Witaj, gościu! Zaloguj się lub Zarejestruj się.

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Autor Wątek: Czy ... TO TYLKO JAKIŚ ETAP ... w drodze do Boga, bycie Świadkiem Jehowy ...  (Przeczytany 24405 razy)

Offline Estera

Wielu z nas, tu przebywających na tym forum, może zastanawiało się nad tym ...
Jak to się stało, że na naszej drodze w poszukiwaniu Boga, stanęliśmy na ścieżce Świadków Jehowy?
Jeżeli szukaliśmy Boga, prawdy o Nim, to dlaczego stanęliśmy na takiej fałszywej drodze do Niego?
Czy Bóg chciał nam coś pokazać?
Czy chciał nas wybadać, jacy naprawdę jesteśmy, tam w środku?
Wielu stąd, poświęciło wiele lat życia dla tej sekty, a wielu nawet umarło, nie wiedząc, że to sekta, która z Bogiem nie ma nic wspólnego?
Chciałabym, żebyśmy jakby wspólnie, zrobili burzę w szklance wody w tej kwestii.
Co Wy, osobiście o tym myślicie na ten temat?
Czy to przypadek?
Czy Bóg chciał nam coś pokazać?
A jeśli coś pokazać, to co to miałoby być?

Czy to jakiś specjalny etap naszej wędrówki?
Do lepszego życia "po Bożemu"? Czy jeszcze coś innego?
Czy mamy z tego wyciągnąć jakieś głębokie wnioski na nasze życie religijne?
Jaki cel by był tego, że utknęliśmy na takiej krętej ścieżce do tego Boga?
I jak się okazuje, naszpikowanej kłamstwem i manipulacją.
Zachęcam do wspólnej dyskusji.
Podzielcie się swoimi przemyśleniami.
Pozdrawiam.
Estera.
Zachęcam do czytania, warto ... https://jedrusiowy.wordpress.com
Tego bloga również skarbnica wiedzy ... https://komitetsadowniczy.blogspot.com


Offline Lebioda

Witaj Estero!

Oto kilka moich spostrzeżeń, nie wiem czy trafnych, ale tak rozumiem Twoje pytanie!

Na początku mojej Swiadkowskiej kariery w drugiej połowie lat czterdziestych ubiegłego wieku, byłem przekonany o tym, że otworzyły mi się oczy i zrozumiałem prawdziwą prawdę o ! Z podobnym, większym lub mniejszym rozumowaniem podchodzi każdy nowicjusz, który zetkną się z tzw. prawdą. Bardziej wyraziście widzi to były katolik -może się trochę poprawie i powiem, że chodzi mi o katoliku z mojej epoki. W tamtym czasie biblia dla katolika cuchnęła rogami i ogniem piekielnym samego diabła. Moi rówieśnicy ze szkolnej ławy, gdy pokazałem im po raz pierwszy jak wygląda biblia, ich zainteresowanie padło tylko na rozmiar, objętość i drobne pismo bez obrazków. Poznałem osobiście liczne przypadki, że osoby ciekawskie brały do ręki biblię, ale dla ostrożności przez ścierkę lub gazetę aby przypadkiem nie splamić sobie rąk diabelską mocą. Czarna okładka i bez krzyża w przypadku wydania BiZTB, była dodatkowo podejrzana. Na koniec trzeba również zaznaczyć co znam z autopsji, że księża rzym. kat. ten proces nieznajomości biblii podkręcali.

Dla współczesnego katolika biblia nie stanowi już jakiegoś problemu, gorzej już z jej czytaniem. W wielu katolickich domach, jak zauważyłem, nawet jest wyeksponowana w biblioteczce domowej, ale tak dziewicza jakby dopiero przyniesiona z księgarni. Duży postęp w tej dziedzinie zainaugurowała Biblia Tysiąclecia za co wydawcom należy się szacunek za bardzo cenne techniczne komentarze.

