Witaj, gościu! Zaloguj się lub Zarejestruj się.

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Autor Wątek: Refleksyjnie  (Przeczytany 2602 razy)

Offline Disorder

Refleksyjnie
« dnia: 07 Styczeń, 2019, 12:36 »
Koniec grudnia i początek stycznia zawsze był dla mnie ciężki. Czas świątecznych spotkań rodzinnych. Choć oficjalnie nadal jestem w WTS to odkąd nie utrzymuję kontaktu ze zborem jestem w tym czasie zupełnie sam. Daje to sporo czasu na przemyślenie swojego życia. I nachodzą mnie różne refleksje. Faktem jest, że brakuje mi w życiu kilku ludzi którzy są w WTS, a których uważałem za przyjaciół. Co jakiś czas dochodzą do mnie informacje jak sobie radzą w życiu. Wyglądają na szczęśliwych, niejednokrotnie układa im się w życiu osobistym, zakładają rodziny, pracują. Żyją w bańce jaką WTS im daje. Komfort nieświadomości.. Czasem próbują nawiązać kontakt, pewnie w dobrej wierze, ale ja raczej go unikam ponieważ nie mógłbym być z nimi zupełnie szczery. A szczerości na tym etapie życia potrzebuję. Wobec siebie i innych.

A ja tkwię na rozdrożu. Nie należę nigdzie. Nie ma mnie w organizacji i nie ma mnie poza nią. Tak naprawdę mnie nie było i nie wiem czy jako człowiek będę gdziekolwiek w 100%. Przed odejściem trzyma mnie rodzina. Poza WTS nie mam prawie nikogo, a jednocześnie nie mogę być w WTS sobą ze świadomością jaką mam. I tak dryfuję starając się zbudować cokolwiek co dałoby mi punkt zaczepienia.

Iignorancja daje szczęście. Sprawdza się powiedzenie: "Im mniej wiesz tym lepiej śpisz". Czy jednak zamieniłbym moją obecną świadomość na beztroskie ślepe poddanie się jej? Myślę, że nie. Jest to cenna wiedza, jednak łączy się ona z bólem. Czuję, że prawda (nie mylić z prawdą w wydaniu WTS), nawet najbardziej bolesna ma najwyższą wartość.

Ale czasem nachodzą mnie myśli, że lepiej bym się na tym świecie nie pojawił. Tak po prostu. Mimo to mam nadzieję, że jest w tym cierpieniu głębszy sens i w przyszłości na coś się te doświadczenia przydadzą. Bo podobno rzeczy cenne mają swoją wartość w wyniku wysiłku w nie włożonego. Tylko muszę do tej przyszłości dotrwać...


Offline Sebastian

Odp: Refleksyjnie
« Odpowiedź #1 dnia: 07 Styczeń, 2019, 12:56 »
czasami dobre efekty daje wyjechanie do innego miasta i rozpoczęcie "anonimowego" życia na nowo...


Online DeepPinkTool

Odp: Refleksyjnie
« Odpowiedź #2 dnia: 07 Styczeń, 2019, 13:04 »
Jestem w podobnej sytuacji jak Ty. Nadal formalnie jestem w ORGu ale nie chodzę ani na zebrania ani nie głoszę. Mam podobne spostrzeżenia do Twoich. Też widzę ludzi sprawiających wrażenie szczęśliwych i spełnionych przez organizacyjny pęd. Wiem że w wielu przypadkach to tylko poza, albo co najmniej prowadzenie ,podwójnego życia'. Wielu ludzi którzy tam tkwią i regularnie utrzymują kontakt ze zborem mogą mieć równie ciężkie rozterki jak opisywane przez Ciebie. Niemniej są na pewno tacy którym organizacja daje prawdziwe szczęście (cóż ludziska są różniste). Ja nie zamierzam wracać do Jehowy. Wiem, ze do końca będę ,inny' bynajmniej wewnętrznie ale cóż da się radę (połowę życia mam już za sobą)  ;) Jestem zadowolony , że w porę się ocknąłem i nie zakaziliśmy do reszty tym wirusiskiem naszych dzieci. Ale ponieważ to okres poświąteczny to powiem, że od kilku lat kupujemy dzieciom prezenty na święta i choć nie ubieramy choinki to powiem, że w tym i w zeszłym roku dzieciaki miały prezenty dla siebie nawzajem i dla nas. Moją żonę wybudzałem powoli, gdy nie była zachwycona "nowościami" ode mnie, nie dyskutowałem i nie przekonywałem ale stosowałem straegię małych kroczków i dziś ma podobne spojrzenie na ORGa jak moje. Moi rodzice i rodzeństwo wiedzą że jestem odstępcą ale utrzymujemy kontakty chociaż zgodnie z ich prośbą nie rozmawiam z nimi na temat doktryn. Niemniej czasem delikatnie dzielę się z nimi nowościami od Niewolnika z USA pokazując jak zmieniają się nauki ale unikam dyskusji, tylko takie delikatne regularne impulsy.


