Witaj, gościu! Zaloguj się lub Zarejestruj się.

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Autor Wątek: TAJEMNICZE lata JEZUSA pomiędzy 12-30 rokiem Jego życia?  (Przeczytany 4390 razy)

Offline Odłączona

  • Nieochrzczony głosiciel
  • Wiadomości: 27
  • Polubień: 75
  • Chwała Bogom!
Odp: TAJEMNICZE lata JEZUSA pomiędzy 12-30 rokiem Jego życia?
« Odpowiedź #45 dnia: 10 Kwiecień, 2019, 14:04 »

Jeżeli chodzi o kontynuację tego wątku:


Jednak przez wieki najpopularniejsza wersja alternatywnej historii Chrystusa głosiła, że celem Jego ostatecznej wędrówki był ponownie Daleki Wschód, czasem bardzo daleki...

Tekst pochodzi z miesięcznika katolickiego LIST 07/06 "Święty Graal i inne tajemnice Kościoła"

Ciekawy i kontrowersyjny jest esseński wątek Jezusa.

"Jaki był prawdziwy Jezus? Czy był on Żydem z krwi i kości, ekshumowanym i pośmiertnie wykreowanym na Boga, czy tez był Bogiem z urodzenia, czyli zarania dziejów, jak podaje do wierzenia Kościół? Jeśli chcemy podążać za postępem intelektualnym naszej epoki, musimy znaleźć jakąś odpowiedź na to pytanie. Myślę, że angielska metoda "multiple choice quiz" może nam tutaj pomoc. Weźmy wiec pod rozwagę cztery następujące alternatywy i spróbujmy wybrać najwłaściwszą z nich:
     1. Jezus był członkiem zakonu esseńskiego przez całe swoje życie
    2. Jezus był nim tylko przez pewien czas (dwunastoletni chłopiec musiał przecież zdobyć gdzieś wykształcenie teologiczne skoro umiał dyskutować z faryzeuszami i uczonymi w Piśmie)
     3. Jezus nigdy nie był esseńczykiem, lecz podobnie jak oni zapożyczył nauki od innych nauczycieli ówczesnego i/lub starszego pokolenia.
     4. Jezus nigdy nie był esseńczykiem i nie miał z nimi nic wspólnego
     Myślę, że ostatni, czwarty punkt można śmiało odrzucić. Ilość podobieństw do esseńczykow w naukach Jezusa daje ku temu pełne podstawy.
     Punkt pierwszy również budzi pewne wątpliwości. Gdyby historyczny Jezus by esseńczykiem przez cale życie, to podobnie jak oni trzymałby się wiernie pewnych granic, zwłaszcza co się tyczy zakonu mojżeszowego. Tymczasem Jezus był bardziej liberalny w tej dziedzinie, co daje podstawy do wierzenia, że choć dobrze esseńczykow znał, nie był z nimi przez cale życie blisko związany. Wydaje się jednak całkiem prawdopodobne, że żył wśród nich podobnie jak Jan Chrzciciel, lecz w pewnym momencie swojego życia opuścił ich zakon i rozpoczął działalność publiczna na własną rękę.
    Uważam, ze punkt drugi jest najbardziej logiczny w świetle tego co mówią o esseńczykach Zwoje Morza Martwego, chociaż nie spierałbym się z kimś kto wybrałby punkt trzeci. Nauki esseńskie, z którymi Jezus prawdopodobnie zetknął się w dzieciństwie wywarły trwały wpływ na cale jego dorosłe życie. Flawiusz pisze, że esseńczycy przyjmowali do siebie dzieci innych rodzin, czyli z zewnątrz, spoza ich środowiska, i kształcili je na swój własny styl. Ewangelie podają, że Jezus pochodził z niezamożnej, wielodzietnej rodziny, a szkoła qumrańska oferowała wówczas takim rodzinom możliwość kształcenia ich dzieci. "

źródło: https://www.fahrenheit.net.pl/archiwum/f17/sedzi17.html
« Ostatnia zmiana: 10 Kwiecień, 2019, 14:11 wysłana przez Odłączona »
Witaj Nowe! Żegnaj Stare! Niech nam płoną ognie Jare!


