Witaj, gościu! Zaloguj się lub Zarejestruj się.

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Autor Wątek: Brat Bogumił - the series  (Przeczytany 32994 razy)

Offline Nadaszyniak

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 3 820
  • Polubień: 5798
  • Psychomanipulacja owieczek # wielkiej wieży(Ww)
Odp: Brat Bogumił - the series
« Odpowiedź #30 dnia: 04 Czerwiec, 2018, 23:40 »
    :)            :)
    _             _
     \_(''o")_/
 Super Epizod 5
       5xTAK


Online lukier

Odp: Brat Bogumił - the series
« Odpowiedź #31 dnia: 05 Czerwiec, 2018, 10:25 »
Brat Bogumił, spec od wszystkiego, jak większość starszych, czekam czym jeszcze zabłyśnie :)


Offline SJ23

  • Nieochrzczony głosiciel
  • Wiadomości: 50
  • Polubień: 150
  • Sens jest śmiertelny
    • sj23.blox.pl
Odp: Brat Bogumił - the series
« Odpowiedź #32 dnia: 10 Czerwiec, 2018, 15:26 »
We want more of brat Bogumił!!!!


Offline Ekskluzywna Inkluzywność

Odp: Brat Bogumił - the series
« Odpowiedź #33 dnia: 20 Czerwiec, 2018, 14:06 »
Uwaga, ogłoszenie zborowe!

Pragnę poinformować, iż najpóźniej pod koniec tego tygodnia Brat Bogumił i zbór nad którym sprawuje pieczę powrócą z kolejnym odcinkiem.

Drugi komunikat jest dalece bardziej budujący. Z prawdziwą radością dzielę się z wami nowiną, iż Brat Bogumił doczekał się adaptacji na jedną ze sztuk plastycznych, a konkretniej mówiąc: rysunek. Skontaktowała się ze mną pragnąca zachować anonimowość czytelniczka, która po lekturze opowiadań, pracując pod natchnieniem, sporządziła takie oto dostępne w załączniku dzieło - proszę zwrócić uwagę zwłaszcza na drugi plan oraz ukryte na nim aluzje, metafory i znaczenia. Nagródźmy proszę artystkę za jej trud gromkimi oklaskami!

Tymczasem życzę wam bracia i siostry wielu błogosławieństw, i do zobaczenia wkrótce.
« Ostatnia zmiana: 20 Czerwiec, 2018, 14:26 wysłana przez Ekskluzywna Inkluzywność »


Offline Villa Ella

Odp: Brat Bogumił - the series
« Odpowiedź #34 dnia: 20 Czerwiec, 2018, 16:26 »
Podobizna- jak brat Bogumił- mistrzostwo świata...
Obojętnie czy postąpisz według czyjejś rady, czy według własnego uznania, konsekwencje zawsze poniesiesz  ty sam.


Offline zero1

Odp: Brat Bogumił - the series
« Odpowiedź #35 dnia: 20 Czerwiec, 2018, 17:41 »
Towarzysz Bogumił.
nowezrozumienie@gmail.com
J3b4ć komitety sądownicze.


Offline Ekskluzywna Inkluzywność

Odp: Brat Bogumił - the series
« Odpowiedź #36 dnia: 21 Czerwiec, 2018, 21:04 »
Ciekawe byłoby natomiast się dowiedzieć jak to się stało, że były SB został świadkiem

