Witaj, gościu! Zaloguj się lub Zarejestruj się.

0 użytkowników i 2 Gości przegląda ten wątek.

Autor Wątek: Problem alkoholowy u świadków jehowy!  (Przeczytany 11716 razy)

Offline Sebastian

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 4 070
  • Polubień: 5554
  • tel.kom.+48 799831259 Stowarzyszenie@WYZWOLENI.org
Odp: Alkoholizm w zborach Świadków Jehowy
« Odpowiedź #30 dnia: 16 Marzec, 2018, 17:51 »
to jest kobieta ok. 40-stki która ma 1 dorosłego syna z poprzedniego małżeństwa i czwórkę małych dzieci z tym pijakiem. Tak więc mówimy o dużych pieniądzach z których żona pijaka musiałaby zrezygnować "bo tak chce Jehowa".


Online Gandalf Szary

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 1 527
  • Polubień: 2416
  • Najbardziej boję się fanatyków.
Odp: Alkoholizm w zborach Świadków Jehowy
« Odpowiedź #31 dnia: 16 Marzec, 2018, 18:44 »
Tak więc mówimy o dużych pieniądzach z których żona pijaka musiałaby zrezygnować "bo tak chce Jehowa".
Rozumiem, że piszesz o ewentualnych alimentach. Sąd z pewnością przyzna jej alimenty, ale czy pijaczek będzie miał z czego pokryć swoje zobowiązania wobec żony i dzieci?
,,Jesteś tak daleko ode mnie, czasami jednak blisko tak"


Offline Sebastian

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 4 070
  • Polubień: 5554
  • tel.kom.+48 799831259 Stowarzyszenie@WYZWOLENI.org
Odp: Alkoholizm w zborach Świadków Jehowy
« Odpowiedź #32 dnia: 16 Marzec, 2018, 20:01 »
nawet jeśli pijaczek nie będzie płacił - to jakąś kwotę można wtedy dostać z funduszu alimentacyjnego. Mieszkanie jest współwłasnością obydwojga małżonków - jak dług narośnie można będzie (w ostateczności) zaspokoić roszczenia na ułamkowym udziale pijaczka w tej nieruchomosci. Można także dokonać tzw. zabezpieczenia i w ten sposób uchronić mieszkanie przed roszczeniami np. banków i firm lichwiarskich gdyby pijaczek zaczął brać chwilówki i kredyty. Sumując: państwo zapłaci przynajmniej część zasądzonych alimentów a także zapewni ochronę mieszkania przed wierzycielami. To nie jest mało.

To są wszystko możliwości związane z (tylko pozornie) "bezsensownym ekonomicznie" wnioskiem o alimenty "które i tak nigdy nie będą spłacane".

Nieco trudniej, ale także jest możliwe pozwanie o alimenty dziadków czyli rodziców pijaczka (którzy tak się składa są w TWA ze starszyzną i trzymają stronę synka "bo to zła kobieta była")

poza tym: pamiętajmy że pod względem prawnym dot. alimentów od 1 czerwca 2017 żyjemy w nowej rzeczywistości - teraz jak ktoś 3 miesiące nie płaci to dostaje "propozycję nie do odrzucenia" że ma w 30 dni wyrównać zaległości, a jak nie wyrówna to nie ma zmiłuj się tylko idzie na rok do więzienia bez zawiasów.

Nie wiem jak w waszych miastach, ale w Karpaczu trwoga niesamowita, bo kilku alimenciarzy (dla jasności: mówię o osobach "ze świata") już poszło siedzieć, a kilku innych (dla jasności: także "ze świata") miało "egzekucję na ruchomościach" m.in. komornik pozabierał paru osobom ich drogie samochody zarejestrowane na kochanki. Ogólnie klimat jest taki że wiele osób poważnie przestraszyło sie i zaczęło płacić.

Co więcej: tyłkiem trzęsą budowlańcy zatrudniający alimenciarzy na czarno bo boją sie że przy okazji gmerania przy alimentach ktoś zainteresuje się zatrudnianiem na czarno (a wiec oszukiwaniem ZUS-u i US-u) co daje czasami błogosławione skutki.