Offline Nadaszyniak

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 4 014
  • Polubień: 6008
  • Psychomanipulacja owieczek # wielkiej wieży(Ww)
Odp: TAJEMNICZE lata JEZUSA pomiędzy 12-30 rokiem Jego życia?
« Odpowiedź #46 dnia: 10 Kwiecień, 2019, 15:14 »
(mtg):

cytat: Jezus i esseńczycy
Jezus został ukształtowany przez nauczycieli tej grupy wyznaniowej za pośrednictwem Jana, który esseńczykom był co najmniej bliski. Bez wątpienia przejął ideologię esseńską, którą jednak po części zmodyfikował.
Z drugiej strony Nowy Testament zawiera wypowiedzi Jezusa, które są znane mało lub prawie wcale, bo nie pasują do jego dzisiejszego wizerunku, głoszonego z ambon.
Esseńczycy mieli zwyczaj wspólnego spożywania posiłków. Stąd też Ostatnia Wieczerza Jezusa.
U esseńczyków w uroczystości tej mogli brać udział tylko mężczyźni zdrowi. Kobiety były wykluczone tak samo jak chorzy i inwalidzi, których Jezus obdarzał miłością.
Esseńczycy odrzucali zwierzchnictwo stanu kapłańskiego, który w ich oczach nie tylko odszedł od prawdziwej wiary, lecz również był podległy w sposób niegodny Rzymianom. Jezus również tego zwierzchnictwa nie akceptował.

Dla esseńczyków Rzymianie byli siłami ciemności, najgorszymi wrogami Izraela. Nawoływali do powstania przeciw okupantom, do nienawiści i przemocy. Ukryte wezwania do powstania zbrojnego – które mogło być skierowane tylko przeciw Rzymianom – można też znaleźć w wypowiedziach Jezusa, który na przykład u Mateusza mówi: „Nie mniemajcie, że przyszedłem przynieść pokój na ziemię; nie przyszedłem przynieść pokój, ale miecz” (Mat. 10, 34).
A u Łukasza czytamy: „Ogień przyszedłem rzucić na ziemię i jakżebym pragnął, aby już płonął. [...] Czy myślicie, że przyszedłem, by dać ziemi pokój? Bynajmniej, powiadam wam, raczej rozdwojenie” (Łuk. 12, 49 i 51).
Jezus na pewno wiedział, że wezwanie do powstania przeciw Rzymianom wywoła rodzinne konflikty. Ojcowie rodzin dbający o bezpieczeństwo swoje i najbliższych będą skłonni dla świętego spokoju ułożyć się jakoś z Rzymianami. Krewka młodzież natomiast była gotowa od razu rzucić się do walki z okupantem.
Jezus:
„Odtąd bowiem pięciu w jednym domu będzie poróżnionych; trzej z dwoma, a dwaj z trzema; będą poróżnieni ojciec z synem, a syn z ojcem, matka z córką, a córka z matką, teściowa ze swą synową, a synowa z teściową” (Łuk. 12, 52-53).
Opór przeciw Rzymianom wywoła rodzinne waśnie, młodzi zaczną się kłócić ze starszymi.
U Mateusza Jezus mówi:
„Bo przyszedłem poróżnić człowieka z jego ojcem i córkę z jego matką, i synową z jej teściową. Tak to staną się wrogami człowieka domownicy jego” (Mat. 10, 35-36).
U Łukasza jest konkretna wskazówka, jak ludzie będą się zachowywać. Wezwanie wyrażone przez Jezusa oznacza koniec końców wojnę wszystkich z Rzymianami:
„Lecz teraz, kto ma trzos, niech go weźmie, podobnie i torbę, a kto nie ma miecza, niech sprzeda suknię swoją i kupi” (Łuk. 22, 36).

Jezus szukał samotności na pustyni – jak esseńczycy, którzy pamiętali, że lud Izraela był kiedyś miły Bogu i dlatego Jahwe uwolnił go z egipskiej niewoli i poprowadził przez pustynię.
Podobnie jak Jezus także esseńczycy głosili nakaz nieposiadania dóbr doczesnych. Oto co pisze Józef Flawiusz:
„Są bowiem u Żydów trzy rodzaje uprawianej filozofii: zwolennicy jednej zwą się faryzeuszami,
drugiej – saduceuszami, a trzeciej – esseńczykami. Ci ostatni cieszą się powszechnie opinią wielce
świątobliwych. Są rodowitymi Żydami, lecz łączą ich ze sobą silniejsze niż u innych więzy miłości. [...]
Bogactwa mają w pogardzie [...]. Obowiązuje ich bowiem zasada, że wstępujący do sekty przekazują
swoje mienie zakonowi [...] i wszyscy jak bracia korzystają ze wspólnego dobytku. [...] Z ubioru i
postawy podobni są do dzieci [...]. Nie zmieniają szat ani sandałów, dopóki nie ulegną zupełnemu
zniszczeniu” [Józef Flawiusz, „Wojna żydowska”, Warszawa 1992, s. 161 n.e.].

