Witaj, gościu! Zaloguj się lub Zarejestruj się.

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Autor Wątek: Życie towarzyskie "odstępcy"  (Przeczytany 7063 razy)

Offline PoProstuJa

Życie towarzyskie "odstępcy"
« dnia: 17 Październik, 2019, 22:00 »
Drodzy "odstępcy" :)

Założyłam ten wątek żeby zapytać jak wygląda Wasze życie towarzyskie i kontakty z ludźmi po odejściu z orga.

Wiele osób boi się odejść od Świadków z obawy, że wtedy nie będą mieli żadnego towarzystwa, że zostaną sami, że nie znajdą sobie przyjaciół. Kiedy ja zastanawiałam się nad odejściem z orga, to również i mnie przerażała perspektywa samotności. Wyobrażałam sobie, że zanim utworzę sieć nowych znajomych, to miną wieki. Ale podjęłam ryzyko, odeszłam z orga.. to już będzie ponad 2 lata.

No i cóż się okazało. Że dopiero teraz mam prawdziwe życie towarzyskie! Zwykle co tydzień (czasami co 2 tygodnie) spotykam się z jakimiś bliższymi znajomymi. Okazało się, że nie jestem jedynym "odstępcą", ale że moją drogą podążyły też inne osoby. No i teraz mam wokół siebie "obłok eks-Świadków". Będąc jeszcze w orgu widziałam ich albo tylko na zebraniu albo tylko na zgromadzeniach, a teraz widujemy się bardzo często. Fajne jest to, że nasza znajomość nie jest oparta na fałszu i udawaniu i każdy może być sobą.
Oprócz tego poprawiły sie moje relacje rodzinne. Zaczęłam się integrować z ludźmi z pracy, z sąsiadami z bloku. Nagle się okazało, że mam wokół siebie dużo fajnych ludzi.
Gdy byłam Świadkiem, to moje życie towarzyskie było masakryczne. Owszem - jak kogoś ze zboru zaprosiłam, to chętnie przyszedł, ale do siebie na rewizytę zapraszała może 1 osoba na 10. Ludzie nie dążyli do tego żeby się zżywać ze sobą; każdy zagoniony. W zborze porobiły się grupki i głównie ze sobą utrzymywali kontakt - starsi zboru ze starszymi, pionierzy z pionierami itd. Jak się nie było pionierem i nie uczęszczało na wszystkie możliwe zebrania, to człowiek był skazany na przynależenie do nieformalnej grupy "zborowych wyrzutków".
Krótko mówiąc - to była masakra.

Piszę tego posta także ku "pokrzepieniu serc" tych, którzy boją się odejść z orga z obawy, że nie znajdą sobie towarzystwa. Jeśli potraficie nawiązywać kontakty z ludźmi, to myślę, że nie ma takiego zagrożenia :) A dzięki internetowi możecie poznać mnóstwo "odstępców".

Oczywiście sieć znajomych nie powstaje z dnia na dzień - u mnie to trwało około roku. Warto więc zacząć nawiązywać kontakty z ludźmi od zaraz :)



Offline Moyses

Odp: Życie towarzyskie "odstępcy"
« Odpowiedź #1 dnia: 17 Październik, 2019, 22:32 »
Ja zawsze byłem towarzyski. Niezależnie od religii. To jest pewien plus, ale też i przekleństwo. Rodzice mnie ściągali siłą z podwórka. Dodatkowo jestem zbyt komunikatywny - to zdanie postronnych.
Na pewno zmienili się bohaterowie w moim filmie. Wiadomo, nie kocham boga orga, to jego miłośnicy się mną nie będą zachwycać.
Wielu, tzw znajomych poszło w odstawkę. Ale prawda jest też taka, że poza orgiem znajomości poszły do kosza.
Dlatego nie mieszam tak szczególnie życia towarzyskiego z WTSem.
I jeszcze jest inna przypadłość. Z wiekiem człowiek ceni sobie spokój bardziej niż towarzystwo i imprezy.
Znowu napiszesz, że jestem inny i nie o to chodziło. Chciałem się chociaż wyrazić ku pokrzepieniu tych, co myślą, że towarzystwo zawiera się w nazwie Towarzystwo Pensylwańskie. ;)
Wiadomo, znajomych możesz mieć wszędzie, kolegów mniej, przyjaciół nie ma, a tylko nieliczni wyniosą cię z ognia.



