Witaj, gościu! Zaloguj się lub Zarejestruj się.

0 użytkowników i 2 Gości przegląda ten wątek.

Autor Wątek: Z życia wzięte .....  (Przeczytany 184095 razy)

Offline Tazła

  • Mistrzyni Ciętej Riposty
  • Wiadomości: 3 176
  • Polubień: 11193
  • Nigdy nie marzyłam o sukcesie. Pracowałam na niego
Z życia wzięte .....
« dnia: 26 Czerwiec, 2016, 21:24 »
A więc za namową kilku osób postanowiłam zebrać te wszystkie moje historyjki. :)

 Może kilka słów o tym,  skąd pomysł na taki nick.


Kiedyś wracając z zakupów mijałam się  z panią która była dla mnie długie lata ciocią, a wiadomo po moim odejściu wszystko się zmieniło. Szła z nią kobieta której nie znałam. Jak przyzwoitość nakazuje powiedziałam dzień dobry....znajoma mi nie odpowiedziała tylko ta druga. I zaraz jak żeśmy się minęły zagadała do niej...to chyba było do ciebie, bo ja jej nie znam.
Na co była ciocia ....to córka siostry Janiny...tamta pyta..ale która bo ona ma dwie? Na co ciotunia odp....ta zła. A że panie były słusznego wieku, rozmawiały dość głośno i wszystko mogłam wysłuchać.
 I stąd ten pomysł. :D
« Ostatnia zmiana: 26 Czerwiec, 2016, 21:25 wysłana przez Tazła »
Głupcem jest ten, kto nie potrafi się przyznać do własnych błędów i słabości, a widzi całe zło w innych.


Offline Tazła

  • Mistrzyni Ciętej Riposty
  • Wiadomości: 3 176
  • Polubień: 11193
  • Nigdy nie marzyłam o sukcesie. Pracowałam na niego
Odp: Z życia wzięte .....
« Odpowiedź #1 dnia: 26 Czerwiec, 2016, 21:24 »
Trzy siostry

W naszym zborze były rodzone siostry które jedna po drugiej zostawały świadkami.
Najpierw jedna zakochała się w koledze z pracy i tak została świadkiem, gość był ambitny i szybko został starszym. Później druga z sióstr poznała kolegę szwagra, który był sługą pomocniczym i też ona została świadkiem.
Najoporniejsze były dwie...najstarsza która chorowała od dziecka i najmłodsza, jednak do czasu. Do zboru przybył pionier, gość po trzydziestce bardzo gorliwy i aktywny, robił więcej niż się od niego wymagało. To właśnie w nim zadłużyła się najstarsza z sióstr Bożena, i ona została świadkiem. Później ślub i ku radości całej społeczności oboje zostali pionierami.
Ach co to była za  para ogólnych zachwytów. Zawsze razem, zawsze na czas, zawsze z najlepszymi wynikami....chodzące ideały.

I nagle bum.....Bożenka nie żyje. Mąż ją znalazł martwą pod drzwiami ich pokoju.
Po latach  dowiedziałam się od najmłodszej z sióstr, że to przez niego zmarła. Powinna być pod stałą kontrolą lekarza, brać drogie leki. Jednak mąż uznał, że armagedon jest tak blisko iż na nic jej to wszystko. Trzeba sobie zapracować na życie  w raju. A więc...pracowała, pracowała, aż.....

To bardzo poróżniło siostry, najmłodsza obwiniała dwie starsze. Że to one ją wyswatały. Ta która wraz z mężem  zapoznała Bożenkę z pionierem sama czuła się bardzo winna. Wiedziała że on żonę trzymał wręcz pod kluczem i jak nawet próbowała ingerować, rozmawiać z mężem na ten temat zostawała objechana, że to...mąż jest głową, on rządzi, a im nie wolno się wtrącać, bo to bardzo chrześcijańskie małżeństwo.

Z tego co wiem na chwilę obecną....rozwiodła się z mężem, nie jest już świadkiem,mieszka gdzieś w Irlandii.
« Ostatnia zmiana: 26 Czerwiec, 2016, 21:43 wysłana przez Tazła »
Głupcem jest ten, kto nie potrafi się przyznać do własnych błędów i słabości, a widzi całe zło w innych.


Offline Tazła

  • Mistrzyni Ciętej Riposty
  • Wiadomości: 3 176
  • Polubień: 11193
  • Nigdy nie marzyłam o sukcesie. Pracowałam na niego
Odp: Z życia wzięte .....
« Odpowiedź #2 dnia: 26 Czerwiec, 2016, 21:25 »
Kuba, wzór wszelkich cnót

To że zostałam wychowywana w taki właśnie sposób, nie wypaczyło mojej psychiki. Wychowując swoje potomstwo, nie wzorowałam się na moich rodzicach.
Nie popadałam też ze skrajności w skrajność. Tzn...nie próbowałam rekompensować swojego dzieciństwa na osobie mojego syna. Dbałam tylko o to aby miał spokojne dzieciństwo i aby wiedział co to jest odpowiedzialność oraz miał świadomość tego że....coby się nie działo, zawsze będę za nim stała murem. Nawet jak bym nie pochwalała jego postępowania.

