Wiesz, leśny dziadek, który przesypia spotkanie decydujące o losach milionów ludzi nadal może tych wszystkich ludzi kochać na swój sposób i chcieć dla nich jak najlepiej. Napisałeś poprzednio:
Nie potępiałbym zmanipulowanego starszego czy sługę, ale CK, które doskonale wie jakimi pobudkami kierowali się podejmując decyzję o tej, czy innej nauce.
CK wie jakimi pobudkami się kieruje. Ale ponawiam pytanie - co, jeśli kieruje się szczerymi i dobrymi pobudkami? Co, jeśli jest pełne miłości do ludzi? Czy jeśli robi to co robi, chcąc zapewnić ludziom życie wieczne, to czy to nadal jest manipulacja? A czy w takiej sytuacji możemy mówić o "zmanipulowanych starszych" czy innych głosicielach? Może CK jest po prostu jak ten ojciec i matka, którzy upraszają rzeczywistość na potrzeby swoich dzieci - ale nie po to, by nimi manipulować, tylko z troski, że nie zniosą prawdy o świecie?
Ja tego wszystkiego nie wiem, jak bym miał oceniać, jak czuję, to uznałbym, że CK wierzy w swoją misję od Boga, ale jest przy tym dość cyniczne (co dobrze oddaje to, co Jackson powiedział przed Australijską Komisją, mianowicie, że jak czytają Biblię, to duch święty działa na nich tak samo jak na innych świadków, którzy czytają Biblię - z tą różnicą, że oni są Ciałem Kierowniczym). Próbuję jednak przykuć twoją uwagę do intencji CK, bo nie znasz ich, a zakładasz manipulację ze strony CK. Ponieważ nie wiemy, jakie są intencje, myślę, że rozsądnie byłoby odrzucić je podczas oceny odpowiedzialności.
Sądy, z resztą, robią to bardzo podobnie - stosując niejako dwustopniową ocenę.
Jeśli ktoś wjedzie w człowieka na pasach staje się odpowiedzialnym za śmierć tego człowieka. Intencje kierowcy nie wpływają na to, czy jest odpowiedzialny za ten czyn, czy nie. Drugim stopniem jest ocena intencji, by właściwie dobrać karę. Czy to był wypadek? Czy może na pasach szedł kochanek jego żony i po prostu chciał go zabić? Od intencji będzie zależeć, czy dostanie zawiasy czy 25 lat pozbawienia wolności, ale nie to, czy jest za to odpowiedzialny.