Świadkowie Jehowy - forum dyskusyjne

BIBLIOTEKA => MOJA PRZYGODA Z ORGANIZACJĄ... LEBIODA => Wątek zaczęty przez: gedeon w 03 Grudzień, 2015, 19:24

Tytuł: Na początku był Olek… Zanim rzucę ten „kamień”, Dyskusja.
Wiadomość wysłana przez: gedeon w 03 Grudzień, 2015, 19:24
 Na początku był Olek… Zanim rzucę ten „kamień”, Dyskusja. Założyłem bliźniaczy temat, aby pozostawić założony przez Lebiodę temat tylko do jego dyspozycji. Proszę aby wszelką dyskusje nad tym tematem przenieść do tego miejsca.

Gdy w marcu 2014 roku otrzymałem kwerendę naukową w Instytucie Pamięci Narodowej, wiedziałem że odnajdę wiele informacji które rzucą sporo nowego światła na historię Świadków Jehowy w Polsce. Kwerenda naukowa w IPN daje mi nie ograniczony dostęp do wyszukiwarki danych. Poszukiwania mogę prowadzić w różnych konfiguracjach, wpisując nazwisko, frazę lub zdarzenie. Po wpisaniu frazy Świadkowie Jehowy otrzymałem dostęp do 4 800 modułów w skład którego wchodzi przynajmniej jedna teczka która liczy sobie ok 300 stron. Można sobie wyobrazić jaki to daje materiał do badań. Nie jest to możliwe aby przejrzeć wszystkie teczki.
W tej chwili wybieram te o znaczących nazwiskach i znaczeniu. Prze okres od marca 2014 roku przejrzałem ok 100 teczek z tego ok 50 teczek zrobiłem skany fotograficzne, daje to parę tyś dokumentów.
Do całości pozyskanej dokumentacji ma nieograniczony dostęp Lebioda, który jako jedyny opracowuje te dokumenty, pisząc komentarze, za co mu bardzo dziękuje.

Co wniosły te dokumenty do historii Świadków Jehowy w latach 1945 do 1990 roku, pozwoliły spojrzeć zupełnie pod innym kontem na pewne wydarzenia i ludzi.
To benedyktyńska praca Lebiody przyczyniła się do odkrycia nowych faktów dotyczących L.W. Scheidera i Olka Rutkowskiego i wielu innych.
Co jeszcze odkryjemy w tych dokumentach....? Tego nie wiem.
W dniu dzisiejszym byłem w IPN w Poznaniu, wyszukałem 10 różnych teczek o tematyce Świadków Jehowy. To ok 3000 dokumentów.
Cały czas poszukuje teczki personalnej Aleksandra Rudkowskiego jak do tej pory ta teczka nie jest dostępna, pomimo że wszystkie akta "esbeckie" zostały odtajnione to jednak nadal są teczki specjalnego znaczenia których zawartość została ukryta na lat 120. O Aleksandrze Rutkowskim możemy przeczytać tylko zdawkowe informację zaczerpnięte z innych akt. Myślę że i kiedyś i do tej teczki sie dokopie. ;D ;D ;D

Jeżeli jest ktoś kto ma zacięcie historyczne i dysponuje czasem a chciałby pomóc w opracowaniu dokumentów to proszę o kontakt.

Tytuł: Odp: Na początku był Olek… Zanim rzucę ten „kamień”
Wiadomość wysłana przez: Roszada w 03 Grudzień, 2015, 19:28
Lebiodo!
Piszesz:
Cytuj
Do końca nie wiem, która wersja wydarzeń jest bliższa prawdzie. Pomimo włożonej pracy, dociekań i karkołomnej spekulacji, nie doszedłem do ostatecznego przekonania, że z czystym sumieniem mogę podnieść kamień i nim rzucić.

I tak już pewnie zostanie.
Tak w historii bywa, że są alternatywne wnioski historyków.
Najważniejsze rzetelnie przedstawić znane fakty, a ludzie przygotowani sami wyrobią sobie zdanie i pewien wniosek. Taki, zbliżony lub przeciwny.
Zawsze pojawią się też tacy, co będą mieć "spiskową teorię dziejów". ;)
Tytuł: Odp: Na początku był Olek… Zanim rzucę ten „kamień”
Wiadomość wysłana przez: Roszada w 03 Grudzień, 2015, 19:41
Lebiodo jeszcze jedna prośba.
Gdy będziesz dawał 'tasiemiec' o losach Olka, bądź łaskaw wstawić na początku w punktach takie oto wprowadzenie, np.
1. Pierwsze lata w łasce Towarzystwa
2. Okres jego niepewnej przyszłości
3. itp, itd.

Później łatwo jest podzielić te jego losy w 'tasiemcu', bo masz duży zasób wiedzy i materiału. Będzie widać zaraz gdzie się znajdujemy w historii.

Nie żebym marudził, ale to pewnie nam 'laikom' ułatwi zrozumienie i wejście w temat. :)
Tytuł: Odp: Na początku był Olek… Zanim rzucę ten „kamień”, Dyskusja.
Wiadomość wysłana przez: gedeon w 06 Grudzień, 2015, 10:29
Lebioda napisał:
Cytuj
Wówczas inni bracia zaczęli otrzymywać listy wysyłane rzekomo przez przyjaciół, w których usiłowano zdyskredytować osoby cieszące się ogólnym szacunkiem, a wybielano błądzącego, albo na odwrót. Rzecz zrozumiała, że powstało trochę zamieszania, a właśnie o to chodziło władzom" 

Od kogo pochodziły te tajemnicze listy, pamiętam te listy przychodziły również do mojego domu, listy te były zaraz palone przez moja mamę jako uznawane za szatańskie zło. Ale kto pisał te listy. Listy były podpisywane jako komitet 12, co to za komitet i z czyjej inicjatywy powstał. Tak jak już nie jednokrotnie pisaliśmy UB posiadało dokładne wykazy wszystkich Świadków Jehowy w Polsce. Dlatego powstał w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych specjalny wydział do pisania takowych listów, tajni współpracownicy dostarczali w swych raportach informacji, które odpowiednio zretuszowane i podkręcone stanowiło swietny materiał do siania defetyzmu. Ta intryga Służbie Bezpieczeństwa udała się znakomicie. Tak więc listy podpisywane przez komitet 12 były autorstwa Służb Bezpieczeństwa.
Był jeszcze komitet 15 ale o tym napiszemy w stosownym czasie.

To jest lista zborów z lat 50, która była w posiadaniu Służb Bezpieczeństwa z wykazem zborów w obwodzie.
Posiadam pełny spis zborów i obwodów z tych lat. To jest dowód na to że słuzby bezpieczeństwa gdyby miały takie polecenie jednej nocy mogli by aresztować wszystkich, nie zrobili tego. Dlaczego...?


(http://zmniejszacz.pl/zdjecie/346/3868815_SAM_1054.JPG)

(http://zmniejszacz.pl/zdjecie/346/3868870_SAM_1045.JPG)
Tytuł: Odp: Na początku był Olek… Zanim rzucę ten „kamień”, Dyskusja.
Wiadomość wysłana przez: Nemo w 06 Grudzień, 2015, 11:07
 Kurcze. Pierwsze dwa wpisy Lebiody w Jego temacie czyta się jak początek powieści szpiegowskiej. Czekam na c.d.  :)
Tytuł: Odp: Na początku był Olek… Zanim rzucę ten „kamień”, Dyskusja.
Wiadomość wysłana przez: Lebioda w 15 Grudzień, 2015, 18:30
W związku cyklem wpisów jakie chcę umieścić w głównym poście dotyczącym „Olek był pierwszy…”, mam wrażenie, że wpisy mogą budzić pewne niezrozumienie, podyktowane tym, że jakobym wracał do tematów lub wprost do tego samego tematu. Jest to zamierzone, ponieważ posty powstawały spontanicznie związane z moją wiedzą jaką dysponowałem aktualnie w danym czasie. Ponieważ tej wiedzy przybywało w między czasie, z konieczności musiałem wracać, aby uzupełnić o tę wiedzę. Dotyczy to też cytatów, które często się powtarzają, już widziane w innym świetle. Jeszcze inaczej wygląda ten sam temat, ale celowo zamieszczam go w innej wersji myślowej. Proszę zrozumieć, że ciągle chodzimy po omacku.
 
Ciągle szukamy tego co zostało zagubione, lub celowo schowane, aby nie pojawiło się w świetle dziennym. Takim przykładowym ukrywaniem faktów tamtego okresu jest publikacja „Wierni Jehowie”. Na szczęście napisana tylko „sercem” przez wiernych Organizacji ludzi i do takich samych czytelników kierowana, stąd bez trudu prawie, że na tacy autorzy podają nam to co chcieli ukryć, wystarczy czytać ją nie sercem lecz rozumem. Już następnymi postami będę chciał wyrazić jak trudno jest przebić się przez pewne narzucone i utrwalone schematy. Wyrazem tego mam nadzieję będzie wspólna wymiana myśli wraz z Gedeonem, w tym ogrom przemyśleń dotyczącej tej tytułowej postaci.
Tytuł: Odp: Na początku był Olek… Zanim rzucę ten „kamień”, Dyskusja.
Wiadomość wysłana przez: Boratyniak w 16 Grudzień, 2015, 20:42
Lebiodo czytam Twoje wpisy na bieżąco. To bardzo ciekawe co piszesz.
Tytuł: Odp: Na początku był Olek… Zanim rzucę ten „kamień”, Dyskusja.
Wiadomość wysłana przez: Lebioda w 26 Grudzień, 2015, 03:59
Jest mi niezmiernie miło, że jest zainteresowanie tym o czym staram się pisać. Otrzymałem nawet bardzo miłą zachętę od forumowej Roberty, która napisała:

                         >Lebiodo,
(…) Czytając Ciebie dochodzę do wniosku, że wraz z Gedeonem, dostarczycielem "pokarmu źródłowego",  jesteście jedynymi osobami, które mogłyby napisać historię Świadków Jehowy w Polsce w okresie zdelegalizowania czyli 1950 1989.(…) <

Że taka historia jest potrzebna, jest zupełnie oczywiste, lecz problem polega na tym, iż przynajmniej ja takiej predyspozycji nie posiadam. Jeżeli w ogóle, to te wpisy mogą tylko stać się przyczynkiem do szerszego opracowania. Jak trudno jest dochodzić do faktycznych wydarzeń, pokazuję to w moich dywagacjach. Pomimo, że w wielu przypadkach byłem w tamtym czasie zaangażowany osobiście, miałem tylko wycinkowy udział. Paradoksalnie o wielu wydarzeniach, po latach dowiaduję się dopiero ze źródeł moich byłych przeciwników, jaka szkoda, że nie od współbraci. Obawiam się, że prawdziwej historii z tamtego okresu i nie tylko, nie dowiemy się nigdy. Dlaczego tak się dzieje? Jest to zamierzone i prawie objęte wewnętrzną doktryną Organizacji polegające na bardzo lakonicznym twierdzeniu: „- nigdy nie dociekać tego. co nie buduje”. Taka semantyka na wewnętrzny użytek, znakomicie spełniającą swoją rolę. Takim typowym przykładowym kompendium wiedzy potrzebnej dla głosiciela królestwa, ale również dla wyższej kadry sług, jest właśnie „Rocznik 1994”. Z tego powodu jakakolwiek głębsza historia nigdy nie będzie pełna, bo niema takiego zapotrzebowania. Co ponadto, jest niebudujące, a więc szkodliwe.