Offline Ola

Odp: Refleksyjnie
« Odpowiedź #3 dnia: 07 Styczeń, 2019, 13:12 »
Sama lepiej chyba bym tego nie ujęła takie życie na rozdrożu ciągnie za sobą pewne konsekwencje jestem na tym samym etapie tylko że z myślą że gdzieś utknęłam szukając wyjścia, często dusząc się w tym wszystkim. Bywam szczęśliwa jak i bardzo smutna czekając na to co przyniosą moje nowe decyzje.
wolę nie mieć nic, niż mieć coś na niby


Offline Alicja_W

Odp: Refleksyjnie
« Odpowiedź #4 dnia: 07 Styczeń, 2019, 13:56 »
Oprócz "Kryzysu sumienia" powinna powstać kolejna książka z tej serii pt. "Kryzys osobowości".
To co organizacja zostawia po sobie, nawet u silnych ludzi to poczucie braku tożsamości bez orga, wyobcowanie i to wieczne oskarżanie się.

Bycie szczerym wobec ludzi nawet tych bliskich to znaczy wywalanie im wszystkich swoich aktualnych poglądów, przemyśleń i wniosków?
To się zmienia, dziś jest takie myślenie, jutro może wydarzyć się coś, co je przemebluje. Czy w związku z tym należy natychmiast wyświetlać je otoczeniu?

Moim zdaniem to pozostałość po orgu; przyzwyczajenie do kontroli myśli, lub nawet chęć i potrzeba aby ktoś te myśli monitorował.
Od pewnego czasu mam w sobie zgodę na to, że w co wierzę i jak wierzę i czy w ogóle wierzę to tylko i wyłącznie moja sprawa i mam potrzeby informowania/spowiadania/zeznawania/zwierzania się komukolwiek.
No, chyba że zechcę.
Dlatego uważam, że nie warto a nawet nie wolno pozbawiać się kontaktu z przyjaciółmi tylko dlatego, że zmieniasz poglądy, skoro czujesz, że ich - przyjaciół potrzebujesz. Myślenie nie jest (czasem niestety) chorobą zakaźną i nic się tym ludziom nie stanie jeśli spotkasz się z nimi.

Disorder, ból, który przeżywasz, miotanie się i straszne rozterki to jest przejściowe. Choć może wydaje się Tobie, ze nigdy nie miną. Wątpliwości co do pojawienia się na świecie, pokazują jak cierpisz.
Zadbaj o siebie, spotykaj się z ludźmi, z którymi chcesz się spotykać.
Już wystarczająco organizacja narzucała wyborów i sposobu postępowania. Zapytaj siebie czego naprawdę potrzebujesz i dąż do tego.



Offline klara kot

Odp: Refleksyjnie
« Odpowiedź #5 dnia: 07 Styczeń, 2019, 14:02 »
o ile łatwiej żyć, mając jasno sprecyzowany cel i sens życia który daje organizacja...  Ja to czasem żałuję, że weszłam na to forum... I tak chodzę na zebrania i głoszę, póki co muszę tak żyć, a teraz przez wejście tu nie mam motywacji do robienia tego z radością. Nie jestem nawet już pewna czy Bóg istnieje, czy mogę mieć nadzieję na życie po śmierci. Czuję się rozbita psychicznie. A w zborze ? Wszyscy wydają się być szczęśliwi. Pracują, goszczą się, jeżdżą razem na wakacje, wycieczki... Po zebraniu przez godzinę jeszcze trwają rozmowy i śmiechy. A ja... udaję.  :(


Offline Kleryk

  • Głosiciel
  • Wiadomości: 225
  • Polubień: 915
  • Aby zacząć myśleć musisz przestać brać 'Prozium'
Odp: Refleksyjnie
« Odpowiedź #6 dnia: 07 Styczeń, 2019, 17:29 »
Poruszyliscie ważny temat. Jesteśmy zwierzętami stadnymi i potrzebujemy innych aby być szczęśliwi.

