Witaj, gościu! Zaloguj się lub Zarejestruj się.

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Autor Wątek: Przyjaźń świadka z katolikiem  (Przeczytany 7041 razy)

Offline czarnaowca

Przyjaźń świadka z katolikiem
« dnia: 21 Listopad, 2016, 22:48 »
Witajcie, to znowu ja.

Zauważyłam, że oprócz ex świadków, sporo tu zwykłych świadków, katolików i ludzi 'wszelkiego pokroju'. Zauważyłam, że dużo osób spośród was uważa, że różnice religijne są często nie do pogodzenia i prędzej czy później dochodzi do rozłamu znajomości/przyjaźni/miłości. A po wyjściu z organizacji pozostaje pustka i brak perspektyw na dalsze życie.
Otóż nie.

Opowiem Wam swoją historię przyjaźni, która trwa już 20 lat, mimo różnic religijnych.

Poznaliśmy się za dzieciaka na podwórku, lubiłyśmy się razem bawić, w podstawówce chodziłyśmy do innych klas, ale poza szkołą byłyśmy nierozłączne. Ja byłam świadkiem, a nazwijmy ją A. katolikiem.
Ja chodziłam na zebrania, głosiłam, nie obchodziłam urodzin, świąt a A. była z ortodoksyjnej rodziny katolików w której obchodziło się ścisły post [nawet w każdy piątek], msza cotygodniowa obowiązkowo, oprócz tego wszelkiego rodzaju różańce, gorzkie żale, brat ministrant[dalej nim jest nawet po 20 latach, nie wiem jak to się teraz fachowo nazywa], no i oczywiście spotkania oazy.

Kiedy zaczęłyśmy dorastać i nauczyłyśmy się bronić swoich poglądów często się kłóciłyśmy z powodu różnic poglądowych. Ja próbowałam ją przekonać, że moja religia jest jedyną prawdziwą, ona oczywiście mi na to, że brednie gadam, bo Bóg jest Trójcą. Nasi rodzice byli sceptycznie nastawieni do naszej relacji - moi, no bo przyjaźnie się ze światusem, jej, no bo jestem z jehowych.
A my twardo i uparcie chciałyśmy się przyjaźnić. Nauczyłyśmy się bez emocji opowiadać o swoich religiach, porównywać, wyjaśniać, argumentować, co nam się podoba, a co nie. Ku przerażeniu rodziców nauczyłyśmy się szanować własne poglądy i przechodzić nad nimi do porządku dziennego. Byłyśmy lojalnymi przyjaciółkami, nigdy nie pokłóciłyśmy się o coś innego niż poglądy religijne, w odróżnieniu do naszych koleżanek, które średnio co miesiąc zrywały swoje przyjaźnie. Nas dzieliła istotna różnica światopoglądowa i nie zajmowałyśmy się pierdołami.

Ja pamiętam o jej wszystkich świętach, nie ciągnęłam jej na imprezy w wielki post, ona co roku robiła mi prezent na urodziny, bo ona je obchodzi. Raz mnie zapisała w liceum na konkurs wiedzy biblijnej. Przekonała mnie tym, że nie pójdę na znienawidzony przedmiot. Wiecie co? Wygrałam. To był etap szkolny, katechetka w szoku, dyrekcja też. Telefon do Kurii, co by to zrobić ze mną, konkurs przecież diecezjalny. Niestety biskup się nie zgodził, co wciąż jest dla mnie smutne. Ale dyrektorka szkoły kupiła mi nagrodę na pocieszenie za wygrany etap szkolny :)

I tak sobie żyjemy do tej pory w przyjaźni, jeszcze kiedy byłam świadkiem, wiedziałam, że będę w przyszłości jej świadkową na ślubie kościelnym choćby nie wiem co. Nawet rozmawiałyśmy o tym z księdzem z jej parafii, nie ma przeciwwskazań [akurat ślub w przyszłym roku:)]
Nie wiem czy starsi wiedzieli o naszej przyjaźni, szczerze mało mnie to interesowało. Nasi rodzice z biegiem lat się zaprzyjaźnili, czasem umawiają się na grilla. Jej rodzice bawili się na moim ślubie, są moimi trzecimi rodzicami :) Nawet kiedy A. wyprowadziła się do wojewódzkiego miasta na studia ja czasem wpadam do jej mamy na herbatę.

