Witaj, gościu! Zaloguj się lub Zarejestruj się.

Ostatnie wiadomości

Strony: 1 ... 8 9 [10]
91
BIBLIA - DYSKUSJE..... / Księga Daniela
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Andrzejek dnia 01 Kwiecień, 2026, 10:52 »
KSIĘGA DANIELA

WSTĘP

Tanach dzieli się na trzy główne części:
Tora (Prawo) – np. Księga Rodzaju, Księga Wyjścia
Prorocy (Nevi’im) – np. Księga Izajasza, Księga Jeremiasza
Pisma (Ketuwim) – m.in. Księga Psalmów, Księga Hioba oraz

Dlaczego Daniel jest w „Pismach”, a nie w „Prorokach”?
Charakter tekstu – księga zawiera głównie wizje apokaliptyczne i opowiadania dworskie, a nie klasyczne proroctwa kierowane do narodu.
Rola Daniela – w tradycji żydowskiej Daniel jest postrzegany raczej jako mędrzec i interpretator snów, a nie prorok w sensie takim jak Izajasz czy Jeremiasz.
Późniejsza redakcja księgi – Księga Daniela powstała stosunkowo późno (II w. p.n.e.), gdy zbiór proroków był już zamknięty. Aramejski w Księdze Daniela jest językowo późniejszy niż aramejski z V w. p.n.e. — to ma duże znaczenie dla datowania księgi.

Daniel czy Danel
Choćby byli pośród niej ci trzej mężowie: Noe, Daniel i Hiob, to oni przez swoją sprawiedliwość wybawiliby tylko własne dusze, mówi Pan Bóg. Ez 14:14

Oczywiście, nie może to być Daniel, którego znamy jako autora księgi Daniela, bo ten urodzi się dopiero trzy wieki później. Dlatego też logicznie należy go powiązać z legendą o Aqhacie, rozpowszechnioną na bliskim wschodzie od XIV-XIII wieku p.n.e. Legenda o Aqhacie to starożytny ugarycki epos zapisany w języku ugaryckim na glinianych tabliczkach odkrytych w Ugarit. Tekst stanowi jeden z najważniejszych przykładów literatury kananejskiej, ukazując wczesne motywy mitologiczne i refleksję nad losem człowieka.
Epos opisuje historię pobożnego i sprawiedliwego mędrca Danela, któremu bogowie w nagrodę za oddanie zsyłają syna – Aqhata. Bohater otrzymuje od boga Kothara potężny łuk, co budzi zazdrość bogini Anat. Po odmowie przekazania jej broni, Aqhatu zostaje zdradziecko zabity, a jego śmierć sprowadza klęski i żałobę. Opowieść kończy się niepełnym epizodem zemsty, co podkreśla tragiczność losu człowieka wobec kaprysów bogów.

Mądrość Daniela

Dn 1:17  Tym czterem młodzieńcom dał Bóg wiedzę i zrozumienie we wszelkim piśmie oraz mądrość. Ponadto Danielowi dał zrozumienie wszelkich widzeń i snów.
Gdy minęły dni wyznaczone przez króla, by ich przyprowadzić, przełożony dworzan wprowadził ich przed Nabuchodonozora. I król rozmawiał z nimi, ale nie znalazł się pośród nich wszystkich nikt taki, jak Daniel, Chananiasz, Miszael i Azariasz. I stanęli przed królem. We wszystkich sprawach mądrości i rozumu, o które pytał ich król, stwierdzał, że są dziesięciokrotnie bieglejsi od wszystkich magów i astrologów, którzy byli w całym jego królestwie. I Daniel był tam aż do pierwszego roku króla Cyrusa. Dn 1:18-21
Jednak fakty mówią same za siebie. Bóg obdarzył Daniela i jego towarzyszy chorym umysłem. Zamiast przedstawić im z nazwy cztery królestwa, powiązał je bez żadnego sensu z metalami. Ale to nie koniec tych bzdur. Po przeminięciu ostatniego z czterech królestw miało miało powstać następne, obejmujące rządy nad całym światem, w tym nad Eskimosami, Aborygenami i Sentinelezianami z Wyspy Pólnocnej Sentinel.
 . Po upadku czterech królestw, upadały następne, ale wszyscy wiedzą, że do dnia dzisiejszego nie nastąpiło królestwo obejmujące swoim zasięgiem cały glob. Wydaje mi się, że najbliżej tego zadania stał Ojciec Narodów Stalin, który podobnie jak Daniel był święcie przekonany, że jego komunizm zapanuje nad całym światem.
Ale chore umysły nie umarły wraz z Danielem. Do dnia dzisiejszego po świecie pętają się tabuny nawiedzonych, przekonanych o własnej potędze tłumaczenia snów. Ba, wydają nawet podręczniki jak np. Sennik Królowej Saby, Sennik Marzena czy Sennik Loffera, które jasno i bez złudzeń tłumaczą sens każdego snu. Inni z powodzeniem zajmują się przepowiadaniem przyszłości, widzeniami bez lornetki na odległość, czy czytaniem treści z zamkniętych kopert. Jeszcze inni widzą przyszłość człowieka zapisaną w gwiazdach układając horoskopy. Naprawdę, nie musimy wariatów szukać w Piśmie Świętym. Jest ich bowiem wystarczająca ilość w naszej rzeczywistości.

Złoty posąg
Dn 3:1 Król Nabuchodonozor wykonał złoty posąg o wysokości sześćdziesięciu łokci i szerokości sześciu łokci i postawił go na równinie Dura w prowincji Babilonu.
Babiloński łokieć to 0,514m. Po wykonaniu prostego obliczenia, wychodzi nam objętość posągu 48,9 m3 co  czyni nam 19320 kg złota. W VI wieku naszej ery była to niewyobrażalna ilość złota, gdyż kilkanaście razy przekraczała  możliwości wydobycia tego kruszcu przez wszystkie starożytne państwa. Zatem Złoty Posąg istnieje jedynie w bujnej fantazji Daniela.

Przygody w ognistym piecu
Dn 3:20 Najsilniejszym ludziom ze swego wojska rozkazał związać Szadraka, Meszaka i Abed-Nego i wrzucić do pieca rozpalonego ogniem.
Pomimo tego Jahwe wybawił z ognia trzech młodzieńców, bo przecież okazali się w jego oczach niewinni. Kilkanaście wieków później jego syn Jezus nie był tak jak on wyrozumiały, dla skazanych na podstawie wyroków Świętej Inkwizycji nie znał litości, i nie wybawił nikogo ze śmierci w płomieniach. Świadczy to, że skazani byli winni jak grzech.


Dariusz Med
Trej samej nocy Belszazar, król Chaldejczyków, został zabity. A Dariusz, Med, przejął królestwo, mając około sześćdziesięciu dwóch lat Dn 5:30-31.
Niestety, przykro mi to mówić, ale wygląda na to, że Dariusz Med po prostu przyśnił się Danielowi, a ten korzystając ze swojego niesłychanego daru tłumaczenie każdego snu, zaakceptował go w 100% nie wiedząc, że Bóg tylko sobie zażartował, gdyż w istocie taka postać nigdy nie istniała. Ale jest jeszcze jedno wyjaśnienie, a mianowicie, że że Daniel po prostu do reszty zwariował.

Wniosek końcowy
Od rozdziału 6-go Księgi Daniela widać postępującą chorobę umysłową autora, którą najwyraźniej widać w ostatnim rozdziale - 12-tym jego księgi, gdzie jego bezsensowne bredzenia doszły do apogeum.

