Świadkowie Jehowy - forum dyskusyjne
DYSKUSJE DOKTRYNALNE => LITERATURA... POKARM NA CZAS SŁUSZNY => Wątek zaczęty przez: Roszada w 07 Czerwiec, 2024, 18:24
-
CK chwali swoich ŚJ, jako pracowitych i jako tych, którzy są cenieni przez pracodawców.
Ale broń Boże żebyś zaczął pracować w nadgodzinach, by pokazać, że rzeczywiście jesteś dobrym pracownikiem:
*** w22 maj s. 23 ***
Pracodawcy często dostrzegają naszą uczciwość i pracowitość, a nawet mogą mówić, jak bardzo nas za to cenią. W nadziei, że nasz pracodawca będzie miał jeszcze lepszą opinię o Świadkach Jehowy, moglibyśmy zacząć pracować po godzinach. Jednak szybko mogłoby się okazać, że zaniedbujemy obowiązki rodzinne i zajęcia duchowe. Powinniśmy wtedy dokonać zmian, żeby odzyskać równowagę.
-
Samemu się na własnej skórze przekonałem,że pracodawcy na Świadków Jehowy patrzą bardziej przychylniej niż na pozostałych . Raz nawet w firmie w której pracowałem było włamanie i zginęły narzędzia wartości kilki samochodów osobowych a tylko trzy osoby ,między innymi ja miały klucze do pomieszczenia w któym było włamanie. Wszyscy z oddziału byli wzywani do prokuratury oprócz mnie.Dlatego zapytałem się najwyższego,kiedy mnie prokurator będzie wzywał a szef odpowiedział mi,że ze względu na to ,że jestem świadkiem Jehowy to jestem wyłączony z listy osób podejrzanych.
-
A ja znałem pracodawców co mówili, że "jehowych nie biorą" do pracy, bo nie są dyspozycyjni. Nie chcą zostawać dłużej, jak jest pilna robota, bo mają zebrania, głoszenia i zawracają im głowę urlopem na kongres w najbardziej potrzebnych momentach. Poza tym, że się obnoszą ze swoją religijnością i nawracają im innych pracowników. ;)
Chociaż też widziałem ogłoszenia, że szukają pracowników, ale ŚJ. Nie wiem czy to nie inni ŚJ dawali te ogłoszenia. :)
-
Fajny temat i zarazem temat rzeka.
Ale broń Boże żebyś zaczął pracować w nadgodzinach, by pokazać, że rzeczywiście jesteś dobrym pracownikiem:
Nie tylko o nadgodziny chodzi ale zauważyłem, że często inicjatywa w pracy nie występuje, co może sprowadzać się do tego, że robisz wszystko ok, ale nie ma fajerwerków. Bycie uczciwym, który nie kradnie, a bycie zaangażowanym to dwie różne rzeczy. Rzecz jasna o zaangażowanego pracownika w ogóle nie jest tak łatwo.
W mojej miejscowości, w pewnym sklepie pracuje starszy zboru na stanowisku magazyniera i wydaje towar, ale nie on jeden tylko też kilku innych facetów. Zauważyłem, że najczęściej chłop nie ma co robić, bo ludzie go omijają - jest ogromnym gburem o niesympatycznym wyrazie twarzy. Ale nie kradnie!
Pracowałem kiedyś w dużej firmie w której było zatrudnionych kilku świadków, na szczęście w innych działach niż mój. Mój dział jednak musiał bardzo często współpracować z innymi działami i bardzo ceniliśmy zaangażowanie pracowników innych działów, bo to ułatwiało naszą pracę - fajnie było pójść do kogoś tylko jeden raz i załatwić coś od razu, zamiast po dwóch tygodniach, co też było niestety częste. W jednym z tych działów kierowniczką był świadek Jehowy - wśród zaangażowanych pracowników miała taką opinię, że jest fajna, "jak pójdziesz do niej ze Strażnicą pod pachą" (to cytat). Ona też na pewno nie kradła, ale ludzie szybko zobaczyli, że uśmiecha się tylko, jak "masz ze sobą Strażnicę".
Wreszcie jest cała grupa świadków, których znam, którzy pracują na dość niskich stanowiskach, i są niezwykle krytyczni - wręcz krzywdzący - względem ludzi z wyższym wykształceniem. Tutaj domyślam się, że organizacja wprowadziła dodatkowa awersję do wykształcenia. Czy to takie dobre zjawisko, że co niektórzy gardzą innymi tylko dlatego, że są po studiach? No ale ci też nie kradną...
