Witaj, gościu! Zaloguj się lub Zarejestruj się.

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Autor Wątek: Typ świadkopodobny.  (Przeczytany 1121 razy)

Offline lukasz84gl

Typ świadkopodobny.
« dnia: 01 Kwiecień, 2017, 15:05 »
Hej wszystkim.
Od jakiegoś czasu noszę się z napisaniem tego postu. Trochę się obawiałem czy nie wywoła jakieś „gównoburzy”, bo nie tylko będzie o „złym” WTSie i CK ale również oberwie się innym:). Chciałbym się z wami podzielić pewną obserwacją. Takie wnioski wyciągnąłem już jakiś czas temu, po spotkaniu z kilkoma osobami w moim życiu, już będąc poza jedyną i słuszną organizacją.
Nie napiszę ostracyzm, a odrzucenie. Trochę łagodniejsze słowo i w pełni oddaje sytuację mojej koleżanki. Wychowanej w surowych warunkach KK. Kościół według mojej opinii nie wymaga, aż takiego zaangażowania jakie preferowała jej rodzina, a do czego była zmuszana. Efekt był taki, że po opuszczeniu domu i wybraniu własnej drogi miała takie przeżycia jakie można byłoby przypisać ex-ŚJ.
Inni moi znajomi, to pewna rodzina, która prowadziła rodzinny biznes. W zasadzie dwie branże. Rodzice próbowali z dużymi naciskami wprowadzić, żeby dzieci poszli w ich ślady. Niby szlachetne ale oni starali się „kupić” dosłownie dzieci. I dzieci w sumie radzą sobie w życiu poniżej przeciętnej, a wiek to okolice 30 lat. Natomiast te młode pokolenie jest skłonne do układania życia innym, zawsze starają się doradzać pomimo tego, że sami sobie radzą nie najlepiej. I mają podzielonych ludzi na tych co się ich słuchają i tych co nie słuchają. Ci co nie słuchają czeka najprawdopodobniej upadek, co na ogół się nie sprawdza (znajome co? ). Jak się pewnie domyślacie nie utrzymuje już z nimi bliskich kontaktów.
Przykładów w życiu widziałem więcej. Tutaj pojawia się temat spełniania ambicji rodziców i zwykłej psychomanipulacji w rodzinie. Ktoś wie lepiej co dla Ciebie jest dobre, nawet a właściwie przede wszystkim jak już jesteś dorosły. I jak postępujesz „posłusznie” to gotowy jest nawet płacić czasem wysoką cenę za Twoje błędy. Bylebyś był „jego”.
Dlaczego akurat typ „świadkopodobny”. Głownie dlatego, że tam jest wyjątkowo duże zagęszczenie takich osób. Choć z drugiej strony u świadków są ludzie, których nie określiłbym mianem typu świadkopodobnego. Ale to jest mniejszość ponieważ WTS zachęca do takich działań dla „twojego dobra”.
Inny wniosek to pewna przestroga dla tych co wyszli lub chcą opuścić ŚJ. Po długim czasie zauważyłem, że mam tendencje do tego, że daje się manipulować. Po prostu po mimo, że organizacja mi nie pasowała, ale lata „prania mózgu” zrobiły swoje. Wręcz mógłbym powiedzieć, że jest to pewna forma uzależnienia. Lekarstwo? Wyznaczyć swoje cele i do nich sukcesywnie zmierzać.
Jestem ciekawy waszych opinii w tych sprawach.
„Nikt nie jest bardziej beznadziejnie zniewolony, niż ci którzy fałszywie wierzą że są wolni." Georg Wilhelm Hegel


Gorszyciel

  • Gość
Odp: Typ świadkopodobny.
« Odpowiedź #1 dnia: 01 Kwiecień, 2017, 17:01 »
Człowiek jest podatny na autorytet i inne czynniki, które sprawiają, że daje się nim manipulować. Lekarstwo absolutne nie istnieje wg mnie. Może ograniczać działanie tych czynników wzrostem wiedzy na temat tego jak to działa - samoświadomością.
P.S. Nie powiedziałbym, że słowo ostracyzm jest mocniejsze od słowa odrzucenie.


Offline lukasz84gl

Odp: Typ świadkopodobny.
« Odpowiedź #2 dnia: 03 Kwiecień, 2017, 18:45 »
Człowiek jest podatny na autorytet i inne czynniki, które sprawiają, że daje się nim manipulować. Lekarstwo absolutne nie istnieje wg mnie. Może ograniczać działanie tych czynników wzrostem wiedzy na temat tego jak to działa - samoświadomością.
P.S. Nie powiedziałbym, że słowo ostracyzm jest mocniejsze od słowa odrzucenie.

To na co zwróciłeś uwagę, to jest sedno tego co chciałem pokazać. Człowiek faktycznie jest podatny na manipulację, ale w różnym stopniu. Jest też różny stopień wywierania nacisków. Mój osobisty wniosek z tego wszystkiego jest taki, żeby nie wywierać zbyt mocnych nacisków, nie sugerować, że sprawy, które robi się dla siebie, mają być robione dla kogoś (zjedz bo mamie będzie przykro?, albo ostrzej, idź na studia, bo to marzenie mamy :), niektóre sprawy robione dla Boga wrzuciłbym też do tej kategorii ). Ale z drugiej strony jeśli ktoś wybierze swoją drogę, nie powinna być sztucznie ułatwiana. I to co napisałeś - samoświadomość - drugie dno wszystkiego. Mam wrażenie, że samoświadomy jestem od niedawna:).

Natomiast ostracyzm uznaje za coś mocniejszego. Zerwanie wszelkich kontaktów. W odrzuceniu moim zdaniem istnieje możliwość kontaktu, z tymże odrzuconemu na ogół w jakiś sposób okazuje się pogardę, albo lekceważy go.
„Nikt nie jest bardziej beznadziejnie zniewolony, niż ci którzy fałszywie wierzą że są wolni." Georg Wilhelm Hegel