ROZMOWY Z DUCHAMI
To, co materialne, musimy definiować zawsze jako coś, co posiada określone części przestrzenne i czasowe, a zatem to, co takich części nie posiada, musi być czymś istniejącym poza materią. Ponieważ tworzywo duchowe, nazwane przeze mnie niematerią jest w stu procentach zaprzeczeniem materii, zatem zdefiniowanie jej właściwości powinno być banalnie proste. Zaś jeśli chodzi o niematerię, to na podstawie Biblii możemy tutaj wyliczyć wszystkie jej charakterystyczne cechy. Będzie to:
- Niewidzialność, gdyż substancja niematerialna jest w 100% przeźroczysta
- Oddziaływanie na materię i niematerię w celu tworzenia różnorakich bytów.
- Możliwość przemiany w materię i odwrotnie.
- Przenikanie przez materię lub plasowanie się w niej.
Niemateria nie może tworzyć żadnego ciała w sensie fizycznym, gdyż nie posiada cząstek o niezerowej masie spoczynkowej. Nie posiada także cząstek o zerowej masie spoczynkowej będących nośnikiem oddziaływań grawitacyjnych i elektromagnetycznych, dlatego też nie może tworzyć żadnego pola fizycznego. Niematerialne ciała cechuje brak gęstości, koloru, lepkości, długości, objętości, masy (a co za tym idzie nie podleganie sile grawitacji) i zapachu.
Niemateria jest pod względem gramatycznym rzeczownikiem abstrakcyjnym, czyli takim, który w rzeczywistości nie istnieje, lub który nazywa zjawiska, których nie można poznać za pomocą zmysłów, np. godność, grzeczność, nienawiść, milczenie czy myśl. Dlatego też niemateria podlega badaniom jedynie przy pomocy ontologii, czyli podstawowym (obok epistemologii i aksjologii) dziale filozofii starającym się badać strukturę rzeczywistości i zajmującym się problematyką związaną z pojęciami bytu, istoty, istnienia i jego sposobów, przedmiotu i jego własności, przyczynowości, czasu, przestrzeni, konieczności i możliwości. Jednakże ani ontolog, ani żaden teolog czy natchniony pisarz nie daje nam odpowiedzi czym właściwie jest niemateria w sensie duchowego tworzywa z którego zbudowane są wszystkie nieziemskie byty. Wyjaśnijmy sobie zatem parę rzeczy.
Ad 1. Niewidzialność niematerii polega na całkowitym przenikaniu przez nią fal grawitacyjnych i elektromagnetycznych bez żadnego odbicia. Nie będzie to trudne do zrozumienia, gdyż dla tych fal niemateria jest niczym.
Ad 2. Niemateria nie może w żaden sposób oddziaływać na materię, gdyż będąc zaprzeczeniem materii nie może wytworzyć siły tarcia, która wytwarza się podczas wzajemnego przenika dwóch ciał. Niemateria jest dla materii czymś, co filozofowie i ontolodzy nazywają niebytem lub nicością.
Ad 3. Niemateria nie może również być próżnią. We Wszechświecie nie istnieje nic takiego jak próżnia, czy pustka doskonała. Próżnia nie jest nicością. Kwantowa próżnia zdecydowanie pozostaje czymś, i to czymś z gruntu tętniącym aktywnością. Mamy również prawo sądzić, że wszechobecne cząstki wirtualne stanowią fundament fizycznej rzeczywistości. W każdym metrze przestrzennym pustej z pozoru przestrzeni, w skali mikroskopowej dochodzi do ciągłych kwantowych fluktuacji energii. Ich emanacją są wirtualne fotony noszące różną wartość energetyczną – tym większą im krócej cząstki wirtualne istnieją. Jeśli pożyczona przez kwant energia okaże się dostateczna, może dojść do spontanicznej kreacji innych cząstek, najczęściej wirtualnej pary elektron-pozyton.
Dlaczego nigdy nie zrodzi się samotny elektron albo samotny pozyton? Ponieważ cały proces musi odbyć się w zgodzie ze wszystkimi prawami fizyki, jak choćby zasadą zachowania momentu pędu czy zachowania ładunku. Cząstka pojawia się więc zawsze wraz ze swoją antycząstką, lustrzanym odbiciem, po spotkaniu z którym dochodzi do anihilacji i powtórnej emisji fotonu. A to wszystko dzieje się w niewyobrażalnie małym ułamku sekundy. Jednak mimo ekstremalnie krótkiego żywota, wirtualne byty potrafią nieźle nabroić. Dlaczego nigdy nie powstanie jakaś niematerialna cząstka? Ponieważ w naszym materialnym świecie nie ma miejsca na wymyśloną przez teologów niematerię. Jej istnienie to oni powinni udowodnić, w oparciu o fizykę i chemię jeżeli chcą, aby ich opowieści biblijne były uważane za prawdę.
