Witaj, gościu! Zaloguj się lub Zarejestruj się.

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Autor Wątek: Firma  (Przeczytany 771 razy)

Offline Aliki

  • Głosiciel
  • Wiadomości: 384
  • Polubień: 1205
  • Ludu mój, wyjdźcie z niej! (Obj 18:4)
Firma
« dnia: 11 Wrzesień, 2021, 07:13 »
Chcę się z Wami podzielić fragmentami książki, która mnie dosłownie rozwaliła. Wiele lat temu  oglądałam film - nie warto... W tym roku trafiła do mnie zupełnie przypadkowo książka. Wybrałam fragmenty, które uważam za kluczowe, jest ich sporo. Nie wiem, czy mogę zamieścić kilka postów pod rząd, czy też muszę zaczekać aż ktoś inny coś napiszę... Zależy mi na tym aby trafiła tu całość a później możemy sobie dyskutować.

"Starszy wspólnik po raz setny przejrzał resume i teraz także nie doszukał się w Mitchellu McDeer niczego, co budziłoby jego zastrzeżenia; w papierach, w każdym razie, nic takiego nie dało się odnaleźć.
Żonaty, co stanowiło jeden z koniecznych warunków. Firma nie zatrudniała nieżonatych prawników. Nie aprobowała też rozwodów, skoków w bok i pociągu do alkoholu. Kontrakt zawierał klauzulę o obowiązku poddania się testowi na używanie narkotyków.
McDeer był oczywiście mężczyzną - firma nie przyjmowała kobiet prawników. Popełnili taką pomyłkę tylko raz, w połowie lat siedemdziesiątych, kiedy zatrudnili najlepszego absolwenta Harvardu i okazało się, że ten znakomity spec od prawa podatkowego jest damą. Prawniczka utrzymała się u nich przez cztery burzliwe lata, do dnia gdy zginęła w wypadku samochodowym.
Teczka z aktami personalnymi opatrzona była napisem "Mitchell McDeer - Harvard". Materiały te przygotowało paru byłych agentów CIA z prywatnej grupy wywiadowczej z Bethesda. Na drugim roku miał możliwość ściągania na egzaminie z papierów wartościowych. Nie zrobił tego i uzyskał najlepszą ocenę w grupie. Dwa miesiące wcześniej proponowano mu kokainę na prawniczym party. Odmówił.
Royce McKnight odłożył akta i uśmiechnął się. To był ich człowiek.

Lamar Quinn miał 32 lata i nie był jeszcze wspólnikiem. Zatrudniono go po to, aby ze swoim młodzieńczym wyglądem i sposobem bycia stanowił niejako wizytówkę firmy. Mając zagwarantowane na resztę życia sześciocyfrowe dochody, Lamar mógł z satysfakcją nosić szyte na miarę garnitury. Nonszalanckim krokiem przeszedł przez apartament, którego wynajęcie na jedną dobę kosztowało firmę tysiąc dolarów.

-Musisz zrozumieć naszą firmę. Jesteśmy inni i szczycimy się tym. Oferujemy najwyższe wynagrodzenie w kraju.
- Rozumiem. Czym zajmuje się wasza firma?
- Podatkami. Częściowo także ubezpieczeniami, nieruchomościami i bankowością.
Mitch uśmiechnął się i skinął głową. Jak mógł na serio brać pod uwagę tak małą firmę w tak małym mieście, gdy czekała na niego Wall Street?
- Zależy nam na stabilności rodziny, szczęśliwy prawnik to wydajny prawnik. Będziesz otrzymywał uczciwą zapłatę.
- To niewiarygodne - wymamrotał Mitch. Czy ten facet powiedział BMW? Jego mazda miała na liczniku milion kilometrów. Poczuł nagle silną chęć wyjazdu do Memphis.
- Wszyscy nasi wspólnicy są w wieku czterdziestu pięciu lat multimilionerami.
- Wszyscy?
- Tak. Nie możemy tego zagwarantować, ale jeśli dołączysz do naszej firmy i poświęcisz dziesięć lat na to, żeby zostać wspólnikiem, a potem po kolejnych dziesięciu, w wieku czterdziestu pięciu lat, nie staniesz się milionerem, to będziesz pierwszą taką osobą od dwudziestu lat.
- Imponująca statystyka.
- To imponująca firma, Mitch. Stanowimy elitarne bractwo. Staramy się być bardzo ostrożni przy doborze nowych ludzi. Bardzo rzadko, w naprawdę wyjątkowych wypadkach, zdarza się, że prawnik odchodzi z naszej firmy. Jest to ewenement. Minęło już wiele czasu od ostatniego wypadku, gdy któryś z prawników opuścił firmę.
Patrzyli na niego uważnie, chcąc się upewnić, czy wszystko do niego dotarło. Przedstawili się, jak mogli najlepiej. Na resztę informacji przyjdzie czas.
Wiedzieli, że był zaniedbanym dzieckiem, dorastał w ubóstwie pod opieką brata Raya i kilku życzliwych krewnych. Nędza boli a oni wiedzieli też, że wzbudza silną potrzebę sukcesu.
...
Abby McDeer odstawiła kieliszek i powiedziała oficjalnym tonem:
- Chyba nie dosłyszałam.
- Niski zastaw hipoteczny. Firma pożycza wystarczająco dużo pieniędzy, aby można było kupić dom. Dla tych facetów jest rzeczą bardzo istotną, by ich prawnicy wyglądali zamożnie, więc dadzą nam pieniądze na niższy procent.
- Koniec z gratami, koniec z dziadostwem, koniec z kłopotami - powiedziała potrząsając wolno głową.

...
Budynek firmy został nabyty przez agresywnego prawnika podatkowego Antoniego Bendini. Gmach stał się jego oczkiem w głowie, zatrudnił armię strażników, aby chronili budynek i jego użytkowników, zainstalował windy, alarm elektroniczny, siłownię, stołówkę z zachwycającym widokiem na rzekę. Dyskrecja była jego obsesją.
Stanowili zwarty klan i nie utrzymywali zażyłych stosunków z innymi prawnikami. Ich żony grały wspólnie w tenisa i brydża i razem jeździły po zakupy. Lambert i Locke to była wielka, wspólna rodzina, raczej bogata rodzina.

...
Mitch włożył ręce do kieszeni i przestał słuchać. Przyglądał się zebranym. Miał przed sobą młodych zamożnych ludzi sukcesu. Zasady dotyczące ubioru były chyba dość ściśle określone. Ciemnoszare lub granatowe wełniane garnitury, białe lub niebieskie wykrochmalone koszule oraz jedwabne krawaty. Obowiązywała elegancja. Żadnego zarostu, wąsów ani włosów zachodzących na uszy.
- Zaczynamy naszą wycieczkę - powiedział Lamar. - To jest oczywiście biblioteka.
- Sto tysięcy tomów - wymamrotał Mitch.
- Tak, wydajemy pół miliona rocznie na nowe wydania i suplementy. Nasi wspólnicy zawsze na to narzekają, ale nie zdecydowaliby się nigdy na zredukowanie tych sum. Jest to jedna z największych prywatnych bibliotek prawniczych w kraju.