Jeżeli pominiemy strażnicową wykładnie biblii brooklyńskiego CK, a ja osobiście, dodatkowo zdjąłem z niej sakralną powłokę, ta księga ksiąg, jak niektórzy ją nazywają, stała się całkiem ciekawą lekturą. Pewnie, że do takiego samego wniosku mogłem dojść w całkiem inny sposób, może mniej bolesny i zbędnych doświadczeń, których było moim udziałem. Ale czy bez udziału Organizacji Świadków Jehowy byłoby to możliwe? Jakkolwiek by na to nie spojrzeć, i faktu tego już nic nie zmieni, to tylko tam rozpocząłem moją przygodę z Organizacją, ze wszystkimi pozytywami i negatywami. Czy mogłem skorzystać z innej przygody? Mogłem, ale nie skorzystałem. Ja chciałem żyć wiecznie w iluzorycznym Nowym Świecie. Nie byłem jedyny z takimi pragnieniami. Czy mam prawo wnosić pretensje o to, że ta iluzja nie miała racji stać się rzeczywistością? Nie mogę zarzucić tym moim towarzyszom podróży donikąd, że mnie zawiedli, gdyż wszyscy szliśmy w dobrej wierze, że już za następnym zakrętem, a może wzgórkiem, będzie ta wymarzona kraina. Ja tylko w pewnym miejscu tej „podróży”, odłączyłem się ponieważ przekonałem się, że ani za tym zakrętem, ani też za następnym pagórkiem, tej krainy szczęścia nie znajdziemy. Wszedłem na inną drogę i poszedłem po niej aż do tego miejsca, w którym się teraz znalazłem.

Jest mi ogromnie szkoda tych wszystkich, których tam zostawiłem, ale bez nich, czy z nimi, pójście dalej tamtą drogą nie miało już sensu. Nastąpił rozdźwięk między nami. Nie znam komentarzy, oraz jakie przypięto mi epitety, mogę tylko przypuszczać, że nie były by w moim odbiorze przyjemne. Nigdy nie było w moim charakterze, aby w podobny sposób się odwzajemniać, dałem też temu wyraz w Mojej Przygodzie z Organizacją, przywołując Byłego brata Janka i byłą siostrę Helenę, ale było ich więcej. Czy były negatywy, które tam spotkałem? Tak! Gdyby nie te negatywy, tkwiłbym tam pewnie aż dotąd. Tych negatywów nie traktuję jako zło mnie wyrządzone, ale jak ból, który dopinguje,aby znaleźć jego przyczynę i rozpocząć leczenie chorego organizmu.


Offline Estera

Pięknie to ująłeś "Lebiodo" ... bardzo spodobało mi się Twoje stwierdzenie z ostatniego akapitu ...
"Gdyby nie te negatywy, tkwiłbym tam pewnie aż dotąd. Tych negatywów nie traktuję jako zło mnie wyrządzone,
ale jak ból, który dopinguje, aby znaleźć jego przyczynę i rozpocząć leczenie chorego organizmu."


Ja, osobiście, bycie tyle lat Świadkiem Jehowy, na obecną chwilę, traktuję jako odskocznię do prowadzenia jeszcze lepszego życia.
Jest to dla mnie tylko, jakiś ... ETAP ... z którego na dziś, mam jeszcze większą motywację do tego, żeby być ...
Bożym, jeszcze lepszym Człowiekiem.
Ja to tak nazywam.
Z opisów tutaj, wiem, że nie każdy odkrywający prawdę o WTS, poszedł w lepsze życie, nie oceniam tego.
To już indywidualna sprawa ... z osobna ...
Każdego człowieka i jego odpowiedzialności przed Bogiem, jakie będzie toczył życie ... po dokonanych odkryciach o tej sekcie.
Ja nie chcę zaprzepaścić tego, co wypracowałam w sobie poznając Biblię i jej zasady.
Dziękuję Ci Lebiodo za Twój dostojny głos w tym temacie.
Zachęcam do czytania, warto ... https://jedrusiowy.wordpress.com
Tego bloga również skarbnica wiedzy ... https://komitetsadowniczy.blogspot.com


Offline Tazła

  • Mistrzyni Ciętej Riposty
  • Wiadomości: 3 204
  • Polubień: 11354
  • Nigdy nie marzyłam o sukcesie. Pracowałam na niego

 Czy mam prawo wnosić pretensje o to, że ta iluzja nie miała racji stać się rzeczywistością? Nie mogę zarzucić tym moim towarzyszom podróży donikąd, że mnie zawiedli, gdyż wszyscy szliśmy w dobrej wierze, że już za następnym zakrętem, a może wzgórkiem, będzie ta wymarzona kraina. Ja tylko w pewnym miejscu tej „podróży”, odłączyłem się ponieważ przekonałem się, że ani za tym zakrętem, ani też za następnym pagórkiem, tej krainy szczęścia nie znajdziemy. Wszedłem na inną drogę i poszedłem po niej aż do tego miejsca, w którym się teraz znalazłem.