Taki niebudujący temat będzie treścią następnego wpisu w ogólnym cyklu zatytułowanym     >Olek Był Pierwszy …Zanim rzucę ten kamień<.    Lojalnie przestrzegam wszystkich głosicieli królestwa, aby dla własnego dobra i zbawienia, odpuścili sobie ten następny temat zatytułowany     >Nowe Światła<

Tytuł: Odp: Na początku był Olek… Zanim rzucę ten „kamień”, Dyskusja.
Wiadomość wysłana przez: gedeon w 21 Luty, 2016, 18:15
Dziękuje Lebiodo, mój przyjacielu, wnosisz moc benedyktyńskiej pracy w opracowaniu pozyskanych dokumentów z IPNu.

Napisałeś:
Cytuj
Bardzo ciekawym dokumentem tamtego przełomowego okresu, jest praca dyplomowa napisana przez chor. Zygmunta Orysiaka –temat: >Prawo - -operacyjne - w aspekty działalności związku Świadków Jehowy w Polsce< na potrzeby Wyższej Szkoły Oficerskiej MSW im  F. Dzierżyńskiego w Legionowie. (Sygnatura IPN BU 001708/1722 - SAM_1831.JPG – SAM_1882.JPG). Autor pracy bardzo rzetelnie opracował temat począwszy od rysu historycznego po pierwszej wojnie światowej, aż do 1983 roku. Autor lojalnie i krytycznie przyznał, że wprowadzone represję zapoczątkowane od 1950-tego roku, przy niosły skutek odwrotny do zamierzonego

Słowo kompromis –które dotąd w Organizacji było synonimem zdrady i współpracy z wrogiem, po 1970-tym roku zastąpiono bardziej przyjaznym zwrotem -porozumienie. Dwukrotny przyjazd brooklyńskiej delegatury samego prezesa i jego zastępcy do Polski, dopomógł zrozumieć polskim braciom, że chcąc coś osiągnąć, trzeba z czegoś zrezygnować. I tak, autor cytowanej pracy dyplomowej, wymienia w kolejnych pięciu punktach na jakich warunkach kierownictwo w Polsce i Brooklynie poszło na kompromis z władzą PRL.


1/ W znacznej mierze zostały wyeliminowano z literatury organizacyjnej elementy szkodliwe ze społeczno – politycznego widzenia.
2/ Kierownictwo Centrali Światowej wydało zakaz wywożenia przez swoich wyznawców literatury organizacyjnej z terenu Polski do ZSRR.
3/ Wydano zalecenie meldowania się pionierów w miejscach ich działania, oraz meldowania uczestników obozów letnich
4/ Wydano zakaz angażowania do działalności pełno czasowej osób, którzy nie posiadają uregulowanej służby wojskowej.
5/ Za pośrednictwem Komitetu Krajowego zdołano nakłonić Centralę do przekazywania w pierwszej kolejności wszystkich zagranicznych publikacji do celów kontrolnych.


Ponadto z powyższej pracy dowiadujemy się że odbył się:


- Dwukrotny przyjazd delegacji z prezydentem Franzem i wice prezydentem Henschelem w celu prowadzenia rozmów z SB i Urzędem do spraw Wyznań.    Rozmowy zakończyły się stwierdzeniem ogólnym, że: Jeżeli Świadkowie Jehowy nie będą naruszali obowiązującego porządku prawnego, to stosunek na linii Państwo – Wyznanie, mogą zadowolić obie strony.


Autor dodaje, że Komitet Krajowy Wyznania Świadków Jehowy w Polsce:


-całkowicie zobowiązał się przyjąć i respektować postanowienia Stanu Wojennego w Polsce z dnia 13 grudnia 1981 roku.


Czy ktoś może to skomentować?

Dwukrotny tajny przyjazd delegacji WTS z prezydentem Franzem i wice prezydentem Henschelem w celu prowadzenia rozmów z służbami bezpieczeństwa i Urzędem do spraw Wyznań, kończy się podpisaniem tajnego porozumienia w sprawie wywozu literatury w tym i Biblii do ZSRR.



Przeglądając  akta IPN ze zdumieniem przeczytałem pracę magisterską chor. Zygmunta Orysiaka
Autor pracy sięga do dokumentów operacyjnych a jego praca jest wykonana w dwóch egzemplarzach i została jej nadana klauzula „ściśle tajne” a więc nie była przeznaczona do publicznego wglądu. Na uwagę zasługuje fakt tak szczegółowego omówienia działania Związku w stanie wojennym. Treść tej pracy bardzo dokładnie omówił Lebioda, ja chciałbym zwrócić uwagę na stronę 42 punkt 2. Sprawa dotyczy zakazu wywozu literatury do ZSRR.  Sprawa dotyczyła również wywozu Biblii na Ukrainę. Poniżej opisze moje doświadczenie w tej sprawie . Dzisiaj dzięki dostępowi do akt IPN ułożyło się to w logiczną całość.

Cytuj
HISTORIA RUCHU BADACZY PISMA ŚWIĘTEGO TOM III
JULIAN GRZESIK
W 1978 r. przyjechał M. Henschl i T. Jaracz.Tym razem złożyli oni kurtuazyjną wizytę w Urzędzie do Spraw Wyznań.Ciało Kierownicze poświęciło więcej uwagi dziełu w Polsce i zacieśniło więziz nadzorcami w całym kraju (…). Jednocześnie dało się zaobserwować zmianęw postawie przedstawicieli rządu, którzy zaczęli bardziej tolerancyjnie odnosićsię do nas i do naszej działalności.
Powyższą relację należy wzbogacić miarodajną informacją, która via Nowy Jork przeniknęła z za szczelnie zamkniętych drzwi gabinetu Urzędu Wyznań. Otóż w czasie tego spotkania doszło do wzajemnej ugody. Dwaj członkowie "Ciała" zobowiązali się powstrzymać przemyt Biblii rosyjskich do ZSRR. Niedługo potem funkcyjni nadzorcy na swoim terenie, w sposób skuteczniejszy jak radzieccy celnicy, położyli tamę dalszemu przewozowi Biblii na Wschód. Wydaje się, że wszystkie komentarze w tej sprawie wydają się zbędne. Dodać wszakże należy, że na pytanie w tej sprawie Ted Jaracz członek CK z pochodzenia Polak, również w Warszawie potwierdził wiarygodność powyższej relacji.


Cytuj
IPN, Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej nr 3/2004
ZWALCZAN I KONCESJONOWANI O MNIEJSZOŚCIACH WYZNANIOWYCH W PRL
Z KAZIMIERZEM URBANEM ROZMAWIA BARBARA POLAK:

B.P. – Trochę się gubię, jeśli chodzi o politykę władz wobec Świadków Jehowy – z jednej strony byli represjonowani – aresztowano wyznawców za odmowę służby wojskowej, ale z drugiej strony w stanie wojennym dostali pozwolenie na zjazd w hali „Gwardii”...

K.U. – Przełom w polityce władz wobec nich dokonał się w połowie lat siedemdziesiątych. Wówczas umożliwiono przyjazd do Polski przedstawicielom z centrali w Brooklynie. Po raz pierwszy po wojnie prowadzili oni tu rozmowy z władzami w UdSW i nie tylko. W maju 1989 r. zarejestrowano ich wspólnotę. Od połowy lat siedemdziesiątych odstąpiono od stosowania wobec nich represji, liberalniej zaczęto też patrzeć na „przestępstwa” związane ze służbą wojskową i zgromadzeniami. Jeszcze w latach sześćdziesiątych utrudniano im praktyki religijne i ograniczano możliwość zatrudnienia, wytaczano procesy i wydawano wyroki skazujące. Świadkowie byli swego rodzaju fenomenem oporu społecznego. A jednocześnie w latach 1956–1957 pojawiała się informacjao osiemnastu ofiarach śmiertelnych – ludzi zamęczonych w śledztwie czy w aresztach w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych.


Ciekawe zdanie wypowiedziane przez Kazimierza Urbana, co miał na myśli mówiąc o przedstawicielach centrali w Brooklynie, którzy prowadzili rozmowy z władzami.....ale nie tylko z władzami, wobec tego z kim jeszcze?

Czy były to Służby Bezpieczeństwa......Dzisiaj wiemy, że były to służby bezpieczeństwa

Każdy niech odpowie sobie sam, jakimi kryteriami kierowali się emisariusze Brooklynu, mając z jednej strony "Naród spragniony Boga i Jego Słowa Biblii".........a z drugiej strony zapewnienie spokoju i tolerancji tworzonej "organizacji".........wybrali współpracę za którą inni siedzieli w wiezieniu. Czy jest ktoś to w stanie zrozumieć..
W latach 1985 do 1991 zostałem parokrotnie poproszony, po cichu przez "NO" o udanie się do ZSRR, a konkretnie do Braci zamieszkujących Ukrainę, w celu nawiązania kontaktów i pozyskania adresów, które miały posłużyć do sporządzenia zaproszeń na kongresy w Polsce.

Oczywiście cały koszt wyprawy oraz koszt notarialnych poświadczeń zaproszeń pokrywałem z własnych środków. Dzisiaj nie mam pretensji o koszty, stać mnie było, to jechałem, choć słowa dziękuje nigdy nie usłyszałem.
Ale i to nie jest najważniejsze. Prawda jest taka, były to najcudowniejsze doznania w moim życiu, zwiedziłem bajeczne tereny Zakarpacia a smak bryndzy będę pamiętał do końca życia.
Doznałem tam naprawdę szczerej gościnności.

Wracając do celu wyjazdu, otrzymałem wyraźne instrukcję, jedziemy pod wskazany adres, można zabrać z sobą po jednym egzemplarzu literatury,  nie zabieramy Biblii(?).

Oczywiście zabraliśmy, brat z którym jechałem miał załatwione kilka egzemplarzy w języku ukraińskim.

Celnik rosyjski w Medyce na literaturę nawet nie spojrzał, ale o Biblię zapytał, pokazaliśmy 6 sztuk po dwie na osobę, bo jechaliśmy w trójkę, celnik coś tam skonsultował z drugim i kazał nam jechać, oczywiście mieliśmy jeszcze cztery Biblie które leżały pod kocem na tylnym siedzeniu, tak oto 10 szt Biblii w nielegalny sposób zostało przemyconych na Ukrainę.
Jeszcze dwukrotnie w taki sam sposób przemycałem Biblię na Ukrainę.

Pewnie nigdy bym się o tym nie dowiedział, dlaczego , nie można było zabierać Biblii do ZSRR, to dzięki badaniu historii ŚJ dotarłem do stosownych dokumentów.

Jeśli ktoś jest zainteresowany tematem, to na stronie Juliana Grzesika można bezpłatnie pobrać książkę: Julian Grzesik - Boży "Przemytnicy"

http://alija.4me.pl/ (http://alija.4me.pl/)


Przemyt Biblii do ZSRR, to bardzo zmasowana, kosztowna i precyzyjna akcja, dlatego trudno się dziwić, że służby bezpieczeństwa ZSRR miały z tym poważny problem.
W sprawę była zaangażowana Open Doors – chrześcijańska organizacja non-profit wspierająca i monitorująca prześladowanych chrześcijan, zabrakło tylko WTS


Cytuj
Open Doors Rok założenia 1955

Open Doors – chrześcijańska organizacja non-profit wspierająca i monitorująca prześladowanych chrześcijan w 45 krajach w których są oni w jakiś sposób represjonowani. Jest ona także zaangażowana w dystrybucję Biblii, religijnej literatury i mediów oraz prowadzi szkolenia.

