Witaj, gościu! Zaloguj się lub Zarejestruj się.

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Autor Wątek: "Brat Maciej od zawsze miał wątpliwości"  (Przeczytany 92831 razy)

KaiserSoze

  • Gość
Odp: "Brat Maciej od zawsze miał wątpliwości"
« Odpowiedź #30 dnia: 02 Wrzesień, 2016, 09:46 »
Obiecałem, że będę publikował nagrania i filmy, ale nie byłoby to uczciwe, gdybym też nie skompromitował siebie samego, dlatego jeśli ktoś ma ochotę zmarnować sobie 30 minut życia, to zapraszam. Tytuł tego wykładu to "Czy możesz i czy będziesz żyć wiecznie", nagranie pochodzi z 2009 roku, byłem wtedy od 2-ch lat sługą pomocniczym. W trakcie swojej "kariery" wygłosiłem ten wykład chyba kilkanaście razy.

Sporo o tobie wiem, ale fajnie jest poczytać poukładaną historię. Zacytowałem jedynie fragment z wykładem - masz rację, nie da się tego słuchać :D :D
Też miałem taki wykład, który mogłem na zawołanie wygłosić - bez notatek i przygotowania. To były czasy...


Offline Lena

Odp: "Brat Maciej od zawsze miał wątpliwości"
« Odpowiedź #31 dnia: 02 Wrzesień, 2016, 10:06 »
Mav, piękne dzięki za kolejną część historii twojego życia.
Dziękuję też za wykładzik. Nieźle okraszona opowieść.

Ja tego wykładu musiałam słuchać chyba z 8 razy!! 😩. Już pod koniec siedziałam, patrzyłam się w okno i słyszałam w głowie: "bla, bla, bla, bla, blablablabla...."


Ciekawie piszesz, dobrze się to czyta. Nie czuć nigdzie jadu, widać że ochłonąłeś już i teraz na zimno kalkulujesz. Takie obiektywne podejście do tematu bardzo sobię cenię. Powiem tylko tyle: wincyj!

Mój mąż nigdy nie był skory do plucia jadem, nawet jeśli miał ku temu powody. Zawsze szuka w ludziach najpierw dobra, a nawet jak znajdzie jakieś wady, to od razu je usprawiedliwia. Taki troskliwy miś :). Gorzej z mną. Ja od razu mówię, co myślę ;).
« Ostatnia zmiana: 02 Wrzesień, 2016, 10:10 wysłana przez Lena »


Offline mav

  • Ja tu tylko sprzątam
  • Wiadomości: 952
  • Polubień: 5283
  • Nie sztuka się godzić, sztuką jest się wcale nie pokłócić.
Odp: "Brat Maciej od zawsze miał wątpliwości"
« Odpowiedź #32 dnia: 02 Wrzesień, 2016, 10:09 »
Ciekawie piszesz, dobrze się to czyta. Nie czuć nigdzie jadu, widać że ochłonąłeś już i teraz na zimno kalkulujesz. Takie obiektywne podejście do tematu bardzo sobię cenię. Powiem tylko tyle: wincyj!

Dziękuję, mieliśmy sporo czasu żeby ochłonąć, dlatego mam nadzieję, że całość uda się spisać bez emocji, na spokojnie.

Niestety z powodów technicznych następna część opowieści ukaże się dopiero w niedzielę. Ale w zamian jest przygotowana pewna niespodzianka, więc myślę, że warto będzie poczekać.

Ja tego wykładu musiałam słuchać chyba z 8 razy!! 😩. Już pod koniec siedziałam, patrzyłam się w okno i słyszałam w głowie: "bla, bla, bla, bla, blablablabla...."

Współczuję Ci :(. Ale byłaś dzielną żoną, jeździłaś ze mną na te wszystkie wyjazdy z wykładami pomimo, że wiedziałaś co Cię tam czeka.