Epizod 6. W którym Bogumił poznaje Prawdę

   Przygotowujący się do wyjazdu na zebranie brat Bogumił z uznaniem ocenił stan wypolerowanych na błysk czarnych wizytowych półbutów: porządna eksportowa marka, ręcznie szyte, wysokiej jakości skóra licowa. Wiekowe, ale zadbane. Podeszwy już kilkakrotnie u szewca wymieniał, zamierzając w tej parze chodzić tak długo, aż nie będzie się już nadawać do dalszego użytkowania bądź naprawy. I nawet gdy buty rozlecą się kompletnie, on i tak ich nie wyrzuci, bo w tym wypadku chodziło o coś więcej niżeli funkcjonalność. Chodziło o sentyment, wspomnienia. Związaną z nimi historię, która wracała za każdym razem gdy na nie spoglądał. To było tyle lat temu, a wciąż pamięta jakby to było wczoraj…
   Zadzwonił dzwonek. Poirytowany Bogumił odgryzł kawałek wędzonej kiełbasy i ruszył do drzwi. Kogo to cholera znowu niesie, myślał, bowiem nikogo nie oczekiwał, a nieoczekiwani goście zawsze byli kłopotliwi.
Uchylił drzwi. Stał w nich mężczyzna w wieku Bogumiła  noszący na sobie beżowy płaszcz i szary wełniany kaszkiet. W jednej dłoni miał trzymał książkę w czarnej oprawie, w drugiej zaś skórzaną torbę.
- Dzień dobry – przywitał się grzecznie – przychodzę dziś do pana, bo chciałbym zapytać, czy w dzisiejszych niespokojnych i dynamicznie zmieniających się czasach wciąż możemy polegać na zawartych w Biblii wskazówkach? Czy mógłbym wejść na chwilę i porozmawiać….
- A idź pan w cholerę! - burknął wypełnionymi kiełbasą ustami Bogumił i usiłował zatrzasnąć drzwi, jednak pomiędzy nie z szybkością i zwinnością godną węża wśliznęła się stopa w gustownym czarnym bucie.
- Pójdę gdy skończę, a jeszcze nie skończyłem!- stwierdził hardo przybysz, mrużąc złowrogo oczy.
Twardy zawodnik, pomyślał Bogumił z uznaniem. Lubię takich z charakterem, ciekawe co ma do powiedzenia. Po czym zaintrygowany uchylił drzwi i zaprosił nieoczekiwanego gościa do środka.
- Roman Wężycki jestem – przedstawił się nieznajomy i krzepko uścisnął prawicę Bogumiła.
   Przybysz okazał się Świadkiem Jehowy. Bogumił wiedział kim są Świadkowie. Za PRLu nie byli jakoś szczególnie kochani przez władzę ludową, jak przystało na wyznanie religijne o amerykańskim pochodzeniu i poglądach nie po linii Partii. Za pacyfizm, uchylanie się od służby wojskowej i oferowanie ideologicznej alternatywy dla komunizmu pod postacią rządu bożego i raju na ziemi nałożono na nich zakaz, karano odsiadką i rozpracowywano. Bogumił co prawda nie uczestniczył w podobnych operacjach, ale znał towarzyszy, którzy mieli na ten temat do powiedzenia co nieco z autopsji i czasem przy wódce rozwiązywał im się język.
   Bogumił zaoferował gościowi kawę. Roman zaczął rozmowę od Biblii, jednak temat szybko wysmyknął się sztywnym ramom organizacyjnej ewangelizacji i zszedł na wspominki przeszłości.  Do czasów niedotkniętych jeszcze przez upadek dawnych granic, ideologii, ekonomii i stylów życia. Czasów w których nie hulały prywatyzacja oraz wolny rynek i nawet jeśli pewne sprawy były trudniejsze, to poniekąd też prostsze, być może dlatego, że obaj byli wówczas młodsi, a młodość nieodmiennie wspomina się z nostalgią.
   Kawa się skończyła, więc Bogumił, któremu rozmawiało się świetnie i naprawdę nie pamiętał by w ciągu ostatnich miesięcy równie przyjemnie spędził czas, zaoferował Romanowi kieliszek brandy i cygaro. Brandy Roman nie pogardził, ale cygara jako niepalący odmówił. Półtora godziny minęło jak z bicza trzasł i Roman musiał się zbierać, ale wcześniej panowie umówili się na następne spotkanie. A po nim na kolejne i jeszcze jedno...Zanim Bogumił się spostrzegł byli już przyjaciółmi uwikłanymi w nader niestandardowe studium biblijne, w którym o Bogu i Biblii mówiono najmniej.
- Ale ty wiesz – zaśmiał się któregoś razu Roman gdy Bogumił polewał mu orzechówkę do kamionkowego kieliszka – że za PRLu bylibyśmy wrogami? Nielegalnie ukrywałem powielacz i kopiowałem na nim publikacje, a za to była ciupa. W ciupie zresztą byłem za odmowę służby wojskowej.
- I z perspektywy czasu oceniasz, że było warto? Inni w twoim wieku w woju przeżywali przygody życia, chodzili na przepustki, zaliczali panienki. A ty marnotrawiłeś czas pod celą z recydywistami, modląc się, ażeby któryś nie zapałał do ciebie afektem.