Od lipca 2010 jest rozwijany polski oddział Open Doors. W kwietniu 2011 została wydana książka brata Andrew "Boży Przemytnik" która jest międzynarodowym bestsellerem – autobiografią Brata Andrew, w której opowiada między innymi pierwszych przyjazdach do Polski i innych państw komunistycznych w latach 50.

Organizacja została założona w 1955 przez Holendra Andrew van der Bijl, znanego jako Brat Andrew, który postanowił przemycać Biblie do PRL. Brat Andrew następnie kontynuował przemyt Biblii i literatury do chrześcijan w ZSRR w czym pomogło mu zakupienie w 1957 Volkswagena Garbusa.

W 1981 milion tłumaczonej na chiński Biblii zostało przekazanych w wiosce Gazhou w Chinach, misji nadano kryptonim "Project Pearl". W 1988 dzięki reformom Głasnost w ZSRR Open Doors dostarczyło Rosyjskiej Cerkwi milion Biblii o łącznej wartości 2,5 mln. dolarów. Akcja była przeprowadzona przy wsparciu United Bible Societies.

Christian Today ogłosiło, że w 2003 organizacja przekazała 4 mln egzemplarzy Biblii oraz literatury religijnej dla prześladowanych chrześcijan, a także przeszkoliła 22 tys. duchownych i liderów religijnych. Zaś w 2008 Open Doors USA przekazało 3,9 mln. książek, w tym Biblii, głównie dla mieszkańców Centralnej Azji, Wietnamu, Bliskiego Wschodu i Afryki Subsaharyjskiej.

W lipcu 2007 organizacja posiadała biura w 27 krajach świata.

Opisanych tu faktów jasno wynika, że WTS nie był inicjatorem przemytu Biblii do krajów zakazu w tym i do ZSRR. Przemyt Biblii dla grup badackich w tym też dla ŚJ, był inicjatywa oddolną, grupy społecznościowej ŚJ i nigdy przez Centralę w Brooklynie, nie był finansowany
Mało tego jak wynika z wiarygodnych dokumentów, które są w posiadaniu Juliana Grzesika a które to opisałem w tym temacie, WTS przyczynił się do zaprzestania przemytu Biblii do ZSRR.

Cytuj
Cytat
HISTORIA RUCHU BADACZY PISMA ŚWIĘTEGO TOM III
JULIAN GRZESIK

W 1978 r. przyjechał M. Henschl i T. Jaracz.Tym razem złożyli oni kurtuazyjną wizytę w Urzędzie do Spraw Wyznań.Ciało Kierownicze poświęciło więcej uwagi dziełu w Polsce i zacieśniło więziz nadzorcami w całym kraju (…).

Jednocześnie dało się zaobserwować zmianę w postawie przedstawicieli rządu, którzy zaczęli bardziej tolerancyjnie odnosić się do nas i do naszej działalności.

Powyższą relację należy wzbogacić miarodajną informacją, która via Nowy Jork przeniknęła z za szczelnie zamkniętych drzwi gabinetu Urzędu Wyznań. Otóż w czasie tego spotkania doszło do wzajemnej ugody. Dwaj członkowie "Ciała" zobowiązali się powstrzymać przemyt Biblii rosyjskich do ZSRR. Niedługo potem funkcyjni nadzorcy na swoim terenie, w sposób skuteczniejszy jak radzieccy celnicy, położyli tamę dalszemu przewozowi Biblii na Wschód. Wydaje się, że wszystkie komentarze w tej sprawie wydają się zbędne. Dodać wszakże należy, że na pytanie w tej sprawie Ted Jaracz członek CK z pochodzenia Polak, również w Warszawie potwierdził wiarygodność powyższej relacji.

Jak był zorganizowany przemyt Biblii, można przeczytać w książce:


Cytuj
"Boży Przemytnik"
Br. Andrew oraz John i Elizabeth Sherill
 
Wydawca: Oficyna Wydawnicza Vocatio
Cytat

Brat Andrew w młodości przeżył piekło wojny w holenderskich Indochinach. Po tym doświadczeniu nawrócił się i został powołany przez Chrystusa do głoszenia Ewangelii w krajach, które stanowiły wówczas Związek Radziecki i jego imperium. Tak rozpoczyna się historia organizacji Open Doors.

"Boży Przemytnik" to pasjonująca autobiografia Brata Andrew, człowieka odważnego i niezwykłego.

Andrew wychował się w typowej holenderskiej wiosce jako syn kowala. W młodości przeżył piekło wojny w holenderskich Indochinach. Po tym doświadczeniu nawrócił się i został powołany przez Chrystusa do głoszenia Ewangelii w krajach, które stanowiły wówczas Związek Radziecki i jego imperium. W ten sposób, w Warszawie 1955 r. rozpoczęła się przygoda Brata Andrew, Bożego Przemytnika Biblii do państw komunistycznych, historia niepodobna do historii kogokolwiek z nas.

W upadku komunizmu wielką rolę odegrały czynniki gospodarcze i polityczne. Ale równie ważna była działalność garstki zwyczajnych ludzi, a początkowo nawet tylko jednego człowieka — którzy także mieli swój znaczący udział w zmianie biegu historii. O takim zwyczajnym człowieku mówi właśnie ta książka.

Książka tłumaczona na wiele języków i wznawiana 16 razy, stała się prawdziwym bestsellerem wśród literatury chrześcijańskiej.


Jaki był udział WTS w przemycie Biblii do ZSRR, przeczytamy w książce:

Julian Grzesik
BOŻY „PRZEMYTNICY”
PRZEMYT BIBLII DO ZSRR
Cytat
Cytuj
Szmuglerzy lubelscy dostarczając w ubiegłych latach wszelkimi sposobami Biblie do ZSRR baptystom, adwentystom,zielonoswiatkowcom, katolikom itp. dostrzegli, ż¬e najbardziej w po-żałowania godnym położeniu pod tym względem znajdowali się tamtejsi Świadkowie Jehowy.

O zaopatrzenie ich w Biblie nie troszczyła się centrala brooklynska, ani jej filiały europejskie. Postanowiono wiec w jakiś sposób pobudzić polskich Swiadków do przemytu Biblii.

W tym celu nawiązano kontakt z szeregowym wyznawca Swiadków w Lublinie, do którego skierowano kilka transportów Biblii, które następnie zostały rozwiezione od Jasła do Terespola, do przygranicznych osrodków wyznawców tej organizacji.

Na północy Polski, lublinianie umożliwili kontakt Janczukowi z okolic Hajnówki z Władysławem z Wolnych Badaczy z Białegostoku, za pośrednictwem którego odbierali Biblie tamtejsi Swiadkowie i poprzez maszynistów kolejowych dostarczali swym współwyznawcom w ZSRR.

Umożliwiono im równie¬ kontakty we Lwowie do odbioru i w Bukareszcie do zaopatrywania sie w Biblie w drodze powrotnej z Bułgarii, podobnie jak to czyniły inne grupy tranzytowe. Na granicy w Przemyslu kilku osobowej ekipie młodzież¬owej Swiadków skonfiskowano Biblie, co naprowadziło SB na slad lubelskiego Swiadka, współpracujacego w tym szmuglu, w trakcie rewizji znaleziono i skonfiskowano rosyjskie Biblie.

Równie¬ z nieprzewidzianej strony tak on, jak i aktywniejsi Swiadkowie w przerzucie Biblii zostali za swa działalnosc przez swych krajowych przywódców zganieni i powstrzymani od dalszej pracy na
tym odcinku.
Powstało podejrzenie, ż¬e którys z nich współpracuje z SB, choc jak zawsze organizacja ta zaprzecza, by miała jakikolwiek zwiazek z rzadami pochodzacymi od szatana.

Dopiero po wielu latach tajemnice te odsłonił jeden z wybitnych liderów Swiadków Jehowy z Nowego Jorku. Otó¬ ujawnił on, ż¬e w czasie pobytu w Polsce dwu członków tzw. „ciała kierowniczego” Towarzystwa Stra¬nicy, na konferencji w Warszawie, Urzad Wyznan wymógł na nich, aby powstrzymali swych wyznawców od szmuglu literatury do ZSRR.
Oczywiscie ta "przysługa" miała miejsce w ramach wzajemnosci. Trzeba z ubolewaniem powiedziec, że Brooklyn nadal nie tylko, ¬ nie dostarczał Biblii wyznawcom innych kosciołów, ale nie dba pod tym wzgledem także o swoich.

Wprawdzie, gdy po raz pierwszy władze radzieckie zezwoliły na przyjazd do Polski na krajowy zjazd kilku tysiacom Swiadków, dostali oni po jednej Biblii z apokryfami wydania katolickiego z Brukseli, które Brooklyn otrzymał darmo od misji.

Gdy jednak w 1990r. zorganizowano swiatowy zjazd członków w Warszawie, na który przyjechało z ZSRR kilkanascie tysiecy osób, zamiast Biblii dano im szeroko znana ksia-eczke-- elementarz "Od raju utraconego," Baszni - Straż¬nice i nieco traktatów. W dalszym ciagu Swiadkowie w ZSRR muszą sie zaopatrywac w Biblie na własna reke, płacac dosc słono za 1egz.. Biorac pod uwage obecny, tak korzystny czas dla masowego dostarczania Biblii do b. ZSRR, (co w pełni wykorzystuja inne koscioły
i ich misyjne agendy), postepowanie "ciała kierowniczego" z Brooklynu pod tym wzgledem jest ze wszech miar naganne.
Tytuł: Odp: Na początku był Olek… Zanim rzucę ten „kamień”, Dyskusja.
Wiadomość wysłana przez: gedeon w 21 Luty, 2016, 18:28
Zamieszczam fragment pracy magisterskiej  chor. Zygmunta Orysiaka.

Dokumenty pochodzą z zasobów IPN, pozyskanych na podstawie kwerendy naukowej BU Po III-55110-16(5)14.
Stanisław Chłościński.
Samowolne kopiowanie i upublicznianie dokumentów pod odpowiedzialnością karną zabronione.
Sygnatura IPN BU 001708/1722
 Chciałbym zwrócić uwagę na stronę 42 punkt 2. Sprawa dotyczy zakazu wywozu literatury do ZSRR.
Tytuł: Odp: Na początku był Olek… Zanim rzucę ten „kamień”, Dyskusja.
Wiadomość wysłana przez: gedeon w 21 Luty, 2016, 18:37
CDN dokumentów.

