Witaj, gościu! Zaloguj się lub Zarejestruj się.

0 użytkowników i 2 Gości przegląda ten wątek.

Autor Wątek: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE  (Przeczytany 9168 razy)

Offline PoProstuJa

Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
« Odpowiedź #90 dnia: 18 Marzec, 2019, 22:31 »
Odcinek 10 - Dylematy brata Dżefreja – cały czas dalszy ciąg :)

Po chwili wszyscy przybysze przeszli przez kolejne drzwi pancerne, a ich oczom ukazał się widok, którego się nie spodziewali…

Po przekroczeniu progu znaleźli się w małym, ale dość przytulnym pokoju bez okien. Gładkie ściany pomalowane były na jasnoszary kolor, który dodatkowo rozświetlony był blaskiem dużej, stojącej lampy. Po środku pokoiku znajdował się dywan, a na nim mały kufer, spełniający funkcję stolika, wokół którego ustawione były wygodne meble – miękka, szara kanapa, jasny fotel, pufy i rozkładane krzesła. W rogu znajdowała się drewniana komoda z szufladami i lustrem oraz mała biblioteczka z książkami.
- Hmmm… to całkiem ładna piwnica – zauważył głośno Dżefrej.
- Mam wrażenie, że kiedyś gdzieś już taką widziałem… - dołączył się do Dżefreja Stiven.
- A mi się wydaje, że kiedyś już w takiej byłem… - drapał się po brodzie brat Samuel.
Główny architekt z uśmiechem przysłuchiwał się rozmowie członków Ciała Kierowniczego i po chwili odparł:
- Myślę, że wy wszyscy mieliście okazję widzieć to miejsce… Zastanówcie się gdzie mogliście się spotkać z piwnicą urządzoną w takim stylu…
- Tak, no jasne! Przecież sami zatwierdzaliśmy ten film do realizacji! To pokój z filmu na Zgromadzenie! – ożywił się Dejwid.
- Brawo! – klasnął w dłonie architekt.
- Ale co on tutaj robi? – dopytywał Stiven.
- To wynik zaradności i gospodarności zespołu, który projektował to wnętrze. Skoro mieliśmy już gotowe meble i pomysł z planu filmowego, to szkoda byłoby ich nie wykorzystać. A poza tym dzięki filmikowi o prześladowaniu braci podczas Wielkiego Ucisku nabiera on teraz wyjątkowego znaczenia dla każdego, kto tutaj by się znalazł – wyjaśnił Jonathan.
- To piękny przykład gospodarności bracie Jonathanie! – zachwycał się brat Samuel. – Ale właściwie kto by tutaj miał się znaleźć?
- Już tu jesteśmy bracie Samuelu – odparł główny architekt. – To miejsce schronienia na wypadek prześladowań w czasie Wielkiego Ucisku.
- Nie za wiele tu miejsca… I jedna kanapa tylko… - zauważył rozczarowany Dżefrej.
- Spokojnie, chodźmy dalej – odparł z uśmiechem Jonathan.
Architekt dziarskim krokiem podszedł do biblioteczki z książkami. Ku zdumieniu wszystkich ten niepozorny, prosty mebel spełniał także drugą funkcję – po przechyleniu jednej z książek na półce mechanizm biblioteczki uruchomił się i okazało się, że są to tajemnicze drzwi prowadzące do kolejnego pomieszczenia.
- Sprytne! – zachwycał się Dejwid, a inni goście wtórowali mu będąc pod wrażeniem pomysłowości z jaką urządzone zostały pomieszczenia, które ukazały się uch oczom.
- Zapraszam szanownych braci dalej… - architekt zachęcającym gestem skinął w kierunku członków Ciała Kierowniczego. – Tutaj jest pokój sypialniany z łóżkami piętrowymi. Wystarczy dla dwudziestu osób. A dalej aneks kuchenny i dwie toalety z dwoma prysznicami.

