Witaj, gościu! Zaloguj się lub Zarejestruj się.

Ostatnie wiadomości

Strony: [1] 2 3 ... 10
1
BIBLIA - DYSKUSJE..... / Odp: Co dla mnie uczynil bóg?
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Nadaszyniak dnia Dzisiaj o 17:09 »
Zapytam, który bóg????
2
BIBLIA - DYSKUSJE..... / Odp: Czy szabat obowiązuje katolika?
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Roszada dnia Dzisiaj o 17:00 »
Najlepiej bojkotować wątki i kwita.
Pójdzie tam, skąd przyszedł. ;D
Ja już nie zamieszczę żadnego posta w tych watkach, bo i tak niczego się z nich nie nauczę. O niedzieli i szabacie napisałem dwa bardzo długie opracowania i nic nie mam do nich do dodania na dziś. Jedno z nich mogłoby być książką.

Na facebook jest kilka forów biblijnych a także jest stacjonarne forum biblia webd
http://biblia.webd.pl/
3
BIBLIA - DYSKUSJE..... / Odp: Czy szabat obowiązuje katolika?
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Nadaszyniak dnia Dzisiaj o 16:57 »
Przepraszam,ale nie wiedziałem o tym. Od tej pory będą przesyłał Twoje polecenia innym forumowiczom, którzy zaczną pisać nie na temat ŚJ
Andrzejku  :), zapytam zwiazku z Twoim postem:
''CÓŻ BOWIEM JEST WAŻNIEJSZE OFIARA CZY OŁTARZ KTÓRY UŚWIĘCA SIĘ OFIARĘ''
4
BIBLIA - DYSKUSJE..... / Odp: Czy szabat obowiązuje katolika?
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Andrzejek dnia Dzisiaj o 16:27 »
Przepraszam,ale nie wiedziałem o tym. Od tej pory będą przesyłał Twoje polecenia innym forumowiczom, którzy zaczną pisać nie na temat ŚJ
5
BIBLIA - DYSKUSJE..... / Co dla mnie uczynil bóg?
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Andrzejek dnia Dzisiaj o 16:20 »
Pochodzę zza oceanu, więc automatycznie przypomina mi się pewne słynne zdanie: nie pytaj, co twój kraj może zrobić dla ciebie - zapytaj, co ty możesz zrobić dla swojego kraju. Piękne, podniosłe, wzruszające. A teraz spróbujmy zastosować tę samą logikę w relacji człowiek–Bóg. Tylko ostrożnie - tu entuzjazm może szybko opaść.

Zacznijmy od podstaw: co właściwie Bóg dla mnie zrobił? Podobno stworzył Wszechświat. Jak? Nie wiadomo. Po co? Jeszcze mniej wiadomo. Nauka rozkłada ręce, teologia wzrusza ramionami i mówi: „był od zawsze”. Czyli sprawa zamknięta — proszę się rozejść, nie zadawać trudnych pytań.

Skoro już mamy Wszechświat, to pojawiają się moi prarodzice, potem ich potomkowie, potem kolejni, aż w końcu — proszę bardzo — ja. Trudno nawet policzyć, ilu ludzi musiało umrzeć, żebym mógł się pojawić. Brzmi to bardziej jak statystyka wojny niż akt boskiej troski, ale niech będzie — jestem wdzięczny. Dostałem inteligencję, dwa dyplomy z wyższych, technicznych uczelni i znajomość kilku języków. Całkiem przyzwoity pakiet startowy.

Czy Bóg nadal się mną interesuje? Tu zaczynają się schody. Zbliżam się do dziewięćdziesiątki, zdrowie raczej w trybie „promocja wyprzedażowa”, a obiecane 120 lat wygląda jak reklama bez pokrycia. Owszem, była pewna rekordzistka, ale jeden wyjątek nie robi reguły. Moje choroby najwyraźniej nie załapały się na boski program naprawczy.

Przejdźmy jednak do większej skali. Bóg stworzył Ziemię — i trzeba przyznać, że miał rozmach. Zderzenie z planetoidą, powstanie Księżyca, pływy oceaniczne, stabilizacja klimatu — brzmi jak projekt premium. Księżyc świeci, romantycznie oświetla noc, inspiruje poetów i… wilkołaki. Czyli mamy zarówno naukę, jak i folklor — pełen pakiet.

