Witaj, gościu! Zaloguj się lub Zarejestruj się.

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Autor Wątek: Witam serdecznie wszystkich, których oczy są szeroko otwarte  (Przeczytany 3205 razy)

Offline Janna

Odp: Witam serdecznie wszystkich, których oczy są szeroko otwarte
« Odpowiedź #30 dnia: 22 Sierpień, 2020, 01:04 »
A napiszcie czy nie mieliście choć raz poczucia, trudno to określić, ale jakby rewanżu za te wszystkie szablonowe lata? Myśli w stylu: teraz sobie odbiję, będę imprezować, pić i palić, oglądać zakazane filmy itp? Ja czasem się boję, ze po takim całkowitym odejściu może przyjść totalny dół bo przecież nie mam już nic do stracenia. Wówczas zadaje sobie pytanie po co te moje poszukiwania i przebudzenie? Czy po to, aby naprawdę odnaleźć Boga i zaprosić go do swojego życia, ale nie poprzez zniewolenie, czy tez po to żeby żyć dobrze, ale krótko? jestem teraz bombardowana przez męża tekstami w stylu: do czego cię to zaprowadzi? teraz już nic nie będziesz wiedziała, tylko sobie zaszkodziłas tym internetem a jeśli św maja racje to znaczy że szatan już cię dopadł... już nie wspomnę o przekazie zebraniowym, niestety muszę się czasem pokazywać bo sytuacja mnie zmusza. Wówczas sama sobie się dziwie jak to się stało, że wpieprzyłam się w taką sytuację, ja, dorosła kobieta, która ma wolną wolę, która chce być po prostu szczęśliwym i dobrym człowiekiem, dla którego Bóg w życiu ma znaczenie ......
Miłość warunkowa to nie jest miłość - to manipulacja.


Offline PoProstuJa

Odp: Witam serdecznie wszystkich, których oczy są szeroko otwarte
« Odpowiedź #31 dnia: 22 Sierpień, 2020, 01:21 »
Jak widać, po przebudzeniu, czy nawet po odejściu od zboru, każdy w inny sposób reaguje. Jedni czują się w końcu wolni a drugim doskwiera smutek i czegoś im brakuje.. Dlatego, każdy sam musi przemyśleć jakie skutki wynikną po jego odejściu i czy będą one dla niego dobre. Są osoby, które potrafią szybko odnaleźć się z w nowej sytuacji a są też takie, które potrzebują więcej a nawet dużo więcej czasu.

Moim zdaniem o tym czy wyjście z Orga będzie bolesne czy bezbolesne decyduje sposób przygotowania się do niego.
Najgorzej mają ci, którzy zostają niespodziewanie wykluczeni...
Ale jeżeli ktoś jest obudzonym "odstępcą", to musi podjąć pewne działania żeby jego wyjście przebiegło w miarę gładko.

1. Po pierwsze - nabywanie wiedzy - nie można z czystym sumieniem odejść od Świadków nadal wierząc w ich nauki i uznając, że to religia prawdziwa... trzeba po prostu siąść i czytać, czytać, czytać... i wiedzieć, że w większości są to wymysły Russella i jego następców...

2. Trzeba zorganizować sobie grupę wsparcia - idealnie, gdy będą to fajni odstępcy; oprócz tego trzeba otworzyć się na innych ludzi, zdać sobie sprawę, że poza zborem można poznać wartościowe osoby... i działać... tj. gromadzić te osoby wokół siebie

3. Nie podejmować pochopnych decyzji... w pełni przygotować się psychicznie... co może zająć kilka miesięcy... czasem nawet kilka lat (ale też bez przesadnego zwlekania)

4. Mieć hobby / pasję / zainteresowania.. cokolwiek co zajmie wolny czas

5. Ustalić priorytety i być PEWNYM swojej decyzji o odejściu

Wyjście z orga porównałabym do wyjścia z więzienia. Oglądaliście "Skazanego na Shawshank"?
(tu spojler:
facet niewinnie osadzony w wiezieniu postanowił z niego uciec. Nie usiadł jednak z założonymi rękami, ale systematycznie działał. Codziennie po kryjomu drążył tunel w ścianie swojej celi. Oprócz tego angażował się w życie więzienne, dzięki czemu zdobył zaufanie strażników, którzy zaczęli powierzać mu różne odpowiedzialne zadania. Facet obeznany z bankowością zaczął inwestować ich pieniądze, a przy okazji założył sobie fikcyjne konto, na którym również zbierały się zyski dla niego... Ponadto opracował plan ucieczki, przygotował potrzebne mu narzędzia, ciuchy, sprzęty... a nawet mydło (które się przydało, gdy w końcu wydostał się z więziennego kanału). Gdy w końcu uciekł z więzienia, posiadał fikcyjne dokumenty, posiadał pokaźną sumę pieniędzy i był w stanie zacząć nowe życie. Gdyby facet działał na oślep i nie zabezpieczył się materialnie jeszcze w czasie więziennej odsiadki, to najpewniej skończyłby na ulicy jako bezdomny i zostałby ponownie złapany do więzienia).