Znam jeden przypadek gdy zatrudniający ludzi na czarno prywaciarz dogadał sie z alimenciarzem w ten sposób że pewną część wynagrodzenia wypłaca konkubinie pracownika aby ona na poczcie dokonała zapłaty alimentów w imieniu konkubenta i dopiero jak zobaczy kwitek z pieczątką poczty wypłaca swemu pracownikowi (albo jego konkubinie) resztę pieniędzy.
« Ostatnia zmiana: 16 Marzec, 2018, 20:21 wysłana przez Sebastian »


Online Gandalf Szary

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 1 527
  • Polubień: 2416
  • Najbardziej boję się fanatyków.
Odp: Alkoholizm w zborach Świadków Jehowy
« Odpowiedź #33 dnia: 16 Marzec, 2018, 20:19 »
Przynajmniej tyle, to pocieszające. A żona alkoholika może się go pozbyć z domu?
,,Jesteś tak daleko ode mnie, czasami jednak blisko tak"


Offline Sebastian

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 4 070
  • Polubień: 5554
  • tel.kom.+48 799831259 Stowarzyszenie@WYZWOLENI.org
Odp: Alkoholizm w zborach Świadków Jehowy
« Odpowiedź #34 dnia: 16 Marzec, 2018, 20:25 »
Przynajmniej tyle, to pocieszające. A żona alkoholika może się go pozbyć z domu?
jeśli pytasz o tę konkretna żonę tego konkretnego alkoholika - to na tę chwilę nie może - bo to współwłaściciel mieszkania, który nie używa przemocy.

Perspektywa zmieni się za kilka lat gdyby dokonano egzekucji komorniczej na ułamkowym udziale we współwłasności i dokonano (albo u notariusza albo sądownie) tzw. "zniesienia współwłasności".


Online Gandalf Szary

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 1 527
  • Polubień: 2416
  • Najbardziej boję się fanatyków.
Odp: Alkoholizm w zborach Świadków Jehowy
« Odpowiedź #35 dnia: 16 Marzec, 2018, 20:38 »
Życie pod wspólnym dachem z alkoholikiem to gehenna. Mój pełen szacunek dla tej kobiety!!
,,Jesteś tak daleko ode mnie, czasami jednak blisko tak"


Offline Sebastian

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 4 070
  • Polubień: 5554
  • tel.kom.+48 799831259 Stowarzyszenie@WYZWOLENI.org
Odp: Alkoholizm w zborach Świadków Jehowy
« Odpowiedź #36 dnia: 16 Marzec, 2018, 21:08 »
Życie pod wspólnym dachem z alkoholikiem to gehenna. Mój pełen szacunek dla tej kobiety!!
Niestety, nie wiemy jak potoczy się sprawa, bo pani ta jest mocno zdesperowana do walki o dobro swoich dzieci i równie mocno wierząca w kierownictwo Jehowy nad "Jego organizacją". Prawdopodobnie jej "niewierzący" syn będzie  chciał walczyć bardziej niż ona a ona będzie rozdwojona między Jehową a dziećmi. Dość powiedzieć, że ja nie mogę z nią pogadać bo jestem odstępcą i ona szanuje "prawo Boże" aby z takimi antychrystami jak Sebastian nie rozmawiać (jej syn tego prawa nie przestrzega więc swobodnie ze mną rozmawia). Co będzie dalej: zobaczymy.


Online Gandalf Szary

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 1 527
  • Polubień: 2416
  • Najbardziej boję się fanatyków.
Odp: Alkoholizm w zborach Świadków Jehowy
« Odpowiedź #37 dnia: 16 Marzec, 2018, 21:17 »
Miałem kolegę/przyjaciela, który miał ojca alkoholika. Widziałem jak płaci wysoką cenę swych doświadczeń z czasów dzieciństwa będąc dorosłym. Wiem więc o czym jest mowa. Najgorsze jest to gdy alkoholik czy też pijak w transie jest agresywny. W każdym razie życzę tej rodzinie wytrwałości i powodzenia!!
,,Jesteś tak daleko ode mnie, czasami jednak blisko tak"


Offline rychtar

Odp: Alkoholizm w zborach Świadków Jehowy
« Odpowiedź #38 dnia: 02 Kwiecień, 2018, 01:25 »
O jakim problemie alkoholizmu w organizacji mówicie? przecież tu aallkochoolikuw i piijajków nei ma .
.
Jaka pomoc ? No na początek zamiatanie pod dywan a jak zaczyna robić się większy dym to komitecik i właśnie wykluczenie .
No przecież samo sobie winien taki popijający . przecież dla Jehowy to mógłby przestać pić :)

No to za za nasze zdrowie. :) Bo CK to raczej nic nie pomoże, ale  może  jakiś komitecik by pomógł i wykluaczonko.