Gdybym ja zaczął głosić i publikować podobne brednie, to moi najbliżsi natychmiast by skierowali mnie na szpitalne leczenie. To jest normalna reakcja społeczeństwa. U bardziej prymitywnych ludzi, jak np. u Indian w czasach kiedy jeszcze nie zaznali dobrodziejstw cywilizacji w postaci alkoholu, chorób wenerycznych czy bezsensownych mordów, człowiek dotknięty chorobą psychiczną był traktowany jako dotknięty przez Manitou, lub Wielkiego Ducha  i cieszył się pobłażaniem, wyrozumiałością, a nawet pewnym szacunkiem zgodnie z powiedzeniem: żyj i daj innym żyć. Ale przy tym nikt nie wierzył w głoszone przez niego absurdy. Na to potrzeba było cywilizacji.
92
BIBLIA - DYSKUSJE..... / Koniec Świata
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Andrzejek dnia 01 Kwiecień, 2026, 10:45 »
KONIEC ŚWIATA

Ludzkość ma dziwną słabość do własnego końca. Od tysięcy lat z uporem godnym lepszej sprawy wyznaczamy daty ostatecznej zagłady, jakby chodziło o premierę długo wyczekiwanego filmu. Problem w tym, że seans wciąż się nie zaczyna.
Już w czasach Jezus Chrystus atmosfera była gęsta. Według Ewangelii Mateusza mistrz, zmęczony sporami z faryzeuszami, roztoczył przed uczniami wizję iście kosmicznej katastrofy: słońce gaśnie, księżyc traci blask, gwiazdy spadają z nieba. Brzmi jak zwiastun widowiska z budżetem Hollywood.
Najciekawsze przyszło jednak chwilę później. Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie Mt 24:34 — padło z ust nauczyciela. Uczniowie mogli więc odetchnąć z ulgą. Wszystko jasne: koniec świata jeszcze za ich życia. Nie trzeba planować emerytury.

   Pierwszych chrześcijan bardzo denerwowało niedotrzymanie powyższej obietnice przez ich guru, dlatego też wyznaczano coraz to bardziej fantastyczne terminy pojawienia się tego wydarzenia, które przedstawiłem poniżej.
375-400 rok - taką datę kónca świata wyznaczył św. Marcin z Tours
992 rok Wielki Piątek - Święto Zwiastowania miało być terminem końca świata. Obliczenia chrześcijanie oparli na Księdze Objawienia.
1412 rok to następna data końca świata wyliczona przez św. Marcina z Tours.
20 luty 1524  to z kolei zapowiedź Potopu skalkulowanego przez Johannesa Stoefflera
Od zapowiedzi Jezusa minęły dwa tysiące lat i… cóż, wygląda na to, że kalendarz się nieco rozjechał.
Nie jest to zresztą przypadek odosobniony. Historia pełna jest ludzi, którzy z niezachwianą pewnością wiedzieli, kiedy wszystko się skończy. Każde stulecie ma swoich proroków zagłady, swoje daty graniczne i swoje spektakularne rozczarowania. A mimo to mechanizm działa dalej — jak zepsuty zegarek, który nigdy nie pokazuje właściwej godziny, ale za to robi to z ogromnym przekonaniem.

Nawet współczesność nie jest wolna od tej pokusy. Wystarczy wspomnieć choćby przypisywane wizje Ojciec Pio, gdzie wichury, wstrząsy i pojawienie się szatana miały zwiastować finał wszystkiego. Brzmi dramatycznie, ale jak dotąd — bez skutku.
Może więc problem nie polega na tym, że świat ma się skończyć, tylko na tym, że my bardzo chcemy znać datę. Bo wtedy wszystko staje się prostsze: sens, cel, kierunek. Tymczasem rzeczywistość uparcie odmawia współpracy.
I tak żyjemy dalej — między jedną a drugą zapowiedzią końca świata, który najwyraźniej nie ma zamiaru nadejść zgodnie z harmonogramem.

Zdaniem Baby Wangi, popularnej wieszczki z Półwyspu Bałkańskiego, zanim nastąpi zagłada, całą powierzchnię ziemskiego globu skuje lód. Na skutek braku możliwości uprawy roślin i hodowli zwierząt ludzie będą głodować i chorować.

Święta siostra Faustyna Kowalska ze zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. przepowiedziała swoim dzienniczku, że w owym dniu nastąpi ciemność, rozjaśniona wyłącznie znakiem krzyża na niebie.

Rok 1000 przyniósł sporo strachu i stanów histerii wśród społeczeństwa. Millenaryzm był wówczas jednym z bardziej powszechnych poglądów. Z tego właśnie względu uznano, że po 31 grudnia 999 nastąpi koniec świata. Sprzedawano i rozdawano dobra ziemskie lub oddawano majątki na rzecz kościoła.

Apokaliptyczne wróżby sprawiły, że chłopi, mając w perspektywie zbliżającą się zagładę stwierdzili, że nie ma sensu obsiewać pól. By zapobiec klęsce i uniknąć głodu, władca Sylwester II posłał wojsko, by skłonić ludzi do rolnictwa w Państwie Kościelnym. Przymus ten miał uchronić ludność od braku pożywienia w ewentualnym roku następnym. Ludność organizowała pielgrzymki na Wschód, by spotkać się z Chrystusem w Jerozolimie.

Ciężarna dziewica Southcott (1750-18140) była angielską samozwańczą prorokinią, która początkowo związana była z ruchem metodystycznym. Z czasem zaczęła twierdzić, że otrzymuje boskie objawienia i posiada szczególną misję od Boga. Pisała liczne broszury (ponad 60), w których opisywała swoje wizje i przepowiednie.
Zyskała ogromną popularność — liczba jej zwolenników sięgnęła nawet ok. 100 000 osób, co pokazuje, jak silny był wówczas klimat religijnego oczekiwania i podatności na charyzmatycznych przywódców. Southcott utożsamiała się z symboliczną postacią z:Apokalipsa św. Jana. Chodzi o wizję niewiasty obleczonej w słońce, z księżycem pod stopami i koroną z gwiazd — interpretowaną przez nią jako zapowiedź jej własnej roli. W wieku 64 lat ogłosiła, że: jest dziewicą, jest w cudownej ciąży, urodzi Mesjasza, a 19 października 1814 nastąpi koniec świata. Wraz z tymi zapowiedziami rzeczywiście zaczęto obserwować u niej powiększenie brzucha, co dodatkowo wzmacniało wiarę jej zwolenników. Ale przepowiednia się nie spełniła: nie doszło do narodzin dziecka ani końca świata, Southcott zmarła 24 grudnia 1814 roku. Jej wyznawcy początkowo wierzyli, że: zmartwychwstanie, lub że cud jeszcze nastąpi. Jednak autopsja wykazała, że nie była w ciąży — najprawdopodobniej objawy były wynikiem choroby (często sugeruje się tzw. ciążę urojoną lub schorzenia jamy brzusznej).

