Witaj, gościu! Zaloguj się lub Zarejestruj się.

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Autor Wątek: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE  (Przeczytany 6222 razy)

Offline PoProstuJa

Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
« Odpowiedź #15 dnia: 12 Listopad, 2018, 20:33 »
Ja powiem otwarcie.
Lubię prawdziwe historie z życia.
Życie dostarcza tak wiele, że nie ma potrzeby fantazjować, chyba że ktoś lubi i są tacy co lubią to czytać.
Nigdy w fantastyce nie gustowałem.

Podobnie z kryminałami.
Zawsze lubiłem prawdziwe opisy kryminalne (i takie czytam jak się napatoczą), a nie takie wymyślane.

Roszada, podzielam Twoje zdanie. Też lubię historie z życia wzięte! :)
I nawet już miałam taki pomysł, żeby zadzwonić do Warwick i poprosić o wywiad z bratem Dżefrejem, ale okazało się, że niestety przebywa na urlopie...  ;D

Z kolei w Nadarzynie powiedzieli mi, że mnie przełączą do Działu Prawnego, ale po pół godzinie oczekiwania postanowiłam się rozłączyć :)

Sam więc rozumiesz, że musiałam zdobyć informacje o bracie Dżefreju i bracie Wiktorze w inny sposób...  ;D

Ale na pocieszenie Roszada dodam, że to nie są historie w stylu: "na ziemi wylądowali kosmici", ale to historie, które non stop zdarzają się w tej organizacji. Wcale się nie upieram co do takich szczegółów w którym dokładnie pokoju mieszkało małżeństwo w Betel, któremu przydarzyła się historia z ciążą. Ale nie jest to wymysł z kosmosu, bo pisał o tym np. Raymond Franz. Tak samo pisał o wyjazdach członków Ciała Kierowniczego na wakacje, choć nie wymieniał wtedy jaką latają klasą. Dopiero wyszło to na jaw ze 2 lata temu, gdy jeden z nich został przyłapany na locie w klasie biznes za 10 tysiaków dolarów.

Ja naprawdę się nie upieram, że to są autoryzowane biografie  ;D Jednak obawiam się, że oprócz wzmianki w Strażnicy, nie ukażą się żadne inne artykuły na temat życia członków Ciała Kierowniczego. I postanowiłam tę lukę wypełnić  ;D

-----------

Chcę dawać ludziom radość. A każdy raduje się z czego innego... stąd nie każdy będzie tu zaglądał :)

Przy okazji Roszado mam do Ciebie pytanko... skoro nie lubisz fantastyki, to jak się czułeś czytając na przykład Wspaniały Finał Objawienia Bliski...?! lub tomy Russella?  ;D

Ja lajkuję wytrwale każdą scenę. Nawet reklamę zalajkowałam. Jesteście oboje niesamowici. I want more, MORE AND MORE

Dziękuję Villa Ella za miłe słowa zachęcające mnie do dalszej twórczości :) Szkoda, że już długi weekend za nami, bo czasu na pisanie nie będę miała w tygodniu zbyt wiele.

 Ale może zainspirowałam jeszcze kogoś, kto będzie chciał tu dorzucić swój odcinek...?
Jest tu co najmniej parę takich zdolnych osób... może się skuszą?! :)


Offline Roszada

Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
« Odpowiedź #16 dnia: 12 Listopad, 2018, 20:45 »
Cytuj
Przy okazji Roszado mam do Ciebie pytanko... skoro nie lubisz fantastyki, to jak się czułeś czytając na przykład Wspaniały Finał Objawienia Bliski...?! lub tomy Russella? 
Ja nie czytałem w całości pewnie nigdy tego. Fragmentarycznie tak.
Ale żadnego pewnie tomu Russella nie czytałem w całości. Tego się nie da czytać.
Wylądowałbym w domu wariatów, gdybym to wszystko przeczytał.
To samo Wspaniały finał...

Dziś na ogół, jak piszę artykuł, to poprzez wyszukiwarki i skorowidze (a mam kilka) znajduję odpowiednie fragmenty. Wtedy czytam może jakiś szerszy kontekst danej partii.


Offline PoProstuJa

Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
« Odpowiedź #17 dnia: 12 Listopad, 2018, 20:57 »
Ja nie czytałem w całości pewnie nigdy tego. Fragmentarycznie tak.
Ale żadnego pewnie tomu Russella nie czytałem w całości. Tego się nie da czytać.
Wylądowałbym domu wariatów, gdybym to wszystko przeczytał.
To samo Wspaniały finał...

