Witaj, gościu! Zaloguj się lub Zarejestruj się.

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Autor Wątek: Niewyjaśnine i niesamowite nasze historie z życia - a przeżyte .  (Przeczytany 5856 razy)

Online HARNAŚ

Odp: Niewyjaśnine i niesamowite nasze historie z życia - a przeżyte .
« Odpowiedź #15 dnia: 07 Sierpień, 2018, 21:59 »
takie samo miejsce jest w mojej gminie . Droga z Nowin do Dzieduszyc . Drogowcy się kapneli , że coś nie halo jak im walec pod górę zaczął jechać , Byli tam też słynni prowadzący Sondę


Offline Sebastian

Odp: Niewyjaśnine i niesamowite nasze historie z życia - a przeżyte .
« Odpowiedź #16 dnia: 07 Sierpień, 2018, 22:02 »
Tutaj , jako przyklad , wyjasnie  "anomalii grawitacyjnej "z okolic  Karpacza . Sebastian chyba znasz to miejsce ... ;)
nie sposób nie znać, skoro turyści pytają "jak dość do grawitacji" ;)

przed kilkudziesięcioma laty ktoś nasłał jakiś geodetów którzy wyjaśnili że ludziom wydaje się że ulica się podnosi a ona się obniża. Dowodem mają być pomiary naukowe. Oczywiście większość ludzi nie przyjęła tego wyjaśnienia, mimo że w gazecie tak napisano. Ja nie jestem geodetą ani fizykiem więc nie podejmuję się oceny zjawiska. W każdym razie jest to atrakcja turystyczna i moje miasto ma dzięki temu ciutkę większe dochody.



Offline sawaszi

Odp: Niewyjaśnine i niesamowite nasze historie z życia - a przeżyte .
« Odpowiedź #17 dnia: 07 Sierpień, 2018, 22:54 »
Mnie się nigdy nie zdarzają takie historie których nie można wytłumaczyć,Nawet jak coś gdzieś dziwnie stuka to sie potem okazuje że to przeciąg a jak coś zimnego mnie dotyka po ramieniu to się potem okazuje że zimnego okładu z karku nie zdjęłam  :P
Moja matka była zawsze silnie wyczulona na takie rzeczy.Jak zmarł jej tata to ją gdzieś tam na schodach za rekę chwtał albo jeszcze jakieś inne dziwy.
Zawsze mówię że żeby zostać świadkiem to trzeba być bardzo łatwowiernym i przewrażliwionym.Taka jest właśnie moja rodzicielka całe jej życie jest niestworzoną hist(e)orią.
Nigdy nie słyszałam od człowieka tak zwanego niewierzącego żeby go nadprzyrodzone historie spotykały,To domena uduchowinych nadwrażliwców.
 
A moja rodzina (cała katolicka)i niektórzy sąsiedzi - doświadczali pewnych zdarzeń jak ; słyszane kroki , stukanie , spadające przedmioty ,itp. (opowieści o duchach zmarłych "pokutujących" ? ) -proboszcz zawsze zalecał - "konieczna modlitwa i kilka mszy św. za zbawienie ich dusz" ..
Byłem do tego wszystkiego sceptyczny - aż do czasu , kiedy to zaczołem studium Biblijne z pewnym śJ.
Faktycznie zaczeło się - 'wlazłem' w te sprawy "duchowe" i już nic nie było takie same jak przedtem  ::)
Napisze o tem innym razem .



Offline Safari

Odp: Niewyjaśnine i niesamowite nasze historie z życia - a przeżyte .
« Odpowiedź #18 dnia: 07 Sierpień, 2018, 23:06 »
Mnie jest bardzo trudno uwierzyc, ze "cos/ktos" czuwa bad nami, no Bo jesli jest wypadek I przezyc jedna osoba a 3zgina, to dlaczego NIC nie czuwalo bad pozostalymi?...
Nie wiem, ale Milo sie czyta Wasze historie.

