Świadkowie Jehowy - forum dyskusyjne

BYLI... OBECNI... => ŻYCIE ZBOROWE, GŁOSZENIE, SALE KRÓLESTWA => Wątek zaczęty przez: PoProstuJa w 10 Listopad, 2018, 17:14

Tytuł: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 10 Listopad, 2018, 17:14
Z cyklu: WARWICKO – NADARZYŃSKIE DYLEMATY

Moi drodzy,

Dzisiaj zapukało do mych drzwi natchnienie  :)
I mi powiedziało, że nie tylko szeregowi głosiciele mają różne dylematy… ale również, a może przede wszystkim ci, którzy stoją na jej szczycie… i ci z Warwick.. i ci z Nadarzyna…
Najpierw pomyślałam, że można przedstawić je  w sposób zwyczajny… ale później przypomniało mi się, że o wiele więcej zabawy daje ubranie ich w fabularną historię (o czym świadczy m.in. duża popularność Bogumiła na forum).
A zatem zapraszam Was do zabawy w tworzenie tasiemca na miarę Mody na sukces, w którym jest wielu bohaterów i wszystko może się zdarzyć  ;D

Ja wymyśliłam swoje postaci i będę przy nich trwała z czasem poszerzając ich grono, a inni mogą wymyślić swoje postaci i opisywać ich losy. Możemy też nawiązywać w swoich opowiadaniach do pomysłów poprzedników.

No to robimy telenowelę WARWICKO – NADARZYŃSKIE DYLEMATY… oczywiście z życia wzięte!  ;D

Mam już pomysł na kilka odcinków… ale na razie wrzucam Wam pierwszy… będę dorzucała na bieżąco w miarę tego co mi się naprodukuje.

Tylko mam prośbę, aby zanim ktoś wrzuci swój odcinek, wysłał mi go na priva... cobyśmy sobie przez przypadek wzajemnie gotowych pomysłów nie wzięli...  :)
------------------------------------------------------------------------------------------

Uwaga: Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób i zdarzeń jest całkowicie przypadkowe!  ;D

ODCINEK 1 Dylematy brata Dżefreja

Scena 1

Tego dnia brat Dżefrej wstał z łóżka o wiele później niż zwykle… Promienie słoneczne świeciły prosto w jego podkrążone z niewyspania oczy… To była ciężka noc… Położył się do łóżka bardzo późno, a gdy w końcu udało mu się zasnąć, przez całą noc miał koszmary senne.
Naprawdę za nic w świecie nie chciał wychodzić tego dnia z łóżka. Gdy mimowolnie spojrzał na zegarek z przerażaniem zobaczył, że jest już ósma.
- No nie! Spóźnię się na tekst dzienny! Cholera jasna!
Dżefrej zwlókł się z łóżka i poczłapał do łazienki na szybki prysznic. Żeby nie tracić czasu wziął ze sobą od razu piankę do golenia i zaczął golić jednodniowy zarost podśpiewując pod nosem. Dżefrej był miłośnikiem pieśni królestwa i najczęściej nucił słowa swojej ulubionej: „Słudzy Jehowy w luksusach nie chcą żyć… ni władców ni świata ulubieńcami być”. Dżefrej pilnował się jednak, aby nie śpiewać zbyt głośno… bo jednak ściany w tym Warwick są cienkie, a przecież nikt nie mógł usłyszeć, że lubi nucić sobie pieśni jeszcze z czasów „starego światła”. Czasami za te pieśni mitygowała go jego żona, ale teraz miał całkowity luz, bo wyjechała w odwiedziny do rodziny. A on został na posterunku, aby niczym Mojżesz nieustannie służyć ośmiu milionom sług Jehowy.

Dżefrej zawsze był punktualny i lubił wstać z samego rana, aby mieć jeszcze czas na poranną kawę. Dzisiaj jednak musiał się pospieszyć. Z porannej kawy nici. Dżefrej szybko wyszedł spod prysznica, spryskał się perfumami Giorgio Armani i zaczął się pospiesznie ubierać. Otworzył szafę i musiał w kilka sekund zadecydować który garnitur dzisiaj wybrać… sięgnął po pierwszy lepszy granatowy garnitur z Hugo Boss’a. 
- Cholera jasna! Co się dzieje?! Nie pasuje! Chyba przytyłem za bardzo… nogawki mam za wąskie… i za bardzo przylega do ciała. Bracia gotowi jeszcze mnie wziąć za tego… za jakiegoś homo…! No nic… wezmę jasno szarego Gucciego. Jeszcze tylko krawat… złoty Rolex… i będę gotowy!

Dżefrej przygładził swoją łysinę, chuchnął na złoty sygnet i wypolerował go mankietem białej koszuli Dolce& Gabbana. Jeszcze tylko dwa psiknięcia odświeżaczem do ust i pospiesznym krokiem wyszedł ze swojego pokoju w apartamentowcu dla członków Ciała Kierowniczego w kierunku jadalni.
Dżefrej wiedział, że to nie będzie dla niego łatwy dzień...

Cdn…
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 10 Listopad, 2018, 21:55
ciąg dalszy...

ODCINEK 1 - Dylematy Dżefreja

Scena 2


Dżefrej zdążył przyjść do jadalni na ostatnią chwilę. Bracia skłonili już głowy do modlitwy przed omówieniem tekstu dziennego. Po chwili wszyscy mieli już otwarte teksty dzienne na swoich ajfonach i tabletach z podkreślonymi najważniejszymi myślami. Dżefrej ukradkiem spojrzał przez ramię sąsiada i zdał sobie sprawę, że on jako jedyny nie zdążył się przygotować.  Na szybko zaznaczył w tekście przypadkowe zdania i odetchnął z ulgą, że teraz nikt go nie nakryje, że nie czytał tekstu dziennego.
Dzisiejszy tekst oparty na Ewangelii Jana 8:44 zatytułowany był: „Szatan jest ojcem kłamstwa”.
Brat przewodniczący zaczął omawiać tekst, szczególnie skupiając się na odstępcach, którzy bezwstydnie szkalują organizację Jehowy za pomocą wszelkich metod.

Dżefrej na początku słuchał tego mini-wykładu, ale jego myśli szybko zaczęły odpływać w innym kierunku…

---------------
Dżefrej zamyślił się nad programem telewizyjnym, który oglądał wczoraj wieczorem ukradkiem w swoim apartamencie. Nikt w Betel nie mówił o tym programie oficjalnie, ale wszyscy wiedzieli, że o dziewiątej w BBC będzie program o byłych Świadkach Jehowy, którzy opuścili organizację i oskarżają Ciało Kierownicze o ukrywanie pedofilii.
Dżefrej tego wieczoru zaszył się w swojej sypialni i na wszelki wypadek postanowił zasłonić okna. Wziął swojego ulubionego, 13-calowego, ajpada Pro i z bijącym sercem włączył zakazany program. Dżefrej wiedział, że nie może korzystać z warwickiego Internetu, bo specjaliści z IT szybko go namierzą. Nie żeby z tego powodu miał jakieś konsekwencje… ale nie zniósłby tego, gdyby betelczycy znowu zaczęli o nim szemrać. Przecież on daje przykład całej trzodzie i nie może tak głupio wpaść! Wystarczy, że po tej aferze w Australii betelczycy zaczęli na niego inaczej patrzeć…
Nie… nikt mu nigdy nic nie powiedział na ten temat… przecież oficjalnie nikt w Betel… oprócz Ciała Kierowniczego.. nie wie o tym przesłuchaniu. Ale co się dzieje nieoficjalnie… tego już Dżefrej wolał nie wiedzieć… Nikt nic nie mówił, ale czasem wymownie na niego spoglądał… Dżefrej nie znosił tych spojrzeń i odruchowo unikał kontaktu wzrokowego z betelczykami, nawet gdy była to tylko pokojówka, która codziennie z namaszczeniem sprzątała jego apartament, zostawiając w łazience ręczniki codziennie ułożone w inny kształt – a to w łabędzie, a to w słonia… a to w australijskiego kangura…

Dżefrej wykupił więc sobie osobisty pakiet internetowy i oglądał program z zapartym tchem, a jednocześnie zastanawiał się w jaki sposób wyciszyć tę sprawę. Jasne było to, że nie może udzielać w tej kwestii żadnych komentarzy mediom ani nawet pisnąć słówka podczas rozmów z betelczykami.
A w zasadzie o czym tu rozmawiać?! O kłamstwach odstępców?! Tych odstępców co szkalują dobre imię organizacji?!
Dżefrej zrobił się ze złości czerwony na twarzy i poczuł jak zaschło mu w gardle. Sięgnął do swojej szafki nocnej, gdzie starał się zawsze trzymać coś „na ząb”, gdy był zestresowany. Sięgnął po pierwszą lepszą butelkę z Whisky z 1974 roku.
„Dobry rocznik” – pomyślał przez chwilę Dżefrej z rozrzewnieniem.
1974 rok… Dżefrej był wtedy pełen ideałów, od trzech lat pełnił już służbę pionierską i jako zaledwie 19-letni młodzieniec wziął ślub ze swoją Jenny. Któż by wtedy pomyślał, że trzydzieści lat później jego gorliwość zostanie tak sowicie nagrodzona?! Że zostanie członkiem Ciała Kierowniczego i tym samym wpisze się na listę pomazańców, którzy po śmierci zapukają do niebiańskich bram! Wspaniały zaszczyt i błogosławieństwo!
Rozmyślania Dżefreja przerwała w jednej chwili informacja, która o mało nie zwaliła go z nóg! Otóż jedna z wypowiadających się w reportażu ofiar pedofila, który był starszym w jej zborze, zapowiedziała, że znalazła także inne poszkodowane przez niego ofiary i że wspólnie wytoczą mu proces! Podała nawet kwotę, której zażądają od Towarzystwa Strażnica: 16 milionów dolarów!

Dżefrej zachłysnął się w tym momencie swoją Whisky i zaczął spazmatycznie kaszleć. Nie mógł przestać, więc szybko pobiegł do łazienki.
To była zła decyzja. Echo łazienki dodatkowo nagłośniło jego kaszel – teraz słyszało go już całe piętro.
Po chwili usłyszał pukanie do drzwi wraz z nawoływaniem:
- Bracie Dżefreju! Czy wszystko w porządku? Potrzebujesz pomocy? Otwórz drzwi!
Dżefrej doskoczył do drzwi i próbował powstrzymać kaszel, ale bezskutecznie. Przekręcił klucz w zamku i otworzył drzwi, za którymi stał steward obsługujący jego piętro.
Mężczyzna widząc stan brata Dżefreja szybko pięciokrotnie uderzył go między łopatki. Pomogło. Brat Dżefrej złapał oddech i poczuł się już lepiej.
- Bracie Dżefreju… Co się stało? Jakie to szczęście, że przechodziłem obok twoich drzwi! Przecież mogłeś się udusić!
- Dziękuję bracie…
- ….Dżony..
- Dziękuję bracie Dżony… Uratowałeś mnie! Skąd wiedziałeś co robić?
- Ach – westchnął Dżony - jeszcze jako nastolatek pasjonowałem się medycyną, pierwszą pomocą i ogólnie leczeniem, bo mój dziadek lekarz często opowiadał mi o swoim zawodzie. Nawet myślałem o tym, żeby zostać lekarzem tak jak on. Dziadek niestety nie był Świadkiem Jehowy, natomiast moi rodzice poznali prawdę, gdy byłem jeszcze mały. To oni zaszczepili mi miłość do organizacji Jehowy. Więc kiedy kończyłem szkołę średnią, to wiedziałem już, że muszę wybrać to co najważniejsze! Że muszę wybrać służenie Jehowie! No i szczęśliwie udało mi się trafić tu do Warwick, najpierw na budowę. I już tak zostałem.

Dżefrej popatrzył na tego przystojnego młodzieńca z bystrymi oczami. Przypomniał sobie, że on w jego wieku był taki sam… W dzieciństwie często słuchał muzyki poważnej i kochał grę na skrzypcach. Jednak po przyjęciu chrztu wiedział już, że nie może marnować czasu na rozwijanie talentu w szatańskim świecie. Rzucił skrzypce i jako 16-latek rozpoczął na Tasmanii służbę pionierską. Wiedział, że to najlepsza decyzja w jego życiu!

- Dziękuję ci Dżony. Bardzo mi pomogłeś. Pojdę się teraz położyć… Życzę Ci dobrej nocy – powiedział Dżefrej jeszcze pokasłując.
- Ależ bracie Dżefreju! To dla mnie zaszczyt, że mogłem ci pomóc! Pozwól, że pomogę ci dojść do łóżka i jeśli zechcesz, to przygotuję ci napar z warwickich ziół, które nazbierałem w naszym ogrodzie…

Dżefrej w tej chwili uświadomił sobie, że na jego łóżku leży włączony tablet… z odstępczym programem! Poczuł jak robi się czerwony, a po jego czole spływa kropla potu…

- Nie dziękuję ci Dżony, naprawdę nie trzeba! Wszystko już w porządku.
- Ależ bracie Dżefreju… jesteś pewien? Poczerwieniałeś… Może otworzę ci okno…?!  - Dżony dziarsko ruszył w kierunku okien w sypialni…

- Nieeeeee… trzeeeeeeebaaa….. – krzyknął Dżefrej, który rzucił się w kierunku sypialni i jednym sprawnym skokiem, niczym australijski kangur wskoczył na swoje łóżko osłaniając tablet własnym ciałem…
Dżony, który nigdy nie widział na własne oczy skaczącego członka Ciała Kierowniczego stanął w osłupieniu, a następnie poczuł, że chyba powinien opuścić pokój.

Dyszący Dżefrej pomachał mu ręką i odetchnął z ulgą, pozbywając się  niepożądanego intruza. Gdy tylko drzwi zamknęły się, Dżefrej zamknął je na dwa zamki i łańcuszek. Teraz miał już pewność, że do jego pokoju nikt się nie dostanie.
Spojrzał na ajpada – na szczęście był cały!
„Jednak sprzęt z najwyższej półki jest niezawodny” – pomyślał. Dżefrej
Od chwili, gdy został członkiem Ciała Kierowniczego lubił otaczać się markowymi rzeczami i dobrym sprzętem. Wiedział, że nie można żałować pieniędzy Centrali na taki niezbędny, podstawowy sprzęt. Nigdy się tym publicznie nie chwalił, ale to on wymyślił fabułę tego filmiku o Zosi, która zamiast kupić sobie loda, wrzuca pieniążek do zborowej skrzynki z datkami na ogólnoświatową działalność Świadków Jehowy.
Film poruszył wielu braci na całym świecie, którzy zaczęli sugerować swoim dzieciom, aby wszystkie swoje oszczędności ze skarbonki przeznaczyły na sprawy Królestwa. To dzięki datkom od takich gorliwych „Zoś”, „Piotrusiów” i ich rodziców,  Dżefrej mógł teraz godnie reprezentować organizację Jehowy w odpowiednim odzieniu wierzchnim i z odpowiednimi narzędziami do krzewienia dobrej nowiny w postaci najnowszego elektronicznych gadżetów. „Zosie” wraz z rodzinami zapewniły bratu Dżefrejowi również skromny dach nad głową w warwickim apartamentowcu oraz skromne, całodzienne wyżywienie uwzględniające kilka dań do wyboru oraz osobiste diety poszczególnych członków Ciała Kierowniczego. Siostry piorące i prasujące jego ubrania, a także codziennie sprzątające jego pokoje były miłą odmianą po jego prawie 25-letniej służbie pionierskiej, w której musiał znosić różne niedogodności na wyspach Tuvalu, Samoa i Fidżi.

Dżefrej tej nocy miał liczne koszmary. Po tym jak wszedł na jedną z odstępczych stron Silent Lambs, dowiedział się o kolejnych ofiarach pedofili w USA. Dżefrej szybko policzył w głowie ile Towarzystwo Strażnica musiałoby zapłacić ofiarom molestowania, gdyby każda z nich chciała w ramach zadośćuczynienia zaledwie „skromny” milion dolarów… Wyszłoby na to, że musieliby sprzedać cały Warwick i wszystkie Sale Królestwa na świecie… a i tak, to byłoby za mało!
Jedyne co ratowało w tej sytuacji Towarzystwo to fakt, że w niektórych krajach przestępstwa seksualne przedawniają się po iluś latach oraz że nie każdy ma odwagę, aby się przyznać do tego, że był ofiarą molestowania seksualnego!
„I tego się trzymajmy!” – pomyślał Dżefrej, po czym ułożył się do snu. Nie mógł jednak spać spokojnie… śniły mu się płaczące dzieci, które wołały „Wujku Dżefreju – pomóż nam! Nie zapominaj o naszej krzywdzie!”.

To była bardzo ciężka noc…

--------------------------------------------------

- Bracie Dżefreju, dobrze się czujesz? – zapytał zatroskanym głosem Stiven Lett, który w zaufanym gronie braci z Ciała Kierowniczego, miał sympatyczną ksywkę Kermit.
- Co? – ocknął się nagle Dżefrej…
- Pytam czy dobrze się czujesz… nie tknąłeś ani kęsa śniadania…
- A tak… wszystko w porządku… nie jestem dziś głodny. Jadłem z rana jogurt dietetyczny i do tej pory mnie trzyma… - Dżefrej wykrzywił twarz w niezręczny uśmiech.
- Lepiej coś zjedz… dziś musisz mieć dużo siły… Musimy mieć dużo siły… - Kermit poklepał Dżefreja po ramieniu i spojrzał na niego znacząco…
- Tak, tak… już jem… dziękuję za troskę… Zaraz muszę być w moim biurze…
- Spokojnie, jeszcze zdążysz się dziś napracować – odpowiedział Kermit, wybałuszył oczy na wierzch i wykrzywił twarz w swój ulubiony uśmiech numer 5 ala klown z Mc”Donalds’a.
- Taaakkk…
- Dejvid pięknie dzisiaj omówił tekst dzienny! Jakże celnie zauważył, że odstępcy rozpuszczają na temat Bożej organizacji same kłamstwa.. i posuwają się w tym coraz dalej! Oby Jehowa stosownie ukarał tych kłamców!
- Taaakk… oby Jehowa ukarał kłamców… - Dżefrej powtórzył słowa Kermita bez przekonania i z trudem przełknął ślinę.
- Pamiętaj… wszelkie kłamstwa przeciwko nam to sprawka Szatana! Złośliwego przeciwnika organizacji!
- Tak… to kłamstwa od Szatana…
- Miłego dnia Dżefrej. Muszę już lecieć! Pamiętaj… to kłamstwa…! To same kłamstwa! – Kermit jeszcze raz znacząco klepnął Dżefreja w ramię i pospieszył w kierunku wyjścia.

Dżefrej jadł śniadanie w pośpiechu i ukradkiem rozglądał się po sali. Do tej pory gwarni bracia dziś mówili bardziej ściszonym głosem. Dżefrej chciał jak najszybciej uciec z jadalni... byleby tylko nikt go nie zaczepił i nie rozpoczął z nim żadnej rozmowy. Dżefrej nie miał na takie rozmowy ani siły ani ochoty. Zwłaszcza, że wiedział co go zaraz czeka… zaraz musi iść do swojego biura i stawić czoła problemom dnia dzisiejszego…
A w związku z tym, że Szatan postanowił tym razem w szkalowaniu organizacji posłużyć się niezwykle popularną telewizją BBC wiedział, że nie będą to małe problemy…

Cdn.


Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Gandalf Szary w 10 Listopad, 2018, 22:25
                          Odcinek 1. Scena 3 - Wspomnienia Dżefreja

Brat Dżefrej zanim zjadł śniadanie, aby udać się do swego wypasionego biura by stawić czoła nowym problemom ze strony telewizji BBC sięgnął pamięcią swego przyjazdu z Australii i sprawy pedofilii. Tak to był trudny dla niego sprawdzian. Dobrze pamięta ten poranek. Przełykając w pospiechu kolejny kawałek smakołyku odtwarzał w pamięci całą rozmowę jaka się wówczas odbyła w CK............

Dżefrej nacisnął klamkę i wszedł do gabinetu, w którym obradowało Ciało Kierownicze. Wszyscy już siedzieli na swoich miejscach, w wygodnych skórzanych fotelach. W powietrzu unosiła się gęsta atmosfera. Dżefrej od razu to wyczuł, miny jego współbraci mówiły same za siebie. Przecież dopiero co był przesłuchiwany w Australii w sprawie pedofilii, którą jak im się wydawało zamietli pod dywan, a tu taki skandal. Wszystko wyszło na jaw i w dodatku on był przesłuchiwany. Zanim Dżefrej zdążył usiąść w wygodnym fotelu, z pretensją w głosie, odezwał się do niego Stiphen Let:
- Do jasnej cholery Dżefrej co tam się stało? Jak mogłeś dać się zaciągnąć przed komisję?
- Nie miałem wyjścia. Wszystko się posypało. Ofiary zaczęły sypać i doszło to do organów ścigania. Namierzyli mnie!!
- Musiałeś się przyznać, że nie jesteśmy jedyną arką? Rozmawiałeś w BO z odpowiedzialnymi za prowadzenie działalności ewangelizacyjnej ?
- Oczywiście, ale oni zwalają to na nas. Pokazali mi listy gdzie informowali nas o wszystkim.
- Stiphen Let pominął tą uwagę Dżefreja milczeniem. Doskonale wiedział o tych pieprzonych listach. Aby nikt z obecnych nie drążył tematu listów zadał kolejne pytanie: A co na to starsi w zborach mieli wyciszyć ofiary.
- Rozmawiałem z niektórymi, ale okazało się, że większość z nich to pedofile i to oni najpierw wykorzystywali, a potem brali udział w rozsądzaniu tych spraw. Teraz ofiary są wkurwione, że nie reagowaliśmy!! To oni zawalili sprawę, za mocno naciskali  - rozpaczliwe  broni się Dżefrej.
Na całe szczęście przyszedł mu z pomocą Garit Losch
- Spokojnie bracia damy jak zwykle radę. Nie z takich opresji organizacja wychodziła. Rozgłosi się najpierw, że to nagonka odstępców, a zwykli głosiciele wyjaśnią to przy drzwiach na całym świecie.
 - Tak dokładnie tak  - wszedł w słowo Loschowi brat Kaneth Cók. Cók zawsze miał dobre pomysły. Dobrze ubrany, z okularami na nosie wyglądał na bardziej inteligentnego niż w rzeczywistości. Niemniej jednak pomimo braku zdolności organizacyjnych sprawdzał się w sytuacjach podbramkowych. Nieraz jego rady w sytuacjach kryzysowych ratowały Ciału Kierowniczemu cztery litery, no i oczywiście świętej organizacji.
 - Cóż odezwał się. Mleko się rozlało. Ale to nic należy działać kilku torowo. Nie wystarczy wytłumaczyć ludziom przy drzwiach sprawę Australijską. Trzeba też przekonać owieczki w zborach, aby nie odchodziły i przekonały jeszcze innych o fałszywych oskarżeniach. Trzeba opracować serię wykładów publicznych oraz zamieścić odpowiednie artykułach w strażnicy do studiowania. Trzeba wyraźnie uwypuklić brak naszej winny w tym całym zamieszaniu.
- Dokładnie. Ale nie można wszystkiego zostawić starszym. My także musimy się zaangażować. Mamy przecież telewizję JW. Broadcasting oglądaną na całym świecie. Ty bracie Losch rozpoczniesz kampanie wykładów w naszej telewizji i ostro potępisz rozpowszechnianie odstępczych informacji o pedofilii – wtrącił brat Hard. Poza tym trzeba docisnąć starszych w zborach. Niech ostro zabiorą się za wszystkich, którzy w nas nie wierzą. Odstępców trzeba bezwzględnie tępić i izolować od zdrowej części zboru.
- Właśnie niech potępią spotkania towarzyskie w zborach, jeżeli owieczki chcą się prywatnie spotykać to tylko po to, aby naszą telewizję oglądać. Starszych trzeba też obarczyć odpowiedzialnością za zgłaszanie pedofilii na policję, ale w pierwszej kolejności niech kontaktują się z naszymi prawnikami. Mają to bezwzględnie zgłaszać do Biur Oddziałów. Naważyli piwa to niech to teraz piją. Wtrącił David Spline.  A co z odszkodowaniami? Stracimy kupę kasy. Jak ofiary pójdą do sądu to pójdziemy z torbami! I tak nam wpływy maleją. Jak tak dalej pójdzie to na nowe Rolexy nie będzie.     
- Szlak by to trafił. Wyrwało się Morasowi. Dopiero co kupiłem nową kolekcję garniaków, każdy za 5000 dolarów. Nie wspomnę o butach i spinkach ze złota do krawata. 
 - Nie martwmy się tym na zapas. Mamy dobrych prawników. Będziemy przeciągać sprawy w sądach w nieskończoność i utrudniać dostęp do naszych dokumentów. Przecież nie musimy udostępniać czegoś, czego oficjalnie nie ma. Nikt przecież nie wie o komitetach i tajnych dokumentach tworzonych na potrzeby wewnętrzne naszej świętej organizacji. Poza tym niech przepiszą wszystkie sale królestwa na organizację, w razie czego, sprzeda się je, a owieczki wybudują nowe za własne pieniądze.  – zabrał głos Dżefrej rehabilitując się przy tym po wpadce w Australii.
- Bardzo dobrze i tak ma pozostać. Dobry pomysł z tymi salami bracie Dżefrej. A dokumentów nie wydawać, niech pokrzywdzeni idą z tym do sądów. Prawie wykrzyczał podniecony Cóc.

Atmosfera zelżała, a Dżefrej odetchnął. Naprawdę myślał, że będzie kozłem ofiarnym. Zwłaszcza na początku rozmowy jak na niego naskoczył Stiphen Let. Rozluźniony włączył się do wspólnej rozmowy, która dotyczyła teraz bieżących tematów. Przechodząc do buduaru jeszcze kilka razy zahaczyli o sprawy pedofilskie w innych krajach, ale nikt nie robił przytyków na temat jego haniebnego wystąpienia w Australii. Dla dalszego rozładowania atmosfery sięgnięto po karafkę i szklanki, a brat Hard wlał do prawdziwego kryształu ze złocieniami whiski za 1000 dolarów za butelkę. Wszyscy sięgnęli po szklanki z zaczęli popijać drobnymi łyczkami cenny trunek.   
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 11 Listopad, 2018, 09:07
Tymczasem w Nadarzynie...
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 11 Listopad, 2018, 13:57
Tymczasem w Nadarzynie...


ODCINEK 2 - Dylematy brata Wiktora

Brat Wiktor zniecierpliwiony długim oczekiwaniem stukał nerwowo palcami w blat swojego biurka. Wiktor nie znosił, gdy ktoś się spóźniał.
On sam był nauczony w swoim domu takiego porządku i dyscypliny, że spóźnienie się choćby o minutę czy to na zebranie zborowe czy do służby polowej było czymś nie do pomyślenia. Dlatego Wiktor zawsze był gotowy na każde umówione spotkanie nawet godzinę wcześniej. A ponieważ nie lubił bezczynności zajmował się w tym czasie zawsze czymś pożytecznym. Nie znosił marnować czasu.
Wiktor zdążył więc już podczas oczekiwania posegregować do osobnych teczek kolejny stos papierów ze swojego biurka, wytrzeć pyłki kurzu z najwyższej półki jego strażnicowej biblioteczki oraz starannie wypucować swoje spinki do mankietów. Gdy rozglądał się po swoim niewielkim biurze w poszukiwaniu kolejnego zajęcia jego wzrok przykuła druga półka biblioteczki. Ktoś wyciągnął z niej książkę i odłożył niedbale, zaburzając cały ciąg prosto i harmonijnie ułożonych publikacji. Wiktor wstał natychmiast z miejsca i poprawił książkę odkrywając przy okazji, że znajduje się nie na swoim miejscu… powinna być o jedno miejsce dalej, zgodnie z kolejnością alfabetyczną. To niedbalstwo tak zirytowało Wiktora, że aż przeklął w myślach.
W tej sekundzie usłyszał pukanie do drzwi biura.
„W końcu!” – pomyślał zdenerwowany.
- Wejdź! – wydał komendę.
W progu ukazał się wysoki osiłek ubrany w poplamione ogrodniczki i ubłocone gumiaki.
- Przepraszam szefie za spóźnienie! Nie mogłem przyjść wcześniej. Robota się trafiła. Żeśmy zawory w rurach ściekowych wymieniali i nagle jak walło ciśnienie, to…
- Oszczędź mi szczegółów Gracjan! – Wiktor popatrzył na osiłka z odrazą.
W pokoju zaczął unosić się nieprzyjemny zapaszek, a Wiktor szybko doskoczył do okna, żeby otworzyć je na oścież.
- Natychmiast marsz pod prysznic! I mi się tu nie pokazuj więcej w takim stanie! Jak się doszorujesz, to natychmiast przyjdź! – Wiktor prawie że wyrzucił Gracjana za drzwi.

Osiłek poszedł czym prędzej w milczeniu, a Wiktor z obrzydzeniem na twarzy zajął się czyszczeniem i pucowaniem klamki, którą Gracjan przed chwilą dotykał swoją wielką, upapraną łapą.
„Tak to jest umawiać się z gamoniami!” – pomyślał wściekły Wiktor.
Ale cóż miał robić… Gracjan był wtajemniczony już w zbyt wiele spraw, aby Wiktor mógł teraz tak po prostu zrezygnować z jego usług i pozbyć się go na zawsze.
Wiktor spojrzał na zegarek. Dochodziła 18.00. Piątek. A on zamiast oddawać się już relaksowi, musi czekać jeszcze na tego idiotę.
„Czym by się tu zająć?” – Wiktor rozglądał się po pokoju i jego wzrok padł na pojemną szufladę biurka. Wiktor wyjął z kieszeni starannie dopasowanego garnituru mały kluczyk i przekręcił go w zamku szuflady, do której nikt inny nie miał dostępu.
„Co my tu mamy… „ – Wiktor przeglądał kilka zgromadzonych tam publikacji…
„Ta już przeczytana, ta do połowy, ta nudna, ta beznadziejna, a w tej mi zostały dwa rozdziały do dokończenia… niech będzie…”
Wiktor wyjął z biurka grubą książkę w twardej oprawie, usiadł wygodnie w swoim fotelu i zaczął ją kartkować. Na szczęście zaznaczył zagiętą kartką stronę, na której ostatnio zakończył czytanie. Kartka formatu A4 była już nieco sfatygowana, a Wiktor z ciekawości postanowił do niej zajrzeć i zaczął czytać ją pod nosem:
„Data,  dane adresowe.. bla, bla, bla… zbór Wąchock Południe, data chrztu bla, bla, bla… Oświadczam, że w pełni świadomie i dobrowolnie występuję z organizacji Świadków Jehowy… bla, bla, bla…” – Wiktor z dezaprobatą wstał z fotela, nachylił się w kierunku wielkiej mapy Polski, która wisiała na ścianie tuż przy jego biurku przypięta do ogromnej tablicy korkowej.
Wiktor jeszcze raz spojrzał na nazwisko w piśmie, odszukał palcem na mapie Wąchock, sięgnął do pudełka po żółtą pinezkę i wcisnął ją z całej siły w tablicę. Przy okazji zajrzał jeszcze raz do pudełka i okazało się, że jest już prawie puste.
„Cholera – już dziesiąte pudełko się kończy! Cały zapas. Trzeba będzie je chyba zamówić hurtem”.

Wiktor z dezaprobatą spoglądał na mapę upstrzoną już setkami kolorowych pinezek. Dobór koloru pinezki miał duże znaczenie. Kolory jasne przeznaczone były dla niegroźnych odstępców, którzy po cichu odeszli z organizacji na przykład pisząc list o odłączeniu, albo którzy zostali wykluczeni za odstępstwo na komitecie sądowniczym. Kolor czerwony dotyczył już tych odstępców, którzy po wyjściu nie potrafili milczeć i szkalowali w jakiś sposób organizację, na przykład poprzez zamieszczanie filmików w Internecie. Jeżeli te ataki na religię prawdziwą były coraz bardziej nasilone, kolor czerwony zamieniany był na brązowy. Z kolei kolor czarny był zarezerwowany dla tych najgroźniejszych, aktywnych odstępców… którzy szczególnie przyczyniali się do powolnego upadku organizacji.

