Witaj, gościu! Zaloguj się lub Zarejestruj się.

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Autor Wątek: CHWILA WSPOMNIEŃ: rożne wykroczenia, rozstrzygane w KOMITETACH SĄDOWNICZYCH SJ?  (Przeczytany 18827 razy)

Offline Lovely



Dzisiaj nie wiem czy dobrze zrobiłem przyjmując do siebie Staszka ,może to byłby ten moment przebudzenia.
 

Dobrze zrobiłeś. Zawsze trzeba pomagać innym. Nie wiesz czy by się wybudził czy nie a Ty byś miał wyrzuty sumienia.

Wysłane z mojego ANE-LX1 przy użyciu Tapatalka



Offline Dietrich


 Gdy tylko skończyli głosić i się rozstali,Ala zadzwoniła do koordynatora że jest zgorszona bo Staszek mieszka z obcą kobietą(byłą żoną) bez ślubu i może dochodzić do niemoralności. Prawie mnie z fotela wyrwało.Ogólnie było wiadomo że żona Staszka jest przeciwniczką świadków Jehowy. No ale dobra, z braku pomyslu jak to potraktować wyznaczono dwóch Starszych żeby z rana zadzwonili do Nadarzyna. Odpowiedż była zdecydowana ma się natychmiast wyprowadzić,i należy sprawdzić jego kwalifikacje do usługiwania.
 

Niemal identyczna sytuacja miała miejsce u mnie w zborze. Nieochrzczona głosicielka wzięła rozwód z mężem alkoholikiem, jednak oboje mieszkali pod jednym dachem. Pochwaliła się "pionierce" będącej zborową mass-medią. Oczywiście obyło się bez komitetu, jednak zdjęto ją z głosiciela.  Pół roku trwało, żeby ponownie została głosicielem. Pewnie wiele razy musiała się spowiadać przed krawatami z prywatnych spraw typu czy śpią w oddzielnych łóżkach, jak sobie radzi z brakiem seksu, itp.

Wówczas, jako dwudziestoletniemu szczeniakowi wydawało się, że to słuszne podejście. Ale teraz widzę to wszystko inaczej.
Jakim kretynem trzeba być, żeby już momentu rozwodu zrównać współwyznawcę mającego problemy ze zwykłym "światowym" cudzołożnikiem?  A już szczytem obłudy jest sugerowanie wzięcia rozwodu przed chrztem, bo "później już nie wolno".  Gdzie tu logika i sens?

« Ostatnia zmiana: 03 Marzec, 2021, 18:48 wysłana przez Dietrich »


Offline Dietrich

Przy tej okazji przypomniała mi się jeszcze jedna historia. Być może zdemaskuje mnie ona (nadal oficjalnie jestem ŚJ). Ale mam to gdzieś.

Otóż był u mnie w zborze brat, dajmy mu na imię Romuald.
Jak to mówią: dusza człowiek. W zborze kochany przez wszystkich.
Ale miał żonę przeciwniczkę ŚJ, wyjątkowo wredną i zajadłą. Sporo mi opowiadał, lecz zawsze w kontekście znoszenia prześladowań jak w listach Pawła.

Starał się żyć z nią 'w pokoju'. O rozwodzie lub separacji nawet nie myślał, w nadziei, że uda mu się ją 'pozyskać'.

Otóż zdarzyła się sytuacja, że szanowna małżonka najnormalniej w świecie pierdykła z drabinki podczas wieszania firanek i dość mocno się potłukła...
On do niej z uśmiechem:
- No to teraz możesz  wezwać policję i powiedzieć że mąż świadek Jehowy cię pobił ;)

I wiecie co? Ona to zrobiła!

Facet dostał wyrok w zawiasach :-[

Przekreśliło to jego "kwalifikacje duchowe" jako człowieka nieposzlakowanego i przez kilkanaście lat ciążyło na nim piętno damskiego boksera.
Więc wiadomo, że nie został nigdy zalecony na przywilej.