Postać Williama Millera była kluczowa dla powstania ruchu millenarystycznego w XIX wieku, szczególnie w Stanach Zjednoczonych. Miller próbował obliczyć datę powrotu Jezusa na podstawie proroctw biblijnych, głównie z Księga Daniela. Cytowany  fragment odnosi się do wersetu Dn 8:14 - I powiedział do mnie: Aż do dwóch tysięcy trzystu wieczorów i poranków. Wtedy świątynia zostanie oczyszczona. Miller przyjął kilka kluczowych założeń:
„2300 wieczorów i poranków” = 2300 lat (stosował tzw. zasadę „dzień za rok”,
Początek tego okresu powiązał z wydarzeniami historycznymi dotyczącymi odbudowy Jerozolimy (ok. 457 r. p.n.e.).
Po dodaniu 2300 lat doszedł do wniosku, że powrót Jezusa nastąpi około 1843–1844 roku.
Czas minął i nic szczególnego się nie wydarzyło. Mimo to, zwolennicy baptysty nie zatracili wiary. W wyniku kolejnych dysput i analiz badań przesunięto datę końca świata na 18 kwietnia. Również i tego dnia nic się nie wydarzyło. Datę znów przełożono, tym razem na 22 października. Bez efektu. William Miller wyczekiwał nadejścia Armagedonu do końca swych dni (zmarł pięć lat później, w 1849 roku). Gdy kolejne daty pokazały, że przepowiednia się nie spełnia, wierni zaczęli występować z ruchu. Czas ten nazwano "Wielkim Rozczarowaniem", ze względu na to, że zaślepieni zwolennicy Millera sprzedali majątki i porzucili dotychczasową pracę, by odpowiednio przygotować się na powtórne przyjście Chrystusa.

Wiara w zbliżający się koniec świata może prowadzić do tragicznych konsekwencji. Jednym z najbardziej wstrząsających przykładów jest historia komety Hale-Bopp oraz działalność sekty Heaven’s Gate.
Kometa została odkryta w 1995 roku przez dwóch badaczy – Alan Hale oraz Thomas Bopp. Była ona wyjątkowo jasna i przez długi czas widoczna gołym okiem, co wzbudzało ogromne zainteresowanie, ale także niepokój. Dla wielu osób jej pojawienie się stało się źródłem irracjonalnych lęków i spekulacji dotyczących nadchodzącej zagłady.

Szczególnie dramatyczne skutki miały te przekonania wśród członków sekty Heaven’s Gate. Grupa ta powstała w latach 70. XX wieku, a jej przywódcą był Marshall Applewhite. Wyznawcy wierzyli, że za kometą Hale’a-Boppa ukrywa się statek kosmiczny, który ma ich zabrać na „wyższy poziom istnienia”. Uważali, że jedynym sposobem na opuszczenie Ziemi i uniknięcie nadchodzącej zagłady jest śmierć.
W marcu 1997 roku 39 członków sekty popełniło zbiorowe samobójstwo. Byli do tego starannie przygotowani – zażyli truciznę, popijając ją alkoholem, a następnie doprowadzili do uduszenia zawiązując sobie na głowie foliowe torby. Wszyscy byli jednakowo ubrani, co dodatkowo podkreślało ich podporządkowanie grupie i ideologii. Wierzyli, że w ten sposób ich dusze opuszczą ciała i zostaną przeniesione na pokład statku kosmicznego.
Historia ta pokazuje, jak niebezpieczne mogą być skrajne przekonania, szczególnie gdy łączą się z manipulacją i ślepą wiarą w autorytet przywódcy. Strach przed końcem świata oraz obietnica ocalenia mogą doprowadzić do utraty zdolności racjonalnego myślenia i podejmowania decyzji, co w skrajnych przypadkach kończy się tragedią.

Koniec świata 2000
Podobnie jak w czasach, gdy zbliżał się rok tysięczny, tak i 13 lat temu popłoch wywoływał rok 2000. Powszechna prawda o dawnych lękach powróciła w obliczu okrągłej daty. Pomimo upływu tysiąca lat, przypomniały się średniowieczne motywy i obrazy. Koniec drugiego tysiąclecia obfitował w gorączkowe poszukiwania wskazówek na przyszłość. Ludzie obawiali się nadejścia końca świata, który miał być znakiem końca wieku XX. Fantastycznym wizjom nie było końca. Autor książki "Kod Biblii", Michael Drosnin, odnalazł obrazy zagłady świata na łamach pierwszych pięciu ksiąg Starego Testamentu. Między wierszami udało mu się przeczytać, że nastąpi ona w wyniku "atomowego holokaustu". Co jednak miało się kryć pod tą frazą, tego nikt nie wie.
Inne proroctwo w odniesieniu do roku 2000 pochodziło od Richarda Noone’a, który zapowiedział, że zagłada nastąpi 5 maja, w wyniku ulokowania się w jednej linii wszystkich planet Układu Słonecznego. Rzadkie zjawisko astronomiczne miało spowodować, że Ziemię pokryje lód z obu biegunów. Według niego zapowiedź tych wydarzeń była od wieków skryta w Wielkiej Piramidzie w Gizie.

Wizja końca świata wiązana była przez niektórych z poglądem millenaryzmu. Uwadze proroków uszedł fakt, że milenijny przełom dotyczy wyłącznie chrześcijan. Dla Chińczyków bowiem wówczas minęło już ponad 4 700 lat! Data zagłady w roku 2000 została wskazana również przez Kasjopejan. Zapowiadali oni, że pojawi się wtedy krzyż kosmiczny wraz z zaćmieniem Słońca. W Ugandzie na przełomie XX i XXI wieku około pół tysiąca członków apokaliptycznej sekty popełniło samobójstwo na wieść o zbliżającym się Armagedonie. Byli to zwolennicy Ruchu na rzecz Przywrócenia Dziesięciu Przykazań Bożych. Afrykańska sekta dokonała samospalenia. Wśród ofiar tego zdarzenia były także dzieci.

Popłoch wśród ludności wywoływała wizja światowego chaosu spowodowanego przez błąd roku 2000. Mógł on wystąpić w komputerach ze starszym oprogramowaniem i wywołać awarię wielu urządzeń na świecie. Dodatkowo miał spowodować uszkodzenie światowej komunikacji, systemów bankowych i elektrowni atomowych. Pod koniec roku 1999, przed zbliżającym się wielkimi krokami końcem świata, na ulicach polskich miast można było natknąć się na ludzi, którzy rozdawali ulotki z ofertą swych kościołów. Reklamy traktowały o zbliżającym się końcu oraz przypominały o tym, że to ostatnia chwila, by "zorganizować sobie" zbawienie. Ludzie mieli problem z wyborem właściwej ścieżki, ponieważ każda ulotka z osobna zapewniała, że to właśnie ten kościół może zapewnić zbawienie. Przed sylwestrem Mormoni ogłosili wszem i wobec, że zamknęli listę nowych wyznawców. Ten, któremu nie udało się zapisać, utracił jedyną i niepowtarzalną szansę i nie zostanie zbawiony!
Kolejny koniec świata nie nastąpił 21 maja 2011 roku, choć Howard Camping zapewniał, że tak właśnie się stanie. Końce świata przychodzą i odchodzą, a my nadal istniejemy…

Świadkowie Jehowy od samego początku swojej działalności włożyli niezwykłe zaangażowanie w poszukiwanie daty Końca Świata. Od wydania pierwszego numeru „Strażnicy” w lipcu 1879 roku minęło już ponad sto lat, a przepowiednie dotyczące końca świata pojawiały się w ich literaturze tak często, że powstało nawet powiedzenie: „co trzy lata koniec świata”.

Już w 1799 roku, według publikacji Harfa Boża, można było dostrzec oznaki „czasu końca”. W 1874 roku pastor Charles Taze Russell nauczał, że od tego roku trwa druga obecność Chrystusa i że jest to moment rozpoczęcia zmiany w Bożym działaniu na ziemi.

