to jestem w pełni usprawiedliwiona.
Tak to chyba jest tłumaczone.

W końcu punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Maro w 26 Wrzesień, 2016, 09:33
Jak dla mnie zwykła dulszczyzna, potępianie innych za to co się samemu robi.
Inni są be, a ja za to samo jestem prawdziwym bohaterem, a jeśli już nie, to jestem w pełni usprawiedliwiona.
Tak to chyba jest tłumaczone.

W końcu punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia.






Jak powiedziala gdziesz w komentarzu A  , zycie to nie tylko czarno bialy kolor ale tez odcienie szarosci. Ja tez bym dodal, ze I tkaze rozne kolory. Mysle, ze  latwiej ludziom ocenic zachowanie innych pod katem Moralnosci.  Siebie natomiast latwiej ocenic pod katem faktow czy sprawnosci.  tlumaczenie np, to przeciez moja corka, albo np. to przeciez kazdemu sie zdarza, albo a co mam zrobic? albo nie udalo mi sie inaczej, przeciez nie jestem doskonaly itd. Ludzie stosuja rozne zabiegi by unikac wlasnych przykrych uczuc.i gdyby tak ochoczo takze innych usprawiedliwiali a raczej chcieli zrozomiec byloby Im latwiej.  Psychika ludzka jest dosc skomplikowana I prosta ocena czyjegos zachowania jest tylko subektywna ocena I nic wiecej, mniej lub bardziej trafna , czesto mniej trafna.  Poza tym nie tylko sami piszemy swoj scenariusz zycia czesto ksztaltuja je inne okolicznosci w tym inni ludzie.   W kazdym razie jesli posowamy sie do moralnej oceny innych ludzi chcemy poczuc sie lepiej we wlasnych oczach I nie wazne czy my zachowujemy sie gorzej czy lepiej.   Wazna informacja jest jest tez to jak traktujemy innych to mowi nam wiele o nas samych. gdzie I w jakim konkretnie miejscu mamy problem. Problem jest,  jak w tym przykladzie o zdzble I belce. To generalna zasada, Nie widzimy u siebie belki nie dlatego ze mamy zle intencje, ale dlatego ze brak nam dystansu do siebie. O tej belce badz zdzble w naszym oku powiedziec moga nam zyczliwe osoby, ktore czesto nie maja interesu nas oszukiwac a nam potrzebna jest jedynie jedna rzecz, pokora, gdyz to czego sie dowiemy o sobie od tej zyczliwej osoby nas zaboli, a zaboli z powodu, ze taka jest po prostu prawda o nas samych. Nie dotykaja nas emocjonalnie tematy nieistotne I z gruntu nieprawdziwe, boli to, ze dociera do nas prawda i burzy nasz idealistyczny obraz wlasnej osoby. Po prostu lubimy oszukiwac nie tylko innych. Unikanie przykrych uczuc paradoksalnie nie sprawi ze sie ich pozbedziemy lecz bedzie jeszcze gorzej.  Nie mam takiej zdolnosci jak TaZla ktora potrafi jednym zdaniem okreslic istote wiec pozwole zacytowac jej powyzsze zdanie ktore mowi bardzo wiele:            ,,Inni są be, a ja za to samo jestem prawdziwym bohaterem, a jeśli już nie, to jestem w pełni usprawiedliwiona.''  W tym zdaniu doskonale widac w jaki sposob ludzie znieksztalcaja wlasna rzeczywistosc.  Chcialbym jeszcze przy tym dodac, aby nigdy poznajac kogokolwiek nie zapominac o kontekscie, on jest czesto wazniejszy niz sama osoba. Nie wiemy czesto nic o jej rodzinie, wychowaniu, relacjach, itd. itd.itd. wiec... pozdrawiam wszystkich I Ciebie TaZla chyba Aniu jesli sie nie myle :)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 26 Wrzesień, 2016, 22:01


     Chcialbym jeszcze przy tym dodac, aby nigdy poznajac kogokolwiek nie zapominac o kontekscie, on jest czesto wazniejszy niz sama osoba. Nie wiemy czesto nic o jej rodzinie, wychowaniu, relacjach, itd. itd.itd. wiec... pozdrawiam wszystkich I Ciebie TaZla chyba Aniu jesli sie nie myle :)

 Dokładnie, bardzo wiele czynników ma wpływ na nasze postępowanie, zachowanie, odczucia i reakcje.
Tego nie da się zamknąć w wymiarach czy szablonie, że np...prawidłowe morale w życiu ma metr wysokości i 85 cm szerokości. Jakby tak było, byłoby to może ułatwienie, ale i ogromnie krzywdzące dla wielu osób.

Dla przykładu...znam dwie kobiety, jedna 34 lata, matka samotnie wychowująca piątkę dzieci, mąż dał nogę w świat i zostawił ją z kolosalnymi długami.Ze względu na dwoje najmłodszych nie może podjąć pracy na cały etat. Dorywczo sprząta gdzie może, nawet psy wyprowadza za kasę.  I sypia ze swoim bogatym sąsiadem też za kasę. Mówi że za te kilka nocy może spokojne nakarmić  wszystkie dzieci. I choć się sobą brzydzi, płacze i znów idzie jak lodówka zaczyna świecić pustkami.

Druga też sypia z bogatym gościem, ma 25  lat i nie przepracowała ani jednego dnia. Markowe ciuchy, kosmetyki, fryzjer, kosmetyczka....jest z siebie zadowolona, śmieje się i mówi żyje się raz.

Obie robią to samo, ale czy da się to zmierzyć jedną miarą?
Według mnie nie.

Dziękuję,  tak imię się zgadza :)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Maro w 27 Wrzesień, 2016, 16:09
Dokładnie, bardzo wiele czynników ma wpływ na nasze postępowanie, zachowanie, odczucia i reakcje.
Tego nie da się zamknąć w wymiarach czy szablonie, że np...prawidłowe morale w życiu ma metr wysokości i 85 cm szerokości. Jakby tak było, byłoby to może ułatwienie, ale i ogromnie krzywdzące dla wielu osób.

Dla przykładu...znam dwie kobiety, jedna 34 lata, matka samotnie wychowująca piątkę dzieci, mąż dał nogę w świat i zostawił ją z kolosalnymi długami.Ze względu na dwoje najmłodszych nie może podjąć pracy na cały etat. Dorywczo sprząta gdzie może, nawet psy wyprowadza za kasę.  I sypia ze swoim bogatym sąsiadem też za kasę. Mówi że za te kilka nocy może spokojne nakarmić  wszystkie dzieci. I choć się sobą brzydzi, płacze i znów idzie jak lodówka zaczyna świecić pustkami.

Druga też sypia z bogatym gościem, ma 25  lat i nie przepracowała ani jednego dnia. Markowe ciuchy, kosmetyki, fryzjer, kosmetyczka....jest z siebie zadowolona, śmieje się i mówi żyje się raz.

Obie robią to samo, ale czy da się to zmierzyć jedną miarą?
Według mnie nie.

Dziękuję,  tak imię się zgadza :)










Tak Aniu, wiem o czym mowisz. ...prawdziwe morale nie ma konkretnych rozmiarow, jest raczej szyte na miare.  Nie jestesmy na miejscu innych ludzi, wiec nie doswiadczamy tego samego oraz nie siedzimy w ich srodku, a mysle ze niektorym by sie to przydalo. Tak sobie wejsc w cudze cialo i poprzezywac to samo, a potem wyjsc i zapytac siebie samego, czy dalej widze te osobe tak samo? Czesto prawdziwe poswiecenie dla kogos bycie cichym bohaterem jak ta matka, ktora w desperacji i z dobrych pobudek robi co robi, nie da sie porownac z tym drugim przykladem. Jedna mysli o sobie inna o dzieciach. Posluze sie osobistym doswiadczeniem. Jedna przyjaciolka byla obecna podczas rozmowy w ktorej probowalem cos wyjasnic innej osobie. Wydawalo mi sie, ze mowie z sensem, ladnie, prosto i skladnie. Ona sluchala i nic nie mowila. Na osobnosci pozniej powiedziala mi :   Sluchaj, to co mowiles bylo bardzo madre bo wynikalo z Twojego doswiadczenia i gdyby osoba ta cie posluchala wiele by na tym skorzystala, ale czy zauwazyles ze sluchala cie z grzecznosci? bo dla niej bylo to po prostu zwykle pieprzenie, a wiesz dlaczego? spytala.  Szczeka mi opadla nie wiedzialem co mi powie.  Bo aby cos zrozumiec trzeba to samemu <doswiadczyc>, czesto jestesmy pewni ze czegos nie zrobimy albo pewni ze cos zrobimy , ale dopiero w zetknieciu z dana sytuacja mozna sie dowiedziec jak naprawde sie zachowamy. I to jest prawdziwa wiedza, ktora ty posiadasz ale nie ta osoba bo przezyles rozne rzeczy w zyciu. Ona zanim zrozumie o czym jej naprawde powiedziales musi miec na koncie podobne przezycia, ktore w oparciu o emocje z tym zwiazane bedzie dopiero w stanie zrozumiec. Pomyslalem sobie wtedy, jaka prosta genijalna prawda! No bo do czego niby mialby on przykleic moje slowa? Dla tej osoby byly to tylko slowa i nic poza tym.  Jednym zdaniem cos waznego zrozumialem. Ale takze to, ze lepiej zadawac sie z kobietami ;) 
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 27 Wrzesień, 2016, 20:48

  Bo aby cos zrozumiec trzeba to samemu <doswiadczyc>, czesto jestesmy pewni ze czegos nie zrobimy albo pewni ze cos zrobimy , ale dopiero w zetknieciu z dana sytuacja mozna sie dowiedziec jak naprawde sie zachowamy.


  Reasumując....nie zrozumie syty głodnego.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Maro w 27 Wrzesień, 2016, 22:55

  Reasumując....nie zrozumie syty głodnego.



No tak, I coz moge dodac? chyba nie byloby to sensowne bym reasumowal to co zreasumowalas ;)    glodny jestem!!!
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 28 Wrzesień, 2016, 08:46


No tak, I coz moge dodac? chyba nie byloby to sensowne bym reasumowal to co zreasumowalas ;)    glodny jestem!!!


 Czasem każdy z nas ma zapędy aby tam kogoś podsumować, wyrzucić z siebie ...ja bym nigdy, ja bym inaczej, co za ojciec - matka  i znów ja...

Jednak przychodzi refleksja i wraca złota maksyma mojego dziadka, który miał w zwyczaju mawiać....
     Dupy w ulu nie trzymałeś na miodzie się nie znasz.   :D I wtedy pokornieję i przestaję nawet w myślach oceniać i wyciągać pochopne wnioski. Ponieważ gdy nie zna się wszystkich faktów, one takimi są.

____________________________________________________________________

  A teraz z innej beczki....
Dostałam kilka wiadomości gdzie było napisane, że Osoby chciały się wcześniej do mnie odezwać, ale jakoś miały opory.
Kochani, mnie naprawdę nie ma co się bać, ja nie jestem pożeraczem ludzkich dusz.  ;D Kto miał ze mną większy kontakt wie, że jestem do rany przyłóż.  :-[ ;D

Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 28 Wrzesień, 2016, 19:05

Adam


     Adam wiele razy czytał i analizował listy od ojca, zatrudnił nawet żonę, zawsze co dwie głowy to niejedna. W końcu Halinka powiedziała...wiesz, chyba jesteśmy za głupi, ja bym dała te listy mamie, może ona zobaczy w nich coś więcej niż my? To była myśl, czego jak czego, ale rozwagi i życiowej mądrości nie można było teściowej odmówić. Zaraz zadzwoniła do matki i naświetliła jej sprawę.
Zgodziła się, mąż był w sanatorium, a więc mogła przyjechać i spokojnie poczytać.
Zjawiła się następnego dnia, jeszcze nim Adam wyszedł do pracy. Zasiadła przed stertą chronologicznie ułożonych listów i zaczęła czytać.

Minęło południe, a ona nadal siedziała. Córka co jakiś czas zaglądała do niej, czy czegoś nie potrzebuje, ale tak była pochłonięta lekturą, że mało reagowała na pytania.
Po powrocie Adama, nadal siedziała nad kopertami, teraz rozkładała listy na mniejsze kupki i coś notowała na kartce.
Widać było, że ma swoje wnioski i to dość sporo, zapisywała je już na drugiej stronie kartki.
Wreszcie Halinka zawołała....mamo chodź na obiad, zrób sobie przerwę.
Zasiadła do posiłku, położyła przed sobą swoje notatki i część listów, zaczęła mówić...
Adasiu wiesz, że mimo urazu, jaki miałam do twojej matki, pod koniec nawet ją polubiłam, a i ona chyba mnie też. Tak, to była prawda, obie matki zaprzyjaźniły się pod koniec życia Zofii.
Jednak prosiłeś mnie o wnioski i staram się być obiektywna, jak bardzo potrafię.
Znałam twoją matkę, ojca jeszcze nie i moje uwagi są tylko i wyłącznie oparte na treści listów. Ty wiesz i my wiemy, że twoja matka była osobą wielce dominującą, ale po tym, jak została świadkiem, stała się prawdziwą heterą.
U niej to poczucie wyższości, jakie wpajają ludziom od początku przyjęło ogromne rozmiary. Uważam, że czuła się bezkarna tylko dlatego, że znała tą ich prawdę.

Na dowód swoich słów dała zięciowi do przeczytania fragmenty listów, w których nie padały oskarżenia wprost pod adresem matki, ale można je było wyczytać między wersami.
Była gotowa iść po ,,trupach'' aby dopiąć swego, nieważne były metody, konsekwencje, liczył się tylko cel i to aby zniszczyć wroga. A tym wrogiem był niestety twój ojciec. Najgorsze w tym wszystkim jest to, iż miała ciche poparcie od swoich braci.
Twoja matka była wręcz opętana tą organizacją, pewnie kierowała się też waszym dobrem próbując was uchronić przed ojcem. W jej oczach taki ojciec, który nie chce zostać świadkiem, to chodzące zło istne wcielenie szatana.
Nie patrzyła na niego jak na ojca swych dzieci, ale jak na zagrożenie.
Posuwała się do wielu kłamstw, oszczerstw i podłości, aby nie dopuścić do waszych spotkań.
I tu by się zgadzało, powiedział Adam. Moja osiemnastka, że mnie nie ma w domu i to, że wyjechałam i powiedziałem, iż nie chcę mieć nic wspólnego z takim ojcem.

Sam widzisz, powiedziała teściowa, tych kłamstw na pewno było więcej. Na podsumowanie swoich wniosków dodała...nie do końca bym obwiniała Zofię o te postępki, gdyby jakiś starszy powiedział jej, że dzieciom kontakt z ojcem jest potrzebny, że nie można ich izolować, postępowałaby całkiem inaczej. Jacy nauczyciele taka i trzoda.
A twój ojciec cóż, nie był aż tak waleczny, jak matka, ale znał ją dobrze i skoro się wycofał tzn. że chciał wam oszczędzić tej wojennej przeprawy. I za to powinieneś mu być wdzięczny, może twoje dzieciństwo nie było usłane różami, ale nie było też dramatyczne. W każdej wojnie są poszkodowani, w każdej waśni, sporze czy kłótni ktoś musi być mądrzejszy i ustąpić. W tym przypadku był to Władysław, za co go podziwiam. To nie było łatwe, świadomie ze zrezygnować i usunąć się na bok z poczuciem krzywdy. Usunął się, ale o was nigdy nie zapomniał i nie przestał was kochać. Pamiętaj synku, że to były czasy prężnej komuny, wtedy matka polka była na piedestale i w wielu przypadkach, sąd nie potrzebował dowodów, aby ukarać lub wyeliminować ojca, wystarczyły tylko słowa kobiety.

Teściowa sięgnęła po ostatnią kopertę i zapytała, czy to wszystkie listy, jakie dostał? Odpowiedział zgodnie z prawdą, że tak. Bo widzisz dodała kobieta z tego listu wynika, że matka odpisywała ojcu.
A więc albo lisy został zniszczony, albo ojciec świadomie go nie dołączył? Na to pytanie trzeba szukać odpowiedzi u źródła.
Kończąc omawianie dodała, że jej zdaniem ojciec nie był pijakiem ani awanturnikiem, nie chodziło też o inną kobietę. Jednak nie było do końca jasne, o co się obwiniał, kilka razy padało zdanie....to moja wina, to przeze mnie....
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Exodus w 29 Wrzesień, 2016, 02:52
quote author=noelo link=topic=2916.msg52919#msg52919 date=1474356155]
Czytałam od początku, możesz mi zacytować, gdzie była mowa o tym, że ojciec go szukał? Czytałam to za jednym razem, więc mogłam coś przeoczyć z przemęczenia :P
 Na pewno dobrym wyjściem nie jest rezygnacja z prób kontaktu z dzieckiem, no przykro mi, ale nijak tego nie poprę. Zwłaszcza że go tak rzekomo bardzo kochał przez te wszystkie lata.
[/quote]
Noelo .... Muszę a właściwie to pragnę stanąć w obronie Ojca Pana Adama, a Ciebie....Ciebie prosić o rzetelną analizę dwóch postaci - ( 2 Ojców )
By to zrobić przytoczę kilka opisów Dziewczynki z ... Zielonego wzgórza.  :)
Raczej przykładów by był krócej i szybciej.
  1 pudło a w nim zdjęcia.
  2  warsztat a w nim prace,które wyszły spod ręki ojca, mniej lub bardziej dopracowane, ale jego. (być może laurka na dzień dziecka albo urodziny ...)
 3- zielone pudełko i zegarek który nie był tani... Gdyby nawet był tani to.... dedykacja na kopercie sprawia - moim zdaniem ze jest on BEZCENNY i ukazuje wielkość tego Człowieka!!!
 O cieple jakie emanuje w trakcie ich rozmowy nie trzeba się rozpisywać.
    A teraz noelo.... Tak w wieeelkim skrócie
 Był sobie mały chłopiec. Myślał , że może na komunie jego Tato przyjedzie. prosił nawet  o to w modlitwie  ...bo myślał że .... ,,kto prosi" ( Yy :( Nic z tych rzeczy )
 Kilka lat później jak był bardziej kumaty zaczął szperać po szufladach ,zakamarkach ,pochowanych torebkach matki- zdjęć z nadzieją...
 W końcu.. razu pewnego usiadł koło matuli i zapytał: Jaki był... dlaczego? ( odp.taka sobie blebleble)
 Wpadł więc na genialny pomysł.
 Wiedział, że ponoć mieszka w ,Stolicy Dolnego Śląska' . Poszedł na Pocztę wziął książkę telefoniczną i zaczął szukać po nazwisku.
Gdy znalazł - zadzwonił. Sygnał 1,2,3,4 miał już rezygnować bo serduszko waliło jak młot a i suchość w gardle stawała się nie do opanowania.
Gdy chciał już odłożyć słuchawkę...halo słucham ? Miły i ciepły głos kobiecy powtórzył ponownie te same dwa słowa.
 Dzień dobry . Czy jest Pan.....
- A o co chodzi? Kto pyta? ( zdziwienie  musiało być ogromne,przecież z 2 strony słychać było głos dziecięcy )
 Chłopiec był chyba jednak dość bystry bo ....Ja mam coś do przekazania Panu... od mojego taty czy jest pan..?
 Proszę chwilę poczekać - zaraz zawołam ( woła po imieniu. Nazwijmy Uj- Noelo chyba będzie dobrze) :)
Uju..- krzyczy kobieta raz i drugi.
 O! już uj idzie,usłyszał chłopiec po chwili.
 - Uj z tej strony,słucham?
Cześć. Z drugiej strony...( nazwijmy chłopca vibovit )
 - Jaki Vibovit? Nie znam żadnego ....
 Nie znasz???!!! A dwa śmieszne banknoty ( wówczas Ludwik Waryński posmutniał bo butelka wódki podrożała o 3 złote  ;D ) komu wysyłasz przekazem pocztowym?
 - Cisza.... a..y...wiesz...
- Słyszałem, że chciałeś się ponoć spotkać ( to wiedziałem od wujka mojego.też mieszkał we Wrocku )
 Noo..e,y ...żona jest w tym momencie koło mnie....
 To wystarczyło Noelo  :-[  by cichutko odłożyć słuchawkę na widełki.
 Mimo,że w skorupce jest wygodnie i ciepło to w tej zaistniałej sytuacji nie sposób z niej nie wyjść, by nie stanąć w obronie Ojca Pana Adama - noelo
 Gdybym tego nie zrobił, MUSIAŁBYM znaleźć sposób,by plunąć sobie w twarz.!
 Raz już chciałem to zrobić,gdy zwierzyłem się żonie,że....modliłem się kiedyś za członków tzn. też Ui ( 7 gangsterów z CK ) Myślałem o lustrze,ale pewnie małżowinka za mnie nie chciałaby go umyć.Zrezygnowałem
 Do spotkania doszło noelo z ujem  :) Gdy pociąg się spóźnił ...nie czekał, był w knajpie
Wrocław Kilińskiego 19. Czy ktoś wie z czytelników czy tam jest na dole w tej kamienicy jeszcze knajpa,bar? :)
Napiłbym się Piasta ;)
  Vibovit był w drodze powrotnej na stację Chyba chlipał pod nosem. Zawrócił jednak by się przekonać czy jego wrodzony 6 zmył znowu go nie zawiedzie. Wszedł do knajpy,baru  i mimo wielu będących w nim osób podszedł prosto do dwóch stojących gości.
 - Mam wrażenie ,że pan ma na imię...  A na nazwisko....( uj ... erdolony )
 Spóźnił się pociąg,nie mogłeś poczekać w mieszkaniu?


Czy teraz noelo spojrzysz bardziej przychylnym wzrokiem na Tatę Pana Adama?
 
Czy życie jest piękne ? Film o tym tytule z Roberto Benigni tak :)






Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 02 Październik, 2016, 17:55
To jest historia rodziny, o której można powiedzieć iż są ludźmi kościoła.

   Pani jako młoda kobieta wstąpiła do klasztoru, jednak po pewnym czasie uznała, że to nie dla niej.
Została cywilem i poszła na pedagogikę. Podjęła pracę w domu dziecka prowadzonym przez zakonnice.
Czasem żeśmy się spotkały i na pytanie o życie osobiste mówiła...chłopy nie dla mnie, jakoś się nie widzę u boku żadnego.
Dobiegała trzydziestki gdy nagle bum...Agata wychodzi za mąż. Gdy mnie zapraszała na wesele, zapytałam skąd ta zmiana poglądów?  Odpowiedziała, że zegar biologiczny tyka, a ona chce mieć potomstwo, a więc dorwała kandydata z łapanki. Oczywiście żartowała, widać było po niej że jest zakochana po uszy.
Jej wybranek był organistą w kościele parafialnym do jakiego przynależała ich placówka. Tam się poznali, zaprzyjaźnili, a później pokochali.

Dzieci posypały się jak z rękawa, co rok to prorok, a nawet trafiła się taka dwójka co to nie była bliźniakami, a byli z jednego roku. Na pytania tych bardziej ,,taktownych" czy czasem nie za dużo mają tego potomstwa? Odpowiadali, że dał Bóg dzieci, da i na dzieci.
Jak się do nich zaszło, czasem człowiek nie słyszał własnych myśli. Ale było widać , że się kochają, że nie przeszkadza im bałagan, ciasnota, cieszą się sobą.
Agata mówiła, że ich dzieci nie jadą na kolonie, ale każdy weekend spędzają w plenerze,  a dzieci robią co chcą. Brudzą się, tarzają w trawie, piachu, błocie i są szczęśliwe. I to było widać.
W wieku czterdziestu lat, zaszła w kolejną ciążę i wtedy okazało się, że dziecko będzie miało zespół Downa. Była bardzo załamana, jej mąż przyjechał do mnie, abym ją odwiedziła i porozmawiała.

Płakała jak dziecko, widziała same czarne scenariusze i maleństwo które jest roślinką. Takiej opcji też się nie dało wykluczyć, ale postanowiłam jej opowiedzieć o pewnym chłopcu właśnie z tym schorzeniem.
W sklepie w którym często robię zakupy, spotykam parę z takim właśnie chłopcem. Dziecko jest żywe, rezolutne, śmiałe i ogólnie nie da się przejść obojętnie obok aby się nie uśmiechnąć.
Kiedyś wrzucał ojcu bułki do reklamówki i głośno odliczał.Ja czekałam na swoją kolejkę i gdy podeszłam, zapytał a ty ile chcesz bułek? Ojciec go skarcił, że nie można, wiadomo ludzie różnie reagują. Jednak ja nie miałam nic przeciwko i kazałam sobie odliczyć sześć sztuk. Mały odliczył, ja podziękowałam i pochwaliłam za dobre liczenie. Chłopczyk zachichotał, powiedział proszę i uradowany pobiegł do ojca. Całe to zajście obserwowała moja znajoma, podeszła do mnie i zapytała...jak mogłaś wziąć od niego te bułki? Pytam ją...a co z nim nie tak, że miałam nie wziąć? No wiesz....odparła mi kobieta. Wiedziałam o co jej chodziło, że dziecko jest z zespołem Downa, ale chciałam to usłyszeć od niej. Jenak nie chciało jej  to przejść przez gardło. Przyciśnięta do muru powiedziała...widzisz jaki on jest.
Tak widzę , odpowiedziałam to niepełnosprawny chłopczyk tak samo jak twój wnuczek. On inaczej wygląda i Oskar też, bo ma krótszą nogę. Ten malec może wolniej myśli, ale biega jak przecinak, za to twój wnuk, lepszy w myśleniu za to wolno się porusza.   Bilans wychodzi na zero.
Była zbulwersowana moim porównaniem, ale jako wielce wierząca osoba powinna się wstydzić, przecież to dzieci jednego Boga, w niczym żadne z nich nie jest gorsze.


Od tamtej pory gdy spotkam ich w sklepie, ojciec się kłania, a mały macha ręką. Widać ma więcej takich znajomych jak ja, co rusz ktoś do niego zagaduje lub on sam woła i macha na powitanie.
Pewnego razu zaczęliśmy rozmawiać na parkingu, wtedy dowiedziałam się, że Igor jest dzieckiem adoptowanym.
Rodzice (lekarka i prawnik) zostawili go w szpitalu zaraz po porodzie, wiele lat tułał się po szpitalach, pogotowiach rodzinnych, aż trafił na swoje miejsce na ziemi.
Mężczyzna mówił o chłopcu i miał łzy w oczach, jak jest serdecznym, kochanym i wdzięcznym dzieckiem.
Nawet jak coś zbroi to nie sposób się na niego złościć.
I tą historią uświadomiłam Agacie, że dzieci z tą przypadłością są różne, jak każde dziecko. Były też rozmowy z psychologiem, zaprzyjaźnionym księdzem.


Ciąża była bardzo trudna, większość czasu spędzała w szpitalu, w końcu było na tyle źle, że mała przyszła na świat przez cesarskie cięcie, trochę poleżała w inkubatorze, ale miała taką siłę walki iż wszystkie dolegliwości pokonywała w mig.
Dano jej na imię Irmina, ale wszyscy w domu mówią na nią Minka, to przez jej mimikę twarzy. Znam to dziecko i powiem szczerze, ciężko się w niej nie zakochać.
I gdyby nie jej charakterystyczny wygląd, niczym by się nie różniła od innych dzieci, ani też by od nich nie odstawała.

Minęły dwa lata i kolejna ciąża, przebiegła bez powikłań, nawet nie miała porannych mdłości. Jednak w czasie porodu
nastąpił krwotok i było bardzo źle z matką. Uratowano ją, ale zalecono dobrą antykoncepcję ponieważ kolejna ciąża będzie wielce ryzykowna.
Para jako wielce religijna, stosowała tylko kalendarzyk, a z tym wiadomo bywa zawodny.
Po około piętnastu miesiącach od ostatniego porodu, okazało się, że znów jest w ciąży. Dowiedziała się przez przypadek podczas rutynowego badania krwi. Gdy poszła do lekarza, nakrzyczał na nią, że jest niepoważana, że tak nie można ryzykować , to balansowanie na krawędzi.


Resztę dopiszę wieczorem.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 02 Październik, 2016, 21:47
cd.


          Pewnego dnia spotkałam starszą z dziewczynek jak prowadziła maluchy z przedszkola. Na moje pytanie...gdzie mama? Odpowiedziała, że w szpitalu. Zadzwoniłam zaraz do niej, tak jak myślałam leżała na patologii ciąży.
Ścięło mnie z nóg, w domu ósemka dzieci, niepełnosprawny mąż, a ona już nie powinna rodzić.
Jeszcze tego samego dnia pojechałam do niej do szpitala, leżała na łóżku, w dłoni trzymała różaniec i płakała.
Miałam ochotę na nią nakrzyczeć, że taka nieodpowiedzialna. Co mi się cisnęło na usta to...albo się zabezpieczaj jak należy, albo nie dawaj ..... i nie będziesz ryzykować własnego życia.
Jednak gdy ją zobaczyłam , przeszła mi złość, chciało mi się płakać. Pierwsze co powiedziała to...muszę zdecydować co dalej....jest źle, bardzo źle a z każdym dniem będzie jeszcze gorzej.

Zaczęła wyć...co jaj mam zrobić? Postąpić wbrew sobie, zawsze byłam przeciwna każdej aborcji. Za co Bóg mnie tak doświadcza?  Ja jej nie umiałam odpowiedzieć na to pytanie. Jednak zaczęłyśmy rozmawiać i powiedziałam najdelikatniej jak umiałam co jest na jednej szali, a co na drugiej.
Na jednej jej zdrowie i życia, gromada dzieci i mąż tracący wzrok, który niebawem sam będzie wymagał opieki. Jeśli nawet donosi ciążę do końca i dziecko przyjdzie na świat, pewnie będzie musiało się wychowywać bez matki.
Żadna decyzja nie była łatwa, ale trzeba było wybrać mniejsze zło.
Ona wiedziała, że jeśli jej zabraknie, wcześniej czy później jej dzieci trafią do domu dziecka, mąż sam sobie nie poradzi, a i na nikogo z rodziny też nie mogła liczyć.

Gdy tak rozmawiałyśmy, do sali przez uchylone drzwi zajrzał jakiś ksiądz, zaczął z nami rozmawiać. Był w bardzo podeszłym wieku, mocno przygarbiony, z lekko drżącymi dłońmi. Pomylił piętra, zajrzał do pierwszej sali z brzegu i jego uwagę przykuły dłonie z różańcem. I tak zaczęli rozmawiać. Ustąpiłam mu miejsca, przysiadł na brzegu krzesła i zaczął słuchać Agaty. Pytała wciąż ....i co ja mam zrobić. Ksiądz słucha, słuchał , a później zaczął mówić.
Drogie dziecko powołałaś na świat tyle cudownych istot, za nie jesteś tak samo odpowiedzialna jak za to maleństwo.  Jeśli obdarował cię taką ilością pociech, pewnie miał w tym jakiś cel. Za każdą decyzję jaką podejmiesz ty sama odpowiesz przed Bogiem i to on będzie cię osądzać, a nie ludzie.
Powiedział, że będzie się za nią modlił i sobie poszedł.  Widać było, że liczyła na więcej, a jednak słowa staruszka dały jej do myślenia. Po chwili do sali wszedł mąż z czwórką najmłodszych dzieci.
Agata gdy ich zobaczyła wzdychnęła oooo Jezu. Dziewczynki niby uczesane, ale to były warkoczyki tylko z nazwy. Bluzki poplamione, Jacek miał dwie różne skarpetki, a Łukaszek spodnie założone na lewą stronę.
Nie był to efekt niezaradności jej męża,  winą była bardzo szybko postępująca wada wzroku.
Dzieci obległy łóżko, każde chciało się przytulić do matki, coś jej powiedzieć, powstał  harmider.
Przytulała dzieci, trzymała męża za rękę i zaczęła się uśmiechać.

Następnego dnia na wizycie powiedziała, że zdecydowała się na zabieg. Musi być odpowiedzialna za tych których powołała na ten świat, oni jej bardzo potrzebują.
Zabieg wyznaczono na rano dnia następnego, w nocy dostała krwotoku i poroniła.
Po kilku dniach wróciła do domu, od  tamtej pory ( jak sama mówi) stała się bardziej odpowiedzialna i stosuje prawdziwą antykoncepcję.

To doświadczenie bardzo zmieniło Agatę, sama bardzo często powtarza, że życie nie jest czarne lub białe. Ma ono wiele odcieni i często lubi się mienić jak się człowiek inaczej ustawi.
Długo ją uwierał fakt, że postąpiła wbrew swoim zasadom, zawsze się upierała, że ona to nigdy....
Teraz wie, że nigdy nie warto mówić nigdy, nie wiemy co życie dla nas szykuje i jaki sprawdzian nam rzuci pod nogi. 
I jak z niego wybrniemy.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Maro w 02 Październik, 2016, 22:20
To jest historia rodziny, o której można powiedzieć iż są ludźmi kościoła.

 
Od tamtej pory gdy spotkam ich w sklepie, ojciec się kłania, a mały macha ręką. Widać ma więcej takich znajomych jak ja, co rusz ktoś do niego zagaduje lub on sam woła i macha na powitanie.
Pewnego razu zaczęliśmy rozmawiać na parkingu, wtedy dowiedziałam się, że Igor jest dzieckiem adoptowanym.
Rodzice (lekarka i prawnik) zostawili go w szpitalu zaraz po porodzie, wiele lat tułał się po szpitalach, pogotowiach rodzinnych, aż trafił na swoje miejsce na ziemi.
Mężczyzna mówił o chłopcu i miał łzy w oczach, jak jest serdecznym, kochanym i wdzięcznym dzieckiem.
Nawet jak coś zbroi to nie sposób się na niego złościć.
I tą historią uświadomiłam Agacie, że dzieci z tą przypadłością są różne, jak każde dziecko. Były też rozmowy z psychologiem, zaprzyjaźnionym księdzem.





Czasem trudno nawet rodzicom zaakceptowac fakt, ze moje dziecko bedzie inne od pozostalych dzieci. A statystycznie  czesc dzieci bedzie z zespolem Downa, autyzmem, porazeniem mozgowym czy inna przypadloscia.  Pytanie tylko czy bedzie mialo szczescie urodzic sie wsrod kochajacych rodzicow, czy nie. Czesto widzialem takich rodzicow, ktorzy zrobia wszystko dla swojego dziecka. innym brak na to sily.  Mam nadzieje, ze ta wierzaca kobieta dzieki Twojej pomocy mogla zobaczyc to z innej perspektywy. Jestem ciekawy jak teraz na to patrzy.  Znam osobiscie dzieci z ta przypadloscia I sa to bardzo dobrze przystosowane spolecznie I wesole dzieci o ile to uposledzenie nie jest glebokie.  Raz slyszalem jak dwoje dzieci z tym zespolem klocilo sie miedzy soba I jeden do dugiego mowil : ,,ty daunie jeden!"  To sie nazwywa dystans do siebie :)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 03 Październik, 2016, 19:39

  Pewnie spojrzała na to schorzenie z innej strony. Że problemem nie jest schorzenie, ale chore podejście społeczeństwa do choroby. Może to jest też wina minionego ustroju, który wmawiał ludziom, że społeczeństwo jest zdrowe, sprawne i w ogóle cacy.Na niepełnosprawność patrzyło się jak na zjawę z kosmosu, bo komuniści najchętniej by wszystkich pozamykali za wielkim murem i nigdy nie wypuszczali.

Dlaczego dzieci wyrastające w towarzystwie osób niepełnosprawnych, w klasach integracyjnych nie robią z tego problemu? Dla nich to są tacy sami koledzy. To ludzie dorośli robią problem.
I póki są badania, które w porę potrafią rozpoznać schorzenie, póty będzie się ratować wiele dzieci, bo da się podjąć w porę leczenie, to raz. A dwa , ogromnej liczbie rodziców da się przygotować na przyjście chorego dziecka. Nie jest to dla nich szokiem, nie uciekają ze szpitala w popłochu zostawiając maleństwo.


Kiedyś jechałam w tramwaju z kuzynką, na tyle wagonu stała kobieta z wózkiem, a w nim dziecko właśnie z zespołem Dawna, które się bardzo mocno śliniło. Ja tego nie widziałam, ale zauważyłam że twarz mojej towarzyszki wykrzywia jaki grymas.Pytam a tobie co? Na co ona pokazuje mi głową, jak matka wyciera dłonią dziecku buzię. I kwituje obrzydliwe.
Aż mną tąpnęło! Pytam co...to jest obrzydliwe? Obrzydliwe to jest to jak wycierasz swojemu staremu pysk jak się pijany obrzyga. Cóż...przybył mi kolejny wróg na liście i tyle.

Wracając do wyzwisk...kiedyś słyszałam jak dójka dzieci śJ wyzywało się od kociuchów. Nagle jedno z nich mówi...ty jesteś większy kociuch bo twój tata jest starszym.  :D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 05 Październik, 2016, 22:06
Adam



       
    Wakacje zbliżały się do końca, Adam postanowił wziąć kilka dni wolego i spędzić je z ojcem oraz resztą rodziny.
Mimo że znał te miejsca od niedawna, czuł z nimi ogromną wieź.
Gdy tylko się zbliżali do okolicy, czuł się jak w domu.
Sama Halinka mówiła, że twarz mu promienieje, patrzy na pola, sady i uśmiecha się delikatnie. Czyżby to było jego miejsce na ziemi? A może więź z przodkami? Nieważne co, ważne, że się spełniło i było przyjemnością dla wszystkich. Adam już się nie czuł jak człowiek znikąd, bez przodków, korzeni i tradycji.
Czasem się nawet śmiał z siebie, że chyba się starzeje, ponieważ robi się bardzo sentymentalny.

Gdy tylko zobaczył ojca, cieszył się jak dziecko. Żona widziała tę jego radość, choć nie do końca ją okazywał. Jednak w takich chwilach, pocierał prawe ucho, to było takie bezkontroli.
Ktoś, kto go nie znał, pomyślałby, że go zwyczajnie sędzi ucho.
A tu nie, to była reakcja na radość, ogromną radość.
Tak samo się zachowywał, gdy urodziła się Emilka, jego ucho było aż purpurowe od pocierania, teściowa chciała mu założyć futrzaną uszatkę, aby ochronić narząd słuchu.
I teraz też tak reagował, niby rozmawiali, wypakowywali bagaże, a co chwilę pocierał małżowinę.

Te kilka dni spędzili na rozmowach, wspomnieniach, wzajemnych opowieściach. Tak ciotka, jak i Halina zostawiały ich samych, aby mogli sobie pogadać. Adam próbował namówić ojca na wizytę klinice, by go przebadano pod kątem jego problemów z poruszaniem się. Jednak mężczyzna nie chciał z tego skorzystać, mówił, że już przywykł do swoich kul.
Podczas tych rozmów widział, że ojciec chce mu coś powiedzieć, ale się powstrzymuje. Był ciekaw wszystkiego co dotyczyło ich obu, jak i ich rodziny.
Jednak skoro nie mówił, tzn. że jeszcze nie był gotów. Trochę poruszali temat rodzeństwa Adama, był zły na nich, że tak podle potraktowali ojca, obrzucili błotem, a później nazywali panem. I choć czasem było mu ich brak, mówił ojcu ..fajnie byłoby mieć kogoś... to po głębszym zastanowieniu nie było czego żałować. Wciąż miał przed oczami ich obraz na pogrzebie matki. To była dwójka podłych, wyrachowanych ludzi.

Była sobota, kobiety szykowały się iść w pole po ziemniaki i warzywa na niedzielny obiad. Ojciec gdzieś przepadł, a więc i Adam poszedł z nimi. Trochę dla towarzystwa, a bardziej jako tragarz. Na tej polnej wyprawie minęła dobra godzina. Obładowani zbiorami z pola byli już na podwórku, gdy zawyżyli siedzącego na ławce ojca w towarzystwie jakiejś kobiety. Ojciec, gdy ich zauważył zawołał do syna, aby podszedł. Adam najpierw poszedł umyć ręce. Pomyślał, że to pewnie ta kobieta, o której wspominała ciotka, która szukała kogoś z dojściem do pewnej kliniki.
Umyty i ogarnięty zmierzał w kierunku ojca i jego towarzyszki.
Nim jeszcze zdążył powiedzieć dzień dobry, kobieta poderwała się na równe nogi. Ojciec spojrzał na syna, a później wskazał ręką na kobietę i powiedział....
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Nemo w 05 Październik, 2016, 22:18
No tak!!! A teraz przerwa reklamowa ;) Tazła zlituj się nad moja ciekawością.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Magda w 06 Październik, 2016, 15:55
Bardzo, bardzo, bardzo poruszające historie. Powinien je przeczytać każdy kto chce zostać świadkiem, przed wstąpieniem oczywiście zanim jego umysł ulegnie manipulacji i swoistej degradacji
 my jesteśmy wolni ale mam takie odczucie, że ta nasza wolność gorzka jest, zaprawiona takim smutkiem jakimś, sama nie wiem, nie umiem tego nazwać. To tak jakby ktoś bliski był w więzieniu a ty człowieku cieszysz się wolnością i chciałbyś żeby on też. Ale lata mijają i nic się nie zmienia. On nadal tkwi w więzieniu spreparowanym przez własny zniewolony umysł. Gorzka wolność ale zawsze wolność
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 06 Październik, 2016, 19:18
No tak!!! A teraz przerwa reklamowa ;) Tazła zlituj się nad moja ciekawością.

 Misiek  napięcie musi być utrzymane, gdybym wywaliła wszystko naraz, ten temat nie miałby tylu odsłon. :D


Bardzo, bardzo, bardzo poruszające historie. Powinien je przeczytać każdy kto chce zostać świadkiem, przed wstąpieniem oczywiście zanim jego umysł ulegnie manipulacji i swoistej degradacji
 my jesteśmy wolni ale mam takie odczucie, że ta nasza wolność gorzka jest, zaprawiona takim smutkiem jakimś, sama nie wiem, nie umiem tego nazwać. To tak jakby ktoś bliski był w więzieniu a ty człowieku cieszysz się wolnością i chciałbyś żeby on też. Ale lata mijają i nic się nie zmienia. On nadal tkwi w więzieniu spreparowanym przez własny zniewolony umysł. Gorzka wolność ale zawsze wolność

 Taka wolność tylko z nazwy. To jakby iść na imprezę rodzinną, wcale nam się tam nie podoba, a jednak siedzimy i robimy dobrą minę. Przecież są tam nasze ciotki, wujkowie, bliscy .... nie wypada wyjść, albo powiedzieć co się myśli.
Jak ktoś się pyta ...i jak się bawisz? Odpowiadasz...doooobrze, kłamiąc w żywe oczy.
I jest tam coraz więcej takich osób.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Maro w 06 Październik, 2016, 20:06
Bardzo, bardzo, bardzo poruszające historie. Powinien je przeczytać każdy kto chce zostać świadkiem, przed wstąpieniem oczywiście zanim jego umysł ulegnie manipulacji i swoistej degradacji
 my jesteśmy wolni ale mam takie odczucie, że ta nasza wolność gorzka jest, zaprawiona takim smutkiem jakimś, sama nie wiem, nie umiem tego nazwać. To tak jakby ktoś bliski był w więzieniu a ty człowieku cieszysz się wolnością i chciałbyś żeby on też. Ale lata mijają i nic się nie zmienia. On nadal tkwi w więzieniu spreparowanym przez własny zniewolony umysł. Gorzka wolność ale zawsze wolność




Witaj,
korci I neci mnie by napisac cos o tym ,,wiezieniu"  Na poczatku literatury Swiadkow Jehowy mozemy przeczytac: Watch Tower And Tract Society.   Jest to przedsiebiorstwo,ktore nie placi podatkow, zabiega o stalych czytelnikow (SJ), ktorych ma kilka milionow. Czytelnicy poczuwaja sie do obowiazku za te literature placic.  Koszty produkcji sa bardzo niskie bo produkuja je wolontariusze nie pobieraja za to wynagrodzenia.  Aby byc stalym czytelnikiem , ktory na pewno zapozna sie z literature orgaznizuje Im sie regularne zapoznawanie sie z nia , po to by czytelnik nie zrezygnowal I zamawial reg.kolejna literature.  Czytelnik dowaiduje sie z literatury, ze powinien pozyskiwac kolejnych czytelnikow, ktorzy powinni regolarnie ja czytac I najlepiej ja dofinansowywac. Jest to genijalny system marketingoway I w dodatku sprytnie Firma ta omija podatki bo nazywa sie religia.   I tu sie z Toba zgadzam, ze kazdy powienien sie ,,zaszczepic" zanim zechce zostac SJ, ale niestety chyba nie ma takich szczepionek?  a moze ktos mialby jakis pomysl na taka szczepionke?  Wiec dobrze, ze mamy okazje poczytac historie z zycia wziete...
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 07 Październik, 2016, 15:55
Adam


    Ojciec spojrzał na syna, a później wskazał ręką na kobietę i powiedział....

  Adam, poznaj Adę, twoją siostrę. Mężczyznę aż zamurowało, tego się nie spodziewał. Chciał podejść i podać kobiecie rękę, jednak nim zdążył zareagować, tu rzuciła mu się na szyję.
Objął ją, a ona szepnęła mu do ucha, tak bardzo chciałam cię poznać. Przytulił ją mocno i powiedział witaj. Nie mógł się jej odwzajemnić tymi samymi słowami, nie wiedział w ogóle o jej istnienia.  Był tak zaszokowany, że chyba nie potrafił nawet okazać swojej radości. Ostatnio wspominał ojcu o rodzeństwie, niby je miał, ale tylko z nazwy. A tu proszę taka niespodzianka, rodzina rozrastała się w zaskakującym tempie.

Usiedli oboje przy ojcu, Adam zwrócił się do siostry, powiedz mi coś o sobie, ty pewnie coś tam o mnie już wiesz, a ja o tobie nic. Uśmiechnęła się i zaczęła mówić, mam 35 lat, syna i córkę, pracuję w przedszkolu, mieszkam tu niedaleko.
Cała trójka siedziała wciąż na ławce, choć zapadał zmrok, trzymali się za ręce, na zmianę śmiali się lub płakali. A wtedy ojciec ocierał łzy z twarzy swoich dzieci.
Halinka obserwowała ich z okna, była lekko zazdrosna, ale tak naprawdę cieszyła się, że mąż w końcu ich odnalazł.
Ciotka nie pozwalała jej zbyt długo stać bezczynnie, co chwilę coś kazała zrobić, w niedzielę miał być uroczysty obiad dla całej rodziny. A to znaczyło, że trzeba naszykować bardzo dużo jedzenia.

Niedziela zapowiadała się przepięknie, ciepła, słoneczna, ale nie upalna. Kobiety krzątały się po kuchni, Adam z ojcem obierali ziemniaki na obiad i ucinali sobie pogawędkę na temat Ady.
Po powrocie na wieś, jakiś czas Władysław był sam, później związał się z jej matką,  na świat przyszła ich córka. Przy Teresie znów mógł się poczuć jak głowa rodziny. Bardzo go wspierała w jego próbach kontaktu z dziećmi, nigdy nie powiedziała odpuść sobie. Po kolejnej z wypraw, gdy wrócił do domu załamany, przytuliła go i powiedziała...zobaczysz, przyjdzie taki dzień, kiedy w drzwiach domu staną twoje dzieci. Wtedy uważał to za zwykłe pocieszanie, dziś wie, że te słowa były wręcz prorocze. Gdyby nie ta tęsknota śmiało mógłby powiedzieć, że był szczęśliwy.

Mieszkali razem w domu Teresy i wychowywali dziecko, do dnia, kiedy wyszła do pracy i już więcej nie wróciła. Zginęła w wypadku samochodowym. Władysław został sam z małą córeczką, gdyby nie pomoc ciotki (jego siostry) nie dałby sobie rady. Gdy on pracował ona zajmowała się Adą i swoimi dziećmi. Po dwóch latach, gdy nauczył się już być ojcem i matką, gotować rosół z lanymi kluseczkami, zaplatać warkocze i dobierać sukienkę do butów, przyszła kolejna tragedia....
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 08 Październik, 2016, 17:36
    Wczoraj rozmawiałam z Adamem, kazał wszystkim podziękować za pozdrowienia i ciepłe słowa. :)
Nie spodziewał się, że jego historia będzie cieszyła się takim zainteresowaniem.
Uważa ( tak samo jak ja), że jeśli jego historia pokaże jaki zasięg i ile zła wiąże się z przynależnością do tej organizacji, warto poświęcić czas. :)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: TomBombadil w 08 Październik, 2016, 19:13
To bardzo smutne,że ludzie przeżywają takie tragedie,jak rozpad rodziny z powodu religii. Będąc w zborze nie widziałam takich rzeczy. Ale one były,tylko pewnie odbywało się to po cichu. W ostatnim moim zborze poznałam fantastycznych ludzi,wesołych,przyjacielskich,rodzinnych. Na pierwszy rzut oka. Potem dowiedziałam się,że oprócz dzieci ,zresztą dorosłych ,w zborze ,mają jeszcze starszego syna z którym zerwali wszelkie kontakty. Bo porzucił ich religię. Chłopak miał zdaje się  z 17 lat jak się postawił. Po 18ce kazano mu się wyprowadzić i tyle. Przeżyłam szok. Wzburzona byłam okropnie. I nie umiałam już patrzeć na tych ludzi z taką sympatią,jak poprzednio.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 08 Październik, 2016, 20:08
To bardzo smutne,że ludzie przeżywają takie tragedie,jak rozpad rodziny z powodu religii. Będąc w zborze nie widziałam takich rzeczy. Ale one były,tylko pewnie odbywało się to po cichu. W ostatnim moim zborze poznałam fantastycznych ludzi,wesołych,przyjacielskich,rodzinnych. Na pierwszy rzut oka. Potem dowiedziałam się,że oprócz dzieci ,zresztą dorosłych ,w zborze ,mają jeszcze starszego syna z którym zerwali wszelkie kontakty. Bo porzucił ich religię. Chłopak miał zdaje się  z 17 lat jak się postawił. Po 18ce kazano mu się wyprowadzić i tyle. Przeżyłam szok. Wzburzona byłam okropnie. I nie umiałam już patrzeć na tych ludzi z taką sympatią,jak poprzednio.


  Ja jestem w stanie jakoś tam przymknąć oko, próbować zrozumieć jeśli obcy ludzi skaczą sobie do oczu, zrywają ze sobą kontakty ze względów religijnych. Ale nijak nie rozumiem i nie potrafię ,, rozgrzeszyć '' tych co wyrzekają się najbliższych, zwłaszcza dzieci. Taki ktoś nie może być dobrym człowiekiem, tak po prostu, zwyczajnie dobrym.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 09 Październik, 2016, 09:03
Adam


       Po wypadku na budowie Władysław leżał ponad dwa miesiące w szpitalu, później długa rehabilitacja i wózek inwalidzki.
Niby lekarze mówili, że powinien stanąć na własnych nogach, ale jakoś to nie następowało. Siostra rozmawiała z lekarzami, dopatrywali się podłoża psychicznego, on się raczej poddał. Robił konieczne minimum, nic więcej od siebie.
I było w tym wiele prawdy, czuł się jakiś pechowy, przeklęty, noszący jakieś piętno, które nie pozwala mu żyć w spokoju. Raz nawet powiedział, że wszystkim byłoby lepiej jakby zginął.
Wtedy siostra go zwymyślała, że ma przecież dziecko, dla którego musi żyć, bo to sierota, nie ma już matki, ma jeszcze bez ojca zostać?
Wtedy Władysław odpowiadał, a co ze mnie za ojciec, jedne dzieci nie chcą mnie znać, temu zaś nie umiem zapewnić należytej opieki.
Taka walka na argumenty trwał długie miesiące. Wrócił do domu i całe dnie siedział w warsztacie, wracając do domu jak wszyscy już spali. Jakby się bał spojrzeć w oczy swojemu dziecku.
A Ada był dzielna i cierpliwa, nie lgnęła do ojca, w ogóle nie szukała z nim kontaktu, trzymała się z boku jakby czekała na lepsze czasy. Swoje rozbrykane kuzynostwo często upominała, bądźcie cicho, mój tata jest chory, może akurat go coś boli, a wy się wydzieracie. Była najmłodsza, ale najdojrzalsza i najbardziej wrażliwa. Może to wina życiowych doświadczeń małej dziewczynki, a może taka już była z natury.

Był mroźny grudniowy wieczór, w domu pogasły światła, a więc Władysław zdecydował się wracać. Ciche przemieszczanie się na wózku po domu, opanował do perfekcji.
Przejeżdżał koło pokoju, w którym spała Krysia z Adą, przez uchylone drzwi zobaczył córkę stojącą przy oknie.
Zatrzymał się przez chwilę, myślał, że dziewczynka rozmawia z kuzynką, ale nie, ona była sama. Przecierała rączką szybę i mówiła... Mikołaju, nie przynoś mi nic, nie chcę już wrotek ani Barbie, chcę, aby mój tatuś znów chodził. Wiem, że jest chory i nie będzie taki zdrowy jak kiedyś, ale chciałabym, aby mnie w moje urodziny wziął za rękę i byśmy poszli do pani Kazi na lody.

To, co usłyszał bardzo go wzruszyło, łzy popłynęły mu po policzkach. Pojechał do swojego pokoju, nie spał do rana, był na siebie wściekły, że się nad sobą rozczula i krzywdzić innych, zwłaszcza własnego dziecka......
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Maro w 09 Październik, 2016, 16:30

  Ja jestem w stanie jakoś tam przymknąć oko, próbować zrozumieć jeśli obcy ludzi skaczą sobie do oczu, zrywają ze sobą kontakty ze względów religijnych. Ale nijak nie rozumiem i nie potrafię ,, rozgrzeszyć '' tych co wyrzekają się najbliższych, zwłaszcza dzieci. Taki ktoś nie może być dobrym człowiekiem, tak po prostu, zwyczajnie dobrym.




Tak, gdy sami przezylismy odrzucenie od najblizszych, szczegolnie rodzicow, sytuacje takie wzniecaja nawsze wlasne emocje do poziomu eksplozji. Bo dzieci sa bezbronne, a czesto te majace nascie lat nie sa do konca gotowi do samodzielnej egzystencji, ale co najgorsze zerwane zostaja najwazniejsze I najsilniejsze wiezi. Wiec jest to bez watpienia wilekie okrucienstwo I bardzo druzgoczace dla takiego mlodego czlowieka. Rozumiem Twoje wzburzenie, ale mysle, ze kazdy bez wyjatku ma prawo do milosci,szacunku, godnosci, prawo do zycia wedlug swoich wlasnych sposobow  itd  Taka osoba, ktora sie odrzuca tak po calosci, czyli wypycha z gniazda potrzebuje wsparcia I pomocy I to bez dwoch zdan. Lecz chce zwrocic uwage choc pod wplywem emocji czasem mamy kogos ochote zastrzelic, ze ta druga osoba potrzebuje rowniez pomocy, bo nie mozna zostawic takiej osoby w przekonaniu ze nic sie nie stalo. Powinna ona zrozumiec wage czynu jakiego sie dopuscila. Nie mozna oczekiwac sobie na cud ze cos sie zmieni samo.  Bo wiem, a wlasciwie jestem pewien, ze intencje takiej osoby zachowujacej sie w sposob okrotny wynikaja z dobrych pobudek lecz takze z powodu pogubienia sie z hierarchi wartosci, przekonan, braku krytycyzmu wlasnych dzialan, pewnego rodzaju zamroczenia. Wiem, ze gdyby byla mozliwosc dotarcia do takiej osoby I zadania jej kilku badz kilkunastu pytan w zwiazku z zaistniala sytuacja, wiem, ze sa wielkie szanse na uswiadomienie sobie wagi czynu. Wierze, ze ludzie sa z natury dobrzy. Wyobraz sobie, ze masz moc wyrzucic z glowy drugiego czlowieka cala te sieczke, ktora sprawia, ze ludzie zachowuja sie okrotnie co pozostanie?   Wiem, ze czesto okrotni ludzie sami kiedys byli ofiarami ktore byly potraktowane w sposob okrotny I powtrzaja to samo zachowanie czesto majac do siebie pogarde ze to robia choc brak I'm sily I odwagi by publicznie to wyznac.  Powiem prosciej, czy myslisz, ze gdyby ci rodzice nie byli Swiadkami Jehowy odrzyciliby syna?   Ja osobiscie watpie,  zycie nie jest czarno biale...   Wiec skoro Aniu juz wlozylas kij w mrowisko to prosze Cie pokaz mi wlasnym palcem dziecko ktore jest zlym czlowiekiem?  Mysle, ze problem jest w innym miejscu...
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Dietrich w 09 Październik, 2016, 17:12
To prawda, życie nie jest czarno-białe. Moja rodzina i krewni, kiedy "zapisałem się do kociej wiary" również rozluźniła relacje. Ale nie dochodziło nigdy do traktowania mnie jak powietrze. ŚJ tymczasem na wszelkie możliwe sposoby trąbią, że darzą miłością innych, że ich rodziny są szczęśliwsze, więzi małżeńskie trwalsze i w ogóle wszystko jest lepsze niż "w tym zdeprawowanym świecie".

Jest to niestety bardzo dalekie od prawdy.

W Strażnicy wyczytasz albo usłyszysz na zgromadzeniu doświadczenie osoby wyrzuconej z domu za przyłączenie się do ŚJ, która ze wzruszeniem opowiada jaką to miłość znalazła wśród braci i sióstr.  Niestety o sytuacjach odwrotnych, kiedy to fanatyczni rodzice doprowadzają do opuszczenia domu przez ich dziecko dowiesz się jedynie z forów internetowych. Gdy zacząłem interesować się prawdą o prawdzie, byłem w ogromnym szoku do czego potrafią się posunąć nadgorliwi członkowie rodziny w imię "świętej służby dla Jehowy".

Dodatkowo na swej oficjalnej stronie internetowej, w tym choćby miejscu:
https://www.jw.org/pl/%C5%9Bwiadkowie-jehowy/faq/kontakty-z-by%C5%82ymi-cz%C5%82onkami/ (https://www.jw.org/pl/%C5%9Bwiadkowie-jehowy/faq/kontakty-z-by%C5%82ymi-cz%C5%82onkami/)
https://www.jw.org/pl/%C5%9Bwiadkowie-jehowy/faq/rezygnacja-z-przynaleznosci/ (https://www.jw.org/pl/%C5%9Bwiadkowie-jehowy/faq/rezygnacja-z-przynaleznosci/)
WTS także grubo rozmija się z rzeczywistością.

Ja swoim dzieciom ciągle powtarzam, że cokolwiek by się w przyszłości stało, na mnie i na żonę zawsze mogą liczyć bez względu na wszystko.  Nigdy nie akceptowałem zrywania kontaktów z dziećmi, wyrzekania się ich, wymazywania z życia. To co wyprawia WTS, szczególnie po letnich kongresach nie mieści się w głowie normalnego, wrażliwego człowieka.

