Witaj, gościu! Zaloguj się lub Zarejestruj się.

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Autor Wątek: Antyrocznik - czyli historie braci co poszli na kompromis  (Przeczytany 1662 razy)

Offline Sebastian

Odp: Antyrocznik - czyli historie braci co poszli na kompromis
« Odpowiedź #15 dnia: 28 Październik, 2021, 13:51 »
kolejny przypadek: Halina, żona Wacława i matka Andrzeja, zmarła w sierpniu 2021

Halina jako dwudziestokilkuletnia kobieta przyjęła chrzest w połowie lat 50-tych, a więc służyła Organizacji ponad 60 lat, zawsze była bardzo gorliwa, jako panna wiele lat była pionierką specjalną. Później, po wyjściu za mąż i urodzeniu syna nadal była bardzo gorliwa.

Wielokrotnie ja Sebastian i siostra Halina w latach 90-tych wspólnie głosiliśmy od domu do domu.

Biblia zapowiada nie tylko trzęsienia ziemi ale także zarazy, więc Halina nie była zdziwiona wybuchem epidemii koronawirusa, ale zszkowało ją... podejście Organizacji Jehowy do tejże epidemii!

Zawsze zwycięska Organizacja (ta sama, która "słucha bardziej Boga niż ludzi" i która nie wystraszyła się ani Hitlera ani Stalina) wystraszyła się malutkiego wirusa i pozamykała sale królestwa i kazała "samemu zrobić sobie pamiątkę" i w 2020 i w 2021 roku.

Z dnia na dzień Halina została sama, bez wsparcia braci, ale chciała być do końca posłuszna.

Ze zboru nikt się Haliną nie zainteresował, więc musiała poprosić swojego _nieochrzczonego_ syna Andrzeja aby zorganizował jej Pamiątkę. Obecnie około 50-letni Andrzej co prawda uważa się za chrześcijanina, ale NIE uznaje za prawidłowy sposobu, w jaki świadkowie Jehowy obchodzą pamiątkę, ale kierując się miłością do sędziwej matki, zorganizował jej Pamiątkę i zarówno w zeszłym roku jak i w obecnym roku spędzał dzień Pamiatki razem ze swoją matką.

Andrzej spytał matkę "mamo, powiedz mi, gdzie zniknęła wiara?" i sprecyzował, że on NIE pyta, czy wiara świadków Jehowy jest prawdziwa czy fałszywa, on pyta "czy Ciało Kierownicze w ogóle wierzy w istnienie Boga", jeśli tak mocno zlekceważyło potrzebę obchodzenia Pamiątki...

Halina ze łzami w oczach odpowiedziała: "synku, nie pytaj... nie wiem... nie pytaj mnie.."

Andrzej współczuł Halinie, że na starość musiała zaznać tak wielkiego rozczarowania...
« Ostatnia zmiana: 28 Październik, 2021, 13:53 wysłana przez Sebastian »
czy wiesz, że (wg świadków Jehowy) _można_ łamać prawo Jehowy _bezkarnie_ przez 183 dni,  ale przez 184 dni NIE można?!


Offline Sebastian

Odp: Antyrocznik - czyli historie braci co poszli na kompromis
« Odpowiedź #16 dnia: 28 Październik, 2021, 18:21 »
historia z przełomu wieków, gdy Polska NIE należała jeszcze do Unii Europejskiej

sędziwe małżeństwo całożyciowych pionierów odziedziczyło po nie służącym Jehowie członku rodziny mieszkanie własnościowe - skromne, ale własne, w tym mieszkaniu nie było nawet łazienki i trzeba było myć sie w misce. Oboje małżonkowie byli bardzo biedni i żyli z najniższych emerytur, więc nie było ich stać na remont i zrobienie łazienki na swój koszt.

Gdy mąż zmarł a żona została wdową, musiała utrzymywać sie z jednej najniższej emerytury.