Rzecz jasna są też świadkowie, którzy są świetnymi pracownikami i nie ma co mówić, że nie. Ale osobiście znam więcej uczciwych, zaangażowanych, wspaniałych specjalistów z różnych dziedzin, którzy nie są świadkami Jehowy i tak szczerze mówiąc, to nie jestem pewien, czy stosunek takich ludzi w organizacji wyjdzie z jakaś przewagą.
Na koniec dodam, że znam też świadków, którzy trzepali wyższą marzę na swoich usługach i produktach na przykład podczas budowy sali. Był na przykład starszy, który lobbował za piecem gazowym, którego marki był monterem. Postawił sprawę na ostrzu noża, ten kocioł przeszedł a on wziął prowizję. Uczciwe? Myślę, że tak. Moralne? No właśnie...
Myślę, że tak często jest ze świadkami Jehowy. Oceniają siebie przez pryzmat zero-jedynkowej uczciwości, ale nie zastanawiają się nad moralnością swojego postępowania.
-
ŚJ nie chcą czasem zatrudniać ŚJ
Mój znajomy exŚJ, będąc jeszcze ŚJ, stracił pracę i prosił jednego z braci by go zatrudnił w swej firmie budowlanej to usłyszał:
Bracie, ja nie zatrudniam braci, bo jak mi człowiek ze świata nawali, to go wyrzucam na 'zbity pysk'.
A jakbym brata musiał wyrzucić, to miałbym problemy 'moralne', a dwa naciski ze zboru, dlaczego brata zwalniam. :-\
Wściekły był znajomy, bo tamten nieczuły że on bezrobotny a miał dwoje małych dzieci. :-\
Znajomy był budowlańcem, a pomimo tego nie zatrudnił go.
Są i inne firmy, co samych ŚJ zatrudniają. Też taką znam. Nawet wykluczony pracował, ale był szwagrem szefa. :)
-
opisane przez Włodka podejście do zatrudniania i zwalniania było "znane i stosowane" także w moich stronach, a nawet w moim zborze w Karpaczu
-
Tak się dzieje jak przedsiębiorca świadek jest normalny.
Ja na przykład znam kilku takich, których nie uważam za normalnych. Są to ludzie mocno egocentryczni, lubiący być w centrum, może nawet nieco narcystyczni (chociaż tutaj bym nie przesadzał). Oni nie wyobrażają sobie zatrudniać nikogo innego niż swoich braci, ale głównie po to, żeby budować swój status w zborze jako dobrodzieja, żywiciela, szefa. Jeden z nich zadzwonił kiedyś do znajomego i pytał, czy ma jakichś braci o dobrej opinii do pracy. Niby nic takiego ale były tu dwie dziwne sytuacje:
- nawet wśród braci do pracy rozróżniał tych o dobrej opinii,
- jego firma mieściła się ponad 200 km od naszego miasta i szukał do pracy na kilka weekendów do sprzątania.
Nie było nikogo w jego mieście (Reda, a więc całe Trójmiasto) do sprzątania? Jak dla mnie to było ewidentne budowanie swojej pozycji, dzwonienie do losowych zborów i pokazywanie się jako temu, któremu się powodzi, który chce dawać pracę braciom, wyszukuje jeszcze takich o wyjątkowo dobrej opinii. Przecież to nie jest normalne.
-
Są to ludzie mocno egocentryczni, lubiący być w centrum
w skrajnych przypadkach taki egocentryczny narcyz może nadużyć swojej pozycji materialnej do zbudowania BARDZO patologicznych układów w zborze.
Było w ostatnich 40 latach w Polsce co najmniej kilkunastu takich "przedsiębiorców" którzy sami pełnili funkcję starszego zboru i dodatkowo "wypromowali" dwóch lub trzech swoich pracowników na dwóch lub trzech pozostałych starszych w tym samym zborze.
Takie niezdrowe układy (gdy jeden ze starszych "ma w kieszeni" pozostałych członków grona starszych) służyły m.in. do przeforsowania największych skandali sądowniczych podczas komitetów sądowniczych.
