Dziś też nie wyszedłbym do służby, tylko że to ocena mocno skrzywiona latami wychodzenia do służby. Musiałbym raczej powiedzieć, że dziś nie zainicjował bym rozmowy o mojej wierze, żeby kogoś do niej przekonać. Ale znów, to nie znaczy, że nie zacząłbym rozmowy o Bogu, czy o wierze jako takiej, bo to mi się zdarza jak mam nastrój, ale nigdy nie robię tego w celu "niesienia prawdy", "przekonania kogoś" czy czegoś podobnego, a raczej z chęci rozmowy o czymś innym niż rzeczy powszednie.
Mógłbym też porozmawiać z kimś o wierze w taki sposób, w jaki u ciebie nie podlega ona dyskusji, tylko czuję, że do tego nie dojdzie, bo albo trafię na takiego ROB660, albo na niby otwartego na dyskusję ale przedstawiciela jakiegoś konkretnego wyznania, a wtedy - jak wiadomo - to dupa a nie rozmowa. Jest jeszcze trzecia prawdopodobna opcja, czyli rozmowa z kimś kto naprawdę ma otwarty umysł, ale zero wiedzy biblijnej czy historycznej i wtedy to też nie ma sensu, bo to jak próba grania w szachy z kimś, kto zamiast zasad "czuje ich emocje". Powodzenia.