Witaj, gościu! Zaloguj się lub Zarejestruj się.

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Autor Wątek: Wygłaszanie punktów a stan psychiczny  (Przeczytany 531 razy)

Offline Ekskluzywna Inkluzywność

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 1 163
  • Polubień: 3729
  • Kronikarz Brata Bogumiła
Wygłaszanie punktów a stan psychiczny
« dnia: 16 Czerwiec, 2022, 23:43 »
Pamiętam, że nigdy nie lubiłem mieć punktów w TSSK. Już jako nastolatek gdy zbliżała się pora zebrania, to niedobrze mi się robiło, stres zżerał. Na sali siedziałem czekając jak na ścięcie, oczywiście wciśnięcie ściemy, że źle się czuję i dziś nie mogę było źle widziane. Potem tylko wstąpienie na mównicę, wydukanie co swoje, zejście i spokój.

Z perspektywy czasu naprawdę nie widzę by udział w szkole teokratycznej w czymś mi pomógł, czegokolwiek nauczył, a siłowa atmosfera dodatkowo odbierała temu smak.

Nie każdy nadaje się na kaznodzieję i do wystąpień publicznych, a już zwłaszcza gdy nie masz ochoty na takie wystąpienia i nie wychodzi to od ciebie.

Pomijam już sposób w jaki były konstruowane przemówienia, ten wylewający się górnolotny patos i okrągłe regułki. Jeśli czegoś się człowiek tam uczył, to jak przetrwać w tym środowisku i jakim językiem operować i jakimi kategoriami myśleć.

W każdym razie ja wspominam wygłaszanie punktów źle, taka smutna konieczność, którą chciało się mieć za sobą, ale na zebraniach wszystko chce mieć się jak najszybciej za sobą. A i nie bez przyczyny ktoś powiedział kiedyś, że najważniejszym punktem programu zgromadzeń jest przerwa.


Offline Estera

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 6 939
  • Polubień: 16741
  • Przeszłości nie zmienię, dziś i jutro jest moje :)
Odp: Wygłaszanie punktów a stan psychiczny
« Odpowiedź #1 dnia: 17 Czerwiec, 2022, 01:32 »
   Jeśli chodzi o mnie, tremę miałam i owszem, przed każdym punktem.
   Ale bardzo często moje pokazy były oparte na prawdziwych zdarzeniach i dialogach z mojej służby.
   A czasami gdzieś zasłyszanej z czyichś opowieści, choć dużo rzadziej.
   Więc takie pokazowe scenki musiałam tylko dostosować do zadanej lekcji.
   Żądaną lekcję studiowałam starannie z podręcznika TSSK.
   A potem brałam się za redagowanie całej rozmowy.
   I raczej większych problemów z tym nie miałam.
   Traktowałam to jak zaliczenie wypracowania w normalnej szkole.
   Takie przygotowanie się perfect na szóstkę  :)) :))
Nie walczę z organizacją, ja się przed nią bronię, jestem jej ofiarą!
https://komitetsadowniczy.blogspot.com


Offline Technolog

Odp: Wygłaszanie punktów a stan psychiczny
« Odpowiedź #2 dnia: 17 Czerwiec, 2022, 08:13 »
Z dzieciństwa dobrze wspominam TSKK. Wiadomo, że jako dzieciak się denerwowałem i trząsłem się, ale po minucie przechodziło. Dzięki temu nie miałem problemu w podstawówce i do teraz nie mam z wystąpieniami przed grupą współpracowników, rozmowami w większej grupie osób czy prowadzeniem szkoleń. W podstawówce miałem lekkie pióro do wypracowań, a dzięki lekcjom, które trzeba było zaliczyć moje wypracowania nie były chaotyczne, dobrze się je czytało, co zwykle ze zdziwieniem przyznawała pani od polskiego. Nauka wyszukiwania materiałów w wielu źródłach i złożenia tego w 5 min tekst, rozmowy 1-1 to później się przydało na studiach.