Wiktor wściekłym wzrokiem spojrzał na wielkie, czarne pinezki wbite w miejscowości Wołów i Twardogóra. Omiótł jeszcze wzrokiem masę pinezek wbitych w okolice Krosna i Zakopanego i stwierdził, że być może praktyczniejszym i tańszym rozwiązaniem będzie korzystanie z elektronicznej wersji mapy…
Przy czym tylko mapa papierowa mogła bardziej dobitnie unaocznić wszystkim pracownikom Biura Oddziału z których miejsc wylało się najwięcej odstępczej zarazy i gdzie muszą jak najszybciej interweniować.
Podejrzany o odstępstwo był każdy! Nie ważne czy to był szary głosiciel, sługa pomocniczy czy starszy zboru… każdy mógł mieć w sobie zaszczepioną odstępczą bakterię, która na dalszym etapie powodowała silną chorobę duchową.
Sama choroba i „śmierć duchowa” poszczególnych Świadków nie była problemem. Największym problemem były te chore jednostki, które zarażały innych odstępczymi zarazkami, będąc jeszcze pełnoprawnymi członkami zboru. I właśnie takie zborowe gnidy należało wytropić i rozdeptać, zanim wyklują się z jaja jako pełnoprawne zborowe wszy.

Dlatego po każdym piśmie o odłączeniu się Wiktor osobiście pisał maila do zboru, w którym pojawił się odstępca i żądał od starszych wypełnienia szczegółowej tabeli na temat miejscowych głosicieli. A były w niej informacje dotyczące członków rodziny odstępcy – ile razy w tygodniu uczęszczają na zebrania, jakie mają przywileje w zborze, ile godzin głoszą, czy chodzą na sprzątanie Sali, czy są zapisani do Szkoły Teokratycznej i jaką mają opinię w zborze. Oprócz tego starsi zboru mieli wskazać na osoby z którymi odstępca najbardziej się przyjaźnił i najczęściej rozmawiał. Jeżeli odstępca miał przyjaciół również w innych zborach, wtedy należało poszerzyć wiadomości w tabeli o ich charakterystykę w porozumieniu ze starszymi z tamtych zborów.

Najbardziej podejrzane były w zborze osoby o statusie „nieczynny”, które rzadko chodziły na zebrania i nie dawały regularnie sprawozdania ze służby. Z takimi starsi mieli się kontaktować telefonicznie i umawiać się na wizyty pasterskie. A będąc już w domu nieczynnego, starsi mieli przeprowadzić mini śledztwo rozglądając się uważnie po jego mieszkaniu, szczególnie skupiając swoją uwagę na tytułach książek zgromadzonych w domowej biblioteczce.
Oprócz tego starsi mieli korzystać z różnych forteli, aby zdobyć dostęp do komputera podejrzanego. Gdy starszy zboru rzekomo sprawdzał swoją pocztę mailową na komputerze domownika, miał za zadanie wejść w historię stron wyświetlanych na komputerze oraz zdobyć jak najwięcej danych np. poprzez skopiowanie i wysłanie na swoją pocztę korespondencji właściciela komputera na Skypie czy Whatsappie.
Zadanie nie było proste, ale nie bez powodu starsi zawsze umawiają się na wizytę pasterską w dwie osoby. Oprócz tego domownik zazwyczaj idzie do kuchni, aby zaparzyć herbatę czy kawę, a oni zyskują cenny czas na bardziej szczegółowe oględziny mieszkania.

Wiktor, choć był już po pracy, postanowił jednak uzupełnić tabelę w Excelu o dane kolejnego odstępcy. Było mu głupio, że robi to z takim opóźnieniem. Spojrzał na datę pisma… przeleżało w jego książce jako zakładka aż dwa miesiące!
Wiktor wyszukał w tabeli nazwę Wąchock i okazało się, że to już drugi oficjalny odstępca w tym zborze. W rubryce: „korespondencja do starszych” Wiktor wpisał na czerwono notatkę: „opierdolić koordynatora” i zamknął tabelę, wiedząc, że powróci do tematu w poniedziałek z samego rana.

Wiktor miał bardzo radykalne podejście do porządku i dyscypliny i wiedział, że starszym nie można popuszczać. To on był jednym z głównych inicjatorów prześwietlania wszystkich starszych pod kątem ich duchowych kwalifikacji. Kiedy przyszedł z Centrali list o tym, żeby zrzucać ze stołka każdego starszego, który posyła dzieci na studia, Wiktor postanowił osobiście dopilnować czy zalecenia zostały wdrożone w każdym polskim zborze. Koordynatorzy musieli wysłać mu szczegółowe raporty w tej sprawie. Wiele głów wtedy poleciało w zborach. Ale tak trzeba było zrobić, żeby na stanowisku starszego zboru ostały się tylko osoby bezwzględnie podporządkowane i lojalne organizacji.

Wiktor miał porządek i dyscyplinę w genach. Jego ojciec był pułkownikiem w wojsku i ćwiczył swojego jedynego syna jak zawodowego żołnierza. Ćwiczył syna wtedy, gdy był w domu, a w domu zazwyczaj był tylko gościem. Zawsze powtarzał, że wojsko to nie jest praca tylko służba, a na służbie trzeba być całkowicie oddanym.

Mały Wiktorek brał sobie do serca słowa ojca i chciał być taki jak jego tata. Pewnego dnia, gdy był 10-letnim chłopcem, do drzwi jego domu zapukały dwie panie z Biblią w ręku, które chciały rozmawiać z jego mamą. Wiktor zaciekawiony przysłuchiwał się rozmowie i coraz bardziej mu się to podobało. Usłyszał słowa:  służba, oddanie, reguły, nakazy, podporządkowanie… i wiedział, że te panie mówią o czymś dobrym. Mama spotykała się z tymi paniami jeszcze wielokrotnie, ale powiedziała Wiktorowi, żeby nie mówił o tym ojcu. Chłopiec nie wiedział dlaczego, ale wolał posłuchać mamy.

W końcu Wiktor wraz ze swoją mamą znalazł się pierwszy raz w życiu na zebraniu Świadków Jehowy. Była to salka na ogródku działkowym, ale przygotowana bardzo schludnie – starannie odmalowana i wysprzątana. Wiktor dobrze się tam poczuł, zwłaszcza, że wszyscy nieznajomi się do niego uśmiechali i chwalili go przy mamie za jego bystrość. Chłopiec poczuł się tak dowartościowany, że postanowił przygotować się do kolejnego zebrania. Widział, że inni zgłaszali się do odpowiedzi oraz do odczytywania wersetów biblijnych.
Wiktor poprosił mamę o Biblię i od tego czasu regularnie zgłaszał się na każdym zebraniu. Zborowe „ciocie” i „wujkowie” nie mogli się nachwalić postępów jakie robił Wiktor. Wkrótce jeden ze starszych zboru pomyślał, że trzeba by wykorzystać potencjał chłopca i zaczął go angażować w kolejne obowiązki. Nie minęło wiele czasu, a Wiktor nosił już mikrofon podczas zebrania, z czego był ogromnie dumny. Starsi postanowili, że to oni będą studiować z Wiktorem, dzięki czemu chłopiec jeszcze lepiej wdroży się do zborowej posługi. Wiktor jako dwunastolatek przyjął chrzest i od tego czasu kariera w organizacji stanęła przed nim otworem. Wiktor regularnie głosił, a często zostawał także pionierem pomocniczym. W Szkole Teokratycznej wygłaszał piękne przemówienia, które wprawiały w zdumienie wszystkie zborowe „ciotki” i „wujków”. Wiktor był traktowany jak złote dziecko, a jego mama co chwilę przyjmowała od nich słowa uznania za wychowanie syna.

Mama Wiktora przez pewien czas ukrywała przed mężem, że studiuje ze Świadkami Jehowy. Później jednak wyjawiła mu prawdę. Mężczyzna wezwał Wiktora na rozmowę i kazał mu pokazać oceny w szkolnym dzienniczku. Z góry na dół same piątki i szóstki. Ojciec zobaczył, że chodzenie na zebrania nie przeszkadza jego synowi w nauce, więc machnął na wszystko ręką. On sam nigdy nie był zainteresowany religią i na żadne zebranie Świadków nigdy się nie wybrał. Powiedział Wiktorowi, że musi w życiu być kimś i ma skończyć dobrą szkołę, a jeśli chce zawracać głowę religią, to niech to będzie już jego sprawa.
Mama Wiktora jakiś czas po tej rozmowie z mężem przyjęła chrzest i rozpoczęła służbę pionierską. Z mężem nie rozmawiała zbyt wiele na temat swojej nowej religii. Wiedziała, że jej mąż, pułkownik, nigdy nie miałby szans, aby zostać Świadkiem, no chyba, że rzuciłby służbę wojskową. A to było niemożliwe. Mężczyzna za bardzo kochał swoją pracę i swoje stanowisko, aby poświęcać jej dla jakiejś abstrakcyjnej dla niego idei.   Żona była już przyzwyczajona do tego, że ona wraz z dzieckiem zawsze będzie na drugim miejscu, a na pierwszym będzie wojsko. Przez wiele lat czuła się osamotniona i opuszczona przez męża, ale tę wewnętrzną pustkę zapełnili jej bracia i siostry ze zboru. W końcu poczuła, że ma rodzinę. Może nie cielesną, ale duchową.

Kobieta nie wtajemniczała nigdy męża w takie szczegóły jak to, że Świadkowie nie mogą pozdrawiać sztandaru czy śpiewać hymnu. Wszak jej mąż, wzorowy patriota, mógłby zakazać im chodzenia na zebrania. Na początku żona była zmartwiona tym, że mąż może się denerwować tym, że przestała ona ubierać choinkę na święta i urządzać wigilię. Szybko jednak okazało się, że ojciec Wiktora nawet tego nie zauważył – cały swój czas spędzał w jednostce wojskowej, a w domu pojawiał się tylko na noclegi. Podczas świąt zawsze brał dyżury. A problem całkowicie rozwiązał się już wtedy, gdy mężczyzna został przeniesiony na służbę do jednostki wojskowej w innej części Polski. Razem z żoną ustalili, że nie ma sensu, aby przeprowadzała się ona razem z nim, bo Wiktor musiałby zmieniać szkołę. Od tego czasu widywali się więc tylko raz na kilka miesięcy.

Wiktor dorastał, kończył liceum, w zborze był już odpowiedzialny za nagłośnienie i za literaturę, a starsi obiecywali mu stanowisko sługi pomocniczego.
Mama była dumna z syna pod każdym względem – mądry, przystojny, bystry, wybitny uczeń i wzorowy głosiciel w zborze. Wiedziała, że już niedługo jej syn „wyfrunie z gniazda” na studia, dlatego tym bardziej poświęcała cały swój czas na służbę pionierską i zawieranie przyjaźni w zborze, aby nie czuć pustki po powrocie do głuchego domu. 

Wiktor tuż po maturze wyjechał do stolicy, aby studiować prawo na Uniwersytecie. W zborze do którego się przeniósł od razu dostrzeżono jego zdolności i szybko powierzano mu kolejne przywileje. Wiktor był perfekcjonistą i nie chciał spuszczać z tonu pod żadnym względem. Nie mógł zawieść ani ojca, który wymagał od syna jak najlepszych wyników w nauce, ani nie chciał zawieść starszych zboru. Zdarzało się więc notorycznie, że chcąc pogodzić obowiązki zborowe z nauką na studiach musiał zarywać noce i spał po kilka godzin na dobę.
Wiktor musiał udowodnić wszystkim dookoła, że pogodzenie studiów ze służbą dla Jehowy jest możliwe.
Bracia w zborze stawiali Wiktora za wzór, choć nie wszystkim podobało się to, że zdobywa on świeckie wykształcenie. Wiktor w takiej sytuacji zawsze miał wytłumaczenie – uczy się po to, aby móc później pomagać innym braciom i bronić ich przed niesprawiedliwymi wyrokami szatańskiego świata. Ten argument przemawiał do wielu osób i nie szemrali już na jego temat. Wiktor był zatem postrzegany przez cały zbór jako idealny kandydat do Nadarzyna. Jego zasługi nie uszły uwadze braci obwodowych i braci z Nadarzyna, którzy zaprosili do siebie świeżo upieczonego absolwenta prawa, aby pomagał im w Dziale Prawnym. I tak to się zaczęło…

W międzyczasie Wiktor pełnił jeszcze wiele innych funkcji, zastępował czasem nadzorcę podróżującego i udawał się do zborów w różne rejony Polski. Poznał więc organizację z każdej możliwej strony – i z pozycji zwykłego głosiciela, a także z pozycji starszego zboru oraz członka polskiego Biura Oddziału.
I tak upłynęło już kilkanaście lat. Wiktor nawet nie wiedział jak to możliwe, że ten czas tak szybko przeleciał. Ale jeśli miał zapewniony w Nadarzynie wikt, opierunek, darmowe schronienie oraz przede wszystkim duże poważanie u braci z całej Polski, to nie miał zbyt dużej motywacji, aby szukać pracy w korporacji, szukać mieszkania do wynajęcia i żyć wyłącznie na własny rachunek. On przecież był tym wybrańcem, tym betelczykiem o których mówi się z takim zachwytem i uznaniem.

Ojciec Wiktora najpierw nie rozumiał decyzji syna, ale gdy dowiedział się, że jego syn pełni w Nadarzynie najwyższe funkcje uznał, że nie będzie się już więcej wtrącał w jego fanaberie. Był dumny, że Wiktor awansował wysoko. Szczególnie spodobało mu się to, że u Świadków wszystko jest zorganizowane tak jak w wojsku, począwszy od szeregowych głosicieli, a kończąc na ich odpowiednikach generałów.
Wiktor wiele razy słyszał od swojego ojca jak przeprowadza musztrę swoich żołnierzy w wojsku i uznał po latach, że wiele wskazówek ojca jest bardzo przydatnych w zarządzaniu polskimi zborami. A jak usłyszał od ojca, że nowicjusze muszą w jednostce szorować kibelki szczoteczkami do zębów i w razie potrzeby malować trawę na zielono, od razu przypominał mu się regulamin sprzątania Sali Królestwa. Wiktor nie chwalił się tym nikomu spoza Nadarzyna, ale to on wymyślił podpunkt, że kurz z mebli na Sali ma być ścierany po KAŻDYM zebraniu. Od tego czasu bracia w Polsce zawsze ochoczo po zebraniach, czy to w niedziele czy w tygodniu wieczorem, ścierają z parapetów nawet pojedyncze pyłki, aby zachować bezwzględny porządek i schludny wygląd Sali.

Wiktor wziął do ręki grubą książkę i oddał się lekturze. Na chwilę zapomniał nawet o tym jak bardzo jest wściekły na tego matoła Gracjana, z którym przyszło mu pracować w Nadarzynie.
Wiktor miał wiele pomysłów i realizował wiele zadań specjalnych, ale nie mógł się rozdwoić. Musiał część swoich obowiązków powierzać innym ludziom. A więc starannie ich wyszukiwał i selekcjonował.
Najpierw szczegółowo ich skanował dzwoniąc do ich macierzystego zboru i wypytując starszych o wszelkie możliwe szczegóły w ich sprawie, a następnie dokonywał gruntownej obserwacji w Nadarzynie. Powierzał im jakieś drobne zadania i patrzył czy wykonają je prawidłowo czy je spartolą. Gdy przeszli pierwszy i drugi etap selekcji pozytywnie, Wiktor powierzał im bardziej odpowiedzialne zadania.
Przez wiele lat system się sprawdzał i wszystko szło świetnie. Niestety cięcia kadrowe w Nadzarzynie zarządzone przez Centralę w Warwick sprawiły, że wiele wartościowych jednostek zostało rozsianych po całym terenie Polski, a nawet wyjechało do innych krajów.
Wobec powyższego liczba osób w Nadarzynie bardzo się przerzedziła, a Wiktor musiał pracować z, jego zdaniem,… coraz większymi matołami. Nie musiał już przeprowadzać szczegółowej selekcji, bo zwyczajnie i tak nie miał z czego wybierać.

Tym oto sposobem Wiktor musiał współpracować między innymi z Gracjanem, którego serdecznie nie znosił. Musiał dzisiaj jednak czekać na tego patałacha, bo miał mu do przekazania ważne informacje…

Cdn.

Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 11 Listopad, 2018, 18:13
Odcinek 3 – dylematy brata Dżefreja - ciąg dalszy

Brat Dżefrej jak najszybciej dotarł do swojego biura. Zamknął za sobą drzwi i liczył na to, że nikt mu nie będzie przeszkadzał. Wiedział jednak, że po wczorajszym programie w BBC to nie możliwe. Zrobił więc dwa głębokie oddechy i powoli usiadł w fotelu.
Potrzebował teraz dużo energii i dużo kofeiny. Zadzwonił do swojej sekretarki, aby przyniosła mu duży kubek kawy. Niestety zamiast jej głosu usłyszał w słuchawce inny kobiecy głos. Nie znał go do tej pory. Zaprosił więc kobietę do swojego biura. Okazało się, że jego stała sekretarka jest na dłuższym zwolnieniu lekarskim i w zastępstwie wysłali do niego na szybko Rosalindę z innego działu. Rosalinda była młoda i jeszcze niedoświadczona. Dżefrej poczuł, że zaczyna się bardzo stresować.

Jego sekretarka Maria doskonale wiedziała jak rozmawiać z mediami i jakie odpowiedzi wysyłać im mailowo. Rosalinda była w tym temacie zielona i nie wiedziała jeszcze, że niektórych połączeń po prostu się nie odbiera, albo że zbywa się je krótkim komunikatem.
Dżefrej zapytał Rosalindy czy ktoś dzwonił do biura.
- Godzinę temu dzwonili dziennikarze z USA Today, później z New York Timesa, później z Guardiana, później z New York Daily News…
Dżefrej uniósł otwartą dłoń na znak, że Rosalinda może zakończyć tę wyliczankę i poprosił ją o listę, którą sporządziła na kartce A4.
- I co im powiedziałaś Rosalindo?
- Powiedziałam…yyy… że skontaktujemy się z nimi, gdy tylko…

Dżefrej znowu zatrzymał ją gestem otwartej dłoni.

- Rosalindo, jesteś tu nowa, więc muszę zaznajomić cię z naszą procedurą postępowania w przypadku, gdy pojawiają się nachalne telefony z pracy i telewizji. Przede wszystkim zawsze mówisz, że mnie nie ma. Nawet jeśli jestem w biurze… to i tak mnie nie ma.
Następnie pytasz czego chcą. Jeżeli proszą o jakiś komentarz, to mówisz im żeby napisali oficjalną prośbę na naszego maila. A później w zależności od tego czy to prasa czy telewizja i czego konkretnie chcą, to wysyłasz im jedną z gotowych odpowiedzi.
Masz te odpowiedzi wpisane do tabelki w Excelu na pulpicie. To są odpowiedzi uniwersalne.
Jeżeli chcą komentarz do programu telewizyjnego, wtedy wysyłasz im odpowiedź numer 5 z informacją, że nie udzielamy komentarzy i że nikogo nie przymuszamy do tego, żeby przynależał do organizacji Świadków Jehowy.
Jeśli sprawa dotyczy jakiegoś przestępstwa, wtedy przełączasz ich do Działu Prawnego… ale… Jeśli dzwonią natrętni dziennikarze, którzy chcą sensacji, to wtedy mówisz im, że już łączysz, po czym wciskasz na klawiaturze telefonu numer 9. To telefon do naszej piwnicy, którego zazwyczaj nikt nie odbiera. Po około 30 minutach oczekiwania na połączenie dziennikarze zazwyczaj sami się rozłączają. A gdyby ktoś w piwnicy odebrał, to wie, że ma powiedzieć, że to pomyłka i należy znów zadzwonić do Cenrali. Ty znów odbierasz, znów wciskasz 9 i to się tak zapętla. Rozumiemy się?

- Taaak, raaaczej taak… - Rosalinda niepewnie cedziła każde słowo.
- No to wiesz już co robić. Jeśli znowu zaczną wydzwaniać, to powiedz im o mailu, a jak koniecznie będą chcieli rozmawiać z kimś z zarządu, to przełącz ich do piwnicy.
- Dobrze Bracie Króla!
- To się cieszę… a teraz mam prośbę żebyś zaparzyła mi dużą kawę. I zadzwoń na numer wewnętrzny 115 po mojego osobistego doradcę Watsona. Niech tu przyjdzie jak najszybciej!
- Oczywiście. Już dzwonię.

Rosalinda wyszła z gabinetu, a Dżefrej od niechcenia spojrzał na przyniesioną przez nią listę. Same znane tytuły amerykańskich gazet. Ależ ten Szatan uwziął się na prawdziwą religię! I teraz on, biedny Dżefrej, musi z tym Szatanem walczyć! Spełniło się proroctwo Jezusa Chrystusa, że prawdziwi chrześcijanie będą prześladowani!

Gdy Dżefrej kończył dopijać swoją kawę w drzwiach jego biura pojawił się Watson. Był to człowiek uczciwy, solidny, inteligentny i przede wszystkim lojalny. Dlatego Dżefrej tak bardzo cenił sobie współpracę z nim.
- I co tam słychać na mieście Watsonie? – zagadnął od razu Dżefrej.
- Nie wesoło… - Watson rzucił na biurko Dżefreja najnowszy numer The Boston Globe.
- „Kolejne ofiary pedofili ukrywanych w zborach Świadków Jehowy idą do sądu walczyć o milionowe odszkodowania….” – Dżefrej z trudem odczytywał kolejne kolejne słowa w nagłówku artykułu, który ukazał się na pierwszej stronie gazety…
- Na razie artykuł jest tylko w Boston Globe, ale po nim jutro polecą kolejne… Temat podchwyciły już dzisiejsze programy śniadaniowe w telewizji, a do południa pojawią się już pewnie całe reportaże w wiadomościach…
- Co za szuje! Jak oni mogą nas tak bezwstydnie szkalować?! – Dżefrej z wściekłości zrobił się na twarzy cały purpurowy!
Czuł, że potrzebuje świeżego powietrza, więc podszedł do okna żeby otworzyć je na oścież.
- Ja pitolę! – wykrzyknął Dżefrej w kierunku Watsona – popatrz przez okno! Te hieny stoją już pod naszą bramą!
Watson wyjrzał przez okno i zobaczył parkujące pod główną bramą Warwick wozy transmisyjne telewizji BBC i CNN.
- Co robić? Co robić? – Dżefrej nerwowo krążył po swoim gabinecie.
- To co zwykle… nic… Musimy to przeczekać… – rezolutnie odpowiedział Watson.
- Łatwo ci mówić Watsonie, bo ty nie masz nadziei niebiańskiej. Ciebie nikt za tyłek nie weźmie, a ja razem z Ciałem Kierowniczym jesteśmy na świeczniku całego świata!
- Bracie Dżefreju… ostatnio dużo pracujesz, należy ci się urlop i odpoczynek. Dopilnuję żeby jeszcze dziś sekretarka zarezerwowała ci wieczorny bilet na samolot. Gdzie tym razem chciałbyś polecieć? Może Karaiby?
- Nie mam teraz do tego głowy…. A co na to wszystko inne chłopaki z Ciała Kierowniczego?
- No… Dejwid wybrał Hawaje, a Stiven Majorkę, a pozostali jeszcze nie zdecydowali, ale mają się określić do godziny 11.00.
- Jak to? Wszyscy wylatują?
- Tak jest. W końcu musimy mówić mediom prawdę. A prawda jest taka, że nie mogą się skontaktować z żadnym członkiem Ciała Kierowniczego, gdyż wyjechali z Warwick na pilne delegacje. Zawsze przecież tak robimy…
- No tak, ale kiedyś to były wyjazdy raz w roku, a teraz wyjdzie na to, że będziemy musieli wylatywać z Warwick co tydzień…
- Spokojnie Dżefrej, bez paniki. Za dwa dni media zajmą się innym tematem i o nas zapomną…
- Boję się, że teraz już nie będą o nas zapominać na długo…
- Dżefrej, plan jest taki, po obiedzie idziesz do siebie się spakować. A wieczorem jesteś już gotowy żeby wyjechać na lotnisko. Tylko powiedz czy mogą być te Karaiby czy coś innego…
- Wszystko mi jedno..
- No to w porządku. Ustalone. Jak zwykle klasa biznes. Tylko mam prośbę Dżefrej… ubierz się skromniej niż zwykle i najlepiej załóż czarne okulary i kapelusz. Wiesz… chodzi o to, żeby ciebie nie rozpoznali w tym samolocie. Jednak bilet w klasie biznes kosztuje 10 tysięcy dolarów i głupio by tak było się z tym obnosić… Sam rozumiesz… Dejwid już zaplanował, że się przebierze za hiszpańskiego turystę, a Stiven zastanawia się nad sportowym dresem…
- To może wezmę tę koszulkę z palmami i krótkie spodenki?
- No widzisz… w sam raz! Przebierzesz się na lotnisku w toalecie. I pamiętaj… Rolexa zostaw tutaj…
- Którego?
- No… wszystkie cztery zostaw… Masz tutaj chiński zegarek z bazaru – kupiłem za 10 dolarów. Niech ci służy… Dżefrej! Sygnet zdejmij!
- Nie… sygnet nie…!
- Dżefrej… mówię całkiem poważnie. Nie potrzebujemy kolejnego skandalu…
- Dobra, zdejmę. Robię to tylko dla ciebie! A przy okazji powiedz mi co się stało z Marią?
- Maria znowu jest na zwolnieniu lekarskim. Duszności, kłopoty z oddychaniem. Ma to od momentu, gdy pracowała przy budowie osiedla w Warwick… Wiesz, jednak ziemia tu jest skażona, a ona pracowała prawie że gołymi rękami, bez maseczki na twarzy…
- Tak jak inni budowlańcy…
- Zgadza się. Tylko ci inni są już rozproszeni po USA i leczą się na własny koszt. A Maria jednak została u nas w biurze… często korzysta z naszego ubezpieczenia zdrowotnego  i  zastanawiam się co z tym fantem zrobić…
- A może by ją tak w teren z mężem wysłać? Żeby zaznawała radości jako pionierka specjalna, albo stała…?
- No nie wiem… jej mąż jest dobrym kucharzem… Ale jak ona cały czas nam tak będzie chorować, to nie będziemy mieli wyjścia… Świętą służbę może przecież pełnić w różnych zakątkach USA… Z korzyścią dla braci z tej miejscowości… Tak, to trzeba poważnie przemyśleć!
- Trochę by mi szkoda było gdyby odeszła, jednak Maria jest bardzo doświadczoną sekretarką… Pracuje ze mną od samego początku, jeszcze jak mieszkaliśmy w Brooklynie… Ale skoro Jehowa chce, aby zaznawała radości z głoszenia na innym terenie, to chyba nie możemy jej zatrzymywać…
- Też tak myślę Dżefrej! Słuchaj… jeszcze jedna sprawa… Może to drobnostka, ale chcę ci ją pokazać….
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 11 Listopad, 2018, 19:46
Watson wyciągnął z kieszeni tajemniczy przedmiot, który wyglądał jak duży termometr.

- Co to takiego? – zapytał zaskoczony Dżefrej.
- Test ciążowy. Dostałem dzisiaj od pokojówki, która pracuje w pawilonie D.
- Kontynuuj…
- Wiesz o tym, że przeszkoliłem całą obsługę sprzątającą, aby zwracała uwagę na wszystkie podejrzane przedmioty w pokojach beletczyków. Niezły magazynik mi się już z tego zrobił… co chwilę dostaję coś nowego…
- Kontynuuj…
- Mam już całe pudło wibratorów – brązowe, różowe, niebieskie, zielone, małe, duże, długie, krótkie, grube, chude – do wyboru, do koloru. Do tego kilka gazetek pornograficznych i kajdanki z futerkiem. Ale najgorsze znalezisko, to książka Raymonda Franza!
- No i co z tym zrobiłeś?
- Tych od gazetek i wibratorów przeniosłem na niższe stanowiska – z biura do czyszczenia kibelków i tak dalej. A ten od książki tego samego dnia wyleciał za bramę. Daliśmy mu 100 dolców na bilet w jedną stronę i może dojedzie do domu jakimś autostopem.
- Dobrze zrobiłeś Watsonie! Nie będziemy tolerować odstępców w naszych szeregach! A co z tym testem ciążowym?
- Wynik pozytywny. Pawilon D, pokój 325. Młode małżeństwo. On w obsłudze technicznej, ona pracuje w pralni.
- Co z nimi robimy?
- To co zwykle. Awans na teren oddalony. Albo pojadą albo sami zrezygnują z usługiwania w Betel.
- Kiedy chcesz z nimi rozmawiać?
- Dam im miesiąc czasu na to żeby przyszli sami się przyznać. Jeśli nie przyjdą sami, ja pofatyguję się do nich…
- Dobrze Watsonie, zrób to co konieczne. Niestety nie możemy sobie pozwolić na utrzymywanie całych rodzin. Organizacja i tak jest w coraz większym kryzysie finansowym…
- No wiesz Dżefrej… te kilkadziesiąt milionów zaskórniaków z 10 banków w raju podatkowym jakoś by się znalazło…
- Ale to są pieniądze na czarną godzinę! Dobrze o tym wiesz Watsonie! Gdyby Armagedon nie przyszedł rychło, to musimy przecież z czegoś żyć na emeryturze!
- No pewnie! Jasne! Aaaa… zapomniałbym ci powiedzieć… byłem z rana w Dziale Prawnym. Powoli dogadują się z tymi ofiarami molestowania przez nadzorcę obwodu z Bostonu. Sprawa sprzed 15 lat. Załatwimy to polubownie; może po pół miliona na głowę wystarczy…
- A ile jest tych głów?
- Osiem…
- Cholera jasna! Skąd ja teraz wezmę 4 miliony dolców?! Zrób rozeznanie które biuro oddziału na świecie wisi nam kasę. No i musimy zrobić jakieś cięcia w budżecie. Trzeba wycofać budowę kilku sal…
- Już to sprawdziłem. Najmniej nam płaci Wenezuela… to się ich przyciśnie listami żeby wpłacali więcej kasy na nasze konto. A budowy możemy zatrzymać w Afryce! Przecież tam jest ciepło przez cały rok – nie muszą mieć sal! Altanka z dachem skleconym z liści palmowych im wystarczy! Polska też ostatnio marne grosze nam wysyła… To się zaoszczędzi na ich personelu w Betel…
- No i dobrze… Uzbieramy te 4 bańki na odszkodowania?
- Jeszcze to sprawdzę, ale myślę, że tak. Oczywiście trzeba będzie jakoś uzupełnić tę lukę finansową. Proponuję dołożyć do Strażnicy jeden artykuł z informacją o rożnych formach darowizn, które można przekazywać na Towarzystwo Strażnica…
- A ja bym uderzył z grubej rury! Strażnicy nikt teraz nie czyta… ale można to wrzucić do najnowszego brudkastingu! Jak wrócimy z urlopu, to zrobimy dokrętkę pod tytułem: Wszyscy możemy zaznawać radości z dawania!
- Dobre! A ja bym jeszcze to uwypuklił na najbliższym zgromadzeniu obwodowym..
- A tam obwodowym! Damy to na kongres letni! Hasło przewodnie: Jehowa miłuje dawcę rozradowanego! – Dżefrej był wyraźnie zadowolony, ze swojego pomysłu i zacierał ręce..
- A co z tamtymi? – Watson wskazał ręką na wozy transmisyjne przy bramie Warwick, z których wyszło już kilkoro dziennikarzy i kamerzystów.
- A tamtym to się powie przez domofon, że nie udzielamy komentarzy i pojadą w cholerę! Aha… i koniecznie powiedz tym z obsługi technicznej żeby włączyli zraszacze! Musimy podlać wszystkie trawniki bez wyjątku! A jak przy okazji zmoknie jakiś kamerzysta, no to trudno… W końcu wdarli się nieproszeni na nasz teren…!
- Tak jest szefie! No to udanego urlopu! Widzimy się za dwa tygodnie.
- Do zobaczenia… lecę się pakować teraz. Nie będę czekał aż do obiadu.
- Okej. Co prawda mam jeszcze kilka spraw do omówienia z tobą Dżefrej, ale teraz nie będę zawracał ci tym głowy. Pamiętaj żeby zjechać windą towarową i wyjść tylnym wyjściem. Te hieny dziennikarskie nie mogą cię zobaczyć.
- W porządku, będę uważał! Trzymaj się Watsonie i trzymaj rękę na pulsie. Pilnuj naszego Warwick jak oka w głowie. Musimy bronić naszej Twierdzy! W niej pokładamy naszą nadzieję!

Dżefrej wyraźnie zadowolony wyszedł czym prędzej ze swojego biura. Zaczął już planować w myślach co spakuje na swój wyjazd i którą kartę kredytową weźmie na pokrycie kosztów swoich urlopowych rozrywek.

Dżefrej lubił, gdy problemy dotyczące organizacji były od razu rozwiązywane. Wcześniej, jeszcze jako pionier, stosował różne strategie, głowił się i wysilał, aby obronić dobre imię organizacji. Odkąd natomiast trafił do Betel dowiedział się, że najlepsza i najskuteczniejsza jest jedna strategia… milczenie i zamiatanie wszystkiego pod dywan.
Ta strategia podobała mu się najbardziej i zadecydował, że będzie zawsze z niej korzystał.
Dżefrej przemierzał przez korytarze pawilonu biurowego C i wesoło nucił pod nosem pieśni królestwa. Tym razem podśpiewywał sobie: „…więc wysławiaj WŁADCĘ ŚWIATA, jego się miłością ciesz…”.

