Witaj, gościu! Zaloguj się lub Zarejestruj się.

0 użytkowników i 2 Gości przegląda ten wątek.

Autor Wątek: Z życia wzięte .....  (Przeczytany 161245 razy)

Offline Tazła

  • Mistrzyni Ciętej Riposty
  • Wiadomości: 3 057
  • Polubień: 10499
  • Przez oczy dusza rzuca swój cień na twarz.
Odp: Z życia wzięte .....
« Odpowiedź #1200 dnia: 09 Grudzień, 2018, 12:39 »
 
   Wierzyć tzn ufać...


 

            Było szaro i buro, początek grudnia, drogą przez pola wraca ze szkoły 8-9 letnia dziewczynka. Miała niebieską kurtkę z białym misiem i granatowo- czerwony plecak. Nagle drogę zajechał jej samochód, mężczyzna się uśmiechnął i zaproponował podwózkę.
Odmówiła, ominęła samochód i poszła dalej. Ten nie odpuszczał, jechał obok i zachęcał do przejażdżki, że będzie szybciej w domu, że zaraz będzie padać. Mała była nieugięta, szła i była przerażona coraz bardziej. Samochód ruszył kawałek do przodu, gdy się zatrzymał i otworzyły się drzwi, mała zaczęła uciekać w pola. Dopadł ją bardzo szybko i zawlókł do samochodu, rzucił na tylne siedzenia i kazał siedzieć cicho, bo jak nie....pokazał nóż wystający z za paska.

Przerażone dziecko choć chciało zapłakać nie potrafiło ( ma tak do dziś, w chwilach szoku, silnego stresu nie potrafi płakać, histeryzować). Przez myśli przebiegały jej historie cudem ocalonych jakie znała ze strażnicy.
W swojej naiwnej główce myślała, że i jej się przytrafi nagle taki cud. Że nagle w szczerym polu pojawi się patrol policji, albo gość zemdleje a ona wtedy ucieknie. Nic takiego się nie przytrafiało, gdy minęli drogę prowadzącą do jej domu, przerażenie sięgnęło zenitu.
Zbliżali się do lasu, trzęsła się tak bardzo, że uszach słyszała dzwonienie własnych zębów. On coś do niej mówił, a ona nie rozumiała tylko te trzaskające zęby. Zaczęła się w myślach modlić. A raczej skamleć...Boże pomóż, Boże uratuj mnie.

Tak, nie było Jehowo, ale Boże. W kółko powtarzała to samo, tylko prośba o ratunek. Po przejechaniu kilku kilometrów przez las, z daleka zobaczyła ludzi. To był znajomy widok, ludzie zbierali się na polowanie. On też  zauważył, zawrócił i po chwili skręcił w inną drogę.Wtedy dziewczynka zaczęła w myślach powtarzać...Boże dlaczego nie chcesz mi pomóc? Będę już zawsze grzeczna, pomóż mi. I zrobiła coś czego nigdy w życiu nie robiła, przeżegnała się.

Zobaczył to w lusterku, krzyknął aby przestała. Wtedy ona zrobiła to ponownie. Strasznie go to wkurzyło, już nie zerkał w lusterko tylko oglądał się do tyłu. Wtedy ona zauważyła, że na skraju drogi ktoś stoi i jak automat zaczęła się żegnać, co go tak bardzo rozwścieczyło, że omal nie puścił kierownicy. Jedną ręką szarpnął dziecko i kazał się uspokoić. To zamieszanie  go rozproszyło, że nie zauważył mężczyzny przed maską. Mocno depnął po hamulcach.

Mała wykorzystała moment i uciekła, a on dał wsteczny i odjechał.
Uciekała przez las, ile tylko miała sił w nogach, po chwili znów ktoś ją dopadł i próbował zatrzymać.
Bardzo się wyrywała, mocno ją przytrzymał i zaczął mówić do niej po imieniu. Dopiero wtedy oprzytomniała.
Znała młodego mężczyznę z widzenia, on już był prawie dorosły, ale wiedziała kim jest i gdzie mieszka. Chwycił ją za rękę i powiedział...nie bój się, nic ci już nie grozi, odprowadził ją do domu. Szli dobre pół godziny, bez słowa, wziął jej plecak i o nic nie pytał. Czekał aż weszła i zamknęła za sobą drzwi.

