Witaj, gościu! Zaloguj się lub Zarejestruj się.

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Autor Wątek: Antyrocznik - czyli historie braci co poszli na kompromis  (Przeczytany 1661 razy)

Offline Ekskluzywna Inkluzywność

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 1 008
  • Polubień: 3327
  • Kronikarz Brata Bogumiła
Antyrocznik - czyli historie braci co poszli na kompromis
« dnia: 27 Październik, 2021, 09:09 »
Wszyscy kojarzymy budujące opowieści ukazujące się w roczniku. Bohaterstwo, bezkompromisowość, dawanie świadectwa prawdzie, znoszenie prześladowań, stawianie spraw królestwa na pierwszym miejscu. Wszyscy uwielbiają takie historie i to do tego stopnia, że nawet podkoloryzowuje się wywiady kongresowe byle było odpowiednio budująco.

Tymczasem ja się zastanawiam - pod wpływem wątku opisującego opór niektórych głosicieli względem stanowiska Niewolnika co do szczepień - ilu musiało być gorliwych braci, którzy zanegowali nauczanie Towarzystwa Strażnica i jego wytyczne pod wpływem autentycznych prześladowań lub trudnej sytuacji osobistej, zrobili po swojemu i co się z nimi stało?

Bo nie wierzę, że skoro dzisiaj potrafi być taka polaryzacja, to inaczej było za PRLu jak za wojo wrzucali do pierdla, a za głoszenie lądowało się na komendzie, gdzie z jednej strony PZPR a z drugiej Solidarność, a jedne świadki doskonale obojętne. Tak samo nie wierzę już, że przestrzeganie stanowiska co do krwi jest jakąś powszechnie akceptowaną normą. Nagłaśnia się taką bezkompromisowość, bo to się sprzedaje w narracji wewnętrznej, ale ile może być osób, które przed ważną operacją dały zgodę na transfuzję, nie pochwaliły się tym i dalej wielbią Jehowę na tyle na ile im wygodnie?

O takich ludziach co poszli w różnych aspektach życia na kompromis z tym czego naucza Niewolnik a czego oczekuje świat, zamiast wykazać się wiernością i bohaterstwem albo szybko się zapomina i udaje, że takich osób nie było albo w ogóle nie dowiaduje się o ich istnieniu i zmaganiach. W obu przypadkach są nieobecne w świadomości zbiorowej. Za kilka lat tak samo mogą zostać zapomniane spory szczepionkowe i towarzyszące im emocje, postawy, zapatrywania; wszystko to zastąpi się jednolitym mitem jak to lud boży znów dał radę przejść przez kryzys. Dlatego obraz tego jaki był niegdyś przeciętny świadek może być kompletnie zakłamany. Przecież po roku 1975 odeszło bodajże kilkadziesiąt procent społeczności, to masa wspólnych historii, emocji, powiązań, które dziś kwituje się lakonicznym: "No, niektórzy uroili sobie, że Niewolnik coś prorokował i nie wytrwali".

Tak samo zastanawiam się czy w obozach koncentracyjnych faktycznie zawsze byli tak niezłomni i odważni jak twierdzi Towarzystwo. Lata temu miałem okazję przelotnie rozmawiać z człowiekiem który to przeżył i odnoszę wrażenie z jego lakonicznej wypowiedzi, że postawa świadków którą zaobserwował raczej nie była tak heroiczna i budująca jak przedstawiają ją publikacje.
« Ostatnia zmiana: 27 Październik, 2021, 09:27 wysłana przez Ekskluzywna Inkluzywność »


Offline Sebastian

Odp: Antyrocznik - czyli historie braci co poszli na kompromis
« Odpowiedź #1 dnia: 27 Październik, 2021, 13:43 »
swego czasu w latach 90-tych XX wieku byłem _bardzo_ gorliwym pionierem i kompletowałem sobie biblioteczkę teokratyczną, odwiedzając starsze wiekiem wdowy i prosząc je o stare czarnobiałe publikacje (zależało mi na skompletowaniu wszystkich roczników strażnicy od 1970 roku)

przy okazji tych odwiedzin wdowy opowiadały mi przeróżne historie, a ponieważ uchodziłem za osobę "silną duchowo" więc nie obawiały się że "zgorszę się" czymkolwiek.

