Witaj, gościu! Zaloguj się lub Zarejestruj się.

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Autor Wątek: Powrót po latach do organizacji  (Przeczytany 1621 razy)

Offline Gostek

Powrót po latach do organizacji
« dnia: 19 Czerwiec, 2022, 18:34 »
Zastanawia mnie, co powoduje, że po latach,( czasami nawet po kilkunastu) ludzie wracają do organizacji.?
Tym bardziej dzisiaj, kiedy jest tyle informacji o negatywnych jej stronach.

Zaobserwowałem, że tylko w tym roku do zboru z którym do niedawna byłem związany powróciły trzy różne osoby i jedna trzy osobowa rodzina.
Niektórzy z nich byli po za zborem około 15 lat a pozostałe osoby też dobre parę lat.
Co mogło wpłynąć na ich decyzję?strach przed bliskim końcem wszystkiego,pandemia koronawirusa na świecie?król północy czy też inne  czynniki.? 🤔



Offline Roszada

Odp: Powrót po latach do organizacji
« Odpowiedź #1 dnia: 19 Czerwiec, 2022, 18:38 »
Niektórzy widzą pandemię i wojnę i już robią w majty ze strachu. 8-)
Słyszałem o takich co mówią: "a jednak organizacja miała rację"...


Offline Gostek

Odp: Powrót po latach do organizacji
« Odpowiedź #2 dnia: 19 Czerwiec, 2022, 18:47 »
Ciekawe co będą mówili za dwa, trzy lata.? 🤔
Pewnie znowu zrobią jakąś analogię i przyrównają obecny stan wyczekiwania do sytuacji, kiedy to wojska rzymskie wycofały się na parę lat z pod oblężonej wcześniej Jerozolimy by po pewnym czasie ponownie do niej  wrócić.


Offline PoProstuJa

Odp: Powrót po latach do organizacji
« Odpowiedź #3 dnia: 19 Czerwiec, 2022, 19:07 »
Ja znam historię osoby, która odeszła oficjalnie z organizacji i funkcjonowała jako "odstępca". Parę lat minęło, a rodzina nie utrzymywała nadal z tą osobą kontaktu. A zatem po zrobieniu bilansu zysków i strat osoba ta postanowiła wrócić do organizacji.
Oczywiście nie wierzy w orga, nie wierzy w te nauki... ale odzywa się do niej rodzina.

No niestety to smutne, że niektórzy muszą się zaprzeć samego siebie żeby odzyskać kontakt z rodziną....

Co do innych osób wracających po latach (nie wybudzonych...)... myślę, że w grę może wchodzić strach przed Armagedonem. W końcu pojawiają się znaki "dni ostatnich" - pandemia, wojna, przyszły głód...
A więc strach przed śmiercią w Armagedonie zwycięża!


Offline Roszada

Odp: Powrót po latach do organizacji
« Odpowiedź #4 dnia: 19 Czerwiec, 2022, 19:32 »
Samotność jest stresogenna a może i depresyjna.

Jak ktoś nie posługuje się w kontaktach netem z innymi exami, to jego odosobnienie zamęczy go.
Najczęściej pewnie chcą wracać ci, co uważają że niesłusznie ich wykluczono, a dalej kochają organizację.
A ci co uznają słuszność swego wykluczenia wracają już zaraz, gdy ich tylko dopuszczają na zebrania.


Online Turbulent_Business

Odp: Powrót po latach do organizacji
« Odpowiedź #5 dnia: 19 Czerwiec, 2022, 21:04 »
Niektórzy widzą pandemię i wojnę i już robią w majty ze strachu. 8-)
Słyszałem o takich co mówią: "a jednak organizacja miała rację"...

W punkt. Strach, strach i jeszcze raz strach.

Jeżeli ktoś został wykluczony / odszedł i stwierdził że po co mam czytać "negatywne recenzje" to aktualne wydarzenia zadziałają idealnie.