Myślę, że religia, która okrucieństwo wobec słabszego nazywa miłością do niego, nie ma nic wspólnego z Bogiem. 
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 09 Październik, 2016, 18:39


Wiec skoro Aniu juz wlozylas kij w mrowisko to prosze Cie pokaz mi wlasnym palcem dziecko ktore jest zlym czlowiekiem?  Mysle, ze problem jest w innym miejscu...

  Nie bardzo wiem po co mam Ci pokazywać złe dziecko, ja nie pisałam o złych dzieciach to raz, a dwa bardzo nie lubię wycieczek personalnych. Pewnie gdyby ktoś z forum chciał się obnażyć, zrobiłby to. To nie są złe dzieci, to są dzieci które nie chcą być tam  gdzie ich rodzice, a różnica poglądów nie upoważnia do nazywania kogoś złym.


Cytuj
Wierze, ze ludzie sa z natury dobrzy. Wyobraz sobie, ze masz moc wyrzucic z glowy drugiego czlowieka cala te sieczke, ktora sprawia, ze ludzie zachowuja sie okrotnie co pozostanie?


 Nie wiem czy człowiek jest z natury dobry lub zły, ale wiem jedno, że jest czasem taki głuuuuuupi, że ręce opadają.
I jakbyś my wyrzucił tą sieczkę z głowy, to byś mógł się zdziwić, że jest tam pusto jak w stodole przed żniwami.
A więc skąd takie zachowania, czasem ludzkie dramaty? Ano przyjmując sieczkę, pozwolili na czystkę, która usunęła resztki przyzwoitości.


Cytuj
Bo wiem, a wlasciwie jestem pewien, ze intencje takiej osoby zachowujacej sie w sposob okrotny wynikaja z dobrych pobudek lecz takze z powodu pogubienia sie z hierarchi wartosci, przekonan, braku krytycyzmu wlasnych dzialan, pewnego rodzaju zamroczenia.


 Nie, dla mnie to nie są dobre pobudki, piszę to jako matka i były śJ. Są to tylko i wyłącznie egoistyczne pobudki, każdy chce się tylko załapać na ten raj i życie wieczne, po trupach do zwycięstwa. Takie jest moje zdanie.


Cytuj
Wiem, ze czesto okrotni ludzie sami kiedys byli ofiarami ktore byly potraktowane w sposob okrotny I powtrzaja to samo



   Niekoniecznie, czasem ludzie pochodzący z bardzo ciepłych rodzin, dają się tak zmanipulować, że zachowują się jakby ich przyzwoitość maczetom wykarczowano.
Pewna Pani, której córka wyrzuciła z domu swoją córkę gdy tylko skończyła osiemnaście lat i powiedziała, że świadkiem nie zostanie, powiedziała że nie poznaje własnego dziecka, nie tak ją uczyła, nie tak wychowała.


 
Cytuj
Rozumiem Twoje wzburzenie, ale mysle, ze kazdy bez wyjatku ma prawo do milosci,szacunku, godnosci, prawo do zycia wedlug swoich wlasnych sposobow  itd


 Ja nie jestem wzburzona, mnie jest zwyczajnie żal tych ludzi, że dali się tak omamić.
Tak, każdy ma prawo do życia według własnych zasad, godnie i z szacunkiem. Dwóch moich sąsiadów to para gejów, nie jestem ich fanką, ale pozwalam im spokojnie żyć, szanuję, zawsze się grzecznie zachowuję i tego samego oczekuję co do mojej osoby.




Ja swoim dzieciom ciągle powtarzam, że cokolwiek by się w przyszłości stało, na mnie i na żonę zawsze mogą liczyć bez względu na wszystko.  Nigdy nie akceptowałem zrywania kontaktów z dziećmi, wyrzekania się ich, wymazywania z życia. To co wyprawia WTS, szczególnie po letnich kongresach nie mieści się w głowie normalnego, wrażliwego człowieka.

Myślę, że religia, która okrucieństwo wobec słabszego nazywa miłością do niego, nie ma nic wspólnego z Bogiem. 


 Ja powtarzam dokładnie to samo. To jest moje dziecko, ja go sprowadziłam na ten świat i jestem za niego odpowiedzialna. Mój syn zaś często mówi, że ma szczęście iż moje doświadczenia mnie nie wypaczyły. Wtedy mu odpowiadam, że nauczyły mnie jak mam nie postępować.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: TomBombadil w 09 Październik, 2016, 19:20
Nawet w organizacji spotykałam ludzi,co mieli gdzieś pistanowienie o zrywaniu kontaktów. Ja też miałam takie odoby w rodzinie. Zawsze mogliśmy na siebie liczyć. Jedynie nie poruszaliśmy tematów zborowych,choć o biblii rozmawialiśmy. Nasze dzieci spędzały wspólnie wakacje. Moja przyjaciółka miała wykluczoną córkę i wtedy poświęciła jej więcej czasu i uwagi niż wcześniej. Tłumaczyła,że ma w sobie tyle miłości do tego dziecka,że nie może tego zatrzymać,że czujd,że Jehowa tego by nie chciał. Skoro córka wpadła w tarapaty,to kto ma jej pomóc jak nie matka?
Więc można zachować się przyzwoicie ,mimo durnych wymysłów ck. Inna siostra z mojego zboru ma podobną sytuację. Powiedziała,że widocznie niedojrzała do trzymania się ściśle wskazówek Niewolnika. I mieszka z córką buntowniczką i o nią dba. I nie dopuszcza ,by starsi się w to wtrącali. Dlatego nierozumiem tych,co ślepo słuchają i bezdusznie postępują. Coś z nimi jest nie tak.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Nemo w 09 Październik, 2016, 19:46
Dlatego nierozumiem tych,co ślepo słuchają i bezdusznie postępują.
Nikt normalny tego nie zrozumie. A nawet jak będzie myślał że rozumie, to i tak w głowie mu się to nie zmieści. Bo tego, po prostu w normalny, ludzki i logiczny sposób wyjaśnić się nie da.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Maro w 09 Październik, 2016, 20:41
To prawda, życie nie jest czarno-białe. Moja rodzina i krewni, kiedy "zapisałem się do kociej wiary" również rozluźniła relacje. Ale nie dochodziło nigdy do traktowania mnie jak powietrze. ŚJ tymczasem na wszelkie możliwe sposoby trąbią, że darzą miłością innych, że ich rodziny są szczęśliwsze, więzi małżeńskie trwalsze i w ogóle wszystko jest lepsze niż "w tym zdeprawowanym świecie".

Jest to niestety bardzo dalekie od prawdy.

W Strażnicy wyczytasz albo usłyszysz na zgromadzeniu doświadczenie osoby wyrzuconej z domu za przyłączenie się do ŚJ, która ze wzruszeniem opowiada jaką to miłość znalazła wśród braci i sióstr.  Niestety o sytuacjach odwrotnych, kiedy to fanatyczni rodzice doprowadzają do opuszczenia domu przez ich dziecko dowiesz się jedynie z forów internetowych. Gdy zacząłem interesować się prawdą o prawdzie, byłem w ogromnym szoku do czego potrafią się posunąć nadgorliwi członkowie rodziny w imię "świętej służby dla Jehowy".

Dodatkowo na swej oficjalnej stronie internetowej, w tym choćby miejscu:
https://www.jw.org/pl/%C5%9Bwiadkowie-jehowy/faq/kontakty-z-by%C5%82ymi-cz%C5%82onkami/ (https://www.jw.org/pl/%C5%9Bwiadkowie-jehowy/faq/kontakty-z-by%C5%82ymi-cz%C5%82onkami/)
https://www.jw.org/pl/%C5%9Bwiadkowie-jehowy/faq/rezygnacja-z-przynaleznosci/ (https://www.jw.org/pl/%C5%9Bwiadkowie-jehowy/faq/rezygnacja-z-przynaleznosci/)
WTS także grubo rozmija się z rzeczywistością.

Ja swoim dzieciom ciągle powtarzam, że cokolwiek by się w przyszłości stało, na mnie i na żonę zawsze mogą liczyć bez względu na wszystko.  Nigdy nie akceptowałem zrywania kontaktów z dziećmi, wyrzekania się ich, wymazywania z życia. To co wyprawia WTS, szczególnie po letnich kongresach nie mieści się w głowie normalnego, wrażliwego człowieka.

Myślę, że religia, która okrucieństwo wobec słabszego nazywa miłością do niego, nie ma nic wspólnego z Bogiem.


Nic dodac nic ujac.  pozwole sobie tylko zmienic jedno Twoje zdanie ,, Religia, ktora okrucienstwo wobec slabszego naywa miloscia do niego, nie ma nic wspolnego z Miloscia!!" 
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Dietrich w 09 Październik, 2016, 21:12

Nic dodac nic ujac.  pozwole sobie tylko zmienic jedno Twoje zdanie ,, Religia, ktora okrucienstwo wobec slabszego naywa miloscia do niego, nie ma nic wspolnego z Miloscia!!"


... nie ma nic wspólnego z Bogiem, który jest miłością.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Estera w 09 Październik, 2016, 22:33

  Reasumując....nie zrozumie syty głodnego.
Powiem tak:

Zycie uczy nas pokory i czasami jest to bardzo bolesne ;) ale przydatne
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 10 Październik, 2016, 11:21
Powiem tak:

Zycie uczy nas pokory i czasami jest to bardzo bolesne ;) ale przydatne

  Zgadzam się z Tobą, szkoda tylko że u niektórych ta edukacja nic nie daje.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Estera w 10 Październik, 2016, 15:50
  Zgadzam się z Tobą, szkoda tylko że u niektórych ta edukacja nic nie daje.
Trzeba cieszyć się z tych, którzy jednak okazują pokorę, bo dzięki takiej postawie
m.in. są tu na forum /mówię np. o byłych i wybudzonych św.jeh./ i pokornie mówią o swoich
odkryciach, przemyśleniach, ku pożytkowi innych.
Pozdrawiam
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 10 Październik, 2016, 20:15

      W  ostatnich dniach już trzecia osoba zapytała mnie, kim jest dla mnie Adam?
Ja wspominałam, ale widocznie tak dawno, że umknęło, a może to było w innym temacie, dlatego raz jeszcze....

 Gdy ja byłam w wieku około komunijnym, Adam był już ( dla mnie) bardzo stary, zbliżał się do pełnoletności.
Spotykaliśmy się na zebraniach. Później było bum i to wielkie rozczulanie się nad jego matką, jaka to biedna bo musi mieszkać z wykluczonym pod jednym dachem.

Krążyły różne domysły, które później przybierały postać prawdziwych i wiarygodnych, na jego temat.
A to że pewni wpadł w złe towarzystwo, a że pewnie narkotyki, albo jakaś nieporządna dziewucha go uwiodła.
Jak było wiemy, ale jakoś ( i chyba do tej pory tak jest) nikt w zborze nie potrafił przyjąć tego, że on zwyczajnie nie chce być świadkiem.

Po latach nasze drogi ponownie się zeszły, ja go pamiętałam, on mnie nie nie. W końcu podrosłam, wyrosłam, tu i tam mi przybyło. Początkowo mnie nie pamiętał, tylko moją ortodoksyjną matkę. Później twierdził, że już mu się przypomniałam, ale ja wiedziałam swoje, nadal nic mu nie świtało.

Pewnego dnia wspominaliśmy śmieszne historie z tamtych czasów, ja zaczęłam opowiadać jak na zebraniu w sali, walnęłam pismem w głowę siedzącego za mną chłopaka, który mi wsadzał palce między żebra. I wtedy Adam krzyknął....a to ty! I tak sobie mnie wreszcie przypomniał. :D
I tak ta nasza ponowna znajomość trwa kilkanaście lat.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 11 Październik, 2016, 20:01
Adam



          Gdy dzieci poszły do szkoły, poprosił siostrę, aby zawiozła go do lekarza. Od tej pory ćwiczył jak szalony, czasem siostra go nawet upominała, aby nie przesadzał. Mówił, że nie ma czasu, zostało mu pół roku do urodzin córki, aby stanąć na nogi.
Przyszła wiosna, już dawał radę przejść kawałek o kulach. Lekarz prowadzący zaproponował zabieg, po którym będzie musiał chodzić w gorsecie, ale za to o jednej kuli.
Zgodził się bez wahania, Po zabiegu dalsza rehabilitacja i bardzo widoczne postępy. Pewnego dnia, siostra nakryła go jak spaceruje po domu, ucieszyła się, ale musiała mu obiecać, że nie go nie wyda.

         Przyszły wakacje, a z nimi urodziny Ady. Dzieci z rana pojechały z siostrą na zakupy, wrócili przed dwunastą. Władysław zrobił obiad, który jak zawsze latem zjedli razem na dworze.
Po posiłku wyją spod stołu kulę, wstał wyciągną rękę do córki i powiedział...Adeczko chodź idziemy na lody do pani Kazi, zaproś wszystkich przecież dziś są twoje urodziny.
Mała początkowo nie reagowała, jakby nie wierzyła w to, co widzi.
Po chwili zaczęła piszczeć, skakać, ściskać ojca i znów piszczeć z zachwytu. Całą drogę trzymała ojca mocno za rękę i powtarzała, tatusiu ty chodzisz, ty chodzisz.
Dzień był bardzo udany, mała ani na chwilę nie opuszczała ojca.
Po powrocie do domu dostała prezent, upragnione wrotki.
Do końca dnia nie odstępowała ojca na krok i choć Władysław miał już ochotę usiąść na wózek, to jednak nie chciał psuć dnia dziecku i próbował chodzić.
Wieczorem Ada przybiegła do pokoju ojca, położyła się obok i powiedziała, wiesz tatusiu Mikołaj naprawdę istnieje, on spełnia życzenie, trzeba go tylko ładnie poprosić. Gdyby mamusia nie umarła tylko gdzieś pojechała, też bym go poprosiła, aby do nas wróciła. Przytulił córkę mocno do siebie i był bardzo szczęśliwy, że ma tą małą, rezolutną, życzliwą istotkę. Wiedział, że nie może się poddawać, musi walczyć i być silnym, ma dla kogo żyć.

Od tamtej pory wiele się zmieniło w ich życiu. Po kilku miesiącach wrócili do swojego domu, zrobili porządek w rzeczach Teresy. Władysław nic nie chciał wyrzucać bez zgody córki. Jeśliby powiedziała, że chce wszystko zachować, tak też by było.
Zostawiła sobie tylko ogromną wełnianą chustę, którą matka okrywała się w chłodne wieczory, brała na kolana małą i tak sobie obie siedziały. Ada wzięła chustę w dłonie, docisnęła ją do buzi i powiedziała do ojca, wiesz tatku ona pachnie jak mamusia, zostawię ją sobie. Skinął tylko głową i szybko się odwrócił, czuł jak emocje zaczynają go ściskać za gardło.
Długie lata, dziewczynka spała z tą pamiątką po matce, inne dzieci śpią z misiami, lalkami, a ona spał z chustą.
Gdy sama została matką, też siadała otulona chustą, z maleństwem na kolanach. Tak patrzył na nią i gdyby nie jego kule, uważałby, że to powrót do przeszłości. Nie tylko była podobna do matki, ale także do Adama jego najstarszego syna, który, choć gdzieś tam żył, był dla Władysława nieosiągalny.
Wciąż miał nadzieję, że kiedyś się spotkają, jednak czasem nachodziły go czarne myśli, że nie będzie mu  dane się z nimi spotkać. Ponieważ  tak bardzo go nienawidzą, iż nie chcą go znać, tego najbardziej  się obawiał.
Nie chciał wiele, chciał tylko zobaczyć jak wyrosły, z kim się związały i czy mają dzieci?
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 15 Październik, 2016, 18:51
Adam



         Wszyscy zasiedli do stołu, Władysław spoglądał na swoje dzieci, wnuki był taki szczęśliwy, taki radosny. Siostra widząc jego radość, szepnęła mu do ucha, co braciszku, na taki uśmiech losu nie liczyłeś? Odpowiedział...baa, nawet w najśmielszych snach. Po obiedzie dzieci poszły pobiegać, a dorośli zasiedli na tarasie przy kawie i nalewce ciotki Gośki. Atmosfera była bardzo rodzinna, Krysia (córka ciotki) opowiadała, jak to z Adą broiły będąc dziećmi, nawet chłopaki musieli się z nimi liczyć. Śmiechom, różnym historyjkom nie było końca. Adam słuchał ich ochoczo, ale sam nie mógł się pochwalić czymś podobnym. Jako dziecko był bardzo poukładany, odpowiedzialny, dziś wie, że wtedy mimo młodego wieku czuł się głową rodziny. To on tłumaczył brata jak czegoś nabroił, aby sąsiedzi nie naskarżyli matce, a niejednokrotnie brał winę na siebie i to on dostawał manto, zamiast brata. Nieraz szedł nastraszyć chłopaków, gdy dokuczali siostrze. I choć sam się bał, to jednak nie dawał tego po sobie poznać. Udawał twardziela, ważniaka i inni wierzyli, że z nim się nie zadziera. Mimo że z nikim się nie pobił, nikogo nie skrzywdził mieli przed nim respekt. Czego do dziś nie rozumie.

Gdy goście rozeszli się do domów, a on pomagał żonie zmywać, coś mu nie dawało spokoju. Halinka to widziała, nie chciała pytać wprost, zaczęła robić podchody i pytać, jak wrażenia, jak samopoczucie? Odpowiadał dobrze, dobrze, ale widziała, że ją tylko zbywa. A więc zapytała wprost, co cię Adasiu gryzie, bo widzę, że gryzie? Chwilę milczał, gdy w końcu przemówił powiedział, wiesz ten mój szwagier mi nie pasuje, coś w nim jest takiego co mi nie daje spokoju. Adę znam bardzo krótko, już ją kocham i zrobiłbym dla niej wszystko, a jej mąż mi się nie podoba.

Halinka uznała, że mąż przejął się rolą starszego brata, jednak postanowiła podpytać teścia i ciotkę, jaki to jest ten nowy szwagier? Ogólnie wszyscy mieli o nim dobre zdanie, pracuje, alkoholu nie nadużywa, dom wyremontowali, mają dwa dobrej klasy samochody, Ada nigdy się nie żali. Powiedzieli, że może ideałem nie jest, ale kto nim z nas jest? Przekazała informacje mężowi z nadzieją, że to go uspokoi. I uspokoiło, ale nie do końca, choć głośno tego nie mówił, postanowił mieć go na oku.

W dzień wyjazdu znów wszyscy zebrali się na tarasie. Teraz kolejne spotkanie miało być w domu Adama i Halinki, wszyscy obiecali przyjechać. Ciotka już nawet miała plan, kto się zajmie gospodarstwem przez te kilka dni. Władysław tak samo, jak jego syn, już się nie mogli doczekać tego spotkania. Na pożegnanie objął Adę i szepnął jej do ucha, pamiętaj możesz na mnie liczyć o każdej porze dnia i nocy, mój dom jest twoim domem, a ja jestem twoim starszym bratem, a to zobowiązuje. Kobieta łamiącym się głosem powiedziała...kocham cię braciszku. Nikt z nich nie przypuszczał , jak szybko te słowa obrócą się w......
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: TomBombadil w 15 Październik, 2016, 23:11
A z tego opowiadanka byłby niezły scenariusz na film odcinkowy. Coś w stylu "Miłość nad rozlewiskiem".Pomyśl o tym,może ktoś to nakręci.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: wspaniale w 16 Październik, 2016, 10:20
dwa dni czytałam
chcę więcej
nie znęcaj się i poprostu napisz.

Jak każdy tutaj i ja znajduję wiele wspólnych mianowników...

od zawsze stosuję twoje motto
tyle wiemy o nas na ile nas sprawdzono ...
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Maro w 16 Październik, 2016, 17:17
 Dlatego nierozumiem tych,co ślepo słuchają i bezdusznie postępują. Coś z nimi jest nie tak.
[/quote]



To ja moze powiem w zwiazku z tym od siebie jak ja slepo tez sie sluchalem. Jak jeszcze w zborze nie piastowalem  zadnych przywilejow, spotkalem w autobusie siostre, ktora zostala wykluczona. Spojrzala na mnie zyczliwie z delikatnym usmiechem. Odpowiedzialem tym samym delikatnie sie usmiechajac, nie zamieniajac ani slowa. Pamietam tylko jak targaly mna sprzeczne mysli I emocje. Chcialem zagadnac ale sie balem. Tak, uswiadomilem sobie, ze w mojej egoistycznej duszy tli sie lek przed tym: ,,a jak mnie ktos zobaczy?"  Balem sie w tym momencie o siebie a nie o nia!  Czulem sie w jakims potrzasku ,bo czulem, ze powienienem pogadac, jak normalny czlowiek z normalnym czlowiekiem. Przeciez sie znalismy, to byla moja znajoma, a nie jakas przypadkowo napotkana osoba. Dzis wiem, ze zachowalem sie jak burak, masz racje gdy piszesz , ze cos z nimi jest nie tak. Mysle, ze to sluszne stwierdzenie.  Ze mna wtedy bylo cos nie tak.  Dzis mi wstyd ze sie tak zachowalem, ale czegos sie nauczylem.  Nawet jak wyjde na buraka, robie dzis to co uwazam, ze powinienem zrobic nie ogladajac sie na innych.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 16 Październik, 2016, 18:09
 
   Pisałam Wam już, że Was kocham? :D


A z tego opowiadanka byłby niezły scenariusz na film odcinkowy. Coś w stylu "Miłość nad rozlewiskiem".Pomyśl o tym,może ktoś to nakręci.

 Na początku miało być o samym Adamie i koniec, a tu jakoś same wątki się rozwijają i aż się boję kiedy ja to skończę?  :o Bywa jednak tak, że nie da się pominąć, ponieważ wątki są powiązane.
Fajnie by było taki serial o Adamie co nie chciał żyć w raju. :D Kurski jak nic puściłby w jedynce. :D

dwa dni czytałam
chcę więcej
nie znęcaj się i poprostu napisz.

Jak każdy tutaj i ja znajduję wiele wspólnych mianowników...

od zawsze stosuję twoje motto
tyle wiemy o nas na ile nas sprawdzono ...

 Zawzięta jesteś, dwa dni :D Cieszy mnie, że lektura Cię wciąga. :) Niestety czas mi nie pozwala na większe pisanie. Jak o samym Adamie jest łatwiej, jeśli mam jakieś wątpliwości, piszę maila i szybko mam odpowiedź. Tak jak już chodzi o ojca, to dłuższa droga, nim coś się wyjaśni.

Sama znajduję w całej tej historii dużo wspólnego z moim życiem. Niby obcy ludzie, a jak ich przeżycia mogą nam być bliskie i znajome.


Dlatego nierozumiem tych,co ślepo słuchają i bezdusznie postępują. Coś z nimi jest nie tak.

Dzis wiem, ze zachowalem sie jak burak, masz racje gdy piszesz , ze cos z nimi jest nie tak. Mysle, ze to sluszne stwierdzenie.  Ze mna wtedy bylo cos nie tak.  Dzis mi wstyd ze sie tak zachowalem, ale czegos sie nauczylem.  Nawet jak wyjde na buraka, robie dzis to co uwazam, ze powinienem zrobic nie ogladajac sie na innych.


 Ludzie będący w organizacji, bardziej się boją ludzi niż Boga. Tak naprawdę  mieliby świadomość tego, że ten na górze zna ich myśli wątpliwości i tego by się bali, a nie że ich ktoś zobaczy.
Najważniejsze zrozumieć swój błąd, Ty to zrobiłeś i brawo Ci za to. :)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Exodus w 16 Październik, 2016, 21:12
Dlatego nierozumiem tych,co ślepo słuchają i bezdusznie postępują. Coś z nimi jest nie tak.


 Dzis wiem, ze zachowalem sie jak burak, masz racje gdy piszesz , ze cos z nimi jest nie tak. Mysle, ze to sluszne stwierdzenie.  Ze mna wtedy bylo cos nie tak.  Dzis mi wstyd ze sie tak zachowalem, ale czegos sie nauczylem.  Nawet jak wyjde na buraka, robie dzis to co uwazam, ze powinienem zrobic nie ogladajac sie na innych.

 
Czyli .....były sobie kiedyś trzy buraki : ćwikłowy, cukrowy i ...Maro ?
 
 Napisałem jak widzisz - kiedyś, bo dziś  Maro jesteś Gość !!! :)  Napisałeś publicznie o swoim odczuciu a to....
 Kiedy popełnimy jakąś gafę, nietakt ... sztuką jest się do tego przyznać, a Ty to zrobiłeś.
 Więc głowa do góry  :)
 Pozdrawiam Maro
 
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 17 Październik, 2016, 16:37
Adam



      Początek września, wszystko wracało do normy, letnie wojaże, przygody, nowe znajomości, odnaleziony ojciec to wszystko było tematem codziennych rozmów. Mimo obowiązków i planów na przyszłość, nie dało się zapomnieć o zaległościach, które wakacyjna wyprawa odsunęła na bok, a teraz nadszedł czas się z nim uporać. Adam świadomie unikał tematu mieszkania matki, jednak wiedział, że musi temu stawić czoła. Halinka widziała jak twarz mu pochmurnieje, gdy tylko zaczyna poruszać ten temat, że jest mu ciężko, że nie umie się w sobie zebrać, a więc zaproponowała mu, że pójdą tam razem. Wyznaczyli sobie jeden dzień, kiedy oboje mieli mniej zajęć, zaznaczyli na czerwono w kalendarzu, aby nie było już odwrotu.

Wypadło na czwartek, Adam miał mniej zajęć, wrócił wcześniej do domu, zjedli obiad nie czekając na córkę. W drzwiach spotkali się z teściową, która przyszła, aby pod ich nieobecność zaopiekować się wnuczką. Spojrzała na zięcia, na jego twarzy rysowało się przerażenie, chwyciła go za rękę i powiedziała...syneczku wiedz, że strachy z przeszłości są tak wielkie, ponieważ są widziane oczami dziecka, ty urosłeś, a one nie. Teraz to one się ciebie boją. Przytulił ją i powiedział dzięki mamo.

Stary budynek niewiele się zmienił, wydeptane schody, metalowa barierka tylko kolor ścian, wysokość lamperii dawały mu do zrozumienia, że minęło dużo czasu. Kiedyś brunatna, lakierowana ściana sięgała mu ramienia, dziś jest na równi pasa.
Byli na półpiętrze, stąd było już widać drzwi do mieszkania. Adam szedł coraz wolniej i wolniej, wyglądał jakby mu brakowało sił, aż w pewnym momencie całkiem zabrakło. Zatrzymał się, spojrzał na starą, brązową podrapaną ościeżnicę i nagle wróciło...

Zbierał ze schodów resztki swoich rzeczy, które mu się wysypały z torby, w drzwiach stała matka i krzyczała... Zobaczyć będziesz nikim jak twój ojciec, bez prawdy zgnijesz w rynsztoku, armagedon się rozprawi z takim jak wy niewdzięcznikami. Znasz prawdę, ale jak ją odrzucasz tzn. że jesteś sługą szatana, a z takimi ludźmi nie chcę mieć odczynienia. Dla mnie już nie istniejesz....trzasnęła drzwiami. Młody niby odważny, dumny  człowiek był przerażony, pragnął, aby matka otworzyła ponownie drzwi i powiedziała...chodź, przestałeś być świadkiem Jehowy, ale nadal jesteś moim dzieckiem. Nadaremno się łudził, matka była jak ze stali, nie znosiła sprzeciwu i tego Adamowi wybaczyć nie potrafiła. Od tej pory był zdany tylko na siebie.

Te słowa mimo upływu lat nadal bardzo bolały, serce waliło mu jak szalone. Trzydzieści lat, a jakby było wczoraj.
Odwrócił się do żony i powiedział..nie dam rady, to ponad moje siły. Halinka nie nalegała, widziała jak bardzo zbladł, jak ręce zaczynają mu drżeć. Znała go bardzo dobrze, był opanowany, rzeczowy i konkretny. Jak wielka musiała go spotkać w tym domu krzywda, ile bólu się wiąże z tym miejscem, że ktoś taki jak on nie daje rady. Jak silne piętno odcisnęło na jego psychice, że przekroczenie progu tego mieszkania jest ponad jego siły.
Przecież to dom rodzinny, miejsce, które powinno się kojarzyć z bezpieczeństwem, miłością, szczęściem, beztroską, miejsce radosne, do którego chce się wracać. A jednak niezawszeń tak jest.

Próbował coś powiedzieć, otwierał usta, jednak nie wydawał żadnego dźwięku,osunął się na schody.
Zaczęła go szarpać, klepać po twarzy.
Potrząsała nim z całej siły, Adam nie reagował.....
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 18 Październik, 2016, 18:33

  Od pewnego czasu dostaję wiadomości z prośbami i wzmiankę o tym co działo się z Adamem zaraz po wyrzuceniu go z domu. Podobno tego nie publikowałam. Miałam przejrzeć temat, ale jak zobaczyłam ile tego jest....wymiękłam. :D


A więc cofamy się w czasie.....

Adam



          I tak to Adam z dnia na dzień stał się bezdomnym. Niby dorosły facet, a tak naprawdę był tylko podrośniętym dzieckiem z dowodem osobistym. Pierwsze kilka nocy przespał u kolegi z pracy, jednak gdy mieli wrócić jego rodzice, musiał się wynieść.
Wtedy ktoś wspomniał o pustostanie, w kamienicy której  mieszka, tam postanowił się zatrzymać.
Gdy otworzył drzwi niewiele zobaczył, w pokoju panował półmrok, jednak smród, jaki się tam panoszył był nie do zniesienia.
Z trudem dotarł do jasnego punktu na ścianie, słusznie uznając go za okno i ściągnął z niego coś, co kiedyś pewnie było firanką.
I tak niewiele to dało, masa pajęczyn, gruba warstwa much na parapecie świadczyły o tym, że to okno nie było otwierane przez lata.
Gdy je w końcu otworzył, pierwsze co zrobił to zaczerpnął świeżego powietrza. Odwrócił się, aby rozejrzeć się po mieszkaniu.
Nie był to obiecujący widok, poza stertą śmieci, starym krzesłem nie było nic więcej.

Korzystają z otwartego okna i ustawionego pod nim kontenera na śmieci, zaczął wszystko zbierać i wyrzucać.
Obawiał się lokatorów, że zaraz na niego doniosą, że na dziko, nielegalnie zajmuje lokal. Jednak jego nowi sąsiedzi okazali się bardzo przyzwoitymi ludźmi. Początkowo podglądali co to za hałasy, przyzwyczajeni, że pustostan był miejscem spotkań różnego elementu i teraz odchodzili nieufnie.
Dopiero gdy chłopak wyszedł na korytarz i ukłonił się jednej z wyglądających pań lody jakby zaczęły topnieć. Ktoś mu pożyczył szczotki i wiadra, ktoś inny przyniósł szmatę i wodę do mycia podłogi. Jeszcze ktoś inny przyszedł z kocem i wałkiem pod głowę wyciągniętym z jakiejś kanapy. Łóżka nikt mu nie zaoferował, tam mieszkali biedni ludzie, ale za to podpowiedzieli jak sobie posłać, aby było w miarę wygodnie.

I tak Adam swoją pierwszą noc przespał na posłaniu z podartych kartonów, pod kocem w kratę. Na kolację dostał dwie pajdy chleba ze smalcem, zapakowane w papierową torbę.
Prawie wszystko to zawdzięczał całkiem obcym mu ludziom, którzy o nic nie pytali, pomagali, bo tak im nakazywały ich dobre serca. A nie pytali, ponieważ to były czasy, kiedy lepiej było nie wiedzieć za dużo.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: TomBombadil w 18 Październik, 2016, 22:24
Adam miał strasznego pecha. Moja ciotka ,siostra, jak jej synalek się wziął i na zbór zbiesił,to jeszcze bardziej go pilnowała ,bo bała się że się stoczy. A chłopak faktycznie poczuł wolność i korzystał. Wkrótce do drzwi ciotki zapukało zapłakane ciężarne dziewczę,bo z domu(na wsi) ją pogoniono. Ciotka,choć w szoku,szybko przyjęła ją i oddała jej pokój synalka. Zaskoczonomu z tego powodu powiedziała,że albo się żeni,albo musi coś sobie poszukać,bo ona,jako babcia nie może postąpić inaczej. Powiedziała mu,że skoro zaczął od przyjemności to teraz musi być odpowiedzialny. Kuzyn próbował mieszkać u nas,moja mama ,też siostra nawet nie pomyślała,żeby go nie przyjąć. Po paru nocach skruszony wrócił do domu rodzinnego i się ożenił. Są małżeństwem niedługo 40 lat,mają 3 dzieci ,wnuki,są zgodni i się kochają. Dziewczyna zainteresowała się Biblią i z czasem została ochrzczona,po latach kuzyn też wrócił do zboru. Ich dzieci są świadkami. Może wszyscy nie są zbyt gorliwi organizacyjnie,ale na pewno to fajni ludzie i mają dobre serca. Teraz nie mamy kontaktu z powodu odlełości,ale nie wyobrażam sobie,żeby nauki ck wpłynęły na nasze rodzinne relacje. A wiem co mówię.
Tak więc Adam miał strasznego pecha.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 19 Październik, 2016, 19:39

 Dziewczyna zainteresowała się Biblią i z czasem została ochrzczona,po latach kuzyn też wrócił do zboru. Ich dzieci są świadkami. Może wszyscy nie są zbyt gorliwi organizacyjnie,ale na pewno to fajni ludzie i mają dobre serca. Teraz nie mamy kontaktu z powodu odlełości,ale nie wyobrażam sobie,żeby nauki ck wpłynęły na nasze rodzinne relacje. A wiem co mówię.
Tak więc Adam miał strasznego pecha.


  Jeszcze wczoraj wieczorem przesłałam ten komentarz Adamowi, on jako główny bohater niech odpowie sam za siebie.
Taką otrzymałam odpowiedź:

 
Cytuj
        Przeszedłem niezłą przeprawę i szkołę życia, nauczyło mnie to pokory, szacunku do drugiego człowieka i rozbudziło we mnie ogromne pokłady empatii. Uważam, że gdybym swoje życie spędził tak, jak to się na początku zapowiadało, byłbym kimś innym. Inaczej ukształtowanym, obracającym innymi wartościami, dążącym do innych celów.
Pewnie bym był podobny do mojego rodzeństwa, a oni ani nie są dobrymi świadkami, ani dziećmi.
Inny aspekt, mógłbym nie poznać mojej żony i nie mieć ukochanej Emilki. Gdybym jednak jakimś cudem ją poznał i za moim pośrednictwem została świadkiem Jehowy, co wtedy czułaby jej matka, a moja teściowa? Kobieta tak bardzo skrzywdzona przez swoich bliskich w imię chorych zasad.
Miałbym zapewne wpojoną nienawiść do ojca, która by mnie skutecznie zniechęciła do poszukiwań. Wówczas nie tylko nie poznałbym ojca, wspaniałego, dobrego i ciepłego człowieka, jak i mojej kochanej siostry Ady i jej pociech. Oraz całej reszty dalszej rodziny i dobrych ludzi, których poznałem w czasie tych poszukiwań.
       I oczywiście nie mogę pominąć  drogiej Ani, naszej przyjaźni też by nie było, gdybyśmy nie stali po tej samej stronie. To Ona pozwoliła mi się uporać z demonami przeszłości.
To ona mi uzmysłowiła, że póki nie wybaczę tym którzy mnie skrzywdzili, wciąż będę się miotał między przeszłością a teraźniejszością. Dlatego, że byłem w stanie wybaczyć krzywdy, dałem radę zaopiekować się matką, dzięki temu ostatnie dni spędziliśmy razem, jak kochająca matka i jej oddane dziecko. Nie jest łatwo, gdy ktoś bliski umiera w ramionach, jednak gdybym miał raz jeszcze stanąć przed taką decyzją, postąpiłbym tak samo.
Swoje życie uważam za udane, czuję się kochany, doceniany, potrzebny i szczęśliwy. Ten doświadczenia sprzed lat traktuję jak przykry epizod. Jedni mają przygodę z narkotykami, inni z alkoholem lub środowiskiem kryminalnym, a ja miałem z fanatyzmem religijnym 
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Szyszoonia w 20 Październik, 2016, 10:35
Bardzo podoba mi sie podejscie Adama do tych wszystkich wydarzen w jego zyciu zwiazanych z byciem w Organizacji. Mam na mysli jego slowa, ze traktuje to jako przykry epizod, przygode z fanatyzmem religijnym. Naturalnie zdaje sobie sprawe z tego, ze dojscie do takiego etapu, pogodzenie sie z przeszloscia, jest naprawde trudne i wymaga czasu (wiem to z autopsji), ale mozna to osiagnac. I warto o to walczyc, zeby mozna bylo po prostu normalnie zyc i czerpac z tego radosc.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: tomek_s w 20 Październik, 2016, 11:01
A on był ŚJ?
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 20 Październik, 2016, 18:50
Bardzo podoba mi sie podejscie Adama do tych wszystkich wydarzen w jego zyciu zwiazanych z byciem w Organizacji. Mam na mysli jego slowa, ze traktuje to jako przykry epizod, przygode z fanatyzmem religijnym. Naturalnie zdaje sobie sprawe z tego, ze dojscie do takiego etapu, pogodzenie sie z przeszloscia, jest naprawde trudne i wymaga czasu (wiem to z autopsji), ale mozna to osiagnac. I warto o to walczyc, zeby mozna bylo po prostu normalnie zyc i czerpac z tego radosc.

  Adam mówi, że dorósł do pewnych rzeczy i to mu ułatwiło życie.
Tak, ja też mogę powiedzieć za siebie, że to trwa i nie jest łatwe, ale warto, naprawdę warto się z tym uporać.


A on był ŚJ?

  Tomek pytasz o Adama?

Gdyby nie był świadkiem tylko młodzieńcem, który nie chciał uznać tej religii nie byłoby takiego halo. Byłby zwykłym młodym człowiekiem, który sprawia matce problemy.
 A  to że przyjął symbol sprawiło, że momencie kiedy się zbuntował stał się zagrożeniem dla świadkowej społeczności.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Szyszoonia w 20 Październik, 2016, 19:21
  Adam mówi, że dorósł do pewnych rzeczy i to mu ułatwiło życie.
Tak, ja też mogę powiedzieć za siebie, że to trwa i nie jest łatwe, ale warto, naprawdę warto się z tym upora

Dlatego tak mi sie podobaja te slowa, ktore umiescilam w zalaczniku. Normalne jest, ze trzeba jakosc te wszystkie przezycia zwiazane z WTSem przetrawic i kazdy musi znalezc swoj sposob. Niejeden z nas sie zloscil, plakal, mial ochote wyc z bezsilnosci i to jest normalne. Powiedzialabym nawet, ze na swoj sposob nawet oczyszcza. Ale potem trzeba sie podniesc i z podniesiona glowa isc dalej dziarskim krokiem w nowe zycie  ;D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 21 Październik, 2016, 23:34
Adam


Powrót do przeszłości cd...


           Marne grosze, jakie zarabiał, nie pozwalały mu, aby coś wynająć, udzielał korepetycji, załapał się w domu kultury, tam pomagał popołudniami  odrabiać dzieciom lekcje.
Te kilka godzin mógł spędzić w cieple i zjeść posiłek, a do tego zabrać ze sobą coś do domu. Jednak to dość szybko się skończyło, osoba, którą zastępował wróciła.

Był bardzo lubiany, sympatyczny, uczynny, zawsze uśmiechnięty.
Dlatego każdy, jeśli miał na zbyciu jakiś mebel, naczynie albo widział, że ktoś ma, zaraz podrzucali je Adamowi. To obcy ludzie w chwilach zwątpienia utwierdzali go w przekonaniu, że jest wartościowym człowiekiem.
Robiło się coraz chłodniej a on nadal nie miał swojego lokum. Kilka razy widział jak starsza pani targa wiadra z węglem z piwnicy, pomógł jej. Za co został poczęstowany ciepłą zupą, do dziś pamięta, że był to krupnik. Był tak bardzo głodny, że nawet nie wiedział, kiedy pochłonął całą porcję. Jednak tego smaku zupy nie zapomni nigdy, choć pochłaniał ją jak wygłodniały pies, to pamięta każdą kaszkę na łyżce, ziemniak, marchewkę i jeszcze coś, było w niej 8 skwarków słoniny, które tak cudownie smakowały.
Nigdy później żadna inna zupa tak bardzo mu nie smakowała ani tak bardzo nie zapadła w pamięć. To chyba dlatego, że nie jadł nic ciepłego od dość dawna, w ogóle mało jadał. Dwa posiłki dziennie to było maksimum, na więcej nie mógł sobie pozwolić.

Był na swoim już kilka miesięcy, gdy spotkał matkę jak wracała z zakupów.
Podszedł do niej, miał cichą nadzieję, że go zaprosi do domu na obiad, był taki głodny.
Jednak matka przywitała go słowami, wiesz, że nie mogę z tobą rozmawiać, chyba że zechcesz wrócić do prawdy. A jeszcze przed chwilą był gotów biec za nią, nieść siatki i zadawać dziesiątki pyta co słychać w domu? Jednak matka bardzo szybko sprowadziła go na ziemię, jej słowa sprawiły, że chłopak na dobre wyzbył się złudzeń. Już był pewien, że może liczyć tylko na siebie. Matki nic a nic nie obchodził, nawet nie była ciekawa co u niego, jak sobie radzi, gdzie mieszka? Nagle z bliskiej mu kobiety, stała się obcą babą, która uczepiła się jakichś mrzonek i tym samym skreśliła jedno ze swoich dzieci. Była tak oddana tej farsie, że gdyby kazano jej oddać swoje życie, też by to zrobiła.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: TomBombadil w 22 Październik, 2016, 19:46
Dlatego pisałam ,że miał strasznego pecha. Bo ja zawsze wiedziałam,że moja mama kocha mnie bez względu na to w co wierzę,kim jestem,czym się zajmuję. Mogłam sobie pozwolić na szukanie własnej drogi. Ja byłam świadkiem,bo chciałam,ale moje rodzeństwo nie. I wszyscy w domu rodzinnym czuliśmy się bezpieczni. Nawet ci co zostali wykluczeni. W domu mogliśmy mówić szczerze co kto naprawdę myśli. W moim domu ,moje dzieci miały podobnie.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Gorszyciel w 22 Październik, 2016, 19:52
Dlatego pisałam ,że miał strasznego pecha. Bo ja zawsze wiedziałam,że moja mama kocha mnie bez względu na to w co wierzę,kim jestem,czym się zajmuję. Mogłam sobie pozwolić na szukanie własnej drogi. Ja byłam świadkiem,bo chciałam,ale moje rodzeństwo nie. I wszyscy w domu rodzinnym czuliśmy się bezpieczni. Nawet ci co zostali wykluczeni. W domu mogliśmy mówić szczerze co kto naprawdę myśli. W moim domu ,moje dzieci miały podobnie.

Pięknie to brzmi.
Tak sobie myślę hipotetycznie czy jest jakaś granica miłości rodzica bez względu na to w co dziecko wierzy,kim jest,czym się zajmuje? Wiadomo, że matka Pablo Escobara bardzo go kochała mimo tego, co robił, w co wierzył, kim był. Zastanawiam się czy nawet kochający, dobry rodzic może być usprawiedliwiony przestając  kochać dziecko w pewnych okolicznościach. Myślę tu o ojcach i matkach ludzi takich jak Hitler, Stalin, austriacki wampir Joseph Fritzl, i inni pedofile, mordercy niewinnych ludzi, gwałciciele, zbrodniarze. Ale może to na inny wątek i oczywiście nie dotyczy Ciebie, ale różne są w życiu sytuacje... Ja sam nie wiem co bym czuł będąc ojcem np. Josepha Mengele...
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 22 Październik, 2016, 20:08
Dlatego pisałam ,że miał strasznego pecha. Bo ja zawsze wiedziałam,że moja mama kocha mnie bez względu na to w co wierzę,kim jestem,czym się zajmuję. Mogłam sobie pozwolić na szukanie własnej drogi. Ja byłam świadkiem,bo chciałam,ale moje rodzeństwo nie. I wszyscy w domu rodzinnym czuliśmy się bezpieczni. Nawet ci co zostali wykluczeni. W domu mogliśmy mówić szczerze co kto naprawdę myśli. W moim domu ,moje dzieci miały podobnie.

 Wasza mama Was kochała bardziej niż organizacje i za to jej chwała.
Takich rodziców jest zdecydowanie za mało, wierzą w Boga, ale kochają swoich bliskich najbardziej na świcie i nie boją się chorych zasad w imię....czegoś tam....
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 23 Październik, 2016, 19:41
Adam

      Starsza pani od zupy lubiła Adama, a czasem nawet mówiła do niego kochane dziecko. Zawsze pytała co jadł i kiedy, często dawała słoik z jakąś zupą na później. On jej nosił węgiel, cięższe zakupy, mył okna, wieszał zasłony. Robił to wszystko, na co starsza pani już nie miała sił.

Po jakimś czasie, gdy zaszedł do sąsiadki zastał tam jej syna. Mężczyzna oznajmił, że wyjeżdża na jakiś czas i szuka kogoś, kto zaopiekuje się jego mieszkaniem, a starsza pani właśnie jego poleciła. To była prawdziwa okazja, za mieszkanie miał opiekować się jego matką i płacić rachunki.

To był dla Adama istny uśmiech losu, mieszkanko było małe, ale ciepłe i umeblowane. Już nie musiał spać na podłodze pod jakimś starym kocem. Nawet po latach pamięta swoją pierwszą noc w nowym lokum. Wykąpał się, zjadł kolację, obejrzał Kobrę w tv, a później poszedł spać. Dawno jego wieczór nie wyglądał tak dobrze, tak spokojnie i po ludzku.
W nocy budził się co chwilę i upewniał się, czy to aby nie jest sen? Gdy upewnił się, że to na pewno mu się nie śni, ponownie przytulał się do poduszki i zasypiał.

Dbał o mieszkanie bardziej niż o swoje, obiecał to właścicielowi i jego matce. Podczas tego wynajmu, gospodarz tylko raz przyszedł sprawdzić jak się miewa jego lokal.? Gdy wrócił do matki powiedział, że on sam nawet tak nie dbał o mieszkanie. Więcej wizytacji nie było, lokator był godny zaufania, a więc i nie było potrzeby, aby go kontrolować.
To właśnie z nimi spędził swoją pierwszą w życiu Wigilię. Bał się tego.......
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: wiki w 24 Październik, 2016, 12:17
Moja matka miala raka 30 lat temu,byl to rak na jelicie i niezbedna byla operacja.Zawolam mnie ordynator,doskonaly chirurg i przedstawil sprawe.Zapytal czy rozumiem jak wyglada operacja czasem wszystko jest ok a czasem bardzo żadko pęknie samoistnie jakies naczynie i krew leje sie strumieniami.Powiedzial ze bez zgody na ewentualna transfuzje nie podejmie sie wogle operacii
 Oczywiscie moi rodzice razem ze stadem sępów z organizacji juz szykowali się na smierc matki.Dla jehowy.
   W tajemnicy podpisalam zgode na transfuzje i operacja sie odbyla.Wszystko poszlo gladko ,krew nie byla potrzebna.Matka żyje do dziś.Dumna że jednak Jehowa wplynal na chirurga rozkazujac mu podjac sie operacji.
   kiedys pytalam matki czy gdybym byla nieprzytomna a ktores moje dziecko potrzebowaloby operacji podpisalaby zgode za mnie na to. odpowiedz byla ciekawa.z przyjemnoscia patrzylabym jak wnok mi umiera ale bez grzechu.
To nie jest gorliwosc to brak mózgu.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 24 Październik, 2016, 19:40

   kiedys pytalam matki czy gdybym byla nieprzytomna a ktores moje dziecko potrzebowaloby operacji podpisalaby zgode za mnie na to. odpowiedz byla ciekawa.z przyjemnoscia patrzylabym jak wnok mi umiera ale bez grzechu.
To nie jest gorliwosc to brak mózgu.


  Niedawno wspominałam na Fb, że właśnie krew była gwoździem do trumny organizacji w moim życiu.
Gdy zadałam mojej matce pytanie czy by mnie ratowała, odpowiedziała ....zgłupiałaś? Nie, w żadnym wypadku, żebym miała grzech?
A ja byłam młoda chciałam żyć, dopiero weszłam w dorosłość, ta perspektywa, ta niepewność mnie przerażała.

Od tamtej pory twierdzę z całą odpowiedzialnością, że to bardzo egoistyczni ludzie. Liczy się tylko...ja ja...ja. Byle się załapać na raj, a że po trupach to już nieważne.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Exodus w 24 Październik, 2016, 23:17

  Niedawno wspominałam na Fb, że właśnie krew była gwoździem do trumny organizacji w moim życiu.
Gdy zadałam mojej matce pytanie czy by mnie ratowała, odpowiedziała ....zgłupiałaś? Nie, w żadnym wypadku, żebym miała grzech?
A ja byłam młoda chciałam żyć, dopiero weszłam w dorosłość, ta perspektywa, ta niepewność mnie przerażała.

Od tamtej pory twierdzę z całą odpowiedzialnością, że to bardzo egoistyczni ludzie. Liczy się tylko...ja ja...ja. Byle się załapać na raj, a że po trupach to już nieważne.

A u mnie było tak kochani : ( tu poproszę odtworzyć scenę z filmu Konopielka jak mały Kaziukow dumnie przekazał świeżo zdobytą wiedzę na temat ziemi- że jest okrągła. Nonszalancko przy tym założył ręce na ramiona i zaczął tupać nogą -49 min )
 
 U mnie było podobnie.
 Przysłowiową szczyptę soli dodałem do smażącej się jajecznicy ( jajca od teścia kurek co po podwórzu chodzą i zielone skubią ) i odwróciwszy się do żonki mówię :
 A ja Ci uroczyście oświadczam (ręce jak Kaziukow założyłem na ramiona ), ze jakby co - to KREW ci podam !
  - ŻE co ?  - O co ci chodzi? i co tak nagle -ni z gruch ni z pietruchy?
 - A ja ponownie PODAM, I JUŻ !!!
 po nałożeniu potrawy na talerzyki, siadłem naprzeciw niej i mówię:
 
Wiele lat temu pracowałem w okresie wakacji na obiekcie sportowym położonym przy domu dziecka, w którym jadłem posiłki.
 Dużo dzieciaków do mnie przylgnęło...
- do rzeczy powiedziała żonka jak i większość z Was to powie

 Posłuchaj i nie przerywaj mówię: Zakładam..że chcieliśmy i mamy 3 dzieci. Ja kocham Cię...- nad życie !
 Tu przewała mi - O! bardzo bym chciała by tak było  ;D
 Ulegasz wypadkowi i odchodzisz do swojego raju ? tak? Taak?
 A ja i dzieci ? Co z nami ?
 ........chwila ciszy. więc dokańczam
 Idę po bandzie ! Nie daję sobie rady. jestem załamany i zaczynam sięgać po kieliszek. coraz częściej i gęściej.
  Teraz powiem Ci najgorszy scenariusz.
 Nie przestaję pić i dzieci zabrane są - gdzie? Do Domu Dzicka
 I wiesz jaki finał tego będzie ( to mówiąc byłem już rozdrażniany )
 3 naszych kochanych dzieci będzie okaleczona jak te z którymi miałem kontakt ! Nie zaznają miłości, nie będą siedzieć na kolanach rodziców, nie będą tulone. Owszem tulić to one się będą nawzajem - do siebie i o wiele za wcześnie !( są gwałty zbyt wczesna inicjacja , przemoc ..) a potem gdy osiągną swój wiek - 18 lat i wyjdą to gwarantuje ci ,że duże prawdopodobieństwo jest takie, że nie uda im się założyć normalnych związków. I tak może się powtórzyć historia z ich potomstwem .

  Kończąc dodałem: I możesz sobie poziomko nosić i pięć oświadczeń to ja i tak KREW CI PODAM !
 
Ps. Było to dooobrych parę lat temu. Dziś pewnie ma inne zdanie.
    Odpowiedzi na wysłany list do Nadarzyna odnośnie bolączek ( Australia, ONZ, giełda ) nie otrzymała
Pozdrawiam serdzecznie
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: bernard w 25 Październik, 2016, 16:56
Wytlumaczcie mi coś bo troche nie ogarniam , albo nie jestem na biezaca z Nowym Swiatlem .
Byłem dzisiaj na cmentarzu zrobic porzadki i takie tam . A ze jeden z grobów znajduje sie blisko kaplicy , mialem okazje slyszec co sie dzieje w srodku . W poludnie zawsze odbywa sie w niej Msza , nie mowiac juz o pogrzebach .
Ja tu sobie robie swoje , cieplo , sloneczko swieci , slychac kazanie przez glosniki . Moja uwage przykulo czeste wymawianie imienia Jehowa przez prowadzscego nabozenstwo . Jehowa to , Jehowa tamto , raj ..hmm cos mi tu znajomo brzmialo .
Okazalo sie ze byl to pogrzeb SJ , mowe prowadxil jeden ze starszych ( ksiedza oczywisvie nie bylo ;) ) .
Niby wszystko ok , tylko ze odbywslo sie to wszystko w kaplicy gdxie codziennie odbywsja sie katolickie nabozenstwa , wnetrze tez przypomina kosciol , jest oltarz , konfesjonał itd jak w kosciele . Zeby bylo jeszcze dxiwniej to mowca stał pod sporych rozmiarow krucyfiksem .
Pytam wiec czy zmienil sie stosunek do wchodzrnia , ba , do modlitwy w miejscach w ktorych czynia to inne wyznania ?
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Maro w 25 Październik, 2016, 17:29

  Jeszcze wczoraj wieczorem przesłałam ten komentarz Adamowi, on jako główny bohater niech odpowie sam za siebie.
Taką otrzymałam odpowiedź:
,,To ona mi uzmysłowiła, że póki nie wybaczę tym którzy mnie skrzywdzili, wciąż będę się miotał między przeszłością a teraźniejszością. Dlatego, że byłem w stanie wybaczyć krzywdy, dałem radę zaopiekować się matką, dzięki temu ostatnie dni spędziliśmy razem, jak kochająca matka i jej oddane dziecko. Nie jest łatwo, gdy ktoś bliski umiera w ramionach, jednak gdybym miał raz jeszcze stanąć przed taką decyzją, postąpiłbym tak samo.
Swoje życie uważam za udane, czuję się kochany, doceniany, potrzebny i szczęśliwy. Ten doświadczenia sprzed lat traktuję jak przykry epizod. Jedni mają przygodę z narkotykami, inni z alkoholem lub środowiskiem kryminalnym, a ja miałem z fanatyzmem religijnym  ''     


W zasadzie mysle ze nie powinienem odpisywac na zacytowane slowa Adama poniewaz moja odpowiedz nie bedzie skierowana do niego, ale mysle, ze poruszyl on bardzo wazna sprawe dotyczaca wybaczenia wiec... W zwiazku z tym, ze sie z nim zgadzam chce powiedziec , ze wiem i czuje o czym mowi. Jesli sie nie zamknie za soba drzwi przeszlosci, caly czas bedziemy tam tkwic.  Mialem kiedys podobny problem, trudno bylo mi wybaczuc rodzicom ich stosunek do mnie jako do dziecka. Dlugo nie potrafilem sobie z tym poradzic. I kiedys...bedac juz calkiem doroslym czlowiekiem w rozmowie z przyjacielem, opowiedzialem mu o tym. Pamietam jak zapytal mnie: ,,A ile procent milosci dali ci rodzice?''   Odpowiedzialem, ze matka ok 30%  a ojciec 40%, czyli ze w sumie niewiele I jestem emocjonalna sierota.  Wtedy przyjaciel mi powiedzial, a wiesz? moze cie zaskocze , lecz od matki dostales 100% I od ojca 100%.  Zatkalo mnie bo go nie zrozumialem, trudno bylo mi sie z tym zgodzic. Powiedzial mi, ze nie powinienem zyc z zalem do rodzicow bo tak naprawde dali mi tyle ile mieli,i ze ten zal mi nie pomoze w zyciu. a oni dali  tyle ile mieli w sobie - 100% .  Spytal sie mnie czy daleko I bezpiecznie zajde jesli bede szedl do przodu z odwroconym wzrokiem do tylu? Pamietam jak po tej rozmowie, stalem sie dorosly, puscilem symbolicznie rece rodzicow i zaczolem isc sam , silniejszy z poczuciem odpowiedzialnosci za swoje wlasne zycie.  I  wtedy poczulem sie silniejszy, niezalezny I szczesliwszy. bez uzalania sie nad soba.  Oczywscie nie chce porownywac jednego zycia do drugiego, ale wiem, ze te niezbyt dobre czy niemile doswiadczenia w naszym zyciu mozemy przekuc na nasza korzysc by stac sie madrzejszym I wrazliwszym czlowiekiem.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 26 Październik, 2016, 20:50



  Kończąc dodałem: I możesz sobie poziomko nosić i pięć oświadczeń to ja i tak KREW CI PODAM !


  Jakiś czas temu mój ojciec miał mieć poważną operację, lekarz oświecił nas co może się przytrafić.
Korzystając z chwili gdy byłam sama z ojcem, powiedziałam mu, żeby nie było problemów jak coś źle pójdzie, bo matka ( była decyzyjna)  nie zgodzi się na podanie mu krwi. On był innego zdania, uspokoił mnie, że załatwił to z nią.

Jeszcze tego samego dnia usłyszałam jak matka mówi do swojej siostry...w życiu nie wezmę na siebie takiego grzechu. Jak ma żyć będzie żył i bez transfuzji. Zmroziło mnie, nie miałam ochoty walczyć z całą rodziną, gdy liczy się każda minuta.

Poszłam do lekarza i powiedziałam jasno, kim jest matka i jak coś pójdzie źle, nie pozwoli ratować ojca i że zwiąże im ręce. Lekarz zajrzał w dokumenty, podrapał się po głowie i gdzieś poszedł. Później przyszedł do ojca i powiedział, że została dopisana jeszcze jakaś jedna klauzula związana z jego leczeniem , ma się zapoznać i podpisać.
Podpisał.

Operacja przeszła bez komplikacji. Jednak w nocy dostał krwotoku i była potrzebna krew.
Rano poinformował matkę i moją siostrę co się działo i co zrobili.
I wiecie co... jak przyszli do niego, nawet się nie przywitali, nie ucieszyli że żyje, tylko pier....o tej krwi i płakali.
Później się modlili, wyglądali jak " naćpani".
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tusia w 26 Październik, 2016, 21:09
  Jakiś czas temu mój ojciec miał mieć poważną operację
(...)
I wiecie co... jak przyszli do niego, nawet się nie przywitali, nie ucieszyli że żyje, tylko pier....o tej krwi i płakali.
Później się modlili, wyglądali jak " naćpani".

