Witaj, gościu! Zaloguj się lub Zarejestruj się.

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Autor Wątek: Dianne kontra bezdomność  (Przeczytany 12106 razy)

Offline Dianne

Dianne kontra bezdomność
« dnia: 25 Grudzień, 2017, 14:32 »
Kaizer opisał swoją historię i dostał dużo lajków, też chcę dostać dużo lajków więc rozsiądźcie się wygodnie, rozłóżcie skórę dzika przed kominkiem i bawcie się dobrze.

Prolog

Moi rodzice poznali się jak mama miała 15, a ojciec 17 lat. Dwa lata później postanowili zostać Świadkami Jehowy. Parą byli już od dawna ale ślub wzięli jak tylko mój ojciec skończył 21 lat – wtedy się wcześniej nie dało. Po roku urodził się Łukasz, a po kolejnych czterech na świat przyszłam ja. Była to największa katastrofa 1997 roku, powódź się nie umywa ;).

Nigdy nie miałam relacji z rodzicami. Ojciec zawsze miał problem z okazywaniem uczuć, poza tym oboje pracowali więc i czasu nie było za dużo. Przynajmniej tak to pamiętam. Z bratem za to wskoczylibyśmy za siebie w ogień. Spoko z niego ziomek, mam nadzieję, że kiedyś dziada poznacie ;).

W pewnym momencie zauważyłam, że im częściej się zgłaszam tym bardziej jestem przez rodziców zauważana. Doprowadziło to do tego, że chrzest wzięłam w wieku 11 lat, a wnioski do pomocniczej służby pionierskiej wypełniałam niż… w sumie nie wiem niż co. Po prostu bardzo często.

Zawsze miałam przyjaciół ze świata (całe moje szczęście).  Przyjaźniłam się z dziewczyną mieszkającą w bloku obok, była cierpliwa i wyrozumiała dla moich humorków spowodowanych suszeniem głowy przez innych pionierów o naszą znajomość. Nasza przyjaźń to przetrwała, chociaż roczną przerwę miałyśmy. Złota kobieta, wam mówię.

A potem się zakochałam. W człowieku który miał zginąć w Armagedonie. Podobno Bóg sprawiłby, że nie byłoby to dla mnie bolesne, byłabym szczęśliwa żyjąc wiecznie w raju na Ziemi. Zaczęłam się zastanawiać kim się wtedy stanę. Robotem? Cała wieczność ze świadomością, że Jehowa zabił mojego chłopaka wydawała mi się raczej piekłem niż rajem. Stwierdziłam, że kij mu w nerę, wolę zginąć z Bartkiem niż nie mieć serduszka.

Poszłam z nim do łóżka, chwilę później mnie zostawił. Cóż… :D

Zgrało się to w czasie z wyprowadzką i ślubem mojego brata. Wyjeżdżali do Nicei na potrzeby, dwójka pionierów. Tęskniłam za nim :(

Przez dziesięć dni nie zjadłam kompletnie nic, schudłam z 9 kg i już nigdy nie wróciłam do tamtej wagi. W najgorszym momencie ważyłam 48kg przy wzroście 170 i miałam nogi w udach takie same jak w kolanach :D

Trzy miesiące później stałam się ofiarą przemocy seksualnej. Szczegółów wam oszczędzę, bo mocno rzygliwe, w każdym razie myślałam, że to moja wina. Zostałam sam na sam z mężczyzną w zamkniętym pomieszczeniu, jeszcze z człowiekiem ze świata. Powinnam była wiedzieć jak to się skończy. No i seks dopiero po ślubie, a to już mój drugi facet. Czułam się jeszcze jakbym zdradzała poprzedniego. No ale cóż, żyje się dalej. Miałam 17 lat.

Wiadomo, starszym do niczego się nie przyznałam. Chyba po prostu wszystko się stało za szybko i byłam tym wszystkim za bardzo przerażona. Teraz się cieszę, miałabym tylko większą dziurę w mózgu.