  Tak, czy mamy prawo kogoś winić za tę przygodę, za te mrzonki? Uważam, że nie. Nikt nad nikim z karabinem nie stał, tak podczas wyboru  jak i bycia tam. Pewnie, odejście nie jest łatwe, ale wykonalne.
I choć ja wiele razy pisałam, że mam żal do matki o spaprane dzieciństwo, ale mam tylko do niej. Inni rodzice nie byli tak nawiedzeni i ich dzieci należą do tej grupy, która miała w miarę normalne dorastanie.
Na pewno nie czuję się wyjątkowa, że byłam w czymś po coś. Bo co to za wyróżnienie?

Piszesz o tej sławnej krętej drodze.  Do dziś mam przed oczami obrazki z publikacji, szeroka wygodna droga i wąska kręta. Jedna dla wygodnickich potępianych, a druga dla tych z prawdy.  Tylko teraz się zastanawiam, czy po odejściu z organizacji ta droga nie zrobiła się jeszcze bardziej wyboista i kręta? Dla większości z nas na pewno tak. I właśnie tej prawdziwej przeprawy boją się ludzie, dlatego tkwią w organizacji z wygody, albo z obaw przed... tym co może ich spotkać, nie czują się dość silni aby ją podjąć.
« Ostatnia zmiana: 09 Grudzień, 2016, 08:41 wysłana przez Tazła »
Głupcem jest ten, kto nie potrafi się przyznać do własnych błędów i słabości, a widzi całe zło w innych.


Offline Natan

Estero,

Dziękuję za ten temat. Ja przyłączyłem się do Świadków w okresie stanu wojennego w Polsce. Trudne to były czasy. Ja oddałem swoje życie Bogu i pokutowałem z grzechów młodości jeszcze zanim zostałem Świadkiem. Potraktowałem członkostwo w organizacji jako sposób realizacji mojej nowo nabytej pobożności. Wynikało to z mojej ogromnej niewiedzy i niedojrzałości.

Na pewno będąc w organizacji nabyłem sporo cennego doświadczenia. Teraz mi się ono bardzo przydaje, gdyż często mam do czynienia z tymi, którzy odchodzą od Świadków. Potrafię ich zrozumieć, okazać empatię, doradzić.

A sam, jako Świadek byłem trochę nietypowy, niejednokrotnie (choć nie zawsze) bardziej otwarty. Dlatego miałem także przygody z Bogiem. Takie przeżycia, kiedy to - jako otwarty na Boże prowadzenie - doświadczałem dowodów wręcz namacalnego kierownictwa Bożego. Co ciekawe, nie dotyczyło to działań korzystnych dla organizacji, tylko rzeczywistego dobra poszczególnych ludzi. Obecnie nieporównywalnie lepiej poznałem Boga Ojca, Pana Jezusa i Ducha Świętego. Doświadczam jeszcze większej bliskości Boga. Ale od przeszłości musiałem się odciąć, gdyż tkwiłem w zgubnej herezji.


Offline Estera

 Dzięki Natanie ... za Twój cenny głos w tej dyskusji ...

 Każdy, kto dłużej jest w tej organizacji, to się czegoś dobrego uczy. Nabywanie doświadczenia, niejednego ukształtowały.
 I tak jak powiedziałeś, przydaje się ono nam w życiu.
 Zapewne po swoich przeżyciach, lepiej będziemy rozumieli tych, którym zechcemy pomóc.
 Tych, którzy zdecydują się opuścić WTS i będą czuli się zagubieni.
 Okazujemy większe zrozumienie, empatię, tak, jak to określiłeś w swoim komentarzu.
 No i to rzeczywiste dobro poszczególnych osób, które bardzo często, starsi w organizacji pomijają, bo organizacja ważniejsza.

 Takie składanie jednostek w ofierze na ołtarzu współczesnego "Molocha".
 
 Nigdy mi się to nie podobało, że takie jest podejście do człowieka.
 A od tej heretycznej przeszłości, to rzeczywiście trzeba się odrywać.
 Ja jeszcze jestem na początku tej drogi, ale mam nadzieję, że napewno mi się uda poskładać swoje życie religijne.
 Jeszcze, można powiedzieć, wychodzę z tego szoku po odkryciach nt. WTS.
 Dla wielu udało się i prowadzą szczęśliwe życie.
 Wierzę, że każdemu, kto próbuje, uda się to osiągnąć.
Zachęcam do czytania, warto ... https://jedrusiowy.wordpress.com
Tego bloga również skarbnica wiedzy ... https://komitetsadowniczy.blogspot.com


Offline Exodus

Obudziłem się dziś rano o - 5.54.
włączyłem komputer i od razu na forum. A tam - Ciekawy wątek.
Przed moim przebudzeniem aktywny był już Lebioda, którego szczera odpowiedź bardzo mnie wzruszyła.
Pomyślałem sobie, a w zasadzie przypomniał mi się piękny moment z filmu - Lista Schindlera
kiedy główny bohater otrzymuje  obrączkę z wygrawerowanym wersetem -
              "" kto ratuje jedno życie , ten ratuje cały świat."
 