Dżefrej rozglądał się po podziemnych pomieszczeniach i miał mieszane uczucia. Z jednej strony uważał, że pokoiki są dość schludne i przytulne. Z drugiej zaś strony z lekkim niesmakiem spoglądał na piętrowe łóżka, które przypominały mu młodzieżowe schronisko w górach, gdzie za niewielką opłatą można znaleźć nocleg w zbiorowym pokoju. Ostatnio spał na takim łóżku jako nastolatek i nie uśmiechało mu się, aby zamienić swój obecny luksusowy apartament na niewielki pokoik w podziemiach z wąskimi łóżkami.
- Bracie Jonathanie… na jak długo przewidywany byłby nasz pobyt w tych podziemiach? – zapytał w końcu skonsternowany Dżefrej.
- Bracie Dżefreju, to wszystko zależy od tego jak długo będą trwały prześladowania Świadków podczas Wielkiego Ucisku… Mamy oczywiście głęboką nadzieję, że nigdy nie będziecie musieli zejść do podziemi, ale musimy być przygotowani na każdą możliwość. Również na taką, że Wielki Ucisk potrwa przez dłuższy czas.
- A co jeśli ktoś nas tutaj znajdzie?- zapytał zaniepokojony Dejwid.
- Bracie Dejwidzie… to jest praktycznie niemożliwe. Wszystko zostało tak zaprojektowane, że nikt nie ma szans żeby was odnaleźć. Najpierw musiałby się przedrzeć przez drzewa i krzaki i błoto… samochodem więc tu nie dojedzie. Po drugie musieliby znaleźć tajemnicze wejście, a o jego istnieniu nie wie nikt… oprócz mnie, was oraz pewnej ilości nielegalnych imigrantów, którzy budowali to podziemie. Biorąc jednak pod uwagę, że nie znali języka angielskiego i nie wiedzieli gdzie są, to nie możemy się czuć zagrożeni z ich strony. Kolejna sprawa to pancerne drzwi zabezpieczone wszystkimi możliwymi zabezpieczeniami jakie istnieją – to są ciężkie drzwi z ciężkimi sztabami, podłączone do elektroniki. Sami widzieliście jak wygląda procedura ich otwierania – hasła, szyfry, kody. Żaden komandos nie wyłamie ich jednym kopem. Więcej… nawet wybuch granatu czy dynamitu nie zaszkodzi tym drzwiom. A nawet jeśli jakimś cudem ktoś by się dostał do podziemi głównym wejściem, to zatrzyma się na którymś z korytarzy, bo nie uda mu się sforsować kolejnych drzwi. Wszyscy zaś, którzy będą znajdowali się w środku od razu będą powiadomieni alarmem, że do środka zbliża się intruz.
- Nie ukrywam, że nie za wiele tu miejsca bracie Jonathanie… - westchnął Dejwid.
- Tutaj może nie… dlatego idziemy dalej! – Jonathan zapraszającym gestem skinął na gości. – Zapraszam w kierunku tych szaf. To są szafy do przechowywania ubrań, rzeczy osobistych, żywności i tak dalej. Otwórzmy jednak te trzecie drzwi… z pozoru to tylko drzwi od szafy, ale tak naprawdę prowadzą nas do kolejnego korytarza. Wystarczy tylko lekko nacisnąć tylną część szafy… i już mamy drogę przejścia dalej.
- To niesamowite bracie Jonathanie! Czuję się jak w piramidzie z tajemnymi korytarzami i przejściami! – zachwycał się Dżefrej wraz z pozostałymi towarzyszami podróży.
- Masz słuszność bracie Dżefreju… korytarze piramidy były inspiracją do naszej budowli. Myślę, że brat Russell byłby z nas dumny i zachwycony naszym dziełem!
- Oooo taaak! Brat Russell lubił piramidy…! - Jonathanowi potakiwał Stiven.
- Bracia… do tej pory zobaczyliście pomieszczenia będące tylko częścią podziemi. Będą idealnie nadawać się do zamieszkania dla zasłużonych betelczyków, którzy będą przebywać tu, aby usługiwać wam i pomagać w każdej chwili. A teraz zapraszam was do tej części zaprojektowanej tylko dla was!

Bracia Króla z przejęciem i z wypiekami na twarzy szli za głównym architektem, który raz po raz odkrywał przed nimi kolejne tajemnice niezwykłej podziemnej budowli...