Dziś na ogół, jak piszę artykuł, to poprzez wyszukiwarki i skorowidze (a mam kilka) znajduję odpowiednie fragmenty. Wtedy czytam może jakiś szerszy kontekst danej partii.

No widzisz Roszada... a Świadkowie czytali te książki zdanie po zdaniu... i jakoś musieli żyć dalej!
  ;D

A przestudiowałam - sama - słowo po słowie Finał Objawienia jeszcze jako nastolatka. A za kilka lat pojawiło się nowe światło i pamiętam jak wklejałam do Finału Objawienia specjalne doklejki ze zmienionym tekstem. To była koronkowa robota...  :) Łaska Boska, że nie kazali Świadkom wycinać z czarnych Biblii usunięte przez nich fragmenty biblijne, tylko wspaniałomyślnie dali im nową, srebrną Biblię!

No i widzisz Roszada... dla mnie to historia z życia wzięta, a dla innych ludzi, nie związanych ze Świadkami, taka informacja, że doklejali sobie oni sobie nowe teksty z "nowym światłem" do książek byłaby uznana za fantazję!
Możliwe zatem, że Dylematy najbliższe będą aktualnym Świadkom i odstępcom.

Przy okazji marzy mi się żeby napisał do mnie ktoś z Nadarzyna i podsunął mi pomysły na kolejne odcinki.
Chłopaki, zapraszam. Nie gryzę!  ;D ;D ;D


Offline Roszada

Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
« Odpowiedź #18 dnia: 12 Listopad, 2018, 21:04 »
Na Zachodzie nie doklejali, bo tam wyszła po prostu w 2006 r. nowa wersja:

2006: Wspaniały finał Objawienia bliski! (© 1988; druk: 2006) (po polsku zmiany zostały opublikowane w km 9/06):

No ale w Polsce to rzeczywiście zabawa. :)

Zapomnieli dodać, że to "zrewidowana" wersja. ;)


Online ihtis

Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
« Odpowiedź #19 dnia: 12 Listopad, 2018, 22:09 »
Ja nie czytałem w całości pewnie nigdy tego.
Ja przeczytałem w całości Wspaniały Finał... i podkreślałem na 4 różne kolory. To było coś. Szkoda, że już nie ma tego typu publikacji.


Offline Roszada

Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
« Odpowiedź #20 dnia: 12 Listopad, 2018, 22:22 »
Ja przeczytałem w całości Wspaniały Finał... i podkreślałem na 4 różne kolory. To było coś. Szkoda, że już nie ma tego typu publikacji.
Ja może go na raty też przeczytałem skoro napisałem cykl art.

https://swiadkowiejehowywpolsce.org/literatura-pokarm-na-czas-sluszny/sciaga-do-apokalipsy/msg17443/#msg17443

ale ciurkiem to nie.


Online ihtis

Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
« Odpowiedź #21 dnia: 12 Listopad, 2018, 22:49 »
Mnie tez pare dni zajęło. Niemniej szkoda że ten finał to już historia i w sumie nie finał ale stara wersja finału. A właściwie tam było tyle  rzeczy nieaktualnych, z Dzisiejszej perspektywy, to nie był finał Objawienia bo były nowe światła, a więc nowe objawienia.
Finał zakłada że już nie będzie nowych świateł a były więc to nie był finał Objawienia  ha ha
« Ostatnia zmiana: 12 Listopad, 2018, 22:52 wysłana przez ihtis »


Offline Nadaszyniak

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 3 030
  • Polubień: 4710
  • Psychomanipulacja owieczek # wielkiej wieży(Ww)
Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
« Odpowiedź #22 dnia: 12 Listopad, 2018, 23:40 »
Jatiw-PoProstuJa
Świetnie piszesz, lubię taki styl, masz talent twórczy i wena nigdy Ciebie nie zawodzi, pisz, pisz, pisz o tych guru i nie tylko z najwyższego szczebla drabiny Jakyba
podaj jak możesz numerologię do ''warwi- landu'' może zmienili to hasło łączeniowe, bo kiedy ostatnio dzwoniłem odzywa się wrzeszczący piskliwy-diabelski głos ''WRZUĆ MONETĘ" a potem cisza... :)
« Ostatnia zmiana: 12 Listopad, 2018, 23:54 wysłana przez Nadaszyniak »


Offline PoProstuJa

Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
« Odpowiedź #23 dnia: 13 Listopad, 2018, 12:36 »
Odcinek 5 – Dylematy brata Wiktora... cd.

