Witaj, gościu! Zaloguj się lub Zarejestruj się.

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Autor Wątek: Z życia ODSTĘPCY... :)  (Przeczytany 4394 razy)

puma

  • Gość
Odp: Z życia ODSTĘPCY... :)
« Odpowiedź #15 dnia: 02 Listopad, 2018, 16:09 »
To była Ciotka - Dobra Rada?!  ;D

Puma... i tak miałaś "dobrze", że Ciebie nikt na zebranie nie podwoził. Piszę przekornie, ale wiem co mówię.

Wyobraź sobie teraz, że jesteś zainteresowaną i Świadkowie dowożą Ciebie na każde zebranie samochodem! Jesteś wzruszona ich bezinteresowną miłością braterską. Bierzesz chrzest, bo chcesz być w religii z tak wspaniałymi ludźmi!
Po czym... już po chrzcie czekasz na nich aż przyjadą po Ciebie żeby Cię podwieźć na zebranie. A tu niespodzianka... cicho, głucho... nie przjechali...
Co się stało? Ano nic... po prostu wzięłaś chrzest, kolejna "owca" zaliczona... głosić jej już nie można (go się godzinki głoszenia już nie liczą..) i teraz już jako siostra NIECH RADZI SOBIE SAMA!

Doznajesz szoku - bo się spodziewałaś, że jako siostra będziesz traktowana z taką miłością jakiej doznałaś jako zainteresowana. A tu niespodzianka! Kopa w tyłek i tyle!
A takie rozczarowanie najbardziej boli.

Ja byłam w takiej sytuacji i wiem jak to zasmuca człowieka. Co prawda mnie nikt na zebranie nie podrzucał (no może sporadycznie), ale za to poświęcali mi dużo czasu podczas studium biblijnego. Gdy wzięłam chrzest, studium się skończyło, godzinki przestały się liczyć... i moje kontakty z pionierką, która ze mną studiowała urwały się z dnia na dzień. Nawet na Sali Królestwa już nie miała koło siebie miejsca dla mnie (a gdy byłam zainteresowaną, to zawsze mnie koło siebie sadzała).
I skończyła się sielanka.

P.S. Podziwiam Ciebie puma, że znosiłaś takie niedogodności żeby na zebranie dojechać!



Masz racje :) Po tym co napisałaś myślę że miałam super :) Ale brak zainteresowania ze strony mojej pionierki i tak mnie nie ominął.Tym bardziej dzięki, że to napisałaś od razu mi lepiej bo zaczynam rozumieć, że warunkowe traktowanie ludzi w zborze to norma :) Znaczysz coś dopóki jest studium prowadzone.Ciekawe gdzie jest ta braterska miłość o której się tak często wspomina na zebraniach.Pozdrawiam Cię serdecznie Po prostu ja :)


Offline Nemo

  • El Kapitan
  • Wiadomości: 4 382
  • Polubień: 10448
  • Często pod wiatr. Ale zawsze własnym kursem.
Odp: Z życia ODSTĘPCY... :)
« Odpowiedź #16 dnia: 02 Listopad, 2018, 16:46 »
Nemo masz bardzo ciekawy tryb życia! :)
Jednak dla gorliwych Świadków - którzy zapewne tu zaglądają "przez przypadek" - jest to typowy przykład życia odstępcy, który zginie w Armagedonie!  ;D ;D ;D

Chodzenie na zebrania i do służby to pewna ochrona przed armagedonową śmiercią; natomiast kto nie chodzi na zebrania, ten rychło zginie!  ;D ;D ;D
No cóż... zaryzykuję.  ;D ;) Wg ich wyliczeń, pierwszy raz powinienem zostać zgładzony, jako 2 latek w 1975 r. przecież byłem dzieckiem "ludzi ze świata". Potem już jak śJ czekałem na armagedon razem z tymi których demencja starcza już toczyła, bo urodzili się przed 1914 r. Znowu nic.
Podobno jak to mówią, do trzech razy sztuka.  ;D
To już chyba wróżbita Wojciech ma bardziej sprawdzone przepowiednie  ;D

Niemądrym jest być zbyt pewnym własnej wiedzy. Zdrowo jest pamiętać, że najsilniejszy może osłabnąć, a najmądrzejszy się mylić.
Mahatma Gandhi


Offline rychtar

Odp: Z życia ODSTĘPCY... :)
« Odpowiedź #17 dnia: 02 Listopad, 2018, 17:03 »
...wyjazdy na koncerty...

