Witaj, gościu! Zaloguj się lub Zarejestruj się.

Ostatnie wiadomości

Strony: 1 [2] 3 4 ... 10
11
BIBLIA - DYSKUSJE..... / Czy szabat obowiązuje katolika?
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Andrzejek dnia Dzisiaj o 12:55 »
Rdz 2:3  I Bóg błogosławił siódmy dzień, i poświęcił go, bo w nim odpoczął od wszelkiego swego dzieła, które Bóg stworzył i uczynił.

W judaizmie Siódmym dniem tygodnia jest שַׁבָּת szabbat. Słowo to oznacza odpoczynek lub przerwa. Wypada on w sobotę. Wg kalendarza żydowskiego Szabat zaczyna się w piątek po zachodzie słońca i trwa do soboty wieczorem.

W chrześcijaństwie tradycyjnie siódmym dniem tygodnia również jest sobota, ale większość chrześcijan świętuje niedzielę jako główny dzień religijny. Niedziela upamiętnia zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa (opisane m.in. w Nowy Testament) i z czasem stała się „dniem Pańskim”. W praktyce więc niedziela jest najważniejszym dniem tygodnia w życiu religijnym chrześcijan, choć formalnie nie jest siódmym dniem.
Pierwsi chrześcijanie byli Żydami, więc naturalnie zachowywali szabat (sobotę) jako dzień święty — zgodnie z Biblią. Z tym, że w pierwszych wiekach niektórzy chrześcijanie świętowali i sobotę, i niedzielę, ale coraz większe znaczenie miała niedziela.

Przełom nastąpił w IV wieku, gdy cesarz Konstantyn Wielki:w 321 r. ustanowił niedzielę dniem wolnym od pracy w Cesarstwo Rzymskie. To bardzo wzmocniło jej znaczenie w życiu społecznym i religijnym.

Istnieją jednak wspólnoty chrześcijańskie, które nadal uznają sobotę za dzień święty, czyli wracają do tego „tradycyjnego” (biblijnego) układu tygodnia. A oto najbardziej znane grupy.
1. Kościół Adwentystów Dnia Siódmego świętują sobotę (szabat) od piątku wieczorem do soboty wieczorem opierają się bezpośrednio na przykazaniu z Biblii uważają, że to przykazanie nigdy nie zostało zmienione Dla nich niedziela nie ma szczególnego statusu religijnego.
2. Kościół Boży (Dnia Siódmego) Podobnie jak adwentyści: uznają sobotę za dzień odpoczynku i kultu starają się naśladować praktyki pierwszych chrześcijan
3. tzw. chrześcijanie „mesjanistyczni” Nie jest to jedna organizacja, ale różne wspólnoty: łączą wiarę w Jezus Chrystus z elementami judaizmu często zachowują szabat (sobotę) oraz inne żydowskie święta

Dlaczego oni trzymają się soboty? Ich główne argumenty są takie: w Biblii nie ma wyraźnego polecenia zmiany dnia świętego na niedzielę Jezus Chrystus i apostołowie obchodzili szabat zmiana na niedzielę to — ich zdaniem — późniejsza tradycja Kościoła

Starotestamentowe szabasowe zakazy.
Wj 35:3 Nie rozniecicie ognia w żadnym z waszych mieszkań w dzień szabatu.
Lb 28:9 Lecz w dniu szabatu złożysz dwa roczne baranki bez skazy i dwie dziesiąte efy mąki pszennej zmieszanej z oliwą na ofiarę z pokarmów wraz z jej ofiarą z płynów.
Wj 16:23 On zaś powiedział im: Oto co PAN mówił: Jutro będzie odpoczynek, święty szabat dla PANA. Upieczcie, co macie upiec, ugotujcie, co macie ugotować, a co zostanie, zostawcie sobie i zachowajcie do jutra.
Lb 15:32 A gdy synowie Izraela byli na pustyni, spotkali człowieka zbierającego drwa w dzień szabatu.
Lb 15:35 Wtedy PAN powiedział do Mojżesza: Ten człowiek musi ponieść śmierć; niech całe zgromadzenie go ukamienuje poza obozem.
Wj 16:29 Patrzcie, że Pan dał wam szabat, dlatego szóstego dnia daje wam chleb na dwa dni. Niech każdy zostanie na swoim miejscu; niech nikt nie wychodzi ze swojego miejsca w siódmym dniu.