Brat Wiktor wstał w poniedziałek około 6 rano, nie zrażony tym, że przed nim znów cały roboczy tydzień. Był przyzwyczajony do wczesnego wstawania i do wytężonej pracy przez większą część dnia, a niejednokrotnie i nocy.
Wiktor miał na głowie wiele obowiązków i musiał mieć czas na to, aby móc się z nich sumiennie wywiązywać. Odkąd w Betel robiono coraz większe cięcia personelu, na Wiktora spadało coraz więcej pracy. Powoli 24-godzinna doba stawała się dla niego za krótka.

Wiktor urzędował więc już w swoim biurze od samego rana i załatwiał różne sprawy. Tak jak zwykle otwierał sobie kilka tabelek w Excelu i niczym sprawny żongler co chwilę odszukiwał tę właściwą, do której wpisywał nowe informacje.

Część z tych tabelek, dotycząca różnych spraw zborowych, była podpisana w oficjalny sposób. Wiktor miał jednak również takie tabele, które musiał wypełniać w sposób zaszyfrowany. A wszystko to na wypadek, gdyby w Nadarzynie miała odbyć się kontrola – na przykład na wniosek sądu. Wiktor nie mógł pozwolić sobie na to, żeby jakiś świecki sąd przechwycił ich najbardziej tajne dane. A do takich z pewnością należały informacje na temat pedofili, którzy niestety co jakiś czas byli zgłaszani do Działu Prawnego przez starszych zboru z całej Polski.

Wiktor opracował zatem tabelę o niewinnej nazwie: „Zakupy spożywcze” i uzupełniał ją oraz aktualizował po każdej rozmowie ze starszymi z poszczególnych zborów.

W pierwszej kolumnie „Nazwa sklepu” Wiktor w fantazyjny sposób wpisywał nazwę zboru, z którego pochodziła zgłaszana przez koordynatora osoba podejrzana o pedofilię, np.: Krakowski Kredens w Centrum; Łódzka Biedronka  Południowa; Warszawskie Delikatesy Mokotowskie. Do kolejnej rubryki: „Kierownik sklepu” Wiktor wpisywał nazwisko starszego zboru, z którym rozmawiał. W trzeciej kolumnie wpisywał nazwisko „magazyniera”, który oznaczał podejrzanego pedofila.

Wiktor był skrupulatny, zatem potrzebował jeszcze takich danych jak pełniona przez podejrzanego pedofila funkcja w zborze oraz to czy w jego sprawie powołano komitet sądowniczy i jakie były jego efekty – ograniczenie, wykluczenie, a może brak jakichkolwiek konsekwencji.

Tak więc w rubryce „rodzaj warzywa / owocu” można było znaleźć (zgodnie ze zborową hierarchią) na przykład takie nazwy jak: szczypiorek (dla podejrzanego o pedofilię zainteresowanego), pomidor (dla podejrzanego o pedofilię nieochrzczonego głosiciela), pospolity burak pastewny (dla zwykłego głosiciela), ogórek (dla pioniera pomocniczego) i kapusta (dla pioniera stałego). Podejrzany o pedofilię sługa pomocniczy otrzymał w tabeli wdzięczną nazwę „czosnek”, a starszy zboru nosił miano „kartofla”. Dla głównego koordynatora zboru zarezerwowana była natomiast nazwa: „kalafior”. Dla członków organizacji, którzy byli jeszcze wyżej w hierarchii obowiązywały już określenia większego kalibru, m.in.: „ananas”, „arbuz”, „dynia zwyczajna” czy też „dynia olbrzymia”.
Słowem, Wiktorowi uzbierał się już cały warzywniak.

Wiktor właśnie odebrał telefon od koordynatora zboru w Toruniu i w trakcie rozmowy z nim sporządzał sobie notatkę na kartce:
„Pospolity burak pastewny wraz z ogórkiem ze sklepu Toruńska Żabka chcieli ugotować 6-letnią zieloną fasolkę. Sprawa została zgłoszona przez właścicieli fasolki do Sanepidu. Kierownik sklepu z buraka pospolitego osobiście zrobił ćwikłę, natomiast ogórka postanowiono zakonserwować na pół roku. Po pół roku ogórek, w razie poprawy, może się starać o to, żeby zostać czosnkiem. W przypadku braku poprawy rozważa się przygotowanie z niego mizerii.
Z burakiem i ogórkiem we wspólnej sałatce był również pomidor, ale po wydarzeniach z fasolką, postanowiono zrobić z niego keczup i przenieść do innego sklepu.”