Ad 4. Wzajemne przenikanie się ciał materialnych opisuje zjawisko dyfuzji. Dyfuzja (łac. diffusio - rozprzestrzenianie) – to proces samorzutnego rozprzestrzeniania i przenikania się cząsteczek lub energii w każdym o, środku (o temperaturze T > 0 K) (np. w gazie, cieczy lub ciele stałym itd.), będący konsekwencją chaotycznych zderzeń cząsteczek dyfundującej substancji między sobą lub z cząsteczkami otaczającego ją ośrodka.
Jak do tej pory, żaden teolog nie udowodnił, że niemateria posiada budowę cząsteczkową. A tylko w tym przypadku można byłoby się zastanowić, nad możliwością wzajemnego przenikania się tych dwóch bytów. Ba nie tylko nie udowodnił, ale nigdy żaden z tych mędrców nie podjął żadnego wysiłku w celu udowodnienia możliwości zajścia takiego zjawiska.
Ad 5. Wszystkie te cechy niematerii prowadzą nas do wniosku, że nie mogą w niej powstać żadne duchowe byty. To tak , jak gdybyśmy nabrali wody do czterech wiaderek i ochrzcili zawartość każdego wiaderka odpowiednio: niebiosa, anioł, diabeł, bóg. Następnie wlewamy to do napełnionej wodą wanny i co otrzymujemy? Jednolitą wodną substancję bez żadnego wyodrębnienia ani nazwy.
Aby wyczerpać temat niematerii podejmiemy teraz próbę wyewoluowania z tej duchowej substancji pana Boga Jahwe.
Papier, szczególnie w Piśmie Świętym, jest bardzo cierpliwy i stoicko znosi wszelkiego rodzaju wypisywane na nim pomysły jak na przykład ten, że JHWH jest bytem, co oczywiście nie podlega żadnej dyskusji. Ale czy podlega On, działaniom czasu?
Pisma natchnione zasypują nas opowieściami, w których umieszcza się niematerialne twory w ramach czasowych. Czas, gr. aiṓn - trwanie lub chrónos - następstwo, to kolejność występowania po sobie zjawisk i zdarzeń, stanowiąca przedmiot badań chronologii. Jednakże czas jako miara szybkości następujących po sobie zdarzeń może być stosowana jedynie do materialnych bytów. Przyczyna jest prosta. Czas jest po prostu czwartym wymiarem materii po długości, szerokości i wysokości.
Wszyscy interesujący się Biblią, wiedzą, że Bóg o imieniu JHWH jest ponad czasowy, to znaczy nigdy nie miał ani początku, ani też nie będzie miał końca. Dlatego też nazywany jest często przedwiecznym. Jednakże stosowanie do świata duchów ram czasokresu ich trwania jest z powodu definicji czasu nonsensem.
Meritum
Z punktu widzenia fizyki rozmowa to proces fizyczny polegający na transmisji informacji za pomocą fal mechanicznych (akustycznych) lub elektromagnetycznych. Jest to interakcja między co najmniej dwoma układami (ludźmi/urządzeniami), w której energia jest przekazywana i przetwarzana.
Na konwersacjach opiera się całe Pismo Święte. Nieziemskie istoty cały czas przekazują ludziom zarówno rozkazy lub prawdy wiary, jak i połajanki a nawet śmierć. Rozmowy są dwustronne, to znaczy wierny składa bogom (odpowiednio Logosowi, Jezusowi lub Jahwe) hołd, a czasami po prosu prosi o jakąś radę czy wyjaśnienie. Boskie przekazy mogą odbywać się w czasie dnia lub w nocy podczas snu wybrańca. Niekoniecznie będą to słowa, gdyż Bóg potrafi także przesyłać tak nierealistyczne wizje (Księga Apokalipsy), że niektórzy są skłonni je przyjąć jako bredzenie wariata.
Wielu ludzi wierzy w Boga, ponieważ sądzą, że osobiście, na własne oczy ujrzeli kiedyś jego obraz – bądź anioła czy dziewicę w błękitnej poświacie, albo, że on kiedyś do nich przemówił. Dowód z osobistego doświadczenia dla ludzi, którzy wierzą, że przeżyli zdarzenie o podobnym charakterze, jest najbardziej przekonujący. Słabiej jednak przemawia do tych, którzy dysponują pewną wiedzą psychologiczną. - Richard Dawkins.