Dokumenty pochodzą z zasobów IPN, pozyskanych na podstawie kwerendy naukowej BU Po III-55110-16(5)14.
 Stanisław Chłościński
Samowolne kopiowanie i upublicznianie dokumentów pod odpowiedzialnością karną zabronione.
Sygnatura IPN BU 001708/1722

Tytuł: Odp: Na początku był Olek… Zanim rzucę ten „kamień”, Dyskusja.
Wiadomość wysłana przez: Skarbnik w 22 Luty, 2016, 07:50
Brawo Stanisław! Dobra robota.
Tytuł: Odp: Na początku był Olek… Zanim rzucę ten „kamień”, Dyskusja.
Wiadomość wysłana przez: Stanisław Klocek w 22 Luty, 2016, 13:19
Co znaczy zabronione jest upublicznianie, skoro to zrobiłeś?
Samowolne kopiowanie i upublicznianie dokumentów pod odpowiedzialnością karną zabronione.
Sygnatura IPN BU 001708/1722
Czy czasem to ograniczenie nie pochodzi jeszcze z czasów bezpieki (1956–1990)? Czy może zapomniano obecnie to ograniczenie usunąć? Czy nadal obowiązuje? Jeśli tak, to niby jaki byłby powód?
Tytuł: Odp: Na początku był Olek… Zanim rzucę ten „kamień”, Dyskusja.
Wiadomość wysłana przez: gedeon w 22 Luty, 2016, 13:28
Co znaczy zabronione jest upublicznianie, skoro to zrobiłeś?Czy czasem to ograniczenie nie pochodzi jeszcze z czasów bezpieki (1956–1990)? Czy może zapomniano obecnie to ograniczenie usunąć? Czy nadal obowiązuje? Jeśli tak, to niby jaki byłby powód?

Nie chodzi o to że te dokumenty są tajne, wszystkie dokumenty które są w zasobach IPN są jawne. Chodzi o to że dokumenty mogą być upubliczniane zgodnie z kwerendą naukową i tylko przez  osobę która taka kwerendę posiada.
Każdy dokument który zapotrzebuje ma swoja kontrolkę i jest wpis kto wykorzystywał te materiały i w jakim celu. Jeżeli robię skany to muszę każdy wykonany  skan opisać. Jeżeli bym publikował publicznie dokumenty bez wpisania w kontrolkę to muszę je zgodnie z prawem usunąć.

Natomiast jeżeli dokumenty skopiujemy na własny komputer tylko dla własnego użytku i nie będziemy ich upubliczniać to możemy to zrobić.
Tytuł: Odp: Na początku był Olek… Zanim rzucę ten „kamień”
Wiadomość wysłana przez: Nomadan w 22 Luty, 2016, 22:24
Wielkie dzieki bracie Lebioda, ze zadales sobie tyle trudu aby taka sterte materialu przerobic i podac do publicznej wiadomosci w formie przyswajalnej do strawienia lacznie z Twoimi przemysleniami, ktore uzupelnily smak tej "potrawy"odpowiednimi przyprawami!Pozostal jednak spory niedosyt w temacie.Gdzie i jak mozna dowiedziec sie cos wiecej o slabych duchowo braciach z komitetu "pietnastu"?Mam wrazenie, ze ocieralem sie o nich w swoim zyciu, a przynajmniej o paru z nich.Jestem glodny tej wiedzy. Czy ktos mi pomoze zajrzec pod  dywan,ktory przykrywa te sprawe?Jeszcze raz dziekuje bracie za strawe "w slusznym czasie" i serdecznie pozdrawiam!

Tytuł: Odp: Na początku był Olek… Zanim rzucę ten „kamień”, Dyskusja.
Wiadomość wysłana przez: Lebioda w 23 Luty, 2016, 05:22
Wielkie dzieki bracie Lebioda, ze zadales sobie tyle trudu aby taka sterte materialu przerobic i podac do publicznej wiadomosci w formie przyswajalnej do strawienia lacznie z Twoimi przemysleniami, ktore uzupelnily smak tej "potrawy"odpowiednimi przyprawami!Pozostal jednak spory niedosyt w temacie.Gdzie i jak mozna dowiedziec sie cos wiecej o slabych duchowo braciach z komitetu "pietnastu"?Mam wrazenie, ze ocieralem sie o nich w swoim zyciu, a przynajmniej o paru z nich.Jestem glodny tej wiedzy. Czy ktos mi pomoze zajrzec pod  dywan,ktory przykrywa te sprawe?Jeszcze raz dziekuje bracie za strawe "w slusznym czasie" i serdecznie pozdrawiam!

Wielka prośba do brata Nomady! Wszelkie opinie, dobre czy złe, proszę o zamieszczenie w tym sąsiednim przeznaczonym do tego celu dziale. Tyle dla Formalności! [M: Przeniosłem post Nomadana do tego wątku]

Teraz wracam do odpowiedzi na Twoją prośbę. Cała nasza wspólna praca z Gedeonem polega na ciągłym zaglądaniu pod dywan, a co tam zobaczymy, staramy się opowiedzieć. Następny cykl będzie dotyczył właśnie interesującego Ciebie tematu. Mam jednak do Ciebie pewną propozycję. Ponieważ piszesz, że prawdopodobnie „ocierałeś” się o niektóre postacie tu występujące, jest do Ciebie prośba, abyś nam coś o tych napisał. Wszystkie najdrobniejsze okoliczności są ważne, ponieważ z tych drobnostek powstają te opracowania, które Cię zachwycają. Przemyśl propozycję.
Tytuł: Odp: Na początku był Olek… Zanim rzucę ten „kamień”
Wiadomość wysłana przez: gangas w 15 Marzec, 2016, 22:14
Nie wiem za jasną cholere jak mam te pliki odnaleźć. Pomóżcie !!!! Swoją drogą ciekawy materiał
Tytuł: Odp: Na początku był Olek… Zanim rzucę ten „kamień”
Wiadomość wysłana przez: M w 15 Marzec, 2016, 23:29
Nie wiem za jasną cholere jak mam te pliki odnaleźć. Pomóżcie !!!! Swoją drogą ciekawy materiał

Które pliki? Nie widzisz załączników w postach gedeona powyżej?
Tytuł: Odp: Na początku był Olek… Zanim rzucę ten „kamień”, Dyskusja.
Wiadomość wysłana przez: gangas w 16 Marzec, 2016, 15:35
 Ten post jest przeniesiony z wątku Lebiody i prawdopodobnie tam są sygnatury podane bez załączonych plików. Tu wszystko działa ok. Zaczyna się bardzo ciekawie. Pamiętam zgromadzenie z 82' ale się wszyscy jarali wolnością.
Tytuł: Odp: Na początku był Olek… Zanim rzucę ten „kamień”, Dyskusja.
Wiadomość wysłana przez: Lebioda w 29 Marzec, 2016, 06:31
… i co nam zostało z tych lat?


Lebiodo, cały czas na bieżąco śledzę Twój wątek i co rusz przychodzą mi do głowy różne wnioski.
 
Jeden z nich jest taki, że tak naprawdę nic się nie zmienia - oprócz formy i przekazu. Za Twoich lat - że tak się wyrażę - Armagedon miał być na wyciągnięcie ręki i wszystkie znaki na niebie i na ziemi zdawały się potwierdzać, że bracia mają rację. O tym, że to był blef - wiemy. Dzisiaj Organizacja nauczona doświadczeniem unika podawania konkretnych dat - bardziej idzie w stronę umacniania wujków z CK jako wybranych przez samego Boga.
 
Ty reprezentowałeś pokolenie wojenne i wczesnopowojenne. Ja obserwuję ludzi dla których młodość przydała na okres zmian ustrojowych, młodość na początek lat 90-tych. Pamiętam te zachęty, że 'ostatek jest już na wymarciu, że pokolenie, że nie dożyjemy do końca XX w.'. Z perspektywy lat obserwuję ludzi, którzy w ciemno poszli za tym trendem - nie szli na studia, nie otwierali firm, nie budowali swoich pozycji, szukali często partnera 'na siłę', a wytężali się w dziele Pana: głosili,  budowali Sale, wyjeżdżali na tereny. Kiedyś o tym pisałem - jakiś czas temu wpadło mi w ręce zdjęcie z 92' albo z 93' ze spotkania dla młodych po niedzielnym zebraniu: ok. 30 uśmiechniętych osób. Jak udało mi się ustalić: ok. 15 osób od dawna w Organizacji nie ma. Ok. 10 osób jest SJ, ale schowali się pośród przeciętności - dzisiaj już są raczej zmęczeni życiem nie mając niekiedy 40 lat. 2 osobom udało się odnaleźć w strukturach WTS i błyszczą przy organizacji Zgromadzeń. Piszę o tym, żeby niejako spróbować zamknąć klamrą te dwa okresy pokolenia, które się ze sobą zazębiają   - Twojego i mojego.
 
Widzę natomiast następne pokolenie. Pokolenie TV.JW.ORG, pokolenie www.jw.org., pokolenie tabletu i pokolenie karty kredytowej przy pomocy której robi się przelew dla Organizacji. Moje subiektywne odczucie jest takie, że dzisiaj mniejszy nacisk kładzie się głoszenie, na wyjeżdżanie - większy na pieniądze, na budowanie i na...laicyzację. Dlaczego? Wystarczy przejrzeć książki i publikacje do studium. Kiedyś były to 'kobyły' w stylu OBJAWIENIE, gdzie przy pomocy cudownej iskierki magicznego natchnienia bracia w imieniu Boga objawiali i interpretowali wydarzenia na scenie polityczno - religijnej. Teraz tę książkę chowa się  w miejscach przeznaczonych dla lektur zakurzonych. W dobie poprawności doktrynalnej i Internetu wg mnie Organizacja doszła do wniosku, że lepiej wydawać i drukować bezpieczną papkę w postaci neutralnych książeczek i ewentualnie cały czas stymulować naród do wrzucania pieniędzy do skrzyneczek.
 
Ciekawym jest to, że piszę te słowa parę dni przed Pamiątką. Usłyszałem argument, że ciągły wzrost jest to niewątpliwy dowód na błogosławieństwo od Jehowy. Akurat tak się zdarzyło, że w parę dni wcześniej uczestniczyłem w spotkaniu, które jest tak potępiane wśród WTS - mądrość tego szkolenia pochodziła od 'mędrców tego świata, które dla Boga są głupotą'. W każdym razie jedno ze zdań, które usłyszałem brzmiało mniej więcej w taki sposób, że w promocji i rozwijaniu marki 'mniej ważnym jest produkt, jego cena, narzędzia marketingowe, a najważniejszym jest człowiek, jego zaangażowanie i determinacja'. Niby - oczywista prawda, nawet powiedziałbym: truizm z podręcznika dla akwizytorów. Ale przeniosłem sobie to zdanie, które wyrwałem trochę z kontekstu, na grunt kampanii pamiątkowej ŚJ. Organizacja ma:
1) markę i ideę rozwijaną przez ok. 100 lat,
2) produkt, który jest rozpoznawany na świecie,
3) cena, która na pierwszy rzut oka wynosi 0 zł = niezobowiązujące 1h spotkanie,
4) narzędzia - nadmiar zaproszeń, szkolenia podczas zebrań i ciągła motywacja,
5) ludzie - 8 mln darmowych kolporterów dla których to najważniejszy czas w roku.
Biorąc sobie pod uwagę powyższe: ŚJ chwalą się ponad 100% wyższa frekwencją niż jest regularnych członków Organizacji. Rzeczywiście - w procentach jest imponujący wynik, który może posłużyć jako znakomity argument wzmacniający wiarę. W liczbach bezwzględnych - na świecie jest ok. 7,3 miliarda ludzi, SJ - ok 8 mln. to daje niecałe 0,11% procenta, a na Pamiątce jest ~ 0,24% ludności świata. Czy na pewno Bóg błogosławi tej małej cząsteczce ludzi, a innych ma w innym nieuprzywilejowanym miejscu? Wnioski każdy sam sobie wyciągnie.
 