niektóre z tych rozmów pamiętam do dzisiaj, zwłaszcza że dziwiło mnie, że (będąc gorliwym ochrzczonym głosicielem) nie zawsze rozumiałem język którym posługiwały się opowiadając różne historie.

jedna z wdów mówi np. "wielu było takich gorliwych jak ty, głosili, _stali_za_stołem_, odpadali od prawdy, niektórzy potem wracali, a niektórzy nie"

zaciekawiło mnie, co tzn. "stać za stołem" i dowiedziałem się że chodzi o braci "na przywilejach" tzn. o starszych zboru i o sług pomocniczych. Gdy zebrania odbywały się w domach prywatnych (bo w epoce zakazu sal królestwa nie było) istniał nieformalny zwyczaj, że przed mówcą stoi zwykły stół przykryty obrusem, a na nim leżą jakieś publikacje, dwa lub trzy przekłady biblii, itd. itp. "stać za stołem" tzn. przemawiać do zboru (a przemówienia wygłaszali bracia "na przywilejach")

ciągnę temat i pytam dlaczego te osoby "odpadały od prawdy" i dowiaduję się że były dwa główne powody: albo wojsko albo seks.

schemat pierwszy - brat "na przywileju" popada w grzechy seksualne bo "jest młody i musi wyszaleć się" więc znajduje sobie jakąś partnerkę w świecie, a gdy już zaspokoi popęd seksualny i nieco spoważnieje, wraca do zboru, żeni się z siostrą ze zboru, a po pewnym czasie wraca na przywileje.

schemat drugi - brat "na przywileju" dostaje powołanie do służby wojskowej i normalnie tę służbę podejmuje (za co jest zaocznie wykluczany), a po dwóch latach wychodzi z wojska, "okazuje skruchę" i po krótkim czasie wraca do zboru, wraca na przywileje i znajduje sobie żonę w organizacji.

moja rozmówczyni przedstawiała mi to wszystko NIE jako "haniebny wyjątek", ale jako _regułę_ która jest (w jej subiektywnej ocenie) "normalną koleją rzeczy". Bracie Sebastianie, jesteś młody więc na razie tego nie rozumiesz, ale później sam zrobisz to samo: porzucisz organizację albo po to aby odbyć służbę wojskową albo po to aby zaznać seksu, a później przed 30-stką wrócisz po żonę w organizacji. Taka jest normalna kolej rzeczy i prawie wszyscy mężczyźni tak robią.

wyrażam zwątpienie, czy do mojej trzydziestki nadal będzie istniał stary szatański świat, a wdowa śmieje się mówi: przed 1975 też wielu braciom wydawało się, że koniec tuż tuż, a potem okazało sie że koniec wcale nie nastał wtedy kiedy chcieli.

i kolejna opowieść wdowy o tym, jak to właśnie te osoby które wtedy (lata 90-te) najgłośniej _niezgodnie_z_faktami_ opowiadają że "niewolnik niczego nie zapowiadał a tylko niektórzy bracia nadinterpretowali strażnicę" to _właśnie_oni_ zapowiadali koniec na 1975 rok.

i lecą konkretne szczegóły kto gdzie komu i w jakich okolicznościach co mówił o 1975 roku.

wdowa podsumowuje że jest już stara i żadnej nowej prawdy ani żadnej nowej organizacji nie będzie sobie na starość szukała, ale ona dobrze wie, że ani organizacja nie jest taka idealna jak bywa przedstawiana ani bracia nie są tacy wspaniali jak są przedstawiani...

dorośniesz, to niejedną szokującą rzecz zobaczysz w organizacji, Bracie Sebastianie...

nigdy nie zweryfikowałem słów tej wdowy, a obecnie ona już nie żyje (a gdyby nawet jakimś cudem, nie przejmując się słowami Biblii o limicie 120 lat, żyła - to i tak przeciez nie porozmawiałaby z odstępcą).

wtedy byłem zainteresowany "tym co budujące", czyli głoszeniem i czytaniem publikacji niewolnika, więc nawet nie czułem potrzeby zgłębiania takich "niebudujących" opowieści...

a jednak pamiętam tę rozmowę z tamtą wdową - i rozmowa ta wskazuje, że (tak jak twierdzi Ex-In) rzeczywista historia organizacji jest dużo mniej idealna od tego, co podaje rocznik.
« Ostatnia zmiana: 27 Październik, 2021, 13:51 wysłana przez Sebastian »
czy wiesz, że (wg świadków Jehowy) _można_ łamać prawo Jehowy _bezkarnie_ przez 183 dni,  ale przez 184 dni NIE można?!


