Witaj, gościu! Zaloguj się lub Zarejestruj się.

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Autor Wątek: " Spójrzmy na Świadków Jehowy oczami ich "zainteresowanych" "  (Przeczytany 9159 razy)

Mario

  • Gość
Ten wątek rozpocząłem ponieważ podsunął mi taki pomysł człowiek , który jeszcze do niedawna studiował razem ze Św J ich książki oraz chodził na ich zebrania, a teraz pomimo iż został opuszczony przez wszystkich ( jest po prostu biedny i nie robił postępów )  - ciągle nie może do końca otrząsnąć się z utraty wsparcia i miłości tych, których nazywał swoimi braćmi. Mój znajomy nie widzi za dobrze , nie słyszy za dobrze , nie ma komputera i nie potrafiłby nawet obsługiwać go. Dlatego prosił aby coś w jego imieniu napisać tutaj na forum, co uczynię za niedługo!


Zatem otwieram oficjalnie mój nowy program: "Spójrzmy na Świadków Jehowy oczami ich zainteresowanych" .
Będą w nim wywiady, cytaty , nagrania albo video - reportaże pokazujące co myślą osoby , które są już tak blisko związane z grupą wyznaniową Świadków Jehowy.
Być może uda mi się nagrać przeprowadzenie rozmowy przez forumowicza z takim zainteresowanym lub rozmowę Św J z kimś takim ( może studium biblijne :) ).
Zobaczymy jak rozwinie się sytuacja...


Wszystko będzie autentyczne , asygnowane danymi osobowymi osób oraz oficjalną zgodą tych, którzy przyłączą się do mojego programu. Nie zawsze będzie to krytyka, opinie tych osób muszą być zgodne z ich mentalnym stanem faktycznym w danym momencie.


Jeżeli macie jakieś pomysły , czekam na podpowiedzi...
« Ostatnia zmiana: 20 Maj, 2015, 10:04 wysłana przez Mario »


Offline Kitty

Odp: " Spójrzmy na Świadków Jehowy oczami ich "zainteresowanych" "
« Odpowiedź #1 dnia: 20 Maj, 2015, 10:05 »
Mario,od początku zwróć uwagę na to,żeby nie był to kolejny pretekst do wylania wiadra pomyj na organizację i poszczególnych jej członków z osobna.Pomysł jest naprawdę dobry,ale osoby wypowiadające się powinny uczciwie przyznać,w jakim stopniu one same przyczyniły się do końcowego stanu rzeczy.Przykład: ktoś okazuje zainteresowanie,zaczyna studium,ale bardziej od poznania nauk śJ chodzi mu o to,by głosiciele w czymś mu pomagali.
No bo przecież to tacy mili i uczynni ludzie...
Studiuje sobie taka osoba,nawet zaczyna chodzić na zebrania,ale cały czas bardziej nastawiona jest na zysk.Przychodzi czas zrobienia konkretnych postępów-a tak przecież organizacja funkcjonuje-i tu zaczyna się zgrzyt. Zainteresowany nijak nie chce pokarmu stałego,lecz domaga się mleczka...Nie chce regularnie przychodzić na zebrania,wyruszać do służby polowej,brać udziału w TSSK.On woli żeby ciągle do niego przyjeżdżali,podwozili go,przywieźli zakupy,narąbali drewna na opał...On w tym czasie będzie okazywał zainteresowanie i przeciągał ten etap w nieskończoność ;)
Wszyscy doskonale wiemy,że takie "niereformowalne" osoby się zdarzają i nawet organizacja zaleca,by nie trwonić czasu dla takich ludzi.Jak nie chce czynić postępów,to należy zrezygnować ze studium (lub przekazać je komuś bardziej doświadczonemu) i czasami takiej osobie podrzucić coś do czytania,aby tylko utrzymać kontakt.
Niestety,z pozycji takiego zainteresowanego będzie to wyglądało tak,że on się starał,studiował ze świadkami,nawet czasami pojechał na zebranie,a oni go zostawili na pastwę losu i tylko czasami zaglądają...