Cdn.
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Gandalf Szary w 11 Listopad, 2018, 20:02
[/center]Odcinek 3. Scena 2 – Dylematy egzystencjalne brata Dżefreja.

Dżefrej po powrocie z dwu tygodniowego urlopu od razu chciał rzucić się w wir pracy. Tego dnia wstał bardzo wcześnie rano i po porannej toalecie bezpośrednio udał się natychmiast do swego gabinetu. Nie miał ochoty na towarzystwo braci oraz śniadanie we wspólnej stołówce, pomimo serwowanych smakołyków. Nawet ze wspólnego rozważania tekstu dziennego zrezygnował.
Chciał w samotności popracować, ale nie mógł się na pracy skupić. Był zmęczony po nieprzespanej nocy, pomimo, że sprawy Pana były palące, nie miał głowy, aby przedrzeć się przez stos zaległych papierów leżących na biurku. Miał z tego powodu wyrzuty sumienia, gdyż pomimo podjęcia kilkudziesięciu prób zmuszenia się do umysłowego wysiłku, nie mógł się otrząsnąć i zabrać do pracy. Jego myśli zaprzątały zupełnie inne sprawy, bardziej egzystencjalne.
Nie był już młodym człowiekiem, a dziś w nocy jego ciało dało o sobie znać. Bóle żołądka nie dały mu spać i większą część nocy zamiast spędzić przy swojej ukochanej, drugiej żonie spędził w toalecie. Z resztą nie chciał jej budzić ani niepokoić swoim stanem zdrowia.
- Tak, szepnął do siebie. Niedługo mój ziemski bieg może dobiec końca, a wówczas połączę się z Królem Królów i Panem Panów, będę panował wraz z nim nad całym światem. Jest tu nas jedynie resztka z małej trzódki  - ok.  15 000 z 144 000 wybranych. 
Pomimo takiego sposobu myślenia, gdzieś w głębi duszy odczuł lekkie ukłucie niepokoju.
- No tak ja pójdę do nieba. Szepnął sam do siebie. A co z moją młodą małżonką? Ona ma nadzieję ziemską. W tym momencie jego wyobraźnia zaczęła pracować i wyobraził sobie jak umiera i idzie do nieba, a jego druga żona wychodzi za mąż za pioniera specjalnego lub jakiegoś Betelczyka.  Bezwiednie wziął ze sobą filiżankę z kawą, którą przygotował brat William i podszedł do wielkiego okna. Zaczął obserwować przepiękny widok, który roztaczał się po Warwick, a który można było podziwiać przez przeszklone ramy okna z jego gabinetu. W sercu czuł dalej ukłucie zazdrości.
- Taaaak, znów szepnął do siebie. I ja z nieba, jako brat Króla będę musiał patrzeć jak idą ze sobą do łóżka. W tym momencie serce ścisnęło mu się w klatce piersiowej i coś zaskowytało w gardle, a łzy popłynęły z oczy.
- Cholera jasna nie mogę się rozklejać. Co to będzie, jak miękki się okaże podczas Armagedonu? Odpuszczę wszystkim niewiernym? Idziemy przecież po zwycięstwo! Co tam żona, przecież chodzi o życie wszystkich ludzi. A ja, jako król będę rządzić całym światem!!
Jeszcze raz spojrzał przez okno. Jego oczom ukazał się widok zwierząt podchodzących pod ogrodzenia posiadłości Warwick. Scena była przepiękna i bardzo naturalna. Dżefrej nie mógł wzroku od niej oderwać. Wielki staw migotał różnymi kolorami w promieniach wschodzącego słońca i te zwierzęta podchodzące do wodopoju. Takie kolory musiał oglądać Noe po potopie.
- Przepiękny widok! Szepnął Dżefrej znów do siebie, a jego myśli powróciły do dzisiejszego poranka, gdy opuszczał swą sypialnie. Podobnie jak teraz, gdy od podchodzących zwierząt do wodopoju nie mógł oderwać wzroku, tak rano nie mógł wzroku oderwać od swej młodej pięknej żony. Jej szatynowe włosy leżące na poduszce w kompletnym nieładzie. Jej jędrne  piersi odsłonięte przez zsuniętą kołdrę  rytmicznie falujące podczas oddechu. Lekko zaokrąglony płaski brzuszek…. Nawet teraz podświadomie czół smak jej persi w swoich ustach i zapach jej ciała, pomimo, że jej nie było w jego gabinecie. Przez jego ciało przeszedł dreszcz podniecenia, a twarz się zaczerwieniła.
- Wszystko to utracę na rzecz rządzenia z Jezusem w niebie, pomyślał Dżefrej. W tym miejscu jego myśli skupiły się na sprawozdaniu Biblijnym, gdzie Synowie Boży schodzili i brali sobie kobiety ludzkie za żony. Gdzie to napisano? Próbował sobie przypomnieć!! A tak na samym początku w 1 Mojżeszowej przed potopem.
 - Teraz to rozumiem. Cholera jasna, co tu wybrać!!
 - A może ?? Poproszę Pana, aby moją żonę także obdarzył przywilejem rządzenia z nim w niebie. Nie oddam jej innemu!!! A jak nie, to może ja zrezygnuje z królowania i poproszę o życie wieczne tu na ziemi, najlepiej w Warwick, gdyż wszystko jest już urządzone.
 - To by było wspaniałe. Żyć z ukochaną osobą tutaj, w tym raju na ziemi. Inni mogą zniknąć byle tylko nie moja druga ukochana żona. Nawiasem mówiąc drugie owce też się postarały w zaprojektowaniu otoczenia wokół Warwick.  Ale te osoby muszą zniknąć. Nie chcę z nikim dzielić się swoim szczęściem. Niech się zagospodarują w innej częściach globu. Nie muszę dzielić się wszystkim ze wszystkimi. A jako pomazaniec może uproszę sobie ten zakątek ziemi i zamieszkam na nim.
W tym momencie zdał sobie sprawę, że mając nadzieję ziemską nie może mówić o sobie jako o pomazańcu. 
- Ale wtopiłem pomyślał, stojąc przy oknie i obserwując wspaniały wschód słońca. Jako pomazaniec tracę moją ukochaną żonę i możliwość mieszkania na tej dzikiej nieodgadnionej kuli ziemskiej. Jako druga owca tracę możliwość rządzenia z Chrystusem całym wszechświatem.
Złe samopoczucie pogłębiło się i Dżefrej nie był wstanie zebrać myśli do kupy. Pociągnął bezwiedni łyk chłodnej już kawy z filiżanki, którą trzymał w dłoni. Na całe szczęście jego myśli zostały przerwane pukaniem do drzwi. To brat William zaglądnął czy czegoś nie potrzeba. Równocześnie poinformował go o zaplanowanym spotkaniu po południu z resztą Ciała Kierowniczego w gabinecie spotkań.
Dżefrej położył się na wygodnym szezlongu, aby wypocząć przed spotkaniem ze współbraćmi Króla i z nostalgią, zatopiony we własnych myślach dalej obserwował świat ze swego dużego okna.
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 11 Listopad, 2018, 21:04
Tymczasem w Nadarzynie...
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 11 Listopad, 2018, 23:45
Tymczasem w Nadarzynie…

Odcinek 4 – Dylematy brata Wiktora – ciąg dalszy

Wiktor zatopił się w swojej lekturze bez reszty. Osiemnasty rozdział opasłego tomu wciągnął go tak bardzo, że nawet nie zauważył iż w drzwiach jego gabinetu od jakiegoś czasu stoi i przypatruje mu się brat Gracjan. Dopiero gdy Gracjan chrząknął, Wiktor zdał sobie sprawę z jego obecności i aż podskoczył na fotelu. W tej samej chwili z rąk wypadła mu na podłogę książka, którą Gracjan usłużnie mu podniósł. 

- Kry…zys...su…mie…nia… - Gracjan przesylabizował tytuł książki.
- Dzięki, nie trzeba. Sam sobie mogłem podnieść! – Wiktor czerwony na twarzy o mało nie wyszarpał książki z rąk Gracjana.
- Chciałem pomóc szefie! Się szef nie gniewa… - Gracjan zadumany zaczął drapać się po brodzie… - Ja już gdzieś ten tytuł widziałem…
- Nie interesuj się Gracjan za bardzo! To są sprawy ludzi z wyższego szczebla. To materiały szkoleniowe są! Znaczy to są dowody rzeczowe na komitet sądowniczy… - Wiktorowi zaczął plątać się język…
- Aaaa rozumiem… - Gracjan teraz drapał się po głowie…
- Wyszorowałeś się porządnie?! – zmienił temat Wiktor, chcąc uciąć w zarodku tę niezręczną dyskusję.
- Tak szefie… miałem szczęście, że miałem jeszcze trochę  mydła, co mi mamusia w paczce wysłała. Bo odkąd tutaj są te cięcia kosztów, to już nawet papier toaletowy muszę kupować na mieście.
- Gracjan… cięcia są na całym świecie. Wiesz jak jest. Sytuacja jest trudna. Bracia na świecie ubożeją i nie mają z czego płacić datków. Musimy na czymś robić oszczędności. Widzisz… ja też nie mam łatwo. Kiedyś mieliśmy kapsułki do ekspresu ciśnieniowego, a teraz cały dział zrzuca się na paczkę kawy Turek – Wiktor wskazał ręką na niewielki aneks, w którym znajdował się zwykły czajnik, kubki i pół paczki wspomnianej kawy…
- A cukier? – dociekał Gracjan.
- Cukier jest szkodliwy. Przestaliśmy słodzić. Gracjan jeszcze raz ci powtórzę, że nie jest łatwo! Wróg chce nas wykończyć i obedrzeć ze wszystkich pieniędzy! A wiesz kto jest naszym największym wrogiem…
- Tak, wiem. To jasne! Odstępcy!
- No właśnie Gracjan! I dlatego ciebie tu dziś wezwałem. Musimy omówić parę spraw… - Wiktor skinął ręką wskazując Gracjanowi krzesło, na którym miał usiąść…
- Tak jest szefie! O co się rozchodzi?
- Gracjan… pamiętasz naszą ostatnią rozmowę o tym jak złamać odstępców?
- Tak jest… pamiętam… mamy stosować różne metody, żeby ich przechytrzyć.
- No właśnie.. różne metody. I dostałeś polecenie, żeby zalogować się na odstępcze forum i napisać komentarze, które przyciągną ludzi z powrotem do organizacji Jehowy!
- Tak jest szefie! Tak zrobiłem!
Wiktor widząc beztroską twarz Gracjana czuł, że zaraz puszczą mu nerwy.
- Wiem, że zrobiłeś… ale czy musiałeś cymbale logować się z naszego biurowego komputera?! Odstępcy nas namierzyli idioto i śmiali się z tego, że nadarzyniacy szpiegują ich forum! A najgorsze jest to, że cała wina spadła na mnie! – Wiktor teraz już nie wytrzymał i ostatnie zdanie wykrzyczał na cały głos. – Czy ty zdajesz sobie sprawę ile się przez ciebie wstydu najadłem?!

Gracjan siedział na krześle wpatrując się posępnym wzrokiem w podłogę. Chciał dobrze, a wyszło jak zwykle.
- Przecież miałeś zalogować się z kawiarenki internetowej! Dostałeś pieniądze na Internet i na bilety do Warszawy!
- Tak szefie, wiem… ale rozchodzi się o to, że w tym dniu pomagałem przy pompowaniu szamba i już nie zdążyłem pojechać do Warszawy. To pomyślałem, że jakby skorzystać z komputera w biurze, to że się nic takiego nie stanie…
- Od myślenia jestem tutaj ja! – wrzasnął Wiktor.
- Ale ja… ale ja chciałem.. ale ja…- Gracjan zaczął łkać i się jąkać.
- Dobra… wiem, że chciałeś dobrze… Ale to spaprałeś. Dlatego dzisiaj rozmawiamy. Rozmawiamy po to, aby to już się NIGDY więcej nie powtórzyło… rozumiemy się?!
- Tak szefie…
- A teraz mi powiedz jak tam twoja działalność na forach… bo na kilku się zarejestrowałeś, prawda?
- Tak szefie. Całkiem dobrze mi idzie, chociaż na dwóch mam już bana, a na trzecim dopiero dali mi moderację…
Wiktor znowu zaczął się trząść, ale obiecał sobie, że tym razem nie wybuchnie. Nie potrzebował, żeby do biura zbiegli się inni Świadkowie.
- Za co ciebie zbanowali Gracjan?
- Szefie… no bo oni atakowali organizację Jehowy! To im napisałem co o nich myślę! I się wkurzyli…
- Ale przecież ty nie miałeś ich wyzywać Gracjan! Miałeś się tylko zarejestrować po to, żeby pisać do użytkowników prywatne wiadomości i wyłudzać ich dane osobowe. Czy to tak trudno zrozumieć…?!
- Wiem szefie, ale oni naprawdę pisali takie rzeczy o Nadarzynie i o Ciele Kierowniczym, że aż wstyd powtórzyć. Gorliwość o Jehowę mnie wtedy pożarła!

Wiktor w tym momencie zdał sobie sprawę, że powierzanie tak prostego… jakby się wydawało… zadania Gracjanowi, było jego największym życiowym błędem. Gracjan nawarzył mu piwa, a on teraz musiał za niego je wypić.
- Dobra…. Odpuśćmy sobie te trzy fora. Są jeszcze inne przecież… Na ilu się zarejestrowałeś?
- Na ośmiu…
- Wszystkie odstępcze?
- Większość, ale niektóre z różnymi dyskusjami biblijnymi.
- Okej… tego się trzymajmy… Jakiego masz nicka?
- Co chwilę zmieniam nicki. Miałem już Gorliwego Sługę, Bicz Boży, Armagedon, a ostatnio Tenisówka.
- Tenisówka?
- Tak… takie obuwie. Specjalnie tak wymyśliłem żeby wyszło na to, że jestem kobietą i żeby się z trampkiem nie kojarzyło…
- No i jakie efekty? Ile adresów zdobyłeś? Ile imion, nazwisk, nazw zborów?
- Ani jednego…
- Jak to? Wydałeś kupę forsy na internet, na dojazdy… i wszystko na marne?
- No bo ci odstępcy to tacy nieufni są. Jak do nich pisałem: „Cześć, jestem odstępcą. Z jakiego jesteś miasta? Czy chcesz się spotkać na piwie?”, to albo nie odpisywali, albo mi kazali się puknąć w czoło.

Wiktor w tym momencie zdał sobie sprawę, że to zadanie o niebo lepiej wykonałaby przeciętna sprzątaczka z Betel niż osiłek Gracjan, który chwalił się przychodząc do Nadarzyna, że był w swoim wiejskim zborze na przywileju sługi pomocniczego.

- Gracjan… nie mam do ciebie więcej pytań. Uznajmy, że nasza rozmowa już się zakończyła. Na razie wracaj do swoich spraw, do swoich obowiązków, do czyszczenia szamba, do przetykania sraczyków… i uznajmy, że póki co masz urlop od dodatkowych zadań u mnie… Dobrze?
- Ale szefie… przecież miałem obiecane, że jak się spiszę, to awansuję do usługiwania w Dziale Prawnym! Nawet z tego powodu już sobie nowe buty kupiłem, żeby elegancko tu wyglądać. Mamusia też ma taką nadzieję… bo mi z własnej rentki uskładała pieniądze, byleby mi tylko na te buty mi je wysłać.
- Gracjan… wyraziłem się jasno! Miałeś awansować do biura jak się spiszesz! A na razie to tylko narobiłeś Nadarzynowi kupę wstydu! Od dziś masz zakaz działalności na jakichkolwiek odstępczych forach internetowych! Rozumiemy się? A teraz idź już do siebie. Weekend jest! Idź się przygotuj do niedzielnej Strażnicy czy rób co tam chcesz…
- Ale… ale.... ale ja naprawdę chciałem pomóc… – Gracjanowi szkliły się łzy w oczach.
- Wiem Gracjan… ale wyszło jak wyszło. No już… ganiaj do swojego pokoju!

Gracjan wstał z krzesła i powoli zmierzał w kierunku drzwi. Czuł się wykorzystany i upokorzony. Obiecywał sobie w środku, że Wiktor jeszcze go popamięta. Postanowił, że zaraz po powrocie do pokoju zapisze sobie na kartce tytuł książki Wiktora, a później poszuka jej w Internecie. Miał jeszcze parę groszy od mamusi, więc postanowił pojechać do Warszawy.

Tymczasem Wiktor…
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 12 Listopad, 2018, 00:41
Tymczasem Wiktor starannie zamknął za Gracjanem drzwi swojego gabinetu i przekręcił klucz w zamku. Usiadł przy biurku i wyciągnął z drugiej szuflady swój osobisty tablet. Odpalił urządzenie razem z wykupionym przez siebie dodatkowym pakietem internetowym.

Wiktor sprawnie zalogował się na forum internetowym i zaczął przeglądać nowe posty. Przy okazji zobaczył, że w skrzynce pocztowej czekają na niego trzy nowe wiadomości. Przejrzał je pobieżnie i zobaczył, że są głównie od młodych, zagubionych sióstr, które potrzebują rady i pocieszenia.

Wiktor miał nosa żeby założyć to forum o zachęcającej nazwie: Zagubione Owce. W ciągu trzech miesięcy miał zarejestrowanych już 350 użytkowników, a ciągle dochodzili nowi.

Na forum Wiktora można było dyskutować o wszystkim. Nawet wulgaryzmy i wzajemne bluzgi były dozwolone. Chodziło tylko o to, aby przyciągnąć na nie aktywnych Świadków Jehowy, którzy zaczynają mieć odstępcze myśli.

Wiktor był wyrozumiałym administratorem i starał się pocieszyć każdą błąkającą się owieczkę. Wystarczyła wymiana kilku wiadomości, a Wiktor miał już od nich wszystkie potrzebne mu namiary: imię, numer telefonu, nazwa zboru, funkcja pełniona w zborze itp. Zdobycie ich nazwiska było już tylko czystą formalnością. Wiktor notował sobie wszystkie informacje w tabelce w Excelu i w wolnej chwili odszukiwał numery telefonów do poszczególnych zborów. Później dzwonił do zboru niby to w innej sprawie, ale przy okazji nadmieniał, że chodzi tam aktywny odstępca o następującym imieniu. Starsi zboru szybko kojarzyli fakty i podawali jego nazwisko łącznie z adresem domowym. Ponadto zaczynali bacznie przyglądać się „zagubionej owcy” i na wszelki wypadek zbierali przeciwko niej różne dowody. Zdjęcia, smsy itp. Jeżeli to było za mało, aby udowodnić im winę, Wiktor usłużnie wskazywał starszym zboru pod jakim nickiem piszą na odstępczym forum.
Bracia starsi mogli więc wydrukować sobie wszystkie wpisy delikwenta i z twardymi dowodami w ręku zaprosić go na komitet sądowniczy.

Wiktor skrupulatnie liczył ile osób udało mu się w ten sposób udupić.
Póki co zdobył dane 45 osób, z czego 16 już miało rozmowy ze starszymi, a pozostali jeszcze o niczym nie wiedzieli, bo dopiero były zbierane na nich dowody, aby móc zastosować przy wykluczaniu ich świętą regułę „dwóch świadków”.

Pomysł Wiktora z założeniem forum był świetny, ale na wszelki wypadek nikomu się tym nie chwalił. Nie wiadomo czy ktoś nie zrozumiałby opacznie jego dobrych intencji.
Wiktor chciał, aby organizacja oczyściła się z odstępców, będących przecież poplecznikami Szatana. Wiktor głęboko wierzył w to, że swoim postępowaniem czyni dobro i że jest niczym „bicz Boży”, który wymierza sprawiedliwość osobom niepokornym i nielojalnym.

Wiktor miał co prawda, poprzez udział w dyskusjach na forum, dostęp do różnego rodzaju odstępczych materiałów, ale uznał, że dla dobra organizacji musi ponieść takie ryzyko. Kupił też kilka odstępczych książek, ale tylko po to, aby podczas komitetów sądowniczych móc wyczuwać skąd dany odstępca czerpał wiedzę na temat organizacji. Wystarczyło tylko, że ktoś wypowiedział jedno hasło, jedną myśl, a Wiktor już wiedział czy to jest cytat z książki Franza czy z Bednarskiego.

Wiktor znał wiele zarzutów przeciwko organizacji, ale uznał, że żadna religia nie jest doskonała. Poza tym zainwestował w pracę w Betel tyle swojej energii i młodzieńczych lat, że podważanie tego czy działał w słusznej czy niesłusznej sprawie byłoby dla niego niczym policzek w twarz. Oddał organizacji całego siebie i liczył na to, że organizacja mu to wynagrodzi.

Nadarzyn bankrutował… wszyscy już to widzieli, ale na wszelki wypadek nie dyskutowali na ten temat. Zaczęło się od drastycznych cięć kosztów i wyrzucenia na bruk długoletnich pracowników Betel. Jedni przyjęli tę zmianę z godnością, inni wpadali w panikę, że bez mieszkania, ubezpieczenia zdrowotnego i dobrej pracy nie poradzą sobie w tym szatańskim świecie po dwudziestu latach życia w nadarzyńskim raju.
Niektóre z wyrzuconych par małżeńskich łkały, że praca w Betel bezpowrotnie zabrała im możliwość posiadania dzieci i wnuków. Inni z kolei narzekali, że pracując w Betel za marne pieniądze nie byli w stanie odłożyć sobie większych oszczędności i zamiast teraz mieszkać w swoim domu czy mieszkaniu, muszą szukać jakiegoś lokum do wynajęcia.

Wiktor przyglądał się tym lamentom, ale sam czuł, że jest na bezpiecznej pozycji. W Betel bardzo ceni się każdą osobę z wyższym wykształceniem, więc wiedział, że w Dziale Prawnym i tak jest niezastąpiony.
Kiedy jednak cięcia zaczęły dotyczyć również jego i po kilkunastu latach kompleksowej obsługi nagle musiał zacząć sprzątać swój pokój, prasować swoje koszule i kupować za własne pieniądze mydło i papier toaletowy, uznał, że dzieje się coś niedobrego.
Betel w Nadarzynie to przecież tylko budynek… można go sprzedać, zamienić na supermarket czy magazyn. A Ciało Kierownicze szuka oszczędności na całym świecie.

Wiktor uznał więc, że dalsze przebywanie w Nadarzynie może być dla niego wysoce nieopłacalne. Tylko czekać jak sprzedadzą budynek, a jego razem z całym personelem poślą na zieloną trawkę…

Wiktor postanowił więc, że musi zrobić wszystko, aby jakoś się odznaczyć w organizacji i awansować wyżej. A że w Polsce osiągnął już wszystko co tylko było możliwe, uznał, że musi powalczyć o więcej. Stąd jego pomysł na to, aby zostać zawodowym tropicielem odstępców!

Wiktor rozsiadł się wygodnie w fotelu, nogi wyłożył na biurko i zaczął rozmyślać o lepszym świecie… o raju w amerykańskiej Centrali w Warwick…

Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 12 Listopad, 2018, 08:12
-----------------------REKLAMA------------------------------------

Czy brat Wiktor awansuje do Warwick?

Czy brat Dżefrej pójdzie do nieba?

Tego być może dowiecie się z kolejnych odcinków DYLEMATÓW WARWICKO - NADARZYŃSKICH !

Zapraszamy! :)

------------------------REKLAMA------------------------------------
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 12 Listopad, 2018, 09:30
Brat Dżefrej i brat Wiktor już przebierają nogami, żeby wystąpić w kolejnych odcinkach...  ;D

Może jednak drodzy Forumowicze nie zżyli się z tymi postaciami i wolą sobie poczytać najnowszą Strażnicę bądź inny odstępczy duchowy pokarm?  :)

Kto chętny na dalszą akcję - daje lajka.

Kto niechętny, strząsa proch ze swoich sandałów i idzie dalej...  :P

Ładny dziś mamy dzionek...  :D
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Villa Ella w 12 Listopad, 2018, 18:04
Ja lajkuję wytrwale każdą scenę. Nawet reklamę zalajkowałam. Jesteście oboje niesamowici. I want more, MORE AND MORE
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Roszada w 12 Listopad, 2018, 18:08
Ja powiem otwarcie.
Lubię prawdziwe historie z życia.
Życie dostarcza tak wiele, że nie ma potrzeby fantazjować, chyba że ktoś lubi i są tacy co lubią to czytać.
Nigdy w fantastyce nie gustowałem.

Podobnie z kryminałami.
Zawsze lubiłem prawdziwe opisy kryminalne (i takie czytam jak się napatoczą), a nie takie wymyślane.
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 12 Listopad, 2018, 20:33
Ja powiem otwarcie.
Lubię prawdziwe historie z życia.
Życie dostarcza tak wiele, że nie ma potrzeby fantazjować, chyba że ktoś lubi i są tacy co lubią to czytać.
Nigdy w fantastyce nie gustowałem.

Podobnie z kryminałami.
Zawsze lubiłem prawdziwe opisy kryminalne (i takie czytam jak się napatoczą), a nie takie wymyślane.

Roszada, podzielam Twoje zdanie. Też lubię historie z życia wzięte! :)
I nawet już miałam taki pomysł, żeby zadzwonić do Warwick i poprosić o wywiad z bratem Dżefrejem, ale okazało się, że niestety przebywa na urlopie...  ;D

Z kolei w Nadarzynie powiedzieli mi, że mnie przełączą do Działu Prawnego, ale po pół godzinie oczekiwania postanowiłam się rozłączyć :)

Sam więc rozumiesz, że musiałam zdobyć informacje o bracie Dżefreju i bracie Wiktorze w inny sposób...  ;D

Ale na pocieszenie Roszada dodam, że to nie są historie w stylu: "na ziemi wylądowali kosmici", ale to historie, które non stop zdarzają się w tej organizacji. Wcale się nie upieram co do takich szczegółów w którym dokładnie pokoju mieszkało małżeństwo w Betel, któremu przydarzyła się historia z ciążą. Ale nie jest to wymysł z kosmosu, bo pisał o tym np. Raymond Franz. Tak samo pisał o wyjazdach członków Ciała Kierowniczego na wakacje, choć nie wymieniał wtedy jaką latają klasą. Dopiero wyszło to na jaw ze 2 lata temu, gdy jeden z nich został przyłapany na locie w klasie biznes za 10 tysiaków dolarów.

Ja naprawdę się nie upieram, że to są autoryzowane biografie  ;D Jednak obawiam się, że oprócz wzmianki w Strażnicy, nie ukażą się żadne inne artykuły na temat życia członków Ciała Kierowniczego. I postanowiłam tę lukę wypełnić  ;D

-----------

Chcę dawać ludziom radość. A każdy raduje się z czego innego... stąd nie każdy będzie tu zaglądał :)

Przy okazji Roszado mam do Ciebie pytanko... skoro nie lubisz fantastyki, to jak się czułeś czytając na przykład Wspaniały Finał Objawienia Bliski...?! lub tomy Russella?  ;D

Ja lajkuję wytrwale każdą scenę. Nawet reklamę zalajkowałam. Jesteście oboje niesamowici. I want more, MORE AND MORE

Dziękuję Villa Ella za miłe słowa zachęcające mnie do dalszej twórczości :) Szkoda, że już długi weekend za nami, bo czasu na pisanie nie będę miała w tygodniu zbyt wiele.

 Ale może zainspirowałam jeszcze kogoś, kto będzie chciał tu dorzucić swój odcinek...?
Jest tu co najmniej parę takich zdolnych osób... może się skuszą?! :)
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Roszada w 12 Listopad, 2018, 20:45
Cytuj
Przy okazji Roszado mam do Ciebie pytanko... skoro nie lubisz fantastyki, to jak się czułeś czytając na przykład Wspaniały Finał Objawienia Bliski...?! lub tomy Russella? 
Ja nie czytałem w całości pewnie nigdy tego. Fragmentarycznie tak.
Ale żadnego pewnie tomu Russella nie czytałem w całości. Tego się nie da czytać.
Wylądowałbym w domu wariatów, gdybym to wszystko przeczytał.
To samo Wspaniały finał...

Dziś na ogół, jak piszę artykuł, to poprzez wyszukiwarki i skorowidze (a mam kilka) znajduję odpowiednie fragmenty. Wtedy czytam może jakiś szerszy kontekst danej partii.
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 12 Listopad, 2018, 20:57
Ja nie czytałem w całości pewnie nigdy tego. Fragmentarycznie tak.
Ale żadnego pewnie tomu Russella nie czytałem w całości. Tego się nie da czytać.
Wylądowałbym domu wariatów, gdybym to wszystko przeczytał.
To samo Wspaniały finał...

Dziś na ogół, jak piszę artykuł, to poprzez wyszukiwarki i skorowidze (a mam kilka) znajduję odpowiednie fragmenty. Wtedy czytam może jakiś szerszy kontekst danej partii.

No widzisz Roszada... a Świadkowie czytali te książki zdanie po zdaniu... i jakoś musieli żyć dalej!
  ;D

A przestudiowałam - sama - słowo po słowie Finał Objawienia jeszcze jako nastolatka. A za kilka lat pojawiło się nowe światło i pamiętam jak wklejałam do Finału Objawienia specjalne doklejki ze zmienionym tekstem. To była koronkowa robota...  :) Łaska Boska, że nie kazali Świadkom wycinać z czarnych Biblii usunięte przez nich fragmenty biblijne, tylko wspaniałomyślnie dali im nową, srebrną Biblię!

No i widzisz Roszada... dla mnie to historia z życia wzięta, a dla innych ludzi, nie związanych ze Świadkami, taka informacja, że doklejali sobie oni sobie nowe teksty z "nowym światłem" do książek byłaby uznana za fantazję!
Możliwe zatem, że Dylematy najbliższe będą aktualnym Świadkom i odstępcom.

Przy okazji marzy mi się żeby napisał do mnie ktoś z Nadarzyna i podsunął mi pomysły na kolejne odcinki.
Chłopaki, zapraszam. Nie gryzę!  ;D ;D ;D
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Roszada w 12 Listopad, 2018, 21:04
Na Zachodzie nie doklejali, bo tam wyszła po prostu w 2006 r. nowa wersja:

2006: Wspaniały finał Objawienia bliski! (© 1988; druk: 2006) (po polsku zmiany zostały opublikowane w km 9/06):

No ale w Polsce to rzeczywiście zabawa. :)

Zapomnieli dodać, że to "zrewidowana" wersja. ;)
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: ihtis w 12 Listopad, 2018, 22:09
Ja nie czytałem w całości pewnie nigdy tego.
Ja przeczytałem w całości Wspaniały Finał... i podkreślałem na 4 różne kolory. To było coś. Szkoda, że już nie ma tego typu publikacji.
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Roszada w 12 Listopad, 2018, 22:22
Ja przeczytałem w całości Wspaniały Finał... i podkreślałem na 4 różne kolory. To było coś. Szkoda, że już nie ma tego typu publikacji.
Ja może go na raty też przeczytałem skoro napisałem cykl art.

https://swiadkowiejehowywpolsce.org/literatura-pokarm-na-czas-sluszny/sciaga-do-apokalipsy/msg17443/#msg17443

ale ciurkiem to nie.
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: ihtis w 12 Listopad, 2018, 22:49
Mnie tez pare dni zajęło. Niemniej szkoda że ten finał to już historia i w sumie nie finał ale stara wersja finału. A właściwie tam było tyle  rzeczy nieaktualnych, z Dzisiejszej perspektywy, to nie był finał Objawienia bo były nowe światła, a więc nowe objawienia.
Finał zakłada że już nie będzie nowych świateł a były więc to nie był finał Objawienia  ha ha
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Nadaszyniak w 12 Listopad, 2018, 23:40
Jatiw-PoProstuJa
Świetnie piszesz, lubię taki styl, masz talent twórczy i wena nigdy Ciebie nie zawodzi, pisz, pisz, pisz o tych guru i nie tylko z najwyższego szczebla drabiny Jakyba
podaj jak możesz numerologię do ''warwi- landu'' może zmienili to hasło łączeniowe, bo kiedy ostatnio dzwoniłem odzywa się wrzeszczący piskliwy-diabelski głos ''WRZUĆ MONETĘ" a potem cisza... :)
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 13 Listopad, 2018, 12:36
Odcinek 5 – Dylematy brata Wiktora... cd.

