Witaj, gościu! Zaloguj się lub Zarejestruj się.

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Autor Wątek: Co dla mnie uczynil bóg?  (Przeczytany 23 razy)

Offline Andrzejek

Co dla mnie uczynil bóg?
« dnia: Dzisiaj o 16:20 »
Pochodzę zza oceanu, więc automatycznie przypomina mi się pewne słynne zdanie: nie pytaj, co twój kraj może zrobić dla ciebie - zapytaj, co ty możesz zrobić dla swojego kraju. Piękne, podniosłe, wzruszające. A teraz spróbujmy zastosować tę samą logikę w relacji człowiek–Bóg. Tylko ostrożnie - tu entuzjazm może szybko opaść.

Zacznijmy od podstaw: co właściwie Bóg dla mnie zrobił? Podobno stworzył Wszechświat. Jak? Nie wiadomo. Po co? Jeszcze mniej wiadomo. Nauka rozkłada ręce, teologia wzrusza ramionami i mówi: „był od zawsze”. Czyli sprawa zamknięta — proszę się rozejść, nie zadawać trudnych pytań.

Skoro już mamy Wszechświat, to pojawiają się moi prarodzice, potem ich potomkowie, potem kolejni, aż w końcu — proszę bardzo — ja. Trudno nawet policzyć, ilu ludzi musiało umrzeć, żebym mógł się pojawić. Brzmi to bardziej jak statystyka wojny niż akt boskiej troski, ale niech będzie — jestem wdzięczny. Dostałem inteligencję, dwa dyplomy z wyższych, technicznych uczelni i znajomość kilku języków. Całkiem przyzwoity pakiet startowy.

Czy Bóg nadal się mną interesuje? Tu zaczynają się schody. Zbliżam się do dziewięćdziesiątki, zdrowie raczej w trybie „promocja wyprzedażowa”, a obiecane 120 lat wygląda jak reklama bez pokrycia. Owszem, była pewna rekordzistka, ale jeden wyjątek nie robi reguły. Moje choroby najwyraźniej nie załapały się na boski program naprawczy.

Przejdźmy jednak do większej skali. Bóg stworzył Ziemię — i trzeba przyznać, że miał rozmach. Zderzenie z planetoidą, powstanie Księżyca, pływy oceaniczne, stabilizacja klimatu — brzmi jak projekt premium. Księżyc świeci, romantycznie oświetla noc, inspiruje poetów i… wilkołaki. Czyli mamy zarówno naukę, jak i folklor — pełen pakiet.

A potem coś poszło nie tak. Ziemia zaczęła się trząść, pękać, wybuchać i zalewać wszystko, co się rusza. Wulkany, tsunami, trzęsienia ziemi — wygląda to mniej jak raj, a bardziej jak wersja beta planety, której nikt nie zaktualizował. Do tego dorzućmy meteoryty spadające z nieba — bo najwyraźniej sama planeta nie była wystarczająco niebezpieczna.

Jeśli chodzi o ludzi, Bóg też wykazał się pewną… selektywnością. Szczególne względy dla jednego narodu, reszta niech radzi sobie sama. Najpierw pozwala wierzyć w różnych bogów, a potem wysyła konkurencję, żeby zrobiła porządek. Nagroda? Ziemia Obiecana — początkowo w wersji „od Nilu do Eufratu”, później okrojona. Nawet obietnice podlegają inflacji.

A sam człowiek? Produkt końcowy z wbudowanym konfliktem: inteligencja plus instynkt walki o przetrwanie. Do tego dorzucono „wolną wolę”, która ma tłumaczyć wszystko — od świętości po okrucieństwo. W praktyce wygląda to tak, że robimy, co chcemy, a odpowiedzialność zrzucamy na metafizykę.

No dobrze — to teraz odwróćmy pytanie: co człowiek może zrobić dla Boga?
Przede wszystkim… stworzyć go. Historia pokazuje, że bogowie pojawiają się tam, gdzie są potrzebni — do wyjaśniania, straszenia albo pocieszania. Czasem topią świat, czasem ratują jednostki, ale zawsze działają według zasad, które trudno uznać za spójne.

Modlitwy? Brak dowodów na skuteczność. Linia komunikacyjna wydaje się jednostronna. Człowiek mówi, Bóg milczy — klasyczny układ. Czasem ktoś coś zapisze w dzienniczku albo dostanie stygmaty, ale to raczej wyjątki niż standard obsługi klienta.

Owszem, była też wielka ofiara — Syn oddany za grzechy ludzi. Gest spektakularny, ale patrząc na stan świata, efektów nie widać. Jeśli to miała być terapia, to chyba wymaga codziennych dawek.

A jednak… nie wszystko jest czarne. Jest jeszcze nadzieja. To słowo, które pozwala człowiekowi jakoś funkcjonować mimo chaosu. Feldkurat Otto Katz z Przygód Wojaka Szwejka doskonale nam to wyjaśnił: „Nadzieja — najpiękniejsze z trojga słów wynoszących człowieka ponad chaos życia: wiara, nadzieja i miłość.” Brzmi to pięknie, nawet jeśli praktyka bywa mniej przekonująca.
Cynicy powiedzą, że nadzieja to matka głupich. Być może. Ale alternatywa jest jeszcze mniej atrakcyjna. Inni wolą być głupcem niż wykształconym trupem.
Najgorzej mają jednak ci, którzy próbują walczyć z przeznaczeniem w myśl powiedzenia: Kto w ciebie kamieniem, ty w niego chlebem. Bardzo często taki naiwniak ginie od kamienia, zanim zdąży rozejrzeć się za kawałkiem razowca.


Offline Nadaszyniak

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 6 635
  • Polubień: 9057
  • Psychomanipulacja owieczek # wielkiej wieży(Ww)
Odp: Co dla mnie uczynil bóg?
« Odpowiedź #1 dnia: Dzisiaj o 17:09 »
Zapytam, który bóg????


Offline Gremczak

Odp: Co dla mnie uczynil bóg?
« Odpowiedź #2 dnia: Dzisiaj o 17:47 »
Ten biblijny.
Bóg ojciec.
Bóg syn boga.
Bóg duch święty.
O to się rozchodziło który bóg?