Podsumowanie.
Rytuały szabatu w ST to nie tylko „dzień wolny”, ale:
zakaz pracy (z bardzo konkretnymi przykładami),
obowiązek świętowania i zgromadzeń,
składanie ofiar,
znak przymierza z Bogiem,
przypomnienie stworzenia świata i wyzwolenia z Egiptu.

Nowotestamentowe cytaty dotyczące szabatu.
Ewangeliczna scena z przechodzeniem Jezusa i uczniów przez pola w dzień szabatu od dawna stanowi wdzięczny materiał dla interpretacji – i równie często dla nieporozumień. W relacji Marka uczniowie, odczuwając głód, zrywają kłosy zboża, co zostaje natychmiast zakwestionowane przez strażników religijnej ortodoksji jako naruszenie prawa.
Odpowiedź Jezusa, odwołująca się do historii Dawida i spożycia przez niego chlebów pokładnych, ma charakter klasycznego argumentu z precedensu. Tyle że zestawienie tych dwóch sytuacji budzi uzasadnione pytania. W przypadku Dawida mówimy o sytuacji skrajnej – ucieczce, zagrożeniu życia i fizycznym wyczerpaniu. W przypadku uczniów trudno doszukać się analogicznej konieczności; głód, owszem, ale wynikający raczej z braku przygotowania niż z sytuacji granicznej.
I właśnie tutaj pojawia się zasadniczy problem interpretacyjny: czy rzeczywiście mamy do czynienia z równoważnymi przypadkami, czy raczej z retorycznym skrótem, który zaciera istotne różnice?
Kulminacją wypowiedzi Jezusa jest zdanie: „Szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu” (Mk 2,27). To sformułowanie bywa uznawane za jedno z kluczowych przesunięć akcentu w myśleniu religijnym – od literalnego podporządkowania przepisom ku ich funkcjonalnemu rozumieniu. Problem w tym, że taka interpretacja otwiera szerokie pole do arbitralności: jeśli prawo ma ustępować zawsze „dobru człowieka”, to kto i według jakich kryteriów to dobro definiuje?
W tradycji żydowskiej szabat nie był bowiem jedynie zbiorem restrykcji, ale rytmem życia wspólnoty, w którym wyjątki – choć istniejące – były ściśle określone i ograniczone. W tym świetle opowieść Marka można czytać nie tylko jako spór o prawo, lecz także jako napięcie między dwoma sposobami rozumienia religijnej normy: jako systemu precyzyjnych granic albo jako elastycznej zasady podporządkowanej sytuacji.
I być może właśnie to napięcie, a nie sama kwestia zerwanych kłosów, stanowi istotę tej perykopy – nawet jeśli jej interpretacje od dwóch tysięcy lat pozostają dalekie od zgody.

Mk 3:4 w tej perykopie działa jak klasyczny moment, w którym narracja Ewangelii Marka przestaje udawać subtelną debatę halachiczną i przechodzi w tryb: „proszę bardzo, odpowiedzcie na pytanie, na które nie da się odpowiedzieć bez przegranej”.
Jezus stawia pytanie w formie, która ma cały urok egzaminu ustnego z odpowiedzią wielokrotnego wyboru, tylko że wszystkie opcje są nieprawidłowe dla słuchaczy: „czy wolno czynić dobrze czy źle?”, „ratować życie czy zabijać?”. Konstrukcja jest tak binarna, że aż się prosi, żeby jakiś rabin z Drugiej Świątyni podniósł rękę i powiedział: „przepraszam, czy mogę dostać wersję z przypisem i wyjątkiem interpretacyjnym?”. Ale nie — milczenie jest tu jedyną możliwą odpowiedzią, czyli odpowiedzią idealną z punktu widzenia narracji.
Z perspektywy judaizmu okresu Drugiej Świątyni sytuacja robi się jeszcze ciekawsza, bo w tle mamy całkiem rozwiniętą świadomość, że szabatu nie traktuje się jak betonowego bloku zakazów. Zasada pikuach nefesh już wtedy funkcjonuje jako elegancki mechanizm ratunkowy dla życia. Problem polega jednak na tym, że przypadek „człowieka z uschłą ręką” niekoniecznie wpisuje się w kategorię „alarm czerwony, natychmiastowa interwencja”. Raczej coś „może jednak poczeka do jutra, bo dziś szabat i mamy inne plany”.
Ale właśnie dlatego scena jest tak wygodna literacko: napięcie nie wynika z realnego sporu prawnego, tylko z jego przearanżowania. Złożona kazuistyka zostaje tu sprowadzona do prostego quizu moralnego, w którym poprawna odpowiedź jest oczywiście znana… tylko że nie przez uczestników dialogu.
Z punktu widzenia redakcji Marka mamy więc coś w rodzaju teologicznego montażu: prawa halachiczne zostają lekko przesunięte na bok jak niewygodne rekwizyty, żeby wyeksponować główną scenę — „Jezus kontra milczący establishment”. A milczenie nie jest tu brakiem wiedzy, tylko idealnym tłem dźwiękowym dla narracyjnej pointy.
W efekcie otrzymujemy nie tyle debatę o szabacie, ile starannie wyreżyserowaną sytuację, w której każda bardziej zniuansowana odpowiedź zostałaby uprzejmie wyproszona ze sceny, bo psułaby dramaturgię.