Może przygotować dla lekarzy taki zapis: "Czy zgadza się pani/pan na przeszczep tkanki?" Podać do podpisu i robić swoje.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: bernard w 26 Październik, 2016, 21:11
Ha , sprytne ;)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 26 Październik, 2016, 21:14
Może przygotować dla lekarzy taki zapis: "Czy zgadza się pani/pan na przeszczep tkanki?" Podać do podpisu i robić swoje.

  Teraz to ja jestem o wiele mądrzejsza niż wtedy. Nie przemykam cichaczem, ale napieram z maczetą. :D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: bernard w 26 Październik, 2016, 21:37
Maczetą , ło rety ? Kopniak w krocze nie wystarczy ?
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 26 Październik, 2016, 21:41
Maczetą , ło rety ? Kopniak w krocze nie wystarczy ?

  Wiesz...z kroczem bywa różnie, albo bardzo małe, albo osobnik obszerny z udami masywnymi i nic nie poczuje.
A taką maczetą każdego można drasnąć, nie przez głowę to choć po łapach. :D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: bernard w 26 Październik, 2016, 21:43
A jak sie teczką zasloni ?
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 26 Październik, 2016, 21:46
 Wtedy będzie miał literaturę ciętą :D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: bernard w 26 Październik, 2016, 21:49
Ha , a jak sie zasłoni stojakiem ?
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 26 Październik, 2016, 22:12
Ha , a jak sie zasłoni stojakiem ?
Polecą iskry i kolorowa wystawka spłonie. :P
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: matus w 26 Październik, 2016, 22:57
Tazła na spacerze:
(http://i.imgur.com/DXCg0FW.jpg)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 27 Październik, 2016, 00:14
  Teraz to ja jestem o wiele mądrzejsza niż wtedy. Nie przemykam cichaczem, ale napieram z maczetą. :D

Perło moja najdroższa i ja ostatnio z maczetą do nich skaczę.
Trzeba pilnować, aby ostrze było odpowiednio naostrzone i 'za wolność' ;)

Czasem też można subtelni, podać im takiego słodziudkiego cukierka, oblanego miodem, a nadzianego trucizną.


Maczetą , ło rety ? Kopniak w krocze nie wystarczy ?

Najpierw musieli by je posiadać. Sądząc po niektórych tekstach czy zachowaniach, to............ nie ma z czego kastrować :P
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 27 Październik, 2016, 18:16
Tazła na spacerze:
(http://i.imgur.com/DXCg0FW.jpg)

 Matus sorry, mam trochę ładniejszą twarz, ale umówmy się,że tu byłam w masce dla niepoznania. :D


Perło moja najdroższa i ja ostatnio z maczetą do nich skaczę.
Trzeba pilnować, aby ostrze było odpowiednio naostrzone i 'za wolność' ;)

Czasem też można subtelni, podać im takiego słodziudkiego cukierka, oblanego miodem, a nadzianego trucizną.


Najpierw musieli by je posiadać. Sądząc po niektórych tekstach czy zachowaniach, to............ nie ma z czego kastrować :P

O taki cukiereczek to jest rozkoszny, jak widzisz że delikwenta później skręca, choć próbuje udawać twardziela. :D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: TomBombadil w 27 Październik, 2016, 20:56
  Jakiś czas temu mój ojciec miał mieć poważną operację, lekarz oświecił nas co może się przytrafić.
Korzystając z chwili gdy byłam sama z ojcem, powiedziałam mu, żeby nie było problemów jak coś źle pójdzie, bo matka ( była decyzyjna)  nie zgodzi się na podanie mu krwi. On był innego zdania, uspokoił mnie, że załatwił to z nią.

Jeszcze tego samego dnia usłyszałam jak matka mówi do swojej siostry...w życiu nie wezmę na siebie takiego grzechu. Jak ma żyć będzie żył i bez transfuzji. Zmroziło mnie, nie miałam ochoty walczyć z całą rodziną, gdy liczy się każda minuta.

Poszłam do lekarza i powiedziałam jasno, kim jest matka i jak coś pójdzie źle, nie pozwoli ratować ojca i że zwiąże im ręce. Lekarz zajrzał w dokumenty, podrapał się po głowie i gdzieś poszedł. Później przyszedł do ojca i powiedział, że została dopisana jeszcze jakaś jedna klauzula związana z jego leczeniem , ma się zapoznać




No to wrzucę swoje 3 grosze,bo opowieści różne krążą na temat podawania lub nie podawania krwi. Pacjent przy przyjęciu do szpitala,gdy jest świadomy ,podpisuje stosowne dokumenty i wyraża zgodę na zabieg. Jest też informowany,głównie przez anestezjologa o wszystkich możliwych komplikacjach,aby podpisał świadomie zgodę. I koniec ,kropka. Nawet gdy straci przytomność,nikt już nie może zmienić jego decyzji. Ani żona,ani pełnomocnik,ani matka(gdy ma się skończone 16 lat wymagana jest też zgoda nieletniego, rodzic może mieć odmienne zdanie,ale liczy się decyzja dziecka,którą może zmienić tylko sąd). Stąd też opowiadanie,że ktoś nie wyrazi zgody na podanie krwi,gdy wola pacjenta została jasno wyrażona,jest po prostu fantazją. Pełnomocnik pacjenta może tylko i wyłącznie przypominać jaką decyzję podjął leczony. Nie może tej decyzji zmienić. I nikt się go nie pyta.
Gdy jesteśmy nieprzytomni,bez kontaktu z lekarzami,wtedy bliscy mogą podjąć za nas decyzję,pod warunkiem,że nie znajdzie nikt przy nas oświadczenia woli.
Dlatego to straszenie,że ktoś odmówi za nas podania krwi,to naprawdę  nie ma za wiele z prawdą. 
Zdanie zmienić może tylko dojrzały pacjent,gdy jest świadomy. Nawet oświadczenie o nie podawaniu krwi doniesione przez kogoś nic nie znaczy,jeśli pacjent w rozmowie z lekarzami zgodził się na zabieg i ewentualne ratowanie życia. Jego zgoda jest wiążąca.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 27 Październik, 2016, 21:01



No to wrzucę swoje 3 grosze,bo opowieści różne krążą na temat podawania lub nie podawania krwi. Pacjent przy przyjęciu do szpitala,gdy jest świadomy ,podpisuje stosowne dokumenty i wyraża zgodę na zabieg. Jest też informowany,głównie przez anestezjologa o wszystkich możliwych komplikacjach,aby podpisał świadomie zgodę. I koniec ,kropka. Nawet gdy straci przytomność,nikt już nie może zmienić jego decyzji. Ani żona,ani pełnomocnik,ani matka(gdy ma się skończone 16 lat wymagana jest też zgoda nieletniego, rodzic może mieć odmienne zdanie,ale liczy się decyzja dziecka,którą może zmienić tylko sąd). Stąd też opowiadanie,że ktoś nie wyrazi zgody na podanie krwi,gdy wola pacjenta została jasno wyrażona,jest po prostu fantazją. Pełnomocnik pacjenta może tylko i wyłącznie przypominać jaką decyzję podjął leczony. Nie może tej decyzji zmienić. I nikt się go nie pyta.
Gdy jesteśmy nieprzytomni,bez kontaktu z lekarzami,wtedy bliscy mogą podjąć za nas decyzję,pod warunkiem,że nie znajdzie nikt przy nas oświadczenia woli.
Dlatego to straszenie,że ktoś odmówi za nas podania krwi,to naprawdę  nie ma za wiele z prawdą. 
Zdanie zmienić może tylko dojrzały pacjent,gdy jest świadomy. Nawet oświadczenie o nie podawaniu krwi doniesione przez kogoś nic nie znaczy,jeśli pacjent w rozmowie z lekarzami zgodził się na zabieg i ewentualne ratowanie życia. Jego zgoda jest wiążąca.


    Tak masz rację, teraz to wygląda bardziej klarownie. Kiedyś było trochę bardziej zamotane. A mój ojciec z racji na swoje schorzenie często sam za siebie nie decydował tak do końca.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Woland w 28 Październik, 2016, 08:59
dlatego teraz każą podpisać w obecności nadzorcy grupy służby a sekretarz ma kopię włączyć  dokumenty zboru. Zeby głosiciel w obliczu smierci myslał że nie ma wyboru bo podpisał. I żeby wykryć braci , którzy mają inne zdanie.
Na szczeście  u nas burdello bum bum i nadzorcy olali temat. Pewnie wypłynie przy obsłudze w trakcie kontroli dokumentów.

PS Opowieść tragiczna, myślę że moja rodzina zrobiłaby to samo.

 
No i teraz ostracyzm jest dla wszystkich, nie trzeba wykluczyć, żeby nienawidzić brata.

Takie nowe prawo miłości mamy po letnim kongresie.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: sylvia w 28 Październik, 2016, 12:23
Witam wszystkich
Tak się cieszę że do Was trafiłam
Nie czuję się już sama

Opiszę swoje przeżycia
Jestem wykluczonym sj wychowywanym w wierze od 3 pokoleń.
Czuję się wolna bo kiedy miałam wątpliwości to wstyd mi za nie było że pozwalam sobie na kuszenie przez diabła.
Największy wpływ jaki miał na moje odejście to przede wszystkim obłuda ludzi i zakłamanie.
 
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: sylvia w 28 Październik, 2016, 14:25
Drodzy
Latam po tym forum jak dziecko w sklepie ze słodyczami
Ale chciałam podzielić się z Wami takimi moimi odczuciami.
Otóż na początku jak oni mnie za drzwi to ja i tak nadal czułam się śj mówiłam sobie grzeszni ludzie..kiedy słyszałam dzies o sj czy coś mówili w tv to ja czułam w sobie taki  wew puls że ja też jestem..
Od dłuższego czasu kiedy naprawdę nie tylko otworzyłam oczy ale i zaczęłam ich używać zrozumiałam że jestem taka pusta moja wiedza to takie siano,...
I miej więcej w tym czasie oglądałam film pt"oczy" na faktach gdzie w końcowych wydarzenia jest wzmianka że główna boh wstąpiła do organizacji śj i wtedy pomyślałam jakie to szczęście że ja już tam nie jestem
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 28 Październik, 2016, 19:00
Witam wszystkich
Tak się cieszę że do Was trafiłam
Nie czuję się już sama

Opiszę swoje przeżycia
Jestem wykluczonym sj wychowywanym w wierze od 3 pokoleń.
Czuję się wolna bo kiedy miałam wątpliwości to wstyd mi za nie było że pozwalam sobie na kuszenie przez diabła.
Największy wpływ jaki miał na moje odejście to przede wszystkim obłuda ludzi i zakłamanie.

  Witaj Sylwia, fajnie że jesteś z nami. :)


=============================================

Adam

     To właśnie z nimi spędził swoją pierwszą w życiu Wigilię. Bał się tego dzielenia opłatkiem, siedział w nim jeszcze ten pogardliwy świadek to raz, a dwa bał się, że nie będzie umiał się zachować. I coś jeszcze, co bardzo długo siedzi w każdym, kto tkwił w szponach tej organizacji, wyrzut, że kogoś się zdradza. Te nauki są naginane, słowa dobrane w ten sposób, aby głęboko w pamięć zapadało nie sam sens, ale to, co się z człowiekiem stanie jak się sprzeciwi.
I nawet w Adamie, który się sprzeciwiał temu wyznaniu, czasem odzywał się świadek. 

Wszystko przeszło gładko, zjedli kolację, posiedzieli, pogadali, a później został na noc. Rano pani z synem poszła do kościoła, a gdy wrócili Adam przygotował obiad.
Byli pod wrażeniem, że taki młody chłopak, jest tak kreatywny w kuchni. Wykorzystał resztki z wigilijnej kolacji i przygotował wystawny świąteczny obiad.
Starsza pani wzięła go ucałowała w czoło i powiedziała, syneczku będziesz kiedyś dobrym mężem i głową rodziny.

Minęła zima, wiosna, nastało lato i wtedy nagle we śnie zmarła starsza pani. Obca kobieta, a jej odejście bardzo poruszyło Adama. Jej pogrzeb był pierwszym świeckim pogrzebem, w jakim uczestniczył. I wtedy się przekonał, że nie ma w nim nic złego, gorszącego, czego można się obawiać. I znów dotarło do niego, że organizacja wyolbrzymia, straszy i manipuluje swoimi ludźmi.

Bardzo mu jej brakowało, gdy przychodził dzień, kiedy zazwyczaj szedł do niej czuł pustkę, ból. Choć znali się krótko, dała mu tyle ciepła, tyle radości, że zapamiętał ją na zawsze, ją i jej brązowy fartuszek z dwoma kieszeniami. Gdy kończył pomagać u starszej pani i miał wraca do siebie, na odchodne pytała, Adasiu z której kieszonki? Nieważne, na którą wskazał, zawsze dostał jakiegoś cukierka, owoc lub ciastko. I choć na jego twarzy, życie odcisnęło się w postaci zmarszczek, to wspomnienie tych drobnych gestów powoduje, że się uśmiecha, a rysy łagodnieją. Jego oczy błyszczą tak samo, jak wtedy, gdy wyciągał rękę po niespodziankę z fartucha.
Nigdy nie zapomniał o swojej przyjaciółce, dwa razy do roku zapala znicz na jej grobie, zanosi jej bukiet ukochanych frezji i siedzi wpatrując się w nagrobek, a przed jego oczami pojawiają się obrazy z tamtych lat.
   
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 30 Październik, 2016, 20:17

Adam


    Halinka wręcz zawlokła Adama do lekarza siłą, wymyślając mu przy tym od osłów i uparciuchów. Jego zasłabnięcie bardzo ją przeraziło, choć szybko doszedł do siebie, to jednak nie można było tego bagatelizować. Kilka dni badań nie wykazało większych chorób, jednak kardiolog zalecił spokój i brak większych wzruszeń, jego serce było już nadszarpnięte, należało je oszczędzać. Żona wiedziała, że to ona musi się zająć mieszkaniem teściowej, Adama nie można narażać na takie wzruszenia i stres.

Postanowiła poprosić znajome teściowej, które w jej ostatnich latach były takie pomocne, miała nadzieję, że i teraz jej nie odmówią. Bała się tam iść sama, nie wiedziała co zrobić ze stosami różnych publikacji, jakie tam podobno zalegały.
Znajome nie dość, że były życiowo doświadczone to także były powiązane z organizacją, im będzie łatwiej zadecydować.
Jak pomyślała tak zrobiła, obie się zgodziły i już następnego dnia czekały na Halinkę o wyznaczonej godzinie pod drzwiami mieszkania.
Jeden pokój był pełen religijnej literatury. Widać, że Zofia bardzo o nią dbała. Każda książka była obłożona w dodatkową okładkę, strażnice i inna literatura były ułożone chronologicznie, każdy rocznik zapakowany w folię. Były wszędzie, nie mieściły się w regale i pudle od wersalki, leżały na kocu pod oknem. Gaduła stanęła, ogarnęła całość wzrokiem i powiedziała, ja cię kręcę, ta nasza Zosia miała niezłego kota na punkcie religii.
Jej koleżanka nawet nie zaprzeczyła, a Halinka jako osoba poza tematem w ogóle nie wypowiadała się na ten temat. Wiedziała jednak, że ten pokój to kolejny dowód na fanatyzm jej teściowej.

Postanowiły zacząć od innego pomieszczenia, szło im dość sprawnie. Rzeczy, które się do niczego nie nadawało szło do worków i zaraz wynosiły do śmieci. Pościel, koce, kapy zapakowały do samochodu Halinki i zawiozła do schroniska dla zwierząt.
Gdy wróciła, kobiety kończył sprzątać pokój, na stole czekało stare pudełko. Gaduła wskazała głową na pakunek i powiedziała, to chyba rodzinne pamiątki.
Jakieś listy, stare zdjęcia, koperty, jej to nic nie mówiło, ale Adam na pewno chętnie przejrzy zawartość.
Przed wyjściem zatrzymały się przed pokojem z literaturą. Halinka spojrzała na swoje pomocnice i zapytała, drogie panie co z tym zrobimy, ja się nie znam, wy zadecydujcie?
Gaduła spojrzała na znajomą, szturchnęła ją łokciem i zagadała do niej, decyduj ty, jako świadek masz prawo, pani Halinka się nie zna, a mnie można oskarżyć o zemstę, zachichotała jak mała dziewczynka. Kobieta chwilę nic nie mówiła, nabrała powietrza i odparła....ja też bym to spaliła, a popiół wrzuciła do ubikacji i spuściła wodę....
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 31 Październik, 2016, 21:53

Odrobina teraźniejszości....

 Byłam  na cmentarzu, poszłam do studni po wodę do kwiatków,  z daleka zauważyłam, że przy grobie obok krząta się dawna znajoma ze zboru. To jest pani starsza ode mnie o ponad 20 lat, kiedyś mówiłam jej dzień dobry, ale jak przestała mi odpowiadać, a później z daleka mnie widząc, jak idę, specjalnie się oddalała, odpuściłam.
Ten grób to chyba jej rodzice, a od jakiś 3 lat, także miejsce spoczynku jej córki. Dziewczyna była gdzieś w moim wieku i jeździła na wózku, podobno jakieś komplikacje przy porodzie. Do tego wada serca i kilka innych schorzeń.

Dziś gdy zbliżałam się do studni, o dziwo nie uciekła, coś robiła, a gdy byłam bardzo blisko usiadła na ławeczce tyłem do mnie. Podeszłam jak zwykle ostatnio bez słowa, gdy nalewałam już wody do wiadra odezwała się do mnie.
Pogoda dziś dopisuje. Rozejrzałam się , nikogo nie było, a więc pewnie mówi do mnie. Odpowiedziałam grzecznie , że oby tak dalej.  Po krótkiej wymianie grzecznościowych zdań, kobieta zaprosiła mnie abym przysiadła obok niej i odpoczęła. To już mnie całkowicie zaskoczyło, ale jak prosiła, tak usiadłam obok niej. I zapanowała cisza.....

Ja się nie odzywałam, czekałam aż kobieta zacznie. Ewidentnie było widać, że chce pogadać.
W końcu przemówiła....Jola ( jej córka) odeszła od prawdy i umarła.
Zapytałam....a gdyby nie odeszła, to nadal by żyła, chyba nie?
Nie odpowiedziała mi, mówiła dalej....z dnia na dzień powiedziała, że odchodzi od prawdy, że wie iż długo nie pożyje i dlatego chce cieszyć się życiem, a w prawdzie kręciła się w kółko i stała w miejscu. Jak postanowiła, tak też zrobiła.

Poznała nowych ludzi, należała do różnych grup gdzie byli ludzie zdrowi jak i podobni do niej. Jeździła na wycieczki w góry, nad morze, kochała Bieszczady. Robiła różne rzeczy i wciąż powtarzała, że jest wreszcie szczęśliwa.
Czy to znaczy, że w prawdzie nie była szczęśliwa? Zapytała nagle.
Odp...że skoro odeszła tzn chyba nie. A pani jest szczęśliwa, teraz ja zapytałam?
Odpowiedziała, że chyba tak. Nie było to odpowiedź ani szybka, ani przekonująca.
Jesteśmy różni, ciągnęłam dalej i każdy z nas ma inne pojęcie szczęścia. Jeden będzie zadowolony w Bieszczadach w lesie, a inny w wielkim mieście w tłumie ludzi, co jednych przeraża, innych przyciąga.

Ale przecież w prawdzie jest tyle fajnych ludzi oddanych organizacji i do tego życie wieczne i Jehowa.
Tzn że poza organizacją nie ma fajnych ludzi, ani Boga? Tzn że śJ mają monopol na wszystko? Zapytałam i nie dając się jej wypowiedzieć, nawijałam dalej.
Niech pani przypomni sobie jak wyglądał dzień Joli gdy była w prawdzie, a jak gdy była szczęśliwa, różniły się?
Wiedziała że jej życie będzie krótkie, chciała żyć, a nie wegetować i łudzić się tym, że może kiedyś będzie jakiś raj.

Te słowa poruszyły kobietę , chyba poczuła się dotknięta tymi złudzeniami. Oburzyła się, że aby żyć wiecznie trzeba wierzyć w Jehowę. Nie, sprzeciwiłam się, trzeba być dobrym człowiekiem. A czy pani córka kogoś zamordowała, czy kradła, czy krzywdziła innych? Nie skąd, odpowiedziała kobieta.
A więc jeśli nie, tzn ma takie same szanse jak pani i ja. Pani się chyba wini, że nie zrobiła dość dużo aby córkę zatrzymać w organizacji?
Ostatnio usłyszałam od jednego z braci, że gdybym była dobrym świadkiem inaczej bym wychowała córkę.
Proszę panią zwróciłam się do niej, prawnik nie zawsze równa się uczciwy, sędzia sprawiedliwy, a świadkowie nie mają wyłączności na bycie dobrymi. To że tak o sobie mówię czy myślą, nie zawsze tak jest.
Każdy rodzic chce aby jego dziecko było szczęśliwe i Jola taka była, a więc czego chcieć więcej?
Tak, była szczęśliwa odpowiedziała kobieta, jeszcze w dniu śmierci opowiadała o wycieczce w góry ile jej sprawiła radości.

I fajnie, umierała pogodzona, że wykorzystała swoje życie na ile mogła, a pani za swoje postępowanie będzie odpowiadać jak już to przed tym na górze, a nie przed ludźmi i tego proszę się trzymać. Wstałam i powiedziałam, że muszę iść. Na odchodne kobieta powiedziała, dziękuję.

I nie byłoby w tym nic dziwnego, zwyczajnie chciała się wygadać, widać przed współwyznawcami nie może.
Przy mnie jako byłym śJ było jej łatwiej, ale mnie dziwi jedna rzecz....
Przez te kilkanaście minut naszej rozmowy ani raz nie spojrzała na mnie. Nawet jak mnie zaczęła zagadywać, siedziała do mnie tyłem. Czyżby bała się spojrzeć na odstępcę? A może jej było zwyczajnie głupio, że tyle lat udawała, że mnie nie zna, a teraz potrzebuje  łaski....?
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: A w 31 Październik, 2016, 22:25
I nie byłoby w tym nic dziwnego, zwyczajnie chciała się wygadać, widać przed współwyznawcami nie może.
Przy mnie jako byłym śJ było jej łatwiej, ale mnie dziwi jedna rzecz....
Przez te kilkanaście minut naszej rozmowy ani raz nie spojrzała na mnie. Nawet jak mnie zaczęła zagadywać, siedziała do mnie tyłem. Czyżby bała się spojrzeć na odstępcę? A może jej było zwyczajnie głupio, że tyle lat udawała, że mnie nie zna, a teraz potrzebuje  łaski....?
Możliwe, że jedno i drugie. Wypadkowa wielu emocji. Do tego pewnie strach, że ktoś z SJ może was zobaczyć.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 01 Listopad, 2016, 19:12
Możliwe, że jedno i drugie. Wypadkowa wielu emocji. Do tego pewnie strach, że ktoś z SJ może was zobaczyć.

 Też tak myślę, że to większa składowa.
Jednak widać, chęć porozmawiania, wyżalenia się była większa niż strach....

Szkoda mi jej, siedziała nad tym grobem córki i jak na moje odczucia czuła się winna, że w jej krótkim życiu nie dała jej dość radości, beztroski. Dopiero gdy dorosła i sama postanowiła żyć na własny rachunek, wtedy dopiero widziała córkę szczęśliwą.
I to chyba jak kac moralny. A skoro ma rozterki, że zrobiła za mało tzn, wątpi w słuszność swoich wierze.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Maro w 01 Listopad, 2016, 23:27
Odrobina teraźniejszości....

 


(...)


Każdy rodzic chce aby jego dziecko było szczęśliwe i Jola taka była, a więc czego chcieć więcej?
Tak, była szczęśliwa odpowiedziała kobieta, jeszcze w dniu śmierci opowiadała o wycieczce w góry ile jej sprawiła radości.

I fajnie, umierała pogodzona, że wykorzystała swoje życie na ile mogła,











Jola odeszla od ,,prawdy"  ale byla szczesliwa! ,no wlasnie I czego chciec wiecej?

Ja rowniez bylem na cmentarzu,lecz nie teraz lecz na wiosne.  Byla ciemna noc a ja sam na srodku cmentarza. Niesamowite uczucie. Cisza,pusto, inne dzwieki, latarnie byly poza cmentarzem. Na niektorych grobach migotaly swiece. Wzrok coraz bardziej przyzwyczajal sie do ciemnosci. Myslalem sobie, ja sam a wokolo tysiace zmarlych i ta cisza, dziwna cisza. Przez glowe przelatywaly mi mysli o tych lezacych wkolo ludziach, jak zyli. Wyobrazalem sobie ich zycie rodzinne, jak ida do pracy,jak bawia sie, rozmawiaja, kloca sie ,zakochuja... widzialem w glowie babcie ,dziadkow, wnukow,rodzicow i dzieci, braci i siosry, wojkow i ciocie... a teraz, leza martwi w grobach i ja tez tam bede.Wiec pomyslalem sobie,ze poki zyje, chce przezyc zycie jak najlepiej,  w zgodzie ze soba bo jak umre bedzie po prostu koniec i juz nic nie zrobie jak ci matwi ludzie. Moze to paradoksalne ale czulem sie w tym miejscu bezpiecznie, wiedzialem, ze moge sie bac zywych,a ich raczej nie spotkam bo kto moze przyjsc na cmentarz w nocy? Moze ktos sie zastanawia jak to sie stalo, ze znalazlem sie w nocy na cmentarzu? Po prostu bylem umowiony z koms kolo cmentarza,a ze umowiona osoba zadzwonila ze sie spozni wiec mialem czas na ,,zwiedzanie" cmentarza  wink.gif
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 02 Listopad, 2016, 18:05

Wiec pomyslalem sobie,ze poki zyje, chce przezyc zycie jak najlepiej,  w zgodzie ze soba bo jak umre bedzie po prostu koniec i juz nic nie zrobie jak ci matwi ludzie.


 Chyba Julian Tuwim napisał....żyj tak, aby twoim zna­jomym zro­biło się nud­no, kiedy um­rzesz.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 02 Listopad, 2016, 20:07

  Dziś byłam na drugim cmentarzu, na którym są pochowani dziadkowie i rodzeństwo ze strony ojca.
Stałam nad rzędem mogił i próbowałam sobie przypomnieć każdą z tych osób. Pierwsza z brzegu leży ciotka, gdy o niej pomyślałam pierwsze co mi przyszło na myśl to przekleństwa. Przeklinała jak szewc, albo i dwóch szewców, zawsze miała odpowiedź na każde pytanie. Czasem miłe, czasem chamskie ale sypała nimi jak z rękawa.
Dziadka nie pamiętam, obok niego leży kuzynka, która zmarła bardzo młodo. A szereg zamyka babcia, mama ojca.
To przy niej zostałam myślami najdłużej, nie tylko dlatego że byłam z nią bardziej związana, ale także dlatego, że ta
niewielka, skromna, spokojna kobieta była wyjątkowym człowiekiem.

O tym że babcia ma piękny głos, mówiło się otwarcie, jednak mało kto słyszał jak naprawdę śpiewa, a raczej jak potrafi śpiewać. Śpiewała gdy była sama w domu albo z najmłodszymi dziećmi. Gdy pojawiał się ktoś dorosły, zaraz milknęła.
W kościele, na rodzinnych imprezach śpiewała ze wszystkimi, na tyle cicho aby się nie wyróżniać.
Raz nawet proboszcz zaproponował jej aby przyłączyła się do chóru kościelnego, ale stanowczo odmówiła.

Była grudniowa niedziela ( 13.12.81) babcia razem z innymi ludźmi przyszła na poranną mszę do kościoła.
Zastali zamknięte drzwi. Po kilkunastu minutach przyszedł wikary, otworzył drzwi i zaczął odprawiać nabożeństwo.
Był jakiś dziwny, niespokojny, co chwilę oglądał się za siebie. Gdy kończył, przyszedł proboszcz i zwracając się do zebranych powiedział...moi drodzy chyba mamy w kraju stan wojny.
Po kościele najpierw przeszedł szmer, a później co niektórzy zaczęli płakać i lamentować. Ksiądz próbował uspokajać, ale marnie mu to szło.

Wtedy wstała babcia i jak najdonioślej potrafiła zaczęła śpiewać...Jak długo w sercach naszych,choć kropla polskiej krwi...po chwili, organista zaczął jej przygrywać, a ludzie próbowali wtórować.
Skończyła śpiewać, przeżegnała się i wyszła z kościoła. Rodzina o całym zajściu dowiedziała się od ludzi, ona sama nawet słowem nie wspomniała.
Krążyło wiele opowieści o tym jak Stasia.... podniosła cały kościół, a gdy wychodziła ksiądz ją pobłogosławił i powiedział, niech cię Pan Bóg ma w opiece moja córko. Jej wykonanie owej pieśni było tak poruszające, że sam Bernard Ładysz by się go nie powstydził.

Na efekty działania babci nie trzeba było długo czekać. Po kilku dniach odwiedziło ją dwóch panów, byli dość bezczelni i aroganccy. Babcia zaprosiła ich do domu, kazała usiąść przy stole i zaczęła słuchać co mają jej do powiedzenia.
Na koniec stanęła między nimi i powiedziała....syneczkowie, sama urodziłam ósemkę dzieci i sama odebrałam te porody, sama w czasie wojny zostałam z trójką małych dzieci. Na strychu przechowywałam żydowską rodzinę, a za płotem stacjonowali Niemcy. Przychodzili do mnie kilka razy dziennie, a to po mleko, a to po jajka.
Wtedy dałam radę to i wam się zastraszyć nie dam.

Mężczyźni wstali, wyszli przed dom, chwilę rozmawiali, wsiedli do samochodu i pojechali. Więcej nie wrócili.
Tak jak żyła, skromnie, cicho i bez rozgłosu tak samo zmarła.
Po śmierci została odznaczona medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Maro w 02 Listopad, 2016, 22:12
  Dziś byłam na drugim cmentarzu, na którym są pochowani dziadkowie i rodzeństwo ze strony ojca.
Stałam nad rzędem mogił i próbowałam sobie przypomnieć każdą z tych osób. Pierwsza z brzegu leży ciotka, gdy o niej pomyślałam pierwsze co mi przyszło na myśl to przekleństwa. Przeklinała jak szewc, albo i dwóch szewców, zawsze miała odpowiedź na każde pytanie. Czasem miłe, czasem chamskie ale sypała nimi jak z rękawa.
Dziadka nie pamiętam, obok niego leży kuzynka, która zmarła bardzo młodo. A szereg zamyka babcia, mama ojca.
To przy niej zostałam myślami najdłużej, nie tylko dlatego że byłam z nią bardziej związana, ale także dlatego, że ta
niewielka, skromna, spokojna kobieta była wyjątkowym człowiekiem.

O tym że babcia ma piękny głos, mówiło się otwarcie, jednak mało kto słyszał jak naprawdę śpiewa, a raczej jak potrafi śpiewać. Śpiewała gdy była sama w domu albo z najmłodszymi dziećmi. Gdy pojawiał się ktoś dorosły, zaraz milknęła.
W kościele, na rodzinnych imprezach śpiewała ze wszystkimi, na tyle cicho aby się nie wyróżniać.
Raz nawet proboszcz zaproponował jej aby przyłączyła się do chóru kościelnego, ale stanowczo odmówiła.

Była grudniowa niedziela ( 13.12.81) babcia razem z innymi ludźmi przyszła na poranną mszę do kościoła.
Zastali zamknięte drzwi. Po kilkunastu minutach przyszedł wikary, otworzył drzwi i zaczął odprawiać nabożeństwo.
Był jakiś dziwny, niespokojny, co chwilę oglądał się za siebie. Gdy kończył, przyszedł proboszcz i zwracając się do zebranych powiedział...moi drodzy chyba mamy w kraju stan wojny.
Po kościele najpierw przeszedł szmer, a później co niektórzy zaczęli płakać i lamentować. Ksiądz próbował uspokajać, ale marnie mu to szło.

Wtedy wstała babcia i jak najdonioślej potrafiła zaczęła śpiewać...Jak długo w sercach naszych,choć kropla polskiej krwi...po chwili, organista zaczął jej przygrywać, a ludzie próbowali wtórować.
Skończyła śpiewać, przeżegnała się i wyszła z kościoła. Rodzina o całym zajściu dowiedziała się od ludzi, ona sama nawet słowem nie wspomniała.
Krążyło wiele opowieści o tym jak Stasia.... podniosła cały kościół, a gdy wychodziła ksiądz ją pobłogosławił i powiedział, niech cię Pan Bóg ma w opiece moja córko. Jej wykonanie owej pieśni było tak poruszające, że sam Bernard Ładysz by się go nie powstydził.

Na efekty działania babci nie trzeba było długo czekać. Po kilku dniach odwiedziło ją dwóch panów, byli dość bezczelni i aroganccy. Babcia zaprosiła ich do domu, kazała usiąść przy stole i zaczęła słuchać co mają jej do powiedzenia.
Na koniec stanęła między nimi i powiedziała....syneczkowie, sama urodziłam ósemkę dzieci i sama odebrałam te porody, sama w czasie wojny zostałam z trójką małych dzieci. Na strychu przechowywałam żydowską rodzinę, a za płotem stacjonowali Niemcy. Przychodzili do mnie kilka razy dziennie, a to po mleko, a to po jajka.
Wtedy dałam radę to i wam się zastraszyć nie dam.

Mężczyźni wstali, wyszli przed dom, chwilę rozmawiali, wsiedli do samochodu i pojechali. Więcej nie wrócili.
Tak jak żyła, skromnie, cicho i bez rozgłosu tak samo zmarła.
Po śmierci została odznaczona medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.





Oj te nasze kochane babcie!!!  Bez nich nasze zycie nie byloby tak piekne!!!
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 03 Listopad, 2016, 19:10


Oj te nasze kochane babcie!!!  Bez nich nasze zycie nie byloby tak piekne!!!

 Racja, sama się wiele razy zastanawiałam czy miałabym tyle odwagi co ona, narażać siebie, swoje dzieci, aby ratować innych?
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 03 Listopad, 2016, 20:11
Adam


   Posprzątane mieszkanie miało iść do sprzedaży, a pieniądze z niego Adam postanowił przeznaczyć na leczenie ojca. W końcu to było jego mieszkanie, a więc takie wyjście było najlepsze.
Nawet już wstępnie rozmawiał z biurem zajmującym się sprzedażą.
Mieli iść zobaczyć, jak to wygląda od środka i co ewidentnie trzeba poprawić, aby podnieść wartość.
Jednak my  możemy sobie planować, a życie i tak to zweryfikuje po swojemu.

Był wczesny grudniowy poranek, cały dom obudził dzwonek do bramy. Tak Adam, jak i Halinka poderwali się na równe nogi, któż to może być o tak wczesnej porze? Planowali pospać dłużej, Emilka już miała przerwę świąteczną w szkole, Adam był na zwolnieniu lekarskim, a żona nie miała żadnych pilnych zleceń. Jednak ktoś brutalnie postanowił zmienić im plany. Nim gospodarz się zdążył pozbierać, dzwonek odezwał się poraz kolejny. Podszedł do domofonu, po drugiej stronie usłyszał męski głos. Jestem kierowcą taksówki, w samochodzie mam kobietę z dwójką śpiących dzieci. Prosi, aby pan wyszedł po nich. Zdążył tylko powiedzieć Halince, to chyba Ada, ubrał kurtkę i pobiegł do bramy. Na tylnym siedzeniu siedziała jego siostra trzymając w objęciach swoje dzieci. Wziął Jaśka, Ada zaś próbowała się wydostać z Małgosią. Puścił siostrę przodem, wtedy kierowca złapał go za ramię i zapytał...a kto zapłaci za kurs? Poprosił, aby poszedł z nimi do domu, tam uregulowali należność.

Gdy dzieci pokładli do łóżek, na dworze zaczynało świtać, Halinka zawołała ich do kuchni na śniadanie i kawę.
Zasiedli przy stole, Adam wziął swój portfel ze stołu i chciał odłożyć na szafkę, wtedy Ada powiedziała...oddam ci później, teraz nie mam i opuściła głowę.
Oboje z żoną spojrzeli na siebie, te słowa nie wróżyły nic najlepszego. Odpowiedział siostrze, pierwszą podróż do mnie ja stawiam, taki mam zwyczaj. Myślał, że tymi słowy rozładuje atmosferę, ale to nic nie dało. Ada nawet nie próbowała się uśmiechnąć, zaś oni nie wiedzieli jak się zachować, aby jej nie spłoszyć lub jeszcze bardziej przygnębić. Zjedli śniadanie, małżonkowie postanowili jechać na zakupy, zaś siostra poszła spać.

Gdy wrócili, dzieci bawiły się w salonie, Ada nadal spała. Spała dość długo i cały ten czas Jaś z Małgosią bawili się tak cicho jakby ich wcale nie było. Halinka poszła do Adama, niepokoiło ją zachowanie dzieci, to było nienaturalnie, aby dzieci tak długi czas były niezauważalne. Mówię ci, zwróciła się do męża, te dzieci są zastraszane, nasza Emilka jest grzeczna, ale nie aż tak.

Mężczyzna zaczął składać wszystko do kupy, nocna podróż, brak pieniędzy, smutna siostra i teraz uwagi żony na temat dzieci....
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 06 Listopad, 2016, 12:41
  Wczoraj miałam niemiłą przygodę, skręciłam sobie kostkę na pracach w ogródku.
Pojechałam na ostry dyżur, choć mogłam przystanąć na  nogę, to jednak puchła w oczach.
Wiadomo jak to jest na ostrym, swoje trzeba odczekać. Zwolniło się miejsce, a więc przysiadłam obok kobiety, która była ze starszym mężczyzną. Pani ta coś czytała, na co nie zwracałam uwagi, ale gdy zaczęła mnie uwierać skarpetka, postanowiłam ją ściągnąć i wtedy rzuciłam okiem do jej rozchylonej torebki,była w niej Biblia.
Hm...teraz wypada zapuścić żurawia w to co czyta, aby się upewnić kim ta pani jest. Nie było wątpliwości, że to świadek lub jakiś sympatyk, tłuste nagłówki jej czasopisma mówiły same za siebie.

Chyba zauważyła, że zerknęłam kilka razy w jej stronę, uśmiechnęła się i zapytała....może chce pani coś poczytać?
Odpowiedziałam...nie dziękuję mam, pokazałam gazetę. Na co ona, że ma coś ciekawszego. Nie miałam zamiaru się poddać i odp...że dla jednych ciekawa jest poezja, dla innych proza, dla jeszcze innych jakiś szmatławiec, to wszystko kwestia gustu, a  o nim się nie dyskutuje.
Kobieta miała inne zdanie o gustach i opiniach na ten temat. Mówiła dużo, wręcz zarzuciła mnie potokiem słów, jakby normalnie otworzył wieko od jakiegoś słoja. Próbowała mnie zarzucić masą argumentów o swojej racji. Nie miałam ochoty na dyskusję, a więc skwitowałam ją krótko, że....z opinią jak z d....każdy ma swoją.
To ją z lekka ostudziło i odpuściła.

Po kilki minutach pokazała mi jakąś ilustrację i zapytała co sądzę o życiu wiecznym?
Odpowiedziałam jej zgodnie z prawdę ( moją osobistą) że uważam iż życie wieczne jak nazwa wskazuje żyć wiek czyli sto lat, jest możliwe ale nie dla wszystkich. Zaczęła mnie wyprowadzać z mojego błędu, mówiąc o sielskiej anielskiej perspektywie raju. Dałam jej się wygadać,a na koniec zapytałam...
Ilu jest śJ na świecie? Odparła że około ośmiu milionów.
Ok, zakładam że wszyscy dostaną się do raju, choć uważam to za mało prawdopodobne. I niech z ziemi powstanie dwa razy tyle czyi 16 mil. Gdzie się  osiedlicie, na jakim kontynencie?
Przecież jak was rozrzucą po całej ziemni to zdziczejecie i umrzecie z nudów. :)
Trochę ją zatkało, a ja na szczęście doczekałam się na swoje wejście. Dostałam but ortopedyczny, leki i mam się szanować. :D

Syn w drodze powrotnej do domu, powiedział mi, że jak weszłam do gabinetu pani się zawiesiła na jakimś punkcie na ścianie, wlepiła w niego swój wzrok i tak trwała w bezruchu dłuższą chwilę. Dało jej do myślenia, a może obmyślała jak się na mnie odegrać?
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 06 Listopad, 2016, 13:56
Mężczyźni wstali, wyszli przed dom, chwilę rozmawiali, wsiedli do samochodu i pojechali. Więcej nie wrócili.
Tak jak żyła, skromnie, cicho i bez rozgłosu tak samo zmarła.
Po śmierci została odznaczona medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.

Ano, to co przeszły nasze babcie, zasługuje na podziw i uznanie. Często sama się zastanawiałam, czy byłabym w stanie poradzić sobie, jaj babcia. Prosta odpowiedź: NIE. Nasze babcie to twarde sztuki i lepiej im nie podskakiwać  ;D.

Ja mojej trochę się boję  ;D. Przeżyła: nalot KGB po swojego tatę, 3 obozy koncentracyjne, zsyłkę na roboty do Niemiec, ojczyma ŚJ (typ człowieka co wszyscy modlą się o śmierć i umiera ku uciesze innych), inne rewelacje. Widziała co kochani starsi potrafią robić, co zbór wymyśla żeby 'umilić' a i dzisiaj skacze do starszych jak coś na mnie mówią, a babci się nie spodoba. Ten kto oberwał ściera po łubie od babci, czy tasakiem po tyłku (nie nie byłam katowana, jedne z lepszych wspomnień  :D), to wie z babciami się nie zadziera.
Ciastem poczęstują, obiadek nasty wcisną, skarpeciory i sweterki wydziergają... To kobietki od których można się nauczyć jak żyć, czym się kierować w życiu i jak sobie radzić w różnych sytuacjach. Babcia to babcia, nic nie zastąpi babcinego uścisku. Choć ja z moją babuszką czasem koty drę, podnoszę babci ciśnienie do granic możliwości, a babcia mi. A jak jest chora to po mojej wizycie z miejsca zdrowsza o 60%, to nie ręczę za siebie jak ktoś coś...

Oj, Tazła wybacz taki sentyment, jakoś tak czytając co napisałaś mnie naszła refleksja...  :-* :-* :-*

zgadzam się w 120%
Oj te nasze kochane babcie!!!  Bez nich nasze zycie nie byloby tak piekne!!!
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 08 Listopad, 2016, 10:15
Ano, to co przeszły nasze babcie, zasługuje na podziw i uznanie. Często sama się zastanawiałam, czy byłabym w stanie poradzić sobie, jaj babcia. Prosta odpowiedź: NIE. Nasze babcie to twarde sztuki i lepiej im nie podskakiwać  ;D.



Oj, Tazła wybacz taki sentyment, jakoś tak czytając co napisałaś mnie naszła refleksja...  :-* :-* :-*

zgadzam się w 120%


 Wybaczam, wybaczam, a co mam gest  ;D ;D
A tak poważnie, jak się zastanawiam nad postawą mojej babci, chyba bym nie miała tyle odwagi, mieć swoje dzieci i dać schronienie innym, mając świadomość tego co grozi za to jak ich znajdą.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 08 Listopad, 2016, 11:22

 Wybaczam, wybaczam, a co mam gest  ;D ;D
A tak poważnie, jak się zastanawiam nad postawą mojej babci, chyba bym nie miała tyle odwagi, mieć swoje dzieci i dać schronienie innym, mając świadomość tego co grozi za to jak ich znajdą.

A co, Ci ktoś zabroni mieś gest?  ;) ;D

Nam trudno jest przewidzieć, jakbyśmy się zachowali, w takiej sytuacji. Nigdy nie stanęliśmy przed takim wyborem i obyśmy nigdy nie musieli. Czytając różne wywiady, pamiętniki, dzienniki, czy inne w tematyce o II wojnie, przekaz jest jeden 'sprawiedliwość była silniejsza niż strach'. Czy wspomnienia ludzi działających w ŻEGOCIE 'to ludzie z którymi żyliśmy, bawiliśmy się, snuliśmy marzenia/plany...'

I że zacytuję, moją nieocenioną babcię: "wnusiu, nie zastanawialiśmy się, robiliśmy, inaczej zginęlibyśmy. Dzisiaj ten pomógł, jutro pomogło się jemu. Żyjemy bo sobie pomagaliśmy". Często wspomina jak w obozach, ktoś podzielił się swoją racją żywnościową, bo ktoś widział że ktoś był bardziej głodny.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 10 Listopad, 2016, 21:21
A co, Ci ktoś zabroni mieś gest?  ;) ;D

Nam trudno jest przewidzieć, jakbyśmy się zachowali, w takiej sytuacji. Nigdy nie stanęliśmy przed takim wyborem i obyśmy nigdy nie musieli. Czytając różne wywiady, pamiętniki, dzienniki, czy inne w tematyce o II wojnie, przekaz jest jeden 'sprawiedliwość była silniejsza niż strach'. Czy wspomnienia ludzi działających w ŻEGOCIE 'to ludzie z którymi żyliśmy, bawiliśmy się, snuliśmy marzenia/plany...'

I że zacytuję, moją nieocenioną babcię: "wnusiu, nie zastanawialiśmy się, robiliśmy, inaczej zginęlibyśmy. Dzisiaj ten pomógł, jutro pomogło się jemu. Żyjemy bo sobie pomagaliśmy". Często wspomina jak w obozach, ktoś podzielił się swoją racją żywnościową, bo ktoś widział że ktoś był bardziej głodny.

 Nikt mi już nic nie zabrania, nawet gest mogę mieć tam gdzie chcę i kiedy chcę.  ;D :-*

Jeszcze taka jedna historia jak już jesteśmy przy babciach...

 Ojciec żydowskiej rodziny jaka była ukryta na strychu ( rodzice i dwoje dzieci) postanowił iść zdobyć jakieś pożywienie. Wszedł późnym wieczorem. Bladym świtem obudziło babcię ujadanie psa, wyjrzała przez okno, od strony wsi szli Niemcy.
Była pewna, że złapali jej lokatora i ten powiedział gdzie jest reszta rodziny.
Obudziła swoje dzieci postawiła rzędem przy łóżku i powiedziała módlcie się. Dzieci nie pytały o co , po co, dlaczego?
Klękały jedno obok drugiego i modliły się każde jak umiało, tylko najmłodsza Basia ( niecałe 3 latka ) nic nie mówiła.
Wedy matka ją pogłaskała po główce, pocałowała każde jak na pożegnanie i powiedziała....módl się Basiu módl.
Uchyliła firanki, jeden z żołnierzy wyprzedził resztę i zaczął biec w kierunku domu. Coraz wyraźniej było słychać żołnierki krok, który był jeszcze bardziej doniosły po zmarzniętej ziemi, zbliżał się i zbliżał. A w tle słyszała Basię...ocje nas który jeteś  w nebie.....
Żołnierze ominęli dom babci i poszli dalej,  ten który biegł, zwyczajnie potrzebował iść na stronę za potrzebą.

I choć dziś Basia jest starszą panią doskonale pamięta tę noc, jak bardzo się bała i jak bardzo jej było zimno. I to, że po całym zajściu, wszyscy położyli się do łóżka, a babcia leżała w nogach i im  rozcierała stopy.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Maro w 10 Listopad, 2016, 23:20
Racja, sama się wiele razy zastanawiałam czy miałabym tyle odwagi co ona, narażać siebie, swoje dzieci, aby ratować innych?



No a po kim masz geny jak nie po swojej babci? ;)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 11 Listopad, 2016, 16:17


    Maro na pewno mam coś z babci, ale aż o taką odwagę siebie nie podejrzewam. Choć pasuje się powtórzyć...tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono. :)

 Jak już poruszyłam temat żydowskiej rodziny to go dokończę.
Ojciec poszedł i przepadł, po tygodniu po nim poszła matka. Zostawiła swoje dzieci same na strychu i obiecała babci, że wróci po nie.
Dni mijały, a kobieta nie wracała, babcia dokarmiała ich tym co miała, jednak było jej szkoda dzieciaków.
Siedziały tam same w ciemnościach, a siedziały tak cicho, że sama babcia zapominała o swoich lokatorach. Pewnego dnia gdy jej dzieci jeszcze spały, sprowadziła dzieci na dół, doprowadziła do porządku, ubrała po swojemu i zapowiedziała im, że nazywają się Zośka i Władek Kowalscy.
Tak nazywały się dzieci sąsiadów, którzy na kilka miesięcy przed wybuchem wojny wyjechali do Francji.
Swoim dzieciom też tak ich przedstawiła i tak sobie żyli. Jedzenie dawała im takie jakie miała, ale nigdy ich nim nie torturowała. Jeśli miała możliwość dać im coś co mogli jeść tak robiła. A znała się na kuchni żydowskiej, jako panienka pracowała u Żyda jako pomoc domowa.

Zapowiedziała też dzieciom, że jeśli kiedyś ktoś będzie ich czymś częstował czego jeść nie powinni, niech jedzą. Bóg im na pewno wybaczy, on wie że jest wojna. Pewnego dnia jakieś 200 m od domu babci, na polanie swój obóz ponownie rozbili Niemcy.
Jeszcze tego samego dnia, przyszedł Polak, Niemiecki wysługiwacz z pytaniem czy będzie babcia im dawać mleko i jajka?
Z doświadczenie wiedziała, że tym panom się nie odmawia. Informator dziwnie przyglądał się jej dzieciom, ale sobie poszedł.
Którego dnia gdy przyszedł, przyniósł kawałek słoniny, zaczął kroić po kawałku i częstować dzieci. Pierwszy wziął Władek, za nim Zosia i mała Basia, a reszta nie chciała.
Zabierał wszystko mleko, a kury to jakby mógł to by jeszcze wykręcał aby więcej jajek dały. Babcia nie protestowała, wiedziała że tak trzeba. dla swojego i dzieci dobra.

Pewnego dnia dzieci bawiły się na podwórku przy bramie. Nagle wszystkie przybiegły do domu, tylko Zosi nie było. Babcia pyta...co się stało?
Na co dzieci chórem...Niemiec, Niemiec....
Wyszła przed dom, przy bramie stał jakiś oficer i łamaną  polszczyzną rozmawiał z Zosią. Jak się nazywasz? Zosia Kowalska odpowiedziała dziewczynka. Z kim tu mieszkasz? Z bratem, ciocią i kuzynostwem. A gdzie twoi rodzice? Pojechali do Francji do dziadka, ale wybuchła wojna i nie mogą do nas wrócić. I wtedy do akcji wkroczyła babcia, aby dłużej małej nie przesłuchiwał.

Żołnierz okazał się bardzo sympatyczny, przysiedli z babcią na ławce przed domem. Znał trochę polski, bo miał sąsiadów Polaków. W domu została trójka dzieci za którymi bardzo tęsknił.
Następnego dnia znów przyszedł jak dzieci jadły na obiad ziemniaki z kompotem, zapytał czy tak lubią? Babcia odparła, że nie, ale nie ma nic innego. Wszystkie jajka zabieracie, mleko też, a więc co mam im dać? Jak to wszystkie? Zapytał zdziwiony, a słonina, a fasola, a kawa?
Babcia zrobiła wielkie oczy pyta jaka kawa, jaka fasola?
Okazało się, że Polak pośrednik nie dość, że nie donosił wszystkiego co zabrał od babci, to i nie dawał babci tego co Niemiec kazał dać w ramach handlu wymiennego.
Bardzo się zdenerwował, uderzył rękawiczkami o cholewę oficerek, wstał i powiedział...tak nie może być.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 11 Listopad, 2016, 18:00
Żołnierz okazał się bardzo sympatyczny, przysiedli z babcią na ławce przed domem. Znał trochę polski, bo miał sąsiadów Polaków. W domu została trójka dzieci za którymi bardzo tęsknił.
Następnego dnia znów przyszedł jak dzieci jadły na obiad ziemniaki z kompotem, zapytał czy tak lubią? Babcia odparła, że nie, ale nie ma nic innego. Wszystkie jajka zabieracie, mleko też, a więc co mam im dać? Jak to wszystkie? Zapytał zdziwiony, a słonina, a fasola, a kawa?
Babcia zrobiła wielkie oczy pyta jaka kawa, jaka fasola?
Okazało się, że Polak pośrednik nie dość, że nie donosił wszystkiego co zabrał od babci, to i nie dawał babci tego co Niemiec kazał dać w ramach handlu wymiennego.
Bardzo się zdenerwował, uderzył rękawiczkami o cholewę oficerek, wstał i powiedział...tak nie może być.

Kochana przypomniałaś mi opowieść mojej babci. Jak z Buchenwald, moją prababcię i babcię wyciągnął jeden SSman. Przy okazji jakiegoś apelu i zabierania osób, poznał moją prababcię i je też wskazał, jakby przy okazji. Znaczy 'poznał' żaden romans czy coś podobnego, przed wojna u prapradziadka miał praktyki lekarskie. Dopiero po wyjechaniu z dala od obozu, ze spokojnie wyjawił 'nie musicie się bać, jedziecie na mój majątek'. Dopiero wtedy, mogli odetchnąć z ulgą. Nie było tak nie wiadomo czego, wszyscy byli w miarę bezpieczni i otoczeni opieką, jaką tamten czas pozwalał.

Byli różni ludzie. W każdym ugrupowaniu można podzielić na dwie grupy: dobrych i złych.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: wrzesien w 12 Listopad, 2016, 09:54
Moja babcia także wspominała kiedyś Niemca, który podczas wojny był miły i też jak mógł to dla dzieci coś przyniósł. Nie można zapominać, że na wojnę wysyłano wszystkich - ludzi na codzień dobrych, ale także tych co wykorzystywali sytuację samolubnie. Ludzie dobrzy trafili tam tylko dlatego, że system tak żądał. Za to Rosjan babcia już nie wspomina tak miło..
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Nemo w 12 Listopad, 2016, 15:19
Podczas wojny, moja babcia jeszcze jako panna mieszkała ze swoją mamą, rodzeństwem i ojczymem. Mieli we wsi sklep. Kiedy przechodziły wojska niemieckie i trzeba było je zakwaterować, to spali między innymi, w sklepie na podłodze. Z lady nie zginął nawet cukierek. Ale jak trzeba było za jakiś czas zakwaterować radzieckie wojsko... może nie będę kończył. Fakt że sklep trzeba było zamknąć.  :o
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Gorszyciel w 12 Listopad, 2016, 15:23
Podczas wojny, moja babcia jeszcze jako panna mieszkała ze swoją mamą, rodzeństwem i ojczymem. Mieli we wsi sklep. Kiedy przechodziły wojska niemieckie i trzeba było je zakwaterować, to spali między innymi, w sklepie na podłodze. Z lady nie zginął nawet cukierek. Ale jak trzeba było za jakiś czas zakwaterować radzieckie wojsko... może nie będę kończył. Fakt że sklep trzeba było zamknąć.  :o

Czyli każdy Rosjanin to złodziej, a każdy Niemiec jest uczciwy. A tak na poważnie to mnie się wydaje, że zachowanie było spowodowane zróżnicowanymi warunkami aprowizacyjnymi zapewnionymi wojskom III Rzeszy i Związku Sowieckiego :D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 12 Listopad, 2016, 16:45
Czyli każdy Rosjanin to złodziej, a każdy Niemiec jest uczciwy. A tak na poważnie to mnie się wydaje, że zachowanie było spowodowane zróżnicowanymi warunkami aprowizacyjnymi zapewnionymi wojskom III Rzeszy i Związku Sowieckiego :D

W opowieści Nema, jedno wojo tak się zachowało, a drugie tak. Wspomnienie odnosi się tylko do tych co spali w sklepie.

Ze wspomnień babci: w obozach rosjanie mieli mniejsze racje żywnościowe a i to sie dzielili, pomagali jak tylko mogli. Natomiast wojska.... nie będę się wyrażać, niczego nie potrafili uszanować, dochodziło do rabunków, morderstw, gwałtów, nekrofilii..... Wojska rosyjskie maja taką zła sławę z tamtego czasu, większość to byli przestępcy z łagrów powypuszczani, przeżył wojne to odkupione winy, a nie i tak był przeznaczony na śmierć.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 12 Listopad, 2016, 19:30

Byli różni ludzie. W każdym ugrupowaniu można podzielić na dwie grupy: dobrych i złych.

 Dokładnie, żaden naród tak samo jak żadna religia - wyznanie nie mają wyłączności na dobro. Tak samo są tam ludzie dobrzy jak i źli.

Moja babcia także wspominała kiedyś Niemca, który podczas wojny był miły i też jak mógł to dla dzieci coś przyniósł. Nie można zapominać, że na wojnę wysyłano wszystkich - ludzi na codzień dobrych, ale także tych co wykorzystywali sytuację samolubnie. Ludzie dobrzy trafili tam tylko dlatego, że system tak żądał. Za to Rosjan babcia już nie wspomina tak miło..

 Wielu z nich było wyrwanych z rodzin, zabranych od bliskich. Tak samo tęsknili, martwili się o swoich bliskich jak ludzie po drugiej stronie barykady. Cóż że  był Niemcem, nie można z góry zakładać, że był zły. Tak samo jeśli ktoś był Polakiem, to że chodzący ideał i samo dobro.

Podczas wojny, moja babcia jeszcze jako panna mieszkała ze swoją mamą, rodzeństwem i ojczymem. Mieli we wsi sklep. Kiedy przechodziły wojska niemieckie i trzeba było je zakwaterować, to spali między innymi, w sklepie na podłodze. Z lady nie zginął nawet cukierek. Ale jak trzeba było za jakiś czas zakwaterować radzieckie wojsko... może nie będę kończył. Fakt że sklep trzeba było zamknąć.  :o

 Dziadek ze strony mamy wspominał Rosjan różnie. Raz przyszli, wiadomo głodni i zmęczeni. W koszyku na ławce w sieni stały jabłka, rzucili się na koszyk i po jabłkach. Wpadł jakiś oficer, zaczął ich okładać po głowach, kazał zwracać jabłka do koszyka. Poszli z babcią, dozbierali jabłek i przynieśli więcej, aby jedli.
Tym zajściem doświadczeni następnych Rosjan się nie obawiali, przyjęli na nocleg. Szeregowi spali w stodole, trzech oficerów w domu. W pokoju w którym spali były dwa łóżka i kołyska dziecka, na szczęście pusta.
Zgadnijcie gdzie się chodzili załatwiać? Smród był nie do zniesienia, a kołyska nie do domycia.