Znam przykład ze swojego dawnego zboru gdzie gość wpadł w problem alkoholowy. Póki się okrywał skutecznie to problemu nie było bo był niewidoczny. Jak problem się ujawnił to komitet jeden, chwila poprawy, komitet drugi, chwila poprawy, omijanie zebrań i starszych więc podjęto decyzję o zaocznym wykluczeniu. Gość wykluczony więc i problemu nie ma. Tak się to odbyło, że reszta rodziny też odstawiona na bok. No i dzięki takiemu schematowi problemu alkoholizmu nie ma.
31.07.2017 AD - Wolność od JW.org


Online Nadaszyniak

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 3 766
  • Polubień: 5735
  • Psychomanipulacja owieczek # wielkiej wieży(Ww)
Odp: Alkoholizm w zborach Świadków Jehowy
« Odpowiedź #39 dnia: 11 Kwiecień, 2018, 13:13 »
za ostatnie grosiki-tragiczny finał


Offline Dianne

Odp: Alkoholizm w zborach Świadków Jehowy
« Odpowiedź #40 dnia: 11 Kwiecień, 2018, 14:27 »
Wykluczając alkoholika pogłębia się u niego poczucie winy i bycia bezwartościowym, przez co pije jeszcze więcej. Myśle ze to najczęstsza reakcja
Biegała dziewczynka po polu minowym i machała rączkami na pięć kilometrów.


Offline Roszada

Odp: Alkoholizm w zborach Świadków Jehowy
« Odpowiedź #41 dnia: 11 Kwiecień, 2018, 14:30 »
Wykluczając alkoholika pogłębia się u niego poczucie winy i bycia bezwartościowym, przez co pije jeszcze więcej. Myśle ze to najczęstsza reakcja
Wedle zasady: klina klinem. ;)


Offline NNN

Odp: Alkoholizm w zborach Świadków Jehowy
« Odpowiedź #42 dnia: 23 Kwiecień, 2018, 18:40 »
     Fajnie Cegło, że założyłeś ten wątek, bo od pewnego czasu coś mnie gniotło, coś mnie mówiło, że dobrze by było dla ogółu, aby opisać o pewnych zdarzeniach i przeżyciach, niekoniecznie swoich, ale także o takich, które obserwuje się w swoim najbliższym otoczeniu. A one są często najbardziej ulotne, odchodzą w zapomnienie, a mogłoby szersze audytorium wyciągnąć wnioski, czegoś się nauczyć. Oczywiście teraz będę pisał z pozycji osoby nie będącej  świadkiem Jehowy, lecz często zdarzenia będą sięgać do czasów gdy tam jeszcze byłem. Z tego też wynika, że pisząc o problemie uzależnienia alkoholowego członków organizacji  Świadków Jehowy nieraz nie będę posiadał kompletnych informacji.
 
   Ale, że temat jest bolesny – alkohol pity bez umiaru niszczy zdrowie fizyczne i psychiczne osoby pijącej (zdarza się, iż zabiera także życie), ale często i także jego rodziny i najbliższego otoczenia. Często wikła także te osoby w organizacji, które wiedzą o upijaniu się kogoś, lecz przez cale lata nic z tym nie robią – boją się ‘kablowania’, solidaryzują się z pijącym w imię przyjaźni czy też dotyczy to żon świadków, które nieraz całe życie  zmagają się z nałogiem męża i jednocześnie tak zwanej głowy domu, ale nie idą z tym do starszych. Borykają  się jednocześnie z tak zwanym realem, zdane na same sobie, z wychowaniem dzieci, z noszeniem ciężkich siat z zakupami z daleka, bo mąż i władca zawsze jest „chycony” i nie może wsiąść za kółko, chociaż w garażu stoi piękna i wypucowana fura. Nie napisałem tego z tak zwanego sufitu, tylko naprawdę znam takie przypadki. To jest często ta codzienność świadkowska poza Strażnicowa, nigdzie nie opisana, czekająca na swoje odkrycie. Ukrywają ten problem także z tego powodu, iż często nie mają nic do powiedzenia w domu, ale także i w zborze. Rola  żony, matki, gosposi – wynieś, przynieś, pozamiataj, za drzwiami postój - bo ‘pan i władca’ ma teraz spotkanie ze starszymi, przygotowuje się,  jest teraz zmęczony usługiwaniem i musi  ‘odpocząć’ (a leży ‘do góry kołami’ w innym pomieszczeniu, a żona i ‘siostra’  kłamie do telefonu czy domofonu, albo przy drzwiach, że męża nie ma w domu). Piszę o tym po to przede wszystkim, aby oddać szacunek tym steranym przez życie „siostrom”, którym organizacja zamiast pomóc, dokładała jeszcze pracy w zborze. Bo tylko to może im dać. Różne są motywy i różne zależności wśród ludzi, ale także wśród świadków. Na przykład głosiciel ma mniejsze szanse ujawnić i udowodnić fakt, że jego nadzorca czy starszy pije.  W drugą stronę to działa już lepiej i szybciej.

