Witaj, gościu! Zaloguj się lub Zarejestruj się.

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Autor Wątek: Między sercem, a rozumem  (Przeczytany 11732 razy)

Offline Enmebaralugalzagesi

Odp: Między sercem, a rozumem
« Odpowiedź #15 dnia: 03 Czerwiec, 2017, 10:17 »
Młody chłop jak na starszego. Ale faktycznie, to nie było porządne zachowanie. Zabrakło obywatelskiej odwagi?


Offline Helleboris

Odp: Między sercem, a rozumem
« Odpowiedź #16 dnia: 03 Czerwiec, 2017, 16:27 »
Wiem kto go zastraszył. Pewnie chciał nakablować do obwodowego. Mimo to X mógł ze mną porozmawiać. Później dowiedziałam się, że nie byłam jedyną, którą tak potraktował.
"To repeat the same action and expect different results is madness."


Offline Enmebaralugalzagesi

Odp: Między sercem, a rozumem
« Odpowiedź #17 dnia: 03 Czerwiec, 2017, 18:47 »
Hm, no to może jednak na dobre to wyszło  :-\


Offline HARNAŚ

Odp: Między sercem, a rozumem
« Odpowiedź #18 dnia: 04 Czerwiec, 2017, 08:51 »
Ci świadkowscy , młodzi wiekiem starsi , to normalni tak do końca nie są w relacjach damsko-męskich , nie wspominając już , że  większość z nich jako kandydaci na mężów  to beznadziejnie przypadki.


Gorszyciel

  • Gość
Odp: Między sercem, a rozumem
« Odpowiedź #19 dnia: 04 Czerwiec, 2017, 11:27 »
Harnaś, takie osądy to chyba przystoją kobietom :)


Offline Trinity

Odp: Między sercem, a rozumem
« Odpowiedź #20 dnia: 04 Czerwiec, 2017, 12:02 »
Harnaś, takie osądy to chyba przystoją kobietom :)

Harnaś jako starszy pewno nasłuchał sie różnych historii
ja słyszałam że ci młodzi od urodzenia w prawdzie chłopcy maja problem z seksem
tak z seksem
w orgu cały czas sie go piętnuje że to zło, szatan, fuj itp
przychodzi dzień ślubu i co nagle można?
i jest szok!


Offline pies berneński

Odp: Między sercem, a rozumem
« Odpowiedź #21 dnia: 04 Czerwiec, 2017, 12:51 »
przychodzi dzień ślubu i co nagle można? i jest szok!

Hehe młodzi meteorolodzy.Z przodu opad z tyłu wiatry.W takiej sytuacji trzeba się jeszcze bardziej modlić,głosić,zgłaszać na zebraniach a te przyjemności będą dodane  ;)
Ludzie nie dlatego przestają się bawić, że się starzeją, lecz starzeją się, bo przestają się bawić.


Offline HARNAŚ

Odp: Między sercem, a rozumem
« Odpowiedź #22 dnia: 04 Czerwiec, 2017, 15:30 »
Harnaś, takie osądy to chyba przystoją kobietom :)
Przecież mówiłem , że z wiekiem mam co raz więcej cech kobiecych :D


Offline Helleboris

Odp: Między sercem, a rozumem
« Odpowiedź #23 dnia: 07 Czerwiec, 2017, 01:41 »
Wrócę jeszcze do tego co działo się w szkole przed moim upadkiem.
 