Choć czasem mijali się na ulicy, nigdy ze sobą nie rozmawiali.  Dopiero po 20 latach od całego zajścia, spotkali się na wspólnej imprezie. Przysiadł się do niej i delikatnie zapytał o tamtą historię i czy w ogóle może o tym mówić? Mogła, bo choć z nikim nigdy o tym nie rozmawiała, to jego traktowała przez te wszystkie lata jak swojego wybawcę. Wtedy dopiero usłyszał od niej jak mu była bardzo wdzięczna, z jakim uwielbieniem na niego zawsze patrzyła przez te wszystkie lata. A gdy dorastała ( dzieli ich dziesięć lat) nawet się w swoim rycerzu po cichu podkochiwała. Co wywołało na jego twarzy uśmiech i nie mógł sobie odmówić pytania...tzn że już się nie podkochujesz? Niestety, nie, już mi przeszło, odpowiedziała kobieta. Szkoda odparł i wykrzywił usta w podkowę.

​To zajście było dla mnie bardzo bolesne, ale od tamtej pory gdy się modliłam nigdy już nie robiłam tego do Jehowy, zawsze do Boga. Mój mały rozumek nie mógł pojąć tego, że go tak bardzo wołała, a on mi nie pomógł w tak cudowny sposób jak tym ludziom z publikacji. Moi rodzice nigdy się o tym nie dowiedzieli, znałam ich na tyle, że wiedziałam iż bym dostała burę za to, że za słabo uciekałam, a może nawet by mi wmawiali, że sama wsiadłam bo przecież jestem głupia. Po powrocie do domu bardziej martwiłam się tym, że przez to wszystko nie zjadłam kanapki i matka będzie krzyczeć, że ona mi robi a ja nie potrafię docenić i zjeść.​
Anielska cierpliwość wymaga diabelskiej siły.


Offline HARNAŚ

Odp: Z życia wzięte .....
« Odpowiedź #1201 dnia: 09 Grudzień, 2018, 14:56 »
Bałem się to czytać . Aż podnosiłem się na krzesełku ze spiętymi mięśniami. Miałaś szczęście w nieszczęściu .
Zadziwiające , że często dzieje się tak , że dzieci świadków , zwłaszcza dziewczynki , nie mają ze swoimi rodzicami ,zwłaszcza z matkami  bliskich relacji . Porażające.


Offline Ślepy

Odp: Z życia wzięte .....
« Odpowiedź #1202 dnia: 18 Grudzień, 2018, 18:57 »
Tazła...
brakuje mi Twoich opowieści.
ściskam serdecznie :)


Offline Tazła

  • Mistrzyni Ciętej Riposty
  • Wiadomości: 3 057
  • Polubień: 10499
  • Przez oczy dusza rzuca swój cień na twarz.
Odp: Z życia wzięte .....
« Odpowiedź #1203 dnia: 26 Grudzień, 2018, 20:07 »
    Harnaś, te relacje bywają złe, a czasem bardzo złe z chorych nauk org.
Rodzice chcą mieć dzieci jak z obrazka ( w strażnicy), mądre, grzeczne, aktywne na zebraniach takich małych starych człowieczków.
A życie tzn dzieci są inne, bo dzieci to tylko dzieci.

Dlatego starzy są źli, że nie mają takich dzieci, że one nie są jak te wymalowane. Przez co sami nie są dość dobrzy, bo nie potrafią dzieci wychować. A frustrację i złość odreagowują na potomstwie, bo przecież siebie nie będą po.....okładać.

    Ślepy, miłe że ktoś tęskni.   ::) obiecuję jeszcze coś wrzucę.  :)
Anielska cierpliwość wymaga diabelskiej siły.