Nie wiem jak teraz, ale takie zachowanie jak u mojej matki to była norma. Nieraz się szło do łazienki a tam tylko...dupa chlastała, tak matki przywoływały dzieci do porządku. Dziś uważam że to była presja otoczenia. Jeśli te dzieci były niegrzeczne tzn matka sobie nie radziła, a jak nie radziła......tzn była słaba. I kto obrywał? Ano najsłabsi.

Nie wiem czy  tu wspominałam o pewnym starszym miał syna , chłopak był gdzieś w moim wieku. I jak zaczął się wiercić, ojciec go tak mocno ściskał za dłoń, że aż kiedyś chłopak się posikał z bólu. Później żeśmy podrośli i chłopak był wzorem dla wszystkich. Och jak się ciotki znim zachwycały. Grzeczny, zawsze najlepiej przygotowany, aktywny.
Raz przyszedł z siniakiem na twarzy, na pytanie co się stało....matka odpowiedziała grał w piłkę.
Prawda pewnie była inna....ojciec.
Czasem autobus mi uciekł i jak jechałam do szkoły następnym musiałam biedź przez park obok garaży i pewnego dnia spotkałam tam Kubę z papierosem w dłoni. Był z kolegami. Na zebraniu gdy mnie zobaczył widziałam że chce coś powiedzieć, ale nie wiedział co. Pewnie miał niezłego pietra.
Ja tą ciekawostkę zostawiłam dla siebie, jednak już wiedziałam że młody braciszek nie jest taki doskonały jak nam się wydawało.
Później nasze drogi się rozeszły.
Dziś wiem, że Kuba też bardzo szybko uciekł od rodziców i z organizacji. A dzieciństwo jakie miał...mogło być gorsze od mojego.


Lata szkolne.

  Ja w podstawówce byłam sama na całą szkołę i dlatego byłam istnym dziwactwem. Bywało, że pewnych rzeczy uczyłam się ukradkiem np inwokacji bo matka powiedziała, że mi nie wolno mówić o....pannie co jasnej broni...
A ja wolałam się nauczyć, zaliczyć jak inne dzieci nawet  gdyby ten na górze miał mi język....
Szkoła średnia, było już lepiej tam była dziewczyna taka jak ja. Początkowo trzymała się z boku, małomówna, skryta. Kiedyś przez przypadek zauważyłam u niej w plecaku pismo i to już mi nie dało spokoju.  Zaczęłam podpytywać, aż padło sakramentalne...bo ja jestem śJ. I jak najpierw się ucieszyłam, że nie jestem sama, tak później zaczęłam zastanawiać...a jak to jakiś gorliwiec?
Okazało się, że Ona jest OK, a nawet bardzo ok. Miałyśmy podobne dylematy i wątpliwości, a teraz to nawet myślę że wzajemnie się nakręcałyśmy.
Dziś i ja i Ona jesteśmy odstępczuchy i dobrze nam z tym.
« Ostatnia zmiana: 26 Czerwiec, 2016, 21:47 wysłana przez Tazła »
Głupcem jest ten, kto nie potrafi się przyznać do własnych błędów i słabości, a widzi całe zło w innych.


Offline Tazła

  • Mistrzyni Ciętej Riposty
  • Wiadomości: 3 176
  • Polubień: 11193
  • Nigdy nie marzyłam o sukcesie. Pracowałam na niego
Odp: Z życia wzięte .....
« Odpowiedź #3 dnia: 26 Czerwiec, 2016, 21:28 »
Nie tędy droga

Kilka lat temu zaszłam do sąsiadki gdy okładała pasem dziecko. Pytam....za co ją tak tłuczesz? Przestała i mówi, że młoda zgubiła kasę na buty. Sorry....nie ma kasy, nie ma butów to już dla niej wystarczająca kara. A jak chce niech sobie idzie zarobić. Sezon jagodowy trwa, niech śmiga do lasu, ja chętnie od niej kupię.
To jednak matki nie przekonało, nadal swoje że ma szczęście że przyszłam bo by jej bardziej dop....
Postanowiłam kobiecie przywrócić pamięć i mówię...a pamiętasz jak kilka lat temu zgubiłaś wypłatę? Czemuś wtedy nie wzięła pasa i nie obiła sobie pleców? Tobie się jeszcze bardziej należało....dorosła osoba, całe pensja, cóż za brak odpowiedzialności....
Miała taką minę jakby to zaraz mnie chciała przyłożyć ty pasem. :D
Głupcem jest ten, kto nie potrafi się przyznać do własnych błędów i słabości, a widzi całe zło w innych.