Ludzie przez lata karmieni tymi bzdurami, a ktorzy po odejściu nie zadali sobie trudu zeby uporządkować głowę i nie znają prawdy o prawdzie to ciężki temat...
Lepsze sa pytania bez odpowiedzi, niz odpwiedzi ktorych nie mozna zakwestionowac


Offline Sebastian

Odp: Powrót po latach do organizacji
« Odpowiedź #6 dnia: 20 Czerwiec, 2022, 00:35 »
Najczęściej pewnie chcą wracać ci, co uważają że niesłusznie ich wykluczono, a dalej kochają organizację. A ci co uznają słuszność swego wykluczenia wracają już zaraz, gdy ich tylko dopuszczają na zebrania.
Zgadza się...

Dodajmy jeszcze kategorię ludzi którzy "teoretycznie" zgadzali się z zasadami organizacji, ale "praktycznie" ulegali słabościom, np. seksualnym.

Ktoś mógł nie zostać wykluczony ale np. sam oddalił się, stał się nieaktywny i już jako nieczynny np. żył w konkubinacie z kobietą ze świata, która porzuciła męża ale formalnie była mężatką, a sprawy rozwodowe ciągły się latami... Taka sytuacja może trwać kilka lat, aż tu nagle mąż konkubiny umiera i konkubina uzyskuje status wdowy, a więc nadarza się możliwość zawarcia normalnego ślubu w USC - odtąd dotychczasowi konkubenci żyją już "po Bożemu" i droga do powrotu do organizacji staje się otwarta.

Inny przypadek to rozstanie z partnerem życiowym, np. rozwód
"Bracia mieli rację, gdy odradzali mi Światusa"
"Bracia mieli rację, gdy odradzali mi Filistynkę"
Takie sytuacje także motywują aby "uporządkować swoje relacje z Bogiem" (czytaj: dać się znowu zagonić do kieratu na rzecz niewolnika)

Są wreszcie np. choroby weneryczne. Ktoś żył w grzechu, złapał kiłę albo innego syfa i "zrozumiał" jak bardzo "mądre" są prawa Boże, których naucza Organizacja Jehowy.

Jeszcze inni przekroczyli 50-tkę i zaczęli zastanawiać sie nad śmiercią i zmartwychwstaniem i chcą "załapać" się na ziemski raj, o którym wcześniej "beztrosko" nie myśleli...
Cytat: dziewiatka
Sprawa świadków też się rozwiąże po ogłoszeniu pokoju i bezpieczeństwa przyjdzie nagła zagłada i świadka nie będzie spojrzysz na jego miejsce a tu normalny człowiek
:)


Online Turbulent_Business

Odp: Powrót po latach do organizacji
« Odpowiedź #7 dnia: 20 Czerwiec, 2022, 06:14 »
Ciekawe co będą mówili za dwa, trzy lata.? 🤔
Pewnie znowu zrobią jakąś analogię i przyrównają obecny stan wyczekiwania do sytuacji, kiedy to wojska rzymskie wycofały się na parę lat z pod oblężonej wcześniej Jerozolimy by po pewnym czasie ponownie do niej  wrócić.

CK nie musi się tym martwić. Biblia jest obszerna, do każdego wydarzenia da się coś dopasować. Ale w wydaniu ck najpierw musi się coś wydarzyć i wtedy można powiedzieć że: "o tu paczaj wydarzyło się to co było napisane". Ja to nazywam "Wsteczna inżynieria proroctw", sztuka dopasowywania wydarzeń które się już wydarzyły do tego co jest gdzieś napisane. Sztuka ta jest im potrzebna, z prorokowaniem "zwyklym" mają słabe doświadczenia (paczaj 1975)...

Jeżeli ktoś łyka że jak pismo mówi dwie laski to Juda I izrael, a ck mówi że to tak tylko na żarty i to na prawdę oznacza dwie grupy chrześcijan, to można nawet wziąć PowtPr 23:1 i powiedzieć że to nie o to chodzi i powiedzieć, że np (zmyslam) chodzi tu o braci którzy kiedyś dopuścili się zdrady a teraz  chcą ubiegać się o bycie nadzorcą. Proste nie?
Lepsze sa pytania bez odpowiedzi, niz odpwiedzi ktorych nie mozna zakwestionowac