Choc najbardziej mi sie spodobala ta Sebastiana o urzedzie skarbowym😂
"Faith, if it is ever right about anything, is right by accident" S.Harris


Offline Trinity

Odp: Niewyjaśnine i niesamowite nasze historie z życia - a przeżyte .
« Odpowiedź #19 dnia: 08 Sierpień, 2018, 06:45 »
jedni wierzą drudzy nie wierzą
nie podaje w wątpliwość żadnej historii
kiedyś pewien starszy opowiadał nie wiem na jakiej podatawie że szatan za nim sie zbuntował
miał być aniołem opiekunem ludzi
taki przedstawiciel na ziemię
anioł stróż
ale nie wyszło bo sie zbuntował bla bla

mieszkałam kiedyś w nawiedzonym domu
niby jak sie wprowadzałam to rodzina była podzielona tak jak forumowicze
jedni bagatelizowali drudzy oszczegali
a ja ze sztandarem " Bóg jest z nami" zamieszkałam tam.
myślałam " skoro noszę imię najświętrzego Boga to ten mnie ochroni
szatan będzie się bał do mnie fikać
takie koleiny myślowe przez lata mi sie wytworzyły
oczywiście żadnej ochrony nie doświadczyłam
a parę rzeczy przytrafiło się dziwnych
usłyszałam że mam słabą wiarę i że Boga nie wystawia się na próbę

może każdy dostaje ostrzeżenie tylko nie każdy je "słyszy"?
ja wierze w swoje przeczucia i sny
i wierzyłam nawet jak byłam betonem


Online HARNAŚ

Odp: Niewyjaśnine i niesamowite nasze historie z życia - a przeżyte .
« Odpowiedź #20 dnia: 08 Sierpień, 2018, 07:30 »
Seks z duchem i doniosłaś na siebie starszym? ;D


Offline Trinity

Odp: Niewyjaśnine i niesamowite nasze historie z życia - a przeżyte .
« Odpowiedź #21 dnia: 08 Sierpień, 2018, 09:26 »
Seks z duchem i doniosłaś na siebie starszym? ;D

niestety nie było niczego
podoba mi się twój tok myślenia
Harnasiu
« Ostatnia zmiana: 08 Sierpień, 2018, 09:51 wysłana przez Trinity »


Offline Tazła

  • Mistrzyni Ciętej Riposty
  • Wiadomości: 3 084
  • Polubień: 10624
  • Przez oczy dusza rzuca swój cień na twarz.
Odp: Niewyjaśnine i niesamowite nasze historie z życia - a przeżyte .
« Odpowiedź #22 dnia: 08 Sierpień, 2018, 18:47 »


           Mój wczorajszy komentarz wywołał lekkie poruszenie i posypały się maile. Jednych zaskoczyłam takim wyznaniem. Bo kto jak kto, ale ja ktoś  twardo stąpający po ziemi, pisze takie rzeczy? Inni zaś nie mieli odwagi ( aby nie być ocenianymi) napisać tu i podzielili się ze mną swoimi historiami.

Sama kiedyś z przymrużeniem oka patrzyłam na takie historie, ale jak to w życiu bywa, wszystko do czasu.
Moja faza buntu to nie był okres dorastania, był później i to było  raczej dojrzewanie do Boga, a raczej bunt przeciwko niemu. Zrażona do Jehowy, postanowiłam sobie w ogóle w nic nie wierzyć, jak większość z Nas.

Twierdziłam, że Boga nie ma, mówiłam o tym otwarcie i miałam na to dziesiątki argumentów.
Gdy życie dawało mi w kość, a świadkowska rodzina praktycznie mnie dobiła, chciałam umrzeć.
Gdyby nie moje dziecko, pewnie bym dziś tego do Was  nie pisała .  Dla niego wstawałam co rano, dla niego udawałam, że żyję.
I czym bardziej było mi źle, ciężej, zapierałam się, że Boga nie ma, bo by przecież na to nie pozwolił.  On mi wtedy jakby przekornie, dawał o sobie znać, jak to dziś nazywam...kręcił się koło mnie . Ja nazywałam to...przypadkiem, zbiegiem okoliczności, trafem losu. Historie niewytłumaczalne, dziwne i zaskakujące, na wszystko miałam wytłumaczenie.

Lekarze walczyli o życie mojego dziecka, wyszedł do mnie ordynator  i powiedział...nie będę pani oszukiwać, jest bardzo źle, jeśli nie zdarzy się jakiś cud...zawiesił głos. Po chwili dodał...zrobimy co w naszej mocy.
Siedziałam na korytarzu i zalewałam się łzami. Słowo Boże nie przechodziło mi przez gardło, mówiłam tylko...nie rób mi tego, zabrałeś mi już jedno dziecko, zlituj się nade mną , zostaw mi go. Styczeń, pusty korytarz, nagle jakiś przeciąg otwiera okno, a ja na swojej lewej połowie ciała mimo chłodu na dworze, czuję powiew ciepłego powietrza. Po 10 minutach wychodzi  pielęgniarka po krew, chwyta mnie za ramię i mówi...jest lepiej.