Największy z takich skandali {wielokrotny gwałciciel (skazany sądownie za gwałt przez sąd karny) zasiadający w komitecie sądowniczym który _wykluczył_ ofiarę swojego własnego gwałtu} oparł się aż o Warwick i skutkował m.in. wywaleniem (i to "z hukiem") jednej z osób pracujących w krajowej centrali Nadarzynie
Oczywiście to "skrajność nad skrajnościami", ale...
tego rodzaju "mega-skandale" byłyby niemożliwe, gdyby nie to, że ktoś wpadł na "genialny" pomysł zatrudniania współwyznawców i wypromowania ich na stanowiska w zborze.
-
Jest dokładnie tak, jak piszesz. Dodatkowo relacje pomiędzy takim szefem a pracownikami, a także pomiędzy pracownikami potrafią się mocno komplikować i to nie pozostaje bez wpływu na życie zbiorowe. Oczywiście na zebraniach wszyscy są uśmiechnięci, bo tak każe procedura, ale w środku każdy swoje wie i czuje.
Zgłaszają się i mówią, że oddadzą za siebie życie, bo są braćmi i siostrami, ale nie zamienią się ze swoim bratem na dzień wolny, bo tak daleko ich miłość nie sięga, poza tym "on się nie zamienił jak chciałem" ;)
Sami sobie strzelają w kolano.
-
Temat rzeka. Ogólnie rzecz ujmując chyba przekrój jest taki sam jak w spoleczeństwie. Większość jest uczciwa, są tacy umiarkowanie uczciwi i bumelanci vel złodzieje.
Czy pracodawcy poszukują sj?? Aktualnie, wystawienie ogłoszenia z tak sprecyzowana grupą docelową podlega pod paragraf. Zostaje poszukiwanie z polecenia. Zmieniający się rynek pracy raczej nie faworyzuje sj, ale też im nie szkodzi. Dziś pracodawca który Ci nie da urlopu na jeden dzień kongresu to rzadkość, bo masz za sobą przepisy...
Druga strona medalu to środowisko pracy. Tutaj naprawdę dokonują się duże zmiany. Firmy stawiają na miłą atmosferę. Cóż, świadek że swoim nie biorę udziału we wszystkim bo jest to czesc tego świata, tej atmosfery nie buduje. Ðochodzi jeszcze ciągłe próbowanie głoszenia. Rozmawiałem z kumplem, który pracuje w dziale ze SJ. Mówi że mają go dość, bo ciągle przemyca treści religijne. Nie ma możliwości porozmawiania normalnie, tylko zaraz jedzie z Biblia. Np wszyscy po weekendzie mówią jak było. Ten miał urodziny dzieciaka, ten był w górach itp. I nasz SJ wkracza że u nich na zebraniu był fascynujący wykład. Kumpel mówi że cyk, nagle gasnie atmosfera...
-
I nasz SJ wkracza że u nich na zebraniu był fascynujący wykład.
;D
Taki to psuł atmosferę nawet wśród świadków. Ty mówisz w towarzystwie, że fajny kawałek w radiu, a on ci mówi, że lubi te nowe pieśni.
-
Np wszyscy po weekendzie mówią jak było. Ten miał urodziny dzieciaka, ten był w górach itp. I nasz SJ wkracza że u nich na zebraniu był fascynujący wykład. Kumpel mówi że cyk, nagle gasnie atmosfera...
Każdy mówił o swoim czasie wolnym to i ten sj powiedział o swoim.
A gdyby ten śj najpierw powiedział o górach że kilka dni temu 27.05.24 Polak Bartek Ziemski w Himalajach zjechał jako pierwszy w histori z Kanczendzongi(8586) na nartach to może nagle by nie zgasła atmosfera i ten miłosnik gór zainteresowałby się może kiedyś Biblią.
-
(mtg): wywołany temat wątku porusza istotę sprawy jaka dotyczy relacji w społeczeństwie.
Jednak chciałbym poruszyć kwestię wpływ relacji otoczenia na poszczególne jednostki.
Jeden jest zainteresowany: sportem, muzyką, górskimi wspinaczkami … można tak wiele, wiele, wymieniać interesujących pasji jak zostało nadmienione.
Ale, ale nasz miły Reskator zwrócił uwagę na znaczącą istotę rzeczy, pozwolę zacytować: '' … A gdyby ten śj najpierw powiedział o górach że kilka dni temu 27.05.24 Polak Bartek Ziemski w Himalajach zjechał jako pierwszy w histori z Kanczendzongi(8586) na nartach to może nagle by nie zgasła atmosfera i ten miłosnik gór zainteresowałby się może kiedyś Biblią. ...''
podkreślenie osobiste.