 Pewnie każdy może coś z życia swojego tu opisać i ku przestrodze i ratowania  Tych, którzy w tym momencie mają różowe okulary na nosie  i wszystko, wszystko widzą w kolorach tęczy.
  A tak naprawdę - tak nie jest !
 Pozdrawiam z nadzieją , że i ja znajdę trochę siły by komuś pomóc i coś napisać.


Offline Estera

Ostatnio obejrzałam taki eksperyment, w którym na końcu były takie słowa:

"People will forgot what you said.
 People will forget what you did.
 But people will never forget, how you made them feel."

 
W tłumaczeniu na polski to brzmi tak:
"Ludzie zapomną, to co powiedziałeś,
 zapomną, to co zrobiłeś,
 ale nigdy nie zapomną tego, jak poczuli się dzięki Tobie."


I to jest bardzo prawdziwe, życiowo, dokładnie tak właśnie jest.
Dobre serce, wrażliwość na uczucia w tym, jakże bezdusznym świecie, jest zawsze w cenie.
I jest zawsze na swoim miejscu.
Zachęcam do czytania, warto ... https://jedrusiowy.wordpress.com
Tego bloga również skarbnica wiedzy ... https://komitetsadowniczy.blogspot.com


Offline Estera

Tylko teraz się zastanawiam, czy po odejściu z organizacji ta droga nie zrobiła się jeszcze bardziej wyboista i kręta? Dla większości z nas na pewno tak. I właśnie tej prawdziwej przeprawy boją się ludzie, dlatego tkwią w organizacji z wygody, albo z obaw przed... tym co może ich spotkać, nie czują się dość silni aby ją podjąć.
Nie dziw się Tazła, że to tak czasami wygląda. No nie każdy ma siłę do podejmowania życiowych, trudnych decyzji.
 Tym bardziej, że mechanizmy wts, przez lata pozbawiały tego ludzi, tej samodzielnej egzystencji.

 Prawdą jest, że ta droga po wyjściu z WTS, jest i kręta i wyboista, dla większości i wielu się tej przeprawy, jak to nazwałaś, boi.
 Są naprawdę przeróżne powody, dla których ludzie pozostają w tej organizacji, tak zorientowałam się, czytając różne komentarze,
 tu, na forum. Znając mechanizmy ostracyzmu, nie mają na tyle dość sił, żeby odejść i utracić całą rodzinę, np.

 Dla nich, to też jakiś nowy etap w życiu, jeżeli są przebudzeni i znają tę straszną prawdę o wts. Też nie jest im łatwo żyć.

 Myślę, że odczucia w tej kwestii, są tak indywidualne, jak indywidualny jest każdy człowiek. I sytuacja każdego.
 Daję wszystkim prawo do samostanowienia o sobie w tej kwestii, bo bardzo różna jest sytuacja życiowa, każdego z osobna.
 Jak to się mówi ... to nie jest "rach", "ciach", "ciach" i wszystko jest poukładane ...
 To od nowa, nieraz, trzeba składać całe życie ... a to już nie jest taka prosta sprawa i nie każdy ma do tego wystarczających sił.
 To tak z dużej empatii o tym piszę, dla wszystkich tych, którzy muszą tkwić w takim podwójnym życiu, emocjonalnie.
Zachęcam do czytania, warto ... https://jedrusiowy.wordpress.com
Tego bloga również skarbnica wiedzy ... https://komitetsadowniczy.blogspot.com


Offline pies berneński

A co by było gdyby ŚJ nie pojawili się na świecie? Czy niezbyt śmiało myślę,że mielibyśmy do czynienia z większym ciemnogrodem?
Ludzie nie dlatego przestają się bawić, że się starzeją, lecz starzeją się, bo przestają się bawić.


Blizna

  • Gość
Przypadek :)
Najprościej.


Offline Natan

A co by było gdyby ŚJ nie pojawili się na świecie? Czy niezbyt śmiało myślę,że mielibyśmy do czynienia z większym ciemnogrodem?

