Ja również uważam że to strata czasu i żal mi tych lat młodości, gdzie stałem przy drzwiach i próbowałem przekonywać do utopii.
Najgorsze uczucie, gdy trafia do umysłu, że było to po nic.
Gandalfie Szary 
Powiem Ci, jakie ja mam podejście do swojego bycia tam u nich.
Nie wszystko tam było stratą czasu i czymś, co należy ogarniać żalem.
Chodziliśmy do ludzi głosić z serca, bo naprawdę wierzyliśmy, że to najprawdziwsza prawda, ze mną tak właśnie było.
A tu po wielu latach gorliwego głoszenia, okazuje się, że to zwykła ściema ten raj na ziemi, życie bez chorób i bliski koniec świata

Oczywiście, to pierwsze emocjonalne uderzenie po odkryciu, że to kłamstwo było straszne.
I ten okres żałoby musiał nastąpić, a z nim wściekłość, złość, nienawiść, podarte zaufanie, poczucie, że się zostało oszukanym.
I że z taką oszukańczą ideologią szło się do ludzi i przekonywało, że to jedyna droga do zbawienia.
Ale było tam też sporo pozytywów.
Jeden z nich to chociażby to, że ludzie tam pozbywali się swoich najgorszych nałogów.
TSSK uczyła ich kontaktu z ludźmi, czytania, pisania nawet i wyciągania logicznych wniosków.
Uczyła obycia, kultury, higieny życia, dbania o swoje mienie, otoczenie, schludny ubiór, grzecznego prowadzenia rozmów.
W moim zborze było sporo takich meneli, co wyszli na prostą i do dziś tam jeszcze tkwią póki co i raczej nie zbierają się do wyjścia.
I dla nich, to może lepiej, żeby stamtąd nie wychodzili, bo mogliby wrócić na swoje "menelskie", nałogowe ścieżki.
Nasz pobyt tam, też w jakiś sposób ukształtował nas samych.
Bo jak ktoś tam był 10, 15, 20, 30 lat, a niektórzy całe swoje życie, to to co się tam działo nas wychowywało.
Jak dziś umiera ktoś, kto przyjął chrzest w 1975 roku, to przeżył w tej kłamliwej nadziei ponad pół wieku.
I umarł nawet nieświadomy, że to tylko ideologia, która nie jest prawdą.