Witaj, gościu! Zaloguj się lub Zarejestruj się.

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Autor Wątek: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE  (Przeczytany 9586 razy)

Offline Nadaszyniak

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 3 825
  • Polubień: 5810
  • Psychomanipulacja owieczek # wielkiej wieży(Ww)
Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
« Odpowiedź #75 dnia: 29 Grudzień, 2018, 18:44 »
Jatiw-PoProstuJa
Ale, Ale Ty trzymasz Nas ...?!! -  czytając z napięciem kolejną historyjkę, przypaliłem swoją wieczorną owsiankę, a nie mam platynowej karty aby kupić woreczek i rozkoszować się smakiem jak uwielbianej prze zemnie  owsianki, poprzestanę na jaglanej, której prawdę mówiąc nie znoszę.
Teraz na poważnie biję BRAVO, BRAVO (Chyba słyszysz??) na tak opisany pełen wrażeń kolejny odcinek



Offline PoProstuJa

Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
« Odpowiedź #76 dnia: 29 Grudzień, 2018, 19:03 »
Jatiw-PoProstuJa
Ale, Ale Ty trzymasz Nas ...?!! -  czytając z napięciem kolejną historyjkę, przypaliłem swoją wieczorną owsiankę, a nie mam platynowej karty aby kupić woreczek i rozkoszować się smakiem jak uwielbianej prze zemnie  owsianki, poprzestanę na jaglanej, której prawdę mówiąc nie znoszę.
Teraz na poważnie biję BRAVO, BRAVO (Chyba słyszysz??) na tak opisany pełen wrażeń kolejny odcinek

Nadaszyniaku jakże mi przykro, że przypaliłeś strawę! Ale łaska boska, że to tylko przypalona owsianka, a nie spaghetti z truflami  ;D

Na razie to dopiero początek opowieści, więc najlepiej kolejne odcinki czytaj już po posiłku!  ;D


Offline zero1

  • Pionier
  • Wiadomości: 955
  • Polubień: 2045
  • YT - 'Świadkowie Jehowy przebudźcie się!'
Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
« Odpowiedź #77 dnia: 29 Grudzień, 2018, 19:51 »
Już myślałem, że będzie jak w Homeland - cały van wylatuje w powietrze...ale nie...
nowezrozumienie@gmail.com
J3b4ć komitety sądownicze.


Offline PoProstuJa

Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
« Odpowiedź #78 dnia: 29 Grudzień, 2018, 23:32 »
Odcinek 9 - czyli dalszy ciąg Dżefrejowskich dylematów

- Zapewne już nie możecie doczekać się tego co dla was przygotowaliśmy… Zatem nie będę was dalej trzymał w napięciu…
Główny architekt wyciągnął z kieszeni małe, czarne pudełeczko na którym znajdowało się kilka przycisków i migające diody. Wcisnął czerwony guzik i wtedy… ich oczom ukazało się coś niesamowitego…

Ściana wielkiego głazu obok którego stali nagle zaczęła się poruszać. Dżefrej i pozostali członkowie Ciała Kierowniczego ze zdumieniem, z otwartymi szeroko ustami, obserwowali automatycznie przesuwające się, wielkie kamienie głazu, które okazały się być wielkimi wrotami, za którymi znajdowały się pancerne drzwi. Drzwi przyozdobione były różnymi tajemniczymi symbolami. Architekt sięgnął ręką ku górze gdzie znajdowała się sporej wielkości wypukła płaskorzeźba przedstawiająca piramidę z okiem. Mężczyzna ujął w trzy palce złotą tęczówkę oka i dwa razy przekręcił ją w prawo niczym zamek w sejfie. W tym momencie całe oko lekko wysunęło się do przodu i wydało sygnał dźwiękowy. Główny architekt przycisnął palcem źrenicę i po chwili oko otworzyło się niczym wieczko cennej szkatułki. Oczom zebranych ukazała się mała elektroniczna klawiatura z podświetlanymi klawiszami i małym ekranikiem. Urządzenie sygnałem dźwiękowym domagało się podania hasła. Wszyscy w milczeniu patrzyli na swojego przewodnika, który oznajmił im z uśmiechem:

- Pewnie zastanawiacie się jakie jest hasło? Jesteście jedynymi osobami uprawnionymi do tego, aby je teraz poznać. Hasło oczywiście można zmienić… to znaczy ja mogę je zmienić… ale obecnie jest ono już ustalone. Uwaga – zapamiętajcie je, ale nigdzie nie zapisujcie. Bez wątpienia przyda się ono wam wtedy, gdyby wielki ucisk nastał wcześniej niż sądzimy. No to wpisujemy: A-R-M-A-G-E-D-O-N-2-0-3-4.
Członkowie Ciała Kierowniczego chórem głoskowali po kolei każdą literę hasła i z napięciem oczekiwali kolejnych wydarzeń.