W początkach XX wieku zwracano uwagę na znaczenie Wielkiej Piramidy w Gizie jako symbolicznego potwierdzenia proroctw biblijnych. Interpretacje pomiarów piramidy początkowo wskazywały na rok 1874 jako moment duchowego przybycia Oblubieńca, później jednak uznano, że właściwym rokiem początku wielkiego ucisku jest 1914. Wydarzenia przewidywane na 1910 i 1915 rok dotyczyły sprawdzania „wiernych członków oblubienicy” oraz obalenia obecnych systemów rządów i kościołów.

Kolejne daty, jak 1918 i 1925, wiązały się z przewidywanym upadkiem chrześcijaństwa i ustanowieniem Królestwa Bożego. 1925 rok miał przynieść powrót do życia wiernych mężów Izraela i objęcie przez Abrahama obiecanego dziedzictwa. Gdy przewidywania te nie spełniły się, daty przesuwano na 1931 i 1932 rok, obserwując jednocześnie napięcia międzynarodowe, które prowadziły do wybuchu wojny światowej.

W kolejnych dekadach Świadkowie Jehowy nadal wyznaczali czas Armagedonu, przewidując go m.in. w 1941 roku jako moment intensyfikacji pracy ewangelizacyjnej oraz w 1975 roku, uznawanym za zakończenie 6000 lat istnienia człowieka na ziemi i początek siódmego tysiąclecia pod panowaniem Królestwa Bożego. Siódmy dzień żydowskiego tygodnia, sabat, miał symbolicznie przedstawiać ten okres odpoczynku i odnowy dla ludzkości.

Proroctwa te w XX wieku łączono z interpretacjami Objawienia św. Jana. W 16 rozdziale wiersze 14–16 opisują „wielki dzień Boga Wszechmogącego”, zwany Armagedonem. Zgodnie z interpretacją Świadków Jehowy, wojna ta miała rozegrać się w XX wieku, a jej przebieg miał spełnić proroctwa dotyczące wojen światowych, głodów i trzęsień ziemi.

W ten sposób historia Świadków Jehowy ukazuje nieustanne próby przewidzenia Końca Świata, bazujące na biblijnych proroctwach, interpretacjach historycznych i symbolice Wielkiej Piramidy. Choć wiele dat okazało się nietrafnych, literatura tego ruchu pozostaje świadectwem ich konsekwentnego i szczegółowego poszukiwania momentu, w którym według nich ludzkość wejdzie w nowe, boskie porządki.

Obecnie mamy chwała Bogu XXI wiek i mimo tylu pomyłek mechanizm wciąż działa. Wciąż pojawiają się nowe przepowiednie, nowe daty, nowi prorocy.
Może więc problem nie polega na tym, że świat ma się skończyć. Problem polega na tym, że bardzo chcemy znać datę.
Bo data porządkuje wszystko. Nadaje sens, kierunek, pozwala zamknąć rachunki. Tymczasem rzeczywistość uparcie odmawia współpracy. Koniec świata nie nadchodzi zgodnie z harmonogramem — i wygląda na to, że nie zamierza.
I tak żyjemy dalej, między jedną a drugą zapowiedzią apokalipsy. Trochę rozczarowani, trochę rozbawieni, a trochę — co tu kryć — wciąż czekający na ten wielki finał, który najwyraźniej nie ma zamiaru się rozpocząć.
Na razie więc pozostaje nam jedno: płacić rachunki, siać zboże i planować przyszłość. Wbrew wszystkim prorokom. Bo jak pokazuje historia — to właśnie przyszłość ma największą skłonność do… nadchodzenia.

Ludzie, którzy nie kierują się przekonaniami religijnymi, znajdują się w wyjątkowo komfortowej sytuacji – swoje życie i poglądy opierają na nauce, która pozwala przewidzieć los naszej planety w sposób logiczny i przewidywalny. Chociaż perspektywa końca świata może wydawać się przerażająca, nauka daje nam pewien rodzaj spokoju: wiadomo, czego się spodziewać i kiedy mogą nastąpić zmiany.

Kosmiczne zagrożenia: niespodziewany koniec świata Najbardziej dramatycznym scenariuszem byłoby uderzenie ogromnej asteroidy, zdolnej unicestwić życie na Ziemi. Podobne zdarzenie miało miejsce 66 milionów lat temu, kiedy w nasz glob uderzyła asteroida o średnicy około 15 km, wywołując masowe wymieranie gatunków, w tym dinozaurów. Na szczęście życie przetrwało, ale przypomnienie o tej katastrofie pokazuje, jak kruche jest istnienie naszej planety. Niebezpieczeństwo wciąż istnieje – każdy większy fragment kosmicznego gruzu może powtórzyć tamtą katastrofę. Zderzenie z planetoidą nie jest teoretyczne – około 4,5 miliarda lat temu jedna z nich doprowadziła do powstania Księżyca. Kosmos może jeszcze pokazać swoje nieprzewidywalne oblicze.

Słońce i długofalowe zmiany: pewny koniec świata
Innym, nieuniknionym scenariuszem jest powolna ewolucja Słońca. Nasza gwiazda urodziła się około 4,6 miliarda lat temu i znajduje się obecnie w połowie swojego życia, stabilnie spalając wodór. W kolejnych 4–5 miliardach lat jej jasność będzie stopniowo wzrastać, przynosząc dramatyczne zmiany dla życia na Ziemi. Za około miliard lat Słońce będzie jaśniejsze o 10–15%, co spowoduje topnienie lodowców i problemy dla życia wodnego. Rośliny mogą mieć trudności z fotosyntezą. Za 1,5–2 miliarda lat oceany mogą zacząć parować, a życie na powierzchni ograniczy się do ekstremalnych środowisk – głębokich oceanów czy podziemnych źródeł.
Za pięć miliardów lat Słońce przekształci się w czerwonego olbrzyma. Jego promieniowanie i ekspansja mogą pochłonąć Ziemię lub całkowicie ją spalić. Po odrzuceniu zewnętrznych warstw pozostanie jedynie białym karłem – małym, gęstym i stopniowo stygnącym obiektem. Całkowity czas życia Słońca szacuje się na około 10–11 miliardów lat.

Zagrożenia od człowieka: przyspieszony koniec świata
Człowiek, choć stosunkowo młody w skali historii Ziemi, od samego początku wykazuje destrukcyjny wpływ na siebie i środowisko. Najważniejsze zagrożenia to:

1. Zmiany klimatyczne – globalne ocieplenie wywołane emisją gazów cieplarnianych może prowadzić do podnoszenia się poziomu mórz, ekstremalnych zjawisk pogodowych i masowego wymierania gatunków. Raporty IPCC ostrzegają, że jeśli nie ograniczymy emisji CO₂, dramatyczne skutki mogą nastąpić w ciągu 50–100 lat.

2. Wojny nuklearne – konflikt nuklearny może spowodować natychmiastową śmierć milionów ludzi oraz wywołać „zimę nuklearną”, czyli gwałtowne ochłodzenie klimatu z powodu pyłu blokującego światło słoneczne, prowadząc do głodu na skalę globalną.

3. Pandemie i biohazard – działalność człowieka zwiększa ryzyko wycieku niebezpiecznych patogenów z laboratoriów oraz szybkiego rozprzestrzeniania się nowych chorób w wyniku podróży i zmian środowiskowych.

4 Katastrofy ekologiczne i utrata bioróżnorodności – masowe wylesianie, zanieczyszczenie oceanów i nadmierna eksploatacja zasobów mogą doprowadzić do kolapsu ekosystemów. Utrata kluczowych gatunków i równowagi ekologicznej w dłuższej perspektywie zagrozi przetrwaniu człowieka.