Wygląda na to, że nasz prowokator konsekwentnie krąży w czasie szabatu, szukając każdej możliwej okazji, by wygłosić swoje credo — niezależnie od tego, jak bardzo rozmija się ono ze zdrowym rozsądkiem. Podobną sytuację widzimy w Łk 13, kiedy Jezus spotyka kobietę od osiemnastu lat opanowaną przez ducha niemocy. Na oburzenie przełożonego synagogi odpowiada: Łk 13:15: Obłudnicy, czyż każdy z was w szabat nie odwiązuje swego wołu albo osła od żłobu i nie prowadzi go, żeby go napoić?
Tyle, że co ma piernik do wiatraka? To, co mówi Jezus, jest banalną oczywistością dla każdego, kto choć odrobinę poważnie traktuje prawo szabatowe i jego sens. Ale tutaj logika zdaje się nie obowiązywać. Skoro ta kobieta od osiemnastu lat była opanowana przez ducha niemocy, to przecież „rozsądnie” mogła jeszcze jeden dzień wytrzymać — i grzecznie poczekać na wizytę u „doktora Jezusa” w bardziej dogodnym terminie.

Jednakże takie nauczania trafiły na podatny grunt i dlatego Paweł pozwolił sobie na następujące stwierdzenie Kol 2:16 Niech więc nikt was nie osądza z powodu jedzenia lub picia, co do święta, nowiu księżyca lub szabatów.
A całkowite zerwanie z szabatem widać jak na dłoni w następującym przekazie:
Rz 14:5 Jeden woli pewien dzień od innego, drugi zaś każdy dzień ocenia jednakowo: niech każdy trzyma się własnego przekonania.

Najbardziej bawi mnie Mt 12:5: czy nie czytaliście w Prawie, że w szabat kapłani w świątyni naruszają szabat, a są bez winy?. No bo przecież to zupełnie normalne — jeśli jesteś „po właściwej stronie ołtarza”, to praca w dzień święty nagle przestaje być pracą, tylko staje się „posługą”.
W sumie logiczne: kapłani w świątyni w szabat normalnie działają — składają ofiary, pilnują rytuałów, robią wszystko to, co w każdy inny dzień nazwalibyśmy robotą na pełen etat. Ale spokojnie, to nie praca, to „święta czynność”, więc Prawo się nie czepia. Cudowna elastyczność przepisów — zależna od tego, kto akurat trzyma kadzielnicę.
Aż człowiek się zastanawia, czy Jezus nie powinien dziś wrócić i wprowadzić mały audyt w branży religijnej Kościoła: sprawdzić, czy kazania i spowiadanie to już praca, czy jeszcze „duchowe przesłanie”, czy nieustanne dojenie krwi Jezusa podczas mszy to harówka, czy jednak sakrament, czy kadzenie i machanie dzwonkami wynika z Boskiego Słowa i czy przypadkiem niedziela nie stała się najbardziej produktywnym dniem tygodnia w całym kalendarzu liturgicznym.
Bo wiadomo — wtedy wszystko się zgadza, dopóki odpowiednio nazwiesz to, co robisz.
12