...
- Mówiono ci już o urlopach? Firma ma domek w Veil, domek nad jeziorem w Manitoba i pokoje w Seven Mile Beach na Grand Cayman Island. Są za darmo ale musisz je wcześniej zarezerwować.

...
Młodsi pracownicy byli przyjacielscy, rozmowni i sprawiali wrażenie zadowolonych z przerwy w pracy. Większość wypowiadała w paru słowach swe uznanie dla wielkości firmy.
Wspólnicy byli bardziej zajęci ale tak samo mili. Powtarzali mu wciąż od nowa, że jest kimś, kogo wybrano niezwykle starannie z licznego grona kandydatów i że będzie znakomicie pasował. To jest ten typ firmy, jaki na pewno będzie mu odpowiadał.

...
Kay Quin spotkała się na obiedzie z Abby.
- Firma jest bardzo wymagająca, szczególnie jeśli chodzi o pracowników. Postuluje się pracę przez osiemdziesiąt godzin tygodniowo i spędzanie dużej ilości czasu poza domem. Teoria mówi, że trwałe małżeństwo oznacza szczęśliwego prawnika a szczęśliwy prawnik to wydajny prawnik. Tak więc w istocie rzeczy chodzi o zysk. Zawsze o zysk. Jest także inna przyczyna. Ci wszyscy faceci są bardzo dumni że swojej zamożności. Każdy powinien wyglądać i zachowywać się jak przystało na zamożnego. Czy masz zamiar założyć rodzinę? - zapytała Kay.
- Może za parę lat.
- Dzieci są dobrze widziane.
- Przez kogo?
- Przez firmę.
- Dlaczego firmie zależy, abyśmy miały dzieci?
- Ten sam powód: stabilna rodzina.
- Wygląda to jak jedno wielkie bractwo.
- Bardziej jak duża rodzina. Nasze życie towarzyskie wiąże się zawsze z firmą i jest to rzecz istotna, gdyż nikt z nas nie pochodzi z Memphis. Wszyscy jesteśmy przesiedleńcami.
- To miłe, ale nie życzę sobie, żeby ktokolwiek dyktował mi, kiedy mam pracować, kiedy przestać, a kiedy rodzić dzieci.
- Nie martw się. Oni się bardzo troszczą o siebie wzajemnie, ale firma nie wtrąca się do tych spraw. Odpręż się Abby. Firma jest jak rodzina. Są wspaniałymi ludźmi.
Zarabia się tu duże pieniądze. Nie chcą nikogo z dodatkowym źródłem dochodów.
- Nie jestem pewna czy rozumiem.
- Nie zatrudnią pracownika, który ma inne źródło utrzymania. Chcą by ich ludzie byli młodzi i pazerni. Chodzi im o lojalność. Jeżeli wszystkie twoje pieniądze pochodzą z jednego źródła, wtedy będziesz wobec tego źródła lojalny. Firma wymaga lojalności absolutnej.


- Czy Lamar mówił ci o urlopach?
- Tak.
- To świetnie. Zarezerwuj wcześniej miejsca, zwłaszcza jeśli wybierzesz Vail i Kajmany. Za przelot musisz zapłacić ale pokoje są za darmo. Załatwiamy mnóstwo interesów na Kajmanach i czasami wyślemy cię tam na dwa lub trzy dni. Te wycieczki nie są wliczane do urlopu, fundujemy jedną taką w każdym roku. Czy Lamar wspominał o dodatkowej premii?
- Nie, ale to brzmi interesująco.
- Jeżeli wstąpisz do naszej firmy, wypiszemy ci czek. Chcielibyśmy, żebyś większość tej sumy wydał na garderobę. Przywiązujemy wielką wagę do wyglądu zewnętrznego naszych pracowników, oczekujemy, że będą się ubierać schludnie i tradycyjnie.

...
Przyjechali do Memphis we czwartek rano i, zgodnie z obietnicą, czarne 318 stało już pod daszkiem. On nie odrywał oczu od samochodu, ona wpatrywała się w dom. Trawnik był bujny, zielony i równo przystrzyżony, żywopłoty poprzycinano starannie, a w ogrodzie kwitły nagietki...
O trzeciej wybrali się z projektantką do sklepu z meblami, gdzie sprzedawca uprzejmie ich poinformował, że pan Oliver Lambert załatwił dla nich kredyt, mogą więc kupować, co tylko chcą, nie licząc się z kosztami.

...
Posługując się planem miasta, odnaleźli rezydencję Quinów.
W korytarzu pojawiła się Kay i usiłowała się uśmiechnąć. Oczy miała spuchnięte i wilgotne. Przyciskała do ust chusteczkę.
- Co się stało, Kay?
- Dwaj członkowie naszej firmy, Marty Kozinski i Joe Hodge, ponieśli dzisiaj śmierć. Byliśmy z nimi bardzo zżyci.
- Jak to się stało?
- Nie jesteśmy pewni. Byli na Grand Cayman, nurkowali. Lamar powiedział, że informacje są bardzo ogólnikowe.
- Gdzie były ich żony?
- Na szczęście w domu. To była podróż służbowa, załatwiali interesy.

McKnight przestał się uśmiechać i powrócił do notatnika.
- Jak już wspomniałem, Mitch, egzamin adwokacki to w tej chwili sprawa najważniejsza. Masz sześć tygodni na naukę i będziemy ci pomagać na tyle, na ile to będzie możliwe. Co najmniej połowę czasu spędzanego w firmie oraz większość swego czasu wolnego musisz poświęcić przygotowaniom do egzaminu. Jeszcze żaden z pracowników firmy go nie oblał.


...
- Obawiam się, Mitch, że przeoczyłem coś, o czym powinniśmy porozmawiać w czasie twojej pierwszej wizyty.
- W porządku, o co chodzi?
- Nigdy nie dopuszczamy do tego, by nasi ludzie zaczynali pracę w firmie obciążeni długami z czasów studenckich. Ile jesteś winien?
- Prawie dwadzieścia trzy tysiące.
- Pierwszą rzeczą jaką jutro zrobisz, będzie dostarczenie odpowiednich dokumentów na biurko Louise.
- Czy, hmmm .. Czy mam rozumieć, że firma pokryje moje długi?
- Taka jest nasza polityka. Chyba, że masz coś przeciwko temu.
- Oczywiście, że nie. Nie wiem po prostu, co powiedzieć.
- Nie musisz nic mówić. Od piętnastu lat postępujemy tak wobec każdego pracownika.
Uśmiechnął się z zadowoleniem. Harvard był oddalony o milion kilometrów stąd. Harvard bez długów studenckich. Kentucky było w innym świecie. Jego przeszłość została zapomniana.