Offline lma

Odp: Życie towarzyskie "odstępcy"
« Odpowiedź #2 dnia: 17 Październik, 2019, 22:42 »
"obłok ex-Świadków"  - fajowe :)

Mnie wystarcza towarzystwo z pracy, kobieta, dziecko... i nie zostawił mnie jeden brat z rzadkim, otwartym umysłem, nadal mamy normalny kontakt. Więcej potrzeb towarzyskich póki co nie mam, zobaczę jak będzie później.


Offline BetMen

Odp: Życie towarzyskie "odstępcy"
« Odpowiedź #3 dnia: 17 Październik, 2019, 22:44 »
Kiedy jest się w zborze nie masz tak naprawdę do wszystkich zaufania i to przekłada się później na relacje z innymi...
To pokutuje po zerwaniu kontaktu z "jedyną słuszną organizacją" -mnie osobiście ciężko nawiązuje się nowe relacje,jestem po prostu zrażony do ludzi!
« Ostatnia zmiana: 17 Październik, 2019, 22:46 wysłana przez BetMen »


Offline PoProstuJa

Odp: Życie towarzyskie "odstępcy"
« Odpowiedź #4 dnia: 17 Październik, 2019, 22:56 »
Ja zawsze byłem towarzyski.

Wielu, tzw znajomych poszło w odstawkę. Ale prawda jest też taka, że poza orgiem znajomości poszły do kosza.

Z wiekiem człowiek ceni sobie spokój bardziej niż towarzystwo i imprezy.

Ja też zawsze byłam towarzyska i zgodnie z radami szukałam głównie towarzystwa w zborze. Pech chciał, że średnia wieku w nim to 60+ :) Gdy byłam nastolatką i nie miałam do kogo "gęby otworzyć" (pomijając wspólne głoszenie), to było to dla mnie niczym tortury.

Do tej pory żałuję, że nie nawiązywałam bliższych relacji z kolegami z klasy. Owszem - chętnie z nimi rozmawiałam podczas przerw, ale na wspólne piwo już nie poszłam...
Człowiek głupi był... za bardzo święty i "strażnicowy"!  :-\  Nie twierdzę, że dzięki temu znalazłabym przyjaciół na całą wieczność, ale przynajmniej miałabym większe poczucie przynależności do klasy.

Obecnie (choć nadal jestem jeszcze piękna i młoda :) ) nie mam już takiego ciśnienia jak choćby z 10 lat temu, żeby się widywać często ze znajomymi. W dużym stopniu tę potrzebę uzupełniają mi kontakty rodzinne. Ja jestem zagoniona i zapracowana codziennie, to takie spotkanie rodzinne co jakiś czas całkiem spoko jest i wystarcza. Natomiast gdy więzi rodzinne były nadszarpnięte, to szukałam jakiegoś "zamiennika" rodziny. Naiwnie myślałam, że tym "zamiennikiem" będzie zbór. Przeliczyłam się - 99% ludzi w nim widziało głównie swój czubek nosa i swoje korzyści, o innych nie myśleli. Z drugiej strony cóż można od nich wymagać - najpierw do roboty, później na głoszenie po domach / stojakach. Sami dla siebie nie mają ludzie czasu, to czemu mają poświęcać go innym członkom zboru?! (paradoks jest jednak taki, że dla ludzi ze zboru nie mają czasu, ale dla obcych ludzi "ze świata", którzy nierozważnie otworzą drzwi i przyjmą Strażnicę, czasu mają aż za nadto! )


Wiadomo, znajomych możesz mieć wszędzie, kolegów mniej, przyjaciół nie ma, a tylko nieliczni wyniosą cię z ognia.

Myślę, że z ognia wyniosą nas w najlepszym razie strażacy  ;D

Dodam jeszcze, że moim zdaniem najgorsze jest myślenie WSZYSTKO ALBO NIC w kontekście odejścia z orga. Czyli np.:
- boję się, że po odejściu nie znajdę ŻADNYCH znajomych, przyjaciół "w świecie"
- już ZAWSZE będę sam/sama
- na NIKOGO nie będę mógł/mogła liczyć
itd.

A prawda zwykle jest "po środku". Nie ma się co łudzić, że się znajdzie od razu 1000 znajomych (no chyba, że na Fejsie). Z moich obserwacji wynika, że wystarczą 1-3 konkretne osoby i już się ma fajnie ułożone życie towarzyskie. Każda dodatkowa osoba do tych 2-3 to taki miły bonus, ale wcale nie jest on warunkiem koniecznym (przy założeniu, że ktoś ma dodatkowo pracę, jakieś zainteresowania itd., a nie tylko chce żyć życiem innych i chce żeby go ludzie non stop adorowali).