Lebiodo, mam nadzieję, że słowo 'koniec' zamykające Twój post tak naprawdę będzie oznaczało 'do zobaczenia w następnym odcinku', na który - chyba nie tylko ja - czekam z niecierpliwością.




… ano tyle nam zostało, że mamy o czym wspominać. Takie sentymentalne myśli przyszły mi do głowy po przeczytaniu wyrażonych wrażeń przez Czarnego Smoka. Wniosek jest tylko jeden: -romantyczna populacja Świadków Jehowy odchodzi. Wilhelm Leopold Scheider, był już ostatnim przedstawicielem tego prawdziwego zdrowego, świadkowskiego romantyzmu. On zdawał sobie sprawę, że bez niego, ta Organizacja już nigdy nie będzie taka sama. Jego przemyślane i kontrowersyjne kroki po 1956 roku zmierzały w kierunku utrzymania jej w tej jego zdaniem, nieskazitelnie-czystej postaci. Jeżeli obecnie z dystansu czasu spoglądamy z pewną dozą krytycyzmu, na tę znaną sylwetkę w polskim „Ruchu Badackim”, to mimo wielu popełnionych błędów, ta postać będzie jeszcze błyszczeć, ale coraz bardziej będzie się pokrywać patyną czasu, aż zostanie odstawiona w „zapomnienie”, tak jak wielu innych, których przywoływanie nie będzie już odpowiadać duchowi czasu Nowego Światła.


Zmiany pokoleniowe mają to do siebie, że niosą zawsze ze sobą przemiany ustrojowe, cokolwiek przez to rozumiemy. Każda taka przemiana rodzi ze sobą dysydentów w znaczeniu pozytywnym i równocześnie negatywnym, w zależności od indywidualnego podejścia i ukierunkowania własnego poglądu. Czarny Smok wyznaczył mi reprezentacyjną role pokolenia powojennego i wczesno powojennego. No, może być. Już wtedy żyło obok siebie pokolenie Rutherforda, ale i zwolenników antagonisty Johnsona, coś w rodzaju zwolenników Jezusa i Jana chrzciciela, czy też późniejszych Judeochrześcijan i Helenistów. W erze Pawłowej tych rozdźwięków przybywało i stawały się bardziej radykalne, ale łączyła ich jeszcze wspólna wiara w tego samego Boga Jahwe i jego zbawienie i co dość ważne, spotykali się w tej samej synagodze. Późniejsze rozdźwięki i schizmy, były tylko dalszym ciągiem wewnętrznym i ukierunkowanym w zależności od jakiegoś nowocześniejszego „Apostoła Pawła” mającego, może nie bezpośredni, ale duchowy kontakt z tronem bożym.


Organizacja Świadków Jehowy, stała się jednym z wielu tych pretendujących do „prawdziwego” zbawienia, ale nie mogła się ustrzec tych ewolucyjnych następstw przynależnych ludziom myślącym. W moim powojennym pokoleniu widok Armagedonu rzeczywiście był już na wyciągnięcie ręki, zmniejszająca się liczba pomazańców miała być tym gwarantem. Każdy z nas sług obwodów, na odprawę w okręgu, zabierał ze sobą kalkę techniczną, ponieważ na każdej odprawie był jakiś wizualny „plakat” przedstawiający bliski koniec tego systemu rzeczy. Trzeba było tylko odrysować na kalce i ruszyć po zborach, aby nieść światło prawdy i pokrzepienie dla głosicieli. Jeden z tych plakatów przedstawiał czas za pięć dwunasta. Myśmy w tę pięciominutową bliskość wierzyli i z taką wiarą, też tę kalkową wizję przekazywali. Nie bez powodu wspominam ten plakatowy szał. To miało działać na naszą wrażliwość w celu uzyskiwania więcej godzin, a szczególnie chodziło o wzrost upragnionych głosicieli, których tam gdzieś wyżej ciągle do statystyk brakowało.


Ten chocholi taniec z Armagedonem w tle, przetrwał do lat późniejszych, ale już w bardziej śmiałym wymiarze, objazdowi bracia podstawiali swoje dłonie pod uprawę kaktusów. Wymownym przykładem tego, jak i gdzie, rodziły się te budujące wieści wynika z listu Stanisława Rejdycha w skierowanym do Sługi Oddziału w Polsce, w celu wyjaśnienia źródła pochodzenia pogłoski jakoby Armagedon się już był rozpoczął. Jako pierwszy, tę pogłoskę w swoim okręgu rozgłaszał sługa okręgu ( z resztą osobiście przeze mnie lubiany) Mieczysław Cyrański, a jej źródłem pochodzenia miał być Brooklyn. Rejdych zwrócił się do swojego pryncypała, o potwierdzenie, lub zaprzeczenie źródła pochodzenia tej famy. Ostatecznie jego ciekawość okazała się większym grzechem, niż rozgłaszanie nieprawdy. Upragniony wzrost miał być celem, a środki służące do tego celu, to tylko narzędzia, które odkłada się po skończonym zadaniu. Jeżeli członek ścisłego kierownictwa S. Rejdych tego nie rozumiał, jego miejsce musiało być po za Organizacją jako wybrakowany odpad po produkcyjny.


Ostatecznie Armagedon schowano do lamusa na czas bardziej odpowiedni, a ostatek? Ten, rozpoczął się powiększać przez pączkowanie.(?) Współczesna populacja Świadków Jehowy nie zadaje swoim nadzorcom niebudujących pytań z poprzedniego okresu, a tych, znających ten okres z autopsji -mechanicznie odstawiono, lub uciszyła ich po prostu nieubłagana przyroda.


Współczesny wizerunek głosiciela królestwa, to stojakowi z logo >Jw.Org < i „pamiątkową” Strażnicą  >Dlaczego Jezus cierpiał i umarł<  Czy do tych hermetycznych stojakowych wychowanych na wiadomościach z >Rocznika 1994< coś przemówi? Na razie obraz odwróconej żony Lota jeszcze nie pozwala, ale zdjęcie z początkowych lat 90-tych ub. wieku, o którym wspomina Czarny Smok, jest wymowne.
Tytuł: Odp: Na początku był Olek… Zanim rzucę ten „kamień”, Dyskusja.
Wiadomość wysłana przez: M w 25 Lipiec, 2016, 10:03
A tak już po napisaniu powyższego, zastanawiam się -skąd w Biurze Oddziału pojawili się „bracia prawnicy”. Jeżeli mnie pamięć nie myli, pobieranie wiedzy innej niż strażnicowej, zawsze należało do marnowania cennego czasu tuż przed zbliżającym się końcem tego systemu rzeczy. Czyżby dla wybrańców obowiązuje już Nowe Światło z Warwick?

Sami ich szkolą. Przynajmniej dwa razy się do tego przyznali, że posłali ludzi z Biura Oddziału na studia prawnicze i opłacili im je.
Tytuł: Odp: Na początku był Olek… Zanim rzucę ten „kamień”, Dyskusja.
Wiadomość wysłana przez: Lebioda w 06 Sierpień, 2016, 05:33
Ten poniższy post potraktowałem jako dalszy ciąg dyskusji po lekturze >„Meandry – ciąg dalszy, czyli im gorzej tym lepiej<, a konkretniej, o dopisany > „Postscriptum”. „M” odpowiedział skąd się wzięli prawnicy w polskim Oddziale Organizacji Św. J. Odpowiedź ta zainspirowała mnie do napisania następnego postu, w tej samej materii, ale już wsparty bardzo ciekawą wypowiedzią znanego Forumowicza - „Adama”. Aby nic nie uronić z tych wypowiedzi, poniżej zamieszczam ten post w całości.

> „No cóż, żadna poważna organizacja nie może poprawnie funkcjonować bez prawników. Towarzystwo " Strażnica" od początku korzystało z ich pomocy, gdyż albo występowało w roli oskarżonego albo musiało podawać do sądu innych. Zatem tego punktu, skąd w biurze oddziału pojawili się prawnicy nie muszę nikomu uzasadniać. Jeśli chodzi o potyczki i starcia wewnętrzne, to detale są interesujące, ale zasada stara jak świat. Są one nie do uniknięcia w jakiejkolwiek organizacji na świecie. Chodzi tylko o to, by przybierały one cywilizowaną formę i prowadziły organizację we właściwym kierunku. Ten kierunek w przypadku świadków Jehowy był dobry, jeśli rzecz się ujmie z dłuższej perspektywy czasowej. Błędy po drodze  były jednak nie do uniknięcia. Tylko ten nie popełnia błędów, co nic nie robi. Podstawowym  błędem były próby ustalania czasu końca  tego systemu rzeczy z góry skazane na porażkę, chociaż wiara w jego bliskość była prawidłowa i nie jest ona osobliwością tylko świadków Jehowy. Dawały one tymczasowy, długotrwały wzrost  i podnosiły gorliwość SJ, ale ich niespełnienie owocuje już widocznym gołym okiem zastojem i obniżeniem morale wyznawców. Na razie mają szczęście, że nie doszło do masowego odpływu członków. Potrzeba ich stopniowo  przygotować teologicznie na to, że ten okres może być znacznie dłuższy od tego, jakiego się teraz spodziewają i wykazać im, że ta pomyłka dotycząca pokolenia roku 1914 da się pogodzić jednocześnie  z byciem organizacją Bożą.  Świadkowie Jehowy na tle innych wyznań powinni się wyróżniać przygotowaniem do nadchodzącego Armagedonu. Zatem w swoim nauczaniu i działaniu powinni obecnie położyć nacisk na ten właśnie punkt.” <

> „postscriptum
A tak już po napisaniu powyższego, zastanawiam się -skąd w Biurze Oddziału pojawili się „bracia prawnicy”. Jeżeli mnie pamięć nie myli, pobieranie wiedzy innej niż strażnicowej, zawsze należało do marnowania cennego czasu tuż przed zbliżającym się końcem tego systemu rzeczy. Czyżby dla wybrańców obowiązuje już Nowe Światło z Warwick?”

„Kufajkowi w gumiakach” i ich następcy w … !


Ten zapis w postscriptum, został przez mnie napisany trochę z przekory i trochę prowokacyjnie. Forumowicz „Adam” zareagował dość jednoznacznie. Podzielam to stwierdzenie. Powiem więcej, żadna poważna organizacja (niepoważna też), nie może obejść się nie tylko bez prawnika, ale też bez operatywnego ekonomisty, księgowego i menadżera. Nie wyobrażam sobie, aby centralny zarząd np. w Nowym Jorku obywał się bez tych specjalistów. Problemem Organizacji Świadków Jehowy, polega na zupełnie czym innym. Oficjalni przedstawiciele Zarządu np. w Polsce, bo tylko tu mogę się wypowiadać, słowo „komercjalny” i w każdej odmianie tego słowa, zawsze od kiedy zetknąłem się z Organizacją, było rozumiane w znaczeniu ujemnym jako zło związane z Szatanem Diabłem. To samo dotyczyło osób wykonujących te zadania. W biurze „Betel” w Łodzi, do roku 1950, też te stanowiska istniały, pomimo że oficjalnie nie funkcjonowały w takiej obiegowej formie.