A potem coś poszło nie tak. Ziemia zaczęła się trząść, pękać, wybuchać i zalewać wszystko, co się rusza. Wulkany, tsunami, trzęsienia ziemi — wygląda to mniej jak raj, a bardziej jak wersja beta planety, której nikt nie zaktualizował. Do tego dorzućmy meteoryty spadające z nieba — bo najwyraźniej sama planeta nie była wystarczająco niebezpieczna.

Jeśli chodzi o ludzi, Bóg też wykazał się pewną… selektywnością. Szczególne względy dla jednego narodu, reszta niech radzi sobie sama. Najpierw pozwala wierzyć w różnych bogów, a potem wysyła konkurencję, żeby zrobiła porządek. Nagroda? Ziemia Obiecana — początkowo w wersji „od Nilu do Eufratu”, później okrojona. Nawet obietnice podlegają inflacji.

A sam człowiek? Produkt końcowy z wbudowanym konfliktem: inteligencja plus instynkt walki o przetrwanie. Do tego dorzucono „wolną wolę”, która ma tłumaczyć wszystko — od świętości po okrucieństwo. W praktyce wygląda to tak, że robimy, co chcemy, a odpowiedzialność zrzucamy na metafizykę.

No dobrze — to teraz odwróćmy pytanie: co człowiek może zrobić dla Boga?
Przede wszystkim… stworzyć go. Historia pokazuje, że bogowie pojawiają się tam, gdzie są potrzebni — do wyjaśniania, straszenia albo pocieszania. Czasem topią świat, czasem ratują jednostki, ale zawsze działają według zasad, które trudno uznać za spójne.

Modlitwy? Brak dowodów na skuteczność. Linia komunikacyjna wydaje się jednostronna. Człowiek mówi, Bóg milczy — klasyczny układ. Czasem ktoś coś zapisze w dzienniczku albo dostanie stygmaty, ale to raczej wyjątki niż standard obsługi klienta.

Owszem, była też wielka ofiara — Syn oddany za grzechy ludzi. Gest spektakularny, ale patrząc na stan świata, efektów nie widać. Jeśli to miała być terapia, to chyba wymaga codziennych dawek.

A jednak… nie wszystko jest czarne. Jest jeszcze nadzieja. To słowo, które pozwala człowiekowi jakoś funkcjonować mimo chaosu. Feldkurat Otto Katz z Przygód Wojaka Szwejka doskonale nam to wyjaśnił: „Nadzieja — najpiękniejsze z trojga słów wynoszących człowieka ponad chaos życia: wiara, nadzieja i miłość.” Brzmi to pięknie, nawet jeśli praktyka bywa mniej przekonująca.
Cynicy powiedzą, że nadzieja to matka głupich. Być może. Ale alternatywa jest jeszcze mniej atrakcyjna. Inni wolą być głupcem niż wykształconym trupem.
Najgorzej mają jednak ci, którzy próbują walczyć z przeznaczeniem w myśl powiedzenia: Kto w ciebie kamieniem, ty w niego chlebem. Bardzo często taki naiwniak ginie od kamienia, zanim zdąży rozejrzeć się za kawałkiem razowca.
6
BIBLIA - DYSKUSJE..... / Odp: Czy szabat obowiązuje katolika?
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Nadaszyniak dnia Dzisiaj o 13:43 »
Wyjaśnijmy sobie coś raz a dobrze: to forum to nie miejsce na Twoje osobiste interpretacje Pisma Świętego. Nikt tutaj nie jest nimi zachwycony, a wręcz przeciwnie – nużą nas one i odciągają od sedna sprawy.

Nas interesuje dramat ludzkiej tragedii wywołany przez sektę Świadków Jehowy. Skup się na traumie osób, które z niej wyszły, na mechanizmach niszczenia relacji rodzinnych i na tym, jak ta korporacja z Pensylwanii realnie łamie ludziom życie.
Jeśli masz coś do powiedzenia w tym temacie – zrób to konkretnie i bez zbędnego 'pisarczykowania'. Oczekujemy tekstów o sekcie, a nie kolejnych biblijnych dywagacji.
7
BIBLIA - DYSKUSJE..... / Czy szabat obowiązuje katolika?
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Andrzejek dnia Dzisiaj o 12:55 »
Rdz 2:3  I Bóg błogosławił siódmy dzień, i poświęcił go, bo w nim odpoczął od wszelkiego swego dzieła, które Bóg stworzył i uczynił.

W judaizmie Siódmym dniem tygodnia jest שַׁבָּת szabbat. Słowo to oznacza odpoczynek lub przerwa. Wypada on w sobotę. Wg kalendarza żydowskiego Szabat zaczyna się w piątek po zachodzie słońca i trwa do soboty wieczorem.