Oczywiście Organizacja "zapomniała" o swojej służebnicy i nikt nawet nie pomyślał o tym, że wdowie należałoby pomóc materialnie.

Wdowa dorabiała sobie wynajmowaniem pokoju NIE służącemu Jehowie studentowi wyższej uczelni.

Żadna młoda kobieta (w tym żadna studentka) nie wyobrażała sobie jak można w XXI wieku żyć bez łazienki, więc nie była zainteresowana wynajmem, ale młody mężczyzna zgodził się na tak spartańskie warunki, gdyż wdowa zaproponowała atrakcyjnie niski czynsz.

Po pewnym czasie jakaś zawistna osoba doniosła starszyźnie zborowej, że wdowa "mieszka pod jednym dachem z mężczyzną który nie jest jej mężem".

Starszyzna zborowa nakazała _zaprzestać_ wynajmowania pokoju studentowi.

Nikogo nie interesowało, że po zerwaniu umowy najmu wdowa siedzi zimą w nieogrzewanym mieszkaniu ubrana na cebulę w 7 swetrów w mieszkaniu w którym temperatura wynosi +2 C

Tak Organizacja odwdzięczyła się na starość całożyciowej pionierce.
czy wiesz, że (wg świadków Jehowy) _można_ łamać prawo Jehowy _bezkarnie_ przez 183 dni,  ale przez 184 dni NIE można?!


Offline Gandalf Szary

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 2 529
  • Polubień: 4482
  • Najbardziej boję się fanatyków.
Odp: Antyrocznik - czyli historie braci co poszli na kompromis
« Odpowiedź #17 dnia: 28 Październik, 2021, 19:45 »
Sebastianie i o to właśnie chodzi. O tą bezduszność w imieniu zasad, które nie skalają organizację. Nieważne, co mówi Biblia, nieważne czego nauczał wielki mistrz. Ważny jest wizerunek organizacji, choćby okupiony nieszczęściem współwyznawców.
„Nikt nie jest tak bardzo zniewolony jak ktoś, kto czuje się wolnym, podczas gdy w rzeczywistości nim nie jest”.

Johann Wolfgang Gothe,


Offline Sebastian

Odp: Antyrocznik - czyli historie braci co poszli na kompromis
« Odpowiedź #18 dnia: 28 Październik, 2021, 20:28 »
zdecydowana większość opisanych wyżej przypadków NIE wpisuje się w 100% w to, o co prosił Ex-In, gdyż...

większość (w zasadzie _wszystkie_ poza jednym wyjątkiem żonatego biseksualisty zwerbowanego podczas akcji "Hiacynt" w latach 80-tych) opisanych przypadków NIE dotyczyła "kompromisu" rozumianego jako nieetyczna współpraca z władzą państwową.

ukazałem natomiast bezduszność Organizacji i jej nieumiejętność do niesienia współwyznawcom rzeczywistej pomocy (np. nie udzielono żadnej pomocy psychologicznej ofierze homoseksualnego gwałtu, mimo że ten konkretny gwałt był elementem instytucjonalnych prześladowań ze strony państwa komunistycznego i osobę prześladowaną należałoby otoczyć wszelką możliwą pomocą).

czasami nierozsądnie broniono wizerunku Organizacji NIE zauważając że temu wizerunkowi akurat w tym przypadku absolutnie nic nie zagraża (bo normalni ludzie nie będą posądzać 80-letniej wdowy o seks z 20-letnim studentem), ale zwyciężyły "procedury".

ale właśnie taka jest Organizacja: bezduszna i nierozsądna...
czy wiesz, że (wg świadków Jehowy) _można_ łamać prawo Jehowy _bezkarnie_ przez 183 dni,  ale przez 184 dni NIE można?!