Sama organizacja strzeliła sobie w stopę zbyt wybujałymi obietnicami do do wspaniałości,jakie czekają na zainteresowanego.Tak więc na pewno będą go otaczać życzliwi bracia,którzy zawsze będą gotowi do pomocy (w zasadzie zastąpią mu rodzinę),nigdy nie będzie sam,bo miłość współbraci nie pozwoli mu być samotnym i opuszczonym,będzie miał wiele okazji do wspaniałych spotkań (zebrania,kongresy),nawet w razie jakiejś klęski żywiołowej może liczyć na pomoc...
To,że są to obietnice na wyrost i okupione wielkimi wyrzeczeniami,nikt na wstępie nie wspomina.Niedoświadczeni ludzie mają podstawy sądzić,że dostaną wiele praktycznie za nic.Później są w ogromnym szoku,że tak się nie stało i że to od nich czegoś się wymaga.

Oczywiście,są nieczyste zagrywki ze strony org.,ale i sami zainteresowani często nie są bez winy.Wszystko należy uczciwie rozważyć.


Mario

  • Gość
Odp: " Spójrzmy na Świadków Jehowy oczami ich "zainteresowanych" "
« Odpowiedź #2 dnia: 20 Maj, 2015, 10:12 »
Mario,od początku zwróć uwagę na to,żeby nie był to kolejny pretekst do wylania wiadra pomyj na organizację i poszczególnych jej członków z osobna.Pomysł jest naprawdę dobry,ale osoby wypowiadające się powinny uczciwie przyznać,w jakim stopniu one same przyczyniły się do końcowego stanu rzeczy.Przykład: ktoś okazuje zainteresowanie,zaczyna studium,ale bardziej od poznania nauk śJ chodzi mu o to,by głosiciele w czymś mu pomagali.
No bo przecież to tacy mili i uczynni ludzie...
Studiuje sobie taka osoba,nawet zaczyna chodzić na zebrania,ale cały czas bardziej nastawiona jest na zysk.Przychodzi czas zrobienia konkretnych postępów-a tak przecież organizacja funkcjonuje-i tu zaczyna się zgrzyt. Zainteresowany nijak nie chce pokarmu stałego,lecz domaga się mleczka...Nie chce regularnie przychodzić na zebrania,wyruszać do służby polowej,brać udziału w TSSK.On woli żeby ciągle do niego przyjeżdżali,podwozili go,przywieźli zakupy,narąbali drewna na opał...On w tym czasie będzie okazywał zainteresowanie i przeciągał ten etap w nieskończoność ;)
Wszyscy doskonale wiemy,że takie "niereformowalne" osoby się zdarzają i nawet organizacja zaleca,by nie trwonić czasu dla takich ludzi.Jak nie chce czynić postępów,to należy zrezygnować ze studium (lub przekazać je komuś bardziej doświadczonemu) i czasami takiej osobie podrzucić coś do czytania,aby tylko utrzymać kontakt.
Niestety,z pozycji takiego zainteresowanego będzie to wyglądało tak,że on się starał,studiował ze świadkami,nawet czasami pojechał na zebranie,a oni go zostawili na pastwę losu i tylko czasami zaglądają...

Sama organizacja strzeliła sobie w stopę zbyt wybujałymi obietnicami do do wspaniałości,jakie czekają na zainteresowanego.Tak więc na pewno będą go otaczać życzliwi bracia,którzy zawsze będą gotowi do pomocy (w zasadzie zastąpią mu rodzinę),nigdy nie będzie sam,bo miłość współbraci nie pozwoli mu być samotnym i opuszczonym,będzie miał wiele okazji do wspaniałych spotkań (zebrania,kongresy),nawet w razie jakiejś klęski żywiołowej może liczyć na pomoc...
To,że są to obietnice na wyrost i okupione wielkimi wyrzeczeniami,nikt na wstępie nie wspomina.Niedoświadczeni ludzie mają podstawy sądzić,że dostaną wiele praktycznie za nic.Później są w ogromnym szoku,że tak się nie stało i że to od nich czegoś się wymaga.