Offline Estera

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 6 625
  • Polubień: 15807
  • Przeszłości nie zmienię, dziś i jutro jest moje :)
Odp: Antyrocznik - czyli historie braci co poszli na kompromis
« Odpowiedź #2 dnia: 27 Październik, 2021, 13:59 »
(...) dorośniesz, to niejedną szokującą rzecz zobaczysz w organizacji, Bracie Sebastianie...
   Sebastianie :)) :))
   I jak byś to ocenił z perspektywy czasu?
   Słowa wdowy się spełniły?
 
Nie walczę z organizacją, ja się przed nią bronię, jestem jej ofiarą!
https://komitetsadowniczy.blogspot.com


Offline Sebastian

Odp: Antyrocznik - czyli historie braci co poszli na kompromis
« Odpowiedź #3 dnia: 27 Październik, 2021, 14:16 »
   Sebastianie :)) :))
   I jak byś to ocenił z perspektywy czasu?
   Słowa wdowy się spełniły?
no cóż, ja (zgodnie ze słowami Apokalipsy) zawsze byłem "albo zimny albo gorący" :) i chyba _dlatego_ bardzo niewiele nieprawidłowości zobaczyłem na własne oczy...

najpierw 7 lat mojej wielkiej gorliwości (1989 do 1995) gdy obracałem się głównie wśród nadgorliwców i wśród silnych duchowo a potem 7 lat mojej nieaktywności (1996 do 2002) gdy funkcjonowałem na obrzeżach zboru i niemalże wcale nie spotykałem się ze współwyznawcami na gruncie prywatnym.

w pierwszej siedmiolatce "nie widziałem bo nie chciałem widzieć" (po co zajmować się tym co "niebudujące") a w drugiej siedmiolatce nikt mi niczego nie pokazywał bo sam byłem uważany za "niebudujące" towarzystwo, a więc nikt mi niczego poufnego nie pokazywał.

gdy w grudniu 2002 opuściłem organizację nie wiedziałem nawet 1% tego co wiem obecnie.

czy wiesz, że (wg świadków Jehowy) _można_ łamać prawo Jehowy _bezkarnie_ przez 183 dni,  ale przez 184 dni NIE można?!


Offline Estera

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 6 625
  • Polubień: 15807
  • Przeszłości nie zmienię, dziś i jutro jest moje :)
Odp: Antyrocznik - czyli historie braci co poszli na kompromis
« Odpowiedź #4 dnia: 27 Październik, 2021, 14:25 »
(...) gdy w grudniu 2002 opuściłem organizację nie wiedziałem nawet 1% tego co wiem obecnie.
   No to ładnie Ci się zmieniła perspektywa postrzegania organizacji.
   Ale chyba jesteś zadowolony z takiego obrotu sprawy.
Nie walczę z organizacją, ja się przed nią bronię, jestem jej ofiarą!
https://komitetsadowniczy.blogspot.com


Offline Sebastian

Odp: Antyrocznik - czyli historie braci co poszli na kompromis
« Odpowiedź #5 dnia: 27 Październik, 2021, 15:02 »
pewne rzeczy można zobaczyć dopiero z odległości - bo dopóki chodzisz po lesie to widzisz pojedyncze drzewa ale lasu nie dostrzegasz...

inna rozmowa z inną wdową - która poruszyła wątek niskiej moralności obyczajowej wśród świadków Jehowy, a ja wtedy w ogóle nie zauważyłem że jej słowa _dowodzą_ że w Polsce Ludowej w szeregach organizacji pedofilia była _rzeczywistym_ problemem, wymagającym wymyślenia przez kierownictwo Organizacji _bagatelizującej_ ten problem narracji na potrzeby wewnętrzne.

dostałem czarnobiałe publikacje o które poprosiłem, spakowalem do wielkiej torby i za chwilę będę  dźwigać ten co najmniej kilkunastokilogramowy pakunek do swojego domu, a na razie siedzę u wdowy i piję herbatę z cytryną i słucham słów gospodyni

przy herbacie wdowa (nawiązując do strażnic które zabieram) cytuje z pamięci cytat dzisiaj znany chyba każdemu odstępcy:

"Chociaż brzmi to szokująco, ale nawet niektórym szerzej znanym w społeczności ludu Jehowy zdarzyło się popaść w czyny niemoralne, nie wyłączając homoseksualizmu, wymiany żon, napastowania dzieci". ("Strażnica" 1986, nr 5, s. 11)

a ja powątpiewam czy to jest powszechne zjawisko i wyrażam opinię, że "nawet jeśli dojdzie do jednego przypadku homoseksualizmu czy do jednego przypadku wymiany żon, to jest to grzech tak skandaliczny, że nie należy dziwić się, jeśli strażnica przed tym przestrzega, ale szczerze wątpię, aby było to zjawisko masowe"...

wdowa śmieje się mi się prosto w oczy z mojej naiwności i mówi że "mało w zyciu widziałem"

ja kontynuuję, że wymiana żon to pogański zwyczaj azjatycki, więc może gdzieś tam hen za wieloma rzekami i za wieloma morzami zdarzył sie jakiś jeden taki przypadek, ale na pewno nie tutaj w Polsce... wdowa jest  rozbawiona jeszcze bardziej i zapewnia mnie, że w Polsce także mają miejsce takie przypadki i że ona zna takie przypadki osobiście...

ja komentuję, że to strasznie obrzydliwe ("wymiana żon") i że zasługuje na wykluczenie ze społeczności, a wdowa ochoczo zgadza się ze mną...

wdowa pyta mnie, czy słyszałem o przypadkach współżycia z dziećmi, a ja odpowiadam że tak, ale dotyczyło to zboczonych kapłanów katolickich, który służą szatanowi w religii fałszywej...

wdowa opowiada mi przypadek o którym słyszała, a który dotyczył Organizacji Bożej...

sześcioletnia dziewczynka siadała na kolanach dwudziestokilkuletniemu ochrzczonemu świadkowi Jehowy, a później lata mijały, on poczekał aż ona dorosła i gdy tylko uzyskała pełnoletność poślubił ją.

W tym opowiadaniu zostało wyraźnie zaakcentowane, że "ona sama chciała" i że różnica wieku "to nic takiego", a w ogóle to ta dziewczynka "kochała go już jako sześciolatka" itd itp.

w tym opowiadaniu NIE padło stwierdzenie, że dorosły facet współżył seksualnie z dzieckiem w wieku przedszkolnym, NIE padło stwierdzenie, że molestował to dziecko, NIE padła żadna inna informacja świadcząca o ewentualnym popełnieniu przestępstwa przez kogokolwiek...

a jednak obecnie (z perspektywy lat) dostrzegam wielkie podobieństwo między "opowiadaniem o dziewczynce siadającej komuś na kolana" a opowiadaniem o "słabych w wierze niektórych braciach którzy uroili sobie, że niewolnik zapowiadał 1975 rok".

1) całe opowiadanko zbudowane było tak, aby zbagatelizować problem

2) dziwne podobieństwo do współczesnych XXI-wiecznych relacji medialnych o tym jak kto (wg niektórych kapłanów katolickich) dzieci same wskakują do łóżka tymże kapłanom katolickim

3) podkreślanie, że sześcioletnia dziewczynka "sama chciała" siadać mu na kolana
itd. itp.

dodatkowo, trzeba uwzględnić, że moja rozmówczyni odnosiła się z pełnym zaufaniem do tego, co przekazywano jej w organizacji, niczego nie kwestionowała, itd, itp. a dodatkowo miała słaby wzrok, nie mogła samodzielnie czytać strażnicy, była wdową, była rzadko odwiedzana przez kogokolwiek itd itp. - to wszystko razem może tłumaczyć dlaczego tak dobrze pamiętała to co było jej kiedyś opowiadane.

jeśli ta wdowa (jako uważny słuchacz) słyszała (i zaakceptowała jako wiarygodne) takie opowiadanko o "sześcioletniej dziewczynce siadającej dorosłemu mężczyźnie na kolana", to (wg mnie) ktoś z osób zarządzających organizacją musiał zadać sobie trud, aby (na potrzeby wewnętrzne) ułożyć to absurdalne opowiadanko i ten ktoś musiał mieć w tym jakiś cel.