Przekładając to na odejście z orga... jeżeli jeszcze będąc w zborze nie zbudujemy sobie sieci znajomych poza organizacją, to odchodząc faktycznie będziemy mieli wrażenie, że odchodzimy do pustki. Ale wystarczy mieć koło siebie zaledwie kilka sprzyjających nam osób (myślę, że na początek 1- 3 osoby śmiało wystarczą) i już nie czujemy się sami.
W zborze zwykle jest ok. 100 głosicieli, ale naprawdę nie potrzebujemy mieć koło siebie aż tylu znajomych! Wystarczy nawet 1 bliska osoba i już żyje się o 50% łatwiej... Każda kolejna osoba to kolejne 20% większego sukcesu...

A druga sprawa to sposób spędzania wolnego czasu. Jeżeli ktoś spędzał go głównie na głoszeniu, to faktycznie może po wyjściu z orga nie wiedzieć co zrobić z  czasem... ale jest naprawdę sporo możliwości. Powiadają, że inteligentni ludzie się nie nudzą... i coś w tym jest... na czytanie książek i rozwijanie talentów zawsze warto poświęcić czas!

Ponadto trzeba być całkowicie pewnym decyzji o odejściu... nie może być wahań... Jak się ktoś waha, to widocznie potrzebuje jeszcze czasu na to, aby przemyśleć swoje odejście...

Wcale nie jest łatwe opuścić miejsce w którym się spędziło np. 20 lat życia... ale decyzję tę najczęściej ułatwia nam obojętna postawa członków zboru, którzy mają w dup*e wszystkich tych, których uważają za złe towarzystwo...
De facto to nie ja od nich odchodzę... tylko to oni mnie odrzucają... A jak ktoś mnie olewa, to nie będę się prosić o jego warunkową - wyszkoloną na Strażnicy - miłość.

Gdy się człowiek odpowiednio przygotuje i przetrawi w sobie tę decyzję... oraz poczuje sam na sobie zborowy chłód i znieczulicę, to w tej sytuacji jego oficjalne odejście jest już tylko formalnością....
Wyjściem na wolność... zaczerpnięciem świeżego powietrza poza więziennymi lochami...  :D

A napiszcie czy nie mieliście choć raz poczucia, trudno to określić, ale jakby rewanżu za te wszystkie szablonowe lata? Myśli w stylu: teraz sobie odbiję, będę imprezować, pić i palić, oglądać zakazane filmy itp? Ja czasem się boję, ze po takim całkowitym odejściu może przyjść totalny dół bo przecież nie mam już nic do stracenia. Wówczas zadaje sobie pytanie po co te moje poszukiwania i przebudzenie? Czy po to, aby naprawdę odnaleźć Boga i zaprosić go do swojego życia, ale nie poprzez zniewolenie, czy tez po to żeby żyć dobrze, ale krótko? jestem teraz bombardowana przez męża tekstami w stylu: do czego cię to zaprowadzi? teraz już nic nie będziesz wiedziała, tylko sobie zaszkodziłas tym internetem a jeśli św maja racje to znaczy że szatan już cię dopadł... już nie wspomnę o przekazie zebraniowym, niestety muszę się czasem pokazywać bo sytuacja mnie zmusza. Wówczas sama sobie się dziwie jak to się stało, że wpieprzyłam się w taką sytuację, ja, dorosła kobieta, która ma wolną wolę, która chce być po prostu szczęśliwym i dobrym człowiekiem, dla którego Bóg w życiu ma znaczenie ......

Trafne pytanie... bo taki stereotyp funkcjonuje u Świadków: "wyjdzie z organizacji i zacznie pić, palić, ćpać, hulanki i swawole..."
Może tak być jeśli ktoś się wychowywał w orgu od dziecka i był trzymany na 5 centymetrowym łańcuchu... wtedy chce wszystkiego spróbować i zachowuje się jak nastolatek...

Ale jeżeli ktoś był przeciętnym, normalnym człowiekiem, nie śniącym po nocach o "pysznych papierosach", to będzie żył po prostu tak jak do tej pory...

Jeśli miałabym być złośliwa wobec Świadków, to musiałabym im wytknąć, że te swoje papierochy, ćpanie i zdrady małżeńskie mają już TERAZ w zborach! Tylko świetnie się z tym ukrywają! Zborowa młodzież naprawdę lubi (po cichu) eksperymentować, a małżeństwa świadkowskie sypią się jedno po drugim.
Nieskalane życie Świadków w orgu to po prostu podtrzymywany latami MIT i pobożne życzenie jego wyznawców! Kto nie zna ani jednego Świadka, który nie zostałby w końcu przyłapany na piciu, przemocy wobec rodziny, zdradzie współmałżonka, seksie przedmałżeńskim, ćpaniu... ten niech pierwszy rzuci kamień w "światusa", który robi to samo, ale przynajmniej nie musi się z tym tak ukrywać, bo nie będzie go ścigał komitet sądowniczy!

Jeśli chodzi o wierzenia...

U Świadków system wierzeń jest z góry narzucony i poukładany... wystarczy, ze łyka się bezkrytycznie gotowy "pokarm duchowy" i ma się odpowiedzi na wszystkie życiowe pytania... To wygoda... fajnie jest mieć w miarę spójny system wierzeń... który później od czasu do czasu jest tylko modyfikowany "jaśniejszym światłem". Metaforycznie ten system wierzeń przyrównałabym do oczka wodnego w ogródku - ma określone ramy, wiem jakie ryby w nim pływają, prawie bez problemu je ogarniam..