- Uwaga, teraz naciskamy przycisk ukryty w wierzchołku tego cyrkla – architekt wskazał na symbol znajdujący się na wysokości jego dłoni. W tym momencie płaskorzeźba automatycznie odskoczyła od powierzchni drzwi zamieniając się w wygodną do użycia klamkę.
- No to wchodzimy… - kontynuował mężczyzna pociągając za klamkę.

Dżefrej wraz z innymi kompanami zaniemówili z wrażenia, gdy zobaczyli jak imponującą grubość mają drzwi oraz to co się za nimi kryje. Główny architekt włączył światło i poprosił wszystkich o ostrożność, bowiem za drzwiami znajdowały się schody prowadzące w dół. Jednocześnie zamknął za sobą drzwi i nacisnął kolejne przyciski po ich wewnętrznej stronie, które uruchomiły cały mechanizm przesuwający z łoskotem cztery potężne sztaby blokujące główne wejście.

Wszyscy schodzili powoli, w milczeniu, uważnie patrząc pod nogi. Dżefrej idąc korytarzem zbudowanym z wielkich, solidnych kamieni i starych cegieł czuł się tak jakby schodził do więziennego lochu w starożytnym zamku. Ogarniał go coraz większy niepokój i obawiał się, że zaraz będzie miał atak paniki spowodowany klaustrofobią. Inni członkowie Ciała Kierowniczego również mieli nietęgie miny.
- Panowie, spokojnie, bez obawy – przewodnik wyczuwając ponury nastrój gości mówił do nich uspokajającym tonem. – Zaraz dotrzemy do przyjemniejszej części naszego podziemia.

Dżefrejowi trudno było uwierzyć w to, że w więziennym podziemiu może być przyjemnie, ale wraz z innymi posłusznie szedł dalej. W końcu, po kilku minutach wędrówki, goście stanęli przed kolejnymi pancernymi drzwiami. Tym razem elektroniczna klawiatura ukryta była pod symbolem słońca ze skrzydłami.
„Wygląda zupełnie jak ten z okładki Russella” – pomyślał zdziwiony Dżefrej.

- Uwaga, teraz znów wpisujemy hasło, ale tym razem inne. Powtarzajcie za mną: W-I-E-L-K-I-U-C-I-S-K.
To nie wszystko. Teraz każdy z was musi podejść do elektronicznego czytnika i przyłożyć jednocześnie swoje prawe oko oraz prawy palec wskazujący – urządzenie zeskanuje wasze tęczówki i linie papilarne, a następnie musicie na głos wypowiedzieć wpisane hasło oraz podać swoje imię, żeby mogło zidentyfikować wasz głos.

Mężczyźni po kolei podchodzili więc do czytnika, który analizował ich tęczówkę, linie papilarne oraz barwę głosu, aby uruchomić mechanizm otwierający potężne drzwi.
- Przepraszam bracie… bracie…
- …Jonathan… - przedstawił się główny architekt.
- Bracie Jonathanie, mam pewną wątpliwość – odezwał się do przewodnika Dejwid.  – Żeby wejść do środka musimy zapamiętać aż dwa hasła i podejść do identyfikującego nas skanera. A co wtedy, gdy zapomnimy któregoś hasła, albo będziemy na przykład przeziębieni i urządzenie nie rozpozna naszego głosu?
- Bracie Dejwidzie, zapewniam cię, że sztab ludzi, który opracowywał i programował te elektroniczne urządzenia zabezpieczające przewidział różne scenariusze. Dlatego oprócz haseł i weryfikacji linii papilarnych czy głosu, urządzenia te mają dodatkowe funkcje, które mogą także w inny sposób zidentyfikować daną osobę, na przykład poprzez analizę jej kodu DNA zawartego między innymi w jej ślinie. Gdyby tak się nieszczęśliwie złożyło, że inne sposoby zawiodą, zawsze możecie jeszcze aktywować inny czytnik. Wystarczy, że podejdziecie do tego symbolu z głową kozła u dołu drzwi i poliżecie go, a następnie zostawicie odcisk swoich ust całując tę sympatyczną buźkę żaby Kermita. Czy ktoś z was chciałby spróbować?