Offline Sebastian

Odp: Antyrocznik - czyli historie braci co poszli na kompromis
« Odpowiedź #19 dnia: 28 Październik, 2021, 21:27 »
gdy w grudniu 2002 opuściłem organizację nie wiedziałem nawet 1% tego co wiem obecnie.
No to ładnie Ci się zmieniła perspektywa postrzegania organizacji.
na wszystko musi przyjść w życiu pora. Zaraz po odejściu z organizacji ani ja nie byłem psychicznie gotowy na poznanie pełnej prawdy o Organizacji ani też internet nie opisywał o Organizacji tego wszystkiego, co obecnie jest publicznie znane.

W 2002 roku trudno byłoby mi uwierzyć w "tajemnicę spowiedzi", w pobieranie dotacji państwowych przeznaczonych dla Babilonu Wielkiego, itd. itp.

w 2002 miałem blade pojęcie o problemie pedofilii i "zasadzie dwóch świadków", ale przez myśl by mi nie przeszło ile tysięcy ofiar ucierpiało wskutek tej polityki...

w 2002 chyba nie uwierzyłbym w to że za dwie dekady to NIE wróg NIE Cezar, ale Ciało Kierownicze _zabroni_ głoszenia od domu do domu...
czy wiesz, że (wg świadków Jehowy) _można_ łamać prawo Jehowy _bezkarnie_ przez 183 dni,  ale przez 184 dni NIE można?!


Offline Estera

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 6 625
  • Polubień: 15807
  • Przeszłości nie zmienię, dziś i jutro jest moje :)
Odp: Antyrocznik - czyli historie braci co poszli na kompromis
« Odpowiedź #20 dnia: 28 Październik, 2021, 22:49 »
w 2002 chyba nie uwierzyłbym w to że za dwie dekady
to NIE wróg NIE Cezar, ale Ciało Kierownicze _zabroni_ głoszenia od domu do domu...
   Dokładnie tak, Sebastianie.
   To jest news nad newsami.
   Chyba nikt by się tego nie spodziewał, taka święta praca w skali świata została zatrzymana.
   A głoszenie od domu do domu, to zawsze był sztandarowy argument śj, jeśli chodziło o docieranie do ludzi na wzór Jezusa.
   Jak to się wszystko może w jednej chwili pozmieniać :)) :))
Nie walczę z organizacją, ja się przed nią bronię, jestem jej ofiarą!
https://komitetsadowniczy.blogspot.com


Offline Sebastian

Odp: Antyrocznik - czyli historie braci co poszli na kompromis
« Odpowiedź #21 dnia: 30 Październik, 2021, 17:30 »
nie wiemy, jak dużo osób oficjalnie zgadzało się z nauczaniem niewolnika o zakazie krwi, ale potajemne jednak tę krew przyjęło, zwłaszcza w czasach Polski Ludowej, gdy "szwadrony śmierci" (czyli komitety łączności ze szpitalami) nie istniały, a Organizacja nie miała nawet możliwości naciskania na chorego.

skojarzyła mi się migawka z telewizji sprzed kilku lat relacjonująca wizytę Jarosława Kaczyńskiego u powracającej do zdrowia po wypadku samochodowym ówczesnej premier Beaty Szydło.

dlaczego o tym opowiadam, skoro ani Beata ani Jarosław NIE należą i nigdy nie należeli do sekty, a tym bardziej nigdy nie wspierali zakazu transfuzji krwi?

chodzi mi o to, jak łatwo zwykła pielęgniarka "ustawiała po kątach" wielkiego i potężnego Jarosława, jednoosobowo zarządzającego całą Polską.

pani pielęgniarka zadała Jarosławowi pytanie czy jest najbliższą rodziną Beaty; odpowiedział że nie jest a wtedy pokazała mu ręką krzesło i kazała mu siedzieć i czekać na korytarzu, bo do sali go nie wpuści i już...

zaskoczony niezaplanowaną i nie dającą się przewidzieć reakcją pielęgniarki, potężny Jarosław Niewielki grzecznie siedział i grzecznie czekał, nie wiedząc czy Beata czuje się na tyle dobrze, że wstanie i wyjdzie z sali aby z nim porozmawiać i przyjąć kwiaty...