Wiktor właśnie kończył zapisywać ostatnie zdanie, gdy usłyszał pukanie do drzwi biura. Przeprosił więc na chwilę swojego telefonicznego rozmówcę i głośniejszym tonem wypowiedział „proszę” w kierunku drzwi.
Po chwili drzwi gabinetu otworzyły się z łoskotem, a w ich progu, ku wielkiemu zaskoczeniu i zdumieniu Wiktora, stanął….. Gracjan….

Cdn.



Offline PoProstuJa

Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
« Odpowiedź #24 dnia: 14 Listopad, 2018, 15:19 »
Co tu taka cisza? Odstępcy tu nie zaglądają, czy jak?  ;D


Offline Nadaszyniak

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 3 030
  • Polubień: 4710
  • Psychomanipulacja owieczek # wielkiej wieży(Ww)
Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
« Odpowiedź #25 dnia: 14 Listopad, 2018, 19:54 »
Co tu taka cisza? Odstępcy tu nie zaglądają, czy jak?  ;D
moje trzy grosze:
Zaglądamy, zaglądamy i na następną z niecierpliwością  zaskakującą niespodziankę wyglądamy


Offline Borelioza2

Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
« Odpowiedź #26 dnia: 15 Listopad, 2018, 09:44 »
Alle super🙂


Offline PoProstuJa

Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
« Odpowiedź #27 dnia: 15 Listopad, 2018, 20:30 »
Odcinek 6 – Dylematy brata Wiktora cd.

Wiktor rozmawiał w swoim biurze przez telefon, jednak po przybyciu niespodziewanego „gościa” przeprosił swojego rozmówcę, zapewnił że oddzwoni później i odłożył słuchawkę. Gracjan w tym czasie przyglądał mu się stojąc cały czas w progu z założonymi rękami.

Wiktor był zaskoczony nie tylko nagłym przyjściem Gracjana, ale przede wszystkim jego eleganckim wyglądem – Gracjan w swoim nowym, błyszczącym grafitowym garniturze, fioletowej koszuli i jedwabnym krawacie, a także czarnych, wypucowanych skórzanych butach wyglądał jak prezes firmy.

- Wchodź do środka, nie stój w progu! – Wiktor ściszonym głosem zwrócił się do „gościa”, prawie wpychając go do biura i zamykając pospiesznie za nim drzwi. – Co tu robisz?
- Przyszłem porozmawiać…
- Ale dlaczego o tej porze?! Przecież wiesz, że zaraz zejdą się do biura inni pracownicy!
- Mi to nie przeszkadza…
- Ale mi przeszkadza. Czego chcesz?! Tylko migiem mów o co chodzi!
- Przyszłem porozmawiać o mojej pracy w biurze… jestem już przygotowany.
- Gracjan… czy ja ostatnio nie wyraziłem się jasno?! Przecież ci mówiłem, że nie ma takiej możliwości! – Wiktor starał się mówić spokojnie, ale czuł jak narasta w nim zdenerwowanie.
- Ale ja tu muszę pracować. Muszę i koniec. Mamusia specjalnie wzięła chwilówkę żeby mi tylko ten garnitur kupić, a bracia z mojego zboru w Pcimiu Dolnym już wiedzą, że awansowałem do biura. Znaczy się mamusia im powiedziała…
- To będziesz musiał powiedzieć mamusi, że jej synek jednak dalej zostaje w sekcji szambiarskiej!
- Taka możliwość jest niemożliwa! – Gracjan wypowiedział te słowa pewnym i stanowczym tonem. Stanął na środku gabinetu, założył rękę na rękę i całym swoim ciałem przyjął postawę: „ja się stąd nie ruszę!”.
- A jednak… Żegnam! – Wiktor był już maksymalnie zdenerwowany bezczelnością Gracjana i ręką wskazał mu drogę do wyjścia.
- Dobrze, pójdę. I tak nie mogę tu dłużej zostać, bo za 20 minut spotykam się z bratem Kazimierzem… - Gracjan ostatnie dwa słowa wypowiedział ze szczególnym namaszczeniem.

