91
NAPISZ my znajdziemy odpowiedni dział / Odp: Stosunek byłych Świadków Jehowy do świąt religijnych innych wyznań
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Sinéad dnia 24 Grudzień, 2025, 14:17 »„Nie znam się ale się wypowiem”
Nie jestem byłym sj ale pimo.
Ludzie chowani w tak zwanej prawdzie od urodzenia nie mają porównania i ewentualnego poczucia straty.
Miałam to nieszczęście że pamiętam jak to jest podczas świąt, ostatnie miałam jak miałam 6 lat. W pierwszej klasie mama po prostu oświadczyła że od teraz już choinki nie będzie. Bez tłumaczeń. Dla mnie jako dla dziecka to był szok. Pamiętam to uczucie do dziś.
Wiele lat funkcjonowałam i wydawało mi się że ja tego nie potrzebuje. Latami kiedy byłam pytana czy mi tego brakuje odpowiadałam „prawilnie” że nie. Ale okazuje się że to nieprawda. To co wypierałam z głowy, wraca z mocą i poniewiera mnie psychicznie. Tu już nawet nie chodzi o konkretne symbole świąteczne czy tradycje choć dla wielu są one przyjemne.
Cały grudzień co roku jest dla mnie źródłem stresu. Nie dość że niezauważenie przechodzą moje urodziny (2 osoby z pracy - wie pamięta i składa życzenia) to jeszcze słyszę zewsząd o przygotowaniach, prezentach, że rodzina przyjedzie, o tym że pomimo ogromnego zmęczenia to całe zamieszanie potrafi dawać ludziom radość. Niektórzy z którymi mam dobry kontakt opowiadają różne anegdotki jak to wygląda u nich w rodzinie z przygotowaniami i samym spędzaniem świąt. I trzeba to nazwać wprost - zazdroszczę tego poczucia wspólnoty. Chyba pierwszy raz w życiu to nazwałam.
Myślę że jeśli kiedyś będę byłym sj, to może sama nie będę obchodzić ale jeśli ktoś by chciał abym pomogła w czymś lub uczestniczyła w spotkaniu - to jak najbardziej będę na tak.
Nie jestem byłym sj ale pimo.
Ludzie chowani w tak zwanej prawdzie od urodzenia nie mają porównania i ewentualnego poczucia straty.
Miałam to nieszczęście że pamiętam jak to jest podczas świąt, ostatnie miałam jak miałam 6 lat. W pierwszej klasie mama po prostu oświadczyła że od teraz już choinki nie będzie. Bez tłumaczeń. Dla mnie jako dla dziecka to był szok. Pamiętam to uczucie do dziś.
Wiele lat funkcjonowałam i wydawało mi się że ja tego nie potrzebuje. Latami kiedy byłam pytana czy mi tego brakuje odpowiadałam „prawilnie” że nie. Ale okazuje się że to nieprawda. To co wypierałam z głowy, wraca z mocą i poniewiera mnie psychicznie. Tu już nawet nie chodzi o konkretne symbole świąteczne czy tradycje choć dla wielu są one przyjemne.
Cały grudzień co roku jest dla mnie źródłem stresu. Nie dość że niezauważenie przechodzą moje urodziny (2 osoby z pracy - wie pamięta i składa życzenia) to jeszcze słyszę zewsząd o przygotowaniach, prezentach, że rodzina przyjedzie, o tym że pomimo ogromnego zmęczenia to całe zamieszanie potrafi dawać ludziom radość. Niektórzy z którymi mam dobry kontakt opowiadają różne anegdotki jak to wygląda u nich w rodzinie z przygotowaniami i samym spędzaniem świąt. I trzeba to nazwać wprost - zazdroszczę tego poczucia wspólnoty. Chyba pierwszy raz w życiu to nazwałam.
Myślę że jeśli kiedyś będę byłym sj, to może sama nie będę obchodzić ale jeśli ktoś by chciał abym pomogła w czymś lub uczestniczyła w spotkaniu - to jak najbardziej będę na tak.
Ostatnie wiadomości
. Brak było błogosławieństwa.