Brat Marianek, samozwańczy koordynator czystości duchowej, wkroczył do mieszkania siostry Malwiny z energią godną inkwizytora na podwójnym espresso. Jego nozdrza drżały, wyczuwając „wibracje” niegodne przykładnej głosicielki, a wzrok błądził po regałach niczym radar namierzający wrogie okręty.
Siostra Malwina, przeczuwając najgorsze, kurczowo ściskała ścierkę, gdy Marianek zaczął furiackie „przesiewanie” jej salonu. W pewnym momencie, wykonując zamaszysty gest godny proroka Eliasza na górze Karmel, zahaczył łokciem o flakon z rżniętego kryształu – bezcenną pamiątkę po prababci.
Huk tłuczonego szkła rozdarł ciszę, a równowartość sporej pensji w odłamkach zawirowała na dywanie.
Brat Marianek nawet nie mrugnął. Zamiast przeprosin, wyciągnął oskarżycielski palec w stronę kupki nieszczęścia:
– „Widzisz?! To siła demoniczna!” – wrzasnął, aż mu żyłka na skroni wystąpiła.
– „Przedmiot stawiał opór! Został skruszony mocą wyższą, tak jak posąg Dagona upadł przed Arką Przymierza!”.
Zanim Malwina zdążyła wykrztusić skargę, dopadł do dębowego kredensu i chwycił ciężką, ręcznie malowaną paterę.
– „Rozbij to, siostro Malwino! To siedlisko złych bytów! Nie bądź jak Achan, który ukrył przeklęte rzeczy w swoim namiocie, sprowadzając klęskę na cały obóz!”.
– Bracie Marianie, na litość, to kosztowna pamiątka rodowa! – zawyła siostra Malwina, ale on był niewzruszony. Odepchnął ją z godnością męczennika.
– Jesteś nawiedzona, tak jak Saul, którego zaczął go dręczyć duch zły! – grzmiał, wyrywając kartonowe pudło spod ceraty w kuchni.
Tam, obok sucharów, leżały karty tarota

!. Brat Marianek wydał z siebie triumfalny ryk:
– „Mamy to! Dowód koronny na twój spirytyzm!”.
Za dwa dni ''pokój wielkiego brata'' w tylnej części sali królestwa przypominał duszny bunkier. Brat Marianek, z miną godną Torquemady, rzucił talię na stół przed zdumionym komitetem sądowniczym.
– „Bracia, spójrzcie na tę nieszczęsną duszę! To nie są zwykłe kartoniki! Siostra Malwina stała się jak król Saul u wróżki w En-Dor!” – wygłaszał mowę, wpadając w spiralę komicznego uniesienia.
Gdy Malwina próbowała wspomnieć o „wypadku” z flakonem, brat Marianek zaczął demonstrować skomplikowane ewolucje gimnastyczne, twierdząc, że to „manifestacja poltergeista” wypchnęła jego łokieć w stronę kryształu.
– „To sprawa dla najwyższej instancji! Albo patera idzie do zsypu, albo siostra Malwina zostaje wykluczona!” – zakończył, wycierając pot z czoła i patrząc na siostrę wzrokiem, w którym tlił się już tylko czysty, święty obłęd.
Siostra Malwina, doprowadzona do ostateczności widokiem brata Marianka, który w amoku zaczął układać pasjansa z tarota, by „udowodnić ich demoniczną naturę”, nagle wyprostowała się i otarła łzy. W ''pokoju wielkiego brata'' zapadła cisza, przerywana jedynie sapałem koordynatora, który właśnie próbował egzorcyzmować kartę „Koło Fortuny”.
– Bracia, bracia – zaczęła siostra Malwina głosem zimnym jak lód:
– skoro tak tropimy demony, to może brat Marianek wyjaśni, co robił w zeszły czwartek w piwnicy bloku numer cztery?
I dlaczego miał na sobie perukę, a w ręku trzymał różdżkę radiestezyjną, którą podobno 'tylko testował' pod kątem ścieków wodnych?”
Brat Marianek zamarł z otwartymi ustami, a karta „Mag” wypadła mu z drżących palców.
– „To... to były badania naukowe! Jak Salomon, który zgłębiał naturę wszystkiego, od cedrów po hysop!” – wykrztusił piskliwym falsetem.
– „Badania?” – siostra Malwina drążyła dalej.
– A horoskopy, które chowasz w okładce 'Strażnicy', to też analiza? Brat Marianek, ty szukałeś u mnie konkurencji, bo sam sypiasz z amuletem z jaspisu pod poduszką!”.
W dyskusji mocno zawrzało. Bracia z komitetu powoli odwrócili głowy w stronę purpurowego brata Marianka.
Ten, czując, że grunt usuwa mu się spod nóg niczym ziemia pod Korachem, Datanem i Abiramem, zaczął nerwowo zgarniać karty do kieszeni.
– Wiesz co, bracie Marianek?” – dodała brat Gerwazy z godnością króla Salomona:
– „Zamiast komitetu dla siostry Malwiny, zróbmy komitet sadowniczy ….
Brat Marianek, kompletnie rozbity, wycofał się w stronę wyjścia, mamrocząc o „nagłej duchowej niedyspozycji”, zostawiając po sobie jedynie zapach starej ceraty i wspomnienie rozbitego kryształu.