Offline DreamM@ster

Odp: Powrót po latach do organizacji
« Odpowiedź #8 dnia: 24 Czerwiec, 2022, 15:13 »
Moja ciocia powróciła do Organizacji po 30 latach nieobecności. Widać po każdym okresie można wrócić do przenajświętszej organizacji   :))


Offline brat_straszny

Odp: Powrót po latach do organizacji
« Odpowiedź #9 dnia: 01 Lipiec, 2022, 12:10 »
Ja wróciłem dla rodziny i znajomości. Dawno temu się przebudziłem, przestałem wierzyć w nauki organizacji po tym jak dostrzegłem manipulacje, pranie mózgu i niezgodności z Biblią. Przez wiele lat unosiłem się rozgoryczeniem że organizacja poniża Jezusa, nie oddaje mu boskiej czci, oburzały mnie satanistyczne znaki w strażnicach, pedofilia w zborze. O wszystkim powiedziałem starszym i dużej liczbie głosicieli w okolicznych zborach. Zostałem wykluczony i napiętnowany, byłem postrzegany jako odstępca, sekciarz, najgorszy sort człowieka.

Z czasem skłoniłem się całkowicie ku ateizmowi i stwierdziłem że skoro żadni bogowie nie istnieją włącznie z Jehową i Jezusem, to liczy się tylko tu i teraz. Liczy się tylko życie doczesne, a ile go mamy przed sobą? Jeszcze może kilkanaście, kilkadzisiesiąt lat. Czy warto resztę tego życia spędzić w odosobnieniu, w rozgoryczeniu? Dorosły człowiek w moim wieku nie potrafi już zbudować takich relacji jakie buduje się od dziecka. A ja byłem wychowywany od dziecka w tym konkretnym środowisku gdzie się wszystkich zna, ma się jakieś kontakty, układy itd. Doszedłem do wniosku że życie leci przez palce, ja wegetuję sam na tym świecie, bywa czasem ciężko samemu i nie ma sensu się męczyć.

Dołączyłem znowu do organizacji, napisałem parę listów zanim w ogóle chcieli ze mną gadać, chodziłem najpierw do jednego zboru gdzie nie byłem zupełnie akceptowany, potem wróciłem do rodzinnego zboru gdzie mam starych znajomych i tam po długim czasie zostałem przyjęty - może nie z otwartymi rękami, bo niektórzy nadal podchodzą do mnie nieufnie, pomimo że starsi tłumaczyli im że jestem już ''bezpieczny'' dla zboru. No ale niektórzy potrzebują więcej czasu po prostu na oswojenie się ze świadomością że odstępca może powrócić do zboru.

Czy żałuję? Nie. W sumie to wyszedłem na plus. Mieszkam znowu u rodziców (przekonałęm ich że na starość potrzebują opieki), więc odchodzi mi czynsz za mieszkanie. Pracuję w ekipie z braćmi i mam tam dość dobre zarobki a i atmosfera jest w porządku. Jedna siostra ogarnęła mi po kosztach księgowość z którą miałem problem i nie mogłęm dojść do ładu. Ostatnio zepsuł mi się samochód, to brat z okolicznego zboru naprawił mi go za 1/3 ceny. Także już dostrzegam że było warto.

Chodzę na co drugie zebranie w niedzielę, resztę siedzę na zoomie, nie włączam kamerki. Zazwyczaj śpię albo robię obiad albo się relaksuję gdy zebranie leci na ZOOMie. A w tą co drugą niedzielę idę sobie na salę posiedzieć i popatrzeć na tych biednych, nadal wierzących w to ludzi - traktuję to jak rozrywkę, po zebraniu zawsze można pogadać, dowiedzieć się plotek itd. Do służby nie chodzę, bo nie zasługuję na stojak (mogą na nim stać tylko wyznaczone, przykładne osoby o dobrej reputacji, przynajmniej w moim zborze). Raz na jakiś czas dam się namówić na pisanie listów przez zooma, ale moja aktywność polega na zalogowaniu się do aplikacji i siedzenia dwie godziny z moją grupą służby, słuchania jak redagują listy.