Offline Nadaszyniak

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 3 773
  • Polubień: 5742
  • Psychomanipulacja owieczek # wielkiej wieży(Ww)
Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
« Odpowiedź #91 dnia: 18 Marzec, 2019, 22:39 »
Witaj-ProstuJa: myślę,że nie zakłóciłem tego wątku, pisząc ową historię , bez porozumienia z Tobą na priv??  :)


Offline PoProstuJa

Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
« Odpowiedź #92 dnia: 18 Marzec, 2019, 22:45 »
Witaj-ProstuJa: myślę,że nie zakłóciłem tego wątku, pisząc ową historię , bez porozumienia z Tobą na priv??  :)

Pisz Nadaszyniaku co Ci serce dyktuje. W końcu to serial i różne postaci mogą się pojawić :)


Offline Nadaszyniak

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 3 773
  • Polubień: 5742
  • Psychomanipulacja owieczek # wielkiej wieży(Ww)
Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
« Odpowiedź #93 dnia: 18 Marzec, 2019, 22:48 »
Pisz Nadaszyniaku co Ci serce dyktuje. W końcu to serial i różne postaci mogą się pojawić :)
PoProstuJa: dziękuję, bo myślałem, że wszedłem jak się mówi między "wódeczkę a zakąskę''  :) :) :)


Offline PoProstuJa

Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
« Odpowiedź #94 dnia: 18 Marzec, 2019, 23:06 »
PoProstuJa: dziękuję, bo myślałem, że wszedłem jak się mówi między "wódeczkę a zakąskę''  :) :) :)

Nadaszyniaku... nasz serial pokazuje, że życie nadarzyniaków i warwickich Betelczyków jest po prostu trudne! To takie trudne sprawy są!  ;D Wątków jest dużo, fanatyzm i odstępstwo ściele się gęsto! I nawet reklamy tu są! Taki klasyczny serialik tu mamy, gdzie może zdarzyć się wszystko!  ;D


Offline UWAGA AWARIA

Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
« Odpowiedź #95 dnia: 19 Marzec, 2019, 19:45 »
Ja powiem otwarcie.
Lubię prawdziwe historie z życia.
Życie dostarcza tak wiele, że nie ma potrzeby fantazjować, chyba że ktoś lubi i są tacy co lubią to czytać.
Nigdy w fantastyce nie gustowałem.

Podobnie z kryminałami.
Zawsze lubiłem prawdziwe opisy kryminalne (i takie czytam jak się napatoczą), a nie takie wymyślane.

 ;D ;D ;D fajne :) :)
  pisz masz talent

ale myślę tak jak Roszada że brat Dżefrej, powinien się zastanowić w obecnych czasach czy nie zasilić 500+
kasą WTSu bo ,brat Dżefrej kupił sobie pakiet internetowy już dawno i jak widzi jakie wałki robi WTS na salach królestwa w naszym kraju
to powinien już napisać do izby skarbowej o interpretacje przepisów podatkowych<czy aby to zgodne z prawem
ponieważ brat Dżefrej kiedy czyta jaki jest obieg sal królestwa w JW nawet na Wikipedii link załączył
to on nie będąc doradcą podatkowym wie że to są wałki ;D ;D a jest ich tam cała masa

tylko kiedy Dżefrej się zbierze i napisze to pismo ,trzymam za niego kciuki bo laik widzi
że to jedzie omijaniem prawa skarbowego ,czemu to Dżefrej tylko widzi?
może czas mu pomóc aby napisał do koleżanek z izby a one jak to zobaczą to PIS
się ucieszy ! ;D ;D tyle kasy leży obok,ponoć pod latarnią najciemniej

tu mam link od Dżefreja mówił że szczególnie interesuje go własność
obieg pieniądza na budowy ,zysk że sprzedaży i darowizny,
https://pl.wikipedia.org/wiki/Sala_kr%C3%B3lestwa

Dżefrej

też zwrócił uwagę na to że Ala Capone załatwił księgowy bo AL był nie uczciwy
a nieuczciwość wychodzi w księgach,na które zwrócił uwagę
kiedy pracował przy przekazywaniu kasy w JW

a jak by tą interpretacje dostał tak za 2msce to mógł by złożyć w pierwszym
lepszym US celem jej wykonania i dzieciaczki miały by500+

takie z życia wzięte :) :) ;)
« Ostatnia zmiana: 19 Marzec, 2019, 19:49 wysłana przez UWAGA AWARIA »


