Witaj, gościu! Zaloguj się lub Zarejestruj się.

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Autor Wątek: Między sercem, a rozumem  (Przeczytany 11723 razy)

Offline Helleboris

Między sercem, a rozumem
« dnia: 31 Maj, 2017, 01:05 »
Witam wszystkich serdecznie. Postanowiłam napisać trochę o sobie. Mam na imię Ania, mam 26 lat. Z organizacji wyrzucono mnie 5 lat temu. Mieszkam z rodzicami, braćmi i babcią. Rodzice są Świadkami Jehowy 31 lat, babcia ponad 50 lat. Jestem najmłodsza a z najstarszym bratem dzieli nas 15 lat. Jest jeszcze siostra ale nie mieszka z nami. Byłam wychowywana w prawdzie, choć nigdy nie było w domu studium rodzinnego.

Jak zawsze, nie wiem od czego zacząć. Zacznę więc od wydarzenia, które zdeterminowało cały przebieg mojej historii.
W wakacje przed pójściem do 4 klasy podstawówki, jak zwykle pojechaliśmy do rodziny. Ciocia miała syna, 4 lata starszego ode mnie. Pewnego dnia rano, stało się coś czego nie da się zapomnieć, a nawet opisać. Doświadczyłam molestowania seksualnego. Nie życzę nikomu, nawet najgorszemu wrogowi takich przeżyć. Kuzyn i jego rodzice nie byli ŚJ. Rodzicom powiedziałam dopiero koło zimy. To było cholernie trudne, bo czułam się winna. Cóż, rodzice powiedzieli mi, że to nie moja wina, że nie zrobiłam nic złego i że wszystko będzie dobrze. I w sumie to wszystko. Ciocia rozmawiała z synem ale nie spadła na niego żadna kara. Wierzyłam, że to się więcej nie powtórzy. Niestety w następne wakacje zrobił to drugi raz, trzeci, piąty, dziesiąty. Nie pamiętam dokładnie. Czułam wobec niego dziwną uległość, bałam się że powie rodzicom, że to ja chciałam i że mi się podoba. Dlatego już nigdy nikomu nie powiedziałam. Problem się skończył gdy przestaliśmy tam jeździć. Rodzice czuli, że coś się dzieje, jednak udawali że nie ma tematu. W zborze nie wiedział nikt. Temat został zamieciony pod dywan na dobre kilka lat.
Po tym wszystkim nie byłam już jak inne dzieci. Czasami długo siedziałam zapatrzona w jeden punkt i myślałam o strasznych rzeczach. Najczęściej o tym, że zginę w Armagedonie, bo może jednak to co mi robił podobało mi się....? Z tym pytaniem żyłam baaardzo długo.
Byłam nad wyraz grzecznym dzieckiem. Zawsze wzorowe zachowanie, świadectwo z czerwonym paskiem, nagrody. Moja wiara w Boga zawsze była wątła. Jawił mi się jako surowy sędzia. Bóg, który niby kocha, ale jak za słabo w niego wierzysz to zginiesz ,a wtedy nie będziesz w raju z całą rodziną. Na początku bedą smutni, ale potem o tobie zapomną. Mimo to, robiłam z automatu to co rodzice kazali. Czasami chodziłam do służby, jeździłam na zebrania. Miałam jednak silny opór przed zgłaszaniem się na zebraniach. I miałam z tego powodu wyrzuty sumienia.
Problemy zaczęły się, gdy poszłam do gimnazjum. Moja seksualność rozbudziła zbyt wcześnie. Już nie patrzyłam na chłopców jak na kolegów - bardziej jak na obiekty do kochania i całowania. Byłam chorobliwie kochliwa. I stało sie, zakochałam się tak bardzo, że nie mogłam spać, jeść, uczyć się. Moje zaloty zostały odrzucone w bardzo przykry sposób. Chłopak był rok starszy, rozpowiedział to kolegom i wszyscy się ze mnie nabijali. W tym samym czasie flirtowałam z wieloma chłopakami. Jeden z nich, gdy dowiedział się, że jestem ŚJ, zaczął się ze mnie śmiać, a potem grozić. Pisał że zabije mnie i mojego brata. Rodzicom oczywiście o niczym nie powiedziałam. Moja koleżanka kumplowała się ze sporo starszym chłopakiem, który jeździł na wózku inwalidzkim. Kiedyś, przypadkowo ich spotkałam.  poznała mnie z nim i bez pytania dała mu mój numer telefonu. No i zaczęło się. Gość był bardzo natarczywy, wiedział kiedy kończe zajęcia i czekał na mnie pod szkołą. Robił mi zdjęcia, wypytywał o mnie znajomych. Potem to już poleciał i dostawałam od niego obrzydliwe smsy treści erotycznej. Nie mam pojęcia w jaki sposób zdobywał mój numer telefonu, zmieniałam go trzy razy. W końcu znudził się, ale te historie nie dawały mi spokoju, raczej strach. Widziałam ich za każdym krzakiem i rogiem.
Tragicznie zakochana, zastraszana, wyśmiewana, stalkowana w końcu pękłam. W 2 gimnazjum dopadła mnie pierwsza depresja. To był też czas, kiedy mój starszy brat buntował się, nie chciał się uczyć, chodzić na zebrania, często ze szkoły wracał pijany. Z tego okresu pamiętam tylko ciągłe awantury, moje łzy i to że najlepszym lekarstwem było cięcie się. Nikt nigdy nie zauważył. W ogóle nikt nie zauważył czegokolwiek. Tego że się głodziłam i schudłam do 45kg, że opuściłam się w nauce, byłam apatyczna. To zabrzmi wręcz makabrycznie, ale nie tylko ja się wtedy cięłam. W szkole miałyśmy klub żyletek. Były nas trzy. Pamiętam jeden zimowy dzień. Było dużo śniegu, świeciło słońce. Z telefonu puściłam utwór Nirvany-"Jesus don't want me for a sunbean". Poszłyśmy nad rzekę i zrobiłyśmy "zawody", która potnie się bliżej tętnicy. Ja wygrałam i wykonałam jakiś dziwny taniec, chlapiąc tą krwią po śniegu. Z czasem koleżankom przeszło - mi nie. Robiłam to do 2012r. Były sytuacje, kiedy nie wytrzymywałam i robiłam to w szkolnej toalecie. Zawsze miałam ze sobą spirytus. Któregoś dnia koleżanki wyciągnęły mnie siłą z toalety bo było już zbyt blisko żył, zbyt niebezpiecznie. Przeszukały mnie, cały mój plecak, wszystkie żyletki spuściły w kiblu i pilnowały mnie na każdej przerwie. Oprócz nich, nie wiedział nikt. Rodzicom nie mówiłam bo mieli wystarczające kłopoty z bratem. W zborze też nie mówiłam, bo nie miałam komu tak naprawdę. Nie miałam rówieśników, a pionierce bałam sie powiedzieć, bo przecież uszkadzanie ciała to grzech.