Oczywiście A. obserwowała wszystkie moje zmagania związane z wyjściem z organizacji. Z szacunku do mnie nie mówiła o niej źle, wspierała mnie jak umiała, choć z jej ust nigdy nie padło stwierdzenie 'dobrze robisz'. Nie. To była moja wiara i ona wiedziała, że pewnych granic, nawet jako moja przyjaciółka, przekraczać jej nie wolno. Myślę, że w tym tkwi sedno przyjaźni osób z różnym wyznaniem. Kiedy jest wzajemny szacunek, nie trzeba ustępować i 'przechodzić' do religii osoby, na której nam zależy. Dotyczy to też związku. Dzięki kompromisom, jakie przez lata wypracowałyśmy z A., wiedziałam jak stworzyć intymną relację z moim obecnym mężem, który również nie jest, nie był i nigdy nie chciał być świadkiem. A dzięki godzinnym rozmowom z A. i szukaniem argumentów, wiedziałam jak rozmawiać ze starszymi, którzy obawiali się o moje zdrowie duchowe, kiedy dumnie jako nastolatka trzymałam za rękę mojego lubego.

Wspaniałą mam przyjaciółkę. Dzięki niej nie dałam się nigdy zastraszyć organizacji i łatwiej mi było opuścić świadków.

Chciałam Wam to opowiedzieć również z tego powodu, bo często zastanawiacie się jak wygląda życie po wyjściu z organizacji. Toczy się powoli; z czasem przyzwyczajacie się, że macie 2 wieczory więcej i sobotni ranek do własnej dyspozycji w tygodniu. Może warto je wykorzystać na rozwijanie skrywanych pasji i własnych zainteresowań. Może zawsze lubiliście pływać, ale w organizacji nigdy nie było na to czasu. Teraz macie. Z czasem poznacie wartościowych ludzi, z którymi się zaprzyjaźnicie i którzy nie opuszczą Was, kiedy postanowicie mieć inne zdanie. Którzy nie będą wykorzystywać waszych słabości, by mówić wam, jak powinniście żyć.
Ja po wyjściu nie zaczęłam chodzić z A. do Kościoła, ani z nikim innym gdzie indziej. Właściwie zastanawiam się teraz w co wierze, ale tylko czasem, kiedy po drugiej butelce wina, A. zaczyna się ze mną droczyć, kim ja teraz jestem. Przestałam żyć jak świadek jehowy, ale nie utraciłam świadomości życia. Mam czas na hobby, mam czas dla rodziny, mogę bez obaw wyjść na piwo z kolegami z pracy. Nie rozpiłam się, nie palę papierosów, nie puszczam się, piekło mnie nie pochłonęło, armagedon nie doścignął. Ale Przestałam mieć wyrzuty sumienia, że może robię coś, czego nie powinnam, że może mam trochę za krótką spódniczkę, chociaż wyglądam w niej jak milion dolarów. Przestałam się bać życia.

Żyję.
Mam cudownego męża i jeszcze lepszą przyjaciółkę, których nigdy nie mogłabym poznać, jeśli kurczowo trzymałabym się wytycznych organizacji.


Offline matus

Odp: Przyjaźń świadka z katolikiem
« Odpowiedź #1 dnia: 21 Listopad, 2016, 23:04 »
Właściwie zastanawiam się teraz w co wierze, ale tylko czasem, kiedy po drugiej butelce wina, A. zaczyna się ze mną droczyć, kim ja teraz jestem.
Człowiekiem :)
Bogowie są gorsi od Pokemonów, bo nie da się złapać ich wszystkich, tylko jednego (albo małą grupkę), bo się obrażają.