=+=+=+=+
Witaj Gandalf Szary:
Warto pielęgnować w sobie spokój, który pozwala spotkać drugiego człowieka bez lęku, ale i bez konieczności tłumaczenia się ze swojej drogi.
Twoja uprzejmość w relacjach z dawnymi znajomymi to nie brak odwagi, lecz wyraz wielkiej kultury osobistej i szacunku – zarówno do nich, jak i do samego siebie.
Prowadząc rozmowy na neutralnym gruncie, budujesz mosty oparte na zwykłym człowieczeństwie, które stoi ponad wszelkimi strukturami czy przekonaniami.
Pamiętaj, że masz pełne prawo do ochrony swojej prywatności i decydowania o tym, jakie tematy dopuszczasz do swojego życia.
Niech Twoja obecna postawa będzie dowodem na to, że można odejść od organizacji, nie tracąc przy tym godności ani życzliwości wobec ludzi, których kiedyś ceniliśmy.
Kontynuuj tę drogę z podniesioną głową, czerpiąc radość z każdej autentycznej, choćby krótkiej wymiany zdań, która nie narusza Twoich granic.
„Prawdziwa wolność to umiejętność bycia uprzejmym dla innych, pozostając jednocześnie całkowicie wiernym sobie.”
POZDRAWIAM  :)