Nauka uczy nas, że koniec świata może mieć różne przyczyny – od kosmicznych katastrof, przez naturalny cykl życia gwiazd, po destrukcyjne działania człowieka. Jednocześnie pozwala planować, przewidywać i – choćby w ograniczonym stopniu – chronić siebie i planetę. Świadomość zagrożeń nie jest powodem do lęku, lecz do odpowiedzialnego działania i docenienia kruchości życia na Ziemi.
93
BIBLIA - DYSKUSJE..... / Kara boska
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Andrzejek dnia 01 Kwiecień, 2026, 10:36 »
KARA BOSKA 

Człowiek
Na temat wymierzania przez Najwyższego kar za przekroczenie jego przykazań, w chrześcijaństwie jest szereg powiedzeń, z których najbardziej znane to:
Boskie młyny mielą powoli, ale nieuchronnie, oraz
Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy.
Te ludowe mądrości mają również częściowe odbicie w następujących przekazach Pisma:
Na 1:3 Pan jest nieskory do gniewu i wielki w mocy, a winnego nie uniewinni. Droga Pana jest w wichrze i w burzy, a obłok jest prochem pod jego stopami.
Ga 6:7 Nie łudźcie się, Bóg nie da się z siebie naśmiewać. Co bowiem człowiek sieje, to też żąć będzie.
Nie da się jednak zaprzeczyć, że boska sprawiedliwość w przeważającej ilości przypadków rozciąga się w czasie, a w pewnych przypadkach grzesznika nie spotyka na tym ziemskim łez padole kompletnie żadna kara.
To zjawisko zauważyli już Żydzi, dlatego w swoim piśmie (Stary Testament) zawarli szereg celnych rad i uwag, mających zastępować opieszałość Pana. Dla przykładu, Kto by złorzeczył ojcu albo matce, winien być ukarany śmiercią. Wj 21:17, a jeśli nas uderzą - zabić - Kto by uderzył swego ojca albo matkę, winien być ukarany śmiercią Wj 21:15.

Pomiędzy Starym a Nowym Testamentem jest też zasadnicza różnica - w Starym Bóg bardzo często osobiście bierze sprawiedliwość w swoje ręce i na pniu karze przestępcę, przeciwnie niż to się dzieje w Nowym, gdzie jego założyciel Jezus preferuje raczej łagodność i wyrozumienie dla przestępców, powtarzając na przykład jak mantrę: nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni Mt 7:1, lub w przypadku złapanej na gorącym uczynku cudzołożnicy głosi: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamieniem J 8:7.
Taka łagodność w religii katolickiej, wydaje się przynajmniej w oczach wyznawców tej wiary mieć to pewien sens, gdyż pozwala grzesznikowi dać czas na opamiętanie się i zmianę swojego stylu życia, ewentualnie  poczekanie na Sąd Ostateczny. Dla niecierpliwych Kościół wprowadził instytucję spowiedzi, pojęcie żalu doskonałego, pokutę i rozgrzeszenie, a często nawet odpust zupełny.
W przeciwieństwie do tych przekonań, Żydzi stoją na stanowisku, że do przebaczenia upoważniony jest tylko i wyłącznie Bóg, a grzesznik musi nosić swój bagaż grzechów aż do śmierci. Oczywiście w religii judaistycznej jest szereg zaleceń, co powinien uczynić grzesznik. Przede wszystkim powinien zadośćuczynić spowodowaną krzywdę i uzyskać przebaczenie pokrzywdzonego, wyrazić żal i postanowić poprawę. Jednak to nie załatwia sprawy, bowiem grzesznik do śmierci nie może mieć pewności czy Bóg mu przebaczył czy nie, a to jest najważniejszy element i straszak przed popełnianiem błędów.
Na kanwie porównywania tych dwóch systemów wydać wyraźnie pogląd Żydów, którzy stoją na stanowisku, że żaden człowiek nie może zostać plenipotentem Boga w sensie przebaczania grzechów gdyż każdy człowiek jest mniejszym czy większym grzesznikiem. Udowodnili to niejednokrotnie nie tylko katoliccy księża, ale nawet papieże, których wybryki poświadczyły prawdę, że nie nadawali się nie tylko do pasania owieczek, ale nawet świń.

Duchy
Jeżeli chodzi o karanie duchów, to od razu widać ostrą różnicę pomiędzy Starym a Nowym Testamentem. W tym pierwszym nie ma winnych duchów, bowiem wszystkie, nawet te złe są wysłannikami Boga działając z jego plenipotencji i są mu ślepo posłuszne. Na przykłada taki anioł - Ha Satan działa jako boski oskarżyciel (przypadek Hioba) , a Duch Kłamstwa na rozkaz Boga postanawia zwieść króla Achaba.
Pojawiają się jednakże takie postacie jak Azazel czy Lewiatan, które stworzył Jahwe w niewiadomym dla nas celu. Jednakże nie są to żadne złe duchy, a po prawdzie to nie wiadomo czym są. Po prostu istnieją, ale nigdzie nie ma ani słowa że mogą szkodzić ludziom czy Bogu. Można je traktować na równi z innymi zwierzętami.
Dla odmiany w nowym Testamencie aniołowie postanowiły się w niewyjaśnionych przez NT okolicznościach, ni z tego ni z owego się zbuntować. Nowy Testament jest pod tym względem dziurawy jak sito, bowiem nie mówi nam którzy z aniołów i której klasy ( np. serafin, cherubin czy chaszmalim) się zbuntowały, ani jaka była ich totalna liczba. Nie podaje nam również przyczyny ich buntu, a to jest najważniejszy element w tej całej sprawie.
Jest jednak drugi aspekt tej sprawy. W 2 Liście Piotra 2:4 czytamy: Bóg nie oszczędził bowiem upadłych aniołów, lecz wtrącił ich do ciemności piekielnych, gdzie oczekują na sąd. Logika sugeruje, że skoro buntownicy zostali uwięzieni, to na świecie nie ma już zbuntowanych aniołów. Jednak rzeczywistość biblijna wydaje się bardziej złożona: teksty Pisma Świętego wskazują, że buntownicy podzielili się na różne klasy – na przykład duchy nieme, legiony czy smoki – i wciąż realizują swoją zgubną dla człowieka działalność.
Dlatego, chociażby z tej tylko przyczyny, nie można uważać NT za prawdziwe słowo boże. Ale skoro mleko się już wylało, to możemy przystąpić do dalszego ciągu wydarzeń.
Mamy na przykład parę cytatów mówiących o fakcie, że wszelkie dobro i zło ma swój początek w Bogu.
Iz 45:7 To Ja stworzyłem światłość i ciemność. To Ja zsyłam dobrobyt i nieszczęścia. To Ja, Pan, robię to wszystko.
Lm 3:38 Czy nie z ust Najwyższego pochodzi zarówno zło, jak i dobro?
Am 3:6 Czy lud się nie przerazi, gdy ktoś w mieście w róg zadmie? Czy zdarza się w mieście coś złego, czego Pan by nie zrządził?