Czyli każdy Rosjanin to złodziej, a każdy Niemiec jest uczciwy. A tak na poważnie to mnie się wydaje, że zachowanie było spowodowane zróżnicowanymi warunkami aprowizacyjnymi zapewnionymi wojskom III Rzeszy i Związku Sowieckiego :D

 Nikt z nas tak nie napisał i Nemo też nie.
Jednak nie da się ukryć, że większość z nas to pokolenie które wyrosło w czasach gdzie się pokazywało i mówiono, że Rosjanin to  ten dobry przyjaciel co ratuje  lub daje kiełbasę Szarikowi w ,, Czterech pancernych..", a Niemiec to ten podły z grymasem na twarzy który strzela w plecy ciężarnej kobiecie albo wpycha ludzi do pieca.
Doskonale wiemy, że było różnie, w każdym kierunku z każdej strony. Jak wspomniałam wcześniej....nikt nie ma wyłączności. Polacy też umieli sprzedać, a w obozach byli jeszcze bardziej okrutni niż sami okupanci.


 Nie da się ukryć....kto się wróblem urodził ten kanarkiem nie zdechnie. :P
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Gorszyciel w 12 Listopad, 2016, 20:10
W opowieści Nema, jedno wojo tak się zachowało, a drugie tak. Wspomnienie odnosi się tylko do tych co spali w sklepie.

Ze wspomnień babci: w obozach rosjanie mieli mniejsze racje żywnościowe a i to sie dzielili, pomagali jak tylko mogli. Natomiast wojska.... nie będę się wyrażać, niczego nie potrafili uszanować, dochodziło do rabunków, morderstw, gwałtów, nekrofilii..... Wojska rosyjskie maja taką zła sławę z tamtego czasu, większość to byli przestępcy z łagrów powypuszczani, przeżył wojne to odkupione winy, a nie i tak był przeznaczony na śmierć.

No tak. Mój dziadek też miał bardzo pozytywne wspomnienia dotyczące Rosjan, a dotyczące Niemców negatywne.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 12 Listopad, 2016, 21:17
No tak. Mój dziadek też miał bardzo pozytywne wspomnienia dotyczące Rosjan, a dotyczące Niemców negatywne.

Moja babyszka ze strony mamy, ma mieszane o jednych i drugich. W obozie niemcy zbyt mili nie byli, a SSman wyciągną bauszke i prababcię z obozu. NKWD zabrało pradziadka i tak do dzisiaj ni widu ni słychu, w obozach różne bywało, zołnierze oj najczęściej ci gorsi.
Babcia ze strony taty, oj bardzo źle rosjan wspomina, z niemcami miała mniej do czynienia, to na dalszym wschodzie.
O dziadkach mało wiem, wiem że mamy tato z kolegami uciekł z wywozu na sybir i to w zasadzie jedyna informacja z czasów wojny o dziadku. A taty tato, nigdy nie odpowiadał na pytania o wojnie, o tamtym czasie, ja nie dopytywałam.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 16 Listopad, 2016, 09:21

   Następnego dnia po zaopatrzenie przyszedł ów oficer z jakimś szeregowym żołnierzem.
Powiedział babci, że teraz tylko on będzie chodził po prowiant, ma mu dać to co zostanie. Czyli ma zostawić sobie i dzieciom jajek i mleka do zjedzenia ile potrzebują, a resztę dopiero dać im. Za każdym razem, żołnierz będzie coś przynosił w zamian i on to będzie sprawdzał, czy nie zginęło nic po drodze. Pogadał coś jeszcze po niemiecku do szeregowca, pokazał kilka razy na babcię i sobie poszli.

Od tamtej pory tak też było, nosił różne rzeczy, od konserw, po słodycze, kawę, cukier po słoninę. Kiedyś gdy babcia zrobiła sera i dodała do wałówki, przyszedł sam oficer z podziękowaniami i czymś dla dzieci.
Polaka który chodził wcześniej, więcej babcia nie widziała.

Pewnej nocy obudziła babcię strzelanina, obudziła dzieci i kazała im wejść do piwnicy, która znajdowała się pod domem.
To było miejsce gdzie zawsze się chowali przed świstem kul. Rano po prowiant przyszedł inny żołnierz, jego poprzednik zginął w nocy.
Gdy znajomy oficer odwiedził babcię jak co dzień, zapytał czy się bali? Odpowiedziała zgodnie z prawdą, że tak, do tego nie da się przywyknąć. Nigdy nie ma pewności, że postrzelają i pójdą, zawsze jest ryzyko, że zapukają do drzwi, albo spalą dom. A ona ma dzieci i ma się o kogo martwić. Wtedy mężczyzna wziął z całej grupki bawiących się dzieci, Zosię i Władka, przytulił do siebie, spojrzał na babcię wymownie i powiedział....póki ja tu jestem, ani tobie ani tym dzieciom czy całej reszcie nic się nie stanie.
Babcię oblał zimny pot, choć tak się starała, tak dzieci uczyła jak mają mówić, jak się zachowywać, on jednak poznał.

Czas płynął, a Niemy nadal obozowali. Czasem poszli gdzieś na kilka dni, jednak obozu nie zwijali, zostało kilku do pilnowania.
Później wracali i  było po staremu. Z jednej z takich wypraw, znajomy wrócił ranny, miał paskudną ranę przedramienia, która długo się nie goiła. Babcia wiedziała jak się radzi z różnymi dolegliwościami, dała mu mieszankę kitu pszczelego z czymś tam jeszcze i kazała smarować chore miejsce.

Pewnego dnia przyszedł i zaczął płakać, jego córka była ciężko ranna po nalocie na ich miejscowość,
 żona pisała w liście, że jest bardzo bardzo źle.
Wtedy mężczyzna przeklinał wojnę i tych co ją wywołali, on nie chciał na nią iść, chciał żyć spokojnie z rodziną.
Tak bardzo było go babci żal, takich jak on było wielu , co nie chcieli, a musieli iść.
Wtedy go zapytała bardzo krótko, ale chyba jasno....skąd wie o dzieciach? Odp...że przyszło dwoje Polaków ( kobieta i mężczyzna) z donosem, że u niej są żydowskie dzieci. A że rozumiał trochę polski, sam z nimi rozmawiał, bez osób trzecich do tłumaczenia.
Babcia posmutniała, choć przypuszczała, że może wiedzieć, to jednak miała cichą nadzieję, że może jednak nie wie.....
Wtedy poklepał ją po ramieniu i powiedział...ty się nie martw, te dzieci jak i moja córka nie są nic winne
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 19 Listopad, 2016, 21:23
 Posypały się pytania o Adama....

Już wyjaśniam, Adam jest zajęty ojcem, chce go postawić na nogi, nie ma czasu na wgląd w teksty.
A ja nic nie puszczam nim on nie zatwierdzi. Tak więc musimy poczekać, aż będzie miał więcej czasu.:)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 20 Listopad, 2016, 12:31
  Pewnego dnia odwiedziła babcię dalsza sąsiadka, a że domy były dość mocno rozrzucone to można powiedzieć bardzo daleka.  Bardzo szybko przystąpiła do rzeczy...dzielisz się tym co dostajesz od Niemców, albo idę powiedzieć, że Żydów przechowujesz. Babcię zamurowało, kobieta z którą od lat siedziała w kościele w jednej ławce, razem pracowały przed wojną w domu bogatego Żyda, obie były na przemiennie matkami chrzestnymi u swoich dzieci, powodziło jej się jak na tamte czasy dużo lepiej niż babci i ona do niej z taką propozycją.
Wiedziała, że jak się raz ugnie, będą żądać więcej i więcej, postanowiła iść w zaparte. Nie wiem o czym do mnie mówisz, jak chcesz to idź, ja nie mam nic do ukrycia.
Wywiązała się między nimi pyskówka, aż wreszcie kobieta trzasnęła drzwiami i poszła. Babcia była świadoma zagrożenia i już ani jednej nocy nie przespała spokojnie. Miała do wyboru...nic nie robić, albo zwrócić się do niemieckiego przyjaciela o pomoc. Ciężki to był wybór, ale postanowiła mu powiedzieć....

Mężczyzny to wcale nie zdziwiło, powiedział tylko, że to było do przewidzenia, ludzie są bardzo podli.
Kazał babci zachowywać się normalnie, a jak coś się zacznie dziać, on ją pokieruje co ma  robić.
Po jakimś tygodniu przyszedł do babci po zmroku i kazał dzieci wygolić na łyso, ułożyć w łóżkach i mówić, że mają wszy  i tyfus. Babcia budziła dzieci jedno po drugim i goliła głowy, na koniec w znak solidarności z nimi i dla większej wiarygodności zgoliła i swoją głowę, jej piękny blond warkocz poszedł do pieca.

Wczesnym rankiem pod obóz zajechał jakiś obcy samochód. Po chwili stał już pod domem babci, a za nim z obozu przyszła grupka żołnierzy. Z hukiem weszli do domu i zaczęli krzyczeć...jude.....
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: chmura w 20 Listopad, 2016, 12:43
Dzielna ta Twoja babcia :)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Exodus w 20 Listopad, 2016, 15:28
Witajcie Drodzy Forumowicze

Nie tak dawno, bo jakiś tydzień temu w trakcie wspólnego spożywania śniadanka,żona ni z stąd ni zowąd zmieniła temat i mówi:
- Ja chyba sobie dziś sprawdzę kiedy wysyłałam list i czy dotarł. ( Ja jak zwykle udaje Greka i mówię )
- A gdzie Ty poziomko moja wysyłałaś coś i po co??? Mina oczywiście jak u pokerzysty z WIELKIEGO Szu
- No jak to gdzie? Do Nadarzyna pisałam i wiesz w jakiej sprawie !!! Nie udawaj dodała lekko poirytowana
- A..... Do Nadarzyna...
  Do tej miejscowości,która dla niektórych ( całe szczęście ,że jest ich coraz mniej min.dzięki temu forum ) stanowi   jeszcze najświętszą miejscowość w Rzeczpospolitej ?
 Odpowiedziałem łapiąc się dłonią za brodę udając przy tym wieeelce zatroskanego, po czym szybko dodałem:
Coś Ci powiem dziecinko.
- Odpowiedzi na bank nie dostaniesz, za to możesz w niedalekiej przyszłości spodziewać się rozmowy z.. " starszym zbirem"
( czyt. starszym zboru ) bądź - ze starszymi zbirami.

 Jakbyś NAPISAŁA, że prosisz o FACHOWĄ poradę w sprawie przekazania majątku, bo jesteś baaardzo przezorna i wiesz,że

"Życie ludzkie jest jak trawa, która znika. Rano kwitnie i rośnie, pod wieczór więdnie i usycha " Że masz wprawdzie potomstwo...tzn. Już nie w PRAWDZIE,  bo to wykształcone odstępczuchy i takie nicponie co to Matuli słuchać nie chcą i nie zamierzają powrócić ze złej drogi, na tą Właściwą i jedyną. którą wyznacza Niewolnik Wierny i WTS - to - ho ho !
Pewnie notariusz od nich byłby w mig z odpowiednimi dokumentami do podpisania - prawda czytelnicy ?

Dodałem, by była przygotowana z ciętą, trafną i szybką odpowiedzią na czyjeś (czyt.w dalszym ciągu- zbira ) pytanie.

W sumie to przyznam się Wam szczerze, że o przebieg ewentualnej rozmowy nie musiałbym się obawiać, bo jak większość z WAS drogie byłe siostry w przysłowiową kaszę - DMUCHAĆ sobie- NIE POZWOLI!

 Przejdę do konkretów.

Dzwoni dziś do mnie żonka po zebraniu ( Wy jak wiecie - wiecie, gdzie exodus ma zebranka. Tam gdzie słonko nie dochodzi ) i mówi :
- Wiesz, po zebraniu podchodzi do mnie ... i mówi :
- Wiesz co - Halinko, chciałbym z Tobą porozmawiać.
- A przepraszam - na jaki temat?
- No wiesz, mamy informację, że jesteś zaniepokojona.... Nie dała mu dokończyć mówiąc :
- Napisałam WYRAŹNIE w liście do kogo go adresuję i od kogo oczekuję odpowiedzi !!! Pośrednictwo jest mi w tym przypadku niepotrzebne !
- Ale może jakaś wizyta pasterska....?
- A w jakim celu? usłyszał odpowiedź. Po czym kolejne słowa.
- Jest to nie Fair takie postępowanie z zamiataniem tak poważnych spraw pod dywan ! ( wymienia wszystko Australia,Onz,Giełda itp ) i dodaje :

- CO MAM GŁOSIĆ I JAK ? Koleżance, która w pracy odpala komputer, szturcha mnie i mówi uszczypliwie ? A co ty na TO ?! a Tam - GWAŁT ! Na córce ! i kolejny ( zbir )
  Nie spotkałeś się w trakcie głoszenia z zarzutami - Co się u Was dzieje ? To życzę z całego serca.
 Faktycznie kochani ma z deka mówiąc koleżankę, która nie omieszka podzielić się z nią WTS-owskimi HITAMI.

Wysłuchałem drodzy forumowicze żony i mówię :

- Bardzo dobrze powiedziałaś.
 Pamiętaj :  Żaden starszy , ŻADNA ORGANIZACJA jeść Ci nie da! Umiesz liczyć ? Licz NA siebie.
 Wiedz, że nie pozwolę by ktokolwiek próbował wchodzić.... Oczywiście mogę powiedzieć kulturalnie:
 - Trzy członki w bok ode mnie i Ciebie. Mogę też użyć jeśli zajdzie potrzeba innych słów np.
 - Trzy ...je w bok !  By dla nierozumnych było to bardziej - skuteczne.
 
 Ps.
W dawnej pracy konserwator zasadził kujawiaka w d...e jednemu z chłopców. Oj łobuz z tego ucznia był nie z tej ziemi. ( romskie dziecko ) Przeklinał jak szewc, palił wszędzie gdzie popadło, pluł i bił wszystkich.
Widząc to zdarzenie nauczycielka oburzona krzyknęła:
 Panie Robercie ! Co Pan wyprawia !? To nie pedagogiczne podejście do sprawy !
 Na to Pan Robert :
 Może i niepedagogiczne, ale jakże SKUTECZNE !

Jak zawsze Wszystkich !
Ciepło i serdecznie pozdrawiam.
 
 
 


Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 20 Listopad, 2016, 19:04
Dzielna ta Twoja babcia :)

 Dzielna. Jako dziecko powiedziałam kiedyś do niej....babciu jaka ty byłaś odważna. Przytuliła mnie do siebie i powiedziała....jak będziesz mieć swoje dzieci też będziesz taka odważna.
I coś w tym jest, bo dla swojego dziecka byłabym gotowa oczy wydrapać i własnego karku nadstawić.

Dziś jak analizuję postawę i zagrywki babci, poza odwagą była także bardzo inteligentna. Potrafiła się ledwo podpisać, czytać chyba nie potrafiła ( nie wiem tego dokładnie), ale miała fenomenalną pamięć.




- Bardzo dobrze powiedziałaś.
 Pamiętaj :  Żaden starszy , ŻADNA ORGANIZACJA jeść Ci nie da! Umiesz liczyć ? Licz NA siebie.
 Wiedz, że nie pozwolę by ktokolwiek próbował wchodzić.... Oczywiście mogę powiedzieć kulturalnie:
 - Trzy członki w bok ode mnie i Ciebie. Mogę też użyć jeśli zajdzie potrzeba innych słów np.
 - Trzy ...je w bok !  By dla nierozumnych było to bardziej - skuteczne.
 



 Dokładnie, nikt Ciebie ani Twojej żony nie nakarmi, nie kupi butów, opału na zimę jak sami o siebie nie zadbacie.
Ci wszyscy braciszkowie z bacikiem są tylko od słodkich słówek, uśmiechów i nic więcej.
A tym ani brzucha nie napełnisz, ani domu nie ogrzejesz.

Mnie gdy chciano nawracać zaraz po odejściu. Wyznaczano różne terminy, a mnie żaden z nich nijak nie pasował. :-[
Pytam matki....a czemu ja mam się dostosować do nich, może ja wyznaczę termin? Na co usłyszałam...no wiesz, to są bracia starsi!! A to co że starsi, na równi Boga są i ja mam tańczyć jak mi zagrają? Nie, oni są dla mnie, a nie ja dla nich i jak im tak zależy powinni się dopasować.
Oburzenie mojej matki nie miało granic, a mnie to było na rękę, wiedziałam że oni nie ulegną, a ja też nie miałam zamiaru. :D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 20 Listopad, 2016, 21:49
Mnie gdy chciano nawracać zaraz po odejściu. Wyznaczano różne terminy, a mnie żaden z nich nijak nie pasował. :-[
Pytam matki....a czemu ja mam się dostosować do nich, może ja wyznaczę termin? Na co usłyszałam...no wiesz, to są bracia starsi!! A to co że starsi, na równi Boga są i ja mam tańczyć jak mi zagrają? Nie, oni są dla mnie, a nie ja dla nich i jak im tak zależy powinni się dopasować.
Oburzenie mojej matki nie miało granic, a mnie to było na rękę, wiedziałam że oni nie ulegną, a ja też nie miałam zamiaru. :D

Święte słowa 'oni dla mnie, nie ja dla nich'. Wg mnie to taka ich zagrywka i korzystanie z autorytetu jest, żeby zawsze było to my ważniejsi i masz się nas bać i podporządkować. Cały czas dystans tworzą.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 23 Listopad, 2016, 19:52
    Ominęli babcię i weszli do pokoju, a tam rząd łysych głów na łóżku. Tak szybko jak weszli, tak też szybko wyszli.
Babcia wspominała ten dzień jako jeden z najgorszych, bała się, że łyse głowy nie pomogą i z daleka zaczną do wszystkich strzelać. Modliła się w myślach, że jak zabiją dzieci, aby i ją zastrzelili, aby tylko jej nie oszczędzili.
Tak bardzo się bała, że tak ją zechcą ukarać za ukrywanie Żydów, iż będzie musiała pochować własne dzieci i nie tylko.

Stali przed domem i rozmawiali, po chwili jakiś żołnierz prowadził z obozu znajomego babci. Gdy go zobaczyła, lekko odetchnęła, może ich przekona, może odpuszczą. Pogadali chwilę, miejscowy wrócił do obozu, ci z nalotu pojechali w swoją stronę. Weszła do pokoju, dzieci nadal leżały w bezruchu, dwójka gości miała zamknięte oczy.
Podeszła do nich, uśmiechnęła się i powiedziała...możecie wstawać, już po. Wszystkie jak na komendę zaczęły płakać, a Zosia wręcz zanosiła się od płaczu. Próbowała je jakoś uspokoić, jednak ciężko było jednej drobnej kobiecie, ogarnąć przerażoną grupkę dzieci. Nie miała wyjścia, sama zaczęła z nimi płakać, przytulać i całować jedno po drugim.
Zosia objęła ją  mocno i powiedziała...wiesz ciociu tak bardzo się modliłam, tak mocno jak tylko umiałam, prosiłam Boga aby nas oszczędził. To niesprawiedliwe abyś ty i twoje dzieci zginęli za to że nam pomagacie. I Bóg mnie wysłuchał. Tak Zosiu, babcia przytuliła dziewczynkę do siebie, Bóg cię wysłuchał.

Było jej tak ciężko, tak jej było żal nie tyle siebie co dzieci które miała u siebie w domu i wszystkich innych na całym świecie. Za co one, niczemu nie winne,  są tak mocno doświadczane? A Zosia, mała dziewczynka, obdarta z dzieciństwa, beztroski, musiała tak szybko dorosnąć, była bardzo dojrzała jak na swój wiek. Nigdy nie narzekała, nigdy się nie żaliła. Czasem jak brat tęsknił za matką, szybko go karciła, że jak będzie mogła to do nich wróci, teraz ciocia jest ich mamą.
W takich chwilach babcia widząc, cierpiące dziecko, brała chłopca na kolana, przytulała do siebie i pytała...a co byś zjadł na obiad? I zaczynała go łaskotać, to zawsze działało jak lek znieczulający duszę.

Następnego dnia po mleko i jajka przyszedł sam znajomy, podobno w obozie zapanowała panika na wieść o chorobie w domu babci i nie było chętnego aby iść po zaopatrzenie. Mężczyzna oznajmił, że chorował na wszystko, a więc jemu nie grozi. Czy mu wierzyli? Nie wiadomo, ważne że nikt już ich więcej nie nachodził. Niemcy bardzo się bali różnych chorób, a tyfus i wszawica były dla nich wręcz odrażające.
Kolejnego dnia gdy przyszedł po mleko, zapytał babcię czy widziała ogień za lasem? Widziała, wciąż gdzieś coś płonęło, już nie robiło to na nikim większego wrażenia. Raz palili partyzanci, raz Niemcy, albo zawistni sąsiedzi, nie było reguły.
Wtedy powiedział że, jego ziomkowie spalili dom sąsiadów, a ich zabrali i wywieźli. Wszystko za to, że nasłali ich na dom babci,a tam panował tyfus, uznali to za sabotaż.

Babcia zaczęła nad tym ubolewać, bo choć mogli zgiąć, mogli jej dom spalić przez donos sąsiadów, to jednak miała jakiegoś doła. W niedzielę po mszy, poszła do księdza podzielić się swoją bolączką. Wysłuchał ją, chwilę milczał,
później odtworzył Biblię i przeczytał....Taką samą miarą, jaką wy mierzycie, odmierzą wam i jeszcze wam dołożą....
Poklepał ją po ramieniu i powiedział...idź córko do domu, tam dzieci na ciebie czekają, będę się za was modlił i za nich też, niech im Pan Bóg przebaczy.

PS Miało być o Adamie, wiem obiecałam kilku osobom, ale....ma jakieś kłopoty i chwilowo nie ma czasu na zerknięcie w tekst czy są zgodne z stanem faktycznym. A więc cierpliwości.  :)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 24 Listopad, 2016, 00:06
Jak czytam mam dreszcze. Dzisiaj co nieco babcia mi poopowiadała, bardzo zdawkowo. Ucieka i jedna i druga od tych wspomnień, nie dopytuję, jak któraś che mówić to słucham. Babuszka (mamy mama) często powtarza że bardzo szybko każdy musiał dorosnąć, dzieciństwo, beztroskę dopiero później nadrabiali, już po wojnie, albo teraz. Może dlatego tak wspominam zabawy z babcią i czas spędzony u niej jak pobyt w krainie marzeń, zabaw, tak jakby babcia w tych zabawach doszukiwała się swojego utraconego dzieciństwa.

Twoja babcia miała niesamowite poczucie sprawiedliwości. Zamiast 'a dobrze im tak' bolała nad nimi, jakby każdy był ważniejszy.

Ksiądz lepiej nie mógł się zachować. Dużo spokoju i empatii.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: wspaniale w 24 Listopad, 2016, 16:29
No poczekamy, masz dobre usprawiedliwienie, ale na Boga nie każ nam tak długo czekac bo my tu umieramy z wścibskości hihih

W kontekście wts, gdzie odłączeni wykluczeni są martwi nawet dla rodziców, mężów, żon. Czytanie o Księdzu, Babci i żydach jest jak ... nie wiem słów mi brak, a raczej wyrazów.
Nie jest możliwe by Bóg kłamał a z drugiej strony nie może tolerować rozdźwięków i rozbijania rodzin bowiem co Bóg wprzągł we wspólne jarzmo ...
to tak kłuje w oczy i do tego szarga imię Boga.

Mi dziadek opowiadał o produkcji mydła w obozach. Transporcie skór itd ... ciężko to przeżywał, a ja słuchając miałam poczucie że to jakiś sci fi film, a nie życie.
Przeżył obóz tylko dzieki temu, że woził na wózkach skóry, asystował przy oddzielaniu tłuszczu i był pomocnikiem "rzeźnika".
Straszne
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 24 Listopad, 2016, 18:56

Twoja babcia miała niesamowite poczucie sprawiedliwości. Zamiast 'a dobrze im tak' bolała nad nimi, jakby każdy był ważniejszy.



  Będąc już w podeszłym wieku, jeszcze nad tym bolała. Czasem mówiła, że zginęli przez nią, wtedy się jej dzieci burzyły, powtarzali że zginęli przez własną pazerność i podłość. A jednak babcią wyrzuty szarpały, że może jakby inaczej postąpiła.....
Muszę dodać, że wszelki ślad po nich zaginął.

W czasie wojny Żydzi, później synowa ( moja matka) ortodoksyjny świadek, która co krok pokazywała swoją religijną wyższość. To też babci nie było obojętne, sama jako bardzo religijna bolała nad brakiem sakramentów u wnuków, jak i nad tym, że na wszystkie rodzinne imprezy ojciec chodził sam. Matka była nieugięta, żadne chrzciny, komunie, śluby w grę nie wchodziły, o imieninach i urodzinach nie wspomnę.
Później jeszcze zwerbowała babci zięcia i tak oboje trwali w tej prawdzie. Tyle, że ciotka jak wujek zaczął szaleć z nowymi zasadami postawiła warunek...albo ja i dzieci albo świadki. Wybrał organizację, na starość został sam.....

I to wszystko babcia znosiła w czasie pokoju, powtarzając....nie złamał mnie Niemiec, nie złamie mnie świadek.


No poczekamy, masz dobre usprawiedliwienie, ale na Boga nie każ nam tak długo czekac bo my tu umieramy z wścibskości hihih

W kontekście wts, gdzie odłączeni wykluczeni są martwi nawet dla rodziców, mężów, żon. Czytanie o Księdzu, Babci i żydach jest jak ... nie wiem słów mi brak, a raczej wyrazów.
Nie jest możliwe by Bóg kłamał a z drugiej strony nie może tolerować rozdźwięków i rozbijania rodzin bowiem co Bóg wprzągł we wspólne jarzmo ...
to tak kłuje w oczy i do tego szarga imię Boga.

Mi dziadek opowiadał o produkcji mydła w obozach. Transporcie skór itd ... ciężko to przeżywał, a ja słuchając miałam poczucie że to jakiś sci fi film, a nie życie.
Przeżył obóz tylko dzieki temu, że woził na wózkach skóry, asystował przy oddzielaniu tłuszczu i był pomocnikiem "rzeźnika".
Straszne


Dzięki o wspaniała.  :-*  ;D

Mój ojciec opowiadał o zakładowej wycieczce do obozu, byli tam też ludzie którzy przeżyli wojnę. W czasie zwiedzania jeden z mężczyzn po wejściu do jednego z bloków osunął się na ziemię. Później gdy oprzytomniał, zaczął opowiadać co tam przeszedł i co widział. Włos się ponoć jeżył na głowie.
Niestety byli zmuszani do pewnych rzeczy, robili byle przeżyć. On mówił że sobą gardzi, długo się leczył, a później popełnił samobójstwo.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 26 Listopad, 2016, 20:24
Opowiem Wam historię jaka się w tym tygodniu przytrafiła jednej z nas czyli Ex. Nazwijmy ją Ala.

  Rozchorował się brat Ali, a więc pojechała go odwiedzić. Jej brat z rodziną jest nadal śJ, jednak utrzymują ze sobą kontakty. Mogę nawet powiedzieć, że ten brat się jej boi, jest dla niego w pewnym stopniu autorytetem.

Siedzi Ala przy łóżku brata, gadają sobie, a w drugim końcu pokoju córki mężczyzny i oglądają filmik w komputerze.
Nasza bohaterka wchodząc do pokoju zauważyła, że dzieci oglądają coś z Zosią i Piotrusiem.
Gdy bratowa przyniosła kawę, podeszła do dzieci i zaczęła im coś szeptać, do Ali dobiegły słowa...pokażcie cioci.
Po chwili dzieci podeszły do ciotki prosząc...ciociu chodź z nami zobaczysz Zosię i Piotrusia, oni są fajni.
Jak tu dzieciom odmówić? Poszła przysiadła i udawała, że ogląda.

Matka zawołała dzieci na obiad, zatrzymały film i pobiegły jeść, kobieta udała się w ponowną pogawędkę z bratem.
Gdy wróciły po posiłku, młodsze podeszło do Ali trzymając w dłoni jakieś drobne pieniądze i zwróciło się do ciotki.
-Mam pieniążki
---A na co masz te pieniążki?
- Składam, ale mi brakuje.
Ciotka już chwyciła za portfel, aby dorzucić się dziecku, jednak pierw spytała.
---A na co ci te pieniążki?
-Dla Jehowy
---Dla Jehowy spytała z grymasem a twarzy? A po co Jehowie pieniądze, jak w niebie nie ma sklepów?
-Nie ciociu, nie do nieba. W sali są takie skarbonki dla Jehowy.

W kobiecie aż zawrzało. Chwyciła brata za rękę, wytargała z łóżka, zaciągnęła przed komputer i zaczęła...

Wierz sobie w co chcesz, dawaj kasę nawet dwa razy w tygodniu, ale nie ogłupiaj dzieci i nie każ im ciułać aby nabijać kasę takim wieprzom, wmawiając im że to dla Boga.
Szarpnęła brata bliżej monitora i pokazała na sygnet...zobacz ten sygnet kosztuje więcej niż twój grat ( mowa o golfie dwójce). Następnie pokazała zegarek, a za tą cebulę kupiłby ciebie razem z chałupą. Stać go na to choć wiesz, że na to nie zapracował. A kto nie pracuje niech też nie je, a on i jemu podobni żyją jak pączki w maśle.
Brat zaczął coś bąkać o tym, że został tak wychowany. Kobieta szykując się do wyjścia powiedziała...to sobie bądź, tylko nie rób dzieciom takiej krzywdy. Niech ono sobie składa na swoje potrzeby, a nie ucz ich zniewolenia.
Ale to tylko parę groszy, bronił się nada mężczyzna.
Ale wychodząc rzuciła...jakbyś do niego poszedł i poprosił żeby ci dał kasy, nie dostałbyś ani grosza. I wyszła.

Będąc już na schodach, słyszała jak bratowa zarzuca mężowi że się nic nie odezwał, na co ten jej odp...jak żeś taka mądra i odważna, czemuś się ty nie odezwała?
   
Tak to było w pewnym u domu śJ.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 26 Listopad, 2016, 21:15
Ja pierdykam, widać filmiki jak Zosia odmawia sobie słodkości by dać do skrzynki działają, z bardzo dobrym skutkiem :(
Poza wulgaryzmami nic mi się na usta nie ciśnie, więc sobie podaruję.


Cytuj
---A na co ci te pieniążki?
-Dla Jehowy
---Dla Jehowy spytała z grymasem a twarzy? A po co Jehowie pieniądze, jak w niebie nie ma sklepów?
-Nie ciociu, nie do nieba. W sali są takie skarbonki dla Jehowy.

Jak w kawale:
Przechodzi mama z córką obok Kościoła i mówi:
-popatrz córeczko, to mieszka Bóg.
-mamo, przecież Bóg mieszka w niebie.
-tak, tu prowadzi swój interes.

Teraz zmieńmy Kościół na sale królestwa, pasuje? Z tą różnicą, ze jak chodziłam do kościoła to ksiądz nie nagabywał mnie żeby wrzucić na tacę, a rodzicom powtarzał że lepiej dzieciom kupić czekoladę. Ech, ręce opadają.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 27 Listopad, 2016, 10:26

 Dokładnie, bluzgi się cisną jak nie wiem co.
Ją to irytuje ( czemu się wcale nie dziwie) ponieważ bratu się nie powodzi najlepiej, sam pracuje, żona pionieruje, dwoje dzieci.
Dziewczyna im pomaga materialnie, ale kasy do ręki nie daje.
Kiedyś jak ją zapytałam dlaczego, odp mi tak....tyś ogłupła, żeby moje złotóweczki trafiły do puchy? ;D

Robi większe zakupy i zawsze część co jakiś czas im podrzuca. Szkoda jej dzieci, o bracie i jego żonie mówi, że mogą wbijać zęby w ścianę.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: matus w 27 Listopad, 2016, 15:07
Jakby musieli przez jakiś czas żreć tynki i korę, to może by coś do główek trafiło.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 27 Listopad, 2016, 18:18
Adam i Ada


   Wnioski sobie, ale dowodów nie ma, Ada milczy, dzieci nie chce nękać. Co ja ma zrobić? Pytał żonę, co zrobić, aby było dobrze?
Halinka kazała czekać, jak się wszystko rozwinie, aby nie ponaglać, nie pociskać. Jednak to było bardzo trudne, chciał już wiedzieć, już pomóc siostrze. Nie mógł i nie chciał jej samej zostawiać, nie miała lekkiego życia, większość swych lat była zdana tylko na siebie. Wychowana bez matki z ojcem kaleką, szybko musiała dorosnąć. Choć nie narzekała, nie użalała się, Adam wiedział swoje, że jest mocno doświadczona i wiele musiała znosić. A teraz ma jego i on zrobi wszystko, aby jej życie nabrało jasnych barw, tak jasnych, jak to tylko możliwe.
Minął drugi dzień, a w sprawie żadnych postępów. Raz nawet zagadał delikatnie, ale szybko się wycofał, ponieważ siostra  skwitowała, że nie chcą być ciężarem i zaraz wyjadą.
O tym nie było mowy, te Święta mieli spędzić razem i to było już postanowione.

Była prawie 23 jak dostałam sms z zapytaniem... śpisz? Odpisałam, że nie, właśnie skończyłam pracę i miałam iść na zasłużony odpoczynek, jednak po tym sms, wiedziałam, że to szybko nie nastąpi. Tak późno się odzywał tylko wtedy, jak już kipiał z nadmiaru emocji i niemocy. Chciał dać upust swoim rozterkom, aby go ktoś wysłuchał i albo zjechał, albo doradził.
Po chwili odezwał się dzwonek telefonu, odebrałam.
Adam zaczął...

- i co ja mam zrobić? Halinka mówi czekać, Ada milczy, albo chce uciekać?
---a jak dzieci? Zapytałam.
- dzieci to już w ogóle inna bajka. Na pierwszy rzut oka można powiedzieć, że ułożone z manierami, dobrze wychowane. Jednak to nie to...
---może zastraszone?
-tak, prędzej zastraszone. One nie są wylewne, a ja nie chcę ich jakoś osaczać, trzymam dystans.

Tak sobie pogadaliśmy ponad dwie godziny, Adam się wyżalił, wygadał, a ja obiecałam się zastanowić jak mu pomóc.
Następnego dnia przy śniadaniu doznałam olśnienia....dzieci! Przez nie dotrze do siostry, a raczej do tego, co się stało.
Zadzwoniłam do Adam i mówię mu...ty musisz przekonać do siebie dzieci, że jesteś ich przyjacielem. Wiesz...nasze tajemnice, wspólne wyprawy, jakieś wycieczki, zakupy. Idą święta, podpytać o prezenty. Nie ma wyjścia, jak się czegoś nie da rozgryźć, trzeba to zmiękczyć i dopiero się o tego dobrać.

Pierwsza okazja trafiła się bardzo szybko, po obiedzie Jaś odnosił talerz do zlewy i zepchnął nim szklankę, która się potrzaskała. Stanął jak skamieniały ze wzrokiem wbitym w podłogę. Adam zaczął go zagadywać, że nic się nie stało, że to tylko szklanka, ale ten zaczął płakać, że pewnie ciocia będzie się gniewać. Adam go próbował przekonać, że nic z takich, ale  nie pomagało. A więc wpadł na pomysł, że posprzątają resztki i wyniosą na dwór do kubła, to będzie taka ich tajemnica. Chłopiec się zgodził pomógł zebrać wszystko do reklamówki i poszli się ubierać. Przy drzwiach spotkali się z Halinką, chłopiec aż się wzdrygnął na widok ciotki. A na jej pytanie, gdzie idą, Adam objął malca i powiedział...a mamy taką męską sprawę do załatwienia i wyszli.
Od tego drobnego incydentu, chłopiec kręcił się jakby bliżej wujka, choć to nadal było dalekie od ideału.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 28 Listopad, 2016, 18:54
Adam i Ada


    Po kolacji leciały w tv reklamy z prezentami dla dzieci. Zapytał całej trójki, co chcą dostać pod choinkę? Emilka zasypała ojca propozycjami, jednak od Małgosi, jak i od Jasia ciężko było coś wydusić. Gdy zapytał o to córkę na osobności, powiedziała, że kuzynka chciałaby domek dla lalek taki jak ma ona. Taki sam? Zapytał z dociekliwością córkę. No wiesz tatku, odpowiedziała dziewczyna z wyrzutem, ten mój to zabytek teraz są lepsze. Już wiedział, że bez swojej mądrali ani rusz przy tym zakupie. Jednak co z Jaśkiem, co jemu kupić?
Emilka najpierw powiedziała nie wiem i wyszła, jednak po chwili wróciła. Tatusiu, chyba wiem co mu kupić. Adam zaczął dopytywać, co, co? Wiesz, kiedyś oglądaliśmy film i tam dzieci skakały na takiej dziecięcej trampolinie i on wtedy tak się śmiał, a nawet sam lekko podskakiwał na fotelu.
Adam przytulił mocno córkę do siebie i powiedział...moja kochana mądrala.

Została jeszcze Ada, tu postanowił poradzić się żony. Zasiedli wieczorem w kuchni i tak debatowali co jej kupić stosownego? Nie chcieli jej urazić, a sprawić przyjemność. Ubrania, kosmetyki, telefon to takie banalne, ale coś trzeba będzie w końcu wybrać.
W czasie tych obrad do kuchni weszła Emilka w poszukiwaniu czegoś do picia. Słysząc ich rozmowę zdziwiła się...to wy nie wiecie, o czym ciocia marzy? Nie, odpowiedzieli razem jak na komendę.
A nie pamiętacie jak latem u dziadka mówiła, żeby tak choć raz iść do kosmetyczki zrobić sobie paznokcie, do fryzjera ładną fryzurkę, a nie tylko praca i praca.
Oboje wybuchnęli śmiechem, Halinka zapytała...po kim ty taka mądra jesteś? Dziewczynka odparła krótko, po dwóch profesorach nie mam wyjścia jak tylko być geniuszem i zachichotała na odchodne.
A więc i dla Ady mają prezent, bratowa zabierze ją ze sobą do swojej kosmetyczki na pełen pakiet zabiegów, a przy okazji do stylisty fryzur.

Kobiety szykowały się do Świąt, a Adam zabrał dzieci i poszli w miasto. Prezenty były już pokupowane, ale może jeszcze coś się komu spodoba? Przechodząc przez ulicę, Jasiek się przewrócił i ubrudził po pachy. Zaczął tak strasznie płakać, że aż Adam wystraszył się, że coś mu się stało. Jednak szybko okazało się, że to z powodu brudnych ubrań, że będzie bura.
Wujek szybko postanowił  działać, uspokoił chłopca, że nic się nie stało, że to się upierze, a jakby nawet nie to, tylko ubrania. Weszli do pierwszego sklepu z dziecięcą odzieżą, wybrali spodnie, kurtkę. Ubrali chłopca w czyste, a stare zapakowali do torby, aby uprać w domu.
Na pytanie żony co tam upycha do pralki, odparł ...męska sprawa. To był znak, że ma o więcej nie pytać.

Nadeszły Święta, Adam bardzo chciał je spędzić z ojcem, ciotką, ale nie mogli przyjechać. Na kolacji byli rodzice Halinki, brat z żoną i Adam pierwszy raz w życiu miał w święta obok siebie swoją rodzinę, taką z krwi i kości jego krwi i kości.
Co patrzył na nich to się uśmiechał i wciąż nie dowierzał.
Po kolacji postanowili zadzwonić z życzeniami do ojca. Ucieszył się i to bardzo. Rozmawiał z synem, synową, wnukami. Przyszła kolej na Adę, złożyła ojcu życzenia, zapytała o zdrowie, chwilę pogadali i mężczyzna zapytał...kiedy wracasz? Adam siedział obok i słyszał pytanie ojca, zabrał siostrze słuchawkę i odp...nieprędko, tyle, co ją poznałem i już chcecie mi ją odebrać? Wy się nią nacieszyliście już, teraz moja kolej. Tak wiem, odparł ojciec, ale ona ma męża, obowiązki w domu. Tato, najważniejsze obowiązki, czyli dzieci Ada ma ze sobą, a jej mąż jest dorosły, da sobie radę. Na tym skończyli świąteczną pogawędkę.


Nastał czas na prezenty, aby nikt się nie czuł niezręcznie, dzieci zasiadły pod choinką, wyciągały prezenty i odczytywały karteczki,nie było żadnego szaleństwa, każdy dostał po jednym .
Małgosia swój domek dla lalek, Ada i Halinka karnet na zabiegi,
Emilka kurs tańca, Adam skórzany organizer. Ostatni prezent był dla Jaśka, koperta na widok której chłopczyk wyraźnie posmutniał.
Chyba liczył na coś fajnego, a tu tylko kawałek papieru......
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Dietrich w 28 Listopad, 2016, 19:27
No chorobcia, w takim momencie przerwać  ;D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 28 Listopad, 2016, 19:44
No chorobcia, w takim momencie przerwać  ;D

  Łooo, a to paskudna ruda @ :D :D

To się nazywa...przywiązać do siebie czytelnika. :D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 30 Listopad, 2016, 19:52
Adam i Ada



    W kopercie była karteczka, a na niej napisane.... Jasiu Twój prezent jest w garażu, dobrej zabawy :).
Adam chwycił go za rękę i poszli sprawdzić co tam jest, a za nimi reszta gości.
Na środku garażu stała ogromna niebieska trampolina z siatką asekuracyjną pod sam sufit. Wujek wziął go na ręce i powiedział...to twój prezent, malec jakby nie dowierzał , spojrzał na mężczyzną i znów na prezent. Zapytał naprawdę? Tak, odparł Adam i wrzucił go do środka. Za nim podążyły dziewczynki i zaczęła się zabawa. Szaleństwo trwało do późnych godzin, czasem tylko Emilka wpadała po coś do picia, zabierała zapas i biegła z powrotem do garażu.

Goście się rozjechali, domownicy posprzątali po kolacji, a dzieci nadal nie chciały wracać. Po długich namowach  w końcu zgodziły się iść spać, jutro też jest dzień, a prezent sobie poczeka. Adam siedział na kanapie i oglądał tv, jak przyszedł Jaś, usiadł nieśmiało na brzegu kanapy. Widząc to wujek przejął inicjatywę ...jak zadowolony? Tak, bardzo odparł malec. To fajnie, cieszę się przytulił chłopca i wtedy ten odwdzięczył się tym samym.

To był przełom, wielki przełom. A może chcesz ze mną pooglądać tv? Skinął głową i usiadł bliżej Adama, ten go objął ramieniem i tak sobie siedzieli. Gdy Ada weszła do pokoju w poszukiwaniu syna, aż zaniemówiła, jak weszła tak wyszła nie zakłócając tej sielanki. Siedzieli dość długo, czasem coś komentowali. Adam pytał coś Jaśka, a ten rezolutnie i ochoczo mu odpowiadał. Gdy zasnął, zaniósł dziecko do łóżka, delikatnie rozebrał i uśmiechnął się. Te kilka ostatnich dni sprawiło, że dzieci, a zwłaszcza on jakoś inaczej wyglądały. Nawet teraz delikatnie się uśmiechał przez sen. Zamknął drzwi pokoju i sam poszedł spać.

Nad ranem, gdy szedł do łazienki, zobaczył uchylone drzwi pokoju Jaśka, zajrzał do środka, nie było go. Zaczął go szukać po domu, nigdzie go nie było, została piwnica i garaż. Zaczął od garażu, a tam na środku trampoliny zwinięty w kłębuszek spał chłopiec. Nie chciał go ruszać i budzić, poszedł po koc, by go przykryć. Gdy go otulał, chłopiec podniósł głowę i powiedział...wujku, połóż się ze mną, tak fajnie się buja. Jak tu odmówić takiej prośbie? Położył się obok chłopca i tak obaj zasnęli, aż obudziły ich jakieś głosy. To Halinka z Adą stały i chichotały, że czy duży, czy mały zawsze chłopiec.
Zaczęli się wygrzebywać ze swojego nowego łóżka, Halinka wzięła Jaśka na ręce, przytuliła go  powiedziała..ale ten wujek musi cię kochać, swoje kochane auto wyprowadził na mróz i śnieg,żebyś mógł się nacieszyć prezentem. Wiesz, wujek tak uwielbia swój samochód, że wolał mi kupić drugi, niż czasem dać swój prowadzić.
Tak głośno w ich domu nie było bardzo dawno. Po śniadaniu postanowili iść na sanki, śnieg, lekki mróz i sąsiedztwo wielu górek, sprzyjało zimowym zabawom.

Dziewczynki zjeżdżały, nawet Ada i Halinka się skusiły, tylko Jasiek nie chciał siąść na sanki. Górka była dość duża, ale zjazd łagodny, a lądowisko całkowicie bezpieczne. Adam widział, że chłopiec ma ochotę, jednak coś go powstrzymywało.
Zachęcał go, ale ten jakby nie słyszał, w ogóle nie reagował na zachęty Adama. W końcu sam wujek zasiadł na sankach i pociągnął chłopca za rękę...siadaj przede mną, jedziemy razem. Ty kieruj, ja będę cię trzymał, żeby nic ci się nie stało.
O dziwo malec się nie opierał i pojechali. Gdy zaczęli nabierać prędkości, pierwszy krzyczeć zaczął Adam, po chwili i Jasiek popiskiwał. Od tego momentu malec już nie opuszczał sanek i o to chodziło.
Wrócili do domu po kilku godzinach, zmęczeni, przemoczeni, roześmiani i zadowoleni.Jedli późny obiad, gdy Małgosia powiedziała ogólnie, mamusiu bardzo dawno się tak głośno nie śmiałaś. Ada spuściła głowę i powiedziała...ano dawno.
Po obiedzie Jasiek na krok nie odstępował wujka, sam prowokował z nim kontakt lub proponował zabawy. Leżeli na dywanie i układali puzzle, Adam postanowił go lekko podpytać, jak to jest u nich w domu. Bardzo delikatne, cały czas układając elementy, drążył nurtujący go temat. Chłopiec był tak rozbawiony, tak zajęty, że chyba nawet nie kontrolował tego co mówił.
A to czego dowiedział się Adam od dziecka wystarczyło, reszty można się było domyślić, że ich dom to.....
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 02 Grudzień, 2016, 18:25
Adam i Ada



     
     Wszyscy dawno już spali, Adam nadal siedział na kanapie i analizował słowa chłopca. Im bardziej analizował, tym bardziej się nakręcał i emocje zaczynały brać górę. Doskonale wiedział, że to droga donikąd, jednak nie umiał się z tym uporać. Postanowił iść spać, rano z wypoczętym umysłem może uda się wpaść na jakiś pomysł, co dalej...
Niestety, sen nie przychodził, a leżenie w łóżku plus myśli było nie do zniesienia. Wstał i zaczął chodzić po pokoju, choć starał się być bardzo cicho, jednak obudził żonę. Halinka czuła się tak bezradna, nie umiała pomóc ani Adamowi, ani jego siostrze.
W tajemnicy nawet spotkała się ze znajomym psychologiem, jednak ten odradzał jakieś siłowe wyciąganie wiadomości. Póki sama nie dojrzeje, że chce się z tego uwolnić, na nic wszelka pomoc.
Tacy ludzie to nie tylko ofiary swoich katów, ale także osoby uzależnione od swoich oprawców. A to jak każdy nałóg trzeba leczyć, tyle że bez zgody pacjenta nic się nie da zrobić.
Wszelkie naciski spowoduję jeszcze większe zamknięcie się w sobie.
Zaczęli rozmawiać o tym, jak bardzo dzieci i Ada zmienili się przez te kilka dni. Dzieci zaczęły zachowywać się jak dzieci, Ada jakby wyładniała, więcej się uśmiecha, ostatnio nawet kawały opowiadała. To znaczyło, że idzie ku lepszemu. Jednak na myśl, że znów tam wrócą i wszystko będzie po staremu, Adami aż się zaciskały pięści. Takiego męża Halinka nie znała, to tylko dowodziło tego, jak bardzo mu zależy na bliskich.

Przy śniadaniu zaczęli rozmawiać o sylwestrze. Postanowili przebrać się za dzieci i z dziećmi go spędzić, na zabawach i szaleństwie. Jasiek słysząc te plany, podniósł głowę znad talerza i przerażony zapytał...ale skakać po mojej trampolinie nie będziecie? Wybuchnęli śmiechem i obiecali, że nie. Takiej wagi ten skoczek mógłby nie przeżyć.
Dzień zapowiadał się całkiem spokojnie, Adam siedział w gabinecie niby miał pracować, ale jakoś jego myśli wciąż krążyły wkoło jednego. Ada z Halinką szykowały obiad, a dzieci szalały jak nigdy. I nagle huk, a po nim zapanowała cisza.
Wszyscy dorośli wbiegli do salonu, Jasiek z Małgosią stali ze spuszczonymi głowami, a Emilka zaczęła wrzeszczeć to ja, to ja zerwałam karnisz. Halinka zapytała, czy nic się nikomu nie stało? Później dodała, że kara musi być. Idziesz segregować śmieci, zakładasz nowe worki, a  pełne wynosisz. A wy jej pomagacie, powiedziała Ada do swojej dwójki.

Gospodyni wróciła do gotowania, starsze rodzeństwo wzięło się za wieszanie tego, co dzieci zerwały. Adam powiesił karnisz, Ada wzięła się za wieszanie firanek. Ucinali sobie pogawędkę na temat dawnych świąt. Mężczyzna niby słuchał siostry, jednak co jakiś czas widział coś dziwnego na ręce kobiety, prawie pod samą pachą.

Po skończonej pracy, gdy chciała już schodzić z drabiny, chwycił ją za nadgarstek, odsunął rękaw bluzki do samej góry i zapytał...co to jest? Próbowała wyrwać rękę, jednak nie dała rady.
Wciąż ją trzymając, sprowadził z drabiny, a następnie pociągnął za sobą do gabinetu. Zamykając drzwi powiedział...to my sobie teraz porozmawiamy.....
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 05 Grudzień, 2016, 10:35
Adam i Ada



     Posadził siostrę naprzeciwko siebie i powiedział stanowczo...słucham. Ada opuściła głowę i widać było, że nie ma zamiaru nic mówić. Adam z postawy roszczeniowej, że mu się należą wyjaśnienia, przeszedł do funkcji troskliwego brata, próbował ją zmiękczyć, wzruszyć. Jednak ani pierwszy, ani też drugi wariant nie przyniósł oczekiwanych rezultatów.
Minęło kilkanaście minut, mężczyzna wiedział tyle samo co wczoraj i nic nie zapowiadało najmniejszej zmiany.
Już nawet nie potrafił się złościć, ogarnęła go taka bezradność, niemoc, że tylko siąść i płakać.
Podparł głowę ręką i zaczął przyglądać się siostrze. Wciąż siedziała tak samo, głowa dociśnięta prawie do klatki piersiowej, wzrok wbity gdzieś w dół i te splecione palce dłoni oraz kręcące się wkoło siebie kciuki.
Uświadomił sobie, że ten widok jest mu dobrze znany, Emilka siedziała tak samo, gdy się na coś umarła.
Mimowolnie uśmiechnął się, choć mu wcale nie było do śmiechu.
Już wiem, powiedział bardziej do siebie niż do Ady. Już wiem, po kim Emila to ma, po tobie. Zawsze się zastanawialiśmy z Halinką po kim ona taka zawzięta? Teraz wszystko jasne, po tobie.
Kobieta podniosła głowę i spojrzała na brata, ten dalej kontynuował. Tak, nawet tak samo kręci palcami i potrząsa kolanami. Na jej twarzy zarysował się niewielki uśmiech.
Eh...jak te geny skaczą z pokolenia na pokolenie, szkoda, tylko że nie robią tego, tylko te dobre cechy, dodał Adam.
A wiesz, kto miał tak przede mną? Zapytała Ada? Mężczyzna pokręcił głową, nie miał bladego pojęcia. Nasz dziadek, tata zawsze mi to powtarzał, że się bocę jak jego ojciec.
To jakby lekko rozluźniło spiętą atmosferę. Postanowił obrać inną taktykę, zaczął narzekać, później się użalać, wszystko to było
planowane i kontrolowane. Jednak w pewnym momencie tak bardzo się wczuł w rolę, że popłynął. Nie był już kontroli, był spontan.
Mówił co czuje, co by chciał, jak bardzo go boli, że nie może jej pomóc. Nie, on nie jest na nią zły, on się złości na siebie, że jest tak nieudolny.

Po jego twarzy spływały łzy, nawet nie próbował ich ocierać, mówił spokojnie, ale w sposób bardzo poruszający .
Ada najpierw zaczęła się przyglądać bratu, później sama ukradkiem ocierała łzy. Wiedziała, że on chce jej pomóc, że może mu zaufać,
że ma w nim oparcie, tak samo, jak w bratowej. Odnalazła w niej nawet nie przyjaciółkę, ale prawdziwa siostrę. Zaś mama Halinki była tak miła, tak ciepła i sympatyczna, że czuła się przy niej jak przy najprawdziwszej matce. Matce, której tak naprawdę nie poznała, nie było dane jej zasmakować miłości, relacji, troski. A starsza pani, choć znały się krótko, potrafiła ją przytulić, pocałować w czoło, pogłaskać po głowie i powiedzieć córciu.
Te słowa brzmiały dla Ady jak najpiękniejsza muzyka, słowa, które dla jednych są normą, dla innych są na wagę nawet nie złota, ale diamentów. I wtedy dotarło do niej, że to dobro, tę radość, to szczęście zawdzięcza właśnie Adamowi. Dlatego, że jest jego siostrą, spotkało ją to wszystko, poznała tylu wspaniałych ludzi, którzy chcą jej pomóc.

Nagle poderwała się na równe nogi. Adam myślał, że chce uciekać.
Jednak nie, zwróciła się do brata...ok, chcesz wiedzieć co tam mam, pokażę ci, ale ostrzegam to nie będzie fajny widok i energicznie podniosła bluzkę do góry aż po samom szyję.
Mężczyzna najpierw wstał, a później zszokowany opadał na fotel.
To, co zobaczył, zwyczajnie ścięło go z nóg.....
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 08 Grudzień, 2016, 19:16
Ada i Adam


    To, co ukradkiem widział na ręce Ady, to było można powiedzieć, wierzchołek góry. Plecy siostry były pełne małych okrągłych blizna, do tego szramy i za żółknięcia na skórze. Adamowi odebrało mowę, siedział patrzył na siostrę, próbował coś powiedzieć, ale nie mógł z siebie wydobyć ani jednego słowa. Podnosił rękę, pokazywał na obrażenia na ciele kobiety i tak kilka razy.

Ada rozpięła spodnie i osunęła  je w dół, pokazując swoje uda.
Tu było jeszcze gorzej. W końcu zapytał...ale jak, skąd, jak mogłaś do tego dopuścić? Jak? Kobieta jakby się oburzyła, miałam do wyboru, albo ja, albo dzieci, więc wybierałam. Nie mogłam pozwolić, aby pastwił się nad dziećmi, a jak stawałam w ich obronie pastwił się nade mną. Pił i bił, a jak nie miał już ochoty bić  znienacka gasił na mnie papierosy.
Kobieto, mogłaś iść do ojca, na policję, krzyczał Adam. A ty widziałeś naszego ojca, widziałeś? Miałam iść go dobić?
Poszłam na policję, założyli niebieską kartę, przyszedł dzielnicowy, jego kolega ze szkolne ławki. Po tej wizycie dziabnął się nożem i wezwał policję, powiedział, że ja mu to zrobiłam. Wspaniałomyślnie nie chciał mnie oskarżać, ale tym samym mi pokazał, że może ze mną zrobić wszystko. A na pewno zabierze mi dzieci, na to nie mogłam pozwolić.

Ada klęczała na podłodze i zanosiła się od płaczu, brat obok niej, przytulał ją i obiecywał, że nigdy więcej jej nie tknie.
Był tak wściekły, że nie mógł zebrać myśli, nie potrafił nic zaplanować, jakby go teraz dorwał....
Jak długo to trwało? Dwa lata, od kiedy dostał lepszą posadę i zaczął dobrze zarabiać, odpowiedziała. Nie wiem, czy władza, czy pieniądze tak mu poprzestawiały w głowie. Wcześniej ideałem nie był, ale było w miarę dobrze. A teraz to jestem na jego łasce, jestem nikim, może ze mną wszystko zrobić, bo jestem śmieciem.
Każdy sąd go uniewinni, bo jestem wariatką i on się przede mną tylko broni. Ocierał łzy z jej twarzy i mówił jej ...jesteś wartościowym człowiekiem, jesteś cudowną matką, piękną kobietą, pamiętaj to i nigdy nie myśl inaczej.
Wiesz.. Ada ściszyła głos, jak Małgosia kilka razy pytała tato byłeś w moim pokoju w nocy, a on zaprzeczał. Początkowo nie zwracałam na to uwagi, może jej się śniło. Kiedyś w pijanym amoku, powiedział, że jak skończy ze mną pójdzie do tej małej dziwki, przeraziłam się. Od tamtej pory spałam w pokoju Małgosi.
Gdy padał całkiem pijany, szłam do pokoju córki.
Tego wieczoru bardzo szybko wstał, jak usłyszałam, że idzie, wyszłam na korytarz, odepchnął mnie, zaczęliśmy się szarpać. Nie mogłam pozwolić, aby tam wszedł. Wściekł się, zaczął mnie bić czym popadło, połamał na mnie kuchenny taboret. Gdy ponownie zasnął, wzięłam dzieci, a co dalej to już wiesz.

Posadził siostrę na fotelu, wybiegł ze swojego pokoju mówiąc zabiję go, nie daruję mu tego. Nawet się nie ubrał, złapał tylko kluczyki i wybiegł z domu. W drzwiach omal nie przewrócił Emilki, za Adamem wybiegła żona wołając, aby nie robił nic głupiego, ale było za późno.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 11 Grudzień, 2016, 17:48

Adam i Ada


     Próbowała się do niego dodzwonić, telefonu nie odbierał. Ada czuła się winna, bratowa próbowała ją pocieszać, ale sama była pełna obaw. Jeśli nie dojdzie do jakiegoś nieszczęścia po drodze, to jak dopadnie szwagra, zrobi z niego miazgę. Halinka trochę słyszała ich rozmowę, znała męża, wiedziała jak, bardzo zależy mu na rodzinie, a teraz siostra to już w ogóle była na pierwszym planie.
Miotała się po kuchni, co chwilę na zmianę z Adą próbowały się do niego dodzwonić, nie odbierał. Nagle odezwał się telefon stacjonarny, obie podbiegły pod aparat z nadzieją, że to Adam. Nie, to mama Halinki. Naprędce opowiedziała jej, o co chodzi, na koniec zapytała...i co my mamy robić? Jak to nie wiesz co masz robić? Zdziwiła się matka, tle lat współpracowałaś z wymiarem sprawiedliwości, masz znajomych w policji, zadzwoń do któregoś i poproś o pomoc. Tak! Krzyknęła Halina po rozmowie z matką, że ja na to nie wpadłam. Szybko wykonała telefon do dobrego znajomego z policji, dopytał ją o kilka danych i kazał siedzieć w domu i czekać. Odradzał też dzwonienie do męża, jest zdenerwowany, będzie próbował odebrać w czasie jazdy i nieszczęście gotowe.
Choć było to trudne, kobiety zastosowały się do wskazówek policjanta. Gdy Ada poszła do dzieci, do Halinki podeszła Emilka, która słyszała rozmowę z babcią. Przytuliła się do matki i powiedziała...wiesz mamusiu, ja widziałam kiedyś jak ciocia się przebierała, że ma czarne plecy, ale nie wiedziałam co to. A ona była pobita przez wujka. Na twarz Halinki zaczęły kapać łzy córki. Przytuliła ją mocno i powiedziała, teraz już będzie dobrze, nie pozwolimy jej ani bąbli skrzywdzić.