Podobnie było z Jezusem. Ktoś, kto chciał być zaliczony do niewielkiego kręgu jego prawdziwych uczniów, musiał, jak ustalił prof. dr Pinchas Lapide, pozbyć się całego majątku, „aby żyć we wspólnocie równych sobie – często narażając się na niebezpieczeństwo, prześladowania władz
rzymskich i konieczność ucieczki” [Pinchas Lapide, Ist die Bibel richtig übersetzt?, Gütersloh 1994, s. 54].

Tego surowego wymogu, który trzeba było spełnić bezwarunkowo, jeśli chciało się zostać uczniem Jezusa, nie mógł albo nie chciał spełnić pewien „bogaty młodzieniec”.
Według Łukasza wywodził się on z warstw wyższych, z kręgów ludzi zamożnych. Jezus zażądał od młodzieńca –jego wypowiedź Mateusz, Marek i Łukasz przekazują prawie dosłownie:
„Sprzedaj wszystko, co tylko masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie, a potem przyjdź i naśladuj mnie” (Łuk. 18, 22).
Ale młody człowiek nie chciał się na to zgodzić: „A ten na to słowo sposępniał i odszedł zasmucony, albowiem miał wiele majętności” (Mar. 10, 22).
Nie został więc przyjęty do grona uczniów Jezusa. Nie pomogło mu też, że Jezus chętnie uczyniłby go swoim współbojownikiem:
„Jezus spojrzał nań z miłością” (Mar. 10, 21).
Jedna z najbardziej znanych przypowieści Jezusa mogłaby pochodzić bezpośrednio od esseńskiego nauczyciela:
„Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do Królestwa Bożego” (Mar.10, 25).
Całe pokolenia teologów próbowały przypowieść tę zrozumieć. Myślano, że w jerozolimskich murach miejskich jest bardzo mała brama, przez którą trudno jest przejść wielbłądowi, do tego objuczonemu. Ale okazuje się, że cały problem spowodował banalny błąd tłumacza.
W aramejskim oryginale było słowo gamta, z którego zrobiono gamal – i tak z „liny” powstał „wielbłąd”.
W oryginale Jezus mówi: „Łatwiej przejść linie od łodzi przez ucho igielne niż bogatemu wejść do Królestwa Bożego”. Jezus zastosował porównanie znane słuchaczom – rybakom znad Jeziora Tyberiadzkiego.
Ale Jezus nie stronił tak całkiem od „wstrętnej mamony”. Akceptował finansowe wsparcie możnych zwolenników. Na przykład „Joanna, żona Chuzy, zarządcy dóbr Heroda, i Zuzanna” wspierały Jezusa i jego grupę.

Teraz nadszedł już czas porównać wszystkie wypowiedzi Jezusa, zawarte w ewangeliach, z pismami esseńczyków z Qumran. W epoce komputerów nie będzie to stanowiło problemu.
Analiza taka potwierdzi zapewne przypuszczenie, że między nauką Jezusa a nauką esseńczyków istnieją nie tylko podobieństwa, lecz również duże zbieżności.
Jeśli więc na przykład u św. Jana czytamy: „Ja jestem światłością świata; kto idzie za mną, nie będzie chodził w ciemności, ale będzie miał światłość żywota” (Jan 8, 12), to odpowiada to dokładnie dawnej wierze esseńczyków, która nawiązywała często do dualizmu światła i ciemności, wierze, dla której świat jako taki był sprzecznością ciemności i światła.
W jednej z ewangelii czytamy: „w nim [Bogu] było życie, a życie było światłością ludzi. A światłość świeci w ciemności, lecz ciemność jej nie przemogła” (Jan 1, 4-5). Sentencja ta mogłaby równie dobrze wyjść spod pióra któregoś z esseńskich mnichów.
Wykraczałoby poza ramy tej książki, gdybyśmy chcieli wyliczyć wszystkie niewątpliwe paralele między nauką Jezusa a esseńczyków. W tym miejscu wymienię więc tylko parę z wielu takich zgodności.
W pismach esseńczyków jest mowa o „fundamencie, którym nic nie wstrząśnie”. Jezus nazywa Piotra opoką, która nigdy się nie zachwieje. Esseńczycy przyjmowali do swojej wspólnoty tylko tych, którzy wyjawili wszystkie swoje grzechy, czyli się wyspowiadali – tak samo jest w chrześcijaństwie.