Członkowie Ciała Kierowniczego spojrzeli wymownie na Stivena Letta, który  chcąc nie chcąc zgłosił się na ochotnika. Dane biologiczne żadnego z członków CK nie były jeszcze wprowadzone do bazy danych, zatem Stiven musiał uklęknąć przed drzwiami i kilkukrotnie polizać koźlą główkę, a następnie parę razy pocałować Kermita. Gdy system komputerowy przyjął i przeanalizował nowe dane oraz pozytywnie je zweryfikował, sygnał dźwiękowy przypominający dźwięk kuchenki mikrofalowej oznajmił, że drzwi otwierają się. Stiven z ulgą podniósł się z ziemi otrzepując spodnie swojego garnituru.

Po chwili wszyscy przybysze przeszli przez kolejne drzwi pancerne, a ich oczom ukazał się widok, którego się nie spodziewali…





Offline Nadaszyniak

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 3 825
  • Polubień: 5810
  • Psychomanipulacja owieczek # wielkiej wieży(Ww)
Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
« Odpowiedź #79 dnia: 30 Grudzień, 2018, 00:26 »
moje trzy grosze:
I nastał punkt kulminacyjny-Napięcie rośnie z linijki na linijkę, a ja mam puls 100, ciśnienie 220/140, ranka nie doczekam, straciłem owsiankę a teraz nadchodzą chwile abym zawitał w ciemnym tunelu z jasnym blaskiem na jego końcu i tak uzupełnię kolejny nr.136000  ;D ;D


Offline O Yeah Bunny!

Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
« Odpowiedź #80 dnia: 31 Styczeń, 2019, 19:55 »
CD:
W dniu wczorajszym światło nie gasło w biurze naszego zaufanego nadzorcy działu. Zbliżała się 23, nadzorca spojrzał przez okno i dostrzegł na placu wszystkie służbowe auta, podświetlone 4 lampami na miejscach parkingowych.  Ople wynajęte w najem długoterminowy, przysparzały blasku jego siedzibie. Decyzja podjęta o wycofaniu starych Volkswagenów, okazała się słuszna, dlaczegoż tak ważne osoby, musiałyby jeździć starą flotą 7 letnich Volkswagenów. Przetarta kierownica, lekko wytarta klamka i aż 117 000 km na liczniku. Zbyt niebezpieczne byłyby dla tak ważnych osobistości, jak on, pomyślał nasz nadzorca działu.
Jutro wyjazd do Sosnowca, o 14 mogę się zerwać, bo to wyjazd służbowy, będę gwiazdą zgromadzenia, przedstawicielem biura oddziału. Ale zaraz, mógłbym pojechać samochodem prywatnym i miałbym zwrot za przejechane km, a że moje auto zrobiłem na gaz, to po wyjeździe zostanie mi w portfelu 317 zł na czysto. Nasz nadzorca już widział w oczach te udane wakacje w czerwcu, tylko on i żona. 4 wyjazdy służbowe prywatnym autem i mam wycieczkę AllInclusive. Tak, to dobry ruch.
Wybiła 23:50. Nasz bohater przypomniał sobie, że znowu w tym tygodniu siedział wieczorami w biurze zapominając o żonie. Jestem teraz członkiem komitetu oddziału, pomyślał, to jest jej ofiara, znowu pomyślał.
Spojrzał na biurko z dwoma monitorami, spojrzał na program do korespondencji i znowu zrozumiał, że są sprawy wymagające całkowitej poufności. Kiedyś mógł schować list do szuflady i zapomnieć. Tym razem zrozumiał, że check lista zawiera przynajmniej 15 pozycji związanych z informacjami, które powinny zostać tylko w biurze oddziału. Jedna z nich to stara sprawa przejęcia obiektu, który miał być zlicytowany przez komornika, na rzecz wierzycieli brata, który był zadłużony na potęgę. Jakże mądry brat, pomyślał nasz bohater, zrobił na nas darowiznę i nikt nas nie ruszy, obiekt przecież był warty około 2,7 mln zł. Gdyby ten budynek wpadł w ręce komornika, dzieło biura oddziału nie rozwinęłoby się jak teraz. Jakże wspaniałe błogosławieństwo na nas spoczęło, jakże mądrą decyzję podjął ten brat. Nasz nadzorca był dumny z ofiarodawcy.
Wybiła 0:00! Spokojnym ruchem zamknął drzwi od biura i poszedł do pokoju, wystarczyło zejść na parter budynku nr 3 i przejść przez łącznik, budynek 1 i łącznik nr 2 i wejść na 2 piętro budynku nr 2. Żona spała, nasz bohater  czuł się spełniony, bo jako pełnomocnik przyjmował darowiznę u notariusza. Tak przechytrzyliśmy Szatana, pomyślał i zasnął ....
« Ostatnia zmiana: 31 Styczeń, 2019, 20:01 wysłana przez O Yeah Bunny! »