Droga, która zazwyczaj zajmowała Adamowi kilka godzin, teraz przejechał ją w połowę czasu. Zajechał pod dom szwagra, było zamknięte. Już wsiadał do samochodu jak wyszedł sąsiad, któremu latem Adam pomagał pisać pisma odwoławcze, gdy jemu i jego żonie wstrzymano renty. Pojechał także z nimi do ZUS-u, aby ich nie zbyto, znał się na prawie i byle czym nie dało się go zadowolić.
Ludzie byli pod wrażeniem, gdy pani urzędniczka nie chciała przyjąć pisma, a Adam domagał się rozmowy z kierownikiem.
Tamten przyjął pisma, ale widać było, że zrobił to na odczepne, a więc zabrał pisma i powiedział, że idzie nie do dyrektora placówki, ale do samego województwa.
Ludzie uważali go za prawdziwego cudotwórcę, dość, że im przywrócono pełne świadczenia to jeszcze dostali wyrównanie. To nie były wielkie pieniądze, ale dla tych ludzi to było, mieć na chleb lub nie mieć.
I tym bardziej doceniali zasługi brata sąsiadki.
Sąsiad powiedział, że mężczyzna przed chwilą wsiadał do samochodu i chyba pojechał do sklepu, miał ze sobą butelki po piwie.
Na koniec dorzucił, że jego żona też poszła do sklepu, jakby ją spotkał, aby powiedział, żeby się pospieszyła. Adam tylko skinął głową i udał się w kierunku sklepu.

Już z daleka widział samochód szwagra zaparkowany na poboczu drogi. Gdy dojechał na miejsce, ten właśnie wychodził z budynku. Na widok Adama, zaczął wolno schodzić po schodach, uważnie się mu przyglądając. Adam wysiadł z samochodu i przeszedł kilka kroków w kierunku męża siostry. Tamten podchodząc wyciągnął rękę na powitanie i wtedy dostał pierwszy cios. Padł jaki długi, butelki z piwem upadły na beton, tłukąc się jedna o drugą. Złapał go za kurtkę, uniósł w górę i zaczął okładać. Ze sklepu wybiegła Krysia córka ciotki Małgorzaty i sąsiadka, o której wspomniał mężczyzna.
Zaczęły odciągać Adama, w oddali było słychać sygnały zbliżającego się radiowozu. Kuzynka prosiła Adam zostaw go, narobisz sobie kłopotów, on nie jest tego wart, Adam błagam cię zostaw go.......
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: wspaniale w 15 Grudzień, 2016, 14:41
tazla ....


ja tu mdleje i czekam dalej
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 15 Grudzień, 2016, 20:29
 Tak jest wspaniale :)


Adam i Ada

    Całą drogę powrotną, Krysia próbowała zagadywać Adama, ale był  nieobecny. Ona sama musiała się skupić na prowadzeniu samochodu. Jej mąż miał po powrocie z pracy wziąć auto kuzyna i podążyć za nimi.Było już bardzo późno, jak dotarli na miejsce, Ada z Halinką czekały na nich przed domem.
Dopiero w domu, Adam zaczął coś kontaktować i się odzywać.
Na pytania, co się stało? Co mu zrobił? Odpowiadał..nie wiem, chyba mu pysk obiłem, ja nic nie pamiętam.Te słowa przerażały żonę, nawet chciała wzywać lekarza, ale mężczyzna nie pozwolił.
Dopiero gdy zasiedli przy herbacie, Krysia zaczęła opowiadać ze szczegółami jak to było.
Gdy tylko zobaczyła Adama przed sklepem, wiedziała co się kroi. Ada zadzwoniła do niej i uprzedziła ją, po co brat tam jedzie.
Kobieta jako jedyna z rodziny wiedziała, co się dzieje w domu kuzynki. Co prawda wiedziała dopiero od dwóch miesięcy, jednak bardzo usilnie nawaniała ją, aby coś z tym zrobiła. Ada była tak zastraszona, że bała się cokolwiek robić. Wymusiła też na Krysi obietnicę, że nikomu o tym nie powie.

Gdy tylko zobaczyła kuzyna przed sklepem, z jednej strony kibicowała mu, zaś z drugiej wiedziała, jaką medną jest szwagier i tego się bała. Zdążyła tylko zarzucić kurkę na ramiona i gdy wybiegła, ten już leżał, w rozbitym szkle, a Adam go okładał.
Usłyszawszy sygnał jadącego radiowozu, prosiła, aby przestał. Zaczęła go szarpać, nim rzucił go w śnieg, powiedział mu jeszcze to było za Adę, za dzieci zajmie się tobą policja, a za Małgosię koledzy z celi, już ja o to zadbam, aby wiedzieli co robiłeś.
Jakimś cudem udało się jej go odciągnąć, na bok nim dojechali.
Mundurowi zastali siedzącego w zaspie męża Ady i kilka metrów dalej Krysię z Adamem. Gdy zaczęli go pytać co mu się stało i czy ktoś z nich coś widział? Jak spod ziemi wyrosła sąsiadka, kobieta zaczęła opowiadać co widziała.
Panowie to wszystko przez tę zimę, błoto takie, śniegiem zasypane, szedł sobie z butelkami jak się nie przewiezie, jak nie gruchnie o stojak na rowery, a te butelki suuu się rozsypały, piwo pod niego podpłynęło. Chcieli zadać jej jakieś pytanie, ale nie dopuszczała nikogo do głosu, opowiadała swoją wersję. Podniósł się i znów bach, jaki długi i w to szkło. Pociągnęła jednego z policjantów na bok i szepnęła...on chyba jest pijany. Widzieli, że kobieta jest z tych gadatliwych i ciężko wydobyć z niej coś innego niż to co sama zechce powiedzieć.
Podeszli do Adama i Krysi.......
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 18 Grudzień, 2016, 10:31
 Z inne beczki.....

  Już dłuższy czas noszę się z opowiedzeniem tej historii, dziś powinien być cd Adama, czekam na wiadomość od niego, ale póki co cisza.  Musicie się zadowolić tym.... :D


  Kilka lat temu ( 6-8 lat) zaczął ze mnę rozmawiać pewien świadek, którego pamiętam ze swoich czasów.
Od grzecznościowego powitania, przechodził do narzekania na organizację, starszych itp....
Początkowo miałam wrażenie, że on naprawę chce odejść, widzi te wszystkie ciemne strony matki organizacji, ale to tylko pozory. 
Narzekał, że on ma firmę, że mało czasu, a jego ścigają o godziny, o nieobecność na spotkaniach, że ma tego dość.... Początkowo mu współczułam,  jednak czas płynął, a on poza  narzekanie i nic nie robił. Kiedyś spotkałam go podczas głoszenia, wtedy udał, że mnie nie zna - nie widzi....
Tłumaczył się....żona, dzieci, brat świadek, siostra....zostanie sam. Rozumiałam go, cała rodzina w organizacji, dla niektórych to ponad ich siły. Nudziło mnie to jego gadanie, nie chciałam jednak być niegrzeczna, a więc słuchałam.
Z pomocą przyszła jego żona, kiedyś widząc jak ze mną rozmawia, podeszła i powiedziała wprost....to już nie masz z kim rozmawiać tylko z odstępcą....
Od tamtej pory jak żona była w pobliżu, nie podchodził do mnie, a prawie zawsze widywałam ich razem.

Minęło trochę czasu (do wiosny tego roku), będąc u lekarza kobieta przysiadła się do mnie, powiedziała dzień dobry, co słychać? Chyba liczyła, że zapytam o to samo, ale ja odpowiedziałam i nie pociągałam tematu dalej. Wtedy ona zaczęła opowiada....
Pokrótce było tak....odeszła od świadków, już jest wykluczona, rozwiodła się z mężem, nie mogła znieść jak przenosił strażnicowy regulamin na łono rodziny. Ona uważała się za dobrą matkę, żonę, człowieka, a według tamtych nauk była wszystkim  co najgorsze. Dopiero teraz z oddali widzi w jakie chore zasady była uwikłana, w jakie absurdy wierzyła.
Na koniec swojego monologu zapytała, czy się na nią nie gniewam, za jej głupie teksty?
Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że nie, a co do jej zapatrywania na absurdy, powiedziałam tak....
Jeśli siedzimy w zamkniętym pomieszczeniu z innymi, kiśniemy sobie, nie czując smrodu jaki tam się roznosi. Jeśli wyjdziemy na zewnątrz, zaczerpniemy świeżego powietrza i zajrzymy ponownie do tego pomieszczenia, zobaczymy jakie tam panują warunki. Z organizacją jest dokładnie tak samo.

Pod koniec lata, spotkałam ją podczas zakupów, przywitałam się i miałam iść dalej, jednak ona złapała mnie za rękę mówiąc....poczekaj coś ci opowiem.
Brat jej męża, dużo bardziej gorliwy niż jej były mąż, poszedł do starszych z pytaniem....co ma odpowiadać ludziom, którzy podczas głoszenia - studium pytają go o aferę pedofilską. Gość chciał być uczciwy względem ludzi, których nauczał, jak i lojalny względem organizacji. Kazali mu czekać, że się skonsultują i dadzą mu znać.
Czas płynął, a tu cisza. Zaczął się upominać, aż wreszcie się doczekał. Po zebraniu podszedł do niego jeden starszy i kazał zostać, bracia chcą z nim rozmawiać. Ucieszył się, że w końcu nie będzie ludzi zbywać, albo uciekać od tematu.
Nawet nie wiedział, jak bardzo się wszystko zmieni w jego życiu po tej rozmowie.

Wszedł do małego pomieszczenia, za stołem siedziało trzech ważniaków, dla niego już nie było krzesła, musiał stać, jak na przesłuchaniu. Jakiś bliżej mu nie znany mężczyzna odczytał jego prośbę i zapytał czy to jego problem?
Odp...że tak i chciał coś powiedzieć, ale już go nie dopuszczono do głosu. Naskoczono na niego, że zamiast głosić zajmuje się głupotami i podejmując takie tematy dowodzi tylko swojej słabej wiary.
Mężczyznę ścięło z nóg....jakie absurdy? O problemie mówi cały świat, u nas też i co mam ludziom wmawiać, że ludzie kłamią? I wtedy się dowiedział, że jest na najlepszej drodze do wykluczenia. Tego było za wiele.
Wykrzyczał im, że on to ma gdzieś, on nie będzie chował głowy w piasek, sam odchodzi. Wyrzucił im wszystko z teczki na stół i powiedział....żegnam, już mnie możecie skreślić z listy i wyszedł. Po chwili wróci i zabrał Biblię, bo tą kupił za własne pieniądze.
I tak to z dnia na dzień, nie.... z minuty na minutę przestał być świadkiem. Gdy przyjechali do niego na rozmowę, wyszedł przed dom  i powiedział...wynocha, bo policję wezwę!


Po tej rozmowie, spotkałam męża tej pani. I znów zaczął narzekać, wtedy go zapytałam czy to prawda, że żona, brat już nie są? Odp..że tak, ale im to było łatwiej, nie są uwikłani tak jak on. U niego wszyscy pracownicy w zakładzie są świadkami. I co on zrobi jak go wykluczą, a oni mu odejdą z zakładu, bo tak trzeba?
Zaśmiałam się na głos, poklepałam go po ramieniu i powiedziałam....jak to co, pójdą na zasiłek wypłacany przez jw.org.  :D I sobie poszłam....


 Jednym  dekada za mało aby się zebrać i odejść, a innym kilka minut wystarczy aby podjąć decyzję. Pewnie, każdy jest inny, ale jedni narzekają i próbują coś zmienić, inni zaś tylko na narzekaniu kończą. A to dowodzi, że wcale im tak źle nie jest, lubią tylko uchodzić za męczenników.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: wspaniale w 19 Grudzień, 2016, 23:41
"lubią tylko uchodzić za męczenników. "
o to to to

:)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 22 Grudzień, 2016, 08:49

Adam i Ada

     Po krótkiej rozmowie z Krysią i Adamem, policjanci znów poszli do siedzącego w śniegu Czarka. Kazali mu wstać, odmówił.
W ogóle był mało rozmowny, po naradzie z oficerem dyżurnym wezwali karetkę.  Służby medyczne po zbadaniu, stwierdziły że nic większego mu nie dolega, jednak upadek mógł spowodować urazy, które będą widoczne lub odczuwalne później.
Poszkodowany odmówił wizyty w szpitalu. Nic na siłę, policjanci uprzedzili, że wszystkie osoby mogą być wzywane w charakterze świadka. Co będzie dalej, nie wiadomo, jeśli kontuzjowany wniesie jakieś oskarżenie, czekają ich wycieczki po sądach. Gdy radiowóz odjechał, Adam skwitował krótko, jeśli nawet to i tak nie żałuję, ani jednego ciosu.

Podczas gdy Krysia opowiadała całe zajście, Halinka obserwowała męża, kubek z herbatą podnosił lewą ręką, a leworęczny nie był.
Prawą trzymał pod stołem, nie przerywając kuzynce, podeszła i wzięła go za rękę. Była opuchnięta, czerwona, a miejscami już sina. Poprosiła aby poruszył palcami, ledwo co do drgnęły. Adam....prawie krzyknęła, z tą ręką trzeba natychmiast do lekarza.
Zaczął protestować, że nic mu nie jest, że późno, że jak zawsze panikuje. Jednak kobieta była nieugięta, wykonała kilka telefonów i już była gotowa do wyjścia. Gdy podawała kurtkę mężowi, Ada wybiegła z płaczem do łazienki.

Cały czas siedziała ze spuszczoną głową, nic nie dopytywała w czasie opowiadań Krysi, wydawała się jakby nieobecna, a teraz taka reakcja. Wszyscy obecni spojrzeli na siebie, nie wiedzieli za bardzo czemu płacze? Powodów mogło być kilka, ale wszyscy bali się jednego, że Ada ubolewa nad mężem. Opis kuzynki, jak wyglądał Czarek po spotkaniu z pięścią Adama, nie był niczym przyjemnym. Jeśli tak, to cała ta akcja była daremna. Kobieta mogła bardzo żałować tego, że opowiedziała o wszystkim bratu. Krysia kazała im jechać, a sama zaczęła dobijać się do łazienki i nawoływać kuzynkę.  Już sobie planowała jak ją zwyzywa gdy tylko usłyszy choć słowo współczucia pod adresem jej męża. Nie było mowy o tym, aby  miała choć cień żalu do brata, narażał siebie i nie tylko, aby jej pomóc, wyrwać ją z tego chorego związku. Przez to, że w nim tkwiła i pozwalała tak traktować siebie i dzieci, sama była chora i to dosłownie, nie w przenośni. Dość długo nie odpowiadała, dopiero jak kuzynka powiedziała, że straszy dzieci bo nie wiedzą co się dzieje z ich matką itd, to podziałało.   Wyszła, zapłakana i roztrzęsiona, nie przypominała w niczym tej kobiety sprzed kilku godzin.
I czego beczysz głupia? Teraz już będzie tylko lepiej, przytuliła Adę do siebie. Chwilę nic nie mówiła, gdy się wreszcie uspokoiła powiedziała....jak sobie pomyślę, że on tam.....
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: wspaniale w 23 Grudzień, 2016, 11:04
nie przestawaj
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 24 Grudzień, 2016, 19:25


Szanowni Państwo witam Was w ten odświętny czas.




     Choć jestem poza organizacją dłużej, niż niejeden z Was żyje, to nadal czasem odzywa się przeszłość. Nieważne ile czasu minie, ile się zmieni w naszym życiu, to jednak te nadciekłości z dawnych lat siedzą w nas.
I choć nie żałuję swojej decyzji i gdybym miał znów wybierać, postąpiłbym dokładnie tak sam. To jednak czasem się zastanawiam, gdzie bym teraz był, gdybym nie odszedł, jakby się potoczyło moje życie?
Ostre cięcie, szybka decyzja nie jest gwarantem mniejszego bólu, jednak warto szybko poznać, ile jesteśmy warci dla braci w organizacji.
To bolesne jak się człowiek przekonuje, że niewiele, albo i nic. Jednak lepsza brutalna prawda, niż słodkie oszustwo. A ta słodycz jest lekko zatruta  i z czasem ogarnia, niszczy nas całych.
Nie bójcie się podejmować decyzje, nie bójcie się odchodzić, walczcie o siebie, życie mamy jedno i warto je wykorzystać jak najlepiej.
    Dziś Wigilia Świąt Bożego Narodzenia, nie odmawiajcie gdy ktoś Was do siebie zaprosi na kolację, albo odświętny obiad. To naprawdę piękny czas, nie można go potępiać ani nim gardzić. Wiem, inaczej uczono w organizacji, uczono poczucia wyższości, gardzenia innymi wierzeniami i obyczajami.
Jednak to właśnie od Katolików otrzymałem największe wsparcie, to z nimi pierwszy raz w życiu ubierałem choinkę, łamałem się opłatkiem. I choć miałem opory, to czułem się tak samotny, że byłem gotów zaryzykować. Nic złego mnie nie spotkało ani opłatek nie poparzył mi języka, ani ręce nie odpadły od wieszania ozdób na choince. To od Katolików dostałem swój pierwszy urodzinowy tort i prezenty.
Nie bójcie się, nie odtrącajcie tych, którzy chcą Was przygarnąć, nie mówcie, że to złe. Nieważny jest światopogląd człowieka, ważny jest on sam, jaki jest i co sobą reprezentuje. Jakie zasady wyznaje i czy jest gotów do pomocy, czy tylko się kończy na potoku wielkich słów.

A więc życzę Wam spokojnych, rodzinnych, pełnych miłości i wzajemnego wsparcia Świąt.



                                                                                                                                                                 Adam z Rodziną.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: TomBombadil w 25 Grudzień, 2016, 01:48
Dziękuję panie Adamie. Jednakże święta mnie nie pociągają. Cieszymy się wolnym czasem i kończymy remont. Miłego odpoczynku.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: salvat w 25 Grudzień, 2016, 11:08
Tazła
Przeczytałem historie pisane przez ciebie dziś do 2.30 w nocy a o 10.55 doczytałem do końca i z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy. To wręcz scenariusz na świetny film - tak dobrze się to czyta.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: wspaniale w 25 Grudzień, 2016, 17:56

Szanowni Państwo witam Was w ten odświętny czas.




     Choć jestem poza organizacją dłużej, niż niejeden z Was żyje, to nadal czasem odzywa się przeszłość. Nieważne ile czasu minie, ile się zmieni w naszym życiu, to jednak te nadciekłości z dawnych lat siedzą w nas.
I choć nie żałuję swojej decyzji i gdybym miał znów wybierać, postąpiłbym dokładnie tak sam. To jednak czasem się zastanawiam, gdzie bym teraz był, gdybym nie odszedł, jakby się potoczyło moje życie?
Ostre cięcie, szybka decyzja nie jest gwarantem mniejszego bólu, jednak warto szybko poznać, ile jesteśmy warci dla braci w organizacji.
To bolesne jak się człowiek przekonuje, że niewiele, albo i nic. Jednak lepsza brutalna prawda, niż słodkie oszustwo. A ta słodycz jest lekko zatruta  i z czasem ogarnia, niszczy nas całych.
Nie bójcie się podejmować decyzje, nie bójcie się odchodzić, walczcie o siebie, życie mamy jedno i warto je wykorzystać jak najlepiej.
    Dziś Wigilia Świąt Bożego Narodzenia, nie odmawiajcie gdy ktoś Was do siebie zaprosi na kolację, albo odświętny obiad. To naprawdę piękny czas, nie można go potępiać ani nim gardzić. Wiem, inaczej uczono w organizacji, uczono poczucia wyższości, gardzenia innymi wierzeniami i obyczajami.
Jednak to właśnie od Katolików otrzymałem największe wsparcie, to z nimi pierwszy raz w życiu ubierałem choinkę, łamałem się opłatkiem. I choć miałem opory, to czułem się tak samotny, że byłem gotów zaryzykować. Nic złego mnie nie spotkało ani opłatek nie poparzył mi języka, ani ręce nie odpadły od wieszania ozdób na choince. To od Katolików dostałem swój pierwszy urodzinowy tort i prezenty.
Nie bójcie się, nie odtrącajcie tych, którzy chcą Was przygarnąć, nie mówcie, że to złe. Nieważny jest światopogląd człowieka, ważny jest on sam, jaki jest i co sobą reprezentuje. Jakie zasady wyznaje i czy jest gotów do pomocy, czy tylko się kończy na potoku wielkich słów.

A więc życzę Wam spokojnych, rodzinnych, pełnych miłości i wzajemnego wsparcia Świąt.



                                                                                                                                                                 Adam z Rodziną.


w tym roku pierwszy raz obchodziłam urodziny, ubrałam choinkę.
Dałam i dostałam prezenty.
Dostałam życzenia i je wysłałam.
Katolicy ateiści i inni.

tort był prezentem i smakował wybornie.

Trochę dzięki Twoim doświadczeniom,
mimo iż wiedziałam, że poza jw istnieje życie to nie miałam siły
Mój nick to tylko opis jak się czuję z dala od "braci" identycznych z naturalnymi
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 25 Grudzień, 2016, 18:41
Dziękuję panie Adamie. Jednakże święta mnie nie pociągają. Cieszymy się wolnym czasem i kończymy remont. Miłego odpoczynku.

 Z tego co znam Adama to nie miał zamiaru nikogo namawiać do świętowania, chciał tylko na swoim przykładzie pokazać, że każda tradycja, jeśli wnosi pokój i spokój jest dobra, a uczestniczenie w niej, nie jest niczym złym.

Tazła
Przeczytałem historie pisane przez ciebie dziś do 2.30 w nocy a o 10.55 doczytałem do końca i z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy. To wręcz scenariusz na świetny film - tak dobrze się to czyta.

   Dziękuję bardzo za miłe słowa. Cieszę się, że moja praca jest doceniana.  Niebawem cd :)



w tym roku pierwszy raz obchodziłam urodziny, ubrałam choinkę.
Dałam i dostałam prezenty.
Dostałam życzenia i je wysłałam.
Katolicy ateiści i inni.

tort był prezentem i smakował wybornie.

Trochę dzięki Twoim doświadczeniom,
mimo iż wiedziałam, że poza jw istnieje życie to nie miałam siły
Mój nick to tylko opis jak się czuję z dala od "braci" identycznych z naturalnymi


 Skopiowałam Twoją wiadomość, tak samo jak i wszystkie życzenia jakie dostałam dla Adama i mu wysłałam. A niech ma i od nas prezent.  :)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Nemo w 25 Grudzień, 2016, 20:23
A więc życzę Wam spokojnych, rodzinnych, pełnych miłości i wzajemnego wsparcia Świąt.



                                                                                                                                                                 Adam z Rodziną.

I dla Ciebie i Całej Twojej rodziny, przyjaciół i znajomych z którymi dzielisz ten świąteczny czas. Za pośrednictwem tego forum przesyłam szczere życzenia, aby te problemy które są Twoim i Twoich bliskich udziałem, odeszły w niepamięć, a marzenia które posiadasz Ty i Twoi bliscy stały się faktem.  :)
Pozdrawiam Nemo.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 25 Grudzień, 2016, 22:01
Adam i Ada



      Wrócili po kilku godzinach, Adam z ręką w stabilizatorze, a Halinka z masą różnych lekarstw. Krysia z mężem szykowali się do powrotu, dzieci już dawno spały, Ada też w końcu zasnęła.
Gdy zaczęli dopytywać o reakcje siostry, nie umieli im odpowiedzieć, od płaczącej kobiety niewiele wydobyli. Powtarzała tylko w kółko....jak sobie pomyślę, że on tam... i znów zaczynała szlochać, aż zasnęła.
Wypadało czekać aż się całkiem uspokoi albo następnego dnia, jak się z tym prześpi i zechce rozmawiać.
Adam się obawiał, że ma do niego żal, ale jeśli nawet to i tak nie żałuje. Jest świadom wszelkich konsekwencji, jednak inaczej postąpić nie mógł.

Goście pojechali, gospodarze poczuli głód, mimo bardzo późnej pory postanowili coś zjeść. Trochę to trwało, Adam słabo sobie radził lewą ręką, w pewnym momencie tak ich to rozbawiło, że nawet nie zauważyli, jak weszła do kuchni Ada.
Usiadała przy stole bez słowa, bratowa zaproponowała herbatę, zgodziła się. Po chwili zapytała o rękę, odpowiedział zgodnie z prawdą, że tylko mocno potłuczona i trzeba jej dać odpocząć.
Halinka uznała, że nic tam po niej, postanowiła ich zostawić samych i wyszła. Jednak to nie ułatwiło rozmowy. Ada milczała, Adam kończył jeść i już był pewien, że on sam musi zacząć tę rozmowę. Jego siostra była rozmowna i kontaktowa, jednak o pewnych rzeczach bardzo trudno jej mówić. To już wiedział, że jeśli chce się coś dowiedzieć, sam musi przejąć inicjatywę.
Zapytał ją wprost....chcesz mnie o coś zapytać, o coś, co dotyczy twojego męża? Ja ci na wszystko odpowiem, ale wiedz jedno, nie żałuję tego, co zrobiłem i zrobiłbym....i tu mu przerwała.

Wiesz...gdy przyszedł do nas ojciec i powiedział, że ma dla mnie niespodziankę, że go odszukałeś i jesteś bardzo do niego podobny. Aż piszczałam z radości, tak bardzo chciałam cię poznać, tyle razy jako dziecko marzyłam sobie, że mam cię, że się za mną opiekujesz, bronisz, jak to starszy brat. Później podrosłam i nadal sobie wyobrażałam ciebie, twoją rodzinę, że mnie odwiedzacie, idziemy na długi spacer, tylko ty i ja, mamy swoje tajemnice. Gdy było mi źle, gdy spędzałam noc w garażu uciekając przed Czarkiem, wtedy sobie wyobrażałam, że przyjeżdżasz, spuszczasz mu manto. Zabierasz nas ze sobą i obiecujesz, że nikt nas więcej nie skrzywdzi.

Adam patrzył na siostrę, jak zawsze patrzyła w podłogę, głowa wręcz opierała jej się na klatce piersiowej. Nie widział jej twarzy, ale zauważył na jej bluzce, dwie mokre plamy, które z minuty na minutę się powiększały. Chciał jej przerwać, nie pozwoliła, chwyciła go za rękę i mówiła dalej.
I gdy taka podekscytowana już chciałam biegnąć do domu ciotki, aby cię poznać, nie chciałam czekać ani chwili dłużej, wtedy powiedział, że wyjechałeś, ale wrócicie po Emilkę. Wtedy nas sobie przedstawi, w końcu ty nic o mnie nie wiedziałeś. Czarek leżał przed tv z piwem i nic się nie odzywał.

Ojciec poszedł, a ja nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Wsiadłam na rower i pojechałam poznać twoją córkę, choć przez nią chciałam poznać cząstkę ciebie.
Dziadek zawołał dziewczynkę...Emilcia, chodź, poznasz jeszcze jedną ciotkę! Dziewczynka przybiegła, przedstawiła się, a ja ją przytuliłam mocno do siebie i wyobrażałam sobie, że to jesteś ty.
Później siedzieliśmy na ławce i widziałam w niej podobieństwo do mojego Jaśka. Ojciec zaś powiedział...jak na nią patrzę, jakbym widział ciebie sprzed lat, taka jest do ciebie podobna.
Boże, te słowa były dla mnie bezcenne, miałam brata, a skoro jego dziecko jest do mnie podobne, to i może ja jestem do niego podobna. Wróciłam do domu, zaczęłam dzieciom opowiadać o wujku i jego rodzinie, że niebawem ich poznamy.
Wtedy się wtrącił podpity mąż...ty głupia, a kim ty jesteś, żeby on chciał cię poznać? On profesor a ty głupi gęś z przedszkola.
Myślisz, że on i jego żona będą chcieli cię traktować jak równą sobie? Ty naprawdę jesteś głupia.
I nagle cała radość prysła, może faktycznie miał rację?

Zaczęłam się bać tego spotkania, bałam się, że prysną wszystkie marzenia. Gdy ojciec zadzwonił, że jesteście i abym przyjechała, serce waliło mi jak szalone. Gdy na was czekaliśmy, mówił coś do mnie, a ja chciałam, żeby już było po, ta niepewność mnie dusiła.
Jednak gdy spojrzałam w twoje oczy, wiedziałam, że to są oczy dobrego człowieka, mój brat nie może być inny. A później jak mnie złapałeś w te swoje wielkie łapska, czułam się taka szczęśliwa, jakby niebo spadło mi na głowę. I Halinka taka serdeczna i dobra.
Wtedy dopiero się poczułam, że mam prawdziwą rodzinę.

Pytałeś mnie o żal, nie Adasiu, nie mam do ciebie żalu, wiem co tobą kierowało i że zrobiłeś to z myślą o mnie i dzieciach. Mam żal do siebie, że za dużo ci powiedziałam i teraz możesz mieć przeze mnie kłopoty. Czarek jest mściwy, wiem to, będzie chciał się zemścić na tobie, wie jak bardzo cię kocham, jaki jesteś dla mnie ważny, uderzy w ciebie, aby mnie ukarać. Zna mnie i wie, że będę miała wyrzuty, gdy ty będziesz miał problemy, iż będę się winić.
Teraz to Adam wziął ją za rękę i powiedział...spójrz na mnie, ścisnął jej dłoń. Podniosła twarz, była opuchnięta od płaczu, oczy mocno przekrwione. Siostra, twój starszy brat jest od tego, aby cię bronić, nikt i nic tego nie zmieni. Nie damy się nikomu zastraszyć, nikomu! Uśmiechnęła się, wstała przytuliła się do brata i powtórzyła za nim...nikomu.
Gdy w końcu postanowili iść spać, zatrzymała się przy drzwiach swojego pokoju czekając na Adama. Gdy przechodził obok powiedziała....musisz coś jeszcze o mnie wiedzieć, nie byłam dobrą córką, chcę, żebyś się tego dowiedział ode mnie, ale o tym opowiem ci jutro.....
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: salvat w 25 Grudzień, 2016, 23:34
 I jak zwykle koniec odcinka w najciekawszym momencie :)
Nie pozostaje nic innego jak czekać. Dobrze tylko że to nie wlecze się jak oczekiwania na Armagedon.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 26 Grudzień, 2016, 19:35
I jak zwykle koniec odcinka w najciekawszym momencie :)
Nie pozostaje nic innego jak czekać. Dobrze tylko że to nie wlecze się jak oczekiwania na Armagedon.

  I tak ma być, napięcie rośnie, to znów spada, a  Czytelnik wyczekuje ciągu dalszego. :D

Już dużo tego nie ma, chyba  że znów coś się głównemu bohaterowi przypomni, opowie i trzeba będzie to jakoś wtopić. :)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: matus w 26 Grudzień, 2016, 20:28
Na pięcie to grafit rośnie.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 27 Grudzień, 2016, 09:08
Na pięcie to grafit rośnie.

 Matus, jak się o pięcię dba to nie rośnie :P :D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 29 Grudzień, 2016, 19:03

Ada i Adam

   Po śniadaniu Adam umówił się ze znajomym prawnikiem. Najpierw chciał z nim sam porozmawiać, później dopiero zaprowadzić do niego siostrę. Tak jak myślał, wszystko zależało teraz od Ady, czy będzie chciała się uwolnić od swojego oprawcy, czy jednak emocje wezmą górę i wymięknie. Jedno jest pewne, musi być nieugięta i jeśli chce wybronić Adama, siebie i dzieci musi powiedzieć prawnikowi wszystko. On obmyśli strategię i zaczną działać. Najlepiej, aby jeszcze przed sylwestrem do niego pojechali, Ada coś wspominała o rzeczach dla siebie i dzieci.
Ojciec też się dopytywał, kiedy wróci? Czas naglił, nie było się na co oglądać. Umówił się z prawnikiem, że pogada z siostrą i jak się zgodzi, jeszcze dziś przyjadą.

I znów w drodze powrotnej Adama dopadł strach, że kobieta nie będzie chciała takiej taktyki, że się wycofa, że mąż ją przerobi na swoją modłę, a umiał manipulować ludźmi jak mało kto.
Ada była zdecydowana, przerwa świąteczna dobiegała końca, a ona nie mogła i nie chciała wrócić do męża.
Jedno było postanowione, zostają u Adama i Halinki. Dzieciom załatwi się szkołę, bratowa zadeklarowała się, że odda Adzie swój samochód, żeby mogła wozić dzieci. Znajdą jej pracę, a co dalej się zobaczy.

Prawnik po długiej rozmowie z Adą zaproponował podpisać z jej mężem ugodę. Gdzie nie będzie wnosił żadnych roszczeń do żony ani jej rodziny także i Adama.
W zamian żona nie będzie utrudniać kontaktów z dziećmi. Rozwód dostanie bez orzekania o winie. To nie było zbyt korzystne dla Ady, jednak prawnik uznał to za mniejsze zło. Jeśli się na to nie zgodzi, wciągną tyle brudów ile się da.
A wtedy nie ma co liczyć na tak korzystne warunki. Następnego dnia, rodzeństwo razem z prawnikiem pojechali na wieś.
Na tyle wcześnie, aby Ada mogła spakować trochę rzeczy dla siebie i dzieciaków, zabrać potrzebne dokumenty.
Dojeżdżali do domu, gdy zadzwonił ojciec, spojrzała na brata, wiedziała, że będzie dopytywał o powrót. Odebrała i powiedziała, że nie może rozmawiać, ale dziś go odwiedzą i wtedy porozmawiają.

Dom był pusty, przez ten krótki okres strasznie go zapuścił. Kobieta bardzo się wstydziła przed swoimi towarzyszami,
ale ci ją uspokoili, że niepotrzebnie to było do przewidzenia. Gdy wynosili bagaże do samochodu, przyszła do nich sąsiadka.Podzieliła się z nimi tym, co się ostatnio tu działo. Czarek się odgrażał, że prędzej zabije ich wszystkich niż da odejść. Dom spali, zniszczy każdego, kto mu stanie na drodze.
Ada aż zbladła, prawnik zapytał, czy powtórzy to przed sądem, jak zajdzie taka potrzeba? Oczywiście, była bardzo chętna i w sprawie pana Adasia też powiem jakby co...dodała kobieta, mrugając okiem.
Ponownie weszli do domu, jak przyjechał Czarek. Wszedł, rozejrzał się i zapytał...a wy tu czego? Widać było, że jest bardzo bojowo nastawiony, jednak tak jak w czasie podróży ustalono, głos zabrał mecenas.

Przedstawił się i podał mężczyźnie dokument, powiedział, jakie są ich warunki. Uprzedzając jego pytanie, powiedział też co będzie jak odrzuci ich propozycję. Zaczął się miotać, ubliżać żonie i szwagrowi, chwycił butelkę po winie i chciał uderzyć nią Adę. Adam był szybszy, złapał go za rękę, skręcił mu ją tak mocno, że po chwili klęczał na podłodze.
Wtedy adwokat poprosił, aby oboje wyszli, został sam z Czarkiem. Po dwudziestu minutach wyszedł i powiedział, że mogą jechać, wszystko załatwione. Na pytania, co mu powiedział, czym postraszył ? Uśmiechnął się i odpowiedział...tajemnica zawodowa. Dodał tylko, że jest zadowolony, poszło po jego myśli

Teraz jeszcze rozmowa z ojcem, nie kochali się zbytnio z zięciem.
Jednak ojciec zawsze powtarzał, że rodzina powinna to świętość, a dzieci powinny mieć ojca i matkę. Tak bardzo nie chciała go zawieść, już raz przysięgała, że nie będzie z nią więcej kłopotów. A teraz co...uciekła z domu, będzie się rozwodzić, uwikłała w to wszystko Adama, ojciec jej tego nie wybaczy.
Ledwo weszli na podwórko jak zza rogu wyszedł ojciec i zaczął krzyczeć...wreszcie jesteście, ile można na was czekać?
Musicie się tak znęcać nad starym ojcem? Ada chwyciła brata za rękę, bała się tej rozmowy....
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 31 Grudzień, 2016, 15:27
   

     Wiem, że wolelibyście cd o Adamie i Adzie, ale spotkałam znajomą z dawnych lat. Ze łzami w oczach, opowiadała mi o tym jak kończy się dla niej ten rok, a raczej dla jej matki. Pamięć bywa ulotna, a więc piszę, póki wszystko pamiętam.


  Owa znajoma, nazwijmy ją Asia jest córką matki świadka i ojca katolika. Jest ode mnie młodsza o około 5 - 7 lat.
Jej rodzice usilnie się starali o potomstwo, żadne leczenie nie przynosiło efektów, w końcu lekarze powiedzieli, że biologiczne rodzicielstwo nie dla nich, medycyna jest bezradna. Niby było wszystko ok, a w ciążę zajść się nie dało.
Kobieta rozżalona w chwilach słabości mówiła do swoich współbraci...dlaczego Jehowa tak mnie doświadcza? Tak gorliwie się modlę, tak proszę, a on mi nie chce pomóc, czy tak wiele żądam?
Zaraz znaleźli się uczynni i donieśli starszym, a ci odwiedzili kobietę, aby ją przywołać do porządku.
Uświadomili jej, że widać ten na górze ma względem niej inne plany, inne zadanie. I tak kobieta została pionierką.
Mąż wiecznie w delegacji, on sama w domu, a więc po pracy szła prosto do służby i tak płynęły lata.

Po czterdziestce dopadły ją różne dolegliwości, lekarze powiedzieli ....weszła pani w okres klimakterium.
Wiedziała, że dolegliwości będą się na nasilać, ale po dwóch latach, poczuła się tak podle, że poszła do lekarza.
Tam się okazało, że jest w ciąży. Nim szok i rozpacz przemieniły się w radość ciąża była już na finiszu.
Jej koleżanki były już babciami, a ona czekała rozwiązania swojej pierwszej ciąży. Mąż, rodzice bardzo ją wspierali, bardzo się cieszyli w końcu będą mieli maleństwo do kochania.
Bracia też postanowili ugrać coś dla siebie, jak tylko wydobrzała powiedzieli, że jej modlitwy zostały wysłuchane i teraz ma za co dziękować, a jak może się odwdzięczyć? Wiadomo....głosić, głosić i jeszcze raz głosić.

Tak też było, Asia więcej bywała u dziadków niż w rodzinnym domu. Dopiero jak ojciec wracał z delegacji do domu, wtedy żyli jak normalna rodzina. Miała wszystko...zagraniczne słodycze, zabawki, kolorowe ubranka, ale nie miała matki. Były momenty w jej życiu, gdyby ktoś kazał tej małej dziewczynce wybrać...kto ma umrzeć, mama czy babcia? Bez wahania, powiedziałaby mama. To babcia uczyła ją pisać, czytać, smażyć naleśniki, wyszywać itd...
Matka mówiła tylko jedno....zrozum muszę odpracować twoje przyjście na świat. A ona nie rozumiała,  nienawidziła matki, zebrań, tych ludzi którzy ją głaskali po główce i mówili jaka śliczna dziewczynka.

Pamiętam Asia uchodziła w zborze za bardzo rozpuszczone dziecko. Mówiła co chciała, robiła też. Wychodziła kiedy chciała, chodziła gdzie jej się podobało, nieważne modlitwa, pieśń czy wykład.
Wszyscy tłumaczyli matkę, że kocha dziecko chorą miłością, bo jest takim wyczekanym, upragnionym dzieckiem.
Miała chyba z osiem - dziewięć lat, jak podczas obsługi poszła i położyła się na przejściu. Gdy matka próbowała ją przywołać do porządku, wykrzyczała na głos....nie będę nigdy jak ty głupim kociuchem i wybiegła z sali.
O zgorszeniu nie muszę pisać, matka ubolewała nad swoim losem i tłumaczyła się, że nie rozumie co w nią wstąpiło?
W domu jest całkiem inna. Babcia jak i nauczyciele w szkole nie mogą się jej nachwalić, jaka mądra, grzeczna, słuchana. A na zebraniach istny diabeł.
Od tamtej pory, Asia bywała na zebraniach sporadycznie i tak jak zapowiedziała, świadkiem nie została nigdy.

Dopiero gdy dziadek dostał udaru, babcia odmówiła opieki nad wnuczką. Matka nie miała wyjścia, jak zrezygnować z pionierki i wtedy dziewczyna poczuła, że ma matkę. Ich relacje były bardzo poprawne, czasem chodziła z nią na zebrania, ale były to sporadyczne wyjścia. Wolała siedzieć w domu i czytać książki, albo z ojcem grać w warcaby.
Matka ją nigdy nie zabierała na siłę, chyba się bała, tego wstydu jaki może jej zrobić nieobliczalna córka.

cdn
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 02 Styczeń, 2017, 18:32

cd


   Wyszła za mąż dość wcześnie, wyprowadziła się do męża, urodziła dwie córki. Kilka lat temu po długiej chorobie zmarł ojciec, matka osoba bardzo zajęta, została przytłoczona nadmiarem wolnego czasu. Wnuczki były na tyle duże, że nie potrzebowały już jej opieki. A więc znów rzuciła się w wir głoszenia. Były dni, że jak wychodziła rano, wracała późnym wieczorem. Mimo podeszłego wieku, głosiła więcej niż niejeden młody pionier.
Pewnego dnia córki  Asi powiedziały, że babcia gada od rzeczy. Myślała, że im wciska jakieś religijne  mądrości i stąd takie zwroty. Jednak nie, ona naprawdę zaczynała mówić od rzeczy. Poszły do lekarza, po wnikliwych badaniach zalecono odpoczynek. Kobieta jest bardzo przemęczona, za dużo pracuje, nie można starszych ludzi tak wykorzystywać...skwitował lekarz. Asi było przykro i głupio, ale co miała powiedzieć, że matka sama? Przemilczała i obiecała zadbać o matkę. Poszła do jednego ze starszych, poprosiła aby matce przetłumaczył, że ma o siebie zadbać, żeby tyle nie głosiła. Ten ją prawie wyśmiał....jak pani sobie wyobraża, ja mam komuś głoszenia odmawiać, mam na siebie brać taki grzech?

A więc kobieta dalej głosiła, aż do momentu  gdy w czasie służby zaczęła opowiadać jakieś niedorzeczności i nikt z nią nie chciał chodzić w parze. Wtedy jej się przyjrzeli i zabronili głoszenia...nie że dbają o jej zdrowie, ale wywalili prosto z grubej rury...przynosisz wstyd organizacji.
Kobieta się załamała, nie brała leków, nie jadła, nie chciała z nikim rozmawiać. Straciła sens swojego życia.
Córka na kolanach prosiła matkę aby zaczęła o siebie dbać, zagroziła szpitalem i kaftanem jeśli nie zacznie przyjmować leków. Zostawiła matkę pod opieką męża, a sama poszła po pomoc do lekarza. Opowiedziała z detalami skąd jej przemęczenie, a że teraz popadła w jakiegoś doła. Zapisał lek i kazał podawać, a jak trochę się w sobie zbierze, kazał ją przyprowadzić do przychodni. Po tygodniu matka zgodziła się iść do lekarza, po skończonej wizycie poszły na bardzo długi space. Wtedy właśnie matka powiedziała córce, ja ją potraktowali starsi. Asi najgorsze bluzki cisnęły się na usta, ledwo zdołała się powstrzymać. Opanowała się i zapytała matki....to kto wtedy był u ciebie?
Dowiedziała się kto, obu panów dobrze znała. Jeden był jej rówieśnikiem, drugi dużo starszym ważniakiem w zborze.
Gdy wróciły do mieszkania matki, zastały tam męża Asi i córki, którzy czekali na nie z obiadem. Gdy tylko zjedli,
powiedziała do wszystkich, że musi coś załatwić jeszcze i wyszła.

Pojechała najpierw do starszego z mężczyzn. Zadzwoniła, drzwi otworzyła jego żona, na pytanie czy jest w domu....odpowiedziała, że tak ale prowadzi studium z zainteresowanymi, ale zaraz będą kończyć, jak chce może poczekać. To jej było na rękę, weszła do pokoju gdzie odbywało się spotkanie, usiadła z boku i czekała na koniec.
Gdy padło sakramentalne amen wstała i zwróciła się do dwójki starszych ludzi....wiecie państwo co wam powie ten facet jak już nie będzie mogli głosić? Że przynosicie wstyd organizacji, bo jesteście starzy i niepoczytalni. Moja matka całe życie poświęciła na głoszenie, a teraz jak jest chora i stara, to jest dla nich wstydem. I tak wygląda miłość do bliźniego? Tak wygląda prawdziwa i właściwa religia?  Jeśli Bóg popiera takie postępowanie, to ja nie chcę mieć z nim  nic wspólnego.
Próbował ją wyprowadzić z pokoju, ale nim nie wyrzuciła wszystkiego z siebie, nie był w stanie.  Nawet nie zauważyła, jak zainteresowani wymknęli się z pokoju. Wtedy wyszła sama i udała się do drugiego z mężczyzn.

Nie dotarła pod wyznaczony adres, spotkała go na przystanku w towarzystwie dwóch mężczyzn, wracał z pracy.
Podeszła i bez owijania w bawełnę zapytała...byłeś z X...u mojej matki prawda? Nie zaprzeczał. Powiedzieliście, że ma nie głosić, bo wstyd organizacji przynosi, tak? Usłyszała.....dziwisz się, wiesz jakie ona brednie opowiada, powinnaś ją trzymać w domu, a nie do ludzi puszczać.A w ogóle co z ciebie za córka?  Asia spojrzała na jednego mężczyznę, później na drugiego,obaj uważnie się  przysłuchiwali. Odsunęła szalik ze swoich ust i plunęła swojemu rozmówcy w twarz. Na odchodne dodała...życzę ci aby za 40 lat ktoś ciebie tak samo potraktował.
Wróciła do domu w znakomitym nastroju, na pytania rodziny skąd ta radość? Odp....a poprawiłam sobie humor małą wycieczką.

Pracodawca poszedł jej na rękę i mogła pracować w domu, przeprowadzili się do mieszkania matki. Tak jak lekarz zalecił, aby starego drzewa nie przesadzać. Pozbawione korzeni szybciej uschnie. Zaś pozostawione na miejscu, dobrze pielęgnowane jeszcze pięknie zakwitnie. Mieszkanie było duże, a więc miejsca dla wszystkich starczyło.
Matka wróciła w pewnym stopniu do formy, ale czasem ją nachodzi na głoszenie i wtedy chce wychodzić z domu. Wówczas Asia ubiera się z nią i idą do pobliskiego parku, gdzie jest dużo ludzi. Tam sobie spacerują, czasem jak matka do kogoś podchodzi i zaczyna rozmawiać, córka mruga porozumiewawczo i każda z zaczepionych osób poświęca im chwilkę, na koniec kobieta wciska im w rękę jakąś reklamę, które ma poupychane po kieszeniach.
 
Chodzą  tam od jakiegoś czasu, większość ludzi znają z widzenia i niektórzy wiedzą co się przytrafiło jej matce.
Jeszcze nikt jej nie zignorował, każdy udaje , że słucha, potakuje głową, a za podaną reklamę dziękuje. Wracają do domu i  kobieta jest taka zadowolona, spełniona, funkcjonuje całkiem normalnie. Do następnego razu....
Asia mówiła, że jak tylko sytuacja na to pozwala, każdemu bardzo dziękuje za wyrozumiałość i cierpliwość.
Jest tak bardzo wdzięczna tym obcym ludziom, że nie da się tego opisać słowami.

Sporadycznie kobieta ma chęć na zebranie. Ubiera się i chce wychodzić. Wtedy Asia zabiera ją do kina, do teatru, nieważne na co: spektakl, film, bajka dla dzieci ....byle byli ludzie i było co oglądać. Ostatnio nawet poszły do pobliskiej szkoły na jasełka, też wyszła zadowolona.
Asia mówi...wiesz, czuję się jakbym miała trzy córki. Dwie nastolatki i jedną kilkuletnią, która wymaga najwięcej opieki.

A najbardziej wścieka się na organizację, że wycisnęli matkę jak cytrynę, a gdy okazała się bez wartości brutalnie się na nią wypięli. Nie ona jedna, takich przypadków jest więcej, tylko ilu z nich chce się z tym obnosić.............
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Exodus w 02 Styczeń, 2017, 23:22

A najbardziej wścieka się na organizację, że wycisnęli matkę jak cytrynę, a gdy okazała się bez wartości brutalnie się na nią wypięli. Nie ona jedna, takich przypadków jest więcej, tylko ilu z nich chce się z tym obnosić.............

                     
                     No właśnie ! Tylko kto chciałby się z tym obnosić ?
     
   Domyślam się wraz z żoną, że nie jest to proces starczy, lecz proces choroby otępiennej (obyśmy się mylili)
          Podobnie było z żony Mamą. A współwyznawcy ze zboru wręcz prześcigali się w niesieniu pomocy.   Pchali się drzwiami i oknami Oczywiście w cudzysłowie. 

  Ps.
      Drodzy goście, czytelnicy ! Nie idźcie tą drogą !  Nawet nie próbujcie wchodzić na jej ścieżkę !    
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 03 Styczeń, 2017, 19:41
                     
                     No właśnie ! Tylko kto chciałby się z tym obnosić ?
     
   Domyślam się wraz z żoną, że nie jest to proces starczy, lecz proces choroby otępiennej (obyśmy się mylili)
          Podobnie było z żony Mamą. A współwyznawcy ze zboru wręcz prześcigali się w niesieniu pomocy.   Pchali się drzwiami i oknami Oczywiście w cudzysłowie. 

  Ps.
      Drodzy goście, czytelnicy ! Nie idźcie tą drogą !  Nawet nie próbujcie wchodzić na jej ścieżkę !    

  Ano chyba nikt, bo jak się tu przyznać, że to do czego tak bardzo się namawiało przez lata, wierzyło, propagowało jest  czymś całkiem innym?  Jak na to nie patrzeć człowiek wychodzi na oszusta lub naiwniaka.
I do tego wstyd się przyznać, bo to życiowy błąd. Jednak bardziej chyba boli to odrzucenie, niejednokrotnie pogarda i ignorancja. A przecież wiele osób liczyło na to, że na starość będzie miało oparcie w braciach.

Nie wiem czy to choroba czy proces starczy, nie śmiałam pytać. Z tego co się orientuję to kobieta ma około 80 lat.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Exodus w 04 Styczeń, 2017, 23:10
 Piękny wiek. Oby jak najdłużej i jak najwięcej było dobrych dni, w których umysł mamy Pani Asi będzie dobrze funkcjonować.
 Komuś, kto tak długo i gorliwie pielęgnował chrześcijańskie zwyczaje zostaje to w świadomości mimo niedyspozycji umysłu.
 Znamy to z własnego doświadczenia. ( choroba żony mamy )

 Ps.
 Wytrwałości życzymy Pani Asi i wielu życzliwych ludzi tam, gdzie razem spacerują.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 05 Styczeń, 2017, 15:07
Piękny wiek. Oby jak najdłużej i jak najwięcej było dobrych dni, w których umysł mamy Pani Asi będzie dobrze funkcjonować.
 Komuś, kto tak długo i gorliwie pielęgnował chrześcijańskie zwyczaje zostaje to w świadomości mimo niedyspozycji umysłu.
 Znamy to z własnego doświadczenia. ( choroba żony mamy )

 Ps.
 Wytrwałości życzymy Pani Asi i wielu życzliwych ludzi tam, gdzie razem spacerują.

  Ktoś kto całe życie przesiedział w organizacji, jeszcze tak jak ona głosił bardzo, bardzo dużo, nie oszukujmy się, a tylko strażnicowe mądrości w głowie. Cała reszta została wyparta do minimum. To było życie, miłość, hobby tej kobiety.
I wcale się nie dziwię, że tylko to jej w głowie, tego pragnie i do tego dąży.

Asia się boi, że kiedyś ludzie zaczną przed nimi uciekać i co wtedy? Też tak może być, jednak jej powiedziałam, że nawet jeśli kilka osób zacznie się migać, to na pewno znajdą się tacy, którzy okażą zrozumienie i zechcą poświecić chwilkę tej biednej kobiecie.

Gdy o swoich obawach powiedziała swoim córkom, oznajmiły ...nie martw się mamo, wtedy umówimy się z naszymi znajomymi w parku i będą się kręcić koło babci aby ją ucieszyć. Oni widzą że babcia jest chora, na pewno nie odmówią.
Są to młodzi ludzie, wolontariusze ze schroniska dla zwierząt i jakiejś grupy, która ,,adoptuje" dzieci z różnych rodzin i pomaga im odrabiać lekcje, lub zajmują się nimi gdy np muszą same zostać w domu.

Okazuje się, że nie wszyscy są źli i odwracają się od potrzebujących.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 05 Styczeń, 2017, 19:57
  Ktoś kto całe życie przesiedział w organizacji, jeszcze tak jak ona głosił bardzo, bardzo dużo, nie oszukujmy się, a tylko strażnicowe mądrości w głowie. Cała reszta została wyparta do minimum. To było życie, miłość, hobby tej kobiety.
I wcale się nie dziwię, że tylko to jej w głowie, tego pragnie i do tego dąży.

Asia się boi, że kiedyś ludzie zaczną przed nimi uciekać i co wtedy? Też tak może być, jednak jej powiedziałam, że nawet jeśli kilka osób zacznie się migać, to na pewno znajdą się tacy, którzy okażą zrozumienie i zechcą poświecić chwilkę tej biednej kobiecie.

Gdy o swoich obawach powiedziała swoim córkom, oznajmiły ...nie martw się mamo, wtedy umówimy się z naszymi znajomymi w parku i będą się kręcić koło babci aby ją ucieszyć. Oni widzą że babcia jest chora, na pewno nie odmówią.
Są to młodzi ludzie, wolontariusze ze schroniska dla zwierząt i jakiejś grupy, która ,,adoptuje" dzieci z różnych rodzin i pomaga im odrabiać lekcje, lub zajmują się nimi gdy np muszą same zostać w domu.

Okazuje się, że nie wszyscy są źli i odwracają się od potrzebujących.

Piękne jest to co piszesz, co wymyśliły córki Asi. Niesamowite że są tacy ludzie, jak sie okazuje, większość młodych nie jest tak zepsuta i zdemoralizowani jak to niektórzy chcą nakreślić  :-\
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 05 Styczeń, 2017, 20:03
Adam i Ada


   Wreszcie jesteście, ile można na was czekać? Musicie się tak znęcać nad starym ojcem? Ada chwyciła brata za rękę i szepnęła, ale mam pietra. Pan mecenas chciał czekać w samochodzie, aby nie przeszkadzać. Rodzeństwo jednak nalegało, aby z nimi wszedł, Ada miała nadzieję, że przy kimś obcym ojciec się powstrzyma. Znała go bardzo dobrze, spokojny, cierpliwy, chodząca dobroć, ale jak się wściekł, to uciekaj kto zdrów.

Wszyscy weszli do domu, ostatni wszedł ojciec, stanął w drzwiach pokoju. Nie zważał na obecność mecenasa, obcego mężczyzny, zmarszczył czoło i powiedział...Adaaa jak mogłaś?!
Zapadła cisza, widać było, że córka nie wie co powiedzieć, nie wie jak zacząć, jak wybrnąć z tej rozmowy, która była nieunikniona. Już Adam chciał zabrać głos w sprawie, ale zdążyła wstać, zrobiła kilka kroków w stronę ojca. Podeszła na tyle blisko, aby móc go wziąć za rękę, jednak ojciec ją cofnął.

Ze łzami w oczach powiedziała tatku....wtedy ojciec ją objął, przytulił i ponownie powiedział...jak mogłaś mi o niczym nie powiedzieć? Przecież jakbym wiedział ani dnia więcej byś nie mieszkała z tym draniem. Adam patrzył na dwójkę bardzo bliskich mu ludzi i zobaczył bardzo znajomy widok. Siebie sprzed kilku miesięcy jak odnalazł ojca. Tak samo go przytulał i tak samo płakał, jak teraz. Nawet mecenas, osoba, która niejedno widziała, otarł łzę.

Okazało się, że Krysia choć obiecała, że będzie milczeć, opowiedziała wszystko. Podobno nie miała wyjścia, jak wujek pociskał co z Adą i nie chciała zdradzić szczegółów. To ciotka  nie dała się spławić danym słowem i wsparła brata mówiąc do córki...Kryśka, bo jak ci trzepnę w dupsko to zaraz ci się język rozwiąże. Teraz to brzmiało śmiesznie, ale na te słowa, dorosła kobieta, nie potrafiła się sprzeciwić. Szacunek i respekt przed kochającą matką mieli od zawsze.

Ona im nakreśliła co i jak, niby coś wiedzieli, ale to ani ojca, ani też ciotki nic, nic nie uspokoiło. Wręcz przeciwne, mężczyzna chciał iść rozprawić się z hardym zięciem. Jednak rozsądna siostra mu zabroniła, wręcz zakazała cokolwiek robić, nim nie porozmawia z Adą.
I tu adwokat bardzo pochwalił kobietę, za rozsądek. Posiedzieli, pogadali o tym, co planują, czego można się spodziewać.

Ojciec wstał, przeprosił i poszedł do swojego pokoju. Po chwili wrócił, stanął między swoimi dziećmi, trzymając w ręce jakąś kopertę i zaczął. Moje drogie dzieci, mieliście to dostać po mojej śmierci, ale uznałem, że nie ma co czekać. Teraz jest na to dużo lepsza pora, macie to dla was. Wyciągnął w ich kierunku rękę z kopertą. Ani jedno nie kwapiło się do tego, aby ją wziąć, Ada spojrzała na brata i powiedziała...bierz, jesteś starszy.