Krótko mówiąc - powrót do organizacji dał mi dużo finansowo, pozwolił mi odświeżyć cenne kontakty sprzed lat, dzięki którym mogę załatwić wiele spraw praktycznych spraw. Mam kontakt z bliskimi, moja rodzina może w końcu spać spokojnie w nocy bo nie martwi się że zginę w armagedonie. Czasem zostaję zaproszony przez znajomych ze zboru na jakąś zborową wódeczkę, wtedy niejednemu rozluźnia się pod czaszką i padają pytania: ''A ty Bracie Straszny, jak to się stało że byłeś wykluczony za odstępstwo, a wróciłeś, jak to możliwe??" - no i mam okazję wtedy do wydania odstępczego świadectwa. Ale to tylko w gronie zaufanych świadków których i tak podejrzewam o niezaleźne myślenie.

A poza tym lubię sobie zapalić papierosa jak nikt nie widzi, wśród ludzi ze świata sobie przeklinam, byłem dwa razy u prostytutki od kiedy mnie przyłączyli. Mam znowu rodzinę i dawnych znajomych, mam jakieś wsparcie od nich - warunkowe, ale zawsze. Żyję sobie pełnią życia tak i korzystam z niego, a leśne dziadki z mojego zboru cieszą się że owieczka wróciła do stada.

Szczerze - nie żałuję. Organizacja to potężny twór, potężna maszyna. Nie jednego przemieliła i jeszcze nie jednego przemieli. Odstępcom wydaje się że w zarządzie w Nowym Jorku siedzą debile, a to błąd. Ci ludzie to mistrzowie strategii, są przebiegli i doskonale wiedzą jak grać na ludzkich uczuciach. Mimo że nie wierzę w ich nauki, to muszę im oddać jedno - są cholernie skuteczni w ściąganiu ludzi na ziemię. Nie sądziłem że kiedyś to napiszę, ale faktycznie muszę im to oddać. Są skuteczni - to dobrze działająca firma, niczym dobrze naoliwiona maszyna. Może nie ma tam prawdy, może manipulują ludźmi, ale jeśli dobrze się usadowisz w tej maszynie, to będziesz kręcił się jak ten trybik do końca życia w pewnym umiarkowanym komforcie psychicznym, finansowym i życiowym.


Offline Sebastian

Odp: Powrót po latach do organizacji
« Odpowiedź #10 dnia: 01 Lipiec, 2022, 12:20 »
parę lub paręnaście miesięcy temu opisywałeś plany, teraz opisujesz realizację.

naprawdę uważasz, że to maksimum Twoich możliwości życiowych?
nie chciałbyś być szczery sam wobec siebie?
nie pragniesz czegoś lepszego?
Cytat: dziewiatka
Sprawa świadków też się rozwiąże po ogłoszeniu pokoju i bezpieczeństwa przyjdzie nagła zagłada i świadka nie będzie spojrzysz na jego miejsce a tu normalny człowiek
:)


Online Turbulent_Business

Odp: Powrót po latach do organizacji
« Odpowiedź #11 dnia: 01 Lipiec, 2022, 12:23 »
Ja wróciłem dla rodziny i znajomości. Dawno temu się przebudziłem, przestałem wierzyć w nauki organizacji po tym jak dostrzegłem manipulacje, pranie mózgu i niezgodności z Biblią. Przez wiele lat unosiłem się rozgoryczeniem że organizacja poniża Jezusa, nie oddaje mu boskiej czci, oburzały mnie satanistyczne znaki w strażnicach, pedofilia w zborze. O wszystkim powiedziałem starszym i dużej liczbie głosicieli w okolicznych zborach. Zostałem wykluczony i napiętnowany, byłem postrzegany jako odstępca, sekciarz, najgorszy sort człowieka.