Offline PoProstuJa

Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
« Odpowiedź #81 dnia: 31 Styczeń, 2019, 23:42 »
CD:
W dniu wczorajszym światło nie gasło w biurze naszego zaufanego nadzorcy działu. Zbliżała się 23, nadzorca spojrzał przez okno i dostrzegł na placu wszystkie służbowe auta, podświetlone 4 lampami na miejscach parkingowych.  Ople wynajęte w najem długoterminowy, przysparzały blasku jego siedzibie. Decyzja podjęta o wycofaniu starych Volkswagenów, okazała się słuszna, dlaczegoż tak ważne osoby, musiałyby jeździć starą flotą 7 letnich Volkswagenów. Przetarta kierownica, lekko wytarta klamka i aż 117 000 km na liczniku. Zbyt niebezpieczne byłyby dla tak ważnych osobistości, jak on, pomyślał nasz nadzorca działu.
Jutro wyjazd do Sosnowca, o 14 mogę się zerwać, bo to wyjazd służbowy, będę gwiazdą zgromadzenia, przedstawicielem biura oddziału. Ale zaraz, mógłbym pojechać samochodem prywatnym i miałbym zwrot za przejechane km, a że moje auto zrobiłem na gaz, to po wyjeździe zostanie mi w portfelu 317 zł na czysto. Nasz nadzorca już widział w oczach te udane wakacje w czerwcu, tylko on i żona. 4 wyjazdy służbowe prywatnym autem i mam wycieczkę AllInclusive. Tak, to dobry ruch.
Wybiła 23:50. Nasz bohater przypomniał sobie, że znowu w tym tygodniu siedział wieczorami w biurze zapominając o żonie. Jestem teraz członkiem komitetu oddziału, pomyślał, to jest jej ofiara, znowu pomyślał.
Spojrzał na biurko z dwoma monitorami, spojrzał na program do korespondencji i znowu zrozumiał, że są sprawy wymagające całkowitej poufności. Kiedyś mógł schować list do szuflady i zapomnieć. Tym razem zrozumiał, że check lista zawiera przynajmniej 15 pozycji związanych z informacjami, które powinny zostać tylko w biurze oddziału. Jedna z nich to stara sprawa przejęcia obiektu, który miał być zlicytowany przez komornika, na rzecz wierzycieli brata, który był zadłużony na potęgę. Jakże mądry brat, pomyślał nasz bohater, zrobił na nas darowiznę i nikt nas nie ruszy, obiekt przecież był warty około 2,7 mln zł. Gdyby ten budynek wpadł w ręce komornika, dzieło biura oddziału nie rozwinęłoby się jak teraz. Jakże wspaniałe błogosławieństwo na nas spoczęło, jakże mądrą decyzję podjął ten brat. Nasz nadzorca był dumny z ofiarodawcy.
Wybiła 0:00! Spokojnym ruchem zamknął drzwi od biura i poszedł do pokoju, wystarczyło zejść na parter budynku nr 3 i przejść przez łącznik, budynek 1 i łącznik nr 2 i wejść na 2 piętro budynku nr 2. Żona spała, nasz bohater  czuł się spełniony, bo jako pełnomocnik przyjmował darowiznę u notariusza. Tak przechytrzyliśmy Szatana, pomyślał i zasnął ....

O Yeah Bunny! ..czekam na więcej... ostrzę sobie ząbki na tą historię z życia wziętą  ;D
Zaradny ten braciszek... ale pracoholik jak widać...