Początki liceum były bardzo trudne. Świeża rana po historii z X, nowe środowisko, samotność, brak zrozumienia. Każdy z nas to przechodził. W mojej klasie była tylko jedna dziewczyna, która zwróciła moją uwagę. Trochę się jej bałam, bo miała dziwną fryzurę, włosy farbowane na czarno i w ogóle ubierała się na czarno. Domyśliłam się, że podobnie jak ja gustuje w ciężkiej muzyce. Wtedy miałam fazę na rock/metal, ta muzyka oddawała moją mroczną duszę. Okazało się, że mieszkamy niedaleko siebie. Codziennie więc jechałyśmy razem do szkoły, razem wracałyśmy. Zaprzyjaźniłyśmy się i wszędzie chodziłyśmy razem. Moja klasa podzieliła się na trzy obozy. Chłopcy, obóz wieśniar i obóz inteligencji. Absolutnie nie mam nic do ludzi ze wsi. Sama mieszkam na wsi. Chodzi mi o pewną, szczególną mentalność. Te dziewczyny rozmawiały tylko o dyskotekach, swoich chłopakach, co nowego sobie kupiły itd. Takie blachary. Oczywiście każde zdanie mocno okraszone wulgaryzmami. Inteligencja patrzyła się na nie jak na małpki w zoo. Na moje nieszczęście w obozie blachar była dziewczyna z którą chodziłam do jednej klasy w podstawówce i gimnazjum. Wiele lat ciągłej rywalizacji o każdą ocenę. Byłyśmy najgorszymi wrogami. Moja mroczna przyjaciółka skłaniała się w stronę obozu blachar, bo miała tam stare znajome. Tak więc i ja wbrew sobie bywałam w tym towarzystwie. I tu zaczęły się problemy z byciem w organizacji. Między tym co w szkole a co na zebraniu była miażdżąca różnica. Nie wiedziałam, który świat jest prawdziwy. Gdy chciałam być bardziej gorliwa to gorzej radziłam sobie w szkole. I na odwrót. Nie byłam gotowa na tę rzeczywistość. Wszystkie rady dotyczące dawania świadectwa w szkole wydały mi się kompletnie irracjonalne. To takie jakby sranie we własne gniazdo. Z tymi ludźmi miałam spędzić najbliższe trzy lata. Dlatego z dawania świadectwa to tylko nie chodziłam na religię. Oto całe moje świadectwo. Trudno było mi zrozumieć, dlaczego dzieci i nastolatkowie muszą brać udział w tej walce o prawdę. Byłam ochrzczona, więc takie miałam zadanie, ale mimo wszystko… Organizacja czyni ze swoich członków męczenników. Módl się i przepraszaj Jehowę za to że podoba Ci się piosenka ze słowem “seks”. Błagaj o przebaczenie, bo świetnie dogadujesz się z koleżanką ze świata i nie czujesz się już samotna. Wtedy jeszcze nie wiedziałam jakiego użyć słowa by to określić, ale teraz już je znam i używam chętnie. ABSURD. Po prostu czysty absurd.
Mijały dni, tygodnie, próbowałam pogodzić bycie świadkiem i bycie również zwykłą nastolatką. Pewnego dnia, poznałyśmy rok starszą dziewczynę, która działała w szkolnym radiowęźle. Wprowadziła nas w ten świat. Z czasem miałyśmy tam wspólne dyżury. Radiowęzłem opiekował się….katecheta. Genialny człowiek. Był pod wrażeniem naszego zaangażowania i w 2 klasie oddał radiowęzeł w nasze ręce. To szefowanie bardzo mi się podobało. Koleżanka zajmowała się grafikiem, a ja szkoliłam nowych w obsłudze urządzeń i doborze muzyki. To było piękne miejsce. Na każdej przerwie wpadali znajomi, oczywiście wszyscy spod znaku Metalu. We dwie zrobiłyśmy remont pomieszczenia. Szkoła dała trochę pieniędzy na farby, resztę pokryłyśmy z własnych środków. Naszą działalnością zainteresował się dyrektor. Miałyśmy duży szacunek wśród nauczycieli i innych pracowników szkoły. Zawsze pomocne i otwarte na nowe pomysły. Nikomu nie chciało się trzymać pieczy nad szkolną działalnością artystyczną. Chodziło głównie o wystrój auli na różne uroczystości, dbanie o tablice z ogłoszeniami, pomoc w bibliotece. Ale my, dzielne istoty w czerni, podjęłyśmy się tego zadania. Z ramienia samorządu szkolnego stworzyłyśmy Sekcję Plastyczną. Byłam w swoim żywiole. Zawsze miałam zdolności artystyczne, ale rodzice nie inwestowali w to, żeby je rozwinąć. A tutaj, byłam chwalona i doceniana za wysiłek włożony we wszelkie projekty. Na zebraniach ciągle to samo: rób więcej, poświęcaj się, rób więcej, proś Jehowę o przebaczenie. W pewnym momencie było mi to tak obojętne, że ubierałam choinkę na szkolne jasełka. Była piękna.