W chrześcijaństwie tradycyjnie siódmym dniem tygodnia również jest sobota, ale większość chrześcijan świętuje niedzielę jako główny dzień religijny. Niedziela upamiętnia zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa (opisane m.in. w Nowy Testament) i z czasem stała się „dniem Pańskim”. W praktyce więc niedziela jest najważniejszym dniem tygodnia w życiu religijnym chrześcijan, choć formalnie nie jest siódmym dniem.
Pierwsi chrześcijanie byli Żydami, więc naturalnie zachowywali szabat (sobotę) jako dzień święty — zgodnie z Biblią. Z tym, że w pierwszych wiekach niektórzy chrześcijanie świętowali i sobotę, i niedzielę, ale coraz większe znaczenie miała niedziela.

Przełom nastąpił w IV wieku, gdy cesarz Konstantyn Wielki:w 321 r. ustanowił niedzielę dniem wolnym od pracy w Cesarstwo Rzymskie. To bardzo wzmocniło jej znaczenie w życiu społecznym i religijnym.

Istnieją jednak wspólnoty chrześcijańskie, które nadal uznają sobotę za dzień święty, czyli wracają do tego „tradycyjnego” (biblijnego) układu tygodnia. A oto najbardziej znane grupy.
1. Kościół Adwentystów Dnia Siódmego świętują sobotę (szabat) od piątku wieczorem do soboty wieczorem opierają się bezpośrednio na przykazaniu z Biblii uważają, że to przykazanie nigdy nie zostało zmienione Dla nich niedziela nie ma szczególnego statusu religijnego.
2. Kościół Boży (Dnia Siódmego) Podobnie jak adwentyści: uznają sobotę za dzień odpoczynku i kultu starają się naśladować praktyki pierwszych chrześcijan
3. tzw. chrześcijanie „mesjanistyczni” Nie jest to jedna organizacja, ale różne wspólnoty: łączą wiarę w Jezus Chrystus z elementami judaizmu często zachowują szabat (sobotę) oraz inne żydowskie święta

Dlaczego oni trzymają się soboty? Ich główne argumenty są takie: w Biblii nie ma wyraźnego polecenia zmiany dnia świętego na niedzielę Jezus Chrystus i apostołowie obchodzili szabat zmiana na niedzielę to — ich zdaniem — późniejsza tradycja Kościoła

Starotestamentowe szabasowe zakazy.
Wj 35:3 Nie rozniecicie ognia w żadnym z waszych mieszkań w dzień szabatu.
Lb 28:9 Lecz w dniu szabatu złożysz dwa roczne baranki bez skazy i dwie dziesiąte efy mąki pszennej zmieszanej z oliwą na ofiarę z pokarmów wraz z jej ofiarą z płynów.
Wj 16:23 On zaś powiedział im: Oto co PAN mówił: Jutro będzie odpoczynek, święty szabat dla PANA. Upieczcie, co macie upiec, ugotujcie, co macie ugotować, a co zostanie, zostawcie sobie i zachowajcie do jutra.
Lb 15:32 A gdy synowie Izraela byli na pustyni, spotkali człowieka zbierającego drwa w dzień szabatu.
Lb 15:35 Wtedy PAN powiedział do Mojżesza: Ten człowiek musi ponieść śmierć; niech całe zgromadzenie go ukamienuje poza obozem.
Wj 16:29 Patrzcie, że Pan dał wam szabat, dlatego szóstego dnia daje wam chleb na dwa dni. Niech każdy zostanie na swoim miejscu; niech nikt nie wychodzi ze swojego miejsca w siódmym dniu.

Podsumowanie.
Rytuały szabatu w ST to nie tylko „dzień wolny”, ale:
zakaz pracy (z bardzo konkretnymi przykładami),
obowiązek świętowania i zgromadzeń,
składanie ofiar,
znak przymierza z Bogiem,
przypomnienie stworzenia świata i wyzwolenia z Egiptu.