KaiserSoze

  • Gość
Odp: "Brat Maciej od zawsze miał wątpliwości"
« Odpowiedź #33 dnia: 02 Wrzesień, 2016, 10:14 »
Ja tego wykładu musiałam słuchać chyba z 8 razy!! 😩. Już pod koniec siedziałam, patrzyłam się w okno i słyszałam w głowie: "bla, bla, bla, bla, blablablabla...."

Współczuję Ci :(. Ale byłaś dzielną żoną, jeździłaś ze mną na te wszystkie wyjazdy z wykładami pomimo, że wiedziałaś co Cię tam czeka.


Och, gołąbeczki, jak słodko się zrobiło...


« Ostatnia zmiana: 02 Wrzesień, 2016, 10:27 wysłana przez M »


Offline Moyses

Odp: "Brat Maciej od zawsze miał wątpliwości"
« Odpowiedź #34 dnia: 02 Wrzesień, 2016, 12:01 »
Kto słuchał całego wykładu MAV tego, który zamieścił w wątku? Ci co słuchali w realu się nie liczą.
A było obiecane, że co dzień jeden odcinek :'(
Rozumiem, dziś Jałm Almazid, jutro Szabat, a w niedziele to Biedronka do 20-tej jest otwarta.
Ale na niespodziankę warto poczekać.


Offline mav

  • Ja tu tylko sprzątam
  • Wiadomości: 952
  • Polubień: 5283
  • Nie sztuka się godzić, sztuką jest się wcale nie pokłócić.
Odp: "Brat Maciej od zawsze miał wątpliwości"
« Odpowiedź #35 dnia: 02 Wrzesień, 2016, 12:04 »
Kto słuchał całego wykładu MAV tego, który zamieścił w wątku? Ci co słuchali w realu się nie liczą.
A było obiecane, że co dzień jeden odcinek :'(

Wysłuchałeś cały wykład? O kurcze, chyba muszę Ci jakiś order za to przyznać. Ja bym po tylu latach nie dał rady wysłuchać całych 30 minut.

Niestety trochę przeliczyłem się z tym raz dziennie, bo żeby to opisać rzetelnie to potrzeba sporo czasu, aby wszystko pozbierać, szczególnie, że mówimy tu o sytuacjach sprzed 10 lat.
« Ostatnia zmiana: 02 Wrzesień, 2016, 12:06 wysłana przez mav »


Offline NiepokornaHadra

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 1 076
  • Polubień: 2309
  • "Zabierz ze sobą tylko dobre wspomnienia" (GD)
Odp: "Brat Maciej od zawsze miał wątpliwości"
« Odpowiedź #36 dnia: 02 Wrzesień, 2016, 12:30 »
Słucham wykładu i jakoś nie daje rady, chyba przerwę.
Jestem przekonana że słyszałam ten wykład, brzmi bardzo znajomo.

Pamiętam że twoje wykłady to jedne z nielicznych jakie słuchało się z zaciekawieniem, cała reszta to......
Ale nie, nie jestem w stanie tego słuchać, będąc poza...


Lena, Ty zawsze cicha spokojna. W Twoim towarzystwie zawsze było pewne że nie ważne co się zrobi to nie powiesz żeby komuś w pięty poszło. Moje subiektywne odczucie.

Edit: już odsłuchałam, podtrzymuje to co wcześniej napisałam. po wybudzeniu nie da się tego słuchać.
« Ostatnia zmiana: 02 Wrzesień, 2016, 13:28 wysłana przez NiepokornaHadra »
"Bardziej niż w kwiaty, które więdną, możemy wdać się w chwasty. A te stale rosną i trudno się ich pozbyć" <T.O.P>

"...niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie..." <Immanuel Kant>


Offline preampusDistortus();