Brat Wiktor wstał w poniedziałek około 6 rano, nie zrażony tym, że przed nim znów cały roboczy tydzień. Był przyzwyczajony do wczesnego wstawania i do wytężonej pracy przez większą część dnia, a niejednokrotnie i nocy.
Wiktor miał na głowie wiele obowiązków i musiał mieć czas na to, aby móc się z nich sumiennie wywiązywać. Odkąd w Betel robiono coraz większe cięcia personelu, na Wiktora spadało coraz więcej pracy. Powoli 24-godzinna doba stawała się dla niego za krótka.

Wiktor urzędował więc już w swoim biurze od samego rana i załatwiał różne sprawy. Tak jak zwykle otwierał sobie kilka tabelek w Excelu i niczym sprawny żongler co chwilę odszukiwał tę właściwą, do której wpisywał nowe informacje.

Część z tych tabelek, dotycząca różnych spraw zborowych, była podpisana w oficjalny sposób. Wiktor miał jednak również takie tabele, które musiał wypełniać w sposób zaszyfrowany. A wszystko to na wypadek, gdyby w Nadarzynie miała odbyć się kontrola – na przykład na wniosek sądu. Wiktor nie mógł pozwolić sobie na to, żeby jakiś świecki sąd przechwycił ich najbardziej tajne dane. A do takich z pewnością należały informacje na temat pedofili, którzy niestety co jakiś czas byli zgłaszani do Działu Prawnego przez starszych zboru z całej Polski.

Wiktor opracował zatem tabelę o niewinnej nazwie: „Zakupy spożywcze” i uzupełniał ją oraz aktualizował po każdej rozmowie ze starszymi z poszczególnych zborów.

W pierwszej kolumnie „Nazwa sklepu” Wiktor w fantazyjny sposób wpisywał nazwę zboru, z którego pochodziła zgłaszana przez koordynatora osoba podejrzana o pedofilię, np.: Krakowski Kredens w Centrum; Łódzka Biedronka  Południowa; Warszawskie Delikatesy Mokotowskie. Do kolejnej rubryki: „Kierownik sklepu” Wiktor wpisywał nazwisko starszego zboru, z którym rozmawiał. W trzeciej kolumnie wpisywał nazwisko „magazyniera”, który oznaczał podejrzanego pedofila.

Wiktor był skrupulatny, zatem potrzebował jeszcze takich danych jak pełniona przez podejrzanego pedofila funkcja w zborze oraz to czy w jego sprawie powołano komitet sądowniczy i jakie były jego efekty – ograniczenie, wykluczenie, a może brak jakichkolwiek konsekwencji.

Tak więc w rubryce „rodzaj warzywa / owocu” można było znaleźć (zgodnie ze zborową hierarchią) na przykład takie nazwy jak: szczypiorek (dla podejrzanego o pedofilię zainteresowanego), pomidor (dla podejrzanego o pedofilię nieochrzczonego głosiciela), pospolity burak pastewny (dla zwykłego głosiciela), ogórek (dla pioniera pomocniczego) i kapusta (dla pioniera stałego). Podejrzany o pedofilię sługa pomocniczy otrzymał w tabeli wdzięczną nazwę „czosnek”, a starszy zboru nosił miano „kartofla”. Dla głównego koordynatora zboru zarezerwowana była natomiast nazwa: „kalafior”. Dla członków organizacji, którzy byli jeszcze wyżej w hierarchii obowiązywały już określenia większego kalibru, m.in.: „ananas”, „arbuz”, „dynia zwyczajna” czy też „dynia olbrzymia”.
Słowem, Wiktorowi uzbierał się już cały warzywniak.

Wiktor właśnie odebrał telefon od koordynatora zboru w Toruniu i w trakcie rozmowy z nim sporządzał sobie notatkę na kartce:
„Pospolity burak pastewny wraz z ogórkiem ze sklepu Toruńska Żabka chcieli ugotować 6-letnią zieloną fasolkę. Sprawa została zgłoszona przez właścicieli fasolki do Sanepidu. Kierownik sklepu z buraka pospolitego osobiście zrobił ćwikłę, natomiast ogórka postanowiono zakonserwować na pół roku. Po pół roku ogórek, w razie poprawy, może się starać o to, żeby zostać czosnkiem. W przypadku braku poprawy rozważa się przygotowanie z niego mizerii.
Z burakiem i ogórkiem we wspólnej sałatce był również pomidor, ale po wydarzeniach z fasolką, postanowiono zrobić z niego keczup i przenieść do innego sklepu.”

Wiktor właśnie kończył zapisywać ostatnie zdanie, gdy usłyszał pukanie do drzwi biura. Przeprosił więc na chwilę swojego telefonicznego rozmówcę i głośniejszym tonem wypowiedział „proszę” w kierunku drzwi.
Po chwili drzwi gabinetu otworzyły się z łoskotem, a w ich progu, ku wielkiemu zaskoczeniu i zdumieniu Wiktora, stanął….. Gracjan….

Cdn.

Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 14 Listopad, 2018, 15:19
Co tu taka cisza? Odstępcy tu nie zaglądają, czy jak?  ;D
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Nadaszyniak w 14 Listopad, 2018, 19:54
Co tu taka cisza? Odstępcy tu nie zaglądają, czy jak?  ;D
moje trzy grosze:
Zaglądamy, zaglądamy i na następną z niecierpliwością  zaskakującą niespodziankę wyglądamy
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Borelioza2 w 15 Listopad, 2018, 09:44
Alle super🙂
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 15 Listopad, 2018, 20:30
Odcinek 6 – Dylematy brata Wiktora cd.

Wiktor rozmawiał w swoim biurze przez telefon, jednak po przybyciu niespodziewanego „gościa” przeprosił swojego rozmówcę, zapewnił że oddzwoni później i odłożył słuchawkę. Gracjan w tym czasie przyglądał mu się stojąc cały czas w progu z założonymi rękami.

Wiktor był zaskoczony nie tylko nagłym przyjściem Gracjana, ale przede wszystkim jego eleganckim wyglądem – Gracjan w swoim nowym, błyszczącym grafitowym garniturze, fioletowej koszuli i jedwabnym krawacie, a także czarnych, wypucowanych skórzanych butach wyglądał jak prezes firmy.

- Wchodź do środka, nie stój w progu! – Wiktor ściszonym głosem zwrócił się do „gościa”, prawie wpychając go do biura i zamykając pospiesznie za nim drzwi. – Co tu robisz?
- Przyszłem porozmawiać…
- Ale dlaczego o tej porze?! Przecież wiesz, że zaraz zejdą się do biura inni pracownicy!
- Mi to nie przeszkadza…
- Ale mi przeszkadza. Czego chcesz?! Tylko migiem mów o co chodzi!
- Przyszłem porozmawiać o mojej pracy w biurze… jestem już przygotowany.
- Gracjan… czy ja ostatnio nie wyraziłem się jasno?! Przecież ci mówiłem, że nie ma takiej możliwości! – Wiktor starał się mówić spokojnie, ale czuł jak narasta w nim zdenerwowanie.
- Ale ja tu muszę pracować. Muszę i koniec. Mamusia specjalnie wzięła chwilówkę żeby mi tylko ten garnitur kupić, a bracia z mojego zboru w Pcimiu Dolnym już wiedzą, że awansowałem do biura. Znaczy się mamusia im powiedziała…
- To będziesz musiał powiedzieć mamusi, że jej synek jednak dalej zostaje w sekcji szambiarskiej!
- Taka możliwość jest niemożliwa! – Gracjan wypowiedział te słowa pewnym i stanowczym tonem. Stanął na środku gabinetu, założył rękę na rękę i całym swoim ciałem przyjął postawę: „ja się stąd nie ruszę!”.
- A jednak… Żegnam! – Wiktor był już maksymalnie zdenerwowany bezczelnością Gracjana i ręką wskazał mu drogę do wyjścia.
- Dobrze, pójdę. I tak nie mogę tu dłużej zostać, bo za 20 minut spotykam się z bratem Kazimierzem… - Gracjan ostatnie dwa słowa wypowiedział ze szczególnym namaszczeniem.

„A to menda! Co on kombinuje?!” – przez głowę Wiktora zaczęły przebiegać różne myśli. „Dlaczego ten idiota chce iść do największej szychy w zarządzie?!”
- Gracjan… co ty kombinujesz?
- Nic bracie Wiktorze… Mam mu spuścić powietrze z kaloryfera… A przy okazji może go zapytam o to i o owo… Na przykład o książki niejakiego Franza Rajmunda, które w Betel niektórzy bracia czytają… - Gracjan porozumiewawczym wzrokiem spojrzał w kierunku biurka Wiktora.

„A to szuja!” – Wiktor aż syknął z wściekłości w myślach – „Ten patałach chce mnie szantażować!”

- Gracjanku! Przyznam, że ciebie nie doceniłem! Jesteś większą szują niż myślałem! I wiesz co?! I to mi się w tobie podoba! W końcu pokazałeś swój charakter! – Wiktor poklepał po ramieniu osłupiałego ze zdziwienia Gracjana. – Takich ludzi potrzebujemy w Betel!

Gracjan wyraźnie zadowolony uśmiechnął się nieśmiało.

- Tylko Gracjanku zanim pójdziesz do brata Kazimierza, to chciałbym ci coś pokazać. Nie wiem czy wiesz, ale od dziecka grałem z ojcem w szachy. I ojciec zawsze mi powtarzał, że nie sztuką jest przewidzieć ruch przeciwnika, ale sztuką jest wyprzedzić go aż o dwa ruchy! Podejdź no do mojego biurka…

Wiktor otworzył trzecią szufladę, z której wyjął gęsto zapisaną kartkę formatu A4 i zaczął ją studiować na głos:
- Co my tu mamy… 15 maj 2007… nasz nastoletni Gracjanek został przyłapany na paleniu papieroska… odbyła się rozmowa ze starszym zboru, Gracjanek dostał upomnienie…
Później Gracjanek miał dalsze przygody… 13 sierpień 2008… komitet sądowniczy… podejrzenie o niemoralność na ośrodku pionierskim… co prawda winy Gracjankowi nie udowodniono, ale jednak ograniczenie na pół roku nałożone. Co my tu mamy dalej… 31 grudzień 2009… Gracjanek przyłapany na nadużywaniu alkoholu podczas spotkania w braterskim gronie… znowu rozmowa ze starszymi… No a teraz najgorsze – 2010 – Gracjanek widziany w knajpie ze światusami zżerał tort urodzinowy!
No burzliwą miałeś młodość Gracjanku! – Wiktor z ironią w głosie i nieskrywaną satysfakcją patrzył na coraz bardziej czerwonego ze wstydu Gracjana. – To cud, że ciebie na zbity pysk ze zboru nie wywalili! I co ciekawe ANI JEDNA z tych informacji nie znalazła się w twoim wniosku do Betel…! Klasyczny przykład zatajenia swoich grzechów! Za takie coś, to się u nas wylatuje na bruk w jednej sekundzie…!

Gracjan pytającym wzrokiem spoglądał w kierunku Wiktora.

- Pewnie się zastanawiasz skąd mam cały twój życiorys Gracjanku, co? No cóż, nie mogę ci zdradzić moich metod zdobywania informacji, ale powiem ci tylko, że masz w zborze bardzo miłych i wygadanych starszych oraz bardzo dobrych przyjaciół. Mam tu nawet ich zeznania z podpisami. Czy mam czytać dalej?!
- Nie szefie… nie trzeba…- odpowiedział oszołomiony Gracjan.
- Tak właśnie myślałem. Dość czytania o przeszłości. Myślę, że dużo bardziej interesująca jest teraźniejszość.

Wiktor wyjął smartfona i zaczął przeszukiwać galerię ze zdjęciami.
- Ooo! Jest! – Wiktor tryumfalnie pokazał Gracjanowi zdjęcie na którym widniał numer jego pokoju w Betel, a następnie kolejne zdjęcie przedstawiające jego sypialnię. – No powiem ci Gracjanku, że porządkiem w swoim pokoju to ty nie grzeszysz! Ale mniejsza z tym. Za bałaganiarstwo u nas nie wywalają z Betel tylko dają ostrzeżenie. Ciekawe jednak co w tym bałaganiku ciekawego można było znaleźć…

Wiktor przerzucał kolejne zdjęcia, na których Gracjan z niedowierzaniem oglądał przedmioty sfotografowane w jego pokoju – w szafce nocnej damskie, koronkowe stringi; w kieszeni spodni z garnituru paczka prezerwatyw, a pod łóżkiem książka „Kryzys sumienia”.
- Ale przecież to nie moje! – Gracjan aż podskoczył z wrażenia!
- Hmmm… dowody w postaci zdjęć jasno i ewidentnie wskazują na to co betelczyk Gracjan trzyma w swoim pokoju! Chyba nie muszę dodawać jaką decyzję w twojej sprawie podejmie brat Kazimierz, gdy zobaczy te zdjęcia?! Że o twoim aktywnym udziale na odstępczych forach nie wspomnę…
Wiesz o tym, że ja tu jestem od kilkunastu lat, a ty dopiero od dwóch. Ja jestem uznanym prawnikiem w Betel, a ty przetykaczem kibelków. Zgadnij komu uwierzą bracia z zarządu?!

Gracjan jeszcze kwadrans wcześniej pewny siebie i zdecydowany na to, aby zmiażdżyć Wiktora, teraz stał jak pokorny cielak ze wzrokiem wbitym w swoje wyglancowane półbuty.

- Dobra Gracjan… nie stój mi tak tutaj, bo zaraz ludzie się zejdą, a dodatkowych świadków nam tutaj nie potrzeba. Okazałeś się większą mendą niż myślałem i za to cię polubiłem chłopie. Pokazałeś, że masz jaja i nadajesz się do Betel. Takich ludzi jak ty tutaj potrzebujemy! Potrzebujemy do walki z wrogiem!

Gracjan zdumiony patrzył w kierunku Wiktora i słuchał go z uwagą.

- Teraz idź już na to umówione spotkanie, a my zobaczymy się dzisiaj o 18.00. Tak jak zwykle masz uważać żeby nikt nie widział jak do mnie idziesz.
- Dobrze szefie! – Gracjan wyraźnie rozpromienił się na twarzy.

Wiktor natomiast z niesmakiem spojrzał w kierunku wielkiej mapy Polski upstrzonej setkami kolorowych pinezek oznaczających odstępców w polskich zborach. Wskazał na nią ręką i oznajmił:
- Gracjan. Znaj moje dobre serce. Mimo, że chciałeś mi zrobić duże świństwo i ugryźć rękę, która cię karmiła, ja wspaniałomyślnie ci przebaczyłem. I teraz ty mi się za to odwdzięczysz, a w nagrodę za dobrze wykonane zadanie awansujesz do biura na gońca. Musisz mi tylko pomóc rozgnieść te odstępcze pluskwy! Mam dla ciebie misję…
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 15 Listopad, 2018, 22:16
Suchar wieczorny:

Co myśli sobie betelczyk czytający w Nadarzynie ukradkiem "DYLEMATY WARWICKO-NADZARZYŃSKIE"?

"Kobieta mnie bije!"

 ;D ;D ;D
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Światus w 15 Listopad, 2018, 23:13
SIOSTRA BOŻENKA  :D

   Siostra Bożenka została Świadkiem Jehowy z własnego wyboru. Zawsze ciągnęło ją do religii, gorąco pragnęła dowiedzieć się czegoś więcej o Bogu. W jej rodzinnym domu rzadko mówiło sięo tych sprawach. Co niedzielę chodziła z rodzicami do kościoła, ale przeważnie się tam nudziła. O ile z uwagą słuchała czytań, to już kazania nie na temat prawie ją usypiały. Ona chciała czegoś więcej…
   
         Pewnego dnia wydarzyło się coś, co zmieniło całe jej życie. Rodzice wyjechali na weekend do rodziny na wsi. To nie było towarzystwo dla niej, nie znosiła niekończących się dyskusji na temat: „Czy pamiętasz Wojtka, tego co się ożenił z Agatą, co jej brat jest szwagem Zdzicha, a teściem Pawła, co pracował w młynie 20 lat temu?”. Takie dyskusje sprawiały, że odpływała po 2 minutach i miała szczerą chęć udusić osobę, która rozpoczęła tę wyliczankę. Lepiej było zostać w domu. Przynajmniej można się było wyspać. Wszak życie 21-latki, nawet uduchowionej, nie kończy się o godzinie 20-tej.
   
      Była sobota, więc nie zamierzała zrywać się o świcie, tym bardziej że po piątkowej imprezie, poszła spać dopiero o 3-ej nad ranem. Właśnie miała sen, ten z serii przyjemnych, na których wspomnienie na twarzy pojawia się uśmiech, a w oczach rozmarzenie, o motylach w brzuchu nie wspominając. Było ciepło. Leżała na zielonej łące, wyszywanej głównie czerwonymi makami, oraz tu i ówdzie kąkolem. W pewnym momencie zobaczyła, że zbliża się do niej wysoki, przystojny mężczyzna. Nie mogła wyraźnie ujrzeć jego twarzy, ale wcale się go nie bała, wprost przeciwnie, na myśl o nim, jej ciało przeszył dreszcz podniecenia. Mężczyzna uklęknął koło niej i pochylił głowę, by ją pocałować. Zamknęła oczy w niecierpliwym oczekiwaniu. W tym momencie rozległ się śpiew słowika. - Jak romantycznie. - pomyślała Bożenka. - Nawet przyroda nam sprzyja. - Nadal miała zamknięte oczy, nadal czekała na pocałunek, a słowik nadal śpiewał… coraz głośniej i głośniej! - Zamknij się cholerny wyjcu! Wszystko psujesz! - Wtedy do jej świadomości zaczęło docierać, że to nie słowik, tylko dzwonek domofonu. Zakleła cicho pod nosem, ale zerwała się, ubrała i podniosła słuchawkę.
- Słucham? - rzuciła zirytowana.
- Dzień dobry. - rozległ się miły, damski głos z drugiej strony. - Czy zechciałaby pani porozmawiać z nami chwilę o Bogu?
Zaskoczona dziewczyna szeroko otworzyła oczy. - To może być to! Okazja żeby lepiej poznać Boga i Biblię.
- Bardzo chętnie, proszę wejść.
Po chwili rozległo się pukanie do drzwi, a na klatce schodowej stały dwie skromnie ubrane panie. Obie trzymały Biblie, a w torbach zauważyła kilka książek i czasopism.
- Jestem Noemi. – przedstawiła się młodsza z kobiet.
- A ja Krystyna. - dodała starsza.
- Bożena.
- Pani Bożeno, czy zauważyła pani, ile dzisiaj na świecie dzieje się złych rzeczy? Ciągle słyszymy o wojnach, kradzieżach, morderstwach… Jak Pani myśli, czy jakiś ludzki rząd może zapewnić trwały pokój i bezpieczeństwo? I kto jest za to wszystko odpowiedzialny?

   Okazało się, że miłe panie były Świadkami Jehowy i w ten oto sposób, młoda Bożenka zaczęła poznawać Prawdę. Na początku miała pewne wątpliwości co do niektórych nauk, ale jej nauczycielki i przewodniczki po nowej wierze, potrafiły wyjaśnić wszystko na podstawie wersetów biblijnych. Potem zaczęła korzystać ze specjalnie przygotowanej do tego celu książki; „Wiedza, która prowadzi do życia wiecznego”. Mimo początkowego wahamia, z każdym tygodniem coraz bardziej podobała jej się nowa religia.  Nie chciała denerwować rodziców, więc mówiła im, że idzie się uczyć do koleżanki, do kina, na spacer. Po kilku miesiącach przestały ją męczyć wyrzuty sumienia, już wiedziała, że najważniejsza jest służba dla Jehowy, dopiero potem reszta. Dowiedziała się, że światem rządzi Szatan Diabeł, który zrobi wszystko, aby nie należała do ludu Bożego, pod jego wpływem, nawet jej najbliżsi mogą być negatywnie nastawieni do jej nowej wiary i powinna być na to przygotowana. Często było jej smutno, że do tej pory obchodziła pogańskie święta i wierzyła w rzeczy, które nie podobały się Jehowie. Postanowiła się zmienić i spełniać nakazy Boga najlepiej jak tylko się da. No i nie chciała zginąć w Amagedonie! Już jakiś czas temu wyrzuciła ze swojego pokoju krzyż i wszystkie „święte obrazki”. Nie mogła patrzeć na te wszystkie bałwany.
   
      O chrzcie powiedziała rodzicom dopiero 2 miesiące przed letnim Kongresem, na którym miała przyjąć symbol. Ojciec zareagował na tę wiadomość obojętnie, matka rozpłakała się i próbowała jej tłumaczyć, że źle robi.
- Bożenko, jechowcy to sekta! Dziecko, proszę cię, nie rób tego. Zniszczysz sobie życie.
Mamo, ty nic nie rozumiesz. Kościół to sekta, Trójca to wymysł szatana. I te wszystkie święta, które nie podobają się Bogu, bo mają pogańskie pochodzenie! Nie chcę więcej należeć do religii fałszywej!
- Córeczko, ale oni rozbijają rodziny… - próbowała tłumaczyć matka.
- To bzdura! Świadkowie Jehowy, to ogólnoświatowy zbór miłujących się braci i sióstr. Nie mogliby zrobić czegoś takiego. - Bożena już prawie krzyczała.
- Dobrze Bożenko. - matka miała łzy w oczach. - Zrobisz, jak chcesz.  Pamiętaj, że zawsze możesz na nas liczyć.

   Symbol przyjęła zgodnie z planem podczas Kongresu na Stadionie Dziesięciolecia. Przepełniało ją takie szczęście, że chciała krzyczeć z radości. Czuła w sobie wtedy taki zapał i chęć do działania, że mogłaby iść zaraz, tak jak stała, głosić o zbliżającym się Królestwie Bożym od drzwi do drzwi. Wszyscy byli dla niej tacy mili i serdeczni. Gratulowali i uśmiechali się do niej. To było fantastyczne przeżycie.

   Później zaczęło się zwyczajne zborowe życie. Zebrania, szkoła teokratyczna, domowe studium, studium Biblii, studium Strażnicy. Nie narzekała, podobało jej się to. Cieszyła się, że Jehowa prowadzi ją za pośrednictwem swego kanału łączności w Brooklynie, że z każdym nowym światłem zbliża się do Prawdy. Coraz bardziej angażowała się w życie zboru. Na przedostatnim roku psychologii, Bożena zdecydowała, że rzuci studia i zostanie pionierką. Tak też zrobiła, mimo że ojciec i matka starali się ją odwieść od tego pomysłu. Nie żałowała. Wiedziała, że Jehowa wynagrodzi jej poświęcenie i zapewni jej lepszą edukację niż najlepszy uniwersytet.

   Nie żałowała sił, zdrowia, ani czasu na służbę i naukę. Po kursie pionierskim ruszyła w teren. Bardzo lubiła głosić, czuła, że to jej powołanie. W służbie poznała też swego przyszłego męża, skromnego, nieśmiałego chłopaka, który rzadko otwierał usta, ale kiedy się uśmiechał, ukazywał garnitur śnieżnobiałych zębów. Zakochała się w tym jego cudownym uśmiechu. Ślub cywilny wzięli po pół roku znajomości. Starszy wygłosił piękną mowę na Sali Królestwa.
***

   Od tamtej pory minęło prawie 20 lat. On został sługą pomocniczym, pionierem, potem starszym zboru. Ona przez wszystkie te lata była pionierką, czasami pomocniczą, czasami pełnoczasową. Z czasem pierwsza, najsilniejsza miłość przygasła, zastąpiła ją szara rzeczywistość. Mąż Bożeny okazał się człowiekiem małomównym, za to surowym, na szczęście tylko dla członków zboru, a nie dla niej. O nie! Ona nie dawała sobie w kaszę dmuchać! Życie nauczyło ją, ze jak się o coś nie wykłucisz, to nic nie będziesz mieć. Czasami służba polowa, a zwłaszcza „stojakowanie” były tak nudne, ze aby umilić sobie czas, wymieniały się z koleżankami wiadomościami o co ciekawszych osobach ze zboru. Spodobał jej się ten „sport” i wkrótce wiedziała prawie wszystko o wszystkich. Wiedziała też, z kim i o czym może rozmawiać, a przy kim lepiej trzymać język za zębami. Jedyne, co się nie zmieniło, to chęć poznawania Boga i nauk biblijnych. Często czytała Przekład Nowego Świata icieszyła się, że może należeć do jedynej, prawdziwej Organizacji Bożej. Nie mieli z mężem dzieci, zresztą i tak zawsze brakowało im dla siebie czasu. Lepiej poczekać z tym na czas po Armagedonie. Wszak to już niedługo. Pięć lat temu, jakimś zrządzeniem losu, okazało się, że zostali zaproszeni do usługiwania w Betel w Nadarzynie.
I właśnie teraz, siedząc na twardym krześle w nadarzyńskiej pralni, czekała na kolejną dostawę brudnej odzieży i pościeli.
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Nadaszyniak w 15 Listopad, 2018, 23:26
Jatiw-Światuś
Bravo, Bravo z siostrą Bożenką
Ciekawie to wymyśliłeś  :)
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 15 Listopad, 2018, 23:50
Jatiw-Światuś
Bravo, Bravo z siostrą Bożenką
Ciekawie to wymyśliłeś  :)

W końcu do akcji weszła jakaś kobieta!

Światus zna się na kobietach, ja na facetach i serial się kręci!  ;D
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Nadaszyniak w 15 Listopad, 2018, 23:55
W końcu do akcji weszła jakaś kobieta!
Światus zna się na kobietach, ja na facetach i serial się kręci!  ;D
moje trzy grosze:
Może ja bym dołączył i pisałbym o dzieciach, nastolatkach (Ww), byłby pełny komplet  ;D ;D
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 16 Listopad, 2018, 08:36
moje trzy grosze:
Może ja bym dołączył i pisałbym o dzieciach, nastolatkach (Ww), byłby pełny komplet  ;D ;D

Nadaszyniaku serdecznie zapraszam!

Jeśli koło polskiego albo amerykańskiego Betel kręcą się jakieś dzieci... no to pisz!  ;D
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Gandalf Szary w 17 Listopad, 2018, 20:29
Odcinek 3. Scena 3 – Dylematy egzystencjalne brata Dżefreja cdn.
[/b]


Wskazówka zegara właśnie wskazała godzinę 19.00 Dżefrej z trudem otworzył oczy i spojrzał na stojący w rogu zegar w stylu Wiktoriańskim.
- Jasny gwint zaspałem – wrzasnął, bowiem na godzinę 17.00 zaplanowano nadzwyczajne spotkanie CK. Dżefrej poderwał się z szezlonga i gwałtownie zaczął wciągać na siebie garderobę. Założył złoty zegarek na rękę, sygnet na palec i wybiegł z gabinetu wpinając w biegu złotą szpilkę w klapę marynarki. Pędem ruszył w kierunku gabinetu obrad CK. Pomimo tuszy Dżefrej w ekspresowym tempie pokonał trzy piętra  i stanął przed drzwiami gabinetu. Poprawił zmierzwione włosy i wszedł do środka. Nagle przyklejony uśmiech z ust zniknął z jego twarzy, gdy jego oczom ukazał się pusty gabinet.
- Cholera jasna syknął, za późno. Spóźniłem się! Niech to wszystko szlak trafi!! A oni beze mnie decyzję podejmowali, co za wstyd, co za wstyd. Dżefrej poczuł, że krew napływa mu do twarzy, a wstyd piecze go w policzki. Jak on teraz spojrzy w oczy braciom króla oraz swojej wiernej żonie. Ona cały dzień w służbie, a on w szezlongu, a potem……Takie lekceważenie obowiązków Pana. Bezwiednie obrócił się na pięcie i z głową pochyloną w dół wolnym krokiem ruszył w kierunku swego pokoju mieszkalnego.
 - Wszystko przez te moje dzisiejsze skrupuły. Szepnął do siebie. W tym miejscu przypomniał sobie poranek i wszystkie swoje wątpliwości.
- Jak mogłem chcieć zrezygnować z królowania w niebie? Z drugiej strony…..młoda żona. Trzeba będzie to jakoś pogodzić, może nowe światło?  Opublikuje się w strażnicy. Ja w niebie, ona w raju na ziemi. A w weekendy będę wpadał do niej z nieba na herbatkę i ciastko!!! Oby się zgodziła na taki układ. Tak, muszę z nią porozmawiać …. I to szybko. Przyspieszył kroku….i.
- Witaj Ptysiu z Kremem rzuciła mu w drzwiach.
- Hej Mysiu Pysiu. Jak ci minął dzień? Zapytał Dżefrej.
- Pełen błogosławieństw. Wiesz byłam dziś w służbie z tym nowy misjonarzem, on jest taki gorliwy i wspaniale głosi z filmami na telefonie. Mówię ci to wspaniałe narzędzie.  Na te słowa Dżefrej znów poczuł ukłucie zazdrości.
-  Jaki misjonarz? Rzucił zirytowany.
- No wierz który, ten nowy co ostatnio miał u nas wykład. Taki dobrze zbudowany. Odpowiedziała.
- A tak. Trzeba będzie go wykluczyć pomyślał Dżefrej. Zapewne się tasował z innym bratem w pokoju. Przy odpowiednim składzie komitetu da się to udowodnić.
- Mysiu Pysiu chciałbym ci coś powiedzieć. Otóż chcę z tobą zamieszkać w raju.
- Ależ kotku my mieszkamy w raju w Warwick.
- Nie o to chodzi. Po Armagedonie. Wykrzyczał Dżefrej!!
- Ale Ptysiu masz nadzieję niebiańską. Nie możesz tak mówić.
- Posłuchaj. Rzucił Dżefrej. Ostatecznie mogę rządzić i wpadać do ciebie na weekendy.
- Ale jak to? Zapytała Laran.
- Ano normalnie. Posłuchaj nowe światło. Ogłosi się, że ….Tak jak za czasów….Aniołowie brali za żony….i ja też. Będę wpadał od czasu do czasu.
- Przestań Dżefrej gadasz jak ci odstępcy!!
- Przekonam innych, zaakceptują…..2/3 głosów i pozamiatane. To my ustanawiamy, co jest… To nie odstępstwo, to nowe światło, jąkał się Dżefrej zbity z tropu.
- Przestań Dżefrej przestań i tak szydzą z Was odstępcy. Ciągle ogłaszacie migające światła. Wszystko jest już jasne. Poza tym ja zamieszkam z misjonarzem po Armagedonie. Oświadczył się!!!
- Jak to?  Wrzasnął zazdrosny Dżefrej.
- Normalnie, ale nie przejmuj się będziesz mógł się przyglądać tam z nieba jak żyjemy. Z uśmiechem na ustach powiedziała Laran. A teraz marsz do łazienki umyć zęby i do łóżka spać.
- Ale. Próbował nawiązać rozmowę Dżefrej.
- Żadne ale, to postanowione. A teraz marsz do łazienki i  nie zapomnij przetrzeć okularów.
Dżefrej posłusznie ruszyło do łazienki z poczuciem porażki.
Wchodząc do toalety mamrotał pod nosem: I nie bratu króla przypada nagroda i nie najdzielniejszemu zwycięstwo.
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Roszada w 17 Listopad, 2018, 20:42
Komu będzie mało tego co pisze PoProstuJa, to powiem, że swego czasu temu ja napisałem trzy bajki. Dotyczą one dawniejszych lat, ale to historia związana z Sędzią Rutherfordem:

https://swiadkowiejehowywpolsce.org/mam-pytanie/czy-ktos-sie-zglosil-do-beth-sarim-jakby-to-dzis-wygladalo/msg147319/#msg147319

https://swiadkowiejehowywpolsce.org/mam-pytanie/czy-ktos-sie-zglosil-do-beth-sarim-jakby-to-dzis-wygladalo/msg147424/#msg147424

https://swiadkowiejehowywpolsce.org/mam-pytanie/czy-ktos-sie-zglosil-do-beth-sarim-jakby-to-dzis-wygladalo/msg147608/#msg147608

Nowe osoby pewnie nie czytały. :)
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Gandalf Szary w 17 Listopad, 2018, 20:47
Komu będzie mało tego co pisze PoProstuJa, to powiem, że swego czasu temu ja napisałem trzy bajki. Dotyczą one dawniejszych lat, ale to historia związana z Sędzią Rutherfordem:

https://swiadkowiejehowywpolsce.org/mam-pytanie/czy-ktos-sie-zglosil-do-beth-sarim-jakby-to-dzis-wygladalo/msg147319/#msg147319

Nowe osoby pewnie nie czytały. :)
[/b][/size]
Dziękuje Roszado. Przeczytałem i doceniam twoją bajkę!!!!
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Gandalf Szary w 18 Listopad, 2018, 22:00
Odcinek 4. Scena 1 – Złoty zegarek brata Dżefreja
a.[/b]