„A to menda! Co on kombinuje?!” – przez głowę Wiktora zaczęły przebiegać różne myśli. „Dlaczego ten idiota chce iść do największej szychy w zarządzie?!”
- Gracjan… co ty kombinujesz?
- Nic bracie Wiktorze… Mam mu spuścić powietrze z kaloryfera… A przy okazji może go zapytam o to i o owo… Na przykład o książki niejakiego Franza Rajmunda, które w Betel niektórzy bracia czytają… - Gracjan porozumiewawczym wzrokiem spojrzał w kierunku biurka Wiktora.

„A to szuja!” – Wiktor aż syknął z wściekłości w myślach – „Ten patałach chce mnie szantażować!”

- Gracjanku! Przyznam, że ciebie nie doceniłem! Jesteś większą szują niż myślałem! I wiesz co?! I to mi się w tobie podoba! W końcu pokazałeś swój charakter! – Wiktor poklepał po ramieniu osłupiałego ze zdziwienia Gracjana. – Takich ludzi potrzebujemy w Betel!

Gracjan wyraźnie zadowolony uśmiechnął się nieśmiało.

- Tylko Gracjanku zanim pójdziesz do brata Kazimierza, to chciałbym ci coś pokazać. Nie wiem czy wiesz, ale od dziecka grałem z ojcem w szachy. I ojciec zawsze mi powtarzał, że nie sztuką jest przewidzieć ruch przeciwnika, ale sztuką jest wyprzedzić go aż o dwa ruchy! Podejdź no do mojego biurka…

Wiktor otworzył trzecią szufladę, z której wyjął gęsto zapisaną kartkę formatu A4 i zaczął ją studiować na głos:
- Co my tu mamy… 15 maj 2007… nasz nastoletni Gracjanek został przyłapany na paleniu papieroska… odbyła się rozmowa ze starszym zboru, Gracjanek dostał upomnienie…
Później Gracjanek miał dalsze przygody… 13 sierpień 2008… komitet sądowniczy… podejrzenie o niemoralność na ośrodku pionierskim… co prawda winy Gracjankowi nie udowodniono, ale jednak ograniczenie na pół roku nałożone. Co my tu mamy dalej… 31 grudzień 2009… Gracjanek przyłapany na nadużywaniu alkoholu podczas spotkania w braterskim gronie… znowu rozmowa ze starszymi… No a teraz najgorsze – 2010 – Gracjanek widziany w knajpie ze światusami zżerał tort urodzinowy!
No burzliwą miałeś młodość Gracjanku! – Wiktor z ironią w głosie i nieskrywaną satysfakcją patrzył na coraz bardziej czerwonego ze wstydu Gracjana. – To cud, że ciebie na zbity pysk ze zboru nie wywalili! I co ciekawe ANI JEDNA z tych informacji nie znalazła się w twoim wniosku do Betel…! Klasyczny przykład zatajenia swoich grzechów! Za takie coś, to się u nas wylatuje na bruk w jednej sekundzie…!

Gracjan pytającym wzrokiem spoglądał w kierunku Wiktora.

- Pewnie się zastanawiasz skąd mam cały twój życiorys Gracjanku, co? No cóż, nie mogę ci zdradzić moich metod zdobywania informacji, ale powiem ci tylko, że masz w zborze bardzo miłych i wygadanych starszych oraz bardzo dobrych przyjaciół. Mam tu nawet ich zeznania z podpisami. Czy mam czytać dalej?!
- Nie szefie… nie trzeba…- odpowiedział oszołomiony Gracjan.
- Tak właśnie myślałem. Dość czytania o przeszłości. Myślę, że dużo bardziej interesująca jest teraźniejszość.

Wiktor wyjął smartfona i zaczął przeszukiwać galerię ze zdjęciami.
- Ooo! Jest! – Wiktor tryumfalnie pokazał Gracjanowi zdjęcie na którym widniał numer jego pokoju w Betel, a następnie kolejne zdjęcie przedstawiające jego sypialnię. – No powiem ci Gracjanku, że porządkiem w swoim pokoju to ty nie grzeszysz! Ale mniejsza z tym. Za bałaganiarstwo u nas nie wywalają z Betel tylko dają ostrzeżenie. Ciekawe jednak co w tym bałaganiku ciekawego można było znaleźć…