Gdy miałam wrażenie, że sięgam psychicznego dna, że więcej nie dam rady udźwignąć, zaskakując sama siebie powiedziałam...Boże za co, jeśli jesteś zrób coś, ja już nie daję rady. Skoro jesteś taki miłosierny jak mówią, zlituj się nade mną.
Nie wiem czy to była modlitwa, czy skamlenie o pomoc? Na pewno była to moja pierwsza taka przemowa, taka szczera i prawdziwa od bardzo, bardzo dawna.
Ktoś powie...jak trwoga to do Boga i będzie miał racje. Jednak tu jeszcze lepiej pasuje...proście a będzie wam dane...

I po tym nastąpił przełom, stało się coś co znów było dowodem na Jego istnienie, ale najlepsze było to co stało się ze mną.
Ogarnął mnie taki spokój,  wstąpiła we mnie chęć życia, siła  i radość, że to trudno opisać. To co było złe minęło, ludzi którzy się  na mnie wypięli, miałam totalnie w... Z dnia na dzień było lepiej, a mnie zaczęło być wstyd, że wątpiłam. Najlepszą nagrodą było podsumowanie mojego  syna.
Przytulił się do mnie  i powiedział...mamo, jak się śmiejesz wyglądasz jak anioł, aż chce się wracać do domu.
To było miłe, ale zarazem dołujące, jaką przeprawę  zafundowałam swojemu dziecku.

Od tamtej pory jest ze mną tylko lepiej, psychicznie, fizycznie, mentalnie i materialnie. Pamiętam o Bogu nie tylko wtedy gdy potrzebuję łaski, ale najbardziej wtedy gdy jest mi dobrze i mam za co dziękować. Nie jest to typowa modlitwa, są to raczej pogaduchy, a czasem nawet ''przepychanki''.
Gdy mi się teraz przytrafia coś co trudno wytłumaczyć, coś co się układa lepiej niż powinno, już się nie zastanawiam dlaczego?
I na pewno nie przypisuję tylko sobie wszelkich zasług.

Ktoś może wierzyć, ktoś nie. Nie krytykuję, nie oceniam  tych co uważają, że  powstali z gwiezdnego pyłu czy są potomkiem innego wynalazku. Tych którzy wierzą w płaską lub kwadratową ziemię, ich sprawa.
Nie życzę też nikomu, aby kiedyś był w takiej sytuacji, że będzie musiał powiedzieć...Boże pomóż, albo Boże ratuj. Jednak jeśli już do tego dojdzie, życzę aby stało się coś co będzie niewytłumaczalne, ale przyniesie ukojenie i dobrze się skończy.

Anielska cierpliwość wymaga diabelskiej siły.


Offline Matylda

Odp: Niewyjaśnine i niesamowite nasze historie z życia - a przeżyte .
« Odpowiedź #23 dnia: 08 Sierpień, 2018, 18:49 »
  Kilka lat temu  chciałam zdążyć przejść , a raczej już przebiegnąć na zielonym świetle.
Przed samym przejściem szpilka utkwiła mi w kratce,

Po jakimś czasie nie dawało mi coś spokoju, przy okazji postanowiłam się przyjrzeć mojej ''wybawczyni''.
Jakież było moje zdziwienie gdy okazało się, że kratka ma spore otwory. Przymierzyłam obcas jaki miałam na nodze, a był o wiele grubszy niż ten poprzedni, wchodził i miał jeszcze sporo luzu.



Obstawiam że w tzw międzyczasie panowie z Kanalarze wymienili kratkę na taką z szerszymi otworami bo liście i śmieci zatykały odpływ :P :P :P

Tazałku pisałyśmy jednocześnie.To i wyszło żem taka menda jest(swoją drogą że to prawda 8-)) Trochę sie śmiałam z wpisu o szpilce bo wiem że Ty sie na mnie nie pogniewasz.
Chyba nie ma takiego na ziemi co by stanowczo twierdził ze Boga nie ma <nawet jak ktoś tak mówi na głos to w duchu się pewnie waha.
Ja jednak należę do tej grupy co raczej dopiero na torturach by przyznała ze Bóg jest.
Już sto procent uważam że wiary ludzie wymyślili bo tak jest łatwiej życ i umierać,bo dla kasy,dla władzy itd.