z perspektywy lat przypuszczam, że w Polsce Ludowej musiały krążyć z ust do ust jakieś szokujące opowiadania o skandalach pedofilskich wewnątrz organizacji i ktoś z kierownictwa musiał ułożyć (na potrzeby wewnętrznej narracji) to opowiadanko, aby uspokoić nastroje...

ale to są już tylko moje domysły wydedukowane teraz po wielu latach...
czy wiesz, że (wg świadków Jehowy) _można_ łamać prawo Jehowy _bezkarnie_ przez 183 dni,  ale przez 184 dni NIE można?!


Offline Sebastian

Odp: Antyrocznik - czyli historie braci co poszli na kompromis
« Odpowiedź #6 dnia: 27 Październik, 2021, 15:40 »
przypadek jakich setki a może tysiące w całej Polsce

w zborze Karpacz jeden ze starszych zboru został "wychowany w prawdzie" ale zanim został starszym zboru odszedł z Organizacji, dużo chodził po dyskotekach, a tam nie tylko tańczył ale i nadużywał alkoholu. Swoją późniejszą żonę poznał na dyskotece, a później wrócił do organizacji i awansował na starszego zboru. Jego żona ochrzciła się w organizacji z miłości do męża.

przypadek nie nadaje się do opisania w roczniku, ale nie jest także jakiś przesadnie skandaliczny.

ot, zwykłe ludzkie życie. Człowiek wychowany w organizacji wrócił do środowiska, które znał.
czy wiesz, że (wg świadków Jehowy) _można_ łamać prawo Jehowy _bezkarnie_ przez 183 dni,  ale przez 184 dni NIE można?!


Offline Sebastian

Odp: Antyrocznik - czyli historie braci co poszli na kompromis
« Odpowiedź #7 dnia: 27 Październik, 2021, 18:15 »
nie wiem jak w waszych stronach, ale w okolicy Karpacza żyła sobie w latach 90-tych spora grupa ludzi, który przed 1975 byli związani z Organizacją, a po 1975 zaprzestali działalności

większość z nich NIE prowadziła aktywnej działalności odstępczej, wielu z nich nawet nie krytykowało organizacji, ot siedziało sobie w domu i nie angażowało się teokratycznie.

idąc na teren osobisty NIE dostawałem czerwonych ostrzeżeń typu "uwaga odstępca, nie odwiedzać" a nawet zupełnie nie wiedziałem, że takie osoby tam mieszkają.

czułem się nieswojo, gdy człowiek NIE chodzący na zebrania i NIE pojawiający się na Pamiatce (albo widywany raz w roku na Pamiątce) mówił do mnie "bracie"...

kiedyś policzyłem że już w latach 90-tych tych osób było niemalże tyle samo co aktywnych członków zboru (a przecież od 1975 do 1990 przynajmniej niektórzy nieaktywni poumierali, bo takie są prawa biologii). To oznacza, że w moich stronach w 1975 mogła albo odejść albo zaprzestać zaangażowania teokratycznego PONAD POŁOWA osób należących do zboru!

a zatem NIE były to "pojedyncze jednostki" które (rzekomo) coś sobie "uroiły", ale odejścia lub nieaktywność po 1975 roku były _masowym_ zjawiskiem!
czy wiesz, że (wg świadków Jehowy) _można_ łamać prawo Jehowy _bezkarnie_ przez 183 dni,  ale przez 184 dni NIE można?!


Offline Sebastian

Odp: Antyrocznik - czyli historie braci co poszli na kompromis
« Odpowiedź #8 dnia: 27 Październik, 2021, 19:22 »
w zeszłym tygodniu na jakimś drzewie w Karpaczu widziałem klepsydrę: zmarł 77-letni emerytowany nauczyciel historii z Liceum w Karpaczu

człowiek ten w latach mojej młodości uczył mnie w liceum historii i wiedzy o społeczeństwie

był to człowiek wychowany przez matkę będącą bardzo gorliwym świadkiem Jehowy, ale sam poszedł w życiu swoją drogą.