- Jasne, że było warto. Zacząłem tam nawet dwa studia biblijne. Zresztą, jeśli nie chcesz cierpieć w obronie własnych poglądów, to co to za poglądy? Ty w SB nie walczyłeś w obronie tego w co wierzyłeś?
- Wierzyłem, nie wierzyłem, ktoś musiał to robić. Ktoś musiał rządzić, trzeba było zaproponować ludziom jakiś ustrój, jakąś ekonomię, jakieś stosunki z sąsiadami, aby wszystko się kręciło. Zadbać o to, aby w miarę możliwości nikt nie rozpieprzył tej z lepszym lub gorszym skutkiem realizowanej wizji z którą kupa ludzi związała swój los. Ustrój upadł i teraz ci co byli w opozycji wypróbują swoją wizję, ale większość partyjniaków i tak spadnie na cztery łapy, możesz mi wierzyć. Lata miną, ludzie z perspektywy czasu przyjrzą się temu co przyniosła prywatyzacja i zaczną wołać: „komuno wróć!”
- Ci co byli w opozycji będą odtąd rozdawać karty, ale ciebie przy stole już nie będzie. Słuchaj, Boguś, obaj wiemy, że zostałeś negatywnie zweryfikowany i do służby w policji już nie wrócisz. Ale własnej natury nie oszukasz. Jesteś stworzony do tego, by służyć idei większej od ciebie samego. By nadzorować i karać, prowadzić dochodzenia i wydobywać na światło dzienne prawdę. Pilnować by inni nie zeszli na złą ścieżkę. Związek Radziecki jest już historią. Teraz to wszystko – Roman wprawił dłonią w ruch ozdobny globus stojący na stole – będzie należeć do Ameryki, ona nie ma już godnego rywala, zarówno militarnie, jak i ekonomicznie czy kulturowo. Dołącz do zwycięzców Boguś, a nadal będziesz mógł robić to co kochasz, nadal pozostaniesz użytecznym i ominie cię śmietnik historii. Dołącz do Świadków Jehowy, jesteśmy pierwszym powiewem Zachodu na Europę Wschodnią, spójrz tylko na to jak wydrukowane są nasze publikacje: na tę wizję, na ten jankieski rozmach i marzenie, do którego niedługo będzie aspirować cały glob.
- No, gdy tak stawiasz sprawę, to ma to jakiś sens – przyznał z wahaniem Bogumił – ale w tego twojego Jehowę, to ja uwierzyć nie potrafię.
- Jak odpowiednio długo będziesz uczęszczać na zebrania, czytać Biblię i publikacje Towarzystwa Strażnica, modlić się, prosić o kierownictwo i zrozumienie, to w końcu uwierzysz – zapewnił Roman. - Ale jakie ma znaczenie kwestia istnienia czy nieistnienia Boga w obliczu wyboru przed którym stoisz, co to zmienia? Jeśli  finalnie okaże się, że Jehowa istnieje i faktycznie ma taki plan dla ludzkości jak głosimy, a ty będziesz mu wiernie służył, to po zakończeniu tego systemu rzeczy czeka cię wieczna nagroda. Jeśli zaś Bóg nie istnieje, to po śmierci pójdziesz w nicość, jak i cała reszta świata, ale zanim to nastąpi będziesz przynajmniej robił to w czym jesteś naprawdę dobry. Moim zdaniem Prawda to dla ciebie idealny układ z której strony by nie spojrzeć. Potrzebujemy ludzi takich jak ty, Boguś. A ty potrzebujesz ludzi takich jak my i w głębi serca doskonale zdajesz sobie z tego sprawę. Jesteś człowiekiem czynu, a tacy nigdy nie przechodzą na pełną emeryturę i nie zmieniają starych przyzwyczajeń. Proponuję ci, byś zmienił trochę we własnym życiu, tak by ostatecznie wszystko pozostało bez zmian. Przemyśl to dobrze.
   Bogumił przemyślał to dobrze i doszedł do wniosku, że faktycznie nie ma obecnie lepszego pomysłu na życie niż to co oferuje mu brat starszy Roman Wężycki i jego amerykańska organizacja religijna. Krótko po tym rozpoczął z nim bardziej tradycyjne studium biblijne, a pół roku później usymbolizował swe oddanie Jehowie chrztem. Niedługo po tym u Romana została zdiagnozowana terminalna choroba. Wylądował w szpitalu. Bogumił regularnie odwiedzał przyjaciela, choć atmosfera nie była już podobnie swobodna co podczas domowych spotkań, a Wężycki nikł w oczach.
- Na mnie już pora, Bogumile – stwierdził pewnego dnia Roman - To że się ochrzciłeś poczytuję za wielki sukces, swój i Jehowy. Ale to wciąż za mało, musisz zostać starszym, Bogumile, nie znam lepszego kandydata na moje stanowisko, a wkrótce będzie na nim wakat. Obiecaj mi, że będziesz się starał o przywileje i zaopiekujesz się zborem pod moją nieobecność. Wejdź w moje buty, jestem przekonany że będą na ciebie pasować!
Wzruszony Bogumił nie potrafił wydobyć z siebie głosu, uścisnął tylko słabnącą dłoń przyjaciela. Dwa dni później Roman zmarł. 
   Stojący na mównicy Bogumił przerwał wspominki i zanim odmówił rozpoczynającą zebranie modlitwę jeszcze raz z nostalgią przyjrzał się wypolerowanym półbutom. Pasowały idealnie.