Odp: "Brat Maciej od zawsze miał wątpliwości"
« Odpowiedź #37 dnia: 03 Wrzesień, 2016, 00:46 »
Świetny pomysł z tym zaciekawianiem częściami. Btw. jedno z najciekawszych świadectw jakie czytałem. Wyczekujemy zatem niedzieli ;)


Offline niewierzacy

Odp: "Brat Maciej od zawsze miał wątpliwości"
« Odpowiedź #38 dnia: 04 Wrzesień, 2016, 18:15 »
Maciej musisz się pozbyć nawyków z Jw.org i wypełniac obietnice.
Na początku obiecywałes, że bedzie codziennie odcinek.
Ja rozumiem, że wyszedłes z organizacji ale niech organizacja wyjdzie z Ciebie, bo z tym walczymy wszyscy ;)
Oni uczyli nas podawać wiele terminów... :D


Czekamy na ciag dalszy z niecierpliwością :)
« Ostatnia zmiana: 04 Wrzesień, 2016, 18:17 wysłana przez niewierzacy »
Jesteś odstępcą! - Odstępcą od organizacji, czy od prawdy?
WTS - to okupacja świadomości.
Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, bo tylko wtedy można wykryć to, co podważyć się nie da.


Offline mav

  • Ja tu tylko sprzątam
  • Wiadomości: 952
  • Polubień: 5283
  • Nie sztuka się godzić, sztuką jest się wcale nie pokłócić.
Odp: "Brat Maciej od zawsze miał wątpliwości"
« Odpowiedź #39 dnia: 04 Wrzesień, 2016, 19:10 »
Napisałem że się postaram, okazało się że mimo starań nie udało się dotrzymać tempa raz dziennie. Ale nie martw się, dziś odcinek się ukaże i zgodnie z obietnicą - będzie z dużym bonusem


Offline niewierzacy

Odp: "Brat Maciej od zawsze miał wątpliwości"
« Odpowiedź #40 dnia: 04 Wrzesień, 2016, 19:13 »
Super! :)


Dzisiaj mialem rozmowe ze stojakowymi 3 osoby. Siostrzyczka ładna i reagująca ale te dwa mohery torpedowały wszystkie moje pytania.
Oczywiscie nie przedstawilem sie kim jestem.
Na koniec ten chyba starszy powiedzial mi ze nie nie zglaszaja pedofilii,
bo jak to by było zeby zgłaszać brata który ukradł.
Na co mu progratulowałem znaku równosci miedzy kradzieza i pedofilią, aż tej młodej siostrzycce głupio zrobiło.


A wiec:
Kradziez i pedofilia to, to samo!
Dobrze ze sie nagralo! Jak mnie wykluczą to bedzie mozna udostepnic.
Jesteś odstępcą! - Odstępcą od organizacji, czy od prawdy?
WTS - to okupacja świadomości.
Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, bo tylko wtedy można wykryć to, co podważyć się nie da.


Offline NiepokornaHadra

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 1 076
  • Polubień: 2309
  • "Zabierz ze sobą tylko dobre wspomnienia" (GD)
Odp: "Brat Maciej od zawsze miał wątpliwości"
« Odpowiedź #41 dnia: 04 Wrzesień, 2016, 19:23 »
A wiec:
Kradziez i pedofilia to, to samo!
Dobrze ze sie nagralo! Jak mnie wykluczą to bedzie mozna udostepnic.

Słyszałam że nie ma podziału na grzech ciężki i lekki, grzech to grzech.
To mnie zabiło, jak, tego na logikę nie da się.
To jest chore.
"Bardziej niż w kwiaty, które więdną, możemy wdać się w chwasty. A te stale rosną i trudno się ich pozbyć" <T.O.P>

"...niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie..." <Immanuel Kant>


Offline Disorder

Odp: "Brat Maciej od zawsze miał wątpliwości"
« Odpowiedź #42 dnia: 04 Wrzesień, 2016, 20:17 »
Słyszałam że nie ma podziału na grzech ciężki i lekki, grzech to grzech.
To mnie zabiło, jak, tego na logikę nie da się.
To jest chore.