Nie wiem, czy był ochrzczony jako świadek Jehowy, (a więc czy był "odstępcą" w sensie ścisłym), ale wiem, że większą część życia był ateistą, należał do PZPR i utożsamiał się z "naukowym" widzeniem świata.

Jego rok urodzenia wskazuje że w 1975 roku musiał mieć skończoną 30-stkę, a więc dobrze znał oczekiwania świadków Jehowy dotyczące końca świata w 1975 roku.

takich ludzi jak ten zmarły nauczyciel było w Polsce tysiące: oni wiedzieli że nic im sie nie "uroiło", oni wiedzieli, że niewolnik w 1975 roku skompromitował się i opuścili Organizację jeszcze w czasach Polski Ludowej.
czy wiesz, że (wg świadków Jehowy) _można_ łamać prawo Jehowy _bezkarnie_ przez 183 dni,  ale przez 184 dni NIE można?!


Offline Sebastian

Odp: Antyrocznik - czyli historie braci co poszli na kompromis
« Odpowiedź #9 dnia: 27 Październik, 2021, 21:04 »
gdy byłem gorliwym pionierem opowiadano mi "bardzo dziwny" przypadek człowieka, który (jak na ochrzczonego brata przystało) odmówił służby wojskowej i poszedł do więzienia, ale po wyjściu z więzienia nie chciał utrzymywać kontaktu z organizacją i poszedł "do szatańskiego świata"...

kiedyś bardzo dziwiłem sie, co tym człowiekiem mogło kierować...

dzisiaj (po przeczytaniu m.in. życiorysu Lebiody) już nie dziwię się ani odrobinę...

dopóki ktoś jest na wolności i służy aktywnie organizacji (a więc: głosi, czyta publikacje niewolnika, chodzi na zebrania, zgłasza się do odpowiedzi, itd. itp.) praktycznie nie ma czasu na samodzielne myślenie...

a ten sam człowiek gdy trafi do więzienia, ma czas pójść do więziennej biblioteki, ma czas poczytać "świeckie" książki, ma czas zastanowić się samodzielnie nad sensem życia, itd. itp.

współcześnie (podobnie do uwięzienia) zadziałał na ludzi jeden i drugi i trzeci lockdown (siedzieli w domu, buszowali po internecie, wyciągali wnioski). Może to niedoskonałe porównanie, ale... w "epoce przedinternetowej" dla wielu "uwięzionych za prawdę" świadków Jehowy kara więzienia mogła przypominać taki "lockdown bez dostępu do internetu"...

owszem, zdobycie informacji wymagało więcej wysiłku (nie wystarczy włączyć komputera, bo komputera nie ma, ale trzeba ruszyć cztery literki wstać z więziennej pryczy i podreptać na własnych nogach do biblioteki, a tam czytać papierowe książki), ale...

ale to zdobywanie "nieteokratycznych" informacji we więzieniu było w ogóle możliwe...

i najprawdopodobniej _wpłynęło_ na to że ktoś wychodzi z więzienia i nie chce już być świadkiem Jehowy...
« Ostatnia zmiana: 27 Październik, 2021, 21:21 wysłana przez Sebastian »
czy wiesz, że (wg świadków Jehowy) _można_ łamać prawo Jehowy _bezkarnie_ przez 183 dni,  ale przez 184 dni NIE można?!


Offline Sebastian

Odp: Antyrocznik - czyli historie braci co poszli na kompromis
« Odpowiedź #10 dnia: 27 Październik, 2021, 22:05 »
kolejny przypadek więzienny, który jest zbyt "gorszący" aby opisać go w roczniku...

w czasach PRL co roku ponad stu młodych świadków Jehowy odmawiało służby wojskowej bohatersko godząc się na karę pozbawienia wolności. Rok po roku ponad sto osób więc uwzględniając długość kary każdego dnia karę odbywało _kilkuset_ świadków Jehowy.

wiedza z zakresu seksuologii wskazuje że (wg różnych danych) od 1% do 12% społeczeństwa stanowią homoseksualiści. Sama statystyka wskazuje więc, że wśród osób odmawiających służby wojskowej musieli być także kryptogeje.

oczywiście możemy założyć że młody mężczyzna o wrodzonych skłonnościach homoseksualnych, który wychowywany był przez świadków Jehowy najprawdopodobniej wierzył że te skłonności są zboczone i grzeszne i wywołują gniew Boga Jehowy.

nietrudno domyśleć się, że taki mężczyzna mógł nawet modlić się o to, aby Bóg Jehowa dokonał cudu i pozbawił go tychże grzesznych skłonności, a nawet mógł smucić się, że nie jest wysłuchiwany.