   Na tym tle rodzi się ważne pytanie: dlaczego Bóg dopuścił bunt swoich synów? Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Można jedynie przypuszczać, że Bóg postanowił, iż od pewnego momentu ich zadaniem będzie wyłącznie szkodzenie ludzkości. Prawdopodobnie sam nie mógł już skutecznie powstrzymać rozprzestrzeniania się zła na świecie.
   Ale po co miałby to robić? Mógłby po prostu zastosować inną zasadę postępowania i zacząć rozpowszechniać tylko dobro, które w końcu całkowicie zlikwidowałoby zło. Podobny system działa w świecie zwierzęcym, gdzie poszczególne gatunki nie tępią siebie nawzajem i, co najważniejsze, nie niszczą własnego środowiska.
Jednak takie działanie całkowicie wyeliminowałoby sens istnienia Boga, który zostałby zmuszony udać się na emeryturę. Tyle że bezczynność mogłaby go zniszczyć, dlatego wybrał ciągłe prowokowanie ludzi do działań przeciw sobie.

W Nowym Testamencie Bóg, Logos, stworzył 11 klas złych duchów, które szkodziły ludziom. Zwalczaniem ich z zapałem zajął się jego syn Jezus wraz ze swoimi akolitami.
Niestety, była to walka Don Kichota z wiatrakami i nie przynosiła większych efektów. Duchy mnożyły się w piorunującym tempie, ponieważ Jezus i jego pomocnicy ograniczali się jedynie do wyganiania ich z jednego miejsca do drugiego.
Teraz rodzi się zasadnicze pytanie: dlaczego Logos nie uśmiercił tych złych duchów, skoro doskonale widział, że wracają jak gumka recepturka i nadal szkodzą ludziom ?

Odpowiedź Kościoła.
Logos nie „uśmiercił” złych duchów, bo ich obecność służy nauce, wolnej woli i duchowemu wzrostowi ludzi. Wyganianie duchów jest sygnałem, że zło można pokonać, ale nie w sposób natychmiastowy ani jednostronny.

Mój argument.

Obecność złych duchów w sposób istotny posłużyła duchowemu wzrostowi ludności. W organizowanych przez Papieży wyprawach Krzyżowych zginęło około miliona ludzi niekoniecznie okupantów Jerozolimy. Byli to przeważnie cywile, którzy mieli nieszczęście znaleźć się na trasie przemarszu krzyżowców. Łupem tych zbrodniarz padali zarówno mężczyźni jak i kobiety i dzieci. Jaka z tego wypłynęła moralna nauka? To wyraźnie pokazała I wojna światowa podczas której poległo około 30 mln ludzi. Ludzie dalej moralnie się rozwijali do tego stopnia, że podczas ostatniej wojny światowej można było swobodnie mówić o liczbie zabitych 85 milionów.

Kościół Katolicki cały czas zawodzi o bożym miłosierdziu zapominając że działa ono jedynie na korzyść zbrodniarzy a nigdy pokrzywdzonych. Zawsze zbrodnie są usprawiedliwianie głupim argumentem wolnej woli człowieka i niemożności jej likwidacji, przez Najwyższego, gdyż wg nich, człowiek stał by się automatem. Zaślepieni swoimi ideałami teolodzy nigdy nie zdali sobie sprawy, że wolna wola nic nie ma wspólnego z grzesznym postępowaniem człowieka. To nie wolna wola pcha go do grzechu, ale stworzony przez Boga jego wredny od samego początku charakter.

Jeśli grzech byłby wynikiem wolnej woli, to w momencie stworzenia człowiek byłby neutralny moralnie i w pełni zdolny do wyboru dobra lub zła. Historia religijna i literacka pokazuje jednak, że nawet niewinne dzieci wykazują skłonności do egoizmu i agresji, co sugeruje, że wrodzony charakter predysponuje do grzechu, niezależnie od wolnej woli.
Nawet osoby o wyraźnym poczuciu moralności często ulegają pokusom lub robią coś złego w sytuacjach stresowych czy nagłych, co wskazuje, że charakter, a nie świadoma decyzja, steruje postępowaniem.
Wolna wola może istnieć teoretycznie, ale praktyczne działanie człowieka jest zdeterminowane przez jego wrodzone cechy.
94
BIBLIA - DYSKUSJE..... / Odp: J 8,1-11
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Andrzejek dnia 01 Kwiecień, 2026, 09:59 »
Opowieść o cudzołożnicy pochodzi z Ewangelii Jana (J 8,1–11). Żydowskie prawo Tory nakazywało ukamienowanie osoby przyłapanej na cudzołóstwie (Wj 20,14; Pwt 22,22). Tak więc formalnie Jezus był Żydem i żył w społeczeństwie, w którym obowiązywały te przepisy. Ale z drugiej strony można mu wybaczyć jego postępowania, bo wszak on sam pochodził z cudzołożnego związku Ducha Świętego i ziemianki Miriam, która w tym czasie była w małżeńskim związku z Józefem.
95
BIBLIA - DYSKUSJE..... / Odp: Pytanie 26 - jak długo trwał jeden (z siedmiu) dzień stważania
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Andrzejek dnia 01 Kwiecień, 2026, 09:20 »
Miło mi Cię powitać, ponieważ każdego Nadarzyniaka podziwiam i szanuję za jego wytrwałość w łączeniu wydarzeń biblijnych z historią starożytną, jak również za udostępnienie w Internecie monumentalnego dzieła Wnikliwe poznawanie Pism, które można nazwać leksykonem biblijnym.

W przeciwieństwie do Ciebie ja jednak czytam Pismo dosłownie, nie zważając na żadną tradycję czy teologię. Dla mnie dzień opisany w Księdze Rodzaju niczym się nie różni od mojego dnia, tym bardziej że, jak można zauważyć w Rdz 1:8: „I Bóg nazwał firmament niebem. I nastał wieczór i poranek, dzień drugi.”
Wiem, wiem – to nie świadczy o 24-godzinnej dobie. To fakt. Ale jak uczy nas kosmologia, doba na Ziemi tuż po uformowaniu się Księżyca (ok. 4,5 mld lat temu) trwała zaledwie około 6 godzin. Miliardy lat temu Księżyc znajdował się bliżej naszej planety. Stopniowo oddalał się od Ziemi, pochłaniając energię ruchu obrotowego naszej planety. W rezultacie Ziemia kręci się coraz wolniej – podobnie jak łyżwiarz wykonujący piruet z wyciągniętymi rękami. Pełny obrót wokół własnej osi zajmuje Ziemi coraz więcej czasu, a nasze dni wydłużają się. Dzieje się to jednak w tempie niezauważalnym dla człowieka.
Kilka lat temu naukowcy policzyli, że nasza doba wydłuża się o około 0,000015 sekundy rocznie. W 2018 roku wykazano natomiast, że 1,4 mld lat temu dzień na Ziemi trwał zaledwie 18 godzin.
No ale wracając do tematu – niezależnie od wszystkiego, kilka tysięcy lat temu, kiedy Najwyższy stworzył Wszechświat, odległość między wieczorem a porankiem z całą pewnością wynosiła 24 godziny.
96
BIBLIA - DYSKUSJE..... / Odp: JUDASZ- postać ''kontrowersyjna''
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Andrzejek dnia 01 Kwiecień, 2026, 08:31 »
JUDASZ- POSTAĆ ''KONTROWERSYJNA''

Wydaje mi się że tak wykreowana postać Judasza jest jak najbardziej na wyrost i nie odpowiada prawdzie. Judasz to po prosu pionkiem w boskim planie, a całą intrygę możemy podzielić na następujące etapy.

Początek eksperymentu
 Bóg (wszechwiedzący i wszechmocny) postanawia sprawdzić, jak zachowa się człowiek w różnych sytuacjach. Tworzy ludzkość, obserwuje, jak rozwija się przez pokolenia. Niektóre decyzje ludzi prowadzą do chaosu i grzechu – wszystko zgodnie z planem, bo Bóg wie, jakie będą efekty.