...
Mitch będzie pracował co najmniej pięć godzin dziennie, dopóki nie zda egzaminu. Potem wymagane będzie osiem. Fakturowanie godzin było życiodajną krwią dla firmy.
- Nie lekceważ fakturowania - ostrzegał Avery. - To pierwsza zasada przetrwania. Royce McKnight wyczytuje nazwisko każdego prawnika i wynik jego miesięcznego fakturowania. To zawsze musi być na pierwszym miejscu.
Kelner podał im menu.
- Firma nie toleruje picia podczas lunchu - powiedział Avery.
- Ja nie pijany podczas lunchu.
- To dobrze. Co zamawiasz?
- Herbatę z lodem.
- Dla niego herbatę z lodem - powiedział Avery do kelnera - Dla mnie przynieś martini.
Mitch zagryzł wargi.
- Mamy zbyt wiele zasad - wymamrotał Avery.
Firmy nie interesuje to, czy Mitch przyjdzie do pracy o szóstej, czy o dziewiątej rano, dopóki będzie dobrze wykonywał swoją pracę.
- O której godzinie otwierane są drzwi? - zapytał Mitch.
- Każdy ma klucz - wyjaśnił Avery - więc każdy może wchodzić i wychodzić kiedy chce. System bezpieczeństwa jest solidny, ale straże przywykły do ludzi uzależnionych od pracy.

...
- Jestem zdumiony, że przydzielili cię do Tolara - powiedział Lamar.
- Dlaczego?
- Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek nadzorował pracowników. Większość jego klientów to ryzykanci. Będziesz miał masę roboty z wynajdywaniem sposobów na naginanie prawa podatkowego. To będzie zabawne.
- W czasie lunchu zrobił mi wykład na temat fakturowania.
- To niezbędne. Jesteśmy stale pod presją, by fakturować coraz więcej. Wszystko, co mamy do sprzedania to nasz czas. Większość dobrych prawników pracuje osiem lub dziewięć godzin dziennie, a fakturuje za dwanaście. Nazywa się to rozdymaniem. Nie jest to postępowanie zbyt uczciwe wobec klienta, ale wszyscy tak robią. Na uczelni wpojono ci pewien zasób wzniosłych pojęć dotyczących zasad postępowania prawników. Rycerz walczący o prawo jednostek, obrońca konstytucji, orędownik uciśnionych. Potem praktykujesz przez sześć miesięcy i widzisz, że jesteśmy tylko prawnikami do wynajęcia. Rzecznikami tego, kto zapłaci najwięcej, gotowymi służyć każdemu oszustowi i złodziejowi, który ma dostatecznie dużo pieniędzy, aby pokryć nasze wygórowane honoraria.


- Nazywam się Nathan Locke. Nie sądzę, byśmy się kiedyś już spotkali.
- Jestem Mitch McDeer. Nowy człowiek.
Był całkowicie pewien, że nigdy dotąd nie znalazł się w odległości mniejszej niż sto metrów od Nathana Locke. Zapamiętałby go bez wątpienia. Te oczy. Zimne, czarne, otoczone siecią ciemnych zmarszczek. Ogromne niesamowite oczy, których nie można zapomnieć. Nic dziwnego, że trzymają go na czwartym piętrze, z dala od wszystkich, pomyślał. Teraz zrozumiał, dlaczego nie spotkał Nathana Locke przed podpisaniem kontraktu. Mógłby się zacząć zastanawiać. Prawdopodobnie nie pokazywali go żadnemu ze zwerbowanych nowicjuszy. Sprawiał wrażenie najbardziej odrażającego i najokrutniejszego ze wszystkich ludzi, jakich Mitch kiedykolwiek widział.


...
- Jak to się stało, że tubylec został zamieszany w tę aferę?
- Dzięki temu bardziej to wyglądało na wypadek, Ollie.
 - Co na to tamtejsze władze?
- Jakie władze? To mała, spokojna wyspa. Oni po prostu myślą, że to kolejny wypadek. Trzy przypadkowe utonięcia.
- Nie podoba mi się to wszystko, DeVasher - powiedział Lambert.
- Myślisz, że mnie się to podoba, Ollie? Co twoim zdaniem powinniśmy zrobić? Siedzieć bezczynnie i pozwolić im mówić? Daj spokój, Ollie, wszyscy jesteśmy ludźmi. Nie chciałem tego robić, ale tak polecił Lazarov. Jeżeli chcesz się kłócić z Lazarovem , proszę bardzo. Znajdą gdzieś twoje ciało. Ci chłopcy nie zachowywali się tak jak trzeba. Powinni siedzieć cicho, prowadzić swoje fikuśne samochodziki i udawać wielkich prawników. Ale nie, zachciało im się zostać świętymi.

...
Mitch przekartkował dokumenty.
- Ile godzin dziennie będę nad tym pracował?
- Tyle ile będziesz mógł. Egzamin jest ważny, lecz Sonny Capps również. Zarobiliśmy na nim w zeszłym roku na czysto prawie pół miliona. Mamy dwadzieścia dni albo nici z umowy.
 
Dwie sekretarki podeszły do Mitcha i wręczyły mu grube, opasłe teczki.
- Poradzisz sobie z tym? - niemal lekceważącym tonem spytał Avery.
Mitch wziął teczki i skierował się w stronę drzwi.
- Oczywiście, że sobie poradzę. Czy to wszystko?
- To wystarczy. Nie chcę, byś do soboty pracował nad czymś innym. Tylko te teczki, rozumiesz?
- Tak, szefie.
W swoim biurze odłożył na bok materiały do egzaminu, wszystkie piętnaście skoroszytów.

Oliver Lambert osobiście wprowadził na salę Beth Kozinski i Laurę Hodge. Popatrzył na obie wdowy i zaczął mówić o wielkim smutku, jaki odczuwa firma, i o tym, że firma nigdy, dopóki istnieje, nie przestanie się nimi opiekować. Mówił o Marty i Joe, o ich pierwszych latach w firmie, o ich znaczeniu dla firmy, o wielkiej stracie, jaką była ich śmierć.
Firma pokryje koszty edukacji dzieci. Rodzinę otoczy się opieką.