Po wyjściu od Świadków robi się trudniej, ponieważ system wierzeń = światopogląd metaforycznie można przyrównać do morza, a nawet do oceanu... Okazuje się, że jest bezkres możliwości... Mogę sobie wybrać religię jaką tylko zechcę, mogę zostać ateistą... mogę wierzyć w jakąś naukę, mogę w nią nie wierzyć... Wiele osób może się w tym bezkresie zagubić i chętnie wróciliby do swojej starej kałuży... Zjadanie gotowej papki podanej z góry nie wymaga wysiłku... jednak stworzenie własnej "diety" z różnych produktów stanowi już duże wyzwanie.
Więzień w celi dostaje michę owsianki i zadowolony. A tymczasem na wolności może wejść do supermarketu i kupić do jedzenia co tylko zechce... ale co wybrać? Warzywa, owoce, a może gotowy mix na patelnię już przez kogoś stworzony? Jeśli ktoś sam nie chce lub nie potrafi gotować, to może znów wybrać wygodę i zacząć stołować się w barze mlecznym... znowu łykać to co mu zostanie podane na talerzu... Wyjść z jednej sekty po to, aby trafić do innej, ale prezentującej nieco inne "menu".

Świadkowie chcą udowodnić ludziom, że można poznać wszystkie tajemnice świata i odpowiedzi czytając ich publikację "Czego uczy Biblia" - książeczkę w formacie kieszonkowym. Tymczasem w prawdziwym życiu mamy do wyboru bezkresną wiedzę i nic nie jest pewne na 100%.
Kiedyś by mnie to martwiło, ale  pozytywnie na mnie zadziałała książka R. Franza, który stwierdził, że NIE musimy znać odpowiedzi na wszystkie pytania!

Ja sobie tłumaczę to tak: Jezus przyszedł na ziemię i przemawiał do niewykształconych ludzi... którzy mimo wszystko pojmowali jego nauki i zostawali jego naśladowcami. Gdyby bycie dobrym chrześcijaninem wymagało uprzedniego przeczytania 30 tomów opasłych ksiąg, to prawie nikt nie miałby szansy nim zostać. Przesłaniem Jezusa była miłość do Boga i do bliźnich... Nauka "miłuj bliźniego swego" wydaje się tak banalna i oklepana.. tak oczywista... a jak przyjdzie co do czego, to okazuje się, że intelektualiści siedzący całe życie w książkach nie są w stanie jej sprostać. Może dlatego Jezus podkreślał prostolinijne podejście, które mają dzieci...

Załóżmy, że jedyny egzemplarz Biblii istniejący na świecie uległ spaleniu i zachowałby się z niej tylko jeden skrawek ze słowami: "miłuj bliźniego swego jak siebie samego". A wszyscy ludzie na świecie zastosowaliby się tylko do tej jednej nauki Jezusa (bo reszta Biblii niestety spalona). Jak wtedy wyglądałby nasz świat?...

« Ostatnia zmiana: 22 Sierpień, 2020, 02:01 wysłana przez PoProstuJa »


Offline Bugareszt

  • Pionier
  • Wiadomości: 735
  • Polubień: 788
  • Dzięki bogu jestem ateistą. Nigdy nie byłem w org.
Odp: Witam serdecznie wszystkich, których oczy są szeroko otwarte
« Odpowiedź #32 dnia: 22 Sierpień, 2020, 09:17 »
A napiszcie czy nie mieliście choć raz poczucia, trudno to określić, ale jakby rewanżu za te wszystkie szablonowe lata? Myśli w stylu: teraz sobie odbiję, będę imprezować, pić i palić, oglądać zakazane filmy itp? Ja czasem się boję, ze po takim całkowitym odejściu może przyjść totalny dół bo przecież nie mam już nic do stracenia. Wówczas zadaje sobie pytanie po co te moje poszukiwania i przebudzenie? Czy po to, aby naprawdę odnaleźć Boga i zaprosić go do swojego życia, ale nie poprzez zniewolenie, czy tez po to żeby żyć dobrze, ale krótko? jestem teraz bombardowana przez męża tekstami w stylu: do czego cię to zaprowadzi? teraz już nic nie będziesz wiedziała, tylko sobie zaszkodziłas tym internetem a jeśli św maja racje to znaczy że szatan już cię dopadł... już nie wspomnę o przekazie zebraniowym, niestety muszę się czasem pokazywać bo sytuacja mnie zmusza. Wówczas sama sobie się dziwie jak to się stało, że wpieprzyłam się w taką sytuację, ja, dorosła kobieta, która ma wolną wolę, która chce być po prostu szczęśliwym i dobrym człowiekiem, dla którego Bóg w życiu ma znaczenie ......