Offline Nadaszyniak

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 3 773
  • Polubień: 5742
  • Psychomanipulacja owieczek # wielkiej wieży(Ww)
Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
« Odpowiedź #96 dnia: 21 Marzec, 2019, 18:37 »
Historia brata Piotra (2)
Po chwili wstał, przemył twarz zimną wodą, kiedy wychodził z łazienki zobaczył ukradkiem na swoich prześladowców, siedzieli skupieni pogrążeni w modlitwie nad wonną kolacją, docierał jej zapach unoszący się w powietrzu po cały salonie.
Żona wpatrująca się w talerz, warknęła dobitnym głosem na Piotra:
- zapamiętaj!! ostatni raz zrobiłam tobie kolacje, marsz do kuchni i sam tam jedz, z nami nie będziesz od dziś jadał przy wspólnym stole, jesteś wykluczony, potępiony przez Jehowę, ty, grzeszniku.
Syn aby poprzeć słowa matki, splunął w stronę ojca i zatopił wzrok w gorącej potrawie na talerzu, mówiąc do mamy przełykając kolejną łyżkę strawy:
-masz rację mamusiu, Jehowa go zniszczy w niedługim czasie jak i innych bezbożników!?
-otóż tak, tak, kochanie, opowiedziała z naciskiem, kiwając głową z nad stołu  - w odruchu spojrzała na syna.
Nagle, podniosła głowę z świdrującym spojrzeniem na Krzysia dopowiedziała:
-tylko sam uważaj, uważajjj...!! na siebie, w tym szatańskim świecie, który nas wkoło otacza, abym również nie utraciła ciebie Krzysiu, to pewna lekcja jaką przedstawił tobie sam Jehowa ...

Piotr poszedł do kuchni na talerzyku leżały dwa plasterki salcesonu, pół bułki i czerwony nadgniły pomidor, zalał wrzątkiem w szklance herbatę, która zabarwiła się na słomkowy kolor.
Z cichą modlitwą przystąpił do spożycia kolacji, którą Jadwiga jemu przygotowała, kiedy kończył ostatni kęs weszła Jadwisia (bo tak zawsze do niej się zwracał) niosąc puste talerze po skończonej kolacji z synem, wkładając je do zmywarki, warknęła przez plecy w stronę Piotra:
od dziś spisz na podłodze, nie będziesz kalał świętego łoża małżeńskiego- powiedziała dobitnie odwracając się w jego stronę, po chwili dodała: wiem, że nie jesteś wykluczony za niemoralność cudzołóstwo itp sprawki, ale jako nie będący już w świętej bożej organizacji, uznawany jesteś za światowego śmiecia, który zostanie zniszczony w armagedonie, tak mówi Jehowa poprzez ciało kierownicze a ono nigdy się nie myli - odwróciła się nagle, zmierzając wolnym krokiem do salonu nie czekając na  jakąkolwiek odpowiedź ze strony Piotra.
Krzyś cichutko przysłuchiwał się tej rozmowie za futryny wychylił głowę w grymaśnej minie pokazał ojcu język, Jadwisia pogłaskała syna po głowie i odpowiedziała, tak to należy się twemu ojcu, żadnego od dziś szacunku dla tego śmiecia, dopóki nie powróci do zboru i nie przeprosi Jehowę za swoje nikczemne czyny.

Syn dorastał miał prawie czternaście lat, w zborze uchodził nadal jako prymus pośród młodzieży w sekcie a nawet doczekał się upragnionej nagrody od Jehowy, kiedy otrzymał zborowy znak będąc pomocniczym pionierem.
Jednak jego zachowanie budziło pośród jego rówieśników pewną antypatię, wymądrzał się jaką on ma wiedzę, że jest lojalny wobec Jehowy i przykładnym bratem dla całego zboru, niejednokrotnie opowiadał wkoło jak traktuje swego wykluczonego od lat ojca, co według opinii pastuchów zborowych był przed wszystkimi chwalony i dający dobry przykład dla innych młodych cielaków zborowych.

Piotr mając naturę spokojną, spełniał wymogi przysługujące głowie domu wobec Jadwisi jak i dorastającego syna, zastanawiał się w chwilach osamotnienia nad dalszym losem rodziny.
Był miłośnikiem rożnych forum w necie, dyskutował na rożne tematy, ponieważ posiadał wielką wiedzę, a także pragnął ją zgłębiać, będąc tu czy tam na forach.
Lecz w tym wszystkim odczuwał: samotność, pustkę i dręczące, prześladujące go myśli.
Jadwisia jego żona nadal brylowała w zborze jako przykładna pionierka, poświęcając wszelki czas na klamkowanie w terenie.
Piotr w tym szaleństwie żony zauważył, że Jadwisia zaczyna zaniedbywać dom, a także swojego ukochanego syna.
Kiedyś będąc w sklepie stojąc w kolejce do kasy niepostrzeżenie usłyszał '' Ona jest z nim tylko dla pieniędzy, sama to mówiła, gdyż bez jego gotówki Krzyś i ona nie poradziliby sobie, będąc tylko na zasiłku ZUS-owskim Krzysia''.
Piotr dyskretnie odwrócił głowę i rozpoznał znane zborowe informatorki oraz serdeczne przyjaciółki Jadwisi.