...
Do stolika Mitcha zbliżył się nieznajomy. Sięgnął do kieszeni i szybkim ruchem wydobył odznakę.
- Tarrance. Wayne Tarrance. Agent specjalny, FBI.
- Dlaczego obserwujecie firmę Bendiniego?
- Naprawdę nie mogę w tej chwili powiedzieć. Mamy swoje powody ale nie przyszedłem tu po to, aby o tym mówić. Przyszedłem, żeby się z tobą spotkać i żeby cię ostrzec.
- Ostrzec mnie?
- Tak, ostrzec cię przed firmą.
- Słucham.
- Nikomu nie ufaj. Nie ma w firmie ani jednej osoby, którą mógłbyś obdarzyć zaufaniem. Jeszcze jedno. Widzieliśmy cię na pogrzebie Hodga i Kozinskiego. To smutne, naprawdę smutne. Ich śmierć nie była przypadkowa.

...
Avery, Royce McKnight, Oliver Lambert, Harold O'Kane i Nathan Locke czekali. Stali zdenerwowani wokół małego stołu konferencyjnego, ale kiedy Mitch wszedł do pokoju, starali się sprawiać wrażenie spokojnych.
- Siadaj - Nathan Locke uśmiechnął się sztucznie. - Chcemy, abyś nam wszystko opowiedział.
- Co to jest? - zapytał Mitch, wskazując na magnetofon ustawiony pośrodku stołu.
- Mitch, mamy kłopoty zarówno z FBI, jak i z IRS. To trwa już od wielu lat. Przez ostatnie dwadzieścia lat ciągle walczymy z nimi w sądach. Od trzech lat FBI nęka także nas. Tarrance to nowicjusz, który chce się wybić. Jest tu dopiero niecały rok, a już stał się zadrą. Masz z nim więcej nie rozmawiać. To, co powiedziałeś mu wczoraj, zostało prawdopodobnie nagrane. Jest niebezpieczny, niezwykle niebezpieczny. Nie gra uczciwie, wkrótce zresztą sam się przekonasz, że większość fedów nie gra uczciwie.
- Pamiętaj, nikomu ani słowa o tej sprawie - nakazał Locke. - Trzymaj się z dala od Tarranca i jeżeli znów się z tobą skontaktuje, zawiadom nas natychmiast. Rozumiesz?
- Tak, proszę pana.
- Nie mów nawet swojej żonie - powiedział Avery.
- Mitch, wiem, że to jest przerażające, ale przywykliśmy do tego. Zajmiemy się tym, zaufaj nam. Nie boimy się Tarranca, FBI, IRS czy kogokolwiek innego, ponieważ nigdy nie zrobiliśmy nic złego. Trzymaj się z daleka od tego faceta - jest bardzo, bardzo niebezpieczny.
Locke wycelował w Mitcha palec.
- Ewentualne kontakty z Tarrancem byłyby zagrożeniem dla twojej przyszłości w firmie.

...
Nie minęło więcej niż dwie minuty, a obaj główni wspólnicy siedzieli już przy zagraconym biurku szefa ochrony.
- Słuchałeś? - zapytał Locke.
- Oczywiście Nat. Słyszeliśmy każde słowo, które powiedział ten chłopiec. Rozegrałeś to naprawdę znakomicie. Myślę, że się boi i będzie unikał Tarranca.
A teraz proponuję wam, chłopcy, byście przydusili go taką ilością roboty, żeby nie miał czasu zastanawiać się nad rewelacjami Tarranca. Jeżeli Tarrance skontaktuje się z nim ponownie, zrobi to, co zrobił dzisiaj. Pokazał nam, komu ufa.

Avery położył wydruk na swoim biurku, spojrzał na Mitcha i zmarszczył brwi.
- Możesz temu wierzyć lub nie, Mitch, ale tym ludziom naprawdę zależy na twojej rodzinie. Chcą szczęśliwych prawników ze szczęśliwymi żonami. Lambert ma szczególnie ojcowskie podejście. Jeżeli zadaje zbyt wiele pytań lub wygłasza ci wykłady, wytrzymaj to jakoś. Ma prawo do tego, żeby się bawić w dobrego dziadka. Zasłużył sobie na to.

...
Mitch siedział przy oknie i starał się ukryć napięcie spowodowane pierwszą zagraniczną podróżą. Znalazł w bibliotece książkę o Kajmanach. Były to trzy wyspy : Grand Cayman, Little Cayman i Cayman Brac. Dwie mniejsze słabo zaludnione, nieczęsto odwiedzano. Grand Cayman liczyła osiemnaście tysięcy mieszkańców, dwanaście tysięcy zarejestrowanych spółek i trzysta banków. Georgetown, stolica, stała się w ostatnich latach międzynarodowym rajem podatkowym, gdzie bankierzy byli równie dyskretni jak Szwajcarzy. Nie istniały tu żadne podatki od dochodu, podatki korporacyjne, podatki od rosnącego kapitału, podatki od spadków ani podatki od darowizn. Pewne spółki i inwestycje otrzymały gwarancje zwolnienia od podatków na pięćdziesiąt lat.

...
Avery otarł pot z czoła.
- To miejsce zawsze przyciągało piratów. Kiedyś był Czarnobrody a teraz są współcześni piraci, którzy zakładają spółki i chowają tu swoje pieniądze.
Domy wypoczynkowe znajdowały się w środkowej części Seven Mile Beach, nikt nie zamierzał ich sprzedawać. Nie były też do wynajęcia. Stanowiły azyl dla zmęczonych prawników firmy. I dla małej garstki wybranych klientów.

...
- Mam pytanie - powiedział Mitch.
Avery skinął głową.
- Parę miesięcy temu, podczas wstępnej rozmowy z Oliverem Lambert, McKnightem i całą paczką usłyszałem, że firma nie toleruje rozwodów, podrywania kobiet, picia, narkotyków - tu się ciężko pracuje i robi pieniądze. Wywarło to na mnie duże wrażenie i dlatego, między innymi, przyjąłem tę ofertę. Istotnie, jest ciężka praca i są pieniądze, ale teraz widzę też inne rzeczy. Czuję się, jakbym został oszukany.
- W porządku. Podrywałem kobiety i robię to w dalszym ciągu, ale nikt o tym nie wie. W każdym razie nie potrafią mnie przyłapać. Założę się, że inni wspólnicy też tak postępują, ale też nigdy ich na tym nie przyłapiesz. Nie mówię o wszystkich, lecz o niektórych. Większość jest wierna swoim żonom - stanowią bardzo trwałe małżeństwa. Zawsze byłem złym chłopcem, ale tolerują mnie, ponieważ jestem utalentowany. Wiedzą, że piję w czasie lunchu i czasami w biurze, wiedzą też, że łamię cześć ich świętych przepisów, ale zrobili mnie wspólnikiem, bo byłem im potrzebny. A teraz, gdy już należę do grona wybranych, niewiele mogą mi zrobić. Nie należę do ideałów. A niektórzy tutaj należą. To prawdziwe maszyny, roboty. Żyją, jedzą i śpią dla firmy. Reguły nigdy się nie zmieniają. Są wyryte w kamieniu. Jeżeli złamiesz ich zbyt wiele, zostajesz wyrzucony. Albo też możesz ich łamać tyle, ile chcesz, tylko nie daj się złapać.

