Świadkowie Jehowy - forum dyskusyjne
DYSKUSJE DOKTRYNALNE => BIBLIA - DYSKUSJE..... => Wątek zaczęty przez: Andrzejek w 19 Kwiecień, 2026, 09:50
-
Kol 1:16 Przez niego bowiem wszystko zostało stworzone, to, co w niebie i to, co na ziemi, to, co widzialne i co niewidzialne, czy trony, czy panowania, czy zwierzchności, czy władze. Wszystko przez niego i dla niego zostało stworzone.
W ujęciu biblijnym Bóg jest przedstawiany jako mający wpływ na losy świata i ludzi - zarówno poprzez stworzenie, jak i opatrzność oraz działanie w historii.
Wszystkie ludzkie rządy podlegają boskiej kontroli i tylko od niego zależy czy dane państwo przetrwa czy zostanie obalone. Zostało to udowodnione, na przykładzie królestwa Judy, które upadło na skutek boskiej decyzji. Bóg przyłożył także rękę do obalenie rządów Smoka i jego aniołów w Niebie. On (bóg) zmienia czasy i pory, usuwa królów i ustanawia królów…(Dn 2:21)
Rz 13:1 Nie ma władzy, która by nie pochodziła od Boga
Ps 75:7–8 Lecz Bóg jest sędzią; tego poniża, a tamtego wywyższa.
Prz 21:1 Serce króla jest w ręku Pana jak strumienie wody
Wszystko przez niego i dla niego zostało stworzone. Nawet III Rzesza Niemiecka Hitlera i ZSRR Stalina.
Bóg w swojej Wszechwiedzy nie tylko przewiduje przyszłość, ale także jest jej panem. Na tym tle rodzi się pytanie, po co dopuścił wspomniane rządy do władzy skoro wiedział do czego one doprowadzą?
A teraz wypowiedź Kościoła na powyższe pytanie.
1. Bóg mógł stworzyć świat bez Hitlera i Stalina, ale taki świat musiałby być albo: bez wolności moralnej, albo z ograniczoną zdolnością do realnego dobra i miłości.
Argument jest taki: miłość, dobroć, bohaterstwo mają wartość tylko wtedy, gdy są wybierane, a nie „zaprogramowane”. Czyli: świat z możliwością ekstremalnego zła może być „cenniejszy” niż świat bez tej możliwości.
2. Jeśli Bóg blokowałby zło, to: wolność przestałaby być prawdziwa, człowiek byłby raczej automatem niż osobą. Bo trzeba pamiętać, że ...zakon wkroczył, aby się grzech pomnożył; gdzie zaś grzech się rozmnożył, tam łaska jeszcze obficiej się rozlała Rz 5:20
3. Bóg zna wszystkie możliwe scenariusze, ale nie „wymusza” każdej decyzji, dopuszcza historię jako proces, nie scenariusz liniowy.
Moja odpowiedź jest krótka. Z punktu widzenia biblijnego wszystko się logicznie spina, chociaż moja prywatna odpowiedź będzie jedna: to nie ma żadnego sensu.
A jakie jest zdanie kolegów na ten temat?
-
Nie sądzę, żeby to mogło się odnieść do wszelkiej władzy na całym świecie. Jeżeli już, to odnieść by to można do krajów, gdzie mieszkają chrześcijanie. A stanowią oni jakieś 2,5 miliarda z całości około 9 mld..
Jak widać-minęło już ponad 2 tysiące lat a wszelkie nauczanie, podboje i inne sztuczki nie zdołały zaprowadzić "jedynej prawdziwej" na cały zamieszany świat. Może trzeba odczekać następne parę albo paręnaście tysięcy kolejnych lat głoszenia zanim spełni się proroctwo o "wszelkim kolanie zgiętym na widok....,,;" Niewiem naprawdę nie wiem, co o tym sądzić..? 🤔
-
Rozumiem, skąd bierze się Twoja wątpliwość — patrząc czysto „statystycznie” i historycznie, rzeczywiście nie widać, żeby jakaś jedna religia (w tym chrześcijaństwo) objęła cały świat w sensie dosłownym. Nawet dziś, mimo ogromnego zasięgu, chrześcijaństwo to ok. 2–2,5 miliarda ludzi, czyli mniej niż połowa ludzkości.
Kluczowa rzecz, nad którą się tu zwykle ludzie zatrzymują, to jak rozumieć takie proroctwa — dosłownie czy symbolicznie.
Na przykład fragment o „zgięciu wszelkiego kolana” z List do Filipian (2,10) bywa interpretowany na różne sposoby:
- dosłownie – że kiedyś wszyscy ludzie faktycznie uznają tę samą władzę / Boga,
- eschatologicznie – że chodzi o moment „końca czasów”, a nie proces historyczny rozciągnięty na wieki,
- symbolicznie – że chodzi o uniwersalne uznanie pewnej prawdy, a nie formalną przynależność religijną.
Podobnie z ideą „głoszenia wszystkim narodom” — w Ewangelia Mateusza (24,14) jedni rozumieją to jako:
dotarcie z przekazem (co w dużej mierze już się wydarzyło dzięki globalizacji),
a niekoniecznie to, że wszyscy go przyjmą.
Twoja obserwacja jest więc trafna, jeśli przyjmiesz czysto empiryczne, historyczne kryterium: religia nie „zdominowała” świata i nic nie wskazuje, by to miało się wydarzyć w prosty sposób.
Z drugiej strony, wierzący często powiedzą:
to nie jest proces polityczny ani demograficzny, tylko coś, co ma się spełnić poza zwykłą historią albo w sposób, którego nie da się mierzyć liczbą wyznawców.
Można więc uczciwie powiedzieć:
jeśli oczekujesz konkretnego, mierzalnego spełnienia w historii, to faktycznie wygląda to mało przekonująco,
jeśli przyjmiesz interpretację teologiczną (symboliczną lub przyszłą), to problem znika, ale kosztem „sprawdzalności”.
Twoje „nie wiem, co o tym sądzić” jest w gruncie rzeczy sensowną postawą — bo to miejsce, gdzie kończy się twarda obserwacja, a zaczyna interpretacja i założenia światopoglądowe.