Offline Światus

Odp: Przyjaźń świadka z katolikiem
« Odpowiedź #2 dnia: 21 Listopad, 2016, 23:18 »
Moim najlepszym przyjacielem jest świadek Jehowy. Ja jestem katolikiem.
Ludzi lubi się za JACY są a nie za to KIM są.
Świetnie się dogadujemy, potrafimy się z siebie śmiać. Można powiedziec, prawie jak bliźniacy  :)
Oczywiście, mowie mu co "ciekawego" napisano w strażnicy albo co ważniejsze, o czym nie napisano  ;D Powiem tak; nie jest ortodoksyjny i potrafi robić sobie jaja nawet na zebraniach  ;D
Powiedziałem, że jestem jak najbardziej za tym, żeby przestał być ŚJ.
Ale powiedziałem także, że nigdy nie będę go to tego zmuszał, nalegał itp. Że to powinna być jego nieprzymuszona wola. Wiem z czym sę wiąże odejście z organizacji i nie chcę żeby kiedyś mówił że to przeze mnie a on nie chciał.

To po prostu świetny kumpel i przyjaciel a że jest ŚJ - trudno, jakieś wady musi mieć  ;D ;D ;D
Nie rób nikomu łaski, bo inni mogą to źle odczytać.


Offline Roszada

Odp: Przyjaźń świadka z katolikiem
« Odpowiedź #3 dnia: 22 Listopad, 2016, 09:28 »
Moim najlepszym przyjacielem jest świadek Jehowy. Ja jestem katolikiem.
A co Twój przyjaciel na Twoją obecność na 'odstępczym' forum? :-\
Bo czarnejowcy koleżanka pewnie poparłaby to. :)


Offline Tazła

  • Mistrzyni Ciętej Riposty
  • Wiadomości: 3 240
  • Polubień: 11583
  • Nigdy nie marzyłam o sukcesie. Pracowałam na niego
Odp: Przyjaźń świadka z katolikiem
« Odpowiedź #4 dnia: 22 Listopad, 2016, 10:17 »
    W przyjaźni jak w miłości, kocha się za nic, nie istnieje żaden powód tak do miłości jak i do przyjaźni.
Jest i już, trwa przechodzi wszystkie próby, toleruje wady, szanuje poglądy, orientację , przymyka oko na wyskoki.
Głupcem jest ten, kto nie potrafi się przyznać do własnych błędów i słabości, a widzi całe zło w innych.


Offline Światus

Odp: Przyjaźń świadka z katolikiem
« Odpowiedź #5 dnia: 22 Listopad, 2016, 13:52 »
A co Twój przyjaciel na Twoją obecność na 'odstępczym' forum? :-\
Bo czarnejowcy koleżanka pewnie poparłaby to. :)

Niedawno go zarejestrowałem a czyta od kiedy podałem mu adres  ;D Mam nadzieję, że zacznie też pisać  ;)

    W przyjaźni jak w miłości, kocha się za nic, nie istnieje żaden powód tak do miłości jak i do przyjaźni.
Jest i już, trwa przechodzi wszystkie próby, toleruje wady, szanuje poglądy, orientację , przymyka oko na wyskoki.

To świetna definicja... ślepej miłości. Przez nią jest tyle przemocy fizycznej i psychicznej w rodzinach. Można tolerować wady, które nam nie przeszkadzają ale kocha się za zalety, które nam się podobają. Rzadko trafia się przystojny drań albo ładna jędza?
Jak mówi przysłowie; Miłość jest ślepa. Ale małżeństwo jest świetnym okulistą  ;D
« Ostatnia zmiana: 22 Listopad, 2016, 14:02 wysłana przez Światus »
Nie rób nikomu łaski, bo inni mogą to źle odczytać.


Offline Natan

Odp: Przyjaźń świadka z katolikiem
« Odpowiedź #6 dnia: 22 Listopad, 2016, 14:39 »
Moim najlepszym Przyjacielem jest katolik.

Poznałem go w latach 80., gdyż mieszkał na moim terenie cząstkowym. Założyłem z nim studium, ale ono wkrótce upadło. Później nie było kontaktu poza grzecznościowym: "Cześć, cześć". Po 10 latach wznowiliśmy kontakty i tak to trwa do dziś. Najpierw rozważaliśmy publikacje Towarzystwa Strażnica, ale stwierdziliśmy, że pragniemy czegoś więcej. Dlatego przestudiowaliśmy wspólnie z jeszcze jednym Świadkiem List do Rzymian i to był ogromny przełom w życiu Przyjaciela i moim. Potem mnie bardzo wspierał, gdy wychodziłem z organizacji; dzięki temu było mi dużo łatwiej. Od tamtej pory przestudiowaliśmy wspólnie wiele ksiąg biblijnych i kilka deuterokanonicznych (z kanonu katolickiego).