Wybór pionków
 Żeby doprowadzić eksperyment do kulminacji, Bóg wybiera kilka kluczowych jednostek, które mają odegrać centralną rolę. Jednym z nich jest Judasz – „trzymający kasę”, pozornie zwyczajny, lecz kluczowy dla dalszego rozwoju fabuły.

Plan z Jezusem
 Śmierć Jezusa jest niezbędna, by eksperyment osiągnął punkt krytyczny. Bóg wie, że musi to zrealizować poprzez łańcuch przyczyn i skutków:
Judasz zostaje wyznaczony na wykonawcę zdrady.
Wszystkie jego działania prowadzą dokładnie tam, gdzie Bóg zaplanował – nawet jeśli Judasz myśli, że działa samodzielnie.

Intryga
 Bóg wykorzystuje różne elementy systemu: wpływy zewnętrzne, sugestie (reprezentowane przez Ha Satana), okoliczności. Judasz podejmuje decyzję o zdradzie – ale w rzeczywistości wszystkie warunki zostały tak ustawione, że nie mógł postąpić inaczej. Każdy krok jest konsekwencją planu.

Kulminacja
Jezus zostaje pojmany, proces prowadzi do ukrzyżowania.
Judasz, świadomy swojego udziału, doświadcza wewnętrznego konfliktu – cierpi, bo rozumie, że był narzędziem.
Jego samobójstwo jest kolejnym elementem przewidzianym w planie – dramatyczny efekt działań, które wydają się „wolnym wyborem”, ale w rzeczywistości są determinowane.

Efekt końcowy
 Eksperyment osiąga cel. Wszystko pasuje do logicznej sekwencji przyczynowo-skutkowej: każdy ruch Judasza, każdy wpływ zewnętrzny, każda decyzja była przewidziana. Historia staje się tragiczną opowieścią o losie i konieczności – bohaterowie cierpią, ale nie mogliby postąpić inaczej.
97
BIBLIA - DYSKUSJE..... / Odp: Osiem interpretacji Towarzystwa słów „Pan mój i Bój mój”
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Andrzejek dnia 01 Kwiecień, 2026, 07:38 »
Cała historia wątpiącym Tomku zawarta jest w J 20:24-28: A Tomasz, jeden z dwunastu, zwany Didymos, nie był z nimi, gdy przyszedł Jezus. I powiedzieli mu inni uczniowie: Widzieliśmy Pana. Lecz on powiedział do nich: Jeśli nie zobaczę na jego rękach śladów gwoździ i nie włożę mego palca w ślady gwoździ, i nie włożę mojej ręki w jego bok, nie uwierzę.
A po ośmiu dniach jego uczniowie znowu byli w domu, a Tomasz z nimi. I przyszedł Jezus, gdy drzwi były zamknięte, stanął pośrodku i powiedział: Pokój wam.
Potem powiedział do Tomasza: Włóż tu swój palec i obejrzyj moje ręce, wyciągnij swoją rękę i włóż ją w mój bok, a nie bądź bez wiary, ale wierz. Wtedy Tomasz mu odpowiedział: Mój Pan i mój Bóg!
Sprawa wydaję się banalnie prosta. Kiedy Tomek osobiście dokonał obdukcji swojego guru, przekonał się że ten o dziwo mówi prawdę. Wtedy zaszokowany dokonał błyskawicznej kalkulacji, że nie może istnieć dwóch bogów, wobec czego uznał swojego guru Jezusa, za swojego jedynego Pana i Boga.
98
BIBLIA - DYSKUSJE..... / Odp: Najważniejsza historia biblijna
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Andrzejek dnia 01 Kwiecień, 2026, 06:50 »
NAJWAŻNIEJSZA HISTORIA BIBLIJNA
99
BIBLIA - DYSKUSJE..... / Odp: Osiem interpretacji Towarzystwa słów „Pan mój i Bój mój”
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Andrzejek dnia 01 Kwiecień, 2026, 06:26 »
NAJWAŻNIEJSZA HISTORIA BIBLIJNA

Przeczytałem wszystkie wypowiedzi kolegów na ten temat i muszę ze zdumieniem stwierdzić, że większość z Was łączy kradzież kilku owoców z Jezusem, odkupieniem grzechów oraz całą teologią Nowego Testamentu, zapominając o właściwym przesłaniu wydarzenia w Ogrodzie Eden, którego pierwotnym adresatem byli wyłącznie Żydzi.

Ci z Was, którzy znają mnie z moich dotychczasowych wypowiedzi, wiedzą, że staram się czytać Pismo tak, jak przekazuje je Bóg ustami biblijnych autorów. Nie interpretuję potknięć poszczególnych pisarzy jako błędów ludzkich, ponieważ przyjmuję ogólne założenie o boskim natchnieniu tekstu.

W judaizmie pierwszy grzech ludzi — grzech Adama i Ewy w Ogrodzie Eden — interpretowany jest zupełnie inaczej niż w chrześcijaństwie. Przede wszystkim ich czyn (zjedzenie owocu z Drzewa Poznania Dobra i Zła) rozumiany jest jako przejaw wolnej woli. Wolna wola jest jednak jedynie narzędziem wyboru, którym kieruje charakter człowieka, a za ten — w pewnym sensie — odpowiada jego Stwórca.
Możemy zauważyć, że ten sam Stwórca powołał do istnienia cały świat zwierzęcy, w którym panuje względna harmonia: zwierzęta tego samego gatunku nie niszczą siebie nawzajem ani nie degradują celowo swojego środowiska. Warto się nad tym zastanowić.

Żydzi nie uważają, że wszyscy ludzie są automatycznie „grzeszni” z powodu czynu Adama i Ewy. Każdy odpowiada za własne działania. Chrześcijaństwo natomiast rozwinęło tę historię w ideę grzechu pierworodnego, który miałby przechodzić z pokolenia na pokolenie. Zawsze budziło to moje zdziwienie — zwłaszcza że wszystkie znane nam cechy dziedziczne przekazywane są przez geny, a „gen grzechu pierworodnego” nie został nigdy odkryty.

Wracając do Ogrodu Eden, widzimy wyraźnie, że Bóg nie stosuje zbiorowej odpowiedzialności, lecz karze bezpośrednio winowajców. Tora opisuje konsekwencje ich czynu: cięższą pracę i trud w zdobywaniu pożywienia. Nie jest to „skazanie na grzech”, lecz raczej naturalny efekt oddzielenia od pierwotnej harmonii z Bogiem i światem.

Teologia chrześcijańska wskazuje natomiast, że jedną z konsekwencji grzechu pierworodnego jest śmierć. Jednak śmierć dotyczy wszystkich organizmów żywych i wynika z praw natury. Bóg co prawda zapowiedział Adamowi: ...tego samego dnia kiedy zjesz z niego „umrzesz śmiercią” (מוֹת תָּמוּת, mot tamut), lecz mimo to pozwolił mu żyć jeszcze 930 lat.

Zamiast kłaść nacisk na dziedziczenie winy, tradycja żydowska skupia się na lekcjach moralnych i duchowych płynących z tej historii. Najważniejsze elementy to:
wolna wola i odpowiedzialność,
konsekwencje czynów, a nie dziedziczna kara,
symbolika i nauka etyczna.