O głównym księgowym, pełniącym obowiązki ekonomisty Biura, pisałem już w poście zatytułowanym: „ Z podszeptu Szatana” w podtytule „przymglony wizerunek Organizacji”. Nie będę tu przywracał opisanych tam zdarzeń, przypomnę jedynie nazwisko księgowego lub jak kto woli ekonoma, był nim niejaki Iwański imienia mi nieznanego. Najprawdopodobniej nie będącego nawet stricte betelczykiem, ale też nie znanym większości świadkowskiej populacji. Przy jego bezpośrednim udziale, doszło do niefortunnej z punktu ówczesnego prawa manipulacji finansowej. O szczegóły proszę sięgnąć do wyżej podanych tytułów. Nigdy nie wyraziłem się negatywnie o zaistniałej transakcji, ponieważ uważałem i uważam nadal, że kierunek działania w rozumieniu ogólnym, był komercyjnie uzasadniony i korzystny dla Organizacji, mimo że koniec tej akcji był niefortunny, ale to już podlega innej ocenie.

Gorzej było w wymiarze prawnym. Nie znałem nikogo odpowiedzialnego za ten dział, a jeżeli bym miał sugerować, to widziałbym jedynie Wilhelma. Scheidera i Harolda Abta. To jedyne osoby z wykształceniem ponad podstawowym, którzy mieli pojęcie o funkcjonującym prawie. Jeżeli byli inni, to o tych nic nie wiem, amatorsko mógł się obracać jedynie Edward Kwiatosz pełniący oficjalnie obowiązki Prezesa Biura Oddziału w Polsce. Czy Biuro Oddziału w Łodzi, korzystało z porad prawnych z poza tego otoczenia, nie jest mi nic wiadome. Tego typu operacje nie były nagłaśniane. W roku 1949, było zwołane specjalne nieoficjalne zebranie dla aktywniejszych sług w Obwodzie (pewnie takie spotkania były w całym kraju), na którym byłem obecny. Specjalny, nieznany mi z imienia i nazwiska brat, wygłosił wykład dotyczący przysługujących (w kontekście wyznawców Św. .J) obywatelowi w Polsce praw. Nie były to cytowane konkretne zapisy z odpowiedniego kodeksu, lecz raczej omawiane „prawidłowe zachowanie” się wobec funkcjonariusza państwowego, a raczej udzielanie wymijających odpowiedzi. Po raz drugi z takim instruktarzem, spotkałem się na kursie dla sług obwodów, wygłoszonym przez brata „Jakuba” - Stanisława Rejdycha. Te „porady prawne” miały – (dla mnie przynajmniej), bardziej znaczenie psychologiczne niż praktyczne. W myśl jakiegoś bliżej nieokreślonego prawa, byliśmy podobno ambasadorami Nowego Świat - Królestwa Bożego, którym przysługiwał specjalny status ..., pewnie dyplomatyczny, bo jakiż by inny. Na szczęście w zetknięciu, ze strażnikami ówczesnego prawa, nigdy nie posługiwałem się tego rodzaju wybiegami. Już wtedy miałem przeświadczenie, że ten „przywilej” mógł mnie dowartościować tylko wśród zborowej populacji i nic poza tym.

Z każdym rokiem od tamtego czasu, potrzeba znajomości prawa, stawała się koniecznością, gdy chce się kierować korporacją jakim jest Organizacja. Nie byłoby w tym nić nadzwyczajnego, bo tak jak przedstawia to Adam, „-Zatem tego punktu, skąd w biurze oddziału pojawili się prawnicy nie muszę nikomu uzasadniać”. Na pewno, że nie, pod warunkiem, że tak jak w każdym innym przedsiębiorstwie, o potrzebie korzystania z porad prawnika, wie każdy najniżej stojący pracownik, jeżeli o tym chce wiedzieć -oczywiście. Za mojej bytności, w Organizacji, wszelkie tego typu potrzeby, załatwiało się przez modlitwę i oddanie się w opiekę Jehowie. Jaka jest w tym ujma dla Organizacji jeżeli normalny głosiciel poznałby całą strukturę zarządzania. Poznałby system finansowania, - dochody i rozchody. Nie byłoby zdrożnością, gdyby każdy członek Organizacji poznał Statut, w tym swoje prawa i obowiązki. Nie będę wymieniał wszystkich szczegółów, ale wystarczy, aby populacja zborowa była szczegółowo informowana np. specjalnym biuletynem. Pewnie, że jedni by wnikali w takie szczegóły inni nie, ale nie byłoby zaskoczenia, że w Organizacji na szczeblu zarządzania muszą być też osoby z wyższym wykształceniem, które muszą się szkolić na świeckich uczelniach. Po co ukrywać ten szczegół, jeżeli zgodnie z tym co twierdzi „Adam” - >„żadna poważna organizacja nie może poprawnie funkcjonować bez prawników”<. Zgoda! Tylko dlaczego ja dowiaduję się tylnymi drzwiami – w tym przypadku od Forumowicza o niku „M”, że ci dwaj prawnicy z polskiego Oddziału otrzymali „dyspensę” i opłatę kosztów na ukończenie studiów, gdy tymczasem dla zwykłego zjadacza chleba, lub czytelnika Strażnicy -jak kto woli, indywidualnie na swój własny koszt i „ryzyko”, studia uniwersyteckie dla jego kondycji duchowej, muszą być szkodliwe? Być pionierem w tym samym okresie bez zawodu, jest zaletą, ponieważ właściwie spożytkował ten krótki czas tuż przed Armagedonem.

A pro po tej zalety jaką daje pełno czasowa służba pionierska, doświadczyłem na samym sobie. Pominę ten szczegół, że Armagedon, jego bliskość w którą wierzyłem, tudzież głosiłem i przekazywałem innym, spalił na panewce. Niema to jednak znaczenia w tym sensie, że wkład pracy, w tym pracy pełno czasowej jaki włożyłem na przestrzeni około sześciu lat, tudzież trzy razy byłem aresztowany, w tym ponad dwa i pół roku odsiadki w więzieniu jako Świadek Jehowy. Tego nie można wyrzucić gdzieś w niebyt. Cząstka tego mojego okresu, stała się też częścią udziału w tej polskiej Organizacji Świadków Jehowy. Wyrzucenie mnie po za nawias Organizacji, niczym nie uszczupla mojego lepszego czy gorszego wkładu. Ten mój okres jest faktem. Zachodzi bardzo istotne pytanie! Czy nadarzyńska Korporacja Świadków Jehowy w Polsce, byłaby skłonna uznać ten mój okres i potwierdzić ten stan faktyczny?

I tu, mój Bracie Adamie -mamy odpowiedź po co Organizacji są potrzebni dobrzy prawnicy! Ilu lebiodopodobnym można, stanowczo dać odpór w bardzo grzeczny sposób. Wystarczy tylko zażądać przedłożenia odpowiednich dokumentów potwierdzających kwestionowany okres. No i co? Po prostu klapa. Dokumentów żadnych nie przedstawię bo nikt takich dokumentów nie produkował. Świadków nie przedstawię, bo brata Olka nie ma, tudzież J.Lorka, T. Hodary, W. Szklarzewicza, czy M. Cyrańskiego. Innych nie wiem gdzie szukać, ani kogo szukać, jeżeli nie znałem nazwiska ani prawdziwego imienia, bo posługiwaliśmy się pseudonimami. Cóż jeżeli byłem więziony, to nawet na podstawie posiadanych dokumentów z pobytu w zakładzie karnym, nie mogę nic udowodnić, ponieważ oprócz odpowiednich paragrafów za co byłem skazany nie ma żadnej wzmianki, że miało to jakikolwiek związek z moją wyznawaną wtedy religią. Sądy w tamtym czasie bardzo przestrzegały aby w dokumentach skazanego wpisać paragraf konkretnego czynu, nigdy nie łączono tego z wyznawaną religią. Każdy prawnik podważy taki urzędowy dokument w bardzo  „cywilizowany”  sposób, jak określiłby Adam ten prawniczy wybieg.

Jest teoretycznie inny wariant, gdzie niczego nie musiałbym nikomu nic udowadniać i w całej rozciągłości uznano by mój udział w pracy dla Organizacji, ale tak samo zupełnie nie skuteczny jak ten pierwszy. Mógłbym udawać bardzo załamanego byłego brata, kiedyś zabłąkanego. Przyznałbym się do popełnionego grzechu przeciw Organizacji, ale teraz jak marnotrawny syn powracający na łono Ojca. Założono by mi studium w domu, pewnie robiłbym postępy, na sali Królestwa siadałbym na ostatniej ławce, z pokorą przyjąłbym wszystkie upokorzenia. Starszym opowiedziałbym wszystkie moje grzechy, które mi ciążyły, ale teraz zrozumiałem swój błąd i prosiłbym ze łzami o ponowne przyjęcie. Bracia rozważyliby moją trudną sprawę, ale od czego jest wybaczanie grzesznikowi. Tylko, że wybaczyć znaczy zapomnieć, to znaczy nie wracać i nie domagać się niczego więcej, przynajmniej od Organizacji. W najlepszym dla mnie przypadku, to morda w kubeł o mojej przeszłości!

Na zakończenie chciałbym wyjaśnić, o co Lebiodzie i tym lebiodopodobnym pieniaczom chodzi. Nikt i nic nam służącym w okresie zakazu tego oddanego Organizacji czasu nie wróci, co nie znaczy, że nic się nie stało (modne obecnie sportowe zawołanie). Dla jednych, ten okres spędzony w pełno czasowej służbie był tylko epizodem, może przygodą lepiej czy gorzej wykorzystaną. Dla innych, jest to część własnego życiorysu, z którym nie wiadomo co zrobić. Takim typowo tragicznym przykładem jest znany nam z imienia i nazwiska brat „Sławek” - „Kłos”, opisanym w „Trzy wcielenia boga Wisznu”, ale takich przykładów było więcej. Akurat te powyższe przykłady, są najbardziej tragiczne, ale też były! Ja mam problem z zagospodarowaniem dziewięciu lat mojego życiorysu. Od roku 1949, byłem do dyspozycji w Organizacji, tymczasem moi koledzy i rówieśnicy szkolni zdobywali zawody lub uczyli się w szkołach ponadpodstawowych. W tym samym czasie, ja osobiście stawiałem sprawy Królestwa Bożego na pierwszym miejscu, i po drodze zaliczyłem dwa aresztowania. Po roku 1950-tym, do maja 1957 pełno czasowo dla Organizacji, w tym ponad dwa lata odsiadki. W podobnej sytuacji znalazło się wielu moich współbraci, dla których Organizacja nie poczuwa się do żadnej odpowiedzialności, nawet chociażby werbalnym uznaniem ich wkładu. Każdy z nas z tym swoim problemem pozostał sam.