Nowotestamentowe cytaty dotyczące szabatu.
Ewangeliczna scena z przechodzeniem Jezusa i uczniów przez pola w dzień szabatu od dawna stanowi wdzięczny materiał dla interpretacji – i równie często dla nieporozumień. W relacji Marka uczniowie, odczuwając głód, zrywają kłosy zboża, co zostaje natychmiast zakwestionowane przez strażników religijnej ortodoksji jako naruszenie prawa.
Odpowiedź Jezusa, odwołująca się do historii Dawida i spożycia przez niego chlebów pokładnych, ma charakter klasycznego argumentu z precedensu. Tyle że zestawienie tych dwóch sytuacji budzi uzasadnione pytania. W przypadku Dawida mówimy o sytuacji skrajnej – ucieczce, zagrożeniu życia i fizycznym wyczerpaniu. W przypadku uczniów trudno doszukać się analogicznej konieczności; głód, owszem, ale wynikający raczej z braku przygotowania niż z sytuacji granicznej.
I właśnie tutaj pojawia się zasadniczy problem interpretacyjny: czy rzeczywiście mamy do czynienia z równoważnymi przypadkami, czy raczej z retorycznym skrótem, który zaciera istotne różnice?
Kulminacją wypowiedzi Jezusa jest zdanie: „Szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu” (Mk 2,27). To sformułowanie bywa uznawane za jedno z kluczowych przesunięć akcentu w myśleniu religijnym – od literalnego podporządkowania przepisom ku ich funkcjonalnemu rozumieniu. Problem w tym, że taka interpretacja otwiera szerokie pole do arbitralności: jeśli prawo ma ustępować zawsze „dobru człowieka”, to kto i według jakich kryteriów to dobro definiuje?
W tradycji żydowskiej szabat nie był bowiem jedynie zbiorem restrykcji, ale rytmem życia wspólnoty, w którym wyjątki – choć istniejące – były ściśle określone i ograniczone. W tym świetle opowieść Marka można czytać nie tylko jako spór o prawo, lecz także jako napięcie między dwoma sposobami rozumienia religijnej normy: jako systemu precyzyjnych granic albo jako elastycznej zasady podporządkowanej sytuacji.
I być może właśnie to napięcie, a nie sama kwestia zerwanych kłosów, stanowi istotę tej perykopy – nawet jeśli jej interpretacje od dwóch tysięcy lat pozostają dalekie od zgody.

Mk 3:4 w tej perykopie działa jak klasyczny moment, w którym narracja Ewangelii Marka przestaje udawać subtelną debatę halachiczną i przechodzi w tryb: „proszę bardzo, odpowiedzcie na pytanie, na które nie da się odpowiedzieć bez przegranej”.
Jezus stawia pytanie w formie, która ma cały urok egzaminu ustnego z odpowiedzią wielokrotnego wyboru, tylko że wszystkie opcje są nieprawidłowe dla słuchaczy: „czy wolno czynić dobrze czy źle?”, „ratować życie czy zabijać?”. Konstrukcja jest tak binarna, że aż się prosi, żeby jakiś rabin z Drugiej Świątyni podniósł rękę i powiedział: „przepraszam, czy mogę dostać wersję z przypisem i wyjątkiem interpretacyjnym?”. Ale nie — milczenie jest tu jedyną możliwą odpowiedzią, czyli odpowiedzią idealną z punktu widzenia narracji.
Z perspektywy judaizmu okresu Drugiej Świątyni sytuacja robi się jeszcze ciekawsza, bo w tle mamy całkiem rozwiniętą świadomość, że szabatu nie traktuje się jak betonowego bloku zakazów. Zasada pikuach nefesh już wtedy funkcjonuje jako elegancki mechanizm ratunkowy dla życia. Problem polega jednak na tym, że przypadek „człowieka z uschłą ręką” niekoniecznie wpisuje się w kategorię „alarm czerwony, natychmiastowa interwencja”. Raczej coś „może jednak poczeka do jutra, bo dziś szabat i mamy inne plany”.
Ale właśnie dlatego scena jest tak wygodna literacko: napięcie nie wynika z realnego sporu prawnego, tylko z jego przearanżowania. Złożona kazuistyka zostaje tu sprowadzona do prostego quizu moralnego, w którym poprawna odpowiedź jest oczywiście znana… tylko że nie przez uczestników dialogu.
Z punktu widzenia redakcji Marka mamy więc coś w rodzaju teologicznego montażu: prawa halachiczne zostają lekko przesunięte na bok jak niewygodne rekwizyty, żeby wyeksponować główną scenę — „Jezus kontra milczący establishment”. A milczenie nie jest tu brakiem wiedzy, tylko idealnym tłem dźwiękowym dla narracyjnej pointy.
W efekcie otrzymujemy nie tyle debatę o szabacie, ile starannie wyreżyserowaną sytuację, w której każda bardziej zniuansowana odpowiedź zostałaby uprzejmie wyproszona ze sceny, bo psułaby dramaturgię.