Offline Światus

Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
« Odpowiedź #82 dnia: 17 Marzec, 2019, 21:32 »
Dopiero przed chwilą przeczytałem zaległe odcinki "Dylematów" i muszę przyznać PoProstuja, że masz talent literacki. GRATULUJĘ. :)
********
A tymczasem w Nadarzynie, czyli:
SIOSTRA BOŻENKA - ODC. 3

       Od kilku dni Bożenka wykonywała swoją pracę niemal automatycznie. Myślała o dawnej przyjaciółce, forum i odstępcach. Wszystko kotłowało się w jej głowie niczym skarpetki w bębnie pralki. Nie chciała wchodzić na forum. Nie chciała mieć nic wspólnego z ludźmi, którzy wybrali światowe życie! Forum odpychało ją i jednocześnie przyciągało. Zawsze była ciekawa. Oczywiście nie wierzyła w bzdury o organizacji wypisywane przez byłych Świadków.
„Przecież od takich bzdur nie zawali się moja wiara, a poznam ich argumenty.” - pomyślała, szukając usprawiedliwienia, aby znów wejść na forum. Podziałało. Co to, to nie. Za to lubiła wiedzieć, co w trawie piszczy.
- "On Jest moją skalą i moim wybawieniem, moim bezpiecznym schronieniem, nic mną nie wstrząśnie". - wymruczała pod nosem werset z psalmu 62 i wystukała na smartfonie swiadkowiejehowywpolsce.org.

       „Zobaczmy, co znowu powypisywali ci kłamcy” - zaczęła przeglądać listę wątków.
- ROCZNIK ŚJ – w Polsce -2%,
- 18 000 pomazańców, „Wszędzie są ludzie chorzy psychicznie, a oni robią z tego wielkie halo” - zgrzytnęła zębami. Czytała dalej.
- Bóg ma imię,
- Czy można honorowo odejść z organizacji?

       Postanowiła wrócić do wątku o imieniu Bożym. Autorka wątku, niejaka Tenisówka, pisała;
„Nie jestem Świadkiem Jehowy, ale podobają mi się ich wierzenia. Uważam, że Bóg ma imię i brzmi ono JEHOWA. Są liczne dowody na to, że z Biblii usuwano prawdziwe imię Boże, a w to miejsce odstępcze chrześcijaństwo wstawiło słowo PAN. Przecież Jezus każe nam uświęcać imię swojego Ojca i sam go używa”.

       Spodobał jej się ten post. Był zgodny z naukami Niewolnika wiernego i roztropnego. Do tego napisała go jakaś kobieta niebędąca Świadkiem.
„Warto ją zapamiętać i zobaczyć, co jeszcze pisze. Robi świetną robotę dla organizacji”. Poszukała innych postów Tenisówki.

       Z każdą przeczytaną wiadomością, oczy Bożenki robiły się coraz większe, a na twarzy maował się niesmak. Im dalej, tym wiadomości stawały się bardziej chamskie i fanatyczne.
„Trójca ni istnieje, a Bóg ma na imię Jehowa”,
„Wszyscy zginiecie w Armagedonie”,
„Jehowa was zniszczy”,
„W Raju, wasze trupy będą użyźniać ziemię niczym gnój”,

I w końcu wpis będący parafrazą wypowiedzi Jezusa;
„Dajcie mi trzy dni, a rozwalę to wasze forum”.
   
       „Przecież jak ktoś to przeczyta, to uzna, że Świadkowie Jehowy są psychiczni”. - Po dalszym przeszukiwaniu forum, dowiedziała się, że Tenisówka, to nie żadna kobieta, tylko jakiś nawiedzony Świadek o manierach i uporze głodnej hieny, który zmienia nicki częściej niż polityk zdanie. - „Ciekawe, co to za idiota robi nam taką niedźwiedzią przysługę?”  - Nie mogła uwierzyć, że można być aż takim fanatykiem. Co prawda i jej zdarzało się podczas służby polowej, zaciekle bronić różnych nauk, ale bez przesady. Trzeba wiedzieć jak się zachować oraz co i komu można powiedzieć. Należy być nieustępliwym, ale grzecznym. Nie ma nic gorszego niż stawianie organizacji w złym świetle! - „Co sobie ludzie pomyślą?! Tego nie można tak zostawić!” - rozmyślała Bożenka. „Tylko co robić? Mogłabym się też zarejestrować i w kulturalny sposób bronić Prawdy” - zamyśliła się niepewna. Przypomniały jej się artykuły ze Strażnic, które kategorycznie zabraniały jakichkolwiek dyskusji z odstępcami. Czytała, że takich miejscach panuje szatański duch, że Szatan Diabeł tylko czeka, by zasiać w duszy gorliwego wyznawcy Jehowy wątpliwości.
„Ale ja jestem pewna swojej wiary i nie dam się zwieść. W dodatku wydam dobre świadectwo”. - przekonywała samą siebie Bożenka. Jeszcze jedna myśl przyszła jej do głowy. - „A może spotkam tam Ewę...” - Iskierka nadziei zapaliła się w jej sercu i prawie natychmiast zgasła. „To mało prawdopodobne. Ona nie zionęłaby aż taką nienawiścią do Świadków Jehowy. Jeśli będę tyle myśleć, to zwariuję!”