Większość tych działań objęta była tajemnicą. Rodzicom mówiłam to co chciałam - resztę zostawiałam dla siebie. Nie pytali. Pamiętam jedną historię. Robiłyśmy jakieś dekoracje i zabrakło nam materiałów. Poszłyśmy do dyrektora to zgłosić, a on wyjął z kieszeni pieniądze i powiedział: “To idźcie na miasto, kupcie co trzeba. Nie musicie się spieszyć.” I w taki oto sposób w środku lekcji poszłyśmy na miasto, zrobiłyśmy zakupy, a ja zwycięsko opierdoliłam kebsa. Dobre stosunki z dyrekcją bardzo mi się przydały gdy zachorowałam.
Były też chwile smutku i rozdarcia. Chciałam spotykać się ze znajomymi po szkole czy w weekendy. Od czasu do czasu pójść na jakąś imprezę. Niestety nie było mi wolno tego robić. Myślałam wtedy, że ten zły świat faktycznie bardzo wciąga. A z drugiej strony zadawałam sobie pytanie: “Dlaczego w zborze nie ma niczego co mnie tak pociąga?” Przecież Jehowa chce żebyśmy byli szczęśliwi, sam Jezus był na weselu Kanie i pił wino. Więc, skoro nie mam rówieśników w zborze, to dlaczego nie mogę trochę pobyć z tymi ze świata? Przecież nie robimy nic złego i potrzebuję tego. Rodzice zdawali sobie sprawę z tego że byłam bardzo samotna, ale nie robili nic by mi jakoś pomóc. Mój zbór był na początku grupą na oddaleniu. Było kilka osób z miasta a reszta to przyjezdni z okolicy i pionierzy przysłani przez Nadarzyn. Przez kilkanaście lat przez zbór przewinęły się dziesiątki pionierów. Pojawiali się i znikali. Miałam kilka przyjaciółek ale kończyło się jak zawsze - zmiana terenu, małżeństwo, powrót do domu i po przyjaźni. Tłumaczyłam sobie, że Jehowa pamięta o mnie, wie jak bardzo jest mi ciężko i na pewno wynagrodzi mi tę samotność stawiając na mojej drodze wspaniałą przyjaźń lub męża. Lata mijały, a z nimi, moja cierpliwość, wytrwałość i wiara. Byłam cichą osobą, zawsze wolałam słuchać i obserwować niż mówić. Wiedziałam i widziałam za dużo. To co działo się w zborze wprawiało mnie w osłupienie i powodowało niesmak. Rodzice woleli, żebym spędzała czas z ludźmi, którymi w duchu gardziłam. Mieli klapki na oczach, nie myśleli, nie wnikali. Nie mieli pasji, wyrobionego zdania w sprawach codziennych, w kwestii sztuki, nauki. Cały świat był dla nich niczym. To i tak miało niedługo spłonąć. A ja byłam rozdarta. Swoją wiarę traktowałam coraz bardziej jak przykry obowiązek. Prowadziłam podwójne życie. Ale nie ukrywałam poważnych grzechów, nie miałam się czego wstydzić przed Bogiem. Jeśli nawet coś było dobre, ale zbyt bliskie “świata” musiałam to ukrywać. I w ten sposób wpędzałam się w paranoję. Żeby jakoś sobie ulżyć okłamywałam rodziców i po szkole robiłam co chciałam. Nauczyłam się kłamać, koloryzować, niedopowiadać. Wszystko po to żeby mieć spokój. Dla rodziców sama nauka i bycie grzeczną nie wystarczało. Musiałam być gorliwa, chodzić do służby, zgłaszać się na zebraniach, przedstawiać punkty w TSSK, uśmiechać się. Moją przyszłość mieli już zaplanowaną. Po liceum studia licencjackie albo szkoła policealna i pionierka. A ja odkrywałam świat. Posmakowałam niezależnego myślenia, dyskutowałam ze znajomymi na niebanalne tematy, chłonęłam wiedzę, czerpałam ze świata wszystko co najlepsze. Według organizacji to co najgorsze.
"To repeat the same action and expect different results is madness."


Offline Woland

Odp: Między sercem, a rozumem
« Odpowiedź #24 dnia: 07 Czerwiec, 2017, 08:05 »
(...)Trudno było mi zrozumieć, dlaczego dzieci i nastolatkowie muszą brać udział w tej walce o prawdę.
Nie ma na to uzasadnienia. Nie ma na to zbyt surowej kary

Cytuj
Żeby jakoś sobie ulżyć okłamywałam rodziców i po szkole robiłam co chciałam. Nauczyłam się kłamać, koloryzować, niedopowiadać. Wszystko po to żeby mieć spokój.
Naturalna reakcja obronna, brawo!


Gorszyciel

  • Gość
Odp: Między sercem, a rozumem
« Odpowiedź #25 dnia: 07 Czerwiec, 2017, 09:42 »
Harnaś jako starszy pewno nasłuchał sie różnych historii
ja słyszałam że ci młodzi od urodzenia w prawdzie chłopcy maja problem z seksem
tak z seksem
w orgu cały czas sie go piętnuje że to zło, szatan, fuj itp
przychodzi dzień ślubu i co nagle można?
i jest szok!