Offline Tazła

  • Mistrzyni Ciętej Riposty
  • Wiadomości: 3 176
  • Polubień: 11193
  • Nigdy nie marzyłam o sukcesie. Pracowałam na niego
Odp: Z życia wzięte .....
« Odpowiedź #4 dnia: 26 Czerwiec, 2016, 21:30 »
Ostatnia wola albo jej brak

   Byłam nastolatką jak zmarł staruszek, oboje z żoną byli śJ. Gdy na pogrzeb przybył ich jedyny syn Katolik z żoną i dziećmi, matka wyśmiała synową na głos przy wszystkich że ubrała się jak do teatru....miała czarny kapelusz. Syn nie wytrzymał i wyszedł z domu razem z rodziną, na co synowa  syknęła do śmiejącej się teściowej....ten się śmieje kto się śmieje ostatni. Minęło może z pół roku i zmarła ona....zajechaliśmy jako (sJ ) na pogrzeb wyszła synowa i mówi....mama będzie miała pogrzeb katolicki, ale kto z państwa chce zapraszam na mszę.
Starszyzna coś poszeptała i się rozjechaliśmy do domów.

Do dziś mam przed oczami triumfującą minę synowej.

Jaki będzie pochówek ma znaczenie dla żywych.....zmarłemu wsio rawno.
Głupcem jest ten, kto nie potrafi się przyznać do własnych błędów i słabości, a widzi całe zło w innych.


Offline M

Odp: Z życia wzięte .....
« Odpowiedź #5 dnia: 26 Czerwiec, 2016, 21:30 »
Na co była ciocia ....to córka siostry Janiny...tamta pyta..ale która bo ona ma dwie? Na co ciotunia odp....ta zła.

Nawet jeśli wiemy że Ci ludzie są zmanipulowani to chyba jednak musi trochę człowieka boleć, gdy słyszy na swój temat coś takiego. Ja niby też wiem, że powinienem mieć w nosie co ludzie o mnie mówią i jakie kłamstwa na mój temat będą krążyć jak odejdę. Ale jednak jestem przekonany, że jak usłyszę jakieś z nich osobiście to mnie to mocno dotknie.

Z drugiej strony minęło już trochę czasu i widać, że masz już do tego dystans i potrafisz się z tego śmiać, skoro nawet z tej historii powstał Twój nick :)


Offline Tazła

  • Mistrzyni Ciętej Riposty
  • Wiadomości: 3 176
  • Polubień: 11193
  • Nigdy nie marzyłam o sukcesie. Pracowałam na niego
Odp: Z życia wzięte .....
« Odpowiedź #6 dnia: 26 Czerwiec, 2016, 21:32 »
Od drzwi do drzwi przy mojej bramie.

     Wczoraj wracałam z zakupów, tyle co wjechałam na podwórko idzie pan z  małym chłopcem, na oko malec miał 6 lat, później ojciec powiedział, że ma 9.
Chłopiec zwraca się do mnie....wie pani że może pani żyć w raju na ziemi? Wzrok wbity w ziemię, kurczowo trzymał jakąś publikację.
Tak wiem, odpowiedziałam chłopcu i wyciągnęłam z bagażnika batona i podałam malcowi, uprzedzając reakcję....tata na pewno nie ma nic przeciwko co obu lekko zaskoczyło.
Owszem tatuś pozwolił malec się zajął słodyczą, a ja zapytałam ojca....czy jest wychowany w organizacji ? Odp...że nie , jest świadkiem od 6 lat. A więc nie ma pan pojęcia co czuje takie dziecko wystawiona na pierwszy ogień. Pytał pan kiedyś syna jakie mu towarzyszą emocje? Mężczyzna się oburzył...a co mani może o tym wiedzieć? A wiem, też byłam takich dzieckiem i przy każdym wejściu serce podchodziło mi do gardła z obawy kto wyłoni się za  drzwiami. Dla dorosłego kilka epitetów, gestykulacji to nic, a dla dziecka to  wielkie przeżycie i strach.
My tak sobie dyskutowaliśmy, a chłopiec zaczął się bawić z moim psem. Pokazuję ojcu i mówię....taki powinien mieć wyraz twarzy....pogodny, roześmiany, a nie spięty i przerażony.
Oczywiście pan powiedział, że dba o swoje dziecko...owszem ja nie neguję odpowiedziałam. Ale dziś sobota, aby na dziewiątą przyjechać do tej mojej dziury to musiał pan chłopca obudzić o szóstej. A to ani zdrowe ani ludzkie.
Pan może jest dobrym świadkiem, ale nie ojcem. I niech pan porozmawia na spokojnie z synem co  czuje jak go pan tak pcha na pierwszy ogień?

