5
« Ostatnia wiadomość wysłana przez donadams dnia Dzisiaj o 17:27 »
W zasadzie zgadzam się z tym, co napisałeś - po prostu gdzie indziej upatruję przyczyn tego rozluźnienia. To trochę jak z rozwodami, alkoholizmem i innymi tego typu rzeczami. Nie jest tak, że organizacja chroni przed tym ludzi, albo łączy ze sobą ludzi, którzy nie są podatni na zjawiska społeczne. Ludzie w organizacji mają trochę dłuższy okres przejściowy, bo jest silny czynnik w postaci "co powie zbór", "co powie rodzina świadków", "a jak mnie wykluczą" itd. Ale w końcu co ma przyjść to przychodzi. Alkoholików było tam, jest i będzie i od mówienia na zebraniach, żeby się nie upijać, nie ubędzie ich. Fala rozwodów już od lat przechodzi przez zbory i od zaklęcia, że "słudzy Boży tworzą silne małżeńśtwa" oraz "sznur potrójny" nic się nie wydarzy. Tak samo od zaklęcia "bracie" i "siostro" nic się nie wydarzy.
Moich kilka ostatnich lat w organizacji wszyscy zwracali się do mnie "bracie", ale nic z tego nie wynikało. Odkąd wyprowadziłem się z mojego rodzinnego zboru nie zawiązały się żadne nowe więzi, a te, które funkcjonowały w zborach, w których potem byłem, wynikały z tego, że ludzie albo znali się od dziecka, albo byli rodziną przez trzecią wodę, albo w absolutnej mniejszości byli ci, którym rzeczywiście coś zagrało i tworzyli unikalną więź. Z tego punktu widzenia niczym się to nie różni od każdej innej społeczności, dlatego uważam, że zmiany zachodzące w całym społeczeństwie nie oszczędziły organizacji i nic nie można było z tym zrobić.