To jest święta prawda. Wielu ludzi jak np. ja doświadcza prawdy w powiedzeniu: gadał dziad do obrazu, a obraz do niego ani razu. Jednakże są tacy szczęśliwcy którzy na prawdę rozmawiali z bogiem, na przykład siostra św. Faustyna Kowalska, zapisująca każdy boski przekaz w swoim dzienniczku, czy Peter Sutcliffe, zwany Rzeźnikiem z Yorkshire któremu Jezus dał rozkaz zabijania ludzkiego śmiecia, czyli prostytutek. W kilku przypadkach udało mu się tego dokonać, jednakże sąd miał inne zdanie w sprawie jego objawienia i skazał to na dożywocie. W. Bush powoływał się na głos Boga, gdy uzasadniał inwazję na Irak (szkoda, tylko że ten głos w swej łaskawości nie objawił mu również, że w Iraku nie ma broni masowego rażenia. Podobnie Hitler też był pewien, że Bóg zainspirował go do holokaustu.
W szpitalach dla psychicznie chorych znaleźć można wielu różnych pacjentów: jedni uważają się za Napoleona albo Charliego Chaplina, część wierzy, że cały świat sprzysiągł się przeciwko nim i spiskuje, inni wreszcie, że potrafią przekazywać własne myśli bezpośrednio do głowy drugiego człowieka. Nie sprzeciwiamy się im, ale nikt nie traktuje ich poważnie, przede wszystkim dlatego, że mało kto je podziela.
Trudno zarzucić nadmierny cynizm Samowi Harrisowi, który w The End of Faith (Koniec Wiary) napisał: Stworzyliśmy specjalne etykietki, nazwy dla ludzi, którzy żywią nie dające się uzasadnić przekonania. Kiedy są to przekonania bardzo rozpowszechnione, nazywamy takie osoby religijnymi. W rzadszych wypadkach mówimy o szaleństwie, psychozach i urojeniach. Najwyraźniej zdrowie psychiczne jest funkcją częstości. A tymczasem przecież przez czysty historyczny przypadek w naszej kulturze uważa się za zdrowi, gdy ktoś wierzy, że Stwórca Wszechświata może usłyszeć jego myśli, natomiast objawem choroby psychicznej jest przekonanie, że On komunikuje się z tobą, wystukując polecenia na ramie okna sypialni alfabetem Morse'a. Oczywiście ludzie religijni w ogólności nie są szaleńcami, ale rdzeń ich wiary to szaleństwo.
Moim zdaniem naiwność i łatwowierność ludzka jest nieograniczona jak nasz wszechświat. Można bardzo łatwo wmówić ludziom dosłownie wszystko, nawet i to, że się jest ich wnuczkiem i ogolić ich z życiowych oszczędności prosząc ich aby wspomogli go czy to w wydatkach na leczenie czy pomoc w wydostaniu się z jakiegoś życiowego dołka. Niewiarygodne, ale ci naiwniacy nie zadzwonią nigdy ani do prawdziwego wnuczka ani do żadnego z członków swojej rodziny aby potwierdzić te hiobowe wieści. Szybko płacą, a potem płaczą. Nie dziwmy się zatem, że bardzo łatwo zostać guru jakiejś sekty sprzedając łatwowiernym jakiś kit. Poniżej podaję przykład, jak łatwo ludziom zrobić wodę w mózgu.
James Warren „Jim” Jones znany również jako Wielebny Jones (ur. 13 maja 1931 roku w Lynn, w stanie Indiana, zmarły 18 listopada 1978 w Jonestown w Gujanie) był amerykańskim kaznodzieją, założycielem i liderem apokaliptycznej sekty Świątynia Ludu. Jednakże co niektórzy członkowie tej grupy religijnej zdecydowali się na opuszczenie Świątyni Ludu, czemu Wielebny Jones się twardo sprzeciwiał.