Gdy jeszcze będąc w JW zaczęliśmy odkrywać, że coś tu nie gra odrazu bardziej otworzyliśmy się na świat. Zaczęliśmy do siebie zapraszać małżeństwa i znajomych spoza org. 
Znalezienie towarzystwa w świecie wymaga oczywiście poświęcenia czasu i sił (jak chodzenie na zebrania i do sluzby) ale obracanie się wśród wartościowych ludzi daje satysfakcję.
Obecnie mamy więcej przyjaciół, znajomych w świecie niż w zborze. To że oficjalnie jesteśmy jeszcze w org, wynika z tego, że chcemy mieć dobre kontakty z rodziną.

"Kłamstwo powtarzane 1000 razy staje się prawdą."
Josef Goebbels


Offline Reskator

Odp: Refleksyjnie
« Odpowiedź #7 dnia: 07 Styczeń, 2019, 17:38 »
Klara kot-Pracują i są szczęśliwi bo NIC nie wiedzą.Ja wiem i nie mógłbym samego siebie oszukiwać.
Jak mogę iść do ludzi i naganiać do organizacji wiedząc że pedofilia, że akcje zbrojeniowe, że zmieniające się nauki,że fałszowanie Biblii,że ostracyzm,że krew, że sądy kapturowe trzech na jednego,że CK podpisuje przysięgę wierności wobec USA- Oath of Allegiance- gdy otrzymują paszporty i wiele wiele innych rzeczy o których filozofom się nie śniło a co dopiero mi prochowi marnemu jak mawiał Paweł.
« Ostatnia zmiana: 07 Styczeń, 2019, 17:42 wysłana przez Reskator »


Offline Rusek

Odp: Refleksyjnie
« Odpowiedź #8 dnia: 07 Styczeń, 2019, 18:01 »
Klara Kot

Ja zalowalem i żałuję że poznalem te tak zwana  "prawdę" i że później dałem się jako smark w to wciągnąć. Bez tego jako zwykły człowiek że "świata" byłbym teraz w lepszej sytuacji bo nawet jako Wykluczony mam koło siebie stado ludzi którzy są ŚJ i łatwo nie jest funkcjonować.

Ale po zajrzeniu na to forum, i gdy spadły mi klapki jest mi lżej. I nie żałuję. I tego życzę Tobie. Nie żałuj :)ciesz się że teraz to wiesz a nie po spędzeniu prawie całego życia w Org. Wtedy po opadnieciu kurtyny ból byłby jeszcze większy.

Tyle że ja jestem w lepszej sytuacji bo już machnalem na to całe bagno ręką  :)
dumnie, z głową w górze, z wielką radością z życia codziennie idę i robię swoje ku wielkiemu niezadowoleniu wszystkich byłych braci którzy to widzą.

Pozdrawiam


Offline Asturia

Odp: Refleksyjnie
« Odpowiedź #9 dnia: 07 Styczeń, 2019, 18:02 »
ja wiem, że ludzie są różni, różne podejścia i różne poglądy, ale ja osobiście wolę mieszkać sam na pustyni niż wracać tam z powrotem, szkoda naszego życia, dlaczego niby mam dalej zainwestować w fałszywą i warunkową przyjaźń? czy nie szkoda zdrowia, czasu, nerwów?
przecież to plastikowe społeczeństwo niewolnika amerykańskiego natychmiast uznaje człowieka za śmiecia lub trupa kiedy dowiaduje się, że nie tańczysz tak jak wymaga ich ziemski bożek z Warwick?
nie robiłeś nikomu krzywdy, ani kwaśniej miny nie pokazałeś do nikogo, jesteś w porządku w oczach Boga ale tylko dlatego, że dowiedziałeś się o manipulacjach klaunów z Warwick i zmieniłeś pewne poglądy to jesteś skreślany i nazwany wrogiem Boga i odstępcą
poważnie do takich ludzi chcemy wracać? chyba, że po poznaniu prawdy o prawdzie chcemy dalej sami siebie oszukiwać wmawiając, że gorzkie to słodkie a białe to czarne bo tak uważa niewolnik
« Ostatnia zmiana: 07 Styczeń, 2019, 18:06 wysłana przez Asturia »


Offline Sługa Pozaoczny

Odp: Refleksyjnie
« Odpowiedź #10 dnia: 07 Styczeń, 2019, 18:43 »
Nie tak pesymistycznie, prosze. Badzmy pozytywnych mysli - osobiscie czuje bliskie bankructwo finansowe jworga - bedzie po klopocie dla wielu z nas :)


Offline Safari

Odp: Refleksyjnie
« Odpowiedź #11 dnia: 07 Styczeń, 2019, 18:43 »
Mnie trudno jednak uwierzyć, że ludzie tam są szczęśliwi. Organizacja sprawia, że nie możesz być sobą, nie rozwijasz sie emocjonalnie - bo nie bierzesz odpowiedzialności za swoje decyzje (masz przygotowane scenariusze jak i kiedy masz się zachować). I ten ciągły przymus by robić więcej. To ciągle przypominanie o Armagedonie, o tym jak marnym jesteś grzesznikiem a jak Jehowa jest wspaniały. Że masz być święty...

