Ja zerwałem kontakty. Nie chodzę na zebrania, na pamiątki śmierci JCH, do służby czy też na stojak. Moja aktywność organizacyjna =0.
Ze mną jest podobnie, aktywność zerowa.
Przechodziłam pewną transformację po moich odkryciach, było kilka etapów tych przemian.
Na początku tej drogi największą złość czułam do guru strażnicy w USA.
Potem na tapecie znalazła się władza zborowa, która w wielu skandalicznych sytuacjach nic nie zrobiła mając wiedzę.
I nie tylko w moich sprawach, ale też w wielu innych pozamiatanych pod dywan.
Później przyszła kolej na niektórych "braci i siostry" od których zaznałam różnych bardzo przykrych sytuacji.
A na teraz i to już od wielu lat to jest mi ich po prostu żal, że tkwią w takiej destrukcji

Przy bardzo sporadycznych spotkaniach z nimi, ze mną jest tak, jak u Gandalfa.
Obecnie moje kontakty ograniczają się do osób które jeszcze mnie pamiętają i poznają na ulicy (...)
Poruszalismy się podczas rozmowy w tematyce bardzo neutralnej. I taką zasadę stosuje w stosunku do wszystkich osób spotkanych.
Jest miło grzecznie i uprzejmie
Ot, taka miła pogawędka o wszystkim i o niczym.
Ostatnio przed pamiątką, trafiło pod moje drzwi kilka par głosicieli w tym koordynator zboru i jeden ze starszych.
Było kilka uśmiechów na dowidzenia, a z ich strony miłe zaproszenie.
Też nie jestem zwolennikiem agresywnych ataków słownych.
Jestem świadoma tego, że podobnie jak ja wcześniej, oni żyją w swojej bańce, którą im stworzyła strażnica.
I jak jest im tam wygodnie i czują się szczęśliwi, to niech sobie tam będą.
Nawracanie na siłę niewiele daje.