Po mojej wyprowadzce z rodzinnego miasta nadal jesteśmy w bliskim kontakcie. Mogę liczyć na jego pomoc, gdy mnie nie ma na miejscu, a moi Rodzice jej potrzebują. Sprawdził się bardzo jako prawdziwy Przyjaciel. Ja go nie wyciągam z katolicyzmu, by go "przesadzić" na grządkę ewangelicznego chrześcijaństwa, ani on mnie nie przekonuje do rzymskiego katolicyzmu. Łączy nas na pewno wzajemny szacunek, obopólna życzliwość, wspólnota ducha, miłość do Boga i Jego Słowa, konserwatyzm etyczny, troska o dobro naszego kraju, a także wspólne zainteresowania, jak np. muzyka.


Offline Tazła

  • Mistrzyni Ciętej Riposty
  • Wiadomości: 3 240
  • Polubień: 11583
  • Nigdy nie marzyłam o sukcesie. Pracowałam na niego
Odp: Przyjaźń świadka z katolikiem
« Odpowiedź #7 dnia: 22 Listopad, 2016, 14:42 »
Światus kocha się człowieka a nie jego ,,falbanki''. Nie miałam na myśli patologii, ale zwyczajne, zdrowe , ludzkie relacje. A Ty zaraz sięgasz po skrajności. :P
Głupcem jest ten, kto nie potrafi się przyznać do własnych błędów i słabości, a widzi całe zło w innych.


Offline Światus

Odp: Przyjaźń świadka z katolikiem
« Odpowiedź #8 dnia: 22 Listopad, 2016, 18:46 »
Światus kocha się człowieka a nie jego ,,falbanki''. Nie miałam na myśli patologii, ale zwyczajne, zdrowe , ludzkie relacje. A Ty zaraz sięgasz po skrajności. :P

Jeśli masz na myśli miłość bliźniego to zgadzam się w całej rozciągłości  :)
No bo na przykład, gdyby sponiewierać kota i odwrócić go ogonem, to można by powiedzieć;
W mojej żonie nie ma nic za co mógłbym ją kochać. Ale ją kocham dlatego, że jest moją zoną  :) :) :)
A o bliźnim; Każdy człowiek został stworzony na obraz Boga, Jezus kazał kochać braci i nawet nieprzyjaciół itp. Ale to inna miłość.  :)

Kochasz swojego męża za to, że jest; miły, mądry, sympatyczny, opiekuńczy, cierpliwy, wyrozumiały itd.
Według mnie to jest to COŚ  :)
Poza tym wydawało mi się, że kobiety analizują czy dany kandydat na męża np utrzyma rodzinę itd a tylko faceci lecą na długie nogi i inne atrybuty  ;D
Kochać trzeba też a może zwłaszcza rozumem.
Nie rób nikomu łaski, bo inni mogą to źle odczytać.


Offline Salome

Odp: Przyjaźń świadka z katolikiem
« Odpowiedź #9 dnia: 22 Listopad, 2016, 23:19 »
Czarnaowco, od wielu lat WSZYSTKIE moje najlepsze przyjaciółki to katoliczki, bardziej lub mniej praktykujące. Szczere, oddane, dobre, kochane. Wychowałam się "w prawdzie", ale zawsze wolałam te "złe" koleżanki ze świata.

Moje pseudo przyjaciółki w organizacji odwracają się na mój widok i życzą mi nie najlepiej.
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippmann


Offline bernard

Odp: Przyjaźń świadka z katolikiem
« Odpowiedź #10 dnia: 25 Listopad, 2016, 08:25 »
Swiatus
Cytuj
Ludzi lubi się za JACY są a nie za to KIM są
Swięte słowa !


