Świadkowie Jehowy - forum dyskusyjne
BYLI... OBECNI... => ŻYCIE ZBOROWE, GŁOSZENIE, SALE KRÓLESTWA => Wątek zaczęty przez: Estera w 12 Luty, 2026, 14:07
-
PĄCZKI W TŁUSTY CZWARTEK - "ŚWIADKU, JAK ZJESZ TO ZGINIESZ!!!"
To zginiesz w Armagedonie!!!
Ciekawe nagranie "Wybudzonego".
https://www.youtube.com/watch?v=HHFAcmBfjuw
-
https://www.youtube.com/watch?v=HHFAcmBfjuw
Bardzo rzeczowe argumenty "Wybudzonego".
I tak dla przykładu, w tłusty czwartek świadkowi pączka zjeść nie można, ale już ...
Tego samego pączka tylko, że w piątek, oczywiście jak najbardziej.
I żaden świadek Jehowy za to w armagedonie nie zginie!
>:D >:D >:D
-
Ja jadłem mimo pogańskiego święta, pokarm nie kala człowieka tylko ... - pozdrawiam
-
Bardzo rzeczowe argumenty "Wybudzonego".
I tak dla przykładu, w tłusty czwartek świadkowi pączka zjeść nie można, ale już ...
Tego samego pączka tylko, że w piątek, oczywiście jak najbardziej.
I żaden świadek Jehowy za to w armagedonie nie zginie!
>:D >:D >:D
wg omylnie nieomylnego ale ciut obłąkanego ciała kierowniczego Bóg Jehowa jest miłosierny dla każdego pedofila który "okazuje skruchę", ale... za czwartkowe pączki należy się kara śmierci w Armagedonie!
"Zaprawdę godne to i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne!"
-
Ja wczoraj zjadłem trzy. Czy będę musiał trzy razy być uśmiercony w Armagedonie?? Po razie za pączka? A jak był z marmoladą to co??
-
Ja wczoraj zjadłem trzy. Czy będę musiał trzy razy być uśmiercony w Armagedonie?? Po razie za pączka? A jak był z marmoladą to co??
Jakbyś żył w świecie rządzonym przez Świadków, to może by cię oszczędzili I nie od razu na śmierć przez kamienowanie skazali.
Może byś dostał ze 3x po sześć batów na goły tyłek Za pierwszym razem i na tym by się skończyło... 😄
Gorzej by było, gdybyś ponownie oddał się konsumpcji w roku następnym...😁
-
Kamieniowanie pączkami. Dostępne dla wybranych, wyłącznie z brodami >:D
Swoją drogą na spożycie pączka na legalu trzeba dłużej czekać, niż na zjedzenie popamiątkowych wiktuałów.
Nienamaszczony cywil, emblematy może ponoć zjeść po oficjalnej uroczystości. Pączka - bezkonfliktowo i bezkarnie dopiero w piątek.
~~
Stefan, dzięki duchowemu usposobieniu i wyszkolonemu na Biblii sumieniu - wprawdzie oparł się pożarciu 12 tłustych, czwartkowych pączków - które stały przed nim w kręgu, niczym mali, pulchni, natchnieni marmoladą apostołowie, łypiąc na niego znad lukru kandyzowanymi skwarkami pomarańczowych oczu.
Stefan trwał w oczekiwaniu. Nikt nie znał dnia ani godziny - poza zegarkiem cyfrowym Stefana, który wiedział wszystko.
Neutralny piątek był tuż tuż, niemal za rogiem - upływały ostatnie ułamki, ostatnich sekund...
I wtedy nastał koniec.
Drożdżowy krąg został przerwany. Lukier obficie sypał się na posadzkę, a pomada tryskała krwawymi gejzerami jak apokaliptyczna lawa.
Jadwinia nadciągała z mopem niczym archanioł dezynfekcji.
-
Moim zdaniem, to nagranie "Wybudzonego" świetnie ukazuje tę całą hipokryzję występującą u śj.
Dawid tu bardzo dobrze pokazuje schemat mechanizmów jakie tam działają.
Niby nie obchodzi się żadnych świąt, ale w różnych okresach świątecznych urządza się tzw., "rodzinne spotkania", jak to określają śj.