Póki co tyle starczy. Ciąg dalszy nastąpi.
"To repeat the same action and expect different results is madness."


Offline P

  • Moderator
  • Wiadomości: 214
  • Polubień: 673
  • Będę dążył do odkrycia zakłamania WTS...
    • Forum Biblijne
Odp: Między sercem, a rozumem
« Odpowiedź #1 dnia: 31 Maj, 2017, 05:54 »
Witaj Helleboris, to przykre co Cię spotkało, bardzo Ci współczuję. Historia którą opisujesz jest dla Ciebie trudna, ale gratuluję odwagi i życzę powodzenia dalej. Z niecierpliwością czekam na dalsze części Twojej historii. Pozdrawiam Cię serdecznie, P
Chcesz porozmawiać? napisz: pjakprawda@interia.pl


Offline HARNAŚ

Odp: Między sercem, a rozumem
« Odpowiedź #2 dnia: 31 Maj, 2017, 07:20 »
Ja to się zastrzyków boję :) a Ty o cięciu tu  opowiadasz. Już wolę czytać  o Twoich miłosnych uniesieniach , obiecuję , że esemesów durnych nie będą Ci wysyłał :)


Offline listonosz

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 1 023
  • Polubień: 2770
  • Der bestirnte Himmel über mir...
Odp: Między sercem, a rozumem
« Odpowiedź #3 dnia: 31 Maj, 2017, 07:46 »
Witaj ,Aniu !
Dobrze , ze opisujesz tu swoja historie . To pomaga radzic sobie z problemami .
Jednak nieraz , gdy sytuacja nas przerasta  , dobrze jest skorzystac z profesjonalnej pomocy psychologa  .
Zastanow sie nad tym .  Pzdr.  :)


Offline A

  • Głosiciel
  • Wiadomości: 221
  • Polubień: 1022
  • Nikt nie lubi, kiedy jego świat rozsypuje się.
Odp: Między sercem, a rozumem
« Odpowiedź #4 dnia: 31 Maj, 2017, 08:19 »
Witaj serdecznie, silna kobieto :)
...


