Wrzucę jeszcze kamyczek do tego ogródka odnośnie posłuszeństwa i odpowiedzialności.
Stanley Milgram, zainspirowany procesami norymberskimi, postanowił sprawdzić jak daleko jest w stanie posunąć się człowiek w wykonywaniu poleceń autorytetu. W tym celu przeprowadził eksperyment - słynny eksperyment Milgrama!
„Nauczyciel” (prawdziwy badany) miał zadawać „uczniowi” pytania. Błędna odpowiedź pociągała za sobą konieczność ukarania „ucznia” wstrząsem elektrycznym przez „nauczyciela” (aparatura, guziczki, te sprawy), którego napięcie stopniowo zwiększano od 15 do 450V. Uczeń-aktor (aparatura była atrapą) początkowo krzyczał, jęczał, błagał, a wraz ze zwiększaniem natężenia przestawał reagować. Na pytania Nauczyciela-badanego, czy może zakończyć, bo widział na własne oczy co się działo z „uczniem”, eksperymentator ograniczał się do mówienia „Eksperyment wymaga kontynuowania”. Tyle wystarczyło, żeby 65% badanych doszło do ostatniego poziomu.
65% uczestników kontynuowało do najwyższych poziomów, czyli 450V - potencjalnie mogącego zagrozić czyjemuś życiu. Możemy dyskutować o etyczności tego eksperymentu, o tym jak bardzo jest to złożony, wielopoziomowy problem, ale on pokazał że ludzie mogą wykonywać jakieś polecenia nawet jeśli są niezgodne z ich sumieniem.
Posiadamy małpi mózg, nie lubimy się wychylać, nie lubimy wychodzić przed szereg, uwielbiamy gdy rozmywa się odpowiedzialność, ale ta odpowiedzialność istnieje. CK jest odpowiedzialne, ale również cała organizacja, szeregowi głosiciele. Nie podnieśli głosu, nie zaprotestowali, zaakceptowali.
Czy ŚJ-pacjent mógł podjąć inną decyzję w kwestii krwi? Mógł. Tylko poważnie - będziemy wystawiać osoby poszkodowane na ocenę? Serio? Osoby, które tkwiły często od dzieciństwa w manipulacyjnej grupie, odcięte społecznie, być można zależne ekonomicznie (w przypadku poważnych chorób realna sytuacja). Czym my się w tym momencie różnimy od ŚJ mówiących „Bóg ich wskrzesi”, „Nic się nie zmieniło”? ŚJ powiedzą, ze to kwestia sumienia, Jehowa osądzi, a my, stojący po drugiej stronie barykady, że mogli podjąć inną decyzję. To nikt się za nimi nie opowie?
Profesorze Tutka, to teraz będzie tak emocjonalnie. Taki babiniec urządzę. Piszę to jako żona męża, który zmarł z powodu tego idiotycznego zakazu. Miałam przyjemność rozmowy z braćmi z KŁS już jako PIMO. Byłam mocno zanurzona w tym medyczny świecie. Ocierałam się już o fiksacje. Rozmawiając z braćmi z KŁS miałam wrażenie, że oni nie mają zielonego pojęcia co do nich mówię, nie rozumieli czego od nich oczekuję, a tym bardziej nie zrozumieli jak poważna jest sytuacja. Przeżyłam naciski na odmowę transfuzji w wykonaniu nadzorcy obwodu.
Super, że Ty masz tak pozytywne doświadczenia z pracy w KŁS, ale ja, te kilka lat wstecz, będąc w tamtej sytuacji, przepraszam, zabijałabym gołymi rękami.