Oczywiście,są nieczyste zagrywki ze strony org.,ale i sami zainteresowani często nie są bez winy.Wszystko należy uczciwie rozważyć.

Dziękuję za to co napisałaś. Bez wątpienia przyświeca mi cel żeby jak najbardziej obiektywnie podejść do tematu.  Jednak zdaję sobie sprawę , że oceny takich osób zawsze będą trochę subiektywne bo albo będą na etapie uwielbienia Organizacji albo będą Nią rozżaleni. Ale uważam, że zawarcie tutaj przeróżnych opinii takich osób pozwoli na wypośrodkowanie oceny.
Poza tym ciekawe dla mnie mogą być zmiany jakie będą zachodzić w takich osobach.
Czas pokaże , czy mój projekt będzie ciekawy i jakiś taki racjonalny - na razie to tylko eksperyment :).


Hudson

  • Gość
Odp: " Spójrzmy na Świadków Jehowy oczami ich "zainteresowanych" "
« Odpowiedź #3 dnia: 20 Maj, 2015, 10:40 »
Bardzo interesujący temat. Chociaż jednak mnie jako czynnego ŚJ w zasadzie chyba nie dotyczy, jednak chciałbym wrzucić swoje trzy grosze.

A to dlatego, że na  początku mojej przygody z organizacją spotkałem się ze strony zboru z reakcją zgoła inną.

Otóż kiedyś jeszcze jako nastolatek sympatyzowałem z pewną dziewczyną, której rodzice byli ochrzczonymi ŚJ, ona zaś głosicielem. Potem nasze drogi się na jakiś czas rozeszły. Kiedy zainteresowałem się naukami ŚJ, trafiłem do zboru w którym była ona. Coś tam ponownie zaiskrzyło, ale oczywiście nie uszło to uwadze starszych i wcale nie odczułem jakiegoś "bombardowania miłością" lecz baaardzo powściągliwą życzliwość, połączoną z obserwacją, (o dziwo, ze strony starszych a nie jej rodziców !!!),  a studium ze mną zostało przekazane byłemu misjonarzowi z Rosji.  Koniec końców wyszło mi to na dobre, ponieważ od początku nie wyrobiłem sobie jakiegoś idiotycznego poglądu, że wszystko jest super cacy i w ogóle jak w bajkach Disneya.  Mało tego, podczas studium wielokrotnie wskazywano mi, że spotka mnie jeszcze wiele przykrych rzeczy - także ze strony sprawujących przewodnictwo, co stało się dość szybko.
 
Ale miało być o tym, jak widzą to zainteresowani, więc już stop.


Mario

  • Gość
Odp: " Spójrzmy na Świadków Jehowy oczami ich "zainteresowanych" "
« Odpowiedź #4 dnia: 20 Maj, 2015, 10:50 »
Bardzo interesujący temat. Chociaż jednak mnie jako czynnego ŚJ w zasadzie chyba nie dotyczy, jednak chciałbym wrzucić swoje trzy grosze.

A to dlatego, że na  początku mojej przygody z organizacją spotkałem się ze strony zboru z reakcją zgoła inną.

Otóż kiedyś jeszcze jako nastolatek sympatyzowałem z pewną dziewczyną, której rodzice byli ochrzczonymi ŚJ, ona zaś głosicielem. Potem nasze drogi się na jakiś czas rozeszły. Kiedy zainteresowałem się naukami ŚJ, trafiłem do zboru w którym była ona. Coś tam ponownie zaiskrzyło, ale oczywiście nie uszło to uwadze starszych i wcale nie odczułem jakiegoś "bombardowania miłością" lecz baaardzo powściągliwą życzliwość, połączoną z obserwacją, (o dziwo, ze strony starszych a nie jej rodziców !!!),  a studium ze mną zostało przekazane byłemu misjonarzowi z Rosji.  Koniec końców wyszło mi to na dobre, ponieważ od początku nie wyrobiłem sobie jakiegoś idiotycznego poglądu, że wszystko jest super cacy i w ogóle jak w bajkach Disneya.  Mało tego, podczas studium wielokrotnie wskazywano mi, że spotka mnie jeszcze wiele przykrych rzeczy - także ze strony sprawujących przewodnictwo, co stało się dość szybko.
 