Adam nieśmiało przejął to, co ojciec miał w dłoni. Nie wiedział co dalej, czy ma zajrzeć do środka, czy nie?
Wszystkie oczy były skupione na nim, spojrzał na siostrę, wzruszyła ramionami. Ojciec zajmując swoje miejsce powiedział...zajrzyj synu do środka, zajrzyj.
Otworzył kopertę, w środku znajdowała się złożona kartka papieru, wyjął ją delikatnie, rozłożył i zaczął czytać, przysuwając się lekko do siostry. Po chwili spojrzeli na siebie, a później na ojca. Mężczyzna się uśmiechnął i zapytał...co się tak na mnie patrzycie? Tato, odezwał się Adam, tu jest...
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 05 Styczeń, 2017, 20:46
Czytając i NiepokornaHadra ocierała łzy, płynące strumieniami.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 05 Styczeń, 2017, 20:52
Czytając i NiepokornaHadra ocierała łzy, płynące strumieniami.

 Biedna wiedziała, że wszystko się musi dobrze skończyć, inaczej być nie mogło. A jedna za każdym razem, tak samo mocno przeżywała wszystko, razem z rodziną, jakby była częścią niej.  :-*
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 06 Styczeń, 2017, 10:56
Piękne jest to co piszesz, co wymyśliły córki Asi. Niesamowite że są tacy ludzie, jak sie okazuje, większość młodych nie jest tak zepsuta i zdemoralizowani jak to niektórzy chcą nakreślić  :-\

  Zgadza się, są godni pochwały. Asia nie ma co się bać o córki, jak one się obracają w takim towarzystwie.

A kto najbardziej psioczy na młodzież, zwłaszcza tą ze świata.....to wiemy doskonale. Tak w tym przypadku, jak i w wielu innych sprawach, sztucznie rozdmuchują problem, byle zastraszyć, nastraszyć  ludzi.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 07 Styczeń, 2017, 20:22

Adam i Ada


   Adam z Adą patrzyli na kartkę i nie dowierzali, że ich skromny ojciec chce im podarować coś takiego. Pytania same się mnożyły w ich głowach, jednak bali się pytać ojca o szczegóły. Ada szepnęła do brata, uszczypnij mnie, że to nie jest sen.
Ojciec zaczął się śmiać, zwrócił się do mecenasa, widzi pan, jak ich zatkało? Ja nie poznaję swojej córki, przecież ona zawsze miała tysiąc pytań na minutę, a tu cisza.
Wtedy Adam podał papier znajomemu mówiąc....sam zobacz. Prawnik przeczytał i skwitował krótko...grubo, a nawet bardzo grubo, ale może być jeszcze grubiej, trzeba to tylko dobrze rozegrać i za długo nie zwlekać, tylko to sfinalizować.

I teraz wszyscy byli zdziwieni, myśleli że ta suma to już koniec, a tu niespodzianka.  Gość się znał i na pewno wiedział co mówi. Zwrócił się do starszego pana, tylko z tego, co wiem od Adama, pan ma jeszcze dwójkę innych dzieci? Mężczyzna posmutniał, odpowiedział ...tak mam, ale jakbym ich nie miał. Nieraz próbowałem nawiązać z nimi kontakt, jak jeszcze mieszkali z matką. Najpierw uciekali, później pyskowali na mnie, że nie chcą znać takiego ojca, a gdy byli już dorośli zwyczajnie przegonili.

Kiedyś zajechałem z prezentami, słodyczami i różnymi drobiazgami, chciałem dać córce, wzięła. A później wysypała na środek klatki, po twarzy mężczyzny spływały łzy. Innym razem prawie zepchnęli mnie ze schodów, zwymyślali od najgorszych, nie patrzyli na moje kalectwo, nie robiło to na nich wrażenia. Nigdy się też nie zapytali co mi się stało. Pan pyta, czy mam jakieś inne dzieci? Na papierze tak, ale tylko i wyłącznie tak.
Panie Adamie, odezwał się mecenas...i o ten papier chodzi, a z własnego doświadczenia wiem, że jak chodzi o pieniądze, duże pieniądze, mało kto się powstrzyma. Z tego, co pan powiedział, to bardzo waleczni ludzie, mogą nie mieć skrupułów.

Trzeba to tak załatwić, aby  nikt nie mógł podważyć ani się też czegoś domagać.
Wtedy odezwał się Adam.... Jacek to my cię angażujemy, abyś się zajął dla nas tą sprawą. Wszystkim ten pomysł się bardzo spodobał. Mecenas poprosił o akt własności ziemi oraz aby podpisano mu pełnomocnictwo w sprawie, w końcu miał rozmawiać z przedstawicielami dużej sieci marketów. Budowali duży obiekt z całym zapleczem, stacją paliw, parkingiem itd. Kupili już wszystkie działki, zostało tylko kilka hektarów Władysława. Na jego ziemi miała powstać droga dojazdowa i parking. To była ziemia po  rodzicach, dostali po połowie on i siostra.

Kilkanaście lat temu, siostra miała problemy finansowe i postanowiła swoją część sprzedać, chętnych nie było, a mężczyźnie żal było rozdrabniać taki ładny kawałek ziemi. Początkowo nie chciała sprzedać, wolałaby mu dać, ale w końcu się dogadali i Władysław został właścicielem całości. Ziemia przez długie lata leżała sobie odłogiem, mężczyzna wiedział, że kiedyś przyjdzie ktoś, kto wiele za nią zapłaci. Początkowo zaoferowano mu śmieszną sumę, nie zgodził się, wiedział, że jest wata więcej. Gdy wykupili wszystko od sąsiadów, tylko on jeden blokował im prace. Podnieśli stawkę, nadal uważał, że to mało, orientował się w cenach, wiedział, że te ich okazje, to czysty wyzysk. Jednak dalej bał się negocjować, mówili do niego językiem prawniczym, którego nie do końca był świadom. Chciał dać dzieciom czysty pieniądz, ale nie wyszło.
Dał im ostatnią propozycję, jaką otrzymał i powiedział....ile wywalczycie to wasze, mnie pieniądze nie są potrzebne. Ty Ada zaczynasz od nowa, a Adaś całe życie ode mnie nic nie dostał, niech choć na koniec ma pamiątkę po starym ojcu.

Oboje podeszli do ojca i mocno się do niego przytulili, on zaś ich objął i każde po ojcowsku pocałował w czoło. Widok był bardzo wzruszający, mecenas się zaśmiał...eh muszę z wami mniej podróżować, zbyt wiele emocji. I wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku, że ten rok będzie spokojny i rodzinny. Nikt się nie spodziewał, jaką niespodziankę i ile jeszcze emocji szykuje im życie....
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 08 Styczeń, 2017, 19:46
Z utęsknieniem czekam na kolejna część, emocje.
Jak czytałam jak rodzeństwo Adama zachowało się względem ojca to az sama ręka mi chodziła zeby walnąc w ten głupi czerep, normalnie to jest poza moim wyobrażeniem jak dziecko może się zachowac względem rodzica. Wiem że kazdy musi sobie zasłużyć na szacunek. Przez to w jaki sposób traktujemy innych pokazujemy na jaki szacunek zasługujemy. To jakimi jestesmy ludźmi i jaką kulturę posiadamy.
Jak rodzeństwo jest miłe, pokazali po pogrzebie matki, jak upomnieli się o mieszkanie, normalnie trafia cos na miejscu  :-\
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 09 Styczeń, 2017, 20:03
Z utęsknieniem czekam na kolejna część, emocje.
Jak czytałam jak rodzeństwo Adama zachowało się względem ojca to az sama ręka mi chodziła zeby walnąc w ten głupi czerep, normalnie to jest poza moim wyobrażeniem jak dziecko może się zachowac względem rodzica. Wiem że kazdy musi sobie zasłużyć na szacunek. Przez to w jaki sposób traktujemy innych pokazujemy na jaki szacunek zasługujemy. To jakimi jestesmy ludźmi i jaką kulturę posiadamy.
Jak rodzeństwo jest miłe, pokazali po pogrzebie matki, jak upomnieli się o mieszkanie, normalnie trafia cos na miejscu  :-\

  Zgadzam się z Tobą, na wszystko trzeba sobie zapracować. Tylko tak już bywa w życiu, że ci co najmniej zapracowali na szacunek, są najbardziej roszczeniowi.....bo im się należy.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Yvonna w 09 Styczeń, 2017, 20:49
żebym miała  troche czasu wiecej też chętnie bym opisała wiele ciekawych historii których świadkiem byłam ,które przeyżyłam  TAZŁA pięknie Ci to wyszło :-)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 09 Styczeń, 2017, 21:49
  Zgadzam się z Tobą, na wszystko trzeba sobie zapracować. Tylko tak już bywa w życiu, że ci co najmniej zapracowali na szacunek, są najbardziej roszczeniowi.....bo im się należy.

Dokładnie, nic nie daje od siebie, a roszczenia nie z tej planety, jak to moja babcia mawia 'wyzej sr*, niż dup* ma'  ;D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 10 Styczeń, 2017, 17:57
żebym miała  troche czasu wiecej też chętnie bym opisała wiele ciekawych historii których świadkiem byłam ,które przeyżyłam  TAZŁA pięknie Ci to wyszło :-)
 
    Dziękuję :)
Też go nie mam za wiele, jednak są historie, których nie można przemilczeć. Są tak tragiczne, a zarazem pouczające, iż nie można ich trzymać tylko dla siebie. Jeśli choć jedna osoba po przeczytaniu  zastanowi się....w co wdepnęła i jakie to za sobą niesie konsekwencje, to ani przez chwilę nie żałuję zarwanych nocy.

Dokładnie, nic nie daje od siebie, a roszczenia nie z tej planety, jak to moja babcia mawia 'wyzej sr*, niż dup* ma'  ;D

 Moja mówiła...........niż dziurę ma.  ;D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 11 Styczeń, 2017, 18:23
Adam i Ada


     Wszystko układało się bardzo dobrze, mecenas zajął się sprawami Ady, a także ich wspólną działką. Dużo na ten temat rozmawiali, zgodnie stwierdzili, że z pozyskanej kwoty, część przeznaczą na leczenie ojca. A to, co zostanie podzielą między siebie. Była szansa na jego wyleczenie, wszystko rozbijało się pieniądze, teraz mieli szanse je zdobyć i wyleczyć ojca. Ada zaczęła coraz częściej wspominać o wynajęciu jakiegoś mieszkania, choć jej było bardzo dobrze u brata, ale nie chciała być ciężarem. Miała świadomość tego, że dom do ich przyjazdu był oazą spokoju, z jej urwisami, które bardzo odżyły, tętnił życiem, a nie każdy to lubi. Adam protestował, a Halinka ją rozumiała, że chciała się poczuć u siebie, być panią w swoim domu, a nie wiecznym gościem. Że czasem może mieć ochotę usiąść z nogami na stole, a tu jej nie wypada. Było mieszkanie po matce, ale ono było za daleko, a więc odpadało. Dzieciaki były małe, Ada czasem będzie potrzebowała pomocy, tu Emilka czy jej rodzice mogli być pomocni. Na drugim końcu miasta, byłoby gorzej. Nie zostało nic, jak tylko rozejrzeć się, popytać znajomych, może ktoś coś ma lub wie. Na taką debatę trafiła kiedyś mama Halinki, zgodziła się z nimi, że musi mieć blisko, aby można jej było pomóc. I ona by chyba coś miała, ale nic nie chciała więcej powiedzieć, póki się nie upewni.

Po zjedzonym obiedzie dzieci zajęły się sobą, żona tłumaczeniem, a Adam wziął siostrę za rękę i powiedział....a my chodźmy na długi spacer, coś mi obiecałaś opowiedzieć. I choć Ada od zawsze marzyła o takim spacerze ze swoim bratem, to świadomość powrotu do przeszłości, studziła jej zapał do tej wyprawy. Jednak obiecała Adamowi, że mu opowie i słowa miała zamiar dotrzymać. Szli dłuższą chwilę, rozmawiając o mieszkaniu, aż padło to, czego Ada się obawiała...to opowiadaj siostra, co to kiedyś nabroiłaś, a później ojcu przysięgałaś, że nigdy więcej. Kobieta zrobiła głęboki wdech i zaczęła....

Byłam na studiach, w domu się nie przelewało, dorabiałam sobie w markecie na wykładaniu towaru po nocach. Była tam też dziewczyna, która nie uczyła się, nie miała rodziny, nie pracowała w innej pracy, a na pytania, czemu dorabia nocami, odpowiadała.... w dzień mam inne zajęcia. Bardziej dociekliwe pytania ciekawskich zbywała, Ada jej nie dopytywała, nie chciała mówić, jej prawo. To też chyba wpłynęło na to, że coraz częściej, chciała być z nią w parze. Dziewczyna była sympatyczna, rozmowna, dobrze im się razem pracowało. Pewnej nocy sama zagadała...a ty Ada nie jesteś ciekawa czym jestem zajęta w dzień? Ciekawa jestem, odparła dziewczyna, ale nie chciałaś mówić, więc szanuję to. Widzisz ja w dzień ........
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: wspaniale w 11 Styczeń, 2017, 22:08
... głoszę dobrą nowinę o królestwie ...

idę o ciasto fasolowe ;)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 12 Styczeń, 2017, 18:22
... głoszę dobrą nowinę o królestwie ...

idę o ciasto fasolowe ;)

  Już dzwonię do mojego osobistego cukiernika, niech piecze. :D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 12 Styczeń, 2017, 19:56
nie błagam nie, pilnmowanie stojaka? to by była przesada  :-\
Blagam nie trzymaj nas w niepewności, chcesz żebym noze zarywała z niepewnoći, juz n ie mam paznokci do obgryzania  ;D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 12 Styczeń, 2017, 22:51
Ciekawa jestem, odparła dziewczyna, ale nie chciałaś mówić, więc szanuję to. Widzisz ja w dzień ........

Tazła myślę, że śmiało możesz zarabiać na życie jako scenarzysta tasiemcowego serialu :)
Kiedyś słyszałam taką definicję, że serial to taki film, w którym, gdy pistolet wystrzeli w pierwszym odcinku, to kula dolatuje dopiero w 47  ;D ;D ;D
A Twoja kula ma teraz przerwę na reklamy  ;D ;D ;D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 13 Styczeń, 2017, 09:38
nie błagam nie, pilnmowanie stojaka? to by była przesada  :-\
Blagam nie trzymaj nas w niepewności, chcesz żebym noze zarywała z niepewnoći, juz n ie mam paznokci do obgryzania  ;D

Kwiatuszku kochany...cierpliwości, aż tak żeby przy stojaku nie, ale bliskoooooo


Tazła myślę, że śmiało możesz zarabiać na życie jako scenarzysta tasiemcowego serialu :)
Kiedyś słyszałam taką definicję, że serial to taki film, w którym, gdy pistolet wystrzeli w pierwszym odcinku, to kula dolatuje dopiero w 47  ;D ;D ;D
A Twoja kula ma teraz przerwę na reklamy  ;D ;D ;D

 Wiesz co....może to myśl, aby się przebranżowić. :D Robiłabym to co lubię, pisała sobie i jeszcze zarabiał, praca która sprawia przyjemność, to żadna praca, to relaks. :D

Jednak swoją drogą, tak sobie nieskromnie myślę, gdybym była świadkiem i bym ludziom zaczęła sprzedawać te sielskie perspektywy, a bym je trochę po swojemu ukwieciła...ale bym werbowała, normalnie hurtem.
Oni nie wiedzą co stracili. :-\ ;D ;D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 13 Styczeń, 2017, 19:54

Adam i Ada

      Widzisz, ja w dzień jestem pionierką. Nie bardzo wiedziałam, o co chodzi, zapytałam ją ...a co to znaczy? Jestem świadkiem Jehowy, a pionier to ktoś, kto zajmuje się głoszeniem.
Dobrze nam się razem pracowało i to mi wystarczyło, nie przeszkadzało mi kim jest, choć na naszego ojca działali jak płachta na byka. Z biegiem czasu, zaczęła coraz więcej mówić o swojej religii, w co wierzą, jakie zasady wyznają, jakie perspektywy mają ludzie będący świadkami Jehowy.

Minęło trochę czasu, przyniosła mi jakieś kolorowe czasopismo mówiąc....to prezent dla ciebie.
Byłam zdziwiona, jaki prezent? Wyjaśniła, że mają taki gest i jak będę chciała więcej poczytać, albo porozmawiać o czymś, co mnie interesuje, ona chętnie mi wszystko wyjaśni.
Po pewnym  czasie wciągnęła mnie w te swoje  pogadanki i sama nie wiedziałam kiedy, zaczęłam z nią dyskutować.
Aż pewnego dnia zaprosiła mnie, abym zobaczyła jak wygląda ich zebranie. Nie miałam co robić w niedzielne popołudnie, a więc się umówiłyśmy i poszłam. Byłam pod wrażeniem tych ludzi. Przywitali mnie jak najlepszą kuzynkę, byli serdeczni i mili. Wiele osób powtarzało, że się cieszą, iż przyszłam na ich spotkanie. Na koniec już nie byłam pod wrażeniem, byłam zszokowana, jak można traktować całkiem obcego człowieka.

Sama w dużym mieście, byłam głodna ciepła i przyjaznej atmosfery, tam ją spotkałam. Starsze panie, gdy się dowiedziały, że nie mam matki, zaczęły mnie zapraszać do siebie na obiady, dawały wałówki na wynos. Czułam się niezręcznie, ale wszyscy mnie przekonywali, że tak postępuje prawdziwy bliźni. Nie ukrywam, podobało mi się to i nawet nie zauważyłam jak zaczęłam chodzić na każde zebranie. Czułam się ważna, potrzebna, ktoś się mną interesował.
Nagle Ada się zatrzymała, szarpnęła brata za ręka, mówiąc...nie myśl Adaś, że ja się żalę na ojca, on był dla mnie bardzo dobry, starał się być matką i ojcem, najlepiej jak tylko umiał. Mnie jednak brakowało kobiety w życiu, tak do pogadania, pożalenia się czasem wypłakania. Pewnie, była też ciotka, ale ona miała swoje życie, swoje zmartwienia, nie chciałam jej obciążać.
Siostra odezwał się Adam, ja nic ci nie zarzucam, nie oceniam, opowiadaj dalej. Wziął ją pod rękę i poszli....

Wtedy nie mogłam uwierzyć w szczęście, jakie mnie spotkało. Pewnej niedzieli moja koleżanka przyprowadziła jakiegoś mężczyzną, okazało się, że chcą mnie nauczyć czegoś więcej i prowadzić ze mną indywidualne nauczanie.
Zgodziłam się, nauki nigdy dość i tak się z nimi spotykałam w domu jednej pani. Zawsze czekała na mnie z ciepłym obiadem, później kawa jakieś ciasta, miłe rozmowy, bardzo fajne perspektywy na przyszłość. Wciągało mnie to wszystko tak bardzo, że zaczęłam mieć problemy na studiach. Gdy się podzieliłam moimi kłopotami z nauką na jednym ze spotkań, usłyszałam, że to, co razem z nimi robię ma sens. Cała reszta to niepotrzebne obciążanie umysłu i siebie, ponieważ można ten czas spożytkować dużo lepiej.

I gdybym nie obiecała ojcu, że skończę studia, że będę wykształcona, rzuciłabym naukę. On tak na mnie liczył, był ze mnie dumny, chwali się wszystkim moim indeksem, nie mogłam mu odebrać tej radości.
W takiej atmosferze dotrwałam do lata, gdy na wakacje wróciłam do domu, zauważyłam, że brakuje mi tych ludzi, tych spotkań i rozmów. Początkiem sierpnia miało być ogromne spotkanie, bardzo wiele mi  opowiadano, ile tam ludzi, jakie budujące wykłady i wszyscy tacy sami. Bez nałogów, wulgarnych słów i zachowań, tak jak będzie po armagedonie. Wszyscy byli bardzo podekscytowani, co udzielało się także i mnie. Postanowiłam sobie, że muszę tam być i nic mi nie przeszkodzi.

Ojcu powiedziałam, że umówiłam się ze znajomymi ze studiów i wyjeżdżam na kilka dni. O nic więcej nie pytał, dał mi jeszcze parę groszy, abym nie czuła się gorsza. I z tym czułam się podle ja go okłamałam, a on w nagrodę dał mi zastrzyk gotówki. Wiedziałam jak ich nie lubi, choć nie wiedziałam skąd taka ogromna niechęć, przecież nasz ojciec to spokojny, tolerancyjny człowiek.
Nadszedł wyczekiwany dzień, pojechałam. To wszystko było jak bajka, tysiące ludzi, wszyscy uśmiechnięci, zadowoleni, uprzejmi dla siebie. Bez względu na aurę, siedzieli, słuchali i nikt nie narzekał, gdy jednego dnia padał deszcz, zaś następnego mocno grzało słońce. Coś, co do tej pory wydawało mi się niemożliwe, tam zobaczyłam jako coś całkiem normalnego. Tak, chciałam tak żyć, też chciałam pewnego dnia wejść na stadion w kostiumie kąpielowym i zostać jedną z nich. Wracałam do domu i zastanawiałam się, jak o tym powiedzieć ojcu? Na pewno będzie się złościł, może nawet na mnie gniewał, ale to nic. Bracia mi powiedzieli, abym się nie poddawała, wszystkie przeciwności to tylko próba mojej wiary, jak bardzo jestem oddana Jehowie. A jeśli będę nieugięta, on mi pomoże wszystko przezwyciężyć.
Tak pozytywnie naładowana weszłam do domu ......
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 13 Styczeń, 2017, 21:37
Adam i Ada

      Widzisz, ja w dzień jestem pionierką. Nie bardzo wiedziałam, o co chodzi, zapytałam ją ...a co to znaczy? Jestem świadkiem Jehowy, a pionier to ktoś, kto zajmuje się głoszeniem.
Dobrze nam się razem pracowało i to mi wystarczyło, nie przeszkadzało mi kim jest, choć na naszego ojca działali jak płachta na byka. Z biegiem czasu, zaczęła coraz więcej mówić o swojej religii, w co wierzą, jakie zasady wyznają, jakie perspektywy mają ludzie będący świadkami Jehowy.

Minęło trochę czasu, przyniosła mi jakieś kolorowe czasopismo mówiąc....to prezent dla ciebie.
Byłam zdziwiona, jaki prezent? Wyjaśniła, że mają taki gest i jak będę chciała więcej poczytać, albo porozmawiać o czymś, co mnie interesuje, ona chętnie mi wszystko wyjaśni.
Po pewnym  czasie wciągnęła mnie w te swoje  pogadanki i sama nie wiedziałam kiedy, zaczęłam z nią dyskutować.
Aż pewnego dnia zaprosiła mnie, abym zobaczyła jak wygląda ich zebranie. Nie miałam co robić w niedzielne popołudnie, a więc się umówiłyśmy i poszłam. Byłam pod wrażeniem tych ludzi. Przywitali mnie jak najlepszą kuzynkę, byli serdeczni i mili. Wiele osób powtarzało, że się cieszą, iż przyszłam na ich spotkanie. Na koniec już nie byłam pod wrażeniem, byłam zszokowana, jak można traktować całkiem obcego człowieka.

Sama w dużym mieście, byłam głodna ciepła i przyjaznej atmosfery, tam ją spotkałam. Starsze panie, gdy się dowiedziały, że nie mam matki, zaczęły mnie zapraszać do siebie na obiady, dawały wałówki na wynos. Czułam się niezręcznie, ale wszyscy mnie przekonywali, że tak postępuje prawdziwy bliźni. Nie ukrywam, podobało mi się to i nawet nie zauważyłam jak zaczęłam chodzić na każde zebranie. Czułam się ważna, potrzebna, ktoś się mną interesował.
Nagle Ada się zatrzymała, szarpnęła brata za ręka, mówiąc...nie myśl Adaś, że ja się żalę na ojca, on był dla mnie bardzo dobry, starał się być matką i ojcem, najlepiej jak tylko umiał. Mnie jednak brakowało kobiety w życiu, tak do pogadania, pożalenia się czasem wypłakania. Pewnie, była też ciotka, ale ona miała swoje życie, swoje zmartwienia, nie chciałam jej obciążać.
Siostra odezwał się Adam, ja nic ci nie zarzucam, nie oceniam, opowiadaj dalej. Wziął ją pod rękę i poszli....

Wtedy nie mogłam uwierzyć w szczęście, jakie mnie spotkało. Pewnej niedzieli moja koleżanka przyprowadziła jakiegoś mężczyzną, okazało się, że chcą mnie nauczyć czegoś więcej i prowadzić ze mną indywidualne nauczanie.
Zgodziłam się, nauki nigdy dość i tak się z nimi spotykałam w domu jednej pani. Zawsze czekała na mnie z ciepłym obiadem, później kawa jakieś ciasta, miłe rozmowy, bardzo fajne perspektywy na przyszłość. Wciągało mnie to wszystko tak bardzo, że zaczęłam mieć problemy na studiach. Gdy się podzieliłam moimi kłopotami z nauką na jednym ze spotkań, usłyszałam, że to, co razem z nimi robię ma sens. Cała reszta to niepotrzebne obciążanie umysłu i siebie, ponieważ można ten czas spożytkować dużo lepiej.

I gdybym nie obiecała ojcu, że skończę studia, że będę wykształcona, rzuciłabym naukę. On tak na mnie liczył, był ze mnie dumny, chwali się wszystkim moim indeksem, nie mogłam mu odebrać tej radości.
W takiej atmosferze dotrwałam do lata, gdy na wakacje wróciłam do domu, zauważyłam, że brakuje mi tych ludzi, tych spotkań i rozmów. Początkiem sierpnia miało być ogromne spotkanie, bardzo wiele mi  opowiadano, ile tam ludzi, jakie budujące wykłady i wszyscy tacy sami. Bez nałogów, wulgarnych słów i zachowań, tak jak będzie po armagedonie. Wszyscy byli bardzo podekscytowani, co udzielało się także i mnie. Postanowiłam sobie, że muszę tam być i nic mi nie przeszkodzi.

Ojcu powiedziałam, że umówiłam się ze znajomymi ze studiów i wyjeżdżam na kilka dni. O nic więcej nie pytał, dał mi jeszcze parę groszy, abym nie czuła się gorsza. I z tym czułam się podle ja go okłamałam, a on w nagrodę dał mi zastrzyk gotówki. Wiedziałam jak ich nie lubi, choć nie wiedziałam skąd taka ogromna niechęć, przecież nasz ojciec to spokojny, tolerancyjny człowiek.
Nadszedł wyczekiwany dzień, pojechałam. To wszystko było jak bajka, tysiące ludzi, wszyscy uśmiechnięci, zadowoleni, uprzejmi dla siebie. Bez względu na aurę, siedzieli, słuchali i nikt nie narzekał, gdy jednego dnia padał deszcz, zaś następnego mocno grzało słońce. Coś, co do tej pory wydawało mi się niemożliwe, tam zobaczyłam jako coś całkiem normalnego. Tak, chciałam tak żyć, też chciałam pewnego dnia wejść na stadion w kostiumie kąpielowym i zostać jedną z nich. Wracałam do domu i zastanawiałam się, jak o tym powiedzieć ojcu? Na pewno będzie się złościł, może nawet na mnie gniewał, ale to nic. Bracia mi powiedzieli, abym się nie poddawała, wszystkie przeciwności to tylko próba mojej wiary, jak bardzo jestem oddana Jehowie. A jeśli będę nieugięta, on mi pomoże wszystko przezwyciężyć.
Tak pozytywnie naładowana weszłam do domu ......

Fajny tekst. Pomógł mi przypomnieć sobie co mnie przyciągnęło do Świadków.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 14 Styczeń, 2017, 19:15
Fajny tekst. Pomógł mi przypomnieć sobie co mnie przyciągnęło do Świadków.


  Dzięki.

Niestety wiele osób się na to nabiera, każdy ma swoje powody, jest w jakimś zakamarku życia, gdzie czuje się sam lub bezradny. I z tego świadkowie korzystają, na tym ich łapią.
Ada dorastała bez matki, to ją ujęły ciotki swoją troską i obiadkami. Niby to takie przyziemne, ale któż z nas nie lubi czuć się potrzebny, doceniony, ważny choć przez chwilę?
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 14 Styczeń, 2017, 23:28

  Dzięki.

Niestety wiele osób się na to nabiera, każdy ma swoje powody, jest w jakimś zakamarku życia, gdzie czuje się sam lub bezradny. I z tego świadkowie korzystają, na tym ich łapią.
Ada dorastała bez matki, to ją ujęły ciotki swoją troską i obiadkami. Niby to takie przyziemne, ale któż z nas nie lubi czuć się potrzebny, doceniony, ważny choć przez chwilę?

Dokładnie. Każdy z nas odczówa silną potrzebe akceptacji, wpływa to na naszą opiie o swojej wartości, jak siebie postrzegamy. Niby coś niewilekiego, a jednak.

Jak przeczytałam ze pionierowanie i podobało się na zgromadzeniu, to serce mi zamarło  :-\
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 17 Styczeń, 2017, 19:35
Dokładnie. Każdy z nas odczówa silną potrzebe akceptacji, wpływa to na naszą opiie o swojej wartości, jak siebie postrzegamy. Niby coś niewilekiego, a jednak.

Jak przeczytałam ze pionierowanie i podobało się na zgromadzeniu, to serce mi zamarło  :-\

  Ktoś kiedyś tu forum napisał, że...u świadków są sami życiowi popaprańcy. Bardzo mi się to nie podobało, bo nikt nie chce być uznawany lub nazywany popaprańcem.

Fakt, że większość z będących tam osób jest złapana na życiowym zakręcie. Żerują na tym, że ktoś przeżywa tragedię, bo zmaga się z jakąś chorobą lub kogoś stracił. Popadł w kłopoty lub jak Ada był głodny matczynej miłości.

I oni to cynicznie wykorzystują, obiecują  cuda wianki, dają poczucie bezpieczeństwa, troski, ogólne zainteresowanie.
Tylko tak naprawdę to wszystko jest krótkotrwałe i to łał nad nowicjuszem kończy się po kąpieli.
Później to on ma się zachwycać, troszczyć itd itp...nowym narybkiem i oby jak najwięcej.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 18 Styczeń, 2017, 19:40

Adam i Ada



           Tak pozytywnie nastawione weszłam do domu. Mimo późnej pory, ojciec na mnie czekał, uśmiechnął się do mnie i powiedział....wreszcie jesteś, a więc mogę iść spać. Widziałam, że jest w dobrym humorze, a więc to była odpowiednia chwila, aby z nim porozmawiać. Zdjęłam żakiet, zaczęłam ściągać buty, ojciec przechodząc obok, zatrzymał się,nim się rozebrałam, spytał....a co to jest? Wskazując na moją plakietkę, przypiętą do bluzki, o której całkiem zapomniałam.

Zaczęłam mówić...widzisz tato musimy pogadać. Jakby mnie nie słuchał i ponownie zapytał, jednak tym razem wskazując na mnie kulą....pytam co to jest? Odsunęłam się, widziałam jak jego twarz nabiera grymasu wściekłości, zaczął wymachiwać kulą, bałam się, że mnie uderzy.
Ja się odsuwałam, a on szedł za mną i zarzucał mnie pytaniami....co to jest, gdzie ty byłaś, z kim byłaś, co robiłaś?
Coraz bardziej wymachiwał kulami, chwilami miałam wrażenie, że się w ogóle nimi nie podpiera. Pierwszy raz w życiu się go bałam, tak naprawdę się bałam, nie znałam go takiego. Wściekły, krzyczący mocno gestykulujący, bez próby negocjacji czy jakiejkolwiek rozmowy.

Wiedziałam, że w tym dniu nie pogadamy, uciekłam do swojego pokoju na poddasze, tam nie dawał rady wejść.
Jeszcze dość długo słychać było jego krzyki, później bardzo długo świeciło się światło, a on sam chodził po pokoju.
Gdy wstałam rano, siedział przy stole w kuchni, tak samo ubrany, jego chapcie leżały tak samo rozrzucone po podłodze, jak wieczorem, to znaczyło, że nie poszedł spać.

Podeszłam i jak zawsze pocałowałam go w policzek mówiąc witaj tatku, nie zareagował. Po chwili powiedział...zjedz śniadanie i wyprowadź samochód. Zapytałam, po co i gdzie się wybiera? Usłyszałam, że wybieramy, bo chce mnie ratować, póki jest jeszcze co ratować. Nie bardzo rozumiałam, o co mu chodziło. Mnie ratować, przed czym ratować, gdzie w ogóle chce jechać? Jadłam śniadanie i zaczynałam się bać, kiedyś ojciec powiedział, że jakby trzeba było mnie ratować przed moją głupotą, zamknąłby mnie w klasztorze albo i w psychiatryku. Czy chciałby to zrobić naprawdę? Tylko dlaczego, za co? Za to, że chcę być lepsza, żyć lepiej, być bliżej Boga, chcę znać prawdę?

Zaczynałam przeciągać śniadanie, aby odwlec wyjazd, próbowałam też zagadywać ojca, ale on był jak skała.
Nie reagował na moje pytania, patrzył w okno i wyglądał jak nieobecny. Po chwili wstał, ubrał sweter i powiedział jedziemy. Nie miałam wyjścia, z wielkimi oporami wyprowadziłam auto i jechałam zgodnie z jego wskazówkami.
Po około trzydziestu minutach jazdy, kazał mi się zatrzymać przed.....
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Maro w 18 Styczeń, 2017, 21:47
(...kazal sie zatrzymac przed...  )    kurcze , ale przed czym?
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: yanco w 18 Styczeń, 2017, 21:52
(...kazal sie zatrzymac przed...  )    kurcze , ale przed czym?

Jak to przed czym ? niebawem się dowiesz cierpliwości. A swoją drogą to z tej Tazli niezły gagatek skoro naszą ciekawość i cierpliwość wystawia na taką próbę :) Nieźle napisane interesująco ,prosto, ciekawie i zrozumiale.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 18 Styczeń, 2017, 22:08
woa, taki ojciec to skarb <3 rewelacja że tak podchodzi do sprawy by ratowac córkę.


Mój tatusiek uważa że (zacytuję) 'lepiej nie nie wtrącać się nie warto, nie zrozumiesz, nie ogarniesz, nerwów napsujesz, nie przemówisz, niech robi co chce, a ja chcę w spokoju dożyć starości', mimo licznych błędów jakie popełniam wiem że zawsze mam wsparcie u taty :) Choć był bardzo niezadowolony że zostane ŚJ, to nawet przyjechał na mój chrzest i nagrał mi go, co było wówczas dla mnie bardzo ważne, a jak odchodziłam, to nie móił a nie móiłem, czy podobne, choc raz powiedział ze zawsze wiedział że oni sa dziwni, co czesto móił, że cos jest tam nie tak.

Każdy kochajacy ojciec chce jak najlepiej dla dziecka. Rewelacja jest jeśli działa wg charakteru dziecka. W wypadku Ady, po poprzednich częściach historii, widac ze trzeba mocno potrząsnąć Nią by sie opamiętała, czasem postawić pod ścianą. W moim wypadku to spowodowałoby bunt niesamowity. Miło się czyta że tak dobrze zna córkę.

Jak zwykle czekam na kolejna część  :-*
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 19 Styczeń, 2017, 10:03
(...kazal sie zatrzymac przed...  )    kurcze , ale przed czym?

.....oto jest pytanie.... :D

Jak to przed czym ? niebawem się dowiesz cierpliwości. A swoją drogą to z tej Tazli niezły gagatek skoro naszą ciekawość i cierpliwość wystawia na taką próbę :) Nieźle napisane interesująco ,prosto, ciekawie i zrozumiale.


  Pewnie, że się niedługo wyda gdzie..... :D
Dziękuję, aby trafić do ludzi, nie trzeba używać górnolotnych i efekciarskich zwrotów. Czytasz i wiesz, to najlepsza droga, a jak poczekasz dowiesz się jeszcze więcej. :D

woa, taki ojciec to skarb <3 rewelacja że tak podchodzi do sprawy by ratowac córkę.


Mój tatusiek uważa że (zacytuję) 'lepiej nie nie wtrącać się nie warto, nie zrozumiesz, nie ogarniesz, nerwów napsujesz, nie przemówisz, niech robi co chce, a ja chcę w spokoju dożyć starości', mimo licznych błędów jakie popełniam wiem że zawsze mam wsparcie u taty :) Choć był bardzo niezadowolony że zostane ŚJ, to nawet przyjechał na mój chrzest i nagrał mi go, co było wówczas dla mnie bardzo ważne, a jak odchodziłam, to nie móił a nie móiłem, czy podobne, choc raz powiedział ze zawsze wiedział że oni sa dziwni, co czesto móił, że cos jest tam nie tak.

Każdy kochajacy ojciec chce jak najlepiej dla dziecka. Rewelacja jest jeśli działa wg charakteru dziecka. W wypadku Ady, po poprzednich częściach historii, widac ze trzeba mocno potrząsnąć Nią by sie opamiętała, czasem postawić pod ścianą. W moim wypadku to spowodowałoby bunt niesamowity. Miło się czyta że tak dobrze zna córkę.

Jak zwykle czekam na kolejna część  :-*

 Można powiedzieć Twój tatuś to same plusy, pozwalał Ci wybrać, doświadczyć, przekonać się i odejść. Tylko czy takie umywanie rąk jest dobre? To chyba bardziej na zasadzie....róbcie co chcecie, bylebym miał spokój.
To jak małemu dziecku....pozwól się oparzyć, aby następny raz nie sięgało.  A nie lepiej usiąść....wytłumaczyć co się stanie, jak boli, albo pokazać ranę co się stanie....

Obiecuję niebawem dodać cd  :-*
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Maro w 19 Styczeń, 2017, 11:21
woa, taki ojciec to skarb <3 rewelacja że tak podchodzi do sprawy by ratowac córkę.



(...) , widac ze trzeba mocno potrząsnąć Nią by sie opamiętała, czasem postawić pod ścianą. W moim wypadku to spowodowałoby bunt niesamowity. Miło się czyta że tak dobrze zna córkę.

Jak zwykle czekam na kolejna część  :-*



Nie jestem taki do konca pewien czy w Twoim przypadku spowodowaloby to bunt.  Mysle, ze jesli czujesz ze rodzic naprawde Cie kocha, jest pelen milosci I troski do Ciebie , az.... tu nagle... taka reakcja to wydaje mi sie, ze postapilabys jak siostra Adama. Wydaje mi sie ze bunt rodzi raczej raczej w nas wtedy gdy jestsmy stlamszeni I odkrywamy , ze nam z tym zle wtedy wystarczy czasem iskra... ciekawe co inni o tym mysla?
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: dziewiatka w 19 Styczeń, 2017, 14:28
jestem niecierpliwy i jak jeszcze poczekam to mi żyłka pęknie .Tazła miej litość niezasłużoną i pisaj
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 19 Styczeń, 2017, 20:16
jestem niecierpliwy i jak jeszcze poczekam to mi żyłka pęknie .Tazła miej litość niezasłużoną i pisaj

 Dbaj o żyłkę, żeby nie było na mnie. :(  jutro będzie ciąg dalszy, obiecuję. :D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 19 Styczeń, 2017, 20:46
Można powiedzieć Twój tatuś to same plusy, pozwalał Ci wybrać, doświadczyć, przekonać się i odejść. Tylko czy takie umywanie rąk jest dobre? To chyba bardziej na zasadzie....róbcie co chcecie, bylebym miał spokój.
To jak małemu dziecku....pozwól się oparzyć, aby następny raz nie sięgało.  A nie lepiej usiąść....wytłumaczyć co się stanie, jak boli, albo pokazać ranę co się stanie....

Obiecuję niebawem dodać cd  :-*

Nie, niestety tak nie jest :/ moze i na szczęscie, najpierw to ja miałam tłumaczone co jest dobre, a co złe. gadaniny rózne zawsze były, takie ze oja, długie i nudne :P często rozmawialiśmy, ja przysłuchiwałam się rozmowom, pytwałam. Jak byłam dzieckiem to bardzo długo gadaliśmy i często. Juz w wkieju nastoletnim, zaczełam sie odsówac od rodziców, wczesniej pytałam ich o zdanie i jak i co robić, później juz nie, czasem były gadki, decydowałam się zrobić co kazali rodzice. A że widzieli moje niezadowolenie, widzieli ze umiem poniesć konsekwencje swoich decyzji, to zawsze mówili, moj wubór, oni zawsze mnie beda wspierać i pomogą. W sumie wychodziło że więcej pytałam rodziców. Zawsze byłam bardzo wpatrzona w starsze rodzeństwo i kuzynostwo, przez co szybko przeskoczyłam pewiem wiek, co nic się nie wie, nie wiem jak to określic, szybciej dojrzałam psychicznie. Rodzice traktowali mnie jak osobe dorosłą i częsciej ich pytałam o zdanie. Często mówili zebym zadawała sobie pytanie 'co bedzie najleposze, czego naprawdę chcę' i w ten deseń. Przyznam ze jestem rodzicom za to bardzo wdzięczna :) Wiem że takie coś było dla nich bardzo cięzkie, zeby takie niekonwencjonalne metowy wychowawcze wprowadzać :) jak przychodziło do podjęcia decyzji już wiedziałam co i jak robić, jak przechodzenie na zielonym świetle ;) Ja nie lubię rodziców martwić i często nie mówię że cos jest nie tak, póxneij bardzo to przeżywają
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 20 Styczeń, 2017, 19:39
Adam i Ada


    Po około trzydziestu minutach jazdy, kazał mi się zatrzymać przed małym drewnianym domkiem. Zdziwiona zapytałam, kto tu mieszka? Pójdziesz to zobaczysz, odpowiedział oschle ojciec, a teraz wysiadaj i idź. Ja, ale po co? Wsiadaj i idź, zobaczysz po co, tam na już na ciebie ktoś czeka. Zapytałam nieśmiało, czy ze mną nie pójdzie, nie odpowiedział, tylko pokręcił głową.

Szłam bardzo wolno, nie wiedząc, po co i do kogo, ale nie miałam dowagi sprzeciwić się ojcu. Wtedy sobie pomyślałam, że ciężko mi będzie samej przeforsować u ojca, moje nowe życiowe decyzje, chyba poproszę braci o wsparcie. Oni jak mówią wszystko wydaje się takie proste. Tak, poproszę ich, a może i tata zainteresuje się prawdą i oboje zostaniemy świadkami Jehowy. Wtedy wydawało mi się, że wpadłam na genialny pomysł, mało tego, przez głowę mi przemknęło, że to Jehowa naprowadził mnie na ten pomysł. Bracia o tym mówili, aby jemu zaufać, a wszystko się ułoży.

Stanęłam przed drzwiami, już miałam zapukać, jak drzwi się przede mną otworzyły na oścież i usłyszałam witaj drogie dziecko, czekałam na ciebie. W ciemnej sieni stała jakaś kobieta, która poprowadziła mnie do maleńkiej kuchni. Tam dopiero zobaczyłam, że to jakaś staruszka, która mimo podeszłego wieku, była bardzo energiczna. Kazała mi usiąść, o nic nie pytała, wyjęła z kufra pod oknem jakiś pakunek owinięty w ręcznik. Po rozpakowaniu okazało się, że to drewniana skrzyneczka pełna jakichś kopert i papierów. Wyjmowała je kolejno i rozkładała na stole jakby w zaplanowanym szyku. Pod nimi znajdowały się zdjęcia i te też były pogrupowane, zaczęła mi pokazywać te najstarsze.

Widzisz tu ja i moja córka, młoda kobieta i dziewczynka z wielgaśną białą kokardą na czubku głowy. Podała mi drugie zdjęcie, mówiąc to 1960 r., dwa lata później. Ta sama kobieta z dziewczynką, ale w zaawansowanej ciąży. A tu ja z mężem i całą czwórką dzieci, na dole pisało Gdańsk 1966. Oglądałyśmy tak te zdjęcia, były coraz mniej pożółkłe, wiedziałam, że ma męża i czwórkę dzieci, córkę, syna i najmłodsze bliźniaki, dwóch synów. Z każdym wiązała się jakaś historia, jakieś życiowe wydarzenie, tylko co to ma do mnie? Byłam delikatnie znudzona, doszłyśmy do lat siedemdziesiątych, nieśmiało zapytałam...przepraszam, ale po co mi pani to wszystko opowiada? Poczekaj, zaraz się dowiesz, powiedziała kobieta i sięgnęła po kolejne zdjęcia. Po chwili pokazała mi zdjęcie i zaraz skomentowała....to ja po symbolu. Las, jakiś staw i ona w białej sukience prawie do ziemi. Dorzuciła następne, a tu mój mąż po symbolu i moje dzieci. Zdziwiłam się, ojciec nienawidzi świadków, po co mnie tu przyprowadził? Byłam bardzo skołowana, w co on pogrywa, co to ma za sens? Kobieta nie dawała mi odpocząć, zdjęcia dzieci ze ślubu, wesel, ale tylko dwójki. Na moje pytanie,  a co z bliźniakami ? Odpowiedziała... nie mam .

 Koniec zdjęć, sięgnęła po jedną z kopert. Wyjęła z niej dziwne zdjęcia, zamazane robione jakby ukradkiem. Zaczęła objaśniać...to moja wnuczka Madzia, mała dziewczynka w piaskownicy. A to wnuki Jacek i Marek, dwóch bliźniaków na jednym rowerku. To Celinka, najmłodsza z całej czwórki, dziś ma około trzydziestu lat. A gdzie reszta zdjęć? Zapytałam mało taktownie i zaraz przeprosiłam za wścibstwo. Nic nie szkodzi, po to tu jesteś, aby poznać prawdę, spojrzała na mnie wymownie i się uśmiechnęła.

Były lata osiemdziesiąte, zaczęła opowiadać bawiąc się zdjęciami. Mąż i jeden z bliźniaków mieli wypadek, ich stan był bardzo ciężki. Gdy zajechałam do szpitala ze starszym synem, lekarz powiedział, aby być gotowym na najgorsze. Kazano mi podpisać zgodę na leczenie i wszelakie zabiegi, bez czytania złożyłam podpis. Wtedy mój syn wręcz krzyknął do lekarza, ale my się nie zgadzamy na żadną krem. Lekarz spojrzał na mnie i zapytał...proszę pani, to prawda? Ja mu tylko odpowiedziałam...proszę ich ratować. Mój syn się bardzo zdenerwował, krzyczał na mnie, że jestem słabeusz i że już ich zabiłam, że mu wstyd za mnie. Tak bardzo się bałam, usiadłam na krześle i zaczęłam się modlić.... Boże miej litość nade mną, nie zabieraj mi ich. Wtedy syn mną potrząsnął...módl się do Jehowy, może jeszcze masz jakieś szanse u niego. Później mnie wręcz popchnął i sobie poszedł. Wrócił po jakimś czasie ze starszymi, którzy zapytali, czy chcę, aby to oni w moim imieniu rozmawiali z lekarzami. Nie wiem skąd wzięłam siłę, ale powiedziałam nie. Coś jeszcze gadali, później mnie chyba straszyli i sobie poszli, a syn z nimi.

Był już wieczór, siostra pozwoliła mi zadzwonić z dyżurki do dzieci, o wszystkim już wiedzieli. I ani córka, ani drugi bliźniak nie przyjechali do szpitala. Oboje powiedzieli, że głupią decyzją i brakiem wiary jestem dla nich skreślona. I wtedy się jeszcze bardziej przeraziłam. A co jak oni naprawdę umrą przez krew? Wtedy stracę wszystkich, cała trójka już mnie nie chce znać. Z zadumy wyrwał mnie lekarz, że jeśli chcę mogę na chwilę wejść do syna. Nie poznałam go, był strasznie zmasakrowany, do tego te urządzenia i woreczek z krwią. Wzięłam go delikatnie za rękę, tak delikatnie, jak tylko potrafiłam, aby go czasem nie urazić. Nie otwierał oczu, a może miał tak zapuchnięte, że nie potrafił? Tego nie wiem, ale zaczął coś szeptać, nachyliłam się nad niego. Wyszeptał....ratuj mnie....... Był taki młody, miał tyle planów, chciał żyć. Pobiegłam do lekarza, krzyczałam, że zgadzam się na każde leczenie, byle ich uratowali. Lekarz mnie uspokoił, że robią wszystko, co mogą, ale teraz trzeba czekać. Kazał mi iść odpocząć, a oni będą pilnować i działać. I w tym momencie w gabinetu weszła cała trójka moich dzieci. Córka jako najstarsza zwróciła się do lekarza, panie doktorze jesteśmy świadkami Jehowy, nie zgadzamy się na krew w leczeniu ojca i brata.....
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Maro w 20 Styczeń, 2017, 20:54
Adam i Ada


   
(...) panie doktorze jesteśmy świadkami Jehowy, nie zgadzamy się na krew w leczeniu ojca i brata.....


To tragiczne jak mozna byc daleko zinoktrynowanym.  Pamietam slowa Raymonda Franza,ktory powiedzial,jak do glownego biura w Brooklinie przyszedl list od osoby zainteresowanej z zapytaniem w sprawie transfuzji krwi. Zainteresowany pytal w liscie, ze nie rozumie czegos,a mianowicie, ze skoro krew jest swieta I jest symbolem zycia , a zycie jest swiete u Boga, to dlaczego Swiadkowie Jehowy wyzej stawiaja Symbol a nie Zycie, ktore jest zagrozone?. To tak samo jakby w niebezpieczenstwie ratowac obraczke zamiast zony. 
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 21 Styczeń, 2017, 18:51

To tragiczne jak mozna byc daleko zinoktrynowanym.  Pamietam slowa Raymonda Franza,ktory powiedzial,jak do glownego biura w Brooklinie przyszedl list od osoby zainteresowanej z zapytaniem w sprawie transfuzji krwi. Zainteresowany pytal w liscie, ze nie rozumie czegos,a mianowicie, ze skoro krew jest swieta I jest symbolem zycia , a zycie jest swiete u Boga, to dlaczego Swiadkowie Jehowy wyzej stawiaja Symbol a nie Zycie, ktore jest zagrozone?. To tak samo jakby w niebezpieczenstwie ratowac obraczke zamiast zony.

 Przez taką właśnie ich interpretację pisma, wiele osób zostało złożone niczym ,,krwawe ofiary'' na ołtarzu organizacji.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 22 Styczeń, 2017, 19:40

Adam i Ada




  Lekarz spojrzał na moje dzieci, później na mnie, jakby czekał na moją reakcję. Nic nie powiedziałam, wyszłam z pokoju, znałam moją córkę, wiedziałam, że tak łatwo nie odpuści. Zza drzwi dobiegały podniesione głosy, bałam się, że w trójkę mogą wpłynąć na metodę leczenia. Jednak lekarz, nie dał się zastraszyć, ani wziąć na krzyki. Otworzył drzwi i stanowczym głosem powiedział....państwo nie są decyzyjni, nie będę o leczeniu, ani stanie zdrowia pacjentów z państwem rozmawiał. Przepraszam, ale nie mam czasu, pacjenci czekają.

Jak szybko przyszli, tak szybko i bez słowa poszli. A ja zostałam całkiem sama z moim strachem, bólem i tą niepewnością. Chciałam, aby żyli, nawet jeśli mnie znienawidzą za tę decyzję, jak powiedziała córka, to nic. Ja będę spokojna, że robiłam wszystko dla ratowania największej wartości, jaką jest życie. I jeśli Bóg jest miłościwy, to mnie zrozumie i mi wybaczy, nie zależało mi na akceptacji ludzi, nawet jak to były moje dzieci.
Lekarz kazał mi iść do domu, było już późno. Jednak nie miałam jak, w mieście nie miałam nikogo, poza dziećmi, a do domu już autobusy nie jechały, na taryfę nie było mnie stać. Postanowiłam tę noc spędzić w szpitalu.
Przysypiałam i modliłam się, tak na zmianę, prosiłam o siłę , wytrwałość, ratunek dla męża i syna i rozsądek dla moich dzieci. I z takiej zadumy wyrwał mnie jakiś kobiecy głos.... Danusia to ty? Spojrzałam, obok stała salowa o znajomej twarzy. Widząc, że jej nie kojarzę, powiedziała...to ja Tereska. Terenia moja koleżanka, z którą odbywałyśmy praktyki u cukiernika, przez kilka lat.

Kończyła swoją zmianę, zabrała mnie do siebie, mieszkała z mężem z córką oraz wnukami. Przyjęli mnie jak bliską krewną, ich dom przez miesiąc był moim domem. To Teresie pierwszej powiedziałam, jak postąpiły moje dzieci, do niedawna byłam z nich taka dumna, że są religijni, gorliwi, a teraz było mi za nich bardzo wstyd, że na Biblii wychowałam takie potwory. Wtedy koleżanka mnie poprawiła... Danusiu, nie na Biblii, ale na strażnicy. Znała temat, jej ciotka też była świadkiem Jehowy.

Kobieta opowiadała o swoich odczuciach, a ja byłam ciekawa czy przeżyli i co dalej. Mówię ci Adam, aż mnie skręcało z ciekawości, więc wprost zapytałam....a mąż i syn jak? Nic nie odpowiedziała, sięgnęła do jednej z szarych kopert. Wyjęła plik zdjęć, młody mężczyzna na wózku, to mój syn, po długiej rehabilitacji i dużym niedowładzie, tylko nogi nie wróciły do formy. Uśmiechnęła się i wyjęła kolejne zdjęcie, znów syn, jako pan młody, obok piękna brunetka. Później fotografie dzieci, małych i większych. Pomyślałam...niezła gromadka, piątka dzieci, niepełnosprawny mąż, odważna kobieta. Staruszka jakby wyczuła moje myśli, zaczęła opowiadać. Asia przeszła ciężką operację, lekarze nie dawali szans na własne potomstwo, a więc zaraz po ślubie zaczęli starać się o adopcję. Przyjęli rodzeństwo, dwie dziewczynki, jedna miała 3-latka, druga 12 lat i praktycznie bez szans na adopcję. Syn jest psychologiem, synowa ma wykształcenie pedagogiczne, uznali, że dadzą sobie radę. Po kilu latach, gdy mała poszła już do szkoły synowa podupadła na zdrowiu, odezwały się stare dolegliwości. Bardzo żeśmy się o nią bali, syn kiedyś mnie zapytał...mamo a może faktycznie Jehowa  chce się na mnie zemścić, tak jak mówili? Wtedy na niego nakrzyczałam, że jakby się chciał mścić to na mnie, a nie na nim. Na szczęście wyzdrowiała, po kilku miesiącach nagle przytyła i to dość znacznie. Niedługo okazało się, że jest w ciąży, lekarze byli zaskoczeni, ale prawdziwe osłupienie dopiero miało nadejść. Okazało się, że Asia urodzi trojaczki.

Mąż też z tego wyszedł , zmarł dwa lata temu, spokojnie we śnie. Kiedyś zapytałam syna, czy nie ma do mnie żalu za moje decyzje? Zaśmiał się głośno, pocałował mnie w rękę i powiedział....mamuś ty mi przysługę zrobiłaś, zobacz ile wspaniałych rzeczy mnie spotkało, o czym ty mówisz.
Kobieta chwyciła mnie za rękę...wiem dziecko, że się niecierpliwisz, myślisz, po co ona mi to opowiada? Jednak aby dojść do sedna, musisz znać całą historię.

Moje dzieci nie chciały znać mnie, ojca ani brata, najbardziej gardzili mną. My po tym wypadku i trudnych doświadczeniach nie chcieliśmy już być świadkami. Napisaliśmy list do zboru, po czasie przyszła odpowiedź, że nie mamy z czego rezygnować, ponieważ nie jesteśmy już śJ, zostaliśmy wykluczeni za odstępstwo.
Ani dzieci, ani bracia w wierze nigdy nas nie odwiedzili, nie zapytali, czy czegoś potrzebujemy, jak sobie radzimy?
Nie znam wnuków, o śmierci zięcia dowiedziałam się od obcych ludzi po kilku miesiącach.
Gdy zmarł mąż, Asia zawiozła mnie do córki, chciałam ją powiadomić o pogrzebie. Nawet mnie nie wpuściła do domu, powiedziała, że jej ojciec zmarł prawie trzydzieści lat temu, myślałam, że mi serce pęknie. Na pogrzebie był drugi bliźniak, ale nie podszedł do nas, stał z boku i nim się skończyło, poszedł sobie.

Nie mieściło mi się to w głowie, gdyby nie te zdjęcia, ciężko w to uwierzyć. Zamyśliłam się, to niemożliwe, przecież to ludzie pełni miłości, tacy ciepli. Po raz pierwszy kobieta zwróciła się do mnie po imieniu pani Ado, chce pani być świadkiem ma pani do tego prawo. Jednak niech pani poprosi swoich znajomych o szczerość, aby pani powiedzieli co się dzieje z tymi, co odchodzą, jak są traktowani? Jeśli pani chce, mogę dać namiary na kilka innych osób, które też już nie są świadkami, oni opowiedzą o swoich doświadczeniach.
Nie, miałam dość. Podziękowałam i chciałam stamtąd jak najszybciej wyjść i wrócić do domu. Podbiegłam do samochodu, nie było w nim ojca. Zaczęłam się nerwowo rozglądać, nigdzie go nie było. Po chwili poszukiwań zobaczyłam jakieś nogi wystające zza ogromnego drzewa, pobiegłam tam. Ojciec leżał na trawie, nie reagował gdy do niego mówiłam....

PS Miało być o Adamie, ale Ada się oburzyła, że też jest częścią tej rodziny i nie chce być pominięta. Jak jej odmówić? :D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 22 Styczeń, 2017, 23:31
Adam to już nasz bliski znajomy. Jakbyś teraz pomineła Adę, to oj, kochana sami byśmy się upomnieli :P Skoro Ada sie pojawiła w opowieści i teraz mamy szansę i Ja poznać, znaczy zaczelismy czegos więcej sie o adzie dowiadywac to juz nie możesz tak łatwo skończyć. Pisz, pisz, pisz, ja dalej czekam na książkę <3  :-*
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Maro w 23 Styczeń, 2017, 16:36

Adam i Ada




  Lekarz spojrzał na moje dzieci, później na mnie, jakby czekał na moją reakcję.(...)

   



TaZla, dziekuje Ci za caly Twoj czas i wlozony trud by dac nam cos naprawde cennego, morze lez I wzruszen!
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 23 Styczeń, 2017, 19:33
Adam to już nasz bliski znajomy. Jakbyś teraz pomineła Adę, to oj, kochana sami byśmy się upomnieli :P Skoro Ada sie pojawiła w opowieści i teraz mamy szansę i Ja poznać, znaczy zaczelismy czegos więcej sie o adzie dowiadywac to juz nie możesz tak łatwo skończyć. Pisz, pisz, pisz, ja dalej czekam na książkę <3  :-*

  Miało być krótko, trochę o matce świadku i o tym, że odrzucony Adam postanowił się nią zaopiekować. Później doszyły poszukiwania ojca....i tak jakoś bohaterów zaczęło przybywać.
Pewnie byłoby łatwiej napisać krótko...odnalazł ojca, przyrodnią siostrę, która później z nim zamieszkała...ale ile cała historia by na tym straciła.
Nie tylko wzruszeń dla nas, ale także....przestrogi dla innych. Jak powabne i urokliwe perspektywy, mogą zmienić ludzkie życie w piekło na ziemi.