skoro można było tak potraktować Jarosława Niewielkiego (i to licząc się z tym, że scenkę pokaże telewizja!) to o ileż łatwej było (w minionych dekadach i bez telewizji) pokazać drzwi każdemu sekciarzowi niespokrewnionemu z chorym...

a jakby dyskutował, można było zadzwonić po milicję obywatelską, która przy pomocy pałki i kajdanek z łatwością wytłumaczy czy wolno czy nie wolno zakłócać porządek w szpitalu...
« Ostatnia zmiana: 30 Październik, 2021, 17:47 wysłana przez Sebastian »
czy wiesz, że (wg świadków Jehowy) _można_ łamać prawo Jehowy _bezkarnie_ przez 183 dni,  ale przez 184 dni NIE można?!


Offline Sebastian

Odp: Antyrocznik - czyli historie braci co poszli na kompromis
« Odpowiedź #22 dnia: 30 Październik, 2021, 18:09 »
kontynuujmy temat krwi... teoretycznie pacjent powinien wyrazić zgodę na zabieg transfuzji (są nawet drukowane formularze na których pacjent składa podpis) więc przynajmniej teoretycznie można wyobrazić sobie sytuację, w której pacjent któremu "wmuszono" krew mógłby postawić tego lekarza przed sądem lub przed jakąś komisją dyscyplinarną, ale...

jakoś nie słyszałem o tym, aby któremukolwiek lekarzowi spadł chociażby włos z głowy...
nie tylko nie słyszałem o żadnej karze finansowej ani tym bardziej o wydaleniu z zawodu...

co więcej, nie słyszałem, aby odbyła się chociaż jedna rozprawa lub chociaż jedno posiedzenie komisji dyscyplinarnej, które chociażby "dla świętego spokoju" (czytaj: aby pacjent się odczepił) karałoby takiego lekarza nawet symbolicznie, chociażby ustnym upomnieniem...

myślę, że nawet fanatykom spośród świadków Jehowy NIE zależy na ściganiu lekarzy za "złamanie prawa boskiego i ludzkiego jednocześnie" czyli za transfuzję wbrew woli pacjenta.
 
skoro tak dzieje się obecnie, to myślę że w czasach Polski Ludowej _tym_bardziej_ lekarze nie odczuwali nawet najmniejszego zagrożenia, w przypadku gdy robili transfuzję wbrew choremu.

jeden z takich przypadków opiszę poniżej
czy wiesz, że (wg świadków Jehowy) _można_ łamać prawo Jehowy _bezkarnie_ przez 183 dni,  ale przez 184 dni NIE można?!


Offline Sebastian

Odp: Antyrocznik - czyli historie braci co poszli na kompromis
« Odpowiedź #23 dnia: 30 Październik, 2021, 18:54 »
Sprawa NIE dotyczy „niewierności” wobec Organizacji ale ukazuje jak podchodzono do zakazów...

Ordynator szpitala w którym na porodówce wydarzyła sie opowiadana historia był cenionym lekarzem, wybitnym fachowcem, ludzie marzyli o tym, aby to właśnie on osobiście zadbał o ich zdrowie.

Z uwagi na jego wysokie zawodowe kwalifikacje mało komu przeszkadzał (użyjmy eufemizmu) „bardzo bezpośredni język”, którym tenże lekarz na co dzień posługiwał się, komunikując się z pacjentami...

Ciężki przypadek, powikłania po porodzie, nie wiadomo czy niemowlę przeżyje, a matka sprzeciwia się transfuzji krwi, czym dodatkowo podwyższa prawdopodobieństwo śmierci niemowlęcia.

Do pacjentki przchodzi sam ordynator i (jako fachowiec) pyta, czy są jakieś „przeciwwskazania medyczne”, na co pacjentka odpowiada, że przeciwwskazaniem jest _wiara_ gdyż ona jest świadkiem Jehowy i wierzy że Biblia zabrania transfuzji krwi.