Które swoją rozrywkowością i pijaństwem nieraz przeskakują imprezy świeckie.
-
ja gdy byłem świadkiem Jehowy zawsze w każdy tłusty czwartek próbowałem kupić w cukierni nie pączka ale np. bułkę z makiem
a sprzedawczyni patrzyła na Sebka jak na świra. Wszyscy kupują pączki, więc nikt na ten jeden dzień w roku nie wypieka innego pieczywa
ale Sebek musiał być odmieńcem i musiał złożyć nietypowe zamówienie.... :)
taka historia sprzed lat przypomniała mi się...
-
ale Sebek musiał być odmieńcem i musiał złożyć nietypowe zamówienie....
taka historia sprzed lat przypomniała mi się...
Tak, dokładnie tak musiało być!!!
I ta "inność", była i jest dla wielu powodem do dumy, że dobrze świadczyli/ą o Jehowie.
Ale, jak mówi Dawid w tym nagraniu, jak czuje się dziecko świadków, które jako jedyne z 25 osób w klasie nie zje pączka?
Albo nie poczęstuje się cukierkiem urodzinowym?
Czy nie weźmie udziału w losowaniu mikołajkowym?
Nie będzie się uczyło hymnu na pamięć i jako jedyne w czasie odtwarzania go nie wstanie jak pozostali?
O tym już nikt z tych dorosłych "cekistów" nie myśli!
Oni, będąc w tych swoich wyizolowanych od rzeczywistego życia betelach, nie stają wobec takich prób.
Nie mają dziecka, które ze szkoły wraca z płaczem, bo zostało pobite za swoją inność!
Dzieci świadków muszą ciągle wykazywać się hartem ducha.
I ciągle działać przeciwko swoim pragnieniom.
-
Ja jadłem mimo pogańskiego święta, pokarm nie kala człowieka tylko ... - pozdrawiam
To byłeś odważny.
Ja raczej trzymałam się tych strażnicowych wskazówek z gorliwości.
Dopiero po odkryciu prawdy o tej sekcie dojrzałam bezsens tych bzdurnych zakazów.
No, ale lepiej późno niż wcale.
-
Witaj Estero: :) :) :) :)
Kiedy była uroczystość w biurze: urodziny, imieniny ... itp wraz z całym ''babińcem'' uczestniczyłem w kawce i ciasteczku nawet składałem subtelne życzenia solenizantowi. Miałem pod czachą pomerdanie. W zborze beton!? w życiu jak w życiu.
Jestem z pod Bliźniąt osoby z pod tego znaku mają dwie przeciwstawne natury - pozdrawiam
-
Moim zdaniem, to nagranie "Wybudzonego" świetnie ukazuje tę całą hipokryzję występującą u śj.
Te ich schematy działania są aż hipokrytycznie zadziwiające.
Dziecku nie dadzą zjeść spokojnie loda, pączka, cukierka urodzinowego bo lepiej w to miejsce dać kieszonkowe na datki.
Babci z pustą lodówką wmówią, że to nic że jesteś biedna, głodna, grosik do skrzyneczki się należy.
Rodzina na wczasy spokojnie nie może wyjechać, bo musi mieć poczucie winy, że zamiast w służbie być wyjechała sobie odpocząć.
Młodzież nie może wyjść do kina, teatru, artystyczne spotkanie, bo lepiej kaskę wrzucić do skrzynki.
O urodzinach, imieninach i wszelkich świętach zapomnijcie, was ma interesować tylko służba i wprowadzanie nowych śrubek.
Gdy ...
W tym momencie sami żyją i opływają w luksusy.
Podróże lotnicze klasą biznes, najlepsze garnitury, koszule, jedwabne krawaty, złote spinki do mankietów i rolexy.
Dzieciom nie dadzą zjeść loda, ale perfekcyjnie zamiotą pod dywan pedofilię, przemoc, alkoholizm i co się tylko da.
Gdyby przyjrzeć się życiu członków z ciała kierowniczego.
To czym ich życie różni się od życia biskupów i kardynałów kościoła katolickiego?
Jednym słowem, gdyby sparafrazować pewne przysłowie.
Przecedzają komara, a połykają wielbłąda!