Offline zenobia

Odp: Między sercem, a rozumem
« Odpowiedź #5 dnia: 31 Maj, 2017, 09:04 »
Witaj ANIU .


Offline Salome

Odp: Między sercem, a rozumem
« Odpowiedź #6 dnia: 31 Maj, 2017, 10:13 »
Witaj na forum Aniu. Dużo przeżyłaś.
"Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele" Walter Lippmann


Offline Woland

Odp: Między sercem, a rozumem
« Odpowiedź #7 dnia: 31 Maj, 2017, 10:19 »
Kochana dziewczyno
Spotkały Cię straszne rzeczy. Twoi rodzice nie stanęli na wysokości zadania , czy wręcz zawalili na całego.
Bądź silna.
Mam nadzieję że masz specjalistyczną pomoc psychoterapeuty.
Forum nie wystarcza by przepracować takie traumy.
Wiem bo sam zaliczyłem turnus w psychiatryku.
Trzymaj się Dziewczyno Kochana, i niech wszystkie animistyczne bóstwa będą z tobą.
Niechaj siły światła i ciemności dodadzą ci mocy, niech pomniejsi bogowie złamią swą wspólną nogę.

Twój
Woland


Offline mobydick

Odp: Między sercem, a rozumem
« Odpowiedź #8 dnia: 31 Maj, 2017, 17:29 »
Hejka,witam.Za taki scenariusz można nobla dostać.Jak bym horror przeczytał. W porównaniu,nasze opowieści to taki mały pryszcz.Trzym się,bądź silna.
Wolność jakże jesteś mi droga.


Offline Lechita

Odp: Między sercem, a rozumem
« Odpowiedź #9 dnia: 31 Maj, 2017, 22:29 »
Witaj Helleboris!

Wstrząsająca historia! Bardzo, bardzo współczuję Ci przeżyć. Mam nadzieję, że teraz jest i będzie tylko lepiej.
Jak pisali moi poprzednicy pisanie pomaga i jest rodzajem terapii. Czekam na kolejne części historii, napiszesz kiedy będziesz na to gotowa.

W duchu wypowiedzi Wolanda życzę Ci wiele sił.
Jako Słowianka , przedstawicielka naszego potężnego i prastarego rodu okazałaś niezwykłą siłę i chart ducha!

Serdecznie pozdrawiam - Lechita  :)

"Czytaj wszystko, słuchaj każdego. Nie dawaj wiary niczemu, dopóki nie potwierdzisz tego własną wnikliwą analizą"  William "Bill" Cooper


Offline Abba

  • Pionier
  • Wiadomości: 783
  • Polubień: 2811
  • Przebudzony, przerażony prawdą o WTS
Odp: Między sercem, a rozumem
« Odpowiedź #10 dnia: 31 Maj, 2017, 23:01 »
Witaj Helleboris
Bardzo poruszająca historia.
Czyjeś nieopanowane samolubstwo, a  dotyka ofiarę
często na całe życie. Znam osoby które się cięły,
niejako chcąc się ukarać. Wiem jednak, że przy odpowiednich
chęciach i motywacji budującej własne poczucie wartości,
można wyjść na prostą i budować właściwe relacje.
Życzę Ci tego całym sercem !!!
Dobrze że się tym podzieliłaś, to też pomaga.
Myślę, że warto rozważyć to co już napisały Ci niektóre osoby,
by skorzystać z fachowej pomocy psychologicznej.
Ten problem nosi wiele osób. Nie jest odosobniony.
Wielki szacun.


Offline Enmebaralugalzagesi

Odp: Między sercem, a rozumem
« Odpowiedź #11 dnia: 31 Maj, 2017, 23:53 »
Uszanowanko.

Jako Słowianka , przedstawicielka naszego potężnego i prastarego rodu okazałaś niezwykłą siłę i chart ducha!

No nie rób nam tego xD


Offline Lechita

Odp: Między sercem, a rozumem
« Odpowiedź #12 dnia: 01 Czerwiec, 2017, 12:39 »
Witaj Helleboris!

Wstrząsająca historia! Bardzo, bardzo współczuję Ci przeżyć. Mam nadzieję, że teraz jest i będzie tylko lepiej.
Jak pisali moi poprzednicy pisanie pomaga i jest rodzajem terapii. Czekam na kolejne części historii, napiszesz kiedy będziesz na to gotowa.