Jezus, jak esseńczycy, ostrzegał przed zbliżającym się sądem ostatecznym. I on, i esseńczycy wymagali, aby kochać bliźniego jak siebie samego.
Jezus mówił – jak esseńczycy – o „synach światłości”, którzy podejmą walkę z „siłami ciemności”. Obie nauki obiecywały tym, którzy będą żyć z duchem prawdy, „życie wieczne”.
Zarówno w tekstach esseńczyków, jak i w kazaniach Jezusa pojawiają się często takie pojęcia jak „duch święty” i „członkowie nowego
przymierza”.

Szczególnie wyrazista jest następna zgodność: zarówno esseńczycy, jak i Jezus byli przekonani, że wkrótce nastąpi koniec świata i ludzie staną przed sądem Bożym.
Nie ma wątpliwości: Jezus i esseńczycy byli sobie bardzo bliscy ideowo, przynajmniej w czasach, kiedy Jezus był uczniem Jana Chrzciciela. Nie znaczy to oczywiście wcale, że Jezus był esseńczykiem. Na takie twierdzenie, podnoszone chętnie i często przez autorów książek popularnonaukowych, nie ma w Nowym Testamencie najmniejszych dowodów.
Z drugiej wszakże strony nic nie świadczy o tym, że Jezus nie przebywał, być może tylko w charakterze gościa, w zakonie esseńczyków. W każdym razie Józef Flawiusz pisze, że przez pewien czas przebywał w ich wspólnocie.

Charakterystyczne jest, że nigdzie w Nowym Testamencie, nawet na marginesie, nie wspomina się wspólnoty esseńczyków. Gdyby jedyne źródło stanowiły ewangelie, to można by przypuszczać, że esseńczycy w ogóle nie istnieli. A przecież w czasach Jezusa ich znaczenie było ogromne.
Określali swój zakon jako „armię zbawienia”, która na wieki przed Jezusem, w czasach Machabeuszy, została powołana do życia przez pewnego „nauczyciela sprawiedliwości”.
Filon z Aleksandrii (25 p.n.e.-50 n.e.) tak pisze w swoim dziele Quod omnis probus liter sit: „Syria palestyńska, zamieszkana w istotnej części przez bardzo liczny naród Żydów, nierzadko też rodzi ludzi przedkładających cnotę nade wszystko. Niektórych z jej mieszkańców, w liczbie ponad cztery
tysiące, określa się mianem esseńczyków.
Nazwa ta moim zdaniem, choć ściśle biorąc nie pochodzi z greckiego, wiąże się ze słowem »świętość«. Istotnie są to ludzie, którzy w szczególny sposób oddają się służbie Bożej. Nie składają ofiar ze zwierząt, lecz uważają za słuszniejsze uświęcanie swoich myśli.
Nie gromadzą złota ni srebra, nie nabywają majątków ziemskich, lecz mają tylko to, co niezbędne do życia.
Prawie samotnie żyją pośród ludzi, nie mając dóbr ni posiadłości, mimo to uważają się za bogatych, bo uważają skromność i dobroć za skarb prawdziwy. Odrzucają wszystko, co budzi w nich żądzę posiadania.
Nie ma wśród nich jednego nawet niewolnika, wszyscy są wolni i pomagają sobie wzajem. Mają wspólne pieniądze dla wszystkich i wspólne wydatki”.

Dlaczego pisma Nowego Testamentu o tym milczą?
Problem ten dotyka jednej z największych tajemnic nie tylko Nowego Testamentu, lecz Biblii w ogóle. Czy Jezus, przynajmniej w początkowych latach swojej działalności, był esseńczykiem?
Czy aktywnie dążył do upadku władzy Rzymian?
Czy wzmianki o tym ocenzurowano i usunięto z pism Nowego Testamentu – a stało się to w czasach, w których Jezusa chciano uznawać tylko za odnowiciela czysto religijnego?
Wywrotowiec, który odrzucał panującą władzę, nie nadawał się na centralną postać religii, która w stuleciach „po Chrystusie” wybiła się szybko na religię państwową.