Wiktor przerzucał kolejne zdjęcia, na których Gracjan z niedowierzaniem oglądał przedmioty sfotografowane w jego pokoju – w szafce nocnej damskie, koronkowe stringi; w kieszeni spodni z garnituru paczka prezerwatyw, a pod łóżkiem książka „Kryzys sumienia”.
- Ale przecież to nie moje! – Gracjan aż podskoczył z wrażenia!
- Hmmm… dowody w postaci zdjęć jasno i ewidentnie wskazują na to co betelczyk Gracjan trzyma w swoim pokoju! Chyba nie muszę dodawać jaką decyzję w twojej sprawie podejmie brat Kazimierz, gdy zobaczy te zdjęcia?! Że o twoim aktywnym udziale na odstępczych forach nie wspomnę…
Wiesz o tym, że ja tu jestem od kilkunastu lat, a ty dopiero od dwóch. Ja jestem uznanym prawnikiem w Betel, a ty przetykaczem kibelków. Zgadnij komu uwierzą bracia z zarządu?!

Gracjan jeszcze kwadrans wcześniej pewny siebie i zdecydowany na to, aby zmiażdżyć Wiktora, teraz stał jak pokorny cielak ze wzrokiem wbitym w swoje wyglancowane półbuty.

- Dobra Gracjan… nie stój mi tak tutaj, bo zaraz ludzie się zejdą, a dodatkowych świadków nam tutaj nie potrzeba. Okazałeś się większą mendą niż myślałem i za to cię polubiłem chłopie. Pokazałeś, że masz jaja i nadajesz się do Betel. Takich ludzi jak ty tutaj potrzebujemy! Potrzebujemy do walki z wrogiem!

Gracjan zdumiony patrzył w kierunku Wiktora i słuchał go z uwagą.

- Teraz idź już na to umówione spotkanie, a my zobaczymy się dzisiaj o 18.00. Tak jak zwykle masz uważać żeby nikt nie widział jak do mnie idziesz.
- Dobrze szefie! – Gracjan wyraźnie rozpromienił się na twarzy.

Wiktor natomiast z niesmakiem spojrzał w kierunku wielkiej mapy Polski upstrzonej setkami kolorowych pinezek oznaczających odstępców w polskich zborach. Wskazał na nią ręką i oznajmił:
- Gracjan. Znaj moje dobre serce. Mimo, że chciałeś mi zrobić duże świństwo i ugryźć rękę, która cię karmiła, ja wspaniałomyślnie ci przebaczyłem. I teraz ty mi się za to odwdzięczysz, a w nagrodę za dobrze wykonane zadanie awansujesz do biura na gońca. Musisz mi tylko pomóc rozgnieść te odstępcze pluskwy! Mam dla ciebie misję…


Offline PoProstuJa

Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
« Odpowiedź #28 dnia: 15 Listopad, 2018, 22:16 »
Suchar wieczorny:

Co myśli sobie betelczyk czytający w Nadarzynie ukradkiem "DYLEMATY WARWICKO-NADZARZYŃSKIE"?

"Kobieta mnie bije!"

 ;D ;D ;D


Offline Światus

Odp: Z cyklu: DYLEMATY WARWICKO-NADARZYŃSKIE
« Odpowiedź #29 dnia: 15 Listopad, 2018, 23:13 »
SIOSTRA BOŻENKA  :D

   Siostra Bożenka została Świadkiem Jehowy z własnego wyboru. Zawsze ciągnęło ją do religii, gorąco pragnęła dowiedzieć się czegoś więcej o Bogu. W jej rodzinnym domu rzadko mówiło sięo tych sprawach. Co niedzielę chodziła z rodzicami do kościoła, ale przeważnie się tam nudziła. O ile z uwagą słuchała czytań, to już kazania nie na temat prawie ją usypiały. Ona chciała czegoś więcej…
   
         Pewnego dnia wydarzyło się coś, co zmieniło całe jej życie. Rodzice wyjechali na weekend do rodziny na wsi. To nie było towarzystwo dla niej, nie znosiła niekończących się dyskusji na temat: „Czy pamiętasz Wojtka, tego co się ożenił z Agatą, co jej brat jest szwagem Zdzicha, a teściem Pawła, co pracował w młynie 20 lat temu?”. Takie dyskusje sprawiały, że odpływała po 2 minutach i miała szczerą chęć udusić osobę, która rozpoczęła tę wyliczankę. Lepiej było zostać w domu. Przynajmniej można się było wyspać. Wszak życie 21-latki, nawet uduchowionej, nie kończy się o godzinie 20-tej.
   