Nie bawiąc się w żadne grzeczne słówka, ordynator (w obecności kilku osób, które się temu przysłychiwały) prosto i szczerze odpowiedział (cytuję): „...uj kładę na pani wiarę... gdyż nie jestem szarlatanem, ale lekarzem... i moim świętym obowiązkiem jest ratować pani życie i życie pani córeczki...”

Transfuzja odbyła się. Dziecko przeżyło i matka przeżyła. Dziecko wyrosło na piękną zdrową kobietę...

Przed wypisaniem pacjentki i dziecka do domu, ordynator (nie znający wierzeń sekty) próbował pół żartem pół serio pocieszać pacjentkę słowami: „to nie pani obraziła swojego Boga tylko ja, więc niech sie pani nie martwi... to ja po śmierci będę za tę transfuzję smażył się w piekle, a nie pani...”.

pacjentka próbowała „wydać świadectwo” i wytłumaczyć że żadne piekło nie istnieje, a ordynator uśmiechnął się i powiedział: „tym lepiej droga pani... jeśli Bóg na nikim nie będzie mścił się, że dziecko żyje... to tym lepiej!”

Co ciekawe, gdy pacjentka opowiedziała swoim współwyznawcom co wydarzyło się w szpitalu, wszyscy pocieszali ją, mówiąc, że „ten lekarz ma rację, ty jesteś niewinna, ty chciałaś dobrze”...

Nie jest to co prawda przykład „niewierności” ani „pójścia na kompromis”, ale pokazuje, że w chwili zagrożenia życia człowiek potrafi zracjonalizować sobie sytuację i ucieszyć się z tego „że _to_nie_on_ złamał prawo Boże”, a jednocześnie ucieszyć się że (wskutek „złamania prawa bożego”) dziecko żyje...
czy wiesz, że (wg świadków Jehowy) _można_ łamać prawo Jehowy _bezkarnie_ przez 183 dni,  ale przez 184 dni NIE można?!


Offline Gandalf Szary

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 2 529
  • Polubień: 4482
  • Najbardziej boję się fanatyków.
Odp: Antyrocznik - czyli historie braci co poszli na kompromis
« Odpowiedź #24 dnia: 30 Październik, 2021, 20:53 »
Nie tak drastycznie, ale to wydarzyło się też naprawdę. Otóż miałem wypadek samochodowy, po którym jak się kilka godzin później okazało miałem wstrząśnienie mózgu. Wypadek miał miejsce w piątek, a ja w ten sam dzień poszedłem na domówkę, a w sobotę na zebranie. Źle wyglądałem więc jeden z braci postanowił zawieść mnie do szpitala. Tam neurochirurg, do którego trafiłem zbadał mnie, a potem zaaplikował mi zastrzyki. Jeden koloru różowego lub czerwonego. Zanim zdążyłem zareagować dostałem kilka szpryc w żyłę i przy okazji opieprz za zlekceważenie swego stanu. Gdy zorientowałem się, że wpakowano mi szpryce, przejęty i z rozchwianym sumieniem wydusiłem pytanie czy w zastrzykach czasem krwi lub środków krwiopochodnych nie było. Przyznałem, że jestem SJ. Neurochirurg popatrzył na mnie (byłem wówczas gówniarzem względem niego) i powiedział mi abym się nie obawiał. Nie wiem co mi wówczas podał. Przyszło mi także do głowy, że mnie zwyczajnie okłamał i powiedział mi co chciałem usłyszeć. Ale szpryce przyjąłem i do tej pory nie wiem co On mi wówczas podał.
« Ostatnia zmiana: 30 Październik, 2021, 20:57 wysłana przez Gandalf Szary »
„Nikt nie jest tak bardzo zniewolony jak ktoś, kto czuje się wolnym, podczas gdy w rzeczywistości nim nie jest”.