Właśnie jak się uda kupić bilet to będę na koncercie Rammstein'a w Chorzowie na Stadionie Śląskim :)
31.07.2017 AD - Wolność od JW.org


Offline PoProstuJa

Odp: Z życia ODSTĘPCY... :)
« Odpowiedź #18 dnia: 02 Listopad, 2018, 17:56 »
Masz racje :) Po tym co napisałaś myślę że miałam super :) Ale brak zainteresowania ze strony mojej pionierki i tak mnie nie ominął.Tym bardziej dzięki, że to napisałaś od razu mi lepiej bo zaczynam rozumieć, że warunkowe traktowanie ludzi w zborze to norma :) Znaczysz coś dopóki jest studium prowadzone.Ciekawe gdzie jest ta braterska miłość o której się tak często wspomina na zebraniach.Pozdrawiam Cię serdecznie Po prostu ja :)

Puma, ja również Ciebie pozdrawiam! :)

Pamiętam jak czułam się wyjątkowo jako zainteresowana - cała rodzina tej pionierki mi nadskakiwała. Chwalili za przemyślane wypowiedzi na studium, za gorliwość na zebraniach, za gorliwość w głoszeniu itd. Czułam się prawie jak członek ich rodziny. Byłam przekonana, że tak będzie zawsze.. a nawet lepiej, bo po chrzcie będę miała przecież jeszcze większą rodzinę duchową!

A tutaj zdziwienie... nazwałabym to szybkim "odstawieniem od piersi" zaraz po chrzcie.

Nie twierdzę, że to wszystko było z ich wyrachowania, bo chyba (?) mnie polubili. Byłam przekonana, że taka miłość panuje w tej religii. Że oni są żywym dowodem na prawdziwych sług Jehowy, Chrystusa...

Gdyby ktoś mnie uprzedził, że to nadskakiwanie jest tylko wobec zainteresowanych, to nie miałabym pretensji. Ale oni najpierw narobili mi nadziei, a później zostawili samej sobie (a byłam wtedy nastolatką!).

Podsumowując: dla nabicia godzinek w służbie bracia są gotowi na każde poświęcenie... dla nich liczba godzin jest wprost proporcjonalna do ich prawości oraz nadziei na wybawienie podczas Armagedonu.

W sumie wg "ewangelii Strażnicy" gdy Jezus będzie sądził zmarłych, to nie będzie pytał: czy pomogłeś bliźniemu?, ale poprosi ich o sprawozdania ze służby i będzie sprawdzał ilość godzin spędzonych przy stojaku, ilość rozpowszechnionych czasopism oraz ilość wyświetlonych filmików na tablecie!
Dzięki temu pionierzy specjalni (chyba 120 godzin głoszenia na miesiąc) pierwsi zmartwychwstaną, a za nimi pionierzy stali (70 godz) i pomocniczy (50 godz). Pozostali głosiciele będą musieli jeszcze trochę poczekać na zmartwychwstanie, a nieczynni głosiciele pójdą na wieczną zagładę!  ;D ;D ;D


puma

  • Gość
Odp: Z życia ODSTĘPCY... :)
« Odpowiedź #19 dnia: 02 Listopad, 2018, 18:36 »
Dla mnie to jest trochę głupota no bo jaki to jest ich owoc? jakie to są ich godziny i ich udział w służbie? czy ktoś za Ciebie się zgłaszał? czy ktoś za Ciebie odpowiadał na zebraniach? czy ktoś za Ciebie studiował? czy przygotowywał się na zebranie do strażnicy czy punktu w szkole teokratycznej?Robiłaś to wszystko sama.Myślałaś, że robisz to dla Boga i to dodawało Ci skrzydeł.To był Twój własny trud włożony w poznawanie Boga ( zostawmy na razie to,że poznawałaś nie Boga a strażnice)Gdybyś nie chciała tego robić to byś im zamknęła drzwi przed nosem albo nie interesowała się tym wcale i to byłoby dla nich wszystkich widoczne.To był twój własny trud a osoba która z kimś studiuje po prostu sobie ten cudzy trud przywłaszcza rozlicza na godziny i wpisuje na karteczki.Jak w przedszkolu dzieci biegają za panią z rysunkiem tak Świadkowie Jehowy biegają za starszymi czy tam kimś innym z karteczkami z owocem.A właśnie komu zdaje się ten owoc? bo nawet nie wiem?Nigdy mnie to nie interesowało raczej irytowało chociaż obserwowałam tę ich dziecinadę ze zdumieniem.Kiedyś nawet powiedziałam jednej nieochrzczonej głosicielce żeby nie zdawała owocu ze służby bo to jest głupie i stwierdziłam, że Jehowa na pewno wie ile godzin była w służbie bo przecież ją w tej służbie widzi skoro jego oczy są zwrócone na całą ziemię.Przyznała mi racje i nie zdawała owocu dopóki starszy jakoś tam jej do tego nie przekonał.Aż dziw , że mnie wtedy nie wezwali na czwartą rozmowę pod tytułem zaufaj Jehowie.Jak myślicie kto na mnie kablował, że miałam co najmniej trzy rozmowy w tym temacie? a może to standard i wszyscy zainteresowani to mają?