Pewnej nocy siedząc w necie natchnął się na dziwne forum, które krytycznie wypowiada się o sJ, zastanawiał się czy warto wchodzić na taką stronę zaryzykował,  kiedy przeczytał niektóre informacje w niej zawarte, nagle poczuł wewnętrzną trudno do opisania radość, w przypływie emocji zalogował się, czytał do świtu z zainteresowaniem, jego osobiste zastrzeżenia w stosunku do świadków Jehowy, spełniły jego wszelkie oczekiwania i odpowiedzi na nurtujące przez wiele lat pytania, potwierdzone przez te osoby co były kiedyś w tej sekcie.

Zbliżała się pora wyjścia do pracy, poszedł więc do kuchni aby szybko wypić kawę, stwierdził, że śniadanie zje później będąc w pracy, gdyż od wielu miesięcy tak systematycznie czynił.
Był radosny, że nie zmarnował nocy odpisując na różnych forach, lecz gruntownie z zainteresowaniem czytał, to nowe forum, które zaczęło odgrywać wielką role, dając rożne wyjaśnienia o drugiej stronie sekty, myśli się kłębiły w jego głowie i coraz to nowe nasuwały się kolejne pytania, na które chciał znaleźć odpowiedź.

Wychodząc z domu jak zawsze od lat mówił do Jadwisi ''kochanie do popołudnia'', lecz nigdy od czasu opuszczenia sekty nie słyszał  z jej strony odpowiedzi.
Nagle, sparaliżowała jego zaistniała sytuacja, usłyszał dobiegający cichy głos z salonu, ''do popołudnia kochanie'', w tym głosie wyczuł, smutek Jadwisi, więc zanim wyszedł skierował kroki w stronę salonu.
Widok go przeraził, przy stole siedziała Jadwisia z opartą ręką na stole trzymała się za czoło, usłyszał cichy szloch a łzy spływały po jej policzkach …
Co się stało Jadwisiu, co się stało kochanie – zapytał, usiadł przy niej i delikatnie dotknął jej drżącą rękę.
Po chwili podniosła głowę, spojrzała na niego, jej rozpacz była wymalowana na jej twarzy jakby w amoku, zaczęła mówić cichym głosem, trudno było zrozumieć w tym szlochu, co mówi:
Kiedy, kiedy... pytałeś mnie gdzie jest Krzysiu, powiedziałam jest u mojej mamy na wakacjach ???!
To nieprawda, to nieprawda okłamałam ciebie!?
Krzyś, Krzyś …,??!!- opierając głowę na jego ramieniu, drżąc cała, przytuliła się mocno i wydobyła  z siebie przerażający trudno do opisania budzący grozę szloch …. 

CDN


Offline Światus

Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
« Odpowiedź #97 dnia: 24 Marzec, 2019, 23:38 »
SIOSTRA BOŻENKA - ODCINEK 4

„Od przyjaciół Boże strzeż,
z wrogami sobie poradzę.”

   
       
       To był TEN dzień. Bożenka od samego rana nie mogła znaleźć sobie miejsca. Odcinek między drzwiami a oknem przemierzyła chyba pięćdziesiąt razy. Do tego była milcząca, całkiem jak nie ona. Mąż śmiał się, że niedługo dojdzie na Kopiec Kościuszki niczym Felicjan Dulski. Miała dzisiaj wolne i nie musiała siedzieć w pralni. Obmyślała, co napisze w swoim pierwszym poście na forum, ale równie ważne było, GDZIE to zrobi. Wyobrażała sobie, jak musiałaby się tłumaczyć, gdyby ktoś ją przyłapał. Kto wie, może skończyłoby się nawet komitetem sądowniczym i wyrzuceniem z Betel, a tego w żadnym razie nie chciała. Wyobraziła sobie to wytykanie palcem, plotki i złośliwe uśmieszki pod nosem.