- Jak układają się sprawy w domu McDeerów?
- Nie za dobrze. Powiedziała matce, że on pracuje zbyt wiele, a jej matka odparła, że to dlatego, iż chce się popisać. Nie podoba mi się to, Ollie.
- Słuchaj po prostu uważnie. Próbowaliśmy go przystopować, ale jest jak maszyna.
- Dlaczego nie wyznaczysz wszystkim pracownikom limitu godzin do czterdziestu w tygodniu, żeby mogli spędzać więcej czasu że swoimi rodzinami? Mógłbyś też obciąć swoją pensję, sprzedać Jaguara lub dwa, zastawić diamenty swojej starej, a może sprzedać rezydencję i kupić mniejszy domek.
- Zamknij się, DeVasher!

...
Kay delikatnie ujęła Abby za rękę ponad stołem.
- Wiesz, Abby, że firma cieszy się z dzieci.
- Nic mnie to nie obchodzi. Obecnie nie lubię firmy. Rywalizuję z nią i sromotnie przegrywam. Nie dbam więc o to, czego oni chcą. Nie będą za mnie planować rodziny. Nie rozumiem, czemu pchają swój nos, w sprawy, które nie powinny ich obchodzić. To miejsce jest przerażające, Kay. Nic na to nie poradzę, ale ci ludzie przyprawiają mnie o dreszcze.
- Zależy im na szczęśliwych prawnikach z trwałymi rodzinami.
- A mnie zależy na odzyskaniu mojego męża. To oni mi go odbierają. Jak w takiej sytuacji można mówić o trwałej rodzinie? Gdyby przestali nim orać, być może wtedy moglibyśmy być normalni, jak inni, i mieć ogródek pełen dzieci. Ale nie teraz.

...
Mitch podziękował kelnerowi i usiadł naprzeciw żony.
- Czego oni chcą?
- Nie wiem, komu wierzyć. Locke i Lambert byli tacy mili i wiarygodni, kiedy wyjaśniali, w jaki sposób firma walczy z IRS i FBI. Chciałbym im uwierzyć, ale tak wiele rzeczy się nie zgadza.
- Kto założył podsłuch w naszych telefonach?
- Jeżeli są na podsłuchu. Nie mam pojęcia. Podczas pierwszego spotkania, w sierpniu, Tarranca sugerował, że to ktoś z firmy. Powiedział, żebym nie ufał nikomu w firmie i że wszystko, co mówię, jest nagrywane. Domyślam się, iż chciał powiedzieć, że oni to robią. Musimy być ostrożni, Abby. Musimy żyć tak, jak dotąd, tak jakbyśmy niczego nie podejrzewali.
- Nie wierzę w to wszystko. Siedzę tu i słucham cię, ale nie wierzę w to, co mówisz. To nie może być prawdą, Mitch.

...
- Wall Street to nie jest miejsce dla ciebie. Jesteś prawdziwym szczęściarzem, Mitch. Powinieneś codziennie dziękować Bogu, że zdecydowaliśmy się na ciebie tutaj, w dobrym starym Bendini, Lambert i Locke.

...
Po trzech godzinach samolot wylądował w Georgetown, przetoczył się obok budynku dworca lotniczego i wjechał do małego hangaru, gdzie miał pozostać przez noc. Po północy zgasły świata w hangarze i pół tuzina samolotów pogrążyło się w ciemnościach. W chwilę później otwarły się boczne drzwi. Trzej mężczyźni, wśród nich Avery, wyśliznęli się do środka i podeszli szybko do Leara 55. Avery otworzył drzwi bagażowe i wszyscy trzej zaczęli pospiesznie wyładowywać dwadzieścia pięć ciężkich kartonowych pudeł.
- Ile? - zapytał człowiek z notesem.
- Sześć i pół miliona.
- Wszystko w gotówce?
- Wszystko w gotówce, w dolarach Stanów Zjednoczonych. Setki i dwudziestki. Załadujmy to.
- Dokąd to pojedzie?
- Do Quebeckbanq. Czekają na nas.

Usiedli. Dwaj mężczyźni pojawili się na kładce. W niższym Mitch natychmiast rozpoznał Voylesa F. Dentona, dyrektora FBI.
- Nie jestem człowiekiem, który lubi dużo mówić. To, co mam zamiar ci teraz powiedzieć, będzie dla ciebie szokiem. Będziesz przerażony. Być może nawet mi nie uwierzysz. Zapewniam cię, że wszystko to jest prawdą i że przy twojej pomocy możemy ocalić ci życie.
Mitch skulił się i czekał.
- Mitch, żaden prawnik nie opuścił twojej firmy żywy. Troje próbowało i wszystkich troje zabito. Dwaj już mieli odejść, ale ponieśli śmierć latem ubiegłego roku. Prawnik, który zostanie pracownikiem firmy, nigdy się już z nią nie rozstaje, dopóki nie przejdzie na emeryturę i przez cały czas trzyma gębę na kłódkę. A kiedy przejdzie na emeryturę, należy już do konspiracji i nie może puścić pary z ust. W firmie istnieje wielkie centrum ochrony i nadzoru - mieści się ono na czwartym piętrze. Twój dom i samochód są na podsłuchu. Twoje telefony są na podsłuchu. Każde wymówione przez ciebie słowo jest słyszane i nagrywane na czwartym piętrze. Śledzą cię, a czasami także twoją żonę. Widzisz, Mitch, ta firma to więcej niż firma. To jest filia olbrzymiego interesu, interesu przynoszącego wielkie dochody. Bardzo nielegalnego interesu. Firma nie jest własnością wspólników. Widzisz Mitch, firma stanowi własność rodziny Morolto z Chicago. Mafii. Tak, to jest mafia, Mitch. Prowadząca absolutnie nielegalną działalność, piekielna mafia.
- Nie wierzę w to - wyjąkał Mitch, sparaliżowany strachem.