Dla mnie niesamowite jest jeśli spotka mnie coś jak wczoraj:
Jadę sobie moją wiejską drogą do domu,przez las Droga szeroka na jedno auto i umownie zawsze przy wymijaniu auta co jadą od strony wsi "muszą"zjechać na pobocze.
No więc jadę sobie moją rumuńską myślą technologiczną i z przeciwka BMW,czarne,błyszczące,pienkne ale ni cholery nie zjeżdża a p mojej stronie tylko rów.No to ja na klakson a BMW zamiast zjechać zmusiło mnie do zatrzymania się,no bo przecie do rowu nie wjadę.samochód miał niemieckie numery rejstracyjne więc jestem przygotowana na dialog w tymże języku
A tu niespodzianka otwiera pan bez włosów i mówi"czego?
Ja na to,powinien Pan :) zjechać bo ja mam samochód nie amfibię
On do mnie,a co mnie to ch..j obchodzi,widzi pani(już tu mnie zaskoczył)że w moim aucie jedno koło jest więcej warte niż ten pani(znow nie dowierzam)cały samochód.
Ja na to,no ma pan rację ale to nadal nie zmienia faktu że obowiazują i mnie i pana takie zame przepisy o ruchu drogowym i kultura jazdy.
I tu moje kolejne zdziwienie bo łachudra nazwana przezemnie Panem oblekła się w ludzką skórę i zamiast mi posłać jeszcze pare ch..i,zaczęła mówić coś w stylu że przecież zjechał ile mógł i że nie chciał sobie koła rozwalić itd.
O i to jest dla mnie zjawisko nadprzyrodzone jak się choć jeden idiota w BMW na odrobinę empatii zdobędzie.

*Bez urazy ze strony tych co są pasjonatami tych aut i kupili je za ciężko zapracowane pieniądze.
« Ostatnia zmiana: 08 Sierpień, 2018, 19:19 wysłana przez Matylda »


Offline ewa11

Odp: Niewyjaśnine i niesamowite nasze historie z życia - a przeżyte .
« Odpowiedź #24 dnia: 08 Sierpień, 2018, 21:32 »
Zachęcona Waszymi historiami i ja opiszę moje. Wcześniej nikomu ich nie opowiadałam, bo bałam się, że mnie wezmą za wariatkę. Miałam dwa takie zdarzenia; dzięki jednemu mój związek z organizacją opóźnił się o 4 lata.
Pierwsza historia: był to ostatni dzień roku szkolnego, skończyłam ósmą klasę. Byłam sama w domu, nagle dzwonek do drzwi. Za drzwiami dwie głosicielki, pytają się, czy wiem, jak Bóg ma na imię. Odpowiadam: Jahwe. Pochwaliły, że wiem, następnie powiedziały, że Jehowa to inna wersja tego imienia. Wywiązała się dyskusja, w zasadzie raczej monolog jednej z nich, a ja przez grzeczność słuchałam. Rozmowa odbywała się przy drzwiach, bo miałam straszny bałagan w domu i wstydziłam się zaprosić je dalej. Po godzinie starsza głosicielka zapytała, czy mogłyby wejść i usiąść, bo jest bardzo zmęczona. Jak wspomniałam, w domu był bałagan, ale wpuściłam je do przedpokoju i usiadła sobie na takim szerokim koszu na rzeczy do prania. Druga dalej stała i gadała jak najęta (pionierka specjalna, później wyjechała do Rosji jako misjonarka).Gadałaby tak w nieskończoność, gdyby nie przyszła koleżanka. Wręczyła mi jakieś publikacje i umówiła się na kolejną wizytę. Co dziwnego się zdarzyło? Po przyjściu domu położyłam klucze do mieszkania na półce w pokoju i te klucze stamtąd zniknęły. Nie było ich ani na tej półce, ani nigdzie indziej. A przecież musiałam je mieć, bo byłam pierwsza w domu i jakoś to mieszkanie musiałam otworzyć. Rodzice, jak się dowiedzieli, że rozmawiałam ze świadkami, to mi zrobili karczemną awanturę i jeszcze dorzucili, że na pewno któraś z nich ukradła klucze. Było to absolutnie niemożliwe, bo dalej niż do przedpokoju ich nie wpuściłam i cały czas z nimi byłam, a klucze na pewno położyłam w pokoju. W każdym razie była wymiana zamków, a ja się tak przeraziłam i tą awanturą, i zarzutami, że orze

