Witaj, gościu! Zaloguj się lub Zarejestruj się.

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Autor Wątek: A po prostu takie ... ABC :)) ... dla wybudzających się z doktryny org.śj.  (Przeczytany 125446 razy)

Offline Nadaszyniak

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 6 628
  • Polubień: 9049
  • Psychomanipulacja owieczek # wielkiej wieży(Ww)
Witaj Estero
Największym wyzwaniem dla Strażnicy nie są dziś ci, którzy trzasnęli drzwiami, lecz ci, którzy zostali, tracąc jednocześnie wiarę w nieomylność „Ciała Kierowniczego”. Armia osób PIMO to ludzie, którzy opanowali do perfekcji sztukę kamuflażu.
Ich obecność na zebraniach to czysta logistyka – ochrona relacji rodzinnych, unikanie bolesnego zerwania więzi, dbanie o spokój najbliższych.
Jednak ich serca i portfele są już dawno gdzie indziej.
To „pozorne i jednorazowe ruchy”, o których wspominasz, są jak kroplówka odłączona od organizmu; pacjent jeszcze oddycha, ale system już nie dostaje energii do życia.
Organizacja może kontrolować czas wiernych, ich ubiór, a nawet słownictwo, ale nie ma już klucza do ich sumień.
I choć presja otoczenia wciąż zmusza tysiące osób do fizycznej obecności w szeregach, to mentalnie mur już runął.
Ci ludzie nie są już częścią organizacji – są jej więźniami, którzy z każdym dniem coraz sprawniej podkopują fundamenty swojej celi, czekając na moment, w którym światło wolności ostatecznie rozproszone przez ex-ów na całym świecie, stanie się jaśniejsze niż strach przed ostracyzmem.
Osoba PIMO, choć świadoma prawdy, wciąż musi oglądać się za ramię. Każde spotkanie z rodziną jest polem minowym, każdy telefon od starszego zboru wywołuje skok adrenaliny, a każda chwila szczerości z kimś „ze świata” jest obarczona lękiem przed dekonspiracją.
To nie jest spokój – to jedynie dobrze zamaskowana partyzantka.
POZDRAWIAM


Offline Syn Koracha

Nadaszyniak-chyba trochę dramatyzujesz-jak dla mnie,bycie PIMO, to jak afrodyzjak-cudowne jest to uczucie,że możesz patrzyć na to wszystko z góry-że możesz mieć bekę z przemówień ,pokazów,z tego "słodkiego popierdywania" w rozmowach gorliwych przed zebraniem między rzędami krzeseł.....jedynie momentami zaciskaja sie pięści w nerwach...czsami bardzo żal nam tych szeregowych ,jak by nie było,prawdopodobnie najbardziej uczciwych ludzi na świecie.....


Offline Gostek

Nadaszyniak-chyba trochę dramatyzujesz-jak dla mnie,bycie PIMO, to jak afrodyzjak-cudowne jest to uczucie,że możesz patrzyć na to wszystko z góry-że możesz mieć bekę z przemówień ,pokazów,z tego "słodkiego popierdywania" w rozmowach gorliwych przed zebraniem między rzędami krzeseł.....jedynie momentami zaciskaja sie pięści w nerwach...czsami bardzo żal nam tych szeregowych ,jak by nie było,prawdopodobnie najbardziej uczciwych ludzi na świecie.....




To trzeba mieć stalowe nerwy i próżny charakter, by siedzieć tak dla beki i mieć wywalone na wszystko, co tam się dzieje.
Bynajmniej, dla mnie wiara i duchowość były zbyt cenne, by położyć te rzeczy na scenie cyrku, jaki tam się odbywa...
Albo w tym uczestniczę I wierzę w te ich własne wyprodukowane proroctwa albo zamykam dźwi I odchodzę.
Wiem, że odejście jest nie zawsze takie proste. Sam odchodziłem a raczej tkwiłem W zawieszeniu przez parę długich lat... Jednak czułem się z tym podle. Dzisiaj, kiedy jestem poza, czuję się w pełni wolny od osób toksycznych jak i od interpretacji religii... Ale siedzieć tam i grać błazna jak w teatrze, tego nie rozumiem. Owszem, dzisiaj zdaję sobie sprawę, że jest tam spora grupa udających wierzących Świadków Jehowy, ale strach, przed utratą rodziny, przyjaciół, powoduje, taki a nie inny ich status, czyli Pimo. Ale, żeby tracić swój cenny czas i grać w grę, którą inni wymyślili, to Sorry, ale są lepsze sposoby na zajęcie się sobą. 😊
« Ostatnia zmiana: Dzisiaj o 11:25 wysłana przez Gostek »


Offline Lubie_Truskawki




To trzeba mieć stalowe nerwy i próżny charakter, by siedzieć tak dla beki i mieć wywalone na wszystko, co tam się dzieje.
Bynajmniej, dla mnie wiara i duchowość były zbyt cenne, by położyć te rzeczy na scenie cyrku, jaki tam się odbywa...
Albo w tym uczestniczę I wierzę w te ich własne wyprodukowane proroctwa albo zamykam dźwi I odchodzę.
Wiem, że odejście jest nie zawsze takie proste. Sam odchodziłem a raczej tkwiłem W zawieszeniu przez parę długich lat... Jednak czułem się z tym podle. Dzisiaj, kiedy jestem poza, czuję się w pełni wolny od osób toksycznych jak i od interpretacji religii... Ale siedzieć tam i grać błazna jak w teatrze, tego nie rozumiem. Owszem, dzisiaj zdaję sobie sprawę, że jest tam spora grupa udających wierzących Świadków Jehowy, ale strach, przed utratą rodziny, przyjaciół, powoduje, taki a nie inny ich status, czyli Pimo. Ale, żeby tracić swój cenny czas i grać w grę, którą inni wymyślili, to Sorry, ale są lepsze sposoby na zajęcie się sobą. 😊