       - Raz kozie śmierć. Jehowo, miej mnie w swojej opiece - wyszeptała Bożenka, zamknęła oczy i kliknęła „Zarejestruj się.”
„No tak, tylko jaki pseudonim sobie wybrać? Taki, żeby nie zdradzić, kim jestem, ale żeby jednocześnie coś mówił o moim charakterze”. - Brała pod uwagę różne opcje, poczynając od „Anioła Zagłady”, który miał niszczyć każdego, kto stanie mu na drodze, „Lojalną” - ten nick szybko uznała za dość prymitywny, na „Żmii” kończąc – ta zaś miała kąsać atakujących organizację przeciwników. Doszła jednak do wniosku, że „Żmija” też do niej nie pasuje. Ktoś mógłby powiedzieć, że pluje jadem, a nie o to przecież jej chodziło. - „Powinno być coś wyrazistego i ostrzegawczego. Coś, co pokaże, że potrafię się bronić i każdy, kto zacznie ze mną dyskusję, nie powinien spodziewać się łatwej przeprawy. Hmmm… Wiem, wiem! „Pokrzywa”!
Wpisała hasło i kliknęła „Zarejestruj”.

       Dopiero teraz Bożenka zauważyła, że ma na twarzy rumieńce. Nie spodziewała się, że taka prosta czynność, jak założenie profilu na stronie internetowej, może wzbudzić w niej tyle emocji. Ale co to za strona! Uśmiechnęła się. Dawno nie odczuwała tylu emocji naraz – triumfu, strachu i podniecenia z tego, że robi się coś, czego robić nie wolno.

       Była z siebie dumna, choć wyćwiczone na Biblii sumienie ciągle nie dawało jej spokoju. Wiedziała, że tym, co zrobiła, nie będzie mogła się z nikim podzielić. Nawet z mężem. Jehowa prawdopodobnie by jej wybaczył, gorzej ze starszymi i małżonkiem. Nie układało im się już tak jak kiedyś. Rutyna wszystko zabijała. Ciężko jej było sobie przypomnieć, kiedy ostatnio uprawiali seks. Teraz, odstępy między tymi coraz rzadszymi epizodami, można było liczyć w miesiącach. O ile zaraz po ślubie mogli się kochać cztery razy jednej nocy, to obecnie miała dziwne skojarzenia z mistrzostwami świata w lekkiej atletyce – długie przygotowania do zawodów, a potem jak najszybciej dobiec do mety. Widocznie tak ma być, żona ma być posłuszna mężowi…
„Ledwo założyłam konto, a już takie myśli przychodzą mi do głowy. To wszystko wina odstępców” - pomyślała Bożenka i zaczęła przeglądać listę nowych wiadomości. „Dzisiaj tylko poczytam, jutrowezmę się za pisanie. Trzeba udowodnić tym ludziom, że się mylą, że tylko jedyna, prawdziwa organizacja Boża może zapewnić życie wieczne w raju na ziemi. Wybacz Jehowo, wiem że to źli ludzie, którzy próbują zwodzić innych swoimi błędnymi naukami i zginą w Armagedonie, ale może uda mi się nawrócić choć jedną osobę, która powróci do Ciebie i do organizacji, którą kierujesz i przez którą dajesz nam nowe światła, abyśmy mogli lepiej Cię poznawać.”
   