Offline Nadaszyniak

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 4 014
  • Polubień: 6008
  • Psychomanipulacja owieczek # wielkiej wieży(Ww)
Odp: TAJEMNICZE lata JEZUSA pomiędzy 12-30 rokiem Jego życia?
« Odpowiedź #47 dnia: 23 Kwiecień, 2019, 21:41 »
Witaj Światus- bardziej jestem zgodzić się  z tym materiałem  :)
« Ostatnia zmiana: 23 Kwiecień, 2019, 21:47 wysłana przez Nadaszyniak »


Offline Nadaszyniak

  • Pionier specjalny
  • Wiadomości: 4 014
  • Polubień: 6008
  • Psychomanipulacja owieczek # wielkiej wieży(Ww)
Odp: TAJEMNICZE lata JEZUSA pomiędzy 12-30 rokiem Jego życia?
« Odpowiedź #48 dnia: 13 Maj, 2019, 22:54 »
mtg:
Rozstrzygnięcie dylematów co do historyczności postaci Jezusa i wiarygodności zapisów ewangelicznych nie jest takie proste i oczywiste. Nie wystarczy tylko przekonanie i wiara.
Rozum musi „zostać dopuszczony do głosu". Ale i ten w samotności nie jest w stanie przynieść ostatecznej odpowiedzi.
Każdemu wolno mieć inne zdanie.
Teza, że Jezus istniał naprawdę, mniej więcej zgodnie z opisem w ewangeliach, wydaje się mocno wątpliwa, nie istniał Jezus albo, że osoba będąca Jego pierwowzorem na tyle odbiegała od opisu ewangelicznego, że zupełnie do niego nie przystaje.
Zastanawiam się nad przyczynami tak wielu niespójności, a nawet sprzeczności między poszczególnymi ewangeliami. Nie narzucam, to mój własny osąd.
Wiara nie może żyć w sprzeczności z rozumem, gdyż dopiero razem stanowią one o naszej tożsamości, o naszym jestestwie.

W piśmiennictwie na temat Jezusa pojawiają się dwie zasadnicze tezy.
Jedna, że Jezus Chrystus istniał naprawdę, a druga przeciwna, z pewną modyfikacją co do ewentualnego pierwowzoru, na którym oparty został zapis Ewangelii.

Istnieją też i inne wyjaśnienia, z których sześć jest wyróżniających się grup - nazwijmy to subtelnie pewne odmienne spostrzeżenia:

1. Jezus był prorokiem. Opis Jego postaci i nauczania został przerobiony na potrzeby polityczne ówczesnych władców. W tym celu dokonano wyboru czterech spośród ponad osiemdziesięciu znanych wówczas ewangelii, zakazując powielania pozostałych, a w ostateczności doprowadzając do ich całkowitego zniszczenia;
2. Jezus istniał, ale nie umarł na krzyżu. Podstawą tej tezy jest założenie, że martwe ciało nie krwawi i tym samym nie mogło ciało Jezusa zostawić takich śladów, jakie przedstawia np. Całun Turyński. Serce Jezusa biło jeszcze, gdy został On zdjęty z krzyża;
3. Jezus był członkiem lub nawet przywódcą sekty esseńczyków, albowiem podobieństwo Jego nauczania i nauki sekty są ze sobą zbieżne.
Sekta ta miała długie i bogate tradycje. Zaistniała niedługo po powstaniu Machabejczyków, a w czasach Jezusa była już silną i dobrze zorganizowaną strukturą. Jej ówczesna siła stała się też przyczyną zguby. Słabnący w związku z sytuacją polityczną judaizm rabiniczny musiał w efekcie wystąpić przeciwko przywódcom i członkom sekty jako bluźniercom.
Dalszy rozwój sekty uniemożliwiło wygnanie Żydów z Palestyny po zburzeniu świątyni jerozolimskiej, co doprowadziło do jej zupełnej marginalizacji. Warto dodać, że znaleziska w Qumran nie potwierdzają bezpośrednio tej tezy;
4. Jezus był religijnym fanatykiem, co było wynikiem Jego zaburzeń psychicznych. Jedni uważają, że był On szamanem - ekstatykiem, inni że był szaleńcem, paranoikiem na tle religijnym.
Znane są poważne prace naukowe udowadniające chorobowy charakter odmiennych zachowań Jezusa. Miał on miewać halucynacje, które wskazywałyby na duże urojenia, które nieustannie się potęgowały.
Pisano: „Wszystko, co wiemy o Jezusie, pasuje tak doskonale do klinicznego obrazu paranoi, że jest wprost trudne do pomyślenia, że ludzie mogliby kwestionować dokładność tej diagnozy";
5. Jezus był przywódcą ruchu politycznego, buntu przeciwko okupacji Palestyny przez Rzym, dążącym do wzniecenia powstania narodowego przeciwko okupantom;
6. Są też zwolennicy łączenia postaci Jezusa z hipotezą o istnieniu cywilizacji pozaziemskich.