       Nie mogła się zdecydować. Myślała o jakimś spokojnym miejscu w Nadarzynie, ale tutaj nie było zbyt bezpiecznie. W takiej małej miejscowości wszyscy się znają. Poza tym nie chciała, żeby jej przeszkadzano. Jeśli ma wykonywać tajną misję, to musi mieć spokój, bez nerwowego zerkania, czy akurat nie idzie ktoś znajomy. Ostatecznie stanęło na Łazienkach Królewskich. Cisza, spokój i nikogo, kto by ją znał – wymarzone miejsce.
– Po obiedzie jadę do Warszawy Beniaminie – zakomunikowała Bożenka małżonkowi.
– Po co? – odwrócił się od laptopa, na którym ze zmarszczonym czołem oglądał najnowszy Broadcasting.
– Pozwiedzam trochę, pospaceruję. Dawno nie byłam. Może się trochę odchamię, jak pooddycham „stolicznym” powietrzem – roześmiała się.
– Pojadę z tobą, pospacerujemy razem. Dobrze nam zrobi taki dzień tylko we dwoje. – Tego Bożenka się nie spodziewała.
– To świetny pomysł Beniaminku, ale może innym razem…
– Dlaczego? Pogoda jest idealna – nie dawał za wygraną.
– Nudziłbyś się. Chciałam pochodzić po sklepach, może sobie kupię jakąś letnią sukienkę. Chyba nie muszę ci przypominać, jak wyglądają babskie zakupy? – puściła do niego oko. – Następnym razem wybierzemy się we dwoje.
– Trzymam cię za słowo – uśmiechnął się Beniamin. – Tylko kup sobie coś ekstra na noc…
– Ty stary zbereźniku, może ty kupisz sobie męskie stringi. – Gdy wyobraziła sobie męża w stringach, parsknęła śmiechem.
– Bożenko, wiesz, że mi najbardziej do twarzy jest w okularach, a tobie w falbankach i koronkach. W stringach wyglądałbym, jakby goły facet zaplątał się w sznurek.
– Już dobrze, dobrze. Zobaczę. – W duchu pomyślała, że może ten jej stary, nie jest taki zły. Na pewno coś sobie kupi, warto spróbować.
   
       Ubranie przygotowała już wcześniej, więc po obiedzie szybko umyła zęby, uczesała się, wskoczyła w ciuchy i była gotowa do wyjścia. Sprawdziła, czy na pewno telefon jest naładowany, wzięła głęboki oddech i wyszła na postój busów. Nie czekała długo, kupiła bilet i zajęła miejsce. O tej porze do warszawy jechało zaledwie kilka osób, więc mogła układać w myślach treść postu. Prawdę mówiąc, należało doszlifować jeszcze szczegóły. „Będzie dobrze – dodała sobie otuchy – najważniejsze to robić swoje i nie dać się złapać.”
   Po kilkunastu minutach była na miejscu. Najpierw postanowiła kupić jakąś sexy haleczkę. Skoro obiecała staremu, to trzeba dotrzymać słowa. Nic ekstrawaganckiego, ot tak, żeby jako tako wyglądać w świetle świec. „Jesteś taka stara, a taka głupia” – upomniała się w duchu. „Nie głupia, tylko niepoprawnie romantyczna – szepnęła, a na jej twarzy pojawił się ironiczny uśmieszek.”

       Udało jej się. Już w pierwszym sklepie znalazła coś, co wpadło jej w oko. W czarnej seksownej koszulce z czarnej siateczki z koronkowymi wstawkami Bożenka wyglądała uwodzicielsko. Zostało uwypuklone to, co należało uwypuklić, zakryte – co trzeba było zakryć, choć prawdę mówiąc, ani materiał dużo nie zasłaniał, ani sama Bożenka nie miała się czego wstydzić. Mimo czterdziestki na karku wyglądała co najmniej dziesięć lat młodziej. Tylko te przepisowe spódnice do kostek. Skrzywiła się. Czasami wyglądała w nich jak zakonnica albo pionierka z czasów podboju Dzikiego Zachodu. „Niejednemu starszemu mogłabyś jeszcze zawrócić w głowie” – posłała powłóczyste spojrzenie do swojego odbicia w lustrze. – „Ciekawe co na to mój Benio? Aha, muszę wyrzucić paragon, bo jak się dowie, ile kosztował „ostatni krzyk mody bieliźniarskiej”, to i on może wydać ostatni krzyk...”