Offline Moyses

Odp: Życie towarzyskie "odstępcy"
« Odpowiedź #5 dnia: 17 Październik, 2019, 23:24 »
A ty znowu opowiadanie robisz. My nie byliśmy strażakami.
Tak właśnie jest ze znajomościami. Nie mam wielu znajomości z wieku szkolnego. Ale tam akurat orga nie było.
Dobrze, że jesteś piękna i młoda ;) Tego życzę na całe życie.
Nie zauważasz, że niezależnie od środowiska ludzie najczęściej chcą widzieć swój czubek nosa?

Teraz się pogubiłem, bo nie wiem czy mam iść około orgową, czy ogólnie towarzyską linią?

Orgowego towarzystwa raczej za dużo nie mam. A Ci co są, to z grubsza podobni do mnie.
A towarzystwo z podstawówki? Wystarczyło mi, że z nimi tam chodziłem. Interesowały by mnie tylko jednostki. Ale to też na wspólne wspominki. I na tym się urywa. Człowiek musi dbać o 'nową historię'.

Zgadzam się z Tobą, iż niektórzy myślą, że jak odejdą od orga, to nie mają nic w zamian. Jeśli dali sobie wmówić, że ci na zewnątrz (światusy i cały pomiot) są źli, to mogą mieć problem. Ale to jest ich problem. Znam wiele fantastycznych człowieków z zagrody światusów.

*napisz chociaż wprost, że nie na temat piszę :D
« Ostatnia zmiana: 17 Październik, 2019, 23:29 wysłana przez Moyses »


Offline Tazła

  • Mistrzyni Ciętej Riposty
  • Wiadomości: 3 338
  • Polubień: 12140
  • Nigdy nie marzyłam o sukcesie. Pracowałam na niego
Odp: Życie towarzyskie "odstępcy"
« Odpowiedź #6 dnia: 18 Październik, 2019, 13:41 »

     Przyjaciel to ktoś przy kim można głośno myśleć.
A w orgu...to raczej niemożliwe, ludzie się pilnują co mówią, nie są szczerzy w tym co myślą, bo nie wiedzą kto na kogo może donieść w imię miłości.Co nie zmienia faktu, że tam duża większość woli się wpraszać niż zapraszać. Jak to ich kiedyś pięknie nazwała nasza Koleżanka, a raczej jej mąż, to są bracia podróżujący po garach.   ;D
 
Z latami szkolnymi mam podobnie jak Moyses, jest kilka osób z którymi się często widujemy, ale spotkanie klasowe po latach z resztą, to była porażka.
Nie byłam zbyt gorliwa, a więc miałam grono swoich ludzi w świecie, a nie w zborze. Lubiłam i lubię być sobą, jak trzeba głośno się śmiać, rzucić jakimś kawałem, a czasem i przekleństwem. Nauczona doświadczeniem, jak byłam ( choć rzadko) w  świadkowskim gronie  wolałam milczeć, niż mówić i się kontrolować.

Tym co teraz odchodzą i ich cały świat to zbór, radzę aby nim odejdą oficjalnie zbudowali sobie choć namiastkę towarzystwa poza org. Nie trzeba daleko szukać, iść z ciastem do sąsiadów, zaprosić kolegów dziecka z matkami na jakieś przyjątko...a później to już się kręci, rewizyty, nowe twarze itd.
Najważniejsze, przestać się izolować , świat jest pełen świetnych ludzi i to czasem bardzo blisko.
Dać komuś kolejną szansę, to jak dać mu kulę aby nas dobił, bo poprzednim razem nie trafił.


Offline stinkfist34

Odp: Życie towarzyskie "odstępcy"
« Odpowiedź #7 dnia: 18 Październik, 2019, 14:10 »
Mój staż odstępcy jest dosyć krótki:) Trzy miesiące poza organizacją, tydzień po ogłoszeniu;D Nigdy nie miałem umiejętności nawiązywania znajomości. Po prostu cały czas muszę się tego uczyć. Sytuacja rodzinna i przynależność do ŚJ miały na to spory wpływ. Obecnie mam kilkoro osób z którymi utrzymuję kontakt. Kilku przyjaciół - bo w zborze nigdy ich nie miałem. Co się zmieni w przyszłości? Mam nadzieję, że sporo. Muszę poszukać czegoś co pozwoliłoby mi utrzymywać więcej kontaktów z ludźmi np. crossfit (chodzę na siłownię ale tam raczej jesteś anonimowy, wspólny trening daje okazję do znajomości), wolontariat... nie wiem ale myślę o tym;). No i poszukiwania drugiej połówki się rozszerzyły, poznawanie kobiet w organizacji jest często problematyczne. Taka uwaga - część z nich ma sporo adoratorów, a część mimo iż często są całkiem atrakcyjne mają z tym problem. Może to kwestia wymagań? Albo towarzystwa w którym się obracają? Do końca nie wiem. Podsumowując, moje życie towarzyskie obecnie leży. Czasem gdzieś wychodzę, ale to dalej to jedna lub dwie osoby. Mam też czasem do kogo napisać, albo zadzwonić. Jestem dobrej myśli i czekam na moment w którym dla mnie również zaświeci słońce;D