TaZla, dziekuje Ci za caly Twoj czas i wlozony trud by dac nam cos naprawde cennego, morze lez I wzruszen!


 Również dziękuję Wszystkim za tak duże zainteresowanie. Chciałabym pisać więcej, częściej jednak nie zawsze czas pozwala.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 23 Styczeń, 2017, 19:42
  Miało być krótko, trochę o matce świadku i o tym, że odrzucony Adam postanowił się nią zaopiekować. Później doszyły poszukiwania ojca....i tak jakoś bohaterów zaczęło przybywać.
Pewnie byłoby łatwiej napisać krótko...odnalazł ojca, przyrodnią siostrę, która później z nim zamieszkała...ale ile cała historia by na tym straciła.
Nie tylko wzruszeń dla nas, ale także....przestrogi dla innych. Jak powabne i urokliwe perspektywy, mogą zmienić ludzkie życie w piekło na ziemi.

Dokładnie, myślę że jakby było krótko, to nie byłoby ciekawie :)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Gorszyciel w 23 Styczeń, 2017, 23:16
Dokładnie, myślę że jakby było krótko, to nie byłoby ciekawie :)

Masz rację. Zazwyczaj krótko jest nieciekawie :P
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 25 Styczeń, 2017, 23:18
Masz rację. Zazwyczaj krótko jest nieciekawie :P

Ło matko bosko zdziwieniowa, pierwszy raz sie ze mna zgodziłeś. chyba zamóiwe mszę :P lub uczczę dzieć idąc na zebranie :P
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 27 Styczeń, 2017, 22:23


   Adam i Ada


    Obudziłam tatę, wracaliśmy do domu bez słowa. Miałam w głowie taki mętlik, z jednej strony to, co wiedziałam o tych ludziach, co od nich otrzymałam, a z drugiej ta kobieta i jej życie,  ledwo mogłam skupić się na prowadzeniu samochodu. Byłam zła na ojca, że zaprowadził mnie tam i zburzył mój ład i moją radość, nadzieję, chęć życia w lepszy sposób. Gdyby nie szacunek, jakim go darzyłam, zwymyślałabym go od najgorszych.
W domu tata zaczął szykować sobie jeść, próbował posmarować chleb masłem, nie potrafił utrzymać noża. Odebrałam mu i sama zaczęłam szykować kanapki. Chciał posłodzić sobie herbatę, rozsypał cukier na pół stołu.
Dopiero wtedy zaczęłam się zastanawiać nad jego reakcją. Dlaczego aż tak, choć nic nie mówił, widziałam, że emocje w nim aż kipią.

Siedzieliśmy przy stole, jedząc późne śniadanie bez słowa. W końcu zdobyłam się na odwagę i zapytałam....skąd znasz tę kobietę? Znałem jej brata, kiedyś z nim pojechałem ją odwiedzić i tak poznałem jej historię.
Po co mnie do niej zaprowadziłeś, chciałeś, aby mi obrzydziła świadków Jehowy? Drążyłam temat, ale już więcej nic nie powiedział. Skończyłam jeść, stanęłam obok ojca objęłam go za szyję i powiedziałam....tato, ale oni uczą mnie tylko dobrych rzeczy, że nie należy palić papierosów, brać narkotyków, nadużywać alkoholu. A czy ja cię tego nie uczyłem? Co w tym jest takiego nadzwyczajnego? Zapytał i tym samym wytrącił mi mój argument, bardzo skutecznie. Miał rację, zawsze powtarzał, aby szanować ludzi, dbać o zwierzęta, stronić od używek i szemranego towarzystwa.
Poklepałam go po ramieniu i już miałam odchodzić jak objął mnie w pół, spojrzał do góry i powiedział bardzo cicho...córcia ja cię proszę, ty się z nimi nie zadawaj, oni zabiorą mi ciebie. Tatku, przecież ja zawsze będę twoja, co ty opowiadasz? Będę tylko lepsza, nie masz się czego  bać.

Pocałowałam go w czoło i zrobiłam dwa kroki, chwycił mnie za rękę, pociągnął w swoją stronę i osunął się z krzesła na ziemię. Padł przede mną na kolana, objął mnie w pół i zaczął płakać....Adunia dziecko mam tylko ciebie, ja cię błagam nie rób tego, zostaw tych ludzi. Jeśli zostaniesz jedną z nich, ja umrę, nie dam rady drugi raz przez to przechodzić.
Płakał jak dziecko, uklękłam obok niego, zaczęłam go przytulać i pękłam, zrozumiałam jak wiele go to kosztuje, jak bardzo cierpi. Tylko dlaczego aż tak?
Już o nic nie pytałam, obiecałam, że zerwę z nimi wszelkie kontakty, ponieważ go bardzo kocham, bardziej niż cały zbór świadków i nie chcę, aby cierpiał.
Pomogłam mu wstać, usiedliśmy na kanapie, powiedział...zrób córcia kawę, coś ci muszę opowiedzieć. Nie chcę, abyś myślała, że moje uprzedzenia do tej religii są bezpodstawne. Niech oni sobie żyją, głoszą byle z daleka od mojej rodziny...
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 27 Styczeń, 2017, 23:02
Jak czytałam, to aż w głowie mi się głos łamał i dławił. Ada musi bardzo, bardzo kochac ojca, skoro zrezygnowała ze swojego (jak wtedy myślała) szcześcia i czegoś co daje spełnienie. Kochana, pozdrów bohaterów serdecze ode mnie i uściskaj :)

P.S. Kochana, historia Adama i Jego rodziny nadaje się nie na jedna książkę, a kilka, żeby wszystko dokładnie opisać należy poświęcić trochę czasu.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Exodus w 28 Styczeń, 2017, 00:34
A ja to chyba muszę sprawić sobie nowe wycieraczki bo  :'( ( a jaki tam ze mnie twardziel )
 I też proszę pozdrowić całą rodzinkę Pana Adama.
Co tu ukrywać ? Pokochałem ich jak i .....
 wielu z WAS !!!
 Wy,WY KOCHANE ODSTĘP-CZUCHY !  :-*

Ps. bardzo mocno!
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 28 Styczeń, 2017, 18:37
Jak czytałam, to aż w głowie mi się głos łamał i dławił. Ada musi bardzo, bardzo kochac ojca, skoro zrezygnowała ze swojego (jak wtedy myślała) szcześcia i czegoś co daje spełnienie. Kochana, pozdrów bohaterów serdecze ode mnie i uściskaj :)

P.S. Kochana, historia Adama i Jego rodziny nadaje się nie na jedna książkę, a kilka, żeby wszystko dokładnie opisać należy poświęcić trochę czasu.

 Ada mówiła, że choć nie miała mamy, kobiecej opieki to nigdy nie czuła się gorsza. Ojciec dwoił się i troił, aby miała wszystko to co miały koleżanki, a czasem miała i lepsze - ładniejsze. Zawsze miała najpiękniejsze stroje na szkolne przedstawienia i zabawy. Jak potrzebne były ciasteczka do szkoły, wstawał o czwartej rano i piekł, aby miała świeże, a nie takie z poprzedniego dnia. Wiązać kokardy uczył się na wiązce sznurków splecionych w warkocz i powieszonych na futrynie. Koleżanki jej zazdrościły takiego ojca, a jak pani nie chciała organizować w szkole dnia matki, ze względu na Adę. Powiedziała...zróbmy do mnie tata przyjdzie.
Nauczycielka miała obawy, że będzie się czuł nieswojo w gronie kobiet, ale nic z takich.

Ada opowiadała...przemawiająca pani dyrektor powiedziała kochane mamy, za chwilę się poprawiła i drogi tato. Na to ojciec...nie szkodzi pani dyrektor, ja dziś robię za mamę, tylko nie miałem sukienki w swoim rozmiarze. Śmiechu było co niemiara i przez ten dystans do siebie był bardzo i nadal jest lubiany.

PS. Cała seria by powstała, dużo tego już jest, a i tak to wszystko okrojone. Co chwilę coś mi podrzucają bo im się przypomni.


A ja to chyba muszę sprawić sobie nowe wycieraczki bo  :'( ( a jaki tam ze mnie twardziel )
 I też proszę pozdrowić całą rodzinkę Pana Adama.
Co tu ukrywać ? Pokochałem ich jak i .....
 wielu z WAS !!!
 Wy,WY KOCHANE ODSTĘP-CZUCHY !  :-*

Ps. bardzo mocno!

 Witaj w klubie płaczków. :D Każde pozdrowienia, życzenia przekazuję, a czasem pozwalam wejść z mojego konta i sobie poczytać.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Exodus w 29 Styczeń, 2017, 06:12
 Co by ty powiedzieć? Tak krótko,zwięźle i na temat.
 Okularki do czytania jakoś mi się dziwnie pocą. Nie wiem, czy to, szkła czy patrzałki?
A może jedno i drugie?
Jeśli to drugie to dobrze. To bardzo dobrze! Znakiem tego, nie będąc -o dziwo w Jw.org. od tylu lat-
serce nie wyschło i jest na właściwym miejscu i po właściwej stronie.

Ps. szopy po teściu na razie burzyć nie będę! Kto wie czy sam nie pójdę kiedyś do niej  spać byleby tylko WAS w domku ugościć.  :) 
 
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 31 Styczeń, 2017, 19:02
Adam i Ada


    Siedzieliśmy dłuższą chwilę w milczeniu, wyglądało jakby, nie wiedział jak zacząć. A może się czegoś obawiał, bardzo mało o was mówił, wiedziałam, że mam rodzeństwo, jednak gdy dopytywałam zbywał mnie.
W końcu zaczął mówić...nie było najgorzej, ja pracowałem, czasem brałem nadgodziny, przy trójce dzieci każdy grosz był potrzebny. Matka Adama, choć nie kończyła szkoły fryzjerskie, miała talent do układania fryzur. Wystarczył jej grzebień, kilka wałków i butelka piwa. Początkowo sąsiadki, później różne znajome zaczęły przychodzić do nas i tak dorabiała do domowego budżetu. Nawet jak tu na wieś przyjeżdżaliśmy, zaraz schodziły się kobiety do czesania. Byłem zły, chciałem, aby odpoczęła od codzienności, dzieci, miasta, pracy. A ona mówiła, że ją to nie męczy, lubi to robić, a te parę groszy co jej wpadnie, zostawimy rodzicom, dołożą sobie i kupią opał na zimę. Siedziała na wsi miesiąc i codziennie robiła jakieś włosy. Nie martwiliśmy się, czy nam na coś starczy, czy też braknie, były nawet niewielkie oszczędności na czarną godzinę.

Aż nagle zaczęło brakować, pytałem o czesanie, odpowiedziała mi, że nikt jakoś teraz nie zagląda.
Pewnego dnia wracając z pracy usłyszałem jak rozmawia na górze z jakąś kobietą, odmawiała jej czesania, bo nie ma czasu. Zdziwiło mnie, mnie mówi, że nie ma chętnych, a jak ktoś jest wykręca się brakiem czasu.
Pomyślałem, że ją to męczy, może nogi ją bolą, cały dzień przy dzieciach, jeszcze stać nad kimś. Nie pociskałem, zacząłem brać więcej nadgodzin, aby podreperować budżet. Były tygodnie, że nie widziałem dzieci, wychodziłem jeszcze spały, wracałem już spały.

Kiedyś Adaś bawił się małą piłeczką, zapytałem skąd ma, wcześniej jej nie widziałem. Odpowiedział, że ostał od cioci co przychodzi do mamy. Kiedyś kolega z pracy mówił, że widział moją żonę na drugim końcu miasta. Gdy ją zapytałem zaprzeczyła. Uwierzyłem jej, w końcu co ona miałaby tam robić?
Kiedyś poszedłem do pracy na dwie zmiany, ale źle się poczułem, poszedłem do lekarza i o trzynastej wracałem już do domu. Gdy wszedłem do mieszkania, na korytarzu do wyjścia szykowały się dwie obce kobiety. Żona była dziwnie zmieszana, jakbym ją przyłapał na kradzieży. Nie czekała aż wyjdą, poszła coś posprzątać w pokoju.
Na moje pytanie, kto to był...odpowiedziała, że znajome i szybko ucięła temat.
W naszym domu zaczęło się źle dziać, często dzieci były podrzucane do sąsiadki, gdy było ciepło znikała z nimi a kilka godzin. Do tej pory zadbany dom zaczął przypominać hotel ze wspólną kuchnią.
Zacząłem winić siebie, że za dużo pracuję a ona sama z dziećmi. Jednak gdy wziąłem urlop, aby z nimi pobyć, zostawiła mnie z dziećmi, a sama przepadła na pół dnia. Zacząłem jej wyrzucać, że ja w domu, a ona znika, wtedy mi odpowiedziała, że wcale nie musiałem brać wolnego, ona mnie nie prosiła.
Poczułem jakbym zaczynał jej przeszkadzać w domu, a zwłaszcza wtedy gdy niespodziewanie zostawałem w domu.
Jakbym jej burzył plan dnia, plan bardzo dopracowany.

Zacząłem wypytywać dzieci, przeszukałem szuflady z pościelą, znalazłem sporo różnych czasopism. Zacząłem składać wszystko razem, to ją widywali, to znikała, jacyś obcy ludzie w domu. Wszystko było jasne, spotykała się ze świadkami.
Gdy zapytałem wprost, nawet nie zaprzeczała. Powiedziała, że w końcu poznała prawdę i ludzi, którzy żyją jak Pan Bóg przykazał i jeśli mam zamiar jej czegoś zabraniać to ona i tak nie zrezygnuje z bycia świadkiem.
Nie miałem zamiaru jej niczego zabraniać, chciałem, tylko aby jej wybór nie kolidował z rodziną, aby na tym nie cierpiały dzieci. Powiedziałem tylko zastanów się jak na tym wyjdziesz.
I wtedy w moją żonę jakby diabeł wstąpił......
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: salvat w 01 Luty, 2017, 11:49
Aniu pozdrow prosze i ode mnie Adama i cala jego rodzine.
 ;D
Pewnie jak wiekszosc ja rowniez odczuwam z nimi dziwna wiez, jakby byli daleka rodzina.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 01 Luty, 2017, 20:47
Aniu pozdrow prosze i ode mnie Adama i cala jego rodzine.
 ;D
Pewnie jak wiekszosc ja rowniez odczuwam z nimi dziwna wiez, jakby byli daleka rodzina.

  Dzięki, na pewno przekażę, zawsze przekazuję co go bardzo cieszy. :)

Chyba każdy z nas znajduje w tej historii odrobinę siebie. I ta świadomość, że nie jesteśmy odosobnieni, daje nam siłę do walki, działania, a czasem nawet dalszego życie. Dlatego warto się dzielić takimi historiami, nie tylko ku przestrodze, ale i dla podbudowania.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: wspaniale w 01 Luty, 2017, 22:44
Cytat: Tazła

Chyba każdy z nas znajduje w tej historii odrobinę siebie. I [u
ta świadomość, że nie jesteśmy odosobnieni, daje nam siłę do walki, działania, a czasem nawet dalszego życie[/u]. Dlatego warto się dzielić takimi historiami, nie tylko ku przestrodze, ale i dla podbudowania.

dokładnie.

Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 01 Luty, 2017, 23:26
Adam z rodziną, ich historia, czuję jakby stali się cześcią mojego życia. Codziennie srawdzam czy nie napisałaś czegoś, podobnie sprawdzam esemesy od rodziców ;D. Podejrzewam ze nie tylko mi, stali sie tak bliscy. Jak bliscy przyjaciele, rodzina. Jakby nie patrzeć, w czasie czytania nie jedna łze uroniliśmy wspólnie   ;D (jeśli mozna to powiedziec, że wsólnie, rozumiesz o co mi chodzi ;))
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 02 Luty, 2017, 09:36

  I fajnie, Adama to cieszy, a mnie jeszcze bardziej.
Teraz mają trochę problemów, ojciec w szpitalu, było ciężko a nawet bardzo źle. Na szczęście co najgorsze już za nimi.

Adam może i miałby  ochotę się  ujawnić, ale żona jest stanowczo przeciwna. Zgodziła się na opowiadanie tej rodzinnej historii, jednak już na nic więcej. Kiedyś rozmawialiśmy o książce, powiedział mi...Aniu jak się zdecydujesz, ja nie mam nic przeciwko, niech ludzie wiedzą jak można spaprać komuś życie. I to nie jednej osobie, ale całej rodzinie. Jednak beze mnie,  muszę zostać NN, Alinka by się ze mną rozwiodła.

Nigdy nie drążyłam tematu dlaczego? Szanuję ich decyzję, to ich życie, mają do tego prawo. Wiem tylko, że jest o niego bardzo zazdrosna, może to dlatego, a może ma inne swoje powody?

A teraz pozdrawiam wszystkich kichających, smarkających, zmagających  się z grypą jak ja. Oraz całą resztę .
Wczoraj czekałam u lekarza trzy godziny, a ta aż gęsto od bakterii i wirusów.  ;D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: A w 02 Luty, 2017, 10:06
@Tazla zdrówka :)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 03 Luty, 2017, 00:16
  I fajnie, Adama to cieszy, a mnie jeszcze bardziej.
Teraz mają trochę problemów, ojciec w szpitalu, było ciężko a nawet bardzo źle. Na szczęście co najgorsze już za nimi.

Adam może i miałby  ochotę się  ujawnić, ale żona jest stanowczo przeciwna. Zgodziła się na opowiadanie tej rodzinnej historii, jednak już na nic więcej. Kiedyś rozmawialiśmy o książce, powiedział mi...Aniu jak się zdecydujesz, ja nie mam nic przeciwko, niech ludzie wiedzą jak można spaprać komuś życie. I to nie jednej osobie, ale całej rodzinie. Jednak beze mnie,  muszę zostać NN, Alinka by się ze mną rozwiodła.

Nigdy nie drążyłam tematu dlaczego? Szanuję ich decyzję, to ich życie, mają do tego prawo. Wiem tylko, że jest o niego bardzo zazdrosna, może to dlatego, a może ma inne swoje powody?

A teraz pozdrawiam wszystkich kichających, smarkających, zmagających  się z grypą jak ja. Oraz całą resztę .
Wczoraj czekałam u lekarza trzy godziny, a ta aż gęsto od bakterii i wirusów.  ;D

Zazdrosna, nie zazdrosna. Ma do tego prawo. uważam że juz dużo ŚJ zniosła w życiu, teraz żeby jeszcze pielgrzymki mieć. Niech teraz ciesza się spokojem i zajmuja ojcem. to najważniejsze. Reszta, moze z czsem, a jak nie, ich historia mói głośniej niż cokolwiek innego.

Zdrowiej kochcna, buziaczki i gorace uściski.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 03 Luty, 2017, 09:10
Zazdrosna, nie zazdrosna. Ma do tego prawo. uważam że juz dużo ŚJ zniosła w życiu, teraz żeby jeszcze pielgrzymki mieć. Niech teraz ciesza się spokojem i zajmuja ojcem. to najważniejsze. Reszta, moze z czsem, a jak nie, ich historia mói głośniej niż cokolwiek innego.

Zdrowiej kochcna, buziaczki i gorace uściski.

  Pewnie, że ma do tego prawo i to samo mówię Adamowi, gdy czasem nie rozumie swojej żony. Mówi ...ja nic złego nie robię, a ona się dąsa.
Wtedy mu przypominam o jego relacje z teściową, jak opowiadali, że lepiej się dogadywał z teściową niż z własną żoną, to też był jakiś problem.
Ona biedna też by go chciała tak rozumieć, jego bóle, żale i rozterki. Jednak ona nie była w to umoczona jak jej mama czy inne osoby powiązane z tym bagienkiem. I tu ma szczęście, bo to żadna przyjemność, nosić w sobie taki zakalec, a nosi się całe życie.

Ostatnio skontaktował ze mną młodego mężczyzną, który niedawno odszedł z organizacji i jest bardzo wojowniczo nastawiony, ale o tym skrobnę wieczorem. 

Dzięki Slonko, mam nadzieję że przez weekend wykończę zmorę.  >:( :D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 03 Luty, 2017, 20:22
Tak jak zapowiedziałam o pewnym Panu...

  Jakiś czas temu Adam skontaktował ze mną pewnego mężczyznę, który niedawno odszedł z organizacji .
Nic by w tym nie było nadzwyczajnego, jednak Adama zaniepokoiło jego wojownicze nastawienie.
Powiedział...ty sobie z nim poradzisz. Ja, a niby jak? Co wezmę na kolanu i dam po d...aby zmądrzał?

Zgodziłam się. Aby go ośmielić opowiedziałam o sobie, jak to ze mną było itd itp.
Później on o sobie...w wieku piętnastu lat spotkał świadków, tzn jego koleżanka była, która mu się podobała. To ona go zaprosiła na pierwsze zebranie. I choć ich drogi się rozeszły to on wsiąkał w to coraz bardziej.
Rodzice kategorycznie  zabronili mu kontaktów, dlatego spotykał się po kryjomu, a symbol przyjął jak skończył osiemnaście lat.  Później wciągnął do organizacji matkę (ojciec nie żyje) brata i jakąś kuzynkę.

I teraz on nie jest świadkiem, a rodzina tak. Traktują go jak powietrze, mieszka z matką ( nie założył rodziny), ale powiedziała mu, że lepiej jakby sobie coś znalazł. Brat wydawał córkę za mąż i nie zaproszono go.
Niby wszystko to zna, ale taki jest zły, wściekły że najchętniej by podłożył bombę pod salę w swoim byłym zborze.
Wiedział jak się traktuje buntowników, ale myślał że jego rodzina jest mniej ortodoksyjna.
On sam jeszcze jako świadek pomagał wykluczonemu koledze, uważał że tak trzeba, a tu jego własna rodzina tak go potraktowała.

Z kimś takim rozmawia się trudno, to jest raczej monolog, widać ma taką potrzebę aby się wygadać, wyrzucić z siebie, dać upust tym złym emocjom. I ja go cierpliwie słucham, rozumiem ponieważ wiele z tego co on teraz przechodzi, sama przeszłam.
 Gdy mój rozmówca tak się nakręca, nakręca mówi o...karmieniu ludzi starociami, przemieloną papką, chłamem itd itp.
Pytam go wtedy czy przez te 20 lat, nie widział że te materiały się powtarzały, tylko zmieniono im czcionkę i okładkę? Czego nauczał swoich zainteresowanych? Czy sam im nie podtykał tej papki, tak samo ich wabił jak jego zwabiono?
Wtedy milknie...masz prawo się złościć, tylko na kogo bardziej powinieneś...pytam.
Na organizację, która ci się spodobała i sam wpadłeś ramiona? Na rodzinę, którą zwerbowałeś? Czy może powinieneś być zły na siebie, za własną....?

Zarzucił mi, bronienie organizacji. Nie, jestem jedną z ostatnich osób która będzie bronić organizacji.
Jednak szukając winnych, szukając sposobu aby dać upust złym emocjom, warto się zastanowić i pierw uderzyć we własne piersi. Nikt cię tam nie zaprowadził z pistoletem przy głowie, ani też nie trzymał, byłeś bo chciałeś, podobało ci się i to jest fakt. A że do czasu, to już inna bajka.
Obraził się na mnie i przepadł na kilka tygodni.

Nawet Adam się pytał..co mu zrobiłam, że nawet z nim nie chce gadać? Nic mu nie zrobiłam, jeśli już to sam sobie zrobił.
Odezwał się w sobotę, napisał tylko.. miałaś rację. Ucieszyło mnie, nie to że miałam rację, ale że to oznaczało postęp w jego myśleniu. W poniedziałek pogadaliśmy, widać że dał sobie na luz. Zachęciłam go, że skoro oni nim gardzą, niech on ich traktuje tak jak należy traktować bliźniego. I wtedy okaże się lepszy od nich. Pokaż  klasę, że jesteś ponad to, że jesteś ponad ich chorymi zasadami. Jak się za dużo pluje na swoje stare środowisko, to także się pluje na siebie.

Znalazł sobie mieszkanie, miał się w czwartek przeprowadzać i zejść mate z oczu. Doradziłam aby tak się z nią nie żegnał, wychodząc powiedz...do widzenia mamo, jak będziesz mnie potrzebować to dzwoń.
Ty będziesz w porządku, a jej da do myślenia. Ja do swojej mam żal, ale jak trzeba pomagam. Ostatnio gdy na odchodne mówię..jak coś to dzwoń..ona płacze. Dlaczego? Nie wiem, mogę się tylko domyślać.
W religii której rozbija się rodziny, nie ma miejsca na  Boga.
Zapytał mnie, skąd we mnie tyle spokoju i czy on kiedyś to osiągnie? Pewnie, że tak. Dość sił i spinania miałeś jako świadek, teraz ciesz się życiem. I mam nadzieję, że tak będzie. Teraz czekam jak się urządzi i znów odezwie.
Pewnie jeszcze nieraz załapie doła i będzie syczał, ale za każdym razem ten syk będzie cieńszy.

Tak pokrótce.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 05 Luty, 2017, 15:07
Adam i Ada


    I wtedy w żonę jakby diabeł wstąpił, zarzucała mnie jakimiś hasłami, mało zrozumiałymi zwrotami, w których co jakiś czas pojawiał się ..armagedon i zginiesz. Widziałem, w jakim jest stanie, było to dla mnie niezrozumiałe. Postanowiłam z nią nie dyskutować, obróciłem się na pięcie i wyszedłem do drugiego pokoju.
Kilka kolejnych dni minęło jako ciche dni, ja się nie odzywałem, żona chodziła jak chmura gradowa.
Nie wiem co bardziej ją rozzłościło, to że ją złapałem na kłamstwie to, że jej tajemnica się wydała, czy świadomość, że mnie nie przekona do swoich nowych wierzeń?

Na jakiś czas zrobiło się spokojnie, niby wszystko wróciło do normy, jakby więcej była w domu, ale za to legalnie na widoku leżały różne publikacje. Początkowo nie zwracałem na nie uwag, ale jak były wszędzie to już mnie irytowało.
Zwróciłem jej uwagę, że skoro już to ma niech trzyma sobie w jednym miejscu, bo strach otworzyć lodówkę.
Wtedy znów na mnie naskoczyła, że gdybym był, choć odrobinę inteligentny to bym zobaczył i poczytał, a nie czepiał się.Dziwne, bo zawsze powtarzała, że urzekła ją moja inteligencja i polot, a tu nagle jestem głupkiem, bo mnie nie interesuje to, co ją urzekło.

Na takich przepychankach minął jakiś czas. Pewnego dnia zaproponowała, aby z nimi szedł na ich święto ku pamięci śmierci Jezusa. Odmówiłem, ale gdy dzieci zaczęły mnie prosić, uległem.
Masa odświętnie ubranych ludzi, uśmiechniętych, na pierwszy rzut oka szczęśliwych, serdecznych względem siebie.
Przywitali mnie jak dobrego znajomego, a nawet przyjaciela. Kilka osób coś żonie szeptało na ucho, raz nawet usłyszałem..gratuluję, w końcu dałaś radę. Żona promienna, zadowolona, rozdawała uśmiechy na prawo i lewo, dawno jej takiej nie widziałem. I tak mi przemknęło przez myśl, że może to nic złego, że mają na nią dobry wpływ?
Spotkałem tam też kolegę z mojej pracy, nawet nie wiedziałem, że jest świadkiem. Był chyba kimś ważnym, ponieważ jako jeden z nielicznych zabierał głos i przemawiał do wszystkich. Wszyscy jak z jednej szczęśliwej bajki jak nie z tego świata. Wyszedłem stamtąd jak oszołomiony, tą serdecznością, zainteresowaniem drugim człowiekiem, wtedy mi się nawet wydawało ogromnymi pokładami miłości.

Jednak gdy dotarliśmy do domu, moja żona znów była sobą, jak przez ostatnie miesiące. Gdzieś znikł jej uśmiech, serdeczność do wszystkich w koło, zaczęły się pretensje i żale. A gdy na jej dopytywania o moje wrażenie, powiedziałem, że to nie dla mnie, bardzo się zdenerwowała. Zaczęły się przepychanki o dzieci, Adaś nie chciał chodzić z matką na zebrania, chciał być ze mną w domu. Wtedy były krzyki, szarpanie i karanie, a najgorsze to, że straszyła go śmiercią w armagedonie i gniewem Jehowy.

Tego nie mogłem znieść, jaki rodzic może tak terroryzować swoje dziecko? Stawałem w ich obronie, nie pozwalałem zabrać, a później długo tłumaczyłem, że nie umrą i nic złego ich nie spotka.
Jednak to matka przebywała z nimi większość czasu, doszła do takiej perfekcji, że już nie protestowały. Do dziś mam przed oczami taki obraz..cała trójka stoi ubrana, gotowa do wyjścia, maluchy się przepychają, Adam patrzy na mnie takim błagalnym wzrokiem. Pytam go...chcesz zostać ze mną w domu? Nie zdążył odpowiedzieć, matka szarpnęła go za ramię i popchnęła w kierunku drzwi. Wtedy sobie uświadomiłem, że moje dzieci nie są wychowywane, one są tresowane. Kobieta, z którą żyłem miała dwie twarze.......
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Maro w 06 Luty, 2017, 18:32
Tak jak zapowiedziałam o pewnym Panu...

 Doradziłam aby tak się z nią nie żegnał, wychodząc powiedz...do widzenia mamo, jak będziesz mnie potrzebować to dzwoń.
(...) Ostatnio gdy na odchodne mówię..jak coś to dzwoń..ona płacze. Dlaczego? Nie wiem, mogę się tylko domyślać.

Tak pokrótce.


Dla mnie to zdanie brzmi jak:   mamo... kocham cie... jak bedziesz mnie potrzebowac to dzwon...     mysle, chmmm, to bardzo wane zdanie, a szczegolnie to jedno slowo:  mamo...
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 07 Luty, 2017, 19:49
Adam i Ada

    Kobieta z którą żyłem miała dwie twarze, moja żona i matka w domu i ta wyjściowa na spotkania ze świadkami. Widać i takich tam przyjmują, tylko skąd w nie taka zmiana, ona nigdy taka nie była, brzydziła się obłudą? Kiedyś przyszła jedna sąsiadka i obgadywała drugą, swoją dobrą koleżankę. Wtedy żona jej powiedziała co myśli o takich ludziach i kazała nie przychodzić jak ma zamiar obgadywać innych.

Kolega z pracy też nie był lepszy, jako brygadzista był nielubiany za swój brak zrozumienia i pogardę dla innych. Ludzie woleli iść załatwić sprawę z kierownikiem niż z nim. Kiedyś nie wytrzymałem i zapytałem go..a gdzie ta twoja miłość do bliźniego, o której tak pięknie mówiłeś mówiąc o Jezusie? Odp.mi...a co ty tam wiesz, nie znasz się jestem kimś, widziałeś jak ci ludzie mnie słuchają, jak czerpią z każdego mojego słowa? Tak widziałem, słuchają cię jak stado owiec pijanego bacy.

Później nasłałam na mnie dwóch facetów, którzy mnie próbowali zachęcić do poznania ich religii. Nie miałem zamiaru, wstałem od stołu i powiedziałem grzecznie..panów wizyta już dobiegła końca.
Oni poszli, a od tego dnia w domu było piekło na ziemi. Dzieci przestały mnie słuchać, Adaś był starszy on mi nigdy nie powiedział, że zginę w armagedonie. Jednak Magda i Paweł, gdy ich za coś chciałem skarcić lub zabronić, pyskowali, że nie będą mnie słuchać, bo nie wierzę w Jehowę i że niedługo umrę. Usłyszeć takie słowa od własnych dzieci to bardzo bolesne. To był efekt nauk jakie miały wprowadzone w życie.

Gdy już wiedziała, że nie będę świadkiem, chciała się mnie pozbyć z domu, nie chciałem odejść, miałem dzieci, które bardzo kochałem. Wtedy powiedziała, że zrobi tak, iż będę musiał odejść. Skargi na milicję, dzielnicowy w naszym domu, u mnie w pracy, chodził po sąsiadach wypytywał. Jednak nie znalazł potwierdzenia na zarzuty żony.
Wtedy zaczęła robić o wszystko awantury, budzić dzieci w środku nocy, aby im powiedzieć, że tata ich nie kocha.
Kiedyś zapłaciłem i chciałem dzieci zabrać na choinkę do zakładu pracy, gdy im powiedziałem ucieszyły się. Jednak później zrobiła taką awanturę, zaczęła dzieciom mówić, że jak chcą zginąć ze mną w armagedonie to mogą iść, ale wtedy ani ona, ani Jehowa nie będą ich kochać. Cała trójka płakała, a ja z nimi, nie poszliśmy na tę imprezę. Później odebrałem prezenty, jakie miały dostać, rozpakowałem z kolorowych paczek, wsypałem do siatki i dopiero przyniosłem do domu. Miałem strasznego doła, wiedziałem, że to nie ma szans, dzieci są bardzo zastraszone, żona zmanipulowana, za wszelką cenę chciała mnie pozbawić praw do dzieci. Gdy się jej to nie udało, próbowała, aby dzieci mnie znienawidziły.

To były trudne czasy, rządziła komuna, matka polka była na piedestale. Gdybym trafił na innego dzielnicowego, pewnie bym miał ograniczone prawa. Było mi żal dzieci, ale w końcu postanowiłem odejść z tym, co miałem na sobie. Nie wtedy kiedy ona mi pakowała walizki i kazała się wynosić, bo jestem bezbożnik, ale gdy ja uznałem, że mam dość.
Najgorsze było poczucie winy, to ono mnie na kilka miesięcy wpędziło w picie. Nie mogłem sobie darować, że to przeze mnie została świadkiem. To ja przyniosłem do domu jakieś czasopisma, które dostałem od jakiejś kobiety na przystanku. Gdybym wiedział co mnie później spotka, przez co będą musiały przejść moje dzieci, uciąłbym sobie pierw rękę, żeby ich nie wziąć. Kiedyś wychodziłem do pracy, otworzyłem drzwi, a tam dwie kobiety, mogłem je pogonić zamiast wołać żonę. A później już wiesz jak było....

Przez cały czas jak tata mi to opowiadał, po jego twarzy spływały łzy. Gdy mówił o was, chwilami milkł, jakby słowa więzły mu w gardle. Wiesz.. Adam zwrócił się do siostry, coś mi się przypomniało. Leżę z ojcem na kanapie on mnie łaskocze, matka woła, żebym szedł, bo idziemy na zebranie. Nie chciałem iść, tata mi szepnął do ucha...jak nie chcesz, zostań. Tak bardzo chciałem z nim zostać, kleić z nim samoloty, grać w piłkarzyki. Jednak strach przed armagedonem był silniejszy. Zaraz przed oczami miałem obrazek ze strażnicy, matka je często pokazywała i mówiła, że tak skończą ci, którzy są niegrzeczni lub nie wierzą w Jehowę......
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: mobydick w 07 Luty, 2017, 21:59
Ja też jak moje dzieci już podrosły i nie chciały iść na zebranie .Obiecywałam im że pójdziemy do sklepu i kupią coś co będą chciały.Dzieci chyba wyczuwają że coś nie halo i nie chcą iść.Dla mnie jako małego dziecka też było to ciężkie.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 08 Luty, 2017, 19:48
  Wychodzi na to, że te szczęśliwe dzieci, ochoczo biegnące na zebranie są tylko w kreskówkach pt ,,Zosia i Piotruś''.
U mnie było podobnie, miałam 6 -9 lat mieszkaliśmy jeszcze w miejscowości gdzie nie odbywały się zebrania. Pamiętam zimą szliśmy ponad 10 km z buta na zebranie w tygodniu, odbywało się o 17. A więc jak wychodziliśmy robiło się ciemno, wracaliśmy to już dubelt, padałam na twarz. Do tego to przenikliwe zimno. Jak ja bardzo wtedy chciałam zostać z ojcem w domu. Czasem było tak, że dosłownie wymiotowałam na samą myśl tej drogi i powrotu, a dla odpoczynku nasiadówka na zebraniu. Nienawidziłam tego od dziecka.

Bardzo zazdrościłam koleżance, która bardzo chętnie chodziła na spotkania do kościoła jakie organizował im wikary.
Dzieci tam biegły jak na skrzydłach, ksiądz był oblegany jak najlepsza ciotka co przyjechała z prezentami.
Uczył dzieci przez zabawę, przez konkursy. Po takim spotkaniu opowiadali na każdej przerwie jak było fajnie i że już nie mogą się doczekać następnego spotkania.
A ja co...miałam powiedzieć, że dla mnie to jest kara? Później wikary się zmienił i dzieci już nie chodziły tak chętnie, ale to inna sprawa.

Osobiście nie znam nikogo kto lubił chodzić na zebrania jako dziecko.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 12 Luty, 2017, 14:54
Adam i Ada


     Ada objęła brata i mocno się do niego przytuliła. Zrobiło jej się bardzo przykro, wyobraziła sobie swojego małego braciszka i ten strach jaki mu towarzyszył. Nie rozumiała jak można tak dręczyć dzieci? Sama doskonale pamiętała obrazki lub opisy armagedonu, robiły wrażenie na dorosłych, a co dopiero na małych odbiorcach. Były tak skonstruowane, że działały na wyobraźnię i wpędzały w coś w rodzaju moralnego kaca. Gdy sama spotkała się z koleżanką i jej towarzyszem, aby powiedzieć, że jednak nie będzie świadkiem, niby rozmowa odbyła się grzecznie, spokojnie i kulturalnie, a jednak bardzo ją zirytowali. Zaczęli jej uświadamiać, że podjęła złą decyzję, wręcz zerwałam umowę, że to się kiedyś na niej zemści, że brak błogosławieństwa itd. itp. Wtedy wstała i powiedziała...nie podpisywałam ani z wami, ani z Jehową żadnego pakietu, a więc nie ma nic takiego jak konsekwencje karne. Od tamtej pory dawni znajomi ze zboru traktowali ją obojętnie lub wręcz uważali, że nie znają, a koleżanka już nie chciała z nią pracować. To dopiero na dobre ją przekonało do słów starszej kobiety, do której  zaprowadził ją ojciec.
Z tej zadumy wyrwał ich telefon Adama, to Halinka zaczęła się niepokoić, gdzie na tak długo przepadli. Kazała im wracać, ponieważ przyjechała jej mama i chce porozmawiać, ale z całą trójką.

W kuchni przy kawie siedziała gospodyni ze swoją matką. Starsza pani jak zawsze ucałowała na powitanie Adama mówiąc.witaj syneczku. Takie powitanie nie ominęło też Ady, jak zawsze pocałowała ją w czoło mówiąc, witaj córciu. Znały się krótko, ale Ada bardzo ją lubiła, rozumiała brata, który mówił, że jego teściowej nie da się nie lubić.
Wszyscy siedli przy kawie, Adam zaczął dopytywać...co to za sprawa? Halinka wskazała na mamę, kobieta zaczęła...
Rozmawialiśmy z tatą o Adzie i jej mieszkaniu, nie ma sensu wynajmować czegoś i słono płacić. U nas  stoi pusty domek dla gości, tak na niego mówimy, ale nigdy żaden gość tam nie przespał ani jednej  nocy. Przerobiliśmy starą murowaną altanę na całoroczny domek, łazienka, dwa pokoiki, salonik połączony z niewielką kuchnią, wystarczy pomalować ściany i wstawić meble.

Ada zaczęła protestować, że ona nie chce być ciężarem, że to za wiele. Kobieta wzięła ją za rękę i stanowczo powiedziała.słuchaj moja panno, nie ma nic za darmo. My tobie domek, a ty nam pomoc. Widzisz ogród spory, a ja mam problemy z kręgosłupem, czasem trzeba umyć okna, zrobię większe zakupy, będziesz miała dość pracy, nic się nie bój. Kończąc te słowa mrugnęła porozumiewawczo do Adama. Halinka doskonale widziała, że mama ze wszystkim doskonale sobie radzi, a te obowiązki dla Ady to tylko takie gadanie.
Wychodząc powiedziała...to teraz kupujcie farby, szmaty, płyny i bierzcie się za robotę. Ada objęła kobietę i powiedziała...postaram się, aby państwo nigdy nie żałowali swojej decyzji. Starsza pani uśmiechnęła się, pogładziła ją po głowie i powiedziała.wiem moje dziecko, wiem.

Te słodkości przerwała Halinka...a na co mamy czekać, ubierajcie się, odwieziemy mamę i obejrzymy co i jak. Mamy jeszcze dwie godziny do odbioru dzieci z imprezy imieninowej. Tak też zrobili....
Domek był dużo większy niż Ada go sobie wyobrażała, salonik to prawdziwy salon, a niby mała kuchnia była większa niż większość kuchni w mieszkaniach spółdzielczych i do tego dwa jednakowe pokoiki, Adam powiedział, że każdy ma około piętnastu metrów kwadratowych. Wszystko to było zastawione sprzętem ogrodniczym, doniczkami, łopatami, jakieś stare meble. Wzięli kartkę papieru i zrobili plan działania, na koniec Adam zrobił grubą kreskę i powiedział...sam z wami to ja tu niewiele zdziałam.
Wrócili do domu, tematem dyżurnym były teraz porządki i remont nowego lokum dla Ady i jej dzieci. Dość późno poszli spać. Halinkę nad ranem obudziły jakieś odgłosy, myślała, że to któreś z dzieci. Wyszła na korytarz, to z pokoju Ady, podeszła bliżej zajrzała przez uchylone drzwi. Kobieta siedział na łóżku i płakała....
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 20 Luty, 2017, 12:57

 Kiedyś opowiedziałam Wam historię Asi i jej mamy -> https://swiadkowiejehowywpolsce.org/bylem-swiadkiem-nasze-historie/z-zycia-wziete/60/ (https://swiadkowiejehowywpolsce.org/bylem-swiadkiem-nasze-historie/z-zycia-wziete/60/) .
 Niestety , mama Asi zmarła....

  W poprzednią  niedzielę zadzwoniła znajoma (też były świadek) z informacją, że zmarła mama Asi. Na takie odejścia jest zawsze za wcześnie i są nigdy nie w porę. Posmutniałam, ostatnio gdy byłyśmy z Gosią u Asi, jej mama wyglądała lepiej iż kilka lat temu. Odkarmiona, wyczesana ładnie ubrana, nie ta sama kobieta. Kiedyś gdy opętana była manią głoszenia, nie dbała nic a nic o siebie, liczyły się tylko wyniki i godzinki. Niejednokrotnie pół dnia ganiała po domach tylko o śniadaniu, później w biegu jakaś bułka i znów głoszenie, albo jakieś studium.

Asia zrobiła kawę, a jej mama przyniosła nam przepyszny sernik własnej roboty. Chwilę z nami posiedziała i poszła do swojego pokoju, przyszła do niej sąsiadka, razem robiły na drutach.
Córka była bardzo zadowolona, opowiadała że coraz mniej ma tych napadów na głoszenie, jeśli wychodzą to tylko na spacer, bez nagabywania przechodniów. W domu też dużo pomaga, sama chce gotować obiady, aby odciążyć córkę. Dogadza zięciowi i wnuczkom różnymi przysmakami. Oni pałaszują, a ona z radością w oczach przygląda się im i wciąż ma nowe pomysły łakocie .

W połowie stycznia dostała wysokiej temperatury, jakby bez powodu. Badana niczego nie wykazały, lekarz powiedział, że tacy ludzie jak dzieci, mogą mieć temperaturę bez widocznych powodów. Temperatura odpuściła, ale kobieta wyraźnie opadła z sił. Nie wstawała już w ogóle, nie chciała jeść, tylko spała. Tak było do początku lutego, zadzwoniła do mnie Gocha ....wiesz Asi mamie się polepszyło, zrobiła się ożywiona, dużo rozmawia, ciągle domaga się czyjegoś towarzystwa. Fajnie odpowiedziałam, a tak naprawdę pomyślałam sobie...oby to nie był syndrom gasnącej świecy. Minął dobry tydzień i zmarła.

Pojechałyśmy na pogrzeb, gdyby nie rodzina, sąsiedzi i kilka osób znajomych, nie byłoby nikogo. Garstka ludzi, którzy nie poszli na pogrzeb bo tak trzeba - wypada, ale dlatego że ją pamiętali i chcieli jej towarzyszyć w tej ostatniej drodze.
Po uroczystości poszłyśmy się z Asią pożegnać i umówiłyśmy się na sobotę, że ją odwiedzimy, aby pogadać.  Tak też zrobiłyśmy, z pudełkiem pączków udałyśmy się na spotkanie.

Mieszkanie niby to samo, ale jakieś wyciszone, smutne, jakby okradzione. Gospodyni przyniosła kawę, po chwili gdy sączyła kolejny łyk napoju zwróciła się do mnie....o zrobiłam ci w ulubionym kubku mamy, nawet nie zauważyłam. Spojrzałam na kubek...biały w duże czerwone maki i nagle sobie przypomniałam naszą ostatnią wizytę. Piła w tym kubki swoją herbatę, trzymała go cały czas obejmując dłonią, jakby chciała się o niego ogrzać. Oplatała go palcami zakończonymi ładnie zrobionymi paznokciami w beżowym kolorze.  Zakręciła mi się łezka w oku, kto by pomyślał, że następne odwiedziny odbędą się już bez starszej Pani, a przecież obiecała nam na następną wizytę pączki z czekoladą....cdn


Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 22 Luty, 2017, 17:05

cd..

  Zapanowała niezręczna cisza, nie było odważnej aby ją przerwać. Ja i Gocha czekałyśmy aż Asia coś powie, a ona nic nie mówiła, wbiła wzrok w podłogę i bujała się na krześle niczym dziecko z chorobą sierocą.
Nagle wstała, podeszła do szafki i wyjęła album, przyszła z nim do stołu i potrząsnęła jak starą siatką. Na obrus wysypały się zdjęcia, kolorowe, czarno- białe i te całkiem pożółkłe. Wyszukiwała zdjęcia, tak jakby chciała nam pokazać te konkretne i nic więcej.
Gdy pokazała nam ślubną fotografię swoich rodziców, zgodnie stwierdziłyśmy, że jej młodsza córka jest niczym kopia babci. Zgodziła się z nami..tak, mama kochała wnuczki bardzo, żadnej nie faworyzowała, czasem tylko w żartach mówiła...Agatko ciebie kocham gram więcej, za to podobieństwo. Wtedy starsza się niby oburzała i mówiła..to ja się przefarbuję i wtedy mnie jako pierworodną będziesz kochała o dwa gramy więcej.

Wśród tej sterty zdjęć widziałam takie gdzie była ze starszą panią, to pewnie była jej babcia. Czasem też pojawiał się dziadek i ojciec, ale nie było mamy. Tych zdjęć unikała, pomijała je, odkładała na bok, w ogóle ją nie interesowały. Dłuższą chwilę wyraźnie jakiegoś szukała,wyjęła gdzieś ze spodu dość duże zdjęcie...mała Asia, jej mama i jakaś pani. Pogładziła je dłonią i powiedziała...tu byłam w piątej klasie, wygrałam konkurs wiedzy o Marii Konopnickiej, taka byłam wtedy szczęśliwa. Wychowawczyni była ze mnie bardziej dumna niż mama. Eee, pewnie ci się wydawało...odezwała się Gośka. Nie, nie wydawało mi się, tak było. Gdy wieczorem mama przyszła do mojego pokoju, a ja leżałam wpatrując się w swój dyplom, zapytałam ją...mamo cieszysz się,że wygrałam? Tak, odpowiedziała, ale jeszcze bardziej bym się cieszyła gdybyś gdzie indziej odnosiła takie sukcesy. Odwróciłam się do niej plecami i powiedziałam zapomnij, takimi tekstami wywoływała u mnie jeszcze większą niechęć do świadków.
Znów się zamyśliła, Gocha spojrzała na mnie i pokazała głową na Aśkę, wzruszyłam ramionami, co ja mam ją popędzać, zechce to zacznie mówić. I tak też było, po chwili odezwała się...to podłe co powiem, ale najszczęśliwsza byłam po udarze dziadka. Wiele razy mu za to dziękowałam. Leżał sparaliżowany, a ja do niego mówiłam, jak mi teraz dobrze, jaka mu jestem wdzięczna. Miałam mamę na co dzień, mieszkałam z nią, odrabiałam lekcje, gotowałyśmy razem, tylko na zebrania chodziła sama. Wiecie..ona do nich nie pasowała, zawsze taka poczciwa i szczera, a większość tych jej koleżanek to jak pijawki. Jak do nas przychodziły, mama częstowała co miała najlepsze, a mama jak zachodziła częstowały ją tylko herbatą. Jedna powiedziała wprost..ty to masz wszystko, mąż ci nawiezie to możesz każdego ugościć. Jak sobie  pomyślę, jeszcze dziś mi gula skacze. Przecież ojciec też musiał za to zapłacić,  a to nie były już czasy, że w sklepach tylko ocet.
Wykorzystywali ją, kto tyko nie miał z kim iść na studium to po mamę przychodzili, a ona swoja robotę rzucała i szła bez słowa sprzeciwu. A na koniec o niej zapomnieli...

I chyba tak naprawdę Asia chciał właśnie to z siebie wyrzucić, te ostatnie lata, dni. Wyobraźcie sobie, wracam następnego dnia po śmierci mamy z USC, a przed moimi drzwiami stoi dwóch ważniaków ze zboru.  Pytam się czego chcą? A oni, że przyszli obgadać pogrzeb, bo mama była ich siostrą i chcą ją pochować godnie. Osz Q...zagrzmiała Aśka, ale mi ciśnienie podnieśli, jak nie skoczę do nich..teraz jesteście, pokazać się na koniec jacy jesteście dobrzy. A gdzie byliście te kilka lat, jak mama zachorowała, gdy potrzebowała zrozumienia i opieki? Próbowali dyskutować, ale nie dopuściłam ich do głosu, powiedziałam krótko...pogrzeb będzie wtedy i wtedy, kto chce może przyjść, ale nic poza tym.
I wtedy naszła mnie myśl, aby zrobić mamie pogrzeb katolicki, tak jak była wychowana. Jednak później przyszło opamiętanie. Nie, mama by nie chciała, niech ma pogrzeb  świecki. A później to widziałyście, choć nekrolog wisiał przed jej zakładem pracy sąsiadującym z salą, z jej zborowych znajomych były trzy osoby....

I dobrze zrobiłaś odezwała się Gośka, twoja mama miała bardzo ładny pogrzeb, cała oprawa, przemowa bardzo mi  się podobały. Widać gość który ją prowadził był dobrze przygotowany, nie mówił ogólnikowo, ale używał imion, nawet jak wymieniał zakład pracy to pełną nazwą. Stali za nami ludzie z delegacji, sami to skomentowali, że profeska. I wiesz co, chwyciła Aśkę  za rękę, ja jak umrę też chcę mieć taki, a ty...zwróciła się do mnie...ty masz o to zadbać,żeby tak ładnie o mnie mówili. Odp..jej, a weź spadaj, faceta sobie znajdź i jemu wydawaj dyspozycje. Atmosfera się rozluźniła, zaczęłyśmy się śmiać i zeszłyśmy na lżejsze tematy.

W drodze powrotnej Gośce gęba się  nie zamykała, była tak nakręcona, wkurzona tymi konsekwencjami przynależności do świadków, że gdyby jakiegoś spotkała to by mu się oberwało za całą społeczność.  Wysiadając pod swoim domem powiedziała na odchodne...wiesz co mnie najbardziej QW...? Pytam  co? To że przez je....ne wierzenia niszczą życie małych i dużych, a naiwniakom wmawiają, że są jedyni i prawdziwi.
Noo...odpowiedziałam jej, masz rację , taka psycho   demolka w białych rękawiczkach.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 06 Marzec, 2017, 13:35


   Trochę mnie nie było, problemy mnie przytłoczyły, ale już się chyba wygrzebałam i będzie tylko lepiej.
Dziękuję tym którzy o mnie pamiętali i dopytywali..gdzie zaginęłam?  Jestem i nadrabiam zaległości... ;)

Niebawem cd historii Adama i jego rodziny.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 06 Marzec, 2017, 16:32

Adam i Ada




    Podeszła do Ady i zapytała...co się stało, czemu płaczesz? Ada zawyła jeszcze bardziej, Halinka przeraziła się nie na żarty. Pierwsze co jej przemknęło przez myśl, to że zechce wracać do męża, że jej żal albo co gorsze czuje się winna.
Zaczęła dopytywać, po chwili Ada wydusiła z siebie...bo ja wciąż nie dowierzam, że tyle dobra mnie spotyka z waszej strony, wy a teraz jeszcze twoi rodzice i znów zaczęła swoje buuu. Kobieta się roześmiała, przytuliła szwagierkę, mówiąc... Ada, Ada jesteśmy rodziną to raz, a dwa jak widzę jaki Adam jest szczęśliwy, że cię ma, zrobiłabym dla ciebie i dzieciaków dużo więcej.

Po wyniesieniu wszystkiego i umyciu podłóg okazało się, że tej pracy wcale tak dużo nie ma. Wystarczy pomalować, wszystko dokładnie umyć i można się wprowadzać. Tak Adam, jak i jego żona, rozpowiedzieli w pracy, że przyjmą stare, ale dobre meble dla samotnej matki, zainteresowanym podali adres rodziców. Jeszcze nie skończyli malować, a już zaczęto zwozić dary. Było wszystko, od mebli, dywanów, po pościel i firanki. Po dwóch dniach wszystkiego było dużo więcej niż było potrzebne. Uzgodnili, że Aa weźmie to, co jej pasuje, a resztę oddadzą do pobliskiego domu samotnej matki. Tak też zrobili.

Dom pachniał świeżością i mimo mebli po przejściach to także nowością. Było przestronnie i ze smakiem, Ada podobnie jak jej brat nie lubiła zagraconych pomieszczeń. Jeszcze ostatni ślizg mopa przy drzwiach i jedziemy po rzeczy, dziś chcę już spać w swoim, oznajmiła nowa gospodyni i przytuliła się do brata.
Wszystko załadowali do jednego auta, w końcu niewiele ze sobą zabrała. Ada z Adamem pojechali pierwsi, a Halinka zabrała dzieci i podążyła za nimi. Gdy tylko wjechali na posesję zwróciła się do brata...bardzo mi było u was dobrze, ale być na swoim to dopiero radość. Adam doskonale ją rozumiał, sam pamięta jak bardzo chciał się wyprowadzić od teściów, a też było mu u nich bardzo dobrze.

Wysiedli, zabrali po kartonie, już miała łapać za klamkę, jak drzwi otworzyły się przed nimi same. To, co Ada zobaczyła, na bardzo długo zapadło w jej pamięć i było powodem do kolejnych płaczów. W drzwiach stali rodzice Halinki z chlebem i solą, przyjęli ją taką przemową powitalną, że Ada znów popłynęła. Adam zaczął ją przytulać i śmiać się, aby przestała, bo zaraz się cala sól rozpuści. Dzieci stały przerażone, nie wiedzą, dlaczego mama tak płacze.
Dopiero ciocia je uspokoiła, że mama płacze z radości i nic złego się nie stało. Po chwili kobieta  uspokoiła się i zaczęła po raz kolejny wszystkim dziękować.

Siedzieli przy pierwszej wspólnej kawie w nowym lokum, jak ktoś zapukał do drzwi. Po chwili wszedł przełożony Adama  razem z żoną, obładowani jakimiś siatkami. Mężczyzna powiedział, że nie mieli żadnych mebli ani sprzętów, a też chcieli się przyłączyć do pomocy. Dlatego żona powiedziała, że po przeprowadzce wszystkiego brakuje, a zwłaszcza soli, cukru i zapałek, pojechali i zrobili zakupy. Obracali jeszcze dwa razy nim wszystko przynieśli. Ada patrząc na zastawioną produktami kuchnię znów była bliska płaczu, Adam gdy  to zobaczył powiedział głośno....ani się waż, bo wreszcie pozostaną zacieki na podłodze.

Pierwsza noc upłynęła  jej na rozmyślaniach, jak bardzo w kilka miesięcy zmieniło się jej życie. Ma brata, prawie się rozwiodła, uwolniła się od oprawcy, zmieniła miejsce zamieszkania, ma nowy dom, pracę, a co najważniejsze dzieci przestały się moczyć w nocy. Czuła się naprawdę szczęśliwa.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 10 Marzec, 2017, 14:30

Adam i Ada

​    Wszystko układało się bardzo dobrze. Ada pracowała, dzieci chodziły do pobliskiej szkoły, czasem, gdy miała dyżur i musiała zostać dłużej, wtedy prosiła mamę Halinki, aby odebrała dzieci ze szkoły. Upoważniła oboje swoich dobroczyńców do odbioru dzieci. Małgosia była na tyle duża, że potrafiła się zaopiekować bratem i mogli sami zostać, jednak sąsiadka nigdy na to nie pozwalała. Zawsze z nimi była, odrabiała lekcje, a jak nie ona to jej mąż. Nawet przez chwilę nie byli sami.

​Dzieci były spragnione babci, której nigdy nie miały i traktowali kobietę jakby była ich prawdziwą babcią, chłopiec nawet czasem prosił, aby chwilę z nim poleżała. Dziewczynka była starsza i czasem jak coś zbroiła, biegła do swoich przyszywanych dziadków po pomoc.​
Podczas jednego z takich odbiorów dzieci, opiekunka ze świetlicy zawołała do Jaśka...chodź pani przyszła po ciebie. Chłopiec, słysząc..pani, szedł wolno i niepewnie, gdy zobaczył, kto na niego czeka, powiedział oburzony do nauczycielki...to jest moja babcia, żadna pani. Kobieta bardzo się wzruszyła, to była nie tylko radość, ale także nagroda, wyróżnienie. Zdobyć uznanie, zaufanie u dziecka, zwłaszcza takiego po przejściach nie jest łatwo, a tu proszę.
Można powiedzieć, że nowa rodzina się uzupełniała. W tygodniu starsza pani gotowała obiady i nosiła im jak tylko wrócili, w weekendy to Ada gotowała i piekła różne przysmaki i to oni jadali u niej. Pomagała także w większych pracach domowych, zakupach i w ogóle była na każde ich zawołanie.