Po roku poznałam D. Był pierwszą osobą której o tym powiedziałam. Pomógł mi zrozumieć co się wtedy tak naprawdę stało i, że to wcale nie była moja wina. Powoli zaczęłam układać sobie to wszystko w głowie.  Dużo rozmawiał ze mną o moich wierzeniach, a ja zaczynałam mieć coraz więcej wątpliwości. W końcu podesłał mi artykuł o pedofilii w zborach w Polsce. Moje podejście zmieniło momentalnie. Mętlik w głowie miałam totalny, a z drugiej strony cieszyłam się, że to co nazywałam prawdą, jednak nią nie jest. No bo i jehowa nie zabije moich przyjaciół i ja w sumie też nie zginę. Całkiem spoko wizja w porównaniu z tym co se tam wcześniej urajałam ;)

W komentarzu do tego artykułu M podał swojego meila. Tak trafiłam tutaj…

CDN dziubaski, później będzie więcej przygód :*

Biegała dziewczynka po polu minowym i machała rączkami na pięć kilometrów.


Online P

  • Moderator
  • Wiadomości: 213
  • Polubień: 681
  • Będę dążył do odkrycia zakłamania WTS...
    • Forum Biblijne
Odp: Dianne kontra bezdomność
« Odpowiedź #1 dnia: 25 Grudzień, 2017, 17:12 »
Bardzo ciekawą historię miałaś, z niecierpliwością czekam na to co na PW pisaliśmy, pozdrawiam P :)
Chcesz porozmawiać? napisz: pjakprawda@interia.pl


Offline Matylda

Odp: Dianne kontra bezdomność
« Odpowiedź #2 dnia: 25 Grudzień, 2017, 17:58 »
 :)Młoda i odważna z ciebie kobita :)


Offline Bożydar

Odp: Dianne kontra bezdomność
« Odpowiedź #3 dnia: 27 Grudzień, 2017, 10:38 »
Jak to mawiają "spoko majonez". ;)
Większość z nas (dzieci JW) było zaniedbywanych emocjonalnie i łatało sobie potrzebę miłości tak jak tylko potrafiło...
Guru z NY sami doprowadzili do takiego stanu, że nagromadziła się taka kupa odrażającej pedofilii jaka skutecznie obrzydza trafiających na nią ŚJ.
W moim przypadku było podobnie. Im wyżej pawian wchodzi na drzewo tym bardzie du.. mu widać.
Dałem zasłużonego Lajka i czekam na dalszą część twojej opowieści. :)
Pozdrawiam cieplutko :)


Offline Dianne

Odp: Dianne kontra bezdomność
« Odpowiedź #4 dnia: 27 Grudzień, 2017, 22:20 »
No to wracamy do retrospekcji

Napisałam do M, zarejestrowałam się na forum, przy okazji brat wrócił z Francji i zaczęłam go trochę odstępczyć. Napisałam anonimowy artykuł na joemonster o byciu Świadkiem Jehowy, i nie chciałam już chodzić na zebrania. Najgorzej było czekać aż z zebrania wrócą rodzice. Atmosfera nie była najprzyjemniejsza. Szczerze mówiąc to miałam ochotę rzucić wszystko i uciec jak najdalej. Bardzo pomagali mi wtedy bliscy ze świata i ludzie z forum. Jakby nie wy to pewnie bym się dawno wysadziła pod Nadarzynem.

Rodzice podejrzewali coraz więcej, zdarzało im się wyrzucić mnie z domu po to, żeby za parę dni stwierdzić, że jednak mogę wrócić. Spałam wtedy u tych ludzi ze świata, którzy mieli mnie tylko odciągnąć od Jehowy i zostawić.
Wynoszenie wszystkich swoich rzeczy i znoszenie ich później z powrotem nie było najwygodniejsze na świecie. Szczególnie źle znosiła to moja szczurzyca – Janusz. Każdą podróż odchorowywała cały dzień.
Czasami sama miałam dosyć ciągłego wciskania mi poczucia winy i innych szantaży emocjonalnych, więc starałam się spędzać jak najwięcej czasu z przyjaciółmi. W domu nie dało się wytrzymać, rodzice naciskali żebym odeszła ze zboru, bo jestem zakłamana i prowadzę podwójne życie. Nie starali się zrozumieć czegokolwiek, jechali świadkowskimi schematami. Przerażał mnie sam fakt wykluczenia, ale przede wszystkim nie chciałam stracić Łukasza.
W międzyczasie miałam 3 wizyty pasterskie, przychodził do mnie taki starszy Przemek debil ze swoim przydupasem. Wszystkie są nagrane, będzie mi się chciało to wrzucę.
W pewnym momencie ojciec zrezygnował z funkcji starszego. Wiadomo, przeze mnie.  Przyszedł do niego jeden ze starszych i wyprosili mnie z domu, więc zostawiłam włączony dyktafon :p Nie będzie takiego obgadywania. Nagranie też gdzieś by się znalazło.

