Dwa nowe teksty:
https://swiadeks.blogspot.com/2014/04/swiadkowie-jehowy-amerykanska-religia_77.htmlAmerican Bullshit. Welcome to Poland.
Dobrze pamiętam lata dziewięćdziesiąte. To okres mojego dzieciństwa. Związany był w dużym stopniu z religią Świadków Jehowy – w której się urodziłem – i którą uważałem za najprawdziwszą pod słońcem. Nie zdawałem sobie sprawy, że dorastałem w tzw. ciekawych czasach; transformacja ustrojowa, całkowita zmiana rzeczywistości, zagraniczne firmy wchodzą do Polski, szybko rodzą się małe fortuny. Ale z drugiej strony też ubóstwo, szarość, smutek, dwucyfrowe bezrobocie. Brak perspektyw. Pijani ludzie w bramach. Beznadziejność w powietrzu..
Gdy kapitał zachodni zaczął napływać do nas wielkim strumieniem - my Polacy cieszyliśmy się, uznawaliśmy Zachód za jakieś mityczne miejsce, gdzie wszystko jest piękne a ludzie są szczęśliwi i dobrzy. Tymczasem, tak jak zwykle z mitami bywa – twarda rzeczywistość zweryfikowała je negatywnie. Drapieżny kapitał zachodni potraktował nas jako swoją kolonię. Słusznie zakładając, że jesteśmy ociemniałymi naiwniakami, którzy odseparowani przez lata od kapitalistycznych realiów - kupią praktycznie wszystko, co im się umiejętnie wciśnie. I tak zostaliśmy zalani przeróżnymi produktami, których sprzedaż wspierana była niespotykaną wcześniej w Polsce maestrią marketingową. W naszym świecie pojawiły się zjawiska wcześniej niespotykane: Mc Donaldy, supermarkety, bloki reklamowe w telewizji, głupawe hollywoodzkie filmy, sprzedaż telefoniczna, kiczowate reklamy, domokrążcy, zawiłe umowy małym druczkiem, tele-sprzedawcy, przetworzona żywność, Amway, biedni ludzie wręczający ulotki reklamowe bogatych firm itd.
Amerykański merkantylizm zagościł u nas na dobre. Zachodni biznesmani z pełną świadomością wykorzystywali łatwowierność nowo nawróconych ziomków ze wschodu. Wykupywali nam wszystko to, co wartościowe; całe sektory rynków, firmy wodociągowe i telefoniczne, fabryki, budowali centra handlowe w najlepszych lokalizacjach.
W zamian zaś społeczeństwo otrzymało pełne półki w sklepach. Choć jakość pożywienia i ilość wartości odżywczych na produkt niestety spadła. Pojawił się za to plastik. Dużo plastiku.
Zwykli ludzie zarabiali grosze i byli predestynowani do pracy przy kasie lub taśmie produkcyjnej. Naszym produktem wewnętrznym i eksportowym została tania siła robocza.
Komunistyczny poster antyamerykański z 1969 roku. Tytuł: "Równość w Ameryce".
Dopiero po wielu latach doświadczania amerykańskiego kapitalizmu korporacyjnego jesteśmy w stanie zrozumieć pewne mechanizmy. Ja, im więcej rozumiałem, tym moje wnioski obejmowały coraz szersze aspekty mojego życia. Aż w końcu objęły coś, co jak kiedyś naiwnie wierzyłem było wolne od wpływów politycznych, finansowych, ustrojowych czy kulturowych. Mówię o religii. A konkretnie o Świadkach Jehowy, którzy szczycą się, że są czymś absolutnie wyjątkowym na naszej planecie, że nie są z tego świata i działają pod błogosławieństwem Bożym. A prawda jest taka, iż Świadkowie Jehowy właśnie są dokładnie z tego świata, a będąc bardziej precyzyjnym są ze świata amerykańskiego kapitalizmu. Są integralną częścią tamtejszej kultury. Odcinają się od polityki, ale są bezsprzecznie beneficjentem ekspansji USA na cały świat. Postaram się niniejszym tekstem to wykazać. Poniżej w punktach prezentuję cechy, które łączą religię Świadków – z miejscem ich poczęcia.
America. Chosen nation.
Przekonanie o własnej wyjątkowości, albo nawet przedstawianie się jako naród wybrany – to z pewnością cecha obecna w społeczeństwie amerykańskim. Sami siebie uważają za naród o szczególnej historii i misji wobec świata.