To ważne co napisałeś. Bardzo bym nie chciał i nie mogę zrozumieć osób, które zachowują się agresywnie lub nienawistnie w stosunku do swoich byłych już współbraci. Ja patrzę na takie osoby jako oszukane, zmanipulowane podobnie jak ja. Prawdziwych mocodawców nigdy nie poznamy, a być może i co niektóre osoby zasiadające na szczytach władzy mogą wierzyć w organizację. Z tego też powodu nie przekreślam drugiego człowieka i staram się życzliwie podchodzić. Pozdrawiam Nadaszyniaku.
13
   Nadaszyniaku :) :)
   Napewno bycie w statusie PIMO wiąże się z pewnymi wyzwaniami i pewną dozą ostrożności.
   Ale to jest gra na naszych zasadach, nie musimy tańczyć tak, jak strażnica nam zagra.
   Osobiście podobnie jak Gremczak wychodzę z założenia, że nie muszę trzymać się zasad, które nakreśla strażnica.
   Już dawno nie chodzę według ich prawideł.
   I nie zamierzam im podarować ani jednego swojego podpisu na czymkolwiek.
   Oczywiście, łatwiej by im było zrobić komitet sądowniczy i mnie wykluczyć.
   Ale ode mnie nie dostaną żadnego podpisu czy choćby kropki czy przecinka >:D >:D
   A tak, przed każdą obsługą jestem dla nich problemem do wyjaśniania przed nadzorcą podróżującym.
   Mam wolność i autonomię, chociaż jest ona w jakiejś tam mierze ograniczona, nie ma się co czarować, ale naprawdę w bardzo niewielkiej.
   Nie mają nade mną żadnej kontroli, bo nie mają źródeł informacji.
   Wszystkie możliwe wykasowałam, nie mają do mnie żadnego, wiarogodnego dostępu.
   A ziarna wątpliwości się sieją i to dość obficie.
Witaj ESTERO :) 
Dziękuję za podzielenie się swoim doświadczeniem! To, co piszesz o zachowaniu własnej autonomii i grze na własnych zasadach, jest bardzo inspirujące.
Cieszę się, że udało Ci się stworzyć przestrzeń, w której czujesz się wolna i masz pełną kontrolę nad swoimi decyzjami.
Taka postawa wymaga dużej siły i świadomości.
Przesyłam serdeczne pozdrowienia
=+=+=+=+
Witaj Gandalf Szary:
Warto pielęgnować w sobie spokój, który pozwala spotkać drugiego człowieka bez lęku, ale i bez konieczności tłumaczenia się ze swojej drogi.
Twoja uprzejmość w relacjach z dawnymi znajomymi to nie brak odwagi, lecz wyraz wielkiej kultury osobistej i szacunku – zarówno do nich, jak i do samego siebie.
Prowadząc rozmowy na neutralnym gruncie, budujesz mosty oparte na zwykłym człowieczeństwie, które stoi ponad wszelkimi strukturami czy przekonaniami.
Pamiętaj, że masz pełne prawo do ochrony swojej prywatności i decydowania o tym, jakie tematy dopuszczasz do swojego życia.
Niech Twoja obecna postawa będzie dowodem na to, że można odejść od organizacji, nie tracąc przy tym godności ani życzliwości wobec ludzi, których kiedyś ceniliśmy.
Kontynuuj tę drogę z podniesioną głową, czerpiąc radość z każdej autentycznej, choćby krótkiej wymiany zdań, która nie narusza Twoich granic.
„Prawdziwa wolność to umiejętność bycia uprzejmym dla innych, pozostając jednocześnie całkowicie wiernym sobie.”
POZDRAWIAM  :)
14
Ja zerwałem kontakty. Nie chodzę na zebrania, na pamiątki śmierci JCH, do służby czy też na stojak. Moja aktywność organizacyjna =0. Obecnie moje kontakty ograniczają się do osób które jeszcze mnie pamiętają i poznają na ulicy. Ostatnio miałem taką sytuację, spotkałem mojego góru duchowego. Obydwoje unikaliśmy tematów które byłyby niebezpieczne dla mnie. On nie pytał i ja również nie przejawiałem zainteresowania. Poruszalismy się podczas rozmowy w tematyce bardzo neutralnej. I taką zasadę stosuje w stosunku do wszystkich osób spotkanych.
15
Droga Estero  :) (...)
Świadomego człowieka nie da się na trwałe zaprogramować, a Twoje spostrzeżenia dowodzą, że nawet wewnątrz bardzo restrykcyjnych struktur
można zachować wewnętrzną wolność i autonomię, budując własny świat wartości obok narzuconych schematów.
Serdecznie Cię pozdrawiam i życzę dużo siły oraz niesłabnącej wytrwałości w podążaniu własną drogą! - DOBRANOC
   Nadaszyniaku :) :)
   Napewno bycie w statusie PIMO wiąże się z pewnymi wyzwaniami i pewną dozą ostrożności.
   Ale to jest gra na naszych zasadach, nie musimy tańczyć tak, jak strażnica nam zagra.
   Osobiście podobnie jak Gremczak wychodzę z założenia, że nie muszę trzymać się zasad, które nakreśla strażnica.
   Już dawno nie chodzę według ich prawideł.
   I nie zamierzam im podarować ani jednego swojego podpisu na czymkolwiek.
   Oczywiście, łatwiej by im było zrobić komitet sądowniczy i mnie wykluczyć.
   Ale ode mnie nie dostaną żadnego podpisu czy choćby kropki czy przecinka >:D >:D
   A tak, przed każdą obsługą jestem dla nich problemem do wyjaśniania przed nadzorcą podróżującym.
   Mam wolność i autonomię, chociaż jest ona w jakiejś tam mierze ograniczona, nie ma się co czarować, ale naprawdę w bardzo niewielkiej.
   Nie mają nade mną żadnej kontroli, bo nie mają źródeł informacji.
   Wszystkie możliwe wykasowałam, nie mają do mnie żadnego, wiarogodnego dostępu.
   A ziarna wątpliwości się sieją i to dość obficie.
16
Droga Estero  :)
To, co napisałaś w cytowanym fragmencie, jest bardzo prawdziwe i rzuca niezwykle ciekawe światło na codzienną rzeczywistość osób PIMO.
Pokazuje to, że ta strategia przetrwania ma wiele odcieni, których organizacja nie jest w stanie w pełni kontrolować.
Masz rację, że tacy „partyzanci” stanowią dla Strażnicy znacznie twardszy orzech do zgryzienia niż osoby, które odeszły oficjalnie, ponieważ nie da się ich tak łatwo odizolować od reszty społeczności za pomocą mechanizmu wykluczenia.
To fascynujące, że nawet w samym sercu organizacji, w Warwick, mogą znajdować się ludzie zachowujący krytyczne myślenie, co tylko potwierdza, że ideologii nie da się narzucić siłą tam, gdzie pojawia się rzetelna wiedza i świadomość.
Ta cicha obecność osób PIMO ma ogromną siłę rażenia, a ich działania rozsadzają system od środka w sposób niemal niezauważalny, a jednocześnie bardzo skuteczny.