Jeżeli dla współczesnego pokolenia, nawet już odstępców, to o czym tu piszę jest tylko przysłowiowym czepianiem się jak rzep psiego ogona, to przykładowo dla mnie, ale też dla tych moich współbraci, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji, był problemem adaptacyjnym do nowego środowiska. Pominę tu zwykłe środowisko międzyludzkie. Poważniejszym był problem na styku twojego życiorysu i zatrudnienia. Jeżeli (po tej wspaniałej służbie dla Organizacji) chciałeś się zatrudnić w Państwowym Gospodarstwie Rolnym lub budownictwie w charakterze pracownika niewykwalifikowanego, nikt ciebie nie pytał skąd ty się wziąłeś i co robiłeś do tej pory. Mój problem rozpoczął się dopiero, gdy starałem się o przyjęcie mnie do pracy na PKP. To, że nie posiadałem żadnych kwalifikacji, nie stanowiło jeszcze problemu, bo ten mankament mogłem tu świetnie uzupełnić. Musiałem jednak wyłożyć rączki na stół i powiedzieć skąd ja się wziąłem. Że posiadałem już zaświadczenie pracy z PGR i w budownictwie, to był jakiś atut, ale co robiłeś przedtem? No i tu, klapa! Ponad dwa lata siedziałeś w pace, a to już poważna ujma. Chcesz być pracownikiem kolejowym, a siedziałeś bo nie chciałeś służyć w wojsku, gdy tymczasem kolej należała do przedsiębiorstwa strategicznego i w każdej chwili może być zmilitaryzowana. Wyrok wydany przez Sąd Wojskowy, ciążył mi przez równe dziesięć lat. Dopiero w maju 1967 roku, mogłem się ubiegać o zatarcie kary. Od tej chwili miałem już możliwość wykonywania odpowiedzialnych funkcji, a tym samym awansować na wyżej płatne stanowiska.

W sumie, w związku z Organizacją, dwie dekady lat powinienem wliczyć w koszty, na poczet poniesionych strat stricte materialnych. Nieoszacowane są straty psychiczne, których nie sposób wyliczyć i na nic przeliczyć. Z tym urazem trzeba żyć. Jak by nie było, na łamach broszury „paście owieczki moje” zaliczony jestem do tych pieniaczy, chciwych i pazernych przed, którymi Organizacja musi teraz bronić swojego honoru. Nie byłoby w tym nic zdrożnego, ponieważ jak stwierdziłeś Adamie, Organizacja należy do tych poważnych instytucji, a błędy...? No cóż...! Oto Twoje wyjaśnienie zresztą uważam, że słuszne: >-” Błędy po drodze były jednak nie do uniknięcia. Tylko ten nie popełnia błędów, co nic nie robi.” < Trudno się z Tobą nie zgodzić, ale jeżeli już, to poważna instytucja, Organizacja też, naprawia swoje błędy i nie wypiera się swoich byłych budowniczych, nie wystawia straży przedniej w postaci prawników, aby ją bronić przed swoimi niegdysiejszymi budowlańcami pracujących wtedy w „rozmokłym gruncie w gumiakach i kufajkach!” Pewnie współczesny Nadzorca Obwodu spoglądający przez szyby swojego kazionnego samochodu, ze wstrętem omija tych swoich „kufajkowych” poprzedników jeżeli jeszcze gdzieś na obrzeżach Organizacji się walają. Adamie! Niestrudzony obrońco nieskazitelności warwickiej korporacji - zapewniam Ciebie, w tym również nadarzyński Oddział w Polsce, że nie wyciągnę mojego odstępczego brudnego łapska, o finansową rekompensatę. Miałbym na sumieniu tych wszystkich naiwnie, ale szczerze wierzących w bliskie zbawienie, którzy musieli by się na to złożyć.

Jeżeli Organizacja jest naprawdę poważną organizacją, za którą tak bardzo optujesz, mam nadziej, że przypomni sobie o tych „kufajkowych” budowniczych, których tak beztrosko się pozbywała wysyłając ich do Filistynów. Może odważy się wspomnieć, że tacy też kiedyś byli, a co istotne, wtedy byli potrzebni!

Tytuł: Odp: Na początku był Olek… Zanim rzucę ten „kamień”, Dyskusja.
Wiadomość wysłana przez: Lebioda w 14 Sierpień, 2016, 06:04
Na powyższy temat jaki napisałem zatytułowanym: > „Kufajkowi w gumiakach i ich następcy w … !” otrzymałem od mojego nieugiętego obrońcy pryncypiów Organizacji -Adama, następującą dobrą poradę:


>Taktyka organizacji polegała na ukazywaniu pozytywnych przykładów osób, które przetrwały różne próby i które w organizacji pozostały do końca swych dni wierni i lojalni. Sama Biblia mówi, że tylko ten otrzyma nagrodę, kto wytrwa do końca swojego biegu po życie wieczne. Fakt, że niektóre osoby na wysokich stanowiskach odeszły z organizacji nie jest tym, czemu ona chciałaby nadać rozgłos. Ty również możesz nadal  powrócić do organizacji, ale jak sam zauważyłeś, na takich zasadach, że będziesz będziesz milczał na temat swojej przeszłości w tej organizacji. Po prostu musiałbyś startować od punktu zerowego jako osoba bez przeszłości organizacyjnej. Przeszłość, jak to mówią filozofowie, jest martwa, więc po co się nią przejmować? Ty powinieneś być zorientowany  przyszłościowo. A historia niech posłuży jako nauczycielka życia! Przede wszystkim warto przeanalizować, co fakty historyczne mówią o organizacji i jej boskim posłannictwie i jak w tym wszystkim odróżnić element ludzki od boskiego. Czy niedoskonałość niektórych ludzi z organizacji jest czymś wyjątkowym na tle niedoskonałości ludzi z innych religii,  szczególnie ich przywódców? Czy można znaleźć jakieś przesłanki do wiary, że nad organizacją czuwała Boża opatrzność i prowadziła ją we właściwym kierunku?  Ale prawidłowe odpowiedzi mogą dać tylko ludzie głębokiej wiary, bo zwykły historyk może nam ukazać podstawowe fakty i próbować je zinterpretować przy pomocy metod historycznych. Jednak zbór ze względu na występujący w nim pierwiastek nadprzyrodzony nie może być kompletnie przeanalizowany przy pomocy metody historycznej, lecz wymaga też zastosowania narzędzi teologicznych. <


… czyli powrót do źródeł ?

Nie wiem czy chodzi o wszystkich moich bliźnich, ale jakoś w ostatnim czasie zauważyłem, że stałem się dla niektórych człowiekiem szczególnej troski. Otrzymuję telefoniczne powiadomienie, że komuś bardzo zależy na moim zdrowiu i długowieczności, a reszta to już leży w moich rękach, co raczej należy rozumieć, że w mojej kieszeni. Wystarczy tylko nabyć za odpowiednią cenę odpowiedni medykament, czy inny jakiś gadżet, a resztę życia będę zdrów jak za pierwszej mojej młodości. Żeby chodziło tylko o moje zdrowie, to nawet jeżeli ktoś mi życzy zdrowia, jest mi już jakoś lżej. Ostatnio rozdzwonił się mój telefon, taki zwykły -komórkowy jakich wielu jest posiadaczami. Firmy wszelkich maści różnych dostarczycieli, chcą mnie przekonać, że tylko u tych jedynych będę najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi jeżeli tylko u nich podpiszę cyrograf – przepraszam abonament na ich usługi. Czyż nie mogę dostać zawrotu głowy z samego szczęścia, tylu ludzi nawet mi nieznajomych, a życzliwych?

Bardzo przepraszam Ciebie Adamie, za bardzo pouczające myśli, które zawarłeś w skierowanym do mnie poście, a ja zamiast przejść od razu do rzeczy opowiadam o tym, kto do mnie wydzwania, myśli o moim zdrowiu i przedstawia mi najlepszą ofertę telefoniczną. Do telefonii komórkowej jeszcze wrócę, ale puki co, teraz zastanawia mnie Twój wpis dotyczące wewnętrznej taktyki w Organizacji, a jak mniemam, mnie dotyczący. Oto jeden z nich:

>Taktyka organizacji polegała na ukazywaniu pozytywnych przykładów osób, które przetrwały różne próby i które w organizacji pozostały do końca swych dni wierni i lojalni<

Przypomniało mi się takie powiedzenie, chyba w wydaniu nazistów jak sobie przypominam, że zwycięzców nikt sądził nie będzie. Zwycięstwo zatem, daje przyzwolenie na każde okrucieństwo bez ponoszenia odpowiedzialności. Inną maksymę o czym już wspomniałem w innym kontekście, usłyszałem w wydaniu „Sławka” mojego współbrata z okresu naszych trudnych konspiracyjnych wojaży. > Jeżeli coś robisz nawet zupełnie dobrze, ale to nie przynosi oczekiwanych efektów, robisz to źle<. Obaj znaleźliśmy się poza Organizacją z wilczym biletem. Ciekawostką zostaję to, że rozdający te wilcze bilety, w określonym czasie stali się również ich posiadaczami. Tu właśnie tkwi sedno, o czym twierdzisz, cytuję poniżej:

>Fakt, że niektóre osoby na wysokich stanowiskach odeszły z organizacji nie jest tym, czemu ona chciałaby nadać rozgłos. <

Trudno się z Tobą nie zgodzić i twierdzić inaczej. Tym samym potwierdzasz fakt, że warwicka Organizacja niczym nie odbiega od tych korporacji, których ta, uważa za fałszywe, co w efekcie do takich samych należy, ale chwalić się tym, nawet we własnym gronie nie wypada. Twój filozoficzny wywód, którym chciałbyś mnie przekonać o mojej małostkowości i nie tylko mojej przeszłości, może posłużyć tylko tym, którzy dopiero życie organizacyjne mają przed sobą. Lebiodopodobnym, ten wywód filozoficzny już nie pomoże, ponieważ jego skutki myślowe jak i trwałe piętno, zostało im wypalone na części ciała, zaczynające się niżej kręgosłupa, ponieważ ta część ciała przyjęła skutki, za źle wykorzystane szare komórki będące boskim elementem głowy każdego ludzkiego osobnika. Twój sposób przekazywanych myśli ukierunkowuje mnie na mało skomplikowany sposób założenia sobie kubła na głowę i chodzić w nim aż do całkowitego wyprania pamięci z mojego mózgu. Dziękuję Ci Adamie za ten eschatologiczny wywód dobrych rad. Ale ludzi z głęboką wiarą i ich podpowiedzi, omijam szerokim łukiem. Wierzyłem niegdyś w ich prawidłowe odpowiedzi, jednak później przekonałem się, że były nieprawdziwe. Jeżeli miałbym przybrać postać marnotrawnego syna, to nigdy z mordą w kuble! Biorąc poważnie Twoją b. dobrą radę, oto co mi podpowiadasz:

> „Sama Biblia mówi, że tylko ten otrzyma nagrodę, kto wytrwa do końca swojego biegu po życie wieczne” <

Przyjmuję tę maksymę ponieważ bardzo mi odpowiada. Zauważ, że to biblijne stwierdzenie, nie wyróżnia tylko jednego z imienia i nazwiska „operatora” sprzedającego ten końcowy efekt, ale przyzwala innym świadczyć taką usługę. Podobnie jak operatorzy świadczeń telefonii komórkowej, każdy zachęca do swojej usługi, a efekt jest identyczny -możliwość rozmowy przez telefon, z możliwością skorzystania z różnych form osobistych udogodnień, tzw bonusów. Jak na dzień dzisiejszy, na dostarczyciela „życia wiecznego”, wybrałbym katolickiego papieża Franciszka! A dlaczego by nie? Nikomu kubła na głowę nie zakłada. Nie zabrania krytyki, nawet skierowanej przeciw jemu samemu. Od historycznych zaszłości niczym się nie zasłania. Swoich adwersarzy do diabła nie wysyła i podaniem im ręki się nie brzydzi. A co najważniejsze, na co zwróciłeś mi uwagę, a czego osobiście zaprzeczyć Tobie nie wypada, to to, że > „narzędzi teologicznych” < też mu nie brakuje! Mówiąc to bardziej wzniośle, a obecnie bardzo modnym powiedzeniem, byłby to powrót do źródła!
Tytuł: Odp: Na początku był Olek… Zanim rzucę ten „kamień”, Dyskusja.
Wiadomość wysłana przez: accurate w 14 Sierpień, 2016, 08:08
Na wstępie dziękuję za historię  i szacunek dla Ciebie , tak w całości i w ogóle 8-) .
 To  mógłby być elementarz nie tylko dla Świadków , Katolików , i ludzi różnych systemów religijnych , ale te dla wszystkich tzw. Młodych  i nie tylko młodych , ludzi szukających gniewnych  i szczerych .