Wygląda na to, że nasz prowokator konsekwentnie krąży w czasie szabatu, szukając każdej możliwej okazji, by wygłosić swoje credo — niezależnie od tego, jak bardzo rozmija się ono ze zdrowym rozsądkiem. Podobną sytuację widzimy w Łk 13, kiedy Jezus spotyka kobietę od osiemnastu lat opanowaną przez ducha niemocy. Na oburzenie przełożonego synagogi odpowiada: Łk 13:15: Obłudnicy, czyż każdy z was w szabat nie odwiązuje swego wołu albo osła od żłobu i nie prowadzi go, żeby go napoić?
Tyle, że co ma piernik do wiatraka? To, co mówi Jezus, jest banalną oczywistością dla każdego, kto choć odrobinę poważnie traktuje prawo szabatowe i jego sens. Ale tutaj logika zdaje się nie obowiązywać. Skoro ta kobieta od osiemnastu lat była opanowana przez ducha niemocy, to przecież „rozsądnie” mogła jeszcze jeden dzień wytrzymać — i grzecznie poczekać na wizytę u „doktora Jezusa” w bardziej dogodnym terminie.

Jednakże takie nauczania trafiły na podatny grunt i dlatego Paweł pozwolił sobie na następujące stwierdzenie Kol 2:16 Niech więc nikt was nie osądza z powodu jedzenia lub picia, co do święta, nowiu księżyca lub szabatów.
A całkowite zerwanie z szabatem widać jak na dłoni w następującym przekazie:
Rz 14:5 Jeden woli pewien dzień od innego, drugi zaś każdy dzień ocenia jednakowo: niech każdy trzyma się własnego przekonania.

Najbardziej bawi mnie Mt 12:5: czy nie czytaliście w Prawie, że w szabat kapłani w świątyni naruszają szabat, a są bez winy?. No bo przecież to zupełnie normalne — jeśli jesteś „po właściwej stronie ołtarza”, to praca w dzień święty nagle przestaje być pracą, tylko staje się „posługą”.
W sumie logiczne: kapłani w świątyni w szabat normalnie działają — składają ofiary, pilnują rytuałów, robią wszystko to, co w każdy inny dzień nazwalibyśmy robotą na pełen etat. Ale spokojnie, to nie praca, to „święta czynność”, więc Prawo się nie czepia. Cudowna elastyczność przepisów — zależna od tego, kto akurat trzyma kadzielnicę.
Aż człowiek się zastanawia, czy Jezus nie powinien dziś wrócić i wprowadzić mały audyt w branży religijnej Kościoła: sprawdzić, czy kazania i spowiadanie to już praca, czy jeszcze „duchowe przesłanie”, czy nieustanne dojenie krwi Jezusa podczas mszy to harówka, czy jednak sakrament, czy kadzenie i machanie dzwonkami wynika z Boskiego Słowa i czy przypadkiem niedziela nie stała się najbardziej produktywnym dniem tygodnia w całym kalendarzu liturgicznym.
Bo wiadomo — wtedy wszystko się zgadza, dopóki odpowiednio nazwiesz to, co robisz.
8

=+=+=+=+
Witaj Gandalf Szary:
Warto pielęgnować w sobie spokój, który pozwala spotkać drugiego człowieka bez lęku, ale i bez konieczności tłumaczenia się ze swojej drogi.
Twoja uprzejmość w relacjach z dawnymi znajomymi to nie brak odwagi, lecz wyraz wielkiej kultury osobistej i szacunku – zarówno do nich, jak i do samego siebie.
Prowadząc rozmowy na neutralnym gruncie, budujesz mosty oparte na zwykłym człowieczeństwie, które stoi ponad wszelkimi strukturami czy przekonaniami.
Pamiętaj, że masz pełne prawo do ochrony swojej prywatności i decydowania o tym, jakie tematy dopuszczasz do swojego życia.
Niech Twoja obecna postawa będzie dowodem na to, że można odejść od organizacji, nie tracąc przy tym godności ani życzliwości wobec ludzi, których kiedyś ceniliśmy.
Kontynuuj tę drogę z podniesioną głową, czerpiąc radość z każdej autentycznej, choćby krótkiej wymiany zdań, która nie narusza Twoich granic.
„Prawdziwa wolność to umiejętność bycia uprzejmym dla innych, pozostając jednocześnie całkowicie wiernym sobie.”
POZDRAWIAM  :)