Chciałam już odchodzić, ale mężczyzna zapytał....dlaczego nie jestem świadkiem? Wie pan...odpowiedziałam....już jako nastolatka zrozumiałam, że coś mi nie pasuje. Religia afiszuje się swoją miłością, a zabrania kontaktów z bliskimi jeśli ten wykluczony. Uważa się za lepszych, szasta miłością do bliźniego a drwi z innych wyznań. Jak tak można.....jedna wielka obłuda.
Facet nie odpuszczał.....zbór trzeba trzymać w czystości z dala od wszelakich zanieczyszczeń. Ooo gościu przegiąłeś pomyślałam, wróciłam się i mówię. Wie pan nawet sterylne pomieszczenie jeśli zawsze będzie hermetycznie zamknięte, bez dopływu świeżego powietrza skiśnie od środka.  To raz, a dwa....może i jestem w waszych oczach zanieczyszczeniem, ale kieruję się maksymą.... kto się wywyższa będzie poniżony, a kto poniża będzie wywyższony. Dalej zadzierajcie nosa i patrzcie końca.

Życząc miłego dnia, odeszłam. Ojciec wyraźnie zirytowany wyszedł już na ulicę , a malec nie mógł oderwać się od psa.
I wtedy zrobiło mi się tak strasznie go żal, jakie on zna życie. Cały  tydzień szkoła, przychodzi weekend z rana w teren, w niedzielę zebranie po południu i to wszystko.
Wróciły wspomnienia....
Głupcem jest ten, kto nie potrafi się przyznać do własnych błędów i słabości, a widzi całe zło w innych.


Offline Tazła

  • Mistrzyni Ciętej Riposty
  • Wiadomości: 3 176
  • Polubień: 11193
  • Nigdy nie marzyłam o sukcesie. Pracowałam na niego
Odp: Z życia wzięte .....
« Odpowiedź #7 dnia: 26 Czerwiec, 2016, 21:35 »
Ja i moja matka.

   Byłam odwiedzić dom rodzinny. Wiedziałam, że temat pedofilii zostanie poruszony, ale nie spodziewałam się, że aż tak szybko.
Matka przywitała mnie słowami...odstępcy oczerniają Jehowę mam nadzieję że nie bierzesz w tym udziału? Powiedziała z miną nieznoszącą sprzeciwu.
Gdzie Jehowę tylko kilkanaście setek zboczeńców którzy znaleźli u was schronienie. Ale się zaczęła ciskać, zarzucać mi konszachty z diabłem, trzymanie z dewiantami i brak lojalności.
Odpowiedziałam że mój diabełek przy tym ich to pikuś, jeśli tak wyglądają dewianci to czuję się spokojna, a co do lojalności....jestem lojalna względem takich ludzi jak ja. Ty mi kiedyś pokazałaś jak się wybiera, a więc wiesz kto jest moim bratem.

Nasza dyskusją nabierała rumieńców( nie będę wszystkiego przytaczać) matka się nakręcała na maksa, a ja choć chwilami się we mnie gotowało zachowywałam spokój i każde zdanie kończyłam uśmiechem. To ją chyba najbardziej irytowało bo zarzuciła mi judaszowskie uśmieszki.

Postanowiłam ją złamać tym spokojem. Mówię....mamo, nie jesteś głupia więc mnie posłuchaj, nie przerywaj mi....
Powiedzmy że ta pedofilia jest prawdą, przecież to przestępstwo, jak można tak krzywdzić dzieci to raz, a dwa wiedzieć o tym i zamieść to pod dywan, aby taki zboczeniec chodził bezkarnie i dalej krzywdził. Przychodzi ktoś nowy do zboru, nic o nim nie wiesz, a skąd  wiesz że to nie jest pedofil i go przenieśli? Masz wnuki i on im ręce podaje, uśmiech się, czasem czymś poczęstuje, albo przytuli. A tak naprawdę jego myśli krążą wokół jednego.
Wiem powiesz bracia go biorą na dywanik. Ale co wie na temat ludzkiej psychiki murarz, mechanik, dekarz i sprzedawca? Czy mają wykształcenie psychologiczne, prawne aby się w to bawić? Przecież jak coś cię boli idziesz do lekarza, człowieka odpowiedni do tego przygotowanego, a nie biegniesz do starszych aby pogmerali w piśmie i cię uzdrowili.
Zobacz jakie to naciągane.
Tak naprawdę wy wszyscy jesteście odpowiedzialni za te zbrodnie. I Ty i tobie podobni.
Tu już nie wytrzymała i odparł....co ja, jak ja?
Posłuchaj, nie przerywaj mi. Pod każdym pismem, publikacją, apelem, odpowiedzią jest jeden podpis...wasi bracia. A więc pytam  którzy? Wiesz którzy? Znasz ich nazwiska? Na pewno nie.
Bracia czyli cała społeczność ma to na sumieniu.
A przecież znasz werset o kamieniu młyńskim , albo ten ...biada człowiekowi przez którego dokonuje się zgorszenie.
Nie odpowiadaj mi, tylko się zastanów.