Z czasem skłoniłem się całkowicie ku ateizmowi i stwierdziłem że skoro żadni bogowie nie istnieją włącznie z Jehową i Jezusem, to liczy się tylko tu i teraz. Liczy się tylko życie doczesne, a ile go mamy przed sobą? Jeszcze może kilkanaście, kilkadzisiesiąt lat. Czy warto resztę tego życia spędzić w odosobnieniu, w rozgoryczeniu? Dorosły człowiek w moim wieku nie potrafi już zbudować takich relacji jakie buduje się od dziecka. A ja byłem wychowywany od dziecka w tym konkretnym środowisku gdzie się wszystkich zna, ma się jakieś kontakty, układy itd. Doszedłem do wniosku że życie leci przez palce, ja wegetuję sam na tym świecie, bywa czasem ciężko samemu i nie ma sensu się męczyć.

Dołączyłem znowu do organizacji, napisałem parę listów zanim w ogóle chcieli ze mną gadać, chodziłem najpierw do jednego zboru gdzie nie byłem zupełnie akceptowany, potem wróciłem do rodzinnego zboru gdzie mam starych znajomych i tam po długim czasie zostałem przyjęty - może nie z otwartymi rękami, bo niektórzy nadal podchodzą do mnie nieufnie, pomimo że starsi tłumaczyli im że jestem już ''bezpieczny'' dla zboru. No ale niektórzy potrzebują więcej czasu po prostu na oswojenie się ze świadomością że odstępca może powrócić do zboru.

Czy żałuję? Nie. W sumie to wyszedłem na plus. Mieszkam znowu u rodziców (przekonałęm ich że na starość potrzebują opieki), więc odchodzi mi czynsz za mieszkanie. Pracuję w ekipie z braćmi i mam tam dość dobre zarobki a i atmosfera jest w porządku. Jedna siostra ogarnęła mi po kosztach księgowość z którą miałem problem i nie mogłęm dojść do ładu. Ostatnio zepsuł mi się samochód, to brat z okolicznego zboru naprawił mi go za 1/3 ceny. Także już dostrzegam że było warto.

Chodzę na co drugie zebranie w niedzielę, resztę siedzę na zoomie, nie włączam kamerki. Zazwyczaj śpię albo robię obiad albo się relaksuję gdy zebranie leci na ZOOMie. A w tą co drugą niedzielę idę sobie na salę posiedzieć i popatrzeć na tych biednych, nadal wierzących w to ludzi - traktuję to jak rozrywkę, po zebraniu zawsze można pogadać, dowiedzieć się plotek itd. Do służby nie chodzę, bo nie zasługuję na stojak (mogą na nim stać tylko wyznaczone, przykładne osoby o dobrej reputacji, przynajmniej w moim zborze). Raz na jakiś czas dam się namówić na pisanie listów przez zooma, ale moja aktywność polega na zalogowaniu się do aplikacji i siedzenia dwie godziny z moją grupą służby, słuchania jak redagują listy.

Krótko mówiąc - powrót do organizacji dał mi dużo finansowo, pozwolił mi odświeżyć cenne kontakty sprzed lat, dzięki którym mogę załatwić wiele spraw praktycznych spraw. Mam kontakt z bliskimi, moja rodzina może w końcu spać spokojnie w nocy bo nie martwi się że zginę w armagedonie. Czasem zostaję zaproszony przez znajomych ze zboru na jakąś zborową wódeczkę, wtedy niejednemu rozluźnia się pod czaszką i padają pytania: ''A ty Bracie Straszny, jak to się stało że byłeś wykluczony za odstępstwo, a wróciłeś, jak to możliwe??" - no i mam okazję wtedy do wydania odstępczego świadectwa. Ale to tylko w gronie zaufanych świadków których i tak podejrzewam o niezaleźne myślenie.

A poza tym lubię sobie zapalić papierosa jak nikt nie widzi, wśród ludzi ze świata sobie przeklinam, byłem dwa razy u prostytutki od kiedy mnie przyłączyli. Mam znowu rodzinę i dawnych znajomych, mam jakieś wsparcie od nich - warunkowe, ale zawsze. Żyję sobie pełnią życia tak i korzystam z niego, a leśne dziadki z mojego zboru cieszą się że owieczka wróciła do stada.