W 1978 roku zaniepokojony całą sytuacją kongresmen Leo Ryan za namową grupy znanej jako Zatroskani Krewni zorganizował wyprawę do siedziby sekty w Jonestown. 18 listopada Ryan wraz z kilkoma dziennikarzami i adwokatami Jonesa dotarł do celu, gdzie przywitali go uśmiechnięci mieszkańcy kolonii. Leo Ryan uległ początkowo magii obozu i był pod wrażeniem entuzjazmu jego mieszkańców. Jednakże część ludzi wydawała się zastraszona, nie chcieli odpowiadać na stawiane pytania. Jeden z obozowiczów podał przybyłemu z Leo reporterowi kartkę z prośbą o pomoc w opuszczeniu obozu. W następstwie tego wywiązała się ostra dyskusja między kongresmenem a przywódcą sekty. Kongresmen zażądał kategorycznie pozwolenia na opuszczenie obozu przez chętnych do wyjazdu. Jim Jones w rozmowie odpierał wszelkie zarzuty, stwierdził także że każdy, kto chce, może opuścić kolonię. Ostatecznie kilka osób z kolonii zdecydowało się wrócić wraz z przybyłym kongresmenem do kraju. Po przybyciu na lotnisko grupa reporterów i powracających członków kolonii została zaatakowana. Tuż przed odlotem samolotu (były już włączone silniki) podjechał do nich traktor z doczepioną przyczepą. Po chwili znajdujący się na niej członkowie sekty otworzyli ogień do odlatujących. W wyniku ostrzału zginęło pięć osób, w tym kongresmen Ryan, a dziesięć zostało rannych.
Tego samego dnia, wieczorem, członkowie sekty w czasie tak zwanej białej nocy dokonali zbiorowego samobójstwa przez zażycie cyjanku. Dzieciom truciznę zaaplikowano dożylnie lub doustnie. Sam przywódca sekty Jim Jones zginął od rany postrzałowej skroni, prawdopodobnie popełnił samobójstwo albo został zabity przez jednego ze swych wiernych. W efekcie w nocy z 18–19 listopada 1978 w Jonestown zginęło 909 osób. Udało się przeżyć trzem mieszkańcom kolonii, którzy uciekli, około 80 członków sekty nie było w momencie zbiorowego samobójstwa obecnych w obozie (m.in. przybrane dzieci Jima).
W medycynie bardzo dobrze jest znany tak zwany kompleks mesjasza, czyli stan psychiczny, podczas którego jednostka uważa, iż została wybrana lub jej przeznaczeniem jest ocalenie pewnej grupy osób lub nawet całej ludzkości. Zwykle pojawia się u osób ze schizofrenią lub zaburzeniami afektywnymi dwubiegunowymi. Gdy kompleks mesjasza występuje w związku z pobytem w Jerozolimie lub Ziemi Świętej, jest on częścią szerszego tzw. syndromu jerozolimskiego.
Z kolei kompleks Boga jest to stan umysłu, w którym dana osoba uważa, że posiada nadnaturalne uprawnienia lub nieograniczone możliwości. Osoba zazwyczaj uważa się za stojącą powyżej zasad społeczeństwa oraz że należy jej się z tego tytułu szczególna uwaga. Pojęcie stworzył psychoanalityk Ernest Jones. Antoni Kępiński zwraca uwagę na częstotliwość występowania tego Zaburzenia psychicznego.
Poczucie boskiej wszechmocy nie jest rzadkim zjawiskiem w psychopatologii ostrych psychoz, zwłaszcza typu schizofrenicznego. Chorych z podobnym zespołem objawów można spotkać w każdym szpitalu psychiatrycznym, opisywani są oni w każdym klasycznym podręczniku psychiatrii.
Jak bezstronny człowiek może odróżnić prawdziwe boskie objawienie, od podszeptu diabła czy dewiacji własnego umysłu? W żadnym przypadku nie jest to możliwe, dla osoby wierzącej. Jeżeli przekaz dany Sutcliffe’owi o zabijaniu prostytutek będziemy uważali za wytwór jego chorego umysłu z powodu okrucieństwa, to i wydany Jozuemu rozkaz anihilacji ludności nieżydowskiej też możemy uważać za wytwór jego chorego umysłu podobnie jak rozkaz Boga dotyczący niezostawiania przy życiu czarownic i prostytutek.
Humorystycznie myślę, że w tym wypadku należy przeprowadzić test typu Mussoliniego. Wszedł o na stół i uroczyście powiedział. Panie Boże, jeżeli istniejesz to w tej chwili odezwij się do mnie. Jeżeli tego nie uczynisz, to znaczy to że nie istniejesz. I co powiecie? Bóg całkowicie oblał egzamin!
Dlatego takie osoby jak ja są całkowicie wolne od tego rodzaju dylematów, uważając istnienie jakiejkolwiek istoty wyższej od człowieka za wytwór fantazji.