Po przespanej nocy Dżefrej czuł się wypoczęty. Postanowił się szybko odświeżyć i stawić punktualnie w pracy. Nie chciał powtórzyć wczorajszego bezproduktywnego dnia. Szybko udał się do toalety i spojrzał w lusterko, przetarł twarz wodą, przeczesał rzadkie włosy grzebieniem, popsikał włosy i pachy markowymi perfumami. Spojrzał jeszcze raz w lustro i z zadowoleniem stwierdził, że wygląda lepiej niż wczoraj wieczorem. Samopoczucie także mu się poprawiło.  – Tak, przekonywał siebie. Wczoraj zapewne hordy szatana przypuściły na mnie atak. Silny to przeciwnik, że skłonił mnie do pomysłu rezygnacji z rządzenia z naszym Panem.
- Jeszcze tylko zegarek i jestem gotowy do pracy – szepnął.  Odzyskawszy pewność siebie podszedł do sekretarzyka wyjął służbowy złoty zegarek marki Rolex. Dżefrej dumny był z tego zakupu. Zegarek sprowadzono na specjalne zamówienie, a przy wyborze pomagała mu jego ukochana żona. 
-  No, w porządku mogę teraz godnie reprezentować sprawy Pana. Aby sprawdzić czy zegarek dobrze się prezentuje do koszuli Giorgio Armaniego, wyciągnął rękę odsłaniając zegarek spojrzał i w tym momencie zamarł.  Otóż na kopercie oraz szkiełku zauważył drobne rysy.
- Co? Jak to? Jak to się stało? – wrzasnął Dżefrej taksując drobne ryski.  Jasna cholera jak ja teraz pokaże się w pracy? W takim stanie nie mogę właściwie pracować. Ten zegarek to najważniejszy element mojej garderoby. Co robić? co robić? – myślał gorączkowo Dżefrej. Czuł, że cały świat mu się zawalił, a cały dobry humor prysł jak bańka mydlana. No nic, syknął przez zaciśnięte ze złości zęby. Będę musiał go wymienić. Na samą myśl wymiany zegarka od razu poprawił mu się humor.
- Tak musi być reprezentacyjny. Dżefrej szybko udał się do swego gabinetu, usiadł przy biurku, odsunął na bok stos palących spraw dotyczących zborów na całym świecie, włączył służbowego laptopa najnowszej generacji i zaczął przeglądać najnowsze trendy markowych zegarków.
-  Musi się reprezentować – powiedział do siebie. Dżefrej szybko przeglądał kolejne kolekcje zegarków: Rolex – nie, już miałem, a może Carl. F Bucherer – nie, nie to tylko luksusowy zegarek. Musi być coś bardziej reprezentacyjnego. Wtem trafił na stronę z arcydziełami zegarmistrzostwa.
- No zobaczmy, co tutaj mamy – szepnął. Drżącymi rękami kliknął na linka i strona się otworzyła.
- Nooo to jest to. Przepiękne – pisnął. Audemars Piguet, Breguet, A. Lange – wspaniałe. Wtem otworzył stronę i aż oczy mu się zaświeciły. Tak to jest to – podskoczył na fotelu oglądając kolekcję zegarków Philippa Patka. Ta marka jest godna brata króla.  Na pewno będę dobrze się prezentował w tym zegarku. Oczyma wyobraźni widział już siebie w telewizji Broadcasting jak wygłasza wykład i niby to przypadkiem rękaw koszuli podgina się odsłaniając wspaniały zegarek Philippa Patka. Wszystkich wzrok przykuty jest do lewej ręki, którą żywo gestykuluje, a słuchacze spijają jego słowa z ust.
- Tak!!! Warto taki wykład wygłosić. Szybko zaczął przeglądać kolekcję oraz ceny zegarków. Wreszcie znalazł to, czego szukał.
- Przepiękny- szepnął. Wart swojej ceny. Bagatela zaledwie 120 000 dolarów. To nie Rolex. Trzeba będzie dobrze to umotywować. Muszę znaleźć skądś pieniądze, z datków nie uzbieram takiej kwoty – powiedział do siebie. Sięgnął po słuchawkę telefonu i poprosił do słuchawki brata Williama.
- Bracie Williamie proszę przynieść mi statystykę ilości zborów w Polsce oraz ewentualnych SK do likwidacji.
- Będziemy sprzedawać salę? - zapytał brat William.
- Niestety tak. Musimy oszczędzać. – odpowiedział Dżefrej.
- Ile potrzeba?
- Jakieś 120 000 dolarów i to na biegu – powiedział Dżefrej.
- Bracie króla sala zgromadzeń w Łodzi jest do sprzedania.
- Bardzo dobrze opchnąć jak najszybciej i przelać kasę na konto do Warwick – wydał polecenie Dżefrej.
- A co z obwodem? Gdzie będą się zgromadzać? – zatroskał się brat William.
- Cóż, albo w domach, albo w lesie jak to było u nich za czasów komuny. Maja wprawę – beztrosko powiedział Dżefrej.
- Ależ to niemoralne, bracia mogą zadawać niewygodne pytania, na co nam te pieniądze?
- Nieważne. W razie czego, niech wybudują sobie nowy objekt za własne pieniądze. Aha, a braciom z obwodu jak będą szemrać zacytujcie wersety, że Bóg nie mieszka w świątyniach ręką zbudowanych oraz, że ochoczego dawcę Bóg miłuje. To wystarczy!!
Dżefrej zadowolony z siebie odłożył słuchawkę, rozsiadł się wygodnie w skórzanym fotelu i oczami wyobraźni widział już siebie kupującego upragniony zegarek. 

Koniec!!!
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Nadaszyniak w 18 Listopad, 2018, 22:17
Jatiw-Gandalf Szary:
"Skowronku" świetny początek a zakończenie ostatnia część rewelka- BRAVO
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Gandalf Szary w 19 Listopad, 2018, 20:34
Jatiw-Gandalf Szary:
"Skowronku" świetny początek a zakończenie ostatnia część rewelka- BRAVO
[/b][/size]
Wielkie dzięki to mój debiut był!
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Światus w 21 Listopad, 2018, 22:35
SIOSTRA BOŻENKA - odc. 2

      No i się doczekała. Przyszedł Gracjan, niosąc pełne naręcze śmierdzących ubrań roboczych, chociaż sam wyglądał, jakby został wycięty z żurnala dla modnych mężczyzn pt. „Zadaj szyku na dyskotece”.
- Witaj siostro Bożenko. Gdzie mam rzucić te łachy?
- Cześć Gracjanku. Połóż tu na krześle, zaraz się nimi zajmę. - Bożena lubiła patrzeć na tego chłopaka. Wiedziała, że nie jest bystry, ale poza tym chłop jak dąb. Prawie dwa metry wzrostu, twarde mięśnie, zero tłuszczu.  W wolnych chwilach lubiła zamykać oczy i wyobrażać sobie, jakby to mogło być… „Tfu, tfu, co za kosmate myśli”. - odezwało się sumienie, przywołując Bożenkę do porządku.
- Coś ty dzisiaj taki elegancki, żenił się będziesz? - zwyciężyła natura plotkary. - Wybierasz się na Studniówkę?
- Żarciki się ciebie trzymają ciociu. - chłopak skrzywił się, jakby ugryzł wyjątkowo kwaśną cytrynę. - Nie chcę o tym gadać. Wszystko jest do du… do niczego. - szybko się poprawił, bo nie wypada słudze Jehowy używać takich słów. „Chyba zaraziłem się tym od odstępców na tych wszystkich forach. Wiadomo, że złe towarzystwo, psuje pożyteczne obyczaje”. - pomyślał. - „I ten cholerny Wiktor! A niech go wszyscy diabli! Wybacz Jehowo”.
- Ty mi tu, Gracjan, nie „ciociuj” - Bożence nie w smak było, że ją postarza. - Jestem od ciebie tylko 15 lat starsza i całkiem nieźle się trzymam. Nie uważasz? - puściła do niego oko i uśmiechnęła się zalotnie.
- Eee, no oczywiście, że tak. Świetnie się trzymasz. - powiedział, a w myślach dodał - „Ale puścić to już się nie możesz”.
- Ale powiedz, co się stało?
- To nie twoja sprawa siostro Bożeno!  - w jego głosie, zabrzmiał oficjalny ton. - Sam muszę to załatwić. Do widzenia. - zamknął za sobą drzwi pralni, a po chwili słychać już było szybko oddalające się kroki.
- Co za palant. - mruczała pod nosem Bożena. - Ale jednak „ciacho”. - zauważyła, że nawija na palec pukiel włosów.

      Bożenka zawsze lubiła czytać i wolała zagłębić się w lekturze Strażnicy niż oglądać broadcastingi. Próbowała kilka razy oglądać je wieczorami, ale usypiała, zanim audycja dobiegła choćby do połowy. Jakoś nie wychodziło jej z tym telewizyjnym wielbieniem. Ale teraz, w ciągu dnia, jest bardzo mało prawdopodobne, że zaśnie. Odpaliła internet w smartfonie i weszła na stronę. Najpierw obejrzała audycję, gdzie prowadzącym był Członek CK, Steven Lett. Bardzo lubiła tego misiowatego mężczyznę, miny, jakie stroił do kamery, przyprawiały ją o spazmy śmiechu. On sprawiał, że była w stanie obejrzeć broadcasting od początku do końca. Kojarzył jej się z Benny Hillem i Jasiem Fasolą jednocześnie. Inni działali na nią, jak Kaszpirowski – adin, dwa, tri… i oczy zamykały się samoczynnie, a głowa opadała jej na piersi.
   
      Po rozrywce z Lettem postanowiła wzmocnić się duchowo. Większość nowych świateł rozumiała świetnie. Część słabiej, ale tłumaczyła sobie, że Niewolnik wierny i roztropny prowadzi ją ścieżką prawych i rozumie sprawy duchowe lepiej od niej, w końcu oni są braćmi Chrystusa, ona ma tylko wierzyć. I była ta jedna nauka, której nie rozumiała w ogóle. Kilka razy czytała artykuł w Strażnicy, pytała o nią męża, raz obejrzała broadcasting, ale nic jej się nie rozjaśniło w umyśle. Postanowiła więc jeszcze raz obejrzeć audycję na temat nowego zrozumienia pokolenia pamiętającego rok 1914. Najpierw obejrzała wyjaśnienia brata Splane’a. Nic to nie dało. Potem kolejną, z prostszym wyjaśnieniem, niestety z tym samym rezultatem.
      „Przecież »to pokolenie« miało pamiętać wydarzenia roku 1914.” - myślała. - „Pomazańcy, »zazębiający się« z tymi, którzy pamiętają, sami już nie pamiętają tych wydarzeń! Ufff! Przecież to jest bez sensu”. - czuła, że ie powinna tak myśleć, ale nie mogła nic poradzić na to, że jej coś w tych tłumaczeniach „nie grało”. - „Chyba nie jestem aż taka tępa, do jasnej… pogody!”

      Postanowiła wpisać w Google „zazębiające się pokolenia”. O dziwo, na pierwszych miejscach wcale nie wyświetliły się wyniki z jw.org. Trochę ją to zdziwiło, ale nie było tak źle. Pierwszy odnośnik wyglądał zachęcająco; "Dwie koncepcje „zazębiających” się pomazańców „tego pokolenia”. W dodatku na forum dla Świadków – Świadkowie Jehowy w Polsce.
Postanowiła się nie rejestrować. Zawsze może to zrobić, jeśli będzie chciała zostać tu na dłużej, a dyskutować nie miała zamiaru. Zaczęła czytać. Artykuł rzeczowo napisany, autor powoływał się na źródła z wcześniejszych publikacji…
- Zaraz, zaraz… Coś tu się nie zgadza! - przeczytała kilka innych artykułów, m.in. o wyliczeniach brata Russella, opartych na wymiarach piramidy, przewidywanych końcach tego systemu rzeczy w roku 1914, 1925 i 1975. Szybko spojrzała na górę strony. Dopiero teraz zobaczyła słowa „BYŁYCH Świadków Jehowy”.
„Bezczelni odstępcy!” - pomyślała ze złością. Weszła jeszcze w zakładkę „NASZE HISTORIE”, żeby zobaczyć, co piszą.
      „Zawsze coś mi nie pasowało w naukach Towarzystwa, ale nie przejmowałem się tym. Oczy mi się otworzyły, kiedy zacząłem czytać Biblie w innych przekładach”. - „Pewnie te katolickie, z których usunięto imię Boże”. - pomyślała. Czytała dalej. - „Dopiero wtedy zobaczyłem, jak WTS dostosowuje Biblię do swoich nauk. Wtedy nastąpiło moje przebudzenie i postanowiłem odejść. Napisałem list o odłączeniu. Żona i moi rodzice, którzy są nadal Świadkami, z dnia na dzień przestali się do mnie odzywać”.
      „Zasłużyli sobie na swój los! Uciekają jak szczury z jedynej prawdziwej Bożej Organizacji. Szerzą swoje fałszywe nauki, niektórzy przed odejściem spożywają emblematy na Pamiątce”.  - Między sobą nazywali takich „samozwańcy-pomazańcy”.

      W następnym wątku jakaś dziewczyna pisała;
„Symbol przyjęłam w wieku 15 lat. Teraz mam 19. Kilka miesięcy temu poznałam chłopaka ze świata.  Pokochaliśmy się i spędzaliśmy ze sobą coraz więcej czasu. Pięć miesięcy temu zaszłam w ciążę. Nic nie powiedziałam rodzicom, ale tego nie dało się ukryć. Matka powiedziała o tym starszym. Zwołali komitet i zostałam wykluczona. Rodzice kazali mi się wyprowadzić z domu. Mieszkam teraz z chłopakiem. On pracuje za najniższą krajową i jest nam bardzo ciężko”.
      „Dobrze jej tak!” - pomyślała. - „Jeśli nie przestrzega się zasad Jehowy, to trzeba ponosić konsekwencje. Biblia jasno mówi; „Nie zadawajcie się z rozpustnikami”. Może kiedyś zmądrzeje i wróci do zboru”.
   
      Zmarszczyła brwi. Przypomniała sobie o Ewie, swojej najlepszej przyjaciółce, z którą nie miała kontaktu od prawie 10 lat. Były jak dwie bratnie dusze, lubiły razem chodzić do służby, lubiły podobne rzeczy, rozumiały się bez słów, jedna zaczynała zdanie, a druga kończyła. Tak było do czasu, kiedy okazało się, że spodziewa się dziecka z jednym z braci. On nie chciał się żenić i oboje zostali wykluczeni. Zerwała z nią kontakt, licząc, że Ewa okaże pokorę i wróci do zboru. Nie wróciła…

      „Podłe kłamstwa!”  - z gniewu, na policzki wystąpiły jej rumieńce. - „Wybrali światowe życie, a teraz rozgoryczeni zrzucają całą winę na Organizację. To prawda, że zbór składa się z niedoskonałych ludzi, ale tylko my głosimy tak jak chrześcijanie w pierwszym wieku. Nigdy więcej tam nie zajrzę!” - podjęła stanowcze postanowienie. - „Nie wolno dyskutować ani czytać tego, co piszą odstępcy, to nasienie Szatana!”

- O czym tak myślisz Bożenko? Coś się stało? - kobiecy głos wyrwał ją z zamyślenie. Szybko wrzuciła telefon do torebki.
- Nie, nie, siostro Rebeko. - odpowiedziała szybko, aby ukryć zmieszanie. - Czytałam na naszej stronie nowe artykuły i musiałam trochę pomyśleć.
- Pamiętaj Bożenko, jeśli czegoś nie rozumiemy, należy poczekać na Jehowę. Nie należy wybiegać przed szereg, przypomnij sobie Drugi Jana jeden dziewięć; Nikt, kto się wysuwa naprzód i nie trzyma się nauki Chrystusa, nie cieszy się Bożym uznaniem.
- Pamiętam Beki i wcale nie mam takiego zamiaru.
- To dobrze Bożenko. Tu ci kładę pościel do prania. Do zobaczenia na zebraniu.
- Do wieczora.
      Kiedy Rebeka wyszła, Bożena szybko wyjęła z torebki smartfon i usunęła historię przeglądania.
Myśl o Ewie nie dawała jej spokoju. Były tak blisko. Dlaczego wolała pozostać w świecie rządzonym przez Szatana Diabła? Gdyby tylko Ewa nie była wykluczona, natychmiast by do niej zadzwoniła...
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Nadaszyniak w 21 Listopad, 2018, 22:55
Jatiw-Światuś
EUREKA, odkryłeś, odkryłeś nam na forum godną postawę, wobec (Ww), Bożenkę - Jak pasuje do naszego bohatera BOGUMIŁA - ale pisanki  :o :)
PRZYZNAM szczerze może ta historia BOŻENKI przebije BOGUMIŁA, bo zaczątek jest świetny i zapowiada się ciekawie, pisz,pisz,dalej Bożenki historię  :) :)
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Ekskluzywna Inkluzywność w 21 Listopad, 2018, 23:27
Co ja widzę, forum serialami stoi, wszyscy za pióra chwycili, forum literackie! Kiedy to się stało? :P
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 21 Listopad, 2018, 23:44
Jatiw-Światuś
EUREKA, odkryłeś, odkryłeś nam na forum godną postawę, wobec (Ww), Bożenkę - Jak pasuje do naszego bohatera BOGUMIŁA - ale pisanki  :o :)
PRZYZNAM szczerze może ta historia BOŻENKI przebije BOGUMIŁA, bo zaczątek jest świetny i zapowiada się ciekawie, pisz,pisz,dalej Bożenki historię  :) :)

Nasz serial - z życia wzięty - nie chce nikogo przebijać... bo Bogumił to postać zacna i darzę go dużą sympatią (jak i jego - czasem zrzędliwego - autora  ;D ).
Niemniej jednak fakt, że wkroczyła nam na scenę w końcu kobieta... ubrana od stóp do głów pomysłem Światusa i jest godną, żeńską reprezentantką jedynej prawdziwej organizacji :)
Nieskromnie pochwalę się tutaj, że to ja zwerbowałam... znaczy się zachęciłam Światusa, aby dołączył się do serialu i dzielił się swoimi talentami pisarskimi.
No i łyknął ten haczyk!  ;D  I go wciągnęło  ;D
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Trinity w 21 Listopad, 2018, 23:55
Co ja widzę, forum serialami stoi, wszyscy za pióra chwycili, forum literackie! Kiedy to się stało? :P

bo wieje nudą niestety
potrzebujemy jakiejś świeżej krwi
jakiejś ofiary coś do spalenia Molochowi

jak tu przyszłam to było tyle ciekawych tematów naczytać sie nie mogłam, rozumiem
że ja też tworzę to forum dlatego nie mam żalu do nikogo że teraz jest troszkę nudnawo 😉
jesteśmy na różnych poziomach odstępstwa
w fazie jakiegoś cyklu , nie mam zamiaru też robić coś na siłę.
przymusu nie cierpię, to już przerabiałam
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 22 Listopad, 2018, 00:09
bo wieje nudą niestety
potrzebujemy jakiejś świeżej krwi
jakiejś ofiary coś do spalenia Molochowi

Czytając te słowa od razu przypomniał mi się tekst jednej z moich ulubionych komedii:
"Przyszłem wcześniej, gdyż nie miałem co robić".

A forumowicze powiedzą: "poczytałem, bo chciałem nudę zabić!"  ;D

Ale zapraszamy wszystkich - i tych co chcą zabijać... nudę, oraz tych, którzy nie chcą zabijać, ale są ciekawi dalszych losów naszych bohaterów! :)
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: ihtis w 22 Listopad, 2018, 00:53
bo wieje nudą niestety
potrzebujemy jakiejś świeżej krwi
jakiejś ofiary coś do spalenia Molochowi

jak tu przyszłam to było tyle ciekawych tematów naczytać sie nie mogłam, rozumiem
że ja też tworzę to forum dlatego nie mam żalu do nikogo że teraz jest troszkę nudnawo 😉
jesteśmy na różnych poziomach odstępstwa
w fazie jakiegoś cyklu , nie mam zamiaru też robić coś na siłę.
przymusu nie cierpię, to już przerabiałam

Życie to też codzienność. Także i forum, musi trochę szarości zakosztować.

Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Światus w 25 Listopad, 2018, 20:47
SEN DŻEFREJA.

      Tego wieczora Dżefrej zjadł obfitą kolację – gęsie wątróbki w sosie malinowym, spora porcja ziemniaków, a na deser aż 3 kawałki tortu orzechowego.
„Pycha. Teraz człowiek, że żyje”. - pomyślał zadowolony, i poluzował nieco pasek, gdyż spodnie zaczynały niebezpiecznie trzeszczeć w szwach. - „Nareszcie czuję się jak polityk. Wysoko, najedzony i za nic nie odpowiada”. - uśmiechnął się do siebie w myślach.
- Dziękuję Dżony, pójdę już spać. Dobranoc. - powiedział do stewarda i klapnął ciężko na łóżko.
- Dobranoc bracie Dżefreju. Spokojnej nocy. - Dżony zebrał brudne naczynia na tacę i niemal bezszelestnie opuścił apartament.
      Sapiąc i wzdychając, bo z pełnym brzuchem trudno mu było się schylić, zdjął buty i ściągnął spodnie. Ściągnął koszulę i rzucił ją byle jak na krzesło. Zgasił nocną lampkę, przyłożył głowę do poduszki i po kilku minutach odleciał do krainy snów.

      Tej nocy, z pewnością, nie można było nazwać spokojną. Prawdopodobnie zbyt obfita kolacja spowodowała, że śniły mu się koszmary. Jeden gorszy od drugiego. A to atakowała go bestia o 10 rogach, a to Betel zmieniało się w ruinę podczas Armagedonu. Jednym ze straszniejszych był ten, że musiał przez całą godzinę być na mszy, a co gorsza, ksiądz kropił wodą święconą wszystkich obecnych. Brrr, czuł, jakby mu się w skórę wbijały metalowe opiłki… Ale najgorszy koszmar przyśnił mu się tuż nad ranem.

      Była noc. Czerwona poświata spowijała księżyc, który niemrawo rozjaśniał niebo. Stał chyba na jakiejś łące. Gęsta jak mleko mgła sprawiała, że nie widział dalej niż na kilka metrów.  Ruszył powoli przed siebie i zaklął, bo w tej chwili potknął się o leżącą na ziemi kamienną płytę. Przyjrzał się jej i stwierdził, że to płyta nagrobna. Przeczytał napis na niej;

Nicolas Brown
Żył 34 lata.

„Szkoda takiego młodego”. - pomyślał Dżefrej. - - „No cóż, zdarza się”.
Mgła trochę się rozrzedziła, rozejrzał się wokół i zobaczył, że takich płyt są setki. Był na cmentarzu. Jednak na żadnym grobie nie było krzyża. Teraz już wiedział na pewno – to cmentarz Świadków Jehowy. Przyjrzał się kilku tablicom.

Mary Clark
Żyła lat 22.

Sean Cleary
Żył 2 lata.

George Murray
Żył lat 49.

      Napisy na innych nagrobkach były podobne. Zaledwie na kilku ujrzał, ze wiek zmarłego przekraczał 50 lat. „Co jest u licha”. - pomyślał. - „Ofiary katastrof albo wypadków? Może to po Czarnobylu… Ach te ludzkie rządy”. - westchnął. - „Oto przykład, do jakich skutków mogą doprowadzić. Umierają tacy młodzi ludzie, a mogliby żyć i dalej służyć Jehowie”.

      Już chciał odejść, gdy nagle usłyszał dziwne trzaski i zgrzyty. Wytężył wzrok i włosy na głowie stanęły mu dęba. Płyty nagrobne zaczęły się odsuwać i z mogił zaczęły wychodzić szkielety. Dżefrej próbował uciekać, ale nogi miał jak z waty. Szkielety zaczęły otaczać go coraz ciaśniejszym kołem… Zbliżały się, patrząc na niego pustymi oczodołami. Jedne były stare i wysuszone, na innych wisiały jeszcze strzępy skóry.
- Czego ode mnie chcecie?!! - krzyknął piskliwym głosem blady, przerażony Dżefrej.
Niesamowity pochód się zatrzymał. Naprzód wysunął się ten, który wyglądał na najstarszy i prawdopodobnie był przywódcą.
- Jesteśmy tymi, którzy stracili życie z powodu odmowy przyjęcia transfuzji. Ja byłem pierwszą ofiarą! To przez ciebie i takich jak ty wszyscy tutaj jesteśmy. Nie zrobiłeś nic, żeby nas uratować. Pójdziesz z nami! - mówił dudniącym głosem, przenikającym do szpiku kości.
- Nie chcę umierać!!! Mam świetne życie, pozycję, żonę! - zawodził Dżefrej.
- My też mieliśmy rodziny, kariery, plany na przyszłość i zostawiliśmy to wszystko, bo okłamano nas, że tak chce Bóg Jehowa. Jesteś jednym z tych, którzy o ludzkim życiu decydują w głosowaniach! Pójdziesz z nami!!! I zapewniam cię, przez wieczność nie zaznasz spokoju!
- Ale ja nie chcę, nie chcę! - Dżefrej niemal jęczał płaczliwie.
- Dobrze. Masz szansę, żeby wszystko naprawić. Jeśli tego nie zrobisz, pamiętaj, dołączysz do nas!
Szkielety zaczęły rozluźniać koło wokół niego. Odchodząc, znikały we mgle, która na powrót stała się gęsta, tak że można ją było prawie kroić nożem.
   
      Dżefrejowi ze strachu nogi odmówiły posłuszeństwa i osunął się na trawę pośród nagrobków. Widząc to, jeden z kościstych maruderów zawrócił. Złapał go za klapy marynarki i zaczął nim potrząsać. Otworzył szeroko usta w groźnym grymasie, ukazując ostre zęby.
- Wstawaj Dżefrej! Chodź z nami! - krzyczał złośliwy kościotrup, otwierając szczęki tak szeroko, że gdyby miał migdałki, z pewnością można by je było zobaczyć.
- Zostaw mnie! Nigdzie nie idę!!! - Dżefrej rzucał się, chcąc uwolnić się z uścisku kościstych palców. Nie wiadomo, jakby potoczyły się wydarzenia, gdyż właśnie w tym momencie się obudził. Nadal jednak czuł, że ktoś nim potrząsa. Otworzył oczy i ujrzał nad sobą szeroko otwarte usta brata Stephena Letta, który lekko nim potrząsał.
- Wstawaj Dżefrej! Chodź z nami! - mówił Lett. - Już po 9-tej. Idziemy zobaczyć, jak posuwają się prace budowlane.
- Już, już Stephen. - Dżefrej szybko się ubrał. Gdy wychodzili, spojrzał przez okno, jaka jest pogoda. Na dworze była gęsta mgła...
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Nadaszyniak w 25 Listopad, 2018, 21:15
Jatiw- Światus
Przeszył mnie mały dreszcz.. brrrr, opowiadanko mocne, ale jak rzeczywiste, nikt z nas nie przewidzi mary sennej.
Interesująco z napięciem czyta się Twoją narrację- BRAVO i pisz nadal  :) :)
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Gandalf Szary w 26 Listopad, 2018, 21:05
Hej Światus miało być zabawnie, a wyszedł horror. Jak z rodem książek Grahama Mastertona.
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Światus w 27 Listopad, 2018, 00:20
Hej Światus miało być zabawnie, a wyszedł horror. Jak z rodem książek Grahama Mastertona.

Gandalfie, mam nadzieję, że jeszcze będzie. A jakieś urozmaicenie musi być  :P
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 27 Listopad, 2018, 10:21
Hej Światus miało być zabawnie, a wyszedł horror.

Gandalfie... wszystko jest z życia wzięte...
miał być Raj na ziemi, a wyszedł pedofilski Armagedon...
Życie to nie je bajka...
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Gandalf Szary w 30 Listopad, 2018, 21:22

Odcinek 5. Scena 1 – Zemsta brata Dżefreja
[/b][/b]
Jamesson wszedł do pokoju zwanym Big Brotherem pewnym i spokojnym krokiem. Dobrze znał ten pokój, to tutaj zaczęła się jego kariera w Organizacji. Od urodzenia w prawdzie, ojciec starszy zboru, a mama pionierka stała. Gdy tylko skończył 10 lat naśladując rodzicielkę zaangażował się w służbę polową. Przeszedł wszystkie szczeble w organizacji od pioniera pomocniczego do misjonarza, a dwa lata temu, w tym pokoju został Betelczykiem. Na jego korzyść przemawiał fakt tradycji rodzinnej oraz przyjęcie chrztu w wieku 12 lat. Jamesson widział przed sobą świetlaną przyszłość. Armagedon go nie przerażał. Jako Betelczyk będzie zarządzał z ramienia małej trzódki tu na ziemi, a poza tym….
- Tak szepnął uśmiechając się pod wąsem. Jego myśli powędrowały do służby polowej z zeszłego tygodnia. Długo się wahał. Ale wreszcie się zdecydował i poprosił Laren do służby. Na tę okoliczność zakupił pierścionek zaręczynowy. W tym dniu opracowywali drapacz chmur na jednym z ekskluzywnych dzielnic w Nowym Yorku. Po służbie zaprosił ją na kawę i po dłuższej rozmowie postanowił się oświadczyć i zgodziła się. Oczywiście nie, nie teraz dopiero po Armagedonie, kiedy jej obecny mąż zostanie powołany do nieba. Był pewien, że Loren dotrzyma słowa.
- A może? Szepnął do siebie. Dżefrej przecież nie jest najmłodszy, nawet dziś albo jutro może zostać powołana do Pana, a on wtedy..
-  No jasne !! Nie będzie musiał czekać, a z Loren wdową po bracie króla…..
- Nooo - wyrwało mu się, moja kariera nabrałaby tępa. Może zostałbym powołany do nieba? Tu wyobraził sobie jak zasiada na tronie, razem z 143 999 współkrólami obok swego konkurenta.
- Nie, nie – otrząsnął się. Mając taką Loren pod bokiem nie może zrezygnować z przyjemności. Przecież ziemię po armagedonie trzeba będzie napełnić. Wiedziony oczami wyobraźni zaczął roić sobie przyszłość z Loren po Armagedonie i jak z nią napełnia ziemię…..No i trzeba zarządzać owieczkami i przekazywać pokarm na czas słuszny.
 Tak  - szepnął. Będą nowe zwoje i on będzie przekazywał nowe światło otrzymywane bezpośrednio od byłego męża Loren. Na tę myśl na jego twarzy pojawił się uśmiech. Wspaniała perspektywa !!
Nagle jego myśli przerwał trzask otwieranych drzwi.
 -  Witaj barcie Jamessonie  - odezwał się brat William. Zanim Jamesson zdążył się odezwać do pokoju wkroczyli brat Dżefrej oraz Stiphen Let. Na twarz Jamessona odbił się grymas zaskoczenia.
- Witajcie bracia. Cóż takiego ważnego się wydarzyło, że wezwaliście mnie tutaj. Czyżby jakieś zadanie specjalne? - zapytał Jamesson, a na jego ustach pojawił się wymuszony uśmiech. 
- Musimy porozmawiać bracie Jamesson – odpowiedział brat William.
- Bracie Jamesson – odezwał się Stephen Let. Czy słyszałeś o problemie tasowania się Betelczyków w pokojach?
- Słyszałem, ale ja…próbował odpowiedział zaskoczony Jamesson.
- Otóż zostało przeprowadzone śledztwo przez specjalnie powołaną komisję do rozwiązania tego problemu w domu Betel - kontynuował Stephen, przerywając Jamessonowi.
- Na twoim łóżku znaleźliśmy dziwnie wygniecioną poduszkę – wtrącił brat William. Możesz to nam jakoś wyjaśnić?
- No i twój współlokator zeznał, że nad ranem trzymałeś koc między nogami – wtrącił Dżefrej nie czekając odpowiedzi.
- No właśnie – powiedział brat William, a co z obnażonymi pośladkami, gdy wychodziłeś z łazienki?  Twój prawy lokator musiał to wszystko oglądać!!
- Nie zapomnij o eksponowaniu genitaliów bracie Williamie, założyłeś zbyt obcisła bieliznę – wtrącił Dżefrej bezpośredni zwracając się do Jamessona.
- Ależ Barcie Króla to nie tak!! – jęknął do Dżefreja Jamesson kompletnie zaskoczony.
- A jak?  Mamy świadka – wydarł się Stephen Let. Przyznajesz się do zarzutów?
- Przecież ja nigdy nie…..- próbował tłumaczyć się Jamesson.
- Nie? – wrzasnął brat William, a co z propozycją tasowania się w fotelach siedząc naprzeciw siebie! – Zaprzeczysz?
- Słyszałem, że lubiłeś siadać na kolanach swego współlokatora – wtrącił Let.
- Dotykanie narządów płciowych to porneia !!! – rzucił Dżefrej do wszystkich. A po cichu patrząc w oczy Jamessonowi wyszeptał - już po tobie. To za moją Loren!!
 Jamesson oszołomiony spuścił głowę. Wiedział, że jego czas w organizacji dobiegł końca. Nie ma szans przeciw Barciom Króla.
- Bracie Jamesson czy możesz nas na chwilę zostawić samych? Musimy się zastanowić – już spokojnie zwrócił się do Jamessona brat William.
Jamesson posłusznie wyszedł z Big Brothera. Stojąc w korytarzu zastanawiał się jak zareagują jego rodzice na wykluczenie. Nurtowały go pytania czy zerwą z nim całkowicie kontakt czy też nie. Nie dane mu było dokończyć myśli, gdyż za niecałą minutkę wyszedł do niego brat William i zaprosił go z powrotem do pokoju. Jamesson wszedł posłusznie do pokoju pełen złych przeczuć.
-  Bracie Jamesson – zaczął Dżefrej. Nie możemy tolerować niemoralności, nawet w sytuacji, gdy nie było ejakulacji. Nie ma na to zgody w organizacji Pana.
- Pocieranie narządów pułciowych jest równoznaczne z porneią – dodał brat William.
- Jesteśmy zgodni. Za twoje niemoralne zachowanie jesteśmy zmuszeni cię wykluć ze społeczności Świadków Jehowy. Sprawa jest zbyt głośna!! - dodał Stephen Let.
- Zawsze możesz starać się o powrót do jedynej arki ratującej przed Armagedonem – rzucił z satysfakcją Dżefrej.
Brat Jamesson wyszedł z domu Betel jak zbity pies. Wiedział, że po tym, co zrobił, powrotu do organizacji nie ma. Teraz zupełnie innym wzrokiem spojrzał na otaczający go świat. Zupełnie sam, bez zawodu, wykształcenia odcięty od rodziny i organizacji, w której miał przyjaciół będzie musiał sobie poradzić. Ruszył przed siebie w nieznany świat pełen obaw, co dalej!!