Jak nie ma podziału jak na niektóre grzechy wystarczy modlitwa a z innych musisz się spowiadać starszym.


Offline mav

  • Ja tu tylko sprzątam
  • Wiadomości: 952
  • Polubień: 5283
  • Nie sztuka się godzić, sztuką jest się wcale nie pokłócić.
Odp: "Brat Maciej od zawsze miał wątpliwości"
« Odpowiedź #43 dnia: 04 Wrzesień, 2016, 20:59 »

Remont chodnika przed Salą Królestwa
Kuchary Borowe, 9 czerwca 2009


Do zboru Kuchary przyjechałem jako świeżo upieczony sługa pomocniczy i pionier stały, razem z dwoma innymi pionierami stałymi. Zamieszkałem w pokoiku w domu koordynatora zboru z jednym z nich. Był to niewielki wiejski zbór, 53 czynnych głosicieli, na zebranie w tygodniu przychodziło średnio 40 osób. Sporo z tego to osoby starsze. Sala Królestwa mieściła się w pomieszczeniu, które w papierach stało jako "garaż" i zresztą tak wyglądało. W środku na samej sali nie było nawet okien. Dzisiaj tej sali już nie ma, bo tamtejszy zbór został wchłonięty przez inny, z powodu małej ilości głosicieli.

Zborem zarządzało dwóch starszych zboru, więc ani się obejrzałem, a miałem jakiś udział prawie na każdym zebraniu. Do tego 70 godzin głoszenia miesięcznie, praca zarobkowa na pół etatu i studia zaoczne (tak, wtedy jeszcze nie wyrzucano z przywileju za studia!) i możecie sobie wyobrazić, że moje życie było całkowicie wypełnione. Nie było czasu ani sił na cokolwiek innego. W Kucharach spędziłem 3 lata, podczas których przekonałem się, że mój obraz krystalicznej organizacji był daleki od prawdy. W Koninie wszystko było dopięte na ostatni guzik, starsi i słudzy mieli w zborze regularne spotkania, odwiedzano grupy, stosowano skrupulatnie wytyczne pochodzące z biura. W Kucharach prawie wszystko działało na opak lub z opóźnieniem. Trudno się jednak temu dziwić - praktycznie cała ekipa zarządzająca miała już swoje lata i wielu było po prostu zmęczonych życiem. Gdy przyjeżdżał nadzorca obwodu to czasami próbował wdrażać pewne procedury, ale gdy odjeżdżał to wszystko wracało do "normy". Z jednej strony to podejście było bardziej ludzkie, ale z drugiej strony bardzo uderzył mnie (i może nawet trochę 'zgorszył') kontrast pomiędzy tym co zobaczyłem tam, a tym co pamiętałem z Konina. Zawsze uczono mnie, że organizacja Boża na całym świecie działa jednakowo bo wszędzie działa duch Jehowy, ale rzeczywistość ten pogląd zrewidowała.


Dwóch młodych komputerowców mieszkających razem w jednym pokoiku. Co może pójść nie tak??