Szczerze - nie żałuję. Organizacja to potężny twór, potężna maszyna. Nie jednego przemieliła i jeszcze nie jednego przemieli. Odstępcom wydaje się że w zarządzie w Nowym Jorku siedzą debile, a to błąd. Ci ludzie to mistrzowie strategii, są przebiegli i doskonale wiedzą jak grać na ludzkich uczuciach. Mimo że nie wierzę w ich nauki, to muszę im oddać jedno - są cholernie skuteczni w ściąganiu ludzi na ziemię. Nie sądziłem że kiedyś to napiszę, ale faktycznie muszę im to oddać. Są skuteczni - to dobrze działająca firma, niczym dobrze naoliwiona maszyna. Może nie ma tam prawdy, może manipulują ludźmi, ale jeśli dobrze się usadowisz w tej maszynie, to będziesz kręcił się jak ten trybik do końca życia w pewnym umiarkowanym komforcie psychicznym, finansowym i życiowym.

Dylematow moralnych nie bede rozwazal, nie moje zycie. Jak jestes szczesliwy i nikogo nie krzywdzisz to ciul mi do tego.

Pieknie mi za to ta wypowiedz pokazuje "ducha Jehowy" obecnego przy podejmowaniu decyzji o przylaczeniu a raczej jego brak :)
Lepsze sa pytania bez odpowiedzi, niz odpwiedzi ktorych nie mozna zakwestionowac


Offline Sebastian

Odp: Powrót po latach do organizacji
« Odpowiedź #12 dnia: 01 Lipiec, 2022, 12:35 »
Żyję sobie pełnią życia tak i korzystam z niego
Przepraszam za zbyt osobiste pytanie

mam pytanie: jak realizujesz swoje potrzeby seksualne i intymno-uczuciowe?

czy musisz zadowolić się wizytą u prostytutki (którą wspomniałeś) czy masz szanse ominąć ograniczenia zborowe i zapewnić sobie coś lepszego w tej dziedzinie?

czy masz możliwość _praktyczną_ ułożenia sobie życia intymnego "po swojemu", np. swobodnego życia w trwałym konkubinacie "nie zauważonym" przez zbór?
Cytat: dziewiatka
Sprawa świadków też się rozwiąże po ogłoszeniu pokoju i bezpieczeństwa przyjdzie nagła zagłada i świadka nie będzie spojrzysz na jego miejsce a tu normalny człowiek
:)


Offline brat_straszny

Odp: Powrót po latach do organizacji
« Odpowiedź #13 dnia: 01 Lipiec, 2022, 12:41 »
naprawdę uważasz, że to maksimum Twoich możliwości życiowych?
nie chciałbyś być szczery sam wobec siebie?
nie pragniesz czegoś lepszego?

Nie wiem o czym do mnie mówisz Sebastianie. Co masz na myśli mówiąc o "czymś lepszym"? Ja już byłem tam gdzie miało być mi lepiej, poznałem smak tego miodu (życia poza organizacją). Robiłem wszystkie rzeczy jakich zabraniała mnie organizacja, spróbowałem każdej zakazanej przyjemności jakiej nie mogłem próbować jako świadek, zwiedziłem wiele miejsc na świecie których nie zobaczyłbym gdybym nie odszedł z organizacji.

Ale okazało się że czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. Żyło mi się dobrze poza organizacją, teraz żyje mi się lepiej bo mam wszystko to co miałem poza organiacją + znowu mam to co straciłem przez odejście. Teraz mam już praktycznie wszystko, więc o jakich możliwościach życiowych mówisz?

EDIT: widzę że międzyczasie odpisałeś. Więc przez ''coś lepszego" oraz poszerzanie ''możliwości życiowych" rozumiesz seks, związki i ogólnie te tematy... To typowe dla świadków, utożsamiają seks z tym co najlepsze, najbardziej wartościowe. Organizacja tak trenuje swoich członków, że (jak widać) nawet wiele lat po odejściu, ta magiczna sfera seksu jest utożsamiana z jakąś ziemią obiecaną. Tak, jakby to było najważniejsze na świecie.