Koniec epizodów Brata Dżefreja.
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 01 Grudzień, 2018, 06:56
Koniec epizodów Brata Dżefreja.

Nie znałam brata Dżefreja od takiej mstliwej strony!  ;D

Ale zapewniam, że to nie koniec brata Dżefreja... on jeszcze parę rzeczy ma do zrobienia w organizacji... o czym się dowiecie w najbliższym czasie... a ten czas pędzi niczym rydwan jotwuorga!  ;D

Kiedy dokładnie kolejny odcinek...? Jeszcze przed Armagedonem... czyli już niebawem!  ;D ;D ;D
Już za chwileczkę, już za momencik! Uważajcie, żeby ten dzień Was nagle nie zaskoczył!   ;D ;D ;D
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Światus w 01 Grudzień, 2018, 13:16
Gandalfie, z przyjemnością dałem Ci lubika  :D
Naprawdę jest się z czego pośmiać  :)
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Gandalf Szary w 01 Grudzień, 2018, 13:57
Gandalfie, z przyjemnością dałem Ci lubika  :D
Naprawdę jest się z czego pośmiać  :)
[/b][/size]
Dzięki! Naprawdę długo zbierałem się, żeby napisać ten epizod. A jak go ukończyłem to zastanawiałem się czy go wstawić.
Ale miło, że komuś się spodobał.
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Dorkas w 01 Grudzień, 2018, 14:48

Odcinek 5. Scena 1 – Zemsta brata Dżefreja
[/b][/b]

- Nie, nie – otrząsnął się. Mając taką Loren pod bokiem nie może zrezygnować z przyjemności. Przecież ziemię po armagedonie trzeba będzie napełnić. Wiedziony oczami wyobraźni zaczął roić sobie przyszłość z Loren po Armagedonie i jak z nią napełnia ziemię…..No i trzeba zarządzać owieczkami i przekazywać

 ;D ;D ;D
rewelacja!!! ale mam jedno zastrzeżenie ,przecież po Armagedonie będą jako aniołowie , tzn nie będą napełniać ziemi w tak oczywisty sposób jak marzyło się bratu ;D
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Gandalf Szary w 01 Grudzień, 2018, 15:07
;D ;D ;D
rewelacja!!! ale mam jedno zastrzeżenie ,przecież po Armagedonie będą jako aniołowie , tzn nie będą napełniać ziemi w tak oczywisty sposób jak marzyło się bratu ;D
[/b][/size]
Ale ci co mają nadzieję niebiańską. A ci co na ziemi.... ::) A Jamesson ma nadzieję ziemską. A właściwie już nie, bo jest poza arką. Nie dla psa kiełbasa :)
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Dorkas w 01 Grudzień, 2018, 15:20

Ale ci co mają nadzieję niebiańską. A ci co na ziemi.... ::) A Jamesson ma nadzieję ziemską. A właściwie już nie, bo jest poza arką. Nie dla psa kiełbasa :)

No właśnie nie , chyba , że zatrzymałam się na starym świetle :D , pamiętam , że dotyczyło to tych co na ziemi .
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 01 Grudzień, 2018, 15:28
No właśnie nie , chyba , że zatrzymałam się na starym świetle :D , pamiętam , że dotyczyło to tych co na ziemi .

Na ziemi ludzie mają się rozmnażać dopóki ktoś nie powie STOP (nie wyjaśniono jednak kto to ma być - Bóg czy Strażnica  ;D ).
O aniołach na ziemi to raczej "światła" nie było  ;D
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Gandalf Szary w 01 Grudzień, 2018, 15:31
No właśnie nie , chyba , że zatrzymałam się na starym świetle :D , pamiętam , że dotyczyło to tych co na ziemi .
[/b][/size]


Uznani za sprawiedliwych jako przyjaciele Boga - strażnica z 1986r.

7 Podczas oczekiwanego Tysiąclecia wyniesiony na tron Baranek Chrystus Jezus oraz 144 000 towarzyszących mu królów i kapłanów będą realizować program cielesnego i duchowego „uzdrawiania narodów” (Obj. 22:1, 2). W skład tych „narodów” wejdą ci, co przeżyją „wielki ucisk”, ewentualne dzieci, które urodzą się im po Armagedonie, a także wskrzeszeni w ramach „zmartwychwstania zarówno sprawiedliwych, jak też niesprawiedliwych” (Dzieje 24:15). Imiona tych wszystkich, którzy uwierzą w wartość krwi Chrystusa i wykażą się właściwymi „uczynkami”, zostaną ostatecznie wpisane do „księgi życia” (Obj. 20:11-15).

Poszukam czegoś nowszego, ale z tego co pamiętam to ludzie mają żyć i napełnić ziemię po armagedonie. No ale mogę oczywiście się mylić.
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Dorkas w 01 Grudzień, 2018, 15:38
Łukasza (‎Liczba trafień: 11)
35 ale uznani za godnych życia w nadchodzącym nowym świecie* i za godnych zmartwychwstania ani nie będą się żenić, ani wychodzić za mąż+.
nwt Łukasza 1:1-24:53 - Przekład Nowego Świata (nwt)

Zmartwychwstanie „każdego na miejscu odpowiednim” (‎Liczba trafień: 10)
7, 8. (a) Jak wskazał Jezus w rozmowie z saduceuszami, że Abraham, Izaak i Jakub na pewno zmartwychwstaną? (b) Co uczyni mesjański władca rządu niebiańskiego dla Abrahama, Izaaka i Jakuba, zgodnie z Psalmem 45:17 45:16?7 Z uwagi na to, iż Bóg poczynił pewne przygotowania na rzecz nieżyjącego już od dawna Abrahama oraz Izaaka i Jakuba, nie ulega wątpliwości, że ci starożytni mężowie wiary dostąpią zmartwychwstania pod panowaniem „miasta”, czyli rządu kierowanego przez wyniesionego do chwały Mesjasza. ... Sam Jezus Chrystus uwypuklił tę okoliczność w dyskusji z żydowskimi saduceuszami, którzy nie wierzyli w zmartwychwstanie Abrahama, Izaaka i Jakuba; powiedział: „Przy zmartwychwstaniu bowiem nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić, lecz będą jak aniołowie [nie: aniołami] Boży w niebie.
w80/9 ss. 1-7 - Strażnica — 1980


Pytania czytelników
Strażnica Zwiastująca Królestwo Jehowy — 2014

Przez lata w naszych publikacjach wyrażano pogląd, że słowa Jezusa dotyczące zmartwychwstania i pobierania się prawdopodobnie dotyczą zmartwychwstania ziemskiego i że osoby wskrzeszane do życia w nowym świecie najwyraźniej nie będą się żenić ani wychodzić za mąż (Mat. 22:29, 30; Marka 12:24, 25; Łuk. 20:34-36)*. Ale czy z drugiej strony — bez zajmowania dogmatycznego stanowiska — można przyjąć, że słowa Jezusa odnoszą się do zmartwychwstania niebiańskiego? Przyjrzyjmy się bliżej jego wypowiedzi.
 ;D ;D ;D
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Gandalf Szary w 02 Grudzień, 2018, 19:38
Okazuje się, że nie wiadomo. Towarzystwo obecnie nie odpowiada na to pytanie: Strażnica z sierpnia 2014 r  - ,,Po trzecie, jeśli wypowiedź Jezusa o zmartwychwstaniu i pobieraniu się dotyczy zmartwychwstania niebiańskiego, czy to znaczy, że osoby wskrzeszone do życia na ziemi będą mogły zawierać małżeństwa? Słowo Boże nie podaje bezpośredniej odpowiedzi na to pytanie. Jeżeli Jezus rzeczywiście mówił o zmartwychwstaniu niebiańskim, to jego słowa nie wyjaśniają kwestii, czy w nowym świecie wskrzeszeni żyjący na ziemi będą mieli możliwość wstępować w związki małżeńskie".

Pomijając już powyższy fakt Jamesson spodziewał się przeżyć armagedon i razem z Loren planował zamieszkać w nowym domu z basenem, jak na Betelczyka przystało. No i planował odziedziczyć kolekcje zegarków Dżefreja zwłaszcza produkcji Phillippe Patka. Dżefrej nie mógł na to pozwolić :P
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: dziewiatka w 06 Grudzień, 2018, 10:55
Jeżeli będą jak aniołowie ,to ich potrzeby zaspokoi Bóg,taj więc koniec bzykania.Nie wiem czy to ostateczna ale któraś wykładnia braci z prawie nieba.
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: O Yeah Bunny! w 09 Grudzień, 2018, 18:21
Z serii DYLEMATY NADARZYŃSKIE
Był chłodny październikowy wieczór 2018 r. Piec olejowy na Warszawskiej 14 sprawował się dobrze, dzięki temu w biurze naszego gorliwego Członka Komitetu ds. Łoddziału panowała ciepła atmosfera. Znowu nasz prawnik mógł siedzieć w papierach, pomijając potrzeby przewlekle chorej żony. Zresztą, który to wieczór wolał przesiedzieć w swoim biurze, a niżeli z żoną.
Tym razem musiał przeanalizować, jak skutecznie chronić polskie Biuro Łoddziału przed kolejnymi wezwaniami wydania informacji, które przetwarzał w związku z RODO. Zdawał sobie sprawę, że jako związek wyznaniowy są ponad ustawami, niemniej czuł zbliżający się bat, w szczególności związany z problemami organizacji w zakresie pedofilii. Przecież u nas też nie zgłaszano tego aktu na policję. Pamiętał jak jego poprzednik lubował się w zacieraniu i ukrywaniu informacji, jak tak istotne dla zdrowia psychicznego dokumenty lądowały w szufladzie zapomnienia. Tym razem on już był za to odpowiedzialny.
Pamiętał słowa swego nauczyciela, że milczenie jest złotem.
Wybiła 23:20, światło w jego biurze jako ostatnie w budynku oznajmiało, jak bardzo jest gorliwy, tak był i jest gorliwy w szukaniu możliwości obejścia prawa. Tak, wyszkolił go znany, były Członek Biura Łoddziału i chciał podtrzymać jego tradycje. Czuł się z tego powodu wyróżniony.
Szuflada otchłani zamknęła się z kolejną paczką niewygodnych dokumentów...
CDN
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 10 Grudzień, 2018, 00:01
O Yeah Bunny! Witamy na pokładzie! :)

Czekam z niecierpliwością na kolejne odcinki...
Coś mi się wydaje, że będzie ciekawie i z pierwszej ręki!  ;D
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 27 Grudzień, 2018, 12:52
Odcinek 7 (mniej więcej 7, bo kto by to zliczył?! :D ) – Dylematy brata Dżefreja

Brat Dżefrej był dziś w dobrym nastroju. Lubił od czasu do czasu dla przyjemności przechadzać się po budynkach Warwick. A jego ulubionym miejscem był budynek przeznaczony dla zwiedzających, gdzie  mogli oni zapoznać się z historią jedynej prawdziwej religii, która swoje początki miała już u pierwszego Świadka Jehowy – Abla.

Tak, Warwick to bardzo ważne miejsce dla każdego Świadka… być w Nowym Jorku i nie zobaczyć Warwick, to tak jakby być w Rzymie i nie zobaczyć papieża…! A wstydzić się Świadkowie nie mają czego… powierzchnia Watykanu to zaledwie 44 hektary, a tymczasem warwicka Ziemia Obiecana dla Ciała Kierowniczego liczy aż 102 hektary.

Dżefrej jeszcze przed otwarciem obiektu przechadzał się po całej sali pomiędzy licznymi gablotami, w których zgromadzono sprzęty i publikacje Świadków, którymi posługiwali się na przestrzeni dekad w głoszeniu dobrej nowiny – pojawiły się tu więc między innymi gramofony czy proste powielacze do drukowania literatury w czasach zakazu ich działalności w różnych krajach. Dżefrej szedł jednak z duchem czasu i podczas spotkania Ciała Kierowniczego przedstawił swój pomysł na kolejną gablotę, w której znalazłoby się miejsce na najnowsze narzędzia do krzewienia e-ewangelii: pomysłowe wózko – stojaki na literaturę do głoszenia oraz obowiązkowo tablety.
Brat Dżefrej zastanawiał się nawet niekiedy jak to możliwe, że kiedyś Dobra Nowina głoszona była wyłącznie przy pomocy analogowej Biblii i analogowych, papierowych czasopism. A punkty w Szkole Teokratycznej przygotowywane były przez głosicieli na kartce… Cóż to za zamierzchłe czasy! Organizacja Jehowy pędzi niczym rydwan i śmiało nadąża za dzisiejszymi trendami. Każdy głosiciel jest więc wyposażony do wszelkiego dobrego dzieła w tablet lub smartfona, żeby móc każdemu domownikowi tuż przy jego drzwiach odtworzyć budujący film, działający na wyobraźnię i poruszający serce. A już najlepszy pomysł to filmy o Zosi i Piortusiu dla dzieci. Dżefrej oraz inni członkowie CK dobrze wiedzieli, że młody umysł najszybciej chłonie nauki i już od maleńkości należy zaszczepiać mu te właściwe, niezafałszowane, przyprawione zawsze najświeższym nowym światłem.

Oczywiście na wystawie nie zabrakło też wielu zdjęć, między innymi wybranego przez Jezusa Chrystusa pastora Charlesa T. Russella. Dżefrej przyglądał się postaci Russella i rozłożonym przy jego zdjęciu książkom. Jakie to szczęście, że miał przy sobie zapasowy kluczyk do gabloty i mógł poprawić ułożenie wyeksponowanych dzieł. Znowu któraś ze sprzątaczek ścierając kurz z półek odłożyła książki niestarannie odkrywając przed wizytatorami całą okładkę książki Russella z widniejącym z przodu wytłoczonym symbolem egipskiego boga słońca – Ra. Dżefrej postawił książkę Russella i przykrył ją inną książką pt. „Boski Plan Wieków” otwartą na losowo wybranej stronie. Miał już zamykać gablotę, gdy nagle spostrzegł, że otworzył książkę w miejscu, w którym przedstawiono rycinę z Piramidą Cheopsa, na podstawie której Russell obliczał kolejne daty Armagedonu.

„Cholera jasna! Dobrze, że to zauważyłem. Trzeba przełożyć na inną stronę, a najlepiej skleić ze sobą kartki książki, żeby takie wpadki już się nie powtarzały. Najgorzej jak tu się pojawią jacyś zakamuflowani odstępcy. Zaczną węszyć i będą robić zdjęcia piramidzie… O nie!” – na takie bezeceństwo Dżefrej nie mógł pozwolić! Wystarczy, że wpuścili tu kiedyś przez nieuwagę Cedarsa, który wszystko nagrał i im wstydu w sieci narobił.

Teraz personel Betel jest bardzo wyczulony na wszelkiej maści odstępców, a podejrzani brodacze oraz kobiety w dżinsowych spódnicach są zatrzymywani na kontrolę jeszcze w progu budynku, a później są śledzeni po obiekcie przez czujnych porządkowych.

„Tak, każdy brodacz to podły odstępca!” – zdenerwował się Dżefrej zamykając gablotę i rzucając na odchodne spojrzenie na zdjęcie Russella, który niestety nie dożył czasów, w których pojawiło się nowe, lepsze światło dotyczące dozwolonego zarostu u prawdziwych sług Jehowy. Na szczęście sędzia Rutherford został pobłogosławiony przez Boga tą wiedzą i dumnie prezentował- niczym nowe świadectwo – swoją gładko ogoloną twarz.  Sędzia z wielkim niesmakiem patrzył na brodaczy, którzy za jego czasów nieudolnie chcieli naśladować Russella! Ten kult Russella musiał skończyć się natychmiast… i sposób się znalazł… nie po dobroci, ale przy pomocy brzytwy!

Dżefrej wiedział doskonale, że brat Russell był wybrany przez Chrystusa....

Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 27 Grudzień, 2018, 17:54
Dżefrej wiedział doskonale, że brat Russell był wybrany przez Chrystusa, ale nie całe niestety światło zostało mu objawione…

Biedaczek musiał się wspomagać w obliczeniach piramidą i nawet zamieszczał ją na okładce Strażnicy… Ten zupełnie nic nieznaczący i przypadkowy rysunek wywoływał jednak u niektórych zgorszenie, a nawet podejrzenie, że Russell może być masonem 33 stopnia. Aby uciąć te bezpodstawne spekulacje, postanowiono odrąbać łeb hydrze i całkowicie zmienić okładkę Strażnicy… niestety dopiero po śmierci Russella… Ten prawy człowiek nie dożył czasów z lepszym zrozumieniem, że lepiej nie stosować takich symboli jak piramida z okiem i odciętym wierzchołkiem czy też krzyż w koronie  na chrześcijańskich publikacjach, bo mogą się niektórym źle kojarzyć – na przykład z masonerią i ideologią New Age, która upatruje Boga w piramidzie i też mówi o Nowym Świecie.
Ale oczywiście te wszystkie symbole na publikacjach Badaczy Pisma Świętego, a następnie Świadków Jehowy oraz nazwa biblijnego przekładu New World to czysty przypadek. Przecież te nazwy i symbole nic nie znaczą i kompletnie nie mają nic wspólnego z Lucyferem, którego imię oznacza „Niosący światło”.

„My mamy to prawdziwe nowe światło!” – pomyślał Dżefrej, zdenerwowany atakami odstępców, którzy zaczęli bezpodstawnie wytykać wybranemu przez Chrystusa Russellowi, że spoczywa na cmentarzu obok miniatury Piramidy Cheopsa rzut kamieniem od masońskiej sali, na której kiedyś spotykali się Badacze Pisma Świętego.
„Przecież to gdzie leży Russell i to, że chciał przed śmiercią odziać się w rzymską togę nie ma żadnego związku z masonerią!” – Dżefrej aż poczerwieniał z emocji na twarzy, co zauważył stojący nieopodal porządkowy, który zaproponował mu szklankę wody.

- Nie, dziękuję bracie. Przez chwilę zrobiło mi się duszno, ale już mi przeszło. – Dżefrej odpowiedział porządkowemu, jednocześnie obiecując sobie, że już nie będzie rozmyślał o tych kłamliwych, odstępczych kalumniach, których jest obecnie mnóstwo w Internecie.

Dżefrej miał obawę , że jakiś nieostrożny Świadek mógłby przez przypadek dostać się na taką stronę… i pomyślał, że należy przez takimi wypadkami uchronić braci. Zapytał więc warwickich informatyków czy można utworzyć program szpiegujący, który niczym koń trojański instaluje się na tablecie Świadka, który pobiera sobie z Internetu, ze strony JW.ORG biblioteczkę z najnowszymi publikacjami Watchtower. Taki program wysyłałby raporty do Centrali z wykazem stron na które wchodzą członkowie ludu Jehowy i od razu wyłapywałby takie zakazane jak np. swiadkowiejehowywpolsce.org.
Dżefrej się rozmarzył. Informatycy zapewnili go, że robią wszystko co w ich mocy, ale nie mogą udzielić mu więcej informacji, gdyż ich operacja jest ściśle tajna i niewiele osób jest w nią wtajemniczonych. Dżefrej z zadowoleniem jednak myślał o tym, że już niedługo 99% Świadków będzie mogło pokazać swoją lojalność wobec Jehowy, a nielojalność zostanie szybko wyłapana dzięki koniowi, który prześle do stajni głównej informacje o wyszukiwanych przez nich stronach internetowych, a także umożliwi oglądanie podejrzanych delikwentów przez ich kamerkę w smartfonie lub tablecie  oraz podsłuchiwanie ich rozmów przez wbudowane w te urządzenia mikrofony.
„Zupełnie jak na filmie o Snowdenie! Odstępstwo wykryte jeszcze w zarodku!” – Dżefrej zaczął zacierać ręce, a humor od razu mu się poprawił.

„No dobra… wystawa sprawdzona, książki odpowiednio porozkładane. Bóg Ra zasłonięty, piramidy nie widać. Jest dobrze. Choć pytanie czy jest sens żeby ludziom pokazywać niektóre starsze publikacje… hmmm…? Takie czasopisma zawsze wywołują jakieś spekulacje i chcą doszukać się symboliki w ilustracjach w których tej symboliki na pewno nie ma! Przecież te głowy kozła, pentagramy, litery E czy S na ilustracjach z Jezusem w czasopismach i książkach WTS to czysty, nic nie znaczący przypadek! Przypadek! Przecież to, że Russell zamieszczał na swoich książkach różne niewinne symbole wcale nie świadczy o tym, że zgadzał się z rzekomo propagowaną przez nie ideologią!”

 Dżefrej na szybko zaczął szukać w umyśle przykładu innej osoby w historii niewinnie obwinionej o propagowanie jakiejś idei tylko na podstawie przypadkowo wyeksponowanego przez nią symbolu. Długo myślał nad tym, ale jakoś nikt taki nie przychodził mu do głowy. Przeszukiwał w pamięci różne symbole i gdy przed oczami mignęła mu swastyka Hitlera, postanowił, że jednak przestanie bawić się w tę głupią grę w skojarzenia i zawracać sobie głowę takimi idiotycznymi rozważaniami.

Dżefrej opuszczał salę dla zwiedzających z uśmiechem na ustach. Był bardzo podekscytowany ponieważ dzisiejszy dzień zapowiadał się wyjątkowo atrakcyjnie. Jego oczy miały bowiem ujrzeć coś specjalnego i fantastycznego. Coś na co czekał z niecierpliwością przez wiele lat swego życia…




Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: zero1 w 28 Grudzień, 2018, 23:13
Z braku czasu dopiero przebrnąłem przez ten temat - chapeau bas Panowie! Wątki są mega-wkręcające, mega-realistyczne i mega-zabawne! Piszcie dalej.
Aż mnie natchnęło na myśl opisania przygód Nadarzyńskiego krwiożercy Wojtusia i jego Ilonki - hmm...może pewnego razu, jak wymyślę fabułę:-D
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 29 Grudzień, 2018, 00:08
Z braku czasu dopiero przebrnąłem przez ten temat - chapeau bas Panowie! Wątki są mega-wkręcające, mega-realistyczne i mega-zabawne! Piszcie dalej.
Aż mnie natchnęło na myśl opisania przygód Nadarzyńskiego krwiożercy Wojtusia i jego Ilonki - hmm...może pewnego razu, jak wymyślę fabułę:-D

Dziękuję za miłą opinię i zapraszam Cię zero1 do tworzenia naszego serialu :)
Ja z tego składu autorów akurat jestem panią  ;D
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Nadaszyniak w 29 Grudzień, 2018, 00:55
Jatiw-PoProstuJa
Bardzo podobają się mnie , Twoje spostrzeżenia wplecione w zabawne historyjki, które w rzeczywistości są prawdą.
Z Ciebie to taki mały J.Krasicki- pisz nadal rzeczywistość (Ww) w tych swoich przemyśleniach   :) :)
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 29 Grudzień, 2018, 10:38
Jatiw-PoProstuJa
Bardzo podobają się mnie , Twoje spostrzeżenia wplecione w zabawne historyjki, które w rzeczywistości są prawdą.
Z Ciebie to taki mały J.Krasicki- pisz nadal rzeczywistość (Ww) w tych swoich przemyśleniach   :) :)

Cieszę się Nadaszyniaku, że Ci się podobają :)

A z tą prawdą / Prawdą (?) to może być różnie... Dżefrej będzie przeżywał niebawem kolejne przygody, w których niekiedy więcej będzie z mojej strony wizjonerstwa niż prawdy najprawdziwszej... ale wszystko w granicach możliwego prawdopodobieństwa  ;D
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: zero1 w 29 Grudzień, 2018, 11:50
Ja z tego składu autorów akurat jestem panią  ;D
Cóż za nietakt z mojej strony - miałem to z tyłu głowy, a zatem powiem jeszcze raz, nieco inaczej: chapeau bas ladies and gentelmen:-)
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Gandalf Szary w 29 Grudzień, 2018, 13:38
Brawo PoProstuJa!!!!
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 29 Grudzień, 2018, 17:17
Odcinek 8 – Dylematy brata Dżefreja cd.

Brat Dżefrej dziarskim krokiem podążał do sali obrad, w której miało się dziś odbyć nadzwyczajne spotkanie Ciała Kierowniczego. Spotkanie to owiane było aurą tajemnicy i prawie nikt z personelu w Betel o nim nie wiedział. Tylko nieliczne jednostki były wtajemniczone w szczegóły jego przebiegu. Dżefrej punktualnie wszedł do sali, jednak okazało się, że przyszedł jako ostatni. Usiadł więc na swoim miejscu i wraz z pozostałymi namaszczonymi Braćmi Króla z uwagą słuchał tajemniczego mężczyzny, głównego architekta, który miał pokazać im dzisiaj swoje dzieło.

Architekt krótko przedstawił cel ich spotkania oznajmiając, że podawanie większej ilości szczegółów na terenie biurowca nie ma sensu.
- Drodzy Bracia. Zapraszam was do samochodów, które już na nas czekają z tyłu budynku. Wybierzemy się w krótką podróż i dopiero na miejscu dowiecie się wszystkiego. Bardzo proszę abyście wychodzili pojedynczo i kierowali się od razu do windy towarowej. Schodźmy w ciszy, aby nikt niepowołany nie słyszał waszych rozmów. Najważniejsza jest tu dyskrecja! Zapraszam do wyjścia – główny architekt gestem dłoni wskazał braciom drzwi ewakuacyjne, którymi mieli udać się w kierunku windy.
Pomazańcy z uśmiechem na ustach, pełni entuzjazmu i zadowolenia, a jednocześnie w milczeniu opuszczali budynek pospiesznym krokiem, a następnie wraz z kilkoma osobami z personelu wsiedli do trzech zaparkowanych nieopodal samochodów terenowych.
Podróż nie trwała zbyt długo, jednak wymagała od kierujących nimi kierowców dobrej orientacji w terenie i dużych umiejętności poruszania się po leśnych i wyboistych dróżkach.
Po dotarciu na miejsce, będąc otoczeni tylko drzewami i dziką przyrodą, członkowie Ciała Kierowniczego wysiadali z nieco ubłoconych samochodów. Główny architekt przewidział, że będą mieli na sobie wypolerowane lakierki nie nadające się do poruszania się w takim terenie, więc od razu rozdał wszystkim uczestnikom wyprawy wysokie gumiaki.
- Panowie… za mną! – główny architekt gestem ręki pokazał kierunek w którym mieli podążać wszyscy uczestnicy wyprawy.
Dżefrej przeciskając się przez wąskie ścieżki, krzaki, paprocie i mchy, zaczął żałować, że ubrał się dzisiaj w najlepszy garnitur włoskiego domu mody Kiton. Chciał podczas spotkania prezentować się jak najlepiej, jednak nie przewidział, że będzie musiał zmierzyć się z naturą, która dosłownie go otaczała i zaczepiała swoimi gałązkami, liśćmi a nawet kolcami na każdym kroku. Przemarsz w takim miejscu musiał prędzej czy później skończyć się tragedią!
„O Jezu!” –  załkał pod nosem Dżefrej, gdy zahaczył spodniami o kolczasty krzak. Na jego nogawce pojawiło się kilkucentymetrowe rozdarcie, które o mało nie przyprawiło go o palpitacje serca.
„Co ja teraz powiem żonie?! Zapłaciłem za to 30 kafli, a teraz spodnie są do wyrzucenia! Co robić?! Może wezmę tę platynową kartę, która została mi po podroży na Karaiby i z niej wysupłam jakąś gotówkę? Kupię taki sam model garnituru i nie przyznam się żonie do tego wypadku. Chyba nie zauważy… mam nadzieję…” – rozmyślał gorączkowo..

Wtem przemyślenia Dżefreja przerwał główny architekt, który oznajmił podróżnikom, że dotarli do celu podróży. Przed nimi rozpościerało się niewielkie, ale za to malownicze jeziorko, oni zaś stali obok wielkiego głazu przy którym stał sfatygowany namiot ogrodowy.
„Jak to? To tutaj?!” – Dżefrej nie mógł uwierzyć, że dotarli do miejsca docelowego. – „Zniszczyłem garnitur Kitona po to żeby w namiocie posiedzieć…?!” – Dżefrej nie krył na twarzy swojego rozczarowania. Podobne miny mieli pozostali członkowie maszerującej ekipy.

- Panowie, teraz proszę o uwagę. Wasze oczy ujrzą coś, czego nie widział żaden mieszkaniec Betel. Coś, czego nigdy nie ujrzeli i nie ujrzą żadni Świadkowie na Ziemi. Nasz projekt był ściśle tajny i w jego realizację zaangażowane były tylko zaufane jednostki, które docierały tutaj z zewnątrz. Głównie byli to nielegalni emigranci z Meksyku, którzy nie wiedzieli dokładnie dla kogo pracują i gdzie się znajdują, ale mając amerykańską wypłatę, wyżywienie i skromny nocleg na szczęście nie zadawali zbyt wielu pytań. Zresztą kto by tam ich zrozumiał…
Zapewne już nie możecie doczekać się tego co dla was przygotowaliśmy… Zatem nie będę was dalej trzymał w napięciu…
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Nadaszyniak w 29 Grudzień, 2018, 18:44
Jatiw-PoProstuJa
Ale, Ale Ty trzymasz Nas ...?!! -  czytając z napięciem kolejną historyjkę, przypaliłem swoją wieczorną owsiankę, a nie mam platynowej karty aby kupić woreczek i rozkoszować się smakiem jak uwielbianej prze zemnie  owsianki, poprzestanę na jaglanej, której prawdę mówiąc nie znoszę.
Teraz na poważnie biję BRAVO, BRAVO (Chyba słyszysz??) na tak opisany pełen wrażeń kolejny odcinek

Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 29 Grudzień, 2018, 19:03
Jatiw-PoProstuJa
Ale, Ale Ty trzymasz Nas ...?!! -  czytając z napięciem kolejną historyjkę, przypaliłem swoją wieczorną owsiankę, a nie mam platynowej karty aby kupić woreczek i rozkoszować się smakiem jak uwielbianej prze zemnie  owsianki, poprzestanę na jaglanej, której prawdę mówiąc nie znoszę.
Teraz na poważnie biję BRAVO, BRAVO (Chyba słyszysz??) na tak opisany pełen wrażeń kolejny odcinek

Nadaszyniaku jakże mi przykro, że przypaliłeś strawę! Ale łaska boska, że to tylko przypalona owsianka, a nie spaghetti z truflami  ;D

Na razie to dopiero początek opowieści, więc najlepiej kolejne odcinki czytaj już po posiłku!  ;D
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: zero1 w 29 Grudzień, 2018, 19:51
Już myślałem, że będzie jak w Homeland - cały van wylatuje w powietrze...ale nie...
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 29 Grudzień, 2018, 23:32
Odcinek 9 - czyli dalszy ciąg Dżefrejowskich dylematów

- Zapewne już nie możecie doczekać się tego co dla was przygotowaliśmy… Zatem nie będę was dalej trzymał w napięciu…
Główny architekt wyciągnął z kieszeni małe, czarne pudełeczko na którym znajdowało się kilka przycisków i migające diody. Wcisnął czerwony guzik i wtedy… ich oczom ukazało się coś niesamowitego…

Ściana wielkiego głazu obok którego stali nagle zaczęła się poruszać. Dżefrej i pozostali członkowie Ciała Kierowniczego ze zdumieniem, z otwartymi szeroko ustami, obserwowali automatycznie przesuwające się, wielkie kamienie głazu, które okazały się być wielkimi wrotami, za którymi znajdowały się pancerne drzwi. Drzwi przyozdobione były różnymi tajemniczymi symbolami. Architekt sięgnął ręką ku górze gdzie znajdowała się sporej wielkości wypukła płaskorzeźba przedstawiająca piramidę z okiem. Mężczyzna ujął w trzy palce złotą tęczówkę oka i dwa razy przekręcił ją w prawo niczym zamek w sejfie. W tym momencie całe oko lekko wysunęło się do przodu i wydało sygnał dźwiękowy. Główny architekt przycisnął palcem źrenicę i po chwili oko otworzyło się niczym wieczko cennej szkatułki. Oczom zebranych ukazała się mała elektroniczna klawiatura z podświetlanymi klawiszami i małym ekranikiem. Urządzenie sygnałem dźwiękowym domagało się podania hasła. Wszyscy w milczeniu patrzyli na swojego przewodnika, który oznajmił im z uśmiechem:

- Pewnie zastanawiacie się jakie jest hasło? Jesteście jedynymi osobami uprawnionymi do tego, aby je teraz poznać. Hasło oczywiście można zmienić… to znaczy ja mogę je zmienić… ale obecnie jest ono już ustalone. Uwaga – zapamiętajcie je, ale nigdzie nie zapisujcie. Bez wątpienia przyda się ono wam wtedy, gdyby wielki ucisk nastał wcześniej niż sądzimy. No to wpisujemy: A-R-M-A-G-E-D-O-N-2-0-3-4.
Członkowie Ciała Kierowniczego chórem głoskowali po kolei każdą literę hasła i z napięciem oczekiwali kolejnych wydarzeń.