Ponieważ nie tylko heteroseksualiści łamią prawo państwowe, więc jest oczywiste, że jakiś tam (nie wiem jaki ale realny) procent wszystkich odbywających karę więzienia przestępców ze świata to aktywni homoseksualiści.

Mimo że prawdopodobieństwo takiego zdarzenia nie jest zbyt wysokie, to jest możliwe że nieakceptujący swojej homoseksualnej seksualności świadek Jehowy może nagle wylądować we więzieniu i może akurat trafić do jednej celi z kilkoma innymi przestępcami, w tym (akurat tak się może złożyć) konkretnym przestępcą ze świata mającym skłonności homoseksualne.

Opowiadano mi że zdarzył się taki przypadek, gdy osadzony we więzieniu za odmowę służby wojskowej ochrzczony świadek Jehowy, który dotąd walczył z grzesznymi skłonnościami homoseksualnymi, właśnie _we_więzieniu_ poznał swojego późniejszego homoseksualnego partnera życiowego.

Oczywiście było to wielkim skandalem obyczajowym i nikt w zborze nie mógł zrozumieć, jak to możliwe: pójść do więzienia jako prześladowany, a wyjść jako osoba pogrążona w tak ciężkim grzechu.

Nie mam narzędzi, aby zweryfikować prawdziwość powyższego opowiadania, ale argument statystyczny przekonuje mnie, że taki przypadek po prostu _musiał_ kiedyś przydarzyć się, dlatego _uwierzyłem_ mojemu informatorowi, że ten przypadek zdarzył sie naprawdę...

« Ostatnia zmiana: 27 Październik, 2021, 22:24 wysłana przez Sebastian »
czy wiesz, że (wg świadków Jehowy) _można_ łamać prawo Jehowy _bezkarnie_ przez 183 dni,  ale przez 184 dni NIE można?!


Offline Sebastian

Odp: Antyrocznik - czyli historie braci co poszli na kompromis
« Odpowiedź #11 dnia: 27 Październik, 2021, 23:26 »
opowiadano mi także teokratyczny wątek, dotyczący tzw. "operacji hiacynt", a więc masowej akcji, którą Milicja Obywatelska przeprowadziła w latach 80-tych XX wieku przeciwko środowiskom homoseksualnym w Polsce Ludowej.

w wyniku tejże akcji założono teczki operacyjne kilkunastu tysiącom homoseksualistów i biseksualistów, a setki z nich zmuszono do stałej współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa

wśród osób zwerbowanych do współpracy z SB były także pojedyncze osoby z organizacji świadków Jehowy, w tym co najmniej jeden żonaty starszy zboru będący biseksualistą.
czy wiesz, że (wg świadków Jehowy) _można_ łamać prawo Jehowy _bezkarnie_ przez 183 dni,  ale przez 184 dni NIE można?!


Offline dziewiatka

Odp: Antyrocznik - czyli historie braci co poszli na kompromis
« Odpowiedź #12 dnia: 28 Październik, 2021, 00:34 »
W latach pięćdziesiątych nieco później był może nieco większy luzik,braciszku i siostry je mogli pozwolić sobie na więcej , nie byli tak ścigani za to że nie pobrali się jak to się mówi w panu. Wiem że to zależało też od specyfiki zboru.Ciekawe jak dziś zareagowałby NO gdyby siostra wyszła za mąż za zainteresowanego, który był zainteresowanym również epifanistów , badaczy a na dodatek jak nie było braci w ośrodku to on prowadził zebranie.w książce ,,Najodważniejsi byli świadkowie"czy jakoś podobnie w jednym rozdziale napisano że w obozie doszło do konfliktu między siostrami o to czy należy brać udział w chorowali królików,bo ani h robiono rękawiczki dla pilotów.To takie drobiazgi ,natomiast wszystkie oficjalne wspominki jak już mówią o tych którzy nie dochowali wierności i zachowali się nielojalnie to zawsze źle kończą.