Właśnie w tym istnieje znacząca ''magia'' prowadzonych towarzyskich dyskusjach.
Oczywiście zainteresowania, pasje diametralnie różnią się od siebie, które z przekonaniem przedstawiają rozmówcy w swoim gronie znajomych czy przyjaciół.
Szczególnie młode osoby na starcie swego życia z zainteresowaniem przysłuchują się z zapałem różnym relacją swoich rówieśników, co ich tak naprawdę interesuje czy fascynuje.
W nie jednej sytuacji nie popularne tematy sprawiają u innych drwinę lub stwierdzają to żenujące.
Powinniśmy pamiętać, że nasze przechwałki lub zainteresowania wpływają na podświadomość słuchacza z czasem osoba bagatelizująca temat w późniejszym czasie przyswaja usłyszaną interesującą kwestie i w odpowiednim czasie stara się zaakceptować – ba! nawet naśladować zmieniając swój światopogląd.
Nie wszyscy w tej materii stają się uczciwi, aby wywrzeć odpowiednie wrażenie na bliskiej grupie gdzie zostali zaakceptowani lub chcą być zaakceptowani przez to właśnie grono.
W wielu przypadkach rozmowa na temat religii nie jest popularna wręcz przeciwnie wyśmiewana raniąca rozmówcę o takim przekonaniu.
Uważam, że osoby o silnej osobowości z odwagą ujawniają swoje ''sekrety'' nie zważając na opinię innych nie będącymi klakierami w wyczynach, poczynaniach innych, aby zdobyć w jakieś tam mierze w niej uznanie. (FFF)
-
Jeśli ktoś chce być skutecznym głosicielem w pracy, to wystarczy że raz powie wszystkim wokół, że jest świadkiem. Jak ktoś będzie potrzebował świadkowania, to będzie wiedział do kogo pójść. Takie rzeczy się pamięta.
Mam różne uprawnienia i umiejętności, różnymi rzeczami się zajmowałem i zajmuję, i uwierzcie, że wystarczyło że powiedziałem raz, a czasem po miesiącu czy po roku odzywały się do mnie osoby z konkretną sprawą związaną z tym co robię. Nie musiałem co tydzień robić sobie reklamy bo uznawałem to za niestosowne i nachalne.
Świadkom nie wystarcza to, że ktoś się może do nich odezwać za miesiąc czy za rok, tylko oni chcą truć dupę wszystkim wkoło bez przerwy w najbardziej nachalnym nieraz marketingu, bo wierzą, że w ten sposób "stworzą sobie rynek", tzn. pobudzą czyjeś potrzeby duchowe. Natrętów nikt nie lubi.
-
bo wierzą, że w ten sposób "stworzą sobie rynek", tzn. pobudzą czyjeś potrzeby duchowe. Natrętów nikt nie lubi.
Wbili im w głowę ten werset: "nastawaj w porę i nie w porę" (2Tm 4:2) i fanatycy nawet w święta lezą od domu do domu. :)
-
Wbili im w głowę ten werset: "nastawaj w porę i nie w porę" (2Tm 4:2) i fanatycy nawet w święta lezą od domu do domu. :)
Znałem takich ,co to nawet 1 listopada w święto zmarłych szli głosić na cmentarze . Oni nie mieli żadnych względów na innych ludzi.Myśleli,że mają Jehowę za Pan brata i tym samym wolno im więcej.😘
-
Znałem takich ,co to nawet 1 listopada w święto zmarłych szli głosić na cmentarze . Oni nie mieli żadnych względów na innych ludzi.Myśleli,że mają Jehowę za Pan brata i tym samym wolno im więcej.😘
Moja mała dygresja:
U mnie w zborze były nawet w tym dniu organizowane zbiórki, na których nas instruowano, jak głosić w to "celtyckie święto". Wiem z autopsji, że niektóre reakcje w ów dzień były ostre (łącznie z niszczeniem wręczanych ulotek-traktatów) - na "uświadamianie" rozmówców, że "nie ma duszy nieśmiertelnej".