Bo czymże jest zjedzenie pączka w tłusty czwartek wobec gwałcenia nieletnich dzieci!
I skrzętnego ukrywania pedofili w zborach!!!
-
Czy nie weźmie udziału w losowaniu mikołajkowym?
ja, Sebek, jestem urodzonym kombinatorem :)
pamiętam do dzisiaj jaki numer wykręciłem, aby jako 16latek wymigać się od uczestniczenia w "zakazanym" święcie mikołajkowym w liceum :)
na lekcji wychowawczej pada propozycja że skoro zbliża się 6 grudnia to może zorganizujemy sobie klasowe mikołajki
16letni Seb nie chciał ani brać w tym udziału ani tłumaczyć się dlaczego nie bierze udziału, więc wpadł na przewrotny pomysł :)
poprosiłem o głos i zadałem pytanie retoryczne: "dzieci, ile wy macie lat? wy naprawdę wierzycie w istnienie świętego Mikołaja?" :)
moje koleżanki i koledzy byli w tym wieku że "koniecznie chcieli być dorośli" i nikt nie chciał być uznawany za dziecko :)
dlatego klasa błyskawicznie zrezygnowała z pomysłu obchodzenia mikołajków :)
a ja Seb miałem święty spokój i nie musiałem tłumaczyć dlaczego jestem odmieńcem :)
-
To była klasyczna zbrodnia przeciwko sumieniu, oblana lukrem i wypełniona konfiturą różaną. Siedziałem w samym rogu „Słodkiej Dziurki”, z dala od okien, wtulony w kołnierz kurtki niczym agent wywiadu na wrogim terytorium. Przede mną leżał On – pączek idealny, dumny reprezentant karnawałowej rozpusty, ociekający tłuszczem i grzechem.
Właśnie wbijałem zęby w to puszyste ciasto, czując, jak nadzienie niebezpiecznie zbliża się do kącika moich ust, gdy nagle nad moim stolikiem zapadła ciemność.
Nie była to jednak chmura gradowa, lecz cień brata Tadeusza, filaru miejscowego zboru, człowieka, który potrafił wyczuć brak gorliwości z odległości trzech kilometrów, a „Strażnicę” czytał nawet przez sen.
Zamarłem.
Czułem, jak cukier puder na moich wargach zamienia się w dowód rzeczowy numer jeden. Brat Tadeusz nie powiedział ani słowa.
On po prostu stał, trzymając w ręku torbę na literaturę, i patrzył na mnie wzrokiem, którym prorocy wieszczyli upadek Babilonu Wielkiego.
W jego oczach widziałem już nie tylko swoją twarz, ale całą salę królestwa, trzy krzesła ustawione w trójkąt w małym pokoju na zapleczu i grawerowaną tabliczkę z napisem: „Komitet Sądowniczy”.
Przełknąłem kęs, który nagle urósł w moim gardle do rozmiarów encyklopedii, i spróbowałem wydusić z siebie coś, co brzmiało jak „to nie tak, bracie”, ale jedyne, co mi wyszło, to ciche „pffft” z chmurą mąki prosto w jego nienagannie wyprasowaną marynarkę.
Już widziałem te pytania. „Bracie, czy ten pączek był owocem ducha, czy raczej owocem pożądliwości ciała?”, „Czy czułeś, jak każda posypka z kandyzowanej skórki pomarańczowej oddala cię od drogi prostej?”.
Wyobraźnia podsuwała mi obrazy trzech surowych starszych, badających moją skruchę na podstawie stopnia zatłuszczenia moich palców.
Czy to był pączek zjedzony w sposób godny? Czy nie wywołałem zgorszenia wśród personelu cukierni swoją żarłocznością, która przecież graniczy z obżarstwem, a to już niemal prosta droga do utraty przywilejów?
Brat Tadeusz powoli uniósł brew, spojrzał na mój talerzyk, potem na mój przerażony wzrok i… powoli wyciągnął portfel.
„Młody bracie” – wychrypiał głosem, który brzmiał jak wyrok Sądu Ostatecznego – „przesuń się.
Skoro już i tak obaj tu zginiemy w ogniu Armagedonu, to niech przynajmniej wezmę jednego z adwokatem.
Tylko nie mów o tym mojej żonie, bo komitet będę miał w domu”.