Nie. Ja naprawdę myślę, że jeśli ktoś jest tam szczęśliwy to tylko dlatego, że nie wie jak bardzo jest zniewolony i nie zaznał prawdziwego poczucia szczęścia. Powtarza puste słowo - bo tak uczą na zebraniach.

A co do bycia poza organizacja... Ja odeszlam oficjalnie bo tego potrzebowałam. Nie mam się czego wstydzić. A nie chciałam być częścią organizacji. (Część rodziny ze mną zerwała kontakty, ale ta ważniejsza część - na szczęście nie - więc nikomu nic nie radzę, bo każdy ma inną sytuację.).

Ale myślę, że w życie zaczyna się dopiero wtedy gdy stajesz wyprostowany i mówisz sobie tak: cóż, chciałbym X i Y i Z (np. mieć rodzinę). Na razie tego nie mam - cóż, są ludzie samotni na tym świecie, może ja będę jednym z nich. Ale ponieważ mam potrzebę bycia z kimś - to będę próbował. Musi się udać." I próbujesz. Nie wazne, może chcesz mieć lepszą pracę - a przez Org nie poszedłeś na studia, to chowasz swój wstyd do kieszeni że będziesz najstarszym gościem na studiach i to ROBISZ.

Bierzesz odpowiedzialność.

Nie narzekasz. (No może czasem sobie poplaczesz - bo ciężko czasem iść po to czego się pragnie, czasem jest pod górkę, czasem tego nie osiągamy tak szybko jak byśmy chcieli). Ale próbujesz.

I po jakims czasie stwierdzasz, że lubisz swoje zycie, dużo się nauczyłeś i zaczynasz się nim cieszyć. I wtedy najczęściej pojawiają się owoce twoich starań.

Ja tak myślę - człowiek jest szczęśliwy gdy działa i gdy bierze odpowiedzialność za swoje decyzje.

Hej. Wszyscy coś w życiu przegraliśmy. Ale jeszcze wiele rzeczy jest do zobaczenia. Wiele rzeczy do przeżycia!

Jeszcze wiele rzeczy do wygrania!
« Ostatnia zmiana: 07 Styczeń, 2019, 18:46 wysłana przez Safari »
"Faith, if it is ever right about anything, is right by accident" S.Harris


Offline Nadaszyniak

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 3 700
  • Polubień: 5634
  • Psychomanipulacja owieczek # wielkiej wieży(Ww)
Odp: Refleksyjnie
« Odpowiedź #12 dnia: 07 Styczeń, 2019, 22:13 »
Witaj-DISORDER

cytat: ''Wielkość istnieje w Tobie a Wolność umysłu - gdy zapominasz o przeszłości i układasz życie na nowo więc wyciągnij lekcje z wczoraj żyj dniem dzisiejszym i miej nadzieje na jutro''.

Wielu z Nas przechodziło i przechodzi te katusze, nie Jesteś odosobniony w tej udręce, tu właśnie na tym Forum, znajdziesz ukojenie swej duszy i pozbierasz rozrzucone ''zabawki''  :) :)


Offline Martin

Odp: Refleksyjnie
« Odpowiedź #13 dnia: 07 Styczeń, 2019, 22:48 »
Mnie trudno jednak uwierzyć, że ludzie tam są szczęśliwi. Organizacja sprawia, że nie możesz być sobą, nie rozwijasz sie emocjonalnie - bo nie bierzesz odpowiedzialności za swoje decyzje (masz przygotowane scenariusze jak i kiedy masz się zachować). I ten ciągły przymus by robić więcej. To ciągle przypominanie o Armagedonie, o tym jak marnym jesteś grzesznikiem a jak Jehowa jest wspaniały. Że masz być święty...

Nie. Ja naprawdę myślę, że jeśli ktoś jest tam szczęśliwy to tylko dlatego, że nie wie jak bardzo jest zniewolony i nie zaznał prawdziwego poczucia szczęścia. Powtarza puste słowo - bo tak uczą na zebraniach.

A co do bycia poza organizacja... Ja odeszlam oficjalnie bo tego potrzebowałam. Nie mam się czego wstydzić. A nie chciałam być częścią organizacji. (Część rodziny ze mną zerwała kontakty, ale ta ważniejsza część - na szczęście nie - więc nikomu nic nie radzę, bo każdy ma inną sytuację.).