Johann Wolfgang Gothe,


Offline Legion

Odp: Antyrocznik - czyli historie braci co poszli na kompromis
« Odpowiedź #25 dnia: 31 Październik, 2021, 02:05 »
do tej pory nie wiem co On mi wówczas podał.
Jeżeli dostałeś się do szpitala choćby na kilka godzin to chyba powinieneś dostać jakiś wypis?
Mam bliską osobę w służbie zdrowia i od tej osoby wiem że bracia mają dziwną tendencję do opowiadania, że oni "żadnej krwi" już przy paracetamolu. Z perspektywy medyka to może śmiesznie wyglądać gdy po samym dzień dobry od razu słyszy "Jestem świadkiem i żadnej krwi", tak jakby jedynym celem lekarzy to byłoby wlanie w pacjenta hektolitra cudzej krwi.


Offline Gandalf Szary

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 2 529
  • Polubień: 4482
  • Najbardziej boję się fanatyków.
Odp: Antyrocznik - czyli historie braci co poszli na kompromis
« Odpowiedź #26 dnia: 31 Październik, 2021, 07:39 »
Jeżeli dostałeś się do szpitala choćby na kilka godzin to chyba powinieneś dostać jakiś wypis?
Mam bliską osobę w służbie zdrowia i od tej osoby wiem że bracia mają dziwną tendencję do opowiadania, że oni "żadnej krwi" już przy paracetamolu. Z perspektywy medyka to może śmiesznie wyglądać gdy po samym dzień dobry od razu słyszy "Jestem świadkiem i żadnej krwi", tak jakby jedynym celem lekarzy to byłoby wlanie w pacjenta hektolitra cudzej krwi.
[/b][/size]

Nie położył mnie wówczas w szpitalu, tylko zbadał i stwierdził, że mogę iść do domu. No cóż ja wówczas nie tylko względem tego lekarza byłem gówniarzem, ale w ogóle byłem gówniarzem, do tego przestraszonym. A to, że jestem ŚJ to powiedziałem jak od niego z gabinetu wychodziłem i wówczas, jak już było po wszystkim, zadałem swoje głupie pytanie. Muszę przyznać, że lekarz (do tej pory pamiętam jego nazwisko) zachował się profesjonalnie. Popatrzył na przestraszonego chłopaczka i powiedział co miał powiedzieć.
Ps: W tamtych latach była taka szara książeczka zdrowia ze zdjęciem i podpisem i tam mam wpis tego lekarza poświadczającą moją wizytę w szpitalu podczas jego dyżuru.
« Ostatnia zmiana: 31 Październik, 2021, 07:42 wysłana przez Gandalf Szary »
„Nikt nie jest tak bardzo zniewolony jak ktoś, kto czuje się wolnym, podczas gdy w rzeczywistości nim nie jest”.

Johann Wolfgang Gothe,


Offline Sebastian

Odp: Antyrocznik - czyli historie braci co poszli na kompromis
« Odpowiedź #27 dnia: 31 Październik, 2021, 10:07 »
wydawałoby się że przynależność do PZPR i życie w konkubinacie uniemożliwiają członkostwo w Organizacji, ale... zdarzało się że nikt nie sprawdzał dokumentów przed chrztem

w latach 70-tych do organizacji wstąpił człowiek, który _okłamał_ prowadzącego studium, że wystąpił z PZPR, mimo że należał do niej nadal. To były lata konspiracji, więc nikt nie sprawdzał tej informacji, a tym bardziej nikt nie prosił nikogo o dowód osobisty.

Ten sam kłamca okłamał prowadzącego studium biblijne że jego konkubina jest jego ślubną małżonką - ta informacja także nie została sprawdzona. Co więcej: kłamca konsekwentnie używał w zborze innego imienia i nazwiska niż w świecie.

Kłamca budził zaufanie, dawał piękne komentarze na zebraniach, pięknie modlił się itd. itp.

Kłamca awansował na sługę miasta i w "niewielkim ale wojewódzkim" mieście (jednym z 49 miast wojewódzkich Polski Ludowej) był (mówiąc potocznie) szefem wszystkich starszych zboru w tymże mieście.