Jestem siglem, miałem kilka sympatii w organizacji za młodu, później byłem w konkubinacie po wykluczeniu. Aktualnie jestem na stanowisku że kobiety wprowadzają do mojego życia zbyt dużo zamętu i nie zamierzam wchodzić już w żadne relacje. Seks jako czynność fizjologiczną mogę zrealizować tak jak pisałem powyżej. To nie jest w moim życiu priorytet, wolę już iść na ryby.
« Ostatnia zmiana: 01 Lipiec, 2022, 12:46 wysłana przez brat_straszny »


Offline spawarka noego

Odp: Powrót po latach do organizacji
« Odpowiedź #14 dnia: 01 Lipiec, 2022, 14:48 »
W żadnym razie nie staram się oceniać. Może to faktycznie kwestia czasu jest, albo los zadecydował i coś nie „pykło”...

Jedyne co mi przychodzi na myśl w tej chwili, to film „Skazani na Shawshank” oparty na powieści Kinga.
Nie chodzi mi o tyleż trywialne, co prymitywne zestawienie więziennej rzeczywistości do funkcjonowania w sekcie.
Chodzi mi dwa podejścia w postrzeganiu pojęć: nadziei i wolności.

Nadzieja na oswobodzenie dla niektórych to największa wartość, szczególnie jeśli ta wolność została niesłusznie odebrana.
Dla innych nadzieja jedynie miesza w głowie, a swoboda kierowania swoimi krokiem bez protez w postaci rutyny czy dyscypliny jest groźna i obezwładniająca, a decydowanie o sobie stanowi realny problem egzystencjonalny.
Jak dla Reda, który po nieoczekiwanym wyjściu na wolność zauważył: „Przez 40 lat prosiłem o pozwolenie wysikania się. Bez tego nie mogę wycisnąć ani kropli”

Stad mamy dwa przesłania.

1. Przesłanie Reda - deprecjacja nadziei i wolności:
„Nadzieja jest bardzo niebezpieczna. Może doprowadzić człowieka do obłędu”
„Nie ma nic złego w tym, by oczekiwać najlepszego, o ile jesteś przygotowany na najgorsze”
„Te mury są śmieszne. Najpierw wydaje ci się, że ich nienawidzisz. Później się przyzwyczajasz. Mija trochę czasu… i czujesz, że jesteś od nich zależny”
„To samo gówno, tylko dzień inny”
„Życie więzienne składa się z rutyny… i jeszcze raz z rutyny”

2. Przesłanie Andy’ego - afirmacja nadziei i wolności
"Nadzieja to dobra rzecz – najlepsza ze wszystkich, a takie nigdy nie umierają”
"Potrzebujesz jej by nie zapomnieć, że są miejsca na świecie nie zbudowane z kamienia. Że jest coś w samym środku, coś, do czego nie mogą się dostać, czego nie mogą dotknąć, coś Twojego"
„Zastanawiam się, co powinienem zrobić. Chociaż to niezbyt skomplikowane. Rzecz zawsze sprowadza się do dwóch możliwości. Zacząć żyć lub zacząć umierać”

Proces dochodzenia do wolności Reda prosty nie był, niemniej:
- wydarzyło się coś nieoczekiwanego, co wyrwało go ze schematu
- wypielęgnował w sobie odpowiednio silną motywację. Jak sam powiedział:
„Niektórym ptakom nie służy klatka, mają za jaskrawe piórka. Ale gdy odlatują część siebie, która wie, że grzechem byłoby je więzić raduje się. Mimo to miejsce w którym mieszkasz jest bez nich ponure i puste. Po prostu tęsknie za przyjacielem”
- ktoś umiejętnie (zdalnie) go prowadził, podtrzymując jego determinację
- sam wyznaczał sobie proste cele i stosował metodę małych kroków:
„Mam nadzieję, że uda mi się przekroczyć granicę.
Mam nadzieję, że zobaczę swojego przyjaciela i uścisnę mu dłoń.
Mam nadzieję, że Pacyfik jest tak niebieski, jak bywał w moich snach.
Mam nadzieję”

Jeśli zeskrobać to z wierzchu okazuje się, że to jeden z najbardziej optymistycznych filmów wszech czasów.

Miłego weekendu wszystkim życzę.
« Ostatnia zmiana: 01 Lipiec, 2022, 14:55 wysłana przez spawarka noego »