Obecna SKK nie ma nic wspólnego z poprzednią. Za to w całości wypełnia poprzednią nazwę- szkoła służby kaznodziejskiej, więc jest - tłuczenie schematów rozmów w klasycznym od dziesięcioleci wydaniu, pierwsza rozmowa, odwiedziny, studium.


Offline Sebastian

Odp: Wygłaszanie punktów a stan psychiczny
« Odpowiedź #3 dnia: 17 Czerwiec, 2022, 12:08 »
ja po prostu uwielbiałem mieć pkt w teokratycznej szkole, często improwizowałem...

wielu braci zamiast przygotować pkt, nie przychodziła na zebranie... "po prostu"...

wtedy nadzorca szkoły (który teoretycznie sam powinien wtedy przedstawić zastępcze przemówienie) "z lenistwa" (zamiast stanąć za mównicą) pytał zebranych: "czy ktoś chce omówić ten pkt w zastępstwie?!"

i oczywiście zawsze tylko Sebastian wtedy zgłaszał się na ochotnika...

w ciągu miesiąca odbywało się średnio jedno przemówienie które jakiś brat dostał do opracowania i które faktycznie przedstawił, a pozostałe 3 lub 4 razy Sebastian przedstawiał pkt "na ochotnika"

taki proceder trwał kilkanaście miesięcy i wszyscy zdążyli się do tego "przyzwyczaić"...

nadzorca szkoły wiedział, że Sebastian "zawsze uratuje sytuację" i było to dla niego wygodne...
Cytat: dziewiatka
Sprawa świadków też się rozwiąże po ogłoszeniu pokoju i bezpieczeństwa przyjdzie nagła zagłada i świadka nie będzie spojrzysz na jego miejsce a tu normalny człowiek
:)


Offline Gwałcidusza

Odp: Wygłaszanie punktów a stan psychiczny
« Odpowiedź #4 dnia: 18 Czerwiec, 2022, 16:08 »
Pamiętam, że nigdy nie lubiłem mieć punktów w TSSK. Już jako nastolatek gdy zbliżała się pora zebrania, to niedobrze mi się robiło, stres zżerał. Na sali siedziałem czekając jak na ścięcie, oczywiście wciśnięcie ściemy, że źle się czuję i dziś nie mogę było źle widziane. Potem tylko wstąpienie na mównicę, wydukanie co swoje, zejście i spokój.

Z perspektywy czasu naprawdę nie widzę by udział w szkole teokratycznej w czymś mi pomógł, czegokolwiek nauczył, a siłowa atmosfera dodatkowo odbierała temu smak.

Nie każdy nadaje się na kaznodzieję i do wystąpień publicznych, a już zwłaszcza gdy nie masz ochoty na takie wystąpienia i nie wychodzi to od ciebie.

Pomijam już sposób w jaki były konstruowane przemówienia, ten wylewający się górnolotny patos i okrągłe regułki. Jeśli czegoś się człowiek tam uczył, to jak przetrwać w tym środowisku i jakim językiem operować i jakimi kategoriami myśleć.

W każdym razie ja wspominam wygłaszanie punktów źle, taka smutna konieczność, którą chciało się mieć za sobą, ale na zebraniach wszystko chce mieć się jak najszybciej za sobą. A i nie bez przyczyny ktoś powiedział kiedyś, że najważniejszym punktem programu zgromadzeń jest przerwa.
Dobrze rozumiem o co ci chodzi. Roszada też podał fajne przykłady z literatury Strażnicy. Właśnie na tym polega  bezduszność tej organizacji. Oni w ogóle nie biorą pod uwagę, że ktoś może mieć takie problemy. Nie ma żadnej furtki ratunkowej dla kogoś kto nie ma predyspozycji akwizytora, lub miewa fobie społeczne. Tam nie ma miejsca na rany emocjonalne, lub na nieśmiałość. Wszyscy muszą być uśmiechniętymi prosidełkami. I nie ważne że ktoś się trzęsie lub dostaje biegunki. Albo rozwija się u niego nerwica czy depresja. To ich nie obchodzi. Jak na to teraz patrzę z boku, to ci co tym kierują są bez empatii i współczucia.