 Koleżanki ze zboru jeśli już z nimi rozmawiałam potrafiły mi tylko opowiadać jak moja mama płakała podczas strażnicy o młodych. Prawdziwa przyjaźń jest tylko w zborze, no nie?

No i pewnego dnia wstałam z łóżka. Od razu wyczułam, że coś jest nie tak. Wiecie co się okazało? Zapomniałam wylogować swojego fejsa na wspólnym komputerze i przeczytali moje wiadomości. Było w nich totalnie wszystko. O paleniu fajek, o narkotykach i inne niemoralności. Jak mi o tym powiedzieli to wstałam i wróciłam za cztery dni.  Nie miałam psychicznej siły na cokolwiek, a wiedziałam, że tylko szukają haka i okazji, żeby mnie wypierdzielić, więc poprosiłam Staszka, który bardzo mnie wtedy wspierał o jakiś gotowiec listu o odłączeniu. Była tam prośba o usunięcie moich danych osobowych. Listu starsi nie chcieli mi podpisać, więc powiedziałam, że wyślę im go pocztą z potwierdzeniem odbioru. Obiecali poczekać.

W następnym tygodniu Łukasz nie poszedł na zebranie, bo musiał zostać dłużej w pracy. Spotkał się ze mną. Wtedy zadzwoniła do niego żona i powiedziała, że zostałam ogłoszona. Listu wysłać nie zdążyłam, a debil Przemek i jego przydupasy pozbawili mnie ostatniego spotkania z moim bratem na które się właśnie umawialiśmy.
Biegała dziewczynka po polu minowym i machała rączkami na pięć kilometrów.


KaiserSoze

  • Gość
Odp: Dianne kontra bezdomność
« Odpowiedź #5 dnia: 28 Grudzień, 2017, 21:59 »
Znam tą historie ze szczegółami ale zawsze przeżywa sie ją inaczej gdy sie czyta.
Czekamy na kolejną część.


Offline Takatam

Odp: Dianne kontra bezdomność
« Odpowiedź #6 dnia: 28 Grudzień, 2017, 22:18 »
To mnie zawsze dobijało, że twierdzą z góry, że wszyscy ludzie "w świecie" to zło wcielone. Nie mają ludzkich uczuć i nie pomagają w potrzebie. Ludzie są różni bez względu na wyznanie. Ja trafiłam na dobrych i tu i tu:)


Offline Proctor

Odp: Dianne kontra bezdomność
« Odpowiedź #7 dnia: 28 Grudzień, 2017, 22:26 »
Ktoś myślał nad tym żeby wydać książkę z historiami z tego forum? Zgoda wszystkich i...byłoby fajnie. :)


KaiserSoze

  • Gość
Odp: Dianne kontra bezdomność
« Odpowiedź #8 dnia: 28 Grudzień, 2017, 22:32 »
To byłaby bardzo smutna książka.


Offline Takatam

Odp: Dianne kontra bezdomność
« Odpowiedź #9 dnia: 28 Grudzień, 2017, 22:37 »
Ale z happy endem :)


Offline Estera

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 5 611
  • Polubień: 12927
  • Wiara, to nie łatwowierność.
Odp: Dianne kontra bezdomność
« Odpowiedź #10 dnia: 28 Grudzień, 2017, 22:43 »
To mnie zawsze dobijało, że twierdzą z góry, że wszyscy ludzie "w świecie" to zło wcielone. Nie mają ludzkich uczuć i nie pomagają w potrzebie. Ludzie są różni bez względu na wyznanie. Ja trafiłam na dobrych i tu i tu:)
   Nie religia stanowi o człowieku i całe szczęście.
   :) :)
Zachęcam do czytania, warto ... https://jedrusiowy.wordpress.com
Tego bloga również skarbnica wiedzy ... https://komitetsadowniczy.blogspot.com


