Miałem taką zasadę, że nigdy przed godziną 10tą do cudzych domów nie chodziłem.
Próbowałem przeforsować, żeby zbiórki zaczynały się najwcześniej właśnie o tej godzinie, ale grono decydentów zawsze odprawiało mnie z kwitkiem, podając jakiś dziwny argument, że to jakieś odgórne ustalenia. I, tak zawsze zbiórki organizowane były o 9.30 bądź w punkt 9..Jak były o 9.30 to na nie jechałem. Bo zanim się po zbiórce hołota rozeszła, to była prawie godzina 10 a, że na tereny musiałem dojechać jeszcze prawie pół godziny to mi to pasowało. Jednak, gdy zbiórki organizowane były równo o 9, to sobie je odpuszczałem. I do służby umawiałem. się indywidualnie około 11za co byłem w zborze przez starszych uważany za rebelianta, ponieważ nie stosowałem się do ich od górnych zasad.
Dla mnie była najważniejsza realna. ocena sytuacji. Bo parę razy, kiedy przyszedłem przed 10, ludzie mi grzecznie zwrócili uwagę, że mają woły dzień od pracy i chcieliby w tym dniu się wyspać..