To ważne co napisałeś. Bardzo bym nie chciał i nie mogę zrozumieć osób, które zachowują się agresywnie lub nienawistnie w stosunku do swoich byłych już współbraci. Ja patrzę na takie osoby jako oszukane, zmanipulowane podobnie jak ja. Prawdziwych mocodawców nigdy nie poznamy, a być może i co niektóre osoby zasiadające na szczytach władzy mogą wierzyć w organizację. Z tego też powodu nie przekreślam drugiego człowieka i staram się życzliwie podchodzić. Pozdrawiam Nadaszyniaku.
9
   Nadaszyniaku :) :)
   Napewno bycie w statusie PIMO wiąże się z pewnymi wyzwaniami i pewną dozą ostrożności.
   Ale to jest gra na naszych zasadach, nie musimy tańczyć tak, jak strażnica nam zagra.
   Osobiście podobnie jak Gremczak wychodzę z założenia, że nie muszę trzymać się zasad, które nakreśla strażnica.
   Już dawno nie chodzę według ich prawideł.
   I nie zamierzam im podarować ani jednego swojego podpisu na czymkolwiek.
   Oczywiście, łatwiej by im było zrobić komitet sądowniczy i mnie wykluczyć.
   Ale ode mnie nie dostaną żadnego podpisu czy choćby kropki czy przecinka >:D >:D
   A tak, przed każdą obsługą jestem dla nich problemem do wyjaśniania przed nadzorcą podróżującym.
   Mam wolność i autonomię, chociaż jest ona w jakiejś tam mierze ograniczona, nie ma się co czarować, ale naprawdę w bardzo niewielkiej.
   Nie mają nade mną żadnej kontroli, bo nie mają źródeł informacji.
   Wszystkie możliwe wykasowałam, nie mają do mnie żadnego, wiarogodnego dostępu.
   A ziarna wątpliwości się sieją i to dość obficie.
Witaj ESTERO :) 
Dziękuję za podzielenie się swoim doświadczeniem! To, co piszesz o zachowaniu własnej autonomii i grze na własnych zasadach, jest bardzo inspirujące.
Cieszę się, że udało Ci się stworzyć przestrzeń, w której czujesz się wolna i masz pełną kontrolę nad swoimi decyzjami.
Taka postawa wymaga dużej siły i świadomości.
Przesyłam serdeczne pozdrowienia
=+=+=+=+
Witaj Gandalf Szary:
Warto pielęgnować w sobie spokój, który pozwala spotkać drugiego człowieka bez lęku, ale i bez konieczności tłumaczenia się ze swojej drogi.
Twoja uprzejmość w relacjach z dawnymi znajomymi to nie brak odwagi, lecz wyraz wielkiej kultury osobistej i szacunku – zarówno do nich, jak i do samego siebie.
Prowadząc rozmowy na neutralnym gruncie, budujesz mosty oparte na zwykłym człowieczeństwie, które stoi ponad wszelkimi strukturami czy przekonaniami.
Pamiętaj, że masz pełne prawo do ochrony swojej prywatności i decydowania o tym, jakie tematy dopuszczasz do swojego życia.
Niech Twoja obecna postawa będzie dowodem na to, że można odejść od organizacji, nie tracąc przy tym godności ani życzliwości wobec ludzi, których kiedyś ceniliśmy.
Kontynuuj tę drogę z podniesioną głową, czerpiąc radość z każdej autentycznej, choćby krótkiej wymiany zdań, która nie narusza Twoich granic.
„Prawdziwa wolność to umiejętność bycia uprzejmym dla innych, pozostając jednocześnie całkowicie wiernym sobie.”
POZDRAWIAM  :)
10
Ja zerwałem kontakty. Nie chodzę na zebrania, na pamiątki śmierci JCH, do służby czy też na stojak. Moja aktywność organizacyjna =0. Obecnie moje kontakty ograniczają się do osób które jeszcze mnie pamiętają i poznają na ulicy. Ostatnio miałem taką sytuację, spotkałem mojego góru duchowego. Obydwoje unikaliśmy tematów które byłyby niebezpieczne dla mnie. On nie pytał i ja również nie przejawiałem zainteresowania. Poruszalismy się podczas rozmowy w tematyce bardzo neutralnej. I taką zasadę stosuje w stosunku do wszystkich osób spotkanych.
Strony: [1] 2 3 ... 10