Offline Dianne

Odp: Dianne kontra bezdomność
« Odpowiedź #11 dnia: 03 Styczeń, 2018, 21:40 »
Emocji które wtedy czułam było mnóstwo, ale najbardziej to byłam zwyczajnie wkurzona. W sumie to tak zdenerwowana jak wtedy byłam ostatnio chyba w 1410, więc poszłam pod salę królestwa gdzie spotkałam koordynatora. Nie powstrzymałam się, puściłam mu tak głośną i bogatą w epitety wiązankę, że ludzie się z okien kamienic wychylali zobaczyć co się dzieje. Koleś w końcu się popłakał i poszedł do samochodu gdzie czekała na niego żona z dzieckiem i przyjacielem. Wszystko słyszeli. Cóż.

W drodze pod salę zadzwoniłam do ojca zapytać czy naprawdę mnie ogłosili. Próbowałam mu powiedzieć, że nie miałam komitetu, że nawet nie wiedziałam, że chcą mnie ogłosić i, żeby z nimi pogadał, ale przerwał mi stwierdzeniem, że to nie jego sprawa. W sumie to nie wiem czego się wtedy spodziewałam.

W domu było coraz gorzej, a do tego na zgromadzeniu miał być film o wykluczonej córce wyrzuconej przez rodziców z domu. Cudownie, no nie?

W końcu nie wytrzymałam, powiedziałam rodzicom, że za tydzień się wyprowadzam i faktycznie to zrobiłam. Nie protestowali. Wypisałam się ze szkoły i zapisałam do liceum dla dorosłych w poznaniu którego i tak nie udało mi się zaliczyć (teraz dopiero kończę szkołę średnią). Do nowego mieszkania odwiózł mnie ojciec. Pomógł wnieść mi rzeczy pod drzwi, podał mi rękę na pożegnanie i poszedł. Ot tak po prostu. Całą drogę milczeliśmy.

 Rodzice dali mi wtedy 500zł na nowe życie, czy coś.

Kilka pierwszych nocy po prostu przepłakałam. W poznaniu nie miałam nikogo bliskiego, wszyscy przyjaciele i chłopak zostali w Inowrocławiu. Czułam się kompletnie sama. Miałam tylko szczurzyce, więc przynajmniej było z kim pić.

Później znalazłam pracę w Pyrabarze. Poza pracą poznałam tam cudownych i kochanych ludzi, szefa miałam takiego, że budził mnie czasem telefonem przed pracą żebym zwlekła dupsko z wyra :D Byli kochani i tak samo jak Rozbrat o którym zaraz napiszę sprawili, że Poznań stał się trochę moim miejscem.

Aż w końcu pewnego dnia dowiedziałam się, że następnego muszę się wyprowadzić z domu. Cóż :D
Zadzwoniłam do kolesia z którym zaprzyjaźniłam się po przeprowadzce. Załatwił samochód, przyjechał po mnie i zabrał właśnie na Rozbrat.

Kolejne dwa miesiące spędziłam na squocie. Więcej lat temu niż ja żyję opuszczony budynek został zajęty przez anarchistów i przerobiony na mieszkania. To jest właśnie Rozbrat. Piękne i magiczne miejsce. W poprzednim mieszkaniu musiałam otwierać pralkę widelcem, tutaj pralki działały normalnie :D Była ciepła woda, prąd, wifi i dobrzy, ciepli ludzie. Uratowali mi wtedy dupę, a może nawet i życie. Poznałam od cholery wspaniałych osób, nawet sobie kolczyk tam zrobiłam, przebijał mi go kumpel punk w rozbratowej kuchni. Pewnie nie zszokuje was to, że musiałam go później wyjąć :D

Nadal pracowałam w pyrce i czekałam tam na chłopaka, który miał generalnie w dupie moją sytuację. W zasadzie to tylko ją pogarszał, tak samo jak moje zdrowie psychiczne które i tak było w opłakanym stanie. Mówił że zamieszkamy razem w Poznaniu i, że mam na niego czekać. Wytrzymałam jeszcze miesiąc, czy tam dwa. Później, widząc że koleś ewidentnie robi mnie w ciula zabrałam rzeczy z Poznania do Inowrocławia, do mieszkania dziadków.  Tego samego w którym mieszkają rodzice.