Offline PoProstuJa

Odp: Z życia ODSTĘPCY... :)
« Odpowiedź #20 dnia: 02 Listopad, 2018, 19:35 »
Dla mnie to jest trochę głupota no bo jaki to jest ich owoc? jakie to są ich godziny i ich udział w służbie? czy ktoś za Ciebie się zgłaszał? czy ktoś za Ciebie odpowiadał na zebraniach? czy ktoś za Ciebie studiował? czy przygotowywał się na zebranie do strażnicy czy punktu w szkole teokratycznej?Robiłaś to wszystko sama.Myślałaś, że robisz to dla Boga i to dodawało Ci skrzydeł.To był Twój własny trud włożony w poznawanie Boga ( zostawmy na razie to,że poznawałaś nie Boga a strażnice)Gdybyś nie chciała tego robić to byś im zamknęła drzwi przed nosem albo nie interesowała się tym wcale i to byłoby dla nich wszystkich widoczne.To był twój własny trud a osoba która z kimś studiuje po prostu sobie ten cudzy trud przywłaszcza rozlicza na godziny i wpisuje na karteczki.Jak w przedszkolu dzieci biegają za panią z rysunkiem tak Świadkowie Jehowy biegają za starszymi czy tam kimś innym z karteczkami z owocem.A właśnie komu zdaje się ten owoc? bo nawet nie wiem?Nigdy mnie to nie interesowało raczej irytowało chociaż obserwowałam tę ich dziecinadę ze zdumieniem.Kiedyś nawet powiedziałam jednej nieochrzczonej głosicielce żeby nie zdawała owocu ze służby bo to jest głupie i stwierdziłam, że Jehowa na pewno wie ile godzin była w służbie bo przecież ją w tej służbie widzi skoro jego oczy są zwrócone na całą ziemię.Przyznała mi racje i nie zdawała owocu dopóki starszy jakoś tam jej do tego nie przekonał.Aż dziw , że mnie wtedy nie wezwali na czwartą rozmowę pod tytułem zaufaj Jehowie.Jak myślicie kto na mnie kablował, że miałam co najmniej trzy rozmowy w tym temacie? a może to standard i wszyscy zainteresowani to mają?

To byłaś niepokorną zainteresowaną puma :)

Godzinki sobie nabijali, no bo w końcu mnie nauczali!
A jeszcze dodam jaka to była zaradność z ich strony. To nie była jedna godzinka na tydzień... nie. Jak szłam na studium, to tam spędzałam nawet i 4 godziny. No bo jeszcze jakiś film teokratyczny mi puszczali... i zegarek głoszenia tykał... :) A ja byłam zachwycona, że oni tacy gościnni i mnie tak szybko wypuścić nie chcą! :)

Ja bezsens liczenia godzin zauważyłam dość szybko. To było już chyba wtedy, gdy pierwszy raz podjęłam slużbę pionierską. Zobaczyłam wtedy, że nie są najważniejsze przeżycia duchowe w takiej służbie... tylko liczenie godzin!
Byłam jeszcze pionierką pomocniczą kilka razy, ale ostatecznie zarzuciłam to chyba jakieś 5 lat przed odejściem z organizacji. Właśnie przez dostrzeżenie BEZSENSU liczenia godzin!