Sorry, znowu coś mi się pochrzaniło w telefonie i wysłałam niedokończony post. W każdym razie tak się przeraziłam awanturą i zarzutami, że przeze mnie na pewno nas okradną, że za każdym razem, jak przychodzili SJ i proponowali studium, to odmawiałam. Dopiero po czterech latach ta sama pionierka specjalna wpadła na pomysł, żeby spotykać się na studium u jakiejś innej siostry w mieszkaniu, która mieszkała dosyć blisko mnie, a ja się niestety zgodziłam (myślałam sobie: świadkiem nie zostanę, ale co mi szkodzi porozmawiać o Biblii). Jednak to było już pod koniec liceum; dzięki temu zdarzeniu wcześniej nie zaczęłam studiować zbyt szybko ze świadkami i miałam przynajmniej normalny okres liceum: mogłam się uczyć, mieć koleżanki, kolegów, chodzić na urodziny, imieniny, mikołajki, andrzejki, miałam czas na książki, kino, teatr etc. A klucze te cztery lata wcześniej wsiąknęły jak kamień w wodę. Przeszukaliśmy wtedy z rodziną całe mieszkanie i nic.
O drugiej historii zaraz napiszę, bo zrobiłam się głodna i muszę coś zjeść. :)
« Ostatnia zmiana: 08 Sierpień, 2018, 21:49 wysłana przez ewa11 »


Offline sawaszi

Odp: Niewyjaśnine i niesamowite nasze historie z życia - a przeżyte .
« Odpowiedź #25 dnia: 08 Sierpień, 2018, 22:40 »
O swych przeżyciach osobistych i nie tylko - a jest,tego wiele .
Będę pisał w chronologii wydarzeń i w punktach czasowych :
- tydzień po śmierci mojej babci w 1977 r. to była zima
 siedzimy wraz z moją siostrą nad lekcjami szkolnymi - nagle coś brzękneło w szybę - siostra w strachu "co to było?"- ja odpowiedziałem jej "to pewnie naprężenie szkła i tak pukneło " - po chwili rzuciło bochenkiem chleba z szafki pod zlew kuchenny -na odległość trzech metrów (szok) .
- po śmierci mego ojca w 1997 r. (luty) - szwagier i obecni na przyjęciu rodzinnym słyszą kroki marszowe dochodzące ze strychu (mój ojciec był dowódcą brygady i przeszedł front o Lenino do Berlina) - szwagier wracał wtedy przestraszony do swego domu - a tu na zakręcie (przy cmentarzu nomen omen pochowano jego teścia)
rower mu się przewrócił i kierownica była na wprost grobu teścia ! (tak o tym szerze mówił) - wrócił do domu blady "jak śnieg" a jego matka 'zrzucała mu uroki' i modliła się do "najświętszej" - a na zajutrz poszła do plebana i wykupiła kilka mszy .
Szwagier i cała jego rodzina poczuli się lepiej ..
To tyle na dziś - sory .
Cdn. nastąpi (bo mam tego wiele) .
« Ostatnia zmiana: 08 Sierpień, 2018, 22:46 wysłana przez sawaszi »


Offline ewa11

Odp: Niewyjaśnine i niesamowite nasze historie z życia - a przeżyte .
« Odpowiedź #26 dnia: 08 Sierpień, 2018, 22:46 »
No dobra. Druga historia. To było kilkanaście lat temu, już nie byłam wtedy w organizacji. Budzę się w niedzielę i widzę na swojej nodze bardzo wyraźny odcisk trupiej dłoni. Wyraźne kościste palce zakończone szponami. Myślałam, że może przez sen ściskałam tak mocno nogę, że zostawiłam na niej ślad, który potem się zdeformował, ale raczej niemożliwe, żeby przez sen tak mocno ściskać sobie jakąś kończynę, żeby pozostawić tak wyraźny odcisk. Nawet na jawie to niemożliwe, przynajmniej dla mnie. Spróbujcie zresztą sami, ściśnijcie sobie nogę czy drugą rękę bardzo mocno, ślad jest niewyraźny i znika po chwili, a ten zniknął, ale dopiero po paru godzinach.
Przestraszyć się nie przestraszyłam, ale widok był nieprzyjemny, więc nawaliłam tonę fluidu, a i tak tylko trochę go zamaskowałam. Na szczęście, jak wspomniałam, po paru godzinach zniknął. Do dzisiaj nie wiem, co to było.