Offline Tazła

  • Mistrzyni Ciętej Riposty
  • Wiadomości: 3 057
  • Polubień: 10499
  • Przez oczy dusza rzuca swój cień na twarz.
Odp: Z życia wzięte .....
« Odpowiedź #1204 dnia: 15 Styczeń, 2019, 14:27 »


    Być dobrym to coś więcej niż kochać czy cierpieć.



      Cała historia zaczęła się ponad 15 lat temu.

     Ona młoda pionierka, jej mąż jakiś dobrze zapowiadający się karierowicz w zborze. Byli małżeństwem od kilku lat, ona chciała dziecka, on twierdził  że mają czas. Gdy okazało się, że jest w ciąży aż piszczała z radości, mąż też się ''ucieszył'' , ale zaraz ją sprowadził na ziemię jak im to pokrzyżuje służbę i utrudni życie.
Ciążą niby przebiegała prawidłowo, pod koniec jednak kobieta wylądowała w szpitalu, coś się działo. Po kilku dniach wywołano poród, dziewczynka urodziła się chora, potrzebna była krew. Gdy przyszedł do niej i jej męża lekarz z zapytaniem...odpowiedzieli chórem. On...nie, ona tak.
Lekarz stał jak osłupiały, mąż zaczął argumentować swoje nie, wtedy nie wytrzymała i wykrzyczała...nie po to tyle na nią czekałam, aby teraz dać jej umrzeć, ja ją nosiłam pod sercem i nie będziesz mi mówił co mam robić. Jak ci nie pasuje wynoś się.

To był koniec jej małżeństwa, jeszcze nie wyszła ze szpitala gdy ją odwiedzili starsi i wcale nie zapytali o zdrowie, ale o to...dlaczego podała krew? Potraktowała ich podobnie jak męża, kazała im...
Gdy odbierała małą Jolę ze szpitala miała już dwa miesiące i diagnozę...dziecięce porażenie mózgowe.
Miała tylko ją, ojciec nie żył od kilku lat, matka i siostra odcięły się od niej jak cała reszta świadkowskiej rodziny.

Wróciła do domu i płakała, raz z radości że ma już maleństwo w domu, a znów za chwilę z żalu że są same.
Jednak nie mogła sobie pozwolić na słabość, musiała być silna, być ojcem i matką. Ojciec od ostatniego dnia w szpitalu gdy się widzieli, nie dał znaku życia. Początkowo chciała unieść się honorem, ale wiedziała, że leczenie małej będzie kosztowne, a więc poszła do sądu wnieść sprawę o rozwód, a co za tym idzie i o alimenty.
Sędzia chyba zbytnio nie lubił śJ, przewiózł się dosadnie po mężu i ojcu, a później zasądził słone alimenty.
Mężczyzna chyba wolał płacić i mieć z głowy chore dziecko bo za bardzo nie protestował.

Był czas gdy Jola balansowała na granicy życia i śmierci, kosztowne leczenie i rehabilitacja pochłaniały wszystkie pieniądze i dużo więcej. Zadłużona u obcych ludzi, w bankach , będąca w rozpaczy kobieta postanowiła ( jak to ona nazwała) upaść przed życiem na kolana, zaczęła sprzedawać swoje ciało. Gardziła sobą, tak bardzo gardziła, ale postępy w zdrowieniu córki, jej uśmiech, pierwsze słowa były rekompensatą wszystkiego.
Gdy miała siedem lat, wyszły prawie na prostą, dziecko miało tylko lekki niedowład, umysłowo rozwijała się prawidłowo, a nawet była bystrzejsza niż jej rówieśnicy. Cieszyło to matkę tym bardziej , że nic tego nie zapowiadało.

I żyły sobie prawie spokojnie same kilka lat, gdy kobieta poczuła się źle. Diagnoza brzmiała jak zły sen...nowotwór.
Gdy szła pierwszy raz do szpitala poprosiła ojca dziewczynki aby się nią zaopiekował. Była przecież samodzielna, tylko ten wózek jej utrudniał życie. Nie spodziewała się po nim zachwytu, ale choć odrobiny zrozumienia dla własnego dziecka, w końcu należał do tak miłosiernego wyznania. To co usłyszała było jak cios między oczy...nie mogę, mam w domu progi, jak będzie się poruszać na wózku? Cóż, nie pasowała do wizerunku jego nowej idealnej, zdrowej rodziny.