Ciąg dalszy tutaj
https://swiadeks.blogspot.com/2014/04/swiadkowie-jehowy-amerykanska-religia_77.html oraz:
https://swiadeks.blogspot.com/2014/04/swiadkowie-jehowy-amerykanska-religia_1.htmlWatchtower Incorporated – American Way
Ameryka to kraj wielkich korporacji. Kształtują kulturę, wpływają na politykę, finansują kampanie wyborcze, a największe z nich mają budżety i wpływy większe niż niejeden kraj. Brutalna konkurencja rynku stworzyła potężnych graczy, którzy nauczyli się zdobywać klienta, budować markę i ekspandować wszędzie tam, gdzie pojawia się nowy rynek.
Żeby zrozumieć, czym są Świadkowie Jehowy, trzeba przyjrzeć się glebie, z której wyrośli.
W Europie przez stulecia religię dostawało się właściwie w pakiecie z miejscem urodzenia. Rodziłeś się w katolickiej Polsce, luterańskiej części Niemiec albo anglikańskiej Anglii i sprawa była w zasadzie załatwiona. Kościół miał swoje terytorium, parafie, majątek, tradycję, czasami także bezpośrednie wsparcie państwa. Nie musiał chodzić od domu do domu i przekonywać własnych parafian, żeby zostali jego wyznawcami. Innymi słowy nie musiał agresywnie rywalizować, a co za tym idzie wykształcać "pazurów" psychomanipulacyjnych czy innych technik walki o "klienta".
W Ameryce stopniowo powstał zupełnie inny model. Po rewolucji zakończonej w 1783 roku, wprowadzono ścisłą separację religii od państwa. Wyznanie stało się sprawą dobrowolnego wyboru i państwo nie wspierało żadnej konkretnej religii.
Tak narodził się amerykański wolny rynek religii. Kaznodzieje objeżdżali kraj, organizowali wielkie zgromadzenia, drukowali czasopisma i miliony broszur, zbierali pieniądze i rekrutowali nowych wyznawców. Jedne ruchy ginęły, inne rosły i wypierały konkurencję, czasem łączyły siły. Ten niemal darwinowski religijny dobór naturalny sprawił, że przetrwały organizacje najlepiej przystosowane. Choć jest w tym ironia, bo większość z tych ruchów Darwina zaciekle zwalcza.
Baptyści, metodyści, prezbiterianie, kwakrzy, mormoni, adwentyści, zielonoświątkowcy, i wiele innych. Ameryka stała się wielkim supermarketem zbawienia, gdzie kolejne ruchy mają swoją ofertę, swoje targety i zasięgi.
I właśnie w tym świecie pojawia się Charles Taze Russell.
Russell nie zostaje proboszczem w jakiejś gotowej formule. On tworzy nowy produkt religijny. Czy kopiował rozwiązania z firm typowo handlowych? I tak i nie. To wszystko rozwijało się razem. Towarzystwo Strażnica zostało inkorporowane w 1884 roku. General Electric powstało w 1892, w tym samym roku Coca Cola, Ford Motor Company dopiero w 1903.
Religia i kapitalizm nie były więc w USA dwoma obcymi światami, które pewnego dnia przypadkiem się spotkały. Rozwijały się obok siebie, korzystając z podobnych wynalazków organizacyjnych: masowej komunikacji, centralnego zarządzania, standaryzacji, statystyki, sieci dystrybucji i ekspansji.
Dlatego nie twierdzę, że Świadkowie Jehowy są oszukańczą firmą działającą pod przykrywką religii. Świadkowie są po prostu na wskroś amerykańskim produktem religijnym. Wyrośli na rynku, na którym religia musi walczyć o uwagę, zaangażowanie i pieniądze wiernego, bo inaczej ginie. W Ameryce Świadkowie Jehowy nie są szczególnym dziwadłem. Bo tam, to normalne, że trzeba się czymś wyróżnić; czymś zaszokować, trochę postraszyć. Uzależnić klienta od produktu.
Za to w Polsce wyglądali jak przybysze z innej planety. I nie mieli pokojowych zamiarów. Dla Polaka wychowanego w świecie parafii, szczególnie po legalizacji działalności Świadków w 1989 roku, zetknięcie z nimi oznaczało spotkanie z zupełnie innym modelem religii. Religii, która nie czekała na wiernego. Ona po niego wychodziła. Bez pardonu zwalczała i oczerniała konkurencję. Pukała do drzwi. Wracała za tydzień. Przynosiła kolorowe gazetki z mocny przekazem. Zakładała studium. Zapraszała na zebranie. A kiedy zainteresowany sam został Świadkiem — szkoliła go, żeby sam zaczął pukać do następnych drzwi.
Co jest korporacyjnego u Świadków Jehowy?
Zacznijmy od działu sprzedaży:
czytaj dalej
https://swiadeks.blogspot.com/2014/04/swiadkowie-jehowy-amerykanska-religia_1.html