-  Z tego, co wiemy, około dwudziestu pięciu procent ich klientów prowadzi nielegalne interesy. W firmie jest kilku bardzo dobrych prawników, którzy zajmują się podatkami i ubezpieczeniami bogatych biznesmenów. To bardzo solidna podstawa. Większość spraw, nad którymi dotąd pracowałeś, to były sprawy legalne. Właśnie w ten sposób oni działają. Nowicjusz nic nie podejrzewa, zgadza się? To wielka firma, wspaniali faceci. Ach, wszystko to jest cudowne. A potem, po pięciu czy sześciu latach, gdy zarabiasz naprawdę niezłe pieniądze, gdy oni mają twój zastaw hipoteczny, gdy masz żonę i dzieci i czujesz się tak pewnie i bezpiecznie, bomba wybucha: mówią ci prawdę. I nie ma już wyjścia. To mafia, Mitch. Szantażują cię, ponieważ masz rodzinę, która dla nich w ogóle się nie liczy. Więc co robisz, Mitch? Zostajesz. Nie możesz odejść. Tych pięcioro nieżyjących prawników chciało odejść, kiedy poznali prawdę. Po tym jak Hodge i Kozinski zostali zabici, postanowiłem, że dobiorę się do firmy. Być może w efekcie wniesionych zostanie ponad pięćset różnych oskarżeń. Uchylenie się od płacenia podatków, pranie pieniędzy, szantaż finansowy, co tylko chcesz. A wszystko Mitch, znajduje się w dokumentach spokojnej małej firmy z Memphis. Nie potrafię wyjaśnić, jak firma funkcjonuje. Ale mamy niemal pewność, że prowadzi się tam różnorodną, bardzo intensywną działalność przestępczą na wielką skalę.
- Na przykład?
- Oszustwa podatkowe. Zajmują się podatkami całej grupy Morolta. Co roku przygotowują ładny, starannie opracowany, odpowiednio wyglądający raport podatkowy uwzględniający tylko część jej dochodów. Piorą pieniądze jak szaleni. Zakładają legalne interesy, inwestując brudne pieniądze. Firma zajmuje się całą ich legalną robotą. Morolto zbiera około trzech milionów rocznie z hazardu, narkotyków, gier liczbowych i tak dalej. Wszystko gotówka, prawda? Większość tego idzie do tych banków na Kajmanach.
- Skoro tak, czemu nie wystąpicie że swoimi oskarżeniami i nie rozwalicie firmy w drobny mak?
- Bo jeszcze nie możemy. Zapewniam cię, że to zrobimy. Pięciu naszych agentów pracuje nad tą sprawą w Memphis, a trzech w Waszyngtonie. Musimy mieć kogoś stamtąd, kogoś, kto jest w środku. Oni są bardzo sprytni. Mają mnóstwo pieniędzy. Są niezwykle ostrożni i nie popełniają błędów. Dlatego niezbędna jest nam twoja pomoc. Potrzebujemy kopii dokumentów.
- A co z Oliverem Lambert?
- To wśród nich jakby książę. Doskonały starszyc wspólnik, który wie wszystko o Hogde'u, Kozinskim i planach ich wyeliminowania. Oczywiście nie miał wyboru. Gdyby nie współpracował, znaleziono by go martwego w jakimś kanale. Tak jest ze wszystkimi, Mitch. Zaczynali dokładnie tak jak ty. Byli młodzi, zdolni, ambitni, a potem nagle któregoś dnia okazywało się, że należą do organizacji i nie mają już odwrotu. A więc grali dalej w tę grę wraz z innymi, pracując ciężko, odwalając piekielną robotę i stwarzając pozory, że to mała, ale uczciwa i szacowna firma.
- Nie rozumiem, jak firma, która wykonuje tyle brudnej roboty, może utrzymywać to tak długo w sekrecie. Zatrudniają przecież mnóstwo sekretarek i asystentów - powiedział cicho Mitch.
- To dobre spostrzeżenie i nie potrafię na nie wyczerpująco odpowiedzieć. Sądzimy, że firma składa się właściwie jakby z dwóch firm. Jedna, ta, w której pracują nowi pracownicy, większość sekretarek i personelu pomocniczego, prowadzi legalną działalność, natomiast druga - starsi pracownicy i wspólnicy - zajmuje się brudną robotą.
- A więc co mam robić? - zapytał Mitch.
- Najlepiej udawaj głupca, tak jakby wszystko było cudowne i jakbyś nadal miał zamiar zostać największym prawnikiem na świecie. Nie pocieszaj się myślą, że firma jest nie do ruszenia i że będzie zawsze prosperować, bo ja do tego nie dopuszczę.
- Dlaczego wybraliście mnie?
- Musieliśmy kogoś wybrać. Wybraliśmy ciebie, gdyż stać cię na odwagę, żeby stamtąd odejść. Nie masz żadnej rodziny poza żoną. Żadnych korzeni, żadnych bliskich powiązań. Nie potrzebujesz firmy. Możesz ją opuścić.

Abby nerwowo sączyła wino.
- Abby, oni potrafią się wspaniale maskować. Firma wygląda z zewnątrz dokładnie tak, jak powinna. Mogą wykiwać każdego. Pomyśl, czy tobie lub mnie, czy też jakiemukolwiek kandydatowi mogłoby w ogóle przyjść do głowy coś takiego. Urządzili to wspaniale.
Przypomniały jej się rozmowy z Kay Quin. Firma się cieszy z dzieci. Firma pozwala żonom pracować, ale nie zawsze. Firma nie zatrudnia nikogo, kto ma bogatą rodzinę. Firma wymaga lojalności. Firma ma najniższy procent zwolnień w całym kraju. Nie ma się co dziwić.

...
Lambert uśmiechnął się ciepło, jak zawsze.
- Słuchaj, Mitch, wyjaśniliśmy ci to ostatnim razem. Ci faceci stają się coraz bardziej natrętni. Nie wiemy dokładnie, o co im chodzi, ale temu Tarrance'owi rzuciło się na mózg. On chce po prostu dręczyć innych, to wszystko.
Czarne Oczy odchrząknął.
- To poważna sprawa, Mitch. Ale my nie mamy nic do ukrycia. Nie zrobiliśmy nic złego. To dla nas bardzo przykre i uciążliwe.
DeVasher otworzył drzwi.
- Jak ci mówiłem, Mitch, martwimy się tą sprawą z FBI. Jeżeli będziesz z nimi rozmawiać, staną się jeszcze bardziej natrętni i kto wie, co tym głupcom może przyjść do głowy. Nie powinieneś z nimi rozmawiać. Nigdy. To jest nakaz. Zrozumiałeś?

...
Dopiero po raz drugi w swojej karierze Mitch uzyskał prawo wstępu do słynnej jadalni na czwartym piętrze. Miał dwa dni na podjęcie decyzji. W pierwszym odruchu chciał się za wszelką cenę wykręcić i wymyślił natychmiast tuzin mało przekonujących wymówek. Nie miał wcale ochoty spożywać posiłku wraz z przestępcami, uśmiechać się do nich, gawędzić czy nawet bratać się z nimi; bez względu na to, jak byli zamożni i mili w obejściu, wolałby na pewno podzielić się talerzem zupy z jakimś bezdomnym na dworcu autobusowym.