Koniec epizodu szóstego
« Ostatnia zmiana: 21 Czerwiec, 2018, 22:05 wysłana przez Ekskluzywna Inkluzywność »


Offline zero1

Odp: Brat Bogumił - the series
« Odpowiedź #37 dnia: 21 Czerwiec, 2018, 23:02 »
Są umysły stworzone do rządzenia - yhm, panoszenia się - i są umysły stworzone do poddaństwa. Dół winduje oprawców do góry, 'bo przecież tutaj kogoś takiego potrzeba'. A ta amerykańska korpo-sekta stwarza mikroklimat takim czubkom.

nowezrozumienie@gmail.com
J3b4ć komitety sądownicze.


Offline Sebastian

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 4 157
  • Polubień: 5671
  • tel.kom.+48 799831259 Stowarzyszenie@WYZWOLENI.org
Odp: Brat Bogumił - the series
« Odpowiedź #38 dnia: 22 Czerwiec, 2018, 05:55 »
czekam z niecierpliwością na odcinek w którym Bogumił walczy z wątpliwościami, które podsuwa mu Szatan Diabeł...

i na odcinek w którym Bogumił próbuje nawracać swoje wcześniejsze ofiary (opozycjonistów których prześladował jako SB-ek)..

i na odcinek w którym Bogumił staje w obronie prawych mierników Jehowy okazując lojalność przez zostawienie sprawy ukarania pedofila w rękach Jehowy...

i na odcinek w którym Bogumił w uczony sposób dyskutuje z przemądrzałym lewicowym ateistą neomarksistą trockistą


Online lukier

Odp: Brat Bogumił - the series
« Odpowiedź #39 dnia: 22 Czerwiec, 2018, 18:35 »
A ja myślę, że brat Bogumił powinien przeprowadzić wreszcie jakiś soczysty komitecik. Na pewno by się w tym odnalazł ;)


Offline SJ23

  • Nieochrzczony głosiciel
  • Wiadomości: 50
  • Polubień: 150
  • Sens jest śmiertelny
    • sj23.blox.pl
Odp: Brat Bogumił - the series
« Odpowiedź #40 dnia: 22 Czerwiec, 2018, 21:03 »

Skontaktowała się ze mną pragnąca zachować anonimowość czytelniczka, która po lekturze opowiadań, pracując pod natchnieniem, sporządziła takie oto dostępne w załączniku dzieło - proszę zwrócić uwagę zwłaszcza na drugi plan oraz ukryte na nim aluzje, metafory i znaczenia. Nagródźmy proszę artystkę za jej trud gromkimi oklaskami!

Tymczasem życzę wam bracia i siostry wielu błogosławieństw, i do zobaczenia wkrótce.

Gromkie brawa dla artyski i autora!
Naprawdę Bogumił jak w mordę strzelił.Jestem zachwycony. Rysunek oddaje w pełni moje wyobrażenie o Bogumile.
Może uda się to kiedyś wydać. To byłaby świetna okładka.

Co do ukrytych aluzji, metafor i znaczeń, to ja dostrzegam:

1) znak SS zamiast JW.Org
2) W ręce Jezusa pałka UB zamiast miecza
3) Jehowa na tronie ma facebookową rączkę do lajka
4) No i ten jednorożec, na którym pędzi Jezus. Ale co to oznacza to nie wiem.

Ktoś widzi coś jeszcze?



Offline zero1

Odp: Brat Bogumił - the series
« Odpowiedź #41 dnia: 22 Czerwiec, 2018, 22:53 »
- krawat jest tak nietypowo ułożony, jak gdyby kończył się zaraz pod dolną belką (kojarzy mi się ze stylem wiązania w harcerstwie),
- wokół postaci mającej wyobrażać Pana Jezusa jest 5 gwiazd; Objawienie we fragmencie mówiącym o Jego władzy nad zborami przedstawia ich siedem jako pełnię tej władzy - czyżby ta postać była czegoś pozbawiona, bo nie jest Nim?
- róg zwierzęcia jakby wkłada B. coś do głowy - akurat z lewej jego strony; zazwyczaj w produkcjach Disney'a to zło usadowione było na lewym ramieniu postaci.

To tyle ponadto z mojej strony:-)
nowezrozumienie@gmail.com
J3b4ć komitety sądownicze.