W tym okresie dowiedziałam się, że umrzeć to wcale nie jest tak łatwo. Nie pamiętam ile razy próbowałam się zabić, zazwyczaj chciałam po prostu nałykać się tabletek i zobaczyć co się stanie, bardziej, żeby zwrócić na siebie uwagę, ale kilka razy próbowałam na poważnie. Po jednej takiej akcji przez dwa dni ledwo wstawałam z łóżka. Blizny na udach i przedramieniu zostaną mi pewnie do końca życia, chociaż jest nadzieja, bo robią się coraz mniej widoczne, mimo że do niedawna zawsze miałam jakieś żyletki przy sobie na wypadek „gorszego nastroju.” Mam wrażenie, że mam w głowie czarne chmury, które wiszą właśnie nad tamtym okresem dlatego nie lubię wracać do niego myślami. Ale no cóż, jednak żyję i będziecie się musieli jeszcze trochę ze mną pomęczyć :D 

Rodzicom zdarzyło się parę razy przez ten rok odpisać na jakieś wiadomości. Bardzo rzadko. Podobno mama, żeby sprawdzić co u mnie przeglądała mojego instagrama. Tak naprawdę byłam z tym wszystkim kompletnie sama i w sumie nie miałam większych powodów żeby sobie z tym radzić.

Aktualnie rodzice twierdzą, że znowu z nimi mieszkam i traktują to jako wymówkę żeby móc ze mną rozmawiać chyba. Co prawda w miesiącu w którym to piszę (w grudniu) spędziłam w domu może jeden dzień, ale ja tam nie narzekam. Odpisują mi na smsy, odbierają telefon. Póki co jest nieźle i nawet całkiem miło, o ile nie przebywamy ze sobą dłużej niż parę dni :D

Przez cały ten czas miałam dużo różnych przygód. Często wesołych i często takich których wolałabym nie mieć. Może kiedyś napiszę o jakichś poszczególnych. W każdym razie od tych złych i brzydkich ludzi ze świata dostałam bardzo dużo ciepła i wsparcia, menadżer knajpy w której pracowałam zaproponował nawet, żebym zamieszkała u niego :D

Teraz moje życie stało się jakby weselsze. Mam osobę i miejsce do którego mogę wracać, traktuję to trochę jak „dom” czy coś w tym stylu (słowo dom brzmi dla mnie strasznie dziwnie, obco jakoś, ale chyba to jest coś takiego). Jest dobrze mimo, że moja historia jeszcze się nie skończyła. Czekam na happy end który nastąpi dopiero jak mój brat napisze tutaj swoją historię ;)

Także luju, napierdalaj.
« Ostatnia zmiana: 03 Styczeń, 2018, 21:50 wysłana przez Dianne »
Biegała dziewczynka po polu minowym i machała rączkami na pięć kilometrów.


KaiserSoze

  • Gość
Odp: Dianne kontra bezdomność
« Odpowiedź #12 dnia: 03 Styczeń, 2018, 21:58 »
Zawsze mnie wkurwiało to, jak bardzo przedmiotowo traktowali cię ludzie, którzy powinni być bliscy i najbliżsi... Jak bardzo nie pomagali ci, na których powinnaś móc liczyć...

Znam twoją historię ze szczegółami a mimo to wzruszyłem się przeżywając ją po raz kolejny. Końcówka rozwala!


Online DonnieDarkoJG

  • Pionier
  • Wiadomości: 693
  • Polubień: 3268
  • Every living creature on this earth dies alone..
Odp: Dianne kontra bezdomność
« Odpowiedź #13 dnia: 03 Styczeń, 2018, 22:06 »
Miałem przyjemność poznać osobę która sprawiła, że u Dianne pierwszy raz od dawna pojawiły się wesołe oczy i szczery uśmiech.
Btw ma zarąbisty tyłek dobry wybór Dianne ;)


Offline Dianne

Odp: Dianne kontra bezdomność
« Odpowiedź #14 dnia: 03 Styczeń, 2018, 22:07 »
Twoja Donica też niczego sobie :D
Biegała dziewczynka po polu minowym i machała rączkami na pięć kilometrów.