W duchu wypowiedzi Wolanda życzę Ci wiele sił.
Jako Słowianka , przedstawicielka naszego potężnego i prastarego rodu okazałaś niezwykłą siłę i hart ducha!

Serdecznie pozdrawiam - Lechita  :)


RetyEnmebaralugalzagesi
Dzięki wielkie za zwrócenie uwagi. Nie mam nic na swoją obronę, no może tylko roztargnienie  ;)
« Ostatnia zmiana: 01 Czerwiec, 2017, 12:41 wysłana przez Lechita »
"Czytaj wszystko, słuchaj każdego. Nie dawaj wiary niczemu, dopóki nie potwierdzisz tego własną wnikliwą analizą"  William "Bill" Cooper


Offline Helleboris

Odp: Między sercem, a rozumem
« Odpowiedź #13 dnia: 02 Czerwiec, 2017, 02:36 »
Dziękuję Wam za odpowiedzi i słowa wsparcia, to dla mnie bardzo ważne.
Nadszedł czas na kontynuację historii. Naszykujcie chusteczki i wiadra na wymioty bo zaczyna się tęczowa telenowela.
 
Czas depresji ciągnął się w nieskończoność. W końcu wygrzebałam się, z pomocą chłopaka. Pobyliśmy ze sobą trochę i zerwałam z nim bo był pijakiem.  Oczywiście nie mogłam długo wytrzymać bez stanu zakochania. Ale tym razem miało mnie walnąć do szpiku kości….

Tak też się stało. W moim zborze był jeden starszy, brat X. 11 lat starszy ode mnie. Nigdy nie zwracałam na niego szczególnej uwagi, był jakiś dziwny i sztywny. Jakoś tak wyszło, że umówiliśmy się do służby. I to było zakochanie od pierwszej służby. (piję alkohol, palę papierosy i jem ciasteczka żeby mieć siłę to opisać)

Łączyło nas wszystko. Ta sama wrażliwość na sztukę, przemyślenia. Te same ulubione książki, zespoły muzyczne, filmy, potrawy. Czasami zapominaliśmy, że jesteśmy w służbie i należałoby więcej głosić niż rozmawiać o technikach fotografii. X był tak samo oderwany od rzeczywistości jak ja. Potrzebowaliśmy siebie nawzajem. Mam parę wspomnień, które do tej pory mnie ruszają, mimo że upłynęło ponad 10 lat.
-Byliśmy w służbie, weszliśmy na posesję, nie było tabliczki odnośnie psów. Z szopy wyszedł do nas facet, pokazał środkowy palec i spuścił psy. Stałam jak słup soli, a szarżował na mnie ogromny bernardyn z zębami wielkości moich palców. X zasłonił mnie i wypchnął przez furtkę. Całe szczęście wpakował psu w zęby skórzaną teczkę z literaturą i nic mu się nie stało. Od tamtej pory był moim bohaterem.
-Kolejny raz podczas służby na wiosce złapała nas burza. Takiej burzy to ja jeszcze nie widziałam. Piorun uderzył w drzewo blisko nas. Głusi i na wpół ślepi zakradliśmy się do tuneli foliowych, prosto w parzące ogórki. Bardzo się bałam i wtedy pierwszy raz mnie objął.
Mieliśmy zborowe wypady na basen - zawsze na mnie czekał. Pomagałam mu nawet układać płytki ceramiczne na ściany do nowego mieszkania dla pionierów. Pisaliśmy sobie smsy wierszem, wysyłaliśmy zdjęcia przyrody. Jako pierwszemu pokazałam mu swoje rysunki i jeden dostał w prezencie. Oprócz tego pisaliśmy sobie listy. Byłam gotowa czekać na niego ile było trzeba czyli co najmniej dwa lata, do osiemnastych urodzin. Na fali zakochania i częstego chodzenia do służby odezwała się we mnie gorliwość. Zaczęłam studiować z siostrami, decyzja o chrzcie podczas letniego kongresu zapadła bardzo szybko. Wtedy było też dużo imprez zborowych. Zawsze unikałam takich spotkań bo nie lubiłam grać w proroka i te inne nudne teokratyczne gierki. Na ale odkąd X zaczął na nich bywać to i ja musiałam. Jedną z takich imprez zorganizowałam u siebie na wsi. Przyjechał tłum ludzi, niektórych widziałam pierwszy raz na oczy. Było ognisko, muzyka i tańce. I wtedy pierwszy raz zatańczyłam z X. Czas  stanął w miejscu. Tańczył ze mną dosyć nieprzyzwoicie jak na starszego, ale było ciemno, nikt się nie przyglądał. W tańcu przytulał mnie, obejmował. Nie zwróciliśmy uwagi na to, że piosenka się skończyła. Okres mojego życia przed chrztem to był kosmos. Gdybym wtedy wiedziała, że to nie jest normalne…