Bardzo celna jest Twoja uwaga dotycząca rozmów ze starszymi – wykorzystanie ich własnych argumentów o omylności i braku natchnienia Ciała Kierowniczego to genialna w swojej prostocie metoda i inteligentny sposób na wytrącenie im oręża z ręki.
To wręcz szach-mat w dyskusji, bo trudno oskarżyć kogoś o odstępstwo, gdy cytuje oficjalne publikacje; takie podejście pozwala zachować twarz i spokój, stawiając wyraźną granicę dla ich autorytetu.
Rzeczywiście, odcięcie „serca i portfela”, czyli emocjonalnego zaangażowania i wsparcia finansowego, to najskuteczniejsza forma cichego sprzeciwu, która w dłuższej perspektywie mocno osłabia fundamenty każdej korporacji religijnej.
Sposoby na przetrwanie zebrań, o których wspominasz, jak czytanie książek czy zajmowanie się własnymi sprawami, to z kolei niezbędny mechanizm obronny pozwalający zachować higienę psychiczną w środowisku pełnym presji.

Ta cicha rebelia i bycie „ukrytym agentem” daje unikalną szansę na sianie ziarna wątpliwości tam, gdzie oficjalnie dostęp do informacji jest zablokowany.
W dobie cyfrowej rewolucji organizacja stoi na straconej pozycji, bo nie da się już całkowicie kontrolować przepływu informacji ani izolować ludzi od faktów, które są na wyciągnięcie ręki.
Taka postawa pokazuje, że prawdziwa lojalność należy się prawdzie i własnemu sumieniu, a nie organizacji, która wymaga bezwzględnego posłuszeństwa.
Świadomego człowieka nie da się na trwałe zaprogramować, a Twoje spostrzeżenia dowodzą, że nawet wewnątrz bardzo restrykcyjnych struktur można zachować wewnętrzną wolność i autonomię, budując własny świat wartości obok narzuconych schematów.
Serdecznie Cię pozdrawiam i życzę dużo siły oraz niesłabnącej wytrwałości w podążaniu własną drogą! - DOBRANOC
17
Cytuj
Witaj Estero
Największym wyzwaniem dla Strażnicy nie są dziś ci, którzy trzasnęli drzwiami, lecz ci, którzy zostali, tracąc jednocześnie wiarę w nieomylność „Ciała Kierowniczego”.
Armia osób PIMO to ludzie, którzy opanowali do perfekcji sztukę kamuflażu.
Ich obecność na zebraniach to czysta logistyka – ochrona relacji rodzinnych, unikanie bolesnego zerwania więzi, dbanie o spokój najbliższych.
Jednak ich serca i portfele są już dawno gdzie indziej.(...)(pogrubienie moje)
Osoba PIMO, choć świadoma prawdy, wciąż musi oglądać się za ramię.
Każde spotkanie z rodziną jest polem minowym, każdy telefon od starszego zboru wywołuje skok adrenaliny,
a każda chwila szczerości z kimś „ze świata” jest obarczona lękiem przed dekonspiracją.
To nie jest spokój – to jedynie dobrze zamaskowana partyzantka.
   Nadaszyniaku :)
   To co napisałeś w cytowanym fragmencie jest bardzo prawdziwe.
   Aczkolwiek nie każdy PIMO jest aż pod taką kontrolą, jak tu zauważyłeś.
   I napewno dla strażnicy większym wyzwaniem są osoby PIMO obecne w zborach niż te, które oficjalnie z niego odeszły.
   Czego dowodem może też być to, że w samym biurze głównym w Warwick są tacy ukryci agenci :-* :-*
   Trudniej jest im odciąć kontakt pozostałych śj, od takiego zakamuflowanego człowieka.
   A zawsze to jest jakieś pole do manewru, żeby przemycać różne prawdy o tej organizacji.