Offline Sebastian

Odp: Antyrocznik - czyli historie braci co poszli na kompromis
« Odpowiedź #13 dnia: 28 Październik, 2021, 10:06 »
dokończę tematykę więzienną: tym razem "źle skończył" brat, który odmówił służby wojskowej...

wierny Jehowie ochrzczony młody brat bohatersko odmawia służby i ląduje we więzieniu...
a tam współwięźniowie go _zcwelili_ co oznacza że został zgwałcony przez homoseksualistów, którzy siedzieli w tej samej celi więziennej.

nikt temu bratu nie udzielił żadnej pomocy psychologicznej bo psychologia była od szatana

każdy gwałt jest wielkim dramatem dla ofiary, ale dodatkowo wielu mężczyzn którzy zaznali przemocy seksualnej od homoseksualistów przeżywa kryzys poczucia własnej wartości...

tak było i w tym przypadku...
po wyjściu z więzienia brat ten popadł w depresję, rozpił się i popełnił samobójstwo...

pochowany przez Opiekę Społeczną, gdyż ani rodzina ani zbór nie zajęli się pogrzebem

w zborze opinia, że "sam sobie winien", bo (jak mówiono) "był alkoholikiem"...

wierni Jehowie rodzice zaznali ostracyzmu od zboru bo "źle wychowali syna"...
czy wiesz, że (wg świadków Jehowy) _można_ łamać prawo Jehowy _bezkarnie_ przez 183 dni,  ale przez 184 dni NIE można?!


Offline Sebastian

Odp: Antyrocznik - czyli historie braci co poszli na kompromis
« Odpowiedź #14 dnia: 28 Październik, 2021, 12:56 »
kolejny przypadek: wspomniany w moim wątku autobiograficznym Wacław, długoletni nadzorca podróżujący i długoletni starszy zboru: dochował wierności Organizacji aż do końca, ale...

w swoim życiu ponad 20 lat NIE pracował zawodowo, gdyż był wtedy nadzorcą podróżującym.

Później, z uwagi na stan zdrowia, zrezygnował z podróżowania ale nadal był starszym zboru.
Gdy jego syn Andrzej został skreślony z listy głosicieli za palenie tytoniu, Wacław na własną prośbę sam zrezygnował z funkcji starszego zboru i był zwykłym głosicielem bez żadnej funkcji.

z uwagi na to, jak wiele lat przepracował dla Organizacji, Wacław miał trudności z otrzymaniem emerytury (udokumentował tylko 10 lat pracy), ale dostał głodową najniższą rentę z ZUS-u.

odstawiony na boczny tor NIE otrzymał ŻADNEGO materialnego wsparcia na starość, więc będąc seniorem był zmuszony wykonywać wiele prac dorywczych, np. rąbał ludziom drzewo, itp. za co otrzymywał niewielkie kwoty, które wraz z rentą ledwo starczały do pierwszego.

Organizacja Jehowy "zapomniała" zadbać na starość o swojego wiernego sługę...

już w latach 90-tych Wacław miał kłopoty z nadążaniem za "rydwanem Jehowy", np. bardzo nie podobały mu się "sobotnie akcje rozpowszechniania czasopism", gdyż nie pojmował, jak można iść do służby kaznodziejskiej i nie odczytać podczas służby ani jednego wersetu z Biblii!

nie wiem, co działo się z Wacławem po 2002 roku, gdyż po moim odejściu z Organizacji nie utrzymywaliśmy kontaktów osobistych, ale niedawno rozmawiałem z jego synem Andrzejem.

wg Andrzeja, jego ojciec Wacław zmarł kilka lat temu. Dla syna wielkim szokiem było, gdy porządkując rzeczy ojca po jego śmierci znalazł pokaźne archiwum odręcznie pisanych listów, które Wacław wysyłał do Nadarzyna i na które otrzymywał lakoniczne odpowiedzi.

ze znalezionej korespondencji wynika, że Wacław "dochował wierności" w tym sensie, że nie odszedł z Organizacji, ale przez ostatnie lata życia miał olbrzymie wątpliwości co do "nowych świateł", które organizacja ogłosiła w XXI wieku.
czy wiesz, że (wg świadków Jehowy) _można_ łamać prawo Jehowy _bezkarnie_ przez 183 dni,  ale przez 184 dni NIE można?!