       Po opuszczeniu sklepu Bożenka udała się raźnym krokiem w kierunku Łazienek. Szkoda tracić czas. Wyciągając wnioski z poprzednich wizyt na forum, spodziewała się burzliwej dyskusji. To dobrze, im więcej uczestników, tym większe prawdopodobieństwo, że uda jej się kogoś przekonać do powrotu do Organizacji Jehowy. Tego, co miało się stać, nie przewidziała w najśmielszych snach. Nie uprzedzajmy jednak faktów.

       Weszła do parku i znalazła ławkę w cieniu rozłożystego kasztanowca. Rozejrzała się na wszelki wypadek, czy nie idzie ktoś znajomy, wyjęła smartfon, zalogowała się na forum, założyła nowy wątek i zaczęła pisać.
– Witaj siostro Bożeno! Co tu porabiasz? – Smartfon o mało nie wypadł jej z rąk, gdy usłyszała tuż obok znajomy głos. Ledwo zdążyła schować go do torebki.
– Co za miła niespodzianka – godziny spędzone na TSSK zrobiły swoje i uśmiech, którym obdarzyła niespodziewanego intruza, wyglądał przekonująco – brat Wiktor! Wiesz bracie, dzisiaj mam wolne, więc postanowiłam zrobić sobie małą wycieczkę. A co ciebie tu sprowadza?
Wiktor położył palec na ustach, w międzynarodowym geście „nikomu-ani-słowa”.
– Wiadomość przyszła dopiero wczoraj, ty siostro Bożeno będziesz pierwszą osobą, która się o tym dowie – wyprostował się i poprawił krawat – zostałem wyznaczony do wygłoszenia punktu na tegorocznym Kongresie.
– I w związku z tym przyjechałeś do Łazienek po natchnienie bracie? Chcesz pobyć sam na sam z Jehową, wyrazić Mu swoją wdzięczność za ten przywilej?
– N-nie – zająknął się nieco skonsternowany Wiktor – przyjechałem kupić sobie nowy garnitur na tę okazję, ale dziękuję, że zwróciłaś mi uwagę. Nie należy zapominać o wdzięczności dla naszego Stwórcy. Pomódlmy się razem siostro.
Bożenka zgrzytnęła zębami, na szczęście nie zauważył tego.
– Jehowo, jesteśmy Ci wdzięczni za każde dobro, które nas spotyka. Prowadź nas swoimi ścieżkami, udzielaj nam cennych wskazówek, poprzez Niewolnika Wiernego i Roztropnego i strzeż nas przed odstępcami. Jehowo, chroń Organizację! – zakończył.
– Amen.
– Przykro mi siostro, ale muszę pędzić do Nadarzyna. Zakupy zakupami, a robota nie zrobi się sama. Nie pogniewasz się?
– Ależ skąd bracie. Każdy ma swoje zadania, które musi wykonać. Przecież wszystko robimy na chwałę jehowy.
– Tak, tak. Tylko pamiętaj, nikomu ani słowa o tym, co słyszałaś. W swoim czasie sam wszystkich poinformuję.
– Ma się rozumieć.

       Kiedy Wiktor zniknął za bramą parku, Bożenka wyjęła telefon. Dopisała jeszcze kilka zdań i kliknęła „Wyślij wiadomość”. Oto jej treść;

       Witam wszystkich.
Trafiłam na to forum przez przypadek, poszukując informacji na interesujący mnie temat.
Chciałabym od razu zaznaczyć, że jestem Świadkiem Jehowy i nie mam zamiaru odchodzić z Organizacji. Nie twierdzę, że Zbór Świadków Jehowy jest idealny, wszak składa się z niedoskonałych ludzi. Natomiast wierzę, że jedynie posłuszeństwo nakazom Boga Jehowy, może zapewnić zbawienie, zaś ziemskim pośrednikiem między Bogiem a ludźmi jest Niewolnik Wierny i Roztropny.