Ale miało być o tym, jak widzą to zainteresowani, więc już stop.

Opisujesz wszystko z perspektywy czasu byłego zainteresowanego więc jest ok.
U nas w rodzimym zborze także był taki krótki okres , kiedy ostrzegano przed popadaniem w uwielbienie dla starszych i innych i spojrzeniem się na członków zboru zdroworozsądkowo jak na ludzi , którzy popełniają błędy, niemniej od kilkunastu lat przestrzegało się nas przed zbytnim krytykowaniem , że jednak jest zbyt wielka różnica pomiędzy postępowaniem Św J a światem i trzeba tę różnicę uwypuklić.


Offline rose

Odp: " Spójrzmy na Świadków Jehowy oczami ich "zainteresowanych" "
« Odpowiedź #5 dnia: 20 Maj, 2015, 17:14 »
Przeszłam i ja przez etap cielęcego zachwytu nad zborem.Uważałam, że tam sami życzliwi i bogobojni. Sami zresztą mnie w tym utwierdzali. Mało kto wtedy miał auto a zebrania odbywały się z dala od  tras komunikacji miejskiej.Małżeństwo braci podwoziło mnie na te zebrania, a starałam się żadnego nie opuścić, normalna gorliwość początkującego. Jednego razu nie przyjechali po mnie, więc byłam absolutnie pewna, że spotkało ich jakieś nieszczęście.Wzięłam taksówkę, choć dla mnie był to spory wydatek, i dojechałam nieco spóźniona.Pełna złych przeczuć weszłam do domku, będącego miejscem zebrań i całkiem zaskoczona ujrzałam braterstwo całe i zdrowe.
Po zebraniu powiedzieli mi, że się spieszyli i nie dążyliby na zebranie.
Innym razem poszłam bez zapowiedzi do mieszkania rodziny świadków  mieszkających na moim osiedlu . Przeczytałam a raczej pilnie przestudiowałam wszystkie gazetki i poszłam po nowe. Zżerała mnie ciekawość wiedzy.
W mieszkaniu zastałam  młodych, którzy wraz z paroma kolegami malowali ściany.Na środku stał stolik z żytniówką  i popielniczką pełną petów. Tudzież tekst jaki usłyszałam nim mnie ujrzeli też nie był wersalski.W sumie nic złego nie robili, ale sceneria była "nie świadkowa". Gazetki wzięłam a starym nie doniosłam, co widziałam.


Offline Roszada

Odp: " Spójrzmy na Świadków Jehowy oczami ich "zainteresowanych" "
« Odpowiedź #6 dnia: 20 Maj, 2015, 17:25 »
A mi opowiadał współpracownik, brat, którego siostra i szwagier byli ŚJ. Mieszkali wszyscy w jednym mieszkaniu. Jak z innymi znajomymi robili jakąś imprezkę zakrapianą i z popalaniem w domu, to temu memu znajomemu kazali mówić, że ich nie ma w domu, gdyby ktoś ze ŚJ wstąpił przypadkiem do nich.


Offline Roszada

Odp: " Spójrzmy na Świadków Jehowy oczami ich "zainteresowanych" "
« Odpowiedź #7 dnia: 20 Maj, 2015, 17:28 »
Inny exŚJ opowiadał mi, że oni nie palili, tylko 'popalali'. Najczęściej w ubikacji. :-\
Bo najłatwiej wywietrzyć (mieli wentylatorek wyciągowy) i firany nie śmierdzą. ;)