Bez umiaru to nawet jedzenie ci zaszkodzi, ale jak będziesz robic wszystko z umiarem i z głową to w mojej ocenie nie będzie w tym nic złego. Nasz mózg jest w stanie pomieścić   prawie 2.5 petabajta czyli ponad dwa biliardy bajtów i nawet jak by przyjąć tą słynną błędną teorię Świadków że używamy tylko 10 procent z tego, to bez problemu można odróżnić co jest dla nas dobre a co nie.
Nie mamy prawa naszej nieznajomości praw rządzących światem uważać za przejaw boskości. To tylko nasza niewiedza.


Offline hello_him

Odp: Witam serdecznie wszystkich, których oczy są szeroko otwarte
« Odpowiedź #33 dnia: 22 Sierpień, 2020, 09:24 »
Hej Janna,
Sekta tak straszy że osoby które opuszczają ją to upadają moralnie i dopuszczają się różnych rzeczy kórych w innym wypadku by nie zrobiły.

Otóż scenariusz nie jest aż taki czarny. Nasze życie po wyjściu z szeregów ludu wybra(kowa)nego zmieiło się tyle, że nie ma miejsca w nim na sektę. Jako rodzina mamy duzo więcej czasu dla siebie. Pustkę zapełniliśmy podróżami, praktycznie co weekend gdzieś ruszamy w okolice coś pozwiedzać. Będziesz zaskoczona ile Was ominęło.
Ja usługiwanie w zborze zstąpiłem studiami na uniwersytecie (powinienem był to zrobić 20 lat temu). Dzieciaki mają lepsze wyniki w szkole bo więcej czasu na naukę i wypoczynek.
Wolą chwilą nagrywam coś o mojej przeszłości w orgu i wrzucam na YT.
Wasze życie zmieni się na lepsze, będziesz miała ochotę to się upijesz lub pójdziecie do klubu. Rozsądek nie odchodzi z orgiem !!

Życzę wam wszystkiego dobrego, by się Wam poukładało tak jak sobie życzycie !!!!

Wolną chwilą zerknijcie sobie na mój kanał jak bedziecie mieli chotę, mi pomagało słuchanie ludzi na necie.
Pozdrawiam

https://youtu.be/jX9VpTQ-I3Y
« Ostatnia zmiana: 22 Sierpień, 2020, 09:29 wysłana przez hello_him »


Offline Janna

Odp: Witam serdecznie wszystkich, których oczy są szeroko otwarte
« Odpowiedź #34 dnia: 22 Sierpień, 2020, 12:59 »
Dziękuje Wam wszystkim za takie szczere i konkretne wypowiedzi, są jak plaster miodu dla mojej obolałej psychiki, która wychodzi z tego uzależnienia z objawami gorączki i dreszczy...trochę jak po narkotykach, czasem w głowie pojawia się myśl, że jestem chyba masochistką bo sama się ograbiam z życia w raju z moimi bliskimi, bo tez faktycznie łatwiej i przyjemniej wierzyć w raj niż w bliżej nieokreślony byt po śmierci lub tez w piekło, szysciec itp. Jednak potem rozsądek dochodzi do głosu i przypominam sobie wszystkie argumenty i motywy moich poszukiwań i całego wybudzania się z tego letargu i zaczynam odzyskiwać pion. Czasem wystarczy po prostu posłuchać tego swiadkowskiego rozumowania i człowiek się zastanawia jak mógłby dalej bezkrytycznie w to wierzyć, ot choćby dziś na analizie tekstu dziennego, która była z rana zaraz po zbiórce (chętni czytają tekst a potem prowadzący zadaje pytanka do tekstu i oczywiście wciska swoje trzy grosze na koniec) uderzyły mnie takie oto słowa (załącznik ). Pytanie brzmi, jak można kochać Boga z przymusu??? przecież te dwa słowa „musimy kochać „ wzajemnie się wykluczają. Prawdziwa miłości rodzi się z głębszych pobudek, nie może pojawić się z obowiązku ani tym bardziej ze strachu! Jak można pisać takie rzeczy?
Miłość warunkowa to nie jest miłość - to manipulacja.


Offline hello_him

Odp: Witam serdecznie wszystkich, których oczy są szeroko otwarte
« Odpowiedź #35 dnia: 22 Sierpień, 2020, 13:21 »
Miłość jest jak pierdniecie, jeśli na siłę to gówno z tego będzie - taki tekst dzienny na dziś 😂😂


Offline Blue

Odp: Witam serdecznie wszystkich, których oczy są szeroko otwarte
« Odpowiedź #36 dnia: 23 Sierpień, 2020, 12:48 »
Droga Joanno, pozwól, że podzielę się z Tobą moimi przemyśleniami. Nadal jestem członkiem zboru, choć tak naprawdę wraz z przebudzeniem zrozumiałem, że jestem ateistą . Chociaż może to nas dzielić, to myślę więcej nas łączy.

A napiszcie czy nie mieliście choć raz poczucia, trudno to określić, ale jakby rewanżu za te wszystkie szablonowe lata? Myśli w stylu: teraz sobie odbiję, będę imprezować, pić i palić, oglądać zakazane filmy itp? Ja czasem się boję, ze po takim całkowitym odejściu może przyjść totalny dół bo przecież nie mam już nic do stracenia.