...
Przy jednej ze ścian w biurze Avery'ego, tuż obok regałów stały cztery dębowe szafki na dokumenty. Kiedy jakiś czas temu Mitch czytał sporządzony przez Tammy spis kopii znajdujących się w Nashville, utkwiło mu w pamięci wiele nazw spółek kajmańskich obracających brudnymi pieniędzmi, które stawały się potem czyste.
Mitch wyszedł na parking. Z tej odległości śpiew brzmiał znacznie przyjemniej dla ucha. Spojrzał na swój samochód, podszedł jednak do okna.
Przyglądał się kolejno wszystkimi zgromadzonym wokół stołu. Mieli czerwone twarze i błyszczące oczy. Byli jego przyjaciółmi. Ojcami rodzin. Wszyscy uwikłani w tę przeklętą konspirację.
Śpiewajcie dalej, bracia.
Mitch odwrócił się i odszedł.

Tarrance podszedł do okna i zapatrzył się w mrok.
- To by się zgadzało, to by się rzeczywiście zgadzało. Zawsze zastanawiałem się, jak firma zatrudniająca tyle sekretarek i tyłu urzędników potrafi utrzymać w tajemnicy swoje powiązania z Morolto.
- To proste. Sekretarki i urzędnicy nic o tym nie wiedzą. Są zajęci pracą tylko dla prawdziwych klientów. Wspólnicy i starsi pracownicy siedzą w swoich wielkich biurach i obmyślają oryginalne sposoby prania brudnych pieniędzy, a chłopcy z piwnicy wprowadzają ich pomysły w życie. To wspaniały zespół.
- Więc mają tam wielu legalnych klientów?
- Setki. To znakomita zasłona.

...
Przez sześć godzin Mitch wyjaśniał różne metody, za których pomocą Morolto i jego współpracownicy prali brudne pieniądze. Najłatwiejszym i najbardziej popularnym sposobem było przerzucanie brudnej gotówki za granicę. Wykorzystywano do tego prywatną linię lotniczą firmy Bendiniego, przy czym na pokładzie samolotu zawsze znajdowało się dwóch lub trzech prawników, by nadać podróży pozory legalności. Samoloty opuszczały kraj "brudne", a wracały "czyste". Znajdujący się na pokładzie prawnicy opłacali na Kajmanach celników i odpowiednich bankierów. Niekiedy dwadzieścia pięć procent przerzucanych pieniędzy przeznaczano na łapówki.
Zdeponowanych - najczęściej na numerowych kontach - pieniędzy nie można było już potem praktycznie odnaleźć. Lecz wiele transakcji bankowych zbiegało się z zakrojonymi na dużą skalę operacjami przeprowadzanymi przez spółki. Pieniądze były zwykle deponowane  na jednym z kont numerowych. Albo superkont, jak je nazywał Mitch. Podał na użytek sędziów owe numery kont i nazwy banków. Po zarejestrowaniu nowych spółek pieniądze były przelewane z superkont na konta owych spółek, często w obrębie jednego banku. Gdy pieniądze znalazły się już w legalnej spółce kajmańskiej, rozpoczynał się proces prania gotówki. Najprostszą i najczęściej przez firmę stosowaną metodą było nabywanie w Stanach nieruchomości lub innych legalnych aktywów."

"Firma" - John Grisham



Tyle jeśli chodzi o cytaty. Ja uważam, że książka jest genialna. Mój zabetonowany mąż przeczytał całą i NIC... Trudno.
Miłego dnia kochani.

Nemo: Zmodyfikowałem Twój wpis. Dodałem źródło z którego zamieściłaś cytaty.
« Ostatnia zmiana: 14 Wrzesień, 2021, 07:42 wysłana przez Nemo »


Offline Nadaszyniak

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 5 155
  • Polubień: 7394
  • Psychomanipulacja owieczek # wielkiej wieży(Ww)
Odp: Firma
« Odpowiedź #1 dnia: 11 Wrzesień, 2021, 10:07 »
(mtg): interesująca książka zacznę jej poszukiwanie, świetnie napisana i lekko się czyta- BRAVO ALIKI  :) :)
Jeżeli możesz podaj tytuł i autora.
Przypomina na moje odczucie SEKTĘ, może sie mylę, lecz w  fragmentach robią, czynią wszystko razem na wysokim poziomie moralnym, rodzinnym i finansowym - pozdrawiam
« Ostatnia zmiana: 11 Wrzesień, 2021, 10:11 wysłana przez Nadaszyniak »


Offline Aliki

  • Głosiciel
  • Wiadomości: 384
  • Polubień: 1205
  • Ludu mój, wyjdźcie z niej! (Obj 18:4)
Odp: Firma
« Odpowiedź #2 dnia: 11 Wrzesień, 2021, 11:52 »
Firma - John Grisham


Offline Nadaszyniak

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 5 155
  • Polubień: 7394
  • Psychomanipulacja owieczek # wielkiej wieży(Ww)
Odp: Firma
« Odpowiedź #3 dnia: 11 Wrzesień, 2021, 12:46 »
Witaj Aliki: Bardzo dziękuję  :) :) :)


Offline Storczyk

Odp: Firma
« Odpowiedź #4 dnia: 11 Wrzesień, 2021, 19:20 »
Ciekawa, o życiu  prawników w Stanach.
W ich firmie zachęca się do małżeństwa i posiadania dzieci ,urlopu na luksusowym poziomie, dobrych zarobków.
Życia ponad stan. Prestiżu
W formie jw.org, przeciwnie.
Nie dziwię się, że mąż nic nie zrozumiał ...bo mi też nie pasuje porównanie.





Offline Aliki

  • Głosiciel
  • Wiadomości: 384
  • Polubień: 1205
  • Ludu mój, wyjdźcie z niej! (Obj 18:4)
Odp: Firma
« Odpowiedź #5 dnia: 11 Wrzesień, 2021, 20:01 »
To nie jest książka o sekcie religijnej. A kto z nas wie ile filii na całym świecie ma WTS? Ilu prezesów, dyrektorów, sekretarzy... Czy na pewno pracują gratis? Ciemność widzę, ciemność...
Ja w każdym zacytowanym fragmencie coś dostrzegłam.


Offline Gandalf Szary

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 2 412
  • Polubień: 4151
  • Najbardziej boję się fanatyków.
Odp: Firma
« Odpowiedź #6 dnia: 11 Wrzesień, 2021, 20:18 »
Witaj Aliki. Ja też starałem się znaleźć analogię do JWorg. Jedynie co mi przyszło do głowy to ograniczenie kontaktów do współpracowników we firmie i kontrola życia prywatnego pracowników np: czy planują dziecko bo firma to promuje.
„Nikt nie jest tak bardzo zniewolony jak ktoś, kto czuje się wolnym, podczas gdy w rzeczywistości nim nie jest”.