Jolą zaopiekowali się całkiem obcy ludzie, którzy mieli już dorosłe dzieci, a kobieta była ich tylko daleką znajomą.
I tak zawsze mogła na nich liczyć, matka siostra, były mąż choć wiedzieli o jej chorobie, nigdy się nimi nie interesowali.
Po pięciu latach Bohaterka przegrała walkę o życie. Nim odeszła z tego świata, załatwiła wszystkie sprawy tak aby córka była zabezpieczona na przyszłość. Znajomi zostali rodziną zastępczą, dziewczynka z nimi mieszka i wolno dochodzi do siebie po śmierci ukochanej mamuni.
Opiekunka mówiła do mnie...wiedziałam, że Jola się dobrze uczy, ale nie spodziewałam się, że to są same szóstki od góry do dołu. Jak idę do szkoły aż puchnę z dumy. Z własnych dzieci nie byłam taka dumna jak z niej.

Zmarła kilka miesięcy temu, kiedyś obiecałam , że opiszę jej historię, gdy już jej nie będzie i myślałam, że to wcale nie nastąpi.  Że będzie żyć i żyć, a jednak musiałam dotrzymać słowa. Trochę to trwało, ponieważ zebranie tego w treść kosztowało mnie też wiele emocji. Dużo razy zaczynałam pisać i po kilku zdaniach odpuszczałam ponieważ to było ponad moje siły.
Mówi się, że czas leczy rany, nieprawda. Człowiek się tylko oswaja z bólem.
Anielska cierpliwość wymaga diabelskiej siły.


Offline Nadaszyniak

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 3 039
  • Polubień: 4718
  • Psychomanipulacja owieczek # wielkiej wieży(Ww)
Odp: Z życia wzięte .....
« Odpowiedź #1205 dnia: 15 Styczeń, 2019, 14:36 »
Tazła-dziękuję


Offline Kerostat

Odp: Z życia wzięte .....
« Odpowiedź #1206 dnia: 15 Styczeń, 2019, 21:19 »
Tazła
Chwała Ci za dotrzymanie słowa danego, tak mocnej kobiecie.

Ateizm to postawa, że zaprezentowane dowody za istnieniem boga są za słabe aby uznać istnienie takiego bytu za realne.


Offline Adam_73

Odp: Z życia wzięte .....
« Odpowiedź #1207 dnia: 16 Styczeń, 2019, 21:40 »
Jezu
jesteśmy wszyscy zwierzętami.. no ok, skrzyżowaniem zwierzęcia z aniołem Bożym ...


Offline Proctor

Odp: Z życia wzięte .....
« Odpowiedź #1208 dnia: 16 Styczeń, 2019, 23:11 »
Bałem się to czytać . Aż podnosiłem się na krzesełku ze spiętymi mięśniami. Miałaś szczęście w nieszczęściu .
Zadziwiające , że często dzieje się tak , że dzieci świadków , zwłaszcza dziewczynki , nie mają ze swoimi rodzicami ,zwłaszcza z matkami  bliskich relacji . Porażające.
Ta ciągła zmiana zdjęcie to jakieś głębsze przemyślenia czy pod wpływem Harnasia? :) ;D


Offline HARNAŚ

Odp: Z życia wzięte .....
« Odpowiedź #1209 dnia: 17 Styczeń, 2019, 09:43 »
Ta ciągła zmiana zdjęcie to jakieś głębsze przemyślenia czy pod wpływem Harnasia? :) ;D
Pod wpływem śmierci rodziców Harnasia.


Offline zenobia

Odp: Z życia wzięte .....
« Odpowiedź #1210 dnia: 17 Styczeń, 2019, 10:25 »
Więc stan bardzo podobny , tylko dłuzej się , trzeżwieje'