   Powstaje także pytanie, czy po zamianowaniu takiego wcześniejszego alkoholika (lub pełniącego wcześniej już jakąś funkcję i będącego po przywróceniu mu jej), który w pewnym czasie został złapany na gorącym uczynku i ‘wyraził skruchę’ obiecując,  „że nigdy więcej”, którego leczyło się tylko permanentną służbą głoszenia od domu do domu, częstymi zebrankami i dawanymi dodatkowymi zajęciami, by był ciągle na oku oraz  stojakami – czy można na nim polegać, iż już na pewno nie pije, czy jednak graniczy to raczej z pewnością, że przeszedł on właśnie do głębokiej konspiracji i do głębokich podziemi, do tak zwanej ‘partyzantki’, co będzie jeszcze trudniej wykryć? Wiadomo przecież od dawna, iż uzależnieni od czegokolwiek mają zmniejszone umiłowanie Jehowy i mniejszą do niego bojaźń, a większe umiłowanie do używek.

Cdn.

 


Offline NNN

Odp: Alkoholizm w zborach Świadków Jehowy
« Odpowiedź #43 dnia: 23 Kwiecień, 2018, 21:39 »
     Można też by było co najmniej broszurę napisać, jakie są sposoby na to by w organizacji pić całe życie i nie zostać nigdy złapanym. No, to nigdy, to można chyba włożyć w cudzysłów, bo nieraz się jednak zdarza wpadka. No właśnie, dużo piszemy jak formuła dwóch świadków broni pedofila. A nic nie piszemy, jak ta formuła broni zdeklarowanych alkoholików. Ot i co!


   Nie chcę aby moje wpisy kogoś raniły czy obrażały. Chcę to wyraźnie zaakcentować, iż moim celem nie jest dodatkowe krzywdzenie innych, często już i tak pokrzywdzonych przez los. Cel wyjaśniłem na początku wpisu. Będę chciał tylko pokazać, jak Jehowa, bóg świadków przegrywa walkę z uzależnieniami swoich wiernych czcicieli w stworzonej podobno przez siebie organizacji. Jak jego „świadkowskie prawo”, jest i chyba było od początku tak samo martwe, jakim  stał się dopiero później Stary Zakon, który pokazywał grzech, ale nie leczył i nie dawał trwałej drogi wyjścia z opłakanego stanu. Świadkowie Jehowy jako jedna z nielicznych chyba organizacji religijnych nie wypracowała sobie żadnych metod leczniczych uzależnień, ani też nie ma na to specjalistów czy też odpowiednich miejsc (ani przecież  żadnych chęci do tego). To nie wierny potrzebuje tej organizacji, to ona potrzebuje wiernego. Jak się przedwcześnie zużyje, to się go wyrzuci jak przedmiot, najwyżej pogoni się wiernych albo ogłosi nową kampanię i nowi się znajdą z nową większą werwą i kasą. Niewolnik nie wyda ani grosza na ratowanie życia i zdrowia wiernego. Strumień pieniędzy zawsze płynie jak rzeka - tylko w jedną stronę. I jak rzekę nie idzie tego odwrócić.


    Zdaję sobie także sprawę, że temat uzależnień jest tematem samym w sobie drażliwym, wiec będzie mi trudno uniknąć jakiś pretensji, zawsze jest ryzyko, że ktoś pomyśli, że o nim napisałem, lub komuś może się zdawać, iż zna właśnie opisaną osobę.


   W każdym bądź razie mogę tylko tyle powiedzieć, że jakiekolwiek podobieństwa do zdarzeń i osób są przypadkowe, a jeśli ktoś myśli, że napisałem o nim, to się grubo myli.  Myślę, że mimo wszystko organizacja Świadków Jehowy nie jest tak przesiąknięta uzależnieniami alkoholowymi, iż większość jej wiernych będzie mieć wrażenie, że o nich napisałem. Pierwszy post będzie zresztą o mnie samym i nawet  sam nie mogę do siebie oto mieć pretensji. Bo tak naprawdę mnie się to przytrafiło.