ŚJ już dawno stworzyli samospełniająca się przepowiednie. Najpierw tworzą drakońskie zakazy, z których większość nie jest oparta na Biblii. Potem mówią, że Ci którzy odchodzą od zboru zanurzają się w tych zakazanych praktykach. I rzeczywiście, niektórzy oddają się nałogom lub wręcz doprowadzają się do ruiny. Jednak ten mechanizm w dużej mierze wynika z tego, że uciskani świadkowie po wyjściu z zboru eksplodują, niczym sprężyna ściskana przez zbyt długi czas.

Jednak większość odstępców prowadzi normalne, zwykłe życie. Nie tracą motywacji ani sensu życia. Dlaczego? Ponieważ pomimo kłamstw Strażnicy, takie osoby jak każdy inny człowiek na ziemi mają dużo do stracenia.
Dbają o siebie i o swój dobrobyt, ponieważ jest to jak najbardziej normalne a nie samolubne jak to uczy WTS.
Działają na rzecz swoich bliskich, ponieważ odczuwają empatię. Są życzliwi wobec innych nie dlatego, że przez to unikają rozdrażnienia Boga ale dlatego, że jest to moralnie właściwie samo w sobie.

Wówczas zadaje sobie pytanie po co te moje poszukiwania i przebudzenie? Czy po to, aby naprawdę odnaleźć Boga i zaprosić go do swojego życia, ale nie poprzez zniewolenie, czy tez po to żeby żyć dobrze, ale krótko? jestem teraz bombardowana przez męża tekstami w stylu: do czego cię to zaprowadzi? teraz już nic nie będziesz wiedziała, tylko sobie zaszkodziłas tym internetem a jeśli św maja racje to znaczy że szatan już cię dopadł...

Ciekawe, że gdyby teksty w stylu Twojego męża wypowiedziałby katolik zatroskany o poznającą "prawdę" żonę, byłyby one odebrane przez ŚJ jako podszepty Diabła, jego aktywne działanie.
Jakiś czas temu odkryłem na nowo pewien werset. W Jana 18:23:
Jezus mu odparł: „Jeśli powiedziałem coś złego, to wyjaśnij, co było złe. Ale jeśli powiedziałem prawdę, to dlaczego mnie bijesz?”
Nie wierzę w Boga, ale wierzę w wartość prawdy. Zgodnie z tym wersetem Jezus też w nią wierzył. Dla chrześcijan prawda powinna być najważniejsza. Nie jedność czy podporządkowanie ale prawda, tak jak ważna była dla ich mistrza.
Tymczasem dla ŚJ prawda nie jest ważna. Gdy ktoś zaczyna mieć wątpliwości czy zaczyna zadawać pytania, chcą taką osobę uciszyć ze względu na "jedność zboru". Jest to obłudne, ponieważ trudno sobie wyobrazić aby Jezus przestał rozmawiać z kimś kto ma wątpliwości. Potrafiłby udowodnić że ma rację, ponieważ... Cóż znał prawdę. ŚJ jej nie mają, więc nawet nie zadają sobie trudu aby wyjaśnić "odstępcy", w jaki sposób się myli.

Z mojej perspektywy zdaje sobie sprawę, że na pewne pytania nie uzyskam odpowiedzi. I jest to ok! Wolę mieć pytania na które nie znam odpowiedzi, niż odpowiedzi, których nie mogę kwestionować.

Joanna, kibicuję Ci na Twojej drodze do zgłębiania prawdy. Trzymaj się mocno, życzę Ci wszystkiego najlepszego.

« Ostatnia zmiana: 23 Sierpień, 2020, 12:52 wysłana przez Blue »


Offline HARNAŚ

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 3 131
  • Polubień: 10358
  • Nie mów co myślisz . Myśl co mówisz.
Odp: Witam serdecznie wszystkich, których oczy są szeroko otwarte
« Odpowiedź #37 dnia: 23 Sierpień, 2020, 13:32 »
Świadkowie myślą , że gdy ktoś jest poza zborem to jest nieszczęśliwy , zaszczuty , pozbawiony optymizmu , bo przecież odrzucił religię prawdziwą i nie ma dostępu do Boga .
 Ja byłem ponad 40 lat w Organizacji i uwierz mi nie odrzuciłbym tego gdybym się dokładnie nie upewnił , że mam rację . Nie zaryzykowałbym przecież swojego życia wypełnionego do tej pory Prawdą dla czegoś niepewnego . Skoro miałem z tym skończyć musiałem być pewny swojej decyzji poprzez dogłębną analizę nauk świadków . Gdy się przekonałem do słuszności swoich przemyśleń skończyło się u mnie myślenie , że Jehowa mi nie błogosławi i pewnie nawet gdy umrę to mnie nie wskrzesi .
Teraz jestem  , zadowolony i pewny siebie i to nie ja odwracam głowę gdy widzę świadków . To oni przegrali swoje życie , nie Ty i nie ja.