P.S. Liczenie godzin ma ogromny sens dla Ciała Kierowniczego. Nie tylko z powodów statystycznych. Liczba godzin pokazuje bowiem stan duchowy Świadka. A ponadto... CK obawia się, że gdyby zaprzestano raportowania godzin, to Świadkowie masowo przestawaliby głosić (lub głosiliby znacząco mniej!).
To jest korporacja! Tu się liczą WYNIKI!

-------------------------------------------------------------------------------------
Z życia Odstępcy:

- Wchodzę do piekarni po chleb i nie czuję przymusu, żeby głosić ekspedientce ani dawać jej traktatu!  ;D

- Rozmawiam z koleżanką "ze świata" i nie czuję przymusu żeby jej głosić "dobrą strażnicową nowinę", aby ją wybawić przed Armagedonem. Ponadto gdy w rozmowie schodzimy na tematy religijne, nie muszę zerkać na zegarek, by zacząć liczyć czas głoszenia nieoficjalnego!  :)

Dla człowieka spoza zboru tak zachowują się świry... A dla Świadków to jest codzienność!  ;D


puma

  • Gość
Odp: Z życia ODSTĘPCY... :)
« Odpowiedź #21 dnia: 02 Listopad, 2018, 20:14 »
Ja bym jeszcze do tego dodała brak poczucia winy i oczywiście brak strachu przed tym , że się zginie w Armagedonie.To są dla mnie największe plusy.Tym bardziej, że pozbycie się strachu i poczucia winy zajęło mi najwięcej czasu.Wiadomo, że nie miałam tego w takim stopniu jak ktoś kto był ŚJ lat czterdzieści, ale i na mnie odbiła piętno pralka strażnicy.Na samym początku jest najgorzej nie poszłaś na zebranie  Jehowa to widział i może jest zły.Nie jesteś Świadkiem a już opuszczasz zebrania? Nie jesteś Świadkiem nie masz zabezpieczenia typu chrzest więc zginiesz.Z drugiej strony gdy będziesz ochrzczona to też nie wiesz czy przeżyjesz.Nie ma nic pewnego oprócz tego że zginiesz w armagedonie.Czytanie biblii przy pomocy własnych władz poznawczych powoli wyłącza armagedon( chodzi mi o nowy testament)


Offline Sebastian

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 4 157
  • Polubień: 5671
  • tel.kom.+48 799831259 Stowarzyszenie@WYZWOLENI.org
Odp: Z życia ODSTĘPCY... :)
« Odpowiedź #22 dnia: 02 Listopad, 2018, 22:05 »
z  życia odstępcy (czego nie muszę)
- nie muszę zastanawiać się czy "kwestia sumienia" jest nieformalnym zakazem czy nieformalnym pozwoleniem
- nie muszę zmieniać wierzeń z wtorku na środę
- nie muszę chodzić po klatkach schodowych i zawracać gitary nieznajomym
- nie muszę nikomu tłumaczyć się ze swojego życia seksualnego

z  życia odstępcy (co mogę robić, a będąc ŚJ nie mogłem)
1. po pierwsze: jestem papieżem i arcykapłanem w mojej jednoosobowej sekcie czcicieli Beatki :) a będąc świadkiem Jehowy nie miałbym szans na awans do Ciała Kierowniczego
2. po drugie: nie oczekuję raju na ziemi, ja ten raj już teraz zbudowałem sobie własnymi rękami i już teraz żyję sobie jak w raju :)
3. po trzecie: mogę uprawiać balwochwalstwo :) czczę materialne Bóstwo codziennie widzę Bóstwo i codziennie "jak Mojżesz" :) rozmawiam z Bóstwem
« Ostatnia zmiana: 02 Listopad, 2018, 22:39 wysłana przez Sebastian »


Offline PoProstuJa

Odp: Z życia ODSTĘPCY... :)
« Odpowiedź #23 dnia: 03 Listopad, 2018, 12:42 »
To ja jeszcze mam pytanie czy Wasze życie rażąco się zmieniło po wyjściu w orga?

Bo w wyobraźni Świadków (o czym były tu już komentarze), to każdy odstępca to pijak, rozpustnik, złodziej, hulaka... i jeszcze parę by się określeń znalazło.