Offline matowa

Odp: Życie towarzyskie "odstępcy"
« Odpowiedź #8 dnia: 18 Październik, 2019, 14:36 »
Na szczęście zawsze miałam więcej znajomych w świecie niż w organizacji, bo mnie wkurzało, że musze być sztywna i grać w gry biblijne :D
A za niedługo pierwszy raz z moimi światusami obchodzę swoje urodziny i wszyscy wiedzą, że to dla mnie przełom.
Napis z butelki wina mówi:
"Koty nie chodzą na spacery, żeby gdzieś dojść, a żeby odkrywać."
Nie jestem niczyim krytykiem, ale do nikogo nie należę.


Offline Storczyk

Odp: Życie towarzyskie "odstępcy"
« Odpowiedź #9 dnia: 18 Październik, 2019, 16:24 »
Mój staż odstępcy jest dosyć krótki:) Trzy miesiące poza organizacją, tydzień po ogłoszeniu;D Nigdy nie miałem umiejętności nawiązywania znajomości. Po prostu cały czas muszę się tego uczyć. Sytuacja rodzinna i przynależność do ŚJ miały na to spory wpływ. Obecnie mam kilkoro osób z którymi utrzymuję kontakt. Kilku przyjaciół - bo w zborze nigdy ich nie miałem. Co się zmieni w przyszłości? Mam nadzieję, że sporo. Muszę poszukać czegoś co pozwoliłoby mi utrzymywać więcej kontaktów z ludźmi np. crossfit (chodzę na siłownię ale tam raczej jesteś anonimowy, wspólny trening daje okazję do znajomości), wolontariat... nie wiem ale myślę o tym;). No i poszukiwania drugiej połówki się rozszerzyły, poznawanie kobiet w organizacji jest często problematyczne. Taka uwaga - część z nich ma sporo adoratorów, a część mimo iż często są całkiem atrakcyjne mają z tym problem. Może to kwestia wymagań? Albo towarzystwa w którym się obracają? Do końca nie wiem. Podsumowując, moje życie towarzyskie obecnie leży. Czasem gdzieś wychodzę, ale to dalej to jedna lub dwie osoby. Mam też czasem do kogo napisać, albo zadzwonić. Jestem dobrej myśli i czekam na moment w którym dla mnie również zaświeci słońce;D
Odnośnie pytania o Wymagania? Kobiet i ich mam duchowy i niebiedny .Jeśli chodzi o wizję rodzicow meskiej części to liczy sie rodzina przy kasie.Jak biedna i byle jaka rodzina (koniecznie cala w sekcie ) a jesli  sierota to  choćby wyglad i atrakcyjność  nie ma szans. Skąd to wiem z autopsji i slyszalam na wlasne uszy, do mnie bezmyślnie pozalil się jakis czas temu takim tekstem "Mojej siostrzenicy syn, zakochal sie w dziewczynie fajna mila, ale sierota. Cala rodzina go odwodzi od slubu z nią bo kto popilnuje dzieci, gdy pojdzie do pracy". Szczeka mi opadła,  az na wymioty mi sie zebrało. Juz wiedzialam dlaczego nie bylam dobra partią w zborze.
« Ostatnia zmiana: 18 Październik, 2019, 16:32 wysłana przez Storczyk »