Jeśli Organizacja jest kierowana przypominającym prąd elektryczny bezosobowym duchem świętym, to musiało dojść do jakiejś usterki w tejże instalacji instalacji elektrycznej gdyż kłamca należał do organizacji ponad 20 lat i aniołowie Boży przez ponad 20 lat nie zareagowali.

Co ciekawe, Organizacja pod kierownictwem owego sługi miasta pięknie się wtedy rozwijała na tamtym terenie, więc wygląda na to że ani konkubinat ani przynależność do PZPR jakoś NIE zatamowały dopływu Bożego błogosławieństwa...
« Ostatnia zmiana: 31 Październik, 2021, 10:10 wysłana przez Sebastian »
czy wiesz, że (wg świadków Jehowy) _można_ łamać prawo Jehowy _bezkarnie_ przez 183 dni,  ale przez 184 dni NIE można?!


Offline Sebastian

Odp: Antyrocznik - czyli historie braci co poszli na kompromis
« Odpowiedź #28 dnia: 31 Październik, 2021, 18:45 »
wspomniana w tym wątku Halina opowiadała mi że kilkakrotnie milicja obywatelska proponowała jej współpracę i że m.in. milicja tłumaczyła jej że "mają wspólnego wroga" bo i komuniści i świadkowie Jehowy walczą z tym samym kościołem katolickim.

Halina twierdziła że odrzuciła wszystkie propozycje ("nie jestem judaszem i srebrniki nigdy mnie nie interesowały") i ja jej w to uwierzyłem gdy oboje byliśmy w zborze i teraz po jej śmierci nadal jestem przekonany o prostolinijności Haliny w tym zakresie.

byli jednak tacy, co lawirowali... wg zasady, którą po "babilońsku" można by oddać dobrze znanymi słowami: "Panu Bogu świeczkę a diabłu ogarek"...

nie wiem jak ta sama zasada brzmiałaby w języku teokratycznym, ale chyba czytelnik rozumie, co mam na myśli...

w każdym razie, wśród osób działających w organizacji Jehowy byli tacy, co współpracowali z władzą komunistyczną ale _nie_byli_ szpiegami ani pracownikami SB lecz robili to "dla idei"...

w Polsce Ludowej organizacja była specyficznie spleciona i z kościołem i z komuną...

pod względem obyczajowym, dominował (bliski niektórym fanatycznym ruchom wewnątrz kościoła katolickiego) nurt skrajnie konserwatywny obyczajowo, tzn. tępiono wszelki seks niemałżeński i tępiono wszelką aktywność nieheteronormatywną, co (na gruncie nauczania strażnicy na tematy seksualne) można stosunkowo łatwo zrozumieć...

trudniejsza do zrozumienia jest fascynacja niektórych osób funkcyjnych w organizacji ideami komunizmu jako ustroju odrzucającego własność prywatną, ale _istniały_ takie postawy...

oczywiście, nikt ze starszyzny NIE nauczał na wykładzie publicznym że "Jezus był pierwszym komunistą"...

oczywiście, nikt ze starszyzny NIE próbował wprowadzać wspólnoty dóbr materialnych w zborze (a w każdym razie nic mi o takich ekscesach nie wiadomo), ale...

ale...

ale przynajmniej niektórym osobom z _kierownictwa_ Organizacji bliska była emocjonalna niechęć do wszelkich bogaczy i prywaciarzy i wyzyskiwaczy.

gdy Sejm PRL 25 września 1981 uchwalił "ustawę o zwalczaniu spekulacji" doszło do ciekawej z pkt widzenia socjologicznego nieoficjalnej współpracy między starszyzną zborową przeciwdziałającą "grzechowi chciwości" a służbami państwowymi, zwalczającymi czyny zakazane w tejże ustawie.

