A teraz szczerze, jeżeli chodzi o temat wątku, co myślę o Biblii.
Wychowany jako niewierzący, długo nie interesowałem się Biblią. Wszystko zmieniło się, gdy na mojej drodze pojawili się Świadkowie Jehowy. Ich głęboka znajomość Pisma zrobiła na mnie ogromne wrażenie.
Sam egzemplarz, który posiadam – wydany przez Towarzystwo Świętego Pawła i oprawiony w skórę cielęcą – prezentuje się wspaniale. Jeśli chodzi o sam przekład, wolę jednak Uwspółcześnioną Biblię Gdańską.
Biblia stała się dla mnie znakomitą rozrywką, a jej studiowanie wypełnia czas mojej emerytury. To prawdziwy majstersztyk: pełen wymyślonych opowieści, w których jak rodzynki umieszczono pewne fakty historyczne, nadające całości pozory dokumentalności. Szczególnie fascynuje mnie Nowy Testament, który dzięki ciągłemu dopisywaniu nowych „prawd wiary” w formie dogmatów (nieprzeniknionych dla ludzkiego umysłu) rozwija horyzonty ludzkiej pomysłowości. Każdy, nawet najbardziej absurdalny fragment, potrafi być „udowodniony” logicznymi fikołkami, i w końcu staje się prawdą – i tylko prawdą.
Biblia jest dla mnie również podręcznikiem słownictwa hebrajskiego i greckiego. Dzięki niej poznaję historię starożytną, archeologię, a nawet fantastyczne stworzenia zamieszkujące zaświaty. Urzeka mnie łatwość, z jaką potrafi przekonać ludzi, że opisane w niej zdarzenia, choć nielogiczne, są prawdziwe.
Socjotechnika tej księgi jest naprawdę zdumiewająca. Każde słowo można wyciągnąć i przekształcić w bogatą teologiczną treść. Dlatego studiowanie Pisma i dyskusje na jego temat są dla mnie prawdziwą rozrywką. Nie dziwi mnie dlatego fakt, że niektórzy moi koledzy potrafią przemienić się w złośliwe małpy, które biją Biblię jej własnymi cytatami, które przeczą sobie nawzajem.