Offline Emerem

Odp: Życie towarzyskie "odstępcy"
« Odpowiedź #10 dnia: 18 Październik, 2019, 20:19 »
Ja zawsze byłem towarzyski. Niezależnie od religii. To jest pewien plus, ale też i przekleństwo. Rodzice mnie ściągali siłą z podwórka. Dodatkowo jestem zbyt komunikatywny - to zdanie postronnych.
Na pewno zmienili się bohaterowie w moim filmie. Wiadomo, nie kocham boga orga, to jego miłośnicy się mną nie będą zachwycać.
Wielu, tzw znajomych poszło w odstawkę. Ale prawda jest też taka, że poza orgiem znajomości poszły do kosza.
Dlatego nie mieszam tak szczególnie życia towarzyskiego z WTSem.
I jeszcze jest inna przypadłość. Z wiekiem człowiek ceni sobie spokój bardziej niż towarzystwo i imprezy.
Znowu napiszesz, że jestem inny i nie o to chodziło. Chciałem się chociaż wyrazić ku pokrzepieniu tych, co myślą, że towarzystwo zawiera się w nazwie Towarzystwo Pensylwańskie. ;)
Wiadomo, znajomych możesz mieć wszędzie, kolegów mniej, przyjaciół nie ma, a tylko nieliczni wyniosą cię z ognia.
Dokładnie, z wiekiem człowiek ceni sobie święty spokój 😁
Jeśli coś wiesz, przyznaj że wiesz,. Gdy zaś czegoś nie wiesz, przyznaj że nie wiesz.
Oto prawdziwa wiedza


Offline BetMen

Odp: Życie towarzyskie "odstępcy"
« Odpowiedź #11 dnia: 18 Październik, 2019, 20:47 »
Dla mnie najlepsze życie towarzyskie,to nawalić się w weekend "do lustra"... ;D


Offline DeepPinkTool

Odp: Życie towarzyskie "odstępcy"
« Odpowiedź #12 dnia: 18 Październik, 2019, 21:04 »
Dla mnie najlepsze życie towarzyskie,to nawalić się w weekend "do lustra"... ;D
Uważaj na siebie.


Offline bene

Odp: Życie towarzyskie "odstępcy"
« Odpowiedź #13 dnia: 18 Październik, 2019, 21:31 »
Dla mnie najlepsze życie towarzyskie,to nawalić się w weekend "do lustra"... ;D
Uważaj by te z lustra nie stał się tym dominującym w relacji towarzyszkiej
Ciekawe jakie rośliny mają zmysły by poznać jaką budowę ma  owad oraz gdzie mają mózg aby mogły przetwarzać dane z poprzednich cyklów swojej egzystencji aby móc dostosować się do jego budowy


Offline Moyses

Odp: Życie towarzyskie "odstępcy"
« Odpowiedź #14 dnia: 18 Październik, 2019, 21:36 »
Dla mnie najlepsze życie towarzyskie,to nawalić się w weekend "do lustra"... ;D

Hmmm. Niektórzy powiadają, że jak rozmawiać z kimś inteligentnym, to najlepiej z sobą ;D

Co do towarzyskości. Przykład z gorąca, czyli niech będzie 3-4 h temu.
Było jeszcze jasno. Idziemy po ulicy z naprzeciwka. Zaczynamy gadkę. Po 3 słowach pytam się czy jest z Czech. On nie pytał jak ja to słyszę.
W miedzy czasie dzwoni ktoś do mnie. Odbieram i daje na głośnomówiący. Taka telekonferencja. Każę mu mówić po czesku do telefonu. To takie uwiarygodnienie, aby ktoś nie zarzucił mi zmyślania historyjek. W dalszej rozmowie okazuje się, że on mój rocznik. Patrzymy na siebie i okazuje się, że z gębusi jesteśmy prawie tacy sami. Nawet ten sam kolor zarostu. On tylko wyższy o pół głowy. Telekonferencja jest dalej. Pytam skąd jest. Okazuje się, że my w tych samych miejscach byliśmy. Pokazuje mi nawet na smarcie fotki, a ja mówię mu gdzie to jest.
Nie napisałem chyba, że facet mówi świetnie po polsku. W którymś momencie jemu się blokady wyłączają i mówi po swojemu. Ja chciałem parę słów powiedzieć w jego języku. Ale też mi blokady siadły.
Jak można poznać kogoś kogo się nie zna? Czy trzeba wielkiej fantazji? Do poznania ludzi nie trzeba wiele. Złapanie towarzystwa jest łatwe. Inną kwestią jest ocena jakości towarzystwa, bądź też utrzymanie tzw więzów towarzyskich.
Uciekam już od życia towarzyskiego  :), bo mam cholernie dosyć!!! Albo kogoś znam, albo kogoś poznam; w 2 sekundy. To jest przekleństwo.
A z natury jestem nieśmiały i wstydliwy. Jak to jest?

Uważaj by te z lustra nie stał się tym dominującym w relacji towarzyszkiej

Podpowiem. Lustra łatwo się tłuką, zatem łatwo takie towarzystwo stracić ;)