Johann Wolfgang Gothe,


Offline Storczyk

Odp: Firma
« Odpowiedź #7 dnia: 11 Wrzesień, 2021, 20:22 »
To nie jest książka o sekcie religijnej. A kto z nas wie ile filii na całym świecie ma WTS? Ilu prezesów, dyrektorów, sekretarzy... Czy na pewno pracują gratis? Ciemność widzę, ciemność...
Ja w każdym zacytowanym fragmencie coś dostrzegłam.
Podziel się .Może będzie jaśniej ;)


Offline Sebastian

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 6 285
  • Polubień: 9287
  • Dzwoń(+48)799831259
Odp: Firma
« Odpowiedź #8 dnia: 11 Wrzesień, 2021, 22:09 »
Ja byłem kiedyś zabetonowanym świadkiem Jehowy, a później stanowiłem katolicki beton, a teraz jestem wolny od obydwóch tych fanatyzmów.

W ramach ćwiczeń:
Spróbowałem odczytać cytowane fragmenty z nastawieniem antyświadkowskim...
Spróbowałem odczytać cytowane fragmenty z nastawieniem antyklerykalnym...
Spróbowałem odczytać cytowane fragmenty z nastawieniem antykorporacyjnym...
Spróbowałem odczytać cytowane fragmenty z nastawieniem antylewicowym...
I za każdym razem widziałem inne analogie...


dziękuję Jehowie :) że dostąpiłem łaski niewiary, :) która została dana tylko nielicznym :)


Offline Estera

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 6 461
  • Polubień: 15424
  • Przeszłości nie zmienię, dziś i jutro jest moje :)
Odp: Firma
« Odpowiedź #9 dnia: 11 Wrzesień, 2021, 22:50 »
   Jest bardzo ciekawy film z Tomem Cruise'm w roli głównej pod tytułem "Firma".
   Bardzo dobrze pokazujący, jak działa korporacja, w tym przypadku prawnicza.
   Polecam, fabuła bardzo ciekawa.
   A zakończenie, zaskakujące.
   https://www.cda.pl/video/507528502
   Też można doszukać się różnych analogii z wts.
Nie walczę z organizacją, ja się przed nią bronię, jestem jej ofiarą!
https://komitetsadowniczy.blogspot.com


Offline Aliki

  • Głosiciel
  • Wiadomości: 384
  • Polubień: 1205
  • Ludu mój, wyjdźcie z niej! (Obj 18:4)
Odp: Firma
« Odpowiedź #10 dnia: 12 Wrzesień, 2021, 19:30 »
Dzielę się moimi spostrzeżeniami, gdzie widzę analogię
Po pierwsze wabienie kandydatów do wyjątkowej organizacji. Dalej podkreślanie że kandydat jest wybrany spośród setek czy nawet tysięcy - jak u SJ - zostaliście osobiście wybrani przez wielkiego J czy nie? Ukrywanie pewnego rodzaju działalności, w przypadku SJ , handlowania nieruchomościami patrz IBSA Property. Hermetyczna społeczność. Szantaż emocjonalny. Dzieci - w firmie element ułatwiajcy tenże szantaż, w organizacji podobnie, jeśli nakłoniono je do chrztu. Podejście firmy do FBI dokładnie takie samo jak CK do odstępców. Zakaz kontaktów z ww. Podejście kolesi na stanowiskach do reguł : nie daj się przyłapać. Przypomina to do złudzenia myśli z książki Zorganizowani - "jeżeli sprawa jest znana w zborze lub poza nim" to jest napomnienie, jeśli ktoś się dobrze kryje to może sobie lawirować. A na wyskoki niektórych starszych i pionierów zbór oko przymyka.
Presją, by poświęcić jak najwięcej czasu firmie, kosztem rodziny. Ogólna atmosfera kochającej się rodzinki, która jest złudzeniem. Twierdzenie - my nic złego nie robimy...

Co ciekawe na odbiór treści książek czy filmów ma wpływ wiele czynników, przynajmniej u mnie. Jak oglądałam pierwszy raz Truman Show to w ogóle nie zauważyłam że też żyję w mydlanej bańce. Dopiero jako PIMO dostrzegłam analogię. I nie jestem tu po to, żeby Wam mówić co macie myśleć, podzieliłam się moimi spostrzeżeniami, bo uważam że Firma jest warta przeczytania.
« Ostatnia zmiana: 12 Wrzesień, 2021, 19:35 wysłana przez Aliki »


Offline Gandalf Szary

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 2 412
  • Polubień: 4151
  • Najbardziej boję się fanatyków.
Odp: Firma
« Odpowiedź #11 dnia: 12 Wrzesień, 2021, 19:50 »
NO cóż zamieściłaś fragmenty książki, może obraz całej treści jest zupełnie inny.
„Nikt nie jest tak bardzo zniewolony jak ktoś, kto czuje się wolnym, podczas gdy w rzeczywistości nim nie jest”.

Johann Wolfgang Gothe,


Offline Nadaszyniak

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 5 155
  • Polubień: 7394
  • Psychomanipulacja owieczek # wielkiej wieży(Ww)
Odp: Firma
« Odpowiedź #12 dnia: 12 Wrzesień, 2021, 20:00 »
(mtg): wydaje się, że ALIKI szczerze ujęła to w swoim powyższym poście, ja jej wierzę z ALIKI postu cytuję: '' ...  podzieliłam się moimi spostrzeżeniami, bo uważam że Firma jest warta przeczytania.''
« Ostatnia zmiana: 12 Wrzesień, 2021, 20:02 wysłana przez Nadaszyniak »


Offline Cielec Kierowniczy

Odp: Firma
« Odpowiedź #13 dnia: 12 Wrzesień, 2021, 20:36 »
   Jest bardzo ciekawy film z Tomem Cruise'm w roli głównej pod tytułem "Firma".
   Bardzo dobrze pokazujący, jak działa korporacja, w tym przypadku prawnicza.
   Polecam, fabuła bardzo ciekawa.
   A zakończenie, zaskakujące.
   https://www.cda.pl/video/507528502
   Też można doszukać się różnych analogii z wts.

Tak, to film na podstawie właśnie tej książki Grishama.


Offline on-on

Odp: Firma
« Odpowiedź #14 dnia: 13 Wrzesień, 2021, 05:33 »
Za firmą prawniczą stała organizacja mafijna, która potrzebowała kancelarii do prania pieniędzy. Analogię jaką ja widzę jest to, że moim zdaniem, za wts stoją silni mocodawcy, dla których wts jest narzędziem do realizacji wyznaczonego zadania