A ja - wyobraźcie sobie Świadkowie - nie zaczęłam prowadzić hulaszczego trybu życia!
Co za niespodzianka!
Okazuje się, że mam swój rozum i nie potrzebuję do życia wspaniałych wskazówek ze Strażnicy! Jupi!


puma

  • Gość
Odp: Z życia ODSTĘPCY... :)
« Odpowiedź #24 dnia: 03 Listopad, 2018, 18:05 »

A ja - wyobraźcie sobie Świadkowie - nie zaczęłam prowadzić hulaszczego trybu życia!
Co za niespodzianka!
Okazuje się, że mam swój rozum i nie potrzebuję do życia wspaniałych wskazówek ze Strażnicy! Jupi!
Wcale mnie to nie dziwi.Czytałam Twoje początki na tym forum i wydaje mi się, że Ty zawsze miałaś wszystko poukładane jak należy.Nie wpadałaś w skrajności i z szacunkiem odnosiłaś się nawet do wykluczonych.Wydaje mi się, że bardzo mało byłych Świadków albo nawet żaden z nich wpasowuje się w podkoloryzowane strażnicowe mądrości dotyczące rażąco złego zachowania " odstępców".Zresztą taki człowiek cieszy się nowo zdobytą wolnością zwykle wraca do jakiejś pasji albo nadrabia stracony czas w innych dziedzinach życia.Niestety drodzy dziadkowie strażnicy brak exom czasu na wybijanie szyb w sklepach, kradzież rowerów ,branie narkotyków itp.;) ( mam nadzieję że nikogo nie obraziłam).


Offline Sebastian

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 4 157
  • Polubień: 5671
  • tel.kom.+48 799831259 Stowarzyszenie@WYZWOLENI.org
Odp: Z życia ODSTĘPCY... :)
« Odpowiedź #25 dnia: 03 Listopad, 2018, 22:10 »
To ja jeszcze mam pytanie czy Wasze życie rażąco się zmieniło po wyjściu w orga?

Bo w wyobraźni Świadków (o czym były tu już komentarze), to każdy odstępca to pijak, rozpustnik, złodziej, hulaka... i jeszcze parę by się określeń znalazło
oprócz ludzi którzy po odejściu z jw.org stoczyli sie moralnie i oprócz ludzi którzy żyją jak przykładni chrześcijanie jest jeszcze trzecia grupa (do której mam zaszczyt ja zaliczać się) można bowiem łamać korporacyjne zasady sekty nie łamiąc zasady współżycia społecznego

w moim przypadku nazwanie mnie "rozpustnikiem" lub zaprzeczenie temu że jestem rozpustnikiem jest kwestią przyjętej definicji :)

konkubinat wg świadków Jehowy jest "rozpustą" i spełnia definicję "porneia" opisaną w strażnicy, ale w opinii większości polskiego społeczeństwa udany oparty na obustronnej wierności zgodny konkubinat jest równie czcigodny co małżeństwo

sprawę jeszcze bardziej komplikuje status żonatego kawalera - gdyż ja ("jak kot Schrodingera" :) ) jednocześnie jestem i nie jestem żonaty; jest to stanowczo za trudne do zrozumienia przez świadków Jehowy (dla których mój status jednoznacznie wypełnia definicję "porneia" i koniec kropka)



Offline NieZnaPrawdy

Odp: Z życia ODSTĘPCY... :)
« Odpowiedź #26 dnia: 03 Listopad, 2018, 23:51 »
W sumie jako były zainteresowany po dwóch książkach też mam pewne luzy żyjąc poza zborem.Po pierwsze nie muszę już wstawać o 5.15 w niedziele po to żeby zdążyć z obowiązkami , a potem na busa o 7.30 dojechać w pustym busie ( tylko kierowca i ja) na 8.00 do miejscowości gdzie jest zbór.Zebranie o zgrozo o 10.00.Zwykle szłam do siostry z którą studiowałam biblię , a gdy wyjechała ratował mnie tylko szpital, który jest nieopodal sali zebrań.