Najgorzsze byciu PIMO jest chyba poczucie straty czasu. Na poczatku - fakycznie jest ulga ze nie trzeba we bzdury wierzyc i jak wspomnial Syn Koracha ma sie troche z tych bzdur beke. Ale im dluzej tym gorzej i po pewnym czasie poczucie straty czasu i brak pomyslu na wyjscie z tej sytuacji niszy glowe. Czlowiek marzy o byciu gdziekolwiek indziej - nawet na kanapie ogladajac 4 raz ten sam odcinek serialu - bo to i tak ciekawsze...

Bylem, doswiadczylem, nie polecam...
« Ostatnia zmiana: Dzisiaj o 11:30 wysłana przez Lubie_Truskawki »


Online Gandalf Szary

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 3 006
  • Polubień: 5461
  • Najbardziej boję się fanatyków.
Ja również uważam że to strata czasu i żal mi tych lat młodości, gdzie stałem przy drzwiach i próbowałem przekonywać do utopii. Najgorsze uczucie, gdy trafia do umysłu, że było to po nic.
„Nikt nie jest tak bardzo zniewolony jak ktoś, kto czuje się wolnym, podczas gdy w rzeczywistości nim nie jest”.

Johann Wolfgang Gothe,


Offline Roszada

W moim artykule o historii polskich exśJ (patrz link w stopce) napisałem:

Różne są powody anonimowości niektórych byłych, czy nadal aktualnych Świadków Jehowy. Powszechnie znany jest ostracyzm stosowany w tej organizacji i z tego powodu niektórzy z nich nadal muszą ‘udawać’ bycie Świadkiem Jehowy. Związane jest to ze wspólnym zamieszkiwaniem z gorliwymi Świadkami Jehowy, życiem rodzinnym, pracą w firmie rodzinnej lub prowadzonej przez kogoś z organizacji, kręgami towarzyskimi. Niektórzy z nich po prostu nie chcą być przesłuchiwani przez „zborowy komitet sądowniczy” (od roku 2024 to „komitet starszych”). Dlatego niektóre osoby latami prowadzą jakby ‘podwójne życie’, oczekując na stosowną chwilę na definitywne opuszczenie organizacji.


Offline Nadaszyniak

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 6 628
  • Polubień: 9049
  • Psychomanipulacja owieczek # wielkiej wieży(Ww)
Nadaszyniak-chyba trochę dramatyzujesz-jak dla mnie,bycie PIMO, to jak afrodyzjak-cudowne jest to uczucie,że możesz patrzyć na to wszystko z góry-że możesz mieć bekę z przemówień ,pokazów,z tego "słodkiego popierdywania" w rozmowach gorliwych przed zebraniem między rzędami krzeseł.....jedynie momentami zaciskaja sie pięści w nerwach...czsami bardzo żal nam tych szeregowych ,jak by nie było,prawdopodobnie najbardziej uczciwych ludzi na świecie.....
Witaj Syn Koracha
Nie dramatyzuję, może masz troszeczkę inaczej ''lżej'', jednak całościowo w (Ww) odczucia są, które przedstawiłem w powyższym poście.
Kiedy byłem w sekcie nie tragizowałem moim celem było: znaleźć uczciwą, szlachetną kobietę na współtowarzyszkę dalszego życia, piąć się po drabinie w górę tzn. znaleźć się jak najwyżej w hierarchii dowodzenia nawet Nadarzyn, stróż sali, prowadziłem wiele ośrodków pionierskich po (25-30 sposób, prędzej nazwałby te spotkania jako - zbiorowy wypoczynek letni w atrakcyjnym  miejscu: przede wszystkim nadmorskie tereny, Bieszczady, kwatera w domu kto chciał namioty to korzystał, kilka samochodów dla całej grupy, wiec  po głosiło się trochę i fruuu na wycieczkę w ciekawe miejsce powrót wieczorem, tyle z podwórka starszego) a wisienką na torcie to spożywanie podczas pamiątki i poklask pośród szarego ludu ( zawsze byłem, szarmancki i sprytny, dlatego cenili, naskakiwali wyznawcy,  a moje EGO wewnętrznie promieniowało)
zasada w życiu ''trzeba być aktorem i perfekcyjnie zagrać rolę - to moje motto) 
Kiedy to osiągnąłem mściwi sekciarze dobierali się do mojej ''ypud", aby nie osiągnęli swojego celu komitet sądowniczy zrobiłem odpowiedni myk i nagle wystąpiłem z (Ww), to nie oni związali mi ręce, lecz ja uczyniłem ten zaszczytny krok, obnażając ''kłamczuchę za oceanu''
OBECNIE:
Moja najdroższa żonka jest dalej w tym ugrupowaniu, nie ma żadnych pomiędzy nami zgrzytów- JA OSIĄGNOŁE SWÓJ CEL w życiu  -nie narzekam.
Nie żałuję bycia w sekcie, (to była dodatkowa rozrywka, czyli trudna szkoła ''życia'') to urozmaiciło dalszą egzystencję oraz nauczyłem się żyć z nowymi doświadczeniami, aby osiągać inne cele w życiu.