Ale myślę, że w życie zaczyna się dopiero wtedy gdy stajesz wyprostowany i mówisz sobie tak: cóż, chciałbym X i Y i Z (np. mieć rodzinę). Na razie tego nie mam - cóż, są ludzie samotni na tym świecie, może ja będę jednym z nich. Ale ponieważ mam potrzebę bycia z kimś - to będę próbował. Musi się udać." I próbujesz. Nie wazne, może chcesz mieć lepszą pracę - a przez Org nie poszedłeś na studia, to chowasz swój wstyd do kieszeni że będziesz najstarszym gościem na studiach i to ROBISZ.

Bierzesz odpowiedzialność.

Nie narzekasz. (No może czasem sobie poplaczesz - bo ciężko czasem iść po to czego się pragnie, czasem jest pod górkę, czasem tego nie osiągamy tak szybko jak byśmy chcieli). Ale próbujesz.

I po jakims czasie stwierdzasz, że lubisz swoje zycie, dużo się nauczyłeś i zaczynasz się nim cieszyć. I wtedy najczęściej pojawiają się owoce twoich starań.

Ja tak myślę - człowiek jest szczęśliwy gdy działa i gdy bierze odpowiedzialność za swoje decyzje.

Hej. Wszyscy coś w życiu przegraliśmy. Ale jeszcze wiele rzeczy jest do zobaczenia. Wiele rzeczy do przeżycia!

Jeszcze wiele rzeczy do wygrania!
Jeden z najlepszych postów, jakie przeczytałem na tym forum. Szacun.
"Religia to głupie odpowiedzi na głupie pytania."


Offline klara kot

Odp: Refleksyjnie
« Odpowiedź #14 dnia: 08 Styczeń, 2019, 08:32 »
Ja zalowalem i żałuję że poznalem te tak zwana  "prawdę" i że później dałem się jako smark w to wciągnąć. Bez tego jako zwykły człowiek że "świata" byłbym teraz w lepszej sytuacji bo nawet jako Wykluczony mam koło siebie stado ludzi którzy są ŚJ i łatwo nie jest funkcjonować.

żałuję tego również. Tyle, że w ciągu kilku lat zdążyłam założyć tam rodzinę, urodzić dziecko i zamieszkać na terenie teściów  ::)

Pracują i są szczęśliwi bo NIC nie wiedzą.Ja wiem i nie mógłbym samego siebie oszukiwać.

no teraz jak już wiem, to czasu nie cofnę. Weszłam na to forum i to odmieniło moje życie na zawsze.
Na ten moment, forum jest dla mnie największym wsparciem. Niemalże każdy artykuł studiowany na strażnicy doprowadza mnie do szaleństwa. Dzięki Wam, jeszcze nie zwariowałam  :)
Ja niestety mam taką osobowość, że nie potrafię być spontaniczna i żyć dniem dzisiejszym,  tylko zawsze byłam dobrze zorganizowana i wszystko starałam się zaplanować. Od zawsze nurtowały mnie pytania dotyczące życia, dlatego poznałam tzw "prawdę"...Miałam cele i do nich zmierzałam. Oczywiście, nadal cele sobie stawiam - zmieniam pracę, ale nie mam już tego nadrzędnego najważniejszego w życiu celu jakim był bieg po życie! A te "pomniejsze" cele aż tak mnie nie satysfakcjonują. Bo co z tego, że miałabym np. świetnie płatną pracę, skoro w każdej chwili mogę np. śmiertelnie zachorować a nadziei na życie bez chorób brak...? Co z tego, że mam szczęśliwą rodzinę, ale zdaję sobie sprawę, że rodzice już wiekowi, nie wiadomo jak długo przyjdzie im jeszcze żyć na tym świecie, a nadziei na życie wieczne brak? Są pewne rzeczy, które dają tymczasowe szczęście, ale zawsze gdzieś nad nimi widzę widmo utraty tych rzeczy...
A jeśli chodzi o zbór, myślę że ludzie sa tam szczęśliwi. Tak się akurat składa, że w moim zborze jest super atmosfera, bardzo ciepła, rodzinna. Takie rzeczy o których piszecie jakieś zdrady, oszustwa itp to dla mnie totalny kosmos! U nas nigdy nic takiego się nie działo, naprawdę, no chyba, że o czymś nie wiem. Za to znane są wszystkim tego typu zachowania ale osób które oddaliły się od zboru i teraz kilka z nich z podkulonym ogonem wraca do zboru...
« Ostatnia zmiana: 08 Styczeń, 2019, 08:39 wysłana przez klara kot »