 To prawda ,że świat , który stworzyłeś wali się dokumentnie po wyjściu  a głowa nie nadąża za myślami . Jest to szczególnie niebezpieczne gdy wywalą cię ze zboru a ty nadal wierzysz , że tam jest  prawda.  Ja jeszcze długo miałem wrażenie , że ŚJ są najbliżej prawd biblijnych .  :o
Forum pomaga w szybkim posegregowaniu wątpliwości , pewnie sam doszedłbym do tych samych wniosków ale poszłoby to u mnie w lata.  Będąc w wieku , ze nie uderzę się a boli  ;), każdy rok jest ważny w dochodzeniu do równowagi .
Nie ma się co dziwić , że odzywają się w nas świadkowskie  chore nawyki ,wszak spędziliśmy tam różne okresy czasu .  Mój peleton w wielu towarzyskich dziedzinach czy samorozwojowych już odjechał i go  nie dogonię , zresztą nie próbuję żyję swoim życiem . Spaczenie jednak po tym nurcie religijnym pozostało i tak na przykład w wieku 43 lat byłem po raz pierwszy na urodzinach , o dziwo nikomu głowy nie ścięto  :)) , to jednak 100 lat ze wszystkimi zaśpiewać nie potrafiłem , ścisnęło gardło. Ale postęp był , bo wstałem :) .  Choinki nie ubieram , ale ładny stroik na stole jest , świąt nie obchodzę , bo nie potrafię , przecież nie będę robił farsy z opłatkiem za to prezent synowi robimy . Odpowiadam NAWZAJEM gdy mi życzą wesołych świąt i nie rozkminiam czy życzenia  mechaniczne czy szczere .
W ogóle święta to świetny okres , trzeba jakoś przecież wyróżnić jakies okresy w życiu żeby nie żyć jak zwierzę tak samo każdego dnia.
Ogólnie jest dobrze . Po wyjściu otworzyłem się na nowe znajomości ale bez przesady , nie z każdym napotkanym i nie za blisko . Nie mam problemu żeby stuknąć się kieliszkami na imprezie i nie myślę , że odganiam w ten sposób demony . Przy okazji ślubów czy pogrzebów siadam w kościelnych ławkach jak każdy , wstaję jak każdy . Rzucę parę drobnych na tacę i mam z tego frajdę , że zapłaciłem komuś za pracę jaką wykonał i  nie wiem co to wyrzuty sumienia , że niby popieram fałszywe wielbienie .


Online NieZnaPrawdy

Odp: Witam serdecznie wszystkich, których oczy są szeroko otwarte
« Odpowiedź #38 dnia: 23 Sierpień, 2020, 14:03 »
Załóżmy, że jedyny egzemplarz Biblii istniejący na świecie uległ spaleniu i zachowałby się z niej tylko jeden skrawek ze słowami: "miłuj bliźniego swego jak siebie samego". A wszyscy ludzie na świecie zastosowaliby się tylko do tej jednej nauki Jezusa (bo reszta Biblii niestety spalona). Jak wtedy wyglądałby nasz świat?...

Zawsze znalazłoby się paru masochistów którzy by to rozumieli po swojemu  ;D


Offline Nemo

  • El Kapitan
  • Wiadomości: 4 949
  • Polubień: 12278
  • Często pod wiatr. Ale zawsze własnym kursem.
Odp: Witam serdecznie wszystkich, których oczy są szeroko otwarte
« Odpowiedź #39 dnia: 23 Sierpień, 2020, 14:39 »
To i ja Ciebie przywitam. Czuj się tutaj jak najlepiej i baw się dobrze.
Pozdrowienia z kujawsko-pomorskiego.
Niemądrym jest być zbyt pewnym własnej wiedzy. Zdrowo jest pamiętać, że najsilniejszy może osłabnąć, a najmądrzejszy się mylić.
Mahatma Gandhi


Offline DontBeUnkind

Odp: Witam serdecznie wszystkich, których oczy są szeroko otwarte
« Odpowiedź #40 dnia: 23 Sierpień, 2020, 14:51 »
ŚJ już dawno stworzyli samospełniająca się przepowiednie. Najpierw tworzą drakońskie zakazy, z których większość nie jest oparta na Biblii. Potem mówią, że Ci którzy odchodzą od zboru zanurzają się w tych zakazanych praktykach. I rzeczywiście, niektórzy oddają się nałogom lub wręcz doprowadzają się do ruiny. Jednak ten mechanizm w dużej mierze wynika z tego, że uciskani świadkowie po wyjściu z zboru eksplodują, niczym sprężyna ściskana przez zbyt długi czas.

To jest jedna z prawd, którą powinien sobie uświadomić na początku każdy wybudzający się z ORG. To nie sprawka sił nieczystych tylko porywające uczucie wolności nieograniczone poczuciem winy. Osobiście nazywam to efektem spuszczania z łańcucha. Wydaje mi się, że głównie dotyczy to osób młodych, które chcą „nadgonić” to co ich ominęło, a co ich rówieśnicy mieli rozciągnięte w czasie (pierwszy papieros, nieskrępowane wzrokiem innych randez vous na kanapie), chociaż sama go również doświadczyłam. Tak, pozwoliłam sobie na mały grzeszek. Nie, że skrycie o nim marzyłam, po prostu poczułam, że mogę tego spróbować. I na tym się skończyło.

