W drugiej części Ewa opowiada, jak narastająca presja służby pionierskiej odbiła się na jej zdrowiu. Gdy próbowała chronić męża i prosiła, by ograniczył obowiązki, spotkała się z zarzutami. Po rozmowie ze starszymi mąż się spakował, a ona została bez środków do życia i z warunkami powrotu narzuconymi z góry. To opowieść o utracie reputacji, samotnym odbudowywaniu życia, rozwodzie oraz odzyskiwaniu własnych potrzeb, pasji i sprawczości.https://sjwp.pl/index.php?action=post;msg=267026;topic=11706.0 @Estera.kierowca
Słuchając tego przejmującego wywiadu przypomniał mi się wątek "wychowywania sobie żony" w miniserialu na netflixie Królowa Charlotta: Opowieść ze świata Bridgertonów. Tam o swoim mężu i całym tym procesie genialnie opowiada postać Lady Agathy Danbury. Niestety jako była żona starszego zboru potwierdzam. Wieczna presja, opresja, słowo to można śmiało odmienić przez wszystkie przypadki. Z resztą opowiadałam o swojej historii tutaj na kanale, tyle że o ile dobrze pamiętam to tego wątku nie rozbierałam na części pierwsze. Tyle o ile mój były mąż był naprawdę dobrodusznym człowiekiem, lecz na nieszczęście bardzo podatnym na wpływy szczególnie swojego ojca, również starszego zboru i pioniera, który od początku naszej relacji do samego końca związku był bardzo apodyktyczny i oczekiwał podporządkowania syna, czym swoimi działaniami kopał od początku grób dla tego związku. Mój wówczas narzeczony też był starszy ode mnie o 8 lat, jak się poznaliśmy byłam w liceum w klasie maturalnej więc patrząc z dzisiejszej perspektywy to był dorosły mężczyzna, a ja przynajmniej mentalnie byłam dzieciakiem



I jak najbardziej rozumiem Ewę, bo też przed ślubem widziałam te słynne czerwone flagi, natomiast zerwanie zaręczyn z pionierem i bratem starszym, którego ojciec też jest pionierem i bratem starszym w tamtym momencie wiązałoby się zaprwne z matrymonialną śmiercią na najbliższe lata. Dla tak młodej osoby, jaką też tak naprawdę była Ewa, trudno się z tym pogodzić. Tym bardziej gdy wizja świata i wybór ewentualnego partnera na takim etapie zaangażowania w grupę destrukcyjną absolutnie zamyka się do hermetycznej społeczności. Mózg jest tak zaprogramowany, że nie ma opcji wyobrazić sobie innego scenariusza. Całe szczęście, że również po jeszcze kilku późniejszych bolesnych przejściach udało mi się poznać wspaniałego mężczyznę i stworzyć z nim szczęśliwą rodzinę, mieć w końcu ślub i wesele marzeń, w które nikt się nie wtrącał no i przywitać w finale na świecie syna. No i całe szczęście teściów mam naprawdę fajnych

Pozdrawiam Cię Ewo serdecznie, trzymaj się ciepło.
@irenaisajewicz7409
Przepraszam ale muszę to napisać, ten były ma duże kłopoty ze sobą. Jak bardzo zaburzone jest Jego myślenie.!!!!!! Na szczęście Ewo jest to za Tobą.
@dominikaabedz4840
To się w głowie nie mieści... Przychodzą do faceta koledzy (poniekąd z pracy), mówią mu "'odejdź od żony", a on bez cienia wątpliwości się pakuje i odchodzi... bez żadnej refleksji, bez żalu. Jakby jej nigdy ani trochę nie kochał.
@halinakarolewska5370
Tam na pierwszym miejscu jest biblijny bożek i zbór potem długo długo nic , na końcu żona i dzieci tfu
@vuko-b5x
Służba pionierska .teren,Nadarzyn -zryte berety .Tam już nie trzeba szpitala psychiatrycznego,on tam jest.
@jesussaves8386
No to nie jest szpital tam. W szpitalu się leczy, tam się zaraża.
@jolantanielsen982
Każda sekta produkuje pacjentów dla szpitali psychiatrycznych.
@edytawidawska2556
Jak to możliwe że pozwalamy sobie robić taką krzywdę
@jolantanielsen982
Z opowiesci Ewa mozna wyciagnac wiele wnioskow, ktorym świadkowie j. zaprzeczaja.
Praca na minimum ktora wnosi niewiele do systemu podatkowego, z ktorego swiadkowie chcieliby czerpac wiadrami..Bo im sie należy.
Kliki i towarzystwa wzajemnej adoracji. Patrzenie na innych z gory ,w zaleznosci 'od zależnosci'

.
'Doradzanie' do brania rozwodow .A juz na pewno z 'odstepcami'.
Odmowa utrzymywania domownikow ktorzy chca miec wlasne poglady. Czyli rozbijanie rodzin.
Kontrola wszystkich aspektow zycia. Ciagłe wbijanie w poczucie winy. Wykorzystywanie potencjału ludzkiego do granic mozliwosci.
Shunnig za samodzielne myslenie i dążenie do wlasnych celow.
Ostracyzm grupy. Kult starszych i ciała kierowniczego.
Tego jest duzo wiecej..
Tylko jak mozna ocenic taka spolecznosc?Jako szczęśliwą organizacje czy niebezpieczną sekte?
Odchodzilam z tego zascianka religijnego na poczatku lat 2000. Pamietam marne realia na rynku pracy ,marne zarobki i ciezki okres odbudowywania psychiki i zycia.
Rozumiem z czym Ewa musiala sie zmierzyc.
Zycie rowniez oddalo mi to co sekta zabrala. Ale to tez pokazalo mi jak niebezpieczna jest ta organizacja.
@simonkarpinki1234
Ja jestem w zborze z betelczykami , opis Ewy to jest to co ja widzę. Dziewczyna uratowała sobie życie, jedyne co można powiedzieć Good luck