         Poczucie misji, które się w niej rozpaliło, mocno przygasło, gdy uświadomiła sobie, że to już kolejna tajemnica w jej życiu. Najpierw w tajemnicy przed rodzicami chodziła na studium Biblii, teraz w tajemnicy przed Świadkami Jehowy, swoimi braćmi i siostrami, wchodziła na odstępcze forum. Zrobiło jej się smutno., gdy pomyślała o Ewie. - „Dlaczego życie nie może być proste? Zawsze trzeba między czymś wybierać. Bóg doceni nasze poświęcenia, ale... czy to zawsze musi tak boleć?” - Przypomniały jej się słowa ze Strażnicy; „W zborze mam tylu przyjaciół, ilu potrzebuję - ...którzy są przy tobie, kiedy czegoś potrzebują, a nie ma nigdy, gdy ty ich potrzebujesz - dodała.” - W jej starym zborze każdy starszy miał auto niezłej klasy, kilku zamożnych właścicieli firm przyjeżdżało jeszcze lepszymi furami. Nie zazdrościła im. To wspaniale, że Jehowa błogosławi swoim lojalnym sługom. Tyle, że starsi bracia i siostry, nadal przychodzili na zebrania na pieszo lub przyjeżdżali komunikacją miejską. Niepełnosprawna dziewczyna lato-zima przyjeżdżała swoim trójkołowym rowerem. Bardzo rzadko ktoś proponował podwózkę. O okazywaniu miłości, serdeczności i pomocy, można było usłyszeć przeważnie tylko podczas studium „Strażnicy”. Sytuacja zmieniała się na lepsze jedynie dwa razy w roku – przed Pamiątką i Kongresem.
   
       „Dosyć tego! Nie wolno źle mówić i myśleć o braciach. Wszak doskonały Zbór Świadków Jehowy składa się z niedoskonałych ludzi.” - Bożenka westchnęła i schowała telefon do torebki. „Jutro będzie wielki dzień. Jutro rozpocznę moją misję na forum”.
« Ostatnia zmiana: 17 Marzec, 2019, 21:45 wysłana przez Światus »
Nie rób nikomu łaski, bo inni mogą to źle odczytać.


Offline Villa Ella

Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
« Odpowiedź #83 dnia: 17 Marzec, 2019, 21:51 »
"Tenisówka"... Światus- jesteś GENIUSZEM!!!
Obojętnie czy postąpisz według czyjejś rady, czy według własnego uznania, konsekwencje zawsze poniesiesz  ty sam.


Offline Światus

Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
« Odpowiedź #84 dnia: 17 Marzec, 2019, 22:34 »
"Tenisówka"... Światus- jesteś GENIUSZEM!!!

Ech, ta moja uczciwość...  :(
Wydaje mi się, że to PoProstuJa wymyśliła Tenisówkę  :)
Nie rób nikomu łaski, bo inni mogą to źle odczytać.


Offline Gandalf Szary

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 1 590
  • Polubień: 2503
  • Najbardziej boję się fanatyków.
Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
« Odpowiedź #85 dnia: 18 Marzec, 2019, 06:53 »
Ech, ta moja uczciwość...  :(
Wydaje mi się, że to PoProstuJa wymyśliła Tenisówkę  :)
[/b][/size]
Hej Światus dziwnym tokiem rozumowania siostra Tenisówka skojarzyła mi się z kimś nam wszystkim znanym na tym forum. Jego nick także zaczynał się na litere T często zmienia nicki i zajadle broni organizacji  ;)
Fajny odcinek! Czekam na dalsze losy siostry Bożenki czy też Tenisówki!
,,Jesteś tak daleko ode mnie, czasami jednak blisko tak"


Offline Ola

Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
« Odpowiedź #86 dnia: 18 Marzec, 2019, 07:35 »
U niektórych przebudzenie wyglądało właśnie w ten sposób. Dobra robota 👍
wolę nie mieć nic, niż mieć coś na niby


Offline HARNAŚ

Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
« Odpowiedź #87 dnia: 18 Marzec, 2019, 08:51 »
Dobra robota Światus. Im więcej konfabulacji osadzonych w realiach , tym większe zaciekawienie i szansa , że spotka się może nawet kogoś znajomego :) Z drugiej strony , Ty jako minister propagandy w moim przyszłym rządzie , wygrywasz w cuglach z konkurencją. >:(


Offline Storczyk

Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
« Odpowiedź #88 dnia: 18 Marzec, 2019, 10:07 »
Można sie uśmiać z tych opowiadań.A pewnie jakże prawdziwie☺


Offline Nadaszyniak

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 3 825
  • Polubień: 5810
  • Psychomanipulacja owieczek # wielkiej wieży(Ww)
Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
« Odpowiedź #89 dnia: 18 Marzec, 2019, 12:18 »
(mtg): troszeczkę w innym kolorycie historia niż główny temat wątkowy, zastanawiałem się gdzie umieść - więc tu przedstawiam