Mario

  • Gość
Odp: " Spójrzmy na Świadków Jehowy oczami ich "zainteresowanych" "
« Odpowiedź #8 dnia: 20 Maj, 2015, 17:51 »
Przeszłam i ja przez etap cielęcego zachwytu nad zborem.Uważałam, że tam sami życzliwi i bogobojni. Sami zresztą mnie w tym utwierdzali. Mało kto wtedy miał auto a zebrania odbywały się z dala od  tras komunikacji miejskiej.Małżeństwo braci podwoziło mnie na te zebrania, a starałam się żadnego nie opuścić, normalna gorliwość początkującego. Jednego razu nie przyjechali po mnie, więc byłam absolutnie pewna, że spotkało ich jakieś nieszczęście.Wzięłam taksówkę, choć dla mnie był to spory wydatek, i dojechałam nieco spóźniona.Pełna złych przeczuć weszłam do domku, będącego miejscem zebrań i całkiem zaskoczona ujrzałam braterstwo całe i zdrowe.
Po zebraniu powiedzieli mi, że się spieszyli i nie dążyliby na zebranie.
Innym razem poszłam bez zapowiedzi do mieszkania rodziny świadków  mieszkających na moim osiedlu . Przeczytałam a raczej pilnie przestudiowałam wszystkie gazetki i poszłam po nowe. Zżerała mnie ciekawość wiedzy.
W mieszkaniu zastałam  młodych, którzy wraz z paroma kolegami malowali ściany.Na środku stał stolik z żytniówką  i popielniczką pełną petów. Tudzież tekst jaki usłyszałam nim mnie ujrzeli też nie był wersalski.W sumie nic złego nie robili, ale sceneria była "nie świadkowa". Gazetki wzięłam a starym nie doniosłam, co widziałam.

Czułem to samo. Zżerała mnie dosłownie ciekawość wiedzy ( głów ). W tamtych czasach ( 20 lat temu ) nie było za dużo ogólnodostępnych informacji na temat religii więc Świadkowie Jehowy wypełnili tę pustkę całkowicie.


Offline Roszada

Odp: " Spójrzmy na Świadków Jehowy oczami ich "zainteresowanych" "
« Odpowiedź #9 dnia: 20 Maj, 2015, 18:02 »
W pracy u mnie była magazynierka ŚJ.
Chodziliśmy do niej po ciuchy robocze ale i po np. woreczki foliowe do próbek (pracowałem w porcie i pobieraliśmy próbki różnych towarów).
Pobieraliśmy te woreczki na kilogramy, np. 5 kg małych (na próbkę około kilograma) i 5 kg dużych. Ona odważała te woreczki poza naszym widokiem

Oczywiście wielu z nas brało sobie takie woreczki do potrzeb domowych, np. na woreczki śniadaniowe.
Wyobraźcie sobie, że gdy ona potrzebowała 2-3 woreczki to przychodziła do nas prosić czy byśmy jej nie dali do jej prywatnych potrzeb.
Oczywiście dawaliśmy, ale koledzy moi się nie mogli nadziwić, że ona sama nie weźmie u siebie, gdzie tego ma w setkach kilogramów.
Tłumaczyłem im, że ona nie chce ukraść, a od nas po prostu dostaje.
Koledzy chcieli jej dając powiedzieć, że jej dają, ale to jest kradzione, bo oni właśnie to ukradli firmie i jej dają. Odwiodłem ich od tego.
Nie wiem czy odgrywała pokazówki swej uczciwości.
Cdn.
« Ostatnia zmiana: 20 Maj, 2015, 18:04 wysłana przez Roszada »


Offline Roszada

Odp: " Spójrzmy na Świadków Jehowy oczami ich "zainteresowanych" "
« Odpowiedź #10 dnia: 20 Maj, 2015, 18:10 »
Innym razem opowiadała mi kierowniczka kadr.
Otóż ta świadkowa stała w kolejce u sklepie mięsnym podczas godzin pracy.
Była kolejka i kadrowa podeszła do niej i poprosiła ją o kupno 10 dkg czarnego salcesonu, Ona powiedziała że nie kupi. Kadrowa myślała że ona tylko tak mówi, ze względu na ludzi by nie mruczeli, że ona komuś kupuje bez kolejki.
Nie znała jej zasad religijnych bo sama była nawet sekretarzem partii.