Offline Tazła

  • Mistrzyni Ciętej Riposty
  • Wiadomości: 3 240
  • Polubień: 11583
  • Nigdy nie marzyłam o sukcesie. Pracowałam na niego
Odp: Przyjaźń świadka z katolikiem
« Odpowiedź #11 dnia: 25 Listopad, 2016, 08:28 »
Niedawno go zarejestrowałem a czyta od kiedy podałem mu adres  ;D Mam nadzieję, że zacznie też pisać  ;)

 Rzadko trafia się przystojny drań albo ładna jędza?
Jak mówi przysłowie; Miłość jest ślepa. Ale małżeństwo jest świetnym okulistą  ;D

 Jeśli jędza lub drań brzydcy to te ich wady są jeszcze bardziej wyraźne. Nie ma co się oszukiwać, ludzie są wzrokowcami.  ;D

Dokładnie, to dobry okulista, ale jakie rachunki wystawia.  ;D ;D
Głupcem jest ten, kto nie potrafi się przyznać do własnych błędów i słabości, a widzi całe zło w innych.


Offline Dorkas

  • Pionier
  • Wiadomości: 756
  • Polubień: 2694
  • Pierwszy krok wędrówki jest zawsze najdłuższy.
Odp: Przyjaźń świadka z katolikiem
« Odpowiedź #12 dnia: 25 Listopad, 2016, 08:37 »
To jest test :) Udało się !!!
Dziś wiem więcej niż wczoraj


Offline Roszada

Odp: Przyjaźń świadka z katolikiem
« Odpowiedź #13 dnia: 25 Listopad, 2016, 10:40 »
Ze mną ŚJ nie chcieli się przyjaźnić. :-\
Uważali mnie za wroga, choć tak samo ja bym mógł ich uważać za wrogów.

Badacze Pisma Św. i epifaniści to tak, zupełnie inaczej niż ŚJ. Znałem ich chodziłem do nich do domu.


Offline sylvia

Odp: Przyjaźń świadka z katolikiem
« Odpowiedź #14 dnia: 14 Grudzień, 2016, 18:33 »
Temat przyjaźni! sj i Nie sj
 Nie wiem czy bardziej mi obcy czy bliski ale czytając Was nabrałam odwagi aby napisać coś z mojego życia kiedy byłam sj. Mój zbór w którym byłam chowana ;) to tak jak w większości ciotki klotki zazwyczaj s.panny bo tak przebieraly albo co gorsza nikt nie chciał:), niby było też trochę młodych ale takich jak ja tzn od urodzenia klepanych  po głowie żółta książką..a reszta osoby .Wracając do tematu miałam naście lat kilka lat wcześniej z pipidolka wprowadziła się do nas rodzina mieli córkę w moim wieku, trochę z musu trochę z braku laku zakumplowalam z nią. Totalnie nie mój charakter ale jakoś nam szło. Zaczęły się wakacje do jednej z starszych ciotek przyjechała wnuczka ( prawie mój rocznik) istotne jest to że nie byla sj ani jej rodzice i nie utrzymywali kont.jedynie taki oficjal gdy młoda miała jechać w odwiedziny do babci.
Tak więc zaczelysmy spędzać czas we trójkę.
Chodzilysmy to tu to tam, czasami na basen
Pewnego dnia spotkałam znajomych ze szkoły przedstwilam przyjezdna kumpele trochę pogadalismy śmiechy chichy ogólnie luz..i teraz nastąpi akcja.
Po paru dniach po zebraniu brat starszy mówi do mnie że musimy porozmawiać. Zostałam zaproszona do pomieszczenia na dodatkowe stoły i zaatakowana pyt czy to prawda że mam znajomych ze świata? że dobrze się z nimi czuję? rozmawiam, przebywam i śmieję??? było milion pytań, pamiętam jeszcze sugestię coś typu czy aby z chłopakami nie łączą mnie bliższe relacje ? ..bo jak dodali  na koniec osoba zainteresowana będąca wnuczka starej siostry jest zaniepokojona moją postawą w tym temacie...
Ręce opadły tuż po tym jak kopara o ziemię trzasla, jakoś wytlumaczylam że to tylko znajomi ze szkoły i temat po tygodniu ucichl.
A wisienka na koniec moja koleżanka ta ze szkoły plus ta dojezdna zostały najlepszymi przyjaciółkami jakie świat widział.
Ale tylko do czasu bo skończyły się wakacje.
 kiedy zaczął się rok szkolny i ona chciała usiąść w mojej ławce powiedziałam zajęte i nigdy więcej nie odezwalam się do niej a na zebraniach omijalam szerokim łukiem ;)
Da się? pewnie że da..