Witaj, gościu! Zaloguj się lub Zarejestruj się.

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Autor Wątek: Wojna Kongo-Katanga 1960-65 a ..... Strażnica  (Przeczytany 341 razy)

Offline Ostatni Mohikanin

Wojna Kongo-Katanga 1960-65 a ..... Strażnica
« dnia: 11 Wrzesień, 2019, 07:07 »
Wojna między Belgami a mieszkańcami ich kolonii, Konga. Cytat z książki " Wojny kolonialne i postkolonialne w Afryce i Azji 1869-2006"strona 418: "Ramię w ramie z bojówkarzami występowali członkowie sekty religijnej Kitawala, ruchu millenarystycznego,wywodzącego się z Watch Tower(inny odłam tego ruchu znany jest u nas pod nazwą Świadkowie Jehowy)". Kitawala zasłynęła z akcji terrorystycznych. Mieli się od kogo uczyć. ;)


Online DeepPinkTool

Odp: Wojna Kongo-Katanga 1960-65 a ..... Strażnica
« Odpowiedź #1 dnia: 11 Wrzesień, 2019, 07:30 »
Poniżej strażnicowy cytat, będący wspomnieniem brata Roberta Nisbeta:

"Poważnych trudności nastręczył nam samozwańczy „Syn Boży”, Mwana Lesa, oraz jego ugrupowanie „Kitawala”, co niestety znaczy „Strażnica”. Jakiś czas przed naszym przyjazdem ów fanatyk utopił sporo Afrykanów, twierdząc, że ich chrzci. W końcu został aresztowany i powieszony. Później miałem okazję rozmawiać z człowiekiem, który wykonał tę egzekucję. Wyjaśniłem mu, że Mwana Lesa nie miał nic wspólnego z naszym Towarzystwem Strażnica." [Strażnica, w03 1.4 s. 29]


Offline Ostatni Mohikanin

Odp: Wojna Kongo-Katanga 1960-65 a ..... Strażnica
« Odpowiedź #2 dnia: 11 Wrzesień, 2019, 07:52 »
Wiadomo że CK nie wspierało tego typu działań. Ale i tak przynajmniej część członków Kitawala czytywała Strażnicę,bo takowe znajdywano u nich.


Online DeepPinkTool

Odp: Wojna Kongo-Katanga 1960-65 a ..... Strażnica
« Odpowiedź #3 dnia: 11 Wrzesień, 2019, 08:38 »
 ;) ... i jeszcze jeden obszerny fragment od Towarzystwa:

"Ale jeśli chodzi o prawdziwy chrystianizm, początki — tak jak gdzie indziej — nie były łatwe. Były nawet trudniejsze, ponieważ przez jakiś czas mylono Świadków Jehowy z ruchem religijnym znanym pod nazwą Kitawala.
Problemy z rozpoznaniem Świadków Jehowy
Słowo „Kitawala” wywodzi się z suahilijskiego terminu, który znaczy „dominować, kierować, rządzić”. I rzeczywiście, ruch ten wytyczał sobie cele polityczne — dążył do uniezależnienia Konga od Belgii. Zdaniem niektórych cele te łatwiej było osiągnąć pod przykrywką religii. Niestety, członkowie Kitawali przechwytywali, studiowali i rozpowszechniali publikacje Świadków Jehowy. Na miejscach swoich spotkań umieszczali angielski napis „Watch Tower” (Strażnica). Kitawala rozwinęła się w prowincji Katanga na południowym wschodzie Konga. Mimo że pojawiła się tam znacznie wcześniej niż Świadkowie, ludzie przez dziesiątki lat uważali jej członków za Świadków Jehowy — oczywiście niesłusznie.
Kitawala przekręcała nauki biblijne, tak by popierały poglądy polityczne, zabobonne praktyki i niemoralny styl życia jej zwolenników. Odmawiała płacenia podatków i przeciwstawiała się władzy kolonialnej. Niektóre grupy Kitawali chwytały nawet za broń. Nic dziwnego, że belgijski rząd zakazał jej działalności.
W roku 1956 pewien wyższy urzędnik państwowy z Konga Belgijskiego opublikował w gazecie artykuł rzucający światło na pochodzenie Kitawali. Opowiedział w nim o Tomo Nyirendzie, który urodził się w Niasie (obecnie Malawi), a mieszkał w Rodezji Północnej (obecnie Zambia). Nyirenda najwyraźniej rozmawiał na tematy religijne z kimś, kto miał kontakt z Badaczami Pisma Świętego (znanymi dzisiaj jako Świadkowie Jehowy) w południowoafrykańskim Kapsztadzie. W artykule powiedziano: „W 1925 roku [Nyirenda] przedostał się do Katangi [w Kongu] (...) i ogłosił się Mwaną Lesą, ‚Synem Bożym’. Wykorzystywał strach tubylców przed urokami i obiecywał swym stronnikom wyzwolenie spod wpływu czarowników. Zapewniał też, że nie będą musieli płacić podatków ani słuchać władzy — czy to państwowej, czy kościelnej. Swych przeciwników, których nazywał czarownikami, ogłuszał i topił w czasie wymuszonego ‚chrztu’ (z jednej rzeki wyłowiono 55 ciał). Kiedy został zdemaskowany przez zastępcę naczelnika pewnej wioski, uciekł z powrotem do Rodezji. Ponieważ jednak tamtejsze władze ścigały go za popełnione morderstwa, w końcu został aresztowany, osądzony i powieszony”.
Właśnie na ten okres — na lata 1923-1925, kiedy to samozwańczy Mwana Lesa organizował eskapady do Katangi — władze belgijskie datowały początek ruchu Kitawala w Kongu. Tymczasem Świadkom Jehowy pozwolono na wjazd i pobyt dopiero kilkadziesiąt lat później.
Aby lepiej zrozumieć, dlaczego tak trudno było rozpoznać prawdziwych Świadków, trzeba wziąć pod uwagę, że w Afryce działa mnóstwo niezależnych kościołów. Ich liczbę niektórzy szacują na tysiące. John Mbiti, znawca religii afrykańskich, napisał: „Do trudności, z jakimi zmaga się chrześcijaństwo w Afryce, należy mnogość odłamów Kościoła, wyznań, grup i sekt. Wiele z nich pochodzi z zagranicy. Ale znacznie więcej zapoczątkowali afrykańscy chrześcijanie. Złożyło się na to sporo czynników, między innymi niechęć do dominacji cudzoziemskich misjonarzy, żądza władzy, a także pragnienie, by chrześcijaństwo odzwierciedlało kulturę i problemy Afryki”.
Spośród wielu niezależnych kościołów większość zapożyczała nauki od jakiejś dużej religii albo stanowiła jej odłam. Pod tym względem Kitawala nie była wyjątkiem. Jej istnienie dawało jednak duchownym chrześcijaństwa wyśmienitą sposobność, by nie wpuścić do Konga Świadków Jehowy. Duchowni doskonale wiedzieli, że Świadkowie i Kitawala to zupełnie co innego, lecz świadomie szerzyli fałszywe informacje.
Kościoły dysponowały wystarczającą władzą, by nadać rozgłos tym kłamstwom. Już na początku XX wieku religie chrześcijańskie, zwłaszcza Kościół katolicki, miały w Kongu Belgijskim ogromne wpływy. Natomiast Świadków Jehowy w ogóle tam nie było i duchowni chcieli, żeby tak zostało. Zazdrośnie strzegli nawróconych owieczek i nie zamierzali dopuścić do pojawienia się Świadków.
Przeciwnikom wygodnie było wykazywać, że za powstania, bunty i konflikty międzyplemienne odpowiedzialna jest Kitawala, często nazywana „ruchem Watch Tower” (ruchem Strażnicy). Nazwa „Watch Tower” zaczęła się kojarzyć urzędnikom jak najgorzej. W rezultacie każdy, kto chciał służyć Jehowie, napotykał w Kongu olbrzymie trudności.
Zanim kraj ten uzyskał niepodległość, Świadkowie Jehowy z innych państw przez dziesiątki lat wysyłali listy do władz Konga i wyjaśniali, że Towarzystwo Strażnica, działające pod nazwą „Watch Tower Bible and Tract Society”, nie ma nic wspólnego z „ruchem Watch Tower”. Mimo to urzędnicy przez całe te lata uparcie wiązali działalność tej miejscowej organizacji religijnej z działalnością ludu Jehowy."
[Rocznik Świadków Jehowy — 2004 ss. 164-165]

Swoją drogą to zastanawiające, że upodobali sobie Strażnicę. Wielu nauk nie musieli nawet zbytnio przekręcać gdyż w literaturze z pierwszej połowy XX wieku dość łatwo można odnaleźć przesłanie anarchistyczne.  ;)


Offline on-on

Odp: Wojna Kongo-Katanga 1960-65 a ..... Strażnica
« Odpowiedź #4 dnia: 12 Wrzesień, 2019, 09:21 »
Swoją drogą to zastanawiające, że upodobali sobie Strażnicę. Wielu nauk nie musieli nawet zbytnio przekręcać gdyż w literaturze z pierwszej połowy XX wieku dość łatwo można odnaleźć przesłanie anarchistyczne.  ;)
Idąc tokiem myślenia świadków można byłoby powiedzieć: Słabsze demony (Katanga) usłuchały silniejszych (WTS).