Co do Wpisu .


Na powyższy temat jaki napisałem zatytułowanym: > „Kufajkowi w gumiakach i ich następcy w … !” otrzymałem od mojego nieugiętego obrońcy pryncypiów Organizacji -Adama, następującą dobrą poradę:


>Taktyka organizacji polegała na ukazywaniu pozytywnych przykładów osób, które przetrwały różne próby i które w organizacji pozostały do końca swych dni wierni i lojalni. ..................

....................A historia niech posłuży jako nauczycielka życia! Przede wszystkim warto przeanalizować, co fakty historyczne mówią o organizacji i jej boskim posłannictwie i jak w tym wszystkim odróżnić element ludzki od boskiego......................

.........................>Taktyka organizacji polegała na ukazywaniu pozytywnych przykładów osób, które przetrwały różne próby i które w organizacji pozostały do końca swych dni wierni i lojalni<



I tu  Lebiodo mam przymus podać cechę wspólną ale i drobną różnicę między optymistą a pesymistą  ,pasuje bardzo także do tych co są w środku organizacji .
OPTYMISTA I PESYMISTA , JAKO LUDZIE MAJĄ PODOBNE PROBLEMY,TROSKI ,RODZINY ,DOŚWIADCZENIA ŻYCIOWE ,OSOBISTE ,ZAWODOWE , CZASEM I RELIGIJNE , WIĘC NORMALNI LUDZIE .OBYDWAJ W SUMIE  STARAJĄ SIĘ MYŚLEĆ O ŻYCIU POZYTYWNIE I UWAŻAJĄ PODOBNIE ,ŻE   ŻYCIE STOI PRZED NIMI OTWOREM.
ISTNIEJE MIĘDZY NIMI TYLKO JEDNA RÓŻNICA .PESYMISTA DOMYŚLA SIĘ DUŻO CZĘŚCIEJ O JAKI OTWÓR NIEKIEDY CHODZI .
Ludzie znający prawdę o prawdzie są już dla Świadków Jehowy  pesymistami .
A kto jest nim naprawdę ?

...............................usłyszałem w wydaniu „Sławka” mojego współbrata z okresu naszych trudnych konspiracyjnych wojaży. > Jeżeli coś robisz nawet zupełnie dobrze, ale to nie przynosi oczekiwanych efektów, robisz to źle<. Obaj znaleźliśmy się poza Organizacją z wilczym biletem. Ciekawostką zostaję to, że rozdający te wilcze bilety, w określonym czasie stali się również ich posiadaczami. Tu właśnie tkwi sedno, o czym twierdzisz, cytuję poniżej:

>Fakt, że niektóre osoby na wysokich stanowiskach odeszły z organizacji nie jest tym, czemu ona chciałaby nadać rozgłos. <

Trudno się z Tobą nie zgodzić i twierdzić inaczej. Tym samym potwierdzasz fakt, że warwicka Organizacja niczym nie odbiega od tych korporacji, których ta, uważa za fałszywe, co w efekcie do takich samych należy, ale chwalić się tym, nawet we własnym gronie nie wypada. ..............
............ Wierzyłem niegdyś w ich prawidłowe odpowiedzi, jednak później przekonałem się, że były nieprawdziwe...................


BYŁEŚ JAK WYŻEJ PO PROSTU NORMALNYM ,SZCZERYM GOŚCIEM TYLE ŻE  OPTYMISTĄ .


................. Jak na dzień dzisiejszy, na dostarczyciela „życia wiecznego”, wybrałbym katolickiego papieża Franciszka! A dlaczego by nie? Nikomu kubła na głowę nie zakłada. Nie zabrania krytyki, nawet skierowanej przeciw jemu samemu. Od historycznych zaszłości niczym się nie zasłania. Swoich adwersarzy do diabła nie wysyła i podaniem im ręki się nie brzydzi. A co najważniejsze, na co zwróciłeś mi uwagę, a czego osobiście zaprzeczyć Tobie nie wypada, to to, że > „narzędzi teologicznych” < też mu nie brakuje! Mówiąc to bardziej wzniośle, a obecnie bardzo modnym powiedzeniem, byłby to powrót do źródła!

A TU Z KOLEI TROCHĘ ,MOŻE TYLKO TROCHĘ ALE JADNAK LEBIODA STAJE SIĘ MOIM PRZYKŁADOWYM OPTYMISTĄ .
A może tylko po ludzku na spokojnie chce nim być ze świadomością różnorodności otworów ? Nie wiem .Każdy z nas chyba czasem ma podobnie w życiu na różnych jego zakrętach  .
Ale w sumie na końcu rozumiem twoje wnioski .
Więc ten optymizm jednak musimy mieć w naszym życiu , nie możemy pozwolić go w sobie zdusić .Bądźmy zawsze trochę naiwnymi dziećmi , bo to piękne w życiu jest .
Nie ważne że w oczach niektórych obserwatorów , możemy wyglądać na w.w. naiwnych optymistów.
Po prostu optymista zawsze spojrzy szerzej, dalej i szybciej ,nawet jakby jednak niejednokrotnie w życiu przekonał się że szkoda  .

Pamiętajmy że psychologia podaje wyraźnie  : „…pod wpływem emocji destrukcyjnych nasz umysł się rozstraja…… „ dlatego  zawsze raczej wolę być szukającym optymistą , a nie zawsze niestety tak bywało  , i tego żałuję teraz .
Dzięki twojej Historii , czuję się wzmocniony do takiej postawy optymisty mimo wszystko i wolę szukać do tego powodów i przyczyn żeby tak zawsze było .
Jeszcze raz ,składam wielkie dzięki za twoje wpisy i historię ,  forumowy i organizacyjny przecież  Matuzalemie .



Tytuł: Odp: Na początku był Olek… Zanim rzucę ten „kamień”, Dyskusja.
Wiadomość wysłana przez: ZAMOS w 07 Listopad, 2016, 19:55
Zastanawia mnie czemu ma służyć historia o pionierskich cierpiętnikach tej tak destrukcyjnej organizacji. Nie lepiej zapomnieć o tych co narobili tyle zła, a ich potomkowie dzięki temu dziś jeszcze żerują na łatwowiernych i nic nie rozumiejących z tego co i dlaczego wokół nich się dzieje.
Tytuł: Odp: Na początku był Olek… Zanim rzucę ten „kamień”, Dyskusja.
Wiadomość wysłana przez: Lebioda w 13 Listopad, 2016, 06:21
Zastanawia mnie czemu ma służyć historia o pionierskich cierpiętnikach tej tak destrukcyjnej organizacji. Nie lepiej zapomnieć o tych co narobili tyle zła, a ich potomkowie dzięki temu dziś jeszcze żerują na łatwowiernych i nic nie rozumiejących z tego co i dlaczego wokół nich się dzieje.

Zastanawiam się dlaczego się zastanawiasz!
Tytuł: Odp: Na początku był Olek… Zanim rzucę ten „kamień”, Dyskusja.
Wiadomość wysłana przez: db w 31 Lipiec, 2019, 20:49
Wow.

Przeczytałem to wszystko z zapartym tchem (choć styl masz Lebiodo ciężki). Od dawna marzyło mi się, że ktoś w końcu siądzie, zrobi kwerendę, przekopie się przez te wszystkie papiery i je opracuje. To się prosi o zredagowanie przez specjalistę historyka. To się prosi o książkę!

Znalazłem tam kilka person, które poznałem osobiście (choć "młody" wiekiem jestem). Kilka innych znanych z rodzinnych i zborowych opowieści. Jeszcze innych kilku to moja bliższa lub dalsza rodzina.

Pozdrawiam ciebie i Gedeona. Raz jeszcze dziękuję za zrobioną robotę i chętnie przeczytałbym ciąg dalszy (lata 70-te do 89), z czasów bliższych mi metrykalnie.
Tytuł: Odp: Na początku był Olek… Zanim rzucę ten „kamień”, Dyskusja.
Wiadomość wysłana przez: Nadaszyniak w 31 Lipiec, 2019, 21:06
(mtg): to do czynu czekam z zapartym tchem na rezultat db, to dobra ocena  a nie jedynki  >:D >:D
Tytuł: Odp: Na początku był Olek… Zanim rzucę ten „kamień”, Dyskusja.
Wiadomość wysłana przez: Trinity w 31 Lipiec, 2019, 21:56
Lebioda jest moim idolem
na początku moich wątpliwości jego wątek tu jak i na bratnim już nieistniejącym forum
czytałam z wypiekami na twarzy. również gdzieś na stronie Roszady albo Andryszczaka
wszystko jest opisane
imponuje wiedzą i tym że w latach zdaje się 60 tych wiedział że to są kity
a my dopiero teraz i to dlatego że mamy internet.
wielki szacun dla niego
Tytuł: Odp: Na początku był Olek… Zanim rzucę ten „kamień”, Dyskusja.
Wiadomość wysłana przez: Gandalf Szary w 31 Lipiec, 2019, 22:50
To był wątek, który był moją drogą do mentalnego wyjścia z organizacji. Przeczytałem dwa razy i za drugi razem dostrzegłem szczegóły organizacyjne jeszcze w lepszym świetle. Dziękuje bracie Lebioda.
Tytuł: Odp: Na początku był Olek… Zanim rzucę ten „kamień”, Dyskusja.
Wiadomość wysłana przez: Storczyk w 06 Listopad, 2019, 22:12
Lebioda jest moim idolem
na początku moich wątpliwości jego wątek tu jak i na bratnim już nieistniejącym forum
czytałam z wypiekami na twarzy. również gdzieś na stronie Roszady albo Andryszczaka
wszystko jest opisane
imponuje wiedzą i tym że w latach zdaje się 60 tych wiedział że to są kity
a my dopiero teraz i to dlatego że mamy internet.
wielki szacun dla niego
Sa tacy co im i internet nie pomaga wiedza o wszystkim i nic nie dociera. Mojej matki duchowej corka bodajże w latach 70 odeszla .W latach 60 byli juz odstepcy książki pisali tylko aby zacząć czytać trza miec charakter i sporo wątpliwości moze też inteligencję emocjonalną. Zobacz jest net i co z tego .Kto odchodzi? Nieliczni
Tytuł: Odp: Na początku był Olek… Zanim rzucę ten „kamień”, Dyskusja.
Wiadomość wysłana przez: NieZnaPrawdy w 12 Lipiec, 2020, 15:49
Mój szacunek.
Nie wielu ma tak wiele do powiedzenia.

Dodałem ten krótki komentarz aby wątek się pojawił.
Ja go wcześniej nie widziałem to pewnie i wielu nowych na forum też go nie czytało a tu są rzeczy ważne.