Offline Nadaszyniak

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 3 820
  • Polubień: 5798
  • Psychomanipulacja owieczek # wielkiej wieży(Ww)
Odp: Brat Bogumił - the series
« Odpowiedź #42 dnia: 22 Czerwiec, 2018, 22:59 »
moje trzy grosze:
przyglądam i zastanawiam się ? -  co oznacza 5 gwiazdek, 5-cio ramiennych -ciekawa symbolika ::)
na konstelacje dużego i małego wozu, za nic nie pasuje :D
Być może, to symboliczny król ''wschodu'' z wielkiego mocarstwa czerwonego?
« Ostatnia zmiana: 22 Czerwiec, 2018, 23:12 wysłana przez Nadaszyniak »


Offline Ekskluzywna Inkluzywność

Odp: Brat Bogumił - the series
« Odpowiedź #43 dnia: 22 Czerwiec, 2018, 23:03 »
Ktoś widzi coś jeszcze?

Ja tylko od siebie dodam, że się tej grafiki nie spodziewałem i nie brałem udziału w tworzeniu, więc nie jestem w stanie powiedzieć co miała na myśli, mogę się jedynie domyślać, jak wy wszyscy. Natomiast moją uwagę zwraca róg jednorożca, którego dosiada Jezus - mam wrażenie, że jego kształt i wygięcie są takie same jak u Bestii ze Wspaniałego finału Objawienia, klasyczne rogi jednorożców to wszak proste świderki.
« Ostatnia zmiana: 22 Czerwiec, 2018, 23:15 wysłana przez Ekskluzywna Inkluzywność »


Offline Ekskluzywna Inkluzywność

Odp: Brat Bogumił - the series
« Odpowiedź #44 dnia: 24 Czerwiec, 2018, 00:37 »
Epizod 7. W którym Zachariasz ma do brata Bogumiła ważną sprawę