Ślub z Marleną wzięliśmy dopiero w styczniu 2010 roku, chociaż zaręczyliśmy się już w grudniu 2006, krótko przed moim przyjazdem do Kuchar. Wiem o czym myślicie: "3 lata? Czy was pogięło?!". To nie tak, że tak długo się zastanawialiśmy. Nie chodziło też o pieniądze (bo tych nie było ani w 2007, ani w 2010 roku). Powód był inny - bardzo chciałem się dostać na Kurs Usługiwania (2 miesięczne szkolenie na misjonarzy dla samotnych mężczyzn). W tamtym czasie było to jedno z najbardziej prestiżowych "osiągnięć" jakie mężczyzna mógł posiadać w organizacji. Wiele osób które były dla mnie autorytetami zaliczyło ten kurs i mnie również do tego zachęcano. Gdybyśmy się pobrali, to straciłbym tę szansę na zawsze (oczywiście wtedy nie spodziewałem się, że kilka lat później wprowadzą Kursy dla Małżeństw, a potem Kursy dla Ewangelizatorów, które miały niemal identyczny program, ale były przeznaczone dla wszystkich, w tym dla kobiet i dla tych po ślubie). Zatem oczywistym jest, że w końcu na ten kurs się dostałem? Guzik, a nie się dostałem! (Jedyny kurs na jaki się w tamtym czasie dostałem to Kurs Pionierski w sierpniu 2009 roku). Gdy w grudniu 2009 roku, po trzech latach czekania, koordynator zboru w końcu zadzwonił do Nadarzyna pytać co z moimi wnioskami bo czekam już tyle, a mam plany co do Marleny, to usłyszał w słuchawce: "powiedz chłopakowi, żeby się żenił". Najpierw przysłowiowy szlag mnie trafił (bo wcześniej nadzorca obwodu obiecywał mi, że się na ten kurs się dostanę nawet pomimo bycia zaręczonym, tylko muszę być cierpliwy), ale potem nawet się ucieszyłem. Miesiąc później byliśmy już po ślubie. 9 miesięcy później wyjechaliśmy na nasz pierwszy wspólny teren...

cdn.



Obiecałem, że z racji opóźnienia w opowiadaniu będzie bonus. A jest nim fakt, że ponieważ dotarliśmy do pewnego punktu wspólnego, to odtąd naszą historię będziemy z żoną opowiadać wspólnie :). Pozwólcie zatem, że ona sama powie parę słów o sobie:


Offline Lena

Odp: "Brat Maciej od zawsze miał wątpliwości"
« Odpowiedź #44 dnia: 04 Wrzesień, 2016, 20:59 »

Razem z Maćkiem na zgromadzeniu, na którym przyjęłam chrzest
Łódź, 4 grudnia 2005 roku


Nie urodziłam się w rodzinie Świadków Jehowy, ale w moich najwcześniejszych wspomnieniach z dzieciństwa nie widzę obecności innej religii w naszym domu. Jak przez mgłę kojarzę choinkę i wyczekiwanie pierwszej gwiazdki, ale być może są to jakieś urojenia powstałe w mojej głowie z opowiadań lub ze starych zdjęć rodzinnych. Przecież miałam może wtedy ze 4 latka. Lepiej pamiętam zerówkę i podstawówkę, ale o tym wolę nie mówić, bo to był dla mnie ciężki okres. Byłam jedynym dzieckiem Świadków w całej szkole... Potem doszła jeszcze inna dziewczynka i moje młodsze siostry, ale mam wrażenie, że to mi się najwięcej oberwało. Byłam szykanowana i wyśmiewana przez kolegów (przez niektórych nawet bita - tak, dostawałam kijami wpierdziel w drodze ze szkoły; bywały dni kiedy musiałam poczekać, aż oprawcy już wyjdą ze szkoły i będą już chociaż w połowie drogi do domu, żeby mnie nie dopadli, wtedy dopiero wracałam do domu), a przez nauczycielki ciągle nakłaniana do rzeczy, których nie było mi wolno robić. Jak sobie teraz myślę o tym okresie, to stwierdzam, że te panie nie postępowały ani wychowawczo, ani motywująco. Wszystkie miały silne zapędy patriotyczne i katolickie. Nie miałam z nimi lekko. Co roku udawały głupa i kazały mi lepić mikołaje, śpiewać hymn i stać na baczność na apelu. Dla mnie to naprawdę był dramat, bo mój dziecięcy rozumek szczerze nie chciał zasmucić Jehowy Boga, a z drugiej strony napierały na mnie ze swoimi katolickimi obrządkami jakieś obce baby. Rozumiem że mogły być świadome, że jestem wychowywana w sekcie, ale to nie była moja wina, że jestem inna. Istnieją inne sposoby postępowania z dziećmi świadków jehowy. Pozdrawiam te nieudacznice edukacyjne i dziękuję za zmarnowanie dziecięcej psychiki. Takie oto było moje dzieciństwo umiejscowione w latach mniej więcej 1991-1998 (?), w wiosce mocno katolickiej, patriotycznej i zaściankowej, gdzie mieć sąsiada "jehowca" to wstyd i wielki pech. Moja rodzina jak zaczęła się stawać świadkowska to dopiero było wydarzenie na wiosce. Hit!