U Adama też wszystko się układało, tak on, jak i siostra chcieli zabrać do siebie ojca, ale odmówił. Przyjechał, pobył kilka dni i kazał się odwieźć, on się najlepiej czuł u siebie. W czasie tych odwiedzin dużo zwiedzali, Adam chciał pokazać tak ojcu, jak i siostrze wszystko to, co było najciekawsze. Podczas z jednej z takich wypraw, zaczepiła ich cyganka, była bardzo przyjemna i kontaktowa. Nie miała w sobie nic ze stereotypowej cyganki. Podeszli do jej propozycji z dystansem i zgodzili się na wróżbę, od każdego zażyczyła sobie po pięć złotych. Zaczęła od Ady... jesteś już szczęśliwa, a będziesz jeszcze bardziej szczęśliwa.
Wzięła ojca za rękę, popatrzyła mu w oczy i powiedziała....udało ci się tatku, jesteś wreszcie szczęśliwy i myślisz, że mógłbyś już umierać, ale nie tak prędko, jeszcze sobie pożyjesz. Został Adam, podeszła do niego, zmierzyła go od góry do dołu, uśmiechnęła się, popatrzyła w jego rękę i ją zamknęła. Znów podniosła głowę do góry, aby popatrzyć mu w oczy i powiedziała...ciężkie chwile za tobą, ale jeszcze cięższe przed. Obróciła się na pięcie i szybko odeszła, Adam zawołał za nią, chcąc jej pięć złotych, ale nie reagowała.

​Pochłonięci zwiedzaniem, bardzo szybko zapomnieli o cygance i jej wróżbie. Dopiero po kilku dniach Ada zagadała do ojca co o tym myśli. Mężczyzna zadumał  i powiedział..wiele w życiu widziałem, bardzo dużo rzeczy nie dało mi się nigdy logicznie wyjaśnić i boję się, że ona mogła mieć rację. Kobieta przeraziła się, nim zasnęła analizowała każde słowo, niby nie wierzyła w takie rzeczy, ale chwilami dreszcz przechodził jej po plecach. Jej nic złego nie powiedziała, ale Adam...tak bardzo się o niego bała, nie chciała, aby choć przez chwilę cierpiał, tak wiele w życiu przeszedł, dość tego doświadczania....​
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Iskierka w 10 Marzec, 2017, 15:47
...no to można dostać zawału serca z tych emocji, oj Tazła  :) nie oszczędzasz nas..... ;)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 10 Marzec, 2017, 20:11
...no to można dostać zawału serca z tych emocji, oj Tazła  :) nie oszczędzasz nas..... ;)

  Kochana, trzeba czytelnika delikatnie nakręcić, aby miał na co czekać.  ;D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 19 Marzec, 2017, 22:11

    W jednym z tematów wspomniałam o kobiecie, która postanowiła nie mieć potomstwa i posypały się wiadomości z prośbą o rozwinięcie tematu,a więc tak...



    Mała miejscowość na południu Polski, gdzie  ilość świadków była dość imponująca. Co bardziej złośliwi mawiali, że świadkowie rozpowszechnili się niczym zaraza. Każdy prawie  miał w rodzinie  jakiegoś świadków ( kilku) lub tych co się interesowali. W takim właśnie miejscu dorastała Ola. Ojciec pracowała na zmiany, a jak miał wolne zajmował się swoimi gołębiami. Dziewczynka kochała te ojca ptaki i razem z nim spędzała całe godziny w ich towarzystwie.

Pewnego dnia, matkę ktoś zaprosił na święto do świadków Jehowy, to była pamiątka. Gdy wróciła z tej imprezy, cały czas opowiadała co tam widziała, jacy tam fajni ludzie i w ogóle zachwytom nie było końca.
Tak popadła w ten zachwyt, że zaczęła znikać w każde niedzielne popołudnie. Z rana szli wszyscy do kościoła, a później Ola z ojcem do gołębi, matka na zebranie, a dorosły już prawie brat, obracał się w swoim towarzystwie.
Czym więcej matka chodziła na te spotkania, tym bardziej się nakręcała, próbowała wciągnąć całą rodzinę, ojciec z bratem delikatnie mówiąc wyśmiali kobietę, natomiast mała Ola nie miała wyjścia. Gdy też nie chciała, matka użyła szantażu, że jak nie będzie z nią chodzić uczyć się o Bogu może zapomnieć też o gołębiach.  Cóż mogła poradzić mała  dziewczynka? Zaczęła chodzić z matką na te spotkania, wtedy już kobieta nie chodziła z rodziną do kościoła.

Po kilki miesiącach ojciec zginął w drodze do pracy, krewni zarzucali matce, że to kara za jej wydziwianie, wtedy wywiązała się awantura, że zginął bo nie chciał poznać prawdy. Matka w odwecie sprzedała wszystkie ptaki, a komórki wynajęła sąsiadowi. Ola przechodziła podwójną żałobę, po ojcu i po ukochanych skrzydlatych przyjaciołach. Jeden z kolegów ojca, równie zapalony gołębiarz, pozwalał jej opiekować się swoimi, co robiła bardzo chętnie i w każdej wolnej chwili. Matka kategorycznie jej zabroniła, jednak dziewczynka się buntowała, uciekała z domu, za co dostawała solidne lanie. Nie chciała chodzić z matką na zebrania, za co także dostawała coraz większe bicie. Póki brat z nimi mieszkał, bronił ją przed wściekłą matką, jednak kiedy zaciągnął się na ochotnika do wojska, nie było nikogo kto mógłby ją bronić. A dostawała dosłownie za wszystko, a najwięcej za to, że źle się przygotowała do odpowiedzi na zebraniu, a to zaśmiała się za głośno podczas wykładu, bo chłopak z sąsiedniego rzędu zrobił śmieszną minę. 

Gdy podczas jakiegoś ważnego zebrania, nie chciała przeczytać na głos wskazanego wersetu, matka tak się wściekła, że gdy tylko wróciły do domu tłukła ją tak długo aż sama opadła z sił. A Ola nawet się nie broniła, wiedziała że to nic nie da. Następnego dnia poszła do szkoły, pierwsze miała zajęcia w-f, gdy się rozebrała dzieci zaczęły się śmiać z jej brudnych nóg. Uciekła ze szkoły, te nogi nie były brudne, one były sine. Poszła na grób ojca, położyła się na nim i zaczęła płakać, zarzucać ojcu, że wcale jej nie kochał tak bardzo jak mówił, bo ją zostawił samą, że ona tak nie chce żyć, chce umrzeć i niech zabierze ją do siebie. W tym płaczu, bólu zasnęła. Obudził ją czyjś delikatny kaszel, podniosła się, na ławeczce przy grobie siedział jakiś mężczyzna. Gdy zapytała kim jest i co robi przy jej grobie? Odp..że znał tatę, pracowali razem, a ją pamięta jak była jeszcze bardzo mała. Poczęstował dziewczynkę kanapką i gdy ta zajadała, powiedział...słyszałem co mówiłaś do taty, on naprawdę cię bardzo kochał, był z ciebie dumny, opowiadał jak kochasz gołębie, jaka jesteś odpowiedzialna.

Wrócił razem z dziewczynką do jej domu, tam długo rozmawiał z matką. Od tamtej pory więcej nie uderzyła córki,ale znęcała się nad nią psychicznie. Dziecko diabła i zginiesz w armagedonie pomiocie, to była codzienność.  Raz w porywie złości,  powiedziała że pójdzie i spali gołębniki, wtedy Ola wykrzyczała, że jeśli coś się stanie ptakom, ona ją zabije, nie daruje jej tego. Brat był jej prawdziwym przyjacielem, ale  przyjeżdżał bardzo rzadko, nie był dumą matki, o czym mu za każdym razem przypominała.

W takiej atmosferze dotrwała do pełnoletności, gdy tylko uzyskała zawód i otrzymała pracę, wyprowadziła się z domu.
Najpierw wynajmowała pokój, później kawalerkę i tak po kilku latach poznała swojego męża. Chłopak długo zabiegał o jej względy, odtrącała go mówiąc, że nie umie kochać, nikt ją tego nie nauczył. Jednak mężczyzna się nie poddawał, aż przekonał ją do siebie. Jej skromne wesele sfinansował brat, dobrze zapowiadający się młody oficer. Matka nie przyszła, choć była zapraszana dwukrotnie.

Ola jeszcze przed ślubem powiedziała..żadnych dzieci, ona nie będzie dobrą matką, nikt ją tego nie nauczył. Partner się zgodził, po latach powiedział, że kochał ją tak bardzo iż na wszystko był się gotów zgodzić.
I tak płynęły lata, aż do niespodziewanej ciąży, na aborcję nie była w stanie się zdobyć, ale była tak zdołowana, że jedno o czym mówiła to adopcja. Mąż nadal ją kochał mocno, a może i mocniej, nie wywierał na niej presji. Powiedział jakie jest jego zdanie i na tym poprzestał.
Po długich dyskusjach, za i przeciw udało mi się ją namówić, aby z wszelkimi deklaracjami, decyzjami zaczekała do porodu. Urodzi się, wtedy będzie miała czas na takie decyzje, w końcu się zgodziła i dała kolokwialnie pisząc na luz.

Przez wyznaczonym terminem, urodziła śliczną, czarnowłosą dziewczynkę. Zaraz po porodzie nie chciała jej nawet dotknąć, jednak gdy po chwili zrobiło się jakieś poruszenie i popłoch, przeraziła się.
Zaczęła wołać, a później krzyczeć..dajcie mi moje dziecko.  Mała na jakiś czas trafiła do inkubatora, a Ola szalał ze strachu. Leżała bezradnie w łóżku, przepraszała cały świat i Boga za swoje słowa. Nazywała się idiotką i błagała aby mała wyzdrowiała, a ona jej stworzy najcudowniejszy dom, najszczęśliwsze dzieciństwo jakie można sobie wymarzyć.
Rano przyszła lekarka i zapytała czy chce zobaczyć córkę? Maleńka nadal była w inkubatorze, ale była już stabilna i nic jej nie groziło.
Tak jak obiecała, stworzyła jej, a raczej stworzyli z mężem cudowny dom. Mała ma kilka lat jest rezolutna, wygadana i kocha gołębie. A Ola mimo dobrego wzorca jest matką na medal.

Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Litwin w 19 Marzec, 2017, 23:21
Ależ Ty masz bogate życie, mógłbym Cię Czytać, do końca moich dni.
Pozdrawiam
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Blizna w 19 Marzec, 2017, 23:34
    W jednym z tematów wspomniałam o kobiecie, która postanowiła nie mieć potomstwa i posypały się wiadomości z prośbą o rozwinięcie tematu,a więc tak...



    Mała miejscowość na południu Polski, gdzie  ilość świadków była dość imponująca. Co bardziej złośliwi mawiali, że świadkowie rozpowszechnili się niczym zaraza. Każdy prawie  miał w rodzinie  jakiegoś świadków ( kilku) lub tych co się interesowali. W takim właśnie miejscu dorastała Ola. Ojciec pracowała na zmiany, a jak miał wolne zajmował się swoimi gołębiami. Dziewczynka kochała te ojca ptaki i razem z nim spędzała całe godziny w ich towarzystwie.

Pewnego dnia, matkę ktoś zaprosił na święto do świadków Jehowy, to była pamiątka. Gdy wróciła z tej imprezy, cały czas opowiadała co tam widziała, jacy tam fajni ludzie i w ogóle zachwytom nie było końca.
Tak popadła w ten zachwyt, że zaczęła znikać w każde niedzielne popołudnie. Z rana szli wszyscy do kościoła, a później Ola z ojcem do gołębi, matka na zebranie, a dorosły już prawie brat, obracał się w swoim towarzystwie.
Czym więcej matka chodziła na te spotkania, tym bardziej się nakręcała, próbowała wciągnąć całą rodzinę, ojciec z bratem delikatnie mówiąc wyśmiali kobietę, natomiast mała Ola nie miała wyjścia. Gdy też nie chciała, matka użyła szantażu, że jak nie będzie z nią chodzić uczyć się o Bogu może zapomnieć też o gołębiach.  Cóż mogła poradzić mała  dziewczynka? Zaczęła chodzić z matką na te spotkania, wtedy już kobieta nie chodziła z rodziną do kościoła.

Po kilki miesiącach ojciec zginął w drodze do pracy, krewni zarzucali matce, że to kara za jej wydziwianie, wtedy wywiązała się awantura, że zginął bo nie chciał poznać prawdy. Matka w odwecie sprzedała wszystkie ptaki, a komórki wynajęła sąsiadowi. Ola przechodziła podwójną żałobę, po ojcu i po ukochanych skrzydlatych przyjaciołach. Jeden z kolegów ojca, równie zapalony gołębiarz, pozwalał jej opiekować się swoimi, co robiła bardzo chętnie i w każdej wolnej chwili. Matka kategorycznie jej zabroniła, jednak dziewczynka się buntowała, uciekała z domu, za co dostawała solidne lanie. Nie chciała chodzić z matką na zebrania, za co także dostawała coraz większe bicie. Póki brat z nimi mieszkał, bronił ją przed wściekłą matką, jednak kiedy zaciągnął się na ochotnika do wojska, nie było nikogo kto mógłby ją bronić. A dostawała dosłownie za wszystko, a najwięcej za to, że źle się przygotowała do odpowiedzi na zebraniu, a to zaśmiała się za głośno podczas wykładu, bo chłopak z sąsiedniego rzędu zrobił śmieszną minę. 

Gdy podczas jakiegoś ważnego zebrania, nie chciała przeczytać na głos wskazanego wersetu, matka tak się wściekła, że gdy tylko wróciły do domu tłukła ją tak długo aż sama opadła z sił. A Ola nawet się nie broniła, wiedziała że to nic nie da. Następnego dnia poszła do szkoły, pierwsze miała zajęcia w-f, gdy się rozebrała dzieci zaczęły się śmiać z jej brudnych nóg. Uciekła ze szkoły, te nogi nie były brudne, one były sine. Poszła na grób ojca, położyła się na nim i zaczęła płakać, zarzucać ojcu, że wcale jej nie kochał tak bardzo jak mówił, bo ją zostawił samą, że ona tak nie chce żyć, chce umrzeć i niech zabierze ją do siebie. W tym płaczu, bólu zasnęła. Obudził ją czyjś delikatny kaszel, podniosła się, na ławeczce przy grobie siedział jakiś mężczyzna. Gdy zapytała kim jest i co robi przy jej grobie? Odp..że znał tatę, pracowali razem, a ją pamięta jak była jeszcze bardzo mała. Poczęstował dziewczynkę kanapką i gdy ta zajadała, powiedział...słyszałem co mówiłaś do taty, on naprawdę cię bardzo kochał, był z ciebie dumny, opowiadał jak kochasz gołębie, jaka jesteś odpowiedzialna.

Wrócił razem z dziewczynką do jej domu, tam długo rozmawiał z matką. Od tamtej pory więcej nie uderzyła córki,ale znęcała się nad nią psychicznie. Dziecko diabła i zginiesz w armagedonie pomiocie, to była codzienność.  Raz w porywie złości,  powiedziała że pójdzie i spali gołębniki, wtedy Ola wykrzyczała, że jeśli coś się stanie ptakom, ona ją zabije, nie daruje jej tego. Brat był jej prawdziwym przyjacielem, ale  przyjeżdżał bardzo rzadko, nie był dumą matki, o czym mu za każdym razem przypominała.

W takiej atmosferze dotrwała do pełnoletności, gdy tylko uzyskała zawód i otrzymała pracę, wyprowadziła się z domu.
Najpierw wynajmowała pokój, później kawalerkę i tak po kilku latach poznała swojego męża. Chłopak długo zabiegał o jej względy, odtrącała go mówiąc, że nie umie kochać, nikt ją tego nie nauczył. Jednak mężczyzna się nie poddawał, aż przekonał ją do siebie. Jej skromne wesele sfinansował brat, dobrze zapowiadający się młody oficer. Matka nie przyszła, choć była zapraszana dwukrotnie.

Ola jeszcze przed ślubem powiedziała..żadnych dzieci, ona nie będzie dobrą matką, nikt ją tego nie nauczył. Partner się zgodził, po latach powiedział, że kochał ją tak bardzo iż na wszystko był się gotów zgodzić.
I tak płynęły lata, aż do niespodziewanej ciąży, na aborcję nie była w stanie się zdobyć, ale była tak zdołowana, że jedno o czym mówiła to adopcja. Mąż nadal ją kochał mocno, a może i mocniej, nie wywierał na niej presji. Powiedział jakie jest jego zdanie i na tym poprzestał.
Po długich dyskusjach, za i przeciw udało mi się ją namówić, aby z wszelkimi deklaracjami, decyzjami zaczekała do porodu. Urodzi się, wtedy będzie miała czas na takie decyzje, w końcu się zgodziła i dała kolokwialnie pisząc na luz.

Przez wyznaczonym terminem, urodziła śliczną, czarnowłosą dziewczynkę. Zaraz po porodzie nie chciała jej nawet dotknąć, jednak gdy po chwili zrobiło się jakieś poruszenie i popłoch, przeraziła się.
Zaczęła wołać, a później krzyczeć..dajcie mi moje dziecko.  Mała na jakiś czas trafiła do inkubatora, a Ola szalał ze strachu. Leżała bezradnie w łóżku, przepraszała cały świat i Boga za swoje słowa. Nazywała się idiotką i błagała aby mała wyzdrowiała, a ona jej stworzy najcudowniejszy dom, najszczęśliwsze dzieciństwo jakie można sobie wymarzyć.
Rano przyszła lekarka i zapytała czy chce zobaczyć córkę? Maleńka nadal była w inkubatorze, ale była już stabilna i nic jej nie groziło.
Tak jak obiecała, stworzyła jej, a raczej stworzyli z mężem cudowny dom. Mała ma kilka lat jest rezolutna, wygadana i kocha gołębie. A Ola mimo dobrego wzorca jest matką na medal.

A matka powinna iść siedzieć.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 20 Marzec, 2017, 10:29
Ależ Ty masz bogate życie, mógłbym Cię Czytać, do końca moich dni.
Pozdrawiam
 

 Dziękuję, podobno mam coś w sobie, mam nadzieję, że to nie jest tasiemiec. :D

A tak poważnie, czasem mam dość, te ludzie dramaty odbijają się i na mnie, na mojej psychice, samopoczuciu. Wtedy to mówię sobie, dość, to był ostatni raz. Jednak jak to w życiu bywa, ostatni przed kolejnym.


A matka powinna iść siedzieć.

 Matka sama wpadła we własne sidła ( moje zdanie), poznała pana w którym zwyczajnie po ludzku się zakochała. Jednak jak przystało na dobrego świadka, postanowiła go zwerbować. Mężczyzna kilka razy nawet z nią poszedł na zebranie, ale w nic więcej nie dał się wciągnąć. Powiedział jasno i otwarcie, że z niego świadka nie będzie. Kobieta nie umiała się zdecydować, kogo wybrać, organizację czy faceta. I tak z tej miłości najadła się leków nasennych i zmarła. Oficjalna wersja była, że to atak serca, nieoficjalna...
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: chmura w 20 Marzec, 2017, 12:11
"Oficjalna wersja była ze to atak serca...."

Do ataku serca ,potrzebne jest SERCE ;)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 20 Marzec, 2017, 18:32

Adam i Ada


    Nadeszły wakacje, a z nimi pierwsze prawdziwe wczasy Ady razem z dziećmi. Nie chcieli nigdzie jechać, chcieli tylko zobaczyć nasze polskie morze. Pogoda im dopisywała, dzieci taplały się w wodzie, a Ada wylegiwała się na słońcu.
Każdego dnia wieczorem, musiała się meldować najpierw ojcu, później Adamowi i złożyć sprawozdanie, czy wszystko ok, czy zadowoleni i tak w ogóle co słychać. Chwilami ją to irytowało, przecież jest dorosła, jednak zaraz sama siebie karciła i przywoływała do porządku, przecież tak bardzo chciała poczuć co to starszy brat. Przez tyle lat marzyła o tym, że Adam się o nią troszczy, traktuje jak młodszą, małą siostrzyczkę i właśnie tego doświadczała.
Podczas jednej z takich rozmów, brat zapytał wprost, czy nie jest na niego zła, że jest taki opiekuńczy? Ponieważ żona powiedziała, że przegina. Ada odparła, że jest fajnie, że chciała mieć brata i w końcu ma. Nie mogła zrobić inaczej, za tyle dobra, jakie od niego otrzymała, nie mogła go teraz zranić. Choć może wcale by się nie obrazi, ale wolała nie ryzykować niepotrzebnych przykrości.

Po dwóch tygodniach, gdy wracali do domu, Adam czekał na nich na dworcu. Ucieszył się na ich widok, jakby się z rok nie widzieli, a i Adzie było przyjemnie znów poczuć braterskie ramię i usłyszeć słowa..witaj maleńka.
Dzieciaki na widok wujka aż piszczały, własnego ojca nigdy tak nie witały.
W domu czekał na nich obiad, przyszywana babcia, ciocia Halinka uzupełniająca zapasy w lodówce i dziadek siedzący a schodach jakby się już nie mógł doczekać.
I znów wszyscy cieszyli się wzajemnie na swój widok. Gdy goście rozeszli się do swoich domów, Ada poczuła się naprawdę zmęczona, dobiegała prawie osiemnasta, dzieciaki już spały, a więc i ona postanowiła się położyć.
Rano zaraz po przebudzeniu wstawiła prani, gdy przygotowywała śniadanie, przez okno zobaczyła jakiegoś mężczyznę wychodzącego z domu jej gospodarzy. Nie znała go, po chwili wrócił z gazetą pod pachą, tzn. był w pobliskim sklepie.
Nim wstały dzieci widziała go jeszcze kilka razy jak się kręcił koło domu. Mężczyzna był przystojny, jednak bardziej od jego urody intrygowało Adę, kto to jest?

Gdy podlewała kwiatki na werandzie usłyszała jak ktoś mówi..dzień dobry. Obróciła się i odpowiedziała nieznajomemu. Ten podjął rozmowę i zaczął pytać jak po wczasach? Wymienili kilka zdań i Ada musiała przeprosić swojego rozmówcę, zadzwonił telefon. Starszych państwa nie było w domu, a więc nie miała kogo zapytać, a do bratowej nie śmiała dzwonić. Postanowiła poczekać, aż się wszystko samo wyjaśni. Na obiad dzieci zażyczyły sobie naleśniki z serem i sosem truskawkowym, a więc wzięła się za smażenie. Krzątając się po kuchni wdziała jak mężczyzna kosi trawę, łapała się na tym, że częściej patrzyła w okno niż na patelnię. Postanowili zjeść na werandzie, dzieci nakryły do stołu, gdy zasiadali do posiłku, mężczyzny nie było nigdzie widać. Ada rozmawiała z dziećmi, ale ukradkiem zerkała w kierunku kosiarki, która nadal stała w cieniu. I nagle wyszedł z garażu, powiedział im smacznego, kobieta mało myśląc powiedziała..zapraszam na naleśniki. Chwilę jakby się zawahał, ale odstawił bańkę z paliwem i poszedł umyć ręce.

Nim usiadł przy stole, podał Adzie rękę i powiedział..jestem Robert, dzieciaki widząc to same wyciągnęły do mężczyzny ręce i też mu się przedstawiły. Siedzieli dobrą godzinę i opowiadali o wczasach, dzieciaki się prześcigały w swoich opowieściach, a on ich cierpliwie słuchał. Nawet nie zauważyli jak wrócili gospodarze. Kobieta widząc wesołe towarzystwo przy stole uśmiechnęła się i powiedziała.. O proszę, państwu to się powodzi. Ada zaprosiła ich na naleśniki, miała jak zawsze dla nich porcję. Podeszli do stołu, gospodyni powiedziała..wiedzę, że już się znacie, Ada to jest ....
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Litwin w 24 Marzec, 2017, 22:02
Tazła, bądź dobra, to nie jest serial telewizyjny.
Pozdrawiam
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 25 Marzec, 2017, 07:47
     Litwin, gdybym ja mogła to i dzień w dzień bym coś wrzuciła. Jednak nie zależy to tylko ode mnie.
Obiecuję dziś będzie cd.  ;D ::)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 25 Marzec, 2017, 16:18
Ada i Adam.

   Robert, brat Halinki, duma swoich rodziców. Dość długo przebywał w zagranicznej placówce, po rozwodzie postanowił przyjechać do Polski i odpocząć w domu rodzinnym. Ada wiele o nim słyszała, czasem zazdrościła bratowej, że mogła się wychować razem z nim i od małego liczyć na brata. To były rzeczy, których nie dało się nadrobić, zostało tylko cieszyć się tym, co jest. Słyszała też o dzieciach i o żonie, która była pilotem wycieczek.

Ada, gdy dowiedziała się kim jest przystojny nieznajomy, jakby posmutniała. Podobał się jej, wiedziała, że jest wolny, ale gdzie on człowiek ze świata i ona, prosta kobieta, która najdalej od domu, była właśnie w tym roku, nad morzem.
I dlatego nie robiła sobie żadnych nadziei. Złapała się na myśli..przecież on jest rozwodnikiem. Jednak bardzo szybko sobie przypomniała, że ona też jest po rozwodzie  i że to nie jest żaden miernik człowieka. Bardzo różne są powody ludzkich rozstań.

Wakacje trwały w pełni, widywali się każdego dnia, czasem nawet spędzali razem po kilka godzin.
Dzieci go uwielbiały, gdy patrzyła na Jaśka, który częściej biegł po pomoc do Roberta niż do niej, nie była zazdrosna, żałowała tylko, że jej dzieci nie mają takiego ojca. On zaś cierpliwie pomagał, tłumaczył, nie przestając się przy tym  uśmiechać.
Pewnej niedzieli po obiedzie, siedzieli na tarasi przy kawie, gdy obaj zniknęli za domem. Wtedy do Halinka zapytała Adę..co sądzisz o moim bracie? Uśmiechnęła się i odparła bardzo krótko, masz fajnego brata, tak samo, jak ja. Trochę dyplomatycznie, trochę żartem zbyła ją, nie chciała ujawnić prawdy, jak bardzo jej się podoba.
Już raz skrzywdzona, bała się angażować, nie myślała tyle o sobie co o dzieciach, one też swoje przeszły i właśnie zaczynały wychodzić na prostą.

Adam wpadł na pomysł, aby w następny weekend wyjechali na Mazury, znajomy ma dom i zaproponował wypożyczenie go na jakiś czas. Rodzice byli na tak, tzn. niech jadą młodzi z dziećmi, a oni zostaną i zajmą się wszystkimi domami.
Adzie pomysł się podobał, ale finanse, już myślała o szkole i wydatkach, Adam, widząc jej wahanie, skwitował..siostra nie bój nic, ja stawiam. Pojedziemy jednym dużym autem wszyscy, a tam to tylko życie nas będzie kosztować, to tak samo, jak i w domu. To był argument nie do obalenia, przystała na propozycję. Zaraz pomyślała sobie..ciekawe czy Robert też pojedzie? Z tej zadumy wyrwało ją wołanie Jaśka..mamo, mamo zobacz! Chłopiec jechał na swoim rowerku, bez bocznych kółek, tuż za nim podążał Robert, asekurując go. Wszyscy zaczęli bić malcowi brawo, tak długo go namawiali, aby je odkręcić, jednak on nie pozwalał. Adam pierwszy skomentował..ciekawe jak on to zrobił? Gdy podjechał bliżej, zwrócił się do chłopca..a mnie to nie pozwoliłeś odkręcić. Na co Jasiek rezolutnie odparł..bo ty wujku nie masz uprawnień, a wujek Robert jest ratownikiem.
Hm, Adam zwrócił się do żony..od kiedy twój brat ma uprawnienie ratownika? Halinka wzruszyła ramionami, ja nic na ten temat nie wiem. Dziwne, że dziecko okłamał, dodała po chwili.

Gdy Robert przyszedł dokończyć kawę, szwagier nie wytrzymał..a ty, od kiedy to jesteś ratownikiem? Robert się uśmiechną i odparł..no co, w harcerstwie byłem odpowiedzialny za apteczkę. Wszyscy wybuchnęli śmiechem.
Adam z rodziną postanowili zakończyć gościnę w domu rodziców,  podszedł do Ady, która patrzyła jak tym razem, Małgosia grała w piłkę z nowym wujkiem. Objął siostrę i powiedział..jestem trochę zazdrosny, odbiera mi dzieci. Na co kobieta odparła..a ja się boję, wakacje szybko miną, każdy wróci do swoich obowiązków i wtedy będę cierpieć.
Pocałował ją w czoło i na odchodne rzucił..widzimy się w środę rano, macie być spakowani.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 27 Marzec, 2017, 19:53
Ada i Adam

    Od poniedziałku dzieci żyły wyjazdem, Adam obiecał rowery wodne i inne atrakcje. Ada miała ogromną ochotę zapytać Roberta, czy też jedzie, ale brakło jej odwagi, nie chciała, aby pomyślał sobie o niej coś złego.
Nagle przybiegła Jasiek i zaczął ją ciągnąć za rękę na dwór..mamo chodź, chodź, wujek Robert wyjeżdża. Wyszła przed dom, Robert pakował swoją walizkę do samochodu ojca, który go miał odwieść na dworzec. Podszedł do Ady..chciałem się pożegnać, wyjeżdżam, podała mu rękę. Chciała zapytać, czy już na dobre, kiedy znów ich odwiedzi, ale nie zdążyła. Jasiek uwiesił się jego ręki wołając..wujku nie wyjeżdżaj! Próbowała na siłę chłopca zabrać, jednak ten krzyczał jeszcze bardziej.

Robert kucnął przed chłopcem, przytulił go mocno i powiedział..wrócę, obiecuję, ale teraz muszę jechać, jeśli nie pojadę będę bardzo surowo ukarany. Chłopiec stał przytulony do matki i machał na pożegnanie.
Gdy zobaczył babcię, pobiegł do niej rozżalony, jakby szukał pocieszenie i potwierdzenia, że wujek Robert wróci.

Wyjechali dość wcześnie rano, dzieci nie mogły się doczekać, Ada też się cieszyła, ale czuła jakiś zawód. Dzieci na zmianę zasypywały Adama pytaniami, co tam jest i co będą robić. Ten cierpliwie odpowiadał, Emilka czytała książkę, jej mama przysypiała na tylnej kanapie. W połowie drogi, Jasiek dziwnie zamilkł, nie odzywał się dłuższą chwilę. Adam zerknął kilka razy w lusterko, widząc chłopca patrzącego się w okno zapytał..a ty co tak zamilkłeś Jaśku? A nic wujku, odparł po chwili malec, szkoda tylko, że wujka Roberta nie ma. Lubisz tego wujka, zapytał Adam? Tak, on jest taki mądry i wszystko wie, odpowiedział chłopiec. Nieprawda, wtrąciła się Małgosia, wujek jest fajny, a nie mądry. Dzieci zaczęły się przepychać i przekrzykiwać, do akcji wkroczyła mama.

Cisza, bo zaraz wysiadamy i wracamy do domu, jak nie umiecie się zachować. Jasiek nie odpuszczał, mamo, ale powiedz, wujek jest mądry prawda? Ada nic nie odpowiadała, szukała czegoś w torebce i udawała, że nie słyszy pytań syna. Mamo, mamo no powiedz, dobijał się Jasiek. Wtedy odezwała się Halinka, wujek jest i mądry i fajny, ja wam to mówię, a ja go znam najdłużej. Te słowa zażegnały konflikt i znów zapanowała cisza.

Całą drogę Adam starał się omijać większe miasta, większość trasy jechali spokojnymi drogami, bez natłoku i pośpiechu. Jednak przed samą  metą, brat zboczył wyznaczonej trasy, kierując się do najbliższego miasta. Na pytania Ady, gdzie jadą i po co? Odparł krótko, powiedzmy, że po prowiant. Przed wjazdem do miasta, zatrzymał się na poboczu, wbijał jakiś adres do nawigacji. Po krótkiej podróży zajechali pod bar szybkiej obsługi, na widok którego  dzieci zaczęły się przekrzykiwać co kto zamawia.

Adam z ferajną  poszli do baru, Ada z Halinką zajęły stolik pod parasolem i czekały na swoją kawę. Wrócili obładowani jedzeniem, Jasiek miał dużą porcję frytek i różnych dodatków, jednak najwięcej w niej było surówki. Na pytanie mamy..od kiedy ty synku lubisz surówki odpowiedział, muszę jeść dużo witamin, aby szybko urosnąć i być taki jak wujek Robert. A to wujek od surówek taki duży urósł? Zapytała Halinka. Tak odparł chłopiec, jadł surówki, warzywa i dlatego jest też taki mądry. A skąd ty to wiesz? Zapytała synka Ada. Od wujka, sam mi to powiedział. Ach ..odparła ciocia, ten wujek Robert, okazuje się, że ja go w ogóle nie znam. A ja znam odparł Jasiek i chcę być taki jak on.

Ciekawą konwersację z Jaśkiem przerwał telefon Adama, przeprosił i odszedł na bok, chwilę z kimś rozmawiał. Po zakończonej rozmowie, zapytał, czy ktoś jeszcze sobie coś życzy, ponieważ idzie po kawę dla siebie. Wrócił, zajął swoje miejsce i wolno ją sączył.
Dzieci zaczęły resztkami jedzenia karmić ptaki, dorośli rozmawiali na temat ich pobyty nad jeziorem. Nie wiedzieli dokładnie ile będą, ale jak pogoda dopisze, to i dwa tygodnie mogą zabawić. Ada zaczęła się śmiać, że całe życie nie jeździła na wczasy, a tera dwa razy w ciągu jednych wakacji. O tak, potwierdził Adam, tobie to się powodzi. Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Nagle usłyszeli, dzień dobry państwu, obie kobiety obróciły się , chcąc zobaczyć kto to mówi i czy na pewno do nich....
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 29 Marzec, 2017, 23:24
Ada i Adam

 Nagle usłyszeli, dzień dobry państwu, obie kobiety obróciły się , chcąc zobaczyć kto to mówi i czy na pewno do nich....

Błagam powiedz że to albo Robert, albo ojciec Adama i Ady :)
I znowu nie zasnę, będę dedukować kto to  ;D... Oj, moja kochana :-* Pisz, pisz, ciekawam co dalej  :D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 30 Marzec, 2017, 09:28

  Kwiatuszku obiecuję, dziś się wszystko wyjaśni  :-*
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 30 Marzec, 2017, 21:18
  Kwiatuszku obiecuję, dziś się wszystko wyjaśni  :-*

Kochana  :-* i gdzie kolejna część? F5 mi juz nie chce działać  :'(

Pozdrów serdecznie wszystkich bohaterów, bardzo wiosennie  :-* :-* :-* :-*
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 31 Marzec, 2017, 08:44
Przepraszam  Wszystkich, ale awaria komputera, a z telefony bym mnie chyba....tarafił gdybym miała pisać .  :-[ :D
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Exodus w 31 Marzec, 2017, 10:37
 Z mojej strony przyjęte !  :)

W lotto dalej gram, bo obiecałem, że jak wygram, to wszyscy z tego forum jadą na.....to uzgodnimy.

A Tobie obiecuję nowego kompa. Niech będzie w zapasie w razie awarii twojego.  ;)
 Byś oczekiwaniem nie przyprawiała nas o palpitację serca.

Ps.
    Pozostaje dalej obgryzać paznokcie.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: TomBombadil w 31 Marzec, 2017, 12:02
Wszyscy? Ale to wszyscy znaczy ze mną?😊
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 31 Marzec, 2017, 13:39
Przepraszam  Wszystkich, ale awaria komputera, a z telefony bym mnie chyba....tarafił gdybym miała pisać .  :-[ :D

Znam to, moja kochana nic się nie martw, Ci wybaczę wszystko  :-* odpoczywaj, zbieraj siły, wiosna już i mniej czasu sie robi :/
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 31 Marzec, 2017, 19:30
Dzięki kochani za wyrozumiałość. :)


Ada i Adam

    Wszyscy byli zaskoczeni, tylko Adam doskonale wiedział, na kogo czeka i wszystko było jasne, dlatego tak wolno pił tę kawę.
Robert szybko załatwił, co miał do załatwienia, postanowił wykorzystać stary urlop i jechać z nimi na Mazury.
Zadzwonił do szwagra, że nie zdąży wrócić do rodziców, a więc będzie zmierzał w tym samym kierunku co oni i tam się jakoś spotkają. Adam musiał obiecać, że nikomu nie powie, nawet żonie, to była taka ich tajemnica.
Gdy już ochłonęli, ruszyli w dalszą drogę.

Piękna okolica, komfortowe warunki w domu, mieli wszystko, kuchnia i wyposażenie, jednak postanowili, że to są wczasy i obiady będą jadać w pobliskiej restauracji. Rozlokowali się każdy w swoim pokoju, tylko dzieci miały wspólny, ku ich wielkiej radości.

Pogoda była przepiękna, dzieci całymi dniami najchętniej siedziałyby w wodzie, na posiłki były wyciągane wręcz siłą. Podczas jednego z takich obiadów, w restauracji było dość tłoczno, nie mogli wszyscy zasiąść przy jednym stoliku.
Adam z rodziną przysiedli się do pana, Ada z dziećmi i Robertem znaleźli stolik w ogródku na dworze.
Przy sąsiednim stoliku siedziała romska rodzina z czwórką dzieci, rodzice byli pochłonięci rozmową, zaś dzieci same sobą się zajmowały. Biegały między stolikami, dość głośno przy tym rozmawiając, dorośli nie reagowali.

Nagle pod nogami Roberta wylądowała mała dziewczynka,  zerwał się na równe nogi, aby pomóc wstać małej Cyganeczce. Gdy pytał, czy nic się jej nie stało, obok była już jej mama, która podziękowała, przeprosiła i na odchodne powiedziała do Roberta..ładne masz dzieci. Bardzo szybko zaprotestował..to nie są moje dzieci. Kobieta jakby go nie słuchała, odchodząc powtórzyła tylko..ładne, ładne.
Ada poczuła się lekko speszona, ku jej radości zwolnił się większy stolik obok i już wszyscy mogli zasiąść razem.
Siedzieli przy kawie, gdy Romowie zbierali się do wyjścia, kobieta, przechodząc obok Roberta, położyła rękę na jego ramieniu i powiedziała..ładną masz rodzinę. Teraz już nie protestował, uśmiechnął się i podziękował.

Halika widziała, że brat bardzo dużo czasu spędza z Adą, cieszyła się, ale także obawiała, że może go odtrącić, może nie jest jeszcze gotowa na nowy związek. Nie chciała, aby  cierpiał, ostatnie lata nie były dla niego zbyt łaskawe. Jego ex żona, gdy ją poznał była młodą wdową z dwójką dzieci. Młodsze nawet nie pamiętało ojca, jedynym jakiego znało był Robert. Dzieci wiedziały, że nie jest ich biologicznym ojcem, ale innego nie miały, miały tylko jego i bardzo go kochały. Ciężko im było, gdy się rozwodzili, choć to już prawie dorośli młodzi ludzie, to jednak było im żal. Robert ich zapewnił, że zawsze mogą na niego liczyć, zawsze odwiedzić, bo on jest ojcem z wyboru, a nie z konieczności.
Tak też było, dzwonili do niego kilka razy w tygodniu, dzielili się radościami i kłopotami, często prosząc, aby o czymś nie mówił mamie. Gdy widziała go z dziećmi szwagierki uśmiechała się i bardzo żałowała, że nie może mieć swoich dzieci.

Wszyscy się kąpali, opalali tylko Ada chodziła w spodenkach i bluzce, nigdy się nie rozbierała jak to na plaży.
Kiedyś Rober zapytał siostry, dlaczego ona się tak ukrywa pod tym ubraniem, Halinka posmutniała powiedziała..sam musisz ją o to zapytać. Wiedziała co przeszła, jak traktował ją mąż i czego się może wstydzić, ale nie chciała nic mówić za jej plecami.

Wszyscy taplali się w wodzie, tylko Ada spacerowała przy brzegu mocząc sobie stopy. Robert przysiadł na kocu, dzieci dały mu nieźle w kość, po chwili przyszła i Ada. Odważył się i zapytał..a czemu ty Adunia się nie kąpiesz ?
Nic nie odpowiedziała, on nie ponawiał pytania. Jednak po chwili rozpięła bluzkę, zsunęła ją z ramion, odwróciła się do niego plecami i powiedziała...dlatego. Robert syknął i  dodał..o Boże, co za skQ..ci to zrobił................
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 02 Kwiecień, 2017, 10:44
Z mojej strony przyjęte !  :)

W lotto dalej gram, bo obiecałem, że jak wygram, to wszyscy z tego forum jadą na.....to uzgodnimy.

A Tobie obiecuję nowego kompa. Niech będzie w zapasie w razie awarii twojego.  ;)
 Byś oczekiwaniem nie przyprawiała nas o palpitację serca.

Ps.
    Pozostaje dalej obgryzać paznokcie.

 Dzięki, dzięki...trzymam Cię za słowo.  ;D
Wreszcie się uporałam z problemem i mogę działać. :)
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 02 Kwiecień, 2017, 13:52
Ada i Adam

   
     Starsza pani stała w oknie i patrzyła na pusty ogród, było chłodno ponuro i jak przystało na późną jesień zimno.
To była pora powrotu Roberta z pracy, spojrzała na zegarek, jeszcze dwie minuty i będzie. Tak też się stało, po chwili jego samochód zaparkował na podjeździe. Syn wysiadł z samochodu i pośpiesznie udał się do gościnnego domku.
Cieszyła się z jego związku z Adą, kochała ją jak córkę, to była dobra, szczera i uczciwa dziewczyna. Jednak gdzieś tam ją dotykało to, że syn najpierw nie biegnie do rodzinnego domu.
Zobaczysz, jeszcze trochę, a na dobre tam zamieszka, usłyszała za plecami głos męża. Taaak, z lekka przeciągnęła potwierdzenie i znów zamieszamy sami i znów zrobi się pusto w domu. Mąż objął ją ramieniem i szepnął do ucha, a żeby nie było za dużo tego pustego miejsca, zamienimy się z nimi domami. To jest myśl, ożywiła się kobieta!
Ja będę miała mniej do sprzątania, im się przyda więcej miejsca i tym sposobem nigdzie nam nie uciekną. Przytuliła się do męża i zapytała..czy my aby nie jesteśmy zbyt egoistyczni? My? Zapytał mężczyzna. My tylko chcemy, aby nasz dzieci nigdzie się nie tułały, oni się nam przydadzą, a my im.

Z tego planowania wyrwał ich tupot dobrze znanych im dziecięcych stóp. Oho, Jasiek pędzi, zaśmiał się mężczyzna.
Chłopiec wpadła jak burza i od drzwi zaczął wołać...babciu, dziadku chodźcie, mama i wujek was zapraszają. I zaczął oboje ciągnąć za ręce, nie było mowy o żadnym sprzeciwie, temu młodemu człowiekowi, nie dało się odmówić.
Podążyli za chłopcem, byli przekonani, że  Ada zrobiła coś pysznego na obiad i chce ich poczęstować, często tak było. Przed samymi drzwiami Jasiek ich puścił i jakby uciekł, gdy przekroczyli próg domu, zobaczyli coś, co ich bardzo zaskoczyło.

Ich wszystkie dzieci i wnuki stali przed nimi, Robert trzymał tort, Ada z Halinką ogromne bukiety kwiatów i zaczęli im śpiewać sto lat. Mężczyzna objął żonę i cicho powiedział..a widzisz, myśleliśmy, że tylko my pamiętamy o naszej rocznicy ślubu. Oboje się bardzo wzruszyli, nie spodziewali się takiej niespodzianki. Uroczysty obiad, poczęstunek, prezenty od wnuków, kwiaty i jeden wspólny prezent od czwórki dorosłych, wczasy w ciepłym zakątku świata.

Gdy wszyscy ochłonęli, atmosfera się rozluźniła, starsza pani zaczęła mówić.
Moje życie zaczęło się kiepsko, powołali mnie na świat ludzie, którzy mnie później bez skrupułów z niego wyrzucili, a nawet wykreślili, przepowiadając mi, a nawet i życząc, że marnie skończę, ponieważ według nich odrzuciłam jedynego prawdziwego Boga. Z dwoma sukienkami i jedną parą butów i bez grosza przy duszy, poszłam w świat. Aby mieć na bilet sprzedałam lepszą sukienkę, a w gorszej pojechałam najbliższym pociągiem w nieznane. Byłam pewna, że szybko spadnie na mnie jakieś nieszczęście, choroba, piorun z nieba. Tak mnie wychowano i tak utwierdzano w przekonaniu, że bez świadków i Jehowy  nie ma dla mnie życia....
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 02 Kwiecień, 2017, 18:50

Gdy wszyscy ochłonęli, atmosfera się rozluźniła, starsza pani zaczęła mówić.
Moje życie zaczęło się kiepsko, powołali mnie na świat ludzie, którzy mnie później bez skrupułów z niego wyrzucili, a nawet wykreślili, przepowiadając mi, a nawet i życząc, że marnie skończę, ponieważ według nich odrzuciłam jedynego prawdziwego Boga. Z dwoma sukienkami i jedną parą butów i bez grosza przy duszy, poszłam w świat. Aby mieć na bilet sprzedałam lepszą sukienkę, a w gorszej pojechałam najbliższym pociągiem w nieznane. Byłam pewna, że szybko spadnie na mnie jakieś nieszczęście, choroba, piorun z nieba. Tak mnie wychowano i tak utwierdzano w przekonaniu, że bez świadków i Jehowy  nie ma dla mnie życia....

Kochana, ja przez Ciebie kiedyś na zawał zejdę, normalnie padnę.

Historia jak się czyta, to jest nie do opisania jakie emocje wywołuje, ciężko jest uwierzyć że jedna rodzina mogła mieć takie peryferie w swoim życiu, tyle kłopotów. Najwspanialsze jest to że zawsze wyszli razem z tego, pomagali sobie i mogli (myślę ze nadal tak jest, że mogą) na siebe liczyć.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 02 Kwiecień, 2017, 20:39
Kochana, ja przez Ciebie kiedyś na zawał zejdę, normalnie padnę.

Historia jak się czyta, to jest nie do opisania jakie emocje wywołuje, ciężko jest uwierzyć że jedna rodzina mogła mieć takie peryferie w swoim życiu, tyle kłopotów. Najwspanialsze jest to że zawsze wyszli razem z tego, pomagali sobie i mogli (myślę ze nadal tak jest, że mogą) na siebe liczyć.

  Kochana, ja pisałam..chcę Was od siebie uzależnić.  ;D ;D

A tak poważnie, Adam i jego teściowa, przypadek że się zakochał w jej córce. A to że sprawy tak się rozwinęły i nabrały dramaturgii zawdzięczają wspólnemu mianownikowi jakim są świadkowie.  Ich niechęć do bycia w organizacji rzuciła ogromny cień na całe ich życie.  O czym się jeszcze nieraz przekonamy.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 02 Kwiecień, 2017, 20:56
  Kochana, ja pisałam..chcę Was od siebie uzależnić.  ;D ;D

wiem, wiem, udało Ci się  :-* :-* :-* :-*

A tak poważnie, Adam i jego teściowa, przypadek że się zakochał w jej córce. A to że sprawy tak się rozwinęły i nabrały dramaturgii zawdzięczają wspólnemu mianownikowi jakim są świadkowie.  Ich niechęć do bycia w organizacji rzuciła ogromny cień na całe ich życie.  O czym się jeszcze nieraz przekonamy.

Cholerna organizacja, normalnie nie da się opisać jaką niechęć mam do niej.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 03 Kwiecień, 2017, 19:59




     ... Byłam przekonana, że długo nie pożyję. Jednak znalazłam pracę, z czegoś musiałam żyć, spałam w szatni pod stołem, przykryta roboczym ubraniem koleżanek. Tak mnie raz zastała sprzątaczka, to ona zabrała mnie do siebie, mieszkała z trójką dorosłych dzieci w jednym pokoju, mogła powiedzieć, że nie ma miejsca. A jednak przygarnęła mnie, dała materac, poduszkę i ciepły koc oraz talerz zupy. Gdy po latach zmarła, płakałam po niej jak po własnej matce, nie, nie po matce, po niej nie płakałam. Płakałam po Kazi jak po kimś bardzo bliskim memu sercu. Ten gest z jej strony nie potraktowałam jako uśmiech losu, ale błogosławieństwo szatna, które mi przepowiadali.

Po jakimś czasie byłam w takim stanie, że rozważałam powrót. Sama, samotna bez własnego kąta, żyjąca na skraju nędzy byłam przekonana, że właśnie zostałam zapomniana przez Boga. Nie liczyłam na cuda, ale przecież nic złego życiu nie zrobiłam, za co miał mnie karć? Tydzień po wypłacie, ktoś mnie okradł byłam załamana. Usiadłam pod płotem zakładu i płakałam jak dziecko i wtedy postanowiłam się zabić. Obok zakład był most, a pod nim przejeżdżały pociągi. Stanęłam na barierce i czekałam aż jakiś pojedzie. Nawet nie wiem, kiedy wylądowałam na chodniku, obejmował mnie jakiś chłopak i wyzywał od wariatek. I tak poznałam waszego ojca.

Powiedziałam mu, że nie mam po co żyć, że nie mam pieniędzy, mieszkania, celu w życiu. Zabrał mnie do baru, zjedliśmy kaszę z gulaszem i maślanką, powiedział, że jak chcę mogę u niego przenocować, ma materac. Nie miałam nic do stracenia, na niczym mi nie zależało. Mały pokoik był bardzo przytulny jak na tamte czasy i młodego mężczyznę wyjątkowo czysty.
Tak jak obiecał, dał mi materac, choć początkowo kazał mi spać na łóżku, nie zgodziłam się. Dla mnie to i tak było bardzo wiele. Składaliśmy się na żywność, opłaty robił sam, zarabiał więcej, a one były naprawdę niewielkie. A więc ja sprzątałam, gotowałam, dbałam o niego lepiej niż o siebie. Choć nie mogę powiedzieć, że on tego nie doceniał. Zabierał mnie do kina, teatru, na jakiś koncert, jako partyjny aktywista miał do nich dostęp. Nie, ja go nie kochałam, urzekł mnie tym, że nie mówił o religii, żadnej absolutnie żadnej, a i ja wolno zapominałam o swojej klątwie. I żyliśmy sobie tak razem, jak brat i siostra aż do dnia kiedy......
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: NiepokornaHadra w 03 Kwiecień, 2017, 22:37
Ciężko mi jest coś napisac, nie moge sklecić zdania. Początek mnei bardzo zasmucił, mimo że wiem że nie mogło to sie skończyć powodzeniem, że sie uda, to mocno sie przeraziłam, nie wiem dlaczego, miałam ochotę krzyknąć (dobrze że tego nie robię, bo sasiedzi juz i tak maja mnei za schizofreniczkę, mocno walniętą), jak przeczytałam jak sotała uratowana, to taki ogromy kamien mi z serca spadł, poczułam ogromną ulgę. Kolejna łza spłynęła czytając opowieść.
Kochana, przekaż najserdeczniejsze pozdrowienia i bardzo gorące uściski i buziaki, dla naszych dzisiejszych bohaterów. Podziękuj że zdecydowali się upublicznić swoją historię. Ciężko mi zliczyć ile wartości i ile sie nauczylam dzięki temu, skorygowałam swoje poglądy, bardziej zastanawiam się nad pewnymi sprawami, dużo bardziej doceniam moja rdzinę, przy okazji odblokowałam całe zasoby miłośco do mojej rodziny, nic ich nie blokuje już. Ciężko mi będzie sie odwdzięczyć.
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 04 Kwiecień, 2017, 08:32
  Wierzę kochana i doskonale rozumiem. Sama znam historię rodziny bardziej niż to co jest upubliczniane, a jednak jak dowiaduję się czegoś nowego, nieraz słucham lub czytam ( są momenty o których wolą napisać) to łzy zalewają twarz i nie da się tego w spokoju dokończyć.

Przeszli wiele, a jednak nikomu źle nie życzą, są pogodni i bardzo życzliwi dla ludzi i świata. Kiedyś Adam powiedział, że doszedł z teściową do wniosku, iż religia świadków, wisi nad nimi jak jakaś klątwa.
Dlatego (czas teraźniejszy) cała trójka dzieciaków, jest wprowadzana przez rodziców i wolontariuszy w świat sekt i zagrożenie jakie z nich płynie.
Aby kiedyś, któreś z nich nie uległo tej złudnej fascynacji.

 PS. Dziękuję, na pewno przekażę.  :-*
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Exodus w 04 Kwiecień, 2017, 11:07
Ciężko mi jest coś napisać, nie moge sklecić zdania..... Kolejna łza spłynęła czytając opowieść.

   a jednak jak dowiaduję się czegoś nowego, nieraz słucham lub czytam ( są momenty o których wolą napisać) to łzy zalewają twarz i nie da się tego w spokoju dokończyć.

 I właśnie ze względu na wrażliwość waszych serc i opuchniętych oczu  :'(  I wiecie ,że nie mam na myśli alergii ! ( no chyba,że na mnie  :P ) inna historia jest zbędna. Wystarczy ta. Swoją mam w pudełku na strychu.
Dbajcie o makijaż !!!  :)
 
Idę sąsiadowi podnieść ciśnienie. Jest za partią....No? Brawo!
Na koniec dam mu jakąś starą strażnicę i się pośmiejemy. Wie, że zmądrzałem.


   
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 05 Kwiecień, 2017, 20:08




..... Jak zawsze czekałam na niego z ciepłym obiadem. Pracowałam do czternastej, on godzinę dłużej, a więc miałam czas przygotować jakiś szybki posiłek. Była szesnasta, nadal go nie było, o siedemnastej nie odchodziłam już od okna, to do niego niepodobne.
Pobiegłam do zakładu pracy, portier powiedział, że wyszedł zaraz po zakończeniu pracy, szedł razem z Heńkiem, swoim kumplem. Wiedziałam gdzie mieszka, poszłam, a raczej pobiegłam do jego domu, sprawdzić, czy czasem tam nie przesiaduje.
Niestety, kolega powiedział, że rozstali się jak zawsze i Wojtek (tak go umownie nazwijmy) poszedł do domu. I znów bieg, prawie pięć kilometrów do domu, może akurat już wrócił?

Dotarłam ledwo żywa, niestety w domu nadal go nie było. Byłam przerażona, pobiegłam na komisariat, kazano mi czekać, może zabalował i zaraz wróci. Ja wiedziałam, że nie zabalował, on w ogóle prawie nie pił. Postanowiłam sama szukać, zaczęłam krążyć od szpitala do szpitala, to nie były czasy, kiedy pacjent wchodzi i pani z recepcji się uśmiecha i służy pomocą. Wtedy musiałam dopytać podstępem lub dać parę groszy portierowi, ten poszedł i mi przyniósł wiadomość..jest, leży nieprzytomny, potrącił go samochód. Siedziałam na schodach przed szpitalem i wyłam, złorzeczyłam całemu światu, byłam zła na siebie, świadków, moich rodziców, że to oni mnie przeklinają, a ja z tą klątwą jestem jak trędowata.

Jak mi tylko ktoś pomoże, zaraz spotyka go coś złego. Czułam się jak trędowata, parszywa, jak człowiek którego powinno się zamknąć w odosobnieniu i nie pozwalać na żadne kontakty z otoczeniem. Obiecałam sobie, że jeśli on z tego wyjdzie, wyprowadzam się, aby znów nie ściągnąć na niego czegoś złego.
Po czterech dniach pozwolono mi do niego wejść, nie byłam jego rodziną, a więc zero informacji, dopiero zadziałało kłamstwo, że jestem jego narzeczoną.
Weszłam do sali, leżała posiniaczony, z wieloma otarciami na twarzy, z nogą na wyciągu i ręką w gipsie. Byłam przerażona jego widokiem, ale także szczęśliwa, że jest, że żyje.

Kobieta się zamyśliła, po chwili inicjatywę przeją mąż. Przysiadła na łóżku, pogłaskała mnie po gipsie i powiedziała, jak ja się o ciebie bałam, tak bardzo się bałam. Ruszając jedną stroną ust, zapytałem..to  trochę ci na mnie zależy, a ja myślałem, że tylko na materacu. Powiedziała, żebym sobie nie żartował, bo mnie pacnie. Jej widok bardzo mnie ucieszył, już wtedy ją kochałem, ale ona była nieugięta na moje zaloty, a więc odpuściłem. Wiedziałem, że mnie nie kocha, ale jej na mnie zależy, a to bardzo dużo jak na osobę wychowaną bez miłości, wyrzuconą z domu i zapomnianą przez najbliższych. Długo nie umiała nazwać tego, co do mnie czuła, dbała, starała się, była czuła i serdeczna, ale nie mówiła, że mnie kocha. Za to ja, mówiłem jej za nas dwoje, a okazywałem jeszcze więcej.

 Pierwszy raz, powiedziała, że mnie kocha, jak był już Robert. Rozmawiała sobie z gaworzącym dzieckiem i wtedy do niego powiedziała..kocham cię syneczku i twojego tatę najbardziej na świecie, mocniej się nie da. Mnie wprost powiedziała, dopiero za kilka lat. Widziałem jak się miota, jak jej brakuje matki, ojca, zwłaszcza wtedy jak urodziła Roberta.
Była szczęśliwa, liczyła na to, że i im się to szczęście udzieli. Poprosiła mnie i choć z obawami i niechętnie, zgodziłem się jechać. Nawet nas nie wpuścili na podwórko, zobaczyłem dwoje ludzi, przepełnionych nienawiścią. Nawet wnuk nie zrobił na nich wrażenia, nie zmiękczył zatwardziałych jak beton serc. Mało, swoją nienawiść przelali także na dziecko. Byłem tak na nich wściekły, że......
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: Tazła w 12 Kwiecień, 2017, 21:52
 

      Chciałam Wam wszystkim przekazać życzenia spokojnych i udanych Świąt, od Adama i całej jego rodziny, która się nadal rozrasta. Podczytują sobie forum i często dyskutują na zawarte tu tematy.
Sama Ada powiedziała, że nie spodziewała się iż jej przeżycia wzbudzą u ludzi takie emocje.
Mówi o sobie jestem taka celebritis - lokalis.  ;D

I ode mnie przyjmijcie życzenie udanych Świąt. Nie przejedzcie się, nie przepijcie, bądźcie zdrowi. :)




 
   
Tytuł: Odp: Z życia wzięte .....
Wiadomość wysłana przez: dziewiatka w 12 Kwiecień, 2017, 22:43
Ja chciałbym i popić i pojeść ale te łapiduchy mówią nielzja. Jak to fajnie bez obawy można powiedzieć wesołych świąt i stukać się kieliszkami pijąc wódkę.Chociaż sam rozpoczynam post to wszystkim składam życzenia udanych i obfitych(w dobre jedzenie i trunki)świąt  wielkanocnych.Jestem zaskoczony,że coś takiego nie tylko pomyślałem ale też napisałem