Patrząc na to, co wyprawia „ciało kierownicze” z Warwick, trudno o inny wniosek niż ten, że mamy do czynienia z cynicznym teatrem lalek, w którym sznurki trzymają ludzie bez cienia empatii.
Od dekad karmią swoich wyznawców iluzją, robiąc z nich durniów według własnego, palcem po wodzie pisanego scenariusza. Szczycą się miłością, która w praktyce okazuje się bezdusznym rygorem, a ich rzekoma „nieomylność” to nic innego jak arogancka żonglerka ludzkim sumieniem.
Najbardziej uderzająca jest ta bezczelna „chorągiewka” poglądów. Raz tak, raz nie. Raz kategoryczny zakaz, a potem nagła zmiana frontu, sprzedawana jako „nowe światło”. To obrzydliwy eufemizm, za którym kryje się tchórzostwo – ta organizacja od swojego powstania nigdy, przenigdy nie przyznała się do błędu! Zamiast uderzyć się w piersi, zrzucają winę na „nieszczęśnika” w ławce, sugerując, że to on był niecierpliwy lub źle zrozumiał ich natchnione instrukcje. To klasyczna manipulacja, przemoc psychiczna i emocjonalna uprawiana na skalę globalną.
Ile ludzkich istnień pochłonęła ta zabawa w bogów? Ile osób oddało życie, odmawiając pomocy medycznej, wierząc w naiwne slogany o „lojalności za cenę zmartwychwstania”? To nie jest wiara – to tragiczne szafowanie cudzym bytem w imię doktrynalnego uporu.
A ci „spryciarze zza wielkiej wody” w białych rękawiczkach, siedząc w bezpiecznym Warwick, sterują tą huśtawką: raz broda jest zła, raz dobra;
raz spodnie to grzech, raz norma.
Teraz na tapecie jest krew – kolejna kosmetyka poglądów, która ma zamaskować fakt, że ta szachownica zakazów i nakazów to współczesna kopia faryzeizmu, z którą Jezus walczył najzacieklej.
Ludzie szukający lepszego świata, zmęczeni niesprawiedliwością i chorobami, wpadają w sieć, która obiecuje raj, a daje system kontroli gorszy niż w korporacji.
Biblia w ich wydaniu (Przekład Nowego Świata) to tylko narzędzie – wykręcone, przycięte i dopasowane do aktualnej „mody” płynącej z góry. Twierdzenie, że „Jehowa błogosławi”, w obliczu rozbitych rodzin i zmarnowanych żywotów, to szczyt cynizmu i wyrachowania.
To nie jest religia, to bezlitosny system, który wyśmiewa Słowo Boże, robiąc z niego parodię pod dyktando „braci króla”.
Czas nazwać rzeczy po imieniu: to sekta, która na ołtarzu własnego ego składa sumienia milionów otumanionych ludzi.