zdarzały się jednak przypadki, gdy ta sama osoba była wykluczana (na zebraniu nie mówiono za co) i "akurat" następnego dnia lub w kolejnym tygodniu była aresztowana przez państwo za spekulanctwo

zdarzały się przypadki niemalże jednoczesnego wykluczenia i uwięzienia cinkciarzy (handlujących zakazaną walutą jaką wówczas były dolary amerykańskie)...

wszystko to zdarzało się na tyle często, że ciężko uwierzyć w "czas i przypadek", a założenie że nie istniała żadna wymiana informacji między władzą komunistyczną a władzą w zborze wymagałoby _bardzo_ wielkiej wiary...

zdarzały się także mniej oczywiste przejawy współpracy między zborem a państwem.

Zbliża się wprowadzenie stanu wojennego i na początku grudnia 1981 działacze solidarności odwiedzają swojego kolegę z pracy który jest świadkiem Jehowy i zachęcają go do wstąpienia w szeregi solidarności. Opierając się na legendzie miejskiej mówiącej o rzekomo doskonałej uczciwości świadków Jehowy stawiają sprawę jasno: wstąp do nas i zostań skarbnikiem w naszym związku zawodowym.

Na gruncie "apolitycznego" nauczania strażnicy odpowiedź powinna być natychmiastowa i oczywista: "nie gniewajcie się, ale odmawiam!" A jednak odpowiedź świadka Jehowy jest inna: "pojutrze dam wam odpowiedź".

I cóż za przypadek: następnego dnia goście tego świadka Jehowy zostają aresztowani przez milicję "nie wiadomo za co". Wszystko dzieje sie jeszcze przed "barbórką" (dokładnie 1 lub 2 grudnia 1981) gdy jeszcze przynajmniej teoretycznie solidarność działa legalnie i jeszcze nie jest zakazana (bo zostanie zakazana dopiero za prawie dwa tygodnie).

Nie ma dowodów że ten świadek Jehowy skontaktował się z milicją obywatelską i wsypał swoich kolegów z pracy, ale jest na tyle prawdopodobne, że nie da się tego wykluczyć.

Pół żartem pół serio możnaby powiedzieć, że to "dość nietypowy sposób" rozumienia zasady, że świadkowie Jehowy powinni być apolityczni... ale z uwagi na to że aresztowano ojca wielodzietnej rodziny powstrzymajmy się od takich żartów...
« Ostatnia zmiana: 31 Październik, 2021, 19:01 wysłana przez Sebastian »
czy wiesz, że (wg świadków Jehowy) _można_ łamać prawo Jehowy _bezkarnie_ przez 183 dni,  ale przez 184 dni NIE można?!


Offline Sebastian

Odp: Antyrocznik - czyli historie braci co poszli na kompromis
« Odpowiedź #29 dnia: 01 Listopad, 2021, 09:44 »
w roczniku fajnie brzmią opowiadania o tym, jak Jehowa opiekuje się swoim ludem... niestety, rzeczywistość jest szara i przykra...

bohater który za wierność Organizacji poszedł do więzienia, odsiedział w _stalinowskim_ więzieniu trzy lata i był tam bity i głodzony i gwałcony butelką, a także m.in. wielokrotnie rażono jego jądra prądem elektrycznym, ale nie wydał absolutnie nikogo, pełna wierność...

po wyjściu z więzienia zauważył, że bracia odsuwają się od niego i nikt nie chce z nim współpracować

wyjaśnienie jest przerażające: oficer SB, który przeniknął do Organizacji, naopowiadał braciom że ów bohater jest kapusiem i że trzeba na niego uważać, itd. itp.

wszyscy od owego bohatera odsunęli się... zmarł w zapomnieniu...
ludzie się od niego odsunęli, a aniołowie Boży o nim kompletnie zapomnieli...
nie miał nawet teokratycznego pogrzebu... pochowany przez Opiekę Społeczną...
czy wiesz, że (wg świadków Jehowy) _można_ łamać prawo Jehowy _bezkarnie_ przez 183 dni,  ale przez 184 dni NIE można?!