      Była sobota, więc nie zamierzała zrywać się o świcie, tym bardziej że po piątkowej imprezie, poszła spać dopiero o 3-ej nad ranem. Właśnie miała sen, ten z serii przyjemnych, na których wspomnienie na twarzy pojawia się uśmiech, a w oczach rozmarzenie, o motylach w brzuchu nie wspominając. Było ciepło. Leżała na zielonej łące, wyszywanej głównie czerwonymi makami, oraz tu i ówdzie kąkolem. W pewnym momencie zobaczyła, że zbliża się do niej wysoki, przystojny mężczyzna. Nie mogła wyraźnie ujrzeć jego twarzy, ale wcale się go nie bała, wprost przeciwnie, na myśl o nim, jej ciało przeszył dreszcz podniecenia. Mężczyzna uklęknął koło niej i pochylił głowę, by ją pocałować. Zamknęła oczy w niecierpliwym oczekiwaniu. W tym momencie rozległ się śpiew słowika. - Jak romantycznie. - pomyślała Bożenka. - Nawet przyroda nam sprzyja. - Nadal miała zamknięte oczy, nadal czekała na pocałunek, a słowik nadal śpiewał… coraz głośniej i głośniej! - Zamknij się cholerny wyjcu! Wszystko psujesz! - Wtedy do jej świadomości zaczęło docierać, że to nie słowik, tylko dzwonek domofonu. Zakleła cicho pod nosem, ale zerwała się, ubrała i podniosła słuchawkę.
- Słucham? - rzuciła zirytowana.
- Dzień dobry. - rozległ się miły, damski głos z drugiej strony. - Czy zechciałaby pani porozmawiać z nami chwilę o Bogu?
Zaskoczona dziewczyna szeroko otworzyła oczy. - To może być to! Okazja żeby lepiej poznać Boga i Biblię.
- Bardzo chętnie, proszę wejść.
Po chwili rozległo się pukanie do drzwi, a na klatce schodowej stały dwie skromnie ubrane panie. Obie trzymały Biblie, a w torbach zauważyła kilka książek i czasopism.
- Jestem Noemi. – przedstawiła się młodsza z kobiet.
- A ja Krystyna. - dodała starsza.
- Bożena.
- Pani Bożeno, czy zauważyła pani, ile dzisiaj na świecie dzieje się złych rzeczy? Ciągle słyszymy o wojnach, kradzieżach, morderstwach… Jak Pani myśli, czy jakiś ludzki rząd może zapewnić trwały pokój i bezpieczeństwo? I kto jest za to wszystko odpowiedzialny?

   Okazało się, że miłe panie były Świadkami Jehowy i w ten oto sposób, młoda Bożenka zaczęła poznawać Prawdę. Na początku miała pewne wątpliwości co do niektórych nauk, ale jej nauczycielki i przewodniczki po nowej wierze, potrafiły wyjaśnić wszystko na podstawie wersetów biblijnych. Potem zaczęła korzystać ze specjalnie przygotowanej do tego celu książki; „Wiedza, która prowadzi do życia wiecznego”. Mimo początkowego wahamia, z każdym tygodniem coraz bardziej podobała jej się nowa religia.  Nie chciała denerwować rodziców, więc mówiła im, że idzie się uczyć do koleżanki, do kina, na spacer. Po kilku miesiącach przestały ją męczyć wyrzuty sumienia, już wiedziała, że najważniejsza jest służba dla Jehowy, dopiero potem reszta. Dowiedziała się, że światem rządzi Szatan Diabeł, który zrobi wszystko, aby nie należała do ludu Bożego, pod jego wpływem, nawet jej najbliżsi mogą być negatywnie nastawieni do jej nowej wiary i powinna być na to przygotowana. Często było jej smutno, że do tej pory obchodziła pogańskie święta i wierzyła w rzeczy, które nie podobały się Jehowie. Postanowiła się zmienić i spełniać nakazy Boga najlepiej jak tylko się da. No i nie chciała zginąć w Amagedonie! Już jakiś czas temu wyrzuciła ze swojego pokoju krzyż i wszystkie „święte obrazki”. Nie mogła patrzeć na te wszystkie bałwany.
   