- Uwaga, teraz naciskamy przycisk ukryty w wierzchołku tego cyrkla – architekt wskazał na symbol znajdujący się na wysokości jego dłoni. W tym momencie płaskorzeźba automatycznie odskoczyła od powierzchni drzwi zamieniając się w wygodną do użycia klamkę.
- No to wchodzimy… - kontynuował mężczyzna pociągając za klamkę.

Dżefrej wraz z innymi kompanami zaniemówili z wrażenia, gdy zobaczyli jak imponującą grubość mają drzwi oraz to co się za nimi kryje. Główny architekt włączył światło i poprosił wszystkich o ostrożność, bowiem za drzwiami znajdowały się schody prowadzące w dół. Jednocześnie zamknął za sobą drzwi i nacisnął kolejne przyciski po ich wewnętrznej stronie, które uruchomiły cały mechanizm przesuwający z łoskotem cztery potężne sztaby blokujące główne wejście.

Wszyscy schodzili powoli, w milczeniu, uważnie patrząc pod nogi. Dżefrej idąc korytarzem zbudowanym z wielkich, solidnych kamieni i starych cegieł czuł się tak jakby schodził do więziennego lochu w starożytnym zamku. Ogarniał go coraz większy niepokój i obawiał się, że zaraz będzie miał atak paniki spowodowany klaustrofobią. Inni członkowie Ciała Kierowniczego również mieli nietęgie miny.
- Panowie, spokojnie, bez obawy – przewodnik wyczuwając ponury nastrój gości mówił do nich uspokajającym tonem. – Zaraz dotrzemy do przyjemniejszej części naszego podziemia.

Dżefrejowi trudno było uwierzyć w to, że w więziennym podziemiu może być przyjemnie, ale wraz z innymi posłusznie szedł dalej. W końcu, po kilku minutach wędrówki, goście stanęli przed kolejnymi pancernymi drzwiami. Tym razem elektroniczna klawiatura ukryta była pod symbolem słońca ze skrzydłami.
„Wygląda zupełnie jak ten z okładki Russella” – pomyślał zdziwiony Dżefrej.

- Uwaga, teraz znów wpisujemy hasło, ale tym razem inne. Powtarzajcie za mną: W-I-E-L-K-I-U-C-I-S-K.
To nie wszystko. Teraz każdy z was musi podejść do elektronicznego czytnika i przyłożyć jednocześnie swoje prawe oko oraz prawy palec wskazujący – urządzenie zeskanuje wasze tęczówki i linie papilarne, a następnie musicie na głos wypowiedzieć wpisane hasło oraz podać swoje imię, żeby mogło zidentyfikować wasz głos.

Mężczyźni po kolei podchodzili więc do czytnika, który analizował ich tęczówkę, linie papilarne oraz barwę głosu, aby uruchomić mechanizm otwierający potężne drzwi.
- Przepraszam bracie… bracie…
- …Jonathan… - przedstawił się główny architekt.
- Bracie Jonathanie, mam pewną wątpliwość – odezwał się do przewodnika Dejwid.  – Żeby wejść do środka musimy zapamiętać aż dwa hasła i podejść do identyfikującego nas skanera. A co wtedy, gdy zapomnimy któregoś hasła, albo będziemy na przykład przeziębieni i urządzenie nie rozpozna naszego głosu?
- Bracie Dejwidzie, zapewniam cię, że sztab ludzi, który opracowywał i programował te elektroniczne urządzenia zabezpieczające przewidział różne scenariusze. Dlatego oprócz haseł i weryfikacji linii papilarnych czy głosu, urządzenia te mają dodatkowe funkcje, które mogą także w inny sposób zidentyfikować daną osobę, na przykład poprzez analizę jej kodu DNA zawartego między innymi w jej ślinie. Gdyby tak się nieszczęśliwie złożyło, że inne sposoby zawiodą, zawsze możecie jeszcze aktywować inny czytnik. Wystarczy, że podejdziecie do tego symbolu z głową kozła u dołu drzwi i poliżecie go, a następnie zostawicie odcisk swoich ust całując tę sympatyczną buźkę żaby Kermita. Czy ktoś z was chciałby spróbować?

Członkowie Ciała Kierowniczego spojrzeli wymownie na Stivena Letta, który  chcąc nie chcąc zgłosił się na ochotnika. Dane biologiczne żadnego z członków CK nie były jeszcze wprowadzone do bazy danych, zatem Stiven musiał uklęknąć przed drzwiami i kilkukrotnie polizać koźlą główkę, a następnie parę razy pocałować Kermita. Gdy system komputerowy przyjął i przeanalizował nowe dane oraz pozytywnie je zweryfikował, sygnał dźwiękowy przypominający dźwięk kuchenki mikrofalowej oznajmił, że drzwi otwierają się. Stiven z ulgą podniósł się z ziemi otrzepując spodnie swojego garnituru.

Po chwili wszyscy przybysze przeszli przez kolejne drzwi pancerne, a ich oczom ukazał się widok, którego się nie spodziewali…



Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Nadaszyniak w 30 Grudzień, 2018, 00:26
moje trzy grosze:
I nastał punkt kulminacyjny-Napięcie rośnie z linijki na linijkę, a ja mam puls 100, ciśnienie 220/140, ranka nie doczekam, straciłem owsiankę a teraz nadchodzą chwile abym zawitał w ciemnym tunelu z jasnym blaskiem na jego końcu i tak uzupełnię kolejny nr.136000  ;D ;D
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: O Yeah Bunny! w 31 Styczeń, 2019, 19:55
CD:
W dniu wczorajszym światło nie gasło w biurze naszego zaufanego nadzorcy działu. Zbliżała się 23, nadzorca spojrzał przez okno i dostrzegł na placu wszystkie służbowe auta, podświetlone 4 lampami na miejscach parkingowych.  Ople wynajęte w najem długoterminowy, przysparzały blasku jego siedzibie. Decyzja podjęta o wycofaniu starych Volkswagenów, okazała się słuszna, dlaczegoż tak ważne osoby, musiałyby jeździć starą flotą 7 letnich Volkswagenów. Przetarta kierownica, lekko wytarta klamka i aż 117 000 km na liczniku. Zbyt niebezpieczne byłyby dla tak ważnych osobistości, jak on, pomyślał nasz nadzorca działu.
Jutro wyjazd do Sosnowca, o 14 mogę się zerwać, bo to wyjazd służbowy, będę gwiazdą zgromadzenia, przedstawicielem biura oddziału. Ale zaraz, mógłbym pojechać samochodem prywatnym i miałbym zwrot za przejechane km, a że moje auto zrobiłem na gaz, to po wyjeździe zostanie mi w portfelu 317 zł na czysto. Nasz nadzorca już widział w oczach te udane wakacje w czerwcu, tylko on i żona. 4 wyjazdy służbowe prywatnym autem i mam wycieczkę AllInclusive. Tak, to dobry ruch.
Wybiła 23:50. Nasz bohater przypomniał sobie, że znowu w tym tygodniu siedział wieczorami w biurze zapominając o żonie. Jestem teraz członkiem komitetu oddziału, pomyślał, to jest jej ofiara, znowu pomyślał.
Spojrzał na biurko z dwoma monitorami, spojrzał na program do korespondencji i znowu zrozumiał, że są sprawy wymagające całkowitej poufności. Kiedyś mógł schować list do szuflady i zapomnieć. Tym razem zrozumiał, że check lista zawiera przynajmniej 15 pozycji związanych z informacjami, które powinny zostać tylko w biurze oddziału. Jedna z nich to stara sprawa przejęcia obiektu, który miał być zlicytowany przez komornika, na rzecz wierzycieli brata, który był zadłużony na potęgę. Jakże mądry brat, pomyślał nasz bohater, zrobił na nas darowiznę i nikt nas nie ruszy, obiekt przecież był warty około 2,7 mln zł. Gdyby ten budynek wpadł w ręce komornika, dzieło biura oddziału nie rozwinęłoby się jak teraz. Jakże wspaniałe błogosławieństwo na nas spoczęło, jakże mądrą decyzję podjął ten brat. Nasz nadzorca był dumny z ofiarodawcy.
Wybiła 0:00! Spokojnym ruchem zamknął drzwi od biura i poszedł do pokoju, wystarczyło zejść na parter budynku nr 3 i przejść przez łącznik, budynek 1 i łącznik nr 2 i wejść na 2 piętro budynku nr 2. Żona spała, nasz bohater  czuł się spełniony, bo jako pełnomocnik przyjmował darowiznę u notariusza. Tak przechytrzyliśmy Szatana, pomyślał i zasnął ....
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 31 Styczeń, 2019, 23:42
CD:
W dniu wczorajszym światło nie gasło w biurze naszego zaufanego nadzorcy działu. Zbliżała się 23, nadzorca spojrzał przez okno i dostrzegł na placu wszystkie służbowe auta, podświetlone 4 lampami na miejscach parkingowych.  Ople wynajęte w najem długoterminowy, przysparzały blasku jego siedzibie. Decyzja podjęta o wycofaniu starych Volkswagenów, okazała się słuszna, dlaczegoż tak ważne osoby, musiałyby jeździć starą flotą 7 letnich Volkswagenów. Przetarta kierownica, lekko wytarta klamka i aż 117 000 km na liczniku. Zbyt niebezpieczne byłyby dla tak ważnych osobistości, jak on, pomyślał nasz nadzorca działu.
Jutro wyjazd do Sosnowca, o 14 mogę się zerwać, bo to wyjazd służbowy, będę gwiazdą zgromadzenia, przedstawicielem biura oddziału. Ale zaraz, mógłbym pojechać samochodem prywatnym i miałbym zwrot za przejechane km, a że moje auto zrobiłem na gaz, to po wyjeździe zostanie mi w portfelu 317 zł na czysto. Nasz nadzorca już widział w oczach te udane wakacje w czerwcu, tylko on i żona. 4 wyjazdy służbowe prywatnym autem i mam wycieczkę AllInclusive. Tak, to dobry ruch.
Wybiła 23:50. Nasz bohater przypomniał sobie, że znowu w tym tygodniu siedział wieczorami w biurze zapominając o żonie. Jestem teraz członkiem komitetu oddziału, pomyślał, to jest jej ofiara, znowu pomyślał.
Spojrzał na biurko z dwoma monitorami, spojrzał na program do korespondencji i znowu zrozumiał, że są sprawy wymagające całkowitej poufności. Kiedyś mógł schować list do szuflady i zapomnieć. Tym razem zrozumiał, że check lista zawiera przynajmniej 15 pozycji związanych z informacjami, które powinny zostać tylko w biurze oddziału. Jedna z nich to stara sprawa przejęcia obiektu, który miał być zlicytowany przez komornika, na rzecz wierzycieli brata, który był zadłużony na potęgę. Jakże mądry brat, pomyślał nasz bohater, zrobił na nas darowiznę i nikt nas nie ruszy, obiekt przecież był warty około 2,7 mln zł. Gdyby ten budynek wpadł w ręce komornika, dzieło biura oddziału nie rozwinęłoby się jak teraz. Jakże wspaniałe błogosławieństwo na nas spoczęło, jakże mądrą decyzję podjął ten brat. Nasz nadzorca był dumny z ofiarodawcy.
Wybiła 0:00! Spokojnym ruchem zamknął drzwi od biura i poszedł do pokoju, wystarczyło zejść na parter budynku nr 3 i przejść przez łącznik, budynek 1 i łącznik nr 2 i wejść na 2 piętro budynku nr 2. Żona spała, nasz bohater  czuł się spełniony, bo jako pełnomocnik przyjmował darowiznę u notariusza. Tak przechytrzyliśmy Szatana, pomyślał i zasnął ....

O Yeah Bunny! ..czekam na więcej... ostrzę sobie ząbki na tą historię z życia wziętą  ;D
Zaradny ten braciszek... ale pracoholik jak widać...
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Światus w 17 Marzec, 2019, 21:32
Dopiero przed chwilą przeczytałem zaległe odcinki "Dylematów" i muszę przyznać PoProstuja, że masz talent literacki. GRATULUJĘ. :)
********
A tymczasem w Nadarzynie, czyli:
SIOSTRA BOŻENKA - ODC. 3

       Od kilku dni Bożenka wykonywała swoją pracę niemal automatycznie. Myślała o dawnej przyjaciółce, forum i odstępcach. Wszystko kotłowało się w jej głowie niczym skarpetki w bębnie pralki. Nie chciała wchodzić na forum. Nie chciała mieć nic wspólnego z ludźmi, którzy wybrali światowe życie! Forum odpychało ją i jednocześnie przyciągało. Zawsze była ciekawa. Oczywiście nie wierzyła w bzdury o organizacji wypisywane przez byłych Świadków.
„Przecież od takich bzdur nie zawali się moja wiara, a poznam ich argumenty.” - pomyślała, szukając usprawiedliwienia, aby znów wejść na forum. Podziałało. Co to, to nie. Za to lubiła wiedzieć, co w trawie piszczy.
- "On Jest moją skalą i moim wybawieniem, moim bezpiecznym schronieniem, nic mną nie wstrząśnie". - wymruczała pod nosem werset z psalmu 62 i wystukała na smartfonie swiadkowiejehowywpolsce.org.

       „Zobaczmy, co znowu powypisywali ci kłamcy” - zaczęła przeglądać listę wątków.
- ROCZNIK ŚJ – w Polsce -2%,
- 18 000 pomazańców, „Wszędzie są ludzie chorzy psychicznie, a oni robią z tego wielkie halo” - zgrzytnęła zębami. Czytała dalej.
- Bóg ma imię,
- Czy można honorowo odejść z organizacji?

       Postanowiła wrócić do wątku o imieniu Bożym. Autorka wątku, niejaka Tenisówka, pisała;
„Nie jestem Świadkiem Jehowy, ale podobają mi się ich wierzenia. Uważam, że Bóg ma imię i brzmi ono JEHOWA. Są liczne dowody na to, że z Biblii usuwano prawdziwe imię Boże, a w to miejsce odstępcze chrześcijaństwo wstawiło słowo PAN. Przecież Jezus każe nam uświęcać imię swojego Ojca i sam go używa”.

       Spodobał jej się ten post. Był zgodny z naukami Niewolnika wiernego i roztropnego. Do tego napisała go jakaś kobieta niebędąca Świadkiem.
„Warto ją zapamiętać i zobaczyć, co jeszcze pisze. Robi świetną robotę dla organizacji”. Poszukała innych postów Tenisówki.

       Z każdą przeczytaną wiadomością, oczy Bożenki robiły się coraz większe, a na twarzy maował się niesmak. Im dalej, tym wiadomości stawały się bardziej chamskie i fanatyczne.
„Trójca ni istnieje, a Bóg ma na imię Jehowa”,
„Wszyscy zginiecie w Armagedonie”,
„Jehowa was zniszczy”,
„W Raju, wasze trupy będą użyźniać ziemię niczym gnój”,

I w końcu wpis będący parafrazą wypowiedzi Jezusa;
„Dajcie mi trzy dni, a rozwalę to wasze forum”.
   
       „Przecież jak ktoś to przeczyta, to uzna, że Świadkowie Jehowy są psychiczni”. - Po dalszym przeszukiwaniu forum, dowiedziała się, że Tenisówka, to nie żadna kobieta, tylko jakiś nawiedzony Świadek o manierach i uporze głodnej hieny, który zmienia nicki częściej niż polityk zdanie. - „Ciekawe, co to za idiota robi nam taką niedźwiedzią przysługę?”  - Nie mogła uwierzyć, że można być aż takim fanatykiem. Co prawda i jej zdarzało się podczas służby polowej, zaciekle bronić różnych nauk, ale bez przesady. Trzeba wiedzieć jak się zachować oraz co i komu można powiedzieć. Należy być nieustępliwym, ale grzecznym. Nie ma nic gorszego niż stawianie organizacji w złym świetle! - „Co sobie ludzie pomyślą?! Tego nie można tak zostawić!” - rozmyślała Bożenka. „Tylko co robić? Mogłabym się też zarejestrować i w kulturalny sposób bronić Prawdy” - zamyśliła się niepewna. Przypomniały jej się artykuły ze Strażnic, które kategorycznie zabraniały jakichkolwiek dyskusji z odstępcami. Czytała, że takich miejscach panuje szatański duch, że Szatan Diabeł tylko czeka, by zasiać w duszy gorliwego wyznawcy Jehowy wątpliwości.
„Ale ja jestem pewna swojej wiary i nie dam się zwieść. W dodatku wydam dobre świadectwo”. - przekonywała samą siebie Bożenka. Jeszcze jedna myśl przyszła jej do głowy. - „A może spotkam tam Ewę...” - Iskierka nadziei zapaliła się w jej sercu i prawie natychmiast zgasła. „To mało prawdopodobne. Ona nie zionęłaby aż taką nienawiścią do Świadków Jehowy. Jeśli będę tyle myśleć, to zwariuję!”

       - Raz kozie śmierć. Jehowo, miej mnie w swojej opiece - wyszeptała Bożenka, zamknęła oczy i kliknęła „Zarejestruj się.”
„No tak, tylko jaki pseudonim sobie wybrać? Taki, żeby nie zdradzić, kim jestem, ale żeby jednocześnie coś mówił o moim charakterze”. - Brała pod uwagę różne opcje, poczynając od „Anioła Zagłady”, który miał niszczyć każdego, kto stanie mu na drodze, „Lojalną” - ten nick szybko uznała za dość prymitywny, na „Żmii” kończąc – ta zaś miała kąsać atakujących organizację przeciwników. Doszła jednak do wniosku, że „Żmija” też do niej nie pasuje. Ktoś mógłby powiedzieć, że pluje jadem, a nie o to przecież jej chodziło. - „Powinno być coś wyrazistego i ostrzegawczego. Coś, co pokaże, że potrafię się bronić i każdy, kto zacznie ze mną dyskusję, nie powinien spodziewać się łatwej przeprawy. Hmmm… Wiem, wiem! „Pokrzywa”!
Wpisała hasło i kliknęła „Zarejestruj”.

       Dopiero teraz Bożenka zauważyła, że ma na twarzy rumieńce. Nie spodziewała się, że taka prosta czynność, jak założenie profilu na stronie internetowej, może wzbudzić w niej tyle emocji. Ale co to za strona! Uśmiechnęła się. Dawno nie odczuwała tylu emocji naraz – triumfu, strachu i podniecenia z tego, że robi się coś, czego robić nie wolno.

       Była z siebie dumna, choć wyćwiczone na Biblii sumienie ciągle nie dawało jej spokoju. Wiedziała, że tym, co zrobiła, nie będzie mogła się z nikim podzielić. Nawet z mężem. Jehowa prawdopodobnie by jej wybaczył, gorzej ze starszymi i małżonkiem. Nie układało im się już tak jak kiedyś. Rutyna wszystko zabijała. Ciężko jej było sobie przypomnieć, kiedy ostatnio uprawiali seks. Teraz, odstępy między tymi coraz rzadszymi epizodami, można było liczyć w miesiącach. O ile zaraz po ślubie mogli się kochać cztery razy jednej nocy, to obecnie miała dziwne skojarzenia z mistrzostwami świata w lekkiej atletyce – długie przygotowania do zawodów, a potem jak najszybciej dobiec do mety. Widocznie tak ma być, żona ma być posłuszna mężowi…
„Ledwo założyłam konto, a już takie myśli przychodzą mi do głowy. To wszystko wina odstępców” - pomyślała Bożenka i zaczęła przeglądać listę nowych wiadomości. „Dzisiaj tylko poczytam, jutrowezmę się za pisanie. Trzeba udowodnić tym ludziom, że się mylą, że tylko jedyna, prawdziwa organizacja Boża może zapewnić życie wieczne w raju na ziemi. Wybacz Jehowo, wiem że to źli ludzie, którzy próbują zwodzić innych swoimi błędnymi naukami i zginą w Armagedonie, ale może uda mi się nawrócić choć jedną osobę, która powróci do Ciebie i do organizacji, którą kierujesz i przez którą dajesz nam nowe światła, abyśmy mogli lepiej Cię poznawać.”
   
         Poczucie misji, które się w niej rozpaliło, mocno przygasło, gdy uświadomiła sobie, że to już kolejna tajemnica w jej życiu. Najpierw w tajemnicy przed rodzicami chodziła na studium Biblii, teraz w tajemnicy przed Świadkami Jehowy, swoimi braćmi i siostrami, wchodziła na odstępcze forum. Zrobiło jej się smutno., gdy pomyślała o Ewie. - „Dlaczego życie nie może być proste? Zawsze trzeba między czymś wybierać. Bóg doceni nasze poświęcenia, ale... czy to zawsze musi tak boleć?” - Przypomniały jej się słowa ze Strażnicy; „W zborze mam tylu przyjaciół, ilu potrzebuję - ...którzy są przy tobie, kiedy czegoś potrzebują, a nie ma nigdy, gdy ty ich potrzebujesz - dodała.” - W jej starym zborze każdy starszy miał auto niezłej klasy, kilku zamożnych właścicieli firm przyjeżdżało jeszcze lepszymi furami. Nie zazdrościła im. To wspaniale, że Jehowa błogosławi swoim lojalnym sługom. Tyle, że starsi bracia i siostry, nadal przychodzili na zebrania na pieszo lub przyjeżdżali komunikacją miejską. Niepełnosprawna dziewczyna lato-zima przyjeżdżała swoim trójkołowym rowerem. Bardzo rzadko ktoś proponował podwózkę. O okazywaniu miłości, serdeczności i pomocy, można było usłyszeć przeważnie tylko podczas studium „Strażnicy”. Sytuacja zmieniała się na lepsze jedynie dwa razy w roku – przed Pamiątką i Kongresem.
   
       „Dosyć tego! Nie wolno źle mówić i myśleć o braciach. Wszak doskonały Zbór Świadków Jehowy składa się z niedoskonałych ludzi.” - Bożenka westchnęła i schowała telefon do torebki. „Jutro będzie wielki dzień. Jutro rozpocznę moją misję na forum”.
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Villa Ella w 17 Marzec, 2019, 21:51
"Tenisówka"... Światus- jesteś GENIUSZEM!!!
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Światus w 17 Marzec, 2019, 22:34
"Tenisówka"... Światus- jesteś GENIUSZEM!!!

Ech, ta moja uczciwość...  :(
Wydaje mi się, że to PoProstuJa wymyśliła Tenisówkę  :)
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Gandalf Szary w 18 Marzec, 2019, 06:53
Ech, ta moja uczciwość...  :(
Wydaje mi się, że to PoProstuJa wymyśliła Tenisówkę  :)
[/b][/size]
Hej Światus dziwnym tokiem rozumowania siostra Tenisówka skojarzyła mi się z kimś nam wszystkim znanym na tym forum. Jego nick także zaczynał się na litere T często zmienia nicki i zajadle broni organizacji  ;)
Fajny odcinek! Czekam na dalsze losy siostry Bożenki czy też Tenisówki!
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Ola w 18 Marzec, 2019, 07:35
U niektórych przebudzenie wyglądało właśnie w ten sposób. Dobra robota 👍
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: HARNAŚ w 18 Marzec, 2019, 08:51
Dobra robota Światus. Im więcej konfabulacji osadzonych w realiach , tym większe zaciekawienie i szansa , że spotka się może nawet kogoś znajomego :) Z drugiej strony , Ty jako minister propagandy w moim przyszłym rządzie , wygrywasz w cuglach z konkurencją. >:(
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Storczyk w 18 Marzec, 2019, 10:07
Można sie uśmiać z tych opowiadań.A pewnie jakże prawdziwie☺
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Nadaszyniak w 18 Marzec, 2019, 12:18
(mtg): troszeczkę w innym kolorycie historia niż główny temat wątkowy, zastanawiałem się gdzie umieść - więc tu przedstawiam

Historia brata Piotra (1)
Szczęśliwa rodzinka szła na kolejne służbowe zebranie uśmiechnięta witając się z innymi kierujących się w stronę sali królestwa.
Jadwiga , żona Piotra, była stalą pionierką i miała wielkie poważanie pośród innych głosicielek, które odwiedzały każde miejsce namawiając innych do wstąpienia  do sekty (Ww).
Ośmioletni synalek, był już po chrzcie , również robił duże postępy w tej dziedzinie, uchodził  w zborze jako ''pionier'', taką miał zborową ksywkę.
Cała rodzinka zasiadła przed mównicą oczekując z niecierpliwością, co Jehowa dziś podał na duchowy stół.
Rozpoczęło się zebranie modlitwą:
Jadwiga czule objęła męża w pasie trzymając za rękę ośmioletniego Krzysia, który w skupieniu przysłuchiwał się słowom dobiegające z mównicy.
Zebranie przebiegało normalnym tokiem jak każde zebranie służby, miało się już ku końcowi, dobiegające do uszów obecnych słowa pouczające i zachęcające obecnych.

Na zakończenie starszak chudy jak długopis z przenikliwym spojrzeniem spojrzał na obecnych z mównicy i zatrzymał wzrok na starszym zboru bracie Piotrze z powagą i kamienną twarzą przemówił:
-pragnę przedstawić na zakończenie naszego budującego zebrania jakie przygotował nam Jehowa, smutną wiadomość.
Na sali powstało poruszenie, wszyscy skierowali uwagę na stojącego brata Mirka, który mówił chłodnym, lodowatym głosem.
Osoby przysłuchujące się, oczekiwały w skupieniu wiadomości, wiedziały przez zborowe plotki, że siostra Justynka zmarła, brat Mirek, wycedził prawie przez zęby wstrząsający krótki komunikat:
-brat Piotr ''nie jest już świadkiem Jehowy'', jego zimy wzrok oderwał się od nieszczęśnika i spojrzał badawczym wzrokiem po zapełnionej sali,  teraz zaśpiewajmy pieśń nr 01, głuchą ciszę, dla Piotra, która trwała wieki,  przerwała melodia pieśni.
Wszyscy spojrzeli na nich – z przerażenia Jadwiga zatopiła wzrok w tekście  podanej pieśni, Krzyś z wzgardą popatrzył na ojca, w tym spojrzeniu Piotr zobaczył i odczul wielką pogardę, nienawiść syna, nigdy tak nie zareagował wobec niego.
Po zakończonym spotkaniu rodzinka w pospiechu opuściła salę, Jadwiga nie zwracała żadnej uwagi na otaczające ją osoby, które chciały współczuć przykładnej jak gorliwej pionierce.

Piotr, Jadwiga z Krzysiem szli w milczeniu kierując się szybkim krokiem w stronę  domu, tylko Jadwiga szlochając w kółko powtarzała pod nosem ''coś ty nikczemniku uczynił, jaki skandal w zborze'', Krzyś wtórując matce zamruczał '' jaki wstyd nam przyniosłeś''

Piotr był wstrząśnięty, nie wiadomością o wykluczeniu, lecz tylko reakcją jego najbliższych- domowników.
Wyczuł i doszedł do przekonania, że żona wraz synem uważać będą jego od dziś, za trędowatego w rodzinie, nie pomylił się, wcale z tym przypuszczeniem, które przeszywało jego myśli.

Kiedy weszli wszyscy do domu, nastała dopiero rewolucja dla Piotra prawie istny armagedon.
Jadwiga z szatańskim spojrzeniem wykrzyknęła w stronę męża- ''tyyy... śmieciu, rozwiodę się z tobą, taka hańba wstyd dla rodziny'', Krzyś nie będąc dłużny popierając mamę, rzucił w stronę ojca butem którego właśnie ściągał, rozbijając okulary jakie miał Piotr na nosie.
W skupieniu poszedł do łazienki aby wytrzeć krew spływającą po jego twarzy, do jego uszów za drzwi dobiegały wrzeszczącej żony jak i syna wstrząsające epitety pod jego adresem, usiadł na sedesie z opuszczona głową i gorzko zapłakał zakrywając twarz swoimi rękami....
CDN
 
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 18 Marzec, 2019, 22:31
Odcinek 10 - Dylematy brata Dżefreja – cały czas dalszy ciąg :)

Po chwili wszyscy przybysze przeszli przez kolejne drzwi pancerne, a ich oczom ukazał się widok, którego się nie spodziewali…

Po przekroczeniu progu znaleźli się w małym, ale dość przytulnym pokoju bez okien. Gładkie ściany pomalowane były na jasnoszary kolor, który dodatkowo rozświetlony był blaskiem dużej, stojącej lampy. Po środku pokoiku znajdował się dywan, a na nim mały kufer, spełniający funkcję stolika, wokół którego ustawione były wygodne meble – miękka, szara kanapa, jasny fotel, pufy i rozkładane krzesła. W rogu znajdowała się drewniana komoda z szufladami i lustrem oraz mała biblioteczka z książkami.
- Hmmm… to całkiem ładna piwnica – zauważył głośno Dżefrej.
- Mam wrażenie, że kiedyś gdzieś już taką widziałem… - dołączył się do Dżefreja Stiven.
- A mi się wydaje, że kiedyś już w takiej byłem… - drapał się po brodzie brat Samuel.
Główny architekt z uśmiechem przysłuchiwał się rozmowie członków Ciała Kierowniczego i po chwili odparł:
- Myślę, że wy wszyscy mieliście okazję widzieć to miejsce… Zastanówcie się gdzie mogliście się spotkać z piwnicą urządzoną w takim stylu…
- Tak, no jasne! Przecież sami zatwierdzaliśmy ten film do realizacji! To pokój z filmu na Zgromadzenie! – ożywił się Dejwid.
- Brawo! – klasnął w dłonie architekt.
- Ale co on tutaj robi? – dopytywał Stiven.
- To wynik zaradności i gospodarności zespołu, który projektował to wnętrze. Skoro mieliśmy już gotowe meble i pomysł z planu filmowego, to szkoda byłoby ich nie wykorzystać. A poza tym dzięki filmikowi o prześladowaniu braci podczas Wielkiego Ucisku nabiera on teraz wyjątkowego znaczenia dla każdego, kto tutaj by się znalazł – wyjaśnił Jonathan.
- To piękny przykład gospodarności bracie Jonathanie! – zachwycał się brat Samuel. – Ale właściwie kto by tutaj miał się znaleźć?
- Już tu jesteśmy bracie Samuelu – odparł główny architekt. – To miejsce schronienia na wypadek prześladowań w czasie Wielkiego Ucisku.
- Nie za wiele tu miejsca… I jedna kanapa tylko… - zauważył rozczarowany Dżefrej.
- Spokojnie, chodźmy dalej – odparł z uśmiechem Jonathan.
Architekt dziarskim krokiem podszedł do biblioteczki z książkami. Ku zdumieniu wszystkich ten niepozorny, prosty mebel spełniał także drugą funkcję – po przechyleniu jednej z książek na półce mechanizm biblioteczki uruchomił się i okazało się, że są to tajemnicze drzwi prowadzące do kolejnego pomieszczenia.
- Sprytne! – zachwycał się Dejwid, a inni goście wtórowali mu będąc pod wrażeniem pomysłowości z jaką urządzone zostały pomieszczenia, które ukazały się uch oczom.
- Zapraszam szanownych braci dalej… - architekt zachęcającym gestem skinął w kierunku członków Ciała Kierowniczego. – Tutaj jest pokój sypialniany z łóżkami piętrowymi. Wystarczy dla dwudziestu osób. A dalej aneks kuchenny i dwie toalety z dwoma prysznicami.