- Zachariasz, obiad, czekamy! – zawołała matka.
Zachariasz zbiegł po schodach ubrany w czarny, trzyczęściowy, szyty na miarę garnitur, który na jego gorącą prośbę zafundował mu niedawno ojciec. Obok krzesła postawił czarną skórzaną torbę.
- Wybierasz się gdzieś Zachariaszu? – po modlitwie zagadnął ojciec.
- A i owszem – odparł z podekscytowaniem Zachariasz – Jadę do brata Bogumiła, mam do niego sprawę.
- Zachariaszu, więcej pulpetów sobie nałóż – nagabywała matka, kobieta o tuszy tak pokaźnej, że jej samej restrykcyjna dieta dobrze by zrobiła – białko zdrowe, dobrze robi na tkanki. Przytyjesz trochę, będziesz miał więcej energii...
- Aldona! – wszedł jej w słowo mąż – Przecież nie raz już o tym rozmawialiśmy, w mojej rodzinie wszyscy są tacy. Szczupły nie znaczy od razu, że słaby. Zresztą jak podrośnie i dostanie pracę biurową, najlepiej w księgowości, jak ja, to krzepa i tak nie będzie mu do niczego potrzebna.
- Romualdzie, ale to dla jego dobra, żeby się zaokrąglił nieco.
- Ale przecież w ciągu ostatnich miesięcy trochę już przytył, nie zauważyłaś? Dałabyś choć raz zjeść w spokoju! No, powiedz synek, jak się garnitur nosi, pierwsza klasa, nie? – ojciec szturchnął Zachariasza w bok, zgrywając luzaka zawadiakę, ale wyszło mu sztucznie i nieprzekonująco, bo podobnych gestów nigdy nie miał okazji ćwiczyć, od zawsze będąc raczej wyciszonym introwertykiem, którego prawdziwi zawadiacy ignorowali lub prześladowali.
- Wspaniały, tato. Najlepszy prezent bez okazji, jaki dostałem na osiemnaste urodziny, których nie świętowałem.
- No nie? A ci powiem, że jak mnie poprosiłeś o pieniądze, to w pierwszej chwili miałem wątpliwości, bo to jednak wydatek. Po co taki z pracowni krawieckiej, jak na wieszakach gotowe wiszą za pół ceny i nikt różnicy nie zauważy. Ale teraz patrzę na ciebie i różnicę zauważam, faktycznie dopasowany. I po czasie myślę, że miałeś rację: teraz jesteś dorosły, to w zborze reprezentujesz rodzinę na równi ze mną czy matką, a to zobowiązuje. Inni by poprosili o rower albo o komputer, a ty o garnitur. Oprócz chrztu i lektorowania na zebraniu to kolejna prawdziwie dojrzała decyzja w twoim życiu, jesteśmy z matką dumni, prawda?
Zachariasz zerknął na zegarek.
- Autobus, muszę lecieć – porwał torbę i ruszył na przystanek.
- Ależ ten chłopak ma ostatnio energię! – zachwyciła się Aldona – cały czas gdzieś biega, wciąż w ruchu, wciąż poza domem. A pamiętasz jak jeszcze kilka miesięcy temu był tak straszliwie przygaszony, że ledwo nogami powłóczył, ze spuszczoną głową, wpatrując się we własne buty, a głos miał słaby taki, jakby na łożu śmierci leżał?
- Ta przemiana ma coś wspólnego z bratem Bogumiłem – stwierdził Romuald - Pamiętasz tę niedzielę ze cztery miesiące temu, jak nasz chłopak przed zebraniem mówił, że ma problem duchowy i musi poprosić starszego o pomoc? Brat Bogumił zabrał go wtedy do drugiej klasy i udzielił porady życiowej, po której Zachariasz podobno ujrzał naturę świata, siebie samego, a także swoje życiowe cele w zupełnie nowym świetle, cokolwiek to znaczy. Więcej wyjawić ani wyjaśnić mi nie chciał i chyba muszę zaakceptować, że mają z bratem Bogumiłem swoje sekrety. Nie wiem, może się chłopak o następne przywileje stara? Powiem ci jeszcze w zaufaniu, choć może to i niechrześcijańska postawa, ale zazdrosny jestem o brata Bogumiła. Jako głowa rodziny to ja powinienem wiedzieć wszystko o moim synu, udzielać Zachariaszowi porad, wskazywać mu kierunek, stanowić wzorzec męskości w który będzie się z uwielbieniem wpatrywał!
- Sosu chrzanowego sobie więcej nałóż, chrzan zdrowy, poprawia funkcjonowanie układu odpornościowego, będziesz miał mniej infekcji.
- Już nakładam, Aldona, już nakładam…
   Brat Bogumił oddawał się lekturze Paście Trzodę Bożą gdy zadzwonił dzwonek. Pospiesznie ukrył podręcznik zborowy o najwyższej klauzuli tajności, po czym ruszył otworzyć. W drzwiach stał Zachariasz Pień w dopasowanym czarnym garniturze. Na nosie miał okulary przeciwsłoneczne, a w dłoni czarną skórzaną torbę.
- Witaj, bracie Bogumile. Umawialiśmy się na szesnastą i jak sam możesz stwierdzić, jestem punktualnie.
- Powiem ci Zachariaszu, zaskoczyłeś mnie, taki tajemniczy byłeś przez telefon – stwierdził Bogumił wpuszczając gościa do mieszkania - Usiądź, porozmawiajmy, bo ciekaw jestem co cię sprowadza.
- Komputer, bracie Bogumile. Wpierw muszę mieć dostęp do komputera i wtedy porozmawiamy.
Zaskoczony Bogumił poprowadził Zachariasza do salonu, gdzie na biurko stał wysłużony, przynajmniej piętnastoletni PC.