      O chrzcie powiedziała rodzicom dopiero 2 miesiące przed letnim Kongresem, na którym miała przyjąć symbol. Ojciec zareagował na tę wiadomość obojętnie, matka rozpłakała się i próbowała jej tłumaczyć, że źle robi.
- Bożenko, jechowcy to sekta! Dziecko, proszę cię, nie rób tego. Zniszczysz sobie życie.
Mamo, ty nic nie rozumiesz. Kościół to sekta, Trójca to wymysł szatana. I te wszystkie święta, które nie podobają się Bogu, bo mają pogańskie pochodzenie! Nie chcę więcej należeć do religii fałszywej!
- Córeczko, ale oni rozbijają rodziny… - próbowała tłumaczyć matka.
- To bzdura! Świadkowie Jehowy, to ogólnoświatowy zbór miłujących się braci i sióstr. Nie mogliby zrobić czegoś takiego. - Bożena już prawie krzyczała.
- Dobrze Bożenko. - matka miała łzy w oczach. - Zrobisz, jak chcesz.  Pamiętaj, że zawsze możesz na nas liczyć.

   Symbol przyjęła zgodnie z planem podczas Kongresu na Stadionie Dziesięciolecia. Przepełniało ją takie szczęście, że chciała krzyczeć z radości. Czuła w sobie wtedy taki zapał i chęć do działania, że mogłaby iść zaraz, tak jak stała, głosić o zbliżającym się Królestwie Bożym od drzwi do drzwi. Wszyscy byli dla niej tacy mili i serdeczni. Gratulowali i uśmiechali się do niej. To było fantastyczne przeżycie.

   Później zaczęło się zwyczajne zborowe życie. Zebrania, szkoła teokratyczna, domowe studium, studium Biblii, studium Strażnicy. Nie narzekała, podobało jej się to. Cieszyła się, że Jehowa prowadzi ją za pośrednictwem swego kanału łączności w Brooklynie, że z każdym nowym światłem zbliża się do Prawdy. Coraz bardziej angażowała się w życie zboru. Na przedostatnim roku psychologii, Bożena zdecydowała, że rzuci studia i zostanie pionierką. Tak też zrobiła, mimo że ojciec i matka starali się ją odwieść od tego pomysłu. Nie żałowała. Wiedziała, że Jehowa wynagrodzi jej poświęcenie i zapewni jej lepszą edukację niż najlepszy uniwersytet.

   Nie żałowała sił, zdrowia, ani czasu na służbę i naukę. Po kursie pionierskim ruszyła w teren. Bardzo lubiła głosić, czuła, że to jej powołanie. W służbie poznała też swego przyszłego męża, skromnego, nieśmiałego chłopaka, który rzadko otwierał usta, ale kiedy się uśmiechał, ukazywał garnitur śnieżnobiałych zębów. Zakochała się w tym jego cudownym uśmiechu. Ślub cywilny wzięli po pół roku znajomości. Starszy wygłosił piękną mowę na Sali Królestwa.
***

   Od tamtej pory minęło prawie 20 lat. On został sługą pomocniczym, pionierem, potem starszym zboru. Ona przez wszystkie te lata była pionierką, czasami pomocniczą, czasami pełnoczasową. Z czasem pierwsza, najsilniejsza miłość przygasła, zastąpiła ją szara rzeczywistość. Mąż Bożeny okazał się człowiekiem małomównym, za to surowym, na szczęście tylko dla członków zboru, a nie dla niej. O nie! Ona nie dawała sobie w kaszę dmuchać! Życie nauczyło ją, ze jak się o coś nie wykłucisz, to nic nie będziesz mieć. Czasami służba polowa, a zwłaszcza „stojakowanie” były tak nudne, ze aby umilić sobie czas, wymieniały się z koleżankami wiadomościami o co ciekawszych osobach ze zboru. Spodobał jej się ten „sport” i wkrótce wiedziała prawie wszystko o wszystkich. Wiedziała też, z kim i o czym może rozmawiać, a przy kim lepiej trzymać język za zębami. Jedyne, co się nie zmieniło, to chęć poznawania Boga i nauk biblijnych. Często czytała Przekład Nowego Świata icieszyła się, że może należeć do jedynej, prawdziwej Organizacji Bożej. Nie mieli z mężem dzieci, zresztą i tak zawsze brakowało im dla siebie czasu. Lepiej poczekać z tym na czas po Armagedonie. Wszak to już niedługo. Pięć lat temu, jakimś zrządzeniem losu, okazało się, że zostali zaproszeni do usługiwania w Betel w Nadarzynie.
I właśnie teraz, siedząc na twardym krześle w nadarzyńskiej pralni, czekała na kolejną dostawę brudnej odzieży i pościeli.
« Ostatnia zmiana: 15 Listopad, 2018, 23:15 wysłana przez Światus »