Janna, jeśli nie masz w głowie „to mnie ominęło, i to, i to”, poradzisz sobie. Masz męża, pewnie pracę, to również utrzyma Cię w ryzach. Gostek przedstawił dobry plan. Podobny znajdziesz na John Cedars Channel na yt. Przepracuj sobie to wszystko w głowie, sprawdź każdą wątpliwość. Zastanów się nad tym czy dalej wierzysz w Boga czy nie. Jeśli tak to jak połączyć go z tym co odkryła dotąd nauka. Jak chcesz zapełnić czas, który pojawił się w nadmiarze jeśli byłaś mocno zaangażowana w służbę? Nauka, hobby? Generalnie jest mnóstwo możliwości, które otwiera sam fakt wybudzenia się z ORG.
Nolite te bastardes carborundorum


Offline PoProstuJa

Odp: Witam serdecznie wszystkich, których oczy są szeroko otwarte
« Odpowiedź #41 dnia: 23 Sierpień, 2020, 17:42 »
Mam w domu taką grę komputerową, nazywa się Lego World czy coś takiego. Są w niej wykreowane różne światy po których chodzi ludzik lego i je zwiedza oraz dobudowuje w niej różne elementy - np. domki, meble itd. (ale wybiera je z dostępnej listy).

I ta gra skojarzyła mi się dzisiaj ze Strażnicą... i naukami Świadków.
Grupka mężczyzn zza oceanu opowiada ludziom jaki jest świat - wykreowany obraz zamieszcza w swoich artykułach, które są czytane przez Świadków na całym świecie. I w każdym z nich pojawiają się te same stereotypy:

- jak pójdziesz na studia, to spotkasz tam towarzystwo, które tylko chla, ćpa i będzie cię nakłaniać do złego

- jak poznasz  faceta "ze świata"... to będzie chlał, ćpał, namawiał do złego i dodatkowo jest przecież "niewierzący"... nawet jeśli jest chrześcijaninem... to mimo wszystko niewierzący, bo jego wierzenia nie są prawidłowe... zgodne z watchtowerowym szablonem;

- cały świat jest zły, wszyscy są w mocy niegodziwca, a tylko Świadkowie są dobrzy!.. itd. itp.

No i Świadkowie od maleńkości rosną w takim przekonaniu, że świat i inni ludzie są tacy jak im przedstawia Strażnica. Dlatego jak wielce potrafią się zdziwić, gdy w sytuacji kryzysu nie otrzymają pomocy od pseud-braci w zborze, ale np. od "niewierzącego" sąsiada z bloku.
Jakże są zdziwieni - a przynajmniej ja byłam - że na studiach można spotkać mnóstwo fajnych osób, niejednokrotnie bardzo wierzących, udzielających się w jakichś stowarzyszeniach religijnych, udzielających się w wolontariacie, w organizacjach charytatywnych, normalnych, przyjaznych, pomocnych... normalnie szok, jak to możliwe, że "ludzie ze świata" mogą być dobrzy...?

Podobnie sytuacja ma się z mężem / żoną... niestety powiedzenie że "najgorszy brat jest lepszy od najlepszego światusa" nie sprawdza się.. Ileż to jest nieudanych świadkowskich małżeństw, a ta liczba rozwodów jest wprost porażająca. Jak to możliwe w tak idealnej religii?

W Seksmisji jest scena, jak Maksiu i Albercik oglądają ziemię przez peryskop i okazuje się, że jest całkowicie zrujnowana. Postanawiają jednak mimo wszystko ubrać się w skafander i wyjść na wolność, mimo, że są pewni, że niedługo potem zginą z powodu braku tlenu. Gdy wychodzą na zewnątrz, okazuje się, że te zgliszcza były tylko namalowane, po to, aby nikomu nie przyszło do głowy, żeby próbować wyjść spod ziemi. Okazuje się, że na powierzchni jest normalne życie...

Myślę, że m.in. polscy "odstępcy" szczególnie od kilku lat przedzierają szlaki i pokazują, że na zewnątrz orga można normalnie żyć.

Jeżeli chodzi o mnie, to po wyjściu z orga wcale nie zaczęłam prowadzić jakiegoś radykalnie innego życia, tylko żyję tak jak zwykle, normalnie.. Z tym, że mam więcej czasu na życie, bo nie muszę chodzić na odmóżdżające zebrania i nabijać kilometry "głoszenia".
Być może obserwujący mnie Świadkowie są tym zawiedzeni... pewnie się spodziewali, że po wyjściu "odbije mi palma", stoczę się na dno, walnie we mnie piorun z nieba... a tymczasem żyję wzorowo... mimo, że jestem "odstępczynią".

Kiedyś rozmawiałam z pewną siostrą (obecnie będącą na etapie wybudzenia), która była bardzo zdziwiona, gdy przywitałam się z nią na ulicy, a byłam już poza orgiem. Ona była wręcz tak zszokowana moją postawą, że zaczęła się zastanawiać czy to na pewno prawda, że już nie jestem Świadkiem. Nie mieściło jej się w głowie to, że zamiast uciekać po kątach ze wzrokiem wbitym w ziemię, ja radośnie i z uśmiechem się z nią przywitałam..