- Ale jak coś specjalnego potrzebujesz, to sam się obsłuż, bo ja potrafię na nim tyle, żeby sobie biblioteczkę towarzystwa włączyć, na JW.ORG wejść albo emajla raz na jakiś czas napisać, nic więcej.
- Chwilka – Zachariasz uruchomił komputer – siądź tu blisko bracie Bogumile i zrób miejsce na biurku, bo sprawa jest poważna.
   Bogumił ocenił wzrokiem zalegające na biurku szpargały, następnie wraz z uschniętą paprotką zgarnął je bezceremonialnie do kosza na śmieci. Odkąd owdowiał miał wyraźne problemy z utrzymaniem porządku w mieszkaniu, ale dla kogo miałby się starać, skoro na co dzień i tak jest sam?
Zachariasz tymczasem otworzył torbę i wydobył z nią tekturową, zapinaną na gumkę aktówkę, którą położył na zwolnionym przez szpargały miejscu.
- Co to takiego?
- Za chwilę – Zachariasz otworzył napęd CD i włożył do środka wydobytą z wewnętrznej kieszeni marynarki płytę. Umieścił nośnik w napędzie. Uruchomił odtwarzanie. Na ekranie pojawił się domyślny program do odtwarzania plików wideo. Nagranie ruszyło.
- Patrz, bracie Bogumile. Zrobiłem kompilację całego dochodzenia, tu jest wszystko!
   Na ekranie pojawiła się siedząca w parku na trawie grupka młodzieży, pośród której można było dostrzec...Brajana Ogiera. Popularnego młodego brata, syna nawróconego recydywisty, którego to recydywistę niegdyś do Prawdy przyprowadził brat Bogumił. Brajan znany był w zborze ze swojego energetycznego usposobienia, otaczania się śmietanką zborowych młodziaków-luzaków, a także z pasji jaką żywił do ryzykownej jazdy ścigaczem, czym również budził u niektórych podziw.
- Zaraz, czy mnie się zdaje, czy ci ludzie wkoło niego to światusy? - zaniepokoił się Bogumił.
- Jeszcze jacy, bracie Bogumile! Spójrz tylko na koszulki i bluzy, co mają nawpisywane i nadrukowane: 666, imiona demonów, wizerunki demonów, nazwy i symbole zespołów metalowych i death metalowych. Takie to towarzystwo. Ale to dopiero początek, przewińmy o trzydzieści pięć sekund…
I oniemiały brat Bogumił ujrzał, jak Brajan przyjmuje i zapala papierosa, którym go poczęstowano.
- Skąd ty w ogóle masz te nagrania, Zachariaszu?
- Okulary szpiegowskie, w sklepie detektywistycznym kupiłem – stwierdził z dumą - Tu na oprawkach są takie mikro kamerki, obraz się zgrywa na kartę, z karty na komputer, a dalej to już można dowolnie obrabiać i na dowolne nośniki nagrywać. Kupiłem, a potem to już z pomocą Jehowy: szedłem tam, gdzie podejrzewałem, że może czaić się grzech wymagający interwencji starszych, zduszenia w zarodku nim wyda plugawe owoce.
- Zuch! - wyrwało się bratu Bogumiłowi, choć natychmiast uzmysłowił sobie, że sytuacja jest poważna i nie może sobie pozwolić na podobną poufałość, gdy w grę wchodzą poważne naruszenia prawa bożego, a być może i komitet sądowniczy. Musi zachować oficjalną pozę.
- Czy oprócz tego materiału masz coś jeszcze, Zachariaszu?
- Zachariasz uśmiechnął się złowrogo, a Bogumił zdał sobie sprawę, że w ciągu ostatnich kilku miesięcy Zachariasz zmienił się w widoczny sposób. Chodził wyprostowany, sprężystym krokiem. Nie unikał kontaktu wzrokowego. Jego głos nabrał pewności siebie, a ciało masy. Nawet ostrzygł się modnie i ubrał stylowo. Ale jak, kiedy, dlaczego? Co takiego go obecnie napędzało?
- Bracie Bogumile, przed nami prawdziwa bomba!
   Zachariasz przewinął video. Blok, a na jego tle siedzący na ławce Brajan i Sara Dajska, cieszący się słoneczną pogodą i popijający piwo z butelek. Sara ostatnimi czasy bardzo zbliżyła się do Brajana, co i rusz można ich było dostrzec jadących razem na ścigaczu, nawet w służbę. W pewnym momencie nagrania dłoń Brajana powoli, stopniowo, jakby od niechcenia poczęła się zbliżać ku dekoltowi Sary, aż wreszcie...wylądowała pod bluzką!
Bogumił otworzył z wrażenia usta tak szeroko, że aż siedzący obok Zachariasz poczuł smród jego nieświeżego oddechu.
- Ale to jeszcze nie wszystko bracie Bogumile. Bowiem najlepsza część tej kompilacji grzechu dopiero przed nami! Ostatnia część, nakręcona przedwczoraj!
   Zachariasz przewinął video. Zapłakana Sara przed blokiem kłóci się z Brajanem, w pewnym momencie poirytowany Brajan wsiada na ścigacza i odjeżdża. Sara wrzuca do kosza na odpadki trzymaną w ręce foliową torbę i krokiem osoby pokonanej przez życie wraca do bloku. W tym momencie kamera poczyna się ruszać. Zachariasz z nagrania dopada kosza na śmieci, otwiera, wyciąga torebkę foliową, przegląda zawartość. W środku oprócz opakowań po kosmetykach jest…zużyty test ciążowy. Zachariasz wydobywa go na światło dzienne niczym świętego graala, kamera rejestruje wynik: jest pozytywny. Wideo zatrzymuje się.