Offline sawaszi

Odp: Niewyjaśnine i niesamowite nasze historie z życia - a przeżyte .
« Odpowiedź #27 dnia: 08 Sierpień, 2018, 23:28 »
Moja matka w 2001 r. miała takie dziwne doznanie nocą - a to było tak -
Znalazłem na strychu (dom poniemiecki) Biblię pisaną gotykiem z dedykacją napisaną po niemiecku .
Dałem to matce jako cenne znalezisko - nocą cóś ją dotykało i dusiło - opowiadała "jakieś zimne ręce o długich palcach" - przeżyła szok !
No i jak zwykle katolik - poszła do plebana - a proboszcz przyszedł z "wodą święconą , kadzidłem i wyświęcał i kropił w każdy kąt domu i szeptał jakieś modlitwy" .
Na końcu powiedział "spalcie tę książkę bo tu mieszkał Hitlerowiec i ukrywał w 1945r. kilku esesmanów ..
Spaliłem tę książkę na polecenie kapłana - i matkę przestało (to nawiedzać) .
Ps. poprawiam mój ojciec zmarł w 1987 r.
« Ostatnia zmiana: 08 Sierpień, 2018, 23:42 wysłana przez sawaszi »


Offline sawaszi

Odp: Niewyjaśnine i niesamowite nasze historie z życia - a przeżyte .
« Odpowiedź #28 dnia: 09 Sierpień, 2018, 00:56 »
Wrócę jeszcze do lat szkolnych (to było w 1986 r.) - mieszkałem w ten czas w intrernacie Technikum Mechanicznego w Miliczu .
Zaproszony ? zostałem na seans (takie głupie zabawy młodzieży o wywoływaniu duchów) ..
Co potem było - to nawet nie chce mi się o tym pisać !!!~.
Z kolegą poszedłem nazajutrz do kościoła aby powiedzieć o tym co przeżyliśmy księdzu - a on (na spowiedzi) powiedział nam "poznaliście co to jest demoniczna moc" -
 - "za pokutę odmawiajcie teraz przez miesiąc litanię do Matki św. i różaniec w całości , a może zły duch odejdzie od was" -
My tak też uczyniliśmy (wedle zaleceń duszpasterza) - poczuliśmy się spokojniej ..
To także fakt autentyczny z mego doświadczenia życiowego .
Niebawem napiszę więcej (o swoich przeżyciach) .
« Ostatnia zmiana: 09 Sierpień, 2018, 01:11 wysłana przez sawaszi »


Online HARNAŚ

Odp: Niewyjaśnine i niesamowite nasze historie z życia - a przeżyte .
« Odpowiedź #29 dnia: 09 Sierpień, 2018, 08:44 »
Kiedyś dziadek mojej żony wracał późnym  jesiennym , wieczorem  rowerem z knajpy . Jak to chłopy na wsi wychylił co nie co ale jednak na tyle dużo , że rower postanowił prowadzić. Ciemność zapadła , światła na wsi w latach 70 nie uświadczysz , chyba , że w oknach chałupy. Zbliżał się w tych okolicznościach do poniemieckiego starego cmentarza , na którym pochówków już zaprzestano ale nagrobki z charakterystycznym pismem wciąż stały. Jakiś dziwny lęk go dopadł , więc postanowił jednak na rower wsiąść i szybko ten odcinek przebyć . Gdy znajdował się na wysokości owego cmentarza poczuł , że jakoś trudniej mu się pedałuje , jakby ktoś się dosiadł na bagażnik i jeszcze wpół go objął. Bał się obejrzeć więc podkręcił tempo licząc , że jak minie cmentarz to odczuje ulgę. Przejechał w rekordowym czasie obok krzyży ale coś go coraz bardziej za plecy ciągnęło a rower dociążony się wydawał . Lęk , strach , panika włosy dęba mu postawiły . Z roweru już nie zsiadł tylko z krzykiem na podwórko wjechał  , wzywając po pijanemu wszystkie znane mu świętości. Na te wrzaski babcia  z domu wyszła , światło na ganku zapaliła i pyta :
- Co się drzesz po pijaku w środku nocy?
- Bo mnie duchy przy cmentarzu napadły za kufajkę ciągnęły  i na rower wsiadły i aż dotąd ze mną przyjechały.!!!!
Babcia podeszła do roweru i zobaczyła , że  włóczka się w koło wkręciła a kłębek w kieszeni serdaka prawie cały się rozwinął . Ona wcześniej w tym kubraczku chodziła i na drutach robiła a kłębek do kieszeni sobie schowała . Dziadek czym bardziej pedałami kręcił to kieszenią szarpało  a rower przez to spowalniał ;D
« Ostatnia zmiana: 09 Sierpień, 2018, 09:06 wysłana przez HARNAŚ »