Dżefrej rozglądał się po podziemnych pomieszczeniach i miał mieszane uczucia. Z jednej strony uważał, że pokoiki są dość schludne i przytulne. Z drugiej zaś strony z lekkim niesmakiem spoglądał na piętrowe łóżka, które przypominały mu młodzieżowe schronisko w górach, gdzie za niewielką opłatą można znaleźć nocleg w zbiorowym pokoju. Ostatnio spał na takim łóżku jako nastolatek i nie uśmiechało mu się, aby zamienić swój obecny luksusowy apartament na niewielki pokoik w podziemiach z wąskimi łóżkami.
- Bracie Jonathanie… na jak długo przewidywany byłby nasz pobyt w tych podziemiach? – zapytał w końcu skonsternowany Dżefrej.
- Bracie Dżefreju, to wszystko zależy od tego jak długo będą trwały prześladowania Świadków podczas Wielkiego Ucisku… Mamy oczywiście głęboką nadzieję, że nigdy nie będziecie musieli zejść do podziemi, ale musimy być przygotowani na każdą możliwość. Również na taką, że Wielki Ucisk potrwa przez dłuższy czas.
- A co jeśli ktoś nas tutaj znajdzie?- zapytał zaniepokojony Dejwid.
- Bracie Dejwidzie… to jest praktycznie niemożliwe. Wszystko zostało tak zaprojektowane, że nikt nie ma szans żeby was odnaleźć. Najpierw musiałby się przedrzeć przez drzewa i krzaki i błoto… samochodem więc tu nie dojedzie. Po drugie musieliby znaleźć tajemnicze wejście, a o jego istnieniu nie wie nikt… oprócz mnie, was oraz pewnej ilości nielegalnych imigrantów, którzy budowali to podziemie. Biorąc jednak pod uwagę, że nie znali języka angielskiego i nie wiedzieli gdzie są, to nie możemy się czuć zagrożeni z ich strony. Kolejna sprawa to pancerne drzwi zabezpieczone wszystkimi możliwymi zabezpieczeniami jakie istnieją – to są ciężkie drzwi z ciężkimi sztabami, podłączone do elektroniki. Sami widzieliście jak wygląda procedura ich otwierania – hasła, szyfry, kody. Żaden komandos nie wyłamie ich jednym kopem. Więcej… nawet wybuch granatu czy dynamitu nie zaszkodzi tym drzwiom. A nawet jeśli jakimś cudem ktoś by się dostał do podziemi głównym wejściem, to zatrzyma się na którymś z korytarzy, bo nie uda mu się sforsować kolejnych drzwi. Wszyscy zaś, którzy będą znajdowali się w środku od razu będą powiadomieni alarmem, że do środka zbliża się intruz.
- Nie ukrywam, że nie za wiele tu miejsca bracie Jonathanie… - westchnął Dejwid.
- Tutaj może nie… dlatego idziemy dalej! – Jonathan zapraszającym gestem skinął na gości. – Zapraszam w kierunku tych szaf. To są szafy do przechowywania ubrań, rzeczy osobistych, żywności i tak dalej. Otwórzmy jednak te trzecie drzwi… z pozoru to tylko drzwi od szafy, ale tak naprawdę prowadzą nas do kolejnego korytarza. Wystarczy tylko lekko nacisnąć tylną część szafy… i już mamy drogę przejścia dalej.
- To niesamowite bracie Jonathanie! Czuję się jak w piramidzie z tajemnymi korytarzami i przejściami! – zachwycał się Dżefrej wraz z pozostałymi towarzyszami podróży.
- Masz słuszność bracie Dżefreju… korytarze piramidy były inspiracją do naszej budowli. Myślę, że brat Russell byłby z nas dumny i zachwycony naszym dziełem!
- Oooo taaak! Brat Russell lubił piramidy…! - Jonathanowi potakiwał Stiven.
- Bracia… do tej pory zobaczyliście pomieszczenia będące tylko częścią podziemi. Będą idealnie nadawać się do zamieszkania dla zasłużonych betelczyków, którzy będą przebywać tu, aby usługiwać wam i pomagać w każdej chwili. A teraz zapraszam was do tej części zaprojektowanej tylko dla was!

Bracia Króla z przejęciem i z wypiekami na twarzy szli za głównym architektem, który raz po raz odkrywał przed nimi kolejne tajemnice niezwykłej podziemnej budowli...
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Nadaszyniak w 18 Marzec, 2019, 22:39
Witaj-ProstuJa: myślę,że nie zakłóciłem tego wątku, pisząc ową historię , bez porozumienia z Tobą na priv??  :)
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 18 Marzec, 2019, 22:45
Witaj-ProstuJa: myślę,że nie zakłóciłem tego wątku, pisząc ową historię , bez porozumienia z Tobą na priv??  :)

Pisz Nadaszyniaku co Ci serce dyktuje. W końcu to serial i różne postaci mogą się pojawić :)
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Nadaszyniak w 18 Marzec, 2019, 22:48
Pisz Nadaszyniaku co Ci serce dyktuje. W końcu to serial i różne postaci mogą się pojawić :)
PoProstuJa: dziękuję, bo myślałem, że wszedłem jak się mówi między "wódeczkę a zakąskę''  :) :) :)
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: PoProstuJa w 18 Marzec, 2019, 23:06
PoProstuJa: dziękuję, bo myślałem, że wszedłem jak się mówi między "wódeczkę a zakąskę''  :) :) :)

Nadaszyniaku... nasz serial pokazuje, że życie nadarzyniaków i warwickich Betelczyków jest po prostu trudne! To takie trudne sprawy są!  ;D Wątków jest dużo, fanatyzm i odstępstwo ściele się gęsto! I nawet reklamy tu są! Taki klasyczny serialik tu mamy, gdzie może zdarzyć się wszystko!  ;D
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: UWAGA AWARIA w 19 Marzec, 2019, 19:45
Ja powiem otwarcie.
Lubię prawdziwe historie z życia.
Życie dostarcza tak wiele, że nie ma potrzeby fantazjować, chyba że ktoś lubi i są tacy co lubią to czytać.
Nigdy w fantastyce nie gustowałem.

Podobnie z kryminałami.
Zawsze lubiłem prawdziwe opisy kryminalne (i takie czytam jak się napatoczą), a nie takie wymyślane.

 ;D ;D ;D fajne :) :)
  pisz masz talent

ale myślę tak jak Roszada że brat Dżefrej, powinien się zastanowić w obecnych czasach czy nie zasilić 500+
kasą WTSu bo ,brat Dżefrej kupił sobie pakiet internetowy już dawno i jak widzi jakie wałki robi WTS na salach królestwa w naszym kraju
to powinien już napisać do izby skarbowej o interpretacje przepisów podatkowych<czy aby to zgodne z prawem
ponieważ brat Dżefrej kiedy czyta jaki jest obieg sal królestwa w JW nawet na Wikipedii link załączył
to on nie będąc doradcą podatkowym wie że to są wałki ;D ;D a jest ich tam cała masa

tylko kiedy Dżefrej się zbierze i napisze to pismo ,trzymam za niego kciuki bo laik widzi
że to jedzie omijaniem prawa skarbowego ,czemu to Dżefrej tylko widzi?
może czas mu pomóc aby napisał do koleżanek z izby a one jak to zobaczą to PIS
się ucieszy ! ;D ;D tyle kasy leży obok,ponoć pod latarnią najciemniej

tu mam link od Dżefreja mówił że szczególnie interesuje go własność
obieg pieniądza na budowy ,zysk że sprzedaży i darowizny,
https://pl.wikipedia.org/wiki/Sala_kr%C3%B3lestwa

Dżefrej

też zwrócił uwagę na to że Ala Capone załatwił księgowy bo AL był nie uczciwy
a nieuczciwość wychodzi w księgach,na które zwrócił uwagę
kiedy pracował przy przekazywaniu kasy w JW

a jak by tą interpretacje dostał tak za 2msce to mógł by złożyć w pierwszym
lepszym US celem jej wykonania i dzieciaczki miały by500+

takie z życia wzięte :) :) ;)
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Nadaszyniak w 21 Marzec, 2019, 18:37
Historia brata Piotra (2)
Po chwili wstał, przemył twarz zimną wodą, kiedy wychodził z łazienki zobaczył ukradkiem na swoich prześladowców, siedzieli skupieni pogrążeni w modlitwie nad wonną kolacją, docierał jej zapach unoszący się w powietrzu po cały salonie.
Żona wpatrująca się w talerz, warknęła dobitnym głosem na Piotra:
- zapamiętaj!! ostatni raz zrobiłam tobie kolacje, marsz do kuchni i sam tam jedz, z nami nie będziesz od dziś jadał przy wspólnym stole, jesteś wykluczony, potępiony przez Jehowę, ty, grzeszniku.
Syn aby poprzeć słowa matki, splunął w stronę ojca i zatopił wzrok w gorącej potrawie na talerzu, mówiąc do mamy przełykając kolejną łyżkę strawy:
-masz rację mamusiu, Jehowa go zniszczy w niedługim czasie jak i innych bezbożników!?
-otóż tak, tak, kochanie, opowiedziała z naciskiem, kiwając głową z nad stołu  - w odruchu spojrzała na syna.
Nagle, podniosła głowę z świdrującym spojrzeniem na Krzysia dopowiedziała:
-tylko sam uważaj, uważajjj...!! na siebie, w tym szatańskim świecie, który nas wkoło otacza, abym również nie utraciła ciebie Krzysiu, to pewna lekcja jaką przedstawił tobie sam Jehowa ...

Piotr poszedł do kuchni na talerzyku leżały dwa plasterki salcesonu, pół bułki i czerwony nadgniły pomidor, zalał wrzątkiem w szklance herbatę, która zabarwiła się na słomkowy kolor.
Z cichą modlitwą przystąpił do spożycia kolacji, którą Jadwiga jemu przygotowała, kiedy kończył ostatni kęs weszła Jadwisia (bo tak zawsze do niej się zwracał) niosąc puste talerze po skończonej kolacji z synem, wkładając je do zmywarki, warknęła przez plecy w stronę Piotra:
od dziś spisz na podłodze, nie będziesz kalał świętego łoża małżeńskiego- powiedziała dobitnie odwracając się w jego stronę, po chwili dodała: wiem, że nie jesteś wykluczony za niemoralność cudzołóstwo itp sprawki, ale jako nie będący już w świętej bożej organizacji, uznawany jesteś za światowego śmiecia, który zostanie zniszczony w armagedonie, tak mówi Jehowa poprzez ciało kierownicze a ono nigdy się nie myli - odwróciła się nagle, zmierzając wolnym krokiem do salonu nie czekając na  jakąkolwiek odpowiedź ze strony Piotra.
Krzyś cichutko przysłuchiwał się tej rozmowie za futryny wychylił głowę w grymaśnej minie pokazał ojcu język, Jadwisia pogłaskała syna po głowie i odpowiedziała, tak to należy się twemu ojcu, żadnego od dziś szacunku dla tego śmiecia, dopóki nie powróci do zboru i nie przeprosi Jehowę za swoje nikczemne czyny.

Syn dorastał miał prawie czternaście lat, w zborze uchodził nadal jako prymus pośród młodzieży w sekcie a nawet doczekał się upragnionej nagrody od Jehowy, kiedy otrzymał zborowy znak będąc pomocniczym pionierem.
Jednak jego zachowanie budziło pośród jego rówieśników pewną antypatię, wymądrzał się jaką on ma wiedzę, że jest lojalny wobec Jehowy i przykładnym bratem dla całego zboru, niejednokrotnie opowiadał wkoło jak traktuje swego wykluczonego od lat ojca, co według opinii pastuchów zborowych był przed wszystkimi chwalony i dający dobry przykład dla innych młodych cielaków zborowych.

Piotr mając naturę spokojną, spełniał wymogi przysługujące głowie domu wobec Jadwisi jak i dorastającego syna, zastanawiał się w chwilach osamotnienia nad dalszym losem rodziny.
Był miłośnikiem rożnych forum w necie, dyskutował na rożne tematy, ponieważ posiadał wielką wiedzę, a także pragnął ją zgłębiać, będąc tu czy tam na forach.
Lecz w tym wszystkim odczuwał: samotność, pustkę i dręczące, prześladujące go myśli.
Jadwisia jego żona nadal brylowała w zborze jako przykładna pionierka, poświęcając wszelki czas na klamkowanie w terenie.
Piotr w tym szaleństwie żony zauważył, że Jadwisia zaczyna zaniedbywać dom, a także swojego ukochanego syna.
Kiedyś będąc w sklepie stojąc w kolejce do kasy niepostrzeżenie usłyszał '' Ona jest z nim tylko dla pieniędzy, sama to mówiła, gdyż bez jego gotówki Krzyś i ona nie poradziliby sobie, będąc tylko na zasiłku ZUS-owskim Krzysia''.
Piotr dyskretnie odwrócił głowę i rozpoznał znane zborowe informatorki oraz serdeczne przyjaciółki Jadwisi.

Pewnej nocy siedząc w necie natchnął się na dziwne forum, które krytycznie wypowiada się o sJ, zastanawiał się czy warto wchodzić na taką stronę zaryzykował,  kiedy przeczytał niektóre informacje w niej zawarte, nagle poczuł wewnętrzną trudno do opisania radość, w przypływie emocji zalogował się, czytał do świtu z zainteresowaniem, jego osobiste zastrzeżenia w stosunku do świadków Jehowy, spełniły jego wszelkie oczekiwania i odpowiedzi na nurtujące przez wiele lat pytania, potwierdzone przez te osoby co były kiedyś w tej sekcie.

Zbliżała się pora wyjścia do pracy, poszedł więc do kuchni aby szybko wypić kawę, stwierdził, że śniadanie zje później będąc w pracy, gdyż od wielu miesięcy tak systematycznie czynił.
Był radosny, że nie zmarnował nocy odpisując na różnych forach, lecz gruntownie z zainteresowaniem czytał, to nowe forum, które zaczęło odgrywać wielką role, dając rożne wyjaśnienia o drugiej stronie sekty, myśli się kłębiły w jego głowie i coraz to nowe nasuwały się kolejne pytania, na które chciał znaleźć odpowiedź.

Wychodząc z domu jak zawsze od lat mówił do Jadwisi ''kochanie do popołudnia'', lecz nigdy od czasu opuszczenia sekty nie słyszał  z jej strony odpowiedzi.
Nagle, sparaliżowała jego zaistniała sytuacja, usłyszał dobiegający cichy głos z salonu, ''do popołudnia kochanie'', w tym głosie wyczuł, smutek Jadwisi, więc zanim wyszedł skierował kroki w stronę salonu.
Widok go przeraził, przy stole siedziała Jadwisia z opartą ręką na stole trzymała się za czoło, usłyszał cichy szloch a łzy spływały po jej policzkach …
Co się stało Jadwisiu, co się stało kochanie – zapytał, usiadł przy niej i delikatnie dotknął jej drżącą rękę.
Po chwili podniosła głowę, spojrzała na niego, jej rozpacz była wymalowana na jej twarzy jakby w amoku, zaczęła mówić cichym głosem, trudno było zrozumieć w tym szlochu, co mówi:
Kiedy, kiedy... pytałeś mnie gdzie jest Krzysiu, powiedziałam jest u mojej mamy na wakacjach ???!
To nieprawda, to nieprawda okłamałam ciebie!?
Krzyś, Krzyś …,??!!- opierając głowę na jego ramieniu, drżąc cała, przytuliła się mocno i wydobyła  z siebie przerażający trudno do opisania budzący grozę szloch …. 

CDN
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Światus w 24 Marzec, 2019, 23:38
SIOSTRA BOŻENKA - ODCINEK 4

„Od przyjaciół Boże strzeż,
z wrogami sobie poradzę.”

   
       
       To był TEN dzień. Bożenka od samego rana nie mogła znaleźć sobie miejsca. Odcinek między drzwiami a oknem przemierzyła chyba pięćdziesiąt razy. Do tego była milcząca, całkiem jak nie ona. Mąż śmiał się, że niedługo dojdzie na Kopiec Kościuszki niczym Felicjan Dulski. Miała dzisiaj wolne i nie musiała siedzieć w pralni. Obmyślała, co napisze w swoim pierwszym poście na forum, ale równie ważne było, GDZIE to zrobi. Wyobrażała sobie, jak musiałaby się tłumaczyć, gdyby ktoś ją przyłapał. Kto wie, może skończyłoby się nawet komitetem sądowniczym i wyrzuceniem z Betel, a tego w żadnym razie nie chciała. Wyobraziła sobie to wytykanie palcem, plotki i złośliwe uśmieszki pod nosem.

       Nie mogła się zdecydować. Myślała o jakimś spokojnym miejscu w Nadarzynie, ale tutaj nie było zbyt bezpiecznie. W takiej małej miejscowości wszyscy się znają. Poza tym nie chciała, żeby jej przeszkadzano. Jeśli ma wykonywać tajną misję, to musi mieć spokój, bez nerwowego zerkania, czy akurat nie idzie ktoś znajomy. Ostatecznie stanęło na Łazienkach Królewskich. Cisza, spokój i nikogo, kto by ją znał – wymarzone miejsce.
– Po obiedzie jadę do Warszawy Beniaminie – zakomunikowała Bożenka małżonkowi.
– Po co? – odwrócił się od laptopa, na którym ze zmarszczonym czołem oglądał najnowszy Broadcasting.
– Pozwiedzam trochę, pospaceruję. Dawno nie byłam. Może się trochę odchamię, jak pooddycham „stolicznym” powietrzem – roześmiała się.
– Pojadę z tobą, pospacerujemy razem. Dobrze nam zrobi taki dzień tylko we dwoje. – Tego Bożenka się nie spodziewała.
– To świetny pomysł Beniaminku, ale może innym razem…
– Dlaczego? Pogoda jest idealna – nie dawał za wygraną.
– Nudziłbyś się. Chciałam pochodzić po sklepach, może sobie kupię jakąś letnią sukienkę. Chyba nie muszę ci przypominać, jak wyglądają babskie zakupy? – puściła do niego oko. – Następnym razem wybierzemy się we dwoje.
– Trzymam cię za słowo – uśmiechnął się Beniamin. – Tylko kup sobie coś ekstra na noc…
– Ty stary zbereźniku, może ty kupisz sobie męskie stringi. – Gdy wyobraziła sobie męża w stringach, parsknęła śmiechem.
– Bożenko, wiesz, że mi najbardziej do twarzy jest w okularach, a tobie w falbankach i koronkach. W stringach wyglądałbym, jakby goły facet zaplątał się w sznurek.
– Już dobrze, dobrze. Zobaczę. – W duchu pomyślała, że może ten jej stary, nie jest taki zły. Na pewno coś sobie kupi, warto spróbować.
   
       Ubranie przygotowała już wcześniej, więc po obiedzie szybko umyła zęby, uczesała się, wskoczyła w ciuchy i była gotowa do wyjścia. Sprawdziła, czy na pewno telefon jest naładowany, wzięła głęboki oddech i wyszła na postój busów. Nie czekała długo, kupiła bilet i zajęła miejsce. O tej porze do warszawy jechało zaledwie kilka osób, więc mogła układać w myślach treść postu. Prawdę mówiąc, należało doszlifować jeszcze szczegóły. „Będzie dobrze – dodała sobie otuchy – najważniejsze to robić swoje i nie dać się złapać.”
   Po kilkunastu minutach była na miejscu. Najpierw postanowiła kupić jakąś sexy haleczkę. Skoro obiecała staremu, to trzeba dotrzymać słowa. Nic ekstrawaganckiego, ot tak, żeby jako tako wyglądać w świetle świec. „Jesteś taka stara, a taka głupia” – upomniała się w duchu. „Nie głupia, tylko niepoprawnie romantyczna – szepnęła, a na jej twarzy pojawił się ironiczny uśmieszek.”

       Udało jej się. Już w pierwszym sklepie znalazła coś, co wpadło jej w oko. W czarnej seksownej koszulce z czarnej siateczki z koronkowymi wstawkami Bożenka wyglądała uwodzicielsko. Zostało uwypuklone to, co należało uwypuklić, zakryte – co trzeba było zakryć, choć prawdę mówiąc, ani materiał dużo nie zasłaniał, ani sama Bożenka nie miała się czego wstydzić. Mimo czterdziestki na karku wyglądała co najmniej dziesięć lat młodziej. Tylko te przepisowe spódnice do kostek. Skrzywiła się. Czasami wyglądała w nich jak zakonnica albo pionierka z czasów podboju Dzikiego Zachodu. „Niejednemu starszemu mogłabyś jeszcze zawrócić w głowie” – posłała powłóczyste spojrzenie do swojego odbicia w lustrze. – „Ciekawe co na to mój Benio? Aha, muszę wyrzucić paragon, bo jak się dowie, ile kosztował „ostatni krzyk mody bieliźniarskiej”, to i on może wydać ostatni krzyk...”

       Po opuszczeniu sklepu Bożenka udała się raźnym krokiem w kierunku Łazienek. Szkoda tracić czas. Wyciągając wnioski z poprzednich wizyt na forum, spodziewała się burzliwej dyskusji. To dobrze, im więcej uczestników, tym większe prawdopodobieństwo, że uda jej się kogoś przekonać do powrotu do Organizacji Jehowy. Tego, co miało się stać, nie przewidziała w najśmielszych snach. Nie uprzedzajmy jednak faktów.

       Weszła do parku i znalazła ławkę w cieniu rozłożystego kasztanowca. Rozejrzała się na wszelki wypadek, czy nie idzie ktoś znajomy, wyjęła smartfon, zalogowała się na forum, założyła nowy wątek i zaczęła pisać.
– Witaj siostro Bożeno! Co tu porabiasz? – Smartfon o mało nie wypadł jej z rąk, gdy usłyszała tuż obok znajomy głos. Ledwo zdążyła schować go do torebki.
– Co za miła niespodzianka – godziny spędzone na TSSK zrobiły swoje i uśmiech, którym obdarzyła niespodziewanego intruza, wyglądał przekonująco – brat Wiktor! Wiesz bracie, dzisiaj mam wolne, więc postanowiłam zrobić sobie małą wycieczkę. A co ciebie tu sprowadza?
Wiktor położył palec na ustach, w międzynarodowym geście „nikomu-ani-słowa”.
– Wiadomość przyszła dopiero wczoraj, ty siostro Bożeno będziesz pierwszą osobą, która się o tym dowie – wyprostował się i poprawił krawat – zostałem wyznaczony do wygłoszenia punktu na tegorocznym Kongresie.
– I w związku z tym przyjechałeś do Łazienek po natchnienie bracie? Chcesz pobyć sam na sam z Jehową, wyrazić Mu swoją wdzięczność za ten przywilej?
– N-nie – zająknął się nieco skonsternowany Wiktor – przyjechałem kupić sobie nowy garnitur na tę okazję, ale dziękuję, że zwróciłaś mi uwagę. Nie należy zapominać o wdzięczności dla naszego Stwórcy. Pomódlmy się razem siostro.
Bożenka zgrzytnęła zębami, na szczęście nie zauważył tego.
– Jehowo, jesteśmy Ci wdzięczni za każde dobro, które nas spotyka. Prowadź nas swoimi ścieżkami, udzielaj nam cennych wskazówek, poprzez Niewolnika Wiernego i Roztropnego i strzeż nas przed odstępcami. Jehowo, chroń Organizację! – zakończył.
– Amen.
– Przykro mi siostro, ale muszę pędzić do Nadarzyna. Zakupy zakupami, a robota nie zrobi się sama. Nie pogniewasz się?
– Ależ skąd bracie. Każdy ma swoje zadania, które musi wykonać. Przecież wszystko robimy na chwałę jehowy.
– Tak, tak. Tylko pamiętaj, nikomu ani słowa o tym, co słyszałaś. W swoim czasie sam wszystkich poinformuję.
– Ma się rozumieć.

       Kiedy Wiktor zniknął za bramą parku, Bożenka wyjęła telefon. Dopisała jeszcze kilka zdań i kliknęła „Wyślij wiadomość”. Oto jej treść;

       Witam wszystkich.
Trafiłam na to forum przez przypadek, poszukując informacji na interesujący mnie temat.
Chciałabym od razu zaznaczyć, że jestem Świadkiem Jehowy i nie mam zamiaru odchodzić z Organizacji. Nie twierdzę, że Zbór Świadków Jehowy jest idealny, wszak składa się z niedoskonałych ludzi. Natomiast wierzę, że jedynie posłuszeństwo nakazom Boga Jehowy, może zapewnić zbawienie, zaś ziemskim pośrednikiem między Bogiem a ludźmi jest Niewolnik Wierny i Roztropny.

       Od jakiegoś czasu czytam wasze posty i widzę, że odejście z Organizacji, nie wyszło niektórym na dobre. Wielu przestało w ogóle wierzyć, większość wierzy, w co i jak chce. Między odstępcami nie ma jedności, o jednomyślności nie wspominając. O, przepraszam, jesteście jednomyślni w nienawiści do Świadków. Tu nie ma między wami różnic. Prawdziwa jedność panuje w zborze. Czyż to nie jest wspaniałe? Miliony ludzi, myślących tak samo i dążących do jednego celu – raju na ziemi. Zastanówcie się, czy nie warto powrócić do zboru? Wystarczy okazać skruchę, a miłujący Jehowa uratuje was od śmierci w Armagedonie! Bardzo chętnie pomogę tym, którzy chcą się na nowo przyłączyć.

       Zdaję sobie sprawę, że niektórym odstępcom nic już nie pomoże. Szatan ich zwiódł i w swojej pysze uznali, że nie potrzebują ani przewodnictwa Niewolnika, ani duchowego pokarmu. Wybrali światowe życie zamiast służby Jehowie. Służba wymaga posłuszeństwa i pokory. Nie dziwi mnie to, sam Jezus powiedział, że będzie odstępstwo i tak jest. Co odstępcy mogą zaoferować podobnym sobie? Wyłącznie kłótnie i podziały. A co z miłością, której tyle jest w zborach Świadków Jehowy? Szkoda słów.

       To prawda, że niektóre zalecenia biblijne są ciężkie. W początkach mojej przynależności do Organizacji Jehowy miałam przyjaciółkę. Bardzo się lubiłyśmy, byłyśmy jak siostry. Najchętniej byśmy się ze sobą nie rozstawały. Niestety, moja, była już, przyjaciółka została wykluczona. Nie chce teraz mówić z jakiego powodu. Nie chciała okazać skruchy i więcej jej już nie widziałam. Było mi ciężko, ale przestałam utrzymywać z nią kontakty. Wierzę, że Bóg doceni moje poświęcenie.

       Mam nadzieję, że znajdą się tu osoby, które potrafią w cywilizowany sposób dyskutować z wierzącym i praktykującym Świadkiem. Możecie próbować mnie przekonywać, że nie mam racji, ale moja wiara jest silna i nic nie skłoni mnie do porzucenia zboru. Być może uda mi się przekonać niektórych z was, że warto wrócić.

Pozdrawiam wszystkich.
PS. Postaram się odpowiadać najszybciej, jak to będzie możliwe. Proszę się zatem nie niecierpliwić.

**************************
   
       Wstała z ławki i wyszła. Była z siebie zadowolona. Zastanawiała się, jaki będzie odzew na forum? Kiedy odjeżdżała z postoju, po drugiej stronie ulicy zauważyła kobietę, która wydała jej się dziwnie znajoma...
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: O Yeah Bunny! w 16 Kwiecień, 2019, 18:56
Cykl: Z akt wydziału śledczego brata Gogusia
"Ostatni rok pracy w BO był bardzo wyczerpujący" zastanawiał się brat Goguś popijając przy swoim biurku na I piętrze budynku nr 1 poranną, czarną herbatę . Filiżanka czarnej, porannej herbaty zawsze poprawiała mu nastrój. I tak też poczuł się i teraz. Analiza zadań wykonanych w ostatnim roku służbowym wprawiła go w chwilę zadumy. W oczach miał setki godzin przeznaczonych na realizację filmu związanego z Kongresem 2019 w Polsce. Przypominał sobie szmat pracy poświęconej jako członek KO na realizację tego nagrania i popadł w jeszcze większą zadumę. Zatrzymał się w myślach i rzekł w sercu: "Opłacało się". Analiza rachunku zysków i strat ujawniła ponownie starą prawdę. "Bycie medialnym" zawsze popłaca. Tak też było i tym razem, przecież dopiero co wrócili z wyprawy po Afryce, na którą "zaprosili ich najlepsi przyjaciele". Zawsze za ich ciężką pracę ich "najlepsi przyjaciele" odpłacali im we wspaniałych wycieczkach, a to była kolejna z nich. "Ach ileż jeszcze przed nami. Ach te zasiadanie w pierwszych miejscach ileż nam daje dobrego... Wkrótce kolejny wyjazd" pomyślał kończąc poranną Prince of Wales.
Tytuł: Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
Wiadomość wysłana przez: Nadaszyniak w 27 Październik, 2019, 17:24
Historia brata Piotra (3)
poprzednie dwa w tym wątku znajdziesz: pierwszy napisany w dniu 18.III.19 : drugi w dniu 21.III.19 – abyś miał pełny obraz tej historii
 ========
… No w końcu wyduś z siebie, gdzie nasz Krzyś!!- głośnym tonem zareagował Piotr.
Straciliśmy naszego syna, po chwili poprawiła wypowiedziane słowo, patrząc mężowi prosto w oczy -  STRACIŁAM SYNA – rozumiesz tępaku !!!, powiedziała przez zęby i odskoczyła na bok siadając w tym amoku na fotel, twarz ukryła w dłoniach cicho szepcząc niby do siebie: to wszystko przez Ciebie draniu, po chwili odsłoniła zapłakaną twarz szukając błędnym wzrokiem wokół siebie potwierdzenia wypowiedzianych słów - lecz do jej uszów dobiegała tylko głucha cisza.
Piotr na ten widok ataku histerii Jadźki, wzruszył ramionami i zaczął ubierać w pospiechu kraciastą marynarkę kierując się w stronę drzwi aby jak najszybciej wyjść na świeże powietrze, gdyż atmosfera w domu była nie do zniesienia- pragnął spokoju,ciszy i ciągłego oskarżania z ich strony, że nie jest świadkiem Jehowy.
Trzasnął drzwiami zostawiając żonę sam na sam z sobą, pomyślał ochłonie.
Jednak uparcie nachodziła go nadal myśl co mogło przydarzyć się synowi, gdzie jest, co robi ….?
Skierował kroki do najbliższej knajpy gdzie usiadł przy stole z widokiem na ulicę, zawołał, machając dłonią na kelnera, zamówił dwie setki zimnej wódki z małą przekąską.
Patrząc przez okno na przechodzących ludzi stwierdził, że oni nie mają takich problemów jak on z żoną i synem którzy są w absurdalnej, szalonej sekcie.
Podano mu zamówienie nawet szybko niż się spodziewał, wychylił szybko zimny lodowaty przezroczysty płyn, który lekko spłynął po ściankach przełyku, po chwili poczuł niesamowitą ulgę, przekąskę pozostawił nienaruszoną na stole, który był nakryty białym w kant wyprasowanym obrusem, pozostawiając jeden banknot przy popielniczce, wychodząc szybkim krokiem z lokalu usłyszał za sobą głos: Piotr, Piotr zaczekaj …?!, spojrzał ukradkiem, kto woła za jego plecami.
Stał za nim uśmiechnięty brodaty stary kompan Olek z  którym kiedyś pracował w wydziale śledczym.
Olek podał mu rękę na przywitanie i basowym głosem zaproponował napijmy się jednego strzemiennego, nadmieniając, że ma pewne ważne zapytanie.
Piotr bez słowa przyjął propozycję. Ponownie usiedli przy stoliku, gdzie siedział Piotr, Olek zamówił po jednym głębszym. Oczekując na trunek kompan zapytał:
Piotr czy syn jest już w domu...?
Piotr wytrzeszczył oczy , poruszył się nerwowo na krześle słysząc, taką niespodziewaną dla niego wiadomość. …..
CDN