Zachariasz wyciągnął z kieszeni marynarki test ciążowy i położył go na blacie biurka, obok aktówki.
- Teraz możesz zerknąć, bracie Bogumile.
Bogumił otworzył aktówkę. Wewnątrz były wydrukowane ujęcia z nagrania, które przed chwilą zademonstrował mu Zachariasz. Brajan palący papierosa, Brajan z ręką pod bluzką Sary, Sara wyrzucająca torebkę foliową, Zachariasz wydobywający z torebki test ciążowy.
Zapadła cisza na jakieś pół minuty.
- Zdajesz sobie sprawę – przerwał ją Bogumił – że to musi zostać między nami? To bardzo poważne zarzuty, bardzo poważne dowody i będę się tym musiał zająć szybko i z pełną stanowczością, ciebie natomiast poprosić o absolutną dyskrecję. Chciałbym też abyś wiedział, że Jehowa jest w tej chwili z ciebie bardzo dumny. Że ja jestem z ciebie bardzo dumny.
- Ależ oczywiście, bracie Bogumile, możesz liczyć na moją pełną dyskrecję, wszystkie materiały są rzecz jasna do twojej dyspozycji. Chodzi mi tylko o czystość zboru i bożą sprawiedliwość. Jako świadek jehowy stawiający sprawy królestwa na pierwszym miejscu i ubiegający się o kolejne przywileje, po prostu nie mogłem stłumić przeczucia, że ta para zbliżając się ku sobie zarazem stopniowo oddala się od Jehowy. I jak widać, miałem rację. Nie mogę sobie tylko wybaczyć, że zareagowałem tak późno, być może części tego zła udałoby się uniknąć.
   Wpatrujący się w oczy Zachariasza Bogumił wreszcie pojął czym była owa skrywana siła, która napędzała go przez ostatnie miesiące i doprowadziła do przemiany. To była nienawiść.
- I proszę, bracie Bogumile, niech mój udział w całej sprawie zostanie tylko między nami, dobrze?
Bogumił skinął głową.
   Zachariasz półleżał na wersalce zajadając się winogronami, które podrzucał w powietrze, a następnie łapał ustami. To był niezwykle udany dzień. Dzisiejsze spotkanie z bratem Bogumiłem uruchomiło tryby nieuchronnego w swym fatalizmie mechanizmu zwanego komitetem sądowniczym. Mechanizmu, który swymi zębatkami nieuchronnie przerabiał upadłych pomiędzy nie grzeszników na miazgę.
   „Na początku było słowo”. A on, Zachariasz, był już po słowie, przedstawił niezbite dowody nieprzejednanemu bratu starszemu, który w najbliższej przyszłości poprowadzi komitet bądź komitety Sary i Brajana. Dzisiejszy dzień, cóż to było za preludium do nadciągającej tragicznej opery! Zachariasz z przymkniętymi oczami, w ekstazie przebierał w powietrzu palcami, jakby wygrywając melodię na niewidzialnym pianinie. A później kolejne akty. Wykluczenie, odrzucenie, skrucha, powrót. A wcześniej ślub, ślub i poród. I tak oto stopniowo, nieuchronnie Brajan i Sara staną się zaledwie cieniami młodych, pełnych energii i marzeń ludzi, którymi byli do niedawna. Złączyła ich namiętność, lecz owoce tej namiętności pod postacią oficjalnego związku i rodzicielstwa paradoksalnie z czasem doprowadzą do tejże namiętności śmierci. Codzienność wyssie romantyzm z ich życia. Ona po porodzie zapewne dorobi się rozstępów – oby były jak najrozleglejsze – przytyje i zgorzknieje. On utraci pozycję zborowego luzaka, rzesze głodnych flirtu sióstr, zastępy gotowych do szaleństw braci. Jego brzemieniem stanie się pozycja głowy rodziny, codzienna fizyczna harówka na etacie, nieustanny niepokój o to czy dotrwają finansowo do pierwszego.
   Być może nawet z czasem znienawidzą się i w momentach rozgoryczenia jedno będzie oskarżać drugie o obrabowanie z perspektyw i najlepszych lat życia? Kto wie, wszak otchłanie potencjalnych pretensji są przepastne i och, jakże satysfakcjonujące!
   Po przegubie Zachariasza wspinała się biedronka. Poczekał, aż znajdzie się po wewnętrznej stronie dłoni, po czym stopniowo, powoli zacisnął ją, miażdżąc owada, a następnie strzepując niedbale na dywan.
   Zarechotał donośnie i począł cytować parodystycznym, groteskowym, a zarazem złowrogim tonem głosu słowa, które przed kilkoma miesiącami w drugiej klasie wyrzekł do niego brat Bogumił, dając mu przykład tego, jak rzekomo będą się do niego odnosić kobiety, gdy tylko nad sobą popracuje. Słowa, które Zachariasz doskonale zapamiętał:
- „Ach, spójrzcie tylko na Zachariasza, jak stawia Jehowę na pierwszym miejscu. Gorliwy, kulturalny, szarmancki, z szanowanej rodziny. Niech no tylko dojrzeje, podłapie dobrą pracę, a kompletnie zakręci nam w głowach. Mieć takiego męża to będzie chluba!”

Koniec epizodu siódmego

« Ostatnia zmiana: 24 Czerwiec, 2018, 01:39 wysłana przez Ekskluzywna Inkluzywność »