Ja mam takie zrozumienie, że to Świadkowie zaciemnili prawdę biblijną, to oni są ciemnogrodem. Podobnie, jak inne zwodnicze religie, które powstały w Ameryce w XIX wieku. Nie jest to jedynie moja prywatna opinia, lecz przede wszystkim teologów biblijnych oraz ekspertów od sekt i nowych ruchów religijnych. Publikacji na ten temat nie brakuje.

Uprzedzam jednak, że nie zamierzam polemizować, ani nawet w najbliższych dniach nie będę miał ku temu fizycznej możliwości. 


Blizna

  • Gość

Jest to dla mnie tylko, jakiś ... ETAP ... z którego na dziś, mam jeszcze większą motywację do tego, żeby być ...
Bożym, jeszcze lepszym Człowiekiem.
Ja to tak nazywam.
Z opisów tutaj, wiem, że nie każdy odkrywający prawdę o WTS, poszedł w lepsze życie, nie oceniam tego.
To już indywidualna sprawa ... z osobna ...
Każdego człowieka i jego odpowiedzialności przed Bogiem, jakie będzie toczył życie ...

Nie oceniasz, ale jednak oceniasz :/

Pisząc "lepsze życie".
Nie wiem, co masz na myśli, ale samo sformułowanie może powodować, że inni będą się czuli urażeni.


Offline Tazła

  • Mistrzyni Ciętej Riposty
  • Wiadomości: 3 204
  • Polubień: 11354
  • Nigdy nie marzyłam o sukcesie. Pracowałam na niego
Nie dziw się Tazła, że to tak czasami wygląda. No nie każdy ma siłę do podejmowania życiowych, trudnych decyzji.
 Tym bardziej, że mechanizmy wts, przez lata pozbawiały tego ludzi, tej samodzielnej egzystencji.

 Prawdą jest, że ta droga po wyjściu z WTS, jest i kręta i wyboista, dla większości i wielu się tej przeprawy, jak to nazwałaś, boi.
 Są naprawdę przeróżne powody, dla których ludzie pozostają w tej organizacji, tak zorientowałam się, czytając różne komentarze,
 tu, na forum. Znając mechanizmy ostracyzmu, nie mają na tyle dość sił, żeby odejść i utracić całą rodzinę, np.

 Dla nich, to też jakiś nowy etap w życiu, jeżeli są przebudzeni i znają tę straszną prawdę o wts. Też nie jest im łatwo żyć.

 Myślę, że odczucia w tej kwestii, są tak indywidualne, jak indywidualny jest każdy człowiek. I sytuacja każdego.
 Daję wszystkim prawo do samostanowienia o sobie w tej kwestii, bo bardzo różna jest sytuacja życiowa, każdego z osobna.
 Jak to się mówi ... to nie jest "rach", "ciach", "ciach" i wszystko jest poukładane ...
 To od nowa, nieraz, trzeba składać całe życie ... a to już nie jest taka prosta sprawa i nie każdy ma do tego wystarczających sił.
 To tak z dużej empatii o tym piszę, dla wszystkich tych, którzy muszą tkwić w takim podwójnym życiu, emocjonalnie.

  Ja się niczemu nie dziwię, przerabiałam to z jednej strony, z drugiej i pośrodku też. Wiem jak smakują poszczególne etapy, z czym trzeba się liczyć i na co  liczyć nie można. Moja empatia nie obejmuje tych co się użalają nad sobą, że są świadkami  i tak im źle. Jest dla tych którzy próbują coś z tym zrobić. Te osoby wiedzą, że byłam gotowa do pomocy, o każdej porze.
Zgadza się, ludzie są różni, różnie wskakują w to bagienko i inaczej się z niego wydostają, doznając mniejszych lub większych obrażeń.

    I tak jak pisałam wcześniej, to jest trudne, ale wykonalne. Tak samo jak z chorobą, aby nastąpiła poprawa -  wyleczenie czasem musi boleć, albo trzeba   łykać gorzkie piguły i wierzyć, że będzie dobrze.