    Ponieważ już post wyszedł dość długi, to szczegóły będą w następnym. Tylko wspomnę mimochodem, że pewien wykluczony za alkohol świadek raczył mi dać artykuł pewnej pani doktor (lekarz), mówiący o tym, czym się różni pijak od alkoholika. Nie pamiętam tego dokładnie, ale może go znajdę to zacytuję. Teraz swoimi słowami: chyba chodzi o to, iż alkoholik nie chce pić, a musi, natomiast pijak jak chce to pije, ale w każdej chwili może nie pić jak tylko zechce. ( Tylko czy zechce? Oto jest pytanie?). On po prostu w tym momencie tylko lubi alkohol. Tamten pierwszy go nie lubi już, ale nie może się od niego uwolnić. Czego to miało jednak bronić to tak naprawdę nie wiem. Chyba chodziło o to, że ten świadek wybrał sobie i dla siebie tę łagodniejszą postać choroby. Aha! Zdaje się też, że alkoholizm jest  już chorobą, a  częste picie jeszcze nie, chociaż może do takiej choroby doprowadzić.


  W następnym poście  przestroga, jak: -  „będąc młodą lekarką”- (nie, to żart z radiowego kabaretu, od Kofty chyba, czy innego  M. Zębatego); jak będąc młodym świadkiem Jehowy o mało nie stałem się uzależniony od alkoholu. 
 


Offline NNN

Odp: Alkoholizm w zborach Świadków Jehowy
« Odpowiedź #44 dnia: 24 Kwiecień, 2018, 15:33 »
                                                         Jak łatwo i szybko można zostać alkoholikiem!

  -  W latach 70  XX wieku pracowałem w dużej fabryce. Miałem dwadzieścia parę lat. Za komuny piło się powszechnie alkohol w zakładach pracy. Jeszcze nie znałem powiedzenia: „kto nie pije ten kapuś”. Ale znali to dobrze ci co pili.  Moi rodzice stali się świadkami J. jak miałem około 8 lat, wobec czego byłem już wychowywany w tej religii od małego.  W wieku dwudziestu paru lat znałem już pogląd biblijny na picie alkoholu. W zasadzie to nawet nie oto chodziło. Ja nie piłem, bo raz: w tym wieku jeszcze alkohol nie smakuje i dwa: wiedziałem, że mam świecić przykładem w świecie złym i idącym na zagładę ( nie pamiętam, czy to się zdarzyło przed 1975 rokiem czy po, ale raczej tuż po); i po trzecie: znałem pogląd organizacji, że należy stosować się do przepisów pracodawcy.


 -  Ogólnie więc mówiąc, miałem wstręt do alkoholu - no i dobrze. W pewnym momencie do naszej ok. 15- osobowej grupy pracowniczej został przyjęty nowy pracownik. Od razu się dowiedzieliśmy, że został wyrzucony z innego wydziału za picie alkoholu w pracy (wtedy wszyscy musieli być zatrudnieni, więc takiego delikwenta jeśli stale pił nie zwalniano, a przesuwano ciągle pomiędzy wydziałami, oczywiście karnie). Mówiło się o tym człowieku, że  on już nie obywa się  bez alkoholu i przepisuje mu go lekarz na receptę - tak regularnie pił.
Trzymano go ciągle na zmianie rannej, aby był pod okiem przełożonych. Ale po pewnym czasie chyba uśpił ich czujność, bo skierowano go tylko na zmianę popołudniową i kogo dokooptowano do niego?  Właśnie mnie. To ci pech!

-  Warunki mieliśmy do picia  idealne. Tylko we dwóch w niewielkim pomieszczeniu dużej hali produkcyjnej. Już pierwszego dnia w przerwie na posiłek ten człowiek wyjął ćwiartkę wiśniówki i proponuje mi kieliszek. Ja odmawiam, on jakiś czas mnie do tego namawia, ale w końcu rezygnuje i wypija  wszystko sam. Wtedy było ciężko o alkohol, albo był na kartki – nie pamiętam już tego, ale on mi powiedział, że jego żona pracuje w sklepie, więc miał jakieś dojścia. I  okazuje się, że odtąd to będzie jego codzienny regularny rytuał. Przez około dwa miesiące przynosił ćwiartkę wiśniówki (dlaczego tylko wiśniówkę ??? ), ale codziennie coraz żarliwiej mnie namawiał do tego jednego małego kieliszeczka. I coraz bardziej był namolny i coraz dłużej to robił. Już mu mówiłem wielokrotnie, że ja nie odpowiadam za niego i nikomu nie muszę donosić i niech robi co chce, aby mnie dał spokój. Nie skutkowało! Oczywiście wyłożyłem mu całą „prawdę” o tym, dlaczego świadkowie nie piją w pracy i poza nią ( miało się w życiu okazać, jak byłem naiwny i łatwowierny). 
Cdn.
 
« Ostatnia zmiana: 24 Kwiecień, 2018, 15:39 wysłana przez NNN »