Wstałam i wyszłam, mama mi nawet do widzenia nie odpowiedziała. Teraz się ze mnie w domu śmieją, że jak moja matka zwątpi będzie to moja wina.
Nie, ona nie zwątpi ale może da jej to do myślenia i nie będzie taka bezkrytyczna względem organizacji.


Miłość braterska

Pamiętam z swoich czasów pioniera, przyjechał do nas gdzieś z gór. Gorliwy, ambitny,młody i bardzo pomocny. Jego ulubioną "przysługą - powinnością" było odwiedzanie młodzieży, jak się później okazało tylko żeńskiej ich strony. Odwiedził i mnie, dziwnym zbiegiem okoliczności gdy byłam w domu sama. Matka na zebraniu się pochwaliła że jadą z ojcem do siostry, w więc postanowił mnie odwiedzić.
Gadka szmatka, szkoła, znajomi, film w tv i takie inne tematy. Ale gdy zaczął za mną krążyć po pokoju, poprawiać mi włosy, chwytać za ramiona i inne takie. Miałam pietra! Nagle zobaczyłam w nim nie brata Piotra, ale obleśnego typa ze spoconymi dłońmi. Powiedziałam sorry, ale muszę iść do koleżanki po lekcje. Nie bardzo chciał wyjść, ale stanęłam przy drzwiach i zaczęłam się ubierać. Nie miał innego wyjścia też się ubrał i wtedy mnie złapał i próbował pocałować. Nie wiem skąd we mnie ( niezbyt wypasłej i wyrośniętej siedemnastolatce) było tyle siły, ale odepchnęła  go, otworzyłam drzwi i krzyknęłam....Piotrek wyp....
Każde następne z nim spotkanie przyprawiało mnie o mdłości, a witanie się z nim mogę śmiało porównać z dotykaniem g.... Oczywiście moja matka nie uwierzyła, stwierdziła że nie chce mi się z pionierem chodzić do służby. Dopiero na jednej ze zbiórek zauważyłam że część dziewczyn nie chce iść  z nim  w parze. Zapytałam jedną z dziewczyn....co z Piotrusiem nie masz ochoty iść? Ta mi odpowiedziała, że...prędzej woli wrócić do domu niż iść z tym gadem.
Podobno doszły skargi na pioniera do starszych. Osoby zgłaszające dostały opier...za szkalowanie brata. A jego samego przerzucili  w inny teren.
« Ostatnia zmiana: 26 Czerwiec, 2016, 21:43 wysłana przez Tazła »
Głupcem jest ten, kto nie potrafi się przyznać do własnych błędów i słabości, a widzi całe zło w innych.


Offline Tazła

  • Mistrzyni Ciętej Riposty
  • Wiadomości: 3 176
  • Polubień: 11193
  • Nigdy nie marzyłam o sukcesie. Pracowałam na niego
Odp: Z życia wzięte .....
« Odpowiedź #8 dnia: 26 Czerwiec, 2016, 21:38 »
Moja podłość nie zna granic :D

   Pamiętam jak płakałam gdy moje kuzynki (z którymi się wychowałam, miałam wrażenie że jesteśmy blisko) udały na ulicy że mnie nie znają. Przeszły koło mnie jakbym była przeźroczysta, mimo że się do nich z daleka odzywałam.
To był chyba taki podwójny cios, ale i to przetrzymałam. Dziś gdy się mijamy sam na sam ( nie ma nikogo znajomego postronnego w pobliżu) już się nie odzywam.
Aleeeee jak jest ktoś w zasięgu kto nas doskonale zna, odzywam się do nich, co je stawia w niezbyt komfortowej sytuacji.
Kiedyś nasz wspólny nauczyciel zapytał....a co wy się gniewacie? Ja mówię....nie, tylko one są śJ a ja nie i już mnie nie znają. :)
Czy jestem podła? Nie, tylko trochę upierdliwa :D


Niezbadane są wyroki...


Co tam obcy ludzie. Ja znam przypadek gdzie matka całowała dwójkę swoich dzieci omijając nastoletnią córkę bo została wykluczona. Za takie zachowanie dostała w twarz od swojego 70 letniego ojca, ale i to nie pomogło.
Powiedziała ojcu że ją może zabić a ona swoich zasad nie zmieni.
Córka bardzo szybko wyprowadziła się z domu, matkę w ogóle nie interesowało gdzie jest i co robi  z czego się utrzymuje. Dla niej umarła, tak miała w zwyczaju mówić.
Jej rodzeństwo się z nią widywało, ale wiadomo w tajemnicy przed matką.