   Świadomość, czym jest ta organizacja nie powoduje już bezmyślnego podporządkowania się CK.
   Starsi, próbujący wyszukać osoby PIMO, pierwsze pytanie jakie zadają, to to czy ufasz niewolnikowi i CK, którym się on posługuje?
   Ale w tym przypadku wystarczy powołać się na to, że sami o sobie napisali, że są omylni i nienatchnieni i kończy się temat.
   A być dobrze zamaskowanym partyzantem też daje dobre efekty.
   Ale najlepsze z tego wszystkiego jest to, że taki PIMO serce i portfel dla strażnicy ma zamknięty.
   Też często stosowaną praktyką osób PIMO jest to, że jeśli ktoś taki musi z różnych względów chodzić na zebrania.
   To nie zajmuje się zebraniem, ale czyta jakieś książki czy gra w jakieś gierki.
   To, co wrażliwszym pomaga jakoś przetrwać te wszystkie bzdety.



Generalnie dobry byłem, rzadko wychodziłem przegrany z rozmowy.
Otóż w jednej rozmowie posunąłem się za daleko i zniszczyłem argumentacją jedną osobę.
W rezultacie rozmowy ta osoba popłakała się na moich oczach. Gdy tak zareagowała wówczas dotarło do mnie, że wyrządziłem jej krzywdę.
Więc teraz próbuje jakoś sobie to wytłumaczyć, ale nie mogę sobie tego darować. Żeby to jeszcze prawda była, ale nie była.   
   Gandalfie Szary :)
   To jeśli nie możesz sobie tego darować, to może spróbuj tak.
   Jeśli ta osoba żyje, to znajdź ją i ją przeproś.
   Może to da Ci jakiś spokój ducha.
   ;D ;D
18
   Gandalfie Szary  :)
 
   Ale było tam też sporo pozytywów.

   Jeden z nich to chociażby to, że ludzie tam pozbywali się swoich najgorszych nałogów.
   TSSK uczyła ich kontaktu z ludźmi, czytania, pisania nawet i wyciągania logicznych wniosków.
   Uczyła obycia, kultury, higieny życia, dbania o swoje mienie, otoczenie, schludny ubiór, grzecznego prowadzenia rozmów.
   W moim zborze było sporo takich meneli, co wyszli na prostą i do dziś tam jeszcze tkwią póki co i raczej nie zbierają się do wyjścia.
   I dla nich, to może lepiej, żeby stamtąd nie wychodzili, bo mogliby wrócić na swoje "menelskie", nałogowe ścieżki.
   Nasz pobyt tam, też w jakiś sposób ukształtował nas samych.
   Bo jak ktoś tam był 10, 15, 20, 30 lat, a niektórzy całe swoje życie, to to co się tam działo nas wychowywało.
   Jak dziś umiera ktoś, kto przyjął chrzest w 1975 roku, to przeżył w tej kłamliwej nadziei ponad pół wieku.
   I umarł nawet nieświadomy, że to tylko ideologia, która nie jest prawdą.
[/b]

To prawda. Ja również pamiętam dobre momenty z życia organizacyjnego. Akurat jak wchodziłem do organizacji to byłem młodziutkim chłopaczkiem. Tam spotkałem rówieśników, byłem w ekipie pionierów, nawiązywały się przyjaźnie, spędzaliśmy dużo czasu ze sobą, napędzani działalnością społeczną?? To było fajne(dałem znak zapytania, bo dziś nie wiem jak to ocenić). Z drugiej strony, to co napisałem. Jak pomyśle, że cały mój wysiłek był psu na budę i że to było po nic, to nie mogę się otrząsnąć i żal mi tego czasu i zmarnowanego wysiłku.
Jest jeszcze jeden aspekt sprawy, który mnie dręczy. Byłem całkiem niezły w głoszeniu. Choć z perspektywy, było to dla mnie niekomfortowe zajęcie, to jak sięgnę pamięcią byłem wygadany. Generalnie dobry byłem, rzadko wychodziłem przegrany z rozmowy. Otóż w jednej rozmowie posunąłem się za daleko i zniszczyłem argumentacją jedną osobę. W rezultacie rozmowy ta osoba popłakała się na moich oczach. Gdy tak zareagowała wówczas dotarło do mnie, że wyrządziłem jej krzywdę. Więc teraz próbuje jakoś sobie to wytłumaczyć, ale nie mogę sobie tego darować. Żeby to jeszcze prawda była, ale nie była.   
19
Jak w każdej religii są plusy i minusy
20
Tez tak uważam.
Gdyby w religiach nie było coś pozytywnego to nikt by się na to nie nabrał.
Tam też jest zakamuflowane zło i podłość.
Strony: 1 [2] 3 4 ... 10