Puma przypomniałaś mi dzieciństwo jak za młodu z ojcem jeździłem na zebrania. Ojciec szybko po pracy pędził na PKS. Potem włóczyliśmy się po mieście czekając na zebranie. Na zebraniu byliśmy zawsze pierwsi a wychodziliśmy ostatni. To były czasy kiedy jeszcze nie było sal tylko spotkania w mieszkaniach prywatnych. Po zebraniu nie było PKS-u i wracaliśmy pociągiem a z pociągu 3 kilometry pieszo nocą nieoświetloną drogą. Pamiętam jak zazdrościłem mieszczuchom, że wszędzie mają blisko a nawet dziwiłem się po co ludziom w mieście samochód.
Będąc po 20-stce wciąż mieszkałem na wsi ale miałem już swój samochód. W zborze pojawiła się zainteresowana samotna matka z dwójką małych dzieci, mieszkała na wsi jeszcze bardziej oddalonej od sali niż moja wieś. Zainteresowana miała w miarę dogodny dojazd do domu PKS-em ale chciał być odwożona samochodem. Starsi byli, jak to często bywa, hojni z cudzego, znaczy z mojego (musiałbym nadłożyć 30 km w obie strony). Może z raz się zgodziłem, potem byłem bardziej asertywny, z resztą nie tylko w sprawie podwózki dla niej.
« Ostatnia zmiana: 04 Listopad, 2018, 00:22 wysłana przez NieZnaPrawdy »


puma

  • Gość
Odp: Z życia ODSTĘPCY... :)
« Odpowiedź #27 dnia: 04 Listopad, 2018, 11:26 »

 Starsi byli, jak to często bywa, hojni z cudzego, znaczy z mojego
A jakże z cudzego ofiarować najlepiej:D Przypomniałeś mi tą śmieszną sytuacje z herbatą :D Kilka miesięcy temu wywiedziałam się że jestem podła i wredna no bo nie robię postępów duchowych, a bracia tyle czasu mi przecież poświęcili jak ja mogę się tak zachowywać po tym ile czasu spędziłam w ich towarzystwie ileż to herbaty się u nich napiłam :D Sytuacja jednak wyglądała tak, że gdy było moje studium to oni czasem nawet w trzy osoby przychodzili do mojego domu i nie chcieli pić herbaty za 2 złote.Co to to nie, zazwyczaj dopominali się o tą dużo droższą tzw. lepszą, którą ich raz poczęstowałam.Ja bezrobotna oni pracujący rozumiecie :D Nigdy przenigdy nie przynieśli czekolady czy ciastek natomiast ja tej siostrze z którą studiowałam przynosiłam czekolady :D Miałam u niej nawet swoją puszkę ze swoją własną herbatą gdyż ja nie znosze liściastych herbat.Jakie było moje zdziwienie gdy przyszłam na studium a puszka była pusta bo siostra wypiła moją herbatę ze swoimi przyjaciółmi.Kto kogo opijał ja się pytam? Sytuacja z innej beczki z kolejną pionierką która ze mną studiowała.Na domowym studium u mnie siostra błaga brata ( swojego męża, który tydzień wcześniej wrócił za granicy) czy ona by sobie nie mogła kawy kupić bo ona tak lubi ta kawę konkretnej marki na co on też pijący kawę odpowiada jej że nie kochanie bo to za duży wydatek.Ta siostra łzy w oczach.Ja na totalnym w.....e poleciałam kupić jej rzeczoną kawę.Czy to jest normalne, żeby żałować własnej żonie kawy?Ja się często zastanawiam co oni teraz jedzą z tymi dziećmi, które teraz mają.Czy znacie przypadek większego skąpstwa?


Offline Trinity

Odp: Z życia ODSTĘPCY... :)
« Odpowiedź #28 dnia: 04 Listopad, 2018, 12:03 »
wierz mi pauma ze ten mąż pierwszy i ostatni raz poskąpił jej tą kawę 😆


Offline Sebastian

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 4 157
  • Polubień: 5671
  • tel.kom.+48 799831259 Stowarzyszenie@WYZWOLENI.org
Odp: Z życia ODSTĘPCY... :)
« Odpowiedź #29 dnia: 04 Listopad, 2018, 12:27 »
zrozumiałbym ten szlaban na kawę gdyby byli oboje bezrobotni, a dzieciom trzeba buty kupić... ale wracając z zagranicy (w domyśle z zarobionymi pieniędzmi)?

to wypominanie poświęconego czasu i herbaty byłoby żenujące nawet wtedy gdyby było na odwrót (tzn. puma pracowałaby a oni byliby bezrobotni) nie rozumiem jak można tak w ogóle mówić...