Świadkowie Jehowy - forum dyskusyjne

DYSKUSJE DOKTRYNALNE => BIBLIA - DYSKUSJE..... => Wątek zaczęty przez: donadams w 27 Październik, 2026, 07:32

Tytuł: List do Tytusa - kwestie tłumaczenia
Wiadomość wysłana przez: donadams w 27 Październik, 2026, 07:32
Czytałem ostatnio list do Tytusa w przekładzie międzywierszowym i zauważyłem kilka kwestii, które w zasadzie nie są właściwe wyłącznie Świadkom Jehowy, ale też ich dotyczą. Ponieważ to forum dotyczy Świadków, będę cytował z Przekładu Nowego Świata, ale w katolickich bibliach zastosowano podobne rozwiązania.

Tytusa 1:6 w kontekście wymagań stawianych biskupowi/starszemu:

"Mężczyzna taki powinien być bez zarzutu, powinien mieć jedną żonę i wierzące dzieci, których nie można posądzić o rozwiązłość ani nieposłuszeństwo."

Czy dzieci starszego naprawdę mają być "wierzące"? W tekście pada greckie pista, które znaczy tyle, co "wierne", oddawane też jako "godne" czy "godne zaufania". Pista powiązano z opinią o braku rozwiązłości i nieposłuszeństwie, co w zasadzie nie ma związku z wiarą, tylko z dobrym wychowaniem. Stąd mój wniosek, że dzieci starszego mają być po prostu dobrze wychowane ("godne" lub "wierne", tak jak "wierny" swemu panu niewolnik - to samo greckie pista).

Czy byłoby w ogóle rozsądne, żeby od starszego wymagać, by jego dzieci były "wierzące"? A jaki on ma na to wpływ, jeśli każdy ma sam wybrać i mieć wolną wolę? Może mieć jedynie wpływ na wychowanie tych dzieci, a na pewno w większym stopniu. Na to też wskazuje 1 Tymoteusza 3:4,5. Tam, w kontekście wymagań wobec starszych i ich dzieci, wskazano jedynie na kwestie wychowawcze, co jest rozsądne.

Dlatego uważam, że ten fragment należałoby oddawać raczej przez "wierne dzieci", co byłoby bezpośrednim tłumaczeniem użytego greckiego słowa, lub "dzieci godne wiary". Greckie pista jest oddawane też na "wiarygodne", "godne zaufania", "zasługujące na zaufanie" czy "godne wiary". To ma zdecydowanie większy sens, niż "wierzące".

Skąd w ogóle taka tradycja, by wymagać, że dzieci starszego lub biskupa będą "wierzące"? Powiedziałbym, że jest to w interesie zorganizowanych religii jako takich, by jak najwięcej ludzi angażować w konkretne wyznanie, a każda droga jest do tego dobra, w tym absurdalne wymaganie wobec dzieci. Tak, jakby wiara była czymś, co można dziecku wpoić jak mówienie "dziękuję" i "proszę". Widać z resztą po liczbie młodych ludzi, którzy w dorosłym życiu pozostają Świadkami - a jest to bardzo mały odsetek - że to po prostu nie działa, a nastręcza mnóstwa problemów.