Mity :P Myślę, że źródła takich problemów są częściej natury biologicznej. Propaganda WTS aż tak potężna nie jest, żeby kogoś uczynić impotentem :P


Offline Enmebaralugalzagesi

Odp: Między sercem, a rozumem
« Odpowiedź #26 dnia: 09 Czerwiec, 2017, 09:19 »
W sumie zauważyłem, że wśród młodzieży często przejawia się wątek niezainteresowania ze strony rodziny we wszystkim, prócz działalności zborowej. A potem starsi grzmią z mównicy "Młodzi, nie prowadźcie podwójnego życia!". Szkoda, no ale sam miałem zbliżone przeżycia na etapie szkolnym.


yanco

  • Gość
Odp: Między sercem, a rozumem
« Odpowiedź #27 dnia: 09 Czerwiec, 2017, 09:33 »
Mity :P Myślę, że źródła takich problemów są częściej natury biologicznej. Propaganda WTS aż tak potężna nie jest, żeby kogoś uczynić impotentem :P
no coz Gorszycielu . Sa rozne podloza problemow z seksem i impotencja i byc moze wlasnie to gadanie oddzialywuje na psychike i slabsi siadaja bo nie moga sprostac wymaganiom Jehowy bo zew natury daje znac. krew nie woda majtki nie pokrzywy i cos no i dylematy co robic  jak ? a gdy jestes tylko ganiny a nie ma wskazuwek jak sobie radzic to roznie bywa. Ale ciesze sie ze Ty nie masz problemow . :)


Offline Helleboris

Odp: Między sercem, a rozumem
« Odpowiedź #28 dnia: 13 Czerwiec, 2017, 00:10 »
Upadek
 
Był czerwiec 2009 roku, kiedy usłyszałam od psychiatry, że mam depresję lękową. Mimo, że kilka dni wcześniej skończyłam 18 lat, mama weszła porozmawiać z lekarzem o moim stanie. To była dla nas nowość. Nikt wcześniej w naszej rodzinie nie miał problemów psychicznych. Dostałam tabletki antydepresyjne i miałam czekać, aż zaczną działać. Ot, standardowa procedura. Czasami chodziłam do szkoły, ale głównie po to żeby zaliczać materiał. Dobre stosunki z dyrekcją bardzo się przydały. Nauczyciele mieli odgórny rozkaz żeby traktować mnie delikatnie. To przyniosło bardzo dobre efekty. Mimo, że opuszczałam dużo lekcji, to uczyłam się w domu i miałam lepsze oceny niż koleżanki z klasy. Nauczycielka od angielskiego wreszcie mi odpuściła. Przekonała się, że nie jestem leniwa i tępa.
I znowu poznałam chłopaka…. pomagał w radiowęźle, obserwowałam jak daje sobie radę. Jakoś tak wyszło, że zaczęliśmy pisać ze sobą na GG. Zainteresował się dlaczego tak rzadko bywam w szkole. Od słowa do słowa i zakochałam się. To było podobne do zauroczenia w X. Tylko, że tutaj wchodziła już w grę fizyczność. Pierwszy pocałunek, przytulanie, pieszczoty. Niestety z moim zdrowiem nie było lepiej, dostałam dodatkowe leki, które weszły w przykrą interakcję. Nastrój niebezpiecznie poleciał w górę. Czułam się jak po przedawkowaniu amfy. Mikołaj bardzo mi pomagał, czasami się spotykaliśmy, ale rodzice o niczym nie wiedzieli. A jak się dowiedzieli, to była afera. Ojjj ogromna afera. Nie udało mi się utrzymać tajemnicy. Miałam wyrzuty sumienia że wszystkich okłamuję. Było mi wstyd, że zakochałam się w chłopaku ze świata. Był dla mnie wszystkim. Zwierzyłam się mamie, ale bardzo szybko tego pożałowałam. Razem z tatą oznajmili mi, że muszę zerwać z nim jakiekolwiek kontakty. Wtedy pękłam, pocięłam się. Ledwo uprosiłam ich, żeby pozwolili mi jechać do Warszawy (nie mogłam sama jeździć sobie gdziekolwiek dalej). Pojechałyśmy z koleżanką do kina i spotkałyśmy się tam z jej wybrankiem i z moim Mikołajem. To był taki pożegnalny wyjazd. W drodze do domu płakałam cały czas. Świat mi się zawalił. Wiedziałam, że czeka mnie nierówna walka. W międzyczasie lekarz zmienił mi diagnozę: Choroba Afektywna Dwubiegunowa, czyli tzw. depresja dwubiegunowa. Znowu dostałam inny lek. Nie wyobrażałam sobie jak mam chodzić do jednej szkoły z Mikołajem i nie móc z nim porozmawiać, pocałować, przytulić się. Nie wiem jak rodzice mogli wymagać ode mnie czegoś takiego.