Historia brata Piotra (1)
Szczęśliwa rodzinka szła na kolejne służbowe zebranie uśmiechnięta witając się z innymi kierujących się w stronę sali królestwa.
Jadwiga , żona Piotra, była stalą pionierką i miała wielkie poważanie pośród innych głosicielek, które odwiedzały każde miejsce namawiając innych do wstąpienia  do sekty (Ww).
Ośmioletni synalek, był już po chrzcie , również robił duże postępy w tej dziedzinie, uchodził  w zborze jako ''pionier'', taką miał zborową ksywkę.
Cała rodzinka zasiadła przed mównicą oczekując z niecierpliwością, co Jehowa dziś podał na duchowy stół.
Rozpoczęło się zebranie modlitwą:
Jadwiga czule objęła męża w pasie trzymając za rękę ośmioletniego Krzysia, który w skupieniu przysłuchiwał się słowom dobiegające z mównicy.
Zebranie przebiegało normalnym tokiem jak każde zebranie służby, miało się już ku końcowi, dobiegające do uszów obecnych słowa pouczające i zachęcające obecnych.

Na zakończenie starszak chudy jak długopis z przenikliwym spojrzeniem spojrzał na obecnych z mównicy i zatrzymał wzrok na starszym zboru bracie Piotrze z powagą i kamienną twarzą przemówił:
-pragnę przedstawić na zakończenie naszego budującego zebrania jakie przygotował nam Jehowa, smutną wiadomość.
Na sali powstało poruszenie, wszyscy skierowali uwagę na stojącego brata Mirka, który mówił chłodnym, lodowatym głosem.
Osoby przysłuchujące się, oczekiwały w skupieniu wiadomości, wiedziały przez zborowe plotki, że siostra Justynka zmarła, brat Mirek, wycedził prawie przez zęby wstrząsający krótki komunikat:
-brat Piotr ''nie jest już świadkiem Jehowy'', jego zimy wzrok oderwał się od nieszczęśnika i spojrzał badawczym wzrokiem po zapełnionej sali,  teraz zaśpiewajmy pieśń nr 01, głuchą ciszę, dla Piotra, która trwała wieki,  przerwała melodia pieśni.
Wszyscy spojrzeli na nich – z przerażenia Jadwiga zatopiła wzrok w tekście  podanej pieśni, Krzyś z wzgardą popatrzył na ojca, w tym spojrzeniu Piotr zobaczył i odczul wielką pogardę, nienawiść syna, nigdy tak nie zareagował wobec niego.
Po zakończonym spotkaniu rodzinka w pospiechu opuściła salę, Jadwiga nie zwracała żadnej uwagi na otaczające ją osoby, które chciały współczuć przykładnej jak gorliwej pionierce.

Piotr, Jadwiga z Krzysiem szli w milczeniu kierując się szybkim krokiem w stronę  domu, tylko Jadwiga szlochając w kółko powtarzała pod nosem ''coś ty nikczemniku uczynił, jaki skandal w zborze'', Krzyś wtórując matce zamruczał '' jaki wstyd nam przyniosłeś''

Piotr był wstrząśnięty, nie wiadomością o wykluczeniu, lecz tylko reakcją jego najbliższych- domowników.
Wyczuł i doszedł do przekonania, że żona wraz synem uważać będą jego od dziś, za trędowatego w rodzinie, nie pomylił się, wcale z tym przypuszczeniem, które przeszywało jego myśli.

Kiedy weszli wszyscy do domu, nastała dopiero rewolucja dla Piotra prawie istny armagedon.
Jadwiga z szatańskim spojrzeniem wykrzyknęła w stronę męża- ''tyyy... śmieciu, rozwiodę się z tobą, taka hańba wstyd dla rodziny'', Krzyś nie będąc dłużny popierając mamę, rzucił w stronę ojca butem którego właśnie ściągał, rozbijając okulary jakie miał Piotr na nosie.
W skupieniu poszedł do łazienki aby wytrzeć krew spływającą po jego twarzy, do jego uszów za drzwi dobiegały wrzeszczącej żony jak i syna wstrząsające epitety pod jego adresem, usiadł na sedesie z opuszczona głową i gorzko zapłakał zakrywając twarz swoimi rękami....
CDN