Podobnie jest z oceną Ewangelii:
Albo uważa się je za dokument autentyczny, natchniony Duchem Świętym przez Boga, albo za parafrazę innych pism, w tym staroegipskich, starożydowskich, greckich /zwłaszcza z zakresu mitologii/, jak i ludów zamieszkujących sąsiednie ziemie.
Żywa jest też teoria, że Ewangelii nie należy traktować dosłownie ani jako dokumentu historycznego, ani jako dosłownego opisu misji i nauki Jezusa. Należy szukać w niej tajemniczego przekazu za pomocą analizy symboli.

Trudno ustalić historyczność Jezusa, jest to jednak zadanie niewykonalne. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby ktoś ponownie zechciał powtórzyć ten eksperyment, tak jak to już po wielokroć czyniono w minionych dziesięcioleciach. Mieliśmy i mamy do czynienia z zagadką.
Jezus pozostaje nieznany także dlatego, że tak był przedstawiany przez Kościół od dwóch tysięcy lat.
W Ewangeliach, tych czterech najważniejszych, napotkano sporo niedokładności, nieścisłości i kłamstw wreszcie.

Musimy sami sobie odpowiedzieć, dlaczego tak jest? Czy winna jest tylko zwykła ludzka ułomna pamięć i niefrasobliwość, z jaką w dawnych czasach przekazywano relację o zdarzeniach, faktach wreszcie, ubarwiając je legendami po to, aby mogły zakorzenić się w tradycji?
Ktoś, kto uważnie czyta Ewangelię i inne pisma Nowego Testamentu, może mieć wrażenie, że opowiadają one nie o jednym, nie o dwóch, ale o trzech Jezusach.

Chrześcijaństwo zadziwiająco jest podobne do wielu kultów starożytnego Bliskiego Wschodu, zwłaszcza kultów płodności.
Ma też niewiele wspólnego z Jezusem, Jego wierzeniami i praktykami, gdy przyjmiemy, że On faktycznie istniał. Jest ono w większej części tworem nauk Św. Pawła; a czy przez to chrześcijaństwo żyje w niezgodzie z planem Jezusa - Bóg jeden wie.
Jest chrześcijaństwo kompilacją semickich tradycji religijnych i idei hellenistycznych, a także pogańskich mitów i legend utrwalonych w języku greckim (wówczas powszechnie używanym) po to, aby mogło być propagowane w świecie hellenistycznym.

Chrześcijaństwo nie jest oczywiście historią, ale religią. Treści wiary, sedno religii są niepodważalne. Nie mogą być nawet poddawane pod dyskusję.
Dla każdego wierzącego jego wiara jest czymś immanentnie indywidualnym, co nie może być poddawane ocenie innych.

Wiara jest wartością nieracjonalną. Historia natomiast jest w końcu tylko opisem wydarzeń.
Ale czy traci ona na wartości, czy ma jakiekolwiek znaczenie w obliczu wiary?
Nie! Każda z nich musi być wierna samej sobie, ale wzajemnie nie mogą się wykluczać, gdyż religia byłaby wtedy zwykłą legendą, zabobonem, mitem.
Historia posługuje się językiem nauki, czystego, racjonalnego umysłu.
Religia natomiast językiem intuicyjnej wyobraźni, językiem duszy i serca. Nie da się ich obu połączyć w jedno.

Na końcu pozostaje pytanie:
Czy odkrycie prawdy historycznej na temat Jezusa w jakikolwiek sposób dyskredytuje chrześcijaństwo jako religię? Jeżeli wiara jest w swej istocie historią, to tak, ale nie, jeśli jest czymś innym!
Obie te dziedziny nie mogą jednak być ze sobą w konflikcie. Muszą się wzajemnie wypełniać, uzupełniać. Jeżeli tak nie jest, to jedna z nich przegra, zniknie.