No ale czekała pod mięsnym na nią licząc że jej przyniesie.
Ona przychodzi i mówi wystraszona, że nie mogła tego kupić bo jest ŚJ, a im nie wolno tego jeść. Zupełnie ją zatkało. Ona która odpowiada za dyscyplinę pracy, znajduje ją podczas pracy w sklepie, a ta jej odmawia kupna śniadania.
Cdn.


Mario

  • Gość
Odp: " Spójrzmy na Świadków Jehowy oczami ich "zainteresowanych" "
« Odpowiedź #11 dnia: 20 Maj, 2015, 18:15 »

Nie wiem czy odgrywała pokazówki swej uczciwości.


Może nie z pełną premedytacją. Gdyby nawet zdawała sobie sprawę z tego, że są one kradzione to zapewne sumienie pozwoliłoby jej na branie ich od kolegów. Takie zachowanie wpisuje się trwale w system doktrynalny Św J. Nie wolno grzeszyć przez sprzedaż papierosów w swoim własnym sklepie ale wolno grzeszyć pracując u kogoś... itd...itp


Offline Roszada

Odp: " Spójrzmy na Świadków Jehowy oczami ich "zainteresowanych" "
« Odpowiedź #12 dnia: 20 Maj, 2015, 18:18 »
No i zakończenie jej kariery u ŚJ, choć była taka gorliwa.
W firmie u nas pracował też sezonowo jej mąż jako palacz.
Nie mieli dzieci, ponoć dlatego, że koniec jest blisko. Tak mówiła jednej z pracownic.

Po jakimś czasie przyjęli do firmy młodego kierowcę (młodszy o kilka lat od niej), z którym często jeździła po zaopatrzenie do swego magazynu.
I wyobraźcie sobie, że ona porzuciła męża dla tego człowieka i zarazem organizację, no i urodziła dziecko. Że ona dała się podrywać będąc taką gorliwą?

Mąż jej dawny też znalazł sobie nową żonę, też ze zboru. Widywałem go w Nowym Porcie z nią. Koledzy moi mówili, że dostał z przydziału zborowego. :)
Ona zaś odeszła z firmy razem z tym młodym.
Palacz też odszedł, bo założyli gazowe ogrzewanie. :-\


Mario

  • Gość
Odp: " Spójrzmy na Świadków Jehowy oczami ich "zainteresowanych" "
« Odpowiedź #13 dnia: 20 Maj, 2015, 18:20 »
No i zakończenie jej kariery u ŚJ, choć była taka gorliwa.
W firmie u nas pracował też sezonowo jej mąż jako palacz.
Nie mieli dzieci, ponoć dlatego, że koniec jest blisko. Tak mówiła jednej z pracownic.

Po jakimś czasie przyjęli do firmy młodego kierowcę (młodszy o kilka lat od niej), z którym często jeździła po zaopatrzenie do swego magazynu.
I wyobraźcie sobie, że ona porzuciła męża dla tego człowieka i zarazem organizację, no i urodziła dziecko. Że ona dała się podrywać będąc taką gorliwą?

Mąż jej dawny też znalazł sobie nową żonę, też ze zboru. Widywałem go w Nowym Porcie z nią. Koledzy moi mówili, że dostał z przydziału zborowego. :)
Ona zaś odeszła z firmy razem z tym młodym.
Palacz też odszedł, bo założyli gazowe ogrzewanie. :-\

Nie ma to jak szczęśliwe zakończenie...


Offline Roszada

Odp: " Spójrzmy na Świadków Jehowy oczami ich "zainteresowanych" "
« Odpowiedź #14 dnia: 20 Maj, 2015, 18:21 »
Gdyby nawet zdawała sobie sprawę z tego, że są one kradzione to zapewne sumienie pozwoliłoby jej na branie ich od kolegów.

Jeśli uważała, że ona by kradła, to powinna wiedzieć, że my też musimy ukraść by jej dać.
A na dodatek nie byliśmy jej kolegami. Wszystko na pan, pani.