   Jednak los lubi być przewrotny. Po jakiś 18 latach matka ciężko zachorowała  na wątrobę. Tylko przeszczep był ją w stanie uratować, a ratowała się wszystkim co tylko możliwe. Podobno miała jakieś pogadanki ze starszymi, ale wszystko brała na barki swojego sumienia.
Z dziewczyną, a raczej już z kobietą, żoną, matka dwójki dzieci cały czas miało kontakt rodzeństwo. Wiedziała co się dzieje, oni nigdy świadkami nie zostali i nie mogli zostać też dawcami dla matki. Tylko w niej była nadzieja.
Matka do niej dzwoniła,  ale żal był tak duży że nie chciała rozmawiać. Jednak na operację się zdecydowała pod warunkiem że nie będą miały żadnego kontaktu.
Pamiętam naszą rozmowę przed operacją, mówiła do mnie Anusia co mam zrobić, może się wycofać? Odp...że co zrobisz to będzie tylko i wyłącznie twoja decyzja. Ja wiem, żal , ból, strach przed komplikacjami. Ale czy jak matka umrze nie dopadną cię wyrzuty? I tego się własnie bała.
Odwiedziłam ją po wyjściu ze szpitala, była w świetnej formie, mówiła że goi się jak na psie. Widziałam że sprawiła sobie tym radość. Całość podsumowała....dałam jej tą moją wątrobę, a niech ma cholera zgagę.

Nigdy się nie zgodziła na kontakt z matką, nawet wtedy jak matkę też wykluczono.
« Ostatnia zmiana: 26 Czerwiec, 2016, 21:41 wysłana przez Tazła »
Głupcem jest ten, kto nie potrafi się przyznać do własnych błędów i słabości, a widzi całe zło w innych.


Offline Tazła

  • Mistrzyni Ciętej Riposty
  • Wiadomości: 3 176
  • Polubień: 11193
  • Nigdy nie marzyłam o sukcesie. Pracowałam na niego
Odp: Z życia wzięte .....
« Odpowiedź #9 dnia: 26 Czerwiec, 2016, 21:46 »
Moja wina?


  Pod koniec mojej świadkowej kariery zebrałam opier....za sukienkę na szelkach a były to szelki dość szerokie sukienkę szyła mi moja matka, a więc nie było mowy o jakimś odkrywaniu. Były tylko odkryte ramiona i jak to sukienka miała zaszewki czyli podkreślała talię i biust.
Ale dla braci ja byłam półnaga z biustem na wierzchu. Odchodząc od karcenia powiedziałam głośno....Jehowo dlaczego mnie pokarałeś takimi cyckami które przykuwają uwagę. I znów dywanik, za niestosowne zachowanie. :-\ ;D ;D


Jak się robi dzieci?


 Kiedyś rozmawiałam z dziewczyną która wyszła za mąż i ich dziecko urodziło się 8,5 mca po ślubie.  Oczywiście rozmowa, a jak, a dlaczego itd.... Przedstawili papiery ze szpitala, że dzieciak to wcześniak, ale to było za mało.  Ona już była u kresu wytrzymałości. Na zebraniach patrzono na nią wilkiem, w służbie jak nie było matki, siostry czy męża to nikt nie chciał iść z nią w parze. Nie potrafiła się nawet cieszyć z tego dzieciaczka. II znów rozmowy z PANAMI MORALE, pada pytanie....jak do tego doszło?
Wtedy nie wytrzymała i powiedziała...a co nie wiecie jak? Rozłożyłam nogi i po sprawie. Otworzyła drzwi i pożegnała panów. Na tym się jej przygoda z organizacją skończyła.


Głupcem jest ten, kto nie potrafi się przyznać do własnych błędów i słabości, a widzi całe zło w innych.


Offline Tazła

  • Mistrzyni Ciętej Riposty
  • Wiadomości: 3 176
  • Polubień: 11193
  • Nigdy nie marzyłam o sukcesie. Pracowałam na niego
Odp: Z życia wzięte .....
« Odpowiedź #10 dnia: 26 Czerwiec, 2016, 21:51 »
Krew albo....