W końcu nadszedł ten dzień. Rozpoczęcie roku szkolnego. Starałam się, jeden Bóg wie ile kosztowała mnie obojętność wobec Mikołaja. Ale poddałam się. Rzuciłam mu się na szyję i powiedziałam, że jestem gotowa okłamywać rodziców, ukrywać się z uczuciami, bo nie potrafię być obojętna. Po rozpoczęciu roku poszliśmy do niego, leżeliśmy na łóżku wpatrzeni w siebie, w tle grała muzyka. Po prostu patrzyliśmy na siebie. Potem poszliśmy do sadu, leżeliśmy w cieniu drzew i rozmawialiśmy. To był piękny dzień. Musiałam okłamać rodziców, jak pytali dlaczego tak późno przyjechałam do domu. Wrzesień był piękny. Niestety skończył się tragicznie. Pod koniec miesiąca mieliśmy w zborze obsługę. Mało głosiłam, opuszczałam zebrania i poczułam presję. Do tego jeszcze związek z Mikołajem i problemy w szkole… 24 września w szkole był fotograf, zapomniałam, a wyglądałam jak kupa. Tego dnia było też zebranie, była lekcja WOSu której się bałam, a Mikołaj był chory i nie przyszedł do szkoły. Akurat tego dnia uparłam się, że zwrócę do apteki leki przeciwlękowe, których już nie brałam. To był podświadomy plan. Plan żeby się uśmiercić.
Na przerwie przed lekcją WOSu poszłam do łazienki i wzięłam garść leków, tych co miałam oddać do apteki. Po prostu połknęłam je i poszłam na lekcję. Nauczycielka popatrzyła na mnie podejrzliwie, byłam zapłakana i blada jak ściana. Spytała czy coś się stało. Odpowiedziałam że przed chwilą wzięłam garść silnych tabletek i pewnie niedługo umrę. Kazała mi usiąść na ławce. Potem zaczęła się bieganina, dużo ludzi pytało mnie o wiele rzeczy. Dyrektor zadzwonił po pogotowie. A mi było coraz bardziej wszystko jedno. W końcu przyjechała karetka i zabrali mnie na płukanie żołądka. Nie było to jednak standardowe płukanie. Pielęgniarki rozpuściły mi węgiel aktywowany w wodzie i szybko musiałam wypić tego 2 litry. A potem wymiotowanie do kibla. Później zabrali mnie na salę, podłączyli kroplówkę. Za jakiś czas przyjechali rodzice. Nie potrafiłam z nimi rozmawiać, odpowiadać na pytania dlaczego to zrobiłam. Przez moją próbę samobójczą opuścili zebranie, była wtedy obsługa więc sensacja o moim niedoszłym zgonie szybko obiegła zbór.
"To repeat the same action and expect different results is madness."


Offline Szyszoonia

Odp: Między sercem, a rozumem
« Odpowiedź #29 dnia: 13 Czerwiec, 2017, 17:55 »
Witaj Helleboris
Jako matka czytam Twoje opowiadanie z ciarkami na plecach... Bo we wszystkich tych zdarzeniach, ktore od najmlodszych mialy miejsce w Twoim zyciu i niewatpliwie odcisnely ogromne pietno na twojej psychice, nie ma zainteresowania ze strony rodzicow. Tlumaczysz to problemami, ktore mieli z Twoim bratem, ale to ich w zaden sposob nie usprawiedliwia... Rozumiem, ze fakt podzielenia sie z nami Twoja historia jest w jakims stopniu takim Katharsis dla Ciebie, ale nie moge oprzec sie wrazeniu, ze twoje zycie potoczyloby sie zupelnie inaczej, gdyby we wlasciwym czasie Twoi rodzice najzwyczajniej w swiecie staneli po twojej stronie. Bo my rodzice wlasnie od tego jestesmy... Mamy stac za swoimi dziecmi murem i wspierac, wspierac, wspierac... Niestety ta rzekoma "prawda" zaburza wsrod rodzicow to poczucie odpowiedzialnosci... Wazne sa sprawy Krolestwa, zboru, nabijanie godzin i wchodzenie w d.... starszym, a problemy rodzinne to sprawy drugorzedne... Masakra. Twoj przyklad pokazuje jak destrukcyjne dzialanie na zycie dzieci w rodzinach Swiadkow Jehowy ma organizacja.
Trzymam za Ciebie kciuki i pozdrawiam cieplutko