W miejscowym zborze (rodzinny zbór z dziada pradziada, cztery klany i to pomieszane między sobą...) razem z moim rodzeństwem byłam wyjątkowym dzieckiem - jedyne dzieci świadków wyprodukowane z głoszenia od domu do domu. Tak sobie teraz myślę, że to był powód, przez który tak bardzo byłam lubiana. Byłam też grzeczna, spokojna, ale pyskata. Tak mi się przynajmniej wydaje... Niestety z całego zboru byłam też najgorliwszym dzieckiem. Najwięcej się udzielałam, najwięcej głosiłam, ubierałam się "stosownie", itp. Po moich komentarzach starsze ciotki chlipały ze wzruszenia! Naprawdę nie wiem skąd mi się to brało. Żeby taka dziewczynka sama z siebie wiedziała jak ma się zachowywać, co mówić i jak ubierać? Przecież nikt mnie za bardzo tego nie uczył, nie wiem.... Chyba podświadomie chciałam zadowolić mamę, te wszystkie ciotki, wujki i starszych, a także zaimponować może komuś?

Z czasem wzięłam chrzest i zaczęłam wpadać na różne szalone pomysły, takie jak np., służba pomocnicza. Podejmowałam ją kilka razy w roku. Nie rozumiałam jeszcze wtedy, że bardzo mnie to męczy z racji tego, że jestem introwertykiem. To znaczy, że męczą mnie obcy ludzie, rozmowy o niczym i otwarta przestrzeń wypełniona tłumem... Nie potrafię szybko przetwarzać nadmiaru bodźców z zewnątrz. Nie umiem lać wody i odzywam się tylko wtedy, kiedy naprawdę mam coś ważnego do powiedzenia. Odpoczywam tylko w domu będąc sama ze sobą (książka, film, drzemka), inaczej nie naładuję akumulatora i w dalszym działaniu jestem rozdrażniona i chaotyczna. Teraz to wiem, bo przeczytałam na ten temat sporo (olaboga - zakazanych!) książek różnych psychologów i innych mądrych ludzi. Nie wiem jak wytrzymałam będąc 5 lat pionierką stałą!

Swoją karierę pionierską zaczęłam właśnie w moim rodzinnym zborze. Złożyło się na to kilka czynników, a wniosek wypełniłam trochę po presją. W momencie kiedy go składałam, Maciek - wtedy już mój narzeczony - przyjechał dopiero co do mojego zboru razem z dwoma innymi pionierami. Wtedy  nadzorcą obwodu był bardzo bliski naszym sercom, prawdziwy kumpel młodych ludzi, ciepły i pogodny Piotr S., który razem ze swoją żoną, Anią (sympatyczna i otwarta) naprawdę się nami interesowali. Podczas obsługi ciągle "pracowała nade mną" żebym była pionierką. Zadawała pytania: "jak to będzie wyglądać, jak twój Maciek będzie sam pionierował?", "weźmiecie ślub i co? sam będzie pionierem?". Wjeżdżała mi na ambicje mocno, więc stało się. A szkoda, bo miałam fajną pracę i lubiłam ją. Mogłam już odciążyć rodziców, to zrezygnowałam z pracy i przeszłam na pasożytnictwo. Dobrze, że zdążyłam już zorganizować sobie samochód...