  Byłam przy takim "spotkaniu", zawiozłam babcię dziecka z wypadku do szpitala. Po drodze troszkę mnie wypytywała jak to jest z tą krwią i z tymi panami.
Syn i synowa latami z nią nie rozmawiali bo była przeciwna ich religii, rodzice synowej też byli świadkami.
Pyta się kim są ci panowie, syn że to bracia jacyś tam....pani spokojnie pyta, a to rozumiem że panowie są lekarzami? Cisza. Pani znów pociska....aż pyta wprost jednego ...jaki pan ma zawód? Odpowiedział jej chyba że handlowiec. Drugiego też zapytała....
Przyszedł lekarz i mówi ,że trzeba podjąć decyzję w sprawie leczenia. Ci trzej goście dopadli do lekarza i zaczęli prawić swoje mądrości. Matka podeszła do syna i mówi spokojnie....synu jak zajdziesz do domu i powiesz Marcie, że Jacek nie żyje, a ty się do tego przyczyniłeś, bo pozwoliłeś sprzedawcy aby decydował o sposobie jego leczenia?
Mówiła spokojnie, ale bardzo mądrze. Syn nic a nic się nie odzywał, siedział z głową spuszczoną i się  bujał jak dziecko z chorobą sierocą.
Wstał, poszedł do panów coś powiedział, oni pokręcili głowami i dalej stali. Znów przyszedł lekarz z ponagleniami, ci znów swoje przed lekarzem z wersetami.
Ojciec już zaczął mówić głośniej, żeby szli. Też nie skutkowało aż się wydarł....wypier...nie rozumiecie!!!
Razem z nimi poszli drudzy dziadkowie.
Dziś chłopak ma 17 lat jest zdrowy, a rodzina po wielu przebojach znów razem, ale już nie w organizacji.

Od tamtej pory uważam, tych ludzi za sępy. Krążą nad tą swoja ofiarą i krążą. Nic w nich z ludzkich odruchów.


cd

Stałam tam z boku i czułam się jakbym oglądała jakiś kiepski film. Podobno gdy wróciłam do domu wyglądałam jak kreda. Mąż dopytywał co i jak, a ja zaczynałam mówić i słowa więzły mi w gardle.
Długo nie umiałam o tym spokojnie opowiadać, nawet teraz po tylu latach na samo wspomnienie łzy  cisną się do oczu.
Pamiętam jeszcze jak lekarz podniesionym głosem mówił....ludzie opamiętajcie się, tu się liczy każda minuta , on umrze. Był wyraźnie przejęty i podirytowany. A oni z tymi swoimi uśmieszkami na twarzy mówili, że widzą co robią i postępują słusznie. Chcieli wejść aby pomodlić się razem z chorym ( gdzie chłopiec był nieprzytomny), ale lekarz powiedział, że na żadne czary nad łóżkiem chorego nie pozwoli
Głupcem jest ten, kto nie potrafi się przyznać do własnych błędów i słabości, a widzi całe zło w innych.


Offline Tazła

  • Mistrzyni Ciętej Riposty
  • Wiadomości: 3 176
  • Polubień: 11193
  • Nigdy nie marzyłam o sukcesie. Pracowałam na niego
Odp: Z życia wzięte .....
« Odpowiedź #11 dnia: 26 Czerwiec, 2016, 21:55 »
Ludzie na życiowym zakręcie.

   Moi dobrzy znajomi, on chłopak po przejściach, odsiadywał jakiś wyrok i właśnie w ZK go wyrwali na swój lep.
Poznali się gdzieś przez przypadek w jednym z osiedlowych sklepów. Fajna para młodych ludzi, tylko ona nie chciała zostać świadkiem. Chodziła trochę na zebrania, on będący na tzw wstępnym dopalaczu próbował ją zwerbować na różne sposoby.
Ona zaś podobnie do Ciebie, chciała mu otworzyć oczy. Spędziłam z nią wiele godzin na przeróżnych rozmowach ( oczywiście w tajemnicy), podpowiadałam jej różne pomysły, które były mniej lub bardziej trafione.
Jednym z lepszych było notoryczne powtarzanie....ja nie namawiam cię abyś nie kochał Boga, ale organizacja to nie jest to samo co Bóg. Bóg jest wszędzie, nie potrzebuje miejsc i pośredników, bo przecież gdzie dwóch lub trzech ....
I to działało, ale wtedy do ataku przystępowali braciszkowie. A więc granie na emocjach....kogo bardziej kochasz mnie czy organizację? Bo przecież Boga kochamy oboje.... To też działało.

Pewnego dnia dziewczyna myjąc okna zbiła szybę, a spadające kawałek szkła przeciął jej nadgarstek. Trafiła do szpitala, straciła dużo krwi i było z nią naprawdę ciężko.
Po kilku dniach gdy można ją już było odwiedzać poszłam do niej, opowiedziałam jak widziałam jej chłopaka płaczącego pod szpitalem. Widać było, że bardzo się bał.
Gdy rozmawiali następnego dnia, zapytała go....powiedz mi , ale jako mój K...a nie jako świadek. Gdybyś musiał podjąć decyzję co do mojego życia, zgodziłbyś się na krew? Nic jej nie odpowiedział.
Za to ona mu powiedziała....bo widzisz ja bym zrobiła wszystko dla ciebie, bo dla mnie jak dla Boga życie to największy skarb. A takich organizacji jest wiele i nie wiadomo czy za jakiś czas im się nie zmienią zasady. I wtedy co z tymi ludźmi co umarli? To tak jakby ich zamordować.
Nie ukrywam, że to był mój pomysł i moja podpowiedź.