Cały czas byłam na fali. Oprócz przygotowań do chrztu, służby, zebrań i imprez sporo działo się też w moim życiu szkolnym. Zapisałam się do chóru szkolnego, tańczyłam i śpiewałam w kapeli ludowej Vistula, założyłam z kolegami zespół w którym byłam wokalistką i dawaliśmy koncerty. Wyśrubowałam średnią 5,12 na świadectwie gimnazjalnym. Zaliczyłam też dobrze egzaminy. Mój zbór miał TSSK na zgromadzeniu obwodowym i udzielałam odpowiedzi. W międzyczasie byłam tydzień w szpitalu bo zasłabłam na lekcji WF. Cóż, zapominałam o jedzeniu i spaniu. Nie było czasu. Gruntownie zmieniłam fryzurę i styl ubierania się.
W końcu przyszły wakacje. Świeżo po chrzcie X zaproponował że zorganizuje ośrodek pionierski, miał sporo znajomych z poprzednich terenów. I pojechaliśmy! Było absolutnie magicznie. Po powrocie do domu zaczęłam odczuwać zmęczenie. Po wakacjach jakoś przestało nam się układać z X. Nie zapomnę dnia, kiedy nie odpisał mi na smsa. Przecież zawsze odpisywał! Smsów było jeszcze kilka, był list i nic. Z dnia na dzień przestał się do mnie odzywać. Świat mi się zawalił. Wszystko przestało się liczyć. Na zebraniach podawał mi tylko dłoń unikając mojego wzroku. Wiedziałam, że “ktoś” z nim rozmawiał, że nasza relacja jest niestosowna bo jestem niepełnoletnia. Ale X mógł to inaczej załatwić, wytłumaczyć jakoś, może dałoby się znaleźć jakieś wyjście. Ale nie, stchórzył i jednego dnia odciął mi dopływ tlenu. Ból, który czułam nie pozwalał mi normalnie korzystać z zebrań. Zawsze gdy wchodził na mównicę, łzy same płynęły z oczu. Potem to nie był już nawet smutek, raczej głęboka apatia. Nic mnie nie interesowało.
 
W szkole było trudno. Nie nadążałam z nauką. Bycie w organizacji też nie pomagało. Czasami musiałam wybierać - albo zebranie - albo nauka. Wiadomo, że każdy wybór wzbudzał wyrzuty sumienia. Na co dzień spałam po 5-6h . W dni zebrań może 4h. Ciągnęłam tak jeszcze trochę ponad rok. Miałam problemy z nauczycielką od angielskiego. Strasznie mnie cisnęła, była nieprzyjemna i bałam się jej. Pewnego dnia coś we mnie pękło. To był pierwszy atak paniki w moim życiu. Ataki zdarzały się coraz częściej. Większość czasu spędzałam w gabinecie pielęgniarki, czasami musieli wzywać karetkę. W końcu atak miałam co dzień rano, przed wyjściem do szkoły. Chciałam być dzielna, wstawałam, szykowałam się, ale nie dawałam rady. Po jakimś czasie przestałam chodzić do szkoły, a nawet wychodzić z domu. Panicznie bałam się wyjść z domu. Zainteresował się mną psycholog szkolny. Miałam dziesiątki rozmów z nim i wicedyrektorką. Bardzo mi pomogli. Psycholog skierował mnie do psychiatry. Po pierwszej wizycie diagnoza: depresja lękowa. To był dopiero początek boleści……...
"To repeat the same action and expect different results is madness."


Offline Overthinker

Odp: Między sercem, a rozumem
« Odpowiedź #14 dnia: 02 Czerwiec, 2017, 18:43 »
Dziękuję Aniu za tak szczery opis, chciałbym móc postawić Ci piwo i po prostu pogadać o głupotach. Dużo siły do działania! Powodzenia w wychodzeniu na prostą  :)
- Dzień dobry, czy przypadkiem nie jest Pani oszustką?
- Ależ skąd! - powiedziała Strażnica.
Podczas gdy ona jest.