Rozdział III DOGMATU
O BOSKIM NATCHNIENIU PISMA ŚW. I O JEGO INTERPRETACJI
Prawdy przez Boga objawione, które są zawarte i wyrażone w Piśmie świętym, spisane zostały pod natchnieniem Ducha Świętego. Albowiem święta Matka - Kościół uważa na podstawie wiary apostolskiej księgi tak Starego, jak Nowego Testamentu w całości, ze wszystkimi ich częściami za święte i kanoniczne dlatego, że spisane pod natchnieniem Ducha Świętego (por. J 20:31; 2 Tm 3:16; 2 P 1:19-21; 3:15-16) Boga mają za autora i jako takie zostały Kościołowi przekazane. Do sporządzenia Ksiąg świętych wybrał Bóg ludzi, którymi jako używającymi własnych zdolności i sił posłużył się, aby przy Jego działaniu w nich i przez nich, jako prawdziwi autorzy przekazali na piśmie to wszystko i tylko to, co On chciał. Ponieważ więc wszystko, co twierdzą natchnieni autorzy, czyli hagiografowie, winno być uważane za stwierdzone przez Ducha Świętego, należy zatem uznawać, że Księgi biblijne w sposób pewny, wiernie i bez błędu uczą prawdy, jaka z woli Bożej miała być przez Pismo św. utrwalona dla naszego zbawienia. Dlatego «każde Pismo przez Boga natchnione użyteczne (jest) do pouczania, do przekonywania, do napominania, do kształcenia w sprawiedliwości: by człowiek Boży stał się doskonały i do wszelkiego dobrego dzieła zaprawiony» (2 Tm 3:16-17).
Wnioski s Pisma
Przekazywanie wiadomości przez Boga odbywało się z iście godną podziwu kreatywnością: raz szeptem, niemal konspiracyjnym, prosto do ucha wybranych; innym razem poprzez sny i majaki, które dziś moglibyśmy uznać za pierwowzór radia i telewizji – tyle że nadawanej bez prądu i bez możliwości zmiany kanału.
Nie zadowalając się jednak samym słowem, Bóg zdaje się z zapałem oddawać twórczości wizualnej. Zaludnia swoje przekazy fantastycznymi stworami: bestiami, smokami, gigantycznymi wężami – jakby sama treść nie była wystarczająco zagadkowa bez tej barwnej, momentami groteskowej scenografii.
Jego wyobraźnia osiąga apogeum w wizjach tajemniczych konstrukcji: posągów o symbolicznej anatomii czy kosmicznego rydwanu – Merkawy – funkcjonującego według zasady „ruchomego w ruchomym”, która zdaje się wyprzedzać nie tylko fizykę, ale i zdrowy rozsądek. W tym samym duchu odkrywa przed nami nowe prawa matematyki, w których czas – dotąd nieuchwytny abstrakt – można dowolnie mnożyć, dzielić i rozciągać, jakby był kawałkiem gumy.
Ta nieograniczona inwencja przybiera chwilami formę poznawczego chaosu. Aniołowie, rozstawieni na czterech rogach świata (który sam w sobie zdaje się przechodzić geometryczne kryzysy tożsamości), dmą w swoje puzony, jakby chcieli ogłosić kolejną rewizję kosmologii: od płaskiego dysku po bliżej nieokreślony wielokąt.
Ale na tym eksperyment się nie kończy. Bóg ingeruje głębiej – w samą strukturę człowieka, powołując do istnienia duszę. A żeby egzystencja nie okazała się zbyt jednostajna, inicjuje bunt aniołów, którzy z zapałem zaczynają komplikować ludzkie myśli i sumienia. Następnie oferuje rozwiązanie problemu, który sam współtworzył: im więcej zła, tym więcej łaski – mechanizm przypominający system, który najpierw produkuje chorobę, by potem triumfalnie sprzedawać lekarstwo.
A gdy sceptycyzm zaczyna przybierać na sile, na scenę wkracza syn – ofiara doskonała, uniwersalna, działająca wstecz i wprzód, obejmująca wszystkie czasy i wszystkie winy. Spektakl zostaje domknięty formułą o wieczności, która ma nadać całości ostateczny sens – lub przynajmniej tak skutkuje w oczach wiernych.
Dla mnie osobiście jest oczywiste, że tego typu przedstawienia nie tyle odsłaniają, co zaciemniają rzekome boskie przesłania, tworząc rozległe pole dla domysłów, spekulacji i dowolnych interpretacji. Trudno bowiem uznać za przejaw doskonałej komunikacji system, który wymaga nieustannego tłumaczenia, reinterpretacji i sporów. A przecież nie to zdaje się być pierwotnym zadaniem Najwyższego – tym bardziej że nie pozostawił On nigdzie czytelnego klucza pozwalającego przełożyć swoje wizje na jednoznaczny, ludzki język.
A co moi koledzy o tym wszystkim sądzą?