Historia ta ukazuje pokusę, granice ludzkiej ciekawości oraz znaczenie posłuszeństwa wobec Bożych wskazań. W komentarzach rabinicznych podkreśla się, że grzech był „ludzki” i zrozumiały, ale wymaga refleksji oraz naprawy (tikkun).
Judaizm koncentruje się na idei tikkun olam — naprawy świata. Człowiek popełnia błędy, ale jego zadaniem jest ich naprawianie poprzez dobre czyny i przestrzeganie prawa Bożego. Grzech Adama i Ewy nie obciąża całej ludzkości, lecz stanowi lekcję o odpowiedzialności i możliwości wyboru.

Również odpuszczanie grzechów wygląda w judaizmie inaczej niż w wielu innych religiach. Nie istnieje jeden rytuał rozgrzeszenia udzielany przez kapłana. Nie ma spowiedzi, odpustów ani ofiar z ludzi. Kluczową rolę odgrywa proces zwany teszuwą (powrotem do Boga).
Proces ten obejmuje:
uznanie grzechu,
szczery żal,
wyznanie (często w modlitwie),
naprawienie wyrządzonej szkody,
postanowienie poprawy.
Bez tych elementów nie ma pełnego odpuszczenia.
W judaizmie rozróżnia się także:
grzechy wobec Boga — które Bóg przebacza po dokonaniu teszuwy,
grzechy wobec drugiego człowieka — które wymagają najpierw pojednania z pokrzywdzonym.
Szczególne znaczenie ma Jom Kipur — Dzień Przebłagania. Jest to czas postu, modlitwy i refleksji, kiedy — według tradycji — Bóg pieczętuje los człowieka na nadchodzący rok. Przebaczenie dotyczy jednak tylko relacji z Bogiem; relacje międzyludzkie należy naprawić wcześniej.
W czasach starożytnych ważną rolę odgrywała Świątynia Jerozolimska, gdzie składano ofiary za grzechy. Po jej zniszczeniu w 70 roku n.e. judaizm przeszedł na formę religijności opartą na modlitwie, skrusze i dobrych uczynkach.
100
BIBLIA - DYSKUSJE..... / Odp: Najważniejsza historia biblijna
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Andrzejek dnia 01 Kwiecień, 2026, 06:19 »
NAJWAŻNIEJSZA HISTORIA BIBLIJNA

Przeczytałem wszystkie wypowiedzi kolegów na ten temat i muszę ze zdumieniem stwierdzić, że większość z Was łączy kradzież kilku owoców z Jezusem, odkupieniem grzechów oraz całą teologią Nowego Testamentu, zapominając o właściwym przesłaniu wydarzenia w Ogrodzie Eden, którego pierwotnym adresatem byli wyłącznie Żydzi.

Ci z Was, którzy znają mnie z moich dotychczasowych wypowiedzi, wiedzą, że staram się czytać Pismo tak, jak przekazuje je Bóg ustami biblijnych autorów. Nie interpretuję potknięć poszczególnych pisarzy jako błędów ludzkich, ponieważ przyjmuję ogólne założenie o boskim dyktandzie.

W judaizmie pierwszy grzech ludzi — grzech Adama i Ewy w Ogrodzie Eden — interpretowany jest zupełnie inaczej niż w chrześcijaństwie. Przede wszystkim ich czyn (zjedzenie owocu z Drzewa Poznania Dobra i Zła) rozumiany jest jako przejaw wolnej woli. Wolna wola jest jednak jedynie narzędziem wyboru, którym kieruje charakter człowieka, a za ten — w pewnym sensie — odpowiada jego Stwórca.
Możemy zauważyć, że ten sam Stwórca powołał do istnienia cały świat zwierzęcy, w którym panuje względna harmonia: zwierzęta tego samego gatunku nie niszczą siebie nawzajem ani nie degradują celowo swojego środowiska. Warto się nad tym zastanowić.

Żydzi nie uważają, że wszyscy ludzie są automatycznie „grzeszni” z powodu czynu Adama i Ewy. Każdy odpowiada za własne działania. Chrześcijaństwo natomiast rozwinęło tę historię w ideę grzechu pierworodnego, który miałby przechodzić z pokolenia na pokolenie. Zawsze budziło to moje zdziwienie — zwłaszcza że wszystkie znane nam cechy dziedziczne przekazywane są przez geny, a „gen grzechu pierworodnego” nie został nigdy odkryty.

Wracając do Ogrodu Eden, widzimy wyraźnie, że Bóg nie stosuje zbiorowej odpowiedzialności, lecz karze bezpośrednio winowajców. Tora opisuje konsekwencje ich czynu: cięższą pracę i trud w zdobywaniu pożywienia. Nie jest to „skazanie na grzech”, lecz raczej naturalny efekt oddzielenia od pierwotnej harmonii z Bogiem i światem.

Teologia chrześcijańska wskazuje natomiast, że jedną z konsekwencji grzechu pierworodnego jest śmierć. Jednak śmierć dotyczy wszystkich organizmów żywych i wynika z praw natury. Bóg co prawda zapowiedział Adamowi: ...tego samego dnia kiedy zjesz z niego „umrzesz śmiercią” (מוֹת תָּמוּת, mot tamut), lecz mimo to pozwolił mu żyć jeszcze 930 lat.

Zamiast kłaść nacisk na dziedziczenie winy, tradycja żydowska skupia się na lekcjach moralnych i duchowych płynących z tej historii. Najważniejsze elementy to:
wolna wola i odpowiedzialność,
konsekwencje czynów, a nie dziedziczna kara,
symbolika i nauka etyczna.

Historia ta ukazuje pokusę, granice ludzkiej ciekawości oraz znaczenie posłuszeństwa wobec Bożych wskazań. W komentarzach rabinicznych podkreśla się, że grzech był „ludzki” i zrozumiały, ale wymaga refleksji oraz naprawy (tikkun).
Judaizm koncentruje się na idei tikkun olam — naprawy świata. Człowiek popełnia błędy, ale jego zadaniem jest ich naprawianie poprzez dobre czyny i przestrzeganie prawa Bożego. Grzech Adama i Ewy nie obciąża całej ludzkości, lecz stanowi lekcję o odpowiedzialności i możliwości wyboru.

Również odpuszczanie grzechów wygląda w judaizmie inaczej niż w wielu innych religiach. Nie istnieje jeden rytuał rozgrzeszenia udzielany przez kapłana. Nie ma spowiedzi, odpustów ani ofiar z ludzi. Kluczową rolę odgrywa proces zwany teszuwą (powrotem do Boga).
Proces ten obejmuje:
uznanie grzechu,
szczery żal,
wyznanie (często w modlitwie),
naprawienie wyrządzonej szkody,
postanowienie poprawy.
Bez tych elementów nie ma pełnego odpuszczenia.
W judaizmie rozróżnia się także:
grzechy wobec Boga — które Bóg przebacza po dokonaniu teszuwy,
grzechy wobec drugiego człowieka — które wymagają najpierw pojednania z pokrzywdzonym.
Szczególne znaczenie ma Jom Kipur — Dzień Przebłagania. Jest to czas postu, modlitwy i refleksji, kiedy — według tradycji — Bóg pieczętuje los człowieka na nadchodzący rok. Przebaczenie dotyczy jednak tylko relacji z Bogiem; relacje międzyludzkie należy naprawić wcześniej.
W czasach starożytnych ważną rolę odgrywała Świątynia Jerozolimska, gdzie składano ofiary za grzechy. Po jej zniszczeniu w 70 roku n.e. judaizm przeszedł na formę religijności opartą na modlitwie, skrusze i dobrych uczynkach.
Strony: 1 ... 8 9 [10]