-
część pracodawców uważa (słusznie lub niesłusznie, to rzecz dyskusyjna) że przeciętny świadek Jehowy gorzej niż inni ludzie współpracuje w grupie.
na tę opinię wpływa m.in. niechęć do zajęć i spotkań integracyjnych, ciągłe zanudzanie współpracowników tekstami na temat Biblii i na temat wiary, mniejsza dyspozycyjność jeśli chodzi o zamienianie się dniami wolnymi (świadek Jehowy np, "nie może się zamienić bo akurat ma zebranie" itp)
-
Osobiście pamiętam jak brat starszy zatrudnił około 6 osób w tym mnie jedynego ŚJ. Firma córka. To był czas wysokiego bezrobocia. Wielu braci szukało pracy. Jeden z zatrudnionych to był dawny znajomy tego starszego. Z tym, że prześmiewczy co do wyznania ŚJ. Bardzo wulgarny. Czasem w rozmowie ze mną krytykował tego swojego znajomego ŚJ, za jego podejście do materializmu. Skoro tak w publikacjach wychwala się pracę ŚJ, skoro w gronie ŚJ krytykuje się zachowanie świeckich pracowników, to dlaczego ten brat starszy nie zatrudnił samych braci skoro są godni zaufania, tak pracowici? Chętnych braci do pracy w tamtym czasie nie brakowało. Dodam, że syn tego brata starszego był tam na pozycji kierownika. Niezbyt długo. Po kontroli z głównej siedziby firmy okazało się, że kasa nie była rozliczana tak jak powinna. Synek wyleciał. Ojciec nie był w stanie wyprostować tego. Być może sam musiał wiedzieć co syn robi, bo był też jego szefem. Tak czy inaczej sami bracia nie dają dobrego przykładu zatrudniając ''światusów'' skoro mają możliwość zatrudnić samych braci.
-
Była w Gdańsku firma ŚJ, zajmująca się dezynfekcją, deratyzacją itp.
Jej szef Fryderyk wyjechał do Niemiec, a był wobec braci-pracowników zadłużony.
Podobno z trudem udało im się odzyskać kasę od niego. Mówiło się nawet, że celowo uciekł.
Co ciekawe miał on wcześniej swój katolicki epizod w życiu. Otóż był pół roku w Seminarium Duchownym w Białymstoku.
Był u mnie kiedyś w poradni na dyskusji (1 raz , więcej nie przyszedł), jako oddany organizacji ŚJ. Na stadionie kongresowym błyszczał, bo dawał swoje meleksy do dyspozycji kongresu.
-
Docenianie przez szefa?
*** Zawsze bądź blisko Jehowy (2019) s. 252-253 Dodatki ***
A co, jeśli szef chce ci dać premię z okazji świąt? Czy powinieneś odmówić? Niekoniecznie. Twoja decyzja może zależeć od tego, jak na tę premię patrzy twój szef. Czy uważa ją za prezent świąteczny? Czy po prostu chce pokazać, że cię docenia? Kiedy weźmiesz pod uwagę te i inne czynniki, podejmiesz właściwą decyzję.
"Twoja decyzja może zależeć od tego, jak na tę premię patrzy twój szef" - najlepiej się nie pytać szefa o to tylko brać i dać do skrzyneczki w zborze. ;D
-
Była w Gdańsku firma ŚJ, zajmująca się dezynfekcją, deratyzacją itp.
Czasem mam wrażenie, że oni nic innego nie robią, tylko sprzątają, deratyzuja, dezynfekują... Nie wiem, może to już trening do sprzątania po Armagedonie? Takich firm sprzątających prowadzonych przez świadków jest pełno. Powiedziałbym nawet, że to jakiś fenomen.
-
Ja prócz tej w Gdańsku znałem firmę sprzątająca lokale gastronomiczne i drugą zajmującą się myciem szyb w sklepach.
Znałem też 4 cieciów ŚJ. :)
-
Była też firma ŚJ, tak zwanych 'salowych', szczególnie dla kobiet.
Ona obstawiała sprzątanie na oddziałach szpitalnych. Zaistniała, gdy szpitale zdały się na sprzątanie przez firmy zewnętrzne.
Nie wiem czy nadal istnieje.
-
Czasem mam wrażenie, że oni nic innego nie robią, tylko sprzątają,
budują, oraz wykańczają wnętrza, w tym przodują.
-
Czasem mam wrażenie, że oni nic innego nie robią, tylko sprzątają,
budują, oraz wykańczają wnętrza, w tym przodują.
To mają robić w raju, więc teraz też. :)
Wpierw posprzątać po Armagedonie, ponoć przez 7 lat.
Później resztę z 1000 lat będą budować bo zmartwychwstali, po 55 000 dziennie, muszą gdzieś mieszkać. ;)