Dziś są szczęśliwym , udanym małżeństwem prowadzą mały biznes i są rodzicami pięcioletniej Ani.



Nie taki wykluczony straszny...

Nie miałam osobiście kontaktu z wykluczonymi. Tzn gdy miałam z dziesięć lat był wykluczony wujek i wtedy on nas nie odwiedzał, bo tak sobie życzyła moja matka. Ona jeździła do ciotki ( jego żony ) ale wówczas gdy on był w pracy. Pamiętam jak strasznie ubolewała nad jego postawą i wówczas ja jako dziecko wyobrażałam go sobie jako potwora. Jakież było  moje zdziwienie gdy go zobaczyłam u dziadków i się okazało, że on nic  ani się nie zmienił.
Później wrócił do łask zboru i całej reszty mojej rodziny w tym umoczonej.

Była jeszcze jedna osoba wykluczona, przyszywana ciotka. I tu mieliśmy zapowiedziane że...mamy powiedzieć dzień dobry , ale nic więcej. Nie rozmawiać, nie iść do niej jak nas zaprosi i nic od niej nie brać.

Później już jako nastolatka miałam kontakt z wykluczonym który powrócił. I opowiadał mi kiedyś jak mu było bardzo źle. Jak ostracyzm wpędził go w depresję i że wrócił aby nie być sam. Wtedy sobie pomyślałam, że ja bym nie dała tak rady, nie umiałabym. A jednak..... los lubi płatać figle. :D

A tak ogólnie....ludziom którzy nie byli śJ i choć przez chwilę nie wierzyli w te zasady , ciężko pojąć te całe "zabiegi".
Ci ludzie naprawdę w to wierzą, że tak się okazuje miłość, że tego wymaga od nich Bóg i że postępują właściwie.

Można to podsumować tak....wiara jest ślepa, lecz ostracyzm to najlepszy lekarz okulista.
Głupcem jest ten, kto nie potrafi się przyznać do własnych błędów i słabości, a widzi całe zło w innych.


Offline Tazła

  • Mistrzyni Ciętej Riposty
  • Wiadomości: 3 176
  • Polubień: 11193
  • Nigdy nie marzyłam o sukcesie. Pracowałam na niego
Odp: Z życia wzięte .....
« Odpowiedź #12 dnia: 26 Czerwiec, 2016, 21:59 »
Nawet jeśli wiemy że Ci ludzie są zmanipulowani to chyba jednak musi trochę człowieka boleć, gdy słyszy na swój temat coś takiego. Ja niby też wiem, że powinienem mieć w nosie co ludzie o mnie mówią i jakie kłamstwa na mój temat będą krążyć jak odejdę. Ale jednak jestem przekonany, że jak usłyszę jakieś z nich osobiście to mnie to mocno dotknie.

Z drugiej strony minęło już trochę czasu i widać, że masz już do tego dystans i potrafisz się z tego śmiać, skoro nawet z tej historii powstał Twój nick :)

  Kiedyś bardzo bolało, aż paliło do białego. Z czasem nabrałam dystansu. A nawet mogę powiedzieć jak mała Mi....ludziom się w głowie nie mieści ile można mieć w d...... :D :D

Dobra na dziś koniec zbiorów, bo widzę, że zrobiła się tu prawdziwa czytelnia. Dobrej nocy :)
Głupcem jest ten, kto nie potrafi się przyznać do własnych błędów i słabości, a widzi całe zło w innych.


Blizna

  • Gość
Odp: Z życia wzięte .....
« Odpowiedź #13 dnia: 26 Czerwiec, 2016, 22:06 »
Wspaniały wątek :)


Offline NiepokornaHadra

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 1 076
  • Polubień: 2313
  • "Zabierz ze sobą tylko dobre wspomnienia" (GD)
Odp: Z życia wzięte .....
« Odpowiedź #14 dnia: 26 Czerwiec, 2016, 22:38 »
Tazła, jesteś wielka, osoby, które namówiły Cię do tego wątku też, coś czuję że to będzie hit przez wielkie 'H'.
mam nadzieje że uda mi się być na bieżąco.
"Bardziej niż w kwiaty, które więdną, możemy wdać się w chwasty. A te stale rosną i trudno się ich pozbyć" <T.O.P>

"...niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie..." <Immanuel Kant>