Tak, powody jakie powstrzymują niektóre osoby przed wyjściem są przeróżne. Pominę tych co zostali  w tym wychowani, mają tam całe swoje rodziny, nie znają tzw świeckiego życia, im jest trudniej. Jeśli odejdą zostaną sami, muszą podjąć nowe życie , takie nie do końca im znane, to też może budzić obawy i lęk, że nie dadzą sobie rady.
Jednak osoby, które zdecydowały się na świadkowanie jako dorosłe, same wybrały bo im się spodobało, są na lepszej pozycji. Wiedzą, do czego wracają, że po tej drugiej stronie, wcale nie jest tak strasznie i źle. I czego im teraz żal? Że tam ktoś zostanie, kto będzie udawał, że ich nie zna? Albo, że będą potępiani przez grupę pseudo przyjaciół?
Wtedy warto cofnąć się w czasie i przypomnieć sobie, co czuli nasi bliscy jak wpadliśmy w ramiona organizacji, a oni zostali tzw światusami?
Gdy święta były inne, gdy rodzinne uroczystości były pomijane, gdy podczas pogrzebu nie stało się razem z rodziną .
I wtedy wiele osób ma kaca, takiego zwyczajnego moralnego kaca. Boją się tego, że ktoś im coś zarzuci....

 Piszesz o szoku poznając prawdę o organizacji. Dziecko jak zrozumie, że Mikołaj nie istnieje, że było oszukiwane przez bliskich też doznaje szoku, ale jakoś to przeboleje. ;) Prawa też nikomu nie daję, bo nikt nikomu tego prawa nie zabrał. Każdy je ma, nawet jak mu wmówiono, że jest inaczej.

PS. Nie nazywałabym tego ciemnogrodem, tym określeniem ubliżamy też sobie.
« Ostatnia zmiana: 10 Grudzień, 2016, 15:59 wysłana przez Tazła »
Głupcem jest ten, kto nie potrafi się przyznać do własnych błędów i słabości, a widzi całe zło w innych.


Offline Estera

Nie oceniasz, ale jednak oceniasz :/

Pisząc "lepsze życie".
Nie wiem, co masz na myśli, ale samo sformułowanie może powodować, że inni będą się czuli urażeni.
Nikogo, absolutnie nie chciałam urażać ani oceniać, jak sugerujesz, w jakikolwiek sposób, pisząc ... "lepsze życie" ...
 Dla jednego, lepszym życiem będzie nadal wiara w Boga, dla innego ateizm np., jeśli tak wybrał. Jego osobista sprawa.
 A jeszcze dla innych, życie wg dewizy: "hulaj dusza, piekła nie ma" ...

 Blizna, pisząc "lepsze życie" miałam na myśli to, że ktoś odchodząc od wts, nadal chce prowadzić, najkrócej rzecz ujmując,
 życie według praw Bożych i ulepszać swoją osobowość na wzór Chrystusa. To jest mój punkt widzenia.
 Bo również, słyszę i obserwuję w swoim życiu, że są tacy, którzy odchodząc od ŚJ, życiowo staczają się na dno moralne np.,
 i życie przestaje mieć dla nich jakąkolwiek wartość i nie dbają o swoją opinię, w tym co robią i jak to ktoś określił, tu na forum,
 spuszczeni z tej smyczy wts, wchodzą w sprawy, które upadlają człowieka, jako człowieka.
 Taką sytuację, z mojego punktu wiedzenia, nazwałabym tym "gorszym życiem".

 Moje spostrzeżenie, dotyczy zwykłego stwierdzenia faktu, że tak się po prostu sprawy mają, spostrzeżenia wynikającego z obserwacji,
 życia, tego co się wokół dzieje, i jak, kto traktuje siebie w tej nowej sytuacji.
 Pisząc "nie oceniam" w sensie, że nie wnikam w to i nie odpowiadam za czyjeś takie a nie inne decyzje i za to jakie życie prowadzi.
 Stwierdzenie faktu, że "jabłko jest czerwone czy zielone" nie oznacza stwierdzenia, jak smakuje.
 I właśnie to dokładnie miałam na myśli.
 A wybory poszczególnych osób ... to już całkowicie indywidualna sprawa każdego.

 I ocena w kategoriach "lepsze", "gorsze", to też ktoś inny może zupełnie to inaczej postrzegać, niż ja.
 Każdy dorosły, sam powinien umieć określić, czy prowadzi lepsze czy gorsze życie pod różnymi względami, po wyjściu z wts.
 I jak by nie było, życie i tak zweryfikuje te decyzje i pokaże, co byłoby lepsze, a co gorsze.
 
« Ostatnia zmiana: 10 Grudzień, 2016, 17:47 wysłana przez Estera »
Zachęcam do czytania, warto ... https://jedrusiowy.wordpress.com
Tego bloga również skarbnica wiedzy ... https://komitetsadowniczy.blogspot.com