W sumie moje wyobrażenie o "odstępcach" - zanim sama nim zostałam - też było klasyczne:
- człowiek chory psychicznie
- piana tocząca się z ust
- złośliwy i chamski
- rogi na głowie, kopyta, widły  ;D

Mam więc misję przełamywania stereotypów na temat odstępców... aczkolwiek...
nie będę bronić każdego odstępcy... ludzie są różni i jeśli byli chamscy jako Świadkowie, to jest duża szansa, że pozostaną takimi nawet po wyjściu z orga.


Offline Janna

Odp: Witam serdecznie wszystkich, których oczy są szeroko otwarte
« Odpowiedź #42 dnia: 23 Sierpień, 2020, 19:08 »
 Dokładnie przeczytałam wszystkie Wasze odpowiedzi, porównałam z moimi przemyśleniami i wnioskami, wiele z nich pokazałam też mężowi, aby zobaczył, że odstępca to nie jest ktoś bełkoczący bez sensu i najeżdżający na Boga i wszystkie świętości...Ostatnie dni w sumie nie robię nic innego jak dogłębne studium duchowe, tyle pokarmu, co w tym tygodniu to ja nie zdobyłam przez ostatnie 30 lat bycia w organizacji bo tam w kółko jedno i to samo na zebraniach, te same cukierki w troszkę innych papierkach. Piszecie, aby zdobywać argumenty: mam ich bardzo wiele (kwestia krwi, kwestia krzyża, "Kryzys sumienia" i fałszywy prorok, absurdy CK, nakładanie obowiązków o których nie mówi Biblia, problem pedofilii w zborach, wszechobecna manipulacja itp.), nie mogę jednak wyzbyć się kilku pytań, kilku "ale", które gnębią mnie i dręczą i wciąż wracają do głowy na przykład: jak mam wytłumaczyć choćby mojemu mężowi, że nie trzeba być w żadnej religii skoro, chcąc trzymać się wzoru pozostawionego przez Jezusa, nie powinno się opuszczać wspólnych zebrań, powinno się respektować pasterzy, którzy mają paść owieczki Boga, powinno się brać udział w "głoszeniu ewangelii", co przecież wyróżnia śj bo tylko oni trzymają się tego  nakazu z Biblii. Ponadto, jak odeprzeć argument często słyszany na zebraniach, że nie wystarczy być jedynie dobrym człowiekiem gdyż trzeba również czcić Boga w SPOSÓB JAKI ON SOBIE ŻYCZY A NIE JAKI NAM PASUJE (argumenty muszą pochodzić z Biblii, bo inaczej nie ma nawet sensu zaczynać rozmowy). Ja oczywiście podaję przypowieść o Miłosiernym Samarytaninie, o faryzeuszach, którzy sądzili, że znają Boga a zostali przez Niego potępieni i wiele innych, ale widzę, że to niewiele daje, w odpowiedzi słyszę pytanie co jest wobec tego tą wąską ścieżką, o której mówił Jezus i czy można "paść samego siebie" skoro Jezus ustanowił apostołów i starszych w zborach.

Muszę tu od razu zaznaczyć, że dla mnie Bóg zawsze będzie bardzo ważny i nie wyobrażam sobie, żeby Go zupełnie wykluczyć z życia, nawet jeśli ktoś uzna to za słabość, ja się do niej publicznie przyznaję. Jednakże nie widzę mnie i mojego męża w kościele katolickim, już kiedyś po pierwszym wykluczeniu tam byłam i niestety nie odnalazłam się w nim. Nie byłabym też w stanie obchodzić świąt skoro faktycznie opierają się na pogańskich zwyczajach. A co z pogrzebem? Do kogo się zwrócić nie będąc nigdzie w razie śmierci współmałżonka? Wiem, wiem jak to brzmi, że może to obawy na wyrost, ale jestem już daaaawno po 20tce i zaczynam rozmyślać nad takimi rzeczami :-)

Pewnie sobie pomyślicie, że strasznie marudzę i komplikuję sprawę, ale wierzcie mi: ponad 30 lat bycia świadkiem łącznie z całą rodziną odcisnęło na mnie ogromne piętno, cieszę się , że jestem już w pełni świadoma iż tkwię w niewoli, z którą muszę zacząć walczyć, ale cały  czas zbieram na to siły i broń, bo nie chcę podejmować żadnych decyzji pod wpływem emocji i bez dobrego przygotowania. To forum bardzo mi pomaga robić porządki w mojej głowie i bardzo wszystkim za to dziękuję.
« Ostatnia zmiana: 23 Sierpień, 2020, 19:12 wysłana przez Janna »
Miłość warunkowa to nie jest miłość - to manipulacja.


Offline Roszada

Odp: Witam serdecznie wszystkich, których oczy są szeroko otwarte
« Odpowiedź #43 dnia: 23 Sierpień, 2020, 19:16 »
Witaj, niech Cię jako ostatni przywitam. :)

Lubię tu na forum "świeżą krew". :)
Bo w starym sosie się tu czasem kisimy. ;)


Offline Janna

Odp: Witam serdecznie wszystkich, których oczy są szeroko otwarte
« Odpowiedź #44 dnia: 23 Sierpień, 2020, 19:17 »
Miło mi, również witam :-)
Miłość warunkowa to nie jest miłość - to manipulacja.