       Od jakiegoś czasu czytam wasze posty i widzę, że odejście z Organizacji, nie wyszło niektórym na dobre. Wielu przestało w ogóle wierzyć, większość wierzy, w co i jak chce. Między odstępcami nie ma jedności, o jednomyślności nie wspominając. O, przepraszam, jesteście jednomyślni w nienawiści do Świadków. Tu nie ma między wami różnic. Prawdziwa jedność panuje w zborze. Czyż to nie jest wspaniałe? Miliony ludzi, myślących tak samo i dążących do jednego celu – raju na ziemi. Zastanówcie się, czy nie warto powrócić do zboru? Wystarczy okazać skruchę, a miłujący Jehowa uratuje was od śmierci w Armagedonie! Bardzo chętnie pomogę tym, którzy chcą się na nowo przyłączyć.

       Zdaję sobie sprawę, że niektórym odstępcom nic już nie pomoże. Szatan ich zwiódł i w swojej pysze uznali, że nie potrzebują ani przewodnictwa Niewolnika, ani duchowego pokarmu. Wybrali światowe życie zamiast służby Jehowie. Służba wymaga posłuszeństwa i pokory. Nie dziwi mnie to, sam Jezus powiedział, że będzie odstępstwo i tak jest. Co odstępcy mogą zaoferować podobnym sobie? Wyłącznie kłótnie i podziały. A co z miłością, której tyle jest w zborach Świadków Jehowy? Szkoda słów.

       To prawda, że niektóre zalecenia biblijne są ciężkie. W początkach mojej przynależności do Organizacji Jehowy miałam przyjaciółkę. Bardzo się lubiłyśmy, byłyśmy jak siostry. Najchętniej byśmy się ze sobą nie rozstawały. Niestety, moja, była już, przyjaciółka została wykluczona. Nie chce teraz mówić z jakiego powodu. Nie chciała okazać skruchy i więcej jej już nie widziałam. Było mi ciężko, ale przestałam utrzymywać z nią kontakty. Wierzę, że Bóg doceni moje poświęcenie.

       Mam nadzieję, że znajdą się tu osoby, które potrafią w cywilizowany sposób dyskutować z wierzącym i praktykującym Świadkiem. Możecie próbować mnie przekonywać, że nie mam racji, ale moja wiara jest silna i nic nie skłoni mnie do porzucenia zboru. Być może uda mi się przekonać niektórych z was, że warto wrócić.

Pozdrawiam wszystkich.
PS. Postaram się odpowiadać najszybciej, jak to będzie możliwe. Proszę się zatem nie niecierpliwić.

**************************
   
       Wstała z ławki i wyszła. Była z siebie zadowolona. Zastanawiała się, jaki będzie odzew na forum? Kiedy odjeżdżała z postoju, po drugiej stronie ulicy zauważyła kobietę, która wydała jej się dziwnie znajoma...
Nie rób nikomu łaski, bo inni mogą to źle odczytać.


Offline O Yeah Bunny!

Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
« Odpowiedź #98 dnia: 16 Kwiecień, 2019, 18:56 »
Cykl: Z akt wydziału śledczego brata Gogusia
"Ostatni rok pracy w BO był bardzo wyczerpujący" zastanawiał się brat Goguś popijając przy swoim biurku na I piętrze budynku nr 1 poranną, czarną herbatę . Filiżanka czarnej, porannej herbaty zawsze poprawiała mu nastrój. I tak też poczuł się i teraz. Analiza zadań wykonanych w ostatnim roku służbowym wprawiła go w chwilę zadumy. W oczach miał setki godzin przeznaczonych na realizację filmu związanego z Kongresem 2019 w Polsce. Przypominał sobie szmat pracy poświęconej jako członek KO na realizację tego nagrania i popadł w jeszcze większą zadumę. Zatrzymał się w myślach i rzekł w sercu: "Opłacało się". Analiza rachunku zysków i strat ujawniła ponownie starą prawdę. "Bycie medialnym" zawsze popłaca. Tak też było i tym razem, przecież dopiero co wrócili z wyprawy po Afryce, na którą "zaprosili ich najlepsi przyjaciele". Zawsze za ich ciężką pracę ich "najlepsi przyjaciele" odpłacali im we wspaniałych wycieczkach, a to była kolejna z nich. "Ach ileż jeszcze przed nami. Ach te zasiadanie w pierwszych miejscach ileż nam daje dobrego... Wkrótce kolejny wyjazd" pomyślał kończąc poranną Prince of Wales.
« Ostatnia zmiana: 17 Kwiecień, 2019, 06:30 wysłana przez gerontas »